wtorek, 20 stycznia 2015

KEN. Komisja niesławnej pamięci


Chroniczne i nieuleczalne (jak dotąd) „zlewicowanie” polskiej elity nie jest bynajmniej sezonową zarazą przywleczoną zza granicy – polski szczep tego groźnego wirusa znajduje bowiem od pokoleń znakomitą pożywkę i sam wykształcił szereg niesłychanie oryginalnych, śmiercionośnych mutacji. A jakimiż to mianowicie drogami rozprzestrzenia się infekcja? Gdzie i jak myślący i czujący młody Polak wystawia się na ryzyko zarażenia socjalistyczną, konstruktywistyczną francą?


Zawdzięczamy to działaniu mechanizmu selekcji, do kultywowania którego – bo też istotnie rzecz ma wymiar świeckiego kultu – wdrożone zostały polskie elity jeszcze w XVIII wieku: to systemat państwowego, scentralizowanego nauczania, którego prototyp stanowi niesławnej pamięci Komisja Edukacji Narodowej. Wbrew potocznym frazesom nie jest bynajmniej ów system niezawodnym generatorem świętej miłości kochanej Ojczyzny – ale raczej niezawodnym narzędziem glajchszaltowania młodocianych serc i umysłów wedle wzorca odpowiadającego tej władzy, która aktualnie nim (owym systemem) zawiaduje. System ów dał początek prawdziwie rewolucyjnej przemianie: podniósł do rangi kasty wybranej… zetatyzowanych urzędników. Zrozumiałe więc, że od czasów KEN sukcesywnie zanika w polskich elitach – najpierw zdolność śmiałej obrony narodu przed zarazą etatyzmu, później zaś sama świadomość, że życie wolnych Polaków poza paradygmatem etatystycznym jest w ogóle możliwe.

Zagadką pozostaje dla mnie, skąd nawet najpoczciwsi, najpobożniejsi z nich czerpią niezłomną wiarę, że projekty polityczne z piekła rodem, inicjatorom których przyświecał wyraźny cel: zniszczenie Kościoła katolickiego (a więc, niejako po drodze, zniszczenie katolickiego narodu i państwa polskiego) można jakoś „nawrócić” i „ochrzcić”, by dobrze służyły Polsce i Rzymowi? Nie owijał przecież w bawełnę „ksiądz” Kołłątaj w swym tyleż programowym, ile autoapologetycznym Stanie oświecenia w Polsce: (…) Nie dano na to baczenia, że szkoły zakonne (…) nie należąc wcale do żadnej świeckiej krajowej zwierzchności były właśnie jak nasłane od dworu rzymskiego, żeby wychowywały młodzież w samych tylko widokach rzeczonemu dworowi dogodnych. Otóż do zaradzenia temu właśnie „złu” – zgubnemu, zdaniem oświeconych, wpływowi Rzymu na polską młodzież – powołana została w istocie Komisja Edukacji Narodowej.

Problem jest naprawdę głęboki, skoro i dziś, dwieście lat po śmierci Hugona Kołłątaja (1750–1812) powołują się nań, jako na jednego z „ojców założycieli” inteligencji polskiej, także aktywiści i publicyści p.o. prawicy – oto cytat z ostatnich tygodni: Ze średniowiecznego, scholastycznego uniwersytetu zrobił nowoczesną uczelnię (J.F.Staniłko dla „Uważam Rze” nr 3/2012). Rzeczywiście, nie przypadkiem słynną reformę Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczął był Kołłątaj od, jakbyśmy dziś powiedzieli, „przeniesienia na wcześniejszą emeryturę” wszystkich profesorów teologii (sic!). W Szkole Głównej [tak oświeceni przechrzcili czterechsetletnią Alma Mater] nie wykładano już filozofii scholastycznej. Za to biblioteka jej wzbogaciła się o książkę, którą rektor Kołłątaj uważał za „dzieło prawie najpotrzebniejsze” – ENCYKLOPEDIĘ Diderota – pisze francuski badacz, A. Jobert (notabene entuzjasta KEN). Na uroczystych posiedzeniach publicznych nie rozbrzmiewała już więcej pompatyczna mowa łacińska. (…) Stypendyści Komisji Edukacyjnej powracali z Paryża upojeni duchem oświecenia, studiowali na protestanckich uczelniach w Getyndze lub w Anglii. Ot, „reforma” – następny porównywalny kataklizm przejdzie Uniwersytet Jagielloński dopiero za Stalina.

Skąd więc ta do dziś niezłomna, powszechna nawet wśród polskich katolików wiara, że obłędne koncepcje i praktyki, do których prymarną podnietą była chęć odłączenia Polski od związków z Rzymem, mają się dobrze Polsce przysłużyć?

A przecież jeśli nie same fakty, to niepokoić tu powinna przynajmniej łatwość, z jaką te szalbiercze, trucicielskie legendy adaptowane były na użytek sowieckiej propagandy w PRL (patrz np. A. Ostrowskiego: Kołłątaj – ojciec demokracji polskiej), jak konsekwentnie sączono w programach szkolnych i akademickich na przykład kult Kuźnicy Kołłątajowskiej czy reformatorskiej działalności i walki z ciemnogrodem Kostki‑Potockiego. Jak doskonale wspomagało to proces substytucji „nowej elity”. Bo żeby tym skuteczniej obsadzać zdrajców i sprzedawczyków w rolach „ludzi honoru”, trzeba było głęboko orać świadomość Polaków – nie zaniedbując fałszowania wzorców osobowych. I tu polska inteligencja sama wychodziła Sowietom naprzeciw – bo przecież już od dawna darzyła szczerym sentymentem Wielkiego Brata – który w naszej narodowej mitologii występuje pod szeregiem kryptonimów – na przykład Napoleona, co dał nam przykład w spełniającym wszelkie standardy postępowości Mazurku Dąbrowskiego. Nie było więc nawet specjalnej potrzeby narzucać Polakom jakichś całkiem nowych bohaterów „walki o wolność i demokrację” – sami dopracowali się znacznie wcześniej całego gwiazdozbioru swych wielkości urojonych. Ich panteon w polsko‑sowieckich podręcznikach otwierają oczywiście piekłoszczyk Kołłątaj z Ignacym Potockim, zaraz potem Kościuszko z Dąbrowskim – to jeszcze pół biedy – a za nimi cały szereg kondotierów światowej rewolucji spod ciemnej zaiste gwiazdy: Kostka‑Potocki, bracia kaliszanie, Zaliwski, Szymon Konarski, Heltman, Worcell, Krępowiecki, Mierosławski, Langiewicz, Kurzyna (to już czyste Biesy – vide: Dostojewski).

Póki więc pozostają oni dla polskiego inteligenta bohaterami pozytywnymi, póki ich imiona noszą niezliczone szkoły i ulice polskich miast, póki ich podobizny wiszą na ścianach klas szkolnych i sal sejmowych, a dzień KEN to „święto edukacji”, a nie jedna z czarniejszych kartek w polskim kalendarzu – tak długo nie ma cienia wątpliwości, że polska inteligencja literalnie niczego się nie nauczyła i nie pojmuje nawet własnego losu. Jakąż więc wkazówką może służyć polskiemu ludowi i w jaką przyszłość go poprowadzić?


Grzegorz Braun

Obszerne fragmenty artykułu Grzegorza Brauna opublikowanego w 25. numerze magazynu "Polonia Christiana"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz