piątek, 26 września 2014

[Umieszczam, przypominam jeszcze raz, bo milczenie w tej sprawie jest ogłuszające. W stulecie śmierci świętego Piusa X. Mirosław Dakowski]


Św. PIUS X – [ SARTO =KRAWIEC] - PIERWSZY  PAPIEŻ Polak.

 [ Drzewo genealogiczne Piusa X , szerzej na str. 9-tej tego tekstu
Z moich tekstów, po przeczytaniu poniższego, proponuję:  Pius X - papież polskiego pochodzenia   .  Oraz: Polskie korzenie wielkiego papieża; Zagadka św. Piusa X   :  MD]
=================


Zebrał i opracował: Andrzej Leszczyński, 16.1.2011 r.

Dlaczego przez 25 lat, Papież Jan Paweł II (Karol Wojtyła) nigdy nie wspomniał o swoim poprzedniku na stolicy Piotrowej – Papieżu św. Piusie X (Giuseppe SARTO), że to Polak - syn Jana Krawca ? Żadne badania tej sprawy nie miały miejsca w Watykanie (oficjalnie) ?

Dlaczego dzisiaj Polacy i wierni Kościoła Katolickiego nie wiedzą, czy św. Pius X jest z pochodzenia Polakiem ? Czy też jest Włochem, jak wynika to z dokumentów watykańskich?
Temat powyższy przedstawiamy w oparciu o tekst Mirosława Dakowskiego, którego nigdzie przez cztery lata (czy pięć) nie mógł opublikować. W "katolickich" pismach mówiono mu (po sprawdzeniu przez Prałatów w archiwach), że to jest wiadomość "prawie pewna", ale.. „nie możemy robić przykrości naszemu Papieżowi". Znajomy ksiądz Polak studiujący w Watykanie - po miesiącach obietnic - zamilkł. "Nie chcę w „TO” wchodzić...". W pismach Tradycji - że Niemcy już uznali Świętego Papieża za swego – „nie możemy robić przykrości przyjaciołom” (Niemcom).
 Czemu jednak możemy robić przykrość Prawdzie?
 Św. Pius X - papież polskiego pochodzenia

Konklawe 1903 r.

Śmierć papieża Leona XIII nastąpiła dnia 20 lipca 1903 r. W konklawe w Kaplicy Sykstyńskiej, które rozpoczęło się w dniu 31 lipca, wzięło udział 62 z 64 kardynałów: 38 elektorów pochodziło z Włoch, 7 z Francji, po 5 z Austro - Węgier (w tym Polak Jan Puzyna) i Hiszpanii, 3 z Niemiec i po 1 z Portugalii, Belgii, Wielkiej Brytanii i USA. Wszyscy byli nominatami Leona XIII z wyjątkiem dziekana Luigi Oreglia di Santo Stefano, którego mianował jeszcze Pius IX.
Papież Leon XIII miał być papieżem przejściowym; gdy został następcą Piusa IX, miał 68 lat i nie wróżono mu długiego pontyfikatu, sądzono nawet, że to czas dany kardynałom na dokonanie właściwego wyboru. A jednak, ku zaskoczeniu wielu, rządził Kościołem przez 25 lat i to on rozpoczął dzieło reform, których nikt się wówczas nie spodziewał; podejrzewano nawet, że jest masonem [to były złośliwe plotki masońskie md] i modlono się o jego nawrócenie.
Gdy zakończył życie, najważniejszą kwestią było, czy papiestwo kroczyć będzie drogą przez niego wytyczoną, czy też powróci na drogę jego poprzedników. Wybór nowego papieża miał o tym zadecydować.
Niekwestionowanym faworytem był wówczas kardynał Rampolla, o którym jeszcze za życia Leona XIII mówiono jako o potencjalnym następcy św. Piotra.
Na konklawe, które rozpoczęło się 1 sierpnia [1903], ilość głosów potrzebną do wyboru na papieża i na zastępcę Chrystusa na ziemi, dość szybko otrzymał Mariano kardynał Rampolla del Tindaro. Był on wówczas watykańskim Sekretarzem Stanu oraz czynnym członkiem loży masońskiej.
Pamiętać należy, iż najważniejszym celem wielkich mistrzów masońskich, sformułowanym na piśmie jeszcze w latach 1819-29, w tzw. Stałej (Wieczystej) Instrukcji – Permanent Instruction, jest "wychowanie sobie" spośród kleru - członków lóż – swego papieża. 
poprzednia strona - następna strona »»

Strona 2 z 2
Wpisał: Andrzej Leszczyński   

Strona 2 z 2
 Weto cesarza Austrii
 Drugiego sierpnia 1903 roku kardynał Jan Maurycy Paweł Kniaź z Kozielskich Puzyna wstrzymał wybór murowanego kandydata na Stolicę Piotrową.

Oto okoliczności tego sensacyjnego i mało znanego wydarzenia.
 Poważnych kandydatów na papieski tron było dwóch: kardynał Girolamo Maria Gotti, karmelita i kardynał Mariano Rampolla, dotychczasowy sekretarz stanu.
Gdy kardynał Rampolla uzyskał widoczną przewagę i do wyboru brakowało mu zaledwie trzynastu głosów, Jan kardynał Puzyna z Krakowa skorzystał z watykańskich przywilejów przysługujących wtedy najbardziej katolickiemu cesarzowi Austrii i zgłosił w imieniu cesarza Franciszka Józefa I weto, zakładając tzw. ekskluzywę, wyłączającą wskazanego hierarchę z grona kandydatów na papieża. Weto cesarza Austrii i króla Węgier przeciw wyborowi kardynała Rampolli kardynał Puzyna zgłosił w chwili, gdy przystępowano do kolejnego głosowania. W ówczesnych czasach trzy mocarstwa katolickie miały prawo weta kandydata na papieża: Austria, Francja i Hiszpania.

Cesarz Franciszek Józef wiedział o członkostwie kardynała Rampolli w loży masońskiej, lecz poza względami religijnymi istotne dla niego były też powiązania polityczno-finansowe kardynała Rampolli z grupami rządzącymi Francją. Kardynał Rampolli nie zdecydował się wypowiedzieć słowa "accepto" („przyjmuję”), które uczyniłoby z niego papieża. Jego "non accepto" było jakby wolnym wyborem, wobec zważenia perspektywy odrzucenia przez konklawe weta cesarza Austrii dla przyszłości Kościoła w Europie Centralnej, a może i na świecie.
Zabierając głos, Kardynał Jan Puzyna powiedział: "Mam zaszczyt podać do wiadomości w imieniu oraz na podstawie autorytetu jego Apostolskiego Majestatu Franciszka Józefa (...), że Jego Majestat, zamierzając skorzystać ze starożytnego prawa i przywileju, oznajmia wykluczające weto przeciwko najdostojniejszemu mojemu panu kardynałowi Mariano Rampolli del Tindaro."
 Gdy do głosu doszedł Luigi Oreglia, będący dziekanem, oznajmił: "Ta informacja nie może być przyjęta ani z tytułu oficjalnego, ani z tytułu nieoficjalnego, i nie będzie brana pod uwagę." Wielu kardynałów tę decyzję oklaskiwało, podczas gdy francuski kardynał, Desire Mathieu, krzyknął nawet "Brawo!". Po tym wszystkim wstał kard. Rampolla i odrzekł: "Przykro mi, że przez władzę świecką został dokonany poważny zamach na wolność Kościoła w zakresie papieskich wyborów oraz na godność Świętego Kolegium, i ja się temu energicznie sprzeciwiam."
Był to chwilowy moment, kiedy kolegium w przypływie współczucia, oddało więcej głosów na Rampollę, lecz zarazem był to ostatni moment blasku tego kardynała, ponieważ po czwartym głosowaniu, kiedy to osiągnął pułap 30 głosów, zaczął spadać z każdym kolejnym głosowaniem na rzecz kard. Giuseppe Sarto.
Wtedy właśnie "papabile" (kardynał – kandydat na papieża) stała się kandydatura Patriarchy Wenecji Józefa Melchiora Sarto. Po siedmiu kolejnych głosowaniach został on papieżem i przyjął imię Piusa X.

Wyniki głosowań:
Pierwsze głosowanie (1 sierpnia rano):
- Rampolla - 24 głosy
- Gotti - 17
- Sarto - 5
- S. Vanutelli - 4
- Oreglia, di Pietro i Capeceltaro - po 2
- Agliardi, Cassetta, Richelmy, Portanova, Ferrata i Segna - po 1

Siódme głosowanie (4 sierpnia rano):
- Sarto - 50
- Rampolla - 10
- Gotti - 2
 Wybór
 4 sierpnia na tron Piotrowy wybrano kardynała Giuseppe Melchiorre Sarto, czyli Papieża Piusa X, który w 1904 roku wydał Konstytucję Apostolską "Commisium nobis", w której potępił i zakazał pod groźbą ekskomuniki stosowania ekskluzywy państwowej (dzięki której sam został wybrany papieżem!)
 Pochodzenie
Na początku XIX w. przybył do Włoch z Wielkopolski (lub według innych źródeł ze Śląska – Opolszczyzny) niejaki Jan Krawiec.
Jezuita, ks. Malachi Martin w swojej książce „The Keys of this Blood” (1990 r.) podaje, że Jan Krawiec pochodził z Wielkopolski i gdy ta część Polski znalazła się w rękach pruskich, Krawiec znalazł azyl polityczny we Włoszech. Pracy poszukiwał w Godero blisko Treviso, wreszcie osiedlił się w miasteczku Riese w Północnych Włoszech. Jako 40-latek ożenił się 13 lutego 1833 roku i pracował jako listonosz. Jego żona Małgorzata (20 - letnia Margherita Sanson) była szwaczką. Zmienił (przetłumaczył) swoje nazwisko i żył już nie jako Jan Chrzciciel Krawiec a Giovanni Battista Sarto („Sarto” po włosku znaczy właśnie „Krawiec”).
Malachi Martin, urodzony w Irlandii, był jezuitą, egzorcystą, teologiem, otrzymał doktoraty w językach semickich: wykładał hebrajski i aramejski. Od 1958 do 1964 roku służył w Rzymie jako współpracownik kardynała Augustyna Bea, papieża Jana XXIII oraz papieża Pawła VI. To Paweł VI zwolnił go ze ślubów zakonnych w 1964 roku, pozostał jednak dalej księdzem odpowiedzialnym bezpośrednio przed papieżem lub wyznaczoną osobą z Kurii Watykańskiej. Nie powiązany z żadną diecezją, chodził ubrany „po cywilnemu”. Wykładał jako profesor na Watykańskim Pontyfikalnym Instytucie Biblijnym. Ostatecznie przeprowadził się i mieszkał na stałe w Nowym Jorku, gdzie poświęcił się całkowicie twórczości literackiej. Informacje o polskim pochodzeniu papieża Piusa X znajdują się w jego bardzo ciekawej i ważnej wyżej wspomnianej książce "The Keys of this Blood" (czyli „Klucze tej krwi”). [Jest już po polsku – wydał ANTYK MD].
 Jest to książka o współczesnych zmaganiach trzech potęg: Kościoła Katolickiego (z papieżem Janem Pawłem II na czele), sił ateistyczno - komunistycznych oraz masońsko - mundialistycznych. Malachi Martin znał dobrze kulisy Watykanu, miał dostęp do najtajniejszych archiwów watykańskich. Na język polski przetłumaczono też jego "Jezuitów" oraz wstrząsającą książkę "Zakładnicy diabła" (wyd. Exter, Gdańsk). Pod koniec 2010 roku na polskim rynku wydawniczym (w wydawnictwie ANTYK Marcin Dybowski) wymieniona książka (932 strony, w cenie ok. 100 zł) ukazała się pod tytułem „Klucze Królestwa”. Ksiądz Malachi Martin zmarł 27 lipca 1999 roku.

2 czerwca 1835 r. w Riese państwu Sarto urodził się synek, ochrzczony jako Józef Melchior (z wł. Giuseppe Melchiore). W domu wołano nań Pepi. Giuseppe od urodzenia żył w wielodzietnej rodzinie, jego rodzice mieli dziesięcioro dzieci. Chłopak uczył się w Castelfranco i Asolo, w 1858 r. został księdzem. W wieku 12 lat odebrał od patriarchy weneckiego Jacuba Monico stypendium seminaryjne, za które mógł wstąpić do seminarium.
Giuseppe Melchiorre Sarto został wyświęcony na kapłana 18 września 1859 roku w wieku 23 lat, za specjalną dyspensą papieską, ponieważ brakowało mu 8 miesięcy do wieku wymaganego przez prawo kanoniczne. Był księdzem parafialnym i doskonałym kaznodzieją, jeździł do pobliskich wiosek odprawiać Msze święte, był człowiekiem bardzo pobożnym i gorliwym opiekunem ubogich. Księdzem parafialnym był aż do roku 1875, kiedy to dzięki swoim wybitnym zdolnościom pasterskim i administracyjnym został mianowany kierownikiem duchowym seminarium i kanclerzem archidiecezji.
Funkcje tę sprawował do chwili otrzymania sakry biskupiej w 1884 roku. Papież Leon XIII mianował go biskupem Mantui. Urząd ten sprawował przez okres 9 lat. Najwięcej uwagi jako biskup zwracał na formacje kapłanów w seminarium. Był znany jako życzliwy ojciec diecezji, który zwiedzał wszystkie parafie. W 1892 roku papież Leon XIII mianował go Kardynałem Wenecji. Jako pierwszy wprowadził do seminariów studia biblijne, historię Kościoła i ekonomię społeczną.
Zajmując coraz wyższe stanowiska w hierarchii kościelnej, Józef Sarto zawsze pamiętał o najuboższych, rozdając jałmużnę i wielkodusznie pozostawiając sobie niewiele, albo zgoła nic z rzeczy materialnych. Często mawiał: „Urodziłem się ubogi, żyłem w ubóstwie i pragnę umrzeć w ubóstwie”.
Na konklawe po śmierci Leona XIII w wyniku złożonego weta - ostatniego protestu w dziejach Kościoła, zwanego ekskluzywą – postawionego w dniu 2 sierpnia 1903 r. przez kardynała Jana Puzynę z Krakowa w imieniu cesarza Austrii Franciszka Józefa I (1848 - 1916) jednemu z kandydatów (kard. Rampolli), Giuseppe Melchiorre Sarto został wybrany na 259 papieża i przyjął imię Pius X (Pius - czyli „pobożny”). Jego pierwsze słowa (oznajmujące zaaprobowanie wyboru) brzmiały: "O, moja droga mamo, moja dobra mamo (...) Przyjmuję, in crucem". W 1904 roku, aby zapobiec podobnym przypadkom [ekskluzywy], Pius X wydał konstytucję Commisium nobil, w której w sposób zdecydowany potępił i zakazał pod karą ekskomuniki stosowania przy wyborach papieża ekskluzywy państwowej.
Udzielił błogosławieństwa Urbi et orbi w bazylice św. Piotra i przyjął hasło swojego pontyfikatu: „Omnia instaurare in Christo” („Wszystko odnowić w Chrystusie”). Tak jak Pius IX, uznał się za więźnia Watykanu.
Oprócz zaangażowania w odnowę Eucharystyczną, Pius X walczył zawzięcie z modernizmem katolickim, agnostycyzmem i immanentyzmem. Modernizm był (i jest obecnie) jednym z największych błędów, jakie zagrażały Kościołowi świętemu.
Jednym z narzędzi tej heroicznej walki była Przysięga Antymodernistyczna, wyznanie wiary, którą sam napisał w 1908 roku i która została  ogłoszona 1 września 1910 r. motu proprio „Saclorum antistitum”. Zobowiązani ją byli składać wszyscy kandydaci do święceń wyższych, spowiednicy, kaznodzieje, proboszczowie, kanonicy, przełożeni zakonni, profesorowie w seminariach i zakonach, urzędnicy kurii biskupiej, sądów kościelnych i kongregacji rzymskich. Za pontyfikatu Pawła VI Kongregacja Doktryny Wiary Przysięgę Antymodernistyczną zniosła. [ Sic!! MD]
Był niezwykle ludzki, dostępny, wyrozumiały i dowcipny. Przykładowo, gdy na audiencję czekał do niego hrabia, proboszcz i jakaś zwykła kobieta, to ją poprosił jako pierwszą, mówiąc: Pewnie jej się spieszy, bo na nią w domu czekają dzieci!. A kiedy uwielbiający go wierni nazywali go il santo, co znaczy święty, to on żartował: „Mylicie się, ja się nie nazywam Santo, lecz Sarto”.
Papież dopuszczał dzieci w "mniej więcej siódmym roku życia" do przyjęcia I Komunii św. i zalecał ułatwienia podawania Eucharystii chorym. Polecił też opracowanie nowego wydania śpiewnika gregoriańskiego i zreformował brewiarz. Zachęcał do badania Pisma św., zakładając w Rzymie Papieski Instytut Biblijny. Pius X był prekursorem Akcji Katolickiej.
W niektórych mniej życzliwych Piusowi X kręgach włoskich i nie włoskich mówiono o nim, że jest „obcym typem między papieżami” i że „posiada tylko przeciętną inteligencję”. Temu ostatniemu zarzutowi przeczą jego liczne, bardzo śmiałe, przełomowe, programowe na przyszłość, niekiedy wprost rewolucyjne i niezwykle owocne przedsięwzięcia, które podjął i równie śmiałe, które bez oglądania się na przeciwieństwa i trudności, przeprowadził.
Dla nas jest najważniejsze, że już w niespełna 10 lat po jego śmierci podjęto jego proces beatyfikacyjny i proces ten został pomyślnie zakończony, a po 40 latach od śmierci w 1954 roku Pius X został wyniesiony na ołtarze (kanonizowany) i jest pierwszym następnym papieżem od św. Piusa V (po przerwie trwającej 242 lata !), który dostąpił zaszczytu beatyfikacji i kanonizacji. Św. Pius V na kanonizację „czekał” 140 lat, o sto lat dłużej, niż Pius X.

Co Papież św. Pius X uczynił dla Polski?

Jedną z pierwszych czynności Piusa X, podjętych zaraz po wyborze w 1903 roku był Jego osobisty bardzo czynny udział w procesie beatyfikacyjnym Ojca Marka d’Aviano, znanego z nam z historii Jana III Sobieskiego i Odsieczy Wiedeńskiej. Papież sam przewodniczył trybunałowi procesowemu i zadawał od siebie pytania.
W 1904 roku wystosował na ręce prymasa Polski , arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego, księdza Stablewskiego, serdecznie napisany list, którym podniósł i pokrzepił ducha narodu polskiego. 
W 1905 uczynił szambelanem papieskim ks. Adama Sapiehę.
W 1905 beatyfikował śląskiego jezuitę Melchiora Grodzieckiego.
W 1906 wyniósł do godności bazyliki świątynię jasnogórską, ustanawiając dzień 26 sierpnia uroczystością Matki Boskiej Częstochowskiej.
W 1907 roku kanonizował pracującego niegdyś również w Warszawie Morawianina, św. Klemensa Marię Holbauera (Dworzaka).
W 1908 zezwolił dla Polski na wpisanie wezwania "Królowo Korony Polskiej", używanego od czasów króla Jana Kazimierza na stałe do Litanii Loretańskiej, oddając Polskę pod szczególną opiekę NMPanny.
W 1909 ustanowił dla diecezji lwowskiej i przemyskiej święto Królowej Korony Polskiej, wyznaczając dzień święta na 1 kwietnia.
W 1910 roku przesłał do Częstochowy drogocenne korony, które 22 maja zawieszono na cudownym Obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej (uprzednio świętokradcy dokonali kradzieży koron).
Doprowadził też do uroczystych koronacji wielu innych polskich obrazów Matki Bożej, m.in. w Dzikowie (1904), Lwowie (1905), Krakowie (1907) i Sulisławicach (1913).
W 1910 założył w Rzymie hospicjum dla polskich studentów.
W 1910 roku pochwalił projekt powstającej wówczas specjalnie, polskiej (Płockiej) instytucji tzw. Księży Misjonarzy Diecezjalnych i nadał jej szczególne przywileje.
W 1911 roku po śmierci kardynała Puzyny wyniósł na stolicę biskupią krakowską i osobiście konsekrował swego przybocznego szambelana, pod koniec życia kardynała Sapiehę.
Mianował pierwszych polskich biskupów dla Polonii amerykańskiej: w 1908 ks. Pawła Piotra Rhode i w 1913 ks. Edwarda Kozłowskiego.

W 1913 Pius X doznał zawału serca. W 1914 zachorował i już nigdy z choroby nie wyszedł, a wydarzenia, które doprowadziły do I wojny światowej tylko pogorszyły jego stan. Polakom walczącym o niepodległość radził: "Dostojnicy polskiego kościoła powinni modlić się za swoich władców". Wielokrotnie dawał wyraz, że dla Polaków podstawą musi być trójlojalizm, tj. wierność władcom zaborów, nawet jeśli miałoby to doprowadzić do bratobójczych walk w szeregach wrogich armii.
Pius X zmarł w Rzymie w nocy 20 sierpnia 1914 w kilka miesięcy po wybuchu I wojny światowej, pogrążony w wielkim smutku z powodu olbrzymich nieszczęść, jakie wkrótce miała wycierpieć cala ludzkość.
Przypomniano wówczas Jego słowa: „Z radością oddałbym życie, aby oszczędzić moim biednym dzieciom tych straszliwych cierpień”. Jego ostatnie słowa były skierowane do wiernego współpracownika, Merry'ego del Val: „Poddaję się całkowicie”.
Został pochowany w Bazylice św. Piotra.

Beatyfikowany w 1951, kanonizowany w 1954 roku przez Piusa XII. Przez wielu jest uważany za jednego z największych papieży. Poprzedni kanonizowany papież, św. Pius V, został ogłoszony świętym w 1672 roku! Przez 282 lata nie było w Kościele świętego papieża…
Jest patronem Bractwa św. Piusa X, tzw. Lefebrystów.

Tuszowanie
Zaraz po wyborze patriarchy Józefa Melchiora Sarto na papieża zaczęto nerwowo, lecz starannie tuszować jego polskie pochodzenie. Prym w tym tragikomicznym wyścigu wiedli wysocy urzędnicy monarchii austro-węgierskiej, wspomagani przez urzędników watykańskich.
Wymieniony wyżej ksiądz Malachi Martin w swojej książce (str. 709) pisze, że … „w popłochu usiłowali oni zataić polskie pochodzenie Piusa X. Zgodnie z życzeniem Kongresu Wiedeńskiego, nic tak dobrego jak papież nie mogło pochodzić z Polski”. Jednakże, pomimo ich wysiłków, przetrwał co najmniej jeden ślad polskiego dziedzictwa nowo wybranego papieża, mianowicie oryginalne nazwisko jego ojca „sarto” oznacza po włosku „krawiec”, co też było powodem przyjęcia tego nazwiska. Pogrzebanie Polski i polskości tak zajmowało umysły ówczesnych, że dorośli i teoretycznie uczciwi ludzie uwijali się jak mrówki, aby zniszczyć wszystkie oficjalne dokumenty w Krakowie i we Włoszech, które mogłyby poświadczyć polskie pochodzenie rodziny Krawiec – Sarto.
Usuwano więc wszelkie dokumenty, metryki i inne świadectwa polskiego pochodzenia papieża. Udało się to w znacznym stopniu. Ale nie wszystko udało się zniszczyć i usunąć.
Dane o polskim pochodzeniu św. Piusa X zostały opisane m.in. w artykule „Czy przodkowie św. Piusa X pochodzili z Polski” („Tylko Polska” nr 31 z 2007 r.). Wynika z niego, że w powiatach Opolszczyzny są wieśniacze rodziny, które chlubią się pokrewieństwem z Piusem X. Twierdzą one, że ojciec papieża pochodził ze Śląska Opolskiego, nazywał się Krawiec, a jako młodzieniec w czasie wojny napoleońskiej, chroniąc się przed pańszczyzną czy też przed wzięciem do pruskiego wojska, zbiegł do północnych Włoch i zmieniwszy nazwisko na jego włoski odpowiednik Sarto, pozostał tam na stałe. Na potwierdzenie tych opowieści przechowują starannie i demonstrują ciekawym wykazy genealogiczne, w których punktem wyjścia jest dziadek Piusa X ze strony ojca, a jednym z członków sam papież.

Opowieści te krążyły szczególnie żywo w okresie panowania w Niemczech Hitlera, kiedy to władze niemieckie domagały się od różnych funkcjonariuszy publicznych i osób, składających dyplomowe egzaminy państwowe dowodów aryjskości ich pochodzenia, skutkiem czego wielu musiało na gwałt szperać w księgach metrycznych i innych źródłach i wypisywać stamtąd swoich przodków. Między innymi często wtedy rozprawiano o polskim pochodzeniu Piusa X w ulubionym miejscu pielgrzymek śląskich - klasztorze OO. Franciszkanów na Górze św. Anny i w domu macierzystym, założonego przez Edmunda Bojanowskiego, zakonu śląskich sióstr Służebniczek NMP w Porębie, z tej głównie przyczyny, że obydwa te domy zakonne znajdują się w sąsiedztwie wsi Dolna (powiat Strzelce Wielkie), która jest jednym z miejsc zamieszkania części owych „krewnych” papieskich, a także dlatego, że i między Służebniczkami były owe „krewne”. Co ciekawe, informacje te potwierdza przełożona generalna Sióstr Służebniczek. Zachował się „obraz” (46x37 cm), pięknie wykonany i przeznaczony do zawieszenia na ścianie ze zdjęciem popiersia papieża Piusa X na dobrym kartonie, na odwrotnej stronie którego widnieje dużym kaligraficznym pismem wprawną ręką wypisana tablica genealogiczna. Zestawiono ją w kilka lub kilkanaście lat po śmierci papieża w języku niemieckim (bo tylko taki wtedy obowiązywał).
Tablica głosi, że we wsi Bartoszyce (prawdopodobnie wieś w parafii Toszek pow. Gliwice; istnieje jeszcze tej nazwy wieś pod Opolem), było niegdyś małżeństwo Krawiec (Krawietz). Tablica wymienia pięcioro ich dzieci. Z tych pierwszy syn, Antoni, ożenił się w Jemielnicy (pow. Strzelce). Drugi syn, (bez podania imienia) zbiegł w czasie wojny 1812/1813 do Ameryki. Trzeci syn (również bez podania imienia) zbiegł w czasie tejże wojny do Riese w północnych Włoszech, tam ożenił się, był urzędnikiem pocztowym i miał ośmioro dzieci. Podano też dane innych dzieci. Pomińmy je.

Uwaga! Badania polskich historyków w Wielkopolsce (które być może zostały podjęte w wyniku zapisu O. Malachi Martina w jego książce) nie potwierdziły tezy, że miejscem zamieszkania rodziny Krawców mogła być wieś Jamielnica w Wielkopolsce (obecnie kod 47-133), jak wydawało się jeszcze niedawno. Wsi takiej nie odnaleziono. Pozostawała by więc wieś Jemielnica, wymieniona powyżej.

Po tych wszystkich danych autor tablicy wykaligrafował znacznie większymi, uroczystymi literami notatkę w jęz. niemieckim: „Krawietz = Schneider = Sarto, Giuseppe Melchiore geb. 2.6.1835 zu Riese Provinz Treviso OberItalien stammt von einfachen Eltern, 1858 Friester” itd. aż do kardynałatu, papiestwa i śmierci w 1914 roku. Jeszcze niżej doklejono na rogu tablicy krótki wycinek z niemieckiej gazety, donoszący o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Piusa X i jego pierwszych etapach. Tyle tablica.
[ Poniżej przedstawiam drzewo genealogiczne Piusa X. Spisane po niemiecku, przez gałąź rodziny, która sie w XX wieku [tak! MD] zniemczyła. Pochodzą z Boguschuetz . Rodzina Krawietz, co najmniej dwóch uciekło po wojnie 1812/13 z tego  Boguschuetz do Włoch, Jan osiadł w Riese. To ojciec Józefa, przyszłego Piusa X.
Miejscowości, gdzie można szukać śladów w księgach parafialnych lub u ludzi, to (po niemiecku) Boguschuetz, Dolna, Klodnitz, Wischnitz... 
Krewni to Barteczko, Krawietz, Cedzik, Moczygemba, Piontek... Tyle śladów......
=========================

Ówczesnych, którzy widzieli z bliska Piusa X uderzał inny, niż u Włochów, wyraz jego oczu, nie włoska cera i rysy twarzy, a także inny układ czaszki. Odpowiada to wspomnianym wyżej wypowiedziom w niektórych mniej życzliwych Piusowi X kręgach włoskich i nie włoskich, że jest „obcym typem między papieżami”. Faktycznie, wystarczy porównać zdjęcia papieża Piusa X ze zdjęciami ostatnich papieży włoskich: Leona XIII, Piusa IX, Benedykta XV, Piusa XI, Piusa XII. Rysy Piusa X - to rysy Słowianina.
Zachował się list arcybiskupa Józefa Gawliny, biskupa polowego Wojska Polskiego z dnia 25.4.1937 roku do Prymasa Polski kardynała E. Hlonda m.in. w sprawie górnośląskiego pochodzenia Piusa X. W liście tym abp J. Gawlina informuje, że ksiądz Emil Szramek zwrócił się do W. Płużnic z prośbą o bliższe szczegóły co do matki O. Leopolda Moczygęby (1824-1891, był duszpasterzem zakładającym polskie parafie wśród emigrantów w USA). Otrzymał odpowiedź, że nazywała się Ewa z d. Krawiec. Równocześnie proboszcz od siebie pisze ks. Szramkowi, że od dawna krążą pogłoski, jakoby to była ciotka Piusa X. Przypomina sobie ks. Szramek sam, że jego proboszcz śp. ks. Józef Gregor, historyk, mówiąc o O. Moczygembie, wspomniał o pewnym wuju O. Moczygemby, Kanoniku czy Biskupie w Mantui, którego tenże często odwiedzał.

Abp informuje, że prawdopodobnie Jan Krawiec w 1782 uciekł z Polski do Włoch, uchylając się przed poborem do wojska, ożenił się w Riese dosyć późno, gdy się zaaklimatyzował. Abp pisze, że ks. Emil Szramek Eminencji wszystko dokładnie opisze. Sugeruje, że warto by zwrócić się do proboszcza w Riese o badania metrykalne i do Mons. Bressana. Najracjonalniejsze według niego byłoby wysłanie listu przez kard. Hlonda, której ani jeden ani drugi adresat nie odmówi odpowiedzi. Pisze, że do Texasu już napisał modo non suspecto. Informuje też, że ks. Konstanty Michalski zwrócił się do Ks. Metropolity Adama Sapiehy, który był szambelanem Piusa X. Quod deus bene vertat. Na koniec sugeruje, aby sprawdzić obszerniejsze monografie o Piusie X, których on nie zna.
         Prawdopodobnie kardynał A. Hlond sprawę zaniedbał (?)  i nie napisał sugerowanych przez abpa Gawlinę listów. Ale abp Józef Gawlina był „uparty” w dochodzeniu prawdy.
         Istnieje bowiem ciąg dalszy historii z dążeniem biskupa polowego Wojska Polskiego abpa Gawliny do ustalenia korzeni Piusa X. Otóż w „Dzienniku Polskim” i „Dziennika Żołnierza” z 24 stycznia 2001 r. ukazał się artykuł Mieczysława Kuczyńskiego pt. „Czy papież św. Pius X był Polakiem?”. Pod koniec artykułu pan Mieczysław Herod (o którym więcej za chwilę) pisze: „Spotkałem się z o. Adamem Studzińskim, b. kapelanem 4. Pułku Pancernego „Skorpion”, 2. Brygady II Korpusu. Przypuszczałem, że dla Adama będzie to „bomba”. Okazało się, że on o tym wiedział wcześniej i powiedział mi, że w czasie naszego pobytu we Włoszech biskup polowy W.P. Józef Gawlina chodził w tej sprawie do Watykanu, ale za Spiżową Bramą niczego się nie dowiedział. Powiedziano mu jedynie, że Sarto nie jest przetłumaczeniem polskiego nazwiska Krawiec, lecz tak nazwano ojca papieża, ponieważ szył i naprawiał ubrania”.
         Pan Kuczyński, autor powyższego artykułu pisze, że otrzymał z Krakowa list od swego przyjaciela, Mieczysława Heroda, w którym znalazło się ksero listu do p. Heroda od pułkownika Franka Winiarza, lotnika z czasów II wojny światowej, mieszkającego w USA. Płk Winiarz pisze o próbach ukrycia faktu, iż Pius X miał ojca Polaka. „Ze względów politycznych - podkreśla – trzej zaborcy, a szczególnie Austriacy, zrobili wszystko, aby zatrzeć polskie pochodzenie papieża. Chodziło im o to, by nie rozgłaszać, że syn Polaka jest papieżem, bo wywołałoby to i wzmocniło ruchy wolnościowe pod zaborami.” Austriacy zainteresowani tym byli szczególnie, ponieważ cesarzowi Franciszkowi Józefowi nie podobał się, z różnych względów, naznaczony przez Leona XIII na swego kardynała Rampolla del Tindaro, wskutek czego kazał on kardynałowi Janowi Puzynie z Krakowa założyć na konklawe weto (wtedy to było możliwe). I właśnie w wyniku tego weta papieżem wybrano Giuseppe’a Sarto. Ale o tym, że Pius X miał ojca Polaka, cesarz dowiedział się dopiero po fakcie.
Frank Winiarz pisał dalej: „Przeglądając kroniki, leksykony i różne materiały dotyczące papiestwa, możemy zauważyć, że przy każdym – szczególnie papieży czasów nowożytnych – jest podane imię ojca (często i nazwisko) oraz zawód. W życiorysie Piusa X nie ma wymienionych rodziców. Dlaczego? Oto jest pytanie! Na domiar złego w każdym źródłowym opisie napotykamy inny zawód ojca i matki, np. Rudolf Fischer-Wolpart w swoim „Leksykonie papieży” (nie podając imion) pisze, że ojciec Piusa X był synem małorolnego chłopa w prowincji weneckiej. Adam i Maria Gutowscy w książce „Papieże w dziejach  Kościoła” (bez podania imion) piszą, że papież pochodził z rodziny wielodzietnej jako syn  wiejskiego listonosza i szwaczki…a u innych jeszcze inaczej… I komu tu wierzyć?  
Kolejny ślad znajdujemy w Tygodniku Radomskim z 6.8.2010 r. Autor (M.K.) przybliża sylwetkę sędziwego Władysława Owczarka. Zamieszkały w Chotyzach (gmina Ciepielów) płk. Władysław Owczarek ps. Bula (ukończył 90 lat), podczas okupacji hitlerowskiej był z-cą dowódcy Zgrupowania Batalionów Chłopskich "Ośka" ds. wychowawczych (jego oddziały prowadziły walkę zbrojną na ziemi radomskiej, na Kielecczyźnie, a także w rejonie Puław i Kazimierza Dolnego), który od czasu do czasu wysyła listy do tzw. osobistości w kraju i na świecie. W lipcowym liście zawarto 5 załączników w sprawach nurtujących sędziwego Władysława. Jeden z nich to kserokopia jego artykułu, jaki ukazał się w 2006 roku w nr 2 "Życia Powiśla" pt. "Czy był przed Janem Pawłem II polski papież?". Władysław Owczarek dowodzi, że był taki papież polskiego pochodzenia, dziwnie do niedawna przemilczany. Chodzi o Piusa X, którego pontyfikat przypadł na lata 1903-1914.
Władysław Owczarek powołuje się m.in. na książki ks. dr Edwarda Komara pt. „Kardynał Puzyna. Moje wspomnienia” (rozdział Konklawe 1903 „Veto”, str. 84-94), znajdującej się w bibliotece KUL oraz książka Henryka Pająka pt. „Nowotwory Watykanu”, wydanej w 2005 roku. Niestety, bliższych szczegółów z listu W. Owczarka nie możemy podać, ponieważ nie znaleziono wspomnianego listu w Internecie.

[Po polsku mam dwie książki : Tadeusz A. Kisielewski, Pierwszy „polski” papież? Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2010. Ksiązka dość powierzchowna. Oraz Henryka Pająka: „Zakazana polskość świętego Piusa X” . W niej większość tekstu nie dotyczy Piusa X, lecz jest polemiką z obecnym stanem Kocioła. Szkoda. Osoby, które zechcą sprawę badać, proszę o kontakt. Przekażę obszerne archiwum. Mirosław Dakowski]  

Adam Suwart – autor tekstu zamieszczonego w nr 26/2009 „Przewodnika katolickiego” powtarza zamieszczone w książce O. M. Martina fakty paniki w Wiedniu i Watykanie na wieść o polskich korzeniach nowego papieża oraz niszczenia wszystkich dokumentów, które mogłyby to potwierdzić. Obawiano się bowiem, że mogą one wywołać narodowy entuzjazm spętanych pod zaborami Polaków. Dodatkowe argumenty według księdza M. Martina - na polskie pochodzenie Piusa X, to na przykład rzekoma rozbieżność co do zawodu ojca papieża Giovanniego Sarto – według jednych biogramów miał być ubogim doręczycielem pocztowym, według innych – zamożnym ziemianinem. Dodatkową wątpliwość zasiewa brak grobu ojca papieża w rodzinnej miejscowości Riese oraz – co wymowniejsze – brak metryki chrztu domniemanego Józefa Krawca w parafii Riese.
Druga grupa dowodów na polskość Piusa X to według irlandzkiego autora „liczne świadectwa ustne”. Podobno były one rozpowszechniane szczególnie na Śląsku, skąd wedle jednej z hipotez miała pochodzić rodzina Krawców. „Z jednej z tych wsi, z Boguszyc (pow. gliwicki), wywodzi się rodzina Krawców, której XX-wieczny potomek – Alojzy – miał po śmierci Piusa X w 1914 r. otrzymać z Watykanu specjalne zawiadomienie, dotyczące spraw majątkowych. Starannie przechowywany dokument zaginął w czasie II wojny światowej, ale żyją jeszcze ludzie, którzy widzieli go na własne oczy” – oto jeden z wątków specyficznego dochodzenia genealogicznego, jakie prowadził ks. Martin. Większość pozostałych „argumentów” przemawiających za rzekomą polskością ojca Piusa X utrzymana jest na podobnym poziomie – przekazy ustne, dowody, które zaginęły, pogłoski, które krążyły w śląskich wsiach.
A. Szuwart dość lekceważąco ocenia te dowody ustne. Można postawić by mu pytanie: a skąd brać dokumenty pisane, metryki itp., skoro archiwa zostały dokładnie z nich wyczyszczone?.
Za bardziej wiarygodny dowód autor uznaje tajemniczy list biskupa Józefa Gawliny z 25 kwietnia 1937 roku do Prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda. O liście tym pisano już wyżej. Autor powtarza krążące na Śląsku opinie, że mieszkająca tam Ewa Krawiec miała być ciotką papieża Piusa i że jej z kolei syn – ks. Leopold Bonawentura Moczygęba, kapłan zasłużony dla duszpasterstwa polskich osadników w USA w XIX wieku, miał na początku swego kapłaństwa mieszkać we Włoszech, u swego stryja Krawca - Sarto, rzekomego ojca Piusa X. Także pod koniec swego życia ks. Moczygęba miał jeździć do Włoch, gdzie przebywał „u swego wuja kanonika, czy biskupa Mantui”, którym był wówczas późniejszy papież Pius X. Wszystkie te informacje, cytowane przez bp. Gawlinę w liście do Prymasa Hlonda, miały podobno być przytaczane przez wiarygodnych śląskich kapłanów. Irlandzki ksiądz, M. Martin, autor wspomnianej książki, twierdził też, że o polskim pochodzeniu Piusa X miał na wykładach w poznańskim seminarium opowiadać ks. profesor Edmund Dalbor, późniejszy prymas Polski.
I może na koniec krótko o artykule z „Dziennika Zachodniego” pt. „Pius X - Papież Ślązok”.
Autor porusza sprawę śląskiego pochodzenia papieża św. Piusa X, którego ojciec miał być Ślązokiem z Boguszyc spod Toszka w powiecie gliwickim. Wszystko wskazuje na to, że Pius X był Ślązakiem
Nieprawdopodobne? A jednak. Twierdzi, że warto szukać na to dowodów, choć nie należy też lekceważyć ogólnodostępnej wiedzy, takiej jak blond włosy i ogólnie słowiański wygląd Piusa X czy jego wyjątkową wrażliwość na sprawy polskie, o czym bez większego trudu można się dowiedzieć z Internetu. Podaje 3 istotne argumenty.
ARGUMENT UBÓSTWA: Przed tygodniem specjalnie pojechałem do Riese we Włoszech, gdzie urodził się i mieszkał Pius X. W jego rodzinnym domu przewodniczka kilka razy podkreślała, że ta familia była - molto povera, czyli bardzo biedna. Jednak w książce, jaką sobie tam kupiłem, jest napisane, że jego ojciec był właścicielem ziemskim. I tego włoskiego ojca dorobił papieżowi dla dobra sprawy włoski historyk Francesco Franceschetti i po nim już nikt tego zagadnienia nie badał, bo zaginęły dokumenty. A ów historyk ze swoimi badaniami przodków papieża dziwnie się spieszył i wydał je już 8 grudnia 1903 roku, czyli zaledwie 4 miesiące po wyborze Piusa X. Jednak zasadnicza sprzeczność dotyczy stypendium dla biednych dzieci, które jako jedyny z okolicy dostał w młodości ów papież. Nie mógł więc być synem właściciela ziemskiego, lecz był synem ubogiego emigranta ze Śląska, Jana Krawca, który był listonoszem, a jego włoska żona Margherita dorabiała jako krawcowa.

ARGUMENT AMERYKAŃSKI: Ojciec Piusa X uciekł ze Śląska, ale jego rodzina nadal tu mieszkała, między innymi jego siostra - Ewa Krawiec, która wyszła za mąż za karczmarza Leopolda Moczygembę z Płużnicy Wielkiej, oddalonej o 6 km od Boguszyc. A ich syn, też Leopold Moczygemba, wyjechał do Włoch, gdzie przebywał u swego kuzyna kanonika i biskupa Mantui, a potem we Włoszech wstąpił do franciszkanów. A kto był wówczas biskupem Mantui? Oczywiście, późniejszy papież Pius X. Następnie ojciec Moczygemba wyjechał do USA, gdzie był duszpasterzem emigrujących tam Ślązoków. I, niestety, zmarł w 1891 roku, czyli nie dożył chwili wyboru swego śląskiego kuzyna na papieża. Nie mógł więc tych śląskich korzeni potwierdzić w listach czy wspomnieniach.
ARGUMENT KATOWICKI: Po powstaniach śląskich, kiedy część Śląska przyłączono do Polski, to Boguszyce, rodzinna miejscowość Krawców, skąd miał pochodzić ojciec Piusa X, pozostała w Niemczech. Nie ułatwiało to badań, ale sprawą zajęło się kilka bardzo wiarygodnych osób: ks. bp Józef Gawlina, bł. ks. Emil Szramek, ks. Józef Gregor czy ks. Konstanty Michalski. Dotarłem nawet do listu z 1937 roku, jaki z katowickiej kurii pisał ks. Gawlina do prymasa Augusta Hlonda.
Badania ks. Gawliny przerwała jednak druga wojna światowa. Potem czasy komunizmu również nie były przychylne wolnym poszukiwaniom historycznym. Następnie entuzjazm z posiadania polskiego papieża Jana Pawła II także nie sprzyjał badaniom robiącym papieżowi Wojtyle śląską konkurencję. A czas leci i poszukiwania te stają się coraz trudniejsze. Wszyscy też przyzwyczaili się do informacji, że ten papież, kojarzony przede wszystkim z wprowadzeniem wczesnej Komunii dzieci - jest Włochem. Doświadczyłem tego odwiedzając dom Piusa X w Riese i pytając przewodniczkę o śląskie korzenie Piusa X. Zdenerwowała się i rzekła: „Niemożliwe, Pius X jest prawdziwym Włochem!”. - Chociaż na pytanie, dlaczego nie ma na cmentarzu grobu jego ojca, nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Nikomu też nie udało się dotąd dostać do watykańskiego archiwum w sprawie przodków Piusa X i wszyscy są zdani na wspomniane wcześniej dzieło Franceschettiego. Kiedy więc nastanie dogodny czas, by badać śląskie korzenie św. Piusa X? Dzisiaj też ktoś może powiedzieć, że teraz Kościół ma ważniejsze problemy na głowie. Ale przecież nie tylko mnie ten śląski ślad bardzo interesuje?
Warto się pochylać nad dokumentami, dotyczącymi pochodzenia Józefa Sarto. Po ponad stu latach dokumenty te powinny nareszcie przestać być "tajnymi specjalnego znaczenia"? Publicyści w Polsce jakby bali się, nawet w ostatnich latach, tę sprawę poruszać.
A rola pontyfikatu św. Piusa X i konsekwencje tego pontyfikatu dla nas są przecież ogromne.

Kardynał Jan Paweł Puzyna
Jan Maurycy Paweł Puzyna książę herbu Oginiec (ur. 13 września 1842 w Gwoźdźcu, zm. 8 września 1911 r. w Krakowie), kardynał, sufragan lwowski, biskup krakowski.  Jan Puzyna pochodził z Litwy ze starego rodu kniaziów na Kozielsku, był synem napoleońskiego oficera, a wnukiem generała Józefa Dwernickiego. Studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim i w Pradze, gdzie uzyskał doktorat w 1868 r.
Wyświęcony 1 grudnia 1878 r., został wikarym w Przeworsku, później kanonikiem Kapituły Przemyskiej i wicerektorem seminarium. Znany był z pobożności, gorliwości, energii, wykazywał duży talent organizacyjny. Rychło to doceniono i 26 lutego 1886 r. Leon XIII wyniósł go do godności biskupiej mianując sufraganem Archidiecezji Lwowskiej. Gdy w 1894 r. zmarł w Krakowie kardynał Albin Dunajewski, papież wyznaczył na jego następcę biskupa Puzynę.
W Krakowie nowy biskup pracował z równą energią i skutecznością jak wcześniej we Lwowie, ale nie zyskał tu równej sympatii. Przeciwnie nawet, nie lubiano go. Był nieprzystępny, surowy, apodyktyczny i nieustępliwy, pozornie pozbawiony dobroci i łagodności, nie zabiegał o popularność, obojętny na politykę słuchał tylko własnego sumienia. Odważny i przekonany o słuszności swego postępowania narażał się arystokratom i demokratom, socjalistom i konserwatystom, bez mała wszystkim. Gdy nie zgodził się na katolicki pogrzeb zmarłego samobójczą śmiercią komediopisarza Michała Bałuckiego, Kraków odwrócił się od swego biskupa; grożono mu nawet wybiciem okien w pałacu.
Nielubiany w Krakowie, ceniony był w Watykanie i Wiedniu. Gdy na konsystorzu 15 kwietnia 1901 r. Leon XIII wyniósł prawie 60-letniego biskupa do godności kardynała, biret wręczył mu w Budapeszcie sam cesarz Franciszek Józef I.
Gdy zmarł Leon XIII, przerażeni biskupi spod zaboru rosyjskiego postanowili działać. Do Krakowa przybył hrabia Ludwik Zyberk-Plater, prosząc o audiencję w pałacu biskupim. W poufnej rozmowie przedstawił kardynałowi całą złożoność sytuacji. Wyjeżdżając na konklawe Puzyna powiedział: „Jeśli kardynał Rampolla będzie wybrany, pierwszy ucałuję jego stopy, ale przedtem uczynię wszystko, aby do jego wyboru nie dopuścić.”
W drodze do Rzymu zatrzymał się w Wiedniu. Tu spotkał się z hr. Agenorem Gołuchowskim, wówczas ministrem spraw zagranicznych. W Wiedniu ewentualność wyboru kardynała Rampolli budziła niepokój i nie mogła znaleźć aprobaty. Stary cesarz nie zapomniał mu jego nieprzejednanej, wręcz wrogiej postawy po tajemniczej, samobójczej śmierci jedynego syna, arcyksięcia Rudolfa. Rampolla czynił wówczas wszystko, by nie dopuścić do katolickiego pogrzebu następcy tronu, jawnie też popierał opozycyjne wobec rządu ugrupowania polityczne w Austrii. Nie zapomniał też cesarz poparcia, jakiego Rampolla udzielał Francji, i tego, że był gorącym orędownikiem zbliżenia francusko-rosyjskiego. (Rampolla z kolei nie mógł darować cesarzowi zawarcia sojuszu z królem włoskim).
Niechętny stosunek dworu wiedeńskiego do sekretarza stanu postanowił wykorzystać kardynał Puzyna. Zwrócił uwagę cesarza na prawo ekskluzywy. Było to sankcjonowane prawo, które pozwalało na wyłączenie jednego jedynego kardynała, ale przed jego ewentualnym wyborem. Z prawa tego wielokrotnie korzystali cesarze habsburscy, królowie francuscy i hiszpańscy; była to cena, jaką słabnące państwo kościelne płaciło za opiekę mocarstw. Stosowano je wielokrotnie, a w XIX w. bez mała zawsze. Co prawda państwo kościelne nie istniało od 1870 r., ale widać Leon XIII zapomniał o unieważnieniu prawa ekskluzywy. Za to niedopatrzenie zapłacić miał kardynał Rampolla tiarą papieską.
Kardynał Puzyna zaopatrzony w veto cesarskie sporządzone według wzoru z 1823 r. wyruszył do Rzymu. Ani przez chwilę nie ukrywał, co z sobą wiezie. Pierwszą poinformowaną przez niego osobą był dziekan Kolegium Kardynalskiego Luigi Oreglia, drugą – sam Rampolla. Obaj przyjęli tę wiadomość w milczeniu.
Na konklawe przybyło 60 z 62 kardynałów. Zabrakło chorego arcybiskupa Palermo kardynała Michelangelo Celesii i arcybiskupa Sydney kardynała Francisa Patricka Morana, który nie zdążył przyjechać z Australii. Rampolla miał wyraźne poparcie większości. Kardynałowie monarchii austrowęgierskiej: arcybiskup wiedeński Anton Gruscha, arcybiskup salzburski Johannes Katschthaler, arcybiskup praski Franz Schoenborn byli mu przeciwni; jedynie ekscentryczny prymas Węgier, arcybiskup ostrzyhomski Kolos Vaszary nie ujawniał swego stanowiska.
Jeden z nielicznych przeciwników Rampolli w gronie kardynałów włoskich Antonio Agliardi wręcz domagał się od Puzyny natychmiastowego zgłoszenia veta, lecz ten wahał się jeszcze. Zdecydował się uczynić to dopiero trzeciego dnia obrad, gdy wybór Rampolli wydawał się pewny. Veto zostało odczytane w całkowitej ciszy. Gdy Puzyna zakończył, zaczęli protestować kardynałowie francuscy, zaś przewodniczący obradom Oreglia oświadczył, że veto nie ma żadnego znaczenia. Jednak miało, bo głosy oddawane na Rampollę gwałtownie stopniały, natomiast on sam oświadczył, że nawet gdyby został wybrany, nie przyjąłby wyboru, gdyż nie udźwignąłby ciężaru tiary.
Piątego dnia obrad biały dym oznajmił światu nowego papieża. Został nim patriarcha wenecki kardynał Giuseppe Sarto, który Puzynę cenił i szanował. Zaraz po wyborze przyjął go dwukrotnie na prywatnej audiencji. Kilka miesięcy później unieważnił prawo ekskluzywy i uroczyście zagroził ekskomuniką każdemu, kto ośmieliłby się w imieniu władzy świeckiej ingerować w wybór papieża.
Gdy zaraz po konklawe Puzyna powrócił z Rzymu, w Krakowie przyjęto go kampanią oszczerstw; posuwano się do inwektyw i twierdzono, że jak pruski lokaj podjął się misji, którą inni odrzucili. Ale przecież misji takiej Franciszek Józef nie proponował żadnemu z purpuratów, więc żaden z nich nie mógł jej odrzucić. To kardynał Puzyna zaproponował ją cesarzowi w jak najlepiej pojętym interesie Kościoła polskiego na ziemiach wschodnich, ale i w interesie całej Polski, która dla Rampolli była bytem niepotrzebnym.
Kard. Puzyna na obelgi nie odpowiadał, milczał. Jednak zapytany kiedyś o motywy i okoliczności swojego wystąpienia, odpowiedział: „To raczej ja wykorzystałem Austrię, nie Austria mnie”...
Protest zgłoszony przez kardynała Puzynę był ostatnim w historii Kościoła.

Kardynał Mariano Rampollo
Gdy zwołano konklawe po śmierci Leona XIII, kardynał Puzyna był jedynym Polakiem w kolegium kardynalskim i jednym z przeciwników kardynała Rampolli. Jeszcze za życia Leona XIII mówiono o Rampolli jako o przyszłym papieżu. Taka perspektywa nie cieszyła Franciszka Józefa, ale jeszcze mniej cieszyła Polaków pod zaborem rosyjskim – nazywano ją wprost wielkim nieszczęściem.
Mariano Rampolla markiz del Tindaro, o rok młodszy od Puzyny, był bez wątpienia postacią wybitną, ale głównie politykiem i dyplomatą, nigdy nie kierował diecezją i tej strony apostolstwa Kościoła najzwyczajniej nie znał. Nieprzeciętnie inteligentny, sterował polityką zagraniczną tak, jak sam uważał za właściwe i robił to skutecznie. Mówiono o nim, że jest jedną z najpoważniejszych postaci w masonerii wewnątrz Kościoła, że należy do Zakonu Świątyni Wschodu. Był pragmatykiem i frankofilem, żywił dużą sympatię dla Rosji i – co może dziwić – także do Niemiec, gdyż uważał, że są to państwa do pozyskania za cenę pewnych ustępstw.
Ustępstwa te gotów był jednak uczynić kosztem polskich katolików. Chodziło m.in. o wprowadzenie do kościołów na terenach byłego Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego języka rosyjskiego, a także o inne mniejszej wagi, ale istotne, koncesje ograniczające w pewnym zakresie prawa Kościoła, za to umacniające jego pozycję międzynarodową

Refleksje

1. Zadziwiająca jest niewiedza wiernych Kościoła Katolickiego o pierwszym polskim papieżu na stolicy Piotrowej w Watykanie. Minęło 107 lat od wyboru Piusa X, a nadal dokumenty o jego polskim pochodzeniu są ukryte w archiwach watykańskich. Przeanalizujmy przytoczone na wstępie powody, dla których usunięto wiedzę o polskim pochodzeniu papieża Piusa X z oficjalnych dokumentów Stolicy Apostolskiej:.
- powód a): nie można robić przykrości naszemu papieżowi Janowi Pawłowi II. Ale co przeszkadzało ujawnić tę prawdę przed datą wyboru Jana Pawła w 1978 roku? Przez 75 lat od wyboru Piusa X na papieża nie ujawniono nawet cząstki prawdy. Więc ten argument, że nie chciano robić przykrości polskiemu papieżowi Janowi Pawłowi II można przyjąć za wiarygodny, ale dopiero po 1978 roku. Dlaczego jednak JPII nie wspomniał ani razu o swym polskim poprzedniku, chociażby w dniu 21 sierpnia, kiedy Kościół wspomina św. Piusa X? Mając dostęp do wszystkich archiwów watykańskich?
- powód b): nie można robić przykrości naszym przyjaciołom Niemcom, skoro oni uznali św. Piusa X za swego. A czy można zawłaszczyć kogoś i uważać go za przedstawiciela swojego narodu, gdy pochodzi on z narodu zniewolonego, podbitego (w tym przypadku Polski po rozbiorach) tylko dlatego, że jest to ktoś wybitny, np. papież i jego wielkość będzie przydawać sławy tym, którzy doprowadzili do upadku Polski?). Jakże jest to obłudne!
- powód c): niechęć do badań w archiwach watykańskich. Prawdopodobnie uważa się, że najlepiej niech będzie tak, jak jest dotąd. Przemilczeć i zapomnieć… Komu jest potrzebne głoszenie osiągnięć narodu polskiego, wielkości jego przedstawicieli? Najlepiej niech pokryje to tajemnica milczenia i niewiedzy…
2. Nie robić przykrości Janowi Pawłowi II lub Niemcom… Ale przykrość Prawdzie można robić w nieskończoność? Na pewno rację miał ks. Malachi Martin, który sformułował prawdziwą przyczynę ukrycia polskiego pochodzenia Piusa X, a mianowicie: nic co dobre, a szczególnie tak dobre jak papież, nie może pochodzić z Polski”. Zachodnim dostojnikom państwowym i kościelnym nie mogło się pomieścić w głowie, że ten wybitny pod względem erudycji i świętości Papież mógł pochodzić z Polski. Więc należało usunąć wszelkie wiadomości o jego polskim rodowodzie i stworzyć fikcyjną biografię o włoskim pochodzeniu. Negowanie, przemilczanie osiągnięć Polaków we wszystkich dziedzinach działalności człowieka od setek lat przyjęto za jedynie słuszną metodę postępowania, co określić można nazwą „antypolonizm”.
Równocześnie stawia na świecznikach i uznaje za wybitnych Polaków, pochodzących z narodu wybranego. Przykładem tu jest nie tylko noblistka Wisława Szymborska, mierna poetka, wypisująca peany na cześć Lenina, Stalina i władzy komunistycznej, która nigdy nie uderzyła się w piersi i nie odwołała swych haniebnych utworów (podczas gdy w oczach Polaków na nagrodę Nobla zasługiwał wielki polski poeta Herbert). Również reżyser filmowy Roman Polański nie byłby tak wynoszony na piedestały i zaciekle broniony przez elity intelektualne całego świata przed wytoczonym procesem sądowym za uprawianie seksu z nieletnią, gdyby nie był z tego narodu. Ale dla rządców naszych czasów negowanie czy przemilczanie osiągnięć Polaków – to za mało. Trzeba jeszcze naród ten oczernić, obrzucić błotem, zdyskredytować i przedstawić jako naród pijaków, złodziei, a nawet morderców. Od iluż już lat forsuje się wbrew historycznej prawdzie hasła o „polskich obozach koncentracyjnych” czy oskarżanie Polaków o mordowanie przez nich podczas wojny Żydów ( z nienawiści lub w celu przejęcia ich mienia). Niech przykładem tu będzie oskarżenie o spalenie żywcem w wiejskiej stodole, mogącej pomieścić najwyżej 200 osób, 1600 Żydów w Jedwabnem przez sąsiadów. Ekshumacja, która miała obalić kłamstwo żydowskiego pseudo-historyka Jana Grossa została przerwana przez „polski” rząd w chwili, gdy okazało się, że grób, w którym pochowano spalonych Żydów, zawiera szczątki około 150 osób.
         Gdyby podobne kłamstwa były produkowanie i kierowane przeciwko Żydom lub Muzułmanom, spotkały by się z natychmiastowym oporem i procesami sądowymi, a nawet przemocą fizyczną. Obecnie sprawców każdych oskarżeń Żydów (prawdziwych lub nieprawdziwych) spotyka natychmiast posądzenie o „antysemityzm”. Osoba, które powie o kimś, że jest Żydem, staje się automatycznie antysemitą. Jakże miłe byłoby dla polskiego serca powiedzenie przez kogoś o św. Piusie X: „Jesteś Polakiem!”. Nikt z Polaków nie protestowałby, że jest to przejaw antypolonizmu!.
3. Prawdy nie można ukryć. Przysłowie ludowe mówi, że „prawda jak oliwa – zawsze na wierzch wypływa”. Wiemy też, że Prawdą jest sam Jezus. A więc możemy ze spokojem oczekiwać ujawnienia kiedyś całej prawdy o polskim papieżu Piusie X - Józefie Krawcu. Bądźmy cierpliwi.
4. Zasadnym jest postawienie pytania: dlaczego papież Leon XIII, który napisał najwięcej encyklik i dokumentów papieskich przeciwko masonerii w porównaniu z innymi papieżami, mianował na swego sekretarza stanu (druga osoba w hierarchii Watykanu) aktywnego masona kardynała Mariano Rampolla i który zostałby jego następcą, gdyby nie zawetowanie jego wyboru przez polskiego kardynała Jana Puzynę.
 Źródła:
piusX 17jpg-Galeria Papieżą Piusa X – KATOLIKU_BRON_SWOJEJ_WIARY_chomikuj.pl
2. Artykuł – „Tylko Polska” nr 5 (29.1-4.2.2004) – „Jan Paweł II – drugim polskim papieżem?”
3. Artykuł – „Tylko Polska” nr 17 (21-27.4.2005) – „Pius X Polakiem” . Abp Gawlina wiedział?”
4. Artykuł – „Tylko Polska” nr 31 (2-8.2007) – „Czy przodkowie św. Piusa X pochodzili z Polski?”   (za artykułem w „Katoliku” z 13 stycznia 1957 r.)
5. Tygodnik Radomski – 6-8-2010
6. Przewodnik Katolicki 26/2009. Polska zagadka Piusa X, autor: Adam Suwart
7. Pius X – Papież Ślązok - Dziennik Zachodni 2010-05-21, autor: Marek Szołtysek


czwartek, 25 września 2014

Kontrrewolucja irytuje coraz bardziej

fot.Anatol Chomicz/FORUM

Protestujący w obronie poszanowania wiary i moralności katolicy drażnią coraz bardziej salonowe media. Awangardą szczucia i wyśmiewania aktywnych i niedających sobie w kaszę dmuchać katolików jest jak zwykle organ z Czerskiej. „GW” nie waha się używać do tego celu nawet postaci papieża Franciszka.



Pierwszą stronę piątkowego krakowskiego wydania „Wyborczej” zdobi zdjęcie uśmiechniętego papieża Franciszka w otoczeniu radosnych młodych ludzi. Tytuły uzupełniające fotografię mówią wszystko „Franciszek już się zbliża. Dwa lata do światowych Dni Młodzieży. Opowieść wolontariuszy z Rio de Janeiro”. Przekaz jest jasny – drżyjcie polscy biskupi walczący z gender i homorewolucją, oto przyjeżdża wesoły i pogodny papież, który wam pokaże. Podobieństwo do tytułu popularnej pieśni eucharystycznej także nie jest bez znaczenia. W latach 90-tych parodiował ją także zespół Pawła Kukiza Piersi. W tekście zawarto bezpardonowe szyderstwo z polskiego duchowieństwa. By nie było wątpliowsci, obelżywy tekst połączono z oryginalną linią melodyczną kościelnej pieśni. „Wyborcza” poszła o krok dalej. To nie „ksiądz proboszcz już się zbliża” a papież.

Kto jeszcze ma się obawiać „zbliżającego się papieża”? Na przykład pozbawieni poczucia humoru „fanatyczni katolicy” blokujący występ kabaretu Limo w Rabce. O tym także przeczytamy na pierwszej stronie krakowskiej „GW”. Żałosne popisy kabareciarzy  oprotestowała m. in. dyrektor rabczańskiego ośrodka kultury Joanna Lelek. Występ został odwołany. Czy słusznie? Próbka żartów kabaretu z jaką można się zapoznać dzięki lekturze „Wyborczej” nie pozostawia wątpliwości, że tak. Kpiny z Bożego Narodzenia oraz papieża nie mogą pozostawić obojętnym nikogo, komu drogie są zarówno wartości chrześcijańskie i zwykła przyzwoitość.

Doprawdy, fanatyzm katolicki prezentowany przez niektórych mieszkańców Rabki jest porażający. Zamiast, jak radzą tzw. autorytety, siedzieć pokornie w kruchcie, ośmielają się bronić swych przekonań. To się nie mieści w głowach redaktorów z Czerskiej. Dostrzegają oni, że lata pracy całego środowiska zawodowych laicyzatorów oraz rozwadniających naukę Kościoła „katolików otwartych” poszły na marne.

Jak wielki jest poziom desperacji i strachu pokazuje m. in. piątkowa „Wyborcza”. Pasuje jak ulał do tej sytuacji przysłowie o tonącym, który się brzytwy chwyta.

Łukasz Karpiel


środa, 24 września 2014

Terlikowski popiera pomysł Moniki Olejnik

Fot. YouTube

Znany konserwatywny dziennikarz zgadza się z gwiazdą TVN24, że profesor Bogdan Chazan jest idealnym kandydatem prawicy na prezydenta.

Redaktor naczelny portalu Fronda.pl w swoim felietonie pisze, że pomysł Moniki Olejnik jest dobry. Jednocześnie krytykuje dziennikarkę za jej poglądy.

Dziennikarka kpi, że to świetny kandydat i wypomina mu wcześniejsze aborcje. „Wybaczono mu pięćset zabitych dzieci, bo tak głośno walczył o tę jedną istotę bez mózgu” - głosi Olejnik. A te słowa nie tylko pokazują eugeniczne poglądy tej pani (dziecko miało mózg, i było człowiekiem a nie istotą bez mózgu), ale również dowodzą, że z Kościołem ma ona niewiele wspólnego. Kościół jest bowiem właśnie wspólnotą przebaczenia. Miejscem, w którym każdy grzech może zostać wybaczony, a miłosierdzie jest rozdawane za darmo. Prof. Chazan otrzymał zaś od Boga wybaczenie nie dlatego, że teraz walczył o życie, ale dlatego, że żałuje i prosił Boga o wybaczenie. Monika Olejnik zresztą też mogłaby to zrobić, i też otrzymałaby przebaczenie

— pisze Tomasz Terlikowski.

Nie ma też wątpliwości, że prof. Chazan pokazał, że potrafi być sprawnym organizatorem, że jest w stanie budować sprawnie działające instytucje i być otwartym na potrzeby ludzi. A jakby tego było mało, jak sam podkreśla, chronicznie nie znosi lewicy i wszystkiego, co komunistyczne. Jednym słowem idealny kandydat na prezydenta… Tyle, że niestety obawiam się, że nie ma w Polsce partii, która byłaby na tyle konserwatywno-chrześcijańska, żeby wystawić jego kandydaturę. A szkoda, bo to by byłby bardzo dobry wybór dla realnie wierzących katolików

— kończy dziennikarz.

Przypomnijmy, że Monika Olejnik w swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” napisała tak o profesorze Bogdanie Chazanie:

To człowiek, który mógłby pomóc Kościołowi niszczonemu przez środowiska ateistyczne. Profesor Chazan według prymasa Polski „to nowy człowiek, wierny sumieniu wypalonemu ogniem Ewangelii”. Jest ulubieńcem Radia Maryja, biskupów, całej prawicy, jest wynoszony na ołtarze jako człowiek, który złożył w ofierze swoje poglądy. (…) Może prof. Chazan jest tym narzędziem, o które modlił się ostatnio abp Głódź. Metropolita gdański, znany hodowca danieli, obruszył się, gdy wypomniano mu, że jako były biskup polowy ma 10 tys. zł emerytury. W rocznicę Cudu nad Wisłą modlił się o znalezienie odpowiedniego narzędzia, które powstrzymałoby inwazję środowisk laickich. Może właśnie przyszłością Polski jest prof. Chazan i on pokonałby Bronisława Komorowskiego, który - jak mówią księża z „Frondy” - „udaje katolika i wpycha się do Kościoła”.

MG/gazeta.pl/fronda.pl

wtorek, 23 września 2014

Byli menedżerowie banku Kaupthing skazani

Ponad pięć lat po upadku islandzkiego banku Kaupthing trzej byli menedżerowie tej instytucji finansowej i jeden z jej byłych właścicieli zostali 12 grudnia skazani na kary więzienia za oszukańcze machinacje finansowe, w tym manipulowanie rynkiem akcji.



Były szef banku Kaupthing Heidar Mar Sigurdsson otrzymał wyrok pięciu i pół roku więzienia, były szef rady nadzorczej Sigurdur Einarsson został skazany na pięć lat pozbawienia wolności, a dwaj inni pracownicy odpowiednio – na trzy i pół roku i trzy lata.

Upadek banku Kaupthing, a także banków Glitnir i Landsbanki w 2008 roku w konsekwencji napędzanej własnymi długami ekspansji rynkowej pogrążył Islandię w głębokim kryzysie gospodarczym i finansowym. Aby ratować sytuację, licząca 320 tys. mieszkańców Islandia musiała pożyczyć około 10 mld dolarów od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych kredytodawców

Autor: jkl
Źródło: Lewica.pl

Za: http://wolnemedia.net/gospodarka/byli-menedzerowie-banku-kaupthing-skazani-na-wiezienie/

poniedziałek, 22 września 2014

Swój swojego zawsze pozna?

Fot. Prensa Internacional/ZUMA Wire)

Amerykańskiego prezydenta nie wzruszył, jak się okazuje, los chrześcijan, bo niby dlaczego miałby go wzruszać po kilku latach obojętności? Do działania poderwały go dopiero ataki wymierzone w jedną z najbardziej tajemniczych i mrocznych sekt religijnych - jazydów, bo to oni właśnie skryli się w górach przed wojownikami kalifatu.


Od wielu miesięcy docierają do nas informacje o tragicznej sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Palone są kościoły, mordowani wyznawcy, a ci którzy umkną spod ostrza islamskiego miecza, zmuszani są do emigracji lub życia w ukryciu. Świat przygląda się tej sytuacji beznamiętnie i niemal bez słowa, bo trudno za wyrazisty głos uznać dwie rezolucje PE, jedną z 2011 roku i drugą z 2013, przyjętą zresztą dzięki inicjatywie polskiego konserwatysty, Tomasza Poręby. Temat największych w historii prześladowań wyznawców Chrystusa nie istnieje w masowej świadomości, bo nie wypowiadają się na ten temat wielcy światowej polityki, choć najwyraźniej i tu są pewne granice tolerancji, czego dowodzą ostre reakcje Baracka Obamy na ostatnie poczynania Islamskiego Państwa w Iraku i plan udzielenia pomocy ukrywającym się w górach tysiącom członkom mniejszości religijnej. Plan na tyle radykalny, że według dziennika "New York Times", nie jest wykluczona "ograniczona interwencja militarna".

Pierwszy szok mija jednak, gdy wczytamy się w szczegóły tych doniesień. Amerykańskiego prezydenta nie wzruszył, jak się okazuje, los chrześcijan, bo niby dlaczego miałby go wzruszać po kilku latach obojętności? Do działania poderwały go dopiero ataki wymierzone w jedną z najbardziej tajemniczych i mrocznych sekt religijnych - jazydów, bo to oni właśnie skryli się w górach przed wojownikami kalifatu.

Sekta powstała w XII wieku i łączy w sobie elementy zaczerpnięte zarówno z islamu, judaizmu, chrześcijaństwa w wersji nestoriańskiej, jak i jeszcze starszych wierzeń wywodzących się wprost ze starożytnego Babilonu. Przez muzułmanów uznawani są za czcicieli diabła i rzeczywiście, jak sami przyznają, oddają cześć jednemu z pierwszych archaniołów, którego zwą Melek Taus. Według wierzeń jazydów, miał on zgrzeszyć przeciw Bogu, a następnie żałując swego grzechu przebłagać Stwórcę i doprowadzić do zniszczenia piekła oraz powrotu na piedestał. Według jazydów, Melek Taus jest władcą tego świata, co powinno wiele nam wyjaśniać. Inne ich wierzenia i praktyki są równie kontrowersyjne i nie do przyjęcia dla chrześcijanina - reinkarnacja, gnoza, kult ziemi, czy też zaczerpnięte z islamu zabójstwa honorowe. W zeszłym roku naszymi zachodnimi sąsiadami wstrząsnęła zbrodnia, jakiej dokonało pięcioosobowe rodzeństwo na swej siostrze, która związała się z Niemcem, plamiąc rzekomo honor rodziny. Mordercy 18-letniej dziewczyny, jak się później okazało byli jazydami.

O tej synkretycznej religii, czy może raczej kulcie, wciąż bardzo mało wiadomo, przez co jego wyznawcy stają się często bohaterami sensacyjnych powieści. Swą uwagę poświęcił im także jeden z największych "ekspertów" w dziedzinie satanizmu, sam Anton Sandor la Vey, autor "Biblii Szatana", który uważał jazydów za cwaniaków, całe życie czczących diabła, by tuż przed śmiercią, tak na wszelki wypadek, przyjmować ostatnie namaszczenie i jednać się z Bogiem.

Liczebność sekty w całym świecie szacowana jest pomiędzy 700 tysięcy a 1,5 miliona wyznawców, z których oczywiście zdecydowana większość żyje w Iraku, choć także w Rosji istnieje kilkudziesięciotysięczna diaspora a ruch jazydzki jest oficjalnie zarejestrowany w Jekaterynburgu, Irkucku czy też w Jarosławiu.

Zastanawia ogromna rozbieżność w postawie prezydenta Obamy wobec trwających od lat prześladowań milionów chrześcijan i niewątpliwych, choć ograniczonych do niewielkiej grupy, prześladowań jazydów. Dla złośliwych komentatorów, ten dysonans mógłby sprowokować pytanie, czy przypadkiem nie sprawdza się tu powiedzenie „ciągnie wilka do lasu", lub inne - „swój swojego zawsze pozna".


Piotr Górka