piątek, 11 kwietnia 2014

Nowa afera w ministerstwie? CBA na tropie

Nieprawidłowe zamówienia informatyczne w Ministerstwie Sprawiedliwości opiewają, zdaniem CBA, na 100 mln zł. Funkcjonariusze skierowali w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.


„Zawiadomienie ma związek z kontrolą, którą Biuro prowadziło od 20 marca do 18 października 2013 r. w Ministerstwie Sprawiedliwości. Obejmowała ona sprawdzenie decyzji dotyczących udzielania zamówień publicznych oraz rozporządzania mieniem, w związku z wydawaniem środków na zakup usług i sprzętu teleinformatycznego, w tym projektu Centrum Świadczenia Usług Rejestrowych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Kontrola obejmowała lata 2007-2013” – czytamy w komunikacie CBA.

Według oceny funkcjonariuszy, prawo o zamówieniach publicznych łamią umowy zawarte na sumę 100 mln zł.


Źródło: dziennik.pl/cba.gov.pl

ged

czwartek, 10 kwietnia 2014

Kara śmierci – sprzeczna z dekalogiem czy nie?


Zarówno przeciwnicy kary śmierci, jak i jej zwolennicy, często powołują się na Biblię. Kto ma rację?

Biblia przeciwko karze śmierci?

Wielu ludzi nie ma wątpliwości, że V przykazanie dekalogu w sposób bezwzględny i jednoznaczny zakazuje odbierania życia każdej istocie ludzkiej. Według nich przykazanie „Nie zabijaj!” (Wj 20,13; Pwt 5, 17) wyklucza stosowanie kary śmierci. Co więcej Jezus, odnosząc się do V przykazania podczas Kazania na Górze, stwierdził, że narusza je nawet gniew na bliźniego (por. Mt 5, 21-22). Kiedy tłum chciał zgodnie z prawem Mojżeszowym ukamienować jawnogrzesznicę (czyli ukarać ją śmiercią), Jezus powiedział, by pierwszy rzucił kamieniem ten, kto jest bez grzechu (por. J 8, 1-11). Wyciągany jest stąd wniosek, że był przeciwny karze śmierci za cudzołóstwo.



dekalog

Biblia za karą śmierci!

W większości tłumaczeń V przykazanie dekalogu brzmi „Nie zabijaj!”, jednak dokładniejszym wyrażeniem myśli zawartej w dekalogu byłoby sformułowanie: „Nie popełniaj morderstwa” (tak ma Biblia Paulistów). W wersji hebrajskiej przykazanie brzmi „lo trisach”. Użyty tu czasownik „rasah” odnosi się wyłącznie do popełnionego z premedytacją morderstwa. W języku hebrajskim są trzy określenia na zadanie śmierci. Słowo „rasah” znaczy dosłownie: mordować. Zabicie kogoś na wojnie język hebrajski określa słowem „harag”, dla kary śmierci używany zaś jest czasownik „hemit”. Dekalog nie zakazuje więc ani zabijania wrogów w bitwie ani egzekucji wykonywanych na mordercach.

Zaraz po tekście dekalogu znajdują się zresztą szczegółowe przepisy, kiedy kara śmierci powinna być stosowana. Pod karę śmierci podlegało, m.in. pobicie rodziców (Wj 21,15), złorzeczenie im (Wj 21,17), uprawianie czarów (Wj 22,17 lub 22,18), sodomia (Wj 22,18 lub 22,19), cudzołóstwo (Kpł 20,10), nieprzestrzeganie szabatu (Wj 35, 2) oraz inne. Jednak jedynie kara śmierci za morderstwo jest nakazana w Biblii wielokrotnie i usankcjonowana w sposób jednoznaczny wolą Boga (Rdz 9, 2-6; Wj 21,12.14; Pwt 19,13.21; Kpł 24,17).

Sprawca nieumyślnego zabójstwa miał możliwość schronienia się w tak zwanych „miastach ucieczki”, gdzie otrzymywał azyl i ochronę przed zemstą, jaką prawo przyznawało krewnym zmarłego (Lb 35, 22-23). Starsi z miasta ucieczki ustalali na podstawie zeznań świadków, czy uciekinier nie dopuścił się morderstwa z premedytacją, gdyż w takim przypadku musieli go wydać (Pwt 19, 11-13). Morderca nie miał prawa do azylu nawet łapiąc się rogów ołtarza, co normalnie zapewniało ochronę. Bóg wypowiada tu słowa o jednoznacznej wymowie: „Jeśli zaś ktoś posunąłby się do tego, że bliźniego zabiłby podstępnie, oderwiesz go nawet od mego ołtarza, aby ukarać śmiercią” (Wj 21,14).

zabójca

W opisie przymierza noachickiego (czyli przymierza, jakie zawarł Bóg z całą ludzkością) czytamy: „[Jeśli] kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga” (Rdz 9, 2-6). W tym miejscu kara śmierci jest wręcz żądana przez samego Boga, który motywuje ją wielką godnością człowieka stworzonego jako obraz Boga. Zamordowanie bliźniego jest tak wielką zbrodnią, że może być za nią tylko jedna adekwatna kara. ST nie pozostawia wątpliwości, co do godziwości stosowania kary śmierci. Również w NT nie znajdziemy żadnego tekstu, który zakazywałby wymierzania kary śmierci mordercom.

Jezus nigdy nie anulował prawa do karania śmiercią za taką zbrodnię. W przypadku uratowanej jawnogrzesznicy nie chodziło przecież o karę za morderstwo, ale o nieadekwatnie surową karę za cudzołożenie. Ponadto czym innym jest osobiste przebaczenie i modlenie się za tych, którzy uczynili nam zło, a czym innym są konsekwencje prawne, jakie złoczyńcy ponoszą za swój czyn. Św. Paweł przypomina, że zadaniem władzy cywilnej, która „nie na próżno nosi miecz”, jest przede wszystkim zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa (por. Rz 13, 3-4). Apostoł nawiązuje tu do, tzw. „prawa miecza” (ius gladii), czyli prawa do karania śmiercią. Bóg wyraźnie zabronił osobistej zemsty w odwecie za wyrządzoną krzywdę, ale ustanowił zarazem odpowiednie władze, którym przyznał prawo stosowania kary śmierci.

Wnioski

W dyskusji o karze śmierci błędny jest pogląd, jakoby stała ona w sprzeczności z dekalogiem. Argumenty przeciwko takiej karze można oczywiście wywodzić z innych źródeł (z postępu cywilizacyjnego, z rozwoju idei humanitaryzmu, z wiary w resocjalizację itp.), ale nie można z nauczania biblijnego.

W encyklice „Evangelium vitae” papież Jan Paweł II wyraził stanowisko, że kara śmierci nie powinna być stosowana poza przypadkami absolutnej konieczności, gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa, które to przypadki są dzisiaj bardzo rzadkie, a być może nawet już się wcale nie zdarzają. Wyraził ponadto opinię, że środki bezkrwawe bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej (punkt 56). Takie samo stanowisko zajmuje Katechizm Kościoła Katolickiego, przypominając jednocześnie tradycyjną naukę, że Kościół katolicki w przypadkach najwyższej wagi nadal dopuszcza karę śmierci (KKK 2265-2267).

_ _ _

Roman Zając – biblista, wykładowca KUL.


Źródło: http://komentarze.twojabiblia.pl/kara-smierci-sprzeczna-z-dekalogiem-czy-nie/

środa, 9 kwietnia 2014

Pół miliona dolarów za zwracanie sie per "pani"

fot. FORUM

Była pracownica firmy cateringowej w Portland domaga się 18 682 dol. zadośćuczynienia za pensje, których nie otrzymała po odejściu z pracy. Żąda dodatkowo pół miliona dolarów rekompensaty za straty moralne. Wynikają one z tego, że koledzy zwracali się do pracownicy per pani. Tymczasem Valeria Jones uważa się za osobę „neutralną genderowo”.


Jones jest oburzona, że Bon Appetit Management Company nie zwróciła uwagi na niezaznaczenie przez nią płci w formularzu aplikacyjnym. Ponadto żali się, że współpracownicy zignorowali fakt, że prosiła o nie zwracanie się do niej per pani i sugerowali się wyglądem. Jak czytamy w pozwie, w efekcie tego zachowania Jones „płakało regularnie w pracy i domu”.

Przedstawiciele firmy zapewniają, że „są pracodawcą zapewniającym równe szanse, które obejmują każdego rodzaju różnorodność”. Firma istotnie wydaje się być przywiązana do postępowych wartości. Jak czytamy na jej stronie, przedsiębiorstwo jest „pionierem w ekologicznych rozwiązaniach, takich jak (...) humanitarne hodowanie mięsa i jaj (sic)”. Podkreśla też swoje przywiązanie do idei „zrównoważonego rozwoju”.

Z kolei Darren McKinney rzeczniczka prawniczej American Tort Reform Association twierdzi, że skarga pani Jones jest niepoważna. - Jeśli ktoś opuszcza pracę, to nie ma prawa do utraconych pensji – powiedziała. Jej zdaniem pozew ten nie ma żadnego umocowania w prawie.

Jak zauważa Kirsten Andersen na lifesitenews.com w stanie Oregon obowiązują wprawdzie przepisy wymagające, by firmy, szkoły, i inne instytucje traktowały ludzi bazując na ich deklarowanej płci (gender), a nie biologicznej (sex). Są one zresztą egzekwowane w dość surowy sposób. Świadczy o tym grzywna w wysokości 400 tys. dol nałożona na właściciela baru w Portland. Wyrzucił on grupę transwestytów, którzy chodzili do damskiej toalety, twierdząc, że odstrasza to klientki. Jak jednak zauważa Jones, w stanie Oregon nie ma prawa mówiącego jak traktować osobę twierdzącą, że jest „genderowo neutralna”.


Źródło: lifesitenews.com

Mjend

wtorek, 8 kwietnia 2014

Ukraina - globalny aspekt finansowy.


Ostatnie wydarzenia na Ukrainie należy rozpatrywać nie tylko pod kątem politycznym ale również ekonomicznym. Sytuacja gospodarcza i perspektywy dla Ukrainy nie wyglądają różowo. Zagraniczny dług Ukrainy wynosi około 137 mld USD co stanowi około 40% PKB. Niby nie dużo lecz w większości jest to dług krótkoterminowy. Co gorsza większość długu denominowana jest w walutach obcych co w sytuacji znacznej dewaluacji hrywny znacznie potęguje problemy. Tylko w 2014 roku Ukraina będzie potrzebować co najmniej 25 mld USD na rolowanie długu (wykup starych obligacji poprzez emisję nowych). Problem jest taki, że dług Ukrainy już jest oceniany jako śmieciowy. Ewentualne pożyczki będę bardzo drogie. 

Kto zatem może wspomóc nowe władze Ukrainy kredytem?


1. Rosja. Nierealne, w sytuacji gdy nowy rząd otwarcie dąży do UE. Co więcej od kwietnia wygasa 33% rabat na rosyjski gaz. Ceny dla Ukrainy wzrosną z 268 do 400 USD/1000 m3 (50% podwyżka).

2. Zbankrutowana Europa?

Także mało realne. Co prawda Komisja Europejska zobowiązała się przekazać Ukrainie 15 mld USD pomocy. Problem jest taki, że Europa jest podobnym bankrutem. W obliczu decyzji Niemieckiego Sądu Najwyższego kwestionującego bezpośredni skup obligacji przez Europejski Bank Centralny (czytaj druk pustej waluty rodem z FED’u) nie bardzo jest skąd wziąć środki dla Ukrainy. Niemiecki podatnik po latach dotowania krajów południa nie będzie się palił do wspierania nowych władz na Ukrainie zwłaszcza, że Niemcy mają bardzo dobre relacje z Rosją oraz są w znacznym stopniu uzależnione od rosyjskiego gazu. Francja, Włochy, Belgia, Hiszpania mają swoje problemy. Masowa zrzutka jest zatem mało prawdopodobna.

3. USA. 
Bardzo możliwe. W ramach szerzenia demokracji władze USA po przepychankach w Kongresie mogą zdecydować się na pomoc w wysokości ok 15 mld USD. Na to rozwiązanie może wskazywać zgoda nowych władz na przewiezienie do USA ukraińskich rezerw złota. Ukraina poza tym jest bardzo łakomym kąskiem dla korporacji amerykańskich. 45 milionowy rynek zbytu, znaczne otwarcie na zachodni system bankowy oraz 3 mln ha najlepszych ziem uprawnych jest niewątpliwie bardzo wartościowym aktywem. Co prawda, kilka miesięcy temu Chińczycy wydzierżawili tereny uprawne na kolejne 50 lat lecz po zmianach władzy umowa zapewne straci na ważności.

4. MFW.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy wydaje się być pierwszym chętnym do udzielenia pomocy lecz jest to rozwiązanie karkołomne dla nowych władz. Po pierwsze ewentualny kredyt będzie bardzo drogi. W ramach postanowień dodatkowych Ukraina będzie najprawdopodobniej musiała zrealizować wiele bardzo niepopularnych społecznie postanowień:
- sprywatyzować (oddać za bezcen) część gazociągów o czym już się rozmawia
- sprywatyzować znaczną część przemysłu co pociągnie za sobą masowe zwolnienia (tzw. restrukturyzacja)
- przestać dopłacać do cen gazu co w połączeniu z 50% wzrostem ceny dla Ukrainy znacznie uderzy w społeczeństwo oraz przemysł
- przeprowadzić znaczne cięcia wydatków socjalnych

Efekt reform zapewne byłby taki, że obecne władze nie miałyby czego szukać po demokratycznych wyborach o ile do takich w ogóle dojdzie.

Wielką niewiadomą jest przyszła rola Stanów Zjednoczonych w MFW. Dotychczasowa pozycja dawała USA prawo veta ze względu na największy udział w funduszu. Struktura udziałów poszczególnych krajów w MFW jest jednak przestarzała i niedostosowana do obecnej proporcji gospodarek oraz możliwości kontrybucji do funduszu. W ciągu ostatnich 3 miesięcy znacznie wzrosły naciski ze strony G20 aby przemodelować strukturę sił w MFW i Banku Światowym po kwietniu 2014. Takie przemodelowanie oznaczałoby ogromny wzrost znaczenia Chin, Rosji, Indii czy Brazylii kosztem USA czy UK. 

Niezależnie od wewnętrznych rozgrywek MFW będzie zapewne próbował ugrać jak najwięcej na obecnej sytuacji ale biorąc pod uwagę fakt prorosyjskiego nastawienia na bogatej, wschodniej Ukrainie nie minie wiele czasu, aż Rosji uda się ponownie obsadzić u władzy klon Janukowycza grzecznie realizującego politykę Moskwy. Prozachodni pożyczkodawcy nie mają zwyczajnie wiele do zaoferowania co oznacza dalsze problemy gospodarcze i pogarszającą się sytuację przeciętnego Ukraińca. W kraju, w którym regularnie dochodzi do zmiany sojuszników nie trudno o kolejną rewolucję na przestrzeni kilku miesięcy. Na pomoc z MFW zamiast USA naciska także Rosja. Putin zdaje sobie doskonale sprawę, że jeżeli Ukraina zgodzi się na warunki stawiane przez MFW to za kilka miesięcy Ukraińcy sami zwrócą się w kierunku Moskwy. 

Wielką niewiadomą jest rozwój sytuacji na Krymie. Za kilka dni odbędzie się tam referendum i jest dość prawdopodobne, że obywatele opowiedzą się za odłączeniem od Ukrainy. Zwłaszcza, że wczoraj Parlament Krymu przyjął deklarację niepodległości, która zostanie ogłoszona, jeśli mieszkańcy przegłosują przyłączenie Autonomii do Rosji.

Referendum oczywiście nie będzie uznane przez rząd w Kijowie i na arenie międzynarodowej sytuacja Krymu będzie przypominała status Kosowa przez jednych uznawanego za niepodległe państwo, przez innych za część Serbii. Polski Minister Spraw Zagranicznych już zapowiedział, że nie uzna niepodległego Krymu niezależnie od wyników referendum. Na Krymie otwarcie rozmawia się już nie tyle o odłączeniu od Ukrainy lecz o wstąpieniu do Federacji Rosyjskiej. Uważam jednak, że mimo wielu korzyści dla Rosji, Putin nie zgodzi się na formalne rozszerzenie granic Rosji aby nie zaogniać sytuacji.

Niezależnie od tego jak sytuacja się potoczy fakt jest taki, że Ukraina padła ofiarą walki o wpływy pomiędzy UE / USA oraz Rosją. Nikt nie chce ustąpić. Obie strony przygotowują się na wypadek konfrontacji zbrojnej jednocześnie grożąc sobie sankcjami gospodarczymi. Prawda jest taka, że zarówno Rosja potrzebuje Europy jak i Europa potrzebuje Rosji. Bez wzajemnej współpracy handlowej obie strony pogrążą się gospodarczo. 

Mamy zatem dwa możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w kontekście wojny ekonomicznej. Wojna na słowa vs. rzeczywiste sankcje gospodarcze. Poważne sankcje gospodarcze byłby wyjątkowo dotkliwe zarówno dla Rosji jak i UE z kilku powodów.

1. Europa jest uzależniona od eksportu rosyjskich surowców, które jednocześnie odpowiadają za 50% przychodów budżetowych Rosji.
2. Około 55% rosyjskiego eksportu trafia na rynek UE. 
3. Około 43% rosyjskiego importu pochodzi z UE.
4. Największym odbiorcą rosyjskiego gazu w Europie są Niemcy cechujące się pragmatyzmem gospodarczym dzięki czemu poważne sankcje póki co są mało prawdopodobne.




Scenariusz 1, najbardziej prawdopodobny.
Nasilą się słowne przepychanki oraz działania pokazowe. UE wraz z USA będą domagały się sankcji w stylu ograniczenia wjazdu przedstawicieli „reżimu rosyjskiego” na teren UE. Zawieszone zostaną rozmowy o ruchu bezwizowym. USA zaproponuje wykluczenie Rosji z posiedzeń G8. Nawet jeżeli do tego dojdzie, nie będzie to miało znaczenia gdyż kluczowe decyzje zapadają w oparciu o G20. 

Scenariusz 2, realny jeżeli komuś puszczą nerwy.
W sytuacji eskalacji konfliktu militarnego wprowadzone zostaną poważne sankcje handlowe oraz blokady kont rosyjskich obywateli oraz rosyjskich korporacji działających w USA, Kandzie i UE. W odpowiedzi Rosja znacjonalizuje udziały zachodnich koncernów działających na terenie Rosji (Exxon, BP, Carlsberg i wiele innych). Sankcje uderzą dużo bardziej w UE i USA gdyż koncerny zachodnie mają dużo więcej aktywów w Rosji niż rosyjskie koncerny na zachodzie.


Rosja zawiesi spłatę długu względem zachodnich banków oraz może rzucić na rynek obligacje USA warte około 138 mld. Ilość ta nie jest porażająca lecz jeżeli Azjaci czy BRICS dołączą się do wyprzedaży zainicjowana zostanie panika na obligacjach USA.

W odpowiedzi Zachód próbowałby zaatakować rubla lecz będzie to bezskuteczne. Rubel stracił do tej pory znacznie na wartości i dalszy spadek jest bardzo ograniczony. Poza tym Rosja ma dług poniżej 10% PKB z czego większość obligacji jest w rękach rosyjskich banków. Kartel zatem sam nie może zainicjować wyprzedaży gdyż nie posiada aktywów denominowanych w rublu.


W przypadku eskalacji konfliktu Rosja może tymczasowo wstrzymać dostawy gazu dla Polski, Bułgarii, Rumunii oraz Ukrainy. Dostawy gazu do Niemiec czy Austrii poprzez Nordstream raczej są niezagrożone.
Prawdziwym asem w rękawie jest zmiana systemu rozliczeń. Obecnie sprzedaż odbywa się w systemie dolarowym. Wystarczy jeden dekret aby Gazprom zażądał częściowych płatności w złocie lub rublach (w przypadku zbytniego osłabienia się rosyjskiej waluty).


Ropa/gaz w zamian za złoto dodatkowo uderzyłaby w amerykańskie obligacje oraz dolara. Doszłoby do znacznej eskalacji sporów wewnątrz Europy gdyż problemy z dostawami gazu błyskawicznie przełożyłyby się na nasilenie problemów gospodarczych. W krótkim czasie skonfliktowana Europa podzieliłaby się na dwa bloki. Z jednej strony silny gospodarczo blok: Niemiec, Austrii, Finlandii, Estonii i Holandii. Z drugiej strony bankrutujące kraje południa wspierane kulejącymi gospodarkami krajów dawnego bloku radzieckiego (Polska, Bułgaria, Rumunia, Łotwa, Litwa, Czechy) borykającymi się z brakami gazu. Podział na dwie strefy praktycznie byłby gwoździem do trumny dla Strefy Euro jeżeli nie dla całej Unii Europejskiej.


Skonfliktowana Europa nie byłaby w stanie podjąć żadnych wiążących działań w efekcie czego część krajów mogłaby ogłosić bankructwo na obligacjach denominowanych w Euro. Jeden przypadek i mamy lawinę podobnych działań. Skoro Grecja czy Hiszpania wskutek protestów na ulicach i braków środków nie wykupuje obligacji na czas to czemu miałyby to robić Włochy, Francja czy Słowenia?
 Bankructwo na obligacjach w Europie doprowadziłoby do załamania Euro wskutek czego albo mielibyśmy powrót do walut narodowych albo wyłonienie się Nowego Euro obejmującego kraje silne gospodarczo do czego zapewne dojdzie nie dalej niż w ciągu 5 lat niezależnie od rozwoju sytuacji.
Sprzedaż ropy za ruble i złoto uderzyłaby znacznie w system petrodolara. Skoro Rosja otrzymuje złoto w zamian za surowce to czemu skłócona z USA Arabia Saudyjska, Iran, Katar czy Wenezuela miałyby dalej akceptować dolara, którego FED dodrukowuje w tempie 1 biliona rocznie?

Audycja nt rewolucji m.in. na Ukrainie:




W krótkim czasie obligacje USA podobnie jak i obligacje krajów południa Europy stałyby się aktywem, którego każdy chce się pozbyć. FED panicznie zwiększyłby skalę druku aby skupić napływające do kraju obligacje. Byłby to jednak moment, w którym inwestorzy zdają sobie sprawę, że dla dolara nie ma już ratunku. 

Dalszych scenariuszy rozwoju sytuacji jest mnóstwo. Inflacja dwucyfrowa przechodząca w hiperinflację. Inflacja dwucyfrowa i ogłoszenie bankructwa na obligacjach lub ich zamrożenie do czasu wygaśnięcia. Ostateczny efekt byłby taki, że USA musiałoby wprowadzić nową walutę znacznie zdewaluowaną w stosunku do obecnego dolara definitywnie kończąc erę petrodolara. 



Podsumowanie
Większość polityków nie ma zielonego pojęcia o ekonomii. Każda okazja za to jest dobra do zaistnienia w mediach i zdobycia popularności niezależnie od głupot jakie się wygaduje.
Sankcje gospodarcze tak często wspominane nigdy nie są bronią jednostronną. Nikt nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji oraz ostatecznej skali wojny handlowej. USA mimo ogromnej rzeszy specjalistów nie przewidziało 3 lata temu, że nakładając sankcje na Iran przyczynią się do powrotu standardu złota w wymianie handlowej co było istnym strzałem w stopę. 

Nie dość, że Iran oraz Indie pokazały światu alternatywę dla petrodolara to jeszcze Turcja będąca dawniej sojusznikiem USA stała się głównym pośrednikiem. Rosja czerpie większą część dochodów z eksportu surowców lecz bez tych surowców Europę czeka bardzo poważna zapaść gospodarcza. Jednym z wygranych i to wyłącznie na krótką metę będą Stany Zjednoczone, których wymiana handlowa z Rosją jest marginalna. 

Nie liczyłbym także na import gazu z USA do Europy. Nim zostaną przygotowane odpowiednie terminale do skraplania gazu oraz odbioru ich w Europie to gaz z amerykańskich łupków w USA nie będzie już w stanie zaspokoić potrzeb Stanów Zjednoczonych nie mówiąc o eksporcie.
Z punktu inwestycyjnego na chwilę obecną wstrzymałbym się z inwestycjami na Ukrainie czy w Rosji. Mimo, iż wiele kompanii jest atrakcyjnie wycenianych to potencjał do spadków w sytuacji eskalacji konfliktu jest ciągle bardzo duży.



Link do oryginalnego artykułu: LINK



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Stanisław Krajski: Współczesne postacie satanizmu


Satanizm posiadał zawsze wiele oblicz. Jego założyciel szatan jest przecież ojcem kłamstwa. Prawda jest jedna, kłamstw może być wiele. Szatan tworzył wiec wciąż nowe propozycje dla człowieka, często bardzo różne, całkowicie, wydałoby się odmienne od siebie. Ich wspólnym mianownikiem był zawsze bunt przeciwko Bogu.

Stąd wiele kultów religijnych nożna uznać za dzieło szatana. Poprzez nie chciał on odciągnąć ludzi od Boga, tak ich ukształtować, by nie przyjęli Chrystusa. Vittorio Messori zauważa w jednym ze swoich dzieł, ze pierwsi chrześcijanie byli głęboko przekonani, że pogaństwo starożytnego Rzymu jest wprost związane z szatanem.

Współcześnie postaci satanizmu jest również bez liku. Podstawowe z nich to satanizm praktyczny, satanizm filozoficzny, satanizm ideologiczny i satanizm religijny.



Satanizm praktyczny to przyjęcie w codziennym życiu wartości i postaw, które proponuje szatan, to odrzucenie chrześcijaństwa i przyjęcie na jego miejsce ubóstwienia siebie. Wielu współczesnych ludzi traktuje siebie jak boga, zachowuje się jak bóg, jak pan i prawodawca (ten, który decyduje o tym, co jest prawdą, a co fałszem, co dobrem a co złem). Tacy ludzi czczą siebie, na wszystko sobie pozwalają, czynią z siebie jedyną normę życia i wszystkiego innego, swoje przyjemności uznają za wartość najwyższą.

Satanizm filozoficzny przybiera postać quasi-filozfii, która wyrasta z theofobii (niechęci do Boga), dowodzi, ze Boga nie ma, uznaje za jedynego boga tylko człowieku i nadaje mu wszystkie boskie uprawnienia. Taka filozfiia to filozofia Oświecenia, ale również filozofia kontynuująca myśl Kartezjusza, Hegla czy Kanta.

Satanizm ideologiczny to ideologia wprowadzająca zasady szatana w życie społeczne i polityczne. Jedną z jej postaci jest socjalizm. Jej postacią był nazizm i faszyzm. Jej postacią jest również liberalizm głoszący jako wartość podstawową i absolutną wolność człowieka, wolność bez granic przeciwko dobru i Bogu

Celem liberalizmu nowoczesnego jest z jednej strony uwalnianie człowieka od jego materialnych bolączek, z drugiej zaś “próba stworzenia warunków” dla “człowieka nowoczesnego” będącego “istotą postępową”, całkowicie wolną i w żaden sposób nieskrępowaną, która sama decyduje o wszystkim. Liberalizm nowoczesny uznając, że najważniejsza dla człowieka jest wolność zakłada, że państwo ma dać jednostkom tę wolność likwidując wszystko to, co uznaje za zniewolenia. Pierwszym zniewoleniem, według liberalizmu nowoczesnego ma być niedostatek materialny. Liberalizm ten zatem postuluje stworzenie swego rodzaju państwa opiekuńczego – nową wersję socjalizmu, socjalizmu “z ludzka twarzą”. Głosząc wolność tę wolność zaczyna ograniczać. Kolejnymi zniewoleniami dla niego są wszelkie ograniczenia moralne i obyczajowe. Stąd wypowiada im wojnę proponując, w istocie, niewolę grzechu.

Co to jest wolność?

Bóg stworzył świat. Świat jako skutek Bożego działania wskazuje na swoją przyczynę, a więc odzwierciedla ją na swoją, niedoskonałą miarę. Wszystkie te doskonałości, które pojawiają się w świecie uprzednio istnieją w Bogu w najwyższym stopniu. Bóg jest zatem istotą, która w najwyższym stopniu posiada wolność. Bóg jest więc wolny. Cóż to oznacza? Czy wolność Boga, a mianowicie prawdziwa najwyższa wolność jest niczym nie ograniczona? Czy Bóg, mówiąc inaczej, wszystko może? Czy Bóg np. może uczynić jakieś zło, zrobić jakąś głupotę? Oczywiście, że nie. Bóg nie może robić tego, co jest sprzeczne z Jego doskonałą, Bożą naturą. Gdyby Bóg działał niezgodnie ze swoja naturą przestał by być sobą. Ktoś przestaje być sobą tylko wtedy gdy traci wolność. Bóg nie może utracić wolności bo jest doskonały. Wolność Boga, najwyższa, najdoskonalsza wolność polega więc na tym, że jest On zawsze doskonały i dobry.

Człowiek jako istota stworzona, niedoskonała wciąż traci wolność. Tracąc wolność popełnia błędy, czyni zło i robi głupoty. Człowiek, któremu się wydaje, że wolność polega na tym, że można robić cokolwiek robiąc to cokolwiek przekreśla w swoim życiu perspektywę doskonałości i dobra tym samym zamykając najważniejsze pola działania, a więc w istocie przekreślając swoją wolność.

Kto jest twórcą fałszywych rozumień wolności?

Jest nim, miedzy innymi, sam szatan. Szatan jest małpą Pana Boga. Próbuje Go naśladować tak dalece, że próbuje sam zostać Bogiem i zachowywać się dokładnie jak Bóg. Szatan jednak nie jest Bogiem i takie zachowanie jest po prostu niemożliwe. Gdy szatan próbuje być wolny tak jak Bóg przyjmuje takie pole swobody, które ze względu na jego niedoskonałość, pychę i głupotę wykracza poza wolność przekreślając ją tym samym. Szatan nie rozumie, że wolność stworzeń jest możliwa tylko wtedy gdy powiąże się z wolnością Boga, a więc wtedy gdy stworzenie powie do Boga: “Naucz mnie Panie wolności” i będzie posłuszne wszystkim Bożym wskazaniom. Szatan zaraża człowieka swoimi błędami gdy ten odrywa się od Bożej wolności, gdy traci swoją prawdziwą wolność.

Liberalizm jako satanizm ideologiczny realizuje ten program szatana. Świetnie ujął to św. Józef Sebastian Pelczar referując naukę bł. Piusa IX o liberalizmie: “Szkodliwszym jeszcze jest dzisiejszy liberalizm, bo pod złudnym hasłem wolności i postępu zdziera ze społeczeństwa cechę chrześcijańską. Można by go nazwać apostazją wolności na koszta prawa i obowiązku, a pod względem religijnym, wypowiedzeniem posłuszeństwa Bogu i Kościołowi. Konsekwentnie liberalizm ruguje wpływ religii z prawodawstwa, z wychowania, z życia publicznego, z rodziny i z polityki, a jako najświetniejsze zdobycze wieku ogłasza: państwo bezwyznaniowe, prawo bezwyznaniowe, szkołę bezwyznaniową, wolność wyznań, wolność opinii, wolność prasy, moralność wyzwoloną, cywilne małżeństwo, emancypację kobiet, powszechne głosowanie i zasadę faktów dokonanych. Co do środków, liberalizm skrajny czyli radykalizm, który jest właściwie rewolucją, ujętą w pewne karby, wypowiada Kościołowi katolickiemu walkę na zabój i nie cofa się przed żadnym bezprawiem; podczas gdy liberalizm umiarkowany, trzymając się drogi rzekomo legalnej, uchwałami parlamentu ogranicza swobodę Kościoła i paraliżuje jego działanie; jeden i drugi, gdy jest u władzy, znosi chętnie klasztory, likwiduje majątek kościelny, sekularyzuje szkołę i małżeństwo. Nienawidząc wszelkiej religii, a zwłaszcza katolickiej, stara się zastąpić ją humanitaryzmem i cywilizacją, i w imię wolności narzuca Kościołowi kajdany, prześladuje jego sługi, znosi jego zakony, grabi jego mienie”.

Niczym nie skrępowany liberalizm zacząłby więc po prostu demontować Kościół delegalizując stopniowo jego struktury.

Tam gdzie liberalizm jest agresywny pojawia się też liberalny katolicyzm, który jest efektem ugięcia się środowisk katolickich pod presją, w tym presja polityczną liberalizmu.

Tak o nim pisał bł. Pelczar: “Katolicki liberalizm albo liberalny katolicyzm nie idzie tak daleko, żąda jednak kompromisu z duchem czasu, a odtrącając zasady liberalizmu godzi się na niektóre ich następstwa, mianowicie w kwestiach politycznych i społecznych; to znowu z przesadnej czci dla wolności domaga się zastosowania jej tam, gdzie ono jest niemożliwe lub szkodliwe. Tak np. we Włoszech liberalni katolicy nie pochwalali wprawdzie zaboru Rzymu, ale przyjmowali go jako fakt dokonany i doradzali pojednanie się z rządem włoskim. W Niemczech, ojczyźnie febronianizmu, pewna część duchownych szturmowała o zniesienie celibatu, oczyszczenie liturgii, wyswobodzenie nauki, i zbliżenie się do protestantyzmu. (…) We Francji, gdzie niechęć do Stolicy Apostolskiej zaszczepił nurtujący skrycie gallikanizm i jansenianizm, obóz liberalnych katolików głosił najpierw rozbrat Kościoła i państwa i zdemokratyzowanie Kościoła (…), następnie zaś domagał się zerwania z ultramontanizmem i uznania idei r. 1789 ( Rewolucji Francuskiej – dop. S. K.). Wobec tylu wrogów nawet ludzie dobrze myślący (…) zachwiali się na chwilę, a widząc srożącą się burzę, gotowi byli wyrzucić z okrętu Kościoła mniej cenne towary, byle uratować resztę. Inni, zbyt zakochani w nabytkach XIX wieku, nie pochwalali kierunku rzymskiego, jako zanadto wstecznego; a byli też tacy, co radzili opuścić społeczeństwo spoganiałe, by szło drogami zatracenia. Ale Pius IX nie stracił nadziei, że Kościół prędzej czy później odzyska swój wpływ na społeczeństwo; jakoż rozbratu Kościoła z państwem nie pochwalił, a roszczenia liberalnych katolików po kilkakroć skarcił.

Podczas IX pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II poświęcił na chwile uwagę liberalizmowi mówiąc: “Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda krzyża Chrystusowego. Taka filozofia wolności jest istotowo związana z dziejami naszego narodu.”

Wyraźnym elementem satanizmu ideologicznego jest też w specyficzny sposób wyrażona doktryna prawa człowieka i obywatela. Już sama idea jest nie do przyjęcia. Pisał o tym wielokrotnie Messori. W jego książce pt. “Przemyśleć historię” czytamy: “Deklaracja Praw Człowieka nim została proklamowana przez francuskie Zgromadzenie Narodowe, była opracowana w lożach i w stowarzyszeniach myśli, gdzie szermując fartuchami, kielniami i trójkątami – zbierała się europejska oświecona burżuazja.” Messori przypomina, że chrześcijański punkt widzenia mówi wyłącznie o powinnościach i obowiązkach. O tym mówią przykazania Boże i prawo naturalne. Kto spełnia powinności i obowiązki nie zagraża dobru drugiego, tworzy pole dla jego praw. Dla chrześcijanina prawa człowieka i obywatela oderwane od powinności i obowiązków, od sumienia nie są do przyjęcia. Messori zauważa, że akcentowanie praw wiąże się z propozycją szatana “non serviam” – nie będziesz służył. Związków z szatanem jest tu więcej. Prawa człowieka i obywatela tak sformułowane i traktowane powodują, że człowieka uznaje się za najwyższą istotę, za równego Bogu, za nowego Boga i powodują, że pozwala mu się teoretycznie na wszystko, a praktycznie na każde zło.

Satanizm religijny ma wiele odmian. Rozwija się w trzech podstawowych porządkach: satanizmu traktującego szatana jako boga; satanizmu odwołującego się tylko do magii stanowiącego nieświadomą współpracę z szatanem; satanizmu, który realizuje wskazania szatana w płaszczyźnie religijnej i co za tym idzie we wszystkich innych płaszczyznach.

Wbrew powszechnym opiniom satanizm traktujący szatana jak boga jest najmniej rozpowszechnioną formą satanizmu występującą raczej tylko jako kultu wśród młodzieży. Ma on dwie postacie. W ramach pierwszej szatan traktowany jest jako “fajny bóg”, który daje człowiekowi wszystko to, co on chce, daje wolność i zmysłowe użycie. W ramach drugiej szatan jest postrzegany jako bóg zły, ale zarazem jako bóg zwycięzca, który decyduje o losach świata i ze względów pragmatycznych (konformistycznych) należy go czcić.

Satanizm odwołujący się wyłącznie do magii, to satanizm w znacznej mierze nieuświadomiony. Magię traktuje się tam jako technikę, dzięki której wszystko co się chce można osiągnąć. Ci, którzy magię praktykują nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, ze za nią stoi szatan, że jej praktykowanie to podporządkowanie się jego sile i woli. Ten nurt reprezentują np. książki o Harrym Potterze.

Satanizm, który realizuje wskazania szatana w płaszczyźnie religijnej i co za tym idzie we wszystkich innych płaszczyznach ma wiele postaci. Jest to np. masoneria, ale jest to również satanizm Aleisteira Crowleya i Szandora LaVeya.

Gdy przeanalizuje się przesłanie twórczyni Harrego Pottera okazuje się, że jej powieści równie odwołują się do tej formy satanizmu.

Dwie podstawowe zasady satanizmu, które znajdujemy w “Księgach Bestii” Aleisteira Crowleya i “Biblii Szatana” Szandora LaVeya. sformułowane przez Crowleya brzmią: “Prawdą jest to, co uznajesz za prawdę” (pogaństwo intelektualne) i “Czyń co chcesz” (pogaństwo moralne). Masoneria dokłada tu jeszcze taką: nam, jako najbardziej boskim, należy się władza nad innymi ludźmi, nad całym światem.

Skupmy tu naszą uwagę na satanizmie masonerii.

W mojej pierwszej książce o masonerii pt. „Masoneria polska 1993″

znalazł się rozdział pt. „Masoneria i satanizm”. Dowodziłem w nim, w oparciu o różne materiały, że masoneria jest organizacją o charakterze satanistycznym. Zacząłem od przytoczenia następującej wypowiedzi: “Propaganda wychodząca z ośrodków katolickich – stwierdza J. Siewierski w swojej polecanej przez polską masonerię książce – zarzucała masonom wszystkie możliwe, najcięższe zbrodnie. Stale powtarzanym zarzutem było oskarżenie, że niektóre przynajmniej odłamy wolnomularstwa w skrytości uprawiają satanizm, czyli religijny kult szatana wyobrażonego w postaci Bafometa, kozłopodobnego bóstwa, jakie ponoć w średniowieczu czcić mieli rozgromieni przez Filipa Pięknego i papiestwo templariusze. Najbardziej podejrzani w tym względzie byli masoni Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego.”1

Następnie napisałem: „Czy była to tylko propaganda? Czy ‚ośrodki katolickie’ nigdy nie prezentowały żadnych dowodów? By odpowiedzieć na te pytania wystarczy chyba oddać głos jednemu ze świadków masońskiego satanizmu św. Maksymilianowi Maria Kolbe. Stwierdza on w swoich wspomnieniach z pobytu w Rzymie: ‚W stolicy chrześcijaństwa, w Rzymie, mafia masońska, wielokrotnie piętnowana przez papieży, panoszyła się w latach przedwojennych (mowa o I wojnie światowej – dopisek S. K.) coraz bezczelniej. Nie cofnięto się przed obnoszeniem w obchodach Giordano Bruna czarnej chorągwi z wizerunkiem Michała Anioła pod nogami Lucyfera ani przed wywieszaniem oznak masońskich naprzeciw okien Watykanu. Nieprzytomna ręka nie wzdrygała się nawet pisać: szatan będzie rządził w Watykanie, a papież będzie mu służył za szwajcara itp.’”2

Stwierdziłem też: „Irytację polskich masonów spowodował artykuł ‚Sataniści’ Anny Kowarskiej, który ukazał się w Gazecie Wyborczej w 1991 r. Irytacja ta była tym większa, iż materiał ten ukazał się, jak stwierdził J. Siewierski, ‚w piśmie, które na pewno nie jest organem ciemnogrodu’.3 W publikacji tej czytamy, między innymi: ‚W rozmowach z członkami największej z zorganizowanych sekt satanistycznych w Polsce często pada data 1801. Wtedy to Isaak Long, szkocki wolnomularz, przywiózł do Ameryki, do miasta Charleston, posążek Bafometa – panteistyczne wyobrażenie Absolutu zakonu Templariuszy i założył Antyczny i Uznany Obrządek Szkocki. Ta loża masońska była potem znana jako zreformowane Palladium, praktykujące czarną magię i okultyzm. Przez dłuższy czas pełniła też rolę centrum amerykańskiego satanizmu.’4 Irytację polskich masonów wywołała też ignorancja J. Golędzinowskiego autora książki ‚Sekrety masonów i ….’ Prezentując masonerię przedstawia ją, co prawda w świetle jak najbardziej pozytywnym nie wspominając ani słowem o jej satanistycznych tendencjach, jednak w rozdziale poświęconym satanizmowi podaje tę samą informację, co A. Kowarska (mówiąc o Antycznym i Uznanym Obrządku Szkockim nie zauważa jedynie, że jest to masoneria) wymieniając ponadto jako przedstawiciela amerykańskiego satanizmu Alberta Pike’a jednego z głównych ideologów masonerii.5

Napisałem również: „J. Shaw człowiek, który dotarł do 33 stopnia wtajemniczenia w amerykańskiej masonerii twierdzi, iż jej podstawowym podręcznikiem jest książka Alberta Pike ‚Obyczaje i dogmaty’. Z książki tej dowiadujemy się, że szatan jest tym, ‚który niesie Swobodę i Wolną Wolę’. Możemy także w niej przeczytać: ‚Lucyfer, Nosiciel Światła! Dziwne i tajemnicze imię nadano temu Duchowi Ciemności! Lucyfer, Syn Jutrzenki! Czy jest tym, który niesie światło i całą jego okazałością oślepia słabe, zmysłowe lub egoistyczne dusze? Nie wątpcie w to!’”6

Zwróciełem też uwagę na to, że Tadeusz Gliwic, Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski stwierdza w jednym z wywiadów: „‚Lucy fer’ – znaczy niosący światło, i tak mówimy o sobie, my wolnomularze.”7, a później dodaje, jak twierdzi przeprowadzająca z nim rozmowę B. W. Olszewska, z uśmiechem, „wystarczy jednak, że jakiś ksiądz proboszcz połączy te dwa słowa w jedno a wyjdzie mu ‚Lucyfer czyli Książę diabelski‚ i wtedy może się zacząć.”8 Gliwic stwierdza, że polscy masoni są „Lucy ferianami”. Pisząc o polskich satanistach A. Kowarska wymienia sektę Lucyferian uznającą szatana za Najwyższego Boga, a Boga chrześcijan za uzurpatora.9

Zobaczmy, biorąc pod uwagę prezentowane w tej książce ujęcia, koncepcje i wypowiedzi masonów należy stwierdzić, że nie jest takie ważne czy przyznają się oni do szatana czy nie. Bezspornym faktem, który łatwo można poznać konfrontując ich „intelektualny dorobek” z doktryną chrześcijańską jest to, że są, niezależnie od tego czy to głoszą czy nie, czy to uznają czy nie, czy mają tego świadomość czy nie, pomocnikami szatana na ziemii, że realizują wiernie i konsekwentnie jego doktrynę, jego plan, jego „wartości”.

Doktryna masonów wyrastała, jak sami przyznają, w opozycji do chrześcijaństwa i rodziła się z herezji powstałych na jego gruncie. Ujmując ten fakt teologicznie można by stwierdzić, że fundamentem postawy masonerii jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu, a pierwszym jej twierdzeniem zdanie: „Bóg jest kłamcą”.

Doktryna masonów zasadza się na relatywizmie poznawczym i moralnym, którego prostą konsekwencją jest przyznanie człowiekowi statusu Pana i Prawodawcy, uznanie go za najwyższego i, w zasadzie, jedynego boga.

Elementy alchemii, kabały, okultyzmu, magii w praktykach masonów wskazywałyby, że chcieli oni zawsze dla siebie nie tylko pozycji Boga ale również marzyli o tym, by osiągnąć Jego status ontyczny i Jego moc – stać się bogami dosłownie i do końca.

Świetnie ujął ten problem George Soros, który w wywiadzie udzielonym brytyjskie gazecie „The Independent” 3 czerwca 1993 roku powiedział:”To rodzaj choroby, kiedy uważasz się za bóstwo, stwórcę wszechświata, lecz teraz czuję się z tym dobrze, zacząłem bowiem tego doświadczać.”10

Jeżeli ktoś jest pomocnikiem szatana na ziemii to musi jakoś z tym szatanem współpracować. W jaki sposób masoni współpracują z szatanem?

Szczegółową odpowiedź na to pytanie można znaleźć w tradycji Kościoła, przede wszystkim w tekstach Doktorów Kościoła.

Szatan może w kimś się zagnieździć (kogoś opętać). Może, pozostając w ukryciu podsuwać komuś wyobrażenia, myśli czy całe koncepcje. Może grać na ludzkich pożądaniach i, po prostu, manipulować człowiekiem. Może przyjść do człowieka pod każdą postacią – zmarłego, anioła, ducha, boga, duszy, która mówi, że w wyniku pracy nad sobą w ramach wielu wcieleń wyzwoliła się już z ciała stała się półbogiem i teraz chce pomóc człowiekowi w osiągnięciu tego samego, Chrystusa, Matki Bożej. Do wyboru do koloru. Wszystko zależy od tego jakie jest nastawienie danego człowieka, na co i na kogo czeka. Poddanie się wpływom szatana, stanie się jego sługą nie musi nastąpić w wyniku bezpośredniego kontaktu. Człowieka może podporządkować szatanowi inny człowiek, który przedstawi „filozofię Lucyfera” jako bardzo atrakcyjną koncepcję. Człowiek może poddać się szatanowi poddając się jakiejś doktrynie, której szatan jest autorem. Wreszcie człowiek może z własnej i nieprzymuszonej woli odnaleźć jakiegoś pomocnika diabła czy nawet samego szatana i „podpisać cyrograf” byle tylko osiągnąć jakiś swój cel (najczęściej zrodzony z jego pychy).

Można założyć, że masoni związani są z szatanem na wszystkie te możliwe sposoby. Jedni z nich są jego świadomymi pomocnikami. Inni dali się zwieść jakimś jego wcieleniom – uwierzyli duchowi (czy „bogu”), który do nich przyszedł. Jeszcze inni są niewolnikami swojej pychy i ze względu na nią przyjmują sformułowaną przez szatana doktrynę. Jeszcze inni zostali zniewoleni przez „Braci” lub zauroczyli się, niejako sami z siebie (np. przez lekturę pewnych książek) tym, co wymyślił szatan.

Gdy mówi się o masonerii często pada słowo „spisek”, słowo, którego masoni nienawidzą, które starają się tak ośmieszyć żeby na zawsze zostało wyeliminowane z ludzkiego języka. Spisek to, jak mówi „Mały słownik języka

polskiego”, „tajne porozumienie między danymi osobami dla wspólnego osiągnięcia określonego celu; sprzysiężenie, zmowa.” Spisek często trudno jest udowodnić. Jeszcze trudniej, w wielu wypadkach, wykazać, że go nie było. Nigdy już chyba nie wyjdziemy poza sferę domysłów w odniesieniu do np. zamachów na Kenediego czy papieża Jana Pawła II. Gdy nagle jednego dnia na całym świecie wylatują w powietrze samoloty lub upadają niezwiązane ze sobą banki to może to być przypadek ale nie można też wykluczyć spisku tym bardziej im bardziej zaskakujący jest tu zbieg okliczności, im bardziej ten zbieg okliczności służy komuś, buduje jego władzę, powiększa majątek, ułatwia realizację wskazań jakiejś ideologii.

Za dużo jest w tym świecie takich zbiegów okoliczności, za często „los” sprzyja masonom, winduje ich w górę, doprowadza do tego, że ich „wartości”, doktryny, pomysły zostają ucieleśnione i to „tak jakoś”, „same z siebie”, „przypadkiem”. I to jest ten moment to miejsce, gdzie można próbować formułować teorię spisku. Ale czy warto? Czy to ma sens? Czy to może się powieść?

Dla tych uważnych obserwatorów świata, którzy nie są chrześcijanami, którzy nie wierzą w szatana lub nie przyjmują z takich czy innych względów, do wiadomości jego istnienia nie pozostaje nic innego jak tylko próbować formułować taką teorię i dowodzić jej prawdziwości.

Chrześcijanie nie muszą się tu wysilać. My przecież wiemy kto to jest szatan, jak działa i dokąd zmierza. Wiemy, że jest „światowy spisek”, na którego czele on stoi, spisek wymierzony w prawdę, dobro, miłość, po prostu w Boga, spisek, którego celem jest odciągnięcie ludzi od Boga. niedopuszczenie do realizacji Bożych planów To pierwsze może się szatanowi, w jakiejś mierze udać. To drugie jest śmieszne i absurdalne.

Św. Augustyn mówi w wielu swoich tekstach o Państwie Szatana – państwie ziemskim, które wkracza w kompetencje Państwa Bożego, państwie ziemskim, w którym wmawia się ludziom, że są Panami świata, jedynymi prawodawcami, istotami obdarzonymi nieograniczoną niczym wolnością, która pozwala im robić wszystko to, co tylko zechcą.

Na naszych oczach buduje się na świecie Państwo Szatana – Nowy Ład, Nowy Wiek, Nowy Wspaniały Świat. Ktoś może powiedzieć, że to dzieło masonów, realizacja ich idei i pomysłów, znak ich władzy i potęgi.

Gdy mówimy o nich pamiętajmy – to tylko pomocnicy, zawsze niewolnicy, bezpośrednie ofiary, biedacy, którzy potrzebują prawdy, dobra, miłości i pomocy. Pokazał to świetnie św. Maksymilian Maria Kolbe nakazując Rycerzom Niepokalanej modlić się codziennie za masonów.

Tak to jest zresztą we wszystkich innych wypadkach satanizmu niezależnie od jego postaci i formy, stopnia ujawnienia się samego szatana czy stopnia zakamuflowania jego przesłania. Satanizm to zawsze wielkie, duchowe i moralne, a co za tym idzie również we wszystkich innych porządkach, zniewolenie, zniewolenie, które powoduje karłowacenie i degradację człowieka.

Trzeba wiec bronić ludzi przed satanizmem, wyzwalać ich z niego, ujawniać jego owoce. Najlepszym lekarstwem na chorobę satanizmu jest chrześcijaństwo w jego podstawowej, dojrzałej, prawdziwej wersji – katolicyzm. Tylko, że ten katolicyzm, aby był skuteczny musi być kompletny i zdrowy nie dotknięty takimi chorobami jak modernizm czy poganizacja lub liberalizacja (tzw. katolicyzm liberalny) czy choćby ideologia lewicowa (katolewica). I ten katolicyzm musi spełniać podstawowe swoje zadania, w tym przede wszystkim ewangelizację niekatolików i budowanie królestwa Chrystusa na ziemii.

Przypisy:

1 J. Siewierski, Dzieci wdowy czyli opowieści masońskie, Wydawnictwo Warsztat Specjalny, Milanówek 1992, s. 53.

2 M. Kolbe, Dzieje Milicji Niepokalanej, cytat podany za: O. L. Dyczewski OFMConv, Święty Maksymilian Maria Kolbe, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1984, s. 69.

3 J. Siewierski, tamże.

4 A. Kowarska, Sataninści, Gazeta Wyborcza nr 40 z dnia 16-17 lutego 1991, s. 10.

5 J. Golędzinowski, Sekrety masonów i …, „Interbook” 1993, s. 92.

6. J. Shaw, T. McKenney, Śmiertelna pułapka. Przełożyła H. Dymel-Trzebiatowska, EXTER Sp. z o. o., Gdańsk 1993, s. 84 i 152.

7 B. Olszewska, Polska masoneria wychodzi z ukrycia. Dzieci wdowy, Polityka z dnia 26.09.92 r., s. 13.

8 Tamże.

9 A. Kowarska, tamże; na temat satanizmu pisze dużo Kardynał J. M. C. Rodrigez w swojej książce – Wolnomularstwo i jego tajemnice.

10. Za: R. Slater, Soros. Tajemnica sukcesu największego inwestora świata. Przekład H. Franiak., Wydawnictwo Wiedza i Życie, Warszawa 1996, s. 28.


Źródło: http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/stanislaw-krajski-wspolczesne-postacie-satanizmu/