piątek, 20 czerwca 2014

Kontrkultura na co dzień

Fot. T. Jachyra/Forum
Nie wiem, kiedy ten trend się tak bardzo rozpowszechnił, ale zauważyłam, że niemal 100 procent kobiet chodzi wyłącznie w spodniach. Co jakiś czas idąc ulicą obserwuję sposób ubierania się tzw. płci pięknej. Średnio na dwieście kobiet pięć nosi spódnice. Z kolei z tych dwustu może dziesięć wygląda w spodniach w miarę atrakcyjnie.


Można zatem zaobserwować nogi a'la Spongebob - dwa chude patyki rozdzielone przerwą, w którą zmieściłaby się piłka. Widać też rozpowszechnione nogi - balerony, sprawiające wrażenie, że materiał zaraz eksploduje. Nogi krzywe, o zachwianych proporcjach... To wszystko ujawniane i bezlitośnie podkreślane przez noszenie obcisłych spodni lub, co gorsza, leginsów... Choć oczywiście niektóre panie zdają sobie z tego sprawę i starają ukryć defekty, zakładając spodnie luźne, upodabniające nogi do dwóch prostych kłód drewna.

Przechodząc jednak do pań, które decydują się na spódnice. Przeważają tu dwa rodzaje - mini, ujawniające kolor majtek przy najlżejszym skłonie lub spódnice typu "biznes woman" – od garnituru. Te ostatnie z reguły wyglądają całkiem sympatycznie, choć bardzo oficjalnie. Ostatni mój spacer po Poznaniu przyniósł następujące rezultaty: dwie staruszki w spódnicach, trzy dziewczyny w mini, jedna bizneswoman, dwie dziewczyny w kobiecych kolorowych sukienkach, które miękkimi fałdami spływały ciut poniżej kolan... Sukienkowe dziewczyny okazały się Rosjankami.

Nie wiem, kto i kiedy przekonał Polki, że spodnie są atrakcyjne. Nie są. Są wygodne do uprawiania sportu i prac fizycznych. Jednak dobrze dobrana spódnica lub sukienka nie tylko jest wygodna, ale sprawia, że kobieta wygląda kobieco, maskując niedoskonałości budowy ciała. Dla mnie to po troszę kwestia estetyki. Wiadomo, że znikomy promil kobiet ma idealne kształty. Po co zatem jeszcze podkreślać swoje niedoskonałości ubieraniem się w eksponujące to wszystko bezlitośnie spodnie?

Co gorsza latem spodniom akompaniuje, o zgrozo, obcisły t-shirt dodatkowo podkreślający wylewające się znad biodrówek fale tłuszczu. To już niedługo. Brrr!...
Mam wrażenie, że jest to zamachem na kobiecość, próbą zrobienia z nas babochłopów. I mówię to jako osoba, która przez kilkanaście lat pracy w biznesie nosiła obcięte na krótko włosy i garnitury ze spodniami. Mea culpa!

Kilka miesięcy temu podjęłam postanowienie odzyskiwania prawdziwej kobiecości w przestrzeni publicznej. Zasada jest prosta - wyrzuciłam spodnie, nakupowałam sukienek i spódnic. Jest to akt świadomy, kontrkulturowy. Do tego naprawdę prosty w wykonaniu. Choć bynajmniej nie uznaję Marylin Monroe za wzorzec czy autorytet, powiedziała ona jedną rzecz, która jest naprawdę pomocna: "sukienka powinna być na tyle obcisła, by było widać, że jesteś kobietą i na tyle luźna, by było widać, że jesteś damą." Ta prosta zasada pozwala zaakcentować kobiecość w sposób nienachalny.

Noszenie spódnic traktuję jako akt kontrkulturowy, jako sposób odzyskiwania kobiecości w przestrzeni publicznej. Mam nadzieję, że więcej kobiet się na to zdecyduje.


Bogna Białecka


czwartek, 19 czerwca 2014

„Bracia” Amerykanie! Nie chcemy od Was tych wiz


W latach 80-tych i na początku 90-tych, czyli w czasach przełomu, Stany Zjednoczone zwane popularnie Ameryką, były prawie dla każdego młodego Polaka „drugą ojczyzną”, a my na swój zabawny sposób byliśmy „patriotami amerykańskimi”.

12 lutego Jędrzej Bielecki w artykule: „Europa grozi USA sankcjami za wizy dla Polaków” w „Rzeczypospolitej” napisał: Bruksela może wprowadzić wizy dla amerykańskich dyplomatów, jeśli Stany Zjednoczone w ciągu sześciu miesięcy nie zniosą ograniczeń dla Polaków
 w podróżowaniu do USA.

W latach 80-tych i na początku 90-tych, czyli w czasach przełomu, Stany Zjednoczone zwane popularnie Ameryką, były prawie dla każdego młodego Polaka „drugą ojczyzną”, a my na swój zabawny sposób byliśmy „patriotami amerykańskimi”.

I nie tylko my. Ileż to filmów fabularnych oglądaliśmy w których bohaterowie ze wszystkich stron świata, pociesznie kaleczący „język amerykański”, wypowiadali się rzewnie o Ameryce. Wszystko to, co na Zachodzie było dobre, lepsze i najlepsze. Ameryka kojarzyła się z wolnością, tolerancją, bogactwem, wartościami, obroną słabszych państw, „amerykańskim snem”, sprawiedliwymi sądami, itp.

Po ataku na World Trade Center w 2001 roku, czyli zniszczeniu dwóch wieżowców przez sam już nie wiem kogo, po nieuzasadnionym (tzn. to uzasadnienie dostarczone przez CIA było mistyfikacją) ataku na Irak i Afganistan (wielkim skrzywdzeniu tych ludzi, którzy tak się nadają do demokracji jak Eskimosi do zamieszkania na Saharze), okres fascynacji Ameryką mija. Fascynacja i niemal boski podziw, szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej, przeszły w stan zrównoważenia, by następnie przejść w stan wielkiej niechęci.

Amerykanie, ojcowie europejskich totalitaryzmów

Ponad wszelka wątpliwość wiemy dziś jedno: Amerykanie (bankowcy, politycy) wspierali rozwój bolszewizmu i nazizmu. Można wręcz powiedzieć, że bez nich nie byłoby komunistycznej rewolucji i II wojny światowej: holocaustu, palonych wsi na Kielecczyźnie czy w konsekwencji zrównania z ziemią Warszawy.

Jeśli ktoś nie wierzy w amerykańskie finansowanie totalitaryzmów, niech zainteresuje się ostatnimi filmami Grzegorza Brauna „Transformacja”, gdzie te mafijne konszachty są wprost nagrane i zaprezentowane, albo zapyta prezydentów Bushów, co robił ich ojciec i dziadek Prescott Bush przed i w czasie II wojny światowej – komu, kiedy i na co jako bankier udzielał kredytów. Źródeł jest wiele. Jak ktoś chce, niech sobie poszuka.

Książki Antonego C. Suttona: „Wall Street and the Rise of Hitler”, „Wall Street and the Bolshevik Revolution”- podobno jeszcze nie przetłumaczono na język polski, ale przetłumaczono „Źródła finansowe nazimu i komuznizmu” – autor: Pierre de Villemarest.

Amerykanie, banderowcy i nazistowscy mordercy

Ochrona i wykorzystywanie banderowców w operacji „Aerodynamic” – morderców Polaków, Żydów, ale i wielu prawych Ukraińców, zdrada Polski w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, a później zdrada ekonomiczna w 1989 roku, (o której mówili prof. Witold Kieżun czy Stanisław Tymiński (i nie tylko oni, ale świetnie to pokazali „od środka”) poprzez „nasłanie” na Polskę międzynarodowych spekulantów – wszystko jest dziełem Stanów Zjednoczonych.

Wraz z ujawnianiem wielu faktów uświadamiam sobie, jak byłem naiwny wierząc w uczciwość polityczną, czyli w to, że państwa i różne siły polityczne chcą postępować moralnie, zgodnie z wartościami, itd. Pewnie nie tylko ja… Rafał Ziemkiewicz dopiero kilka lat temu się obudził, ale miał odwagę się do tego przyznać, za co zresztą należy się mu „wielki szacun”.

Amerykanie wykorzystywali nazistów i ich badania (na Żydach, Polakach i Rosjanach) przeprowadzane w Auschwitz przez doktora (tfu na takich doktorów!) Mengele. Zbrodniarz Werner Von Braun, członek SS, twórca rakiet atakujących Londyn i współtwórca amerykańskiego programu kosmicznego do dziś jest bohaterem Ameryki, choć własnymi rękami zabił ponad 200 osób!

Podobno oficerowi SS wystarczyło kilka kg złotych zębów zrabowanych w obozach, by wykupić się z rąk anglików lub amerykanów. Tymczasem sowieci od razu dawali takiemu kulę w łeb, choć złoto i tak zabierali. Jednakże Moskwa również korzystała z badań nazistowskich zbrodniarzy. Obóz Auschwitz pod nadzorem NKWD działał do 1948 roku!

Diabeł stworzył telewizję, a Bóg Internet

Bez zbytniego rozwodzenia się: gdyby nie Internet, o wielu ciemnych sprawach nie mielibyśmy dziś pojęcia, gdyż nie byłoby wielu portali internetowych – świetnych platform wymiany bezpłatnej informacji.

Tymczasem zainteresowany potęgą Ameryki, narastającą amerykańską religijnością, eksportowanym na cały świat „pustym” dolarem czy mordowaniem ludności semickiej (arabskiej), chciałem się dowiedzieć ileż to państwo „braci” Amerykanów ma ludności. Pomyślałem, że skoro nie chcą dać nam wiz, to usilnie pilnują, aby do USA nie wjechał nikt z zewnątrz, a samo państwo ma stosunkowo stałą liczbę ludności. Nieprawda.

Przeglądając dane dostępne w Internecie, napotkała mnie nieprzyjemna niespodzianka. Jak to jest, że ludność USA bardzo szybko wzrasta, choć przyrost naturalny USA w 2012 roku wyniósł jedynie 0.7 %? Jakim cudem, skoro tak pilnują, żeby Europejczycy, Azjaci i Afrykanie mieli na teren USA tak bardzo utrudniony wjazd?

Od 2000 roku do chwili obecnej, a więc około czternastu lat, ludność USA zwiększyła się dokładnie o 36.071.306 osób! Mniej więcej tyle, ile wynosi aktualna liczba mieszkańców Polski. Szczegóły w tabeli poniżej:

Tymczasem można się spotkać z opiniami, że:

1. Amerykanie nie chcą dać nam wiz, bo boją się braku lustracji w Polsce i najazdu agentów-współpracowników tajnych służb.
2. Bo najedzie tam za dużo Polaków i nie będzie dla nich pracy ani chleba.
3. Bo jak dadzą wizy, a najedzie tam zbyt wielu, poza dopuszczony limit, Polaków, to jak twierdzi Mariusz Max Kolonko, będzie wstyd na cały świat, że ten bezwizowy wjazd zechcą nam odebrać.

Ad 1. Właśnie w związku z transformacją, podczas której uwłaszczyła się postkomunistyczna nomenklatura, do USA łatwo wjeżdżają dzieci przede wszystkim tejże nomenklatury.

Ad 3. Już widzę te miliony Polaków, którym „marzy się” praca 7 dolarów za godzinę na jakiejś amerykańskiej plantacji bawełny. Wychodzi 3600 zł za 8 godzin pracy przez 5 dni w tygodniu, albo nieco ponad 6 tys. zł za 12 godzin dziennie przez 6 dni w tyg.

Może te 7 dol., to niewiele, a ja zaniżam stawkę, ale powinno się zakładać raczej czarny, a wiec najbardziej możliwy ze scenariuszy. To już naprawdę lepiej wyjeżdżać do krajów UE. Bliżej, a i bilet tańszy.

Ameryka interesuje Polaków bardziej w sensie przygody, różnic kulturowych, Indian, miejsca narodzin jazzu, bluesa i rock and rolla oraz Hollywood i „Amerykańskiego snu”. Nikt z wyjeżdżających nie chce się tam lenić.

Ad 2. Na koniec.

Naprawdę nie wiem, dlaczego Amerykanom nie przeszkadzają miliony Meksykanów czy mieszkańców innych krajów Ameryki Środkowej i Południowej, którzy wjeżdżają tam milionami rocznie, a tak bardzo przeszkadzają: Polacy, Rumuni, Bułgarzy, Chorwaci czy Cypryjczycy.

Amerykanie to nie nasi bracia

Amerykanie pogardzają Polakami. Pisał już o tym Władysław Łysiak w jakiejś swojej podróżniczej książce z lat 70-tych. Nie pamiętam tytułu. Gdy przeczytałem o tym (jakieś 15-20 lat temu), był to dla mnie wielki szok. Mniej więcej brzmiało to tak, że dla Amerykanów jesteśmy „najgorszym ścierwem jakie chodzi po ziemi”.

Jak to, my Polacy, którzy jako mesjasz narodów daliśmy taką daninę krwi, nie poruszyliśmy serc i dusz świata? Czyżby wysyłanie kwiatu polskiej młodzieży przeciwko Niemcom podczas powstania w 1944 roku w Warszawie, z kijami i siekierami zamiast broni, poszło na marne?

*                   *                 *

Cośmy im takiego zrobili, że tak nas nienawidzą?! Kto miał na to wpływ? Czyżby występował tu podobny mechanizm, jak u pisarza Jerzego Kosinskiego, autora „Malowanego ptaka” (za którego podobno pisali tę książkę w hotelu wynajęci dziennikarze), który uratowany z holocaustu dzięki ofiarności Polaków, napisał książkę, zarzucając w niej nam m.in. masowe uprawianie sodomii ze zwierzętami i gwałty zbiorowe?

Nie wiem, może chodzi tu o te 60 miliardów dolarów, które amerykanie chcą od nas wydobyć (za to, że Polska wg nich wywołała II wojnę światową), albo, że nie będzie miał kto pracować na ich lichwiarski system finansowy, a może chodzi o to, co pisałem w kontekście J. Kosińskiego, a może o coś jeszcze innego?

Nie interesuje mnie to.

Drodzy Polacy! Trzeba mieć wysokie poczucie własnej wartości. Jeśli chcemy być poważani, to nie powinniśmy przejmować i podniecać się formułkami, że „sąsiad znanego gwiazdora jest Polakiem”, albo „prababka znanej hollywoodzkiej aktorki pochodziła z Napierstkowa”.

Przestańmy być żałośni i powiedzmy Amerykanom: nic od Was nie chcemy. Dajcie nam spokój (Europie również). Nie chcemy takich fałszywych przyjaciół, którzy wielokrotnie udowodnili, że w dramatycznych sytuacjach nie można na nich liczyć.

„Bracia Amerykanie”! Przeproście najpierw za finansowany przez Was bolszewizm i nazizm, oraz za niesprawiedliwy atak na Irak, Afganistan i Wietnam. Za Teheran i Jałtę również, oraz za to, jak Polskę rękami międzynarodowych finansistów, współokradliście z nimi po 1989 roku.

Tymczasem pewnym wstydem jest udział Polaków w, mówimy szczerze, zniewalaniu narodów pod komendą Amerykanów, w imię rzekomej walki z terroryzmem. Polacy giną za darmo dla ludzi, którzy nam na kilka tygodni łaskawie przesyłają nieuzbrojone rakiety Patriot. Hańba.

A te wizy, pozwolenia na wjazd i pracę, wsadźcie sobie głęboko w tyłek.

Gwarancje bezpieczeństwa NATO również. Obecnie świetnie widać, ile są warte. Przekonują się o tym Ukraińcy [a co ma Ukraina do NATO? - admin].

Jedyne, co chcemy, to odrobiny spokoju.

Romuald Kałwa
http://konserwatyzm.pl

Autor zapomniał nadmienić, iż zapewne niechęć Amerykanów do Polski, wymagania wizowe itd. można, przynajmniej częściowo, wytłumaczyć wpływami pewnej diaspory na administrację amerykańską i tamtejsze media.
Admin

środa, 18 czerwca 2014

W Lublinie komunista będzie miał swój plac

fot.Maciej Jarzebinski / FORUM


Rada Miasta Lublina przegłosowała nazwanie jednego z miejskich placów imieniem Grzegorza Leopolda Seidlera, wieloletniego rektora UMCS w czasach PRL i zdeklarowanego komunisty. Uchwała przeszła głosami PO, SLD oraz radnych, którzy w tamtym roku wystąpili z klubu PiS.


Było to już trzecie podejście do uczczenia prof. Seidlera, członka PZPR w latach 1949-1989. Były rektor UMSC „zasłynął” też oficjalnym poparciem dla junty Wojciecha Jaruzelskiego i wprowadzenia stanu wojennego, za co w nagrodę został w 1985 r. posłem na Sejm. Po rozwiązaniu macierzystej partii Grzegorz Seidler przedzierzgnął się w rotarianina.

Na pomysł uhonorowania Seidlera lubelski SLD wpadł kilka lat temu. Wysunięto wówczas pomysł nazwania imieniem tego komunistycznego aktywisty części ulicy ks. Idziego Radziszewskiego, założyciela i pierwszego rektora KUL. Postkomuniści nie mieli wtedy najmniejszych szans na zrealizowanie tego planu, a chodziło głównie o prowokację i zaistnienie w mediach. Po zdecydowanym proteście KUL pomysł upadł, by po latach powrócić już w formie „inicjatywy obywatelskiej” poświęcenia Seidlerowi placu na terenie kampusu UMCS. Jako argument są podawane jego zasługi dla uczelni, szczególnie w budowie właśnie miasteczka akademickiego.

Zdaniem prof. Mieczysława Ryby z KUL, radnego miejskiego, nie można tracić z pola widzenia faktu, że Grzegorz Seidler jest dla środowiska postkomunistycznego niezwykle symboliczną postacią, która od końca lat czterdziestych przez cały okres PRL aż do jego końca była wysokim funkcjonariuszem aparatu władzy i partii. Napisał wiele prac inspirowanych marksizmem, był rektorem UMCS w latach 1959-1969, a więc także w tak przełomowym momencie jak 1968 rok. W 1981 r., gdy wprowadzono stan wojenny, poparł go w wystąpieniu telewizyjnym.

Zdaniem prof. Mieczysława Ryby, głosowanie w sprawie placu Seidlera to przymiarka do przyszłych partyjnych sojuszy. – Wydaje się, że jest to przymierzanie się i na niwie samorządowej, i parlamentarnej do koalicji PO – SLD i na ołtarzu tego sojuszu Platforma poświęca tak znaczące kwestie symboliczne – dodaje profesor.

Źródło: „Nasz Dziennik”

KRaj

wtorek, 17 czerwca 2014

Rodzice: „Dzieci potrzebują miłości, a nie seksu!” Odpowiedź: „Zamknij mordę!”. Niemieccy rodzice stawiają opór szkolnej seks-edukacji. Zapowiadają kolejne demonstracje.


„Dzieci potrzebują miłości, a nie seksu!”  „Chrońcie swoje dzieci !” – takie hasła wykrzykiwali rodzice, którzy wyszli wraz z dziećmi na ulice Stuttgartu, by zademonstrować swój sprzeciw wobec seks-edukacji w szkołach w Badenii-Wirtembergii.



Prezerwatywą w twarz: “Wasze dzieci będą takie jak my!”
Blokujący wyznaczony tor przejścia agresywni kontrdemonstranci ze środowisk gejów i lesbijek odpowiadali  skandując: „Wasze dzieci będą takie jak my!”. W stronę rodziców zza tęczowych flag poleciały różne przedmioty i gaz pieprzowy prosto w oczy. Nie obyło się bez szarpania, podkładania nóg, pokazania środkowego palca podniesionego z pogardą w górę. „Rzucali nam w twarz prezerwatywy”- mówił ktoś z atakowanych rodziców. Policja nieskutecznie chroniła legalnych demonstrantów na wyznaczonej dla nich trasie. Manifestujące rodziny nie dały rady przejść do końca tak, jak zaplanowali organizatorzy. Czy można rozgonić gejów i lesbijki? Wygląda na to, że policja nie wiedziała, jak się do tego zabrać. Organizator krzyczał do megafonu: „Nie chcemy eskalacji konfliktu. Przyszliśmy tu na pokojową demonstrację. Rozejdźmy się jednak zanim ucierpią najmłodsi!”

Perwersyjne żądania: masowe manifestacje.
Od początku tego roku trwają w Niemczech w Stuttgarcie i Kolonii kilkutysięczne protesty rodziców przeciwko zaostrzeniu kursu seks-edukacji w szkołach. W Stuttgarcie demonstracje odbyły się już 1 lutego, 1 marca i 5 kwietnia. W Kolonii 18 stycznia i 22 marca. Niemieccy rodzice wreszcie się obudzili. W kraju, w którym seks edukacja w szkołach publicznych w różnym wydaniu jest już obecna od przeszło 40 lat, coraz bardziej perwersyjne żądania aktywistów homolobby wywołały w końcu zdecydowany sprzeciw.

Czerwono-zielony rząd landu Badenia -Wirtembergia pod naciskiem środowisk LGBTTIQ (lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści, transgenderyści i queerseksualiści) przygotował na przyszły rok szkolny projekt edukacyjny Bildungsplan 2015, który zakłada zwalczanie homofobii i transfobii (o czymś takim wcześniej nie mówiono). W ramach tego programu od pierwszej klasy szkoły podstawowej podczas zajęć na wszystkich przedmiotach szkolnych dzieci mają być zaznajamiane z „różnorodnością orientacji seksualnych”, mają być uczone tolerancji i akceptacji seksualnych czynności jakiekolwiek by one nie były. Na lekcjach ma być mowa o tym, jak zaspokajają się lesbijki. W niektórych szkołach w innych niemieckich landach takie „edukacyjne cele” już zostały wprowadzone. „Liżą się po narządach” – tak tłumaczył mamie po takiej lekcji jeden chłopczyk. Dzieci mają oczywiście pozwać również, jak zaspokajają się geje, jakie dodatkowe gadżety mogą zastosować, jakie są korzyści z seksu w wydaniu homo-układu. Edukatorzy tłumaczą dzieciom, że nie będzie katastrofalnej ciąży. I pytają: a może twój kolega jest transseksualistą? Na szkolnych ławkach lądują darmowe ulotki Federalnej Centrali Edukacji Zdrowotnej (BZgA). Uczniowie dowiedzą się z nich (np. w Berlinie już się dowiadują), że odbyt to właściwie organ seksualny.

„Nie chcemy porno-lekcji”!
Nie ma się więc co dziwić takim obrazkom. Rodzice, babcie, dziadkowie, dzieci niosą transparenty z napisami: „Nie pozbawiajcie dzieci ich dzieciństwa!”,  „Dzieci są czyste i takie mają pozostać!” , „Nie chcemy porno –lekcji w szkołach!”. Jeden z nauczycieli Gabriel Stängle nie wytrzymał i zaczął zbierać podpisy pod petycją do rządu przeciwko wprowadzeniu takiego planu do szkół. Zebrano w dwa miesiące blisko 200 tys. podpisów.

Szef rządu Badenii-Wirtembergii, Winfried Kretschmann, jak i Minister Edukacji Andreas Stoch, nie przejął się zbytnio tymi protestami. Zapowiedział kilka kosmetycznych poprawek w projekcie i tłumaczył przed kamerami, że chodzi o to, żeby uczniowie nie używali wyzwisk wobec swoich homoseksualnych kolegów na dziedzińcach szkolnych. Jak mówił, tolerancja i akceptacja różnorodności seksualnych należy do wartości demokratycznego, otwartego społeczeństwa. Tę retorykę niemieccy rodzice znają już doskonale, wiedzą, że tak wygląda tylko opakowanie tej ideologii, a w środku – materiały edukacyjne od których robi się autentycznie niedobrze.

Seks-edukacyjny przymus i więzienie
Dokładnie tak, a nawet gorzej zrobiło się na seks-lekcji w Salzkotten w Północnej Nadrenii 9-letniej dziewczynce o imieniu Melitta, która wyszła z klasy i oznajmiła nauczycielce, że poczuła się bardzo źle i nie chce już wracać na takie zajęcia. Nauczycielka próbowała przymusić dziewczynkę do powrotu do klasy używając siły (SIC!), lecz ta nie ustąpiła, więc kazano jej siedzieć w pokoju nauczycielskim. Rodzice, rzecz jasna, stanęli po stronie córki. Urażone władze szkolne poczuły się w obowiązku zgłosić sprawę do sądu, w związku z uchylaniem się dziecka od udziału w zajęciach szkolnych. W rezultacie na rodziców nałożona została kara grzywny, której odmówili zapłacić, więc na każdego z rodziców z osobna nałożono karę do 40 dni odsiadki.



18 stycznia państwo Eugen i Louise Martens wraz z córką byli obecni na demonstracji przeciwko seks-edukacji rozpoczynającej się pod katedrą w Kolonii, aby dopominać się o prawa rodziców. Prowadzący przemówienie Mathias Ebert, ojciec czwórki dzieci i inicjator protestu, pytał zebranych: „Do czego to doszło w naszym kraju, że gdy rodzice występują w obronie swoich dzieci, nachalnie maltretowanych w szkole perwersyjnymi treściami wyrządzającymi szkody w ich psychice i duszach, wysyłani są do aresztu? Gdzie jest sędzia, który wydaje takie wyroki? Jak może on spać spokojnie? Artykuł 6 naszej Konstytucji mówi, że pierwszorzędnym i najważniejszym obowiązkiem rodziców jest wychowywanie dzieci”. Prowadzący manifestację kontynuował: „Ponadto nasz niemiecki Kodeks Karny określa te kwestie niezwykle jasno. Pozwólcie Państwo, że zacytuję: Paragraf 176, ustęp 4: „Karze pozbawienia wolności od 3m-cy do 5 lat podlega ten, kto:

1. podejmuje przed dzieckiem praktyki seksualne
2. zachęca dziecko do tego, aby podejmowało czynności seksualne
3. oddziałuje na dziecko poprzez pisma, aby doprowadzić je do podjęcia praktyk seksualnych
4. oddziałuje na dziecko pokazując mu rysunki pornograficzne, zdjęcia, bądź puszcza nagrania, lub podejmuje namowy, aby zachęcić je do czynności seksualnych."

Stan prawny w tym względzie jest jasny. Wynika z niego, że niektórych nauczycieli z naszych szkół, jak i autorów tych ulotek (z ministerialnej agencji BZgA – przyp. Red.) trzeba zaprowadzić przed sąd, gdyż według obowiązującego Kodeksu Karnego dopuszczają się przestępstw na naszych dzieciach! A w naszym kraju w więzieniach lądują rodzice, którzy występują w obronie swoich dzieci! Proszę wejdźcie tu na podium–zwrócił się prowadzący do rodziców Melitty - Niech wszyscy zebrani zobaczą jak wyglądają przestępcy w naszym kraju!”.

Państwo Martens  z młodszym dzieckiem na rękach stanęli na podium. Ponad tysięczny tłum zgotował im piękną owację.

Co robią sądy? Dyskryminacja rodziców.
Prowadzący mówi dalej podniesionym głosem: ”Przymusowa seks-edukacja w szkołach nie jest niczym innym jak dyskryminacją rodziców!” Drodzy rodzice!”- kończył prowadzący: „Gdzie bezprawie staje się prawem, sprzeciw staje się obowiązkiem !”


http://besorgte-eltern.net/videos.html

Pochód z piszczałkami dzieci, trąbkami, głośnikami, skandując hasła z niesionych transparentów – (najczęściej powtarzane hasło to ”Dzieci potrzebują miłości, a nie seksu”  i „Ręce precz od naszych dzieci”), pod ochroną policji, rusza wyznaczoną trasą. Na kolorowych transparentach można odczytać całą gorycz rodziców wydanych na pastwę samowoli państwowych seks-edukatorów:

„Dosyć przymuszania do seksu na szkolnych lekcjach!”
„Zero tolerancji dla pedofilskich poczynań w szkołach!”
„Żądamy szacunku dla rodziców!”
„Dość masturbacji i onanizmu w czasie zajęć szkolnych !”
„Stop seks –filmom w czasie zajęć szkolnych!”
„Przymus, seks-przymus! A gdzie demokracja?”
„Stop państwowej indoktrynacji”
„Wychowywanie dzieci jest sprawą rodziców!”

Seks-standardy ONZ i UE.
Kolejna demonstracja w Kolonii pod katedrą odbyła się 22 marca. Mimo zimna i deszczu liczba uczestników była wyraźnie większa niż poprzednio. Dojechali też przedstawiciele podobnych akcji z Francji i Holandii, a nawet z Rosji. Mówili o dyrektywach płynących z ONZ i UE w sprawie wprowadzania seks-edukacji (np. Światowej Organizacji Zdrowia, które już w Polsce poznaliśmy). Zwracali uwagę na fakt, że to nie tylko rodzice niemieccy muszą dziś walczyć o swoje dzieci. Od razu widać było formującą się na boku grupę ubranych na czarno kontrdemonstrantów (w czarnych okularach i kapturach), oblizujących obscenicznie usta, całujących się i przed kamerami podnoszących środkowe palce do góry, z tęczowymi flagami i transparentami: „Stop faszystom, rasistom  i homofobii”.



Co robi policja?
„Bardzo się cieszę, że wszystkich Państwa tu widzę." rzekł Mathias Ebert do zebranych rodziców. „Tak jak obiecaliśmy poprzednio, jesteśmy tu znowu, aby zademonstrować nasz sprzeciw wobec przymuszania naszych dzieci  już od szkoły podstawowej do szkolnych zajęć z seks – edukacji. Nie jesteśmy wcale homofobami, chodzi nam o dobro dzieci.” Nie było jednak łatwo przekonać gejów i lesbijki zebranych po drugiej stronie. Taką demonstracja poczuli się wyraźnie zagrożeni. Agresywni kontrdemonstranci rzucali się na próbujących przejść rodziców z dziećmi. 5 osób zostało rannych, wezwano karetkę, 2 osoby musiały zostać odwiezione do szpitala. Pochód nie mógł przejść legalnie zezwoloną trasą, blokada agresywnych przeciwników z przodu i z tyłu uniemożliwiła im zupełnie przemieszczanie się. Dlaczego policja w Kolonii, podobnie jak w Stuttgarcie, nie umożliwiła legalnej, pokojowej demonstracji spokojnego przemarszu?  Wszystko można zobaczyć na Youtube i posłuchać relacji alternatywnych mediów.



Zostawcie nasze dzieci w spokoju!
Wróćmy jeszcze  na pierwszą demonstrację w Stuttgarcie 1 lutego 2014. Prowadzący ją państwo Natalie i Hans Christian Fromm, rodzice dwójki dzieci czytali przemówienia i cytowali fragmenty z projektu edukacyjnego Bildungsplan 2015. „Pozwólcie państwo, że zacytuję z punkt str. 9 „Dzieci w szkole podstawowej (w Niemczech podstawówka obejmuje tylko 4 klasy-przyp.Red.) mają nauczyć się swobodnego, wolnego od uprzedzeń stosunku do własnej tożsamości płciowej jaki i do innych tożsamości. Nauczą się rozróżniać płeć: biologiczną, przeżywaną, społeczną, prawną i przypisaną”. "Ten swobodny stosunek do płci oznacza, ze dziecko jak najwcześniej ma sobie samo określić jaką ma płeć”- wyjaśniali. „Fala genderyzmu zalewa Europę i w pierwszej kolejności zamierza pogrążyć najmłodszych. „Tematem zajęć (w szkole podstawowej) będą choroby przenoszone drogą płciowa i antykoncepcja”.

„Panie Kretschmann (Szef rządu Badenii-Wirtembergii- przyp. Red.)– Proszę zostawić nasze dzieci w spokoju!”- wołali organizatorzy manifestacji. „Musimy chronić nasze dzieci przed przymusową indoktrynacją. Rodzice chrońcie swoje dzieci!”. „Po co uczeń szkoły podstawowej ma uczyć się jakie są różnice pomiędzy homoseksualistą, bi-, trans- i interseksualistą? Dlaczego nasze dzieci mają zajmować się w tym wieku zaburzeniami psychicznymi?!”. „Radykalne mniejszości seksualne chcą wykorzystać szkoły dla realizacji własnych interesów. Nie pozwolimy na to! W szkołach naszym dzieciom zamierzają wmawiać, że wszelkie homozwiązki stoją na równi ze związkiem małżeńskim mężczyzny i kobiety, lecz nasza konstytucja stawia małżeństwo pod szczególna ochroną państwa i społeczeństwa. Jeśli małżeństwo ma zostać sprowadzone do jednej z wielu form związków, to jego szczególna ochrona zostanie uchylona!”- mówił prowadzący.

Pedofile naciskają
„Punkt 12" – kontynuuje swoje przemówienie prowadzący- cytuję: „Uczniowie mają poznawać kulturę, muzykę, filmy, sztukę, teatr i miejsca spotkań osób LGBTTIQ.”  Zatem, Drodzy rodzice, nasze dzieci będą prowadzone, np. na lekcji religii na spotkania do gejowskiego baru.” „Kto nam zagwarantuje, że LGBTTIQ nie zostanie uzupełnione o literkę P?” Pedofile naciskają od dawna, aby zalegalizować popełniane przez nich przestępstwa. Oni również chcą się zaliczać do „różnorodnosci orientacji seksulanych”  (zob.wywiad ze znanym niemieckim pedofilem Diter’em Gieseking’iem.)

Atmosfera strachu: Rodzice: ODWAGI!
„Blisko 200 tys. podpisów pod petycją przeciwko wprowadzeniu takich zajęć do szkół dodaje mi odwagi”. – kontynuuje Christian Fromm- „Bo w Niemczech panuje atmosfera strachu. Normalni rodzice są szkalowani i uwłacza się im przy każdej okazji”- mówi. „Nie jesteśmy wcale homofobami, ani fundamentalistami. Nasza demonstracja jest pokojowa na rzecz praw rodziców, które depcze nasz rząd, gdyż rząd zamierza podjąć działania wbrew woli obywateli! Opowiadamy się za wolnym społeczeństwem, w którym nie aresztuje się rodziców, gdy chcą chronić swoje dzieci przed nachalną edukacją seksualną, jak miało to miejsce już wiele razy”.

Oklaski mieszają się z krzykami i piskami, kontrdemonstranci napierają na słuchających. Znowu skandują: „Wasze dzieci będą takie jak my!”. –„Nie dajmy się sprowokować”- kończy prowadzący widząc agresję ze strony przeciwników. „Teraz o głos prosimy naszego gościa” zapraszał.

Mathias von Gersdorff – reprezentujący inicjatywę „Dzieci w niebezpieczeństwie” mówił: „W czasach kiedy jeszcze stał Mur Berliński i istniał Związek Sowiecki i w całym bloku wschodnim w Europie panował komunizm, kiedy nie było żadnej wolności, ani demokracji, w 1981 roku papież Jan Paweł II napisał w dokumencie apostolskim Familiaris consortio, że praw rodziców nie można z góry złożyć. Rodzice sami muszą o nie dbać i zabiegać o to, by były chronione, bronione i respektowane przez państwo! Jakże aktualne są dzisiaj te słowa! Dzisiaj prawa rodziców do wychowywania swoich dzieci nie są absolutnie uznawane. Dzisiaj jest wiele osób, które mówią o wolności i tolerancji, lecz nie chcą słyszeć o prawach rodziców. Jednak od Adama i Ewy tak jest, że dzieci należą do rodziców, a nie do państwa!!!”

-„Zamknij mordę !!!!” , „Zamknij mordę!!!!”

Tak skandują kontrdemnostranci, wyraźnie przebijają się kobiece głosy(!), obscenicznie wysuwane języki, pokazowe całowanie się homo-par, wyrywanie kabli prowadzącym przemówienie. Policja musi obezwładnić tych najbardziej agresywnych. „Wasze dzieci będą takie jak my!!!!!” „Odwalcie się !!!”- krzyczeli kontrdemonstranci.

„Widzimy tu właśnie tych, którzy nie chcą innym obywatelom przyznać podstawowych praw– wyrażania swojego zdania. W tym starciu jednak prawda jest po naszej stronie!” -kończy Mathias von Gersdorff.

Dochodzą posiłki policyjne i kolejna agresywna grupa kontrdemonstrantów wkracza do akcji. Obok tęczowych flag pojawiają się czerwone. Robi się naprawdę gorąco. Strach o idące z rodzicami dzieci.  Pochód nie może ruszyć.

„Rodzice! Tu chodzi o życie i śmierć!”

Odsyłam do filmu od 28 min:


Kolejna demonstracja zapowiedziana jest na 28 czerwca ponownie w Stuttgarcie.


Opracowała: Magdalena Czarnik


PS. Tekst ten dedykuję członkom „Porozumienia na rzecz wprowadzenia  powszechnej i obowiązkowej , zgodnej ze standardami WHO, edukacji seksualnej do szkół”, popierającym projekt ustawy Wandy Nowickiej. Proszę równocześnie o jak najszersze publikowanie tego tekstu w Polsce. Dziennikarzy chcących kontynuować ten temat zapraszam do działania. Demonstracje wciąż trwają. Materiał do reportaży nie zabraknie.


Źródło: http://www.prisonplanet.pl/kultura/rodzice_dzieci,p789849009

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kanada: napaść na kardynała podczas Marszu dla Życia!


Femen France poinformował na Facebooku o zaatakowaniu przez Femen Kanada uczestników Krajowego Marszu dla Życia. Feministki stwierdziły również, że „aborcja jest świętością!”.


Od kilkunastu miesięcy trwają antyrodzinne akcje feministycznej grupy Femen, polegające na fizycznych atakach na obrońców życia. Znane z półnagich występów aktywistki omamione wizją powszechnej swobody seksualnej atakują zarówno biskupów, jak to miało miejsce w Belgii i Hiszpanii, czy chrześcijańskie miejsca kultu – jak np. w Rosji. Teraz poszły jeszcze o krok dalej.

Kanadyjskie feministki zaatakowały uczestników tamtejszego Marszu dla Życia. Ich wściekłość wzbudził sprzeciw wobec aborcji.

Marsz obrońców życia zgromadził w stolicy Kanady, Ottawie, 250 tys. ludzi. Dwie rozhisteryzowane aktywistki Femenu, jak zwykle półnagie,  wtargnęły na trybunę atakując fizycznie ks. kard. Cypriena Lacroix, arcybiskupa Québecku.

Napaść feminazistek była wielkim szokiem dla znajdujących się tam licznych dzieci, których rodzice przyprowadzili na manifestację przywiązania do życia i wartości rodzinnych. Zamiast tego feministki zafundowały zebranym sceny bluźniercze i wulgarne.



Kra, FLC