piątek, 9 stycznia 2015

Golcowie śpiewali o miłości do Polski. Usłyszeli: To się nie mieści w konwencji

Fot. YouTube
Promując Polskę, promujemy siebie - podkreślają Bracia Golcowie w rozmowie z Polskatimes.pl. Jeden z ich hitów, który zdeklasował inne piosenki w Opolu, i tak nie trafił do głównych rozgłośni radiowych. Dlaczego? Bo zawierał słowa: „kocham ten kraj, wierzę w ten kraj”.



Świętujący 15-lecie swojej działalności muzycy twierdzą, że ich piosenki „dają kopa”, a nawet czasem potrafią zdziałać cuda. Dlatego robią swoje i ciągle idą do przodu.

Promując Polskę, promujemy siebie. Widzę, że Polacy mają względem zagranicy jakiś ogromny kompleks. Sporo jeździmy po świecie z koncertami i tam popularność polskiej kultury jest tak duża, że naprawdę nie mamy czego się wstydzić. W Essen na koncert, na którym byliśmy jedną z gwiazd, przyszło osiem tysięcy ludzi! Dlaczego przyjechali na nasz występ? Bo gramy to co polskie. Tak mówią

— opowiada Łukasz Golec.

Do tej pory nagrali 125 utworów, z których część stała się wielkimi przebojami. Tak jest chociażby ze „Ścierniskiem”.

Akurat to jedna z naszych piosenek, z której tekstem utożsamia się spora grupa społeczeństwa. Przecież humorystycznie opisuje polskiego ducha przedsiębiorczości, co na przykład widać we fragmencie tekstu… „Do roboty mam smykałkę, krzepę mam jak wół. Sam pociągnę wóz pustaków, choćby był bez kół”. Dlatego często jest cytowana przez biznesmenów, polityków. Tą piosenką często otwieramy działalność różnych firm, instytucji, banków, fabryk. Nieraz słyszeliśmy od prezesów, właścicieli czy dyrektorów: Panowie, to jest - wypisz, wymaluj - moja historia!

— twierdzą Golcowie.

Niezwykła historia wiąże się z piosenką „Pędzą konie po betonie”.

Dzięki niej w 2003 roku przebudziła się ze śpiączki nasza wieloletnia fanka z Tucholi, Agnieszka Syroczyńska. Stał się cud, po prostu

— cieszą się bracia.

Sukces zespołu tworzy cała rodzina.

Jesteśmy bliźniakami i od urodzenia wszystko robiliśmy razem. Znamy się, ufamy sobie, wspieramy się w pomysłach, ale nasza firma to nie tylko my

— zaznacza Łukasz, wymieniając innych członków rodziny Golców.

Zależy nam, żeby to, co robimy, nigdy nie obdarło nas ze skóry i godności. Żebyśmy do końca zachowali klasę, mimo że gramy dla ludzi o różnych gustach. Nasza piosenka „Leć muzyczko” , którą żegnaliśmy w 2002 roku Jana Pawła II na krakowskich Balicach, stała się hymnem w wielu szkołach w Polsce, szkołach, które noszą jego imię. Gdy jest komenda „Do hymnu!”, sztandary się pochylają, wszyscy stają na baczność i śpiewają piosenkę Golców. Nie znam drugiej takiej kapeli na świecie, która dostąpiłaby podobnego zaszczytu

— podkreśla Łukasz Golec.

Nie interesuje ich granie pod publiczkę.

Na razie udaje nam się szczęśliwie łączyć oczekiwania innych z tym, co nas kręci. Jesteśmy pewni, że mimo całego tego zwariowanego świata ludzie wciąż pragną rzeczy pięknych. Te wszystkie ustawki, celebryckie skandaliki - mijają po dwóch dniach. Piękna muzyka zostaje na długie lata

— dodaje Paweł.

Trudno uwierzyć w to, że ich piosenka „Młody Maj”, która zdobyła aż trzy główne nagrody na festiwalu w Opolu, nie jest puszczana w największych rozgłośniach radiowych.

W zeszłym roku w październiku wydaliśmy dwupłytowy album „The best of Golec uOrkiestra”, z okazji jubileuszu 15-lecia zespołu. Znalazła się na nim między innymi piosenka „Młody maj”, która zdeklasowała inne piosenki podczas 50. festiwalu opolskiego w konkursie SuperPremiery, zdobywając trzy główne nagrody. Niestety, nawet to nie pomogło, aby piosenka znalazła się na antenie maistreamowych rozgłośni. Powiedziano nam, że się nie mieści w konwencji… Faktycznie, to niepopularne: „kocham ten kraj, wierzę w ten kraj”…

— opowiada Łukasz Golec.

Warto o tym mówić, żeby ludzie uświadomili sobie, jak mało jest w radiu polskiej muzyki

— podkreślają Bracia Golcowie.

Jedno jest pewne - nie warto słuchać stacji, w których „konwencji” nie mieści się patriotyzm.

bzm/polskatimes.pl


Źródło: http://wpolityce.pl/kultura/224082-golcowie-spiewali-o-milosci-do-polski-uslyszeli-to-sie-nie-miesci-w-konwencji

czwartek, 8 stycznia 2015

Zanussi: „Zniewieściali mężczyźni, męskie kobiety - myślę, że marny by z tego wyrósł gatunek”. WIDEO

Fot. youtube.pl
O najnowszym filmie Krzysztofa Zanussiego było głośno zanim go nakręcił. Reżyser mówił wielokrotnie, że jego dzieło blokują wpływowe środowiska feministyczne. Wszystko przez to, że „Obce ciało” krytykuje agresywną odmianę feminizmu.

Film opowiada o młodym pracowniku korporacji prześladowanym przez przełożone-feministki. Reżyser opowiada się w nim za tradycyjnym podziałem ról w społeczeństwie, krytykuje konsumpcjonizm i przypomina o tym, że bez dbania o wartości nie ma postępu społecznego. W rozmowie z dziennikiem „Rzeczpospolita” Zanussi przyznaje:

Sacrum jest nam niezbędne, dlatego moi bohaterowie kilka razy w filmie się modlą. A to w dzisiejszym kinie jest rzeczą gorsząca.

Przed przystąpieniem do zdjęć w czasie Polskiego Festiwalu Filmowego w Londynie Zanussi przyznał:

Feminizm, według mnie, jest jak cholesterol - dobry i zły. Chciałbym bronić kobiety przed tym złym. W Polsce feminizm jest spóźniony. Obserwuję losy kobiet, które uwierzyły, że w walce o karierę, w pazerności na władzę, pieniądze, mają być jeszcze gorsze od mężczyzn. Ten feminizm walczy o zrównanie szans nie w prawach, co jest słuszne, ale w bestialstwie. Na szczęście kobiety są na to mniej podatne, ale kobiety biznesu czy władzy czasem mogą budzić grozę.

Na te słowa ostro zareagowała między innymi prof. Magdalena Środa, a reżyser miał później problemy z realizacją film.

Jak się ma inne poglądy, to się traci kredyt (zaufania - przyp.red.). Cóż, okazało się, że wykazuję niezgodność z główną linią. No więc jesteśmy tolerancyjni, ale tylko wobec podobnych do nas.

Prof. Środa nie miała wpływu na decyzje podejmowane przez PISF i pieniądze przyznawane na tworzenie nowych filmów, feministka nie zasiada w tym instytucie. Jednak jak mówi Zanusii.

(…) zasiadają jej zwolenniczki… pani Środa nazwał mnie Lepperem polskiej kultury, to pewnie jedno z drugim jakoś się łączy.

Jak doszło do tego, że reżyser negatywnymi bohaterkami swojego filmu uczynił kobiety. Co ma im do zarzucenia, co chce im wytknąć?

Wydaje mi się, że ten typ kobiety harpii wykształcił się w Europie Środkowej w momencie transformacji ustrojowej. Fala cywilizacyjna, która przyszła z zachodu, przyniosła emancypację. Ale kobiety ucierpiały wtedy najbardziej, bo wiele z nich bezkrytycznie uwierzyło w te nowe reguły. We Francji czy w Niemczech zmiany następowały stopniowo. U nas to była lawina i razem z awansem społecznym przyszły chromy, nikle, coache i wyjazdy do Hurgady, pieniądze i poczucie władzy. Kobiety, które na tym procesie skorzystały, często pochodzą ze wsi czy miasteczek, kupiły to w całości i bezkrytycznie. Nie ma nic złego w modernizacji, ale ona ma swoje złe strony i trzeba to wiedzieć.

Reżyserowi nie podoba się zacieranie różnic między płciami i przejmowanie męskich ról przez kobiety.

(…) radykalny odłam feminizmu żąda zacierania różnic między płciami we wszystkich kwestiach. Jestem przekonany, że to napięcie między płciami jest czymś bardzo konstruktywnym dla świata. Zniewieściali mężczyźni, męskie kobiety - myślę, że marny by z tego wyrósł gatunek

—podkreśla Zanusii.

Z perspektywy lat i własnego doświadczenia reżyser przypomina, że tylko chrześcijaństwo proponuje dzisiejszemu światu rozwiązanie dzięki któremu możemy się rozwijać jako społeczeństwo.

Ewangelia mówi, że chrześcijaństwo to głos sprzeciwu. Tak było jest i będzie. To głos sprzeciwu wobec ludzkiej słabości. Gdy świat materialny zostaje uznany za najważniejszy, wchodzi na miejsce Boga, chrześcijaństwo musi być z nim w konflikcie. Albo przestanie być chrześcijaństwem. (…) Jeśli jesteśmy zorientowani na dobro drugiego człowieka, to wszystko co robimy okazuje się dobre.

Problem w ty, że współczesny świat promuje dbanie tylko o dobro własne. A, to również reżyser wytyka w swoim najnowszym filmie, który 5 grudnia wchodzi na ekrany naszych kin.





ann/”Rzeczpospolita”

środa, 7 stycznia 2015

13-latek zgwałcił koleżankę po lekcji wychowania seksualnego



13-letni uczeń jednej z walijskich szkół, zgwałcił swoją koleżankę zaraz po lekcji wychowania seksualnego. Nastolatek dopiero niedawno przyznał się do winy.


Minął rok od momentu, gdy ta wstrząsająca sprawa wyszła na jaw. Chłopak dopiero teraz przyznał się do winy.

Do dramatycznej sytuacji doszło zaraz po lekcji wychowania seksualnego. 13-letni wówczas chłopak podszedł do koleżanki i zapytał: „czy chcesz spróbować seksu?”. Dziewczynka odmówiła. Uczeń nie przyjął jednak jej odmowy. Wykorzystał przewagę siły fizycznej, i zgwałcił koleżankę.

Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie czujność szkolnej pielęgniarki, która dopiero po jakimś czasie od tego strasznego zdarzenia, zauważyła, że dziewczynka jest smutna i apatyczna.

Chłopak nie przyznawał się do winy, ale mimo to – obciążony zeznaniami koleżanki – otrzymał nadzór kuratorski a jego nazwisko na 30 miesięcy trafiło na listę przestępców seksualnych.

Szokujące jest jednak stanowisko walijskiej organizacji, która zajmuje się podobnymi przypadkami gwałtu. Zdaniem rzeczniczki Katie Russell do dramatu doszło ponieważ dzieci mają... za mało edukacji seksualnej! I jak przyznaje, że takich historii jak ta jest więcej.


Źródło: wpolityce.pl

ged

wtorek, 6 stycznia 2015

Faszyści u naszych bram


Na jednej z nich [fotografii] widzimy rezuna z tzw. batalionu AZOW (z karabinkiem AK-74 z podczepionym granatnikiem). To banda przestępców, którzy tylko przyjęli nazwę batalion. Przypominam nieśmiało, że takie nazewnictwo jest zarezerwowane dla wojska, a nie dla bandytów. Trzeba sobie w tym momencie powiedzieć jasno, że w rejonie działania tegoż batalionu AZOW stwierdzono oznaki działalności przestępczej - przestępstw wojennych popełnionych na ludności cywilnej. Jeśli ktoś przypadkiem nie dostrzega pewnej zależności wskażę tylko, że UPA odnosiła wielkie "sukcesy militarne" w "walce" z ludnością cywilną.





Wielokrotnie wspominano o takiej jednostce jak 14. Waffen-Grenadier-Division der SS ("Galizien" - galizische Nr. 1). Pragnę tylko przypomnieć, że wskazana dywizja należała do SS, a ta organizacja została uznana przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze (jako jedną z czterech organizacji powołanych przez Hitlera - NSDAP, SS, SD, Gestapo) za organizację przestępczą. Na kolejnych zdjęciach widzimy symbole: swastyki, runy SS. Wskazuje to jednoznacznie, z kim identyfikują się noszący te znaki.



Może jeszcze garść informacji o wspomnianej dywizji "Galizien" (sami Ukraińcy nazywali ją "Hałyczyna"). Kilka dat z historii tej formacji:

- początek formowania dywizji - 28.04.1943 r.

- początek przerzutu dywizji na front wschodni - 28.06.1944 r.

- ostateczna likwidacja kotła pod Brodami - 22.07.1944 r.

Ogólny czas między skrajnymi datami - 451 dni.

Czas od formowania do rozpoczęcia przerzutu na front - 427 dni (tj. 95% - czas ten to szkolenie na poligonach i "akcje bojowe" przeciwko polskim wsiom - szczególnie od lutego 1944).

Walki z regularnym wojskiem (z Armią Czerwoną) - 24 dni (tj. 5%).

Myślę, że są to bardzo czytelne dane. Dopóki "walczyli" na zapleczu z ludnością cywilną - "sukcesy" były "błyskotliwe". Wieś Borów i okoliczne wsie spacyfikowali nawet z użyciem broni pancernej (w dywizji była Waffen-Panzerjager-Kompanie 14 - kompania niszczycieli czołgów posiadająca działa pancerne). Na przykładzie Majdanu Starego możemy sobie uzmysłowić z kim "bohatersko walczyli" heroje z SS-Galizien: z ogólnej liczby 65 ofiar, 28 to kobiety (43%), a 15 - dzieci (23%). I niech nikt nie myśli, że pozostałe 34% to uzbrojeni młodzi mężczyźni - po pierwsze praktycznie nieuzbrojeni, po drugie - część z nich to ludzie starsi.

Jak heroje z "Hałyczyny" stanęli przeciwko regularnemu wojsku - sukcesy się skończyły i z dywizji zostały nędzne resztki (to co się przebiło z kotła to około 6% stanu etatowego). Ale co ciekawe - ochotników-zwyrodnialców było na tyle dużo (nawet po spektakularnej klęsce - około 7 tys. przeszkolonych rezunów czekało już jako uzupełnienie w Neuhammer am Queis [Świętoszów]), że dywizję odtworzono (osiągnęła stan około 11 500 - czyli około 90% etatu). Jednak do walk z wojskiem regularnym już jej starano się nie używać - wykazywała "bohaterstwo" w walkach z partyzantami na Słowacji.

Nie jestem rusofilem (podkreślam to stanowczo), ale w tym miejscu doskonale rozumiem Putina - to są faszyści. I Putin ma w zupełności rację - z nimi trzeba walczyć, bo Europę z ich przyczyny ogarnie pożoga. To jakiś okrutny chichot historii, że ja przyznaję rację Putinowi i Rosjanom - ale w tej sytuacji nie widzę innego wyjścia.

I na zakończenie wskażę jeszcze jeden element. Ci ludzie mają na głowach polskie hełmy. Tak, polskie - choć bardzo podobne do amerykańskich. Wyprodukowane w Polsce i całkiem legalnie im dostarczone. Doszło więc do tego, że wyroby polskiego przemysłu zbrojeniowego noszą faszystowskie znaki (gdy w latach 50-tych robotnicy z Łabęd zorientowali się, że partia czołgów T-34 jest przeznaczona dla NRD - odmówili pracy).

Czy o to chodziło naszym rządzącym (tak ich będę nazywał, bo nazwa politycy im nie przysługuje - by być politykiem trzeba mieć odpowiednie wykształcenie, a przede wszystkim rozum)?

dr Krzysztof M. GAJ

ppłk br.panc.

Isakowicz.pl

Za: http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz%2Ffaszysci-u-naszych-bram#

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Śmiertelne igraszki


Roman Polański zatrudnił do swojego filmu przywódcę Kościoła Szatana, za co prawdopodobnie zapłacił śmiercią pierwszej żony. Do satanizmu przyznają się muzycy Adam Darski „Nergal” i Maciej Maleńczuk. Zachodni trend do promocji satanizmu nie ominął, niestety, Polski.



Kilka tygodni temu na czołówki mediów powrócił temat Romana Polańskiego. Reżyser został wezwany do krakowskiej prokuratury, która przesłuchała go i zwolniła. Miało to związek z amerykańskim wnioskiem o jego ekstradycję do Stanów Zjednoczonych. Prokuratura w Los Angeles chce postawić Polańskiego przed sądem za gwałt na 13-latce. Do przestępstwa doszło w 1977 roku w willi Jacka Nicholsona. Adwokaci Polańskiego zawarli ugodę z pokrzywdzoną, zgwałcona ofiara otrzymała zadośćuczynienie, jednak prokuratorzy chcieli, aby reżyser odpowiedział za swój czyn przed sądem. Groziłoby mu wówczas nawet 50 lat więzienia. Nie dopięli swego, bo Polański wyjechał z USA i od wielu lat skutecznie ucieka przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.

Zanim Polański wykorzystał seksualnie trzynastoletnią, Samanthę, wywołał skandal, reżyserując film „Dziecko Rosemary” (ekranizacja powieści Iry Levina z 1967 roku o tym samym tytule) opowiadający o kobiecie, która została zapłodniona przez szatana i miała urodzić antychrysta, który później miał zapanować nad światem. W filmie pojawiają się liczne wątki satanistyczne. Niektórzy krytycy zarzucali nawet reżyserowi promocję satanizmu. Trudno uznać te zarzuty za wyssane z palca, jeśli się przypomni, że doradcą Polańskiego i jego konsultantem od wątków okultystycznych w tym filmie został Anton LaVey – przywódca Kościoła Szatana, nazywający się „czarnym papieżem”. La Vey (ur. 1930) – był wykładowcą okultyzmu i organizował popularne prelekcje na temat magii i możliwości poznawania świata pozaziemskiego. W 1969 roku, gdy film Polańskiego święcił tryumfy, La Vey wydał swoje najgłośniejsze „dzieło” zatytułowane „Biblia Szatana”, w której wyłożył podstawy satanizmu.

W filmie Polańskiego odbywa się scena gwałtu na tytułowej bohaterce otoczonej przez wiedźmy i czarownice. Grający w filmie aktorzy scenę tą zagrali pod wpływem narkotyków. LaVey pochwalił się prasie swoim udziałem w tej scenie i zdjęcie zawierające scenę gwałtu na Rosemary przekazał prasie. Film wywołał burzę, a na fali jego popularności, LaVey przysporzył swojej sekcie członków. Każdy wyznawca, aby zapisać się do sekty LaVeya musiał wpłacić 100 dolarów. W ten sposób, LaVey zdobył pieniądze na 25 lat dostatniego życia. Poza tym, zaczął jeździć po Stanach Zjednoczonych i przed publicznością odgrywał sceny gwałtu z filmu Polańskiego. To sprawiło, że część satanistów uznała, że Polański ujawnił ich sekrety i zapragnęła zemsty. Nocą 8/9 sierpnia 1969 sekta satanistyczna dowodzona przez Charlesa Mansona napadła na dom Polańskiego. Jego żonę Sharon Tate i wszystkich gości w okrutny sposób zadźgali nożami. Sam Polański przeżył, bo tego dnia był w Europie. Policja schwytała zbrodniarzy, a sąd skazał ich na dożywocie (nadal żyją). Manson, odsiadując później dożywocie, chętnie spotykał się z dziennikarzami i opowiadał o szczegółach tej zbrodni (i wcześniejszych) przechwalając się, że nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia. Jednak trudno nie widzieć związku między tą zbrodnią a wcześniejszym filmem Polańskiego.



Import satanizmu

 Do dokonań Charlesa Mansona odwołuje się niejaki Brian Hugh Warner używający pseudonimu Marilyn Manson. Pierwsza część tego pseudonimu pochodzi od nazwiska Marilyn Monroe – legendarnej amerykańskiej aktorki, druga – właśnie od nazwiska Charlesa Mansona. Warner w swoim ubiorze, wyglądzie i zachowaniu, oraz w treściach piosenek wielokrotnie odwoływał się do satanizmu. Jego drugi album (zatytułowany „smells like children” czyli „pachnie dziećmi) opowiada o molestowaniu seksualnym dzieci. Trzeci, który rozsławił go na cały świat nosi tytuł „Antichrist Superstar” czyli „Antychryst supergwiazdą”. W Polsce jego pierwszy koncert odbył się w atmosferze skandalu w 2001 roku. W efekcie wytworzył się trend mówiący o szacunku dla artystów muzycznych niezależnie od wyznawanej przez nich religii.



Bluźniercy znad Wisły

Promocja satanizmu stała się przepustką do kariery nie tylko Romana Polańskiego. W najważniejszych polskich mediach od lat bryluje niejaki Adam Darski znany pod pseudonimem „Nergal” - lider zespołu deathmetalowego Behemoth. Nazwa pochodzi od imienia diabła wymienionego w Starym Testamencie. Nergal (ur. 1977) zasłynął tym, że podczas jednego z koncertów nazwał Kościół „zbrodniczą sektą”, oraz podarł biblię. Za ten ostatni czyn został oskarżony o znieważenie uczuć religijnych, jednak sąd go uniewinnił. A Nergal został później jurorem w programie emitowanym na antenie Telewizji Publicznej funkcjonującej za pieniądze podatników. Tym samym głównego propagatora satanizmu finansowano z pieniędzy podatników. W 2009 roku grupa Behemoth wydała album pt. „Evangelion”, z który rok później otrzymała nagrodę muzyczną Fryderyka przyznawaną przez polski przemysł muzyczny. Nazwa „Evangelion” to bluźniercza parada słowa „Ewangelia”. W albumie znajduje się m.in. piosenka „Lucifer”, której tekst brzmi: Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży/lecący z jękiem w dal/ jak głuchy dzwon północy/ ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy/ iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy/ Ja komet król a duch się we mnie wichrzy/ jak pył pustyni w zwiewną piramidę/ ja piorun burz a od grobowca cichszy/ mogił swych kryję trupiość i ohydę. Podobne apologie do szatana zawierają inne utwory Behemotha. O zespole mówią też wiele nazwy wydawanych przez niego albumów m.in. „Satanista” czy „Apostazja”.

Co warte podkreślenia: przez długi czas plotkarskie media mówiły o tym, że partnerką Nergala była Dorota Rabczewska ps. „Doda”, która również zasłynęła ze skandalicznych wypowiedzi obrażających Kościół i katolików (m.in. określając autorów Biblii jako „naprutych winem”), oraz z propagowania aborcji i prawa do związków homoseksualnych.

Wizytówką polskiego satanizmu w muzyce jest KAT, którego wokalistą jest Roman Kostrzewski. Kostrzewski otwarcie przyznaje się do satanizmu. Mój satanizm wynikł trochę z przekory. Skoro kler tak na niego wrzeszczy, to ja chętnie podyskutuję i udowodnię, że najwięcej diabła drzemie właśnie w Kościele – mówił w jednym z wywiadów. Piosenki KAT-a pełne są antychrześcijańskich treści i bluźnierstw, a często wprost zachęcają do satanizmu. Początek tej „twórczości” datuje się na rok 1979, a początek jej większej popularności na rok 1986 i występ podczas festiwalu w Jarocinie. Wówczas miała się odbyć pierwsza w Polsce „czarna msza”. Rok 1986 uznawany jest za początek polskiego ruchu satanistycznego. W Polsce zaczęło wtedy dochodzić do profanacji grobów i krzyży oraz do kradzieży hostii. Władze miały na to przymykać oko, bo sataniści pomagali im walczyć z Kościołem.

Ostatnio do satanizmu przyznał się inny, polski twórca muzyczny – Maciej Maleńczuk. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, Maleńczuk dał upust swojej filozofii. Stwierdził, „mój satanizm ma wymiar intelektualny i jednoosobowy”. A dalej mówił: Nienawidzę Bożego Ciała, bo zawsze wypada w czwartek, a mnie zawsze psuje się wtedy samochód. Idę do mechanika, a tu zamknięte. Gubię się w tym święcie, próbowałem dociekać, co ono upamiętnia, ale uwierz mi, że nie znalazłem nikogo, kto by wiedział. Jeden heretyk powiedział mi tylko, że jakiemuś księdzu we Włoszech coś się ukazało w kieliszku. Jak dla mnie to raczej znak, że należy kieliszek odstawić, a nie powód do święta. Nagłośnienie tej deklaracji spowodowało organizowanie (poprzez facebooka) modlitwy za Maleńczuka.

Wydaje się, że coraz więcej osób uważających się za artystów widzi, że jedyną drogą do „sukcesu” jest przymierze z szatanem. Problem tkwi w tym, że tych pseudoartystów, oddających cześć diabłu, lansują potem najbardziej wpływowe media, a za ich pośrednictwem muzycy – sataniści zdobywają miliony fanów. Fani z reguły nie znają mrocznych tajemnic swoich idoli. Zaś diabeł robi wszystko, by muzyków, których skusił wizją wspaniałej kariery, nie wypuścić z rąk i zaprowadzić do piekła.

Leszek Szymowski

 Źródło: http://www.pch24.pl/smiertelne-igraszki,32285,i.html#ixzz3JmROqZow