piątek, 18 lipca 2014

„Za wolność” Luxtorpedy. „Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach. Choć będą kopać, bić i sypać sól po ranach”



Luxtorpeda – „Za wolność”

Cenne kamienie złożonej ofiary
Krwią męczenników łopoczą sztandary
Na barykadach, na każdej ulicy
Oddają życie
Męczennicy
Wiarą, nadzieją, miłością co boli
Rozerwali kajdany niewoli
Na barykadach, na każdej ulicy
Oddają życie
Męczennicy!

Wstań i walcz, wyjdź i krzycz
Daj im znak, zerwij smycz
Męczennicy!

Wstań i walcz, wyjdź i krzycz
Daj im znak, zerwij smycz

Wolności, pracy i chleba
Uchylić ludziom nieba
Świnie niech odejdą od chlewa
Niech wiedzą co to bieda
Niewola ciemiężyciela
I wola poświęcenia
Dla pokolenia
Otrzepać i się nie dać
Nie paść ze strachu na ziemię
By żyć na czworakach jak zwierzę
Że lepiej krwi utoczyć w bruk ulicy
Umrzeć wolnym człowiekiem niż żyć jak niewolnicy

Za wolność
Za wolność
Za wolność
Za wolność

Męczennicy!
Męczennicy!

Wstań i walcz, wyjdź i krzycz
Daj im znak, zerwij smycz
Wstań i walcz, wyjdź i krzycz
Daj im znak, zerwij smycz

Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach
Choć będą kopać, bić i sypać sól po ranach
Dla katów jest twoja pogarda
Poniżonym, bitym nadzieja dodaje światła
Bezsilność trzyma za gardła
Wśród skamleń
Ale wiara się tli
I jeszcze nie umarła
Krew, błoto na ulicy
Odwaga, walka
Męczennicy!

Za wolność
Za wolność
Za wolność
Za wolność

Za wolność!


Źródło: http://niezlomni.com/?p=1482

czwartek, 17 lipca 2014

Lekarz zalecił jej aborcję, bo dziecko miało umrzeć. Poszła do prof. Bogdana Chazana. Córka urodziła się zdrowa [Wywiad]

Lekarz zalecił jej aborcję, bo dziecko miało umrzeć. Poszła do prof. Bogdana Chazana. Córka urodziła się zdrowa.
Lekarz zalecił jej aborcję, bo dziecko miało umrzeć. Poszła do prof. Bogdana Chazana. Córka urodziła się zdrowa.  •  Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Obserwuje pani zamieszanie wokół prof. Bogdana Chazana? Ten lekarz stał się symbolem sporu o aborcję

Monika: Każdy ma swoje racje, wszystko super. Ale mój przypadek może pokazać jego postać w nieco innym świetle. U mojego dziecka wykryto poważną wadę w czasie ciąży. Badanie miałam w 21 tygodniu. Moja ciąża była prowadzona początkowo w prywatnej klinice. Lekarz powiedział wprost, że z "tego dziecka już nic nie będzie" i że nie ma sensu dalej tej ciąży ciągnąć.

Bo?


Twierdził, że to strata czasu, że jestem młoda i jeszcze będę miała dzieci. Jego zdaniem nie warto było się w to dalej "bawić", bo dziecko urodzi się martwe lub umrze zaraz po porodzie. To była wada genetyczna, poważna wada rozwojowa mózgu. Aborcja byłaby jak najbardziej zgodna z prawem, bo ciążę można przerwać do 22 tygodnia. Powiedziano mi, że wręcz brakuje części mózgu, więc dziecko będzie na mur beton chore.

Jak pani zareagowała na te słowa?

Oczywiście pojawiły się łzy... Przepłakałam cały wieczór, noc i odechciało mi się wszystkiego. Każdy rodzic chce, aby jego dziecko urodziło się zdrowe. To w końcu marzenie każdej mamy. Było mi bardzo ciężko, pytałam "dlaczego ja?". Inni mają zdrowe dzieci, czemu ja mam mieć chore. Wydaje mi się że kobiety popełniają aborcje właśnie ze strachu, że sobie nie poradzą.

Lekarz niewiele mi wyjaśnił, pozostawił wiele znaków zapytania. Po tym, jak przekazał mi tę wiadomość, nie wiedziałam, czy to nie zagraża również mojemu życiu. Nie wiedziałam, czy to przeżyję, jak to dalej ma wyglądać, czy dziecko dożyje do końca ciąży, jak będzie wyglądało moje życie z chorym dzieckiem. Miałam dosłownie pięć dni na podjęcie decyzji, czy decyduję się na aborcję.
Profesor Chazan i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.•Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Jakie to były dni dla pani?

Nie miałam większych dylematów. To nie jest wina dziecka, że jest chore. Zabijanie go niczego tu nie zmienia. Proszę sobie wyobrazić matki dzieci, które rodzą się zdrowe, a po roku doznają jakiegoś ciężkiego wypadku. Myśli pan, że gdyby to dziecko stało się kaleką, to matka chciałaby je zabić? Ulżyłoby jej? Ja od początku traktowałam moją córkę jako swoje dziecko.

Cześć lekarzy w Warszawie namawia na aborcję, nawet gdy kobieta jej nie chce. Ja nie pozwoliłam lekarzowi zabić mojego dziecka. Nie wskazał mi, gdzie będę mogła dalej prowadzić swoją ciążę. Powiedział tylko, gdzie mogę ją przerwać. Zaczęłam na własną rękę szukać szpitala, który dałby mi pewność, że lekarze zajmą się moim dzieckiem, a nie będą chcieli się go pozbyć.

Jakie rady dawali pani bliscy i znajomi?

Chyba nikt nie odważył się dawać mi rad. Od początku byłam świadoma swojej decyzji, była ona jednoznaczna. Poza lekarzem, nikt nie mówił mi że nie warto itd. Wiedzieli, że to sprawa moja i mojego męża. Czasem bywa jednak tak, że ojciec danego dziecka wymusza na kobiecie aborcję. Faceci niekiedy nie dają rady w takich sytuacjach.

Musiałam pytać znajomych i na własną rękę szukać bezpiecznego miejsca. Trafiłam do Szpitala Św. Rodziny i na prof. Bogdana Chazana. Już do końca prowadziłam ciążę właśnie w tamtym szpitalu.

Jakie wrażenie wywarł na pani prof. Chazan?

Pierwszy kontakt z profesorem był przez telefon. Dostał do mnie numer, zadzwonił i pytał, na jakiej podstawie zalecano mi aborcję. Powiedział, abym się nie martwiła, że nic takiego nie będzie miało miejsca i że ma dla mnie najlepszego lekarza.

Czułam się tam bardzo bezpiecznie, miałam bardzo częste badania USG. Kierowano mnie też na inne badania, które miały pomóc w zapobieżeniu wystąpienia wady u mojej córki. Czułam, że jestem pod dobrą opieką, aż do samego porodu. Był on zresztą bardzo dobrze przygotowany. Na tym porodzie było obecnych chyba z dziesięć osób. Dwie położne (w tym najlepsza położna, która była dużo wcześniej umówiona na ten dzień) neonatolog, pediatra, lekarz prowadzący, lekarz dyżurny i jeszcze kilka osób. Zastanawiałam się, kto jeszcze się pojawi, zwłaszcza że był to poród naturalny. Zaopiekowali się mną na 200 proc.

Ile punktów miała pani córka po urodzeniu?

Dziesięć [śmiech]. Dziecko było jak z reklamy, aż ciężko było w to uwierzyć. Tylko dla bezpieczeństwa moja córka trafiła do inkubatora, tak na wszelki wypadek. Robili mu wszystkie badania, które kolejno pokazywały, że jest wszystko ok. Było przypuszczenie, że może nie wiedzieć, ale przyszedł specjalista i okazało się, że widzi. Podejrzewali, że może nie słyszy. Słyszało. Wszystko rozwijało się prawidłowo. Przetrzymywali ją w szpitalu jeszcze przez kilka dni, aby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Ale nawet żółtaczkę poporodową przeszła lekko. Okaz zdrowia, jak rzadko.

Moje dziecko ma co prawda wadę, którą wykryli lekarze. Badania to potwierdzają, ale córka urodziła się całkiem zdrowa. Ma w tej chwili pięć lat i rozwija się prawidłowo. Lekarze oczywiście mówią teraz, że tego nie da się wytłumaczyć, zastanawiają się, jak to w ogóle jest możliwe. Powtarzają, że medycyna nie zna takiego przypadku, albo że zdarzają się niezwykle rzadko.

Takich dzieci jak moja córka jest więcej. Są wykrywane rozmaite wady, większe i mniejsze, a potem okazuje się, że dziecko rodzi się zdrowe. I jak zachować się w sytuacji, gdy lekarz namawiał na usunięcie takiego dziecka? Czy powinnam teraz oskarżyć tamtego lekarza o usiłowanie zabójstwa? Przecież zdrowych dzieci nie wolno zabijać, a ona urodziła się zdrowa.

Czy po urodzeniu córki widziała się pani z lekarzem, który namawiał panią do aborcji?

Chciałam się do niego wybrać, ale nie wiem czy zachowałabym się w odpowiedni sposób. Ciężko byłoby mieć do niego jakikolwiek szacunek. Nie byłabym w stanie go z siebie wykrzesać. Mogłabym go tylko obrazić i naubliżać, a to nie ma sensu. Chciałabym tylko, aby innych kobiet nie wprowadził w taki stan. Badania w czasie ciąży nie są gwarantem, że dziecko urodzi się takie, jak zapowiadają lekarze. Czasem wady są mniejsze, czasem inne. Niektóre dzieci mają urodzić się zdrowie, a są chore...

Osoby, które tak jak pani są wrogami aborcji, często przedstawia się jako "ciemnogród". Czy czuje się pani przedstawicielką "ciemnogrodu"? "Dewotką" itd?

A czym jest to "ciemnogrodztwo"? Jeśli ktoś od początku traktuje życie jako życie, to te określenia nie mają dla niego znaczenia. Biorąc pod uwagę, co zazwyczaj ludzie mają na myśli używając tego określenia, to nie, nie czuje się przedstawicielką ciemnogrodu. Mam szeroką wiedzę o świecie. Pasjonuję się też anatomią człowieka, poza tym lubię odkrywać inne kraje np: w aspekcie kuchni danych regionów która jak wiadomo wiele mówi o ludziach i ich historii.

Jestem też tolerancyjna we właściwym znaczeniu tego słowa tzn. kieruje się na co dzień bardzo mocno empatią i jestem w stanie zrozumieć wiele ludzkich zachowań, co nie oznacza oczywiście że wszystkie te zachowania pochwalam. Uważam zwyczajnie, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, tak samo ważnymi.

A kim jest dziś dziś dla pani prof. Bogdan Chazan?

Odważnym człowiekiem. W dzisiejszych czasach wszyscy boją się przyznać do swoich poglądów, jeśli są sprzeczne z ogólnie przyjętymi normami. Wydaje mi się, że cała ta dyskusja służy temu, aby pozbawić go stanowiska. Ten szpital to łakomy kąsek, bo dzięki prof. Chazanowi świetnie prosperuje. Wiele osób chciałoby przejąć stanowisko w tym szpitalu.

Nie wiem, czy pan wie, ale prof. Chazan ze swoich własnych pieniędzy utrzymuje mogiłę dzieci nienarodzonych na cmentarzu na Służewiu i organizuje pogrzeby dla dzieci poronionych, których rodzice nie chcą pogrzebać. On traktuje te wszystkie dzieci jako ludzi, z szacunkiem.

Czy myślała pani o tym, co było, gdyby pani nie spotkała profesora Chazana?

Wolę się na ten temat nie zastanawiać. Nie wiem co będzie, gdy zabraknie takich ludzi, jak on.

środa, 16 lipca 2014

Maski opadają


Nie cichnie burza wokół deklaracji wiary katolickich lekarzy i studentów medycyny. Przyznanie się przez nich do katolickiej i opartej na prawie naturalnym etyki rozwścieczyło elity III RP. To spór nie tylko o aborcję, lecz także o prawo do kierowania się własnym sumieniem. Podobnie jak wszyscy totalitaryści, premier Donald Tusk i lewicowe autorytety głoszą, że prawo państwowe to najwyższa norma. Wracamy więc oficjalnie do czasów PRL-u, gdy państwo usiłowało gwałcić ludzkie sumienia w obronie których stawał Kościół.


„Deklaracja wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej” podpisana przez kilka tysięcy przedstawicieli świata medycyny wywołała niemałą burzę w mediach. Dokument mówi m.in. , że „moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę”. Fakt, że przedstawiciele jednej z najbardziej szanowanych w Polsce profesji przyznali się do katolickiego światopoglądu i podkreślili, iż nie zamierzają łamać prawa naturalnego wywołał lawinę oburzenia. Jest to jednak raczej krzyk rozpaczy. Wśród  sygnatariuszy jest bowiem około pięćdziesięciu znanych profesorów nauk medycznych. Trudno Deklarację ośmieszyć czy zignorować.

I właśnie w tym świetle należy rozpatrywać nagonkę na prof. Bogdana Chazana. Powołując się na tzw. klauzulę sumienia zawartą w ustawie o wykonywaniu zawodu lekarza odmówił on zabicia dziecka, które według opinii medyków nie miało szansy na przeżycie. Zgodnie klauzulą miał do tego prawo, jednak powinien „wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innym zakładzie opieki zdrowotnej oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej”.

Prof. Chazan jednak nie poinformował kobiety o tym, u którego medyka miałaby ona możliwość zabicia nienarodzonego dziecka. Po pierwsze dlatego, że jak twierdzi – nie zna takich medyków. Nic w tym dziwnego – kulturalny człowiek nie zadaje się z mordercami. Po drugie, jak argumentował w rozmowie z TVN 24, wskazanie zabójcy jest w zasadzie tak samo złe moralnie, co dokonanie zabójstwa osobiście. Tzw. klauzula sumienia jest więc prawem wadliwym, gdyż wbrew pozorom zmusza do uczestnictwa w zabójstwie lub przynajmniej (wersja dla zwolenników tzw. aborcji) do uczestniczenia w czymś, co za zabójstwo się uważa.

Jeśli jednak ustawa nakazująca udział w procedurze aborcyjnej jest zgodna z Konstytucją, to oznacza to tylko tyle, że prawo polskie jest w tym miejscu sprzeczne zarówno z obowiązującą w państwach cywilizowanych zdrowo rozumianą wolnością sumienia, jak i z prawem naturalnym i Bożym. Skoro lewicowcy na podstawie swoich arbitralnych i subiektywnych sądów (bo przecież nie np. wiedzy naukowej, zgodnie z którą dziecko od poczęcia należy do gatunku homo sapiens i ma np. odrębne DNA) uważają, że aborcja nie stanowi zabójstwa człowieka, to jako zadeklarowani demoliberałowie powinni przynajmniej uznać, że ktoś ma prawo do odrębnego poglądu i kierowania się nim. Jednak wypowiedzi atakujących prof. Chazana intelektualistów i polityków sprawiają, że ich liberalne maski opadają. Okazuje się, że są oni zwolennikami totalitaryzmu i nie jest to bynajmniej chwyt retoryczny.

Lewiatan żąda naszych sumień

Szczególnie niepokojące jest, że tego typu poglądy głosi również osoba piastująca najważniejsze de facto stanowisko w państwie – a więc premier Donald Tusk. Jak powiedział „liberalny” polityk: „jeśli przepisy prawa nakazują lekarzowi świadczenie takiej pomocy, to niezależnie od tego, co mówi mu sumienie - musi wykonywać prawo. Bo pacjent musi wiedzieć, musi być pewny, że jak idzie do lekarza, szczególnie w publicznej służbie zdrowia, to ten lekarz będzie wykonywał działania zgodnie z prawem i zgodnie ze swoimi obowiązkami, a nie kierując się wyłącznie własnym światopoglądem".

W jeszcze ostrzejszych słowach grzmiał były zwolennik „judeochrześcijaństwa”, nawrócony ostatnio na wojujący ateizm – Jan Hartman. Zdaniem polityka „Twojego Ruchu”  lekarz, któremu sumienie nie pozwala na dokonanie aborcji musi zastosować się do prawa nakazującego powiadomienie o tym, kto może to uczynić. Co więcej, zdaniem Hartmana, powinien to zrobić w sposób „gorliwy”, (choć prawo o „gorliwości” nic nie wspomina – to już nadgorliwość „etyka”). Wypowiedź Hartmana warto przeanalizować, gdyż szczególnie dobitnie ujawnia ona totalitarne zapędy polskich „liberałów”. Jego zdaniem lekarz, który odmawia dokonania aborcji powinien uważać tę odmowę za swoją niedoskonałość, za nieumiejętność, za „deficyt”. Wówczas Hartman go łaskawie zaakceptuje, ponieważ taki lekarz potwierdzi, że „rozumie różnicę między osobistym przekonaniem moralnym a publiczną moralnością, czyli etyką i prawem”. Według Hartmana, prawo jest więc utożsamione z prawdziwą moralnością i nie znosi sprzeciwu w żadnym przypadku. Lekarz katolik ma nie tylko uznać się za kogoś gorszego, niż jego koledzy progresywiści, ale także „ukorzyć się przed tym co jest moralnością publiczną, a nie tylko jego osobistym przekonaniem”. Tego, zdaniem ”wybitnego” filozofa wymaga etyka. Prawo pozytywne jest w tej totalitarnej wizji bezdyskusyjne, nadrzędne i najważniejsze. Jak pisze Hartman, „lekarze pełnią zawód zaufania publicznego, posłuszeństwo prawu, bezwzględna praworządność jest czymś fundamentalnym”. Co więcej: „bardzo często demoralizuje się Polaków, wmawiając im, że norma moralności jest wewnętrzna, epatuje się ich fałszywą doktryną sumienia, mówiącą, że człowiek ma postępować według wewnętrznych przekonań” (sic!). Hartman w nieco bardziej dobitny sposób mówi to co powiedział też Tusk – prawo państwowe nie dopuszcza żadnych wyjątków.

Taki pogląd oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że gdyby akurat prawo państwowe stanowił Hitler, to obywatele powinni gorliwie i w imię etyki donosić na Żydów i ich zabijać. Albo gdyby akurat rządzili bolszewicy to powinni wydawać władzy kułaków i opozycjonistów, aby ci szli na zatracenie w łagrach. Jeśli władza z jakichś powodów zacznie się domagać udziału w zabójstwie nie tylko od lekarzy, ale od wszystkich obywateli i ofiarami będą mieli stać się także narodzeni, to czy Hartman w imię prawa będzie zabijał? Czy będzie zmuszać innych, by to robili i potępiać jako bezwstydników i demoralizatorów tych, którzy się temu będą sprzeciwiać? W myśl etyki Hartmana, osoby ratujące Żydów podczas drugiej wojny czy opozycjoniści z czasów sowieckich byli bezwstydnikami i deprawatorami, którzy wierzyli, że „człowiek ma prawo działać według swoich przekonań”.

Spór wokół deklaracji wiary i prof. Chazana dotyczy nie tylko aborcji i sumienia grupy lekarzy. Jest to ofensywa państwa przeciwko prawu człowieka do kierowania się własnym sumieniem. Polskie władze i lewicowi intelektualiści żądają władzy nad sumieniami obywateli. Podobnie jak Thomas Hobbes czy Jean Jacques Rousseau uważają, że prawo do sprzeciwu sumienia i wiara, że państwo nie jest najwyższą władze jest niebezpieczna dla porządku publicznego. Czy podobnie jak fan Rousseau – Robespierre, Hitler, Stalin i Mussolini będą wcielać te poglądy w życie?

Z drugiej strony mamy Kościół, który wskazuje wprawdzie, że wolność sumienia nie jest czymś nieograniczonym, jednak od wieków zabrania przymuszania do wiary katolickiej. Także dziś Kościół (w osobie zarówno katolickich lekarzy, jak i popierających ich członków Episkopatu) staje ponownie w obronie ludzkiej godności i sumienia.

I tak oto na naszych oczach z twarzy przedstawicieli elity władzy spadają liberalne maski i ukazuje się ich prawdziwe oblicze. Powtarza się historia z czasów PRL-u, terroru jakobińskiego i początków chrześcijaństwa. Dziś, podobnie jak 2000 lat temu, Kościół instytucjonalny i jego wierni świeccy mówią non possumus żarłoczności Cezara.


Marcin Jendrzejczak


wtorek, 15 lipca 2014

Medyku - wskaż rzeźnika!

Krzysztof Kuczyk/FORUM

Wściekły atak na Dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny prof. Bogdana Chazana pokazuje, że czas już powołać osobną profesję – abortera. Wtedy każdy, kto chce się leczyć, pójdzie do lekarza, a kto będzie chciał „pozbyć się” ciąży, uda się gdzie indziej. I minister będzie miał spokojną głowę – komu zechce sfinansować zabicie dziecka, temu bez przeszkód sfinansuje.


Podpisana przez kilka procent lekarzy tzw. Deklaracja Wiary wywołała medialną burzę. Jej efektem jest nagonka na szefa jednego z warszawskich szpitali prof. Bogdana Chazana. Profesor ma kłopoty, ponieważ odmówił zabicia dziecka w siódmym miesiącu jego życia płodowego! A można je było potraktować skalpelem i usunąć z matczynego łona, ponieważ jest bardzo chore. Lekarze rzeczywiście stwierdzili, że dziecko najpewniej umrze niedługo po porodzie, a rodzice mieli zgadzać się na aborcję.

Profesor Chazan zrobił to, co powinien. Wyraził ogromne współczucie rodzicom biednego dziecka, obiecał objęcie opieką matki i dziecka podczas ciąży, zaproponował też przyszłą opiekę hospicjum i pomoc w kontakcie z taką placówką. Co jest więc zarzutem wobec profesora? Otóż – odmawiając pozbawienia dziecka życia – nie wskazał on rzeźnika, który za pomocą skalpela i szczypców rozerwie je na strzępy już w łonie matki, tak by „rodzice i dziecko nie męczyli się już po porodzie”. Ewentualnie wstrzyknie mu w główkę truciznę, by mogło umrzeć czym prędzej. Wskazania takiego „medyka” wymaga od lekarza to, co w dzisiejszych czasach nazywane jest „prawem”.

Na reakcję ministra zdrowia nie trzeba było długo czekać. Natychmiast zapowiedział skierowanie sprawy do prokuratora. W XXI wieku dojdzie więc w Polsce do sytuacji bezprecedensowej – rząd domagać się będzie od „niezależnego” wymiaru sprawiedliwości, by ukarał lekarza za to, że nie zabił chorego dziecka w łonie matki. Lekarzowi grozi nawet utrata prawa do wykonywania zawodu!

Tak oto wyważa się kolejne drzwi – drzwi do legalizacji skrajnego barbarzyństwa, jakim jest aborcja na żądanie. Sprawa prof. Chazana nie jest bowiem pierwszym krokiem ministerstwa w tę stronę – ministerstwo Arłukowicza wysyłało już przecież do kierowników szpitali ginekologiczno-położniczych pisma, których celem było zbieranie informacji o odmowie dokonania aborcji. Wszystko po to, by w przyszłości móc nakazać wykonywanie „zabiegu” każdemu ginekologowi.

Warto przypomnieć, że jeszcze w ubiegłym tygodniu minister Arłukowicz zdawał się uspokajać nastroje mediów rozwścieczonych Deklaracją Wiary podpisywaną przez lekarzy. Twierdził, że deklaracja nikomu w niczym nie przeszkadza. Co stało się przez weekend, że minister tak bardzo zmienił zdanie – nie wiadomo.
Nagonka na lekarzy odmawiających wskazania rodzicom miejsca, w którym można pozbawić życia ich dzieci to wyraz absolutnego obłędu, jaki zagościł we współczesnych umysłach. Można odnieść wrażenie, że całkowicie zapomniano o tym, czym jest zawód lekarza – bez względu na to, czy lekarz jest katolikiem, żydem czy poganinem, lekarz to przecież człowiek, który LECZY ludzi. Trzeba to chyba napisać wyraźnie i dużymi literami, bo wielu wydaje się, że lekarz ma zabijać, ewentualnie wskazywać tych, którzy życia pozbawią. A takich ludzi nazywa się przecież zupełnie inaczej.

W sprawie burzy wokół Deklaracji Wiary – która była sprytnie wyreżyserowanym przygotowaniem przedpola przed atakiem na lekarzy nieabortujących dzieci – należy przypominać, że ciąża nie jest chorobą! Lekarz ma leczyć choroby, a nie przerywać ciążę! Również pragnienie odbycia „niezobowiązującego stosunku seksualnego” nie może być uznane za sytuację, w której lekarz musi interweniować wypisując receptę na tabletki antykoncepcyjne.

Może zamiast zawodu lekarza warto powołać osobną profesję – abortera-antykoncepcjonisty? Wtedy każdy, kto chce się leczyć, pójdzie do lekarza, a ten, kto chce dziecko zabić czy „zabezpieczyć się” pójdzie w inne miejsce? A i młodzi ludzie decydując się na studia medyczne będą mieć odrobinę więcej pewności, że idą w ślady Hipokratesa, a nie doktora Mengele.



Krystian Kratiuk

poniedziałek, 14 lipca 2014

Mocne słowa bp. Zawitkowskiego: „Warszawiacy, sprzątnijcie ten symbol grzechów sprzed kościoła Zbawiciela!”


wPolityce.pl
Warszawiacy, sprzątnijcie ten symbol sodomskich grzechów sprzed kościoła Zbawiciela. Nie zasłaniajcie grzeszną tęczą kościoła, który jest domem naszego Zbawiciela!

— apelował na Jasnej Górze ks. bp Józef Zawitkowski.

O homilii wygłoszonej do uczestników 2. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Żywego Różańca na Jasną Górę pisze „Nasz Dziennik”.



Miną rozbiory, zabory, okupacje, przeminą partie, orientacje, rewolucje genderowe, kulturowe. Ona tu jest Królową, Zwycięską Hetmanką. Tylko weźcie do ręki z ufnością koronkę różańca, bądźcie założycielami nowych kółek. Nie musi być 20 osób, wystarczą 4

— przekonywał.

Jak czytamy na stronach „ND”, apelu biskupa wysłuchało ok. 20 tys. pielgrzymów. Metropolita mówił również o odpowiednim pojmowaniu takich wartości jak wolność i demokracja.

U nas telewizor gra do końca. Ludzie padają jak ćmy. Nie mówią sobie „dobranoc”. Mama nie czyni dzieciom krzyżyka. Mają sny koszmarne. Taka ta nasza demokracja

— podkreślał.

Jak zaznaczył, świat obrał złą drogę.

Zrobiliście sobie golema i składacie mu ofiary z własnego ciała. Coś ty zrobił, Conchita? Nie poprawiaj Pana Boga, który stworzył nas tak pięknie na swój obraz i na swoje podobieństwo. Posłanki, nie straszcie mi dzieci! I wy chcecie prawa stanowić? Kto cię tak oszpecił, dziecko? Chodź, wyspowiadam cię. Ludzie homo, wy ani grzeszyć normalnie nie potraficie, ani kochać nie potraficie. Dlatego przykro mi oglądać ciebie w telewizji. Ani godności, ani wstydu już nie masz

— mówił ks. bp Zawitkowski.

W homilii powrócił również wątek tęczy ustawionej na Placu Zbawiciela w Warszawie.

Warszawiacy, sprzątnijcie mi ten symbol sodomskich grzechów sprzed kościoła Zbawiciela! Już jedni zasłaniali ten kościół placem bolszewickiej konstytucji. Diabli to wszystko wzięli. Nie zasłaniajcie grzeszną tęczą kościoła, który jest domem naszego Zbawiciela

—– mówił ks. bp Zawitkowski.

Zaapelował, by w reakcji na wszelkie zło dzisiejszego świata odpowiedzieć modlitwą różańcową.

lw, „Nasz Dziennik”

Za: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/199880-mocne-slowa-bp-zawitkowskiego-warszawiacy-sprzatnijcie-ten-symbol-grzechow-sprzed-kosciola-zbawiciela