piątek, 30 stycznia 2015

Filip Paluch: Co oznacza zamach w Paryżu?

7 stycznia w Paryżu miał miejsce zamach islamskich ekstremistów, na redakcję lewicowego czasopisma Charlie Hebdo. W wyniku ataku dwójki uzbrojonych mężczyzn, śmierć poniosło 12 osób. Atak miał charakter egzekucji, gdyż jak donoszą media, ofiary wyczytywane były z listy przez zamachowców. To pierwszy tego rodzaju zamach w Paryżu, w przeszłości jednak dochodziło do różnych incydentów i próby ataków na redakcję pisma. Wszystko z powodu jego antyreligijnego charakteru.



Wszystkim dobrze znane jest wyzywające stwierdzenie kierowane przez ludzi wyznania chrześcijańskiego w stosunku do antyreligijnych mediów w Polsce. „Spróbujcie zrobić coś takiego w stosunku do islamistów!” – grzmiano na kolejne antykatolickie artykuły prasowe, paraartystycze występy różnej maści artystów, że wspomni się tu tylko o Nergalu czy Madonnie. Na zachodzie Europy spróbowano. Czasopismo Charlie Hebdon swoją niskich lotów satyrą, atakowało wszystkie wyznania na równi. Na ich okładkach zobaczyć można było postacie nawiązujące do Trójcy Świętej, znajdujące się podczas aktu seksualnego, wielokrotnie szafowano też podobizną Benedykta XVI umieszczając go w różnego rodzaju scenkach nawiązujących do aktów homoseksualnych i pedofilskich. Porównując zebrany materiał można stwierdzić, że antyislamskie rysunki nie były tymi najbardziej wulgarnymi i obscenicznymi, które publikowane były na łamach pisma. Kościół francuski, znajdujący się w wieloletniej zapaści, przytłoczony atakami „laickiego państwa”, nie posiadał niestety wystarczającej siły by skutecznie przeciwstawić się jawnie antykatolickim, dyskryminującym i poniżającym go atakom. Inaczej rzecz się miała ze społecznością muzułmańską.

Od lat wiadomym faktem był wzrost liczebności osób wyznania mahometańskiego, na terenie Francji. Jest to związane nie tylko w ciągłym napływem ludności z kontynentu afrykańskiego (w tym byłych kolonii francuskich), lecz również konwersjami rodowitych francuzów na islam. Młodzież zatracona w konsumpcjonistycznym pędzie życia, gdzie najwyższą wartością stanowi pieniądz, zagubiła swoja tożsamość. Społeczeństwo francuskie można przedstawić jako osobę wybudzoną z długiej śpiączki, której lekarze ani rodzina nie chcą zdradzić jej prawdziwej tożsamości. Nie zna swoich danych personalnych, miejsce urodzenia staje się dla niej pustym frazesem gdyż odebrano jej wspomnienia i znajomych. Błądząc w pustce i zakłamaniu, zmęczona tym kroczeniem we mgle, zaczyna szukać nowych wartości, przekonań i środowiska, w którym mogła by funkcjonować. Zagubione młode pokolenie francuzów nie kieruje się w stronę do wspaniałych gotyckich katedr, te bowiem już dawno zamieniono na sale koncertowe i dyskoteki. Od lat poza tym wtłaczano mu, że chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm, są passé. Kościół znajdujący się już na wpół w katakumbach, nie ma możliwości ani środków by stać się dla młodzieży atrakcyjnym. Szukając kontrkultury, prężnie rozwijającego się głosu sprzeciwu wobec wyzutego z wartości świata, kroki młodego europejczyka z zachodu kontynentu nierzadko zmierzają w stronę meczetu. Te bowiem rosną jak grzyby po deszczu często zajmując dotychczasowe miejsca kultu chrześcijańskiego. Przyroda próżni nie znosi – to fakt. Rozwijające się duchowieństwo muzułmańskie nie ma zbyt wielkiej konkurencji, w kraju nad Loarą bowiem często jeden katolicki ksiądz pełni posługę w nie kilku, a kilkunastu parafiach. Pozostałe zamknięto. Jednym słowem:  Liberté, égalité, fraternité. Masz Francjo co chciałaś – porewolucyjny ład i laicki porządek.

Czym jest zatem atak z 7 stycznia na redakcję Charlie Hebdon?

To konsekwencja demoliberalnej, antyeuropejskiej polityki, która od dawna prowadzona jest na naszym kontynencie. Starych drzew nie wolno przesadzać – inaczej uschną. Francja (ale też Niemcy i inne kraje) wyrwane bez mała z dwóch tysięcy lat tradycji i historii cywilizacji łacińskiej, chrześcijaństwa, usycha. Na obumarłych i gnijących drzewach zawsze rodzą się pasożyty, które czerpiąc z ich resztek sił witalnych, wzrastają w siłę. Tak i muzułmanie najpierw uwili sobie ciepłe gniazdko, następnie przekształcając je w uzbrojony bastion. Największego zagrożenia nie stanowią jednak ich karabiny i bomby, w przypadku Charlie Hebdon ciężko będzie uronić nawet łzę, a jedynie chrześcijański obowiązek zmusi do odmówienia modlitwy za dusze zmarłych. Prawdziwym zagrożeniem jest ekspansja obcej cywilizacji islamu, która ma miejsce gdzieś tam za Odrą i Łabą. Ekspansja, której nie ma kto się przeciwstawić. Nam Polakom trudno to dostrzec. Nasze świątynie są pełne, statystyki religijne może i nie wzrastają, jednak są na poziomie, który pozwoli na dalszy rozwój wspólnoty Kościoła Katolickiego jeśli zostaną podjęte odpowiednie działania ewangelizacyjno-kulturowe. Teraz dopiero w rzeczywistości możemy zdać sobie sprawę z tego, co znaczy być antemurale christianitatis.

Kto zatem odpowiedzialny jest za zamach w Paryżu?

– Islamiści? Imigranci? Prezydent Hollande?

Nie. Odpowiedzialność ponosi sam naród francuski. To on wyrzekł się swojej tożsamości. To on mamiony bzdurnymi hasłami głosuje na polityków, którzy doprowadzili do takiego stanu rzeczy, a którzy jeśli nie wiszą na czyichś marionetkowych sznurkach, to na pewno są zakładnikami własnej chorej ideologii spod znaku kielni i fartuszka. Jest nią zniszczenie wszystkiego co niesie za sobą jakąkolwiek wartość nieprzeliczalną na bankowe kwoty. Wyplenienie Boga ze społeczeństwa, które hołduje tylko walucie. Zaprzeczenie wszystkiemu co stanowi istotę człowieczeństwa. Oto ich idea.

Nie ma najmniejszych szans na to by zachód zmienił swoją politykę względem imigracji. Ratunek nie przyjdzie ze strony tych politykierów, po co bowiem ratować coś co ma zostać zniszczone? Jedyna szansa tkwi w jedynej prawdziwej Świętej Wierze, która na płaszczyźnie moralnej może przynieść odrodzenie, a w formie Kościoła Walczącego dać odpór wszelkiemu wrogowi. Szanse są nikłe, należy jednak pamiętać, że najgorsze co nasz czeka to ciemność katakumb, a te nieraz już stawały się ostatnim bastionem oporu. Mamy to obiecane – przez samego Boga.

Filip Paluch.

Jeanne D’Arc Ora Pro Nobis

Źródło: http://www.3droga.pl/artykuly/filip-paluch-co-oznacza-zamach-w-paryzu-2/

czwartek, 29 stycznia 2015

Polskie media już bronią islamu. Za atak we Francji dostało się natomiast… katolikom


Prasa wydawana w Polsce nadal idzie w ślady swych zaślepionych ideologią multi-kulti kolegów z zagranicy. Islamscy napastnicy najpierw mordują żołnierza w Wielkiej Brytanii, teraz dokonują masakry we Francji, a czołówki gazet i portali internetowych informują – to nie islam jest winny!


Przeciętnego Polaka nadal może zdumiewać fakt, iż we Francji i innych krajach zachodu hołubi się muzułmanów, mimo coraz liczniejszych ataków na cywili, a także sondaży wskazujących że wielu z nich popiera działalność Państwa Islamskiego. Elity państw zachodnich już dekady temu zatraciły swą europejską tożsamość, ale takie samo spojrzenie na islam jak one, zdają się prezentować dziennikarze piszący po polsku.

Tak oto w „Gazecie Wyborczej” głównym komentarzem jest tekst lewackiego korespondenta „Le Monde”, w którym czytamy: „Ten zamach następuje w chwili, gdy w całej Europie narastają strach i odrzucenie – nie fanatyzmu islamskiego, co byłoby naturalne – ale muzułmanów en bloc! To jest skandaliczne, obrzydliwe, groteskowe i na dodatek całkowicie kontrproduktywne (…). Ukazało się ostatnio we Francji wiele książek, które są wyrazem czystej islamofobii i które odnoszą wielki wydawniczy sukces. Ten zamach może, niestety, jeszcze bardziej rozpalić antyislamskie uprzedzenia i resentymenty”.  A więc przekaz jest jasny – islam jest dobry (pewnie dlatego, że nie jest chrześcijaństwem), tylko czasem ktoś do kogoś strzela.

„Rzeczpospolita” na okładce wytłuściła – by czytelnik czasem nie przegapił – opinię szefa francuskiej Rady Religii Muzułmańskiej, który z pewnością jest w tej sprawie wyjątkowo obiektywny. Jakie słowa przeczytamy jako pierwsze na okładce tego dziennika? „To godzina próby dla muzułmanów. Będą narażeni na cierpienie z powodu tych, którzy chcą występować w ich imieniu”. Przekaz ten sam, co w „Gazecie Wyborczej”.

W Internecie jest podobnie – portal Tomasza Lisa, natemat.pl, już w dniu zamachu oferował czytelnikom dwa materiały czołówkowe. Jednym z nich była rozmowa z Selimem Chazbijewiczem, polskim Tatarem, zatytułowana znamiennymi słowami: „Francja wyhodowała sobie terrorystów. Ale to nie islam zabija”.  Pierwsze zdania artykułu brzmią natomiast: „Wiem, że to teraz bardzo trudne, ale powinniśmy spróbować oddzielić islam od ekstremizmu, interpretację od religii. Atak terrorystyczny nie jest dowodem na tezę, że islam zabija. To dzieło tych, którzy znajdują się na szerokim marginesie islamskiego ekstremizmu”. To rzeczywiście coraz szerszy „margines”.

Samych siebie redaktorzy natemat.pl przeszli w drugim materiale poświęconym wydarzeniom z Paryża. Rysownik portalu, w ramach solidarności z francuskimi kolegami po fachu, opublikował rysunek, który podpisał: „Przerażający jest radykalizm. Każdy! Muzułmański, katolicki, hebrajski, ... każdy. Mordują w imię religii”. Tomasz Sysło nie wyjaśnił jednak, kiedy ostatnio widział katolika strzelającego do obrażających go dziennikarzy czy satyryków.

kra


środa, 28 stycznia 2015

Brutalny atak Owsiaka i WOŚP na blogera

Na początku grudnia bloger Piotr Wielgucki, znany jako Matka Kurka, rozesłał do 1467 sztabów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy e-mail z wyrokiem sądu w Złotroryi, który to wyrok jest niekorzystny dla Jurka Owsiaka i Zarządu WOŚP. W swoim e-mailu do sztabów Piotr Wielgucki pytał: „Czy Państwo macie pełną wiedzę na temat działalności WOŚP i Jerzego Owsiaka? Czy wiecie Państwo, że w Sądzie Rejonowym w Złotoryi zapadł wyrok, który jest miażdżący dla Jerzego Owsiaka i Fundacji WOŚP?”

Sprawa sądowa, która toczyła się w sądzie w Złotoryi dotyczyła oskarżenia o zniesławienie i znieważenie których w ocenie Jurka Owsiaka i WOŚP miał się dopuścić bloger. W trakcie procesu okazało się, że zarzuty które stawiał publicznie Matka Kurka mają swoje potwierdzenie w faktach. Natomiast Jurek Owsiak, który próbował w sądzie robić podobny do telewizyjnego show szybko został przez Wysoki Sąd sprowadzony na ziemię. Okazało się, że w sądzie nie ma miejsca na łażenie po stole i wykrzykiwanie „Gdzie jest ten słoik w który chowam pieniądze? Gdzie jest ten słoik?!”, jak to może sobie Owsiak wyczyniać przed kamerami w trakcie Finału WOŚP. Sąd skupił się na sprawie, w trakcie której zażądał na wniosek oskarżanego Piotra Wielguckiego, aby Owsiak przedstawił księgi rachunkowe Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, skoro uważa, że stawiane przez blogera zarzuty nie mają potwierdzenia. Tego oczekiwania ze strony sądu WOŚP nie wypełnił. Wyrok więc nie mógł być inny, czyli uniewinnienie od niemal wszystkich zarzutów, z drobnym wyjątkiem dotyczącym znieważenia, czyli po prostu nadużycia pewnych słów przez blogera skierowanych pod adresem Owsiaka. 

Co ma Matka Kurka do Owsiaka?
Zarzuty Marki Kurki dotyczą głównie przepływów finansowych pomiędzy WOŚP, a spółką Jurka Owsiaka „Złoty Melon” czy „Mrówką Całą” - firmą małżonki Owsiaka, Lidii Niedźwieckiej-Owsiak dzięki którym małżonkowie, w ocenie Wielguckiego, stali się milionerami. Ile na swoich akcjach „charytatywnych” zarobił Owsiak? Na to pytanie bloger w wywiadzie dla Polski Niepodległej (nr 40, 6-12 października br.) dał taką odpowiedź: „Tego nie da się w tej chwili jednoznacznie stwierdzić. Na takie pytanie odpowiedzieć można jedynie po analizie ksiąg rachunkowych, których Owsiak, łamiąc prawo, do sądu nie dostarczył. Niemniej ze szczątkowych dokumentów dosłanych do sądu wynika jasno, że co najmniej 40 milionów poszło z WOŚP do Złotego Melona i co najmniej 3 miliony z WOŚP i Złotego Melona do małżeńskiej kieszeni Owsiaków.(…) Do czystych zysków należy też dodać koszty utrzymania, bale, rozrywki, zabawy. Owsiak jeździ też samochodem za co najmniej ćwierć miliona złotych. Wszyscy chyba pamiętają, jakie legendy krążyły o pewnym nieistniejącym Maybachu, a Owsiakowi jakoś nikt krzywdy za ‘tłustą furę’ nie zrobił”.

Matka Kurka śle e-mail do sztabów WOŚP
O tych zarzutach i o wyroku sądu Matka Kurka postanowił poinformować najbardziej wydawałoby się zainteresowanych tematem, czyli tych, którzy jako wolontariusze angażują siły i środki w pomoc przy zbiórce funduszy na WOŚP. Matka Kurka wysłał więc do blisko 1500 sztabów informacje o wyroku sądu, o zachowaniu przedstawicieli WOŚP w trakcie rozprawy. Pisał m.in., że sąd przesłuchał jako świadka główną księgową WOŚP, która „odsyłała w zakresie szczegółowych pytań do dokumentacji, a tej ostatecznie sądowi odmówiono”. Jak wyjaśniał dalej Matka Kurka w liście do sztabów „Dokumentacja ta miała ogromne znaczenie dla oceny zasadniczego, w ocenie sądu, zarzutu Piotra Wielguckiego, sprowadzającego się do, pisząc w uproszeniu, twierdzenia, iż przy wykorzystaniu firmy ,,Mrówka Cała” i ,,Złoty Melon”, przez transakcje tych podmiotów z fundacją, środki pieniężne pozyskiwane ze zbiórek publicznych trafiają w pewnej części do Jerzego Owsiaka”. Sąd otrzymał jedynie szczątkowe dokumenty - nie było informacji szczegółowych o transakcjach zawieranych w trójkącie WOŚP-Mrówka Cała- Złoty Melon. „Nawet ta wątpliwa dokumentacja księgowa mechanizm ten potwierdzała” - pisał Wielgucki do sztabów.

Matka Kurka opublikował kilka odpowiedzi jakie otrzymał ze sztabów po swoim „donosie”. W większości kulturalne, ale zdarzyły się i takie: „nie wysyłajcie do mnie czegoś takiego, rozumiemy się ???Gówno mnie to obchodzi, co Pan myśli na temat WOŚP !!!!z wyrazami "nie"szacunku”, „spadaj PAN nA drzewo!!!Nie spamuj kurka !!!”. Tak na marginesie, ta pierwsza odpowiedź przyszła z adresu mejlowego… 22 Szczepu Harcerskiego Mexyk - komentarz chyba zbędny.

Można by nawet po tych odpowiedziach wnioskować, że list blogera spotkał się albo z lekceważeniem, albo z obojętnością. Zresztą sam bloger nie spodziewał się specjalnie niczego więcej i tak komentował wysłanie e-maila do sztabów na swoim blogu: „Owsiak ma armię i wszystkie propagandowe tuby, którymi może i nie musi sterować we właściwym kierunku. Media, politycy, wielkie firmy żyją z tej hucpy zwanej „Wielka zadyma w środku zimy” i nie mogą tak z dnia na dzień się wycofać, bo nawet nie chodzi o biznes, zrobi się nowy, ale trzeba ludzi wyprowadzić z szoku małymi krokami. Dlatego nie spodziewam się, że na miesiąc przed 23 Finałem tę imprezę ktokolwiek będzie w stanie zdetonować, ale spodziewam się, że będzie to przełomowe wydarzenie, które naiwnie zamierzam nagłośnić swoją „dawidową procą”.

WOŚP się zatrząsł w posadach?
Wydawać więc by się mogło, że Jurek Owsiak, jego małżonka i cały Zarząd WOŚP powinni spać póki co spokojnie. Tymczasem już teraz musiało coś w sztabach mocno tąpnąć skoro reakcją na e-mail Matki Kurki były aż dwa listy - zawarte w jednym e-mailu pt. Fundacja WOŚP do szefów sztabów -skierowane również do sztabów ze strony Zarządu WOŚP oraz samego Owsiaka, o czym nie omieszkał poinformować na swoim blogu Matka Kurka cytując pełną treść e-maila rozesłanego 11 grudnia przez WOŚP. Dopiero po treści tego mejla można powiedzieć, że jednak WOŚP się zatrząsł w posadach, a szczególnie w posadach Owsiaka i jego małżonki, którym to posadom zagroził jeden, wydawałoby się niegroźny bloger.

I musiał zagrozić poważnie, ponieważ w e-mailu skierowanym do sztabów i podpisanym przez wydawałoby się osoby poważne, powszechnie szanowane, czy wręcz wykształcone, m. in. z profesorskimi tytułami - które z racji zajmowanej wysokiej pozycji w społecznej hierarchii powinny reprezentować wyższy poziom niż ten, który objawiły w niniejszym liście - przeczytać można jedynie inwektywy pod adresem blogera, ale zero odpowiedzi na merytoryczne zarzuty, które kieruje on pod adresem WOŚP, firmy Złoty Melon i samego Jerzego Owsiaka. Dlatego dla Zarządu WOŚP „bloger Matka Kurka (…) dopuścił się wielokrotnego zniesławienia i znieważenia tak Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jak i Jurka Owsiaka”, informacje o przepływach finansowych są „szkalującymi Orkiestrę wiadomościami”, a osoby które otrzymały e-maila od blogera są „obiektem ataków nienawidzącego ludzi, chorego z nienawiści, sfrustrowanego furiata”. Dobrze Państwo czytacie, tak rozpoczynający się list, jak wynika z publikacji, która znalazła się na blogu Matki Kurki, podpisali prezes fundacji WOŚP prof. Bohdan Maruszewski , wiceprezes prof. Piotr Burczyński oraz członek zarządu fundacji Lidia Niedźwiedzka-Owsiak, a także „Pracownicy i współpracownicy Biura Fundacji WOŚP”. Ale dalej jest jeszcze lepiej! Oczywiście nie ma ani jednego merytorycznego argumentu jedynie płyną dalsze inwektywy (wytłuszczenia w tekście od autora tekstu): „(…) mamy do czynienia z człowiekiem wręcz niebezpiecznym. Cyniczny, pełen jadu, przepełniony złem, a jednocześnie przebiegły, sprytny, wyrachowany. Na co dzień bezrobotny, bez sukcesów w życiu, z trudną przeszłością, całą swoją energię wkłada w tworzenie bloga, gdzie publikuje treści tak skrajnie szowinistyczne i napastliwe, że nie raz już zaprowadziły go one przed oblicze sądu. Obiektami jego ataków są osoby publiczne, urzędnicy, działacze społeczni, politycy, publicyści. Skala nienawiści, z jaką rzuca się na kolejne ofiary, wykracza poza wszelkie normy moralności, etyki, człowiek ten nie uznaje kompromisów w dążeniu do celu jakim jest dzieło zniszczenia. Tym razem zniszczyć chce Fundację WOŚP i Jurka Owsiaka.”

Osobne słowa do sztabu, jak wynika z publikacji Matki Kurki, skierował również Jurek Owsiak. Jego list jest równie „ambitny” w treści: „Nie pierwszy raz ludzie, którzy nienawidzą tych, którzy coś robią, próbują zdyskredytować, zohydzić, wymyśleć każdy paszkwil i męczyć innych, aby zbudować zły obraz Polski. (…) Tak jak Zarząd - przepraszam Was, że jesteście nękani przez tego oszołoma.”

Nieco wcześniej do sądu, który wydał niekorzystny dla Jurka Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wyrok, wpłynęła apelacja ze strony adwokata reprezentującego Owsiaka i WOŚP. Matka Kurka nie omieszkał w tym kontekście na skomentowanie treści powyższego e-maila Zarządu WOŚP i Owsiaka, a także zapowiedział, że wytoczy proces Owsiakowi: „Treść paszkwilu oczywiście trafi do Sądu Okręgowego w Legnicy, jako część odpowiedzi na apelację oraz jako dowód w prywatnym akcie oskarżenia skierowanym przeciw Jerzemu Owsiakowi i najpewniej fundacji WOŚP. Nie odpuszczę tym ludziom, którzy sami sobie nadali status nietykalnych. Z dumą noszę szkarłatne litery: wariat, furiat, pełen nienawiści nieudacznik, bo to są komplementy, które odróżniają mnie od „miłości, przyjaźni i muzyki” Jerzego Owsiaka oraz całej WOŚP.”

11 stycznia odbędzie się kolejny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czy znowu przy tej okazji dziennikarze zadadzą Owsiakowi niewygodne pytania o sprawę finansów WOŚP? Czy tym razem znowu Owsiak wyłga się happeningiem podobnym do tego ubiegłorocznego, kiedy na pytania o kasę, wlazł na stół z darami na rzecz WOŚP i biegał na czworakach wykrzykując „Gdzie jest słoik?”, o tym wkrótce się przekonamy. A sprawa finansów WOŚP jak widać po determinacji Piotra Wielguckiego, tak szybko nie zniknie z wokandy i nie będzie miała tak szybkiego finału jak by sobie tego życzył Jurek Owsiak.

Tekst ukazał się w świąteczno-noworocznym wydaniu tygodnika "Polska Niepodległa"

wtorek, 27 stycznia 2015

Holenderscy doktorzy przeprowadzali eutanazję 650 dzieci

fot. PHOTOPQR/VOIX DU NORD

W 2013 roku w Holandii eutanazji poddano 650 dzieci. Ich rodzice bądź lekarze doszli do wniosku, że cierpienie małych pacjentów jest nieznośne, a śmierć jedyną „pomocą”, jakiej mogą im udzielić. Eutanazji poddano także 42 pacjentów cierpiących na skutek chorób psychicznych.


Po dekadzie od legalizacji eutanazji liczba zabijanych w ten sposób osób rośnie. W 2011 roku eutanazji poddano 13 pacjentów chorych psychicznie, dwa lata później – już 42. Według danych Królewskiego Towarzystwa Medycznego Holandii, w 2013 roku eutanazji poddano 650 dzieci.

Asystowana śmierć stała się w Holandii… częścią tamtejszego stylu życia. Jak na łamach „Daily Mail” zauważa Sue Reid, na zakończenie swojej egzystencji zdecydowała się m.in. 47-letnia Holenderka Gaby Olthuis, cierpiąca na szumy uszne. Według lekarzy, taka dolegliwość umożliwiała jej wybór śmierci. Kobieta zmarła w klinie „Life End”, osierociła 13-letniego syna i 15-letnia córkę.

Lawinowy wzrost liczby takich przypadków przyniósł reakcję. Theo Boer – etyk początkowo popierający eutanazję – publicznie przyznał, że się mylił. – W przeszłości byłem zwolennikiem tego projektu legislacyjnego. Teraz, po 12 latach doświadczeń, zajmuję inne stanowisko – tłumaczy.


Źródło: lifenews.com, breitbart.com

mat

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Niemcy? Jacy Niemcy? – Historia Europy 600–1000 A. D.

… czyli o przedniemieckiej historii Niemiec i reszty Europy
Co nam mówią w szkole?
W szkole powiedziano mi tak:
  • Polska powstała w 966 r. w momencie „przyjęcia chrztu”
  • Polacy wzięli chrzest od Czechów, bo nie chcieli wpływów niemieckich
  • Niemcy to Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego
Logicznie myślący uczeń wnioskuje z tego, że:
  • Przed 966 r. Polski nie było
  • Czeskie państwo jest starsze od polskiego
  • Niemieckie państwo to mocarstwo i cywilizacja, a polskie to smród, brud i ubóstwo

Gdzie jest wałek?

O ile wszystkie podane fakty są prawdziwe, to logicznie myślący człowiek wyciągnie z takich faktów błędne wnioski! Gdyby podać te same fakty inaczej, lub z adnotacją, każdy zrozumiałby je prawidłowo:
  • Przed 966 r. Polska oczywiście była, ale miała inne nazwy
  • Czeskie państwo i polskie państwo to jest to samo państwo, po prostu różne części federacji, różne plemiona lub na dzisiejsze: różne województwa
  • Niemieckie państwo jeszcze 100 lat wcześniej nie istniało zupełnie, powstało na zachodnich ziemiach polskich (zwanych obecnie Połabiem).
  • Polska (pod inną nazwą) jest starsza od Niemiec i to sporo.
Dowody?
Należy zrozumieć trzy rzeczy:
Nie ma w historii czegoś takiego jak dowody, są tylko poszlaki. Nie ma naocznych świadków, są tylko kroniki. Kronikarze też nie są świadkami wydarzeń, a po prostu spisują to, co ludzie mówią, albo przepisują kroniki wcześniejsze.
Z ludzkiej skłonności do obrony poglądów wynika, że jeśli mamy już coś w głowie, to ciężko to wyplenić. Dlatego tak ciężko wytłumaczyć coś osobom starszym, one wiedzą „coś” i „koniec”. Nie zmienią poglądu niezależnie od argumentów.
Kiedy jesteśmy dziećmi, pakuje nam się do głowy „fakty” bez dowodów. Następnie, jeśli ktoś chce nam powiedzieć, że prawda może być inna, to jeśli w ogóle chcemy z nim rozmawiać, to każemy mu to „udowodnić”, że ma rację. Ale w historii niezbitych dowodów nie ma!
Wnioskując z powyższego, należy po prostu porównać materiał dowodowy i poszlakowy na to „co wiedzieliśmy” i na to „co się dowiadujemy”. I własnym osądem należy wybrać „bardziej prawdopodobną” wersję. Inaczej do końca życia będziemy wierzyć bezkrytycznie w to, co nam mówiono w szkole!
W tym artykule na podstawie „oficjalnej” wersji historii pokażę, że nawet w wersji oficjalnej, jest tam o Polsce lepiej, niż w wersji szkolnej.
Mapy
W polskich szkołach, nie pokazuje się map sprzed 1000 r., bo po co? Jeszcze by ktoś zaczął zadawać niewygodne pytania. No jak już pokażą, to Grecję, Rzym, czy Persję, ale Polskę? Kogo taki pogański kraj może zainteresować?
1000 A. D.

Europa 1000 AD (kliknij, aby powiększyć)
Taka mapa to jest mapa idealna na lekcje historii, Niemcy są wielkie, a Polska przy nich mała. Psychologicznie cel osiągnięty. Wyjaśnienia może wymagać „Rus Land”, to NIE ROSJA, to RUŚ, od której Rosja przygarnęła sobie nazwę, tak jak Germanie przygarnęli tę nazwę od Słowian! Warto zwrócić uwagę, że Chorwacja jest już na Bałkanach, a Bułgarzy zajmują pół Grecji. Jest to jeszcze spadek po naszym zwycięskim najeździe na Rzym 500 lat wcześniej. Warto zapamiętać, że na tej mapie jezioro Wan (tr: „Van Golu”), leży w Armenii (to jest ta niebieska plama przy granicy z Turcją). Po co nam to jezioro Wan? Będzie o nim w innym artykule (uprzedzam pytania: tak, ma związek z Polską).
900 A. D.

Europa 900 A. D. (kliknij, aby powiększyć)
Oto mapa pokazująca Europę „zaledwie” 100 lat wcześniej! Polska na środku jest jak zawsze, ale zaraz, zaraz… gdzie podziały się Niemcy? No taka mapa to się do szkoły już kompletnie nie nadaje. I dlatego zapewne nigdy wcześniej jej nie widzieliście.
Z istotnych rzeczy, jakie należy zapamiętać, to Borussia na terenie Elbląga i Olsztyna. Borussia to Prusy. Prusy to NIE NIEMCY, jak nam wmawiano na lekcjach historii! Prusowie tu naród bałtosłowiański (jak Żmudzini, Jadźwingowie czy Litwini). Dopiero pod wpływem niemieckiego chrześcijaństwa zaczął mówić po niemiecku. Dlatego Niemcy w sporym procencie mają słowiańską i bałtosłowiańską haplogrupę krwi!
Proszę zwrócić uwagę, że Chorwacja jest zapisana jako „Chrobacja” oraz na to, że na mapie jest… druga Chorwacja, na terenie dzisiejszego Lwowa, podpisana jako „White Chrobati”. Tak, Chorwaci pochodzą z Małopolski, a na Bałkanach zostali po kampanii przeciw Rzymowi w VI w.
Kolejną istotną kwestią są Serbowie w miejscu dzisiejszego Drezna. Oni też brali udział w kampanii przeciw Rzymowi w VI w. i dlatego dziś, Serbia leży na Bałkanach. Przodkowie Serbów żyją do tej pory na terenie obecnych Niemiec, a więcej o nich znajdziesz tutaj:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Serbo%C5%82u%C5%BCyczanie.
Nie jest przypadkiem, że obecny premier Saksonii (landu w Niemczech), Stanislaw Tillich mówi biegle po polsku, czesku i serbsku. On jest właśnie Serbem Łużyckim. Na terenie Serbii bałkańskiej jest napis „Rascia” czyli „Raszka„. Nazwa wzięła się od ówczesnej stolicy Serbii bałkańskiej.
Na terenie obecnego Berlina na mapie są Hevelians (https://pl.wikipedia.org/wiki/Hawelanie), też o nich nie słyszałeś, bo założyli Berlin i Brandenburg! Od nich pochodzią nazwy i nazwiska: Václav Havel, Jan Heweliusz, Hawela oraz Hobolin.
Teraz już wiesz, dlaczego każde miasto w Niemczech ma polską nazwę. Każdego kolejnego orędownika teorii o „ziemi niemieckiej” poczęstuj powyższą mapą.
800 A. D.

Europa 800 A.D. (kliknij, aby powiększyć)
Cofamy się o jeszcze 100 lat. Poprzednia mapa nie kłamała. Nadal nie ma tu żadnych Niemców!
W Hiszpanii jest „Al-Andalus”. Nazwa nie jest nam obca, bo pochodzi od „Wandalów” z Krakowa, którzy założyli tam państwo 250 lat wcześniej, a później przenieśli się do Afryki. W języku arabskim „Al” to przedimek określony, a litera „W” nie istnieje wcale, dlatego jest „Al-Andalus” zamiast po naszemu „Wandalus”. Od tego słowa pochodzi współczesna nazwa: „Andaluzja”.
Na terenie Hamburga i Bremy są „Saxons” czyli Saksończycy. Są to Słowianie, a nie Germanie jak mówi Wikipedia, bo Germanów, w tym czasie tam po prostu NIE BYŁO! Nazwa Saksończycy to zgermanizowana nazwa ludzi, którzy posługują się siekierami (porównaj nazwę Drewlanie, którzy zamieszkują dokładnie ten sam teren w tym czasie). Ważnym odnotowania jest fakt, że podczas totalnej lechickiej inwazji na Rzym w VI w. Sasi mieli za zadanie odbić od Rzymu Wielką Brytanię. Spadkiem po tych wydarzeniach są brytyjskie hrabstwa: Essex, Wessex i Sussex czyli Wschodnia, Zachodnia i Południowa Saksonia.
Widać też lud Madziarów (Magyars) zbliżający się od wschodu, który z Avarami zrobi w ciągu 200 lat to samo, co Niemcy z Połabianami. Słowiański naród pod wpływem kultury zmieni język na odpowiednio niemiecki i węgierski. Węgrzy tak samo jak Polacy czy Chorwaci twierdzą, że są potomkami Sarmatów. Teraz już jasnym jest, dlaczego Węgrzy wyglądają jak Polacy, mówią po angielsku z polskim akcentem, ale dogadać w ojczystych językach się zbyt łatwo nie możemy.
700 A. D.

Europa 700 A.D. (kliknij, aby powiększyć)
Ta mapa niewiele różni się od poprzedniej. Pojawia się na niej „Bavaria”. Bawaria nazwę bierze od ludu Bajuwarów lub Bojowarów, które oznacza nie mniej nie więcej niż Bojowie Warowni. Literkę J z Bojuwarów słychać jeszcze w niemieckim określeniu Bawarii czyli Bayern. Nazwa Bawaria jest nazwą łacińską.
Na mapie też pojawia się Bohemia. Jest to jedna z rzymskich nazw Słowian. Pochodzi od słowa „Bóg”/„Boh”. Bohemia znaczy tyle, co kraj Bogów. Nie jest to przypadkowa nazwa. Porównaj z nazwą „Lech„, albo „Got” (Goci w tym czasie mieszkali w Polsce). Są też określenia „Pan” oraz „Pol”/„Polak”, ale o tym będzie obszerniej innym razem. W późniejszym czasie nazwa ta zostaje scedowana na Czechów, dlatego na studiach nie ma „czechistyki”, a jest „bohemistyka”.
600 A. D.

Europa 600 A.D. (kliknij, aby powiększyć)
Kolejna mapa potwierdzająca, że Niemiec między Francją, a Polską po prostu NIE BYŁO!
Z ciekawostek: Baskonia jest opisana jako Vasconia. Ważne ze względu na to, żeby zapamiętać, że B i W są wymienne między językami. A Bułgaria leży nad… Morzem Azowskim. Druga Bułgaria jest w Rumunii. Nie jestem w stanie na ten moment powiedzieć, czy to te same Bułgarie, czy tylko zbieżność nazw. Rzymu zachodniego już nie ma, a Rzym wschodni to jeszcze potęga.
Dlaczego nie idę dalej? Bo wiek VI n. e. jest bardzo ważnym wiekiem w naszej historii. Wtedy podbiliśmy całą Europę, a to zasługuje na co najmniej jeden oddzielny artykuł.
Co było, jak nic nie było?
Co bardziej spostrzegawczy ludzie zauważą, że pełno jest różnych krajów, plemion czy ludów w całej Europie poza jej słowiańską częścią. Słowianie mają swoje nazwy i kolory w zasadzie tylko przy granicy z (dawnym) Rzymem. Nasi mądrzy historycy interpretują to następująco:
„Polski nie było, była dzicz, lasy i niedźwiedzie polarne, no przy granicy z Rzymem może była jakaś prymitywna cywilizacja”.
A może jednak to nie tak było? Przecież te WSZYSTKIE mapy powstały na podstawie kronik rzymskich, frankońskich, angielskich czy niemieckich! Po kiego grzyba pisać to o jakichś ludach na Syberii, których nikt na oczy nie widział? Idąc tym tokiem rozumowania, należy przyjąć, że cały świat był wyludniony, tylko dookoła zachodniej Europy byli jacyś ludzie. Każdy przecież pisał o sobie i o najbliższych sąsiadach, których znał i z którymi handlował.
Nagle jak się pojawiła jakaś wielka inwazja „obcych”, to się o nich napisało pod ich nazwą (bo rodzimej często nie było dla nieznanych ludów) i nie pisało się jacy to oni są bohaterscy, tylko się pisało, że to zwierzęta brodate, garbate, diabły wcielone, niemyte, obskurne, barbarzyństwo pieprzone, brodate i zapuszczone itd. Nikt im świątyń nie stawiał, chyba że wygrali, popili i sami sobie postawili.
Daleko nie trzeba szukać analogii. Każdy kto oglądał „Grę o tron”, wie w jaki sposób pisze się o „barbarzyńcach zza muru”, my z punktu widzenia Grecji i Rzymu byliśmy właśnie takimi barbarzyńcami, a Dunaj i Łaba/Ren były takim murem.
Lecz chwilę pomyślmy, dlaczego do stworzenia tych map nie użyto analogicznych kronik słowiańskich, przecież wiadomo, że byli Arabowie czy Chińczycy, to nie wiadomo, że byli Słowianie? Na mapie tak samo nie ma Arabów, chyba że przy samym morzu lub granicy. A Chińczycy mieli własne kroniki. Nasze natomiast zostały wszystkie zniszczone i spalone niedługo po przyjęciu chrześcijaństwa. Dlaczego? Bo zawierały „szatańskie znaki”, Słowianie przed chrześcijaństwem przecież nie pisali po łacinie, a normalnymi runami słowiańskimi (bukwami).
Jedyne co w zasadzie wiemy o przedkatolickiej historii Polski, to przepisane kroniki (każdy nowy kronikarz często nawiązywał do poprzednich kronik), historię przekazuje się też z ustnie z pokolenia na pokolenie, dlatego każdy pobieżnie ją znał (nawet kronikarz) i to co teraz dla nas jest często szokiem informacyjnym, dla naszych przodków było oczywistą oczywistością.
Masowe wymazywanie polskiej historii miało miejsce dopiero pod zaborami. Do tego czasu każdy Polak wiedział, że jest Lechitą, Sarmatą, potomkiem bogów czy Panem (do dziś tytułujemy się per Pan, Pani, a zbiór Polaków nazywamy „państwem”) i wszystkie polskie kroniki to potwierdzają. W zasadzie to nie tylko polskie, bo zachodnie również.
Skąd się w takim razie wzięła wersja szkolna? Procedura jest bardzo prosta. Bierzemy polską kronikę i czytamy: „Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Sprawdzamy kronikę niemiecką: „Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Wszystko gra, wpisujemy do podręcznika. Znów bierzemy polską kronikę i czytamy: „Aleksander Wielki podbił Kraków”. Sprawdzamy kronikę niemiecką, a tu nic na ten temat. No ale jak ma tam coś takiego być, jak Niemiec w 900 roku jeszcze nie było, a Aleksander najechał Kraków 1400 lat wcześniej! Jednak „historykom” to w niczym nie przeszkadza! Ich wniosek? Polski kronikarz za dużo się lulka napalił i nie wiedział co pisze. Kasujemy z podręcznika. Ale zaraz, tak pisze jeszcze 2 innych kronikarzy! No to oni na pewno przepisali od tamtego! Kasujemy i kropka.
Mam nadzieję, że już każdy teraz wie, skąd się wzięła „Historia” w polskich szkołach. Zapraszam do polskich kronik oraz słowników. Historię możesz wymazać stosunkowo łatwo, języka tak łatwo z narodu nie wyplenisz.


phoenix84pl
http://wspanialarzeczpospolita.wordpress.com

Za: http://marucha.wordpress.com/2014/10/15/niemcy-jacy-niemcy-historia-europy-600-1000-a-d/#more-45657