piątek, 22 maja 2015

Szpiegujące lampy uliczne będą podglądały mieszkańców Florydy.

Władze miasta Jacksonville, Floryda, przygotowują się do zainstalowania ponad 50 "inteligentnych" lamp ulicznych w ramach nowego programu pilotażowego General Electric GE.

Zgodnie z “GE Intelligent City Initiate” “zbierające dane” latarnie LED zostaną umieszczone w centrum miasta i okolicach. Według czwartkowej prezentacji oświetlenie GE będzie "połączone ze sobą i będzie zbierało dane w czasie rzeczywistym", jak donosi Jacksonville Business Journal.

"Inteligentne LEDy GE są bramą do zmieniających się technologii miasta, zawierając czujniki, sterowniki, nadajniki radiowe i mikroprocesory budowane w system LED" stwierdza GE. Po pobraniu danych "oprogramowanie Predix" GE będzie w czasie rzeczywistym analizowało dane, przekazując miastu wiele informacji.

Więcej na temat inteligentnych urządzeń elektrycznych w zakładce "Smart Grid":


"Predix, platforma oprogramowania GE dla Internetu Przemysłowego, zbiera i analizuje dane z tych komponentów, zapewniając zoptymalizowane narzędzia, które są odpowiedzią na wyzwania miasta" stwierdza GE.

Mimo, że miasto będzie miało dostęp do danych, to rzecznik miasta David DeCamp przyznaje, że GE będzie właścicielem wszystkich zebranych informacji.


Link do oryginalnego artykułu: LINK


czwartek, 21 maja 2015

Polska Prawa, a folwark Wojewody Pomorskiego.


„Nie ma innego grzechu jak głupota”. 
św. Tomasz z Akwinu

Jak podała prasa 2 kwietnia 2015 roku, a więc nie był to Prima Aprilis, PT Wojewoda Pomorski wystawił mandaty po 2500 złotych, dla rodziców odmawiających szczepień swoich dzieci. W ten sposób Pan Wojewoda, Ryszar Stachurski, wybiegł przed szereg i testuje wytrzymałość społeczeństwa na pozaprawne działania PT ekipy rządzącej. Już sam pomysł karania jest wprowadzaniem faszyzmu do Polski tylnymi drzwiami. Przypomnę, że pomimo klęski pod Stalingradem, gdzie Hitler stracił 250 000 żołnierzy, Niemcy nadal stosowali przymus szczepień. Tylko w latach 1942-42, na skutek szczepień przeciw błonicy, zmarło ponad 250 000 dzieci. Zresztą wcześniej, w czasie epidemii ospy 1912 roku, zmarło co 3 zaszczepione dziecko, czyli 37 000 ofiar. Takiej rzezi niemowląt, w jednym okręgu, nie dokonała w ostatnim okresie żadna choroba. Wszystkie te niemowlaki zmarły po szczepieniach! Tak jest, gdy zaczynają dominować cywilizacje azjatyckie, czyli wyższość urzędu nad rozumem.

Ale po kolei.
Po pierwsze, wysokość mandatu na rodzinę wynosi 5000 zł [jeden mandat dla matki i tej samej wysokości dla ojca] czyli dwukrotną wysokość średniej pensji. Wiadomo, że rzecz jest nie do zapłacenia i rodzina ma do wyboru albo zaszczepić dziecko albo iść do więzienia. A pójście do więzienia będzie równoznaczne z wydaniem wyroku o odbiorze dzieci i przekazaniu ich do rodzin zastępczych. I o to najwyraźniej chodzi. Nie jest to bowiem pierwszy w ostatnich latach pretekst do odbierania w Polsce dzieci rodzicom.

Po drugie, nieznajomość historii, nie tylko przez Pana Wojewodę, ale i zatrudnionych przez niego ludzi, zresztą opłacanych z naszych, podatnika pieniędzy, powoduje powtarzanie się historii. To co robi obecnie Wojewoda Stachurski, po 146 latach od pierwszego takiego zdarzenia, jest po prostu powtórzeniem tego, co było w Anglii, w roku 1869. Tam także władze wpadły na „genialny” pomysł karania mandatami rodziców dzieci niepoddających się przymusowym szczepieniom. W efekcie, ponad 100 matek umieszczono w więzieniu, ponieważ także nie posiadały gotówki na wzbogacenie kasy urzędów. Społeczeństwo zbuntowało się i zmusiło władze, ręcznie, do wycofania idiotycznego pomysłu przymusowych szczepień.

Efekt był zaskakujący. W okręgach, w których stosowano przymus szczepień, śmiertelność była 20 razy większa, aniżeli w mieście Lancaster, gdzie zrezygnowano ze szczepień. Czyli matki, opierając sie głupiej ustawie - przymusowi szczepień - uratowały swoje dzieci. No, ale skąd Pan Stachurski może o tym wiedzieć, przecież zawsze będzie się tłumaczył, że nie jest specjalistą i tylko wykonuje polecenia.
Tylko od kogo je dostaje?

Już John Locke [1632-1704] twierdził, że rząd musi chronić nasze naturalne prawo. To naturalne prawo, to prawo do życia, wolności i własności. Jeżeli te prawa są łamane, społeczeństwo ma prawo do „wymiany” rządu. Niewątpliwie stosowanie przymusu szczepienia substancjami nieprzebadanymi, jest naruszeniem prawa do życia. Przykładowo, w niektórych szczepionkach stężenie rtęci jest 25000 razy większe, aniżeli dopuszczalne w wodzie pitnej. Trudno nie nazywać tego inaczej, jak gdybaniem na życie. Podobnie Wyroki Trybunału Norymberskiego stwierdzały i podkreślały, że żaden urzędnik nie może się tłumaczyć poleceniem odgórnym, jeżeli jest ono sprzeczne z prawem międzynarodowym. A co mówi prawo międzynarodowe w tym temacie? Otóż prawo międzynarodowe mówi jednoznacznie, od Konwencji Genewskiej poczynając.
„Nikt nie będzie poddawany, bez swojej zgody swobodnie wyrażonej, doświadczeniom lekarskim, ani naukowym”.

Czy wstrzykiwanie preparatów ogólnie uznanych za trucizny, na przykład rtęci, aluminium, znanych neurotoksyn, formaldehydu, związku rakotwórczego, nie jest eksperymentem? [Wydawnictwo MON 1968r.] To samo zresztą podaje Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 roku. Pakt ten obowiązuje w Polsce od 1977 roku [ Dz.U.1977r. nr 38 pozycja 167.]
Art.15 mówi:
1. Postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze wymaga zgody pacjenta. Jeżeli pacjent nie jest zdolny do świadomego wyrażania zgody, powinien ją wyrazić jego przedstawiciel ustawowy, lub osoba faktycznie opiekująca się pacjentem.

2. W razie nie uzyskania zgody na proponowane leczenie, lekarz powinien nadal, w miarę możliwości, otaczać pacjenta opieką.

Ten paragraf szczególnie polecam uwadze fanatykom szczepień, którzy już wypowiadają się o ograniczeniu przyjmowania chorych nieszczepionych. Przestępstwo takie jest karalne.

Że podawanie szczepionek jest eksperymentem, nie potrzeba udowadniać. Jest to wyraźnie podane w ulotkach informacyjnych, opracowanych przez firmy produkujące te szczepionki, których jak widać podlegli panu Wojewodzie pracownicy nie raczyli przeczytać.

1. Szczepionka przeciw grypie - brak dowodów bezpieczeństwa i skuteczności u kobiet w ciąży, matek karmiących i dzieci.

2. Bezpieczeństwo i skuteczność u dzieci nigdy nie zostało zbadane.

3. Nigdy nie testowano ryzyka zachorowania na raka. Przypomnę, że stosując w latach 1955 - 1985 szczepionkę przeciwko Polio, skażoną rakotwórczym wirusem SV 40, urzędnicy także twierdzili wszem i wobec, że szczepionka jest przebadana i całkowicie bezpieczna. Już w 1960 roku władze amerykańskie przewidywały epidemię raka w krajach Europy Wschodniej, w tzw. Bloku Komunistycznym. Każdy może sprawdzić osobiście jak wzrosła umieralność na raka w Polsce, porównując ogólnie dostępne statystyki.

4. American Academy of Pediatrics opublikowała w numerze z dnia 05 stycznia 2015 roku informację, że szczepionka przeciwko odrze - wszystkie 4 szczepy wirusa - powoduje zakażenie ogólnoustrojowe. Nowa szczepionka MMR-V zawiera 10 razy większą ilość ospy wietrznej. Jest ona produkowana na tkankach pochodzących z abortowanych płodów. Także nie jest przebadana pod kątem bezpieczeństwa.

5. Światowa Organizacja Zdrowia podała, że różyczka jest łagodną samoistną chorobą. A „nasi eksperci” koniecznie chcą szczepić niemowlaki.

6. Rutynowe podawanie DPT [błonica, krztusiec, tężec]  i MMR [świnka, odra, różyczka], nie jest zalecane, ponieważ brak danych o bezpieczeństwie.

7. Badania Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Lekarzy na zlecenie Biskupów w Kenii udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że szczepionki przeciwko tężcowi są skażone przeciwciałami anty HCG, powodującymi bezpłodność. Jak wiadomo, już od ponad 15 lat mamy przyrost naturalny ujemny.

 Jak można było dopuścić do sprzedaży nieprzebadane leki i nikt nie poniósł za to konsekwencji?!?

Trzeba jasno powiedzieć, że jeżeli polityka danego kraju opiera się na przymusie, a nie na zaufaniu publicznym, także przymusie szczepień na podstawie fałszywych przesłanek, to jest to katastrofa dla danego państwa. Oczywiście, o ile ono istnieje? Każda polityka zdrowotna, polityka szczepień i innych działań w zakresie zdrowia, wymaga zaufania opinii publicznej, a nie okłamywania jej, na przykład w zakresie bezpieczeństwa szczepień. Wyraźnie widać, że obecni aktorzy sceny politycznej zupełnie wyalienowali się ze społeczeństwa, nie wspominając o wyraźnych brakach merytorycznych.

Wojewoda nie zna także decyzji Europejskiego Trybunału sprawiedliwości z 2002 roku. Decyzja Europejskiego Trybunału sprawiedliwości Praw Człowieka stwierdza jednoznacznie: „Obowiązkowe szczepienia, jako przymusowe leczenie, są obrazą dla praw człowieka, zagwarantowanych w art. 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.”

Podobnie pan Ryszard Stachurski, wojewoda pomorski, nie zna karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, a jesteśmy już 10 lat w Unii.

Karta ta w art. 3 stanowi:
„Prawo do integralności osoby:
1. Każdy ma prawo do integralności fizycznej i psychicznej.
2. W dziedzinie medycyny i biologii muszą być szanowane w szczególności: swoboda i świadoma zgoda osoby zainteresowanej, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa osoby."



<div class="player-unavailable"><h1 class="message">Wystąpił błąd.</h1><div class="submessage">Nie można wykonać skryptu Javascript.</h1></div>


Ponadto pan Wojewoda nie zna KONWENCJI O PRAWACH DZIECKA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH, przyjętej i podpisanej w listopadzie 1989 roku, która weszła w życie 02 września 1990 roku. Czyli przed ćwierćwieczem. O ile się orientuję, to stanowisko wojewody nie jest obsadzane z łapanki? 

W 2008 roku stwierdzono, że działania niepożądane po lekach są piątą najczęstszą przyczyną śmierci w szpitalach Europy.

Dzieci szczepione wykazują o 155% większe zaburzenia poznawcze, czyli mówiąc prosto, są głupsze, aniżeli dzieci nieszczepione. 
Zaszczepieni chłopcy byli o 279% bardziej narażeni na ADHD aniżeli nieszczepieni.
Zaszczepieni chłopcy byli o 317% bardziej narażeni na autyzm, aniżeli nieszczepieni.
Zaszczepieni chłopcy byli o 185% bardziej narażeni na choroby neurologiczne, aniżeli nieszczepieni.
Zaszczepione dzieci były o 120% bardziej narażone na astmę. Tak było w kilku przebadanych powiatach Kalifornii. W całym kraju wygląda to znacznie gorzej. Czyżby o to chodziło?

Nie wspomnę już, że stosując przymus szczepień Wojewoda wykazuje się nieznajomością tak starego aktu, jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, działanie przymusowe stanowią bowiem bez wątpienia naruszenie godności ludzkiej i integralności fizycznej osoby.

Firma Merck zarobiła:
tylko na szczepionce MMR [tej od odry], 1 394 000 000 dolarów.
Na szczepionce przeciwko pneumokokom tylko 746 000 000 dolarów
Na szczepionce przeciwko rotawirusom 658 000 000 dolarów.
Na szczepionce Gardasil-Siligard 173 800 0000 dolarów.
Niestety, ostatni rok przyniósł zmniejszenie zysków o 7%. Może stąd taki nacisk na szczepienia w tym wesołym baraku nad Wisłą [J.Pietrzak]

Dealerzy podają w internecie, że około 30% ceny szczepionki idzie na łapówki. Jeden z wpisowiczów podawał, że miał na obszar dwóch powiatów 40 000 złotych na rozdawnictwo bez pokwitowania czyli na łapówki. Pan wojewoda Ryszard Stachurski nie zapomniał chyba także, że polska Konstytucja wyraźnie stwierdza, że przepisy prawa międzynarodowego mają pierwszeństwo przed przepisami krajowymi. I urzędnicy mu przypomnieli, mam nadzieję, że zostały podpisane wszelkie traktaty, zobowiązujące Polskę do przestrzegania przepisów Unii Europejskiej, już przed ponad 5 laty. Ale co tam Unia i jej przepisy, „wolnoć Tomku w swoim domku”!

Postarajmy się postępowanie Wojewody odnieść do przepisów krajowych, na przykład do ustawy o ochronie danych osobowych.
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 30 lipca 2014 roku przypomniał wszystkim organom stosującym prawo w Polsce, że tajemnica lekarska jest zapisana nie tylko w Ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty, ale jest też wartością konstytucyjnie chronioną. Wydaje się, że Urząd Wojewody bez wątpienia jest organem państwowym stosującym prawo. Ukazał się także wywiad dr Wojciecha Wiewiórowskiego, Generalnego Inspektora Danych Osobowych. Pan dr Wiewiórowski stwierdził jednoznacznie: „Co do zasady, jedynym podmiotem uprawnionym do przetwarzania danych medycznych pacjenta jest jego lekarz. Nawet ich przekazywanie przez jednego lekarza drugiemu, może nastąpić tylko w sytuacji, kiedy jest to konieczne do zachowania ciągłości leczenia.”

Trudno uzasadnić, aby przekazywanie danych z przychodni do san-epidów było podyktowane koniecznością leczenia. Nie wspominając o tym, że personel san-epidow może nawet nie mieć nic wspólnego z medycyną. Szczepionka nie jest lekiem i nikogo nie leczy. Ujawniane więc danych o chorych można uznać za przestępstwo  i wcale bym się nie zdziwił, jakby rodzice zaczęli oskarżać przychodnie o to przestępstwo, żądając odszkodowań. Nielegalne przetwarzanie tych danych jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat 3. I nie można się tłumaczyć, że ktoś tam chciał. Dane medyczne należą do tzw. danych sensytywnych. Proszę zauważyć, że przychodnie nie badają poziomu przeciwciał u dzieci przed szczepieniem, więc absolutnie nie mogą powiedzieć, czy dany osobnik ma już przeciwciała. W tej sytuacji szczepienie jest nie tylko zbędne, ale i szkodliwe. Fanatycy szczepień, w pogoni za zyskiem, zapomnieli albo nie wiedzą, że zdecydowana większość chorób może przechodzić bezobjawowo. Czyli organizm zetknął się z wirusem, czy bakterią i wytworzył przeciwciała, ale przebieg wytwarzania ich był bardzo lekki, bezobjawowy. Każdy klinicysta zna takie przypadki. Prościej. W sytuacji kiedy lekarz nie bada obecności przeciwciał, a decyduje się na podanie szczepionki, z punktu widzenia wiedzy medycznej, popełnia błąd. W takiej sytuacji jest to po prostu eksperyment w rodzaju rosyjskiej ruletki. Jak organizm dziecka zareaguje? Z punktu widzenia prawa karnego, działa na szkodę dziecka.

Dlaczego tak robi? Po prostu oszczędza na badaniu. Przecież musiałby je wykonać z puli przychodni, a to, biorąc pod uwagę liczbę dzieci i szczepionek, byłyby spore kwoty! A swoją drogą, dlaczego rodzice godzą się na szczepienie bez wykonania podstawowych badań, to nie wiem i bardzo się temu dziwię. I nie może się tłumaczyć nikt, ani lekarz, ani wojewoda, poleceniem, ponieważ nawet w Kościele Katolickim jest znane pojęcie grzechu strukturalnego. Nie wspomnę o przytoczonych już orzeczeniach Trybunału Norymberskiego.

W tym artykule celowo nie podaję przypisów piśmiennictwa, ponieważ pan Wojewoda zatrudnia taką masę urzędników, za nasze podatnika pieniądze, że nie wypada wręcz odbierać im chleba. A na marginesie, czy zamiast karać rodziców, nie powinien Wojewoda zgłosić sprawy w prokuraturze na kierownika san-epidu, który bezprawnie posiada dane osobowe chorych? Szczególnie w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Poza tym, czy dane zdobyte w sposób niezgodny z prawem mogą być podstawą działania organu państwowego? O ile wiem, w prawie, szczególnie amerykańskim, jest to niedozwolone. 

Proszę zauważyć, że pomimo ogólnie znanego faktu geoinżynierii i codziennego latania na, jeszcze polskim niebie, rozmaitego rodzaju samolotów sypiących rozmaitego rodzaju związki chemiczne na głowy mieszkańców, kierownicy san-epidów na swoich stronach internetowych nie podają składu chemicznego tych substancji. Zamiast tego, można na tych stronach zobaczyć filmiki z pucułowatymi dziewczynami, namawiającymi do szczepień, czyli reklamą wykonaną za pieniądze podatnika, a mającą na celu wzrost sprzedaży produktów firm prywatnych. To się nazywa interes, Dobry Człowieku. I nikt nie widzi tu sprzeczności?

A tak na marginesie, kto wpuścił p. wojewodę Ryszarda Stachurskiego w te maliny? Przecież jako filolog i osoba dotychczas zajmująca się sportem nie posiada wiedzy z zakresu medycyny? Po drugie powinien wiedzieć, że wyrok NSA z 1 sierpnia 2013 roku tylko stwierdził, że san-epid, nadużywa prawa, nie posiadając uprawnień do nakładania mandatów. Nic nie wpsomniał o przymusie szczepień. Pan Wojewoda powinien także znać wyrok sądu z 08 lipca 2013 roku z Konina, stwierdzający, że Sąd nie ma kompetencji, żeby nakazywać rodzicom szczepienie dzieci.

A więc potwierdza to moją tezę, że p. Wojewoda wyskoczył przed szereg łamiąc przepisy obowiązujące w kraju nad Wisłą!.


Jerzy Jaśkowski SFMRM    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl



środa, 20 maja 2015

Obama i Castro: jak socjalista z komunistą

fot. YURI GRIPAS /REUTERS
Długa jest lista grzechów prezydenta Baracka Obamy. Oprócz dyplomatycznych katastrof, politycznej nieudolności, osłabiania i kompromitowania pozycji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej, szczególnie w relacji z Rosją, a także braku pomysłu na realne zniszczenie krwiożerczego Państwa Islamskiego, wreszcie ślepoty na prześladowanie chrześcijan w ponad 60 krajach świata, jego antyrodzinna polityka, nieludzkie decyzje wspierające przemysł aborcji, patologię homoseksualną, krzewienie ideologii gender wołają o pomstę do Nieba. Dosłownie.

Ścisłe i bliskie relacje Obamy z organizacjami proaborcyjnymi i „gejowskimi” są dość dobrze rozpoznane. Aktualna polityka Białego Domu ignoruje prawodawstwo poszczególnych stanów, dążąc do rozszerzenia definicji małżeństwa na związki osób tej samej płci. Oprócz tego prezydencka administracja naciska na Sąd Najwyższy na rzecz blokowania instytucji katolickich w ich prawie do kierowania się wolnością sumienia i wiernością poglądom religijnym. Obrazu tej skompromitowanej postaci dopełniają nieodpowiedzialne gesty i zachowania, które także pociągają za sobą konkretne nieszczęścia w świecie prześladowań chrześcijan. Opinia publiczna w Polsce nie zauważyła niestety szokującego Amerykanów hołdu, jaki nosiciel pokojowej nagrody Nobla złożył królowi Arabii Saudyjskiej. Hołdu przejawiającego się oddaniem pokłonu Abd Allah ibn Abd al-Aziz Al Su’udowi i ucałowaniem jego dłoni.

Teraz mamy kolejny kamień milowy upadku. Jawny uścisk dłoni z dyktatorem i mordercą kubańskim Raúlem Castro. Kto wie, Gdyby Hugo Chavez dożył dzisiejszych dni, może i on doczekałby się podobnych gestów. Niemniej jeszcze kilku watażków czeka w kolejce, zaczynając od afrykańskiego seniora wśród dyktatorów, Roberta Mugabe, kończąc na młodzianie Kimie, który dość niedawno wszedł do gry.

Do śmiechu jednak nam nie jest. Rozwój Kuby w dalszym ciągu utrudnia embargo nałożone na handel z USA, ale po uściskach i wymianie uśmiechów Castro z Obamą wkrótce może się to zmienić. Obecność obu przywódców w Panamie jest niejako podsumowaniem tajnych rozmów prowadzonych przez 1,5 roku na linii Waszyngton-Hawana. Ich finał i zapisanie nowej karty ogłoszono w grudniu 2014 roku. Przywrócono wówczas stosunki dyplomatyczne, czego finałem były rozmowy twarzą w twarz w dniu 11 kwietnia br. pomiędzy komunistą z Kuby i socjalistą z USA. Warto dodać, były to pierwsze rozmowy tak wysokich przedstawicieli obu państw od 1956 roku.

Fidel wiecznie żywy

A jest o czym rozmawiać. Raj socjalizmu kubańskiego wprowadzany w życie za sprawą centralnego planowania, a także korupcja i  niska wydajność pracy spowodowały, że podstawowe produkty żywnościowe są tam ciągle dobrem luksusowym. Fidel Castro, który w 1959 roku doszedł na Kubie do władzy nurzając kraj w bagnie komunizmu, przez długie dekady rozmyślnie działał tak, aby państwo pod jego czerwonym terrorem pozostawało państwem oficjalnie ateistycznym. Dopiero w 1992 roku zmiana w konstytucji przemodelowała Kubę z państwa ateistycznego na… świeckie. Jakie to typowe. Dziś dyktatorzy (bo Fidel Castro jest niczym Lenin – wiecznie żywy – po jego śmierci pewnie się to także nie zmieni) w porozumieniu z oficjelami Komunistycznej Partii robią już niemal za socjaldemokratów i budują modny dziś na Zachodzie model państwa neutralnego światopoglądowego. To się podoba. To przynosi efekty, jak te w Panamie.

Co do faktów, cała ta fasada demokratyzacji, podobnie jak w wielu innych krajach reżimów, czy to postkomunistycznych, czy to hinduistycznych, czy to islamskich, czy to buddyjskich, niewiele zmieniła w kwestii deptania praw katolików, którzy stanowią nadal ponad połowę populacji (ok. od 55 do 60 proc.) i są siłą w państwie Castro. Siłą znaczącą, ponieważ był taki czas na Kubie, gdy z ponad 85-procentowej populacji katolików ich liczba, przynajmniej oficjalnie, spadła do zaledwie jednego procenta. Były to lata 1959-1992.

Choć dzisiaj z tymi liczbami jest lepiej, to jednak aparat terroru dokonał i tak wielkich spustoszeń. W walce z Kościołem ateistyczny reżim wspierał i podtrzymywał na przykład kulty pogańskie, do których wciąż przyznaje się 17 procent spośród 11-milionowej populacji Kubańczyków, nie licząc oczywiście ateistycznej propagandy, która odwróciła wzrok od Boga aż co czwartego mieszkańca ich kraju. Jak każdy inny komunistyczny reżim, również ten w swej państwowej ideologii traktuje chrześcijaństwo jako przeszkodę na drodze do „socjalistycznego postępu”.

Reżimu zwrot ku Zachodowi

Po upadku patrona - Związku Radzieckiego w 1991 roku Kuba zaczęła się łasić i przymilać do Zachodu. W 2008 roku Fidel Castro z powodu złego stanu zdrowia przekazał władzę swemu bratu Raúlowi. Zapoczątkowało to okres fasadowych reform gospodarczych i społecznych, ale więźniowie polityczni (w tym praktykujący w swoim życiu wiarę katolicy) nadal przebywają w więzieniach. Protestanci są jeszcze bardziej uwikłani, ponieważ, o ile reżim musi się liczyć ze Stolicą Apostolską, to w przypadku wspólnot protestanckich już nie. Grupy religijne wcielane są siłą do autoryzowanej przez rząd protestanckiej Rady Kościołów Kubańskich (CCC). Przedstawiciele kilkuprocentowej populacji protestantów różnych denominacji muszą się liczyć z tym, że jeżeli nie podporządkują się temu szczególnemu zaproszeniu do współpracy, znajdą się w więzieniach, będą terroryzowani, atakowani fizycznie, szkalowani. I w wielu przypadkach tak się właśnie dzieje, żeby wspomnieć tylko problemy Roberta Rodrigueza, Omara Guede Pereza, Benito Rodrigueza, Barbary Guzman i ich rodzin nękanych i doświadczających przemocy ze strony komunistycznej bezpieki. Dzięki negocjacjom i presji na komunistów ze strony Kościoła katolickiego wielu dysydentom udało się opuścić więzienie, pozostać w kraju lub udać na emigrację, jak na przykład dr. Óscarowi Elíasowi Biscetowi, pro-liferowi, aktywiście chrześcijańskiemu i opozycjoniście. Po przebyciu kaźni tortur i wieloletniego więzienia został wydobyty z piekła na ziemi dzięki zabiegom Kościoła katolickiego i chociaż miał możliwość wyjechać wraz z innymi opozycjonistami do Hiszpanii, pozostał w ojczyźnie i walczy o wolność na miejscu. Cynizm i brutalność komunistów trwa nawet po śmierci wrogów zagrażających bezpieczeństwu wewnętrznemu oraz stabilizacji systemowej. Po strajku głodowym w lutym 2010 roku w więzieniu zakończył życie Orlando Zapata Tamayo. Protestował przeciwko haniebnym warunkom egzystencjalnym, brakowi opieki duszpasterskiej, zakazowi korzystania z sakramentów świętych oraz uczestnictwa we Mszy Świętej, a nawet posiadania Biblii. Takie zakazy to oczywiście więzienny standard kubański. Ale są jeszcze gorsze metody znęcania się nad członkami rodzin „wrogów ludu”. Reżim nie zezwolił matce wspomnianego więźnia sumienia udziału we Mszy Świętej za duszę zmarłego i odwiedzenia grobu syna. Wysyłane grupy bandytów każdorazowo uniemożliwiały jej potem udział w Eucharystii i chodzenie na cmentarz. Tak to się robi na Kubie.

„Demokratyczny” zamordyzm

To niewiarygodna hańba, że Obamie nie udało się zauważyć, iż na Kubie wszelka opozycyjna działalność polityczna, a także wolna od kontroli systemu działalność religijna jest nadal nielegalna, a rozwój katolicyzmu postrzegany jako zagrożenie dla stabilności reżimu. Wiadomo, że od pierwszych lat rządów komunistów najmniejsza nawet aktywność Kościoła podlegała ścisłej kontroli. „Wrogowie ludu” albo ginęli, albo znikali, albo gniją do dziś w więzieniach. O nich też ściskający się z komunistycznym bandytą Castro Obama nie wspomina. Dziś także można trafić za kratki za wiarę, jak stało się to w połowie lutego br. z 19-letnim Gabrielem Jeyva, który został bezprawnie (komunizm to zawsze bezprawie) oskarżony o tworzenie spisku wymierzonego w kubański reżim. Jak poinformowała organizacja chrześcijańska Voice of the Martyrs (VOM), gdy ojciec Gabriela będący pastorem udał się do więzienia, by spotkać się z synem, strażnicy nie pozwolili im na rozmowę. - Wiemy, że jest to forma prześladowania ze strony władzy, która stara się zaszkodzić temu młodemu człowiekowi, ponieważ jest on synem pastora – powiedział współpracownik VOM. Monopartyjny system „demokracji ludowej” czyli de facto Komunistyczna Partia kontroluje życie duchowe wiernych. Chce wiedzieć, co czytają, co mówią, czego słuchają, co myślą. Na wszystko wymagane jest oficjalne zezwolenie. Otwarte ewangelizowanie ludzi w sferze publicznej jest zakazane, religia zamknięta jest w kościołach, pozostając pod baczną obserwacją smutnych panów wysłanych przez Biuro do spraw Religijnych. Komunistyczna Partia potrzebuje jednak pokazywać swoje łagodne oblicze i przekonuje o reformach i demokratyzacji. Po pozbyciu się wrogów (m.in. morderstwo znanego katolickiego aktywisty i opozycjonisty Oswaldo Payá Sardinasa – oficjalnie był to wypadek samochodowy, ale uzasadnionych wątpliwości jest więcej niż palców u dwóch splecionych ze sobą dłoni Castro i Obamy) kubański reżim komunistyczny może grać dobrego milicjanta. W lutym 2013 roku skonfiskowane w 1961 roku niektóre dobra kościelne - szkoła, kaplica i dwa kawałki ziemi diecezji Bayamo-Manzanillo - wróciły do dawnych właścicieli. Większością, nie muszę tego chyba dodawać komunistyczni złodzieje dysponują nadal. Dla katolików bolesna jest na przykład kradzież państwowa ważnego ośrodka duchowego, kościoła pw. św. Tarsicio w Manzanillo. Katolików z Kuby na pewno nie zwiodły zabiegi, w które uwierzył socjalista Obama. Trzeba im jeszcze trochę cierpliwości aby czekać na cud upadku komunizmu na Kubie. „Przełomowe” uściski prezydenta Obamy z komunistycznym liderem niestety tego upadku nie przyspieszą, a tylko, jak zwykle (patrz przykład tzw. polskiej transformacji) dokonają teleportacji aparatu terroru w nową, lepszą epokę, epokę socjaldemokracji i awangardowego państwa świeckiego.



Tomasz M. Korczyński

wtorek, 19 maja 2015

Nie mylmy kapitalizmu z globalizmem!

By Kevin Hutchinson (Flickr) [CC BY 2.0
(http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)],
via Wikimedia Commons


Wolnorynkowy kapitalizm został pomylony z offshoringiem pracy i globalizmem. Politykom doradzałbym, by prowadząc politykę gospodarczą kraju kierowali się interesem jego obywateli, a nie interesem kilku uprzywilejowanych grup – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl dr Paul Craig Roberts, jeden z twórców reagonomiki.

Jest Pan autorem książki pt. „Upadek leseferyzmu”. Dla niektórych jest czymś znamiennym, że tytuł został nadany przez jednego z twórców reaganomiki i zastępcę sekretarza skarbu w administracja Ronalda Reagana. Doświadczył Pan „objawienia”, czy my nie do końca rozumiemy zasadnicze elementy polityki ekonomicznej Reagana?

Prezydent Reagan miał dwa zasadnicze cele: wyleczyć stagflację i wygrać zimną wojnę. Polityka rewolucji podażowej odbiegła od keynesowskiego zarządzania popytowego w tym sensie, że ekonomiści rozumieli, iż polityka fiskalna może doprowadzić do przesunięcia krzywej zagregowanej podaży. Polityka Reagana nakierowana była na zwiększenie podaży towarów i usług w każdej cenie, dzięki redukcji kosztów podatkowych kapitału i zwiększeniu siły roboczej i inwestycji. Intencją administracji Reagana nigdy nie była deregulacja systemu finansowego. Deregulacja, którą zainteresowana była administracja, dotyczyła nieustannego mnożenia drobnych wymagań papierkowej roboty, przy ogromnych kosztach, bez większych, jeśli w ogóle, korzyści.

Czy wolnorynkowy kapitalizm jest odpowiedzią na gospodarcze problemy Stanów Zjednoczonych?

Wolnorynkowy kapitalizm został pomylony z offshoringiem pracy i globalizmem. Wolny handel opiera się na przewadze komparatywnej. Globalizm jest oparty na dążeniu do absolutnej przewagi. Offshoring miejsc pracy jest prezentem własnej gospodarki dla innych krajów. Jak udowodnił Ralph Gomory, teoria wolnego handlu zasadniczo jest błędem. Niezależnie jednak od tego, wolny handel sensu stricte, to nie offshoring miejsc pracy.

Deregulacja może być albo kosztem, albo czynnikiem produkcji. Na przykład, proszę zwrócić uwagę na koszty deregulacji finansowej w Stanach Zjednoczonych: wzrost bilansu Rezerwy Federalnej od 800 lub 900 mld. do 4,5 bilionów; ujemne realne stopy procentowe dla oszczędzających; zmuszanie emerytów do konsumowania własnego kapitału; ogromny wzrost nierówności w dochodach i majętności. Mogę tak jeszcze długo. O regulacji lub deregulacji powinno decydować się na podstawie faktów, a nie teorii czy ideologii.

Co by Pan doradzał urzędującemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych?

Nie ma znaczenia co bym mu doradzał, gdyż prezydent jest zakładnikiem kilku potężnych i prywatnych grup interesu, które dały jemu i członkom Kongresu władzę. Ale skoro Pan pyta, powiedziałbym prezydentowi, że polityka gospodarcza kraju powinna kierować się interesem jego obywatelii, a nie interesem kilku uprzywilejowanych grup. Dałbym mu do zrozumienia, że kapitalizm traci swoje roszczenia do efektywnej alokacji zasobów, jeśli niektóre firmy lub instytucje finansowe są „zbyt duże, by upaść” (too big to fail) i że zyski nie są już miarą zadowolenia konsumentów, jeżeli są osiągane przez aribitrażowe transfery miejsc pracy do innych krajów.

Polska jest jednym z czołowych przykładów postzimnowojennego eksperymentu gospodarczego. W Pana ocenie, czy po roku 1989 biorąc pod uwagę specyfikę polskiej transformacji, uzasadnionym było kierowanie się radami takich ludzi, jak Jeffrey Sachs?

Neoliberalna ekonomika jest systemem, który podporządkowywuje obcje kraje gospodarczej i finansowej hegemonii USA. Kraje, które kierują się radami Sachsa i zgodnie z nimi postępują, są albo skorumpowane, albo głupie.

Jest Pan znany również ze swojej krytyki, prowadzonej przez ostatnie dwie dekady, amerykańskiej polityki zagranicznej. Czy uważa Pan, że szeroko rozumiany interwencjonizm - od otwartej wojny do wspierania i finansowania „kolorowych rewolucji” - jest motywowany głównie przez względy gospodarcze, czy też przez błędne ideologie, jak liberalny internacjonalizm i neokonserwatyzm?

Dlaczego musi to być jedno albo drugie? Zarówno interesy, jak i ideologią, odgrywają tu rolę. Neokonserwatywna żądza władzy, globalnej hegemonii, została uwolniona dzięki upadkowi ZSRR. To dążenie do mocarstwowości sprzyja również amerykańskim firmom energetycznym, finansowym, telekomunikacyjnym itp. Idą ręka w rękę. Neokonserwatyzm poszedł dalej niż liberalny internacjonalizm i go zastąpił.

Czy Peggy Noonan miała rację, gdy pisała, że gdyby w Białym Domu zasiadał ktoś na miarę Nixona – przywódca myślący w kategoriach wielkiej polityki, strategii i realizmu – to dzisiejsza sytuacja międzynarodowa wyglądałaby zupełnie inaczej?

Noonan, republikanka, uderza w ten sposób w Obamę, ale nie zmienia to faktu, iż ma rację. Ale problem jest głębszy. Potężne prywatne grupy interesu i wpływu, obecnie wsparte przez decyzję Sądu Najwyższego [chodzi o decyzję z 2010 r., kiedy to SN orzekł, że wprowadzanie limitów funduszy przekazywanych przez korporacje na finansowanie kampanii politycznych, jest sprzeczne z konstytucją - przyp. tłum.], mają możność wybierania rządu, który będzie służył ich interesom. Nie tolerowałyby tak kompetentnego prezydenta jak Richard Nixon, albo tak zdeterminowanego jak Ronald Reagan.

Czy jest ktoś wśród potencjalnych republikańskich kandydatów na prezydenta, kto uzyskałby Pana poparcie?

Odpowiedź na to pytanie wynika z mojej poprzedniej odpowiedzi. Cokolwiek kandydaci by nie obiecywali, nie są w stanie tego spełnić. Muszą służyć interesantom finansowym, którzy dali im władzę. Jedyny sposób na przełamanie tego prawidła, to powstanie masowego ruchu, na czele którego stanąłby charyzmatyczny przywódca. Goldwater, i do pewnego stopnia Reagan, byli ostatnimi kandydatami wspieranymi przez ruch polityczny. W ruchu musieliby się znaleźć prominenti i znający się na rzeczy ludzie, spośród których prezydent mógłby wybierać członków swojego gabinetu. Ruch ten musiałby być również na tyle silny, że nominacje prezydenta przeszłyby bez problemu przez proces zatwierdzania przez Senat. W większości administracji prezydenckich, to grupy interesu decydują o różnego rodzaju nominacjach politycznych, mając pewność, że piastujący najwyższe urzędy dbają o ich interesy.

Rozmawiał: Michał Krupa.

Dr Paul Craig Roberts (ur. 1939) - amerykański dziennikarz, ekonomista, wykładowca akademicki. Był publicystą i redaktorem „The Wall Street Journal” i „Business Week”. W latach 1981-1981 pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu w administracji Ronalda Reagana i jest uznawany za jednego z twórców tzw. reagonomiki. Jest autorem 12 książek.



poniedziałek, 18 maja 2015

Hologramy protestują przed hiszpańskim parlamentem



Był już holograficzny premier, czas na holograficzną opozycję. I holograficzne protesty. To nie żart, właśnie w ten sposób w miniony weekend protestowano w Hiszpanii.

Hiszpańskie władze postanowiły uszczęśliwić swoich obywateli przegłosowując serię ustaw, które mają „zwiększyć ich bezpieczeństwo”. Problem w tym, że nowe prawo, zaproponowane pod koniec ubiegłego roku, a przegłosowane pod koniec marca, ogranicza jednocześnie w znaczący sposób prawo do zgromadzeń publicznych i nakłada na zgromadzonych bardzo wysokie kary finansowe. Protesty przed budynkami tamtejszego parlamentu będą całkowicie zakazane, a wykonywanie „nieautoryzowanych” zdjęć zdjęć służb mundurowych przy pracy (na przykład podczas rozpędzania „niesformalizowanego protestu” albo pacyfikowania „pokojowej niesubordynacji wobec władzy”) stanie się przestępstwem zagrożonym grzywną do 30 tysięcy euro. A to tylko niektóre z 45 nowych zakazów, jakie mają wejść w życie w Hiszpanii 1 lipca tego roku.

Nic dziwnego, że Hiszpanie, póki mogą, protestują przeciwko tego typu prawom. W ten weekend odbył się jednak protest szczególny – demonstracja hologramów. Organizatorzy protestu, grupa No Somos Delito (pl. „Nie jesteśmy przestępcami”), wychodząc z założenia, że przegłosowane niedawno ustawy doprowadzą w praktyce do uniemożliwienia ludziom wyrażania jakiegokolwiek protestu, postanowili już teraz sięgnąć po hologramy, które, jak twierdzą, po 1 lipca będą jedynym środkiem, za pomocą którego Hiszpanie będą mogli zamanifestować swój sprzeciw.

Na razie jednak mogą wyrażać go jeszcze w inny sposób i mają nadzieję, że nie tylko pierwsza na świecie „holograficzna demonstracja”, ale też i inne formy protestu doprowadzą ostatecznie do tego, że hiszpański rząd wycofa się ze swoich pomysłów.


Źródło: http://giznet.pl/hologramy-protestuja-przed-hiszpanskim-parlamentem/