wtorek, 19 maja 2015

Nie mylmy kapitalizmu z globalizmem!

By Kevin Hutchinson (Flickr) [CC BY 2.0
(http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)],
via Wikimedia Commons


Wolnorynkowy kapitalizm został pomylony z offshoringiem pracy i globalizmem. Politykom doradzałbym, by prowadząc politykę gospodarczą kraju kierowali się interesem jego obywateli, a nie interesem kilku uprzywilejowanych grup – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl dr Paul Craig Roberts, jeden z twórców reagonomiki.

Jest Pan autorem książki pt. „Upadek leseferyzmu”. Dla niektórych jest czymś znamiennym, że tytuł został nadany przez jednego z twórców reaganomiki i zastępcę sekretarza skarbu w administracja Ronalda Reagana. Doświadczył Pan „objawienia”, czy my nie do końca rozumiemy zasadnicze elementy polityki ekonomicznej Reagana?

Prezydent Reagan miał dwa zasadnicze cele: wyleczyć stagflację i wygrać zimną wojnę. Polityka rewolucji podażowej odbiegła od keynesowskiego zarządzania popytowego w tym sensie, że ekonomiści rozumieli, iż polityka fiskalna może doprowadzić do przesunięcia krzywej zagregowanej podaży. Polityka Reagana nakierowana była na zwiększenie podaży towarów i usług w każdej cenie, dzięki redukcji kosztów podatkowych kapitału i zwiększeniu siły roboczej i inwestycji. Intencją administracji Reagana nigdy nie była deregulacja systemu finansowego. Deregulacja, którą zainteresowana była administracja, dotyczyła nieustannego mnożenia drobnych wymagań papierkowej roboty, przy ogromnych kosztach, bez większych, jeśli w ogóle, korzyści.

Czy wolnorynkowy kapitalizm jest odpowiedzią na gospodarcze problemy Stanów Zjednoczonych?

Wolnorynkowy kapitalizm został pomylony z offshoringiem pracy i globalizmem. Wolny handel opiera się na przewadze komparatywnej. Globalizm jest oparty na dążeniu do absolutnej przewagi. Offshoring miejsc pracy jest prezentem własnej gospodarki dla innych krajów. Jak udowodnił Ralph Gomory, teoria wolnego handlu zasadniczo jest błędem. Niezależnie jednak od tego, wolny handel sensu stricte, to nie offshoring miejsc pracy.

Deregulacja może być albo kosztem, albo czynnikiem produkcji. Na przykład, proszę zwrócić uwagę na koszty deregulacji finansowej w Stanach Zjednoczonych: wzrost bilansu Rezerwy Federalnej od 800 lub 900 mld. do 4,5 bilionów; ujemne realne stopy procentowe dla oszczędzających; zmuszanie emerytów do konsumowania własnego kapitału; ogromny wzrost nierówności w dochodach i majętności. Mogę tak jeszcze długo. O regulacji lub deregulacji powinno decydować się na podstawie faktów, a nie teorii czy ideologii.

Co by Pan doradzał urzędującemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych?

Nie ma znaczenia co bym mu doradzał, gdyż prezydent jest zakładnikiem kilku potężnych i prywatnych grup interesu, które dały jemu i członkom Kongresu władzę. Ale skoro Pan pyta, powiedziałbym prezydentowi, że polityka gospodarcza kraju powinna kierować się interesem jego obywatelii, a nie interesem kilku uprzywilejowanych grup. Dałbym mu do zrozumienia, że kapitalizm traci swoje roszczenia do efektywnej alokacji zasobów, jeśli niektóre firmy lub instytucje finansowe są „zbyt duże, by upaść” (too big to fail) i że zyski nie są już miarą zadowolenia konsumentów, jeżeli są osiągane przez aribitrażowe transfery miejsc pracy do innych krajów.

Polska jest jednym z czołowych przykładów postzimnowojennego eksperymentu gospodarczego. W Pana ocenie, czy po roku 1989 biorąc pod uwagę specyfikę polskiej transformacji, uzasadnionym było kierowanie się radami takich ludzi, jak Jeffrey Sachs?

Neoliberalna ekonomika jest systemem, który podporządkowywuje obcje kraje gospodarczej i finansowej hegemonii USA. Kraje, które kierują się radami Sachsa i zgodnie z nimi postępują, są albo skorumpowane, albo głupie.

Jest Pan znany również ze swojej krytyki, prowadzonej przez ostatnie dwie dekady, amerykańskiej polityki zagranicznej. Czy uważa Pan, że szeroko rozumiany interwencjonizm - od otwartej wojny do wspierania i finansowania „kolorowych rewolucji” - jest motywowany głównie przez względy gospodarcze, czy też przez błędne ideologie, jak liberalny internacjonalizm i neokonserwatyzm?

Dlaczego musi to być jedno albo drugie? Zarówno interesy, jak i ideologią, odgrywają tu rolę. Neokonserwatywna żądza władzy, globalnej hegemonii, została uwolniona dzięki upadkowi ZSRR. To dążenie do mocarstwowości sprzyja również amerykańskim firmom energetycznym, finansowym, telekomunikacyjnym itp. Idą ręka w rękę. Neokonserwatyzm poszedł dalej niż liberalny internacjonalizm i go zastąpił.

Czy Peggy Noonan miała rację, gdy pisała, że gdyby w Białym Domu zasiadał ktoś na miarę Nixona – przywódca myślący w kategoriach wielkiej polityki, strategii i realizmu – to dzisiejsza sytuacja międzynarodowa wyglądałaby zupełnie inaczej?

Noonan, republikanka, uderza w ten sposób w Obamę, ale nie zmienia to faktu, iż ma rację. Ale problem jest głębszy. Potężne prywatne grupy interesu i wpływu, obecnie wsparte przez decyzję Sądu Najwyższego [chodzi o decyzję z 2010 r., kiedy to SN orzekł, że wprowadzanie limitów funduszy przekazywanych przez korporacje na finansowanie kampanii politycznych, jest sprzeczne z konstytucją - przyp. tłum.], mają możność wybierania rządu, który będzie służył ich interesom. Nie tolerowałyby tak kompetentnego prezydenta jak Richard Nixon, albo tak zdeterminowanego jak Ronald Reagan.

Czy jest ktoś wśród potencjalnych republikańskich kandydatów na prezydenta, kto uzyskałby Pana poparcie?

Odpowiedź na to pytanie wynika z mojej poprzedniej odpowiedzi. Cokolwiek kandydaci by nie obiecywali, nie są w stanie tego spełnić. Muszą służyć interesantom finansowym, którzy dali im władzę. Jedyny sposób na przełamanie tego prawidła, to powstanie masowego ruchu, na czele którego stanąłby charyzmatyczny przywódca. Goldwater, i do pewnego stopnia Reagan, byli ostatnimi kandydatami wspieranymi przez ruch polityczny. W ruchu musieliby się znaleźć prominenti i znający się na rzeczy ludzie, spośród których prezydent mógłby wybierać członków swojego gabinetu. Ruch ten musiałby być również na tyle silny, że nominacje prezydenta przeszłyby bez problemu przez proces zatwierdzania przez Senat. W większości administracji prezydenckich, to grupy interesu decydują o różnego rodzaju nominacjach politycznych, mając pewność, że piastujący najwyższe urzędy dbają o ich interesy.

Rozmawiał: Michał Krupa.

Dr Paul Craig Roberts (ur. 1939) - amerykański dziennikarz, ekonomista, wykładowca akademicki. Był publicystą i redaktorem „The Wall Street Journal” i „Business Week”. W latach 1981-1981 pełnił funkcję zastępcy sekretarza skarbu w administracji Ronalda Reagana i jest uznawany za jednego z twórców tzw. reagonomiki. Jest autorem 12 książek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz