piątek, 28 listopada 2014

Rosja i Chiny uderzają w dolara. Nadchodzi "zimna wojna w biznesie"

Fot. Wikipedia

Mimo, że koncepcja „de-dolaryzacji” znana i dyskutowana jest w Pekinie i w Moskwie od lat, na chwilę obecną wykorzystanie własnych walut w handlu wzajemnym znajduje się na poziomie 7%, natomiast 75% płatności między Chinami a Rosją dokonywane jest w dolarze amerykańskim. Zachodnie sankcje spowodowały jednak, że Kreml zmuszony został do przyspieszenia realizacji tzw. „pivotu azjatyckiego”, nawet na mniej korzystnych niż pierwotnie zakładano warunkach.



Nie jest to oczywiście pozbawione logiki z powodu rosnącego znaczenia ChRL na arenie międzynarodowej. A to dopiero początek. Uwolnienie juana, spowodowane ryzykiem manipulacji wartością dolara przez Waszyngton, było dla Chin, jako największego posiadacza rezerw walutowych świata (niemal 4 bln USD), szczególnie niebezpieczne. Od 2009 roku rozpoczęto liberalizację przepisów ograniczających transakcje w RMB. W 2010 r. chiński handel zagraniczny realizowany we własnej walucie wynosił tylko 3%, rok temu przekroczył 13%, a w przyszłym roku osiągnąć ma co najmniej 30%. W tym samym czasie kurs rubla z powodu zachodnich sankcji nieustannie spada: tylko we wrześniu br. wartość amerykańskiego dolara wobec rubla wzrosła o 6,6%, a od początku tego roku o 24,5%. Tak źle nie było od 1995 roku – 16 października padł rekord, tj. 41,16 RUB za 1 USD.

Powyższemu zjawisku towarzyszą chińsko-rosyjskie porozumienia handlowe – współpraca w obszarach infrastruktury (kolej szybkiej prędkości, autostrady, mosty), przemysłu wysokich technologii (systemy nawigacji satelitarnej) oraz wojskowej. Oprócz rosnącej sprzedaży do Chin rosyjskiego uzbrojenia, mówi się, że Kreml zgodzi się w przyszłym roku sprzedać Chinom myśliwce Su-35, system rakietowy S-400, a nawet najnowszą łódź podwodną Amur 1650. Rosja i Chiny w ciągu najbliższych 5 lat chcą także zwiększyć wzajemną wymianę studencką do 100 tys. osób. Ma to zastąpić anulowane programy z USA. Obecnie ok. 25 tys. studentów z Chin studiuje w Rosji, a 15 tys. na rosyjskich w Chinach. Co więcej, gazeta „Kommiersant” donosi, że niedługo sfinalizowane zostanie rosyjsko-chińskie porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego. Na jego podstawie oba państwa będą dokonywać nie tylko zaawansowanej wymiany informacji, ale również prowadzić wspólne operacje. Do tego dodać można tworzony Bank Rozwoju BRICS z początkowym kapitałem 50 mld USD, a docelowo 100 mld USD. 41% finansowania pochodzić ma oczywiście z Chin.

Jak pisze Greg Shtraks dla magazynu „The Diplomat”:



„Dzisiaj łatwo jest zapomnieć jak chłodne były relacje pomiędzy Rosją a Chinami w 2004 roku”.

Ma tu na myśli nie tylko kontekst polityczny (Putin nie był zainteresowany budową rurociągów do Chin), ale także zaproszenie do Moskwy Dalai Lamy. Wtedy żywe były jeszcze obawy rosyjskich elit o chińską kolonizację Syberii. Z biegiem czasu obawy te nie tylko się nie potwierdziły, ale zostały usunięte w cień przez kryzys finansowy z 2008 roku. Zdaniem Shtraksa można być dzisiaj pewnym, że Dalai Lama do Rosji na pewno już nie przyjedzie.

Wskutek kryzysu właśnie, w 2009 r. FR została zmuszona do sprzedaży ropy ChRL. Kontrakt opiewający na kwotę 25 mld USD zakładał dostarczanie przez Rosnieft 300 tys. baryłek ropy dziennie. W 2013 r. liczba ta została dwukrotnie zwiększona w zamian za pożyczkę w wysokości 30 mld USD.

Chiny dążą do podważenia obecnego ładu międzynarodowego, jakkolwiek na podstawie obecnych danych na razie można mówić tylko o aktywnościach skierowanych na sferę monetarną owego ładu. Ambicją ChRL jest uczynienie z juana waluty rezerwowej świata. Umowa z Wielką Brytanią, w której Londyn ma być europejskim centrum obrotu RMB zawarta została w 2012 roku. Od ubiegłego roku Pekin nie kontroluje już kursu juana. Jego znaczenie podniesione zostało też bez wątpienia zawartym na 30 lat kontraktem z Rosją o wartości 400 mld USD, który rozliczany będzie w walutach narodowych obu państw, a nie w dolarze. Jeszcze w tym roku Pekin chce, aby transakcje w juanie stanowiły 20% całego handlu z ChRL.

Często podnoszone jest, że scenariusz zacieśniania współpracy chińsko-rosyjskiej jest niemożliwy, z racji uzależnień handlowych Rosji od struktur zachodnich. Unia Europejska jest głównym partnerem handlowym Rosji, ale wraz z USA, także i Chin. Pekin ma coraz większe instrumenty nacisku na Europę i Amerykę. Natomiast jeśli chodzi o FR, to UE pozostaje najważniejszym partnerem handlowym Kremla (410 mld USD w 2013 roku), jednak ChRL jako pojedyncze państwo, mają największy udział w handlu z Rosją. W pierwszej połowie br. całkowity handel FR z UE wyniósł 263,3 mld USD, a z Chinami - 59,1 mld USD (przed Holandią – 52,1 mld USD, Niemcami – 46,7 mld USD i Kazachstanem i Białorusią łącznie – 35,3 mld USD). Spojrzenie na rosyjsko-chińską wymianę handlową w ujęciu historycznym jest równie imponujące: z 20,3 mld USD w 2005 r., do 59,3 mld USD w 2010 r. i 89,2 mld USD w 2013 r.

Tylko w zeszłym roku chińskie inwestycje w Rosji wzrosły o 15%. Jeszcze 6 lat temu rosyjsko-chiński handel opiewał na kwotę 40 mld USD. W 2014 r. planowane jest osiągnięcie wymiany handlowej o wartości 100 mld USD (do października jest niemal 90 mld USD), a w ciągu następnych 6 lat aż 200 mld USD rocznie. Obok tego chiński bank EXIM ustanowił linię kredytową w wysokości 2 mld USD dla rosyjskiego banku VTB, a także podpisał porozumienia z innymi rosyjskimi bankami państwowymi: Vnesheconombankiem (VEB) i Rosyjskim Bankiem Rolnym. Kredyt o łącznej wartości 4,5 mld USD, w tym też dla rosyjskich firm, ma być wykorzystany na finansowanie m.in. importu z Chin. Hongkong, a przede wszystkim Singapur staną się zapewne w krótkim czasie głównymi kierunkami ekspansji rosyjskiego kapitału – jako najlepsza alternatywa dla tych kontrolowanych przez Zachód.

Chociaż eksperci i komentatorzy są wciąż podzieleni w ocenach współpracy na linii Moskwa-Pekin, trudno jest twierdzić, że jest skazana z góry na porażkę czy na dłuższą metę jest nierealna z racji wzajemnych różnic. Potencjalne punkty zapalne, to: kwestia chińskiej kolonizacji Syberii oraz zacieśnianie współpracy Rosji z Indiami czy Wietnamem (zwłaszcza w dziedzinie produkcji czy sprzedaży broni), z którymi Chiny mają spory graniczne. Są to elementy łatwe do wyciszenia, zwłaszcza przy tak ambitnych celach strategicznych, jakie stawiają sobie Moskwa i Pekin. Ian Bremmer, prezydent Eurasia Group, nazywa działania obu państw wobec świata „zimną wojną w biznesie”. Nie widać jednak, aby była to realizacja nastawiona przeciwko sobie, a do takiego etapu jeszcze jest bardzo daleko, jeśli w ogóle on nastąpi.

Warto również wspomnieć, że poza wrogim stosunkiem do USA, wspólnymi interesami w sektorze energetycznym czy wojną walutową, mającą podważyć najpierw ekonomiczny, a następnie polityczny układ sił na świecie, ChRL i FR łączą także poglądy polityczne. Ostatnie protesty w Hong-Kongu zostały podobnie zinterpretowane w Pekinie, jak wydarzenia pomarańczowej rewolucji czy Euromajdanu na Ukrainie w Moskwie.

Odnotować też można, iż od początku rosyjskiej rywalizacji z Zachodem na Ukrainie, poparcie dla Rosji w Chinach wzrosło z 47% w lipcu do 66% w październiku. Natomiast poparcie dla Władimira Putina po aneksji Krymu osiągnęło zdaniem niektórych chińskich mediów nawet 92%. Rosyjskie poparcie dla Chin z kolei od lat oscylowało na poziomie 50-60%, jednak ostatni kontrakt gazowy zwiększył je do poziomu 77%, a obecnie 51% Rosjan uznaje ChRL za najbliższego przyjaciela FR.

Trzeba też pamiętać, że prezydent ChRL Xi Jinping z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Rosji. Był też jednym z niewielu polityków, którzy udali się na Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Putina i Xi wiele łączy – od, jak sami mówią, charakteru, przez działania w polityce wewnętrznej (zwiększanie kontroli nad mediami, walkę z dysydentami politycznymi, prowadzenie kampanii przeciwko ideologicznym wpływom Zachodu), dążenia do „odnowy narodowej” w swoich państwach, aż po politykę zagraniczną (w tym nie wahanie się przed użyciem siły do obrony własnych interesów).

Obecnie na relacje chińsko-rosyjskie można spojrzeć przede wszystkim jak na „małżeństwo z rozsądku”, gdzie pozycja Pekinu wobec Moskwy została zdecydowanie zwiększona przez problemy wynikające z zachodnich sankcji wobec Kremla. Zbliżająca się zima pewnie jeszcze bardziej uzależnią Rosję od potężnego partnera. Jednocześnie wciąż jeszcze wielu analityków jest opinii, że ten „związek” jest „szeroki na kilometr, ale głęboki na centymetr”.

Jak wygląda „russian dream” Putina, jako alternatywa propagandowa dla tego amerykańskiego, wie już coraz więcej osób, lecz mimo to pozostaje on atrakcyjny dla wielu milionów ludzi na świecie. Podobnie zresztą jak „chinese dream”. Na naszych oczach stają się one ze sobą komplementarne na coraz większej liczbie płaszczyzn.

Gordon Chang, autor „Nadchodzącego upadku Chin” („The Coming Collapse of China”) uważa, że sojusz chińsko-rosyjski jest głównym wyzwaniem dla polityki Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie Chiny i Rosja:



„W głęboko niepokojący sposób zmieniają świat, wstrząsając fundamentem ładu, który zapewniał do tej pory brak większego konfliktu i pozwalał podążać drogę bezprecedensowego dobrobytu. (...) Gdyby były rzeczywiście w stanie sformować trwałe partnerstwo, oznaczałoby to koniec epoki poziomnowojennej. Co byłoby dalej, na dobre czy złe, będzie przełomowe”.


Źródło: http://www.defence24.pl/analiza_rosja-i-chiny-uderzaja-w-dolara-nadchodzi-zimna-wojna-w-biznesie

czwartek, 27 listopada 2014

Szatan boi się Benedykta XVI

fot.wikimedia.commons/GNUlicence

„Nienawidzę go, mam go dość: każde jego słowo, każdy jego gest i każde jego błogosławieństwo stanowią egzorcyzm”. Nie ma co mówić, Szatan nie może się z tym pogodzić: Papież krzyżuje mu plany, dręczy go i demaskuje, nieustannie upominając ludzkość, aby była ostrożna ze względu na jego działania i pokusy. A on, Zły, upadły anioł, potępiony na wieczność, wódz duchów piekielnych czuje się zapędzony w kozi róg, łamany i chłostany przez Josepha Ratzingera.




Jako że współpracuję z pewnym egzorcystą, jestem bezpośrednim świadkiem dotkliwego cierpienia, które trawi Diabła na sam dźwięk imienia Benedykt XVI; krzyczy, wije się, płacze z bólu. Kilka dni temu na przykład, kiedy pewna kobieta była poddana modlitwie o uwolnienie w małym kościółku w prowincji Salerno, Szatan po raz kolejny poniósł klęskę. Tak jak czytaliście na początku tego artykułu – jest załamany, nie znosi Papieża i jego nieustającej katechezy wygłaszanej przeciwko Piekłu i zamieszkującym je duchom. Ale nie tylko to – Zło uważa każde jego słowo, każdy jego gest, każde jego błogosławieństwo za egzorcyzm.

Z punktu widzenia ściśle teologicznego można powiedzieć, że Szatan nienawidzi Ojca Świętego dlatego, że Papież posiada władzę Namiestnika Chrystusa na Ziemi oraz powszechnego Pasterza Kościoła. Jest to logiczne, ale w przypadku Benedykta XVI niewystarczające, bowiem, najpierw jako profesor, potem jako arcybiskup, a w końcu jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Joseph Ratzinger nieustannie podkreślał realne istnienie Zła i Piekła, tak aby ludzie byli świadomi, że poprzez grzech ryzykują skazanie na wieczny ogień.

Kardynał Ratzinger niezliczoną ilość razy wzywał także do tego, aby odrzucić wszelkie formy okultyzmu. Praktykowanie magii obraża Boga, a także otwiera wrota duszy i świata na tego, który będąc ojcem kłamstwa wmawia ludziom, że stanowi lekarstwo na wszelkie zło, tymczasem to on sam jest Złem w czystej postaci.

Niekiedy wystarcza zwykłe czytanie kart tarota (nie mówiąc już o praktykach takich jak seanse spirytystyczne, czarne msze, przekleństwa, czary, czarnoksięstwo, konsekracja na rzecz Diabła), aby Szatan mógł posiąść duszę i ciało człowieka. W takim przypadku, jeśli człowiek prawdziwie chce się wyzwolić od nieproszonego gościa, konieczna jest pomoc egzorcysty.

Egzorcyści w ostatnich czasach sporo się nasłuchali. Zło nieustannie narzeka. Benedykt XVI stał się jednym z jego najgorszych koszmarów. I choć Zły jest kłamcą, tym razem możemy mu wierzyć – wszelkie działania Papieża skupiają się na walce z Szatanem. Jak mówił nam kilka tygodni temu bp Andrea Gemma, Diabeł, od dnia wyboru Josepha Ratzingera na papieża, zaczął drżeć. Było to kilka dni po przybyciu Benedykta XVI do Bazyliki św. Piotra, kiedy podczas jednego z egzorcyzmów (oby było więcej takich biskupów jak bp Andrea Gemma, którzy sprawują tę posługę!) Przeklęty powiedział: „Nowy Papież jest jeszcze potężniejszy niż poprzedni i wiele przez niego wycierpimy”. Wydaje się, że tak właśnie jest.

Ostatni ze swoich gestów wymierzonych przeciwko Lucyferowi Benedykt XVI wykonał zaledwie kilka dni temu, w poprzednią niedzielę wypowiadając następujące słowa: „Przeżywać Wielki Post znaczy stawić czoła i zwalczać przyczynę wszelkiego zła czyli samego Szatana, niosąc krzyż Chrystusa”. Esencja wojny duchowej wypowiedzianej Diabłu przez Kościół Ratzingera zawiera się jednak w słowach skierowanych w zeszłym roku przez samego Benedykta XVI do wiernych w pewnej parafii rzymskiej: „Dopóki grzeszymy nie wykazując żadnego żalu, jedyną perspektywą jest wieczne potępienie, Piekło. Przywiązanie do grzechu może bowiem doprowadzić do upadku naszej egzystencji. Jest to tragiczny los człowieka, który żyje w grzechu i nie zwraca się ku Bogu. Tylko Boże przebaczenie daje nam siłę do tego, aby oprzeć się złu i więcej nie grzeszyć. Jezus przyszedł na ziemię, aby nam powiedzieć, że pragnie, abyśmy wszyscy znaleźli się w Raju i że Piekło, o którym mało się mówi w naszych czasach, istnieje i jest wieczne dla tych, którzy zamykają serce na Jego miłość”. Nie ma na to rady: wobec siły Benedykta XVI, Szatan jest pokonany w przedbiegach. A znając jego pychę, łatwo sobie wyobrazić, że płacze gorzkimi łzami.

Gianluca Barile

Źródło: http://www.papanews.it/
Za: http://www.pch24.pl/szatan-boi-sie-benedykta-xvi,1058,i.html

środa, 26 listopada 2014

Eugeniusz Lubański: Łukaszenko ujawnił prawdę. Janukowicz finansował banderowców przed i podczas Majdanu!



Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko 21 października na konferencji prasowej w Mińsku ujawnił, iż przed i podczas Majdanu w Kijowie neobanderowski "Prawy Sektor" był finansowany przez ówczesnego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, który się obawiał opozycji Julii Tymoszenki, i w walcę z nią wykorzystywał neobanderowców, szczególnie "Prawy Sektor".


Łukaszenko uprzedzał Janukowycza, że neobanderowcy Dmytra Jarosza mogą skierować broń w wygodnym dla siebie momencie przeciwko Janukowyczowi, ale ten mu nie wierzył.

Po tej wypowiedzi staje się jasne dlaczego w przededniu rozstrzału Majdanu przez snajperów "Berkuta" podejrzliwy Janukowycz nagle przyjął u siebie w gabinecie 19 lutego 2014 roku Jarosza i miał z tym długą rozmowę. Także staje się jasne, dlaczego podczas likwidacji Majdanu 21 lutego nie było w centrum Kijowa bojownik "Prawego Sektora" i samego Jarosza.

Poprzednicy "Prawego Sektora" - z "UNA-UNSO" współpracowali z rosyjskimi służbami specjalnymi FSB, a jeszcze wcześniej OUN-Bandery z hitlerowską Abwehrą i SS. Teraz spadkobiercy OUN-UPA są wierni swym tradycjom.


Eugeniusz Lubański (Kijów)


wtorek, 25 listopada 2014

Po prostu żenada. „Nie po raz pierwszy środowisko dziennikarskie wprowadza dodatkowy zamęt”

fot. M.Czutko

Nie po raz pierwszy środowisko dziennikarskie okazuje nie tylko brak elementarnej solidarności, ale wręcz wprowadza dodatkowy zamęt.

Nie mam tu na myśli zatrudnionych funkcjonariuszy agit-prop-u, czyli, używając współczesnego języka, PR-owców poszczególnych ekip rządowych czy partii politycznych. Chodzi mi o dziennikarzy uważających się za n i e z a l e ż n y c h.

Z dyskusji w „Salonie politycznym” Ziemkiewicza (TV Republika, 23 listopada) można było się dowiedzieć, że Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun to OSZOŁOMY, które tylko czekają, by stanąć na czele ruchu rewolucyjnego, aby przejąć władzę.



Redaktorzy Andrzej Stankiewicz i Łukasz Warzecha w ogóle nie rozumieją otaczającego ich świata. Reytan też zakłócił mir domowy sejmu rozbiorowego: rzucając się na próg i rozdzierając szaty, pokazał nagą pierś. „A fuj”- krzyczeli wtedy nie tylko zdrajcy, ale i pożyteczni idioci.

Brednie o carskiej ochranie w stosunku do prób rozmowy z PKW i żądania ustąpienia ze stanowisk jej członków najlepiej pokazuje poziom naszych elit polityczno-dziennikarskich. O ile podejrzane jest dla mnie środowisko samozwańcze Ruchu Narodowego, to ci, którzy weszli do lokalu PKW są autentycznymi przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego.

„Nic o nas bez nas”- ta idea przyświecała już naszym przodkom w I Rzeczypospolitej. My Polacy możemy poszczycić się tym, że tradycje demokratyczne mamy o kilkaset lat starsze od tych państw współczesnej Europy, które teraz śmią nas pouczać. Najgorsze jest jednak to, że „światek dziennikarski” występuje jedynie w obronie Jana Pawlickiego z TV Republika i Tomasza Gzelli z PAP. Czyli są znowu równi i równiejsi.

Pierwszą powinnością musi być występowanie w obronie słabszych, w tym przypadku dziennikarzy z mediów mniej znanych i mniej wpływowych. Aresztowanych zostało czterej dziennikarzy. Oprócz dwóch wymienionych było jeszcze dwoje innych:

Hanna Dobrowolska- korespondentka kilku portali internetowych, prowadziła video-rejestrację wydarzeń w PKW;

Witold Zieliński- realizator dźwięku z Niepoprawnego Radia( niepoprawneradio.pl)- zasługuje chyba na największą ochronę.

Bez operatorów, realizatorów dźwięku i fotoreporterów, współczesne media nie mogłyby funkcjonować.

Nawiasem mówiąc, tylko Niepoprawne Radio zdało egzamin na „5”. Słuchacze mogli na bieżąco śledzić wszystko co działo się w lokalu PKW, mogli też obserwować na żywo procesy.

To właśnie „Niepoprawni” byli na komisariacie na Wilczej. Szef Radia, któremu udało się uniknąć aresztowania, nie zostawił swego kolegi. Nie wyłączał mikrofonu. Słychać było jego kroki i oddech, gdy biegł na Wilczą. Informował, że właśnie wchodzi na Kruczą… Potem skręca w Wilczą.

Tak był robiony najbardziej wstrząsający i potrzebny REPORTAŻ ROKU 2014.

PS. Do uczestników „Salonu Ziemkiewicza”:

Kiełbasa, o której wspominaliście, nie była rekwizytem w PKW. To ludzie zgromadzeni przed siedzibą przynieśli wodę, chleb, kiełbasę, czekoladę i kawę. Każdy z uczestników protestu i dziennikarzy mógł wziąć sobie kromkę chleba i ułamać kawałek kiełbasy.

Gdybyście słuchali relacji na żywo, nie pletlibyście głupot. A tak- po prostu ŻENADA!!!

Felieton ukazał się na stronie sdp.pl

Za: http://wpolityce.pl/media/223247-po-prostu-zenada-nie-po-raz-pierwszy-srodowisko-dziennikarskie-wprowadza-dodatkowy-zamet

poniedziałek, 24 listopada 2014

Jeden z niewielu, którym Anglicy zawdzięczają tak wiele. Skazany za „zdradę narodu”. Umierał w domu opieki społecznej… [wideo]

Stanisław Skalski

Zachwycamy się dziś lotami polskich skoczków, podziwiamy ich odwagę. Przenieśmy się w czasie. Na starej wojennej fotografii widzimy twarz młodego Polaka. Widać, że to nie lada śmiałek. Lepiej nie wdawać się z nim w zwadę, wystarczy spojrzeć na trofea na korpusie myśliwca! Skoczek tamtego pokolenia! Wtedy mówiło się po prostu: lotnik. Podziwiało się tych ludzi jak herosów.

Przed 98 laty urodził się polski pilot myśliwski Stanisław Skalski – absolwent dęblińskiej szkoły lotnictwa, dowódca klucza 142. Eskadry Myśliwskiej w wojnie 1939 r., as myśliwski II wojny światowej o największej liczbie zestrzeleń niemieckich samolotów wśród polskich pilotów – oficjalnie uznano mu 18 zestrzelonych maszyn i 2 prawdopodobnie. Jeden z tych niewielu, którym Wielka Brytania zawdzięczała tak wiele. Służył w dywizjonach RAF: 501, 306, 316, 317, 601. Eskadrę, którą dowodził, nazwano „Cyrkiem Skalskiego”!

Miał dylemat, czy wracać po wojnie do Polski. Nie miał złudzeń, że kraj jest zniewolony, ale ta tęsknota! Więc powrócił w 1947 roku. Został oskarżony przez NKWD-UB o zdradę narodu. Skazany przez „sąd” niby-polski na karę śmierci. Wyrok łaskawie zamieniono na dożywocie. Został „zrehabilitowany” w roku 1956. Chcieli go złamać, ale się nie dał.



Był takim samym bohaterem jak wtedy, gdy siadał na ogonie kolejnej niemieckiej maszyny. Czuł się odpowiedzialny za dobre imię kolegów, którzy polegli w walce, więc dawał świadectwo. Czytaliśmy „Czarne krzyże nad Polską”, wydane w czasie „odwilży” (1957), z zapartym tchem.
Po roku 1990 honorowany generał brygady Wojska Polskiego. Ostatni okres życia to czas wielkiego smutku. Schorowany i uzależniony od pomocy innych ludzi, został okradziony z mieszkania i oszczędności. Umierał w domu pomocy społecznej.

„Wierzymy, że mu Sprawiedliwy zapłaci za przelaną krew”…

Piotr Szubarczyk, „Polski Lotnik” („Nasz Dziennik”)