piątek, 3 października 2014

Dawid Wildstein zachwycony satanistą

Zrzut ekranowy z profilu publicznego Dawida Wildsteina


Publicysta Gazety Polskiej Codziennie i portalu Forum Żydów Polskich, a także „pisma poświęconego” Fronda na facebooku udostępnił link do jednego z ostatnich teledysków Maleńczuka chwaląc go w krótkich rewolucyjnych słowach: „heh, dopiero teraz to widzę, świetny ten antyputinowski Maleńczuk, świetny!”



Piosenka i teledysk są rzeczywiście antyputinowskie, ale również antykatolickie. Maciej Maleńczuk na teledysku afiszuje się z zawieszonym na szyi odwróconym krzyżem. Zresztą ze swoim satanizmem Maleńczuk nie kryje się od lat. O czym zresztą na portalu, ni mniej ni więcej, Frondy nie tak dawno przypomniał Tomasz Teluk komentując artykuł tygodnika Wprost, który był poświęcony Maleńczukowi i jego antyputinowskim piosenkom, a zilustrowany został m.in. zdjęciem Maleńczuka, a jakże, z odwróconym krzyżem na klacie. Teluk w artykule - którego tytuł „Bojkotować Maleńczuka!” jest jednocześnie mocnym, stanowczym apelem -przypomina, że Maleńczuk „w 2009 r. wziął udział w nagraniu utworu Lucifer z zespołem Behemot. Na płycie deklamował poemat okultysty Tadeusza Micińskiego, oddający hołd złu.”

Młody Wildstein nie raz już pokazał, że nie zachowuje roztropności w swoich różnego rodzaju wyborach. Gorzej tylko, że ten jawny lewak i kosmopolita, który za symbol swojej „Hipster prawicy” obrał znaczek Starbucksa, firmy opowiadającej się za „prawem” dewiantów do zawierania „małżeństw” , kreowany jest przez naczelnego Gazety Polskiej Codziennie jak również przez wydawcę Frondy na przedstawiciela prawicy. Oczywiście tej lepszej prawicy, oświeconej. A dla tej „prawicy” satanizm nie będzie żadnym zagrożeniem, będzie co najwyżej tylko jednym z elementów szeroko pojętej kultury. Ot, to tylko taka zabawa i rozrywka.

Źródło: http://polskaniepodlegla.pl/felietony/item/108-dawid-wildstein-zachwycony-satanista

czwartek, 2 października 2014

Tiahnybok: Bierzmy przykład z UPA [+VIDEO]


Tiahnybok wymienił szereg błędów, które jego zdaniem zaciążyły na niepowodzeniu ukraińskiej "operacji antyterrorystycznej": niewprowadzenie stanu wojennego, brak lustracji klasy politycznej i pozostawienie na stanowiskach dowódczych ludzi powiązanych z Moskwą. Doprowadziło to zdaniem Tiahnyboka do wielkich strat wśród ludności cywilnej i żołnierzy.




"Bierzmy przykład z Ukraińskiej Powstańczej Armii – armii nieujarzmionych. W tej armii szanowano życie każdego żołnierza, każdego powstańca. I za każdą śmierć odpowiadał dowódca. Wielka szkoda, że w dzisiejszej Ukrainie tego nie ma. 14 października będziemy z wami świętować dzień odnowienia i stworzenia UPA. Będzie to dzień naszego ukraińskiego zwycięstwa. I 14 października przyjdziemy tu, do parlamentu i zagłosujemy za uznaniem żołnierzy OUN-UPA za bohaterów walk o niepodległość Ukrainy. Ponieważ jest to symbol, który pomoże nam dziś pokonać moskiewskiego wroga. Pokonać nienażartego, krwawego Putina! Sława Ukrainie!" – krzyczał Tiahnybok z trybuny.



youtube.com/KRESY.PL
Źródło: http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Ftiahnybok-bierzmy-przyklad-z-upa-video#

środa, 1 października 2014

Roman Dmowski: „Trzymać ręce z daleka od Ukrainy”


Na naszych oczach spełnia się wizja polityczna, przed którą przestrzegał Polaków Roman Dmowski. Pisał o tym ponad 80 lat temu, w zupełnie innej rzeczywistości geopolitycznej. Jednak jego spostrzeżenia i wnioski wydają się obecnie nadzwyczaj aktualne. Warto przypomnieć je jeszcze raz, niech posłużą jako materiał do refleksji dla tych, którzy ulegli emocjom i fałszywym podszeptom:



„Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we własnych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, spekulantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i najważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…

Te wszystkie żywioły przy udziale sprytniejszych, bardziej biegłych w interesach Ukraińców, wytworzyłyby przewodnią warstwę, elitę kraju. Byłaby to wszakże szczególna elita, bo chyba żaden kraj nie mógłby poszczycić się tak bogatą kolekcją międzynarodowych kanalii.

Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny.

Ten, kto przypuszcza, że przy położeniu geograficznym Ukrainy i jej obszarze, przy stanie, w jakim znajduje się żywioł ukraiński, przy jego zasobach duchowych i materialnych, wreszcie przy tej roli, jaką posiada kwestia ukraińska w dzisiejszym położeniu gospodarczym i politycznym świata, mogłoby być inaczej – nie ma za grosz wyobraźni.

Kwestia ukraińska ma rozmaitych orędowników, zarówno na samej Ukrainie, jak poza jej granicami. Między ostatnimi zwłaszcza jest wielu takich, którzy dobrze wiedzą, do czego idą. Są wszakże i tacy, którzy rozwiązanie tej kwestii przez oderwanie Ukrainy od Rosji przedstawiają sobie bardzo sielankowo. Ci naiwni najlepiej by zrobili, trzymając ręce od niej z daleka”.

Roman Dmowski
„Świat powojenny i Polska” (1931)


Źródło: http://www.mysl-polska.pl/node/164

wtorek, 30 września 2014

Koniec mitu filantropii? Owsiak tłumaczy się przed sądem za WOŚP.

Sąd w Złotoryi zażądał od fundacji WOŚP i „Złoty Melon” przedłożenia odpowiednich wydruków z ksiąg rachunkowych. Choć decyzja została wydana w czerwcu, jednak do dzisiaj jej nie wypełniono.

We wtorek, przed Sądem Rejonowym w Złotoryi, odbyła się kolejna rozprawa w procesie karnym, który Jerzy Owsiak wytoczył blogerowi Matka Kurka. Bloger został pozwany za treści zawarte we wpisie „Jerzy Owsiak – król żebraków i łgarzy, złoty melon sekty WOŚP”.

Wyliczając wątpliwości związane z funkcjonowaniem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, bloger publicznie wezwał Owsiaka do ujawnienia faktur. Matka Kurka miał zastrzeżenia do rozliczeń i finansowania WOŚP, a także jej spółki „Złoty Melon”. W odpowiedzi dostał pozew sądowy. Proces toczy się od listopada 2013 roku.

We wtorek podczas rozprawy okazało się, że fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz spółka „Złoty Melon” nie wypełniły czerwcowego zarządzenia sądu i nie nadesłały kolejnej porcji dokumentów księgowych.

„Dziś pan mecenas tłumaczył się przed sądem, dlaczego WOŚP i „Złoty Melon” złamali prawo i nie dopełnili obowiązku procesowego, poprzez niezrealizowanie zarządzenia sądu dotyczącego przesłania wydruków z ksiąg rachunkowych. W odpowiedzi sąd wysłuchał i obejrzał tańczącego mecenasa, który 156 raz powtórzył serię kłamstw dotyczących stanu mojej wiedzy i po raz 243 oświadczył, że WOŚP i „Złoty Melon” nie mają nic do ukrycia i właśnie dlatego ksiąg rachunkowych nie pokażą, bo inni „blogierzy” będą analizować wydatki” – w ten sposób Matka Kurka skomentował na swoim blogu ostatnią rozprawę. Jego zdaniem „te dokumenty to wyrok, koniec mitu Jerzego Owsiaka jako filantropa”. Kolejną rozprawę wyznaczono wstępnie na 23 września.

Źródło: niezalezna.pl
KRaj
http://www.pch24.pl

*                                *                                     *

WOŚP i Złoty Melon złamali prawo – rozpaczliwa obrona ksiąg rachunkowych

Minął kolejny dzień procesu i kto chce niech mi wierzy, kto nie ma ochoty, daj mu Boże, ale na samą myśl, że mam „enty” raz pisać o manipulacjach i poczuciu bezkarności Owsiaka, cała treść żołądka podchodzi mi pod samą grdykę.

Niestety nie mam wyjścia, bo to co się dzieje w Sądzie Rejonowym w Złotoryi przypomina bieganie po stole z wypiętymi pośladkami, w poszukiwaniu słoika. Sam nie wiem kto w całej tej sprawie jest bardziej groteskowy i żenujący, Owsiak, czy jego mecenas, Jacek Zagajewski, wspomagany przez najwierniejszych propagandystów.

Dziś pan mecenas tłumaczył się przed sądem, dlaczego WOŚP i Złoty Melon złamali prawo i nie dopełnili obowiązku procesowego, poprzez niezrealizowanie zarządzenia sądu dotyczącego przesłania wydruków z ksiąg rachunkowych. W odpowiedzi sąd wysłuchał i obejrzał tańczącego mecenasa, który 156 raz powtórzył serię kłamstw dotyczących stanu mojej wiedzy i po raz 243 oświadczył, że WOŚP i Złoty Melon nie mają nic do ukrycia i właśnie dlatego ksiąg rachunkowych nie pokażą, bo inni „blogierzy” będą analizować wydatki.

Dziękować Bogu sędzia Misiak odpowiedział krótko: „Tak czy nie, panie mecenasie. Proszę o odpowiedź i ma pan na to 14 dni”. Sąd wydał następne zarządzenie dotyczące ksiąg rachunkowych, mają się pojawić w Złotoryi w ciągu 14 dni albo w tym samym terminie Zagajewski ma odpowiedzieć na piśmie dlaczego się nie pojawią. Jeśli dokumenty nie dotrą to sąd rozważy inne kroki, między innymi zwrócenie się do banków i urzędu skarbowego.

Oddzielny kabaret urządza sobie księgowa Pilarska, która w piśmie przewodnim do sądu napisała, że wykonała coś, czego producent programu finansowo księgowego nie przewiduje. Pilarska twierdzi, że wydrukowała rozrachunki w programie Finanse i Księgowość PRO z użyciem opcji: „brakujące i istniejące rachunki”. Demo tego programu jest do ściągnięcia, reszty nie che mi się tłumaczyć. Ale to dopiero początek. Dalej mamy księgowanie na tych samych nr ewidencyjnych różnych kwot, prawdziwy przełom w rachunkowości, zwłaszcza, że spora część dotyczy przelewów bankowych. Takie cuda i wesoła jazda ”bez trzymanki”, tylko u pana Jurka.

Przypomnę dla porządku, że proces zaczynał się od następującego stanowiska: „Jurek Owsiak nie bierze ani grosza z WOŚP, on wszystko robi za darmo i ma do tego chu…e OFE”. Po blisko roku i tylko na podstawie przesłanych „dokumentów” wiemy, że „Jurek” do spółki z żoną z WOŚP i Złotego Melona przelali do własnej kieszeni około 3 milionów złotych, z tego większość zarobiła „Dzidzia”. Około 1,3 miliona poszło do Mrówki Całej, najmniej drugie tyle na wypłaty Lidii Niedźwiedzkiej-Owsiak, którą w WOŚP zatrudnił Jerzy Owsiak i do tego ponad 230 tysięcy wypłat dla Owsiaka ze Złotego Melona.

Oczywiście dla wyznawców „Jurka” stwierdzenie „nic nie zarabia” jest tożsame z „co to jest 3 bańki dla filantropów, za tyle dobrego co mistrzu zrobił”. Kłamstwo i manipulacja to ulubione narzędzia tej ekipy, zaczyna się od zera i wcale nie kończy na blisko 3 milionach, bo reszty się zwyczajnie nie pokazuje i tyle. Zaczyna się od mieszkania w bloku na Ursynowie, potem oglądamy skromny apartament za kolejną bańkę. Biedny Jurek jeździ furą za ćwierć miliona, ma do dyspozycji 4 nieruchomości, wszystko dzięki pieniądzom podatnika oraz donatora, ale wara od „źródeł dochodu” pana prezesa. Wara i pod sąd oszołomy!

Zmęczony blisko rocznym pajacowaniem Owsiaka, Zagajewskiego i wierzących w WOŚP, zachowam się naiwnie i przywołam słowo normalność. Przybywaj normalności! Proces w Złotoryi powinien się skończyć, góra na drugim posiedzeniu sądu, po którym z Matki Kurki lecą trociny i to tak, że się z rozumem nie zbiera i we wsi nie ma odwagi się pokazać.

Powiedzmy, że Piotr W. bredził niczym potłuczony, pisał nie mając pojęcia o czym pisze, dysponował szczątkowymi danymi i podparł je serią domysłów. Z drugiej strony wiemy, że Złoty Melon i WOŚP mają wszystkie szczegółowe dane, każdy kilogram cukru, saszetkę herbaty i litr benzyny policzony. Pełna lista dostawców, lista zakupionych towarów, delegacje, słone paluszki, ośmiorniczki, policzki i Coca Cola wypitą na służbowych spotkaniach. Wysoki sądzie! Proszę bardzo! Oto faktura na orzeszki ziemne, za cały rok 75,45 zł. Oto wydatki na hotele – 1200 zł w zeszłym roku. Tutaj mamy delegacje „Jurka” – 2500 zł za ostanie półrocze. Asceza proszę wysokiego sądu i pełna filantropia, wnoszę o 3 lata w ciupie dla oszołoma Piotra W. Proste? Wręcz genialne w prostocie.

To co się dzieje, że nic się nie dzieje? Skąd tańce na stole, pudła na sali sądowej, cały sztab propagandowy piszący coraz większe brednie? Odpowiedź dla każdego, kto potrafi policzyć do 30, powinna być oczywista. Poziom życia takich „filantropów” jak „Jurek” Owsiak zawsze wyznaczała: „fura, skóra i komóra”.

Wskazałem na kwoty, które nigdy nie zostały wydane na ratowanie dzieci i to jest te 46 Złotych Melonów wyjętych z WOŚP na huczne imprezy Woodstock i Finały WOŚP, zabawki obite skórą i okute w alufelgi oraz nieruchomości do pełnej dyspozycji Owsiaka. Czego broni Owsiak i Zagajewski? Jednostkowych cen za dobrą zabawę „Jurka” z ekipą. Po ujawnieniu ksiąg rachunkowych każdy donator i podatnik mógłby wiedzieć, na co WOŚP i Złoty Melon KONKRETNIE wydają pieniądze.

Tajemnica poczucia bezkarności i łamania prawa przez Złotego Melona i WOŚP tkwi w obronie słodkiego życia. Przypomnę, że bardziej bezczelnych od Owsiaka załatwiła jedna faktura na 1200 złotych. Kto ma rozum i odrobinę odwagi zobaczy gołym okiem z jakimi ludźmi mamy do czynienia i skąd ta determinacja.

Owsiak nie może pokazać na co wydaje pieniądze i nie pokaże, ale to widać gołym okiem. Do Złotoryi wraz z Owsiakiem przyjechał konwój Mercedesów i BMW, z wozów wysiadła drużyna z kamerami i komórami, dzień wcześniej bawili w hotelu i na imprezach lokalnych. Kto za to zapłacił? Zagajewski? Owsiak? Dzidzia? Czy może Ty nieszczęśniku pod drugiej stronie monitora? A to tylko jedna skromna Złotoryja, jeden skromny hotel i kilkaset litrów paliwa. Największe pieniądze robi się na ustalaniu co jest prywatne, a co służbowe.

MatkaKurka

http://kontrowersje.net

poniedziałek, 29 września 2014

Adwokat władzy

Czasem bywa tak, że biografia jednego człowieka zawiera w sobie kwintesencję czasów, w których działał.

Tak zapewne historia potraktuje kiedyś przypadek Romana Giertycha. W tej jednej postaci – jak w lustrze – zobaczyć można istotę III RP z jej wzlotami i upadkami, gwałtownymi emocjami i politycznymi zdradami. Potomek znanego endeckiego rodu, charyzmatyczny wychowawca młodzieży, pogromca aferzystów, najpierw staje się ofiarą medialnej nagonki, a potem sprawcą rządowego przesilenia. Jest przykładem błyskawicznej kariery i spektakularnej dymisji, najpierw politykiem IV RP, a potem adwokatem władzy w „teoretycznym państwie”, działającym na styku mediów i biznesu. Nie sposób do końca ocenić, co w tej biografii jest prawdą, a co autokreacją, ale na pewno mówi ona wiele o Polsce lat 1990–2014.



Od zera do bohatera

Jest maj 2006 roku. Trwa wspierana przez nauczycieli ogólnopolska akcja uczniowska na rzecz odwołania ministra edukacji. Roman Giertych, lider Ligi Polskich Rodzin, wcześniej stały felietonista Radia Maryja, łączy kierowanie resortem z funkcją wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Chce w szkole mundurków i wychowania patriotycznego. Walczy z promocją homoseksualizmu i włącza do średniej ocenę z religii. Dla większości mediów jest więc wrogiem publicznym numer 1. Podczas manifestacji młodzieży wznoszone są hasła: „Giertych do wora, wór do jeziora”. Minister edukacji prezentowany jest w mediach jako szef neofaszystów, główne zagrożenie dla demokracji, kultury i edukacji. W lipcu 2006 roku ambasador Izraela w Warszawie David Peleg publicznie ogłasza, że będzie unikać kontaktów z urzędującym wicepremierem rządu RP.

Siedem lat później ten sam Roman Giertych jest już przedstawicielem European Jewish Association, mecenasem wezwanym do pomocy przez religijnych Żydów, którzy chcą powstrzymać zakaz uboju rytualnego w Polsce. Reprezentuje także w sądzie ministra Radosława Sikorskiego i syna premiera Donalda Tuska. Z ojcem Tadeuszem Rydzykiem spotyka się… tylko w sądzie, gdzie go pozwał. W Radiu Maryja już nie bywa, za to studia TVN i TOK FM stoją przed nim otworem, a „Gazeta Wyborcza” pomaga wykonać atak wyprzedzający na „Wprost” przed publikacją kompromitujących go nagrań. „Newsweek” pisze z zachwytem, że były endek wykonuje dziś „świetną robotę wychowawczą”. Poważnie rozważa się jego kandydaturę na nowego ministra spraw wewnętrznych. Sam zainteresowany skromnie zaprzecza, by był zainteresowany. Wspomina jednak o możliwości powrotu do polityki. Ale tylko wtedy, gdyby trzeba było kraj ratować przed Jarosławem Kaczyńskim.

Liga to ja

Roman Giertych reprezentuje czwarte pokolenie polityków o tym nazwisku. Najsłynniejszy z Giertychów – Jędrzej, dziad Romana, był współpracownikiem i uczniem Romana Dmowskiego. Ojciec – Maciej – długo działał na emigracji, ale po powrocie nie wsławił się walką z komuną. Zasiadał za to w Radzie Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim i popierał stan wojenny. W III RP był posłem.

Późniejszy wicepremier wszedł w politykę już jako nastolatek, reaktywując przedwojenną Młodzież Wszechpolską. Swój pomysł na stworzenie masowej organizacji opisał w książce „Kontrrewolucja młodych”. Stawiał na budowanie silnych struktur i ideowość członków. W domu uczono go, że kiedyś musi to w końcu przynieść efekt. I przyniosło – w 2001 roku. Z książek dziadka Jędrzeja przejął także lekceważenie dla demokracji i pociąg do autokratycznego systemu rządzenia. Tak tworzył swoją organizację. Tak też rządził później Ligą Polskich Rodzin. – Właściwie nie tyle stworzył, co podstępnie przejął tę partię – uściśla prof. Rafał Broda, opozycjonista w czasach PRL, publicysta i były działacz LPR. Partię utworzono podczas kongresu stronnictw narodowych, gdzie uzgodniono, że Giertych (wówczas lider Wszechpolaków) miał być „tymczasowym” prezesem. Ale władzy raz zdobytej już nie oddał. – Pamiętam, jak mnie wówczas zapewniał, że sam nie pretenduje do żadnej szczególnej roli i wolałby się ograniczyć do służby np. jako pośrednik w ewentualnych kontaktach z Radiem Maryja. Nie mogłem przypuszczać, jak szybko okaże się, że po prostu kłamał i konsekwentnie od początku realizował całkiem inny plan. Miał powstać dynamiczny ruch, otwarty na wiele środowisk, poszukujący nowych ludzi i stwarzający dla nich możliwości. Zamiast tego Giertych wykorzystał LPR jako wehikuł autopromocji – ocenia prof. Broda.

Czasem bywa tak, że biografia jednego człowieka zawiera w sobie kwintesencję czasów, w których działał.

Czas wierności „linii endeckiej” kończy się dla lidera LPR po referendum akcesyjnym. Udziela wówczas głośnego wywiadu dla „Gazety Wyborczej”, w którym po raz pierwszy pragmatyzm bierze górę nad ideowością.

Konrad, czyli kret

Podczas pełnienia funkcji ministra edukacji Giertych pozwala sobie jeszcze na ekscesy w rodzaju zastąpienia na liście lektur Witolda Gombrowicza Janem Dobraczyńskim, ale widząc, jak gwałtownie negatywne emocje wzbudza wśród uczniów, decyduje się na ucieczkę do przodu i ogłasza słynną „amnestię maturalną” dla absolwentów, którzy nie zdali egzaminu dojrzałości w 2006 roku. Jak się później okazało, niezgodną z Konstytucją RP.

W rządzie Jarosława Kaczyńskiego cały czas pełnił rolę „wewnętrznej opozycji”. Słynne były jego konferencje prasowe, podczas których atakował PiS z nie mniejszą energią niż sam Donald Tusk. Po przegranych przedterminowych wyborach odegrał istotną rolę w budowaniu „czarnej legendy IV RP”. Sympatię mediów, które jeszcze tak niedawno organizowały przeciw niemu międzynarodową nagonkę, zdobył sobie m.in. zeznaniami przed sejmową komisją ds. nacisków, poszukującą dowodów na przestępczy charakter „reżimu Kaczyńskiego”. Tam też dał po raz pierwszy próbkę specyficznego stylu, z jakiego dziś słynie. Jego zeznania nie dostarczyły żadnych twardych dowodów przeciw PiS, zawierały za to mnóstwo insynuacji i pomówień, na przykład na temat haków, jakie Jarosław Kaczyński miał jakoby gromadzić na temat polityków PO oraz ich rodzin.

„To ja rozwaliłem ten rząd. I jestem z tego dumny. Skoro pan chciał Konrada Wallenroda, to proszę bardzo” – mówi Giertych w rozmowie z „Newsweekiem”. I opowiada, że wszedł do rządu PiS niejako w porozumieniu z politykami PO. „My się przyjaźniliśmy z Tuskiem, Rokitą, Schetyną. Grywaliśmy z nimi po cichu w piłkę, w koszykówkę. Gdyby wówczas się o tym dowiedział nasz elektorat, toby nas rozszarpał. Ale taka była rzeczywistość. Jestem z Donaldem Tuskiem na „ty” od lat, a w rządzie PiS nie byłem z nikim na „ty” – wyznaje.

Wywiad jest prawdopodobnie próbą „przykrycia” nagrań opublikowanych przez „Wprost”, w których Giertych proponuje Piotrowi Nisztorowi założenie spółki szantażującej najbogatszych Polaków pisanymi na ich temat książkami. Adwokat władzy twierdzi, że była to zmyślona legenda. Na podobną legendę wygląda też opowieść o tajnej współpracy już w 2006 z Donaldem Tuskiem. Roman Giertych był wtedy raczej kretem podkopującym rząd Jarosława Kaczyńskiego, by ratować własną skórę, niż Konradem Wallenrodem Platformy.

Teoria spinacza

Jako mecenas wybiera najgłośniejsze medialnie sprawy, reprezentując celebrytów, polityków i biznesmenów. Ale wbrew temu, co mówi, wcale nie ogranicza się do praktyki adwokackiej. Tak naprawdę nigdy nie odszedł z polityki, cały czas wykorzystując tam swoje wpływy i znajomości. W 2008 r. dzięki zręcznemu manewrowi udało mu się nawet obsadzić swojego protegowanego Piotra Farfała na stanowisku prezesa Telewizji Publicznej. Za programy informacyjne TVP odpowiadał wtedy Jan Piński, też „jego człowiek”, jeden z „bohaterów” nagrań „Wprost”. W 2013 r. Giertych zakłada Instytut Myśli Państwowej, polityczny wehikuł dla Radosława Sikorskiego i Michała Kamińskiego, budujących prawe skrzydło PO.

W rozmowie z „Newsweekiem” puszy się: „Ja prowadzę procesy cywilne, gospodarcze na ponad trzy miliardy złotych. Obsługujemy trzy banki, trzy firmy giełdowe”. Jest lansowany przez TVN, wspiera go „Gazeta Wyborcza”. Kim zatem dziś jest Roman Giertych?

Czasem bywa tak, że biografia jednego człowieka zawiera w sobie kwintesencję czasów, w których działał.

Jedni twierdzą, że mitomanem i mistrzem autokreacji, inni, że człowiekiem do zadań specjalnych, spinającym interesy obozu władzy na styku mediów i biznesu. Ci pierwsi kpią z byłego wicepremiera, drudzy radzą, by uważnie śledzić sprawy, którymi się zajmuje. Prof. Andrzej Zybertowicz przyznaje w wywiadzie dla „Fronda.pl”, że dotąd bagatelizował rolę Giertycha, ale teraz zmienił zdanie. „Wcześniej myślałem, że w TVN24 gości tak często, ponieważ krytykuje Jarosława Kaczyńskiego. Obecnie sądzę, że istotniejsze są jego związki z oligarchami, że tu znajduje się zasadniczy mechanizm” – mówi znany socjolog.

Nie wiadomo jeszcze, czy kariera Romana Giertycha załamie się po publikacji nagrań z jego udziałem. Rzecznik dyscyplinarny adwokatury ma wątpliwości co do metod stosowanych przez mecenasa, ale politycy PO, których reprezentował w sądzie, stają za nim nadal murem.

Początkiem błyskotliwej kariery Giertycha była aktywna rola w komisji śledczej ds. Orlenu. Początkiem naznaczonym dwuznacznością, bowiem już wtedy cieniem położyło się na nim potajemne spotkanie na Jasnej Górze z Janem Kulczykiem. Prasa spekulowała, że polityk w zamian za spokój ze strony komisji miał domagać się od Kulczyka „papierów” na Aleksandra Kwaśniewskiego. Dziś znów oba nazwiska pojawiają się w dwuznacznym kontekście – wykupienia książki poświęconej interesom najbogatszego Polaka. To symboliczna klamra spinająca publiczną aktywność Romana Giertycha, polityka niegdyś uważanego za anachronicznego, dziś raczej człowieka władzy przyszłości. Bezwzględnego w dążeniu do celu, działającego praktycznie poza demokratyczną kontrolą.

Źródło: http://gosc.pl/doc/2086658.Adwokat-wladzy