piątek, 16 stycznia 2015

Czy istnieje alternatywa dla wulgarności?


Wielu katolików dziś zastanawia się, skąd bierze się gigantyczna fala wulgarności i prostactwa ogarniająca społeczeństwo od najwyższych szczebli: jak polityka, nauka, media etc. na zwykłych zjadaczach chleba kończąc.


Widząc nasilające się zjawisko wulgarności i erozji obyczajów, zakładamy, że istnieje jakiś skrajnie odmienny i lepszy model stylu życia, do którego - podświadomie niejako - tęsknimy. Życzylibyśmy sobie kurtuazji, wolnego od wulgaryzmów języka, taktu, dobrych manier przy stole, szacunku okazywanego kobietom i osobom starszym. Tęsknimy za szacunkiem dla religii i sfery sacrum; za rycerskością, szlachetnością i ludźmi gotowymi poświęcić swoją wygodę i komfort w imię wyższych wartości, jak uprzejmość i zwyczajna gotowość do pomocy drugiemu, a zwłaszcza słabemu i bezbronnemu.

Okazuje się, że wszystkie te wymienione wartości związane ze stylem życia najwspanialej zamanifestowały się w rzeczywistości szlachty i arystokracji zrodzonej w łonie cywilizacji chrześcijańskiej w średniowieczu  oraz w tzw. Ancien Regime  czyli w okresie od upadku średniowiecza do Rewolucji Francuskiej. I wciąż stanowią żywy, atrakcyjny wzór do naśladowania, czego dowodem jest niesłabnące zainteresowanie pięknem monarszych i arystokratycznych rodzin. 

Prezentujemy fragment jednej z najważniejszych książek Plinia Correi De Oliveira, pt. Szlachta i inne analogiczne elity w orędziach Piusa XII. Książka ta zawiera błyskotliwy opis idei szlachectwa i arystokracji, jako najpiękniejszej realizacji porządku naturalnego, organicznego i katolickiego w społeczeństwie. Porządku, który jak dotąd w sposób najdoskonalszy zamanifestował się w średniowiecznym Christianitas i częściowo w okresie Ancien Regime.

Plinio Correa de Oliveira, którego 106. rocznicę urodzin  dziś obchodzimy, był brazylijskim działaczem katolickim, pisarzem i myślicielem, założycielem działających na całym świcie sieci Stowarzyszeń Obrony Tradycji Rodziny i Własności. Jest autorem wielu książek i opracowań. Wśród najważniejszych jego dzieł znajduje się książka, która nie doczekała się jeszcze polskiego wydania pt.: Szlachta i inne analogiczne elity w orędziach Piusa XII (A Nobreza e as elites tradicionais).



Redakcja PCH24.pl


Szlachecka doskonałość: ideał dżentelmena i damy



W średniowieczu i Ancien Regime stan szlachecki nie mógł być utożsamiany ze zwykłym stanem. W pewnym sensie oznaczał on wykonywanie profesji, dającej utrzymanie, jednakże stał się także czymś o wiele większym. Przez to, że był dziedziczony, stan ten głęboko naznaczał szlachcica i jego rodzinę. Tytuł szlachecki był nadawany, a czasami stawał się nazwiskiem. Herb był znakiem rozpoznawczym rodziny szlacheckiej, a ziemię, którą zarządzał szlachcic zwykle nazywano od jego nazwiska, a jeśli nie, to jej nazwa była dołączana do tytułu szlacheckiego.

Przykład doskonałości zarówno w czasie wojny, jak i pokoju



Możemy wskazać dwie podstawowe zasady, które określały szlachcica. Po pierwsze, by być wzorem dla innych, szlachetnie urodzony umieszczony na szczycie hierarchii feudalnej, musiał być z definicji chrześcijańskim bohaterem zdolnym do każdego poświęcenia dla dobra swojego władcy i podległego mu ludu. Musiał być zbrojnym obrońcą Wiary i Chrześcijaństwa w częstych wojnach prowadzonych przeciwko poganom i heretykom. Po drugie, wobec podwładnych i pozostałej szlachty, w każdej dziedzinie on i cała jego rodzina musiał dawać dobry przykład jak największej doskonałości. Poprzez cnotliwe życie, doskonałe maniery, wyrafinowany gust, sposób urządzania domu i celebrację uroczystości, szlachta musiała motywować wszystkich członków społeczeństwa, by dążyli do doskonałości w swojej dziedzinie.

Chrześcijański dżentelmen i chrześcijańska dama



Te dwie zasady w cudowny sposób znalazły odzwierciedlenia w praktyce, jak się o tym zaraz przekonamy. W średniowieczu ludzie mogli żyć zgodnie z własnymi przekonaniami i uczuciami religijnymi. To w ten sposób zasady chrześcijańskiego dżentelmena i chrześcijańskiej damy zaistniały w Europie, a później w zachodniej kulturze. Dżentelmen i dama oto dwie koncepcje, w Ancient Regime zawsze wyznaczały najwyższe standardy ludzkiej doskonałości. Niestety, wskutek postępującej sekularyzacji, na przestrzeni wieków uległy one powolnej degradacji. Mimo wszystko jednak, nawet w naszych czasach, w których tytuły stały się już archaiczne, wyznaczają one wciąż standardy doskonałości.

Także wtedy, kiedy szlachta traciła wszystko, nie tylko we Włoszech (które Pius XII miał w szczególności na myśli), ale także w innych krajach, ich wspaniały standard życia nadal trwał. Wzorzec ten, który jest największym i najcenniejszym skarbem szlachectwa, można w pełni zrozumieć, tylko wówczas gdy rozważy się uprzednio, dlaczego i w jaki sposób był on formowany wewnątrz twórczego procesu powstawania feudalnej hierarchii.

Poświęcenie, dobre maniery, etykieta i protokół – uproszczenia i szkody wyrządzone przez burżuazyjny świat



Poświęcenie - jest to słowo, które zasługuje na szczególne podkreślenie, ze względu na centralne miejsce, jakie zajmuje w życiu szlachty. Na co dzień przejawiało się ono w postaci ascezy. W rzeczy samej, dobre maniery, etykieta i protokół były rozwijane zgodnie ze wzorami, które wymagały od szlachty nieustannego zwalczania wulgarności, grubiaństwa i wszystkiego tego, co jest przykre w ludzkiej naturze. Życie społeczne było w pewnych aspektach nieustannym poświęceniem, które wymagane było w coraz większym stopniu, w miarę rozwoju i transformacji cywilizacji.

To zdanie może wywołać sceptyczny uśmiech niektórych czytelników. Jednak jeśli chcą się oni przekonać, że jest ono prawdziwe, niech wezmą pod uwagę wszelkie uproszczenia i wykoślawienia wprowadzone do etykiety i ceremoniału przez burżuazyjny świat, który zrodził się z Rewolucji Francuskiej. Bez wyjątku wszystkie te zmiany zostały wcielone dla ułatwienia niefrasobliwości i burżuazyjnej wygody „nowobogackich,” nastawionych na zachowanie w nowo zdobytej reputacji jak najwięcej wulgarnych elementów z ich poprzedniego stylu życia.

Stąd pochodzi właśnie erozja dobrego smaku, etykiety, dobrych manier, pragnienia „rozwijania” i rozpowszechnienia spontanicznych oraz ekstrawaganckich fanaberii „hippisowskich”, które osiągnęły swój szczyt w nieokiełznanej rebelii sorbońskiej w 1968 r. i w późniejszej subkulturze punkowej.

Fragment pochodzi z książki: Plinio Correa de Oliveira, Szlachta i inne analogiczne elity w orędziach Piusa XII,



Tłumaczenie i opracowanie AS

czwartek, 15 stycznia 2015

Krzyż w Cíhosti

fot.raichinger/sxc.hu

Wierni zamarli z wrażenia. Na ich oczach krzyż ołtarzowy zaczął kołysać się na boki.
Był 11 grudnia 1949 roku. Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Číhošti, maleńkiej wiosce położonej dokładnie w centrum Czech, stał się sceną niezwykłych wydarzeń.


Cud
W owym dniu przypadała trzecia niedziela Adwentu. Proboszcz Josef Toufar wygłaszał właśnie kazanie; mówił o obecności Zbawiciela w tabernakulum. Nagle 48-centymetrowy drewniany krzyż umieszczony w ołtarzu głównym, nad tabernakulum, zaczął gwałtownie kołysać się w prawo i lewo…
Ksiądz Toufar sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył nadnaturalnych ruchów krucyfiksu. Nazajutrz zjawił się u niego parafianin, kowal Vacláv Pospisil. Potwierdził to, co widziały oczy wielu. Potem napłynęli kolejni świadkowie, ogółem 19 osób w wieku od 10 do 45 lat - mężczyźni, kobiety i dzieci. Siłą rzeczy – wszak zdarzenie miało miejsce w świątyni, w czasie Mszy – przeważały osoby głęboko wierzące, choć nie brakło dwójki parafian znanych jako letni katolicy, a nawet jednego prawie niewierzącego, którego nie wiedzieć co zagnało akurat tego dnia do kościoła. A teraz wszyscy oni, rozgorączkowani, twierdzili, że byli świadkami cudu!

Pasterz
Proboszcz Toufar twardo stąpał po ziemi. Jego droga do kapłaństwa była długa i kręta. Urodził się w 1902 roku w rodzinie chłopskiej. Aż do 26. roku życia, z przerwą na odbycie zasadniczej służby wojskowej, pomagał ojcu w gospodarstwie. Dopiero po śmierci rodziców rozpoczął naukę, pragnąc zrealizować swe marzenie o kapłaństwie. Przyjął święcenia w wieku 38 lat. W 1948 roku został proboszczem we wsi Číhošť na Wyżynie Czesko-Morawskiej.
Teraz ksiądz Josef starał się zachować trzeźwość osądu. Jednak dwa tygodnie później, w samo Boże Narodzenie, cud powtórzył się. Na oczach zgromadzonych wiernych nieznana siła znów wprawiła krucyfiks w ruch; wpierw jął się chwiać się na boki (proboszcz ocenił kąt wychylenia na 45 do 50 stopni), następnie pochylił się do przodu i tak już pozostał.
Proboszcz niezwłocznie przystąpił do dokumentowania niezwykłego zdarzenia. Na jego prośbę fotograf Josef Peške uwiecznił na zdjęciach pochylony krzyż.

Oprawcy z StB
Wieść o niezwykłych wydarzeniach rozprzestrzeniała się po kraju lotem błyskawicy. Zapanowało zrozumiałe poruszenie. Do maleńkiej wioski zaczęli ściągać pielgrzymi, nieraz z odległych stron. Wzbudziło to niepokój władz.

28 stycznia 1950 roku do proboszcza zgłosili się dwaj mężczyźni przedstawiający się jako dziennikarze, rzekomo pragnący przygotować materiał o tajemniczych wypadkach w Číhošti. Wspólnie z księdzem udali się na zwiedzanie kościoła. Niespodziewanie kapłan został zaatakowany i zawleczony do oczekującego samochodu. Proboszcz znalazł się w rękach funkcjonariuszy Bezpieczeństwa Państwa (Státní bezpečnost – StB).
Ksiądz Toufar został umieszczony w więzieniu na terenie Valdic koło Jiczyna. Zażądano od niego podpisania oświadczenia, że cud był oszustwem, kuglarską sztuczką. Kiedy odmówił, poddano go torturom. Zespołem oprawców kierował porucznik StB Ladislav Mácha. On i jego podwładni katowali księdza niemiłosiernie, do utraty przytomności. Męczyli go brakiem snu, wody i pożywienia. Gdy pozwalali mu zdrzemnąć się na krótką chwilę, spał w zimnej celi pozbawionej pryczy, na betonowej podłodze.
Torturom towarzyszyła kampania nienawiści w mediach. Proboszcza z Číhošti oskarżono o tumanienie ludu religijnymi zabobonami. Aby postać klerykalnego zbrodniarza uczynić jeszcze bardziej ohydną, postawiono mu zarzut molestowania seksualnego dzieci (najwyraźniej wzorowano się tu na procesach duchownych w III Rzeszy). Czerwoni propagandyści atakowali również zaciekle Stolicę Apostolską, której „agentem” miał być ksiądz Josef. Aresztowania dotknęły także znajomych proboszcza, wśród nich osób będących świadkami cudu. Zapadały surowe wyroki – fotograf Josef Peške, „winny” wykonania kilku zdjęć krzyża, skazany został na 13 lat więzienia!

Sznurki z Watykanu
22 lutego 1950 roku, po dwudziestu pięciu dniach morderczej „obróbki” aresztowanego, bezpieka ogłosiła swój triumf. Ksiądz miał rzekomo podpisać dokument poświadczający przyznanie się do winy – sfabrykowania cudu krzyża oraz zbrodni molestowania młodych chłopców.

W nocy z 23 na 24 lutego pracownicy StB oraz wynajęci przez nich filmowcy przewieźli księdza Josefa do kościoła w Číhošti. Komuniści zamierzali nakręcić film propagandowy, demaskujący niecne knowania agentury watykańskiej. Ponieważ skatowany duchowny ledwie trzymał się na nogach, sfilmowano go tylko w krótkim ujęciu na ambonie. Zdecydowano, że w pozostałych scenach zagra go podstawiony aktor, niepokazujący twarzy. Do tej roli zgłosił się nie byle kto, bo sam prokurator generalny, osławiony dr Karel Čížek, z upodobaniem oskarżający w wielu procesach politycznych.
Po pewnym czasie film wszedł na ekrany czechosłowackich kin pod bombastycznym tytułem: Biada temu, przez którego przychodzi zgorszenie. Jak nietrudno się domyślić, zamiarem filmowców było zdyskredytowanie postaci čihoštskiego proboszcza. W obrazie pokazano, że krzyż ołtarzowy miał być poruszany za pomocą przemyślnej maszynerii, uruchamianej pociąganymi z ukrycia sznurkami. W symbolicznej scenie widz mógł zaobserwować, że sznurki te wprawiane są w ruch z Rzymu i z Nowego Jorku...
Film okazał się niewypałem. Zastosowane w nim chwyty propagandowe były zbyt prymitywne i nachalne, by przekonać kogokolwiek o winie kapłana. Obraz szybko wycofano z dystrybucji, po stwierdzeniu, że na przekór intencjom twórców, wzbudza on zainteresowanie cudem w Číhošti.

Ciało we krwi
Tymczasem po księdzu Josefie… zaginął ślad. Wbrew oczekiwaniom, nie doszło do jego pokazowego procesu.
Dopiero po czterech latach, w 1954 roku, jego rodzinę poinformowano o zgonie więźnia Josefa Toufara. Jako przyczynę śmierci podano rozległe zapalenie otrzewnej w wyniku perforacji żołądka lub jelit. Miejsca pochówku zwłok nie ujawniono. Prawdziwe okoliczności śmierci kapłana wyszły na jaw dopiero podczas „odwilży” w 1968 roku.
Umęczony w śledztwie ksiądz Josef trafił do szpitala w Pradze 25 lutego 1950 roku, dosłownie nazajutrz po powrocie z „planu filmowego”, przywieziony przez pracowników StB. Zmarł jeszcze tego samego dnia, o godzinie 20.35. Personel szpitala dobrze zapamiętał ten przypadek. Doktor František Maurer wspominał: Zrobiliśmy wszystko, co w ludzkiej mocy, ale tego człowieka nie dało się uratować. Był nadzwyczaj brutalnie pobity, skatowany na śmierć. Powiem jasno – zamordowany!.

Jedna z pielęgniarek stwierdziła: Byłam w obozie koncentracyjnym, widziałam wiele w życiu, ale nigdy aż tak strasznego przypadku przemocy. Na jego ciele nie było miejsca niepokrytego krwią. Z ust stale ciekły mu ślina i krew… .

Ksiądz pochowany został w zbiorowej mogile, pod fałszywym nazwiskiem. Władze komunistyczne nie były zadowolone z przedwczesnego zgonu agenta Watykanu i deprawatora nieletnich, któremu szykowały proces pokazowy. Dlatego też kierującego zespołem śledczych (czyt. oprawców) StB, porucznika Ladislava Máchę ukarano… naganą.

Czerwoni bali się cudu
Po upadku reżimu komunistycznego, w 1994 roku Urząd ds. Badania i Dokumentacji Zbrodni Komunistycznych (UDV) podjął śledztwo w sprawie śmierci księdza Josefa Toufara. Po przeanalizowaniu akt StB stało się jasne, że materiał oskarżenia został w całości sfabrykowany.

Nie było żadnego molestowania dzieci – rzekomo skrzywdzeni chłopcy zostali zastraszeni przez funkcjonariuszy bezpieki i zmuszeni do złożenia zeznań obciążających kapłana.
Wbrew propagandystom, StB wcale nie odkryła też żadnego urządzenia, za pomocą którego można było poruszać krzyżem ołtarzowym. Sposób wprawienia krzyża w ruch pozostaje niewytłumaczalny, przynajmniej przy użyciu kryteriów naukowych.
Analiza tekstu rzekomego przyznania się do winy wykluczyła autorstwo księdza. Być może umęczony w śledztwie kapłan złożył podpis pod tekstem przygotowanym przez inną osobę, niewykluczone, że na pustej jeszcze karcie.
Co najbardziej zdumiewające, sprawa cudu w Číhošti była z uwagą analizowana przez najwyższe czynniki partyjne i rządowe. Zajmowało się nią Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Decyzję o rozpoczęciu akcji przeciw lokalnemu proboszczowi podjął osobiście prezydent kraju Klement Gottwald. Działania śledcze monitorował minister spraw wewnętrznych oraz dostojnicy partyjni. Tak bardzo bali się cudu w małej czeskiej wiosce.

Znaki czasu
W 2013 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Josefa Toufara. A wielu wiernych stawiało sobie pytanie: dlaczego właśnie Číhošť? Czemu świadkiem cudu stała się maleńka wioseczka, nikomu wcześniej nieznana, z ledwie sześcioma setkami obywateli?
Może właśnie z uwagi na swoją „marność”? Iluż mieszkańców, w czasach Jezusa, liczyło sobie Betlejem - najmniejsze wśród plemion judzkich (Mi 5,1)?
A może dlatego, że to właśnie w Číhošti, jakieś 400 metrów na północny wschód od parafialnego kościoła, przypada geograficzny środek Czech? Bo to serce kraju tak zajadle atakowanego przez herezje, potem przez wojujący liberalizm i komunizm?
Číhoštski kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, istniejący od co najmniej 1350 roku, przetrwał wojny husyckie, potem horror wojny trzydziestoletniej. Był niczym niewzruszona skała, opierająca się złym czasom. Kiedy znowu nastała godzina próby, krzyż w świątyni zachwiał się, pochylił niczym człowiek zgięty wpół po dotkliwym ciosie – przecież jednak nie upadł.


Andrzej Solak

środa, 14 stycznia 2015

Uzasadnienie wyroku miażdży Owsiaka. Sąd potwierdza fakty podane przez blogera

foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
MatkaKurka przedstawił pełne, 28-stronicowe uzasadnienie wyroku ogłoszonego w procesie jaki wytoczył mu Jerzy Owsiak. Bloger podkreśla, że treść dokumentu jest miażdżąca dla Jerzego Owsiaka, fundacji WOŚP oraz księgowej Doroty Pilarskiej i rzecznika WOŚP Krzysztofa Dobiesa. Ponadto sąd wykazał szereg nieścisłości w zeznaniach Owsiaka. Prezes WOŚP w jednym zdaniu zaprzeczał czemuś, a w następnym potwierdzał to - czytamy na kontrowersje.net.


Piotr Wielgucki (piszący jako bloger Matka Kurka) podaje, że „prywatny akt oskarżenia Jerzego Owsiaka i Fundacji WOŚP był motywowany strachem przed ujawnieniem mechanizmu finansowania prywatnej kieszeni małżeństwa Owsiak z publicznej kasy i ofiar donatorów”.

Sąd w uzasadnieniu napisał na jakiej podstawie bloger sformułował zarzuty oraz, że były prawdziwe. Matka Kurka przedstawił je na stronie kontrowersje.net

Zawarte w tych artykułach twierdzenia, dotyczące wpływów: fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, źródeł i wysokości tych wpływów, wysokości wydatków i ich przeznaczenia, posiadanych przez fundację nieruchomości i kosztów ich zakupu, zacytowanych czy przytoczonych słów Jerzego Owsiaka bądź innych osób publicznych (…) struktury własnościowej i personalnej takich podmiotów, jak „Złoty Melon” spółka z o.o. czy „Mrówka Cała”(jednoosobową działalność gospodarcza prowadzona przez Lidię Niedźwiedzką-Owsiak), charakterystyki fundacji WOŚP, zatrudnienia Jerzego Owsiaka i Lidii Niedźwiedzkiej-Owsiak w „Złotym Melonie” lub fundacji WOŚP, przepływy finansowe pomiędzy fundacją WOŚP, „Złotym Melonem”, „Mrówka Całą”, Piotr Wielgucki oparł o: brzmienie statutu fundacji WOŚP, rzeczywiste wypowiedzi Jerzego Owsiaka i innych osób publicznych, opublikowane w mediach, sprawozdania finansowe fundacji WOŚP. (…)

Niektóre zawarte w artykułach twierdzenia, dotyczące: kosztów organizacji tzw. finałów WOŚP, sposobu przeprowadzania zbiórki publicznej, Piotr Wielgucki oparł o fakty powszechnie znane, które w szczegółach wykazywał w toku procesu. Wszystkie twierdzenia Piotra Wielguckiego, zawarte w wymienionych publikacjach i objęte skargą oskarżycieli prywatnych, były prawdziwe" - napisał sąd w uzasadnieniu.

Sędzia też zaznaczył, że zachowania oskarżonego - za wyjątkiem określenia ,,hiena cmentarna” - zarzucane mu aktem oskarżenia, nie wypełniły znamion ustawowych czynu zabronionego. Nie było przekłamań w tekstach blogera!

Sąd nie dopatrzył się w wyjaśnieniach oskarżonego, w tych punktach gdzie mówił o faktach, przekłamań. Gdy Piotr Wielgucki powoływał się na konkretne kwoty bazował przede wszystkim na sprawozdaniach finansowych i rozliczeniach przedstawionych przez WOŚP” – czytamy w uzasadnieniu.

Co do Jurka Owsiaka sąd napisał, że w wyjaśnieniach i tłumaczeniach prezesa WOŚP było mnóstwo nieścisłości.

Nie kwestionując, co do zasady, wiarygodności zeznań Jerzego Owsiaka, podkreślić trzeba, że sąd dostrzegł w tych zeznaniach szereg nieścisłości. Część tych nieścisłości nie miała charakteru pierwszorzędnego, dotyczyło to takich kwestii, jak wskazywanie, iż od początku istnienia spółki ,,Złoty Melon” pełnił on w niej funkcję prezesa zarządu, a następnie wskazywanie, iż nie wie kto jest prezesem tego podmiotu, czy też wskazywanie, że czternaście godzin dziennie poświęca pracy w fundacji, a następnie, iż całą swoją siłę wkłada w pracę dyrektora graficznego w spółce ,,Złoty Melon”. Pewne nieścisłości dotyczyły jednak zagadnień istotnych z punktu przedmiotu procesu.

Świadek Jerzy Owsiak z jednej strony przedstawiał, iż doskonale wie co i do kogo mówi, a następnie podawał, że nie pamięta słów wypowiadanych pod adresem Piotra Wielguckiego (przy czym w pytaniach oskarżonego treść tych słów była przytaczana) w sytuacji, gdy słowa te oskarżony w sposób bezsprzeczny wykazał. Jerzy Owsiak w jednym zdaniu zaprzeczał, aby fundacja organizowała szkolenia dla ratowników medycznych, po czym w kolejnym zdaniu to potwierdzał” – czytamy.

A jak sąd ocenił wiarygodność księgowej WOŚP i „Złotego Melona” Doroty Pilarskiej?

Do zeznań tego świadka sąd podszedł jednak ostrożnie, gdyż świadek był osobą, która sporządzała wykazy operacji finansowych, o które zwracał się sąd, a które wzbudziły szereg wątpliwości. Ponadto, co jest dla sądu zadziwiające, świadek nie potrafiła wytłumaczyć wielu kwestii związanych z działaniem programu księgowego, na którym na co dzień pracuje. (…) Z zeznań samej Doroty Pilarskiej wynikał szereg wątpliwości co do możliwości „odczytania” zawartych w nadesłanej dokumentacji danych (do szeregu kwestii sama główna księgowa nie była w stanie się jednoznacznie odnieść)”- czytamy.

Matka Kurka wykazał, że odsetki z kapitału, pochodzącego ze zbiórki publicznej (tzw. ,,puszki”) były przeznaczane na organizację przystanku Woodstock.

Nawet świadek Dorota Pilarska wskazała natomiast, iż na delegacje pracowników fundacji, wysyłanych na Przystanek Woodstock, środki pochodziły z takiego źródła” – napisał sąd.

I najlepsze na koniec. Czy Piotr Wielgucki udowodnił, że istnieje mechanizm przepływu pieniędzy w trójkącie fundacja WOŚP, spółka ,,Złoty Melon” i firma „Mrówka Cała”? Warto przypomnieć, że Jerzy Owsiak mimo próśb ze strony wymiary sprawiedliwości nie upublicznił ksiąg rachunkowych.

Piotr Wielgucki udowodnił samo istnienie mechanizmu transakcji i umów w trójkącie podmiotów (fundacja WOŚP spółka ,,Złoty Melon” i firma „Mrówka Cała”), a nawet ta wątpliwa dokumentacja księgowa mechanizm ten potwierdzała, konieczne było ustalenie zakresu tego mechanizmu, a tym samym zasadności użytych przez oskarżonego w tym zakresie sformułowań, przez zażądanie dokumentacji księgowej w formie, która jednoznacznie udzieliłaby odpowiedzi co do kwot tych transakcji, a której sądowi odmówiono” – napisał sędzia.

W uzasadnieniu podkreślono również, że „Piotr Wielgucki, składając wyjaśnienia, na uzasadnienie swoich twierdzeń, tez i ocen praktycznie zawsze przedstawiał dowody, przeważnie w formie wydruków z Internetu”.


Pełna treść uzasadnienia do pobrania tutaj (link znajduje się pod tekstem).

wtorek, 13 stycznia 2015

Islamskie psy wojny na Ukrainie.



Jak informuje agencja informacyjna Regnum poszukiwana od lat przez  Interpol, Samantha Lewthwaite tzw ‘Biała Wdowa’ około dwa tygodnie temu została zabita w okolicach Debalcewa na pograniczu Ługańskiej Republiki Ludowej i Donieckiej Republiki Ludowej. Walczyła w batalionie „Ajdar” po stronie władz z Kijowa. W batalionie pełniła rolę snajpera. Została zabita przez rosyjskiego snajpera walczącego po stronie "separatystów”.



"Biała wdowa" brała udział w atakach terrorystycznych w Kenii. W Afryce Wschodniej była związana z somalijską filią Al. Kaidy o nazwie Asz–Szabab. Lewthwaite pochodziła z angielsko– irlandzkiej rodziny. W wieku 17 lat przeszła na Islam.

Rosyjska policja zatrzymała również gang ‘GTA’ jak nazwały go rosyjskie media. Policja zabija na podmoskiewskim osiedlu domków jednorodzinnych przywódcę grupy zatrzymując dziesięciu pozostałych członków.

Bandyci mieli rozsypywać kolce na drogach pod Moskwą i strzelać do swoich ofiar gdy te zatrzymywały się i zmieniały opony. Zabijani byli również pasażerowie. Zginąć w te sposób miało około 20 osób. Źródła policyjne sugerują, że członkowie bandy wywodzą się z Azji Centralnej i  są wyznawcami radykalnego wahabizmu. Zabójstwa miały być testem przed wypuszczeniem ich na wojnę z "niewiernymi”. Według policyjnych źródeł sprawa powiązana jest z werbunkiem ochotników w szeregi salafickich grup terrorystycznych w Syrii i raku.

"Siły które działały na wielu frontach organizowanych czy współorganizowanych przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, m.in. w  Syrii, ale również w Afryce wschodniej znajdują się dziś na Ukrainie. Siły te posuwały się do takich działań jak: organizacja zamachów samobójczych w miejscach publicznych, jak porwania dla okupu, jak egzekucje przeciwników politycznych, przede wszystkim na płonącym bliskim wschodzie teraz również działają na Ukrainie"

"Bardzo uzasadnionym jest porównanie działań wykonywanych przez  Prawy Sektor i te siły polityczne które teraz wspierają władzę w Kijowie (władzę która przypominam doszła do głosu w wyniku przewrotu na Ukrainie) z państwem islamskim lub innymi organizacjami terrorystycznymi które funkcjonują obecnie na Bliskim Wschodzie. Cel jest bardzo podobny, bardzo podobne są też metody działania a czasami wręcz są to te same osoby" powiedział Mateusz Piskorski założyciel Centrum Analiz geopolitycznych w wywiadzie jaki z nim przeprowadziłem

Po stronie Kijowskiej walczą wszelkiej maści najemnicy z różnych części świata zarówno z Europy zachodniej, krajów muzułmańskich jak i  zachodnich prowincji chińskich – mam tu na myśli chińskich separatystów.

"Nam się może wydawać, że jest to sojusz trochę egzotyczny, ale wyraźnie widać wspólny mianownik jakim jest jedno centrum siły które jest zamawiającą stroną i organizatorem tego rodzaju działań. To jest kolejny dowód na to, że za podpaleniem Bliskiego Wchodu i Ukrainy stoją te same bardzo wpływowe Państwa i struktury organizacyjne."


Na Ukrainie działają też bardzo aktywnie prywatne firmy militarne tzw Private Military Corporation ze Stanów Zjednoczonych. Jak choćby firma Academy dla której pracują Polscy najemnicy. Ich stawka dniowa wynosi około 500 dolarów.

"To wynagrodzenie dość atrakcyjne dla tzw psów wojny z bardzo różnych krajów. Problem polega na tym, że w wypadku polskich najemników są to żołnierze elitarnych jednostek Grom a zatem ludzie którzy co najmniej musieli uzyskać cichą akceptację kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej i polskiego sztabu generalnego. By w ogóle na terytorium Ukrainy czy nowych republik się znaleźć i uczestniczyć w tym konflikcie."

Informacje te świadczą o bezpośrednim zaangażowaniu polskich sił zbrojnych w działania agresywne na Ukrainie. Konflikt na Ukrainie nosi piętno zbrodni wobec ludzkości. Polska jako kraj zaangażowany w tego rodzaju aktywności może być w przyszłości pociągnięta do odpowiedzialności za współudział w tych zbrodniach. Dodatkowo na terenach polskich zaczynają pojawiać członkowie Prawego sektora.

"W wyniku upadku państwowości Ukrainy docierają do nas bardzo liczne sygnały, że osoby związane z prawym sektorem są już obecne w  niektórych powiatach województwa podkarpackiego, że prowadzą tam dość ożywioną działalność. Chyba nikt z nas tutaj w Polsce nie chciał by mieć do czynienia z funkcjonowaniem takich grup na naszym terytorium. Są to grupy uciekające się do aktów przemocy. Nie wyklucza, że za jakiś czas te grupy zaczną stosować przemoc na terytorium Polski."

Jednak według SBU mamy do czynienia z zupełnie innymi ‘terrorystami’ na terytorium Ukrainy. SBU na swojej stronie internetowej dokonało zniesławienia wszystkich zagranicznych obserwatorów wyborów w Noworosji, jakie odbyły się 2 listopada pisząc o tym, że są oni współpracownikami, wspólnikami terrorystów i bandytów.

Mateusz Piskorski  jako jeden z zachodnich obserwatorów wyborów w  Nororosji na podstawie prawa ukraińskiego zapowiedział wystąpienie na drogę sądową przeciwko SBU.

"Mamy do czynienia z przerażającą skalą przypadków łamania wewnętrznego prawa Ukrainy i przypadków łamania praw człowieka jako takich ze zbrodniami wojennymi włącznie. Więc SBU ma coś do ukrycia bo w innym wypadku nie obawiało by się tak bardzo wizyty międzynarodowych obserwatorów którzy byli tam po to aby zobaczyć jak rzeczywiście wygląda sytuacja na ogarniętych wojną obszarach Ukrainy."

Wsród obserwatorów byli też obserwatorzy amerykańscy. Obywatele amerykańscy korzystając z amerykańskiego systemu będą składali pozwy przeciwko SBU na terytorium Stanów Zjednoczonych co umożliwia im amerykański system.

Metody i motywacje SBU będą dla nas bardziej jasne gdy przyjrzymy się kto szefuje w SBU. Zgodnie ze stroną ukraineantifascistsolidarity.wordpress.com jest to Jurij Mykhalchyshyn mający złą sławę skrajny prawicowiec, polityk partii Swoboda, który kiedyś promował publikacje Josepha Goebbelsa "Małe ABC narodowego socjalizmu i 25-punktów programu NSDAP". Kieruje on propagandą i analizą Służb Bezpieczeństwa Ukrainy.


Link do oryginalnego artykułu: LINK

Za: http://www.prisonplanet.pl/polityka/islamskie_psy_wojny_na,p688768938

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Mantylka? To się nosi! Odżywa piękna katolicka tradycja



Katoliczki odkrywają piękno katolickiej liturgii i… tradycji. W tym roku amerykańskie Stowarzyszenie Mszy Łacińskiej po raz trzeci organizuje Dzień Mantylki. 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Mary Panny, młode kobiety wezmą udział we Mszy świętej tak, jak ich babcie – nosząc mantylki.

Za: http://rzymski-katolik.blogspot.com/2014/12/mantylka-to-sie-nosi-odzywa-piekna.html#