piątek, 19 grudnia 2014

Odtwórca ról kazirodcy i sodomity zagrał... św. Franciszka z Asyżu

Piotr Sumara/FORUM

„To są sutenerzy! Prostytutki!” – takie słowa wykrzykiwał legendarny twórca krakowskiego teatru Cricot 2, Tadeusz Kantor. Odnosił je oczywiście do swoich kolegów po fachu, reżyserów i aktorów, którzy – pozbawieni etyki – traktowali swój zawód podobnie jak traktuje się tak zwany „najstarszy zawód świata”. Jeżeli takie słowa padały kilkadziesiąt lat temu, to co należałoby powiedzieć o dzisiejszym świecie teatru i kina? Na przykład o świeżo wylansowanej „gwieździe” Mateuszu Kościukiewiczu, który po zakończeniu swych filmowych romansów z... własną siostrą i katolickim kapłanem zabrał się za rolę świętego Biedaczyny z Asyżu we włoskiej produkcji? Obawiam się, że adekwatne do tego słowa nie powinny przechodzić dżentelmenowi przez usta...


W grudniu zostanie wyemitowany serial o św. Franciszku z Asyżu zrealizowany dla włoskiej telewizji publicznej Rai 1. Realizacji podjęła się sławna włoska reżyserka 81-letnia Liliana Cavani. Oprócz Mateusza Kościukiewicza (w roli samego Świętego) wystąpił także Rutger Hauer. Przypomnijmy, iż Liliana Cavani znana jest między innymi z takich produkcji jak „Nocny portier”. Jest to pełen obrzydliwych scen film o perwersyjnym romansie SS-mana z więźniarką obozu koncentracyjnego. Innym dziełem tej wychowanej w komunizującej rodzinie artystki jest „Galileusz” – film, który nawet włoska telewizja uznała za zbyt antyklerykalny i odmówiła jego emisji).

Ta sama „nestorka” włoskiego kina na zamówienie telewizji realizuje filmy o świętych Kościoła katolickiego, a nawet o samym Panu Jezusie („Jezus, mój brat”). O Biedaczynie z Asyżu nakręciła już dwa filmy – pierwszy w roku 1966, drugi w 1989, w którym w rolę założyciela franciszkanów wcielił się słynny hollywoodzki łobuz Mickey Rourke. Film miał na celu pokazanie Franciszka z bardziej... „ludzkiej” strony. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Oczywiście, że święci są ludźmi i dobre produkcje religijne ukazują obie strony ich życia – zarówno cierpienia i nędze ich ludzkiej natury, jak i wspaniałomyślne umiłowanie Boga owocujące cudami, przykładem cnót i dziełami miłosierdzia. Tak więc pod tym względem Cavani Ameryki nie odkryła. Trudno powiedzieć, by „Francesco” z roku 1989 był filmem złym, jednak mógłby być znacznie głębszy i nieść więcej pozytywnej treści, gdyby uwzględniał również wątek hagiograficzny.

Sam Rourke, z okazji promocji nowej książki o Lilianie Cavani, udzielił wywiadu, w którym wspomina pracę nad „Franciszkiem”. Aktor usiadł przed kamerą w image'u, jaki znamy z filmów „Expandables”, czy „13”, z poranioną twarzą i w stanie mogącym wskazywać na odbycie solidnej imprezy dnia poprzedniego. Swój wywiad kończy swoistym przesłaniem do Liliany: – Yeah Liliana, nakręćmy razem jeszcze jeden film (…) Zróbmy film o przemocy i seksie, który ktoś będzie chciał oglądać, bo wiesz – nikt nie będzie chciał oglądać filmów religijnych o facecie gadającym do, no wiesz... – tu aktor, siorbiąc, napił się kawy i chyba zgubił wątek, bo zaczął ni stąd ni zowąd znowu chwalić panią Cavani, że jest najlepszą reżyserką, z jaką pracował. Trzeba przyznać, że to dość dziwne środowisko, jak na kręcenie filmów o Bogu i Jego uczniach...

Myślę, że można jednak zaryzykować stwierdzenie, że twórczość religijna Cavani stanowi jakiś wyraz jej osobistych poszukiwań Boga. Niewątpliwie też dobiera aktorów, którzy nie są w tych poszukiwaniach dalej, niż ona sama. Pytanie, jak daleko można się w tym posunąć? I co takiego zafascynowało reżyserkę w filmie „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej, że zdecydowała się zaprosić do współpracy młodego Kościukiewicza? Film ten, wśród plugawych scen homoseksualnego seksu niesie z sobą – nie pogłębione żadną refleksją, czy dystansem, jakiego winniśmy wymagać od prawdziwej sztuki – banalne przesłanie, że w Kościele są sodomici, a chłopcy, z którymi się zadają także zostają księżmi. Natomiast w filmie „Bez wstydu” Kościukiewicz wciela się w rolę mężczyzny uwikłanego w kazirodczy romans z własną siostrą, czemu oczywiście również towarzyszą sceny erotyczne.

Ciekawe dokąd doprowadzą te najnowsze włosko-polskie poszukiwania Liliany Cavani...




Filip Obara

czwartek, 18 grudnia 2014

O zdjęciu, które zmieniło historię – posłużyło do manipulacji. Ofiara okazała się sprawcą


Przykładem tego, jak potężne może być pozbawienie fotografii kontekstu, jest słynna fotografia Eddiego Adamsa z 1968 roku. Co widać na zdjęciu? Szef proamerykańskiej, południowowietnamskiej policji, Nguyen Ngoc Loan, składa się do strzału prosto w głowę nieuzbrojonego cywila, który mruży oczy, oczekując na uderzenie pocisku. Kadr ten zrobił w USA furorę, zdobywając nagrody Pulitzera i World Press Photo i stając się ikoną dla antywojennych demonstrantów domagających się zaprzestania interwencji. A jaka była prawda?



Ofiara egzekucji to Nguyen Van Lem, jeden z oficerów Wietkongu i dowódca jego plutonów egzekucyjnych. Oddział Lema brał udział w akcji w ramach Ofensywy Tet, podczas której komunistyczne wojsko i partyzantka zaatakowały sprzyjające Amerykanom miasta. Podczas ataków odbyły się czystki, których ofiarą padło 6000 współpracujących z wojskiem USA cywilów. Jak można przeczytać na blogu Zapiski z Granitowego Miasta:

Na wieść o ofensywie wszyscy policjanci w Sajgonie zostali postawieni na nogi. Odwołano urlopy i wezwano do komend wszystkich funkcjonariuszy. Wietkong dzięki swoim szpiegom znał adresy większości z nich. Nie zastawszy ich w domach (policjanci byli przecież na służbie) komuniści wymordowali ich rodziny – żony, córki, synów, rodziców. Słowem – każdego, kogo zastali pod danym adresem. Dowódcą jednego z tych plutonów egzekucyjnych był oficer Wietkongu Nguyen Van Lem. Został schwytany w Sajgonie obok rowu wypełnionego ciałami zamordowanych członków rodzin policjantów. Szef południowowietnamskiej policji Nguyen Ngoc Loan wśród zamordowanych zauważył żony i dzieci swoich dwóch najbliższych przyjaciół. Kiedy doprowadzono do niego schwytanego zbrodniarza po prostu wyciągnął rewolwer i strzelił mu w głowę.

Nie złamał tym ani ówczesnego prawa, ani nie pogwałcił Konwencji Genewskiej, która chroni umundurowanych żołnierzy zaangażowanych w walkę z innymi żołnierzami. Schwytany oficer Wietkongu przebrany był za cywila i mordował Bogu ducha winnych ludzi, którzy nie mieli broni w rękach.

Adams po bardzo niedługim czasie zorientował się, jak wykorzystuje się jego fotografię, że zniszczył Loanowi oraz jego rodzinie życie. Pozostało mu jednak wyłącznie wyrażanie żalu, że w ogóle wykonał to zdjęcie – czynił to wielokrotnie, m.in. na łamach magazynu “Time”.

Loan nigdy nie miał zresztą do Adamsa pretensji – jak sam mówił, obaj wykonywali po prostu swoją pracę. Nie zmienia to faktu, że do tej pory mało osób zna prawdziwą historię kryjącą się za tym wstrząsającym kadrem.


Źródło: http://niezlomni.com/?p=1537

środa, 17 grudnia 2014

Czasy Wojen Krzyżowych

Rycerstwo średniowieczne



F. J. HOLZWARTH

Treść: Początki rycerstwa; poświęcenie na rycerza; rycerska cześć niewiasty; turnieje; uzbrojenie rycerza; początek herbów.

Jak głęboko przeniknął Chrystianizm we wszystkie sfery i stosunki życia, okazuje się to także na rycerstwie ówczesnym, w którym duch wojowniczy poddał się przepisom Kościoła a religia udzielała orężowi uświęcenia do wyższych i szlachetniejszych celów.


Pierwsze ślady rycerstwa średniowiecznego dają się dostrzegać już u dawnych Germanów w czci, jaką okazywali oni kobietom, w zwyczaju rozstrzygania sporów przez pojedynki; syn królewski dopiero wtedy mógł zająć miejsce przy stole ojcowskim, jeżeli jakim dowodem waleczności zasłużył sobie na zaszczyt, że mu ktoś z obcych królów miecz do boku przypasał. Nadto widoczne są zarody rycerstwa jako zamkniętego w sobie stanu w konnych oddziałach u pogańskich Germanów, które z upływem czasu utworzyły społeczność, odrębną od innych części wojska. W państwach karolińskich konnica, w której służyli lennicy i zamożniejsi ludzie stanu wolnego, stanowiła jądro sił zbrojnych; za cesarzów saksońskich i frankońskich, kiedy się już ostatecznie wykształcił systemat feudalny, obowiązek wojskowej służby konnej ciążył na pewnej części beneficjów, przy czym coraz bardziej wchodziło w obyczaj, że beneficja owe potomkom tych rodów były nadawane, które już przedtem służbę rycerską odbywały. Tym sposobem powstał osobny stan szlachecko-rycerski, który korzystał z pewnych praw i przywilejów i do którego wstęp połączony był z pewnymi ceremoniami.

 Wskutek Wojen Krzyżowych (a) rycerstwo średniowieczne doszło do ostatecznego swego rozwoju i najpiękniejszego rozkwitu. Wprawdzie już przedtem służba wojskowa była niezbędnym warunkiem życia rycerskiego, wprawdzie męstwo, łagodność i sprawiedliwość były ozdobą rycerza a najpierwszym jego obowiązkiem obrona uciśnionych, mianowicie kobiet i duchowieństwa, przeciwko potężnym ciemięzcom, lecz dopiero odtąd walkę w sprawie Boga i Kościoła poczytywano za najwyższy cel, do jakiego winien był dążyć rycerz, za najwyższe uświęcenie rycerstwa i uszlachetnienie odwagi ziemskiej.

 Do społeczności rycerskiej mógł wstąpić tylko ten, kto pochodził z rodu szlachetnego, to jest takiego, który oddawał się konnej służbie wojskowej i pielęgnował cnoty wojenne; niekiedy wszakże i mieszczan wynoszono na rycerzy. Przygotowanie do zawodu rycerskiego rozpoczynało się już od siódmego roku życia; chłopiec wtedy przechodził z pieczy matczynej pod dozór ojca i zaprawiał się w znoszeniu mozołów życia wojskowego. Potem oddawano go jako pazia na dwór jakiego rycerza słynnego z waleczności lub z przodków dostojnych; tu szlachetny młodzieniaszek spełniał pomniejsze usługi panu swemu i jego małżonce, towarzyszył im w podróży, podczas odwiedzin i przechadzek, w chwilach wolnych biegł do lasu, aby się oswoić z polowaniem, a ćwiczeniami fizycznymi zaprawiał się do zawodu rycerskiego. Po dojściu do 14 lat życia prowadzono chłopca z zapaloną świecą woskową w ręku do ołtarza, gdzie kapłan najpierw błogosławił przeznaczony dla niego miecz i pas a potem mu je wręczał; przy czym rodzice chrzestni w imieniu młodzieńca przyrzekali miłość i wierność względem jego pana i nakładali mu ostrogi srebrne.

 Odtąd chłopiec zwał się giermkiem (junker, damicellus, damoiseau, écuyer, varlet), służył swemu panu przy stole, przy ubieraniu się i rozbieraniu, miał dozór nad jego bronią, przy wsiadaniu na koń trzymał mu strzemię, w podróży prowadził rumaka pańskiego. Przed bitwą niósł swemu rycerzowi dzidę i miecz i pomagał mu przy wkładaniu zbroi; podczas bitwy był ciągle przy jego boku. Niekiedy uczestniczył w walce i świetnym czynem wojennym mógł zdobyć sobie godność rycerską, która zwykle bywała udzielana dopiero w 21-ym roku życia.

 Do tej uroczystej ceremonii, spełnianej wobec książąt, rycerzy, duchowieństwa i dam dostojnych, giermek przygotowywał się postem, modlitwą i pokutą; całą noc ostatnią, od zmierzchu wieczornego do świtu, spędzał w kościele na pobożnych rozmyślaniach; rano kąpał się, co oznaczało, że czystym od plam i zmazy pragnie wstąpić do stanu swoich ojców, poczym przyjmował komunię. Następnie wkładał białą szatę na znak czystości serca, potem czerwoną, która świadczyła o jego chęci przelania krwi za wiarę, i ciemne obuwie, przypominające ciemne ziemi łono, w którym kiedyś miał on spocząć. Kiedy nadeszła godzina samej uroczystości, młodzieniec, w towarzystwie giermków i rycerzy, udawał się do kościoła, gdzie oczekiwało go wspaniałe zebranie. Podawszy miecz swój do pobłogosławienia kapłanowi i na powrót go odebrawszy, klękał on przed tym, który go miał pasować na rycerza i składał uroczystą przysięgę, że będzie walecznym i wiernym, że bronić będzie ubogich przeciwko przemocy bogatych, słabym pomagać przeciwko samowoli silnych; nadto przyrzekał nie zabijać nieprzyjaciół proszących o zlitowanie, łagodzić los jeńców, unikać zdrady i niesprawiedliwości, zachowywać posty, codziennie znajdować się na mszy, wiarę chrześcijańską wobec wszystkich wyznawać i jej bronić, towarzyszy miłować, szanować i im pomagać. Po złożeniu przysięgi wręczano rycerzowi złote lub złocone ostrogi, nakładano na niego zbroję, naramienniki, rękawice i przypasywano mu miecz do boku. Tak przyodziany klękał on jeszcze raz przed tym, który go wynosił do dostojeństwa rycerskiego, poczym ten ostatni wstawał z miejsca i płazem gołego miecza trzykrotnie uderzał go po ramieniu i szyi, wymawiając wyrazy: “W imię Boga, świętego Michała i świętego Jerzego pasuję cię na rycerza!”. Następnie podawał mu rękę i składał na jego ustach pocałunek braterski. Otrzymawszy hełm, tarczę i dzidę, młody rycerz w całkowitym uzbrojeniu dosiadał rumaka i harcował na nim przed zamkiem, wywijając dzidą, aby przez to obwieścić ludowi swoje wyniesienie do stanu rycerskiego.

 Rycerz zwał się “panem” albo “miłościwym panem” (preu, probus homo, sire, monseigneur) i mógł przy stole królewskim zasiąść, co wzbronione było nawet braciom i synom króla, dopóki nie zostali rycerzami. Do przywilejów stanu rycerskiego należało prawo pasowania na rycerzy, dowodzenia na wojnie, utrzymywania własnego oddziału zbrojnego. Każde wojsko miało swój okrzyk bojowy, z którym uderzało na nieprzyjaciela. Głównym patronem rycerstwa był święty Jerzy; do niego modlili się rycerze przed bitwą.

 Chrystianizm uszlachetnił stosunek między mężczyzną i kobietą; rycerz chrześcijański więc nie tylko bronił kobiety lecz okazywał jej cześć szczególną jako orędowniczce szczęścia domowego i cnót rodzinnych. Do dwóch wyżej wymienionych pierwiastków rycerstwa średniowiecznego, to jest do męstwa i bogobojności, przyłączył się trzeci – cześć niewiasty, który, ponieważ jego głównym ogniskiem były dwory rycerzy francuskich, otrzymał francuską nazwę – courtoisie. Rozkazem było dla rycerza życzenie “damy jego serca”; pochwała, jaką od niej odbierał, była najwyższą dla niego nagrodą. Jeżeli czynami męstwa i poświęcenia zdobył sobie rycerz miłość oblubienicy i prawo nazwania jej swoją przyszłą małżonką, to odtąd nosił jej wizerunek na szyi lub jaką inną oznakę jej względów, szarfę wyhaftowaną jej rękoma, obrączkę itd. i otrzymywał od niej hasło, które go w chwili niebezpieczeństwa do pogardy śmierci krzepiło. Ta wszakże strona rycerstwa średniowiecznego często wyradzała się w niedorzeczne brednie.

 Jednym z charakterystycznych objawów ducha rycerskiego było braterstwo orężne, które w rozmaity sposób zawierano, przez wspólne przyjmowanie komunii, mieszanie krwi lub wymianę broni. Bracia orężni nosili jednakowe szaty, używali jednego hasła, wspólnie przedsiębrali wyprawy i razem szli na wojnę. Związki te poczytywano za tak święte, że nieraz przed nimi ustępować musiała miłość rycerza do jego damy.

 Jeżeli rycerz złamał swoje śluby rycerskie albo splamił honor osobisty, poczytywany za najpiękniejszą ozdobę stanu szlachetnego, to pozbawiano go dostojeństwa rycerskiego; wtedy publicznie odbierano mu oręż i całe uzbrojenie, łamano je i rzucano niegodnemu rycerzowi pod nogi. Za cięższe przewinienie, za obrazę majestatu monarszego, kat druzgotał herb winowajcy a heroldowie obwieszczali jego nazwisko jako zdrajcy i niegodziwca. Z takim wyrzutkiem żaden rycerz nie mógł utrzymywać stosunków; gdziekolwiek się on ukazał, patrzano na niego z pogardą, dopóki jakim czynem świetnym nie zmazał plamy, ciążącej na jego imieniu.

 Do podtrzymania ducha rycerskiego bardzo się przykładały turnieje (od staroniemieckiego wyrazu turnen, obracać się, francus. tournois od prowansalskiego tournoyer), które powstały z igrzysk wojskowych, urządzanych za Henryka I celem wyrobienia dobrej jazdy ze szlachty niemieckiej przeciwko Węgrom. Głównie rozwinęły się turnieje we Francji, lecz i w Niemczech już za cesarzów z dynastii frankońskiej istniały cztery wielkie towarzystwa turniejowe: reńskie, bawarskie, szwabskie, frankońskie, które dzieliły się na pomniejsze grupy. Na czele czterech głównych towarzystw turniejowych stali książęta jako królowie turniejowi. Turnieje odbywały się z powodu wielkich uroczystości kościelnych, a mianowicie Zesłania Ducha Świętego, z powodu koronacji lub zaślubin jakiego księcia, przy nadawaniu lenności, zawieraniu traktatów itd. Na turnieje przybywali książęta i rycerze z bliższych i dalszych okolic, w towarzystwie orszaków zbrojnych. Kto chciał wystąpić do zapasów wojennych, ten musiał się wylegitymować przed sędzią turniejowym, że pochodzi ze starodawnej rodziny rycerskiej i że swojego powołania rycerskiego nie splamił żadnym wykroczeniem przeciwko Kościołowi, żadnym wiarołomstwem względem cesarza i swego lennodawcy. Drobiazgowe przepisy, których pogwałcenie pociągało za sobą pewne kary, określały sposób odbywania igrzysk. Nad utrzymaniem porządku głównie czuwali “królowie turniejowi”; zbyt gwałtownie walczących oddzielano od siebie; osobni stróże utrzymywali porządek między przypatrującym się ludem. Wieczorem przed właściwymi turniejami giermkowie urządzali między sobą igrzyska, na których zwycięzcy niekiedy zdobywali sobie godność rycerską. Nazajutrz a pospolicie trzeciego dnia uroczystości rycerze wspólnie słuchali mszy św., poczym udawali się we wspaniałych zbrojach, każdy ze swoim giermkiem, pośród dźwięku trąb, na plac turniejowy i stawali poza szrankami, wewnątrz których na rusztowaniu, pokrytym kobiercami, przystrojonym w tarcze i chorągwie, zasiadali sędziowie igrzyskowi, widzowie dostojni i damy. Następnie herold wywoływał zapaśników parami, i ci przy odgłosie muzyki wojennej wjeżdżali w szranki. Turniej zwykle zaczynał się od tego, że przeciwnicy gwałtownie uderzywszy na siebie, starali się dzidami wzajem wysadzić z siodła; przy tym, jeżeli obaj zapaśnicy mocno trzymali się na koniu, nieraz dzidy pękały, lub też jeden z rycerzy na wznak spadał na ziemię. Potem rozpoczynała się walka na miecze, podczas której rzadko zadawano sobie rany, gdyż walczący od stóp do głowy okryci byli żelazem i mieczów używano tępych.

 Po skończeniu igrzysk rycerze, uznani za zwycięzców przez sędziów turniejowych, pośród uroczystych okrzyków heroldów, przy odgłosie trąb i radosnego wołania ludu zebranego odbierali nagrody, którymi były łańcuchy złote, pasy do mieczów i inne ozdoby rycerskie. Wywalczoną nagrodę rycerz składał u stóp swojej damy, która mu za to pocałunkiem odpłacała. Podczas uczty, która następowała po turnieju, zwycięzcy bez broni lecz odświętnie przystrojeni zajmowali miejsca zaszczytne.

 Jakkolwiek przedsiębrano wszystkie środki ostrożności dla zapobieżenia nieszczęśliwym wypadkom, nie zawsze jednak turnieje pomyślny miały przebieg. I tak 1186 roku Godfryd, książę bretański, syn Henryka II, króla angielskiego, znalazł śmierć na turnieju w Paryżu; takiż sam los spotkał 1269 r. Jana, margrabiego brandenburskiego, a roku 1559 król francuski Henryk II odniósł ranę śmiertelną z rąk hrabiego Montgommery. Niekiedy korzystano z igrzysk dla zaspokojenia nienawiści osobistej. I tak pewnego razu na turnieju w Neuss w Lotaryngii dolnej poległo 42 rycerzy wraz z giermkami a turniej w Darmsztadzie 1403 zamienił się na tak zawziętą bójkę między rycerstwem heskim i frankońskim, że niepodobna było przeciwników od siebie oderwać.

 Najbardziej się upowszechniły turnieje we Francji, gdzie też najczęściej spotykamy prywatne igrzyska, urządzane przez książąt i rycerstwo. Podczas prywatnych turniejów, książę lub rycerz, który je urządzał, podejmował obecnych swoim kosztem; podczas zaś publicznych igrzysk, każdy ze swoją świtą musiał myśleć o sobie. We Francji też najczęściej spotykamy rozmaite dziwactwa rycerstwa średniowiecznego; i tak na przykład, pozwalali się tu niekiedy rycerze wprowadzać na arenę damom swoim na złotych łańcuszkach na znak niewoli miłosnej; rycerz francuski, Bertrand de Raibaux, kazał zaorać pole pod turniej dwunastu parami wołów i na nim posiać trzy tysiące monet srebrnych; inny rycerz nazwiskiem Wilhelm Gros de Martello fetował gości zebranych na turniej potrawami ugotowanymi na ogniu świec woskowych i pochodni.

 Uzbrojenie rycerza na wojnie i podczas uroczystych wystąpień składało się z pancerza, nagolenic, ryngrafu to jest blachy pod szyję, z rękawic z łuski metalowej, hełmu, tarczy, miecza, piki i noża. W czasie uroczystości na zbroję nakładano płaszcz jedwabny lub aksamitny, niekiedy ozdobiony wyszywaniami lub obłożony futrem. Na hełmach w dawniejszych czasach umieszczano rogi, skrzydła lub wyobrażenia różnych potworów, później upiększano hełmy piórami i włosieniem. Królowie nosili hełmy złocone, książęta i hrabiowie – posrebrzane, rycerze dawnych rodów – stalowe polerowane a inni żelazne. Rękawica oznaczała wyzwanie; żaden rycerz nie rozpoczynał walki, nie posławszy poprzednio rękawicy przeciwnikowi.

 Szczególną pieczą otaczał rycerz rumaka swego, wiernego towarzysza pośród wspaniałych uroczystości i w zamęcie bojowym. Do turniejów okrywano konie jedwabnymi oponami, na których wyszyte były herby właścicieli; na wojnie okrywano je z przodu blachą a z boków zasłonami z palonej skóry lub łuski pancerzowej. Godzenie w konia poczytywano za rzecz nieprzystojną dla rycerza.

 Tarcza z początku była czworokątna, potem w kształcie serca, niekiedy okrągła, i miała na sobie wypisane hasło rycerza, niekiedy umieszczano na niej wizerunek zdobytego łupu lub jakiś inny znak waleczności jej posiadacza. Stąd powstały herby. Początek herbów sięga jedenastego wieku; w powszechne użycie weszły one dopiero od czasów Wojen Krzyżowych, kiedy przy nagromadzeniu rycerstwa z rozmaitych krajów okazała się potrzeba jakiegoś znaku zewnętrznego dla odróżnienia wojowników między sobą. Ponieważ herby przechowywały się dziedzicznie w rodzinach, ponieważ rodziny rycerskie łączyły się ze sobą przez małżeństwa i w boczne linie rozrastały, stąd więc coraz bardziej komplikowały się owe znaki symboliczne i coraz kunsztowniejszą postać przybierały. Wyjaśnieniem tej nowej mowy hieroglificznej zajmowała się nauka heraldyki, gorliwie pielęgnowana w familiach rycerskich.

 Dzieje rycerstwa można podzielić na trzy epoki. Pierwsza obejmuje czasy powstania i pierwszego formowania się właściwego stanu rycerskiego, kiedy waleczność była głównym rysem rycerstwa, kiedy wyższe cele i podnioślejsze obyczaje nie uszlachetniały jeszcze rzemiosła wojennego; na drugą epokę przypadają czasy najwyższego rozkwitu, kiedy pod wpływem Wojen Krzyżowych pobożność na pierwszy plan wystąpiła a cześć okazywana kobietom i pielęgnowanie poezji całemu życiu rycerskiemu wyższy polot nadały; w trzeciej na koniec epoce, po Wojnach Krzyżowych nastają czasy rozbójniczego rycerstwa, w którym honor i obowiązki rycerskie ustępują miejsca żądzy łupów i grabieży a prawo pięściowe (Faustrecht) do coraz większego dochodzi znaczenia.

HISTORIA POWSZECHNA PRZEZ F. J. HOLZWARTHA. PRZEKŁAD POLSKI LICZNYMI UZUPEŁNIENIAMI ROZSZERZONY. TOM IV. WIEKI ŚREDNIE. CZĘŚĆ DRUGA. PRZEWAGA NIEMIEC W EUROPIE W X WIEKU. CESARZE Z DOMU FRANKOŃSKIEGO I PAPIESTWO. CZASY WOJEN KRZYŻOWYCH. Nakładem Przeglądu Katolickiego. Warszawa 1882, ss. 165-171.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Przypisy:

(a) Zob. Pierwsza Wojna Krzyżowa. Królestwo Jerozolimskie. (Przyp. red. Ultra montes).

wtorek, 16 grudnia 2014

Nowe urządzenie Amazon wykorzystuje system rozpoznawania głosu do śledzenia użytkowników w domach.


W tym tygodniu Amazon zaprezentował nowego cyfrowego asystenta o nazwie "Echo". Urządzenie korzysta z chmury i jest zawsze włączone.





Urządzenie Amazon, sterowane za pomocą głosu użytkownika może poszczycić się zdolnością odpowiedzi na pytania, zapewnianiem aktualizacji pogodowych i odtwarzaniem muzyki. "Amazon Echo jest zaprojektowany wokół twojego głosu. Jest zawsze włączony, po prostu poproś o informacje, muzykę, wiadomości, pogodę, i więcej," podaje Amazon. "Echo rozpoczyna pracę gry usłyszy twoje słowo wzbudzenia, "Alexa".
[...] Echo, które jest na stałe podłączone do chmury może się uczyć i dostosowywać, powoli zbierając dane co do specyfiki cech użytkownika. "Mózgiem Echo jest chmura, działająca na systemie Amazon Web Services, dlatego nieustannie się uczy i dodaje więcej funkcji. Im więcej używasz Echo, tym bardziej, dostosowuje się on do wzorców mowy, słownictwa, i osobistych preferencji."

Podczas gdy Echo jest zawsze aktywne, Amazon zapewnia swoich klientów, że będzie słuchać tylko wtedy, gdy użytkownik o to poprosi.

Biorąc pod uwagę historię Amazon sprzedaży urządzeń naruszających prywatność, takich jak "Fire Phone" to bezpieczeństwo wszelkich zebranych danych osobowych stoi pod dużym znakiem zapytania, zwłaszcza w świetle ostatnich wiadomości wokół bezpieczeństwa chmury. Niestety, parcie w kierunku systemów w chmurze i "inteligentnych" technologii od dawna ignoruje skutki społeczne i bezpieczeństwa.

Podczas przemówienia w 2012, były dyrektor CIA David Petraeus wyraził głośno swoją aprobatę dla rosnącego wdrożenia takich technologii ze względu na zdolność przekazywania agencjom wywiadowczym nielimitowanego dostępu do danych osobowych.


"Transformacyjny" jest zbyt nadużywanym słowem, ale wierzę, że właściwie stosuje się do tych technologii," powiedział Petraeus, "zwłaszcza ich wpływu na działania wywiadowcze”.

"Przedmioty zainteresowania będą umieszczone, identyfikowane, monitorowane i sterowane zdalnie przez technologie, takie jak identyfikacja radiowa RFID, sieci czujników, małe rozlokowane serwery i urządzenia wytwarzające energię - wszystko podłączone do wykorzystujących sieć Internetową nowej generacji, licznych, tanich, o dużej mocy obliczeniowej komputerów," powiedział Petraeus.

Wcześniej w tym miesiącu, Samsung ogłosił wprowadzenie na rynek nowej linii telewizorów Smart, które nagrywają osobiste rozmowy użytkownika i przekazują je osobom trzecim.





"Należy pamiętać, że wypowiadane słowa lub inne poufne informacje, będą danymi gromadzonymi i przekazywanymi do osób trzecich poprzez korzystanie z rozpoznawania mowy.", mówi polityka prywatności tych urządzeń.

Nawet najbardziej przyziemny sprzęt gospodarstwa domowego, w tym zmywarki, kuchenki, lodówkiżarówki, są teraz wyposażone w WiFi i możliwość rozpoznawania głosu, dzięki czemu hakerzy, rządy i korporacje mają praktycznie nieograniczony dostęp do każdego szczegółu życia obywateli.

Biorąc pod uwagę ścisły związek Amazon zarówno z NSA jak i CIA, firmie będzie bardzo ciężko przekonać rzeczników swobód obywatelskich co do troskliwej natury Echo, czy to zaprogramowanej czy wyuczonej.


Link do oryginalnego artykułu: LINK

Źródło: http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/nowe_urzadzenie_amazon,p1572958425

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Lewicowy socjolog skarży się Niemcom na faszyzujących Polaków. Chwali Komorowskiego

Rafał Pankowski w studio TVP INFO

Profesor Rafał Pankowski, socjolog z warszawskiego Collegium Civitas, udzielił wywiadu niemieckiemu pismu „Der Spiegel”. Na stronie internetowej dziennika ukazał się tekst tłumaczący Niemcom, że polskie patriotyczne manifestacje są… haniebne.


"Polska świętuje swoją niepodległość, lecz to święto dzieli społeczeństwo" - pisze "Spiegel" publikując wywiad z socjologiem Rafałem Pankowskim. Naukowiec, będący jednocześnie redaktorem lewicowego pisma „Nigdy Więcej” wyjaśnia niemieckiemu czytelnikowi, że polscy narodowcy „instrumentalizują pamięć”. Na pytanie, dlaczego dziesiątki tysięcy Polaków wychodzi na ulicę i osobno świętuje ten dzień, Rafał Pankowski wyjaśnia, że jest to „smutny proces ubiegłych lat, w trakcie którego radykalno-nacjonalistyczny ruch zawładnął tym świętem”.

Spiegel, słowami polskiego socjologa, poinformował Niemców, że organizacje stojące za Marszem Niepodległości „nawiązują do radykalnych, antysemickich i faszystowskich organizacji czasów międzywojennych. Nie można pominąć tego, że ich członkowie określają się dziś mianem narodowych konserwatystów, co jest absolutnym eufemizmem”.

Jakby tego było mało, niemieccy czytelnicy dowiedzieli się, że Marsz Niepodległości, w którym uczestniczyło blisko 100 tys. Polaków, „nie ma nic wspólnego ze świętem, to jest hańba”.  Pankowski – jak przystało na bezstronnego obserwatora ze świata nauki – wyraził również ubolewanie, że tak mało osób bierze udział w prezydenckim marszu „Razem dla Niepodległej”.

Według socjologa, główne hasła organizatorów marszu - 'Bóg, Honor, Ojczyzna' - czy 'Polska dla Polaków' są „rasistowskie, bo mają one wykluczyć mniejszości, uznawane za wrogów narodu”. Pankowski przyznał też, że uważa Romana Dmowskiego za twórcę polskiego antysemityzmu.


Źródło: „Rzeczpospolita”

kra