piątek, 20 lutego 2015

Kontrola tłumu

Od wieków wiadomo, że każda władza korumpuje. A władza absolutna korumpuje absolutnie.
Jak to zwykle w takich opracowaniach: będzie długo, ale niekoniecznie nudno. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę o komentarze i propozycje, również do tego, co jest na samym końcu..
Ale do rzeczy. Każda władza musi posiadać siły wewnętrzne. Od typu władzy zależy jedynie, czy zostan± one użyte dla dobra społeczeństwa, czy wręcz przeciwnie. Mechanizmy opisywane przez cybernetykę społeczną rozróżniają dwa główne przypadki.

  • Kiedy w obywatelach powstaje mechanizm, który spaja społeczeństwo, sprawiając tym samym, że staje się ono niebezpieczne w swojej wspólnej idei i masie dla władzy
    • Państwo działa na szkodę obywateli - na ulicę wychodzi społeczeństwo (ewentualnie agenci obcych mocarstw, chcących coś na tym zyskać, podsycając atmosferę, dokonując jednocześnie bardziej zaawansowanych kroków na szczeblach rządowych - słabe państwo łatwiej rozbić, przejąć, kupić)
    • Państwo działa na korzyść obywateli - Interweniuje obce mocarstwo - na ulicę wychodzą poza przedstawicielami społeczeństwa grupy zorganizowane przez obcą agenturę, chcące osłabić pozytywne mechanizmy zachodzące w państwie/społeczeństwie, w celu osłabienia go i uczynienia podatnym na wpływy obcego - tu trzeba jasno zaznaczyć WROGIEGO - państwa. Równie
Jak widać w obu przypadkach należy dokładnie wiedzieć, kto stoi za naszymi plecami i najgłośniej krzyczy.
Niemniej w obu tych przypadkach państwo, jakie by nie było, musi dysponować mechanizmami i strukturami zdolnymi do kontroli tłumów.

Jak to wszystko działa organizacyjnie, czyli skąd policja wie, że tam ktoś będzie ?

Po pierwsze: aby zorganizować pikietę, demonstrację albo inne większe "wydarzenie społeczne" konieczne jest według obecnego, coraz szczelniejszego i totalitarnego prawa w tym zakresie, zgłoszenie takiego faktu do odpowiedniego urzędu. Następnie specjalne wydziały policji zajmują się oceną ryzyka związanego z takim zdarzeniem. Bada się strony internetowe, tworzy podstawową sieć powiązań, aby ocenić ilość osób, nastroje, ewentualne uzbrojenie, metody transportu (dotarcia na miejsce), miejsca noclegowe itp. To elementarz.
Dużo trudniejsza sprawa ma się w przypadku demonstracji nielegalnych, nie zgłoszonych, dobrze zakonspirowanych, kiedy ilość informacji pozyskanych przed zdarzeniem jest niewielka. W przypadku wcześniejszego wykrycia chęci przeprowadzenia takiego zdarzenia uruchamiane są procedury awaryjne, uśpieni informatorzy, policjanci po cywilu, zakonspirowani w środowiskach "reakcyjnych", czyli głównie aktywnych grup o nastawieniu antyrządowym.

Jak rozbić tłum zorganizowany i niezorganizowany ?

Metody w obu przypadkach są podobne, ale należy zwrócić uwagę na szczegóły. W przypadku tłumu niezorganizowanego, stosuje się metodę psychologiczną. Pokazujemy siłę. Część jodnostek zrezygnuje z konfrontacji. Reszta stanowić będzie łatwy cel. Aby sobie z nim poradzić stosuje się m.in. taktykę węzła. Taktyka ta polega na otoczeniu tłumu i systematycznym zacieśnianiu "uścisku". Powstaje coś na kształt sieci pełnej ryb, którą przy odpowiedniej sile można bardzo szybko spacyfikować. Najważniejsze to eliminacja najbardziej aktywnych jednostek.
W przypadku tłumu zorganizowanego sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Przede wszystkim taki tłum ma przywódcę (lub przywódców), którzy z reguły są chronieni. Dotarcie do nich bywa często utrudnione. Dlatego najczęściej eliminacja poszczególnych jednostek odbywa się jeszcze zanim dotrą one na miejsce demonstracji. Utrudnia się dojazd pociągu, autobusu, przprowadza kontrole itp. Jeśli to nie poskutkuje, wyłuskuje się takie osoby z tłumu, kiedy jeszcze sytuacja jest stosunkowo prosta do opanowania. Wykonują to policjanci po cywilu "tajniacy", którzy odpowiednio wyselekcjonowane osoby po cichutku zwijają do radiowozów (oznakowanych lub nie). Dlatego należy pamiętać, żeby zawsze być w grupie. Dalej wszystko odbywa się według standardowych procedur. Kordon policji, barierki (jeśli jest taka możliwość), a w ostateczności oddziały szturmowe, armatki wodne, gumowe kule itp.
Pamiętać trzeba również o tym, że każde takie zdarzenie policja stale monitoruje. Tajnacy nagrywają kamerkami podręcznymi, telefonami, reszta idzie przez monitoring miejski, gdzie siedzą sobie panowie i klikają (link is external), dostając za każdą duszyczkę i jej wykroczenie odpowiednią ilość punktów. A trzeba przyznać, ze robią to wtedy niezwykle zapalczywie, bo za punkciki na koniec miesiąca dostają pieniążki. Tak wyselekcjonowane osoby następnie są identyfikowane na podstawie zdjęć biometrycznych (dowód osobisty, paszport itp). Pamiętajmy, że od zeszłego roku przy odbieraniu paszportu oddaje się również odcisk palca. A jeszcze nie tak dawno pobierano je tylko przestępcom... Czy to znaczy, że wszyscy, którzy chcą wyjechać to potencjalni przestępcy ? Chyba tak. A jak wiadomo, odcisk palca podrobić nietrudno, (zwłaszcza jak się ma jego definicję, a równie łatwo go zdjąć) tak samo jak materiał DNA, co niedawno udowodnili Izraelczycy...

Jakich używa się broni, a jakich będzie używać się za chwilę ?

Polska policja używa w tym celu sprzętu, jaki znamy z kronik filmowych. Poniższy sprzęt czekał na ludzi zebranych podczas manifestacji 10 grudnia w Warszawie. (zdjęcie anonimowe)
Ponieważ każdy zna mniej więcej uzbrojenie polskiej policji (i każdej innej, ponieważ nie jest to żadna tajemnica, wystarczy popatrzeć na filmy z demonstracji w Grecji), nie będę przeprowadzał tu charakterystyki tego uzbrojenia. Poniżej tylko kilka lajtowych fotek.

Fajne, prawda ?
Ja skupię się natomiast na nowinkach, które przychodzą do nas z zachodu, a które niechybnie będą wykorzystywane z czasem.
Bo tak się składa, że oprócz standardowych kevlarowych (lub starszych modeli) kasków, kamizelek, ochraniaczy, tarcz, pałek, strzelb na gumowe pociski, policja coraz częściej dysponuje bronią mikrofalową, wysokiej częstotliwości i psychotroniczną.
Kontrola tłumu – NLW (Non-Lethal Weapons)
Zastosowanie wszelkiej broni przeciw cywilom zawsze wzbudzało szerokie protesty społeczeństwa, zwłaszcza, że do późnych lat 70-tych nie było na wyposażeniu policji ani armii broni, która mogła by służyć jako broń kontroli tłumów. Wszelkie stosowane wtedy środki powodowały trwałe obrażenia. Na początku lat 80-tych w USA rozpoczęto oficjalnie programy stworzenia broni nie powodującej śmierci, która mogła by być wykorzystana do kontroli tłumu lub pojedynczych obywateli, nie powodując ich zgonu.
Określenie NLW odnosi się do nowego rodzaju broni. Broni, która nie zabija, ale pozwala na kontrolę większej grupy ludzi, lub pojedynczego człowieka. Poniżej krótka charakterystyka części wynalazków, jakie już teraz są stosowane przez amerykańską armię i policję.
Przeznaczeniem broni jest uzyskanie przewagi nad przeciwnikiem przy spowodowaniu jak najmniejszej liczby ofiar. Co ciekawe nie mówi się tu o braku ofiar, ale o jak najmniejszej ich liczbie. Do głównych zastosowań broni tego typu zalicza się:
  • Neutralizację byłych żołnierzy (!)
  • Kontrolę tłumów
  • Rozbrojenie lub unieruchomienie środków transportu wojskowego (ale jaki problem z cywilnym ?)
  • Unieruchomienie lub rozbrojenie środków komunikacji, energetycznych, transportowych w zakresie pojedynczych elementów lub całymi regionami.
  • Rozbrojenie lub unieruchomienie systemów uzbrojeń, produkcji broni, włącznie z niepotwierdzonymi a jedynie podejrzanymi instalacjami.
  • Broń taka musi charakteryzować się dodatkowymi cechami, takimi jak:
  • może być wykorzystana przez wojsko w misjach bojowych
  • Może być stosowana przez policję i być dopuszczona do użytku przez prawo międzynarodowe
  • Być mobilna
  • Być skuteczna
  • Nie powodować uszkodzeń (skutków działania samej broni) u obsługującego ją personelu oraz środowiska w którym jest uruchomiona.
  • Powinna być odporna na przeciwdziałanie i uszkodzenia
  • Powinna uzyskiwać efek warty inwestycji środków i zasobów służb specjalnych oraz zaangażowania wywiadu.
Ciekawe, prawda ? Jak kilka punktów może być rozmytych i umożliwiać stosowanie broni do kontroli cywilów. Nie chodzi o to, że nie wierzę armii, ale na przestrzeni wieków wielokrotnie przekonaliśmy się już, że wiara nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli wojsko lub inne służby mogą zastosować posiadaną przez siebie broń przeciw cywilom, do ich kontroli, zrobią to, traktując ich jak stado bydła w kontrolowanej hodowli. Smutne i tragiczne, ale prawdziwe.
Możliwości, jakie powinna osiągnąć projektowana broń są ściśle określone. Powinna ona spełniać jedno lub kilka z następujących wymagań (przytaczam uregulowania USA):
  • Neutralizować cel
  • Blokować - uniemożliwiać wrogie działania celu
  • Kontrolować - umożliwiać kontrolę celu
  • Ograniczać - ograniczać zdolności bojowe celu, neutralizować lub zmniejszać skalę konfliktu
  • Nakłaniać - umożliwiać spowodowanie działania celu zgodnie z interesami rządu USA
  • Demonstrować - demonstrować możliwości kraju w zakresie stosowania broni nie powodującej śmierci i zniszczeń
  • Demobilizować - uniemożliwiać, opóźniać lub ograniczać możliwości bojowe wroga w celu zapewnienia czasu na odpowiedź
  • Mieć możliwość zastosowania w różnych sytuacjach - włącznie z sytuacjami, kiedy nie jest jasno określony cel, a jedynie znane jest podejrzenie wrogich działań
  • Umożliwiać sprecyzowany atak - powinna umożliwiać zastosowanie jej bez niszczenia symboli kulturowych, religijnych lub historycznych
  • Umożliwiać synergię - wzmacniać działanie broni powodującej uszkodzenia lub śmierć, jeśli taka jest używana razem z nią
Więcej dokładnych danych można znaleźć w poniższych publikacjach: [The Early History of “Non-Lethal” Weapons, Neil Davison, grudzień 2006] [The Development of “Non-Lethal” Weapons During the 1990’s, Neil Davison, marzec 2007] [The Contemporary Development of “Non-Lethal” Weapons, Neil Davison, maj 2007]
Większość z nas jako o broni kontroli tłumu kojarzy się jedynie broń na gumowe pociski, lub broń o nazwie Taser. Zapewne z powodu tego, ze jej stosowanie w Europie zostało nagłośnione po tragicznej śmierci jednego a Polaków (Roberta Dziekańskiego) na lotnisku w Toronto w Kanadzie w 2007 roku. Jak się okazuje jednak w USA od dawna są już protesty przeciw stosowaniu tej broni. Dobitnie świadczy to jednocześnie nie tylko o niedoinformowaniu i ignorancji naszego społeczeństwa, ale również o kroplówce informacyjnej, jaką się na tym społeczeństwie stosuje. Było by głupio, gdybyśmy o istnieniu takiej broni dowiedzieli się w momencie, gdy będziemy chcieli walczyć o jakąś naprawdę słuszną sprawę (która się nie będzie podobała władzom), na własnej skórze, prawda ?
Poniżej lista znanych już teraz broni kontroli tłumów, oraz tych, które w niedługim czasie będą wprowadzone (zadziwiające, że w 90% przypadków wynalazki takie i ich testy na „żywych organizmach” pochodzą z USA…)
Unieruchamianie
Sticky Shocker jest to wynalazek pochodzący z Sandia National Laboratories, laboratorium broni atomowej w Nowym Meksyku pod egidą agencji obronności DARPA. Jest to broń miotająca naboje wypełnione substancją nazywaną "lepiąca piana" (sticky foam) . Nabój przy uderzeniu rozpryskuje się a substancja oblepia napastnika, w kilka sekund rozprężając się do sporych rozmiarów, twardniejąc i powalając ofiarę na ziemię. Na zdjęciu nabój wystrzeliwywany ze StickySchocker'a. Niestety w sieci mało jest zdjęć efektu jego działania, a zdjęć dobrej jakości, które mógłbym tu zamieścić nie znalazłem.
Taser to znane urządzenie. Wystrzeliwuje w kierunku ofiary dwa harpuny połączone z taserem cienkimi przewodami. Po umieszczeniu harpunów w ciele przepuszczany jest przez nie prąd o napięciu kilkudziesięciu tysięcy Volt, nie powodując teoretycznie obrażeń (poza rankami po harpunach), powodując jedynie usztywnienie i paraliż mięśni (w teorii). Czy jest to broń nie powodująca śmierci ? Jak wielokrotnie się przekonaliśmy niekoniecznie. Znanych jest już ponad 200 przypadków śmierci spowodowanej Taserami, kiedy ludziom pod wpływem wysokiego napięcia z tego urządzenia stawało serce, a liczba ta stale rośnie, obfitując nawet w przypadki porażenia przez policją człowieka na wózku inwalidzkim, kobiety w ciąży i 95-letniej staruszki (zaraz odezwą się eksperci krzyczący, żę takie staruszki są bardzo narowiste... pominę milczeniem).
StunGun - podobny w działaniu do Tasera, ale nie wysyłający harpunów, do działania na bliskie odległości, podobny do popularnych paralizatorów.
Odstraszanie
Do tego celu używa się niezliczonej ilości amunicji. Od gumowej amunicji, poprzez działka wodne, przez amunicję szokującą, zawierającą farbę, do dział promieniowych.
Przykładowo amunicja z farbą (czy to w formie pocisku, czy w formie pocisku do granatnika w celu wybuchu nad tłumem) pozwala zarówno przestraszyć, zniechęcić, jak i "zaznaczyć" bezpośrednich uczestników demonstracji w celu wyłapania ich w późniejszym czasie z tłumu.
PEP (pulsed energy projectile), wynaleziony w Mission Research Corp z Santa Barbara. Urządzenie to powoduje natychmiastowe podgrzanie wilgotnego powietrza w okolicy celu. Dzieje się to tak szybko, że podgrzane powietrze, zawierające pewną ilość pary wodnej po prostu eksploduje, powodując przy tym bardzo głośny wybuch. Dzieje się to w konkretnej lokalizacji w przestrzeni 3D, co może być bardzo przerażające, kiedy przykładowo dzieje się to pomiedzy dwojgiem ludzi stojących niedaleko siebie.
Bardzo ciekawym, a jednocześnie jednym z najlepiej strzeżonych wynalazków jest wymyślona w HCV w San Diego "latarka", która nawet z odległości 2 km potrafi za pomocą transmitowanego poprzez światło ultrafioletowe napięcia/natężenia (prądu) unieruchomić (sparaliżować) cel. Działa na zasadzie Taser'a, ale nie wymaga ani bliskiej odległości, ani harpunów.
Zniechęcanie
Można przyjąć, że tutaj jest najwięcej wynalazków, przedstawię tylko kilka.
Działo mikrofalowe - opracowane w Air Force Research Laboratory, oficjalnie zaprezentowane w 2007 roku, umieszczane zazwyczaj na ciężarówkach (w USA aplikuje się je na Hummer'ach). Używa technologii analogicznej do tej z kuchenek mikrofalowych. Powoduje nie tyle podgrzanie co bardzo silny piekący ból, jeśli skieruje się je na żywą tkankę. Pozwala dowolnie regulować moc. Cóż więc stoi na przeszkodzie, by na rozwścieczony tłum skierować taką antenę i włączyć maksymalną wiązkę ? Od 2003 (zwróć uwagę na datę oficjalnej prezentacji) roku jak LRAD testowane jest w Iraku.

Działa akustyczne - LRAD (Long Range Acoustic Device), opracowane przez American Technology Corp., pozwala na "strzelanie" pojedynczymi falami o amplitudzie nawet 150 dB, w konkretne miejsce w celu ogłuszenia przeciwnika. Na zdjęciach powyżej dowód na to, że policja w USA już teraz tego używa przeciwko ludziom (Nowy Jork, podczas demonstracji przeciw wojnie w Iraku). Urządzenie ma możliwość odgrywania utworów MP3 i nadawania automatycznych obwieszczeń, komunikatów policji oraz "zaleceń" i rozkazów dla tłumu ("nie podchodź bliżej" itp.). Urządzenia te były po raz pierwszy testowane podczas pierwszej misji w Iraku w 2003 roku przez oddziały amerykańskie. [http://www.newsweek.com/id/54367 (link is external)]
Używa się je już na obywatelach w USA (link is external), i nie tylko podczas szczytu G20 (link is external).
Poślizgowy spray - wymyślony w Southwest Research Institute w Teksasie. Rozpylony na podłoże powoduje, że staje się ono śliskie jak lód, powodując przewrócenie się ofiary. Spray używany jest od kilku lat przez oddziały specjalne i Navy Seals
Gazy zapachowe - głównym producentem i wytwórcą jest Monell Chemical Senses Center z Philly. Są to gazy o bardzo silnym zapachu przykładowo spalonych włosów, rozkładającego się mięsa, wymiocin i tym podobnych.
Sieci - wymyślone w General Dynamice oraz Foster-Miller, które mogą być "rozpylone" na ulicy lub między blokami. Taki spider-man, ale w większej skali. Sieci te mogą zatrzymać nawet 10-tonową ciężarówkę jadącą z prędkością 70 km/h ! Foster-Miller opracował sieć kewlarową o jeszcze "lepszych" właściwościach.
Betonowa piana - używana do unieruchomienia jednostek. Jak wiele z tych wynalazków, swój początek miała w badaniach z końca lat 70tych w Sandia National Laboratories w Nowym Meksyku. Polecam przeczytać krótki artykuł (link is external)
Latarki wymiotne - generujące światło, które powoduje wymioty, jeśli oślepi się nim ofiarę. Opracowana przez Intelligent Optical Systems na zlecenie DHS (Departament of Homeland Security). Teoretycznie wystarczy zamknąć oczy, ale wtedy również stajemy się bezbronni. [http://gizmodo.com/gadgets/nonlethal-weapon/flashlight-makes-you-vomit-286287.php (link is external)]

To, co na zdjęciu powyżej wygląda jak karabinek, jest w rzeczywistości bardzo zaawansowanym laserem, umożliwiającym oślepienie jednego lub grupy celów wiązką światła laserowego. Zarówno ludzi jak i urządzenia, uniemożliwiając tym samym identyfikację położenia nie tylko źródła światła ale i innych obiektów. To urządzenie również testowane jest w Iraku.

No właśnie, czy to znaczy, żeby siedzieć cicho ?

Generalnie założenie policji jest właśnie takie: żeby siedzieć cicho, a jak tylko się wychylisz, pacnąć cię w główkę z liścia, żebyś ją szybciutko schował. Zawsze są jakieś ofiary w tego typu zajściach. Ale przecież wcale nie trzeba organizować teraz demonstracji ! Wystarczy przyjść pomodlić się za zamordowanych 10 kwietnia, obronić się przed oszołomem i zostać zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym na schizofrenię bezobjawową. Swoją drogą wraca ona do łask, prawda towarzyszu komuno-ruski ? Nie proszę państwa, nigdy nie wolno tak powiedzieć. Gdy schowamy głowę w piasek, oni wygrają. Trzeba mieć świadomość, że należy walczyć ze wszystkich sił, trzeba być gotowym ponieść ofiarę, za wolność, za ideę. Jak powiedział V z komiksu "V jak Vendetta": Idee są kuloodporne.
Oni najbardziej boją się idei, patriotyzmu, poświęcenia, żaru w sercu. Dlatego stworzyli kogoś, kogo ja nazywam intelektualnymi amebami (ale będę miał przesrane teraz), a kogo media okrzyknęły entuzjastycznie "Młodzi Wykształceni z Wielkich Miast". Oto jaka jest ta nasza nowa elita (link is external)... Rzygać się chce czasami. I dlatego jeśli komukolwiek nie podoba się świat, jaki ta nowa elita prezentuje, musi walczyć w każdy możliwy sposób. Niech naszą walką będzie żałobny marsz 10 kwietnia, z jednoznacznymi hasłami o zamachu. Bo chyba niewiele jest tu osób, które jeszcze wierzą w drobny wypadeczek zapijaczonych kozaczących polskich pilocików ?
Na koniec chciałbym przypomnieć, gdyby pan PRemier i PRezydent (a napewno nas czytają), z kolegami Nowakie, Mirem, Rychem, Zbychem, Grzesiem (również Napieralskim), Waldkiem, Julią, Stefankiem, Januszkiem i wszystkimi innymi, oraz tymi, którzy za nimi stoją zapomnieli. My nie zapomnimy. Z naszej strony żadnej burdy ani zamieszek nie będzie na 100% (zwłaszcza 10 kwietnia, za dobrze wiemy, jak byście to wykorzystali). Wiedzcie jednak, że jesteście tylko wyrobnikami na czyichś usługach. Jeśli naród polski doprowadzicie do ostateczności, zemści się on na was okrutnie, pomimo waszych uników. Drugi raz na Magdalenkę, Okrągły Stół (o średnicy ponad 6 metrów, żebyście się nie zapluli nawzajem przed kamerami), grubą kreskę i rzekomy kapitalizm (bo kompradorski) nabrać się nie damy. I kiedy (jeśli) zniszczycie już wszystko i będziecie czuli się bezpiecznie jak u mamy, jeden po drugim otrzymacie od nas czterolistną koniczynkę.

A jako malutki bonus dla niepoprawnych

Głosy, czyli marketing na usługach służb specjalnych
To, o czym poniżej przeczytacie może wydać się wam absurdem. Ale nim nie jest. Tak samo, jak nie są absurdem (ponieważ są prowadzone) badania profesora Kewina Warwicka, wszczepiającego sobie i własnej żonie implanty do mózgu, by wymieniać bezprzewodowo informacje i odczucia. Tak samo jak nie są absurdem takie akcje CIA, o których dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy nie żyją już ci, którzy mogliby chcieć dochodzić praw odszkodowawczych (jeden z eksperymentów amerykańskiego programu kontroli umysłu MK_ULTRA (link is external) polegający na jeżdżeniu po Nowym Jorku samochodami z podwójnym wydechem, rozsiewaniu wirusów i bakterii z jednoczesnym monitoringiem szpitali).
Technologia, która leży u podstawy wynalazku o którym chciałbym krótko wspomnieć w tym rozdziale została praktycznie opracowana w Anglii w 1990 roku przez Alastair Sibbald’a [http://www.sciam.com/article.cfm?id=surrounded-by-sound] (link is external). Umożliwia ona symulację lokalizacji dźwięku 3D jedynie za pomocą 2 głośników. Zastosowana została z powodzeniem najpierw w kartach dźwiękowych Gravis Ultrasound, następnie w kartach firmy Diamond Ultrasound (najlepsze z chipsetem MX300, opracowanym z firmą Aureal). Jakość tych kart była tak dobra, że wróżono im sukces rynkowy. Niestety działania marketingowe konkurencji (głównie firmy Creative, której najlepsze karty do dzisiaj nie osiągają takiej jakości jak karty Gravis i Diamond ponad 10 lat temu) spowodowały, że karty te zniknęły z rynku i tylko entuzjaści tych kart i byli użytkownicy je pamiętają i znają ich możliwości.
Jednak technologią, o jakiej chciałbym powiedzieć jest nastepna generacja głośników, jakie zostały opracowane pod koniec lat 90-tych. Technologia ta jest analogicznym wykorzystaniem idei działa głosowego (zastosowana w LRAD [http://www.espionageinfo.com/Ke-Lo/Less-Lethal-Weapons-Technology.html] (link is external)), ale poprzez jej modyfikację osiągnięto efekt, który przechodzi nasze oczekiwania. Zamiast pojedynczej baterii zastosowano dwie, generujące wiązki, które odpowiednio zmodulowane pozwalają tworzyć wirtualne źródło dźwięku w dowolnym miejscu w przestrzeni 3D. Wynalazek ten swojego czasu opisany był w Scientific American. Jak to działa ? Urządzenie, składające się z dwóch płaskich dział audio, skierowane na konkretną osobę (nawet stojącą w tłumie) umożliwia wytworzenie wirtualnego źródła dźwięku nawet wewnątrz głowy danej osoby. Efekt może być taki, że tylko ta osoba będzie słyszała przekazywany przez nas komunikat i nikt poza nią, nawet osoba stojaca 30 cm dalej tego już nie usłyszy. Wyobraźcie sobie efekt.
Nie przypadkowo przywołałem tutaj możliwość wykorzystania tego wynalazku przez służby specjalne. Jego możliwości wykorzystania są bardzo szerokie: od bezpośredniego przekazywania komunikatów żołnierzom bez połączenia radiowego, poprzez doprowadzenie pojedynczej osoby na skraj szaleństwa. Przecież wszyscy inni wezmą Cię za wariata, kiedy powiesz im, że słyszysz głosy (które każą Ci kogoś zabić, skoczyć z okna, zrobić coś, jednocześnie są tak natarczywe i głośne, że wręcz niemożliwością jest, byś słyszał to tylko ty ! A jednak…).
Dlaczego wspominam o tym wynalazku ? Jego wykorzystanie w reklamie, jak sugerował Scientific American jest łatwe do wyobrażenia. Ale czy ktoś mógłby to wykorzystać w sposób opisany powyżej ? Przecież to brzmi jak science-fiction. Dla służb specjalnych technologia posiadająca takie możliwości to jednak łakomy kąsek.
Istnieje wiele artykułów dostępnych w otwartej literaturze, które poruszają przykładowo zagadnienie słuchu mikrofalowego. W większości przypadków zgłaszane jest transmitowanie do głowy ofiary głosów mikrofalowych. Dr. Becker napisał książkę Body Electric w 1985 roku w której pisze, że “w roku 1973 dr. Joseph C. Sharp z Walter Reed Army Institute of Research słyszał i rozumiał wymawiane słowa, wysyłane do komory izolacyjnej, w której się znajdował, audiogramem pulsowanych mikrofal (analogię dźwiękowych wibracji słów) transmitowanych do jego mózgu. Takie urządzenie ma oczywiste zdolności użytkowe w ukrytych operacjach, przeznaczonych do doprowadzenia osobnika do szaleństwa “głosami”, lub dla niewykrywalnych instrukcji dla zaprogramowanego zabójcy.”
Memorandum z 17 grudnia 1963, do wicedyrektora Central Intelligence. Temat: Testowanie psycho-chemikalii i materiałów spokrewnionych. „Spokrewnione manifestacje, takie jak myślenie i wrażenia wzrokowe lub emocje, zachowanie i reakcje psychologiczne mogą być ciągle rejestrowane poprzez radiową komunikację pomiędzy komputerem i mózgiem. Poprzez to tajna policja, władze, badacze medycyny i państwo są w stanie obserwować osobnika w sposób głębszy i bardziej wszechstronny, niż byłby on w stanie robić to samodzielnie.”
Na ile możemy być pewni, dokumenty potwierdzające rozwój tej okropnej nauki były szkicowane tak dawno, jak w roku 1951, kiedy CIA postanowiła skoordynować wysiłki armii, navy i air force, i kiedy narodził się program Artichoke. Memorandum z 1952 roku definiuje te misje w następujący sposób: Ewaluacja i rozwój każdej metody, poprzez którą możemy uzyskać informację bez zgody osobnika i bez jego świadomości. „Czy możemy kontrolować daną osobę do stopnia, w którym będzie wykonywała nasze rozkazy wbrew jej woli, a nawet wbrew fundamentalnym prawom natury, takim jak ochrona własnego życia? Jak moglibyśmy oprzeć się takim środkom, jeśli byłyby one użyte przeciwko nam?”
Pierwotny tekst:
Większości ofiar przydzielana jest etykietka choroby psychicznej, ale faktycznie donoszą one o podobnych symptomach i posiadają fizyczne dowody na to, że nie są to przypadki choroby psychicznej. Zazwyczaj krewni, policja lub prawnicy, którzy nie znają technologii, domagają się ewaluacji psychiatrycznej i w ten sposób ofiara traci jakąkolwiek szansę na sprawiedliwość. Stałym zwyczajem, diagnoza psychiatryczna oparta jest na sprawozdaniu pacjenta i instrukcjach lekarza lub terapeuty. Podczas kiedy pacjent może prezentować osobiste sprawozdania, o wysokiej lub nadzwyczajnej aktywności radiowej, bieżące sprawozdania prasowe, dotyczące praktyk nadzoru więźniów z satelity, prace naukowe dotyczące sklasyfikowanych broni elektromagnetycznych i doniesienia o niesklasyfikowanym rozwoju broni nieuśmiercających w przeciągu ostatnich czterdziestu lat, to i tak nie powstrzyma to diagnozy choroby psychicznej. Lekarz stwierdza schizofrenię nawet u osoby z długą historią dobrego zdrowia mentalnego. Fakt tego, że “słuch mikrofalowy” lub “syntetyczna telepatia” jest udokumentowaną bronią wojskową, uważany jest za nieistotny.
Tytuły takie jak “FBI Chciało Testować Urządzenie Kontroli Umysłu na Koreshu” z Press Association Newsfile, 3 marzec 1994, nie są łączone z obecną sytuacją ofiar. Większość psychiatrów nie bierze pod uwagę możliwości, że rząd USA (i inne rządy) mógłby testować dzisiaj, obok nich, bronie elektromagnetyczne. Ta eksperymentacja jest zakorzeniona w mentalności zimnej wojny, a ponieważ winni naukowcy nie chcą być schwytani, a rząd USA (i inne rządy) nie chce hałasu publicznego, nielegalna eksperymentacja pozostaje utajniona i trwa nadal.
Małe uzupełnienie
napisane głównie ze względu na pana Traube, którego opinie można przeczytać w komentarzach poniżej artykułu
Większości ofiar takich eksperymentów przyczepiana jest etykietka chorych psychicznie. Należy jednak zaznaczyć, że wiele z tych osób informuje lekarzy, znajomych o symptomach podobnych do efektów opisywanych powyżej technologii. Część z nich posiada fizyczne dowody na to, że nie są to przypadki choroby psychicznej, na przykład w postaci wyników badań mózgu na obecność ciał obcych pochodzenia nieorganicznego.
Takich historii jest wiele. Oczywiście najwcześniejsze wzmianki o takich działaniach pochodzą od żołnierzy USA, na których CIA testowało nowe technologie (Artykuł 1 (link is external), Artykuł 2 (link is external), Portal o takich sprawach (link is external)).
Niestety, zazwyczaj krewni, policja lub prawnicy, którzy nie znają takiej technologii (jak zresztą znaczna część społeczeństwa traktująca takie rewelacje jak objaw schizofrenii, a w najlepszym przypadku wyznawanie teorii spiskowych, jak to się ładnie zwykło ostatnio nazywać), domagają się ewaluacji (link is external) psychiatrycznej (lub jak kto woli: długotrwałego, szczegółowego badania). Wobec braku wiary w informacje ofiary i skierowania do takiego badania, człowiek ten traci jakąkolwiek szansę na sprawiedliwość. Taka sama sytuacja jest ze słyszącymi głosy (link is external).
W Polsce, pomimo znajomości terminu "schizofrenia bezobjawowa (link is external)", nawet wśród lekarzy, choroba psychiczna jest mocnym społecznym piętnem, nawet dla wytrzymałego psychicznie człowieka, o czym przekonał się boleśnie pan Jan Kossakowski (link is external) człowiek, zaliczany do zacnego poniekąd grona "obrońców krzyża" (którzy powinni być conajmniej raczej nazywani obrońcami pamięci o poległych w Smoleńsku 10 kwietnia 2010). Więcej informacji znajdą państwo tutaj (link is external)
Wracamy więc do czasów, kiedy termin schizofrenia bezobjawowa wraca do łask.
Umieszczenie, nawet krótkotrwałe w szpitalu psychiatrycznym w naszym kraju skutkuje bowiem nie tylko niepoważnym traktowaniem go przez znajomych, ale i poważnymi skutkami prawnymi (niemożność znalezienia pracy itp). Wystarczy notka o hospitalizacji, niezależnie od rzeczywiście stwierdzonego - lub nie - schorzenia.
Sama psychiatria zresztą to chyba jedyny dział nauki, oparty na tak miałkich podstawach medycznych. Podaję poniżej linki do wielce dla wielu kontrowersyjnego forum prawda2.info, ponieważ te dwa wpisy są niejako syntezą pewnych faktów dotyczących psychiatrii: "Od inkwizycji do psychiatrii – niechciana prawda (link is external)", "Od inkwizycji do psychiatrii – niechciana prawda 2 (link is external)".
Dlaczego tak się dzieje wyjaśnia eksperyment Rosenhana (link is external).
Tytuły takie jak “FBI Chciało Testować Urządzenie Kontroli Umysłu na Koreshu" z Press Association Newsfile, 3 marzec 1994, nie są łączone z obecną sytuacją ofiar. I bynajmniej nie chodzi tutaj o samą osobę Koresh'a a o sam fakt planów poddania go działaniu urządzeń, które miałyby według zamierzeń ich twórców, dawać kontrolę nad psychiką obiektu badań.
Jasnym dla mnie jest, że większość psychiatrów nie bierze pod uwagę możliwości, że ich własny rząd mógłby testować dzisiaj, obok nich, broń mającą za zadanie kontrolę umysłu. Te eksperymenty są zakorzenione w mentalności zimnej wojny, a ponieważ winni naukowcy nie chcą być schwytani, a rząd USA (i inne rządy) nie chce hałasu publicznego, nielegalna ich wykonywanie pozostaje utajnione i trwa nadal. "Odpryski" takich działań opinia publiczna widzi tylko czasami, a i to jeśli się zainteresuje, bo są szybko tuszowane. To, co już dawno jest w użyciu, społeczeństwo poznaje jako nowość i zbawienie dla ludzkości. Tak to poprostu działa (link is external).
Co tu zresztą mówić. Kolega "traube", który wytyka mi sformułowania, tłumaczenie bez zrozumienia i niedorzeczność przedstawianych przeze mnie spraw, zapewne nie uwierzy w żadne z nich. Jak sam zresztą mówi, na tej podstawie nie ma podstaw wierzyć w cokolwiek, co napiszę. Cóż, jego prawo. Zresztą, co tu się dziwić. W naszym kraju większość słysząc o hipotezie zamachu smoleńskiego puka się w głowę, nie wgłębiając się w temat, a opierając się jedynie na informacjach z "jedynych rzetelnych mediów".
Bez urazy kolego "traube", być możę faktycznie jesteś specjalistą w tej dziedzinie, a ja jedynie nic nie znaczącym amatorem, w dodatku tłumaczącym bez zrozumienia jakieś dyrdymały.
Jedni wierzą "w to", inni "w tamto", taki już jest świat. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Zanim jednak powie się, że coś nie istnieje, warto choćby rozważyć, czy aby to nasze przyzwyczajenia, moralność i spojrzenie na świat, nie zawężają nam pola widzenia. Wiele spraw wydaje nam się nieprawdopodobne i niedorzeczne. No, bo czy ktokolwiek z normalnych osób przypuszczałby, że ludzie mogą wymyśleć i na szeroką skalę przeprowadzić choćby coś takiego jak operacja Gladio (link is external) ?
W następnych odcinkach zamierzam poruszyć takie tematy:
  • Jesteś tylko numerem: czyli o współczenych systemach identyfikacyjnych i ewidencyjnych, projekcie L.U.C.I.D, firmie IBM i jej ogromnym udziale w II Wojnie Światowej, RFID: specyfikacja technologii, marketing a rzeczywistość, mityczny znak bestii, zagrożenia, nowy system PESEL, nowe dowody osobiste i takie tam teorie spiskowe :)
  • Monitoring wizyjny i sposoby namierzenia jednostki ludzkiej we współczesnym świecie (o GSM już było we wpisach "Podsłuch idealny" oraz "InterMacki - Monitoring mediów elektronicznych" )
  • Kroplówka informacyjna: czyli o tym, że jak się chce to można jeździć prawie za darmo na instalacji wykonanej we własnym garażu.
  • Kontrola umysłu - możliwości na bazie analizy programu CIA: MK_ULTRA (link is external)
  • Krótki cykl "Survival" - o tym, jak działać skutecznie, by nie zostać złapanym w kontekście walki "podziemnej" we współczesnym świecie.
  • Spójrz w niebo - kilka słów o znienawidzonych teoriach spiskowych, czyli próba analizy tego, czy w zagadnieniach takich jak "Chemtrails", HAARP coś z prawdy ?
  • Eugenika - całościowe spojrzenie na to zagadnienie, analiza historyczna, moralna, religijna, ekonomiczna i psychologiczna (i jaka mi jeszcze przyjdzie do głowy)
  • Kilka innych ciekawostek, które w przyszłości mogą nam uratować skórę.
Proszę o opinie, komentarze, może propozycje, o czym chcielibyście się dowiedzieć, a czego nie ma na powyższej liście. Rzecz jasna, jeśli jakiś temat będzie dla was szczególnie interesujący, piszcie w komentarzach.


Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/2154/kontrola-tlumu

czwartek, 19 lutego 2015

Wszyscy ludzie zachipowani do 2017r

Dr Hanrick Eldeman, główny analityk Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w Brukseli, ujawnił, że plan "Odnowy świata z chaosu" jest już realizowany. Światowy kryzys ekonomiczny na początku 1974 r. doprowadził do spotkania przywódców krajów EWG, doradców i naukowców, w czasie którego dr Eldeman przedstawił BESTIĘ - BEAST (Brussels Electronical Accounting Surveying Terminal).


Żyjemy obecnie w epoce komputerów, robotów, elektroniki i mikroprocesorów, których postęp jest tak szybko, ze ludzie z trudem dotrzymują temu kroku. Czy ten tak zwany "postęp" prowadzić będzie do absolutnej kontroli nad każdym człowiekiem na ziemi pod rządem Rządu Światowego, prowadzącego do totalnej utraty suwerenności i tożsamości? Obecnie banki pracują nad nowym systemem "pieniędzy elektronicznych", którego celem jest eliminacja pieniądza papierowego i czekowego. Zwróćmy uwagę na to, co Baronowie Wielkiej Finansjery już przygotowali dla nas: karty bankowe z mikroprocesorem (Smart Cards), maszyny bankowe ATM tzw. bankomaty, bezoddziałowe banki (banki bez kasjerów). Wszelkie operacje bankowe maja być dokonywane przez telefon, telewizje, czy komputery za pomocą sieci satelitarnej i kontrolowane przez jeden globalny system.

A zatem jeżeli ktoś nie będzie chciał się podporządkować nowemu systemowi, nie będzie chciał używać do swoich transakcji kart z mikroprocesorem będzie po prostu pozbawiony dostępu do swojego konta bankowego!

Bez mikroprocesora (microchip) nikt nie będzie mógł nic kupić ani sprzedać. Mistrzowski plan, przewiduje wprowadzenie systemu komputerowego, który by przydzielił numer (cyfrowy identyfikator) każdemu mieszkańcowi świata Numer ten będzie niezbędny do przeprowadzenia jakiejkolwiek transakcji, kupna lub sprzedaży, eliminując w ten sposób gotówkę, czeki, wszelkie karty kredytowe czy debetowe i tzw. "smart cards". Ten numer będzie zakodowany w mikroprocesorze (biochip) wszczepianym na czole lub zewnętrznej stronie dłoni człowieka.

Mikroprocesor ten będzie dla ludzkiego oka niewidoczny, możliwy do odczytania tylko poprzez skaner (odczytujący aparat) w specjalnych miejscach weryfikacyjnych lub handlowych.

Jeden z przywódców EWG zapytany: "Co się stanie, jeżeli ktoś nie podporządkuje się nowemu systemowi lub odmówi przyjęcia swojego numeru?", odpowiedział bez ogródek: "Będziemy musieli uciec się do siły, aby taki osobnik lub osobnicy spełnili nowe wymagania".

Henry Spaak, jeden z twórców EWG i Generalny Sekretarz NATO powiedział kiedyś w jednym ze swoich przemówień: "Dosyć już mamy komisji. Nie potrzebujemy następnej. To czego nam trzeba, to człowieka takiego formatu, ze będzie w stanie zapewnić pokój i uzyskać posłuszeństwo polityków, oraz wydostanie nas z gospodarczego chaosu, w którym wszyscy toniemy. Dajcie nam takiego człowieka i wszystko jedno, czy to będzie Bóg czy demon - my go uznamy!" (Moody Magazine)

- Wyznania dr. Sandersa - twórcy biochipu -

Przedstawiamy wyjątki z artykułu opublikowanego w czasopiśmie NEXUS (Australia), czerwiec-lipiec 1994r. Są to cytaty z oświadczeń dr Carla W. Sandersa, który był odpowiedzialny za stworzenie "biochipu". Dr Sanders jest inżynierem elektronikiem, wynalazcą, członkiem i konsultantem wielu rządowych organizacji. Pracuje też dla IBM, General Electric, Honeywell i Teledyne.

"Trzydzieści dwa lata mojego życia spędziłem na pracy w dziedzinie elektroniki, projektując mikrochipy dla potrzeb bio-medycznych. W 1968 r. zostałem zaangażowany prawie przypadkowo do badań nad rozwojem projektu dotyczącego leczenia złamanego kręgosłupa u młodej kobiety. W trakcie pracy nad tym projektem wszyscy byliśmy podekscytowani. Byłem naczelnym inżynierem, odpowiedzialnym za pracę stu naukowców, jak również za wyniki badań. Kulminacyjnym punktem tych doświadczeń był biochip, który według mnie jest 'Znakiem Bestii'. Biochip jest ładowany dzięki zmianom temperatury ciała, co wyklucza częste zmiany baterii zasilającej. Wydano ponad 1.5 miliona dolarów na badania dotyczące znalezienia miejsc na ludzkim ciele, gdzie występują największe wahania temperatury. Pierwszym miejscem jest czoło w okolicach linii włosów, a drugim zewnętrzna cześć dłoni. Pracując nad mikrochipem nie mięliśmy pojęcia, że może być on użyty jako procesor do identyfikacji ludzi. Nasze dzieło miało służyć ludzkości. Kiedy praca nad chipem była już zaawansowana, nasi pracodawcy oświadczyli, że wobec nieopłacalności użycia biochipu do leczenia kręgosłupa, trzeba dlań znaleźć bardziej lukratywne zastosowanie. W trakcie dalszych badań zauważyliśmy, że częstotliwość, na której pracuje chip, ma duży wpływ na zachowanie się człowieka. Polecono nam wówczas zbadać możliwości manipulacji ludzkimi zachowaniami przy pomocy biochipu. Okazało się, ze jest to możliwe. Wykazano np., że przy pomocy biochipu można powodować wzrost stężenia adrenaliny we krwi. Tego rodzaju mikrochip nazywaliśmy 'Rambo'. Można też wysyłać i odbierać sygnały z pojedynczej komórki nerwowej. Umożliwi to kontrolę organizmu w zupełnie nowy sposób. Może on być użyty do wywołania wewnętrznego szoku, zmiany zachowania, pobudzenia lub wielu innych zastosowań, jednych dobrych, drugich wątpliwych, innych złych.

W biochipie znajduje się 250 tysięcy komponentów, włączając maleńką baterię litową. Byłem przeciwny użyciu litu jako źródła zasilania baterii, lecz w tym czasie NASA używała litu do wielu rzeczy. Rozmawiałem z lekarzem Bostońskiego Centrum Medycznego na temat wpływu skoncentrowanego litu na ludzkie ciało. Według niego w przypadku uszkodzenia chipu, może dojść do ciężkich owrzodzeń.

Wycofałem się z prac nad tym projektem, wiele razy jednak byłem konsultantem. Brałem również udział w wielu konferencjach jako ekspert w dziedzinie programowania mikrochipów. Na jednej z takich konferencji omawiana była sprawa kontroli i identyfikacji ludzi. W tego rodzaju konferencjach uczestniczyli miedzy innymi Henry Kissinger i pracownicy CIA. W miarę postępu prac nad rozwojem biochipu, najważniejszym punktem badań stało się jego zastosowanie do identyfikacji ludzi. Skupiono się nad problemem załadowania w biochipie danych takich jak: nazwisko, wizerunek osoby (zdjęcie twarzy), numer ubezpieczeniowy (SIN), odciski palców, fizyczny opis osoby, historia rodziny, adres, zawód, informacje o rozliczeniach podatkowych i kryminalna przeszłość.

W chwili obecnej do Kongresu USA został skierowany projekt ustawy mówiący o możliwości wszczepienia biochipu w ciało niemowlęcia bezpośrednio po urodzeniu w celu identyfikacji.

Prezydent USA, na podstawie Emigration Control Act z 1986r., ustęp 100, może wprowadzić według własnego uznania różne typy i sposoby identyfikacji ludzi - może to być niewidzialny tatuaż albo elektroniczny nadajnik pod skórą.

Zastanówmy się i przyjrzyjmy się tym wszystkim faktom. To co nadchodzi, nie przyjdzie od razu jako wielki szok. Ścieżka prowadząca do tych zmian, została już wytyczona!" - dr Carl W. Sanders.

Obecnie jest już rozpowszechnione w krajach rozwiniętych znakowanie zwierząt domowych i dzikich przy pomocy biochipu .Przeprowadzono też próby na więźniach. W nowym porządku świata nie przewiduje się pieniędzy jako środka jakichkolwiek transakcji. Wszelkie transakcje maja być dokonywane przy pomocy biochipu pod skóra z właściwym dla każdego numerem. Jakiekolwiek naruszenie przepisów rządowych pociągnie za sobą zawieszenie korzystania z biochipu na odpowiedni okres czasu, w zależności od przewinienia. Osoby, które uznane zostaną przez odpowiednie czynniki za winne naruszenia przepisów państwowych, dowiedzą się o swojej winie, kiedy przyjdzie cos kupić, czy uzyskać jakieś inne usługi, wtedy dowiedzą się, ze ich biochipy są na czarnej liście i nie mogą uzyskać żadnej usługi ani kupić czegokolwiek...

Osoba bez biochipu nie będzie mogła dostać pożywienia, nawet wody, mieszkania, zatrudnienia, usług medycznych oraz zostanie wciągnięta na listę wyjętych spod prawa.



środa, 18 lutego 2015

Pikieta pod ambasadą Kanady w Moskwie - uwolnić Mary Wagner!


23 stycznia br. rosyjska organizacja" Wojownicy Życia", współpracująca z Fundacją Pro – Prawo do Życia, zorganizowała pikietę przed ambasadą Kanady w Moskwie. „Wojownicy Życia" od lat organizują demonstracje pokazujące horror aborcji, domagając się zaprzestania masakry nienarodzonych w Rosji.




Tym razem rosyjscy obrońcy życia wyszli na ulice, aby wyrazić solidarność z Mary Wagner, prześladowaną za obronę dzieci mordowanych w Kanadzie. Biznes aborcyjny zbiera krwawe żniwo w Kanadzie i w Rosji. W Rosji wolno demonstrować w obronie nienarodzonych. W Kanadzie trafia się za to do więzienia.


wtorek, 17 lutego 2015

RUCH MAITRI w świetle jego dokumentów

I. Ideologiczne tło antykościelnych ruchów w Indiach

    Ukazanie złożoności ruchu Maitri, wywodzącego swą nazwę z sanskrytu, wymaga zarysowania ideologicznego tła jego powstania. Konieczne jest zwrócenie uwagi, że w Indiach na skutek działań wyzwoleńczych, wzrostu uczuć nacjonalistycznych oraz wpływu zachodniej antykościelnej propagandy powstała w ostatnim czasie idea zastąpienia pracy misjonarzy chrześcijańskich przez rodzimych działaczy społecznych i "wprowadzenia do publicznej czci nowego Zbawcy Świata, który by zastąpił (...) Chrystusa" 

1.
Naprzeciw tej idei wyszli teozofowie, masoni, okultyści i zwolennicy New Age z różnych krajów, którzy podjęli próbę opracowania nowego, alternatywnego w stosunku do chrześcijaństwa modelu organizacji społecznej. Proponują oni wspieranie antykościelnych ruchów i sekt, które rozpowszechniając negatywne opinie o Kościele, zniechęcałyby do współpracy z nim. Włączają jednakże do swojej koncepcji bardzo odpowiadającą im chrześcijańską ideę religijnego uniwersalizmu i jednej rodziny ludzkiej, głosząc przy tym, że jedność rodziny ludzkiej domaga się wspólnej kultury, w tym również wspólnej religii i norm postępowania pod nadzorem jednej władzy. Tę jedyną władzę (tak świecką, jak i religijną) chcieliby związać nie z Kościołem, a z ONZ.
    Opracowany przez nich system filozoficzno-religijny składa się z elementów różnych wyznań. Połączono w nim m.in. powszechną na Wschodzie wiarę w wielokrotne boskie wcielenia, praktyki okultystyczne, wedyjskie prawo dharmy, karmy i reinkarnacji z chrześcijańskim ideałem miłości bliźniego.
Tak przygotowaną doktrynę nazwano "religią uniwersalną". Później powstała idea założenia ośrodka nauczania tejże "religii", by na jej fundamentach wychować "uniwersalną grupę społeczną", która mogłaby stać się "zalążkiem nowej ludzkości" 2.
W myśl tej idei założono na południu Indii aśram Auroville, przekształcony później w miasto uniwersyteckie. Z czasem już nie tylko w Indiach zaczęto tworzyć coraz to nowe ośrodki propagowania poglądów wedyjskich, różnych form jogi i psychicznych ćwiczeń, których wspólną cechą jest zacieranie poczucia tożsamości zarówno narodowościowej, jak i religijnej czy kulturowej 3.
    Poza programem propagandy ideologicznej wiele z tych ośrodków nagłaśnia problem nędzy na świecie w celu organizowania akcji charytatywnej. Akcją pomocy zainteresowała się także Organizacja Narodów Zjednoczonych, która w 1955 r. skierowała do krajów bogatych apel o przeznaczenie na potrzeby krajów Trzeciego Świata 1% swoich dochodów.
W związku z tym apelem powstał tzw. Ruch 1 % dla Trzeciego Świata, z którym solidaryzuje się ruch Maitri 4.
II. Ideologia ruchu Maitri

    W świetle dokumentacji ruchu Maitri niesłuszna wydaje się spotykana dziś opinia, że ruch ten dopiero po jakimś czasie uległ infiltracji czynników niekatolickich. Od początku bowiem podawał on swoje dwa cele: dawanie - pomoc materialna i branie - czerpanie z różnych kultur (łącznie z religią!).
    W zbiorze dokumentów ruchu Maitri z 1977 r., zatytułowanym: Indie - Matka Teresa - Maitri - Polska, Akcja Pomocy 5, znajduje się: List otwarty do chrześcijan diecezji warszawskiej, w którym te dwa cele są wyraźnie zarysowane.
Po obszernym przedstawieniu problemu nędzy w Indiach wystosowano tam apel o włączenie się w akcję pomocy: o stałe zbieranie leków, odzieży i pieniędzy.
W zakończeniu tego Listu oświadczono:

"Od naszego wyjazdu do któregoś z krajów afrykańskich czy azjatyckich (...) zależy wiele".

Oczywiście, od tego, w jakim celu i do jakich ośrodków młodzież wyjeżdża i pod czyim znajdzie się wpływem,wiele zależy. Jednak we wspomnianym zbiorze nic na ten temat nie podano. Znalazły się tam natomiast listy z różnych ośrodków, zawierające podziękowania za paczki wraz ze spisem potrzebnych tym ośrodkom rzeczy i leków oraz jeden list od braci Matki Teresy, wyrażający podziękowanie za "kilkuminutowe spotkanie" w Kidderpore (Indie).
    Ważnym dokumentem w tym zbiorze jest list JE ks.bpa Władysława Miziołka (nr 6980/D/76 z dn.15 X 76 r.) do o.Chałupki, ówczesnego przeora oo. paulinów w Warszawie.

Ksiądz Biskup pisał w nim:

"W odpowiedzi na pismo z dn. 15 września br., w sprawie pomocy dla dzieła Matki Teresy w Kalkucie organizowanej przez Studenckie Konwersatorium Trzeciego Świata, pozostające pod opieką O.Przeora, Kuria Metropolitalna zezwala na wspieranie tej akcji przez parafie i rektoraty Archidiecezji pod następującymi warunkami:
1) O.Przeor roztoczy opiekę nad tą akcją;
2) akcja będzie uzgodniona z działalnością Biura Misyjnego i Ks.Kuracińskiego SAC".

    Z przytoczonego listu wynika, że Ksiądz Biskup nie dał zezwolenia na jakąkolwiek "wymianę", bo nic o tym nie wspomina - mówi jedynie o pomocy.
    Na uwagę zasługuje również fakt, że w powyższym zbiorze dokumentów z 1977 r. jest informacja o związku ruchu Maitri z ruchem 1% dla Trzeciego Świata, zainicjowanym przez ONZ, a nie, jak niektórzy twierdzą, przez Matkę Teresę.
    Sama Matka Teresa kilkakrotnie pisała do JE Księdza Prymasa, że nikomu nie zezwala na zbiórkę pieniędzy, w związku z czym ci, którzy w jej imieniu to robią, okłamują ludzi. Jeden z jej listów poświęconych tej sprawie został opublikowany w Biuletynie Informacyjnym Episkopatu Polski (11-17 marca 1991 r., s.8).
    Nie w duchu Matki Teresy jest też treść podpisywanych przez członków ruchu Maitri zobowiązań do przekazywania 1% swoich dochodów na potrzeby Trzeciego Świata. Podpisywali oni bowiem przy tym zgodę na to, że zebrane fundusze przekazywane będą nie tylko na cele charytatywne, ale także "na dowolną inicjatywę związaną z Trzecim Światem, a więc zarówno inicjatywy świeckie, jak i religijne".
Od tych, którzy do ruchu przystępowali, żądano, by "zobowiązania przekazywać na adresy: bytomski lub gdański ruchu Maitri, bez względu na jaki cel przekazujemy swój 1% i bez względu, komu go przekazujemy". Pod tym zaś widniały dane dotyczące rzekomego wydawcy publikowanych materiałów ruchu: Printed in Italy, Gregorianum, Roma 6.
    "Autorytet Gregorianum budzi zaufanie - powiedział ktoś -więc nikt nie dochodzi, jaką część funduszy na jakie cele się przeznacza". Charakterystyczne jest też, że rozpowszechniana przez Maitri broszurka Dzieci Indii, {Gregorianum, Roma), wołająca o pomoc dla dzieci z Prakashpalayam (stan Karnataka), będących w tragicznej sytuacji, wykorzystywana była do pobudzania ofiarności wiernych na budowane rzekomo przez dr Halinę Koperską w Puri (stan Orissa) Centrum Zdrowia Dziecka. I mimo że dr Koperska żadnego tego typu ośrodka nie założyła, zbiórki na taki ośrodek były wciąż prowadzone 7.
    Tymczasem, jak wskazują dokumenty, pewna grupa osób z Maitri pozostawała w kontakcie z innym ośrodkiem w rejonie Puri, realizującym opracowany w duchu hindiustycznym religijno-społeczny program Vinoby Bhave, do którego przesyłano paczki i przyjeżdżano "z wizytą" 8.
    Jakąż ironią jest nasza "współpraca" z Trzecim Światem, gdy w Kościele zbiera się ofiary na cele nie zawsze ujawnione albo na instytucje nastawione do chrześcijaństwa negatywnie, jak te oparte na programie Vinoby Bhave. Wciąż jednak nikt nie pyta, w jakim celu grupa z ruchu Maitri tam wyjeżdżała.
    W późniejszym zbiorze dokumentów z 1979 r., zatytułowanym: IV Krajowe Spotkanie Ruchu Wymiany z Krajami Trzeciego Świata (wyd. Gregorianum, Roma), oprócz danych dotyczących realizacji "dawania" (wyszczególniono wielką liczbę paczek wysłanych przez ruch na różne adresy), podano też, jak realizowany jest drugi nurt - "branie".

Czytamy tam:

"W grupie warszawskiej odbywają się cykle wykładów: Czytanie Bhagavadgity - mgr A. Ługowski oraz Islam współczesny - Imam. Jest to piąty i szósty cykl w tej grupie. Grupa wrocławska rozpoczęła w tym roku pierwszy cykl spotkań na temat hinduizmu z księdzem Rogowskim 9.

Dalej podano, że zorganizowany został także cykl wykładów prof. Krzysztofa Byrskiego na temat: Indyjska koncepcja cywilizacyjna. Na podstawie tychże wykładów wydana została później broszurka pod tym samym tytułem, gdzie znalazło się wiele zafałszowań zarówno w odniesieniu do hinduizmu, jak i chrześcijaństwa. Autor miesza poglądy i praktyki obydwu religii.
Mówiąc np. o mądrości i wolności stwierdza, że chcenie (pożądanie) jest przyczyną karmy, która wciąga człowieka w łańcuch reinkarnacji. Wolność zaś od chcenia gwarantuje system kastowy, w którym człowiek "zostaje tym, kim się urodził", a spełniając swoją dharmę, osiąga coraz wyższe wcielenia. Nie znający natomiast dharmy chrześcijanin jest zniewolony przez swoje ambicje i aspiracje do "bycia tym, kim chce być".
Wydaje się nawet, że autor sugeruje słuszność tzw. niedotykalności siudrów (pariasów), dostrzega w niej bowiem "poszanowanie ich wolności i odmiennego sposobu życia (...) oraz osobnej drogi rozwoju". Rzekomo "pierwotni mieszkańcy Indii mogli dzięki niedotykalności zachować wolność bycia tym, czym byli". A co znaczy "wolność bycia tym, czym byli"?...
Może warto tu podać, że niedotykalnymi nazywani są ludzie uważani za duchowo "nieczystych" z powodu urodzenia się w rodzie siudrów.
Ludzie z wyższych kast mieli rytualny zakaz dotykania padliny i siudrów, by się duchowo nie "skalać".
    Czy takie traktowanie człowieka nie jest największym poniżeniem jego godności? Przeciwko prawu niedotykalności protestował w 1956 r. słynny indyjski prof. Ambedkar, który pisząc o tym, stwierdził:

"Religia, która dopuszcza, aby jej wyznawców dotknąć mogło zwierzę, a nie pozwala, aby ich dotknęła ludzka istota, nie jest religią, lecz szyderstwem. Religia, która zmusza ludzi ciemnych do pozostania ciemnymi, a biednych do pozostania biednymi, nie jest religią, lecz przestępstwem" 10.

Ironią są więc słowa prof. Byrskiego o "wolności" niedotykalnych.
    Dalej autor rozwija temat: Kryszna a Chrystus i podaje, że monizm to "coś wspaniałego - to wyeliminowanie dualizmu (...): Bóg - człowiek (...); ciało - seks". Wyraża też uznanie dla kultu fallicznego, a przecież wiąże się z nim praktyka świątynnego nierządu. Nadto autor krytykuje przekonania chrześcijan uznających pewne zachowania seksualne za grzeszne.
Na zakończenie swoich monistycznych rozważań prof. Byrski stwierdza:

"Świadomość, że Bóg daje nam siebie w każdym pokarmie (nie tylko w opłatku, jak sądzą chrześcijanie), jest powszechna w Indiach. Być może, istniała kiedyś i u nasi dlatego nasi przodkowie kreślili krzyż na każdym bochenku chleba.(...) Jedyną dobrą nowinę, jaką chrześcijanin może zawieźć do Indii, jest stwierdzenie, że w sposób ostateczny, zupełny i całkowity Wisznu, Sziwa, Pan Stworzeń wcielił się w Chrystusie" 11.

W kontekście tego ostatniego stwierdzenia konieczne wydaje się przypomnienie, że Wisznu jest pojęciem analogicznym do Baala, a Sziwa do Molocha. - Czym zatem jest utożsamianie tych bóstw z Chrystusem?

III. Stosunek do Kościoła w pismach ruchu Maitri

    We wspomnianych wyżej dokumentach ruchu Maitri z IV Krajowego Spotkania w 1979 r. charakterystyczna jest wypowiedź "Jacka z Warszawy", który mówi m.in. o stosunku Europejczyków do ludności podbitej:

    "Brak uznania podmiotowości prowadził w historii ostatnich paruset lat do tych zjawisk, które nazwaliśmy handlem niewolnikami, kolonizacją, cywilizowaniem, nawracaniem. Oznaczało to nic innego jak jaskrawy wyzysk ludzi "mniej ważnych" przez "ważniejszych" i "lepszych". Oznaczało to w najlepszym wypadku przemienianie ich na obraz i podobieństwo białego człowieka. Nie była to sprawa jakiegoś marginesu. (...) Na terenie religijnym ta część Kościoła, która zależy od czynnika ludzkiego, a zatem ułomnego, zastąpiła określenie "nawracanie" nowym słowem "ewangelizowanie". Mam przed oczyma plakacik misyjny z napisem: <<Jeszcze 3,5 miliarda ludzi do ewangelizowania>>.
Istnieją i ciągle istnieć będą na terenie Kościoła duże siły, które będą traktować drugiego człowieka instrumentalnie. Opierać będą to podejście na apriorycznym poczuciu własnej <<wyższości>>".

    Po tych słowach pan Jacek chwali tych misjonarzy, którzy nie "uczą", lecz "służą", podobnie jak czyni to Matka Teresa. Wydaje się on przy tym być nieświadomym, ile nauk z duchowości chrześcijańskiej Matka Teresa wysłuchała, zanim podjęła tę właśnie "służbę" i ile sama ich wygłosiła zarówno do swoich sióstr, jak i do innych osób, zanim włączyły się one w tę "służbę". Autor nie bierze również pod uwagę, że dzieła Matki Teresy nie są wynikiem "ubogacenia" się obcymi religiami, lecz konsekwencją czystej, żywej chrześcijańskiej wiary. Niezgodnie więc z duchem Matki Teresy kontynuuje on swoją myśl:

"Dzielenie się to nie filantropia (...) i nie pomoc nawet. To (...) dialog (...). Dialog religijny natomiast wymaga uznania podmiotowości rozmawiających stron. Wymaga uznania, że obie strony są w posiadaniu prawd objawionych". 
    Zachęcając zaś do studiowania innych religii i ich "świętych" ksiąg, autor pisze:

"Bo jeżeli Bóg przemówił do tych ludzi, to może i do mnie adresowana jest przynajmniej część tego Objawienia" 12.

    Zadziwiające, że w publikacjach ruchu podającego się za katolicki nie ma ani jednego zdania, że Kościół katolicki otrzymał całe Boże Objawienie i nie z powodu pychy, lecz z nakazu Chrystusa naucza wszystkie narody.
Św. Paweł, apostoł narodów, pisze: "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!" (1 Kor 9:16). Mówiąc zaś o jej prawdziwości, stwierdza:
"Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma" (Ga l:6n.).

Warto tu też przypomnieć, co podczas sporu o rozdawanie jałmużny stwierdzili wszyscy Apostołowie: "nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali Słowo Boże, a obsługiwali stoły" (Dz 6:2).

    Wbrew temu autor podpisany J.W. w referacie pt. Misja człowieka stwierdza:

"Kościół niemal od zarania swego istnienia nabył cech czysto świeckiej instytucji, uwikłanej w sprawy gospodarcze i polityczne. Towarzysząc podbojom kolonialnym niejako sankcjonował ekspansywną politykę białej rasy. W zetknięciu z doskonałą organizacją Kościoła, popartą potęgą ekonomiczną i militarną, religie społeczeństw plemiennych okazywały się niezdolne do przetrwania.(...) Do dziś nie brakuje <intelektualistów religijnych>, którzy chrześcijaństwo sprowadzają do zespołu poglądów, a nawracanie rozumieją jako zmianę poglądów <nieprawdziwych> na <prawdziwe>(prawdziwe są oczywiście ich własne). Ludzie tego pokroju lansują koncepcję nawracania podstępem. <Wejść ich drzwiami, a wyjść naszymi> - oznacza to początkowo utożsamić się z nawracanymi, zaakceptować część ich kultury, by później, po pewnym zmiękczeniu oporu, niepostrzeżenie narzucić swoje poglądy. W teorii tej widzę kontynuację dawnych metod nawracania przemocą, tyle że przemoc z <fizycznej> zamieniła się w <ideologiczną>" 13.

IV. Wprowadzanie religijnego indyferentyzmu

    Na trasie pieszych pielgrzymek do Częstochowy przez szereg lat prelegenci reklamujący ruch Maitri (szczególnie w tych grupach, gdzie szli pielgrzymi z zagranicy) rozdawali ulotki w różnych językach, na których widniało hasło: WEŹ UDZIAŁ W SPOTKANIU NARODÓW I RELIGII! OTWÓRZ SWOJE SERCE I RĘCE! W krótkiej informacji o tymże ruchu podano, że powstał on w Polsce w 1976 r. i że najprostsze uczestniczenie w nim polega na "ograniczeniu swych potrzeb na rzecz najbiedniejszych", a pełniejsze na "przebudowie własnej świadomości (....) i umiejętności docenienia kultur i religii tych, którym się pomaga".
Dalej podano, że idea tego ruchu wyrasta z nauki Chrystusa i jest wypełnieniem Jego przykazania miłości, czego "ludzkimi wzorami są: święci Cyryl i Metody, św.Franciszek z Asyżu, Ojciec de Nobili, Albert Schweitzer, pastor Martin Luter King; na gruncie indyjskim zaś Ramakrishna, Vinoba Bhave i Mahatma Gandhi, który pierwszy sformułował zasadę wymiany, mówiąc: "Indie potrzebują pomocy, ale ileż mają do dania" 14.
    W ulotkach tych nie było żadnego komentarza. A przecież narzuca się tu pytanie: co wspólnego z miłością, jakiej uczył Jezus, mają takie postacie, jak Vinoba Bhave czy Ramakrishna? Nie było też żadnej wzmianki o tym, ile my ze skarbca naszej wiary mamy do dania. Ponadto zadziwia fakt, że w ulotkach dawanych obcokrajowcom - by "otworzyć ich ręce" -podane były polskie adresy ośrodków ruchu Maitri, podczas gdy ofiarodawcy mogli kierować dewizy wprost do potrzebujących.
    Poza wyżej wymienionymi dokumentami i ulotkami ukazywały się też inne publikacje ruchu Maitri, np.: "INFORMATOR MAYTRI" (tylko do użytku wewnętrznego), "CHARIS", "WSPÓLNA RADOSC". Najwięcej teologicznych błędów znajdowało się w pismach sygnowanych: Biblioteka Maitri, Gregorianum-Roma.
Reklamowano tam hinduizm, szczególnie literaturę krysznaitów, którą nazwano Ewangelią hinduizmu. Jest wyraźna sugestia o wielokrotnych wcieleniach Boga, spośród których najdoskonalszym jest Kryszna (a więc już nie Jezus Chrystus). Powołując się na Gregorianum, propagowano Koran jako Ewangelię islamu.
"Jego wersety - pisano - były zsyłane przez Boga prorokowi Muhammadowi w latach 610-632 i do tej pory zachowane są w nietkniętej oryginalnej formie w języku arabskim. W niebie znajduje się pierwowzór Koranu, zwany "Matką Księgi (...). Koran jest cudem sam w sobie (...). W swej ekspresji literackiej jest czymś unikalnym, a ze względu na swoją kompozycję i różnorodność stylu odmiennym od wszystkiego, co dotychczas zostało napisane. Koran został objawiony w stylu, który nie ma równego sobie. Ma on kompozycję, która musi się podobać" 15.
Młodzież mogła z takich stwierdzeń wyciągnąć wniosek, że Koran jest "czystszym" Objawieniem niż Biblia. Niektórzy nawet sądzili, że skoro: Papieski Uniwersytet Gregorianum naucza "ewangelii" islamu i hinduizmu, to widocznie Sobór Watykański II religie te dowartościował.

    W celu sprawdzenia autentyczności tych pism przesłane zostały do Rektora tejże uczelni niektóre egzemplarze sygnowane: Biblioteka Maitri, Gregorianum-Roma. Ksiądz Rektor odpisał:

"Dziękuję za przesłane mi fotokopie pism "Maitri" o dosyć wątpliwych intencjach co do prawowierności ich nauki i powołujących się na autorytet naszego uniwersytetu gregoriańskiego. Otóż wyraźnie pragnę zaznaczyć, że nasz Papieski Uniwersytet Gregoriański nic nie ma wspólnego z tą organizacją".

Dalej Ksiądz Rektor pisze, że wiadomo mu tylko, iż Kardynał Prymas dystansuje się od tej organizacji 16.
V. Źle pojęty ekumenizm

    Wydawnictwo "Charis", uważane za ekumeniczne, opublikowało broszurkę pt.: Rozmowy o hinduizmie, sprzedawaną w wielu duszpasterstwach i kioskach przykościelnych.
W jej wstępie czytamy m.in.:

"Wszystkie religie mają w planach Bożych posłannictwo i moc zbawczą. Zarówno Islam, jak i Hindu są religiami objawionymi od Boga. (...) Tradycja i Pismo Święte obu Testamentów są jakby zwierciadłem, w którym Kościół pielgrzymujący na ziemi ogląda Boga. (...) Takimi "zwierciadłami" są też wszelkie Pisma święte Islamu czy Hindu przez Boga natchnione. (...) Nic nie wskazuje na to, aby Bóg był ograniczony do zwracania się tylko do narodu wybranego (Izraela) czy ludu chrześcijańskiego, lecz w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie (Dz 10,35); albowiem duch Pański wypełnia ziemię (Mdr 1:7). Przykładem tego niech będą trzej Mędrcy ze Wschodu" 17.

    Autor, cytując tekst z Dziejów Apostolskich (10:35), wyrwał go z kontekstu następnego zdania, które brzmi: "Przeto posłał Słowo swoje synom Izraela" (Dz 10:36).
Najbardziej podstępne w tej broszurce było stwierdzenie:

"Hinduista odkrywanie Boga we własnym sercu uznaje za najwyższą wspaniałość na ziemi, najwspanialsze doznanie, najcenniejsze doświadczenie. A tradycja tysięcy lat daje mu do ręki metodę - yogę, drogę, która go do tego fascynującego doświadczenia prowadzi. I w tej dziedzinie wiele, wiele może nas nauczyć".

Jest to wielkie nieporozumienie. Prawdziwy jogin nie szuka bowiem ani nie odkrywa Boga, gdyż jest przeświadczony, że sam jest Bogiem! Przeświadczenie to osiąga właśnie drogą ćwiczenia yogi, prowadzącej do kontemplowania siebie, a nie Boga i manipulowania własnym ciałem, by wejść w trans.
    Wśród wielorakich sposobów wprowadzania religijnego indyferentyzmu i zaszczepiania sceptycyzmu wobec chrześcijaństwa znalazły się też zafałszowania w wezwaniach modlitewnych. Przykładem są wezwania z modlitwy wiernych podczas Mszy św. na tzw. Obozach wdzięczności.
Oto niektóre z nich:

"Dziękujemy Ci, Boże, za to, że muzułmanie wierzą w niepokalane poczęcie Marii i w to, że Jezus Chrystus począł się z Ducha Świętego" 18.

    Modlący się z pewnością nie wiedzieli, że prawdziwi muzułmanie nie uznają prawdy o Trójcy Świętej ani o Niepokalanym Poczęciu NMP.
Inne wezwanie:

"Módlmy się, byśmy Hindusów kochali jak siebie samych, a ich religię szanowali jak naszą własną religię".

    A przecież wiele odłamów hinduizmu ma bardzo błędną naukę i przewrotną praktykę, której nie wolno nam szanować; np. kultu demonów, orgii, świątynnego nierządu, kastowej dyskryminacji, krwawych ofiar itp.
Dalej: "Módlmy się, dziękując Bogu za to, że zawarł w hinduizmie miłość nie tylko do człowieka, ale do całego świata żywego" 19.

Skąd wzięło się podziękowanie sugerujące istnienie w hinduizmie miłości bardziej uniwersalnej niż w chrześcijaństwie, uczącym miłości "tylko do człowieka"?
    Z pism ruchu Maitri można by jeszcze cytować wiele błędów, warto tu jednak zwrócić szczególną uwagę właśnie na rozumienie miłości w hinduizmie.

VI. Pojęcie i model miłości w hinduizmie

    Najpopularniejszym modelem i obiektem miłości w hinduizmie jest fikcyjna postać Kryszny, przedstawianego jako avatara (zstąpienie) Wisznu. U nas najbardziej znaną formą kultu Kryszny stał się ruch Hare Kryszna (Hare = boski; Kryszna = Czarny), który zapoczątkował w USA hinduski guru Prabhupada.
Prabhupadę tytułowano różnie, m.in.: Charis, His Divine Grace (Jego Boska Łaska) 20; His Divine Love (Jego Boska Miłość - Maitri) 21; Bhagavan (Błogosławiony). Jego uczniowie rozpowszechnili kult Kryszny w całym świecie.
    Postać Kryszny jest wygodna do wprowadzania się w erotyczny trans przez "kontemplację" jego cielesnego piękna i pożądliwej miłości pasterek do niego. Kryszna ukazywany jest jako namiętny kochanek i niezmiernie płodny mąż haremu. Literatura podaje, że miał ponad 16000 żon i 180000 synów 22.
Komentatorzy słynnego utworu pt. Gita-Gowinda {Pieśń Pasterza), odgrywającego ważną rolę w krysznaickich misteriach w Bengalu, zwracają uwagę, że "Kryszna występujący pod imieniem Gowindy (pasterza) jest bogiem, ale zarazem namiętnym kochankiem, a Radha, uosobienie duszy ludzkiej, szukającej boskiej miłości, jest przede wszystkim pięknością omdlewającą od zmysłowej miłości. (...) Pokazano tu również rolę kobiety jako narzędzia rozkoszy. Taka jest rola Radhy w stosunku do Kryszny-Gowindy" 23.
    Klasycznym hinduistycznym traktatem o miłości jest Kama-Sutra, spotykana już w polskim tłumaczeniu, gdzie we wstępie, zatytułowanym Staroindyjska sztuka miłości, tłumacz wyjaśnia, jak w indyjskiej kulturze rozumiana jest miłość:

    "Erotyzm w postaci realistycznej wiązał się ściśle w starożytnych Indiach z kulturą, literaturą i religią. Stanowił integralną część ksiąg świętych i pouczeń religijnych, takich jak Purany czy Tantry.{...) Współżycie płciowe stało się poniekąd powinnością religijną (...). Niektóre sekty wprowadziły do głoszonego kultu współżycie płciowe jako obowiązujący obrzęd rytualny, nie pozostający bez wpływu na przyszłe zbawienie. Kama - miłość stała się jedną z trzech norm życiowych. Zajmowała się nią nawet specjalna dyscyplina Kama-Siastra, będąca teorią rozkoszy, kochania i uwodzenia" 24.

    Czy miłość rozumianą w hiduizmie tak, jak uczy Kama Sutra, można utożsamiać z miłością, której uczy Ewangelia Jezusa Chrystusa?
    Wielkimi zwolennikami rozpowszechniania kultu Kryszny w Polsce byli teozofowie Wanda Dynowska i Maurycy Frydman, który przy PRL-owskim Konsulacie w Bombaju prowadził polsko-indyjską bibliotekę. Pośredniczył on w rozpowszechnianiu w Polsce religii Wschodu.
Mówił, że "aby Polacy nie byli skazani na chrześcijaństwo, trzeba im dać możliwość wyboru religii". Książki z tej polsko-indyjskiej biblioteki trafiały do środowisk katolickich poprzez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Indyjskiej i działające przy nim Koło Przyjaciół Auroville.
    Przykładem, jak pewne prawdy wiary katolickiej były sugestywnie podważane, może być wywiad zatytułowany Rozmowa z Maurice Frydmanem, Bombaj 1976, opublikowany w skrypcie pt. Maytri, do użytku wewnętrznego, 1977 r 25.
    W innym skrypcie pod tym samym tytułem podano wyjątki z pism Wandy Dynowskiej, która pisze: "Bhagawad Gita (Pieśń Pana) - Ewangelia hinduizmu (....). Bóg w ludzkiej postaci przekazuje nauki Bhagawad Gity swojemu uczniowi Ardżunie, a przez niego całej ludzkości. (...) Słusznie więc możemy rzec, iż nie ma człowieka, któremu by rady Szri Kriszny nie były potrzebne (...), obojętne czy człowiek ten będzie buddystą, muzułmaninem czy wyznawcą Chrystusa."
    Natomiast w komentarzu do Bhagavad Gity czytamy:
"Szri Kriszna - Hinduski Chrystus - w historii rozwoju ludzkości pojawiają się co pewien czas specjalne objawienia Boga, tzw. Awatary, w których On Sam przyobleka ludzki kształt (...). Najpełniej i najdoskonalej Bóg objawił się w postaci Szri Kriszny, hinduskiego bohatera narodowego, wielkiego wodza i nauczyciela, rycerza bez strachu ni zmazy - a zarazem najpokorniejszego sługi i przyjaciela rodzaju ludzkiego, pełnego Miłości, Mądrości, Przebaczenia" 26.

    Przypisywanie Krysznie przez panią Dynowską pokory, przebaczenia czy służebności to szczególne nieporozumienie. Stwierdzenie to jest też zupełnie niezgodne z indyjską tradycją.

VII. Popularyzacja kultu Kryszny

    Oprócz wspomnianych wyżej pism popularyzujących Krysznę ruch Maitri umieścił nadto w 1980 r. ilustrację Kryszny na 54 tytułowej stronie swego pisma pt. "Wspólna Radość". W jego pierwszym numerze Redakcja informuje, że optymizm chrześcijański wypływa z wiary w zmartwychwstanie Jezusa, stąd też radość jest rysem jak najbardziej chrześcijańskim.
Dalej czytamy:
"Postać Kryszny grającego na fujarce została włączona do części tytułowej z tej przyczyny, że wprowadza radość" 27.

Gazetka z Kryszną wychodziła prawie dziesięć lat. Tak stopniowo był on "przemycany" do środowisk rdzennie katolickich, by wierni mogli się z nim oswoić i polubić go, zwłaszcza gdy został skojarzony z działalnością Matki Teresy i wspaniałym ideałem chrześcijańskiej miłości bliźniego.
    Od 1980 r. obok pism ruchu Maitri zaczęły ukazywać się polskie tłumaczenia dzieł guru Prabhupady, założyciela ruchu Hare Kryszna, który jako człowiek wykształcony w kolonii angielskiej znał światopogląd chrześcijański i mentalność Europejczyków. Chcąc wejść w środowisko amerykańskie, "podciągnął" on panteistycznego Wisznu-Krysznę pod biblijne wyobrażenie wszechobecności Boga, uzupełniając je zmysłowym, hinduistycznym folklorem. Początkowo wierni, "oswojeni" z Kryszną przez publikacje "Maitri", nie podejrzewali podstępu.
Przykładem, jak wielka była naiwność niektórych polskich "współpracowników Matki Teresy", mogą być studenci sprzedający w latach osiemdziesiątych przy kościele akademickim we Wrocławiu pisma Prabhupady. Jeden z nich, zachęcając do kupna książki o Krysznie pt.: Nektar oddania, twierdził, że "to dobra rzecz", choć o jej treści niewiele wiedział. Tłumaczył też, że zarobione na tej sprzedaży pieniądze zostaną przeznaczone na dzieło Matki Teresy...
Wielu młodych i naiwnych pod wpływem tej literatury dało się oszukać i weszło w kult Kryszny. I tak niektórzy katolicy uwielbiają dziś nie Świętego Boga, a cielesną atrakcyjność czarnego bożka!

VIII. Stosunek indyjskich autorytetów do dialogu z Kościołem

    Powszechnie wiadomo, że władze indyjskie nie chcą katolickich misjonarzy. Antykatolickich uczuć nie ukrywano nawet podczas wizyty Papieża w tym kraju, pomimo ich głęboko zakorzenionej gościnności. Hindusi nie widzą związku hinduizmu z chrześcijaństwem. Już w drugim dniu wizyty Ojca Świętego w Indiach w piśmie "Indian Express" ukazał się artykuł pt.: Czego Indie żądają od papieża Jana Pawła II, w którym wymieniono stawiane Ojcu Świętemu wymagania:

"Papież odwoła z Indii wszystkich obcych księży, misjonarzy i katechetów (...), niedwuznacznie nakaże współwyznawcom, by powstrzymali się od wszelkich działań w celu nawracania kogokolwiek (...), nie będzie mianował żadnego biskupa, misjonarza czy księdza bez uprzedniej zgody rządu" 28.

    Niektóre stany, jak Madhya-Pradesh czy Orissa wprowadziły specjalne prawo przeciw nawracaniu. Karalne jest nawracanie "siłą, przekupstwem czy oszustwem". Komentując to zarządzenie, które wydaje się słuszne, należy wyjaśnić, co uznaje się tu za "przekupstwo".
Jeden z indyjskich publicystów pisze:

"Każdą działalność Kościoła, nawet pracę Matki Teresy, która przecież daje dach nad głową, posiłek i ubranie, można uznać za próbę przekupstwa" 29.

    O skutkach "dialogu" z krysznaitami już w 1986 r. Juliusz Jan Braun pisał:

"Hinduizm w odróżnieniu od chrześcijaństwa nie ma ściśle sprecyzowanej teologii i może być punktem wyjścia dla różnych koncepcji.(...) Metody oddziaływania, które stosowane są m.in. w grupach "Hari-Kriszna", wprowadzają głębokie zmiany w podświadomości, tym groźniejsze, im młodsi są ludzie poddawani tym zabiegom. Członkowie grupy tracą swą podmiotowość, są uzależnieni tak dalece, że nie mogą już żyć samodzielnie" 30.

    Problem międzyreligijnego dialogu obszerniej przedstawił ks. dr Antoni Kmiecik, obecny dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych. Autor, pisząc o roli świeckich w misyjnym dziele Kościoła, przestrzega ich przed niebezpieczeństwami, na jakie mogą być narażeni w zetknięciu z filozofią i religiami Wschodu. Porusza też złożoną problematykę założeń i działania ruchu Maitri.

"W ostatnich latach - pisze - w Polsce wkradł się do środowisk katolickich relatywizm religijny wynikający bądź z nieznajomości teologii Soboru Watykańskiego II, bądź ze świadomego jej wypaczenia. Przeglądając np. publikacje ruchu Maitri, można często spotkać wypowiedzi całkowicie sprzeczne z nauką Kościoła (...). W tej sytuacji przed Kościołem i duszpasterstwem w Polsce stoi bardzo pilne zadanie systematycznego zaszczepiania ducha prawdziwie kościelnego i misyjnego, zwłaszcza tam, gdzie w sposób niekontrolowany i niejako niepostrzeżenie wcisnął się religijny relatywizm oraz koncepcja zbratania ludzi na gruncie <<religii uniwersalnej>> i miłości "maitrycznej" w miejsce chrześcijańskiej miłości charyzmatycznej" 31.

    Rozważania o dialogu chrześcijan z hinduistami warto zakończyć urywkiem wypowiedzi Jana Pawła II nagranej na pokładzie samolotu w czasie powrotu z Indii. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza dotyczące dialogu z Hindusami Papież wyznał:
"Dialog jest trudny. Może on mieć miejsce z poszczególnymi Hindusami, ale nie z hinduizmem jako takim, ponieważ religia ta nie posiada żadnej struktury". Natomiast na pytanie: dlaczego tak mało mówił o problemie kast w Indiach, odpowiedział: "Pojechałem do Indii, żeby odwiedzić Kościół katolicki, a nie po to, żeby wytykać mieszkańcom i hinduskiej tradycji ich społeczne wady" 32.

I tak jest wszędzie, gdziekolwiek Papież przyjeżdża. Wszystkim okazuje należny szacunek, co nie znaczy, że podziela ich światopogląd czy wierzenia.
    W ostatnim czasie ruch Maitri zwrócił swoją uwagę na Afrykę. W pisemku "My a Trzeci Świat", nr 6, wrzesień 1998, dostępnym podczas zjazdu w Niepokalanowie, zainteresowano czytelnika "bogiem" Imanem z Rwandy i kultem Ryangombe. Opowiadanie o różnych wróżbach, kulcie przodków i praktykach związanych z wiarą w Imana autor kończy stwierdzeniem:

"Do tego ludu, który od zamierzchłych czasów żył pod opieką Imany, przyszli niedawno biali misjonarze. Przynieśli Ewangelię. Daleki, milczący Imana objawił swoje oblicze". - Czy katolicy mogą utożsamiać Imana z Chrystusem i czy takiemu stwierdzeniu nie zaprzeczają wystarczająco prześladowania pracujących w Afryce misjonarzy i męczeńska śmierć wielu z nich?

IX. Preludium apostazji

    We wszystkich publikacjach ruchu Maitri jego działalność motywowana jest poczuciem sprawiedliwości społecznej i miłością bliźniego. Pomijane są natomiast najwyższe wartości chrześcijaństwa. Nigdzie nie mówi się o trosce, by tym najuboższym braciom dać oprócz chleba czy odzieży Prawdę i Drogę do pełni życia, jaką jest Jezus Chrystus.
    Należy też podkreślić, że wysyłanie pomocy do Afryki przez Maitri jest dobrą reklamą dla Maitreyi, który tam (np.w Kenii) od 1988 r. odbiera boską cześć 33.
    Czy mieszkańcy Afryki otrzymujący pomoc od Maitri nie uznają, że otrzymują ją od Maitreyi, traktowanego jako uosobienie miłości? I tak "zasługi" ruchu Maitri mogą przysparzać czcicieli Maitreyi. Dlaczego polscy katolicy mają ukrywać przed odbiorcami ich paczek, że to miłość Chrystusa przynagla ich do niesienia pomocy potrzebującym? Dlaczego wprowadzać tych, którym pragniemy pomagać w błąd? Przecież to w imię Jezusa, a nie Maitreyi katolicy spieszą im z pomocą. Niechrześcijański ideał miłości nie daje motywacji do braterskiej służby bliźniemu.
Na gruncie religii niechrześcijańskich można znaleźć motywację jedynie do uniżonej służby stanowej, do której zobowiązany był parias i niewolnik (w kulturze greckiej czy rzymskiej); siudra (w kulturze indyjskiej); goim (według prawa talmudycznego). Tylko według prawa chrześcijańskiego sługa to brat.
    Wymagane w ruchu Maitri "dokształcanie" wraz z "szacunkiem" dla religii niechrześcijańskich z pewnością nie prowadzi do poznania tych religii, lecz do ich zafałszowania i do obrazy Boga przez przypisywanie Mu imion bożków pogańskich.
    Jakże przygnębiająca jest zrodzona w wyniku analizy publikacji ruchu Maitri świadomość, że tyle szlachetnej młodzieży, jaka się w nim zrzeszyła, zatruwana jest religijnym indyferentyzmem i sama ten indyferentyzm szerzy. Publikacje tego ruchu wydają się wręcz przygotowywać społeczeństwo do przyjęcia nauki Mairreyi.
    Dla informacji pragnę wyjaśnić, że postać Mairreyi związana jest z buddyjską tradycją tybetańską, która głosi, że Budda co pewien czas pojawia się na ziemi, a po raz ostatni przyjdzie jako personifikacja miłości (maitri). Stąd jego tytuł: Budda-Maitreya. Do tybetańskiej ideologii i mistyki sięgnęli współcześni teozofowie i okultyści, którzy tytuł "Maitreya" przypisali głowie hierarchii okultystycznej 34.
Dziś, gdy mistrz Maitreya, pretendując do rangi boskiego nauczyciela, wyruszył z Tybetu na podbój świata, a jego kult, "już się w świecie szerzy", musimy być czujni na podstępne identyfikowanie go z Mesjaszem.
    . Propagatorzy tej postaci piszą: "Zawsze, gdy ludzkość zbliża się do wielkich przełomów, Hierarchia Duchowa wysyła Nauczyciela, aby wskazał jej drogę. Kryszna, Budda i Chrystus to tylko jedni z wielu wielkich duchowych wysłanników. Obecnie, w tych ciężkich czasach, po raz pierwszy od niezliczonych tysiącleci Mistrzowie powracają na ziemię wraz z "Mistrzem wszystkich Mistrzów", głową Hierarchii Duchowej Maitreya. Odpowiedzią ludzkości na tę niezwykłej miary pomoc będzie stworzenie nowej cywilizacji".
Dalej, identyfikując Maitreę z Chrystusem, który w obecnych czasach powrócił na ziemię, informują: "Nigdy dotąd w historii świata nie pojawił się Nauczyciel lepiej przygotowany do tego zadania. Maitreya wrócił, aby walczyć z niewiedzą i strachem, z niezgodą i nędzą. Jego bronią jest duchowe zrozumienie, wiedza i miłość; Jego błyszcząca zbroja - Prawda ". 35.
    O Chrystusie zaś wyznawcy Mairreyi piszą:

"W minionych stuleciach kościoły przedstawiały Chrystusa w tak mistyczny sposób, że wielu boi się Jego sądu i wszechmocy; oczekują Go jako Boga, który przyjdzie karać złych i nagradzać wiernych. Smutne to i godne pożałowania, że ów zniekształcony obraz Chrystusa tak mocno utrwalił się w ludzkiej świadomości. Ktoś taki nie istnieje. Aby zrozumieć prawdziwą naturę Chrystusa, należy Go postrzegać jako jednego spośród równych sobie Synów Bożych, z których każdy obdarzony jest pełnią boskiego potencjału, różniących się tylko stopniem przejawienia tej bo-skości. Że On tę pełnię boskości osiągnął, jest Jego chwałą, a my możemy tylko pochylić się z czcią wobec tego dokonania" 36.

    Podróżujący dziś po świecie Maitreya dąży do połączenia wyznawców wszystkich religii i kierowania nimi. Zachowując ich odrębność na poziomie folkloru, chce upowszechnić wiarę w reinkarnację duszy i wielokrotność boskich wcieleń. Taka wiara może mu być potrzebna do powszechnego wprowadzenia kultu jednostki i dziedzicznej segregacji społecznej, dzielącej ludzkość na wcielenia dusz "czystych" i "nieczystych". Oparty na tej wierze rasizm może być tragiczny dla narodów, które "mistrz" Maitreya i jego następcy uznają za pokolenia "dusz nieczystych".



s. Michala Pawlik OP


Przypisy:
P.Fallon, Ramakrishna, Vivekananda and Radhakrishnan, w: Religious Hinduism (praca zbiorowa), Allahabad (India), wyd.3, 1968, s.289 nn.
Stanisław Tokarski, Dzieje Auroville, w: Orient i kontrkultury, Warszawa 1984, s.225 nn.
Universal Peace Conference, Mount Abu (India), 10-14 February 1983, s.3 (broszurka).
Por. Dokumenty I Ogólnopolskiego Zjazdu Maitri, Warszawa 1977 oraz Dokumenty IV Krajowego Spotkania Ruchu Wymiany z Krajami Trzeciego Świata, Warszawa -Anin 1979, s. 15-16.
Dokumenty I Ogólnopolskiego Zjazdu Maitri, dz.cyt.
Dokumenty IV Krajowego Spotkania Ruchu Wymiany z Krajami Trzeciego Świata, dz.cyt.
Tamże, s.l5n.
Tamże, s.20n.
Tamże, s.5 oraz: Sławomir Siwek, Maitri, w: "Królowa Apostołów- kalendarz 1986", s. 110.
Ija Lazari Pawłowska, "Etyka", nr 12, 1973, s.42.
Krzysztof Byrski, Indyjska koncepcja cywilizacyjna, Warszawa-Rzym 1979 - Biblioteka Maitri, Gregorianum-Roma, s.99.
Dokumenty IV Krajowego Spotkania, dz.cyt., s.11 nn.
Maytri - Informator Studenckiego Konwersatorium Trzeciego Świata - tylko do użytku wewnętrznego, październik 1977, s.l nn.
Obóz Wdzięczności - Materiały przygotowawcze, Anin 18-28 VII 1979 r.
I.M. Żuk,Wprowadzenie do Islamu, Biblioteka Maitri, Gregorianum-Roma, brak roku wyd., s.l.
List podpisany przez Rektora Gregorianum ks. Gilles Pelland SJ, Rzym, 17. X 1986 r.
Rozmowy o hinduizmie. Wstęp, Charis, Warszawa 1983, s.3 n.
Obóz Wdzięczności, Anin 1979; Dzień łączności z islamem, Maitri, Warszawa, Gregorianum-Roma, s.l2 n.
Obóz Wdzięczności ruchu Maitri, Anin 18-28.07.1979 r. Materiały przygotowawcze - Dzień łączności z hinduizmem.
S. Tokarski, Guru Prabhupada, dz. cyt., s.l93.
Jego Boska Miłość A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada, Źródło wiecznej przyjemności, wydanie polskie, Indie 1982 (Lichtenstein), s.l.
A.L. Basham, Indie, Warszawa 1973, s.362.
B.H. Jezierski, Miłość Kryszny, w: Kama-Sutra, Warszawa 1990, s.258-9.
"Argumenty", nr 4 styczeń 1980, s.l 1.
Maytri-Informator, październik 1977, dz.cyt., s.23-27.
Maytri-Informator, 1979, s.21 nn.
"Wspólna Radość", nr 1, 23 listopad 1980, s.l (brak miejsca wyd.).
Ojciec Święty Jan Paweł II w Indiach, "Tygodnik Powszechny", nr 7/86, s.l.
Tamże.
J.J. Braun, Zagubieni, "Niedziela", 9.3.1986, s.5.
Ks. A. Kmiecik, "Światło Narodów", nr 64, 1989, s.l3-17.
"Przegląd Katolicki", nr 8, 23.11.1986, s.4.
Por. Maitreya-Nauczyciel Świata żyje wśród nas, "Czas Zmian", wypisy z "Share International Magazine", maj 1988.
Por. A.Bancroft, Krishnamurthi-Samotny Wyzwoliciel, w: Współcześni Mistycy i Mędrcy, Warszawa 1987, s.54.
Filozofia ezoteryczna: krótki przegląd, "Czas Zmian", Wypisy z "Share International Magazine", maj 1998.
Misja Maitreyi, tamże.


Uwaga:
    Artykuł zamieszczony pierwotnie w Nr III/ 1999 pisma Papieskiej Uni Misyjnej <ŚWIATŁO NARODÓW>. Udostępniony za uprzejmą zgodą autora artykułu.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Demoniczny jad horoskopów

     Dla wielu ludzi horoskop jest zabawą urozmaicającą czas. Dla innych – czymś więcej: intrygującą grą, której pozornie niepoważny ton budzi jednakże poważne wątpliwości: coś w tym pewnie jest… Wydaje się jednak, że nie doceniamy liczebności trzeciej grupy ludzi, którzy żyją pod dyktando astrologii. Ograniczmy się do przykładów z Francji.

     Popularne rozgłośnie radiowe rozpoczynają program serwisem informacyjnym, prognozą pogody i podaniem horoskopów. Zwróćmy uwagę na ten całkiem nieprzypadkowy schemat: najpierw fakty, które miały miejsce, potem -prognoza pogody, która najprawdopodobniej się sprawdzi, no i horoskop, który w kontekście poprzednich danych wydaje się być zupełnie prawdopodobny. A przynajmniej – godny uwagi… Powyższy rytm powtarza się z dnia na dzień, podczas całego tygodnia pracy. Horoskop wrósł w obraz codzienności, bo miażdżąca większość czytywanych czasopism umieszcza horoskopy wraz z reklamami ich twórców.

     Faktem jest, że astrologia – sprzymierzona z mediami – wciąga coraz więcej ludzi. Astrolodzy znają świetnie problemy swoich klientów: ich pragnienie poznania przyszłości, by uniknąć jakichkolwiek przeciwności, nieudanych decyzji, niepożądanych spotkań, znajomości… Znają ich podejście do życia, pieniądza, seksu itd. Przed jednym przestrzegają, do drugiego zachęcają, inspirują, dodają odwagi… Horoskop proponuje Ťpozytywny programť na życie dla tych, co nie mają innego, swojego. Nie wchodzą więc w grę ludzie z zasadami, ugruntowani w prawdzie własnego powołania dzięki wierze, modlitwie, sakramentom. Astrologia z powodzeniem’ wbija klin rriiędzy rozluźnioną relację człowieka do obiektywnych wartości, a zwłaszcza do Boga. Wielu ochrzczonych, lecz nie żyjących darem wiary staje się jej ofiarą. Oto jeden z autentycznych przykładów (L es vivant, nr 98-99).



     Młoda kobieta, która otrzymała wychowanie chrześcijańskie, lecz wolała zachować niezależność życiową, udała się do sławnego astrologa, aby wyznaczył jej własny temat astralny i oświecił w sprawie dalszego biegu spraw. Mężczyzna zapytał ją o datę i godzinę narodzin, narysował na papierze jakieś znaki, przypatrzył się im i oznajmił, że cała historia jej życia została już ustalona, wypisana od wieków. Następnie zaczął wyliczać – począwszy od wczesnego dzieciństwa z najdrobniejszymi szczegółami -jej przebyte choroby, rozmaite spotkania, podróże, radosne i bolesne wydarzenia. Opowiedział w ten sposób całą historię aż do jej 24 roku życia, czyli aktualnego wieku, i rozpoczął przepowiadanie przyszłości z równą precyzją. Kiedy doszedł do 30 lat, kobieta, z sercem bijącym jak młot, wykrzusiła z siebie: „wystarczy, wystarczy…”. Zawsze do tej pory wierzyła, że przyszłość nie należy do kogo innego, jak tylko do Boga, który w swej Opatrzności prowadzi nas zgodnie ze swym planem miłości. Teraz jednak zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście jej życie nie jest podporządkowane bezosobowym gwiazdom wraz z ich żelaznymi prawami wyzutymi z jakiejkolwiek miłości. Z trwogi rozpłakała się, czując się niezdolna do uniesienia ciężaru niektórych wydarzeń, jakie zostały jej przepowiedziane. Poczuła się zmiażdżona, skuta przepowiedniami, przekonana, że Bóg nie jest w stanie odmienić jej życia. Czując się opuszczona przez Boga, odrzuciła wiarę w Jego Ojcostwo. Złamana cierpieniem, miała ataki nienawiści i samobójcze myśli. Postanowiła skończyć ze sobą.

     Jednakże wieczorem siostra, zaniepokojona jej stanem, zdołała wyciągnąć ją z domu na spotkanie modlitewne. Nawet na widok szczęśliwych i radosnych ludzi, jakich tam spotkała, nie miała najmniejszej ochoty do modlitwy. W duchu uważała ich za głupich i nieświadomych prawdy, kiedy zaczęli wielbić Boga i dziękować za Jego dobrodziejstwa. Nagle pewna kobieta przemówiła donośnym głosem: „pośród nas są ludzie spętani złymi mocami na skutek praktyk okultystycznych, astrologii, magii i hipnozy. Osoby te zablokowane są na życie duchowe i znajdują się pod wpływem sił, które prowadzą do zniszczenia i śmierci”. Odczytała następnie fragment z księgi Powtórzonego Prawa, gdzie wyliczone są praktyki, wzbudzające odrazę’ w oczach Boga (18, 10-11). Słowa te głęboko poruszyły młodą kobietę. Po skończonej modlitwie, zbliżyła się do uczestniczki grupy, która zabrała głos. Kobieta ta ukazała jej istotę popełnionego grzechu wyjaśniając, że moc człowieka, którego prosiła o konsultację, nie pochodzi od Boga, lecz od szatana. Szatan z łatwością poznaje naszą przeszłość, lecz nic nie wie na temat zamiarów Bożych co do przyszłości. Jako istota niezykle inteligentna, zmyśla przyszłość w taki sposób, aby wydawała się całkowicie prawdopodobna. Jednocześnie obsesyjnie zniewala człowieka tym kłamstwem, w wyniku czego istotnie spełnia on wszystko to, co zostało przepowiedziane. Młodej kobiecie zaproponowano, aby wyznała wiarę w to, że Jezus może ją uwolnić. Kiedy grupa ludzi modliła się za nią, Chrystus wyzwolił ją i uzdrowił wewnętrznie. Natychmiast odzyskała wolność i radość dziecka Bożego. Od tego momentu, przepowiednie jej astrologa przestały się sprawdzać.

     Usiłując poznać przyszłość, ryzykujemy uwikłaniem się w machinacje ojca kłamstwa (J 8, 44) pozwalając jemu wmieszać się w Boże plany. Tego typu roszczenia są niebezpieczne, bo fałszywe poznanie wprowadza w błąd, zniewala i czyni nieufnym wobec Bożej zwierzchności. Natomiast nieznajomość jutra umożliwia wzrost w łasce ufności i zawierzenia kochającemu Bogu. Jeśli to On nas prowadzi, a my z ufnością pozwolimy się wieść, nic złego dziać się nie może. „Poza Mną nie ma zbawienia – mówi Pan. – To Ja objawiam, zbawiam i przepowiadam” (Iz 43, 11-12). Pan Bóg ostrzega nas przed nieszczęsnymi konsekwencjami powierzania się wrogim siłom: idole, które wypytujecie, odpowiadają wam kłamstwami. „Posążki bóstw natomiast mówią tylko brednie, wróżbici widzą tylko kłamstwa i złudne sny, które wyjaśniają, pocieszają zwodniczo. Dlatego pójdą dalej, podobni do trzody błądzącej ciągle, bo nie ma pasterza” (Za 10, 2). Boska mądrość upomina nas, abyśmy nie biegali za przepowiedniami, nie czytali horoskopów, nie stawiali pytań za pomocą wahadełka itp. Astrologia przeciwstawia się prawdzie o wyjątkowości każdej istoty ludzkiej obdarzonej nieśmiertelną duszą, wolną wolą i powołanej do wiecznego zjednoczenia w miłości ze Stwórcą. To powołanie realizuje- my poprzez dar niepowtarzalnej drogi życiowej, jaką Opatrzność przed każdym otwiera. Każdy z nas został przewidziany w myślach Stwórcy i ukochany Jego odwieczną miłością. Zarazem otrzymaliśmy dar wolności, który uzdalnia do dokonywania własnych wyborów, podejmowania decyzji i do dobrowolnej odpowiedzi na zaproszenie do pełni szczęścia w Bogu. Wypełnianie własnego powołania, to misterium wolnej współpracy z Bogiem, pełnego ufności zacieśniania więzów z Miłością i Sensem. Zerwanie relacji z Bogiem byłoby największym nieszczęściem, jakie tylko mogłoby się nam przydarzyć. Równoważne byłoby ono z odcięciem się od jedynie życiodajnego Źródła. Do takiego dramatu prowadzi astrologia. Nieuchronnie wiedzie do wyobcowania się z rzeczywistości, która nie może być złośliwa, skoro jej Panem jest Bóg, do życia wbrew prawdzie własnego powołania, strącając człowieka w nonsens. W dosłownym znaczeniu, chodzi tu o zmarnowanie życia i pogrążenie istoty ludzkiej w wieczny ból nie-by-cia sobą. Czy piekło może polegać na czymś innym?

      Stosunek chrześcijan do horoskopów często cechuje zgubna pewność siebie: czytam, ale wiem przecież, że to są głupoty… W ten sposób wpadają w pułapkę dokładnie tak, jak zaplanował to jej pomysłodawca. Chociaż sobie tego nie uświadamiają, pamięć już zarejestrowała treść horoskopu. Zapada ona w podświadomość izatruwa najgłębsze pokłady jaźni.

     W życiu człowieka miewają miejsce bolesne wydarzenia, o których pozornie się zapomina. Nie są one dostępne władzom świadomości. Pomimo tego, potrafią mieć bardzo niekorzystny wpływ na teraźniejszość – nawet po wielu latach, nie pozwalając w pełni rozwijać się i krępując w działaniu w różnych dziedzinach życia. Tylko Jezus może uzdrowić z ran przeszłości i przywrócić wolność, byśmy niepodzielnie skierowani byli ku Niemu -jedynej Przyszłości. Mamy wtedy tylko jedną troskę zapomniawszy przyszłości. „Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,13-14).

ks. Andrzej Trojanowski TChr
Źródło: Adonai

Za: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/01/24/demoniczny-jad-horoskopow/