piątek, 5 września 2014

Nieznani bohaterowie


ks. Marek Gancarczyk


Dobry film ma ogromną siłę rażenia. Może on nie tylko przeorać świadomość społeczną w jakiejś sprawie, ale też wprowadzić nieistniejący temat do powszechnego obiegu.

Pierwszą sytuację dobrze ilustruje dzieło Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”. Ponieważ twórcy filmu jednoznacznie pokazali Ryszarda Kuklińskiego jako bohatera, który uratował świat przed wojną, tym samym zamknęli dyskusję, czy jest on bohaterem, czy zdrajcą. Wcześniej tego rodzaju rozważania pojawiały się co jakiś czas. Z kolei głośny film „Cristiada”, który dołączamy do tego numeru „Gościa”, przypomniał o niezwykle krwawej, a mimo to zupełnie zapomnianej karcie historii Kościoła w Meksyku. Bez „Cristiady” wiadomości na temat prześladowań meksykańskich katolików przez lewicowe i masońskie rządy w latach 20. i 30. XX wieku pozostałyby w głowach garstki pasjonatów historii. Nie przebiłyby się do zbiorowej pamięci. Na szkołę w tej dziedzinie nie ma co liczyć. I to nie tylko ze względu na malejącą liczbę godzin lekcji historii. Również dlatego, że cierpiący Kościół katolicki nie znajduje specjalnego uznania u twórców programów szkolnych. O lewicowych rewolucjonistach dowiedziałem się w przeszłości wiele. O bohaterach – meksykańskich czy jakichkolwiek innych – zabijanych za wierność Jezusowi nie usłyszałem nigdy. Przypuszczam, że przez lata pod tym względem niewiele się zmieniło. Jeżeli już nauczyciel zdąży powiedzieć coś o historii świata, to raczej wspomni mordercę Che Guevarę niż zamęczonego, późniejszego bł. José Sáncheza del Río. Również kultura masowa w niewielkim stopniu zajmuje się prześladowanymi za wiarę chrześcijanami. O rzekomo ciężkim losie homoseksualistów powstały już dziesiątki filmów. Zabijani masowo w XX wieku chrześcijanie – temat, zdawałoby się, wymarzony dla kina akcji – nie mogą liczyć na zbyt duże zainteresowanie światowych filmowców. Dlatego warto promować „Cristiadę” (więcej na ss. 18–21). Szybka akcja, dobre aktorstwo, a przede wszystkim prawdziwi, a nie papierowi bohaterowie. Na tyle prawdziwi, że znaleźli uznanie dwóch kolejnych papieży. Zarówno święty już Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI wynieśli na ołtarze kilkudziesięciu meksykańskich męczenników. Papież Polak odegrał ogromną rolę w wydobyciu na światło dzienne chrześcijańskich męczenników XX wieku. Aż chciałoby się zaapelować do filmowców, by spróbowali przenieść na ekran dramatyczne losy tych ludzi. Wydaje się, że sukces kasowy będzie murowany. Rolę podobną do filmu „Cristiada” odegrała w Czechach książka Miloša Doležala (więcej na ss. 56–57). Autor wydobył prawie z niebytu historię czeskiego księdza Josefa Toufara, zamęczonego przez komunistyczną bezpiekę. Znakomicie napisana książka okazała się bestsellerem roku 2012 w plebiscycie czytelników„Lidovych Novin”. Uważani powszechnie za stroniących od wiary i Kościoła Czesi zaczytywali się w historii życia proboszcza z Czihoszti (więcej na ss. 56–57). Jak powiedział autor książki, Czesi ciągle poszukują swoich bohaterów, mają ich wielu, ale ich nie znają. Podobnie jest z katolikami – znamy zaledwie małą część naszych bohaterów.


czwartek, 4 września 2014

Oświadczenie ONZ: Państwa Ukraina nie ma i nigdy nie było!


Prosimy u powielanie tej niezwykle ważnej informacji, która nigdy nie przedostanie się do syjonistycznych mediów. 7 kwietnia 2014 roku Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon wygłosił oszałamiające oświadczenie, które zostało zakazane do dystrybucji w ukraińskich mediach i Internecie.

Prawie trzy miesiące minęły od wypowiedzi Sekretarza Generalnego ONZ, że zgodnie z prawem międzynarodowym państwa pod nazwą Ukraina nie ma i nigdy nie było, ponieważ nie ustaliła i nie zarejestrowała w ONZ swoich granic. Jest nadal częścią Rosji, spadkobierczyni dawnego ZSRR. W związku z tym nasuwają się następujące pytania:

Ukraina

Do porządku obrad na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ została wniesiona kwestia konfliktu między dwoma państwami. W rezultacie uzgodniono następujący wniosek: Ukraina nie zarejestrowała swoich granic jeszcze od dnia 25 grudnia 1991 roku. W ONZ nie zostały przedstawione i zarejestrowane granice Ukrainy, jako suwerennego państwa.

Z tego powodu możemy uważać, że żadnych naruszeń prawa przez Rosję wobec Ukrainy nie było i nie może być. Zgodnie z umową z WNP, terytorium Ukrainy jest okręgiem administracyjnym ZSRR. Tak, więc, nie można nikogo obwiniać o separatyzm i przymusową zmianę integralności granic Ukrainy. W ramach prawa międzynarodowego kraj ten po prostu nie ma oficjalnie zatwierdzonej granicy.

Aby rozwiązać ten problem, Ukraina powinna dokonać demarkacji granic z państwami sąsiadującymi przy obowiązkowej zgodzie państw granicznych, w tym Rosji. Wszystko powinno być udokumentowane i podpisane przez wszystkie państwa graniczne, uczestniczące w umowie. Unia Europejska wyraziła ogromne pragnienie dopomożenia Ukrainie w tak ważnej kwestii i podjęła decyzję o udzieleniu pomocy technicznej. Ale czy Rosja będzie podpisywała umowę o granicach z Ukrainą? Oczywiście, że nie!

Bez względu na to, natychmiast zostały podjęte prace demarkacyjne. Dwie grupy wykwalifikowanych ekspertów pracują przy wyznaczania linii granicznej w terenie i zajmują się sprawdzaniem faktów z istniejącymi mapami.

W oparciu o fakt, że Rosja jest prawnym następcą ZSRR (co zostało potwierdzone decyzjami sądów międzynarodowych, dotyczących sporów o własności byłego ZSRR za granicą), terytorium, na którym znajduje się obecnie Republika Ukraina w granicach ZSRR (Małorosja i Noworosja), jest własnością Rosji. I nikt nie ma prawa dzisiaj dysponować tym terytorium bez zgody Rosji, prawnego posiadacza praw do tego terytorium.

New Ukraine Order

W istocie, obecnie Rosji wystarczy tylko złożyć oświadczenie o tym i ogłosić, że terytorium to jest terytorium Rosji, ostrzegając przy tym, że wszystko, co dzieje się na tym terytorium jest wewnętrzną sprawą Rosji. Każda interwencja będzie postrzegana jako działanie przeciwko Rosji. W rezultacie, można unieważnić wyniki wyborów z dnia 25 maja i robić dalej wszystko tak, jak zechce naród!

Według Memorandum Budapeszteńskiego i innych umów, Rosja zobowiązań nie może mieć, ponieważ nie ma granic. Nie ma (i nie było!) państwa Ukraina. Aleksandr Panin Centralna Agencja Informacyjna Noworosji Novorus.info

Mówią eksperci:

Demarkacja (wytyczenie) granic Ukrainy – tylko w ramach projektu na podstawie umowy z UE.

W angielskim kanale „Thames TV” pokazano, jak parlament od rana omawia kwestię ukraińską. Okazuje się, że Ban Ki-moon wczoraj (6/5/2014) w ONZ wygłosił unikalne oświadczenie, że Rada Bezpieczeństwa ONZ po raz kolejny rozpatrywała kwestię Ukrainy.

W tej kwestii, eksperci ustalili ciekawy wniosek w ramach prawa międzynarodowego: okazuje się, że po upadku Związku Radzieckiego, Ukraina nie raczyła przeprowadzić i zarejestrować należycie w ONZ demarkacji swoich granic jako państwa …

Według granic pozostaje ona okręgiem administracyjnym w granicach ZSRR, zgodnie ze zwykła umową w ramach WNP, która nie ma mocy prawnej w ONZ.

A ponieważ kraj nie ma oficjalnej granicy w ramach prawa międzynarodowego, to nie ma żadnych podstaw, aby mówić o jej naruszaniu. Również nie ma podstaw, aby mówić o separatyzmie, czyli wymuszonej zmianie konfiguracji granicy. Przecież zmienić coś, czego nie ma – nie można.

Ponadto, podkreśla się, że demarkacja granic Ukrainy jest tylko w projekcie, dotyczącym porozumienia z Unią Europejską.

W porządku obrad o stowarzyszeniu między UE a Ukrainą, przyjętym w Luksemburgu we wtorek powiedziano, że UE pomoże Ukrainie, okazując pomoc techniczną w demarkacji jej granic z państwami sąsiadującymi.

Przy tym ramy czasowe przeprowadzenia prac demarkacyjnych na miejscu na razie nie są prognozowane.

wszystkie polskie media, zarówno lewicowe, prawicowe i tzw. niezależne nawet nie raczyły zauważyć tego, na pewno ważnego, wydarzenia? Na żadnej stronie blogów w polskim Internecie nie ma nawet wzmianki o oświadczeniu Sekretarza Generalnego ONZ. Jedynie na stronie Piotra Beina ukazała się informacja o artykule Agencji Noworosji pt. „Państwa Ukraina nie ma i nigdy nie było”:

http://piotrbein.wordpress.com/2014/06/01/un-state-of-ukraine-does-not-exist-and-never-did-onz-panstwo-ukraina-nigdy-nieistnialo-i-nieistnieje (bez tłumaczenia artykułu)

Czyżby wszystkie polskie media chcą być posłuszni zakazowi rozprzestrzeniania tej informacji w mediach i Internecie, wydanemu na Ukrainie?

* Dlaczego Prezydent Rosji W. Putin nie wykorzystał oświadczenia ONZ do załatwienia wszystkich sporów i konfliktów i przyzwolił w ten sposób do krwawych wydarzeń na Południowym Wschodzie? Wystarczyło tylko ogłosić, że zgodnie z prawem międzynarodowym Ukraina jest częścią Rosji i w celu uśmierzenia zamieszek i wystąpień, niezgodnych z prawem, wprowadza się wojska rosyjskie na Ukrainę, jako okręgu administracyjnego Rosji. Ocalono by życie tysięcy obywateli.

* Dlaczego obecnie Amerykanie wspólnie z UE pospiesznie dokonują prac związanych z demarkacją granic Ukrainy? Przecież taka demarkacja jest robiona na potrzeby umowy stowarzyszeniowej z Unia, a w sensie prawa międzynarodowego nie będzie ona miała mocy prawnej w ONZ (podobnie jak umowa w tej kwestii, zawarta z WNP).

* Czy mimo nieważności demarkacji Prezydent Putin nadal nie będzie chciał wykorzystać tej korzystnej okazji do wygrania kolejnej potyczki z Zachodem (po przyłączeniu Krymu)?

Tłumaczył Janusz Sielicki 29.6.2014 r.

Źródło: http://novorus.info/news/events/16657-gosudarstva-ukraina-net-i-nikogda-ne-bylo.html

środa, 3 września 2014

Ukraina. Psy szczekają, karawana idzie dalej. Z cyklu - Listy do Wnuczka. #4



Kontynuacja artykułu: Ukraina. Psy szczekają, karawana idzie dalej. Z cyklu - Listy do Wnuczka. #3

Kochany Wnuczku!

Od tysięcy lat starsi i mądrzejsi wykorzystywali do rządzenia podziały etniczne. Jak ich nie było, to je tworzyli. W ten sposób po I Wojnie Światowej stworzono pojęcie mniejszości narodowych, ale tylko w tych krajach co trzeba. Na przykład do dnia dzisiejszego nie ma pojęcia mniejszości narodowych dla Polaków w Niemczech. Oczywiście, odwrotnie pojęcie mniejszości narodowych Niemców w Polsce od dawna musiało zostać wprowadzone. Potwierdza to słowa ministra spraw wewnętrznych: „Polska istnieje tylko formalnie”.
Nie wspomnę o schizofrenii tych wszystkich aktorów grających role polityków, którzy z jednej strony nawołują i podpierają się hasłem demokracji, czyli głosowaniem większości, a zaraz potem mówią, że mniejszości muszą mieć swoje głosy. I co najciekawsze te wydmuszki nie widzą sprzeczności w tych twierdzeniach.



Podobnie za pieniądze „zagramaniczne” stworzono organizacje Tatarskie na Krymie, Madżilas [Majlis] jest właśnie takim narzędziem wpływów, oczywiście tego, kto płaci. Przewodniczącym został Mustafa Dzhemilew. Tak się dziwnie stało, że rodzimi przywódcy tatarscy zaczęli umierać w tajemniczych okolicznościach. Roland Kadiw, naukowiec, który poświecił się ratowaniu kultury Tatarów Krymskich, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach; Juri Osmanow, jeden z liderów ruchu Tatarów Krymskich; został brutalnie zamordowany w 1993 roku. Norick Shiri, lider tatarskiej organizacji młodzieżowej Birlik i wydawca gazety Głos Młodzieży został zabity w 2006 roku.

„Nowy lider” Mustafa Dzhemilew nagle zaczyna promować radykalną islamską grupę Hizb-ut-Tahrir al Islam. Grupa ta jest uznawana za organizację terrorystyczną i finansowaną z bliżej nieznanych źródeł. Zaczyna gromadzić ok. 2000 żołnierzy islamskich, za pieniądze otrzymywane z banku Tatar Imdat. Jako ciekawostkę można podać, że ta terrorystyczna grupa była także dofinansowywana przez Narodowy Instytut Republikański ze Stanów Zjednoczonych. Z USA otrzymywali także instruktorów. Okazało się, że 350 z tych żołnierzy znalazło się wśród bojówek walczących w Syrii. Od chwili wprowadzenia tych bojówek zamordowano w Syrii już ponad 150 000 cywilów. Oczywiście, prasa polskojęzyczna tego nie nagłaśnia. Bo i po co? Ludek ma pracować, a nie myśleć.

Mustafa Dzhemilew potrafił dbać o własne interesy. W niedługim czasie przejął ok. 40 000 ha gruntów. Znamy to z Polski. Także „paru” polityków nagle stało się posiadaczami tysięcy hektarów. Po podpisaniu tajnej umowy z ukraińskimi politykami został zastępcą członka parlamentu Ukrainy i członkiem komisji ds. finansowych.

Większości Tatarów Krymskich taka działalność M. Dzhemilewa nie bardzo się podobała i zmusili go do opuszczenia Majlis w dniu 14 listopada 2011 roku, wraz ze swoim zastępcą Refat Chubarowem. Na marginesie podam, że obecna ludność Krymu w 57% to przesiedleni tam wcześniej Rosjanie, a Tatarzy to tylko kilka procent.

Innymi słowy w zależności od daty można dowolnie formułować granice. Np. do 1772 roku to były tereny Polskie. Miasto Kijów otrzymało prawa miejskie od polskiego króla w 1492 roku, a nie cara moskiewskiego. Twierdzenie o tym, że to rosyjskie ziemie jest tak samo poważne jak darowanie Inflant przez Zagłobę. Jeżeli więc te ziemie są obecnie rosyjskie to na zasadzie podboju. Żadnego referendum o przyłączeniu ich do Moskwy nigdy nie było. Tak więc czytając, czy słuchając wypowiedzi różnych celebrytów tj. chciałem napisać ekspertów czy polityków od razu można ocenić ich poziom merytoryczny. Prawo Moskwy do tych ziem jest prawem siły, a nie woli ludzi. Tak więc te pokrzykiwania żółtego dziennikarstwa polskojęzycznych gazet, o konieczności wycofania wojsk rosyjskich z nad granicy służą tylko i wyłącznie dezinformacji i wzniecaniu niepokoju.

Wracając do tematu M.Dzhemilewa. Podobnie stało się z innym agentem szeroko gloryfikowanym w Polsce, a pełniącym funkcję prezydenta Gruzji, Saakaszwilim, i jego chłopcami. Gruzini najzwyczajniej zmusili ich do opuszczeni Kraju.

Zresztą więzi pomiędzy tą marionetką, a Ukrainą są większe. Jak podała pani Catherin Ashton -UE, tzw. snajperzy na Majdanie byli finansowani przez Unię Europejską albo jej służby. Jak podał natomiast Tristan Tsitelashvili co najmniej 4 schwytanych snajperów było Gruzinami. Prowadzili ich i szkolili dawni urzędnicy Saakaszwilego - Givi Targamadze i Gia Baramidze.

Jak podawali lekarze, leczący postrzelonych, wszystkie strzały oddane zarówno do policji, jak i do kobiet i dzieci pochodziły z tej samej broni. Jest to dowód bezpośredni, że snajperzy mieli rozkaz siać zamieszanie. Nad tymi dwoma wiszą akty oskarżenia za gwałty i przestępstwa, popełnione w okresie sprawowania rządów przez Saakaszwilego. Obecnie gdzieś się ukrywają. Wiadomo, że Saakaszwili nie mógł prowadzić żadnych szkoleń terrorystycznych bez wiedzy i zaopatrzenia z CIA, lub innych służb USA. W okresie rządów Saakaszwielgo Gruzja była głównym miejscem handlu bronią dla rozmaitego rodzaju grup terrorystycznych.

Wbrew natomiast temu, co podaje polskojęzyczna prasa, dziennikarze amerykańscy, którzy odwiedzali regiony rebelii  twierdzą, że nie widzieli żadnej ciężkiej broni w rękach separatystów. Legitymowali ich i zatrzymywali tylko cywile z opaskami na rękawach. Jedyną broń, jaką widzieli, to karabin maszynowy tzw. 50.[12 milimetrów] I nie widzieli żadnej dostarczanej rzekomo przez Rosję broni. Minister Spraw Wewnętrznych Kijowa potwierdził, że zagraniczni najemnicy w zorganizowanych grupach wspomagają rząd i są wykorzystywani w akcjach z separatystami. Oficjalnie podano, że 90% armii ukraińskiej nie chce walczyć z rodakami.

Najbardziej dobitnie określił to prof. generał William Odom, były szef NASA za prezydenta Raegana.
„Ponieważ Stany Zjednoczone mają długą drogę we wspieraniu terrorystów i same stosują taktyki terrorystyczne, slogany walki z terroryzmem sprawiają, że Stany Zjednoczone stoją na szczycie hipokryzji dla reszty świata”.

Po ucieczce z Krymu M.Dzhemilew został dobrze przyjęty przez Unię Europejską i w USA. Musisz zapamiętać, Drogi Wnuczku, że tych wszystkich akcji nie robią osobnicy zwani politykami za własne pieniądze, tylko okradając podatników. Dlatego muszą co roku podnosić podatki, z powodu błędów popełnianych w czasie tych działań.

W tej sytuacji przystąpiono do realizacji drugiej części planu, to jest podziału Ukrainy. Pomimo głośnego trąbienia przez polskojęzyczną prasę w drugiej dekadzie XXI wieku, o rewolucji na majdanie, prawda była zupełnie inna. „Rewolucja”, którą przeprowadzano przypominała zupełnie tą, która była w 1917 roku w Moskwie i Petersburgu. Także nagle jakieś bojówki pojawiły się w Kijowie. Nie wiadomo, kto wystawiał im paszporty, skoro Ukraińcy, mający swoje rodziny w Polsce, musieli wyczekiwać w kolejkach do konsulatów wiele godzin.

Dyrektor CIA, John Brennan, osobiście kontrolował w maju 2014 przebieg tej rewolucji w Kijowie.
Wyszło także na jaw, że USA przeznaczyło na reformy demokratyczne na Ukrainie ponad 5 miliardów dolarów, tj. 50 razy więcej, aniżeli na taką samą zmianę w Polsce. Powiedziała to publicznie nie byle kto ale sekretarz wiceprezydenta USA pani Nuland - Kogan.  W Polsce podobno przemiany kosztowały tylko 100 milionów dolarów. Zresztą, przez 25 lat „nowego” państwa nie ustalono, gdzie te pieniądze w Polsce ugrzęzły.

Trzeba przypomnieć także, że jednym ze sposobów finansowania tzw. opozycji są różnego rodzaju fundacje. Fundacja, jako masa majątkowa, nie potrzebuje żadnych kontroli. O sposobie wydawania decyduje fundator. Jednym z największych fundatorów był znany w Polsce z Fundacji Batorego pan Soros. Jak sam podał w wywiadzie radiowym, jego ojciec dał mu poświadczenie nazistowskie na Węgrzech w czasie wojny, gdzie trudnił się rabowaniem majątku zamożnym żydom.

Na marginesie, co stało się z takimi osobnikami, współpracującymi w rabunku żydów w Polsce? Gdzie się podziały te majątki, jak się nimi dzielono i z kim?

Soros opuścił Węgry, wraz z majątkiem, zaraz po wojnie. Założył ponad 19 fundacji charytatywnych w Europie Wschodniej i na terenach byłego Związku Sowieckiego.

Jego dziwna ucieczka z Węgier i przeniesienie majątku nie mogło odbyć się bez pomocy służb specjalnych. Jego przeszłość czyniła go idealnym kandydatem do rekrutacji przez brytyjski wywiad. Jego dalsza działalność także wskazuje na wyjątkowo ścisłą współpracę z wywiadem. Już w 1989 roku na przykład prowadził rozmowy z ówczesnym premierem Polski - Rakowskim. A podsumowaniem tych rozmów był np. zakup Huty Warszawa, wartej wg ekspertów zachodnich ok. 4 miliardów dolarów, za 30 milionów dolarów, dla spółki Lucchini. Cały tzw. plan Balcerowicza, to pomysł pracownika Sorosa, Jeffrey Sachsa. W Polsce tą grabież majątku narodowego nazwano eufemistycznie terapią szokową. Balcerowicza wspierał inny intelektualista inaczej, Witold Trzeciakowski.


P.S. Moim zdaniem, sprawa tzw. malezyjskiego samolotu jest podobna do „sprawy Smoleńskiej’
Pomimo licznych kontroli na lotniskach przez 48 godzin nie potrafią podać listy pasażerów. W Polsce do dnia dzisiejszego nie podano listy 146 pasażerów, którzy rzekomo mieli lecieć tym samolotem. Ujawniono tylko nazwiska 96 osób. Dlaczego?
Pokazano liczne paszporty, kartki, zeszyty bez śladów ognia, a jednocześnie pokazano rzekomy samolot cały w drzazgach i palący się. Podobnie wyglądała sprawa dokumentów w smoleńskim samolocie.
Pokazano osmolone kilka kawałków całkowicie rozerwanego i palącego się samolotu, ale jednocześnie rzekome zwłoki w kolorowych ubraniach wyglądające na raczej chłopów ukraińskich aniżeli obywateli zachodnich, bez śladu ognia.
Jednego z rzekomych pasażerów rozpoznano jako agenta CIA.
Ilość pokazanych na fotografiach i filmikach wideo fragmentów samolotu jest podobnie skąpa jak w przypadku „Smoleńska”.
Brak korelacji w porównaniu zdjęć ze „Smoleńska” ze zdjęciami samolotu malezyjskiego, a podobno oba zostały zniszczone wybuchem. Jak ktoś ma wątpliwości to w internecie są całe strony poświęcone prawdziwym katastrofom z obfitą dokumentacja fotograficzną. Nie można mieć żadnej wątpliwości, że to co się pokazuje w obu wymienionych sprawach niewiele ma wspólnego z prawdziwą katastrofą.

Wniosek.
Sprawa wprowadzenia wojsk rozjemczych nabiera przyspieszenia. Jest realizowany wariant Jugosłowiański. A potem co? A potem podział Ukrainy!


Źródło: http://www.prisonplanet.pl/polityka/ukraina_psy_szczekaja,p1029938267

wtorek, 2 września 2014

Biskupi nie będą układać się ze zwolennikami eugeniki


Polscy biskupi najprawdopodobniej nie poprą żadnego „kompromisu politycznego” w sprawie in vitro. Eksperci wynajęci przez Episkopat krytykują bowiem propozycje resortu zdrowia, z których wynika, że ludzki zarodek to rzecz.


Minister zdrowia wysłał w ubiegłym tygodniu do konsultacji społecznych projekt ustawy o leczeniu niepłodności. W istocie jest to ustawa, która ma uregulować w Polsce problem zapłodnienia metodą in vitro. O innych metodach leczenia bezpłodności nie ma w niej ani słowa – czytamy w „Rzeczpospolitej”. Choć in vitro żadną metodą leczenie niepłodności oczywiście nie jest - jedynie "zabiegiem wszczepiającym". 

„W perspektywie nauczania Kościoła nie ma możliwości poparcia tego projektu w procedurze legislacyjnej” – napisano o dokumencie w opinii na temat projektu, którą opracowano na potrzeby zespołu ekspertów episkopatu ds. bioetycznych.

Projekt ministra Arłukowicza zakłada m.in. dostępność procedury in vitro dla wszystkich kobiet, bez udowodnienia że miały problemy z zajściem w ciążę. Nie chodzi więc o małżeństwa, ale o każdą panią, która zażyczy sobie wyprodukowania dziecka z probówki.

Prawnicy wynajęci przez biskupów podkreślają, że ludzki zarodek w ustawie „zrównano z komórką, tkanką czy organem”, traktowany jest więc jako rzecz. Podkreślono także, że projekt nie mówi nic o szczególnych obowiązkach ośrodków wspomaganej prokreacji utrzymania zarodków przy życiu!


Źródło: „Rzeczpospolita”

kra