piątek, 13 lutego 2015

Stanisław Bulza: Gwałt na Europie


Dokąd zmierza Europa?

Architekci UE nie chcą zdradzać, w jakim kierunku pójdzie UE. Sir Michael Butler, ambasador brytyjski w Brukseli powiedział w latach 90. XX w., że „większość ministrów i dygnitarzy już dawno po cichu zgodziła się – nie chcą tracić czasu i wywoływać konfliktów – nie poruszać kwestii konstytucyjnego celu UE. Federacja? … Najlepiej w ogóle się tym nie zajmować”. Dodał również, że „większość głosów opowiedziałaby się za tym, aby nie określać celu naszej wspólnej podróży”. Ówczesny niemiecki minister spraw zagranicznych Klaus Kinkel odpowiedział na często zadawane pytanie: jaki ostateczny będzie kształt UE? Stany Zjednoczone Europy? Europa narodów? Czy może partnerstwo narodów? „To teoretyczna i pusta debata. Prowadzenie abstrakcyjnych spekulacji na ten temat jest bezcelowe, ponieważ UE to ciągłe budowanie”. Butler dodał: „Zgromadzeni wokół stołu Komisji Europejskiej mogą nie zgadzać się do celu i szybkości podróży. Podejrzewam, że większość nigdy poważnie nie zastanawiała się nad tą kwestią”. Natomiast inspirator Stanów Zjednoczonych Europy, Jean Monnet, nie krył się ze swoimi dążnościami i w książce napisanej w latach 80. XX w. powiedział, że „na zawsze porzucamy owo uporczywe dążenie do zachowania suwerenności państwa narodowego”. Robert Schuman, w latach 50. XX w. francuski minister spraw zagranicznych, z całym przekonaniem głosił, że podział Europy na małe państwa jest „anachronizmem, nonsensem, herezją”, i ani razu nie wymienił słowa „federacja”. Wspomniał jedynie o „europejskiej konstrukcji” (Thomas Hugh, „Europa”, Prószyński i S-ka. Warszawa 1998). Oni kłamią, ponieważ dobrze wiedzą, w jakim kierunku zmierza UE.



Nie chcą uznać dorobku 2 tys. lat chrześcijaństwa. W preambule konstytucji UE nie ma invocatio Dei, odwołania do Pana Boga i chrześcijaństwa. Natomiast nawiązano w preambule do „kulturalnego, religijnego i humanistycznego dziedzictwa Europy”, powstrzymując się od precyzowania, o jakie dziedzictwo i religie chodzi. Pierwotnie Konwent proponował umieścić w preambule odniesienie do kultury Greków i Rzymian oraz Rewolucji Francuskiej. Więc jaki ma być fundament, na którym ma stanąć ten potężny gmach? Aż strach pomyśleć.

Architekci UE nie chcą zdradzić, w jakim kierunku zmierza UE, ale już od lat 60. XX w. prowadzą skutecznie politykę multikulturowości. To, co się nie udało Turkom pod Wiedniem, czyli opanowanie Europy przez islam, obecnie tzw. „elity” polityczne Europy umożliwili imigrantom islamskim osiedlenie się w Europie, aby wymieszać narody europejskie. Wcześniej sprowadzono do Europy sekty hinduskie i buddyjskie. Sprowadzając te sekty oraz muzułmanów architekci UE wymuszają na państwach politykę otwarcia się na multikulturowość, aby łatwiej rządzić, oraz dla ułatwienia kontroli nad społeczeństwem, przy jednoczesnym szerzeniu tolerancji. Wzorem dla nich są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, które są państwem wielokulturowym, wielo-religijnym i wielo-etnicznym.

Multikulturowość jest to koegzystencja różnych grup kulturowych w obrębie danego państwa, co wiąże się z problemem pogodzenia różnic kulturowych (dotyczących m.in. tradycji, dziedzictwa, wierzeń, wartości, pochodzenia etnicznego) i dopuszczenia mniejszości etnicznych, religijnych czy seksualnych do równoprawnego uczestnictwa w życiu kulturalnym i politycznym kraju (W. J. Burszta, 1998, s. 150).
Klub „Eranos” był propagatorem buddyzmu

W Asconie w Szwajcarii powstał klub „Eranos”, gdzie spotykali się twórcy New Age. Założycielką była Olga Frobe-Kapteyn. Członkami byli specjaliści z dziedziny starożytnych kultur, uczeni, filozofowie, psycholodzy, religioznawcy, orientaliści: C. G. Jung, Teilhard de Chardin, A. Grenier, G. Scholemem, Joachim Wat, Henry Corbin, Roger Godel, T. Suzuki, Mircea Eliade, o. Jean Danielou, Giuseppe Tucci, Ernest Benz i inni. Członkowie spotykali się od 1950 r. raz do roku. Ludzie ci długo zbierali i porównywali wspólne elementy wierzeń, mitów i symboliki pogańskich, etnicznych, narodowych i światowych celem wykazania podstawowych sytuacji egzystencjalnych, wspólnym różnym wierzeniom, fenomenom religijnych tzw. wartości uniwersalnych, by wykazać „jedność duchową dziejów ludzkich”. Nie szukano i nawet nie próbowano wykazać europejskiej jedności w kulturze chrześcijańskiej, tak obecnej we wszystkich państwach, lecz usiłowano wykazać związki pomiędzy starożytnymi kulturami a wschodnimi jak buddyzm czy hinduizm.

Klub „Eranos” prowadził działalność propagującą wierzenia pogańskie, hinduizm i buddyzm.

Prelekcje jakie tam wygłaszano dotyczyły wierzeń pogańskich i religii wschodnich jak np. „Czas i wieczność w myśli indyjskiej”, „Matka Ziemia i hierogamie kosmiczne”, „Misteria i odrodzenie duchowe”, „Filozofia i techniki jogi”, „Szamanizm”, „Symbolika i religijne znaczenie Ziemi w rozmaitych kulturach – od Tybetu po teologie i zwyczaje chrześcijańskie”. Idee religijne, takie jak tybetański buddyzm i związane z nim rozmaite techniki ekstazy, medytacji i kontemplacji, szamanizm, wygłaszane na spotkaniach w klubie „Eranos” były następnie szeroko rozpowszechniane przez publiczność, która słuchała tych prelekcji, a przede wszystkim czytelnicy „Eranos-Jahrbucher” byli narzędziami rozpowszechniania różnych nowinek (Mircea Eliade, „Świętojańskie żniwo. Pamiętniki (1937-1960)”, Kraków 1991, Oficyna Literacka).

Organizatorzy tych otwartych spotkań wykorzystywali ludzką naiwność, gdyż wiedzieli, że wrodzoną cechą człowieka jest właśnie pociąg do tajemniczości. Dlatego właśnie wszelki nowinki z „Eranosa” szybko się rozchodziły. Książki traktujące o buddzyzmie, jodze, reinkarnacji stawały się bestsellerami. Członkowie „Eranosa” od 1950 r. brali udział też w różnych spotkaniach, konferencjach, sympozjach i kongresach, w których uczestniczyli politycy i dziennikarze. Inicjatorem był mason Józef Retinger, który był generalnym sekretarzem Ruchu Europejskiego. Zorganizował on w Lozannie w dniach 8-13 grudnia 1949 r. konferencję kulturalną, na którą zostali zaproszeni wybitni orientaliści, religioznawcy oraz filozofowie i pisarze. Zostały wówczas utworzone różne komisje. Następną konferencję kulturalną Ruch Europy zorganizował w Wenecji 27 maja 1950 r. Było to zgromadzenie założycielskie Europejskiego Stowarzyszenia Kultury. 3 sierpnia 1950 r. odbył się w Amsterdamie międzynarodowy Kongres religioznawczy, na którym powołano stowarzyszenie studiów religioznawczych. Sekretarzem generalnym został profesor Bleeker. W kwietniu 1955 r. odbył się w Rzymie VI międzynarodowy kongres religioznawczy, któremu przewodniczył Raffaelle Pettazzoni. Wśród licznych uczonych i filozofów był w Rzymie E. Grassi, profesor filozofii w Monachium. Na Genewskich Spotkaniach Międzynarodowych obecni byli dziennikarze z różnych państw, z radiofonii szwajcarskiej i francuskiej, członkowie korpusu dyplomatycznego, osobistości zaproszone do dyskusji. W zasadzie poruszane tematy tych różnych konferencji, spotkań odnosiły się do hinduizmu, buddyzmu, pogańskich wierzeń i mitów. Nauki te cieszyły się międzynarodowym prestiżem i uznaniem czynników politycznych

Ekspansja buddyzmu

Nowinki z klubu „Eranos” szybko rozprzestrzeniały się na Europę, ale też dużą popularnością wśród młodych ludzi cieszyła się wznowiona w 1951 r. książka angielskiego pisarza W. Y. Evansa Wentza pt. „Milarepa – wielki jogin Tybetu” (Londyn, 1928) oraz „Joga i tajemne nauki Tybetu”. W. Y. Evans Wentz 20 lat spędził w Sikkimie w Indiach, gdzie otrzymał od lamy Kazi Dawa Samdruba teksty, które później opublikował w książkach.

W Nepalu uprawiano konopie. Za prezydentury Johna Kennedyego rząd USA zaproponował rządowi Nepalu kwotę 20 mln dolarów rocznie za niszczenie plantacji konopi. ONZ i USA stworzyły projekty finansowania innych form uprawy dla rolników Azji.

W latach 60. XX wieku z Zachodu wyruszyli do Indii i Nepalu hippisi, narkomani, w poszukiwaniu duchowych mistrzów i tanich narkotyków. W Katmandu można było wówczas kupić legalnie najczystszy na świecie haszysz. Był to początek inwazji, w następnych latach do Indii i Nepalu przybywały ogromne rzesze hippisów i bogaci turyści. Ogromną popularnością cieszyły się rozmaite techniki ekstazy, medytacji, joga i kontemplacja, techniki walki, szamanizm. Wielu z tych młodych ludzi uzyskało od największych lamów nauki i inicjacje buddyzmu tybetańskiego. Byli oni pierwszymi „misjonarzami” lamaizmu na państwa Europy zachodniej, i tak na przykład przywódca sekty Stowarzyszenie Buddyjskie Karma Kagiu jest Holendrem. Po 1989 r. nastąpiła inwazja buddyzmu na państwa Europy środkowo-wschodniej. W Polsce wiele sekt działało już w latach 80. XX w. Oto niektóre z nich:

– Medytacja transcendalna, ruch filozoficzno – religijny zainicjowany w 1958 r. przez Mahasha Prasada Warmę, który przez 13 lat medytował w Tybecie. Po doznaniu „oświecenia” pojawił się w Madrasie jako guru. Jednak nie znalazł tam większego posłuchu i w 1959 r. przeniósł się do Londynu, gdzie założył Międzynarodowe Towarzystwo Medytacji.

Odwołując się do jogistycznych praktyk medytacyjnych, propaguje ono idee wyzwolenia się od cywilizacyjnych stresów i niepokojów oraz przejęcie kontroli nad umysłem. Według doktryny „medytacja transcendalna jest naturalną techniką, która pozwala świadomemu umysłowi doświadczać coraz bardziej subtelnych stanów psychicznych, aż do momentu dotarcia do samego źródła psychiki, nieograniczonego zasobu energii i twórczej inteligencji”. Obecnie istnieje 1500 ośrodków tego ruchu na całym świecie, a liczba wyznawców szacowana jest na około 2 mln. Ruch wyłania liczne stowarzyszenia, które są jego jednostkami filialnymi: Stowarzyszenie na Rzecz Nauki i Twórczej Umysłowości, Stowarzyszenie na Rzecz Propagowania Doskonałego Zdrowia czy Stowarzyszenie na Rzecz Cywilizacji Opartej na Jednolitym Polu.

– Neohinduizm, ruch religijny i społeczny, który dąży do integracji kultury zachodniej z kultura hinduską. Jego doktryna religijna inspirowana była tantryzmem i powstała z połączenia buddyzmu tantrycznego z wisznuizmem, europejskim deizmem oraz unitaryzmem. Ruch zyskał na znaczeniu pod kierownictwem Rabindranatha Tagore, który otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.

– Nowe ruchy religijne, mianem tym określa się około 8 tys. sekt religijnych, które pojawiły się w latach 60,70, 90 XX wieku w USA i Europie. Z reguły mają one charakter synkretyczny, bowiem łączą w sobie elementy różnych wierzeń, idei religijnych i filozoficznych: buddyzm, hinduizm, taoizm oraz praktyk religijnych takich jak szamanizm, mordy rytualne, kult ziemi.

– Światowy Uniwersytet Duchowy Brahma Kumaris Raja Yoga, założony został w 1937 r. w Hajdebaradzie, obecnie w Pakistanie, z inspiracji Bramy Baby (zm. w 1969), guru, któremu bóg Wisznu miał objawić zniszczenie obecnego świata, i na zgliszczach starego, powstania nowego, doskonalszego świata. Po oderwaniu się Pakistanu od Indii w 1947 r. uniwersytet został przeniesiony na górę Abu w Rajastanie w płn. Indiach. Zaczęły również powstawać jednostki filialne w innych miejscowościach, a w 1971 r. pojawiły się one również w Europie. Obecnie takich jednostek filialnych istnieje około 2 tys., a m. in. W Londynie, Hong Kongu, od 1990 r. w Moskwie. W Polsce jej powstanie zostało zainicjowane w 1981 r. Od 1986 r. działa na stałe przy Stołecznym Domu Kultury, oraz w Łodzi,

– Stowarzyszenie Buddyjskie Karma Kagiu w Polsce zostało zarejestrowane w 1991 roku, i skupia polskich wyznawców buddyzmu tybetańskiego. Posiada swoje ośrodki w Krakowie, Warszawie, Gorzowie, Olsztynie, Płocku, Poznaniu, Gdańsku, Tarnowie i w Szczecinie. Jego główne centrum znajduje się w Kucharach w województwie płockim.

– Towarzystwo Wielkiego Oświecenia, stowarzyszenie buddyjskie założone w 1891 r. w Kolombo przez guru Dharmapala. Jego centrum jest obecnie w Bodh Gaji w Indiach. Znajduje się tam świątynia, która stanowi cel pielgrzymek wyznawców buddyzmu z całego świata. Sekta posiada filie w wielu państwach.

– Związek Buddystów Zen „Sanghia”, była to pierwsza zarejestrowana w 1980 r. buddyjska sekta zen w Polsce. Główny ośrodek znajduje się w Warszawie, posiada również ośrodki w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu oraz wiejski ośrodek w Przysiece k. Jeleniej Góry.

– Międzynarodowe Stowarzyszenie Świadomości Kriszny, założone zostało przez Bhaktiivedanta Swami Prabhupada (1896-1975), Hindusa, podającego się za 32 guru. Jego członkowie czczą Krisznę, jednego z 10 wcieleń boga Wisznu oraz Ramę. Według doktryny istnieje tylko jedna zasada bytu, ta sama w człowieku i w kosmosie. W porównaniu z nią wszystkie inne byty są tylko iluzją. Świat traktowany jest jako złudny. Oto słowa Kriszny: „Nie byłem nigdy bez istnienia, ani ty, ani ci książęta narodów i również nikt z nas tu wszystkich nie przestanie istnieć kiedykolwiek. Co nie istnieje, nie może mieć bytu, lecz co istnieje, nie może nie być – jasne pojęcie o jednym i drugim tylko ci mają, co widzą prawdę”. Wiara w reinkarnację jest podstawowym dogmatem buddyzmu.

Mahajana (Wielki Wóz) oferuje więc możliwości uzyskania wyzwolenia z nieskończonego kołowrotu wcieleń. Doktryna ta naucza również, że istnieje tylko realna pustka, natomiast to, co człowiekowi jawi się jako istniejące, jest jedynie iluzją. Według wyznawców, wszystko na tym świecie jest puste, wszystko jest tylko iluzją. Traktowanie tego, co się postrzega lub pomyśli, jako czegoś istniejącego, osobowego i substancjalnego, jest iluzją. Wszystko przeżywamy jako rzeczywistość, chociaż nie ma w tym więcej substancji, niż w lustrzanym odbiciu. Z nie mającej początku niewiedzy, która przysłania umysł jak chmury niebo, powstaje iluzja dualizmu, złudzenie podziału na przedmiot i podmiot. Z niego wyłaniają się przeszkadzające uczucia, które staja się przyczyną szkodliwych słów i działań, a ich skutkiem jest cierpienie. Aby pomóc oczyścić owe iluzoryczne stany pomieszania i cierpienia Buddowie manifestują swoją oczyszczającą moc jako energia i formę Wadżmasattwa. Postać ta ma być wyrazem promieniującego niezniszczalnego jak diament umysłu. Jest to platońska teoria o poznaniu.

Wyznawcy powtarzają codziennie mahamantrę: Hare Kriszna, Hare Kriszna, Kriszna Kriszna, Hare Hare, Hare Rama, Hare Rama, Hare Rama, Hare Hare. Powtarzanie tej formuły ma „wyzwolić istotę z jej materialnych skłonności, budzić miłość do tego boga i zachwyt dla życia”. Zorganizowani są we wspólnoty, w których obowiązuje zakaz jedzenia mięsa, ryb, jaj oraz picia alkoholu, używania narkotyków i palenia tytoniu. Wspólnoty te istnieją w około 40 państwach i skupiają wiele tysięcy osób. W Polsce stowarzyszenie zostało zarejestrowane w 1988 r., jednak już wcześniej działali jego przedstawiciele, propagując krisznaickie idee. Europejskie centrum znajduje się na wsi w pobliżu Frankfurtu nad Menem. Do sekty należy m.in. znany psycholog niemiecki Karlfried Graf von Durckheim, który jest założycielem terapeutycznej szkoły w Bawarii. W szkole tej uczą zarówno zachodnich, jak i wschodnich sposobów podejścia do psychologii świadomości. Członkiem tej sekty jest również ordynator oddziału chirurgii sercowo-naczyniowej Szpitala Miejskiego w Toronto dr Wifred G. Bigelow, który zyskał światową sławę dzięki pracy nad „Głębokim zamrażaniem” znanej jako hipotermia. Bigelow pragnie podjąć badania nad duszą ludzką, gdyż według niego, najważniejszą sprawą jest zbadanie „gdzie znajduje się dusza i skąd pochodzi”.

Buddyzm jednak nie zdołał podbić Europy, więc zagrano islamem.

„Świt Odysei”, czyli początek wielkiej wędrówki ludów

Wszystkie rewolucje, które przetoczyły się przez Afrykę północną, były przeprowadzane zgodnie ze scenariuszem nowego porządku świata. Prowokatorzy wszystkich tych rewolucji brali udział w tych samych kursach terrorystycznych, które były organizowane przez serbski „Otpor” przy pomocy CIA. Celem było sprowadzenie chaosu i biedy, co w konsekwencji miało zmusić ludzi do wędrówki za chlebem do Europy.

Rewolucja w Tunezji w 2010/2011 (zwana też „Jaśminową rewolucją”) rozpoczęła się od protestów mieszkańców Tunezji o charakterze społeczno-politycznym przeciwko złej sytuacji materialnej, bezrobociu, brakowi swobód obywatelskich i długoletniej władzy prezydenta Zina Al-Abidina Ben Alego. W ich rezultacie 14 stycznia 2011 prezydent zrzekł się władzy i opuścił kraj, udając się do Arabii Saudyjskiej. Po Tunezji rewolucje objęły Egipt i 13 lutego 2011r. Jemen. Komentatorzy i ekonomiści uważali, że kryzys wywołany rekordowymi cenami żywności na świecie może wywoływać niepokoje społeczne w kolejnych krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Po udanej rewolucji w Egipcie gdzie obalony został prezydent Hosni Mubarak, fala protestów rozlewała się na kolejne kraje Arabskie. Od początku lutego 2011 r. dochodziło do starć w Bahrajnie, Libii, Syrii, Libanie czy Iranie.

W Libii protesty zapoczątkowane 15 lutego 2011 r. pod wpływem udanych rewolucji w Tunezji i Egipcie przerodziły się w wojnę domową. Gdy terroryści przegrywali, to 20 marca 2011 r. nastąpiła agresja państw zachodnich na Libię. W skład koalicji wchodziły Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Kanada i Włochy. Operacji nadano kryptonim „Świt Odysei”. Od tego czasu trwało bombardowanie Libii. Konflikt zakończył się w październiku wraz ze schwytaniem Kaddafiego oraz jego śmiercią, do której doszło w niejasnych okolicznościach.

W Syrii rewolta przeciwko prezydentowi Baszir al-Assadowi wybuchła 15 marca 2011, kiedy odbyły się wielotysięczne demonstracje w różnych syryjskich miastach. Rewolta nadal trwa i zginęło w niej już tysiące ludzi. Broń rebeliantom dostarcza Zachód.

Srdia Popović, serbski rewolucjonista, ma na koncie przeprowadzanie szkoleń opozycjonistów w 37 różnych krajach, poczynając od Białorusi i Iranu, a na Korei Północnej i Zimbabwe kończąc. Mógł się przyczynić także do wywołania rewolucji w Egipcie oraz Tunezji. Przed niespełna kilku laty Popović szkolił aktywistów egipskich. Uczył ich, jak organizować kampanie, zdobywać poparcie młodzieży oraz podłączyć się do społecznych mediów. Później stworzyli oni tzw. „Młodzieżowy ruch 6 Kwietnia”, który przyczynił się do wywołania rewolucji w Egipcie. Młodzi Serbowie ze stowarzyszenia CANVAS współpracowali z tzw. obrońcami demokracji w 50 krajach. Doradzali jak pokojowo mierzyć się z reżimami i zwyciężać – w Gruzji, na Ukrainie, w okupowanym przez Syrię Libanie, na Malediwach, Egipcie

(http://wyborcza.pl/1,76842,9169249,Rewolucja_zaczela_sie_od_Kuronia.html#ixzz1MrW1gBh4).
Jeden z liderów egipskiego „Młodzieżowego Ruchu 6 kwietnia”, Mohamed Adel ujawnił, że odbył swoje szkolenie w podobnych organizacjach młodzieżowych w Belgradzie.

Egipski „Młodzieżowy Ruch 6 Kwietnia”, który brał udział w rewolucji, posiada dokładnie ten sam symbol „zaciśniętej pięści”, co serbski „Otpor”. W Bahrainie organizacja „Młodzież dla Wolności” również posługiwała się symbolem „zaciśniętej pięści”. Symbol ten był obecny również podczas protestów w Gruzji, Wenezueli. Oznacza to, że prowokatorzy wszystkich rewolucji brali udział w tych samych kursach terrorystycznych, które były organizowane przez CIA. Cechą charakterystyczną wszystkich rewolucji jest to, że „manifestanci” zbierają się zawsze w stolicy danego państwa na centralnym placu, gdzie zakładają namiotowe miasteczko.

Rewolucje, które przetoczyły się przez Afrykę północną sprowadziły głód i nędzę. Ludzie wyczerpani rewolucjami, bezrobociem, chaosem, biedą, wyruszają za chlebem do Europy. Przyjęty kryptonim „Świt Odysei” podczas agresji państw zachodnich 20 marca 2011 na Libię ma oznaczać początek wielkiej wędrówki ludzi. Ten proces już się rozpoczął.

Po upadku Troi, w której między innymi brał udział Odyseusz, nastąpiły wielkie wędrówki ludów oraz najazdy Ludów Morza i Dorów.

Pierluigi Davis, szef włoskiego „Caritasu” 20 czerwca 2011 r. powiedział: „Włochy są jak otwarte drzwi do Europy. Staliśmy się krajem frontowym w Piemoncie i Dolinie Aosty”. Według niego, „Skalę problemu najlepiej ilustrują liczby: podczas gdy dziesięć lat temu we Włoszech przebywało pół miliona imigrantów, dziś ich liczba sięga 4 mln. Wśród nich jest około pół miliona imigrantów nielegalnych. Ilu dokładnie, to jest oczywiście nie do ustalenia” (tygodnik.onet.pl/31,0,64826,artykul.html).

Multikulturowość i ściganie przeciwników

W latach 30. XX wieku liczba wyznawców islamu w świecie wynosiła około 200 mln (Wielka Ilustrowana Encyklopedia Powszechna, Wydawnictwo „Gutenberg”, Kraków), a obecnie na świecie liczbę muzułmanów szacuje się na 0,9–1 mld. Nie ma dokładnych danych, gdyż w wielu z państw muzułmańskich nie przeprowadza się spisów ludności.

Jest to liczba zawyżona, gdyż według francuskich danych, w 1965 r. liczba muzułmanów na świecie wynosiła ok. 305 mln (Hamilton A. R. Gibb, „Mahometanizm”, PWN, Warszawa 1965).

Jeżeli przez 30 lat (1935-1965) liczba muzułmanów zwiększyła się o 105 mln, to w latach 1965-2014 r. nie mogła się zwiększyć o 700 mln, ale o około 150 mln muzułmanów. Zawyża się liczbę muzułmanów w świecie, a obniża się ją w państwach. Oficjalne dane dotyczące ilości muzułmanów w niektórych państwach są o wiele niższe od danych nieoficjalnych.

O ile w średniowieczu islam usiłował podbić Europę militarnie, to obecnie politycy europejscy prowadząc politykę multikulturowości, aby łatwiej rządzić, oraz dla ułatwienia kontroli społeczeństwa, usiłują wymieszać narody europejskie właśnie islamem. Wzorem dla nich są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, które są państwem wielokulturowym, wielo-religijnym i wielo-etnicznym.

Zygmunt Bauman, socjolog żydowskiego pochodzenia, powiedział 18 września 2011 r. w Pordenone na północy Włoch, że jeśli Europa w ciągu następnych 30 lat nie przyjmie co najmniej 30 milionów imigrantów, „stanie w obliczu upadku demograficznego, który spowoduje upadek cywilizacji europejskiej” (http://fakty.interia.pl/swiat/news/znany-socjolog-cywilizacja-europejska-upadnie-jesli-nie,1696484). Wypowiedź ta miała miejsce już po rewolucjach w Afryce północnej.

Idąc za głosem Baumana, Aleksander Kwaśniewski przedstawiał 14 grudnia 2012 r. w Akademii Obrony Narodowej, swoje pomysły dla Polski. Jego głównym programem jest sprowadzenie do Polski islamskich imigrantów, i otwarcie naszego kraju na multikulturowość. Fragment wystąpienia: „Europa nie przetrwa, jeśli nie postawi na politykę multikulturowości. W debacie publicznej musimy być coraz bardziej otwarci, musimy się zastanowić, jak stworzyć warunki dla setek tysięcy ludzi, głównie ze Wschodu, gotowych osiedlić się w Polsce i stać się obywatelami Rzeczypospolitej”

(http://wyborcza.pl/1,75478,13048683,Kwasniewski__Atrakcyjnosc_Polski_sie_konczy__rosnie.html).
Kwaśniewski zapomniał już, że kolejno zmieniające się rządy doprowadziły do tragicznej sytuacji, gdyż ze względu na utrzymujące się wysokie bezrobocie, z Polski wyjechało za chlebem już 2 mln 700 tys. młodych Polaków, a bezrobotnych jest ponad 2 mln. W Polsce nie ma pracy, a b. prezydent chce sprowadzać do Polski imigrantów ze Wschodu.

Tutaj trzeba przypomnieć że w 2008 r. A. Kwaśniewski i Moshe Kantor, szef Europejskiego Kongresu Żydów, założyli organizację pozarządową pod nazwą Europejska Rada ds. Tolerancji i Pojednania (ECTR), która przygotowała projekt Europejskie Ramy Wspierania Tolerancji.

Projekt przewiduje nałożenie na rządy wszystkich państw członkowskich UE obowiązku ustanowienia „specjalnych jednostek administracyjnych”, mających monitorować każdą osobę lub organizację podejrzaną o nietolerancję. Władze mogłyby więc podsłuchiwać, śledzić i karać wszystkich tych, którzy krytykują model wielokulturowości, homoseksualizm i inne dewiacyjne zachowania, albo są nieprzychylni islamowi

http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=9610
Islam we Francji

Henryk Pająk w książce „A Naród śpi” pisze, że „We Francji już od wielu lat nabrzmiewa cywilizacyjny dramat tego niegdyś spójnego katolickiego narodu. Od południa jest zalewana przez imigrantów z północnej Afryki, głównie z Algerii i Maroka, a także przez czarnych. Kolorowi są tam synonimem cywilizacyjnej destrukcji i rosnącego bezrobocia. Przeciętny Francuz doświadcza tego każdego dnia na każdym kroku, lecz jest bezsilny: to świadoma globalistyczna polityka depopulacji narodu gospodarzy i „rozmywania” go kulturową mieszaniną. We Francji żyje sześć milionów Arabów i Murzynów, z czego połowa to bezrobotni żyjący z zasiłków. Szef Hesbollachu francuskich Arabów – Huseim Moussawi ogłasza: „Daj Boże! W ciągu 20 lat Francja stanie się republiką islamską!” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro).

Książka ta została wydana w 2001 r. Obecnie ilość muzułmanów we Francji jest o wiele większa. W 1968 muzułmanie we Francji stanowili ok 1.23% ogółu populacji. W 1988 ten wskaźnik wzrósł do 3.6% a w 2009 już do 11.94%, chociaż wszystkie te dane są tylko szacunkowe. Zgodnie z tą tendencją wzrostu, oblicza się, że obecnie mniejszość muzułmańska stanowi już prawie 15% społeczeństwa. Z najnowszych danych (z 1 stycznia 2011 r.) wynika, że ludność Francji liczy ponad 65 mln.

Hiszpania również zmaga się z problem rosnącej w siłę i ambicje mniejszości muzułmańskiej. Według ostatnich badań demograficznych muzułmanie stanowią tam 3,6% populacji. Warto podkreślić, że na 47 mln mieszkańców to blisko 1,7 mln osób. Za rządów premiera Zapatero, który był inicjatorem tzw. „przymierza cywilizacji”, projektu, o którym dzisiaj raczej nikt już nie pamięta, muzułmanie m. in. łatwiej dostawali pozwolenia na budowę meczetów, zaczęły działać arabskie kanały telewizyjne, w tym finansowane przez Teheran bądź Arabię Saudyjską, powstały islamskie partie polityczne, które nie ukrywają, że chcą wprowadzić Koran oraz prawo szariatu.

Islam w Niemczech

Portal www.wiadomosci24.pl 15 września 2012 r. podawał, że w roku 1945 w Europie było tylko około 600 tysięcy muzułmanów. Dzisiaj jest ich już ponad 50 milionów. (…) Aż 90 proc. wszystkich przybyłych od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia imigrantów to muzułmanie. W południowej Francji jest już więcej meczetów niż kościołów. 30 proc. ludności Francji w wieku do 20 lat to muzułmanie. W Nicei i Paryżu odnośny wskaźnik wynosi już 45 proc. (…) Wbrew oficjalnie podawanym danym można wyliczyć, że w Niemczech mieszka w tej chwili już 8 do 13 mln osób wyznających islam

(http://www.wiadomosci24.pl/artykul/czy_w_roku_2050_niemcy_stana_sie_rewolucyjna_republika_islamska_242867.html).
W przemysłowym Duisburgu, położonym w północno-zachodniej części kraju na około pól miliona mieszkańców, 100 tys. to tureccy muzułmanie, co czyni to miasto jednym z najbardziej zislamizowanych miejsc w Niemczech.

Pod względem pochodzenia geograficznego wśród muzułmanów w Niemczech jest bardzo niejednorodna populacja: około 2,5 do 2,7 milionów ma tureckie korzenie. Jak to się stało?

W sierpniu 1980 r. władzę w Turcji objęło wojsko. Nowy rząd wojskowy został natychmiast potępiony przez ówczesny socjaldemokratyczny rząd kanclerza RFN Helmuta Schmidta. Stąd też prawie każdy terrorysta zbiegły z Turcji do Niemiec, automatycznie został uznany za bojownika o wolność i demokrację. Rząd niemiecki traktował terrorystów tureckich jako uciekinierów politycznych. W 1982 r. ministerstwo spraw wewnętrznych RFN podawało, że na terenie RFN przebywa 56 tys. ekstremistów tureckich, wśród których było około 7 tys. terrorystów poszukiwanych przez policję turecką za mrożące w żyłach akty okrucieństwa. Rozstrzeliwania, katowania, zamachy bombowe, palenie żywcem, sztyletowanie, ćwiartowanie ofiar, były to metody, którymi posługiwali się tureccy terroryści. W Turcji, po objęciu władzy przez wojsko zatrzymano i przesłuchiwano 43 tys. Turków, którzy byli podejrzani o terroryzm. Ponad 400 aresztowanych odbywało przeszkolenia w obozach palestyńskich (Claire Sterling, „Anatomia zamach”, Edizioni Mundus, Roma-Milano, 1985).

Kanclerz Niemiec Angela Merkel jest kontynuatorką polityki Helmuta Schmidta i innych otwarcia Niemiec na multikulturowość. 15 stycznia 2015 r. podczas wystąpienia w Bundestagu przypomniała słowa byłego prezydenta Niemiec Christiana Wulffa z 2010 roku, że nie tylko chrześcijaństwo i judaizm, lecz także islam „należy do Niemiec” – jest częścią niemieckiej tożsamości.

Helmut Schmidt

Helmut Schmidt był więc pierwszym politykiem, który otworzył Niemcy na multikulturowość. W latach 1974-1982 był kanclerzem Niemiec, krótko także był ministrem spraw zagranicznych. W 1991 r. przemawiał w Bohemian Grove (http://www.polishclub.org/2013/06/01/stanislaw-bulza-wielkie-zgromadzenie-szalencow). W swojej autobiografii pisze, że jest członkiem Rady ds. Stosunków Zagranicznych, Komisji Trójstronnej i grupy Bildenberg. Pisze też, że był aktywnym uczestnikiem w doprowadzeniu rządu światowego. Wspomina, że liderzy globalnej polityki spotykają się każdego roku w Bohemian Grove. Helmut Schmidt odszedł z Bundestagu w 1986 roku, lecz pozostał aktywny. W grudniu 1986 roku został jednym z założycieli komitetu wspierającego powstanie Europejskiej Unii Monetarnej i powołania Europejskiego Banku Centralnego (Za: www.infowars.com/bg1.html.).

„Charlie Hebdo” prowokatorem antychrześcijańskich zamieszek

14 stycznia 2015 r. ukazał się kolejny numer tygodnika „Charlie Hebdo”. Kontrowersyjna okładka przedstawia płaczącego proroka Mahometa na zielonym tle, który trzyma kartkę z napisem: „Jestem Charlie” („Je suis Charlie”). Całość opatrzona została zdaniem: „Wszystko zostało przebaczone”. Był to pierwszy numer pisma po dokonanym 7 stycznia br. zamachu terrorystycznym na paryskie biuro redakcji. Tytuł znany jest z częstego publikowania bluźnierczych i wulgarnych karykatur, szerzenia nienawiści, wyśmiewania i wyszydzania symboli religijnych islamu i chrześcijaństwa.

Tygodnik jest b. niebezpieczny, gdyż w oczach wielu muzułmanów Francja uchodzi za państwo chrześcijańskie, więc i tygodnik „Charlie Hebdo” może się muzułmanom kojarzyć z chrześcijaństwem. Jeden z wersetów Koranu brzmi: „Niewiernych macie zwalczać razem, tak jak oni was zwalczają” (Koran, IX, 36). Właśnie chrześcijanin z Zachodu jest tym niewiernym, tym nieprzyjacielem, który atakuje islam. Na skutki nie trzeba było długo czekać.

Kilka dni później, w dniach 18-19 stycznia br. w Nigrze podczas antychrześcijańskich i antyfrancuskich zamieszek, w które przerodziła się manifestacja przeciwko opublikowaniu przez francuski tygodnik „Charlie Hebdo” karykatury proroka Mahometa, 45 kościołów katolickich zostało podpalonych w Niamej, stolicy Nigru, a do dziesięciu wzrosła liczba ofiar śmiertelnych. Zamieszki miały miejsce również w kilku innych miejscowościach Nigru. W Maradi spalono dwa kościoły, w Goure świątynie i rezydencję ministra spraw zagranicznych, w Zinder spalono kościół. Manifestacje odbyły się również w Pakistanie i Afganistanie. Islamski fundamentalizm występuje w Nigerii i Mali, oraz w Państwie Islamskim (Irak i Syria). Trwa zbrodniczy proces oczyszczania Afryki północnej z chrześcijaństwa.

Reprezentująca Gujanę Francuską minister sprawiedliwości Francji Christiane Taubira, podczas uroczystości pogrzebowych zabitego rysownika z „Charlie Hebdo” powiedziała: „Mamy prawo szydzić ze wszystkich religii. „Charlie Hebdo” się słucha”.

Prezydent Francji Francois Hollande powiedział podczas uroczystości z okazji 70-lecia AFP: „Nie obrażamy nikogo, broniąc naszych ideałów. Wolność słowa to wartość uniwersalna”. Nawiązał w ten sposób do zamachu na tygodnik „Charlie Hebdo”.



Wśród zamordowanych redaktorów „Charlie Hebdo

było 3 wolnomularzy



Daniel Keller, wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji, w upublicznionym liście składa hołd 3 zamordowanym redaktorom „Charlie Hebdo”, jednocześnie przyznając, że byli oni członkami lóż wolnomularskich (http://www.medias-presse.info/ Za: konserwatyzm.pl).

9.10.1992 r. telewizja francuska (TF1) nadała program o masonerii, informując między innymi, że masoneria we Francji miała w b. rządzie L. Fabiusa 14 ministrów, w parlamencie ponad 100 posłów i 30 senatorów, że prawie wszyscy członkowie partii radykalnej są masonami, że przewodniczącym dziennikarzy katolickich był przez długie lata mason, że tekst ustawy o aborcji został przygotowany w lożach masońskich i przegłosowany dzięki jedności posłów masońskich („Magistere-Information”, 15.9. 1992). A w swoich statutach masoneria głosi, że nie zajmuje się polityką.

Loża Wielki Wschód Francji jest bardzo niebezpieczna i jest najbardziej antyklerykalna, odrzuca nawet masońskie pojęcie Wielkiego Budowniczego Wszechświata. Przyjmuje zasadę, że „Bóg nie jest dawcą życia, lecz jest ono materiałem, którym się gospodaruje”. Loża posiada w swej dyspozycji stowarzyszenie o nazwie: Europejska Liga Przeciwko Nacjonalizmowi i Rasizmowi. Były przewodniczący prezydium Konwentu Europejskiego Valery Giscard d’Estaing, były prezydent Francji, jest członkiem tej loży. Konstytucja Europejska została opracowana przez członków Wielkiego Wschodu Francji. Jeden z wielkim mistrzów tej loży, Bernard Brandmeyer, który zwalczał symbole religijne w szkołach.

W 1997 r. J.R. Ragache, były wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji, szukał wszelkich sposobów, aby wykończyć Polaków za to, że według niego, są oni „podlegli szatańskiej mocy katolicyzmu”. Są zaniepokojeni tym, że „Kościół katolicki podejmuje próby reewangelizacji społeczeństw w celu zastąpienia jednego totalitaryzmu innym, zwłaszcza w dziedzinie obyczajów” (P. Kasznia, „Rzeczpospolita” 1997 r., „Wolnomularze w cieniu władzy”).
Stanisław Bulza

Zdjęcie za familysecuritymatters.org / wybór zdjęcia wg.pco
Przeczytaj więcej artykułów tego autora na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.22

Źródło: http://www.polishclub.org/2015/01/22/stanislaw-bulza-gwalt-na-europie/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=facebook

czwartek, 12 lutego 2015

Nigdy oświata nie może iść przed nauką.

prof. F. Konieczny

Od wielu lat usiłuję zwrócić uwagę Czytelników na gwałtownie narastający po 1990 roku problem ogłupiania społeczeństwa przez tzw. powszechną edukację. Jak królowie nie posiadali wiedzy i wyobraźni, aby otwierać wyższe szkoły i swoje kancelarie wypełniali cudzoziemcami, pełniącymi podwójną rolę pisarzy i agentów, tak obecnie rozmnożono przez pączkowanie wyższe uczelnie, nie posiadając ani odpowiedniej kadry do ich prowadzenia, ani programów i środków. Stąd wieloetatowcy, firmujący swoim tytułem kilka uczelni. Wiadomo, że jak siedzi się na kilku stołkach, to nauki rozwijać nie można.


To ogłupianie trwa od co najmniej 200 lat, od chwili stworzenia przez agenta Du Pointa w 1772 roku tzw. Komisji Edukacji Narodowej, czyli instytucji mającej dokonać takiego prania mózgu, aby ludek nad Wisłą przestał myśleć. Trzeb przyznać, że się to wspaniale udało. Najlepszym dowodem jest fakt, że po 1920 roku na stanowiskach zostali ci wszyscy „naukowcy”  pracujący dla zaborców. O ile było to bez znaczenia w naukach ścisłych, to spowodowało nieobliczalne szkody w naukach humanistycznych, a przede wszystkim historycznych. Przecież ktoś, kto pisał panegiryki na temat cara, czy Habsburga, nagle nie mógł się przestawić na zaprzeczanie temu, co wcześniej pisał.

Podobna sytuacja występowała po 1990 roku. Nagle ci wszyscy historycy marksizmu i leninizmu przefarbowali się na czołowych prawicowców. Wczoraj pisał panegiryki na temat tzw. Gwardii Ludowej, a obecnie ma pisać prawdę na temat narodowych Sił Zbrojnych? Jest to oczywiście niemożliwe. Przecież najpierw by musiał się przyznać, że przez 30 - 50 lat oszukiwał społeczeństwo. Nie znam żadnego takiego przypadku.

Nie po to gensek W. Jaruzelski alias Margules alias Wolski alias Słuckin rozdał tylko w pierwszym roku stanu wojennego 1320 nominacji profesorskich, aby sobie nie zabezpieczyć właściwego opracowania historii stanu wojennego. Określanie tych pracowników uczelni lwowskiej, czy krakowskiej z lat 20. jako wybitnych historyków, jest podobne do twierdzenia, że najlepszym pisarzem stanu wojennego był Jerzy Urban. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że pióro miał bardzo dobre.

Każdy jako tako oswojony z historią wie, że od 1863 doku do 1918 roku na terenie tzw. Kongresówki i województw zabranych panował stan wojenny. Wszystkie książki, łącznie z trylogią H. Sienkiewicza miały pieczątkę cenzury. To, co się działo po 1920 roku doskonale opisuje prasa nauczycielska:

„Inny rodzaj demoralizacji szerzył się na podstawie zasady” ręka rękę - myje , noga nogę - wspiera, czyli tzw. krakowskiego targu, kto mianowicie, broniąc pewnej zasady, mógł zaszkodzić albo przynajmniej zrobić nieprzyjemności, spotykał się z ofertami, które za pomocą korzyści osobistych, na przykład awansu, zwiększenia liczby godzin dydaktycznych, nielegalnych urlopów, starały się zamknąć usta. On starał się nie widzieć różnych nieprawidłowości, w zamian korzystał z nieprawidłowości innych. Prowadziło to w prostej linii do wzajemnego śledzenia się.” Co obserwujemy obecnie w formie rozwiniętej, jako sprawy tzw. teczek. Takie postępowanie „prowadziło do niesłychanego zabagnienia administracji, nie tylko administracji i szkolnictwa  średniego, sięgało to i wyżej. To też sprawy wszelkie, a nawet interesy kraju, były nadzwyczaj zależne od stosunków osobistych, wzajemnych intryg, widoków prywatnych. To dziedzictwo byli Galicjanie wnoszą w dużej mierze do całej administracyjnej machiny odrodzonej Polski, wnoszą je do szkolnictwa i do wszystkiego, czego się dotykają.”

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że administracja w zaborze moskiewskim była głównie rosyjska, a po 1914 roku uciekła i podobnie było z pruską, to jest oczywistym, że rozpleniła się galicyjska. Opisuje to doskonale i z ogniem Maria Rodziewiczówna. 

Ponawiam wniosek: W KAŻDEJ POLSKIEJ RODZINIE POWINNY BYĆ KSIĄŻKI MARII RODZIEWICZÓWNY!
Proszę sobie przypomnieć, że najbardziej przed lustracja broniły się uczelnie lubelskie, na przykład KUL, czy wrocławskie, a więc pozostałości galicyjskie.
Jak to wielokrotnie przypominałem, galicyjska administracja tzw. hrabiów galicyjskich, powstała po wymordowaniu szlachty polskiej w Małopolsce, w 1846 roku [Pierwsze ludobójstwo w Europie XIX-wiecznej] i sprzedaży tytułów przez Wiedeń.

Syndrom ten nie dotyczy tylko i wyłącznie historii. To samo obserwujemy w medycynie. Taka p. prof. Stefania Jabłońska - Rachela Szela Ginsburg „ekspert” od dermatologii, zdobyła swoją pozycję donosami na profesora Grzybowskiego, którego jej krewniak Rożański wsadził do więzienia. A „Profesór” wydała jego książkę jako własną.

Podobnie awansowała przecież prof. Gierek, której w 1972 roku nadano stopień profesora okulistyki. Rada Naukowa tylko przez rok się broniła przed tą nominacja. Podobną karierę przechodziła prof. Hausmanowa, siostra Jabłońskiej. I proszę zauważyć, że Izby Lekarskie wcale nie rehabilitują swoich zamęczonych przez UB kolegów! To sie nazywa ciągłość państwa, czy ciągłość pokoleń? Zgadzam się w zupełności z tezami Józefa Wieczorka, podanymi na stronie Polishclubonline 13 XII 2013 roku.

W skrócie sprowadzają się one do następujących wniosków:
„Polska bije rekord pod względem ilości młodzieży po maturze podejmującej studia wyższe.
Nasze najlepsze uczelnie zajmują miejsca w zakresie około 20 000 i powyżej w rankingu wyższych uczelni światowych. Innowacyjność jest poniżej poziomu Mołdawii.”

„System edukacyjny jest tak ustawiony, aby uczący się bezkrytycznie przyswajali to (nieraz głupoty), co im się do nauczenia podaje. Im kto lepiej to sobie przyswoi, jest nagradzany, kto gorzej, jest odrzucany.
„Selekcja negatywna kadr została znakomicie opanowana już w PRL, ma się nadal dobrze, a nawet lepiej, bo jest udoskonalana przez postępowców, już w ogóle bez oporów. Ostatnia ocena wartości kształcenia w naszych szkołach jasno pokazuje, że znaczna część szkół stopnia licealnego wykazuje wartość ujemną. Tzn. licealiści mniej rozumieją, mniej umieją, aniżeli gdy byli w gimnazjach. Na uczelniach od dawna, od czasów PRL, nie akceptuje się tych, co uczyli myślenia, szczególnie krytycznego, więc jakie mogą być skutki uczenia pozostałości akademickiej? Dlaczego nie prowadzi się badań nad zdolnością czytania ze rozumieniem u profesorów na uczelniach, a tylko u nastolatków?”

Proszę zauważyć, jaki mają imponujący dorobek innowacyjny tzw. profesórowie belwederscy? Ile patentów, ile metod opracowanych?

Już prof. F. Konieczny twierdził, że „oświata nie może iść przed nauką”, innymi słowy, brak innowacyjności spycha do powielania paradygmatów.

Powstanie paradygmatów jest szczególnie szkodliwe w medycynie. Coś, co było nauką przed 100, czy nawet 30 laty, obecnie jest tylko historią nauki. Takich przykładów można podawać setki. W XVII wieku medycyna akademicka uważała, że lewatywa jest lekiem na wszystko. W wieku XVIII/XIX za takie panaceum na wszystko uważano upuszczanie krwi. Jeszcze w 1870. latach, w czasie epidemii cholery, w USA stosowano upust krwi jako metodę leczenia. Śmiertelność tych akademickich ośrodków wynosiła ponad 56 %, a homeopaci mieli śmiertelność wśród swoich pacjentów tylko rzędu 3%. Ale „uczeni akademiccy” nazywali homeopatów szarlatanami. Wcale nie twierdzę, że akademicy mieli powiązania z łowcami skór, jak to było w XXI wieku w mieście Łodzi.

Jaki to ma związek z obecną sytuacją w medycynie? Ano ma, i to duży. Po pierwsze, tzw. administracja zdrowia publicznego tworzy paradygmaty, które muszą być, pod groźbą sankcji  ekonomicznych i karnych, stosowane. Nieważne, czy paradygmaty są prawdziwe, czy też nie. Tak jak w latach 50. ubiegłego wieku autor książki medycznej, prof. Henryk Jabłoński, przewodniczący rady państwa PRL-u, zaczynał tekst od cytatów z marksizmu i leninizmu, zaznaczając, że największym uczonym jest „Józef Stalin, co usta miał słodsze od malin”, tak i dzisiaj stosuje się te same chwyty. Poniżej podam właśnie przykład pracy, mającej utrwalać takie paradygmaty. Jednocześnie praca ta jest dowodem, że inwigilacja obywateli w Polsce, prowadzona w latach 2011/12 przez agendy ONZ, nabiera rozpędu.

Jest to praca „oryginalna” napisana przez P. Kalinowskiego, M. Makara -Studzińską, M.E. Kowalską, pod tytułem „Opinie i poglądy młodych osób dotyczące szczepień ochronnych”, opublikowana przez Hygeia Public Health 2014,49,78-786. Autorzy nie podali, kto finansował pracę. Nie podali również, czy nie istnieje konflikt interesów [ wydawca jest ten sam od namawiania do szczepień]. 

Praca ta doskonale wpisuje się w ONZ-towską nagonkę na przeciwników  bezmyślnych szczepień.

Przypomnę.
Otóż w sierpniu ubiegłego roku UNICEF, czyli ONZ-towska organizacja d/s pomocy dzieciom, a więc organ administracyjny, przeprowadził wielomiesięczne śledzenie tzw. ruchów antyszczepionkowych w krajach Europy Środkowej, tj. głównie Polski, Rumunii i Rosji. Wiadomo, są to największe rynki zbytu dla przemysłu szczepionkarskiego. Oficjalny tytuł  tego „programu” mówił o „śledzeniu wzrostu nastrojów anty-szczepionkowych w Europie Środkowej i Wschodniej.” Śledzenie miało się odbywać on-line, za pomocą europejskich sieci społecznościowych, takich jak Google, Twitter, Facebook, Youtube, itp. Już sam przegląd piśmiennictwa, na którym oparli się PT Autorz, zastanawia. Są to tylko prace tego samego wydawnictwa. Ani jednej pracy autorów z innych krajów. Dlaczego? Wyjaśnia to [w domyśle] oparcie się na paradygmacie: „Szczepienia ochronne to najważniejszy obecnie element procesu profilaktyki rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych, umożliwia ochronę jednostek indywidualnych oraz całych społeczności  przed zachorowaniem”.

Ten wstęp wyjaśnia wszystko. Łącznie z tym, że nie podano żadnej pracy naukowej z ostatnich 20 lat, wydanej za granicą. Gdyby PT Autorzy znali jakiekolwiek inne piśmiennictwo, nie tylko reklamówki przemysłu farmaceutycznego, to wiedzieliby, że:
1. Znaliby,  wyniki  przeprowadzonych już w 1974 roku masowych szczepień przeciwko grypie pracowników poczty w Anglii udowodniły, że szczepionka nie ochrania populacji, ale wręcz przeciwnie, przyczynia się do wzrostu zachorowania listonoszy.
2. Znaliby przeprowadzony przy pomocy WHO eksperyment szczepienia mieszkańców szczepionką przeciwko gruźlicy dał odwrotny efekt. Zachorowało więcej osób zaszczepionych, aniżeli w grupie kontrolnej.
3. Wiedzieliby o eksperymencie prowadzonym pod patronatem WHO, że nie szczepienia, ale mycie rąk zmniejszyło hospitalizację dzieci na choroby zakaźne. Mało tego, okazało sie, że najlepsze efekty osiągnięto za pomocą zwykłego mydła bez żadnych dodatków.
4. Wiedzieliby ci biedni inaczej pracownicy Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, że w 2011/12 roku dzięki szczepieniom przeciwko polio zachorowało aż 47500 [inne źródła podają, że 61500] dzieci. W poprzednich latach, bez szczepień, chorowało koło 200 dzieci rocznie.
5. Wiedzieliby też, że w USA, gdzie szczepienia przeciwko gruźlicy nie były obowiązkowe, uporano się szybciej z gruźlicą, aniżeli w Anglii, gdzie szczepienie było przymusowe.
6. Wiedzieliby, że w 1991 roku na terenie Polski południowo-wschodniej wystąpiła epidemia błonicy właśnie u dzieci szczepionych. Powodem był brak mydła przez prawie rok na Ukrainie i przeniesienie zakażenia. W podobny sposób mieliśmy wzrost WZW w stanie wojennym, kiedy to wprowadzono kartki na mydło.
7. Wiedzieliby, że epidemia polio w 1973 roku w Polsce wystąpiła u dzieci szczepionych.
8. Znaliby prace kanadyjskie, dowodzące, że najwięcej osób zachorowało na grypę 2009/2010 r. i przebieg był cięższy w domach opieki, u szczepionych ludzi. Mało tego, jeżeli pacjent otrzymał kilka szczepionek, to zarówno przebieg następnych zachorowań był cięższy, jak i demencja występowała szybciej.
9. Znaliby raport Cohrane Library, stwierdzający, że szczepienie osób starszych przeciwko grypie ma takie samo znaczenie, jak mycie rąk, a jest znacznie tańsze.

Ale jeżeli pracownicy Uczelni  nie wiedzą, to co z takiej nauki wyniosą studenci? Jest to indoktrynacja, czy też nie? Dalej jest jeszcze gorzej. Sama metoda badania jest co najmniej dziwna. Po pierwsze, kobiety stanowią zdecydowaną większość ankietowanych: 308 do 64 mężczyzn, czyli są to poglądy głównie kobiet. 
Po drugie, Autorzy podzielili ankietowanych na grupy wiekowe do 26 roku życia i powyżej, przy średniej 21 i 28 lat.  Najczęściej przyjmuje się logiczny podział do matury, czyli do 18/19 roku życia. Do ukończenia studiów, czyli 23/24 roku życia i do 60/65 roku życia, to jest do emerytury. Przyjęcie granicy 26 lat nie jest niczym uzasadnione, a nie pozwala na dokonanie porównań z innymi pracami [na przykład ile osób już samodzielnie pracowało, a ile było studentami na utrzymaniu, ile osób miało dzieci własne itd.].
Zastosowany test statystyczny także jest anachronizmem, takie badania opracowuje się współcześnie za pomocą programów sieci neuronowych, a nie testu X2, ponieważ ilość zmiennych jest bardzo duża. Trudno także się zgodzić z wnioskami. Wnioski na podstawie przedstawionych tabel można postawić zupełnie inne.

Aż ponad 73.8% młodych ludzi twierdzi, że szczepienie może w pewnych warunkach szkodzić. Co jest zgodne z aktualnym stanem wiedzy medycznej. Na przykład VARES podaje, że zalecana na siłę szczepionka HPV spowodowała w USA już 159 zgonów i ponad 32 000 poważnych powikłań. Biorąc pod uwagę, że to jest tylko 2 - 5 % zgłoszeń, to łatwo każdy może obliczyć, że prawdziwe dane są co najmniej 20 razy większe. Trzeba to odnieść do samego zakażenia wirusem, które u 97% kobiet mija samoistnie, bez leczenia, po 4-8 miesiącach.

Mało tego, ostatnio nawet WHO stwierdziło oficjalnie, że za 30% raka szyjki macicy odpowiadają nie wirusy, tylko palenie tytoniu. Czyli wytrącono broń z ręki szczepionkowców, że szczepionka HPV jakoby zapobiega rakowi. Przypominam, że nawet twórca tej szczepionki, dr Harper, w 2009 roku publicznie zaprzeczyła związkowi szczepionki z rakiem i podkreśliła, że tego aspektu nigdy nie badała. [Moim zdaniem jest to ukrycie problemu opadu radioaktywnego. Wiadomo, że żołnierze narażeni na wdychanie uranu często chorują na raka pęcherza i nerek.]

Czyli na chorobę nie wymagającą leczenia, jaką jest zakażenie wirusowe, wymyślono preparat zabijający kobiety.  

Ostatnio podano, że w okresie jednego miesiąca - października 2014 roku, zanotowano aż 34 zgony spowodowane szczepionką przeciwko tzw. rakowi szyjki macicy. Naprawdę zanotowano i przedstawiono na konferencji lekarskiej 72 zgony po podaniu szczepionki. Z tego aż 34 doniesienia były bezpośrednio od pielęgniarek. Zgony były spowodowane zatorem/zakrzepem. Powtarzam, to są doniesienia z jednego miesiąca, października 2014 roku. 

Co robi polska Agencja Przejrzystości w tym samym czasie? Oczywiście, zgadliście Szanowni Czytelnicy, rekomenduje Ministerstwu wprowadzenie tej szczepionki do powszechnego obrotu dla wszystkich. Nawet zachęca samorządy do „bezpłatnego” fundowania. Ciekawe rozumowanie szczepionkowców, nieprawdaż? Ale o tym pracownicy Uniwersytetu Medycznego w Lublinie nie wspominają. Sam musisz się domyśleć Czytelniku, dlaczego? W omawianej pracy aż 85% młodych ludzi twierdzi, zgodnie z aktualnym stanem wiedzy medycznej, że czasami po szczepionce można zachorować. Świadczy to o tym, że młodzi ludzie nie zadawalają się tylko i wyłącznie przeglądaniem reklamówek big farmu. W odróżnieniu od ich nauczycieli. Młodzi ludzie nie wykazują natomiast zdrowego rozsądku podczas odpowiedzi na pytanie, czy wykonują dodatkowe, zalecane szczepienia. Aż 36,2% odpowiedziało pozytywnie, ale tylko 11% osób starszych daje się namówić. Czyli pranie mózgów dzieci i młodzieży daje wyniki. Następne pokolenie będzie bez zgrzytów przyjmować szczepionki.

Ostatnia tabela dotyczy oczywiście finansów i miała udowodnić, że to tylko kwestia pieniędzy. Czyli jak szczepionki będą za ”darmo” to ludzie będą się szczepić. Innymi słowy, praca była robiona pod ekspertów, dla zapewnienia im poparcia w dyskusji nad wprowadzaniem dalszych „bezpłatnych”, czyli opłacanych z naszych podatków szczepień. Widać wyraźnie, że stare przysłowie, „czym skorupka za młodu nasiąknie...” jest nadal prawdziwe. Minęło ćwierć wieku od przejścia z gospodarki nakazowej na kapitalistyczną, a nadal są tacy, co twierdzą, że coś jest bezpłatne. Tak na marginesie, to zdziwienie budzi analizowanie prac dotyczących źródła informacji społeczeństwa i jako negatywną podawanie informacji internetowej. Jest to szalenie dziwne, ponieważ ludzie jako tako zorientowani w zasadach piśmiennictwa medycznego wiedzą, że wszystkie czasopisma medyczne są finansowane przez przemysł farmaceutyczny. Przykładowo Medycyna Praktyczna podaje, że jej głównym sponsorem jest GSK, Novartis  itd. Urban & Partner to filia ELSEVIER, mającego pod sobą ponad 2400 medycznych tytułów. 

Sprawy te były szeroko dyskutowane na początku lat 90. ubiegłego wieku. Redaktor naczelny BMJ powiedział wręcz wprost, że nie może znaleźć żadnego recenzenta, którego zaakceptowałby przemysł. To dział marketingu decyduje o przyjęciu pracy do druku, a nie na przykład kolejność przesłania. Mało tego, coraz częściej zdarzają się sytuacje, że po mimo wydrukowania pracy, po recenzjach, na skutek nacisków przemysłu, pracę się „wycofuje”. Przecież takie wycofanie pracy dyskwalifikuje daną redakcję całkowicie.
Podobnie jest w Polsce, nawet tzw. Biuletyny Lekarskie nie drukują krytycznych opinii o lekach. 

Poza tym, nawet laureaci nagrody Nobla wzywają do publikowania prac w Internecie, jako jedynym miejscu pozbawionym, na razie, cenzury. Czyżby pracownicy Uniwersytetu Medycznego w Lublinie nie wiedzieli, że coś takiego jak Cohrane Library istnieje tylko w Internecie? Czyżby nie wiedzieli, że Pub-Med jest wydawnictwem internetowym? A takich baz medycznych jest wiele, nie wspominając o czasopismach medycznych. Czyżby PT Autorzy czytali tylko Gazetę WYBIÓRCZĄ? Zdziwienie więc budzi podawanie informacji, że wiedza internetowa jest „niepewna”. A jaki zysk mają Autorzy z pisania takich „prac”? A no, to właśnie urzędnicy oceniają publikacje i autor, chcąc dostać punkty edukacyjne, musi zamieścić pracę w określonym czasopiśmie. Te czasopisma wybierają urzędnicy ministerstwa. A jak to się odbywa, domyśl się sam Czytelniku. W Chinach aresztowano właśnie za korupcję 4 wysokiej rangi przedstawicieli GSK: wiceprezes, radca prawny, dyrektor ds. rozwoju i dyrektor ds. rozwoju zasobów ludzkich. Łapówki były wręczane głównie za dystrybucję leków. W Polsce cisza, tylko FBI twierdzi, że istnieje duże łapownictwo w Polsce.

A czym może zajmować się polski wymiar sprawiedliwości i te wszystkie tajne służby? Mogą się zajmować sprawami wręczania butelek koniaku, czy gęsi, lekarzom. 

O tym nieodmiennie donosi prasa polskojęzyczna. Jak bowiem powszechnie wiadomo, cała drukowana polska prasa jest w ręku niemieckim. Podał to oficjalnie Nasz Dziennik. Czy w tej sytuacji kupowanie czegokolwiek drukowanego ma sens? Musisz się sam zastanowić Szanowny Czytelniku!


Dr Jerzy Jaśkowski SFMRM    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl

środa, 11 lutego 2015

Prokuratura ściga za koszulki patriotyczne. Żołnierze Wyklęci na cenzurowanym

foto: Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

Kilka dni temu media obiegła informacja o tym, że policja działając na polecenie prokuratury poszukiwała organizatorów Podlaskiego Rajdu Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK, w związku z patriotycznymi koszulkami, jakie mieli uczestnicy rajdu. Zaskoczenia działaniem policji i prokuratury nie kryją posłowie, którzy skierowali do prokuratora generalnego pismo z prośbą o interwencję w tej sprawie.


Jak informuje serwis pch24.pl cała sprawa rozpoczęła się od złożonego do prokuratury doniesienia w sprawie koszulek pojawiających się na zdjęciach z ubiegłorocznej edycji rajdu. Kilku uczestników miało na sobie T-shirty z wizerunkiem kpt. Romualda Rajsa ps. „Bury”, z emblematem „trupiej czaszki” i używanymi przez żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego literami Ś.W.O. („Śmierć Wrogom Ojczyzny”) na rękawie.

- Policja miesiąc wcześniej poszukiwała telefonicznie organizatorów Podlaskiego Rajdu Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK i w taki sposób dotarła do Stowarzyszenia Historycznego im. D. Siedzikówny. Wtedy potwierdziły się prasowe zapowiedzi z października o złożonym doniesieniu w sprawie koszulek, które sfotografowano u kilku uczestników ubiegłorocznej edycji rajdu. Na tych koszulkach znalazł się duży wizerunek kpt. Romualda Rajsa ps. „Bury”, na rękawie widniał emblemat „trupiej czaszki” z literami Ś.W.O., czyli „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, używany przez żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, a na plecach był wizerunek czarnego orła wrocławskiego. Pierwsze informacje mówiły jedynie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na „gloryfikowaniu czy propagowaniu treści faszystowskich”. Z wezwania dowiedziałem się, że jest jeszcze wątek „pochwalania przestępstwa” - tłumaczył w rozmowie z serwisem pch24.pl Bogusław Łabędzki, organizator Podlaskiego Rajdu Śladami Żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

Interwencję w tej sprawie podjęli posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Leszek Dobrzyński, Stanisław Pięta, Arkadiusz Czartoryski oraz Mariusz Kamiński. W piśmie do prokuratora generalnego wyrażają oni głębokie zaniepokojenie działaniami policji i prokuratury podjętymi  wobec uczestników patriotycznego rajdu.

- Z zaniepokojeniem i zdziwieniem przyjęliśmy informację, że Prokuratura Rejonowa w Białymstoku podjęła kroki wobec grupy młodzieży uczestniczącej w Podlaskim Rajdzie Szlakiem 5 Wileńskiej Brygady AK. Młodzi ludzie ubrani byli w koszulki z symbolami i hasłami używanymi w 1 Kompanii Szturmowej 3 Wileńskiej Brygady AK następnie także w oddziałach Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. I używanie właśnie tych emblematów spowodowało śledztwo prokuratury, która (wedle naszych informacji) prowadzi postępowanie w oparciu o następujące przepisy Kodeksu Karnego: art. 255 § 3 KK – podkreślają posłowie.

Wymieniony w liście do Andrzeja Seremeta artykuł kodeksu karnego stanowi:
„Kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie do 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. art. 256 § 1 Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. art. 256 §2 Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”.

Posłowie nie kryją oburzenia faktem dyskredytowania historii i tradycji Żołnierzy Wyklętych.

- Powiązanie treści przedstawionych powyżej artykułów KK z historią i tradycją żołnierzy, oddziałów i organizacji zapisanych w historii Polski walką o niepodległość naszej ojczyzny, a szczególnie wyraźna próba zdyskredytowania historii i tradycji Żołnierzy Wyklętych budzi nasze najwyższe zaniepokojenie   i zdecydowany sprzeciw. Mamy nadzieję, że doszło w tym wypadku do nieporozumienia spowodowanego niewiedzą historyczną pracowników prokuratury. Trudno wręcz uwierzyć, że po tylu latach walki o upamiętnienie czynu i ofiary Żołnierzy Wyklętych, ktoś nadal kultywuje komunistyczne tradycje nazywania żołnierzy AK czy NZW „faszystami”. Przypominamy, że Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawą z dnia 3 lutego 2011 r. o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” uczcił pamięć żołnierzy partyzantki antykomunistycznej – czytamy w liście do prokuratora generalnego.

Politycy wyjaśniają, że Narodowe Siły Zbrojne, zachowując swoją samodzielność, stały się częścią Sił Zbrojnych w Kraju podległych legalnym władzom RP na uchodźstwie i wniosły istotny wkład w walkę o niepodległość Rzeczypospolitej. Po zakończeniu II wojny światowej żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, a także członkowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, które przejęło spuściznę NSZ, byli zaciekle zwalczani przez komunistyczne siły bezpieczeństwa. Ostatnie oddziały zbrojne ruchu narodowego wytrwały w walce do przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych. W okolicznościowej ustawie Sejm RP, czcząc ich pamięć, stwierdził, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się ojczyźnie.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości domagają się przeprowadzenia odpowiednich szkoleń prokuratorów, zwłaszcza w kwestiach historycznych.


- Szacunek dla Żołnierzy Wyklętych jest nie tylko obowiązkiem moralnym, ale jest częścią obowiązującego prawodawstwa. Wszelka symbolika wojskowa i organizacyjna tj. orzełki, naszywki, emblematy etc. podlega ochronie prawnej. Wnosimy o przygotowanie stosownej instrukcji lub przeprowadzenie szkoleń prokuratorów, tak aby brak wiedzy historycznej funkcjonariuszy publicznych odpowiedzialnych za stosowanie prawa karnego nie kompromitował instytucji i urzędów państwa polskiego. Wnosimy o objęcie przez Pana Prokuratora Generalnego nadzorem prowadzonego postępowania oraz zbadanie czy w powyższej sprawie zasadne było jego wszczęcia. W naszym przekonaniu prokurator powinien odmówić wszczęcia postępowania – napisali posłowie PiS w liście do prokuratora generalnego.


wtorek, 10 lutego 2015

TRZEBA UJAWNIĆ PRZEWROTNOŚĆ MASONERII - fragment książki "Przeciw herezjom" - Abp M. Lefebvr'e


Trzeba ujawniać przewrotność masonerii!

Bez analizy dokumentów papieskich nie można zrozumieć bardzo poważnej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Kościół i wszystkie nasze tak zwane cywilizowane społeczeństwa, korzystające przedtem, przez całe wieki, z chrześcijańskiej cywilizacji z jej zasadami oraz z chrześcijańskiej moralności. Wolnomularstwo nigdy nie było tak silne, a jego wpływ równie szeroki, jak w chwili obecnej. Liczba wolnomularzy i ich bezczelność rosną w sposób nieprawdopodobny.
Papieżowi Leonowi XIII zawdzięczamy encyklikę Humanum genus, najważniejszą, najbardziej kompletną w opisie wolnomularstwa oraz przewrotności jego planów. Jak bardzo trafnie mówi papież Leon XIII, celem wolnomularzy jest zniszczenie wszystkich chrześcijańskich instytucji, położenie kresu temu, co zostało stworzone i ustanowione przez Kościół w przeciągu dziesięciu czy dwunastu wieków, doszczętne tego unicestwienie. Moralność, zasady, dogmaty Kościoła – wszystko to należy zniszczyć! W sposób uzasadniony można wyjaśnić ów rozkład jedynie oddziaływaniem jakiejś niezwykle skutecznej organizacji, ponieważ w ciągu stuleci udało się jej dokonać tego, co przewidziała i co zapowiedziała: „Jeśli trzeba będzie, zużyjemy wieki, lecz osiągniemy to”.


W jaki sposób, o ile u jego podłoża nie ma jakiegoś stałego pierwiastka, można tłumaczyć tego typu zamiar? Otóż owym stałym pierwiastkiem jest szatan – papież mówi to otwarcie. Nie można wytłumaczyć tej złości, tej wrogości, jaką żywi wolnomularstwo w stosunku do Kościoła, w końcu wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa niczym innym, jak nienawiścią szatana. Inne wytłumaczenie jest niemożliwe. Zresztą, skoro pozna się podczas tajnych ceremonii prawdziwe powiązania miedzy wolnomularstwem a szatanem we wszystkim, co dokonuje się pod osłoną tajemnicy, pojmuje się tę wytrwałość, a ponadto ową inteligencję, tę niezwykłą finezję, z jaką kierowany jest cały plan. Może to być jedynie dzieło wyjątkowej i przewrotnej inteligencji.
Wolnomularstwo nigdy nie było tak silne, a jego wpływ równie szeroki, jak w chwili obecnej. Liczba wolnomularzy i ich bezczelność rosną w sposób nieprawdopodobny. Spotykają się oni teraz w biały dzień, ponieważ nie muszą już niczego obawiać się ze strony rządów, które ich popierają i są nimi naszpikowane. Nie potrzebują już się ukrywać. Niewątpliwie ciągle jeszcze zbierają się dyskretnie, aby rozprawiać o swojej strategii, sporządzać plany, podejmować ważne decyzje, lecz nie ukrywają już swojego istnienia. Obecnie, co łatwo można zrozumieć, już nawet nie atakują Kościoła, gdyż Kościół sam realizuje to, do czego oni chcieli doprowadzić. Można by wręcz powiedzieć, iż Kościół oddał się dziś do dyspozycji wolnomularstwa, które niegdyś potępiał!
Papież Leon XIII jasno, kategorycznie i stanowczo oświadczył: „Porozumienie między chrystianizmem i masonerią jest niemożliwe”. Lecz obecnie sądzi się, iż postępuje się dobrze, praktykując fałszywy ekumenizm również z wolnomularstwem. Masoneria jest zatem bardzo zadowolona; mówi ona sobie: „Załatwione, Kościół przyjmuje teraz nasze idee, nasze pragnienia, nie ma już z nim problemów”.

Państwo szatana i państwo Boże

Encyklika Leona XIII Humanum genus, dotycząca sekty wolnomularzy (z 20 kwietnia 1884 roku), ma podtytuł De secta massonumO sekcie masonów. Pokazuje to, że papież nie zamierzał wolnomularstwa traktować „w rękawiczkach”. Pierwszym motywem, pojawiającym się w prologu papieskiego tekstu, jest użyty przez niego opis sprzeczności pomiędzy dwoma królestwami. Ludzkość jest podzielona na dwa wrogie obozy:
Rodzaj ludzki, gdy od Boga, Stwórcy i dawcy łask nadprzyrodzonych, z nienawiści diabelskiej mizernie odpadł, podzielił się na dwa różne i przeciwne obozy, z których jeden walczy nieustannie w obronie prawdy i cnoty, drugi broni tego, co się cnocie i prawdzie sprzeciwia. Pierwszym z tych obozów jest królestwo Boże na ziemi, to jest prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa. Drugi obóz to królestwo szatana. Te dwa królestwa, podobne do dwóch miast, które mając przeciwne prawa, dążą do przeciwnych celów, wyraźnie widział i opisał św. Augustyn, trafnie określając ich przyczynę i źródło.
Papież cytuje świętego Augustyna:

Dwa królestwa utworzyła dwojaka miłość: królestwo ziemskie utworzyła miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga; królestwo niebieskie zaś utworzyła miłość Boga, posunięta aż do pogardy siebie.
Jest to zatem dokładne przeciwieństwo. Dla miłości Boga gardzimy sobą, chrześcijanin pogardza sobą. Szatan na odwrót, posuwa miłość własną, egoizm, aż do pogardy Boga, do sprzeciwiania się Mu.
Przez wszystkie wieki jedno królestwo walczyło przeciwko drugiemu, rozmaitą bronią i w różnorodny sposób. Za dni naszych jednakże zdaje się, że zwolennicy złego zmawiają się między sobą, i wszyscy do jak najgwałtowniejszej napaści się sposobią pod przewodem i przy pomocy owego daleko rozgałęzionego i silnie zorganizowanego stowarzyszenia masonów czyli wolnomularzy.

– pisze Leon XIII, charakteryzując związek wolnomularzy jako państwo szatana – królestwo demonów. I dokładnie określa plany masonów:
Nie kryjąc się już bowiem wcale ze swoimi zamiarami, zuchwale miotają się przeciwko Majestatowi Bożemu. Jawnie i otwarcie dążą do zburzenia Kościoła, i to w tym celu, aby ludy chrześcijańskie do szczętu ogołocić z dobrodziejstw wysłużonych przez Zbawiciela Jezusa Chrystusa.
Wobec oczywistego stanu rzeczy, w obliczu tej sytuacji, papież dochodzi do wniosku, iż jego obowiązkiem, jako najwyższego kapłana, jest ujawnienie zagrożenia:
Naszym obowiązkiem jest zwracać uwagę na niebezpieczeństwo, wskazywać nieprzyjaciół, i wedle możności stawić czoło ich zamiarom i fortelom, żeby królestwo Jezusa Chrystusa, nad którym przejęliśmy opiekę, nie tylko nie poniosło żadnego uszczerbku, lecz nawet nowymi nabytkami wciąż wzrastało i rozszerzało się po całej kuli ziemskiej.

„Latami podają truciznę w małych dawkach...”

Następnie, w zdaniu iście proroczym, które należy pamiętać, Leon XIII wyraźnie precyzuje cel, jaki wyznaczyli sobie wolnomularze:

Ich ostatnim celem jest zupełne wywrócenie porządku kościelnego i państwowego, jaki się wytworzył dzięki religii chrześcijańskiej, a postawienie natomiast nowego porządku wedle swojego ducha, na podstawie i wedle praw wziętych z naturalizmu.
Wolnomularze chcieli całkowicie zmienić podstawy naszego społeczeństwa i niestety zrealizowali to z iście diabelskim sprytem. Wpajali stopniowo tę zmianę stanu umysłowego, mentalności, postrzegania spraw za pośrednictwem szkół na wszystkich szczeblach nauczania, przez podstępne działanie, które sprawia, iż ludzie, nie zdając sobie z tego sprawy, całymi latami piją truciznę w małych dawkach. Doprowadziło to w końcu do zmiany ich mentalności.
Tak samo zatrute są zmiany oraz reformy, dokonane podczas i po Soborze Watykańskim II, inspirowane przez modernizm i fałszywy ekumenizm, które wywodzą się z doktryny wolnomularskiej. Powtarzam to bezustannie: te reformy są zatrute, ponieważ nie tworzą już katolickiego ducha. Dają one innego ducha. Ci, którzy przywykli do życia zgodnie z tymi reformami, do stosowania ich, nie mają już katolickiego ducha; stracili ducha pokuty, ofiarności, samozaparcia. Nie mają już wyczucia czy też poszanowania hierarchii, autorytetu.

Jedną ze wspaniałych rzeczy, jakich uczy nas liturgia – liturgia zawsze ta sama – jest szacunek. Dlatego że respekt dla sacrum jest poszanowaniem Boga obecnego w liturgii, w osobach oraz w rzeczach. To właśnie nazywane jest sacrum. Desakralizacja, owa przyziemność spotykana we współczesnych rytuałach, sprawia, iż nie ma już szacunku, nie ma uszanowania Eucharystii, nie ma respektu wobec osób, hierarchii. Szacunek jest powabem chrześcijańskiej uprzejmości. Każdy chrześcijanin czci Boga obecnego w osobach, w rzeczach, Boga obecnego w rzeczywistości sakramentów. Wszystkie wspaniałe ceremonie, szczegółowo ustalone przez liturgię, przepojone są oznakami szacunku dla Boga – przez przyklękanie, pochylanie się a także przez okazywanie poszanowania przedmiotom używanym podczas naszych nabożeństw (np. świętym naczyniom czy też ucałowanie przez kapłana stuły przed jej nałożeniem).
Powinniśmy również szanować naszego bliźniego, szanować się wzajemnie. Nie ma nic bardziej niemiłego niż wszechobecne prostactwo przez wzajemne traktowanie się bez najmniejszego szacunku. Nasze dusze są świątynią Ducha Świętego, zatem istnieje coś w najwyższym stopniu świętego w nas samych, w naszych osobach, w naszych duszach, co inni mają szanować, podobnie jak my musimy respektować to u nich. Musimy wykluczyć wulgarność z naszych stosunków z innymi, ponieważ nie powinniśmy zachowywać się wobec otaczających nas osób w taki sposób, jak gdyby nie było w nich nic świętego.

Masoński naturalizm a grzech pierworodny

Po przedstawieniu jasnego celu wolnomularstwa, to jest zniszczenia za wszelką cenę Kościoła i religii katolickiej, Leon XIII sporządza listę podstawowych zasad, jakimi kierują się masoni. Nie wystarczy, mówi on, zbadać ich czyny. Należy szukać kierujących ich działaniem zasad. Jest to bardzo ważne, ponieważ Leon XIII stara się usilniej niż jego poprzednicy zbadać zasady wolnomularstwa. Papieże początków XIX wieku kładli szczególnie nacisk na otaczającą masonów tajemnicę i na popełniane przez nich zbrodnie, a mniej zgłębiali zasady.
„Główną zasadą naturalistów jest ta, że natura ludzka i rozum ludzki we wszystkich sprawach mają być naszym wodzem i nauczycielem” – jest to naturalizm, podstawowa zasada, z powodu której papież potępia wolnomularstwo. Można by sądzić, na pierwszy rzut oka, iż ostatecznie naturalizm wierzy w prawdę o naturze ludzkiej i kieruje się według niej. Byłoby to jednak błędem, ponieważ nie należy zapominać, że natura ludzka przez grzech pierworodny doznała wstrząsu, została zraniona. Wiara uczy nas, że grzech pierworodny, wkraczając wraz z winą Adama i Ewy w historię ludzkości, nie tylko duszę pozbawił łaski, lecz ponadto zranił naturę i wprowadził w nią nieporządek. Trzeba zawsze o tym pamiętać.
Jest to absolutnie konieczne, by móc właściwie zrozumieć te zagadnienia, które św. Tomasz przedstawił bardzo jasno: przez grzech pierworodny natura została zraniona w czworaki sposób. Zaś owe rany, pisze św. Tomasz, trwają nawet po otrzymaniu przez nas łaski; pozostają one w człowieku. Nawet gdy przez łaskę chrztu grzech pierworodny jest nam odjęty, to jednak w ludzkiej naturze pozostawia on pewne ślady i następstwa. Są więc w nas owe cztery rany. Pierwsza to rana ignorancji. Cnota roztropności została zraniona przez niewiedzę i przestała zatem być tym, czym być powinna. Ktoś kto jest nieświadomy, kto ma pewną skłonność do błędu, jest nieostrożny. Będąc źle pouczony, nieuchronnie myli się. Zostały więc zranione cztery cnoty kardynalne. Cnota roztropności jest znieważona przez błąd.

Cnota sprawiedliwości, stanowiąca podstawowy i główny przymiot naszego ludzkiego życia, oddaje Bogu to, co Mu jest należne, zaś bliźniemu to, co jemu i nam samym się należy. Owa cnota jest dotknięta przez drugą ranę – złośliwość. Trwa w nas upodobanie do czynienia zła, do nieoddawania Bogu tego, co Mu się należy, do nieoddawania bliźniemu tego, co jest mu należne oraz do nieoddawania również nam samym, naszej własnej osobie tego, co się nam należy. Jest w nas zatem pewna tendencja do zła. Jest to tak oczywiste, że nie trzeba nawet znać tych zasad, by móc je wykazać. Spostrzegamy to także u innych, kiedy widzimy, że i oni mają pewną skłonność do złośliwości.
Cnota męstwa jest skażona przez trzecią ranę, przez słabość. Człowiek nie potrafi oprzeć się pokusie; osłabł, jego siły zmniejszyły się. Jego cnota męstwa uległa osłabieniu w obliczu życiowych trudności. Wreszcie czwarta rana godzi w cnotę wstrzemięźliwości – jest to pożądliwość. Człowiek jest kuszony przez przyjemność, którą dają dobra doczesne (np. pieniądze i rozkosz). Potrzebuje zatem cnoty wstrzemięźliwości, aby powściągnąć odczuwany pociąg do przyjemności, zwłaszcza wtedy, kiedy tkwi w szponach żądzy zaspokojenia tych przyjemności. Człowiek pożąda pieniędzy, jest również pociągany przez dumę, przez pragnienie zaszczytów.

Natura ludzka ma więc owe cztery rany. Gdy jednak mowa o naturalizmie, to wolnomularze, moderniści oraz liberałowie zawsze mają skłonność do mówienia: „Nie, natura jest dobra! To wszystko, co Kościół nazywa rozwiązłością, nie stanowi dla nas problemu, tak musi być! Należy dać człowiekowi wszystkie przyjemności, których poszukuje. Trzeba mu je dać, ponieważ domaga się tego jego istota. Istnieją prawa natury, którym człowiek musi się podporządkować!”. Jednak człowiek jest zraniony w swej istocie, nosi w sobie wewnętrzne nieuporządkowanie – kiedy więc zachęca się go do życia zgodnego z jego zranioną istotą, wówczas prowadzi to do opłakanych skutków.

Otóż gdy ujawniamy jakąś niedoskonałość człowieka, wówczas słyszymy odpowiedź: „Ależ nie! Człowiek nie jest niedoskonały! Odczuwane przez niego pragnienia nie są oznaką słabości. Człowiek potrzebuje tych przyjemności i ma do nich prawo!”. A potem przypomina się prawo człowieka do rozwoju własnej natury. Jedynym ograniczeniem jest wymóg niezakłócania porządku publicznego. Stanowi to jedyne ograniczenie, jakie ci, którzy sprzeciwiają się nam i nas zwalczają, stawiają wolności ludzi i swobodzie wszystkich złych instynktów tkwiących w człowieku: nie zakłócać porządku publicznego, nie mieć problemów z policją – tylko tyle...
Oto dokąd prowadzi nas społeczeństwo oparte na fałszywych zasadach wolnomularstwa. To właśnie jest wyznawany przez nich naturalizm. Rozumiemy doskonale, że kiedy papieże potępiają naturalizm, to nie mają na myśli natury samej w sobie, ani natury ludzkiej, lecz błąd tkwiący w twierdzeniu, iż natura ludzka nie została zraniona przez grzech pierworodny i dlatego wszystko to, co jest w nas nieuporządkowane, jest zgodne z naszą istotą, nie należy więc sprzeciwiać się istniejącym w człowieku instynktom. Właśnie to wolnomularze nazywają prawem człowieka – prawem do wolności.

Masoński racjonalizm
Leon XIII pisze:

Główna zasada naturalistów, jak już sama ich nazwa wskazuje, jest ta, że natura ludzka i rozum ludzki we wszystkich sprawach mają być naszym wodzem i nauczycielem. Zaprzeczają, iżby cokolwiek było nauczane przez Boga. Nie przyjmują w religii żadnego dogmatu, żadnej prawdy, której by rozum ludzki pojąć nie zdołał. Nie przyjmują żadnego nauczyciela, któremu obowiązani byliby wierzyć dla samej powagi jego urzędu.
Tak więc w społeczeństwie, w jakim obecnie żyjemy, nie chce się już ani Boga, ani władzy nad sobą. Tłumaczy to, skąd biorą się modyfikacje istniejące we współczesnej edukacji, wprowadzane we wszystkich krajach. Nauczanie przestało być autorytatywne, tzn. udzielane przez kogoś, kto uczy. Natomiast stało się ono tylko kolokwiami, dialogiem – ludzie nie są w stanie znieść myśli, iż można im nakazać przyjęcie jakiejś prawdy. To właśnie o tym pisał papież: „Nie przyjmują żadnego nauczyciela, któremu obowiązani byliby wierzyć dla samej powagi jego urzędu”.
Nie jest się już zobowiązanym wierzyć żadnemu nauczycielowi, ponieważ on nie może, nie ma prawa narzucać i mówić prawdy – tego co należy myśleć lub w co należy wierzyć. Każdy może myśleć to, co mu się podoba, a prawda powstaje rzekomo ze ścierania się idei; każdy wyraża swoją prywatną opinię i w taki sposób czyni się postępy w nauce – jest to zupełnie niedorzeczne! Przyczynia się to coraz bardziej do unicestwienia prawdziwej wiedzy, ponieważ nie chce się już podporządkować nauczaniu magisterium, to znaczy nauczaniu wywodzącemu się z całej tradycji oraz z nabytej już prawdy.
Nauki fizyczne, chemia, mechanika zmuszają jednak do innego postępowania. Nikt nie może działać według własnego widzimisię. Istnieją pewne reguły, których należy przestrzegać. Nieprzestrzeganie ich spowodowałoby olbrzymi bałagan. Czy zatem w stosunku do prawdziwej religii każdy może bezkarnie posiadać swoje zdanie? Nie, ponieważ skutki byłyby straszne. Oto jak niszczy się inteligencję, która nie ma już podwalin, nie posiada prawdy, nie ma nic trwałego. Tu tkwi przyczyna nieprawdopodobnej ignorancji, jaka panuje w uniwersytetach nawet w odniesieniu do podstawowych zasad.

Odrzucenie porządku nadprzyrodzonego

Powinniśmy posiadać właściwą znajomość ludzkiej natury (czyli taką, jakiej naucza Kościół) a także owego naturalizmu i racjonalizmu, głoszonych publicznie przez tych, którzy są w błędzie i zaprzeczają prawdom wiary. Odrzucając wszelką prawdę, każdy dogmat religijny, wolnomularze pragną tym samym unicestwić Kościół, zniszczyć go. A czym jest Kościół? Jest społecznością założoną przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który, jak przypomina Leon XIII, powierzył mu misję nauczania:
Szczególnym i jemu jednie właściwym zadaniem Kościoła katolickiego jest naukę od Boga sobie powierzoną, jako też powagę nauczycielstwa wraz z innymi środkami do zbawienia pomocnymi w całej pełni posiadać i nienaruszalnie przechowywać.
Oto te inne środki: łaska, sakramenty, modlitwa, Ofiara Mszy świętej. Właśnie to jest zadaniem Urzędu Nauczycielskiego oraz celem Kościoła. Nikt nie ma prawa zmieniać jego dogmatów. Jeśli, jak mówią wolnomularze, one już nie istnieją, jeżeli nie ma już zdrowej i stałej doktryny, wówczas prawda staje się względna. Nie istnieje już prawda absolutna odnośnie do natury, człowieka, Boga.

Porozumienie nie jest możliwe!

Wolnomularstwo nigdy nie zrezygnowało z żadnego ze swoich celów. Lecz od II Soboru Watykańskiego hierarchowie zachowywali się tak, jakby wszystko było teraz możliwe: porozumienie z masonerią wchodziło w skład tzw. aggiornamento (otwarcia się na świat), ogłoszonego przez sobór dialogu i ekumenizmu.
Biskupi niemieccy opublikowali dokument, którego lektura jest szczególnie wymowna:
W latach 1974–1980, na polecenie konferencji episkopatu i zjednoczonych wielkich lóż Niemiec, miały miejsce w Niemczech oficjalne rozmowy między Kościołem a wolnomularstwem. Konferencja biskupów Niemiec zleciła grupie uczestniczących w kolokwium: po pierwsze, sprawdzić zmiany zaszłe wewnątrz masonerii; po drugie, rozpatrzyć zgodność podwójnej przynależności do Kościoła katolickiego i do wolnomularstwa.

Czytając tego rodzaju doniesienia, ma się wrażenie, że to sen – brzmi to tak nieprawdopodobnie! I dalej:

Po trzecie, w przypadku pozytywnej odpowiedzi na poprzednie pytanie, przygotować opinię publiczną, poprzez inicjatywy publicystyczne, na zmianę sytuacji
– czyli biskupi niemieccy gotowi byli zrobić reklamę zachwalającą związek między Kościołem a wolnomularstwem.
Zatem, jak napisał Ploncard d’Assac, posuwano się bardzo daleko w tym „otwarciu”. Dlaczego? Biskupi niemieccy wyjaśniają: „Ponieważ Kościół otworzył się na dialog ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, na rozmowy z każdą skłonną do tego grupą”. Co więcej, Paweł VI podkreślił rozszerzenie podstaw teoretycznych oraz wskazał praktyczne kierunki, to jest różne kluby, z którymi należałoby nawiązać dialog, skoro „poprawnie” rozumiane pojęcie wolności człowieka, tak w życiu prywatnym, jak w religijnym i państwowym (wolnośc tak bardzo podkreślana przez Sobór Watykański II) kładzie podwaliny pod dialog z wolnomularstwem. To co powiedzieli biskupi niemieccy jest bardzo niebezpieczne, ponieważ przyjęcie wolności religijnej rozumianej podobnie, jak ją określa masoneria, zezwoliłoby na swobodę wierzenia, na wolność wszystkich religii, a zatem na wolność błędu.
Biskupi niemieccy sugerują również, iż niemieckie wolnomularstwo utrzymuje instytucje braterskiej pomocy i dobroczynności, co pozwoliłoby znaleźć pewne punkty styczności z Kościołem, którego istotnym powołaniem jest miłość. „Zdarzało się zresztą – kontynuują niemieccy biskupi –
iż w naszych zdezorientowanych czasach niektóre osoby znajdowały w symbolach i w rytuałach wolnomularstwa jakieś spełnienie niezaspokojonych potrzeb; a ponieważ w Kościele katolickim symbole i rytuały miały zawsze swoje miejsce, mogło się przypuszczać, iż również w tym można by znaleźć punkt styczności i jakąś podstawę zrozumienia.
Między diabelskimi, szatańskimi rytuałami masonerii a liturgią Kościoła! Jest nie do pomyślenia, że to znajduje się w oficjalnym piśmie episkopatu!

Odrzucenie jedynej, obiektywnej prawdy

Biskupi Niemiec kontynuują:

Podczas konferencji przypomniano zwłaszcza opinie wolnomularza Lessinga: „Gdyby Bóg w swojej prawej ręce trzymał ukrytą całą prawdę, a w lewej jedno ciągłe poszukiwanie prawdy, i gdyby mi powiedział: wybieraj, to – nawet dodając, iż zawsze bez przerwy myliłem się – rzuciłbym się z pokorą do jego lewej ręki”.
A zatem, gdyby Bóg trzymał w jednej ręce prawdę, a w drugiej poszukiwanie tejże prawdy, on, Lessing, zwróciłby się ku lewej ręce, aby trwać w poszukiwaniu prawdy, a nie aby otrzymać prawdę. Jest to nie do uwierzenia!
I dalej: „Powiedziałbym Mu, Bogu (dorzuca mason): «Ojcze, skarz mnie, czysta prawda jest tylko dla Ciebie... Ja zaś chcę zawsze trwać w poszukiwaniu prawdy. Wybieram poszukiwanie prawdy»”. Przerażające jest to odrzucenie prawdy i mówienie: niech Pan Bóg raczej mnie ukarze, niż da mi prawdę! Zauważmy jednakże, iż jeśli uważnie zgłębimy wywodzące się z Soboru Watykańskiego II teksty (Gaudium et spes czy też Dignitatis humanae), to odnajdziemy to samo ujęcie: jesteśmy wszyscy razem, wszystkie religie są na drodze poszukiwania prawdy. Jak Kościół mógł twierdzić tego rodzaju rzeczy? Nie jesteśmy na drodze poszukiwania prawdy! My ją posiadamy!
Wszystko to jest zrobione w tym celu, aby przypodobać się wolnomularzom i protestantom, którzy również podzielają masońskie teorie wyrażone w relatywizmie. „Relatywność każdej prawdy stanowi podstawę wolnomularstwa – kontynuują biskupi niemieccy
– (nie ma więc prawdy obiektywnej), co z zasady pociąga za sobą odrzucenie wszystkich pozycji dogmatycznych. Podobne pojęcie prawdy nie daje się pogodzić z katolicką ideą prawdy ani z punktu widzenia teologii naturalnej, ani z punktu widzenia teologii objawionej. U wolnomularzy ujęcie religii jest relatywistyczne; wszystkie religie są konkurencyjnymi próbami wypowiedzenia w słowach boskiej prawdy.
Oto jak wolnomularze jeszcze dzisiaj definiują religie. Na szczęście biskupi niemieccy pokazali nieco odwagi, publikując również tego typu zdania. Czy można dziwić się, czytając w wydawanym w Rzymie „La Civilta cattolica” artykuł znanego jezuity (będącego w czasie soboru niesłychanie przychylnym dialogowi z wolnomularzami), w którym protestuje on przeciwko pismu biskupów niemieckich? Pisze on: „Och, to dotyczy Niemiec, lecz nie obchodzi innych krajów”. I znajdujemy to w jednym z najważniejszych czasopism katolickich, wydawanym w Rzymie i kierowanym przez jezuitów. Jest to przerażające! Począwszy od soboru istniało zatem pragnienie doprowadzenia do porozumienia z wolnomularzami. Jednak jest to niemożliwe, byłoby to zniszczeniem całej naszej teologii, naszej filozofii. Nie pozostałoby już nic.
Interesujące są powyższe dygresje, robione w chwili, gdy analizujemy, co Leon XIII napisał prawie sto lat temu. Wiek później, w naszej epoce, zasady wolnomularzy pozostają ciągle takie same. Oni nie zmienili się: nadal nie mogą znieść Kościoła. Kościół obowiązkowo i całkowicie przeciwstawia się wolnomularstwu. Oni oświadczają, że prawda jest relatywna, my zaś mówimy, że jest ona obiektywna. Oni twierdzą, że nie ma dogmatów, a my, że istnieje prawda objawiona i dogmaty. Porozumienie jest więc niemożliwe. Dlatego też, jak zapewniał Leon XIII, wolnomularze będą nadal robić wszystko, aby próbować zniszczyć Kościół, ponieważ on nieustannie się im przeciwstawia. Pomiędzy nimi a nami istnieje istotna sprzeczność. Ich naturalistyczna reguła jest formalnie sprzeczna z doktryną Kościoła.

Laicyzm państwa

„Dlatego też [masoni] głoszą całemu światu zasadę i walczą w jej obronie: należy zupełnie odłączyć Kościół od państwa”. Zgodnie ze swoim naturalizmem, wolnomularze wychwalają laickość państwa: należy oddzielić Kościół od państwa, wykluczyć dogmaty oraz obiektywną prawdę. Po tym zaczną oni oddziaływać na udzielane przez państwa (w szkołach państwowych) i uniwersytety nauczanie. Będą mogli zeświecczyć dusze i umysły oraz wreszcie spowodować przeniknięcie swych relatywistycznych idei, prowadzących praktycznie do usunięcia Boga.
I Leon XIII precyzuje:

Chcieliby oni zbawienny wpływ Kościoła na prawodawstwo i administracje państw zupełnie usunąć. I nie dość im na tym, żeby nie uwzględniać Kościoła, tego najlepszego przewodnika; oni jeszcze nieprzyjaźnie godzić nań i obrażać go muszą.

Powszechna niemoralność

Opisawszy szczegółowo zasady masonerii, Leon XIII dochodzi do spowodowanych przez nie następstw. Skutki te są całkowicie opłakane:
Gdzie wychowanie masońskie górę wzięło, gdzie usunięto wychowanie chrześcijańskie, tam rychło upadają dobre i piękne obyczaje, tam szerzą się potworne zdania i opinie, tam występki śmiało i zuchwale głowę podnoszą. Ogólnie dziś skarżą się i narzekają na to wszyscy, a w niemałej liczbie i tacy, którzy niechętnie, ale oczywistością zniewoleni, świadectwo prawdzie dawać muszą.
Czytając ów tekst, można by myśleć, że wspominając zuchwałość opisywanych dzisiaj w gazetach występków, otaczające nas zbrodnie, morderstwa, eksplodujące bomby, które zabijają niewinnych, Leon XIII napisał go w obecnych czasach. Jest to okropne. „Występki śmiało i zuchwale głowę podnoszą”, czego właśnie jesteśmy świadkami. Papież czyni w tym momencie aluzje do nieuznawania grzechu pierworodnego, przyczyny tych wszystkich rozwiązłości.

Negowanie grzechu
Leon XIII pisze:

Ponieważ nadto rozum ludzki trucizną pierworodnego grzechu zepsuty, do złego niż do dobrego jest skłonniejszy, przeto aby umieć żyć uczciwie, koniecznie potrzeba poskramiać burzliwe namiętności i żądze poddawać pod władze rozumu. W tej walce trzeba często wznosić się do pogardy rzeczy ludzkich, i podejmować niemałe trudy i przykrości, aby zwycięstwo rozumowi zawsze zapewnić. Naturaliści zaś i masoni, nie wierząc bynajmniej w te prawdy, które za sprawą Bożą poznaliśmy, twierdzą, że wola ta w niczym osłabiona nie została. Co więcej, przeceniają dzielność i doskonałość natury ludzkiej.
Tak się dzieje, że nieustannie patrzeć musimy na to, jak ludziom podsuwane bywają liczne podniety żądz i namiętności; jak szerzą się czasopisma i rozprawy pozbawione wszelkiego wstydu i umiarkowania; jak na scenach przedstawiane bywają widowiska swawolne; jak tematy dzieł sztuki bezwstydnie dobierane według prawideł tak zwanego weryzmu; jak subtelnie wymyślane są różne wyrafinowane sposoby życia miękkiego i zniewieściałego; jak wreszcie wynajdywanie wszelkiego rodzaju ponęty, aby z ich pomocą uśpiona dzielność i cnota nie stawiała oporu.
Człowiek zatem ulega niewoli namiętności, temu co dzisiaj nazywa się społeczeństwem konsumpcyjnym. Jak można zdefiniować społeczeństwo konsumpcyjne? Również i tak, że zobowiązuje się ono do oddania możliwie jak najwięcej dóbr materialnych do dyspozycji ludzi, a zatem do nakłaniania ich do przyjemności, do zdobywania pieniędzy, do korzystania ze wszystkiego, do kupowania wszystkiego. Gdyby tu chodziło jedynie o oddanie ludziom do rozporządzenia dóbr stosownych, ale to nie wchodzi w grę: w społeczeństwie konsumpcyjnym to co niewłaściwe jest umieszczane na równi z tym co właściwe. Słowem, czyni się wszystko, aby popierać grzech. Nie bądźmy zatem zdziwieni, widząc to społeczeństwo zmierzające do samobójstwa, do samounicestwienia się.
Nie bierze się pod uwagę ani grzechu pierworodnego, ani cnoty, ani duchowości człowieka, ani tego wszystkiego, co jest duchowe i winno przeważać nad sprawami materialnymi. Nie, to człowiek staje się jedynie ciałem i przedmiotem konsumpcji. Należy zmusić go do możliwie jak największego konsumowania, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy oraz dać mu jak najwięcej ułatwień wiodących go do grzechu.

Zawładnąć wychowaniem młodzieży

Lecz to nie wystarczy. Tak jak zapewnia Leon XIII, masoneria chce także zawładnąć wychowaniem młodzieży: „Sekta wolnomularzy dąży również z największym wysiłkiem do tego, aby zagarnąć pod swą władzę wychowanie młodzieży”. Po rozwodzie przyszła teraz kolej na opanowanie przez sekty wychowania młodzieży. Jest to oczywistość jasna jak słońce. We wszystkich krajach świata istnieje wyraźny wzrost laicyzacji nauczania. Organizacje, takie jak UNESCO, założone rzekomo w celu propagowania na całym świecie nauczania oraz walki z analfabetyzmem, są faktycznie kierowane przez masonerię, aby pod kłamliwym pretekstem umożliwienia wszystkim ludziom dostępu do kultury, wszędzie szerzyć laickie i ateistyczne wychowanie.
Wyraźnie to stwierdziliśmy w naszych misjach: z organizacjami UNESCO mieliśmy największe problemy, ponieważ dysponowały one mnóstwem pieniędzy i zakładały szkoły świeckie wszędzie tam, gdzie my mieliśmy szkoły katolickie, podczas gdy istniała masa miejscowości, w których nie było katolickich szkół i gdzie mogły założyć swoje własne. Nie, umyślnie budowały je obok nas, aby zniszczyć wpływ Kościoła katolickiego. Z pieniędzmi, jakimi one dysponowały, było to sprawą łatwą. Organizacje te płaciły nauczycielom o wiele więcej, niż my byliśmy w stanie zapłacić.
Papież ujawnia więc wpływ masonerii na wychowanie młodzieży:
Sekta wolnomularzy dąży również z największym wysiłkiem do tego, aby zagarnąć pod swą władzę wychowanie młodzieży, w tym przekonaniu, że miękki i giętki wiek łatwo wedle woli swojej ukształtować i nagiąć zdołają w którą stronę zechcą, i że w ten sposób najprędzej wychowają państwu takich obywateli, jakich sobie życzą. Dlatego też nie dopuszczają sług Kościoła ani do nauczania, ani do nadzoru kształcącej się młodzieży. A w wielu miejscach doszli już do tego, że wychowanie młodzieży znajduje się wyłącznie w ręku świeckich ludzi, i że przy nauce obyczajów starannie pomija się wzmiankę o największych i najświętszych obowiązkach, które człowieka łączą z Bogiem.

Ideologia demokratyczna niszczy autorytet

Zasadą współczesnego systemu demokratycznego jest należąca do ludu suwerenność. Władza istnieje we wszystkich ludziach, w tłumie. To lud udziela władzy, którą dysponuje każdy i deleguje ją innemu człowiekowi. Jednak żaden człowiek nie ma prawa sam z siebie rozkazywać drugiemu – mówi nam to również filozofia tomistyczna. Dzieje się tak dlatego, ponieważ to Bóg wydaje nam rozkazy. Mówimy, że ci, którzy biorą udział w rządzeniu, uczestniczą we władzy Boga – nadano im władzę, która została im udzielona w sposób naturalny lub też poprzez wybory. Każda władza pochodzi od Boga – to właśnie twierdzi Kościół. Jest sprawą drugorzędną, w jaki sposób ludzie ją otrzymali. Dla przykładu: autorytet ojca rodziny jest władzą zgodną z prawami natury, która została nadana mu przez naturę (to nie dzieci udzielają władzy ojcu).
Wiele wydarzeń stanowiło przyczynę tego, że wielkie rody stawały się królewskimi dynastiami. Wielcy przywódcy pojawiali się za cichą zgodą społeczności szczególnie wtedy, gdy trzeba było bronić kraju przed nieprzyjaciółmi. Należało mieć wydającego rozkazy przywódcę, chroniącego dobro społeczeństwa i broniącego przed nieprzyjaciółmi z zewnątrz. Instynktownie ludzie uznawali autorytet „tego, któremu przy pomocy inteligencji oraz posiadanych zdolności udało się ochronić naród przed nieprzyjaciółmi”. Uważano go za króla. Te talenty były zdolnościami wrodzonymi, udzielonymi przez Boga tym ludziom, którzy, zostawszy królami lub uznani jako książęta, stali się protoplastami rodu.

Dlatego, jak mówi papież, jest czymś niepoważnym twierdzić, że wszyscy jesteśmy równi. Nie posiadamy tych samych przymiotów ani tej samej inteligencji, ani jednakowej siły fizycznej. Jedni mają dużą zręczność fizyczną, inni nie umieją nic zrobić swoimi dziesięcioma palcami. Jedni są bardzo inteligentni, drudzy zaś mniej. Jesteśmy wszyscy różni, nie tacy sami – i Pan Bóg tego właśnie chciał. Zamierzył On tę nierówność, owe różnice właśnie po to, abyśmy się uzupełniali i pomagali jeden drugiemu, abyśmy dzielili się naszymi zdolnościami z tymi, którzy otrzymali ich mniej. Na tym polega społeczeństwo.
Jeżeli istnieją ludzie będący zwierzchnikami, posiadający przedsiębiorstwa przemysłowe, którymi kierują, to potrzebują oni również innych ludzi. Co zrobiliby, gdyby nie było nikogo pracującego fizycznie? Istnieje konieczność uzupełniania się. Robotnicy potrzebują właściciela myślącego o całej organizacji fabryki, o komercjalizacji swoich wyrobów, o poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Pan Bóg stworzył ludzi w ten sposób. Pragnął On, aby społeczeństwo było zorganizowane, uporządkowane, instytucjonalne, a nie zaś by było ono masą ludzi, jak to utrzymują wolnomularze oraz liberałowie – nie jakąś bezkształtną masą wszystkich identycznych ludzi. To ujęcie jest całkowicie błędne. Jest ono przeciwne naturze.
Leon XIII potępia ową zupełnie fałszywą koncepcję, którą tak określa:
Źródłem przeto wszelkiej władzy jest zdaniem ich lud, a kto władzę dzierży, ma ją z rozkazu lub zezwolenia ludu, tak iż tenże zmieniwszy swe zdanie, może władców nawet wbrew ich woli pozbawić panowania.
Mamy więc teraz sytuację dokładnie taką, w jakiej, wraz ze wzrostem liczby wyborów, znajdują się wszystkie narody. Kandydaci, zaledwie wybrani, już myślą o następnych wyborach i przygotowują przyszłą kampanię wyborczą.
Politycy będą schlebiać ludowi, dadzą mu to czy tamto w celu otrzymania jego głosów podczas następnej kampanii. Jest to przeciwne rozsądkowi i prowadzi do społeczeństwa absolutnie groteskowego. Ten kto będzie rozporządzał większymi środkami, większą sumą pieniędzy; kto będzie umiał omamić najwięcej wyborców; kto będzie miał najwięcej wpływu – ten zostanie wybrany. Nie będzie to ktoś posiadający najwięcej dyspozycji do zostania głową państwa, lecz ten kto jest najsilniejszy, kto ma najwięcej pieniędzy.

Przestępczość młodzieży

Interesującą rzeczą jest zwrócić uwagę na sprzeczności wynikające z postępowania wolnomularzy. Z jednej strony, zakładają oni świeckie instytucje dla młodzieży i dla dzieci, a z drugiej, robią jednocześnie wszystko, aby zapełnić nimi więzienia. Nie zgadzają się na pozostawienie Kościołowi troski o udzielanie katolickiego wychowania (którego etykę odrzucają) i niszczą dobre obyczaje, szerząc rozpustę, pornograficzne filmy i książki. Czynią wszystko, aby popsuć młodzież – a potem budują więzienia dla młodocianych przestępców oraz szpitale psychiatryczne lub zakłady poprawcze. Jest to niewiarygodne, gdyż przedtem to nie było znane.
Nie istniały więzienia dla dzieci. Domy poprawcze były często sierocińcami, gdzie dziećmi zajmowały się zakonnice oraz bracia bonifratrzy. Obecnie w Pontcalec we Francji, dla przykładu, są siostry, do których policja kieruje opuszczone przez rodziców dzieci, aby tam na nowo odnajdywały rodzinną atmosferę i miłość u tych sióstr, które je przygarnęły. Otóż te zgromadzenia były prześladowane, wygnano zakonników i zakonnice. Zrobiono wszystko, aby te dzieła zniknęły, oficjalnie po to, by założyć instytucje świeckie. Skutek był taki, że musiano zbudować więzienia dla dzieci, będące prawdziwymi obozami koncentracyjnymi, gdzie panują wszystkie zboczenia.

Albo też, ponieważ jest zbyt dużo młodocianych przestępców, pozostawia się ich na wolności. Nie można ich wszystkich uwięzić. Mamy więc obecnie wzrost przestępczości we wszystkich krajach: kradzieże, narkotyki... Szwajcaria nie jest wolna od tego ogarniającego młodzież wzburzenia. W Zurychu czy w Lozannie widzi się bandy młodych, kradnących samochody, wybijających witryny sklepów, aby je ograbić, zachowujących się niczym prawdziwi bandyci, a policja biernie się temu przygląda. Nie wie, co ma zrobić. Stwierdza fakty, zatrzymuje kilku spośród nich, przesłuchuje ich. Na kilka dni wsadza się ich do więzienia, a potem wypuszcza, i wszystko zaczyna się od początku.
Władze nie wiedzą już, jak pokierować społeczeństwem, któremu zostały odebrane wszystkie podstawy moralne. Wszystko to, co mogło podsunąć młodzieży zasady właściwego życia, przyzwoitego życia, zostało zniszczone. W imię wolności usunięto wszystkie bariery! To przerażające! Rozpowszechnianie się narkotyków jest tego przykładem. Jest to straszna plaga, upowszechniająca się nawet w szkołach pozostających jeszcze katolickimi. Jeżeli doszło się do tego punktu, to dlatego, że już nie pragnie się narzucić prawa naturalnego, prawa Bożego. Dekalog przestał już być podstawą społeczeństw, podłożem rodziny, podstawą nauczania. Istnieją jedynie „prawa człowieka”! Widać więc ich skutki...

Przystosowanie do liberalnego ducha

Chęć zmiany jest grzechem współczesnych ludzi i szalejącą podczas soboru chorobą. Chciano wszystko zmienić pod pretekstem aggiornamento, pod pozorem przystosowania się. Uważano, iż należy dostosować się do poziomu współczesnego człowieka. A ponieważ współczesny człowiek ciągle się zmienia, trzeba zatem stale się zmieniać, w nieskończoność się dostosowując... Jest rzeczą oczywistą, iż w pewnej mierze adaptuje się metody apostolstwa. Jest to tak jasne, że nawet nie potrzeba poruszać tej sprawy. Nie mówi się kazań do osób dorosłych tak jak do dzieci. Nie głosi się kazań do intelektualistów, do osób wykształconych tak jak do prostych ludzi. Oczywiście dostosowuje się poziom kazań do słuchaczy. Jest to całkiem naturalne i nie było konieczne zwoływać z tego powodu soboru powszechnego.
W rzeczywistości jednak chciano podyskutować o metodach, w celu tzw. dostosowania sposobu wyrażania naszej wiary, by uczynić ją bardziej przystępną dla współczesnego człowieka. O jakiego człowieka chodzi? Są ludzie, ale nie ma „człowieka” odseparowanego od całej rzeczywistości. Gdy mówi się o dostosowaniu się do człowieka współczesnego, w zależności od tego, czy chodzi o Europę, Amerykę Południową, Chiny czy o inny kraj – to o jakiego człowieka chodzi? „Współczesny człowiek” to po prostu człowiek posiadający rozum ukształtowany przez doktryny masońskie, przez idee „bezwzględnie szkodliwe dla Kościoła, absolutnie sprzeczne nawet z zasadami natury, z zasadami ustanowionymi przez Boga”.
Jest zupełnie czymś nierealnym sądzić, że można schrystianizować poglądy i słownictwo tego „współczesnego człowieka”. Na próżno będzie się mówić: „Prawa człowieka mimo wszystko można by dostosować do Ewangelii” – jest to niemożliwe! Przygotowali je wolnomularze, którzy chcieli, aby były one przeciwne dekalogowi. Nie mówi się o obowiązkach człowieka, lecz wyłącznie o jego prawach – po to, żeby zniszczyć prawo Boże, aby przestało ono już być podstawą społeczeństw i aby zastąpić je przez wolność. Prawa człowieka, bogini rozumu, oddawanie czci boskiej ludzkiemu rozumowi – oto właśnie rewolucja, to postawienie człowieka w miejsce Boga.
Tak bardzo chciano dostosować się, że w rzeczywistości doszło do zracjonalizowania naszej liturgii, której obrzędy są tak piękne, tak święte, tak tajemnicze, tak doskonałe. Zrobiono z niej coś racjonalistycznego, ludzkiego. Poniżono święty rytuał Mszy, aby zrobić z niego jakiś posiłek, zgromadzenie współwyznawców, protestancką eucharystię. Należało się zdemokratyzować, pozbyć się hierarchii: hierarchia już nie istnieje, ksiądz jest jedynie wyznaczanym przewodniczącym, który równie dobrze mógłby być wybrany przez wspólnotę.

Zerwać masonerii maskę!
Leon XIII zwraca się następnie do biskupów:
Ponieważ, stosownie do ważności Naszego urzędu, właściwą jest rzeczą, abyśmy sami wskazali najodpowiedniejszy sposób postępowania, przeto tak postanówcie, że przede wszystkim należy zedrzeć maskę z masonów i ukazać ich we właściwej ich postaci.

Papież mówi biskupom: waszym pierwszym obowiązkiem jest ujawnić masonerię, zerwać maskę, którą się przysłania, czyli napiętnować oszukańcze słownictwo, jakiego ona używa, rozmaite, rzekomo filantropijne instytucje i poświęcenie, do którego zachęca. Za tym kryje się duch diabelski.
Wolnomularze nie lubią być demaskowani. Nie lubią, kiedy o nich się mówi. Wielokrotnie napadano na mnie, ponieważ w kilku przemówieniach wspomniałem o wolnomularstwie, co wywoływało natychmiastowe repliki w gazetach. Gdy tylko poruszy się temat wolnomularstwa, jeśli publicznie je się krytykuje, jego zwolennicy protestują. Nie mogą tego znieść. Kiedy są demaskowani, a tego bardzo się boją, są wtedy wściekli i kontratakują. W kazaniu wygłoszonym w Lille w 1977 roku otwarcie wypowiadałem się przeciwko masonerii. Powiedziałem, że ona właśnie „była przyczyną wszystkich tych rewolucji, tej całej wojny przeciwko Kościołowi, całego tego myślenia wyrządzającego jeszcze dzisiaj szkody”.
Oni nie przełknęli tego do dziś. I właśnie w takich to okolicznościach się demaskują... Po owym oświadczeniu jeden z dziennikarzy, kierujący pewnym dość dobrym czasopismem (co powodowało, iż był chętnie czytywany w naszych środowiskach), okazał się tym, kim był faktycznie. Jego ojciec był wolnomularzem. On sam to mówił. I w napisanym artykule ów dziennikarz okazał się bardzo niezadowolony, ponieważ atakowałem masonerię. „Nie powinienem był nigdy tego zrobić – powiedział. – Było to absolutnie niedopuszczalne”. W tej sprawie zrobił on zatem coś więcej od mimowolnego wyjawienia swoich skrytych zamiarów. Gwałtowna reakcja spowodowała jego wyjście z mroku ukrywającego jego prawdziwą przynależność. Zdziwiło to wielu czytelników jego czasopisma, którzy nie przypuszczali, iż może on tak bronić wolnomularstwa.


Abp Marcel Lefebvr'e.