piątek, 15 maja 2015

Pan Jezus oczekuje od Polski całkowitego posłuszeństwa

„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.” (Św. Faustyna Kowalska, "Dzienniczek", nr 1732). Jakże wspaniała i wzniosła jest zapowiedź Pana Jezusa wobec Jego planów co do przyszłości naszej ojczyzny! Jednak po bliższym zapoznaniu się z treścią obietnicy Naszego Zbawiciela dostrzeżemy, że nie jest ona jest ona bezwarunkowa – więcej, jest niezwykle zobowiązująca. Pan Jezus oczekuje bowiem od Polski i Polaków całkowitego posłuszeństwa wobec Jego woli.

Jak należy rozumieć to posłuszeństwo woli Chrystusa w wymiarze kraju lub narodu? Przede wszystkim, jako wierność w wypełnianiu Jego Przykazań w prawie, obyczajach, polityce, gospodarce, mediach, kulturze i całej sferze publicznej. Czy jednak tak się dzieje? Czy Polacy są wierni Bożym Przykazaniom i Jego woli? Może warto byłoby zrobić narodowy rachunek sumienia i zastanowić się, jakie grzechy na dobre utrwaliły się w życiu społecznym?

Bożkiem stało się łatwe i wygodne życie bez krzyża, które można osiągnąć jedynie poprzez zarabianie coraz więcej pieniędzy.

Bluźnierstwa i znieważanie Boga przez różnorakich artystów, którzy publicznie drą Biblię lub urządzającą uwłaczające religii wystawy. Wybór parlamentarzystów urągających publicznie Bogu i Kościołowi.
Handel i niekonieczna praca w niedziele i dni świąteczne.

Prawo o rzekomej ochronie dzieci przed przemocą w rodzinie uderzające w szacunek i zaufanie dla rodziców i dające możliwość odbierania urzędnikom dzieci bez wyroku sądu.

Prawo do dokonywania aborcji eugenicznej. Brak prawnego zakazu produkcji dzieci w probówkach zwanej eufemistycznie zapłodnieniem in vitro. Powszechny dostęp do środków ubezpłodniających i wczesnoporonnych. Jesteśmy na 209 miejscu z 222 krajów świata pod względem dzietności.
Rosnąca liczba rozwodów i związków cudzołożnych zwanych partnerskimi lub nieformalnymi. Rozpowszechnianie pornografii w mediach i reklamie. Promocja zboczeń i dążenie do ich legalizacji.
Coraz powszechniejszy model tzw. bezstresowego wychowania utrwalający w duszach dzieci i młodzieży postawy egoistyczne, hedonistyczne i anarchistyczne.

Nieuczciwość w pracy i działalności gospodarczej. Korupcja i oszustwa na małą i wielką skalę.
Bezkarność kłamstw, oszczerstw i gorszących treści w mediach po pretekstem ochrony wolności słowa.
Zazdrość, zawiść, wulgarność i chamstwo w relacjach międzyludzkich płynące ze skrajnego egoizmu. Oto grzechy i plagi moralne niszczące Polskę.

Niby wszyscy o nich wiedzą, ale prawie nikt nie chce ich publicznie napiętnować, a w szczególności ci, którzy są powołani do kształtowania ludzkich sumień według Bożych przykazań. A przecież napominanie grzeszących jest uczynkiem miłosierdzia co do duszy, jest wyrazem miłości bliźniego i troski o jego zbawienie. Zamiast narodowego rachunku sumienia próbujemy się utwierdzać w zadufaniu, że jesteśmy przecież najbardziej katolickim narodem na świecie, który dał Kościołowi wielkiego papieża i dokonał w historii tylu wspaniałych dzieł, a za nasze niepowodzenia są odpowiedzialni inni: złe państwa w sąsiedztwie Polski, światowa finansjera i spekulanci, masoneria, tajne służby, etc. Winni są wokół nas, ale my jesteśmy nieskalani. Dzięki tej powszechnej ślepocie na własne wady społeczne, nasi wrogowie skrzętnie wykorzystywali i wykorzystują wszystkie grzechy narodowe dla swoich niecnych celów

Skąd ta ślepota na grzechy? Przyczyn można by wskazać wiele od psychologicznych i społecznych po religijne. Szczególnie należałoby zwrócić uwagę na religijne źródło tej ślepoty, a mianowicie na fałszywe rozumienie Bożego miłosierdzia przy jednoczesnym zapominaniu o Bożej sprawiedliwości.

Coraz częściej mówiąc o tym, że trzeba pokutować za grzechy i poprawiać swoje życie, spotykam się ze stwierdzeniem, że Pan Bóg jest przecież miłosierny, więc i tak wybacza wszystkie grzechy. O zgrozo. Przecież to jest grzech przeciw Duchowi Świętemu. Człowiek grzeszy licząc zuchwale na miłosierdzie Boże.
Owszem każdy powinien ufać Bożemu miłosierdziu, że nawet najcięższe grzechy zostaną mu odpuszczone, ale gdy je szczerze wyznaje, żałuje za nie, postanawia się z nich poprawić oraz stara się za nie wynagrodzić Bogu i ludziom. Takie są warunki uzyskania miłosierdzia Bożego. Jednak obecnie w Polsce szerzy się fałszywe przekonanie, że miłosierdzie Boże jest bezwarunkowe i każdy z niego skorzysta w momencie śmierci bez względu na to jakie wiódł życie. Na poparcie tego grzesznego przekonania niektórzy „teologowie” szerzą błędne tezy o pustym piekle czy o tym, że nie jest ono wieczne i w końcu nawet diabeł będzie zbawiony.
Takie podejście jest szyderstwem z Bożego miłosierdzia i jeszcze większym szyderstwem z Jego sprawiedliwości, tak jakby przestał być sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze. Pomylono Boże miłosierdzie, które jest gotowością do wybaczenia skruszonemu grzesznikowi, z pobłażliwością wobec grzechów, która jest zwyczajnym bagatelizowaniem grzechu bez względu na chęć lub niechęć do poprawy grzesznika.

Bóg udziela swego miłosierdzia tym, którzy chcą z niego skorzystać, nie chce nikogo zbawiać na siłę. Jeżeli ktoś przez trwanie w grzechu odrzucił życie z Bogiem na tym świecie, to Bóg szanując jego wolność nie będzie go zmuszał do życia z Nim w wieczności. Życie człowieka jest czasem miłosierdzia, lecz moment śmierci to już czas sprawiedliwości i wtedy, ci którzy nie skorzystali z czasu miłosierdzia nie umkną sprawiedliwej karze na wieczność.

Niestety odrętwienie sumień u większości Polaków posunęło się tak daleko, że pomimo deklarowanego katolicyzmu żyją jakby Bóg nie istniał, a Jego Przykazania nie obowiązywały.
Jeszcze jest czas, aby nazwać grzechy osobiste i społeczne po imieniu, odwrócić się od nich i zacząć żyć po Bożemu, ale czy wystarczy woli i chęci?

Czy znów ma nas spaść kara w postaci zaborów i wojen, abyśmy musieli się opamiętać?
Otrzymaliśmy od Jezusa koronkę do Bożego Miłosierdzia przekazaną nam za pośrednictwem św. Faustyny. Możemy jeszcze ocalić siebie i ojczyznę od wiszących na horyzoncie historii katastrof, odmawiając tę prostą modlitwę w intencji opamiętania naszego narodu i przebudzenia sumień Polaków zanim będzie za późno.

Na tym zakręcie dziejowym warto przypomnieć słowa Ks. Piotra Skargi, który przed czterystu laty również starał się budzić zatwardziałe sumienia naszych rodaków: „Bójcie się wżdy tych pogróżek. Jać objawienia osobliwego Pana Boga o was  i o zgubie waszej nie mam. Ale poselstwo do was mam od Pana Boga i mam to poruczenie, abych wam złości wasze ukazował i pomstę na nie, jeśli ich nie oddalicie, opowiadał.”


Sławomir Olejniczak


Tekst jest fragmentem książki "Świadectwo Bożego Miłosierdzia"



czwartek, 14 maja 2015

Straszenie społeczeństw epidemiami.


„Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”   Jerzy Orwell

Kochany Wnuczku!

Oczywiście tzw. epidemie terrorystyczne, opisane w pierwszej części,  były tylko przykrywką do zwiększenia sprzedaży szczepionek. Świadczy o tym cały szereg posunięć legislacyjnych, jak na przykład immunitet sądowej bezkarności dla firm produkujących szczepionki w przypadku wystąpienia powikłań. Obecnie wszelkie odszkodowania za powikłania poszczepienne w USA pokrywane są przez skarb państwa, czyli podatnika. Jak wiadomo, w Polsce nawet takiego programu nie opracowano.

Twórcy psychozy bioterroryzmu skupili się na dwóch zarazkach: wągliku i ospie. O wągliku nie będę pisał, ponieważ moim zdaniem cała historia pokazana po 9/11 jest szyta grubymi nićmi. W żaden sposób nie mogę uznać rzekomego faktu, że określony specjalista od broni biologicznej odkrył list zawierający rzekomego wąglika w zwykłym liście. Do takiej kancelarii Prezydenta Stanów Zjednoczonych przychodzi dziennie średnio ponad 10 000 listów. Spece od bioterroryzmu potrafili zawsze w porę odkryć list zawierający wąglika i dodatkowo zawsze była przy tym obecna telewizja, która natychmiast ten fakt podawała do publicznej wiadomości. Prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności jest nieprawdopodobnie małe. Można powiedzieć, że wręcz zerowe. Przez cały bowiem okres 2001/2002, ani razu nie doszło do zakażenia nikogo, a listów odkrywano sporo. Ale prasa miała o czym pisać i zauroczony przed telewizorami ludek miał pokarm dla zmysłów. Przecież sami widzieli te listy.

Przejdę więc do tematu ospy.
Tzw. Zdrowie Publiczne straszy społeczeństwo właśnie epidemiami ospy. Zapomina się jednak podać, że te epidemie w XIX i XX wieku były wywołane przez masowe, przymusowe szczepienia. Przypomnę, że w Niemczech w 1912 roku, po zaszczepieniu 100 000 dzieci, aż 36 000 z nich zmarło. Takiej rzezi nie wywołała żadna naturalna epidemia. Oczywiście wymazano ten fakt ze zbiorowej pamięci. Credo wakcynologów brzmi: My mamy zarabiać poprzez strach, a nie pokazywać, że zabijamy.

Cały ten przemysł szczepionkarski, w związku z immunitetem sądowym, czuje się bezkarny, więc zwiększa liczbę szczepień. Przypomnę, że do 1980 roku podawano dzieciom koło 10 szczepionek, a obecnie jakieś 36. Jest więc to coś w rodzaju broni masowego rażenia. Podam tylko, że w USA ta broń w ciągu ostatnich 3 lat spowodowała podwojenie liczby dzieci i młodzieży z astmą, nadpobudliwością, trudnościami w nauce, cukrzyca potroiła się, liczba dzieci autystycznych wzrosła od 200 do 600% , w zależności od stanu. Jak ustalono, głównymi rozsadnikami, czy przechowalnikami wirusów są szczepieni ludzie.

Innym przykładem broni biologicznej, którą straszą społeczeństwo, jest ospa.
Ospa jest zaraźliwą chorobą, powodowaną przez wirusa z rodzaju Ortopoksywirusów. Do tego rodzaju należą także wirusy małpie, krowianki i ospy prawdziwej. Choroba ta występuje nie tylko u ludzi, ale i u świń, wielbłądów, drobiu, małp i innych zwierząt.

Tak naprawdę znamy statystyki tylko ospy w XIX i XX wieku. Dziwnym trafem historycy nie opracowywali epidemii z wieków średnich i znamy te epidemie tylko z opisów poetów i pisarzy, pracujących na określone zamówienia.

Szczególnie pisarze w XIX wieku popisywali się umiejętnościami straszenia.

Po 300 latach stosowania szczepionek, w 1978 roku, WHO ogłosiło zwycięstwo nad ospą i likwidację dzikiego wirusa ospy. Normalnie, bez szczepień, większość chorób zakaźnych ginie najdalej w drugim pokoleniu.

Oczywiście, straszenie ludności bronią biologiczną nasiliło się po 1990 roku. To rzekomo Sowieci mieli posiadać prym w produkcji tej broni. Jednak, jak uczy historia, od 100 lat w Sowietach żaden wirus nie został uwolniony z laboratoriów. Nie notowano na tych terenach żadnej epidemii. Podobnie w okresie II wojny Światowej, tylko Niemcy nie testowali broni biologicznej. Wszelkie „nowe” epidemie miały źródło w forcie Detrick.

Wirus ospy jest w miarę stabilny przez 24-48 godzin. Ginie pod wpływem promieniowania elektromagnetycznego, czyli na przykład promieniowania słonecznego.

Wakcynolodzy zmienili koło 1990 roku znaczenie pojęcia „przeciwciało”. Do tego czasu uważano, że przeciwciała są dowodem na kontakt danego chorego z wirusem, lub bakterią. Na początku lat 90-ych zaczęto nagle dowodzić, że to jest miara odporności. Na jakiej podstawie przyjęto takie twierdzenie, na wszelki wypadek ci uczeni mężowie nie podają. Brak jakichkolwiek prac na temat zmiany tego pojęcia o 180 stopni, w pojmowaniu roli przeciwciał.

Że ta nowomowa jest literacką fikcją, dowodzą fakty.
1964 rok - ospa we Wrocławiu, agent Informacji Wojskowej przywiózł ospę z Indii. Zmarło kilkanaście osób. Wszyscy szczepieni.
1970 rok -  Niemiec przywiózł ospę z Pakistanu. Zachorowało 19 osób, wszystkie szczepione. Najlepszym dowodem, że przeciwciała nie oznaczają wcale odporności, jest przypadek człowieka będącego „producentem przeciwciał”. Czyli osobnika, z którego krwi produkowano surowice. Miał on ponad 100 razy większy poziom przeciwciał, aniżeli uważany za wystarczający do ochrony. Pomimo tego zachorował i z trudem się wywinął śmierci.

Jak podają urzędnicy zdrowia, ospa endemiczna została wygaszona już w 1926 roku w USA, a generalnie zniknęła w 1940 roku. Pomimo tego, przez następne 40 lat szczepiono ludzi na całym świecie. To były dopiero pieniądze, uzyskiwane dzięki pomocy użytecznych trutni z tytułami naukowymi. Żadnej odpowiedzialności za to, co się produkuje i sprzedaje, ponieważ wiadomym było, że żadnej ospy nie ma.

Najgorsze zagrożenie dla zdrowia ma wchłonięcie zarazka przez układ oddechowy. Gorąca woda, podchloryn,  czwartorzędowe aminy, są wystarczającymi środkami do dezynfekcji powierzchni, odzieży itd. Podobnie skuteczny jest formaldehyd.

Ospa jest zaraźliwa od dnia przed pojawieniem się wysypki [10- 14 dzień choroby], do dnia zniknięcia wysypki. Gorączka i objawy grypopodobne najczęściej znikają przed pojawieniem się wysypki.

U człowieka występują dwie odmiany ospy, tzw. prawdziwa i wietrzna. Wietrzna jest postacią łagodną, z śmiertelnością poniżej jednego procenta. Ospa prawdziwa, w zależności od okresu, szczególnie poszczepienna, miała śmiertelność powyżej 30%.

Szczepienie nie chroni przed ospą, choroba może wystąpić po szczepieniu. W okresie pierwszych dwu trzech dni różnicowanie pomiędzy ospą prawdziwą, a wietrzną, może być trudne.

Pewną wskazówką może być fakt, że ospa prawdziwa umiejscawia się częściej na twarzy i kończynach, a ospa wietrzna na tułowiu. Wakcynolodzy uważają za twórcę szczepionki aptekarza Jennera i podają datę 1796 roku. Jest to całkowita nieprawda. Szczepienia rozpoczęły się prawie 100 lat wcześniej i w dodatku we Francji. Już na ponad 50 lat przed Jennerem szczepiono carycę Katarzynę II. Ale sytuacja jest podobna jak z wynalazkami sowieckimi, na przykład znanym Radionowem, itd.

Trzeba przypomnieć, że Jenner w biegu za pieniądzem testował swoją szczepionkę na dzieciach i zabił własnego syna.

Jego metoda produkcji szczepionki, po modyfikacji, weszła do masowej produkcji. A korupcja i zasada „mów mi do ręki, a nie do ucha”, pozwoliła na ustalenie przepisów przymusowego szczepienia w Anglii w 1868 roku, co zaowocowało hekatombą ofiar śmiertelnych. Słynne statki widma marynarki angielskiej były spowodowane przymusem szczepień przed wejściem na pokład.

Szczepionka obecna, oprócz wirusów zawiera siarczan polimyksyny B, siarczan streptomycyny, siarczan neomecyny, chlorotetracykliny, glicerynę [50%] fenol -0.25% . Fenol jest produktem destylacji smoły węglowej i silną trucizną. Wszystko to wstrzykuje się bezpośrednio do krwioobiegu. Przypominam, bariera krew/mózg do 3 roku życia nie jest w pełni wykształcona.

Najcięższe powikłania występują u dzieci do 3 roku życia. Powikłania pojawiają się nagle, od 2, do 25 dnia po szczepieniu: gorączka, wymioty, paraliż połowiczny, utrata mowy, utrata przytomności, śpiączka. Uszkodzenia mózgu poszczepienne są najczęściej trwałe. Śmierć występuje u 35 do 50 %  dzieci z zapaleniem mózgu.

Najciekawsze, przynajmniej według Hitchcocka, powinno być  na końcu.

Otóż CDC, czyli główny ekspert zdrowia w USA stwierdził:
„Skuteczność szczepionki ospy w zapobieganiu ospie nigdy nie została precyzyjnie określona. Nawet poziom przeciwciał, potrzebnych do ochrony, nie jest znany. Czas trwania odporności, jeżeli ona w ogóle istnieje, wynosi około 10 lat”. Czyli według wakcynologów  należy co 10 lat szczepić ponownie. A ci naiwni fizycy twierdzą, że perpetuum mobile nie istnieje.

A jak nazwać taką produkcję pieniądza?

I kolejna rewelacja.
WHO stwierdziło w 1978 roku, i wycofało sie ze szczepień przeciwko ospie, że ryzyko powikłań jest wystarczająco wysokie, aby nie wykonywać szczepień populacyjnych, przy braku REALNEGO zagrożenia.
Badania przeprowadzone przez Państwową Komisję Kontroli Medycznej wykazały, że ciężkie powikłanie może wystąpić raz na 3200 szczepionych. Stwierdzono także, że osoby szczepione mogą zakażać osoby, z którymi się stykają!

Tzw. wypadek 9.11 był doskonałą okazja skoku na kasę podatnika. Sekretarz DHHS, Tommy Thompson, zażądał natychmiastowego zakupu 300 milionów dawek szczepionki przeciwko ospie. Kosztowało to podatnika 2 miliardy dolarów, przy koszcie produkcji, jak to podano, jednej szczepionki, rzędu kilku centów. Oczywiście, powołano od razu odpowiednie komitety, za którymi kryły się użyteczne trolle. Taki komitet wydał instrukcje, że „odkrycie jednego podejrzanego przypadku ospy może być traktowane jako MIĘDZYNARODOWE zagrożenie zdrowia.” A więc podstawą do wydania następnych miliardów z kieszenie podatnika. Przecież każdy urzędnik jest bezkarny w wydawaniu cudzych pieniędzy. Wprowadzana obecnie bioetyka wymaga podporządkowania się jednostki wymaganiom większości. Innymi słowy, wolność i wyrażanie zgody na procedury medyczne przestaje istnieć. To było podstawą wprowadzenia w USA  ZASAD EUGENIKI. TE SAME ZASADY ĆWIERĆ WIEKU PÓŹNIEJ WPROWADZILI HITLEROWCY.
Pozwala to prowadzić segregację rasową według ustalonej przez starszych i mądrzejszych zasady. Zasady te zostały jednoznacznie potępione w Procesach Norymberskich. Zasady te jednoznacznie potępia Kościół Katolicki, opierając się na pojęciu Grzechu Strukturalnego. Zasady te nagminnie łamią aktorzy sceny politycznej, siedzący na Wiejskiej. 

Zamiast więc przejmować się bioterroryzmem skup się na:

1. po zimie, jak tylko można, zacząć opalanie od 15 - 30 minut już w marcu na balkonie.
2. Starać się  przynajmniej w weekendy te 30 minut siedzieć rozebranym na słońcu.
3. Jeżeli w ogóle musicie się smarować to najlepiej olejem kokosowym lub zwykłą oliwką jadalną.
4. Nigdy nie leżeć pierwszego dnia wakacji na słońcu więcej aniżeli 30 minut. Koniecznie potem ubrać koszulę z długim rękawem
5. Pamiętać, że  w naszej szerokości geograficznej tylko od marca do września słońce jest pod takim kątem, że promieniowanie UVB przechodzi przez atmosferę w godzinach 11.00 - 14.00. Przedtem i potem się odbija od atmosfery. Tak więc jego skuteczność w wytwarzaniu wit. D gwałtownie spada.
6. Od września trzeba niestety brać witaminę D - 3. Obliczmy dawkę  mnożąc masę naszego ciała w kilogramach przez 30  dla osób szczupłych i 35 dla osób puszystych. Oczywiście trzeba dodać na straty wynikające z braku tłuszczu w czasie posiłku. Moje doświadczenie uczy, że dodatkowo trzeba doliczyć ok 40% więcej aniżeli wynikałoby to z wyniku mnożenia.
7. Na każde 1000 jednostek witaminy D-3 należy brać 50 mcg witaminy K-2. W przeciwny  przypadku nastąpią zaburzenia we wchłanianiu i dawka będzie znacznie mniejsza. Ale średnio dorosły człowiek o masie 80 kg powinien przyjmować dziennie 5000 jednostek witaminy D plus 100 mcg witaminy K-2. Nasze badania wykazałī,że przy takiej dawce poziom witaminy D-3 a właściwie hormonu obsługującego ok. 3000 genów utrzymuje się na poziomie 50-60 ng. Czyli prawidłowym. Podawane w Polsce czasami wartości 30 -40 ng są nieprawidłowe z przed ćwierćwiecza.


Dr Jerzy Jaśkowski SFMRM    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl




środa, 13 maja 2015

Polak, który uratował tysiące umierających z głodu Irlandczyków. "Nic nie usprawiedliwi mojego sumienia, gdybym wziął pieniądze za to, co tam przeżyłem" - Niezwykle.com

29 marca na Sackville Place, przy budynku Clerys, w Dublinie została odsłonięta tablica upamiętniająca Pawła Edmunda Strzeleckiego, który w czasach Wielkiego Głodu niósł pomoc mieszkańcom wyspy.

Paweł Edmund Strzelecki to słynny podróżnik, badacz, odkrywca, geograf i geolog. Urodzony w Głuszynie koło Poznania w 1797 roku.

Prowadził badania w Ameryce Północnej i Południowej, Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii. W trakcie eksploracji pasma górskiego w Australii jego najwyższy szczyt nazwał imieniem Tadeusza Kościuszki. Był członkiem Towarzystwa Królewskiego w Londynie.

To właśnie z Londynu został wysłany do Irlandii.

Po powrocie ze swoich światowych wypraw Paweł Strzelecki zamieszkał w Londynie i tu pozostał aż do śmierci. Stąd robił krótkie wyprawy, głównie na kontynent oraz, między innymi, do Irlandii.

Powód jego kilkukrotnych wizyt w Irlandii był jeden. Tragiczny w skutkach Wielki Głód. Strzelecki był członkiem brytyjskiej organizacji British Relief Association, która dysponowała funduszami pomocowymi dla Irlandii od brytyjskiego rządu oraz barona Rothschilda, w sumie ok. 500 tysięcy funtów.

Brytyjski rząd uznał, że ze względu na ich wzajemną wrogość Irlandczycy będą mieli większe zaufanie do Polaka, niż do nich samych. I tak Paweł Strzelecki został dysponentem funduszu w Irlandii i na początku stycznia 1847 roku udał się do Dublina. Stąd wyruszył na północ do hrabstw Mayo, Sligo i Donegal. Dramat jaki zobaczył, wstrząsnął nim do głębi.

Brytyjski historyk i biograf, Cecil Woodham Smith w swojej książce „The Great Hunger” cytuje fragment listu Strzeleckiego do przyjaciela w Londynie:

Żadne pióro nie jest w stanie opisać cierpienia, które mnie otacza. Cokolwiek czytałem o przeszłych i obecnych nieszczęściach nie dorównuje temu, co tutaj widzę.

Paweł Strzelecki pozostał w Irlandii do późnej jesieni 1847 roku, wydając na pomoc ofiarom Wielkiego Głodu 13 tysięcy funtów tygodniowo. Po powrocie do Londonu był tak poruszony tym, co zobaczył w Irlandii, że odmówił przyjęcia wynagrodzenia za pracę:

„Nigdy nic nie usprawiedliwi mojego sumienia, gdybym wziął pieniądze za to, co tam przeżyłem.”


Czwarty rok głodu był, zdaniem Pawła Strzeleckiego, najgorszy. Oprócz głodu, Irlandczyków na całej wyspie dopadła wielka depresja. Tymczasem akcja pomocy w Anglii „wyszła z mody” i Strzelecki, udając się kolejny raz do Irlandii, był zmuszony wraz grupą znajomych (dołączyli do niej prywatnie również niektórzy członkowie brytyjskiego rządu) dokonać zbiórki pieniędzy. Z kwotą 10 tysięcy funtów znów udał się do Irlandii, aby nieść pomoc.

Ocenia się, że działalność Pawła Strzeleckiego uratowała około 200 tysięcy Irlandczyków od śmierci głodowej. Strzelecki pomógł również wielu osobom wyemigrować do Australii, z którą tak bardzo był związany.

Paweł Edmund Strzelecki zmarł w 1873 roku w Londynie.




wtorek, 12 maja 2015

10 powodów, dla których katolik mówi „NIE” dla in vitro


Gdy polski rząd stara się przeforsować legalizację metody in vitro warto zastanowić się nad argumentami przemawiającymi przeciwko niej. Jest ich sporo – niektóre opierają się na teologii, a inne mają charakter rozumowy (etyczny, bądź czysto medyczny). Metoda in vitro po dokładniejszej analizie okazuje się sprzeczna nie tylko z religią, ale i ze zdrowym rozsądkiem.


  1. In vitro oddziela zapłodnienie od aktu małżeńskiego, który jest naturalną i przewidzianą przez Stwórcę metodą na poczęcie się nowego dziecka. Dlatego sztuczne zapłodnienie byłoby niemożliwe do zaakceptowania nawet w przypadku ominięcia innych jego negatywnych aspektów.
  2. W związku z powyższym możliwe jest także poczęcie dziecka poza małżeństwem – np. przez osoby samotne czy pary homoseksualne. To, co przedstawia się zatem jako metodę pomocy rodzinie, w praktyce często staje się środkiem wsparcia dla zwolenników różnych „alternatywnych stylów życia”. Osobą, która najbardziej na tym traci jest dziecko, przychodzące na świat poza naturalną rodziną.
  3. In vitro umożliwia narodziny dziecka posiadającego „trzech rodziców” – dawcę spermy, dawczynię komórki jajowej i nosicielkę. Nosicielka jest często traktowana przedmiotowo – jej ciało jest wynajmowane za opłatą. Jak zauważa Krzysztof Jankowiak na oaza.pl w USA sięga ona ok. 6 tysięcy dolarów). „Usługi” te są świadczone zazwyczaj przez kobiety biedne, niekiedy z trzeciego świata. Gdy nosicielka poczuje więź z dzieckiem, nie jest to brane pod uwagę i nie posiada ona do niego żadnych praw.
  4. Metoda in vitro umożliwia daleko posuniętą selekcję genetyczną. Metody eugeniczne kojarzone z nazistowskimi Niemcami i zaniechane w cywilizowanym świecie powracają tylnymi drzwiami. Procedura in vitro umożliwia odpowiedni dobór dawcy plemników, tak aby zwiększyć szanse na odpowiednią płeć, kolor oczu, inteligencję i inne cechy dziecka.
  5. Popularność metody in vitro jest przejawem dążenia do posiadania dziecka za wszelką cenę. Dziecko staje się tu przedmiotem, mówi się o „prawie” do jego „posiadania”, zapominając o jego człowieczeństwie. Embriony ludzkie są traktowane przez medyków przedmiotowo. Niekiedy się je zamraża lub prowadzi na nich eksperymenty.
  6. W aktualnej praktyce in vitro łączy się z aborcją. Jak czytamy w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary Donum Vitae „ W zwyczajnej praktyce zapłodnienia w probówce, nie wszystkie embriony zostają przeniesione do łona matki; niektóre zostają zniszczone. Kościół, tak jak potępia dobrowolne przerywanie ciąży, również zabrania godzenia w życie tych istot ludzkich. Należy podnieść oskarżenie szczególnej wagi przeciw dobrowolnemu zniszczeniu embrionów ludzkich, uzyskiwanych w probówkach, dla wyłącznego celu badawczego, czy to przez sztuczne zapłodnienie, czy przez "podział bliźniaczy". Działając w ten sposób naukowiec zajmuje miejsce Boga, nawet jeśli nie jest tego świadomy, czyni się panem przeznaczenia innej istoty ludzkiej, o ile arbitralnie wybiera, kto ma żyć, a kogo skazać na śmierć, zabijając bezbronne istoty ludzkie”.
  7. In vitro bywa przedstawiane jako metoda leczenia bezpłodności. Jest to oczywisty fałsz. To tylko metoda obejścia skutków niepłodności, pozostająca bez wpływu na niemożliwość spłodzenia dziecka normalną drogą. Co gorsza, gdy przeznacza się pieniądze na in vitro, to mniej środków pozostaje na prawdziwe leczenie niepłodności. Jak zauważa Janowski, ma to już miejsce w niektórych krajach Zachodu.
  8. Wiele badań naukowych ukazuje, że dzieci poczęte metodą in vitro są częściej chore. Jak piszą Klemetti, Sevón, Gissler i Hemminki w medycznym piśmie „Pediatrics” (listopad 2006 r.) dzieci poczęte w wyniku in vitro są zazwyczaj zdrowe, jednak problemy zdrowotne występują u nich częściej, niż u pozostałych dzieci. Częstsze u nich są hospitalizacje, przypadki porażenia mózgowego, a także problemy rozwojowe i psychologiczne.
  9. W warunkach publicznej, finansowanej z obowiązkowych składek służby zdrowia, legalizacja in vitro oznacza konieczność jego finansowania z pieniędzy obywateli, którzy się tej procedurze sprzeciwiają. Jest to sprzeczne z gwarantowaną przez art. 53 ust. 1 Konstytucji RP.
  10. Przeciwko in vitro bezwzględnie opowiada się Kościół katolicki. To argument istotny dla katolików, ale także dla niewierzących, którzy uznają choćby autorytet Jana Pawła II – przeciwnika tej metody. Ponadto także świeccy etycy opowiadają się przeciwko in vitro. Przykładem jest tu filozof z Harvardu Michael Sandel, autor książki Przeciwko udoskonalaniu człowieka.

Marcin Jendrzejczak


poniedziałek, 11 maja 2015

Sztuczna inteligencja będzie decydowała o życiu i śmierci ludzi.


Miliarder, inwestor Warren Buffett powiedział, że w niedalekiej przyszłości decyzja o tym, czy ludzie będą żyć czy nie będzie oddana w ręce sztucznej inteligencji. Choć jego słowa odnosiły się do wdrożenia na rynek samochodów które będą same jeździły to nie jest to jedyne pole na który pojawi się ten problem.



Przemawiając na forum zorganizowanym przez National Automobile Dealers Association, Buffett powiedział, że uważa, iż samo-jeżdżące samochody przez długi czas nie będą wdrożone. Jednak kiedy się pojawią na ulicach to osąd moralny co do tego kto zginie w wypadku samochodowym będzie przeniesiony na maszynę.

"Istnieje kilka ciekawych pytań. To znaczy, powiedzmy że masz samo-jeżdżący samochód i jedziesz ulicą. 3-letni dzieciak wyskakuje przed samochód, a inny samochód jedzie z naprzeciwka z czterema pasażerami i komputer podejmie decyzję czy uderzyć w dziecko czy w nadjeżdżający samochód ", powiedział Buffett. "I nie jestem pewien, kto zostanie podany do sądu w tych okolicznościach. Zabijesz kogoś i to komputer w nanosekundy podejmie decyzję. Będzie wtedy istotnym by wiedzieć kto programuje ten komputer i co myślał o wartości ludzkiego życia i przedmiotów".

Choć samo-jeżdżące samochody oprócz wdrożeń w górnictwie pojawią się na ulicach dopiero za kilka lat to wdrażanie “sztucznej inteligencji” dla decydowania o ludzkim życiu lub śmierci trwa co najmniej od 1937 roku. 

Pierwszy powszechnie zaadoptowany system decydujący o śmierci lub życiu ludzi został wdrożony przez Dehomag spółkę zależną od IBM w nazistowskich Niemczech. Niemiecki rynek był drugim co do wielkości rynkiem dla IBM, gdzie firma Watsona zajęła się wsparciem obróbki rządowych danych ze spisów powszechnych. 



Dane spisowe szacowały liczbę żydów i innych niechcianych obywateli w Niemczech, klasyfikowały ich i pozwoliły na separację ich ze społeczeństwa do obozów koncentracyjnych a następnie eksterminację. Każdy obóz koncentracyjny posiadał własne biuro Hollerith-Abteilung (departament Hollerith), przypisane do kontroli więźniów poprzez wykorzystanie technologii kart perforowanych IBM. IBM utrzymywał i serwisował maszyny jak również dostarczał karty perforowane w trakcie trwania wojny. Numery na rękach więźniów były numerami identyfikacyjnymi do systemów IBM/Dehomag, który to system decydował o tym kogo zabić a kto powinien pracować, być żywionym itd.



Obecnie w ramach programu obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych w USA, znanych jako Obamacare wdrażany jest bardzo podobny system oparty na komputerach IBM Watson. Historia lubi się powtarzać i tak jak Thomas J. Watson ze swoimi komputerami decydował o życiu i śmierci ofiar obozów koncentracyjnych podobnie dziś komputer Watson IBM, będzie podejmował decyzję co do ubezpieczeń, rodzaju podejmowanego leczenia lub nie obywateli. System analizuje rodzaje systemów ubezpieczeń, prawdopodobieństwa zachorowania na przeszło 100.000 chorób porównuje jakość usług medycznych, lekarzy i w przyszłości z pewnością będzie analizował wszelkie dane związane z DNA i prowadzonym trybem życia. W ten czy inny sposób ten system komputerowy a nie lekarz będzie podejmował decyzje co do leczenia, terminów leczenia, porzucenia leczenia, czy jak w niektórych krajach eutanazji.



Watson działa już w departamencie weteranów wojennych gdzie zbiera dane doradzając lekarzom jak mają leczyć chorych. Tu jednak system analizuje wiele innych zmiennych takich jak zysk, koszta leczenia pomijając jakąkolwiek empatię. Rezultatem działania systemu jest odwlekanie leczenia przewlekle chorych aż do ich śmierci minimalizując koszta.



Jak ponad 60 lat temu globalista i twórca współczesnego globalnego systemu Bertrand Russell napisał w swojej książce “Impact of science on society” budowany naukowy system przyszłości będzie nieludzko bezwzględny. “Jest możliwym dla obecnych rządów by były znacznie bardziej brutalnymi niż jakiekolwiek wcześniejsze rządy zanim powstała naukowa technika.” pisał w swojej książce. “Totalitarne państwo z zacięciem naukowym będzie robiło rzeczy, które dla nas wydają się być przerażające." opisując kompletny brak jakiejkolwiek etyki w systemie i pogłębiającą się w nim bezwzględność i brutalność. System ten będzie jednak nieludzko bezwzględny ponieważ nauka nie determinuje żadnych form etyki czy moralności. Jeśli komputer wyliczy, że dana populacja jest zbędna to nie kryje się za tym żadna refleksja czy osąd moralny, podobnie jak przy bezwzględnym wykonaniu zadania.

Elity tego świata takie jak Buffett wiedzą bardzo dobrze, iż obecny rozwój sztucznej inteligencji doprowadzi do sytuacji w której ludzie będą zbędni. Ludzie będą wypierani przez maszyny i sztuczną inteligencję aż do momentu gdy jako bezrobotni będą obciążeniem dla systemu. Ostatnio współtwórca firmy Apple Steve Wozniak stwierdził to bardzo dobitnie, iż w najlepszym przypadku staniemy się maskotkami maszyn. Wtedy logicznym rozwiązaniem będzie systematyczna redukcja populacji gdzie podobnie jak w samo-jeżdżących pojazdach przyszłości to maszyna wybierze kto będzie ginął a kto przeżyje. 

Tak więc problem wdrażania sztucznej inteligencji jest wielopoziomowy i jak widać z historii był już raz wdrażany z dużym sukcesem do eksterminacji ludzi, do tego jak widać nadaje się najlepiej.