piątek, 24 października 2014

Boży superkomputer



     Jeśli ktoś uważa że wszechświat, życie, ludzie to dzieła przypadku to czy też wierzy że superkomputery są dziełem przypadku ?? że powstały same ??

Skoro mózg ludzki przewyższa wszystko co stworzył człowiek i będzie przewyższać to jak wielką wiarę lub ignorancję trzeba mieć aby wierzyć, trzymać się kłamstwa teorii ewolucji.


Prędzej uwierzę że superkomputery, samoloty, wieżowce i inne dzieła ludzkie powstają same niż uwierzę, że ludzki mózg powstał sam a nie jest cudem inżynierii Pana i Boga Jezusa Chrystusa. Religia ewolucyjna ma się dobrze a jeszcze lepiej miłość do grzeszenia, pieniędzy i bezbożnego/zbuntowanego świata - one są głównym powodem odrzucania PANA i BOGA JEZUSA CHRYSTUSA i niechętnemu uznaniu Jego dzieł w tym wszechświata i życia na czele z człowiekiem. 

Nawet jeśli za kilka lat zbudowany zostanie superkomputer który dorówna mózgowi to nie będzie przeczyć że mózg jest cudem inżynierii - najbardziej skomplikowaną strukturą we wszechświecie



Wszystkie superkomputery razem wzięty mają mniejszą moc obliczeniową niż mózg jednego człowieka. Jeszcze w 2010 roku moc obliczeniowa wszelkich urządzeń na świecie była mniejsza niż moc obliczeniowa mózgu jednego człowieka. 

 Ludzki mózg na poziomie neuronów ma moc obliczeniową szacowaną na ok 1 exaflop = 1000 petaflopów a najszybszy obecnie superkomputer ma moc obliczeniową 33 petaflopy.


"Moc obliczeniowa wszystkich procesorów na świecie = jeden ludzki mózg" :  " http://giznet.pl/moc-obliczeniowa-wszystkich-procesorow-na-swiecie-jeden-ludzki-mozg/ 


"40 minut pracy i 83 tys. procesorów, by symulować 1 sekundę aktywności fragmentu mózgu" - http://www.dobreprogramy.pl/40-minut-pracy-i-83-tys.-procesorow-by-symulowac-1-sekunde-aktywnosci-fragmentu-mozgu,News,45453.html : "To już przynajmniej konkretne liczby, dobrze obrazujące, jak wciąż dalecy jesteśmy od symulowania ludzkich mózgów w czasie rzeczywistym. Uczeni z japońskiego Okinawa Institute of Technology Graduate University oraz niemieckiego Forschungszentrum Jülich podjęli się próby symulacji aktywności największej jak do tej pory sieci neuronowej, wykorzystując do tego celu Fujitsu K computer – maszynę o mocy obliczeniowej 10,5 PFLOPS, zajmującą jeszcze w zeszłym roku pierwsze miejsce na liście Top500 superkomputerów.
Ponad 80 tysięcy procesorów Sparc64 VIIIfx (2 GHz, 8 rdzeni) i około 1 petabajt pamięci RAM pozwoliły na symulację jednej sekundy aktywności 1,74 miliarda komórek nerwowych, połączonych poprzez 10,4 biliona synaps. Połączenia międzyneuronalne wygenerowano losowo, przyznając każdemu z nich po 24 bajty pamięci dla utworzenia realistycznego modelu przekazywania sygnałów. Czas wyliczania tej symulacji jednej sekundy – około 40 minut." 


http://www.wykop.pl/ramka/1606753/symulowali-1-ludzkiego-mozgu/ : "Skoro komputery pracujące w petaskali, takie jak komputer K, są w stanie symulować obecnie 1% ludzkiego mózgu, to oznacza, że będziemy mogli symulować pracę całego mózgu za pomocą komputerów pracujących w eksaskali, które prawdopodobnie pojawią się w kolejnej dekadzie - mówi lider projektu Markus Diesmann.
Jednak, jako że mózg jest znacznie bardziej złożonym systemem niż komputer, do jego pełnej symulacji potrzeba nie tylko olbrzymiej mocy obliczeniowej. Nie powinniśmy zatem oczekiwać, że za 10 lat pojawi się komputer zdolny dorównać ludzkiemu mózgowi."




czwartek, 23 października 2014

Ekspert: w interesie USA nie jest wybicie się Polski na prawdziwą niepodległość

nikopol-tv.net

Trzeba sobie uświadomić, jak sytuację na Ukrainie odbierają główni gracze światowej polityki. To pokazuje, jak bardzo duży rozdźwięk jest pomiędzy percepcją kwestii wschodniej w Polsce i na Zachodzie. Wydaje mi się, że tego spostrzeżenia wielokrotnie już brakowało w naszej historii - twierdzi mec. Bartosiak. Analityk uważa, że Amerykanie patrzą na świat inaczej niż Polacy:



Amerykanie postrzegają geografię świata w zupełnie inny sposób niż my. Dla nich jest Euroazja i wokół niej same wyspy. I Ameryka jest najsilniejszą wyspą. Amerykanie nie mogą dopuścić do tego, aby jakikolwiek podmiot zdominował Euroazję, bo to spowoduje, że ten podmiot może rzucić wyzwanie USA. W celu kontrolowania Euroazji, Amerykanie mieli taktykę kontrolowania Rimlandu czyli państw które są uzależnione od handlu morskiego. Dla takich krajów zablokowanie portów powoduje, że muszą się podporządkować. Te państwa są bardzo podatne na presję USA. W głębi lądu Euroazji jest Heartland, na który nie da się tak wpłynąć. To jest głównie Rosja. Polska i Ukraina są na korytarzu między Rimlandem, a Heartlandem. W związku z tym wszystkie wojny i napięcia o równowagę sił odbywają się na tym obszarze - mówił ekspert.

W obecnej sytuacji nie chodzi o niepodległość Ukrainy, ale o realia, w których Amerykanie odchodzą na Pacyfik w związku z zagrożeniem chińskim. Nigdy wcześniej w historii świata nie było tak, aby bez wojny pretendent wyprzedzał hegemona. A teraz ten pretendent - czyli Chiny - jest ogromną potęgą i do tego, w przeciwieństwie do ZSRS, jest wpięty w handel międzynarodowy - tłumaczy mec. Bartosiak.

Ekspert zwraca też uwagę na rosnący potencjał Chin:

Jak byłem za kulisami szczytu NATO w Walii, to widziałem formuły, za pomocą których oceniano siłę państw. I one pokazują, że Niemcy to siła 2, Rosja - 3, USA - 12, a Chiny – 20. Chiny modernizują swoje siły zbrojne i stając się silniejsi od USA w wielu obszarach, wydają mniej niż 1% PKB na obronę. Najmniej od czasów gdy Mao objął władzę. Mówi się, że gospodarka może wytrzymać do 5% nakładów na te cele, więc Chińczycy mają jeszcze ogromne rezerwy - mówi mecenas.

I w tej perspektywie trzeba patrzeć na kryzys ukraiński. W USA i Zachodniej Europie Ukraina jest postrzegana jako upadłe państwo. Amerykanie widzą w tym konflikcie szansę na wynegocjowanie z Rosją mniejszego udziału w zarządzaniu światowym, ale to jest negocjacja. W tym tkwi ogromne niebezpieczeństwo dla Polski. Amerykanie nie widzą w Rosji zagrożenia dla systemu sygnowanego przez USA. Rosjanie są za słabi. I wtedy USA lubią przerzucić ciężar spraw na sojuszników w regionie - twierdzi analityk Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. Zwraca on też uwagę na znaczenie polityki niemieckiej w regionie:

Od kiedy Niemcy przestały być strategicznie podporządkowane USA, co ma miejsce od mniej więcej okresu II wojny w Iraku, nie potrzebują już wojsk amerykańskich dla zapewnienia bezpieczeństwa, kapitału amerykańskiego dla rozwoju, przestały potrzebować amerykańskich technologii i nie potrzebują rynku amerykańskiego dla zbytu swoich produktów. Za to zaczęły poszukiwać innych rynków na peryferiach Europy, a przede wszystkim nowych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej, które poprzez przystąpienie do Unii Europejskiej stały się w dużej mierze podporządkowane gospodarce niemieckiej. Niemcy zaczęły mieć inne interesy niż sojusz atlantycki, choć jeszcze tego nie wypowiadają wprost. Pewnego dnia UE jednak nie przetrwa. Filarem Unii musi być równowaga między Francją a Niemcami, ale w związku z kryzysem euro teatr się skończył i wszystko zależy od Niemiec. Jak Niemcy się zorientują, że nie ma czego ratować, to porzucą to i będzie wtedy parcie w kierunku Heartlandu. Dlatego Niemcy nie chcą wojny na Ukrainie. Nie chcą obecności Amerykanów w regionie. Nie chcą, by między nimi a Rosją pojawili się nowi gracze - uważa. Analityk zaznacza również, że Ukraina nie jest ważna w globalnej polityce.

Na szczycie NATO wszystkich bardziej interesowało Państwo Islamskie oraz sytuacja w Zatoce Gwinejskiej czy Somalii, niż Ukraina. Musimy sobie zdać z tego sprawę. Musimy bardzo uważać, żeby nie brać udziału w cudzej grze naszym kosztem - twierdzi mec. Bartosiak. Rosja będzie kluczowym zasobem dla USA w rywalizacji z Chinami. Bez Rosji nie da się zablokować Chin. Rosjanie o tym wiedzą i negocjują swoją pozycję - kontynuuje.

Ekspert uważa, ze potrzebna jest refkelsja nad gwarancjami NATO dla Polski:

Ukraina była państwem atomowym. I teraz pojawia się pytanie: co zrobić na miejscu Ukraińców w aktualnej sytuacji? Oni oddali broń atomową w zamian za gwarancję granic, które widać jak działają. Artykuł piąty też tak może działać. Gdyby Ukraińcy zdecydowali się na odtworzenie broni atomowej, to co by się stało? Czy Rosjanie dostaliby Donbas czy może całą Ukrainę? To by stworzyło mnóstwo znaków zapytania dla panujących na świecie. Posiadanie broni atomowej zmienia status państwa - mówi.

Polska ma zbieżne interesy z USA, ale do pewnego momentu. W interesie amerykańskim jest polska niepodległość status quo czyli Polska na tyle niepodległa, żebyśmy nie weszli np. do Niemiec. W ich interesie nie jest za to wspomożenie nas w wybiciu się na prawdziwą niepodległość, taką jak z I Rzeczypospolitej, dlatego, że Polska jest państwem potencjalnie rewizjonistycznym. Nie jest w stanie przetrwać między Niemcami a Rosją bez wsparcia zewnętrznego gracza. Podmiotowe elity zawsze starałyby się wydobyć z tej sytuacji poprzez stanie się silniejszym od jednego z tych graczy. Od Niemiec nie jesteśmy w stanie stać się silniejsi, ale od Rosji tak. Po I wojnie światowej pokonaliśmy Rosję i byliśmy w stanie wybić się na własną niepodległość, zdobytą we wspaniałej koniunkturze międzynarodowej, ale własną, a nie taką jak po 1989 roku - w statusie „junior partnera”, który biegnie, aby go przytulili i musi się dostosować do norm zachodnich - mówi analityk.

Mecenas podkreśla, że Polacy sami muszą zadbać o swoje interesy:

Nie możemy się oglądać na innych, ani wierzyć w pomoc. Nikt nam nie będzie pomagał, jeśli nie będzie miał w tym interesu oraz jeśli sami nie będziemy silni - zaznacza mec. Bartosiak.

YouTube.com/wPolityce.pl/Kresy.pl

Źródło: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Fekspert-w-interesie-usa-nie-jest-wybicie-sie-polski-na-prawdziwa-niepodleglosc#

środa, 22 października 2014

I ty możesz zostać ruskim agentem, czyli Fronda na tropie


Czytelnicy Fronda.pl przecierają oczy ze zdumienia. Od kilku tygodni na „portalu poświęconym” ukazują się teksty insynuujące agenturalność publicystom myślącym o polityce zagranicznej inaczej niż Tomasz Terlikowski. I Jarosław Kaczyński.


Zaczęło się na początku sierpnia, kiedy Fronda kpiła z zatrzymania Grzegorza Brauna przyrównując go do działaczy prokomunistycznego stowarzyszenia PAX i Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”. Publicystom portalu nie spodobało się, że reżyser krytycznie patrzy na służalczy, de facto jednostronny sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Publicysta „Polonia Christiana” podpadł także swym wyrażanym głośno przekonaniem, iż zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski stanowi dziś nie tylko Rosja, ale i inne państwa. Kuksańca dostał również nasz portal, bo to „z logo PCh24.pl w tle” Braun „udziela, nieuświadomionemu narodowi, lekcji prawdziwego narodowego patriotyzmu”.

Jednym z autorów tekstu był Tadeusz Grzesik, właściciel portalu. Atak na Brauna zakończył się jedynie sugestią, że reżyser idzie w ślady ludzi kolaborujących z prosowieckim systemem przed 1989 r. Kolejne teksty zaczęły pojawiać się w następnych tygodniach, jako swoisty cykl artykułów tropiących „ruskich agentów”. Przy czym aby zasłużyć sobie na to określenie, wystarczyło podważać mity dotyczące polskiej historii oraz nie zgadzać się na zgodnie proponowaną w ostatnich miesiącach przez tandem Donald Tusk – Jarosław Kaczyński wizję polskiej polityki wschodniej.

Demaskatorzy
Jako następny pod topór Frondy trafił Stanisław Michalkiewicz. Padły słowa o prorosyjskiej agitce znanego publicysty. Co tym razem nie spodobało się portalowi? Analiza Michalkiewicza, wedle której w Polsce istnieją trzy stronnictwa – pruskie, ruskie i amerykańsko-żydowskie (teza od lat przedstawiana w tekstach felietonisty). Choć stały autor „Najwyższego Czasu” słowem nie wspomniał o Frondzie, nawet w żaden sposób tej nazwy nie sugerując, jego krytyk na „portalu poświęconym” uznał, że słowa o „judeochrześcijanach” i agenturze USA dotyczą właśnie tego medium. Autor podpisany tag porównał Michalkiewicza do… Trockiego. Dodatkowo zobrazował materiał fotomontażem, na którym do tułowia matejkowskiego Stańczyka doklejono głowę Michalkiewicza w czapce sołdata Armii Czerwonej. Tytuł – „Niepokój stronnictwa Ruskiego” – miał zapewne jeszcze mocniej uświadomić czytelnikom, co o Michalkiewiczu sądzi Fronda.

W innym tekście członkowie Ruchu Narodowego zostali okrzyknięci następcami Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Dlaczego? Otóż Robert Winnicki ośmielił się „odrzucić taką koncepcję Międzymorza, jaką chciał realizować śp. Lech Kaczyński oraz obóz giedroyciowski”. To nie żart. Według Frondy, jeśli postrzegasz polską politykę wschodnią inaczej niż były prezydent oraz pozostający idolem Adama Michnika Jerzy Giedroyć, musisz być co najmniej tak zależny od Rosji, jak niegdyś członkowie TPPR od Sowietów!

Na tym jednak nie skończył się demaskatorski cykl Frondy. Wielu czytelników portalu musiało mocno się zdumieć, widząc początkiem września tekst pt.: „Patriotyzm białej flagi”, opatrzony kolejnym fotomontażem. Tym razem wrogami okazali się Rafał Ziemkiewicz i Piotr Zychowicz – pierwszy został przedstawiony jako kataryniarz grający na putinowskim instrumencie, drugiemu nałożono kacapski mundur i czapkę. Na wrzucenie do worka z napisem „rosyjska agentura” zasłużyli stanowiskiem zajętym podczas debaty o wojnie na Ukrainie, gdy obaj wykazali się postawą charakterystyczną dla konserwatywnej szkoły myślenia o polityce. Tadeusz Grzesik w bardzo emocjonalnym i pozbawionym jakichkolwiek elementów poważnej polemiki tekście zażądał od Ziemkiewicza, by „mówił za siebie” i raz jeszcze, dla pewności, nazwał Michalkiewicza, Brauna, Ziemkiewicza i Zychowicza „fałszywymi prorokami wciskającymi nam rosyjską propagandę”.

Fronda.pl czy pis.org?
Na portalu zaczęły się jednak pojawiać nie tylko artykuły napastliwe. Zaczęto również dość nachalnie uprawiać partyjną propagandę Prawa i Sprawiedliwości. Niektóre spośród tekstów tam zamieszczanych mogłyby spokojnie zostać stworzone na potrzeby internetowej witryny PiS, a nie niezależnego katolickiego portalu. 17 września cytowano (w całości) przemówienie Lecha Kaczyńskiego sprzed pięciu lat. Wiadomości dotyczące prowadzenia PiS w sondażach brzmią tam niesłychanie euforycznie („PiS jest już naprawdę blisko wielkiego triumfu”, „Tylko PiS ma plan na modernizację Polski”, itp.).

Samych siebie jednak redaktorzy Frondy przeszli jednak nadając tytuł informacji o wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Nagłówek brzmiał – „Jarosław Kaczyński to nasz współczesny Piłsudski”. Wstęp do tekstu głosił natomiast, że „wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na forum ekonomicznym w Krynicy jest przykładem na to, że to prezes PiS ma plan na to, jak uchronić Polskę przed agresją ze strony Rosji”.

Wbrew czytelnikom
Co ciekawe, czytelnicy Frondy zdają się nie rozumieć i nie podzielać tego zwrotu redakcji. Pod wszystkimi wspomnianymi wyżej tekstami atakującymi innych przedstawicieli obozu patriotycznego, widnieją dziesiątki komentarzy świadczących o niechęci użytkowników portalu do postawy reprezentowanej przez Tadeusza Grzesika poszukującego ruskich agentów wśród dotychczasowych sprzymierzeńców.

Redakcja nie wyjaśniła czytelnikom (pamiętającym liczne niezrealizowane przez PiS, a ważne dla katolików obietnice, nawet tak podstawowe, jak obrona życia od poczęcia) propisowskiego zwrotu. Dalej brnie w promowanie jednej opcji politycznej. Użytkownik Forum Frondy podpisujący się nickiem Marek22 napisał pod artykułem zrównującym Kaczyńskiego z Piłsudskim: No, no, kolejna granica lizusostwa (..) została pomyślnie pokonana: Kaczyński - Piłsudskim. Kolejna: Kaczyński - Janem Pawłem II? A przed samymi wyborami: Kaczyński to współczesna inkarnacja Jezusa Chrystusa. A po wyborach: urocze, dobrze płatne stołeczki w zarządach czegokolwiek.

Komentarz nie doczekał się odpowiedzi ze strony redakcji Frondy. Powstał za to tekst wyjaśniający, dlaczego Tomasz Terlikowski gościł w najbardziej mainstreamowym z programów telewizyjnych – w show Kuby Wojewódzkiego w TVN. Chwilę później naczelny Frondy został szefem TV Republika. Co dalej? Komu teraz poświęcony będzie ów portal?



Krystian Kratiuk


Co do zrównania jednego pana z drugim w jednym z nagłówków Frondy bym osobiście tak bardzo nie protestował. - M. C.

wtorek, 21 października 2014

Narodowcy pojawili się na proukraińskiej manifestacji PiS-u. "Nie wspieraj Rosji ani Ukrainy, tylko na Kresach polskie rodziny"

Facebook.com

Manifestacja na placu Bolesława Chrobrego w Bielsku-Białej odbyła się 17 września, w 75. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Miejscowe koło Prawa i Sprawiedliwości chciało w ten sposób wyrazić sprzeciw przeciwko rosyjskiej agresji mającej w opinii organizatorów miejsce na Ukrainie.



Na demonstrację przyszli członkowie miejscowego koła Obozu Narodowo-Radykalnego. Przynieśli oni transparenty "Ukrainiec nie będzie moim bratem po tym, jak okazał się katem" oraz "Nie wspieraj Rosji ani Ukrainy, tylko na Kresach polskie rodziny".

Źródło: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz%2Fnarodowcy-pojawili-sie-na-proukrainskiej-manifestacji-pis-u-nie-wspieraj-rosji-ani-ukrainy-tylko-na-kresach-polskie-rodziny#

poniedziałek, 20 października 2014

PIJE TERLIK DO JAKUBA



Nie lubię spotykać się, ani rozmawiać z ludźmi, których nie lubię. Stronię od fałszywości i nie chcę w ten sposób deklarować niezgodnie z prawdą, że wszystko jest OK. Chyba, że przyświecają tej rozmowie cele ważniejsze od mojego samopoczucia czy nastawienia – wtedy będąc odpowiedzialnym godzę się na to. Coś jak zastrzyk, za którym się nie przepada, ale czasami trzeba. Dlatego doskonale rozumiem Tomasza Terlikowskiego, który usiadł na jednej ze skórzanych kanap Kuby Wojewódzkiego.


Nie ma co ukrywać, że Kuba Wojewódzki zupełnie nie jest z mojej bajki. Facet, tym co robi często wzbudza moją konsternację – nieważne czy opowiada stare kawały, które researcher znalazł mu na bashu, czy wypowiada się tonem nieznoszącym sprzeciwu na tematy mi bliskie, takie jak Kościół czy naród.

Tak samo nie da się ukryć, że słowa Tomasza Terlikowskiego też czasami mnie osłupiają. Choć nie aż w taki sposób, żeby go z mojej bajki wykluczać. Bo z Terlikowskim gramy w jednej drużynie, chodzi nam o to samo, a że czasami używamy innych metod? No cóż. Terlikowski nie jest Ochmanem, Ochman nie jest Terlikowskim i dopóki te metody są skuteczne, i nie zagrażają człowiekowi to można się co najwyżej skrzywić, ale nikt szat darł nie będzie.

Dlatego, gdy tylko się dowiedziałem, że redaktor Frondy wpadnie do Wojewódzkiego na szklankę wody przeczuwałem, że pewne grono publicystów będzie tuptało nóżkami. No i niestety się nie zawiodłem.

Wiadomo jaki argument trzeba podnieść, żeby opinia niosła się w świat: pieniądze albo lans. Jednak skoro nie wiadomo nic na temat pieniędzy, które Tomasz Terlikowski wziął (lub nie wziął) został lans. I tym lansem zaczęto machać na oślep.

„Terlikowski się lansuje, a nie ewangelizuje!”, „Chce pan ewangelizować? To może jeszcze do Playboya niech pan pisze!”, „Chce pokazać się w mediach!”, „A tak się oburzał, gdy ks. Lemański pojechał na Woodstock!”

O ile zarzut lansu jest dla mnie kompletnie nonsensowny i, gdyby mnie kto pytał, odpowiedziałbym, że wynika z zazdrości tak obśmiewanie ewangelizacji mnie zupełnie dziwi. Ja rozumiem, że w niektórych środowiskach zakłada się – mylnie – że ewangelizacja to przekonywanie przekonanych (bo przecież nie można włazić z buciorami do czyjegoś życia), ale muszę zapytać: w jaki sposób nieść ludziom wiadomość o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa? Siedząc samemu w piwnicy? Obawiam się, że to nie działa. Nawet, gdy człowiek ma dostęp do superszybkiego internetu, to cały ten proces bez wyjścia do świata ma nikłe szanse powodzenia. Bo ewangelizacja to konfrontacja, mówienie człowiekowi „można inaczej! Jesteś błaznem, ale dopóki żyjesz jest dla ciebie nadzieja. Wiem, bo też jestem błaznem”.

Tak upartuję wizytę Terlikowskiego w TVN-ie. Spotkanie z jedną z twarzy polskiego antyteizmu i antykatolicyzmu. Konfrontacja poglądów.

Oczywiście jeśli ktoś liczy na to, że proces ewangelizacji jest jak kupno coli w automacie i że Wojewódzki jutro zapisze się do chóru kościelnego, to wyjścia są dwa: albo jest bardzo pobożny i wierzy Panu Bogu do granic rozsądku (tę postawę szczerze podziwiam i chcę się jej nauczyć), albo jest nieco naiwny.

Zarzucanie chęci pokazania się w mediach też jest, moim zdaniem, nieuczciwe, bo podejrzewam, że ci sami „katoliccy publicyści” zjedliby własne buty za możliwość posadzenia swoich tyłków na kanapie, którą nagrzał Terlikowski. Zresztą… o czym my gadamy? Ten argument, i ten od Playboya jest cienki jak festynowe piwo i wali od niego hipokryzją, bo Panowie obsmarowali swojego kolegę po fachu w portalu natemat.pl, który – jak powszechnie wiadomo – kocha Kościół miłością platoniczną i krzywdy zrobić mu nie da. Litości! Nie jestem przeciwny wypowiadaniu się gdziekolwiek, ale zachowujmy przy tym jednakowe standardy.

I jeszcze jedna sprawa: Terlikowski oburzał się na występ księdza Lemańskiego na Woodstocku. To prawda. Ale czy oburzałby się również na wystąpienie pierwszego z brzegu wikarego? Śmiem wątpić. Ksiądz Lemański pojechał tam w czasie swojej antyepiskopatowej kampanii, podczas której cierpkich słów pod adresem biskupów nie szczędził. I to była kwestia, która oburzała, nie sam fakt obecności katolickiego kapłana na woodstockowych polach.

Zadziwia mnie w tej całej sprawie jedno: dlaczego ci, którzy bronią „swoich” przyłapanych na głupich akcjach robienia sobie zdjęć, które gorszą wiernych i innych tym podobnych sytuacjach tak chętnie plują na Terlikowskiego? Dlaczego zapominają o swoim ulubionym argumencie „Jezus też jadał z celnikami”, gdy prywatna osoba, reprezentująca tylko i wyłącznie siebie lub co najwyżej prywatną firmę, w której jest zatrudniona pogada w telewizji z kolesiem, który intelekt może ma niezły, ale średnio potrafi z niego korzystać?