piątek, 15 sierpnia 2014

151 ciał świętych, które nie uległy rozkładowi

Św. Ojciec Pio - Dzień przed 50. rocznicą uzyskania stygmatów jego zdrowie uległo gwałtownemu załamaniu. Osłabł podczas prowadzenia mszy świętej. Zmarł o 2:30 w wieku 81 lat w 1968 r.

W nocy z 2 na 3 marca 2008 jego zwłoki zostały ekshumowane (ciało- wg biskupów- dobrze zachowane) po 40 latach od śmierci. Poddano je konserwacji, a 24 kwietnia 2008 zostały wystawione na widok publiczny.




 Św, Beradetta Soubirous -
(zm. 1879). Ciało zostało ekshumowane 30 lat później, zupełnie nienaruszone, bez zapachu (1919) Odkrywane ponownie 10 lat pózniej zostało nadal nienaruszone, i ponownie w roku 1925 nadal było w stanie nienaruszonym. Jej ciało jest w kaplicy Św, Bernadette w Nevers we Francji.


Św. Andrzej Bobola,-  zamordowany przez schizmatyckich kozaków z ciężkimi torturami w 1657 r., pochowany w kościele Jezuitów w Pińsku. Po czterdziestu latach odkryto jego grób i znaleziono nienaruszone ciało pomimo wielkich ran na jego ciele, co oczywiście sprzyja gniciu. Jego ciało jest elastyczne. Znajduje się w Kościele Św. Andrzeja w Warszawie.

POLECAMY FILM:
http://gloria.tv/?mediafile=Eosmzxb3vbEY5jGs33jf0


czwartek, 14 sierpnia 2014

Znany strongmen: Karolak ulega homoseksualnej i genderowej modzie

Fot.Krzysztof Jarosz / FORUM

Kamil Bazelak – znany strongmen i uczestnik walk MMA – skrytykował aktora Tomasza Karolaka za to, że pouczał katolików w sprawie ich postawy wobec bluźnierczego spektaklu „Golgota Picnic”.


- Widziałem rozmowy z protestującymi – oni nie mają pojęcia, co się dzieje w kulturze polskiej, teatrze! – mówił Karolak w TVP info. Aktor pouczał też katolików w sprawie pochodzenia Pana Jezusa. – Chciałem wszystkim powiedzieć, że Jezus Chrystus nie był Polakiem i Matka Boska nie była Polakiem. Byli Żydami! – powiedział.

Zdaniem Karolaka, Jan Paweł II sprzeciwiłby się tym, którzy protestowali przeciwko bluźnierczemu spektaklowi „Golgota Picnic”. – Jan Paweł II mówił, żeby tego nie robić, co robią obrońcy kultury! 

Wypowiedzi Karolaka nie spodobały się znanemu strongmenowi, Kamilowi Bazelakowi. Postanowił on odnieść się do nich na swoim blogu.

„Po pierwsze, chciałbym powiedzieć temu niedouczonemu aktorzynie Tomaszowi Karolakowi, że Jezus Chrystus był przede wszystkim był Synem Bożym i z całą pewnością nie był Żydem. A stosunek Jezusa do Judaizmu najlepiej wyrażają te słowa z Nowego Testamentu: „Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, węże, pokolenie żmij.” Jezus Chrystus był Galilejczykiem i takie jest jego ziemskie pochodzenie, używał języka aramejskiego i w takim też języku nauczał. W czasach Jezusa rabini pomiędzy sobą rozmawiali tylko w języku hebrajskim. Jezus zaś nie był Żydem ani pod względem rasowym ani religijnym, gdyż przyjęcie Judaizmu wymaga posłuszeństwa wobec prawa Talmudu Babilońskiego, którego Jezus nie uznawał. Jak wiemy Jezus walczył z faryzeuszami i tzw. uczonymi w piśmie, czyli znawcami Talmudu Babilońskiego. (…) Po drugie, Maryja również była Galilejką. Ale skąd ten ignorant Karolak miałby o tym wiedzieć? Po trzecie, Jan Paweł II nigdy nie poparł by dewiacyjnych, pornograficznych obrażających Jezusa spektakli - a wiec sformułowania, jakich używa Tomasz Karolak są nadużyciem, a wręcz bezczeszczeniem pamięci o tym Wielkim Polaku” – napisał Bazelak.

„Po czwarte, poparcie przez Tomasza Karolaka pornografii bezczeszczącej religię i obrażającej uczucia religijne chrześcijan, jest wyrazem całkowitego zidiocenia Karolaka, ulegania homoseksualnej i genderowskiej modzie, a także chęci przypodobania się partii rządzącej i środowiskom lewackim. (…) Zdumiewające jest to, że niegdyś lubiłem Tomasza Karolaka jako aktora i człowieka. Wynikało to pewnie z mojej niewiedzy na temat charakteru tego człowieka i wartości, jakie wyznaje. Dzisiaj zrewidowałem swoje poglądy na jego temat i uważam go za zagubionego wewnętrznie infantylnego i trywialnego prostaka, który atakuje bezbronnych ludzi , modlących się do Boga i walczących różańcem o to, aby nasza wiara nie była bezczeszczona przez ordynarne i pornograficzne widowiska. Tomasz Karolak to człowiek pozbawiony jakiejkolwiek empatii i wrażliwości, podrzędny aktor – który poprzez swój chory światopogląd stracił szacunek u setek tysięcy ludzi” – dodał strongmen.


Źródło: wpolityce.pl

ged

środa, 13 sierpnia 2014

Warszawa: przerażające odkrycie na Służewie. Nawet tysiąc ofiar komunistycznych zbrodni

Cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej jest drugim co do wielkości, po kwaterze "Ł" na Powązkach, stołecznym miejscem grzebania ofiar represji komunistycznych z lat 1945-1956. Może tu spoczywać nawet tysiąc ofiar komunizmu, foto: PAP/Radek Pietruszka

Kończą się prace poszukiwań ofiar komunistycznych zbrodni na warszawskim Służewie. Przez blisko trzy tygodnie eksperci Instytutu Pamięci Narodowej poszukiwali na cmentarzu przy Wałbrzyskiej szczątków osób zamordowanych w latach 1945 - 48. Według szacunków może tam spoczywać nawet tysiąc osób.


Prowadzący prace poszukiwawcze profesor Krzysztof Szwagrzyk z Instytutu Pamięci Narodowej wyjaśnia, że prace potwierdziły wcześniejsze informacje o tym, że właśnie przy ul. Wałbrzyskiej komuniści grzebali swoje ofiary. Udało się potwierdzić obszar dawnego pola więziennego oraz wydobyć szczątki 22 osób, które można było ekshumować.

Niestety setki szczątków nadal są pod ziemią i nie będzie można ich wydobyć ponieważ zostały na tej przestrzeni zbudowane pomniki, co uniemożliwia przeprowadzenie prac archeologicznych. 
Profesor Krzysztof Szwagrzyk wyjaśnia, że w wyniku badań nie ma wątpliwości, że odnalezione osoby to ofiary komunistów. Świadczy o tym choćby sposób ułożenia szczątków. Na niektórych z odnalezionych czaszek widoczne są ślady pęknięć, co świadczy o tym, że ci ludzie mogli ponieść śmierć w wyniku obrażeń. - Podobne dowody eksperci odnajdowali w innych miejscach, w których komuniści grzebali swoje ofiary - wyjaśnia profesor. 
Z wszystkich odnalezionych szczątków zostały pobrane próbki, które w przyszłości zostaną porównane z tymi znajdującymi w Polskiej Bazie Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów w celu ustalenia tożsamości ofiar. Zarazem IPN prosi osoby, które straciły najbliższych w czasie komunistycznego terroru o oddawanie próbek DNA do tej bazy.

 ''

IAR/asop

wtorek, 12 sierpnia 2014

Ks. prof. Bortkiewicz: Ekskomunika dla Hanny Gronkiewicz-Waltz? Niech biskupi zabiorą głos!

Ludzie, którzy wspierają aborcję, przyczyniają się do zła, które ma charakter ekskomunikowania, a więc wyłączenia ze wspólnoty Kościoła. Byłoby dobrze, gdyby księża biskupi przypomnieli o konsekwencjach.
Portal Fronda.pl: Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz, odwołująca prof. Bogdana Chazana z funkcji dyrektora szpitala im. św. Rodziny kończy zamieszanie wokół lekarza, który odmówił wykonania aborcji i nie wskazał innego miejsca, w którym można zabić dziecko?



Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr: Cała sprawa prof. Bogdana Chazana wymaga zaznaczenia kilku aspektów. Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że prof. Chazan jawi się jako postać niezwykle prawego sumienia. To człowiek, który miał i wciąż ma odwagę oprzeć się złemu prawu stanowionemu. Przeczytałem gdzieś porównanie prof. Chazana do współczesnej Antygony i myślę, że to porównanie ze wszech miar trafne. Sprawa ta posiada jeszcze drugą strefę refleksji. Strefę tą Jan Paweł II nazywał kryzysem prawdy, związanym z kryzysem pojęć. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której kobieta, po dokonaniu reprodukcji in vitro, przychodzi z defektowanym dzieckiem, domagając się aborcji. Przedstawia się ją jako poszkodowaną pacjentkę, roztaczając ogromne rozżalanie nad jej losem, a przecież to jest to ewidentne przekłamanie, które manipuluje ludzkimi uczuciami, a przede wszystkim prawdą.

Jaka jest więc prawda? Jak Ksiądz Profesor ocenia decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Przede wszystkim należy postawić pytanie, w jaki sposób można pogodzić taką postawę z jej, ponoć katolickim, sumieniem. Tym bardziej, że Jan Paweł II w „Evangelium Vitae” wskazując kręgi odpowiedzialności za aborcję, wskazał także osoby decydujące o prawie stanowionym. Wskazał także media, które niejednokrotnie przyczyniają się do nagonki pro-aborcyjnej. Wreszcie, wskazał na wszystkie osoby, które w jakikolwiek sposób wspierają lobby aborcyjne. Rodzi się więc pytanie, w jaki sposób można pogodzić sumienie katolickie z ewidentnym aktem współdziałania w złu. To jest sprawa, która moim zdaniem naprawdę zasługuje na miano prześladowania za poglądy i za wiarę, tym bardziej, że ściśle wiąże się z deklaracją wiary. Myślę, że my wszyscy, katolicy w Polsce (nie tylko ci, którzy są nimi nominalnie, ale rzeczywiście poważnie przeżywają swoją wiarę), jesteśmy zobowiązani do okazania w różny sposób solidarności z prof. Chazanem w chwili jego prześladowania.

Czy ta nagonka na prof. Chazana, która w końcu doprowadziła do jego odwołania z funkcji dyrektora szpitala na Madalińskiego powoduje, że na dalszy plan schodzi fakt, iż dziecko, którego on nie zabił poczęło się in vitro? Jakoś mało kto zauważa, że ogrom wad, jakie ma ten mały pacjent, jest najpewniej spowodowany tym, że doszło do sztucznego zapłodnienia...

Rzeczywiście, zgadzam się z tezą, że nagonka na prof. Chazana przysłania jeden z bardzo ważnych aspektów tej sprawy, czyli genezę dziecka. Warto przypomnieć, co kilka lat temu prof. Janusz Gadzinowski, wybitny neonatolog, powiedział na temat wad wrodzonych dzieci poczętych drogą in vitro. Kilka miesięcy temu przeżywaliśmy wielki szum medialny wokół wypowiedzi ks. Franciszka Longachmps de Berier, który także wskazywał na konsekwencje poczęć in vitro. Co więcej, dokument Episkopatu Polski na temat niektórych zagadnień bioetycznych, udokumentowany bogatą bibliografią dowodził, że dzieci poczęte drogą in vitro są znacznie bardziej narażone na ryzyko wad genetycznych, niż dzieci poczęte naturalnie. Faktycznie, cała nagonka na prof. Chazana przysłania jeden z aspektów sporu o in vitro, który był w ciągu ostatnich lat podejmowany. Spór ten dotyczył nie tylko konsekwencji etycznych, ale medycznych procederu in vitro. Atakując prof. Chazana, całkowicie pomija się – mówiąc bardzo brutalnie – fakt, że miał on podjąć decyzję nad życiem dziecka, które było zdefektowanym produktem reprodukcji in vitro.

Do tej pory Kościół dość powściągliwie wypowiadał się na temat prof. Chazana. Mieliśmy mocny apel abp Marka Jędraszewskiego, jeszcze kilka innych wystąpień, ale czy w obecnej sytuacji, kiedy znamy już decyzję prezydent Warszawy, głosu nie powinien zabrać Episkopat?

Zdecydowanie tak. Z wielkim uznaniem przyjąłem głos metropolity łódzkiego, ks. abp Marka Jędraszewskiego, dając wyraz mojego szacunku w liście do niego. Zdecydowanie uważam, że sytuacja, z którą mamy w tej chwili do czynienia, wbrew głosom niektórych polityków, jakoby Kościół sterował życiem tego kraju, ma charakter zupełnie odwrotny. Ludzie wierzący i żywy Kościół są obecnie prześladowani, w związku z tym bezwzględnie wymagany jest głos hierarchów Kościoła, stojących w obronie tegoż Kościoła, którego są pasterzami. Ponadto myślę, że warto byłoby naprawdę poważnie potraktować sprawę ekskomuniki, która nie jest orzeczeniem arbitralnym hierarchii Kościoła czy prawa kościelnego, ale jest konsekwencją faktu. Ludzie, którzy wspierają aborcję w sposób wymieniony przez Jana Pawła II w „Evangelium Vitae”, przyczyniają się do zła, które ma charakter ekskomunikowania, a więc wyłączenia ze wspólnoty Kościoła. Uważam, że byłoby dobrze, gdyby księża biskupi w sposób bardzo jednoznaczny przypomnieli o konsekwencji takich, a nie innych decyzji dotyczących walki z życiem poczętym.

Jak rozumiem, ma Ksiądz profesor na myśli ewentualną ekskomunikę dla Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Taka jest konsekwencja pewnych decyzji. To nie jest mój wymysł, orzeczenie czy złe życzenie w stosunku do prezydent Warszawy, ale konsekwencja pewnego faktu. Ktoś, kto wyłącza się w sposób doktrynalny ze wspólnoty Kościoła, jest poza wspólnotą, jest ekskomunikowany.

Rozmawiała Marta Brzezińska-Waleszczyk

9.07.2014, 16:09

Źródło: http://www.fronda.pl/a/ks-prof-bortkiewicz-ekskomunika-dla-hanny-gronkiewicz-waltz-niech-biskupi-zabiora-glos,39326.html

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dlaczego Gibson pękł?

fot. Gustavo Monge/ EFE

Nikt nie zrobił tak wiele dla katolickiej kultury masowej w dobie jej wielkiego kryzysu, jak on. Trudno też w ostatnich latach znaleźć bardziej spektakularny upadek niż ten, jaki obserwujemy od jakiegoś czasu śledząc w mediach jego kolejne perypetie. Bo nie okazał się być impregnowany na wielką pokusę zła. Proszę Państwa, oto Mel Gibson.




Chyba żaden inny współczesny twórca nie budzi – przynajmniej wśród katolików – tak różnych i skrajnych emocji. O Gibsonie możemy bowiem mówić, że jest bohaterem, bo wszystkim wierzącym w Boga dał obraz nie mający sobie równych w dziejach kina, czyli „Pasję”. I to w czasach, gdy Kościół od kilkudziesięciu już lat kapitulował z roli mecenasa kultury, zostawiając ją na pastwę różnych odrażających typów propagujących wszelakie obrzydliwości. „Pasja” to było coś! Filmowy obraz Męki Pańskiej oparty na wizjach bł. Anny Katarzyny Emmerich robił – i robi do dzisiaj – wielkie wrażenie. Każdy katolik pamięta tę scenę, która najbardziej go poruszyła, na każdym ów film odcisnął swoje piętno.



Gibson po „Pasji” dość prędko zaczął jednak swary z Panem Bogiem, wniwecz obracające jego obraz katolika oraz dobrego męża i ojca.



Komunia Święta na planie



Jim Caviezel – odtwórca roli Chrystusa w „Pasji” – wspominał, że na planie filmu codziennie rano, przed pracą ekipa brała udział w Mszy Świętej. Większość osób przyjmowała Najświętszy Sakrament. Trudno więc zakładać, by „Pasja” była dla Gibsona filmem zrobionym dla pieniędzy i sławy. Zresztą nie można zrobić wybitnego filmu o Męce Pańskiej wyłącznie dla splendoru. Owszem, z chęci zysku można wyreżyserować dobry film, nawet znakomity, ale nie wybitny. A „Pasja” była właśnie dziełem wybitnym.



Co się więc stało, że Gibson pękł? Dlaczego, będąc tak blisko Boga, nieomal dotykając jego cierpienia, z wielkim hukiem upadł w sam środek rynsztoka? Nie są to zbyt mocne słowa. Gibson prędko porzucił bowiem refleksję nad cierpieniem Pana Jezusa, rozwiódłszy się w 2006 roku i zostawiwszy w niepełnej rodzinie siódemkę dzieci. Związał się z rosyjską piosenkarką, Oksaną Grigoriewą. „Sielanka” nie trwała jednak długo, bo kochanka oskarżyła utracjusza o znęcenie się nad nią. Jakby tego było mało, Gibsona ostatecznie pogrążyły problemy alkoholowe.



Skąd ten wielki zakręt na jego drodze? Wydaje się, że odpowiedzi należałoby szukać w biografii hollywoodzkiego aktora i reżysera. Opowiadając o swoich inspiracjach przy tworzeniu „Pasji”, Gibson podkreślał, jak wielki wpływ wywarło na niego katolickie wychowanie odebrane w domu rodzinnym. Przyznawał przy tym, że w pewnym momencie odszedł do zasad, które głęboko zaszczepili w nim jego rodzice. – Wszystko zaczęło się wtedy, gdy poczułem, że wbrew pozorom moje życie jest straszliwie puste – powiedział. A innym znów razem stwierdził: - Kiedy przyszedł okres dorastania w jakiś sposób zbłądziłem i postawiłem w centrum mojego życia inne sprawy.



„Pasja” miała być więc powrotem do korzeni, do rodzinnego domu i świata wartości, jaki starali się przekazać Gibsonowi jego rodzice. Był to więc świadomy powrót do życia w zgodzie z tym, co głosi Kościół. – Odczułem, że powinienem bliżej zapoznać się z Ewangelią, że muszę pogłębić znajomość Jezusa. Zaczęła mnie ogarniać idea stworzenia takiego filmu – mówi Gibson.



Do pracy zabrał się bardzo pieczołowicie. Szukał inspiracji u malarzy jak Carravaggio, Montegna, Massacio czy Pierro de la Franscesca. W końcu sięgnął po zapisy objawień, uznanych oczywiście przez Kościół. Wiedział, że rola umęczonego i zabitego na krzyżu Pana Jezusa nie mogła też przypaść byle komu. Gibson sięgnął więc po Jim’a Caviezela – gorliwego katolika, aktora odrzucającego liczne propozycje filmowe z powodu niechęci do grania w scenach erotycznych. Rolę Chrystusa zagrał w wieku 33 lat. Caviezel mówił otwarcie, że to nie jest przypadek. I słusznie, bo w życiu katolików nie ma przypadków.



Z pietyzmem szykowana „Pasja” dała niezwykły efekt na ekranach kin. Mimo, że film został przez Gibsona intensywne przepracowany – także w wymiarze duchowym – nie przyniósł spodziewanych owoców. Katolicy prędko bowiem stracili „swojego człowieka” w Hollywood.



Na zakręcie



Skoro Gibson na pewnym etapie swojego życia pogubił się, to można chyba zaryzykować stwierdzenie, że podobny kryzys nastapił i tym razem. Reżyser „Pasji” nie udźwignął filmu, który miał być jego katharsis, swoistym oczyszczeniem duszy z brudu nagromadzonego przez błędy młodości. Wydaje się, że nie wytrzymał roli, jaką przyszło mu pełnić. Bo w Hollywood rola katolika jest – przyznajmy – raczej niewdzięczna. Dość powiedzieć, że filmowy establishment z miejsca wypowiedział „Pasji” wojnę, zakazując chociażby wstępu na film dzieciom do lat 18, co – biorąc pod uwagę wiekowe obostrzenia przy innych filmach – zakrawało na złośliwe podszczypnięcie twórców obrazu. Innym – tym razem bardzo tajemniczym wypadkiem – było skradzenie Gibsonowi szkicu scenariusza „Pasji”.



Wydaje się, że obsypywany nagrodami gwiazdor serii filmów „Zabójcza broń” i twórca znakomitego „Breaveheart” wypuścił z rąk znak „któremu sprzeciwiać się będą” umyślnie, przestraszony możliwymi konsekwencjami swojego nawrócenia. Czy uznał, że „Pasja” w Hollywood to zbyt wiele? Że mainstream wyrzuci swojego pieszczocha poza nawias? W końcu uciekł przecież w kpinę do obrazoburczego Rodrigueza, by zagrać w żenującym „Maczeta zabija”. Ale z drugiej znów strony Gibson nie chce mieć wiele wspólnego z hollywoodzką polityczną poprawnością. Political incorrectness takie jak rzucanie słowem „murzyn”, to w jego wypowiedziach nieomal standard. Czy Gibson obraził się na rzeczywistość, która najpierw go rozpieszczała, by później topić w mazi poniżenia?



Faktem jest, że ten nieprzeciętny aktor i twórca znalazł się na zakręcie. I jest to remedium dla nas wszystkich, że bliskość Boga nie czyni nas bezpiecznymi przed pokusą zła. Tam gdzie ważą się losy ludzkiej duszy, gdzie zbawienie wydaje się być blisko, zło działa szczególnie intensywnie. Dusza Gibsona, choć pogrążona w odmętach mroku, wciąż ma swoją szansę. Być może twórca „Pasji” musi wybrać jeszcze raz i ponownie dokonać zwrotu w swoim życiu. Oby.





Krzysztof Gędłek

 Źródło: http://www.pch24.pl/dlaczego-gibson-pekl-,24099,i.html#ixzz36xAKPQt7