piątek, 7 lutego 2014

Orzeł w koronie zamkniętej i zwieńczonej Krzyżem – mówię TAK


Trzeba to sobie powiedzieć jasno i otwarcie. Celowo używam tutaj określenia „profanacja”, ponieważ rzeczywiście zbezczeszczono jedną z największych świętości narodu. Zbezczeszczenie to dokonało się w trzech wymia…rach.

Po pierwsze: usunięto krzyż z korony orła. Usunięcie krzyża oznacza wyparcie się wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej, której oddziaływanie na Polaków pozwoliło ten krzyż umieścić na najważniejszym symbolu ludzkiej władzy zwierzchniej.



Odrzucenie krzyża było symbolicznym aktem zmarginalizowania wiary w potężną moc zwycięskiego znaku Zbawiciela. Było też realizacją masońskiego planu rozbicia jedności państwa i Kościoła w trosce o dobro społeczeństwa.

Po drugie: zastąpiono koronę zamkniętą koroną otwartą. Jest to wyraźna regresja. Powrót do takiego stanu rzeczy, jaki dominował stosunki międzynarodowe w XI i XII wieku, czyli do próby ujarzmienia Polski i sprowadzenia jej do rzędu wasali.

W średniowieczu tak działało cesarstwo niemieckie. Kto zadziałał podobnie w 1927 roku? Kto chce, abyśmy nadal, jako naród, nie mogli szczycić się symbolem pełnej, absolutnej suwerenności, jakim jest corona clausa? Po trzecie: tradycyjne koniczynki zastąpiono pięcioramiennymi gwiazdkami.

W dobie piastowskiej na skrzydłach orła widnieje przepaska zwana smugą. Jest to pozostałość po tzw. przepasce śląskiej, w skład której wchodził krzyż, i która znajdowała się na skrzydłach orła w herbie Henryka II Pobożnego.

Krzyż znajdował się wówczas na piersi orła. Jako znak Śląska, przepaska z krzyżem została niemal usunięta. Na obu skrzydłach pozostała „smuga” zwieńczona trójliściem, koniczynką. Widoczne jest to w herbie Henryka V legnickiego, herbie Władysława Jagiełły, herbie Zygmunta I Starego, Stefana Batorego oraz herbie Jana III Sobieskiego. Ponoć w oparciu o godło z czasów Batorego Z. Kamiński opracował godło z 1927 roku.

Nie wiadomo, co się stało, że ów profesor w tradycyjnym trójliściu dostrzegł pięcioramienną gwiazdkę. Jak wspomniałem już wyżej, w gwiazdce tej współcześni widzieli ewidentny symbol masonerii, pentagram. Umieszczenie pentagramów na godle jest chyba najwyższym stopniem profanacji naszej świętości narodowej.

To tak, jakby papieża ubrać w mundur gestapo. Nadszedł czas, aby przywrócić polskiemu symbolowi narodowemu należyty wizerunek i godność. Na pieczęci majestatycznej Przemysła II z 1295 widnieją słowa: Przywrócił sam Najwyższy znaki zwycięstwa Polakom. Parafrazując te słowa wołamy: Przywróć nam, o Najwyższy, znaki zwycięstwa!

Natchnij serca Polaków! Natchnij nasze serca, abyśmy zdobyli się na odwagę zrzucenia z godła znamion masońskiej dominacji. Dodaj nam sił do zamknięcia korony w manifestacji naszej pełnej suwerenności.

Źródło: http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/orzel-w-koronie-zamknietej-i-zwienczonej-krzyzem-mowie-tak/

czwartek, 6 lutego 2014

Anglikanie proponują postępowy rytuał chrztu. Nie chcą już wyrzekać się diabła



Postęp w Kościele Anglii ma się dobrze. Otwierając się na „biskupki” anglikanie postanowili także odejść od zbyt średniowiecznych elementów rytuału chrztu. Odtąd rodzice ani rodzice chrzestni nie muszą się już „wyrzekać diabła”, ani deklarować pokuty za grzechy.


Nowa wersja rytuału chrztu, jest usilnie popierana przez Justina Welby’ego, „arcybiskupa” Canterbury i zwierzchnika Wspólnoty Anglikańskiej. Tekst, który jest już stosowany w blisko 1000 anglikańskich parafiach, nie wspomina już o wyrzekaniu się diabła ani o konieczności pokuty. Choć projekt początkowo był promowany jedynie jako alternatywa, już wkrótce stanie się normą.

Zmianę krytykują sami anglikanie, w tym „biskupi”. – Problemem jest to, że spora część Kościoła (Anglii – przyp. red.) nie wierzy w piekło, grzech ani w pokutę. Uważają oni, że wystarczy się uśmiechać i trzymać za ręce i wszyscy pójdziemy do nieba. Tego z pewnością Jezusa nie nauczał. Ominięto tak wiele, że można się już zastanawiać, po co w ogóle chrzcić? Jeśli usuwa się grzech pierworodny i pokutę to niewiele już pozostaje – tłumaczy jeden z przełożonych anglikanów, który w obawie przed wewnętrznym pluralizmem woli zachować anonimowość. – Ten ryt mówi ludziom, że nie muszą szczególnie pokutować. Wystarczy że przyjdą i dołączą się do klubu – dodaje.

- Usuwając wzmianki o diable i buncie przeciwko Bogu jesteśmy pozostawiani własnemu, mglistemu pojęciu tego, co zło oznacza a czego nie – podkreśla Alison Ruoff, reprezentująca świeckich na synodzie anglikanów.
Reformy bronią jej autorzy podkreślając, że rzeczywistość grzechu dalej jest wskazywana przez tekst liturgii chrzcielnej, a dokładnie poprzez wezwanie do „odejścia od zła”. Co więcej, szefujący anglikańskiej komisji liturgicznej „biskup” Stephen Platten podkreślał, że dotychczasowy rytuał, był zbyt „odpychający” dla tych anglikanów, którzy świątynie odwiedzają przy okazji ślubów, chrztów i pogrzebów. Wskazywanie na istnienie diabła samo w sobie – zdaniem duchownego – ma być „problematyczne teologicznie”.


Źródło: dailymail.co.uk

mat

środa, 5 lutego 2014

Wymieranie fizyczne i moralne narodu

lancelot - BÓG HONOR i OJCZYZNA!! "Jeżeli milcząc opuścimy głowy i zaakceptujemy tę bestialską moralną i fizyczną przemoc, udając, że nic się nie dzieje, pójdziemy zajmować się swoimi sprawami, oznacza to, że nie jesteśmy warci wolności"

Dlaczego nie wiesz, że jesteś żabą. Nawet osoby wykształcone nietrudno sprowadzić do poziomu „ciemnego ludu”, który „wszystko kupi”.

 Polska znajduje się warunkach głębokiego, degradującego cywilizacyjnie dryfu.

 Po spirali, w dół…

Argument pierwszy wskazuje na dramatycznie niską dzietność Polek. Drugi przypomina badania, według których 64% młodych Polaków nie chce wiązać swojej przyszłości z Polską. Trzeci zaś pokazuje, iż procesów tych nie ma kto odwrócić, gdyż polskim państwem nie rządzi dziś nikt ogarniający całokształt i starający się przeciwstawić niebezpiecznym tendencjom.

Odmowa wiedzy

Tymczasem większość moich rodaków, w tym spora część elit opiniotwórczych, zachowuje się tak, jak gdyby nie zdawała sobie z tego sprawy. Dlatego posłużyłem się metaforą żaby, która po wrzuceniu do gorącej wody natychmiast z niej wyskoczy, natomiast wrzucona do zimnej, następnie stopniowo podgrzewanej, pozostanie w wodzie aż do kompletnego ugotowania się.

Dziś przedstawiam powody, dla których znaczna (pewnie większość) część naszego społeczeństwa nie tylko nie zdaje sobie sprawy z dramatycznej kondycji kraju, ale odrzuca racje tych, którzy na to zwracają uwagę.

Wydawałoby się, iż normalne, racjonalne zachowanie jednostki i zbiorowości powinno polegać na tym, że zagrożenia są rozpoznawane, a następnie przeciwdziałamy im – proporcjonalnie do kalibru zagrożenia. Tymczasem i potoczna obserwacja, i badania naukowe pokazują, iż często tak nie jest.

Ludzkie postrzeganie społecznego otoczenia to złożony proces podatny na wiele deformacji. Sporo z nich już zostało przez psychologię i socjologię opisanych. Między zagrożeniami a naszymi reakcjami działa wiele filtrów poznawczych powodujących, że uświadomienie zagrożeń niekiedy następuje tak późno, iż nie ma już czasu na skuteczną reakcję.

Pięć mechanizmów niewiedzy

1. Ludzkie postrzeganie jakiejkolwiek sytuacji jest zawsze zależne od posiadanych już wcześniej przekonań; one z kolei zależą od środowiska społecznego, w którym żyjemy. Mówiąc prosto – myślimy stadnie i m.in. dzięki temu czujemy się bezpiecznie. Gdy stado się myli i pędzi ku zagładzie, to poczucie bezpieczeństwa stoi między naszym światem a naszą zdolnością do rzeczowego przyjrzenia się dokąd faktycznie zmierzamy.

2. Adekwatny obraz złożonych sytuacji niełatwo jest uzyskać w dzisiejszej epoce stałego szumu informacyjnego – tabloidyzacja to tylko jeden z przykładów. W takim szumie nawet osoby wykształcone nietrudno sprowadzić do poziomu „ciemnego ludu”, który „wszystko kupi”.

3. Ludzkie myślenie podlega tzw. heurystyce dostępności. Jeśli liczne media w krótkim przedziale czasu opisują kolejne przypadki pedofilii wśród księży, to nasz naturalny odruch myślowy podpowiada, że właśnie wzrosła liczba tych przypadków. Tymczasem w sensie logicznym uprawniony jest jedynie wniosek, iż wzrosła liczba tekstów na ten temat. Słowem, ważne wydaje nam się to, co mamy w głowie pod ręką, a nie głębiej w zakamarkach pamięci.

4. Wszyscy podlegamy mechanizmowi „skąpca poznawczego” – nasze umysły uwielbiają chodzić na skróty: jak najszybciej wyrobić sobie zdanie o jakiejś kłopotliwej sprawie i przejść w tryb spoczynku, by oszczędzać zasoby na sytuacje krytyczne. A, zauważmy, iż przedstawione na początku trzy argumenty zdają się nie opisywać sytuacji krytycznej – przecież w kranie ciepła woda jest.

5. Podlegamy mechanizmowi zaprzeczenia rzeczywistości. Sytuacje, w których się znajdujemy, chcemy jak najdłużej postrzegać jako normalne, czyli takie, które nie wymagają nadzwyczajnych działań. Badania pokazały, iż nawet w sytuacji awaryjnego lądowania samolotu, który zaczął już płonąć, część pasażerów zachowuje się tak, jak gdyby można było spokojnie pozostać na swoich miejscach.

Te mechanizmy tłumaczą, dlaczego tak wielu Polaków to osoby jakby pogrążone w głębokim śnie.

A profesjonaliści od przetwarzania informacji?

Takim błędom poznawczym – choć w stopniu różnym – podlegamy wszyscy. Dlaczego zatem zbiorowości ludzkie rozwijają się i omijają (co prawda nie zawsze) liczne pułapki na drodze tego rozwoju?

Dzięki specjalizacji. Oprócz ludzi „zwykłych”, naturalnie podatnych na złudzenia, błędy oraz manipulacje są także grupy oraz instytucje utrzymywane z pieniędzy podatników i specjalnie szkolone w tym celu, by mechanizmom deformującym naszą orientację w świecie ulegać w jak najmniejszym stopniu. Te grupy to m.in. badacze, eksperci, instytucje kontrolne, śledcze, think tanki, tajne służby.

Niestety, w dzisiejszej Polsce grupy te i instytucje w większości zawodzą. I z tej zawodności odnoszą korzyści. Można nawet rzec, iż owa zawodność (zdrada swoich powinności) stała się ich profesją. Stąd wniosek o pewnej nadzwyczajności obecnej sytuacji naszego kraju. Kiedy zawodzą ci, którzy mają być „niezawodnymi” strażnikami państwa, my, którzy w Polskę wierzymy, nie możemy być tylko „normalnymi” pracownikami, mieszkańcami naszych rodzinnych, prywatnych światów. Musimy się upolityczniać. Po to, by do polityczności budzić naszych rodaków.

http://wpolityce.pl/dzienniki/artykuly-profesora-andrzeja-zybertowicza/70590-dlaczego-nie-wiesz-ze-jestes-zaba-nawet-osoby-wyksztalcone-nietrudno-sprowadzic-do-poziomu-ciemnego-ludu-ktory-wszystko-kupi

czyżbym niechcący napisał prawdę????:

 http://bombardier.neon24.pl/post/103917,bartoszewski-mial-racje-mowiac-o-was-bydlo

W takim razie zobowiązani jestesmy aby ten proces odwrócić i nie dopuscić do zbydlęcenia całego społeczństwa. Na mury bracia kochani !!! Upolityczniać i uczyć naród od kołyski do grobowej deski aby w naszym kraju nie ostał się ani jeden leming, komuch, lewak czy palikociarz! Czy też jakies inne nieznane bydlę typu genderman czy cós POdobnego

wtorek, 4 lutego 2014

Fluor a trucie ludzi.



Od lat 40-tych ubiegłego wieku wciska się społeczeństwu mit skuteczności podawania fluoru, jako profilaktyki próchnicy. Jak stwierdził to już John F. Kenedy, to nie bezpośrednie kłamstwo jest problemem. Kłamstwo można skutecznie obalić. Najgorszy jest mit prawdy; nie ma jasnego początku ani osoby. Trudno więc z nim walczyć, tym bardziej, że jest on, jak każdy mit, powtarzany bez końca. Oczywiście za tym przypominaniem mitu stoją określone grupy nacisku, mające jednoznaczną korzyść z głoszenia mitu.


W minionych latach 40-tych, po produkcji aluminium do samolotów oraz sześciofluorouranku do bomb atomowych powstawały olbrzymie „góry” odpadów kwasu fluorowego. Kwas fluorowy należy do zdecydowanych trucizn. Nawet szkło trawi bez problemu. Przechowywanie takich ilości trucizn jest kosztowne i wymaga specjalnych „przechowalni”. Po namyśle więc Departament Energii Stanów Zjednoczonych DOE, wykorzystując twórcę pijaru, Edwarda Bernaysa, siostrzeńca psychoanalityka Sigmunda Freuda, opracowało „naukowy” program usuwania odpadów. 

Program ten polegał na takim przedstawieniu problemu, aby mniej wartościowy ludek sam chciał korzystać z fluoru. Wymyślono więc na poczekaniu związek braku fluoru z próchnicą zębów. Autor tego odkrycia doszedł do prawidłowego wniosku, że każda głupota, podana przez służbę zdrowia w odpowiednim opakowaniu, jest skuteczna w wyciąganiu pieniędzy od podatnika. W dodatku ten podatnik, jest na tyle ogłupiony, że jest stuprocentowo przekonany o słuszności swojego postępowania. Co prawda każdy jako tako rozwinięty intelektualnie człowiek powinien wiedzieć, że „ludź”, to nie zęby i nawet jeżeli fluor zapobiega próchnicy, co nie jest prawdą, to niestety może działać negatywnie na inne narządy.

Najczęściej droga wchłaniania fluoru wygląda następująco: jama ustna, żołądek, wątroba, układ krwionośny roznoszący fluor po całym ciele, gruczoły hormonalne, mózg i kości. Twórcy pijaru o pozytywnym działaniu fluoru, poprzez użytecznych idiotów oraz agentów wpływu, a wiadomo, że wojsko, działając na zasadzie bezpieczeństwa kraju, dużo może, wmówili, że fluor można stosować w pastach do zębów, a nawet w postaci specjalnych tabletek, roztworów. Skuteczność takiego rozprowadzania w środowisku tak olbrzymich ilości trucizny jest możliwa w przypadku zaangażowania dużej ilości ludzi jako odbiorców tego odpadu. Jak mówią handlowcy, nie od razu, łyżeczką po malutku, grosik do grosika, a zbierze się miarka. 

Wiadomo, że duże ilości fluoru są toksyczne i mogą spowodować zgony. Co zrobiono? Rozdzielono!  Podzielono fluor na małe porcje i zmieszano z pastami do zębów. Potem wystarczyło wmówić społeczeństwu, że częste mycie, po każdym jedzeniu albo i częściej jest najlepszym sposobem dbania o zdrowe zęby. Dla dilerów fluorkowych bez znaczenia był fakt, że nie przeprowadzono żadnych badań potwierdzających taką hipotezę. Także inny fakt, a mianowicie zdrowe, białe zęby stwierdzane u murzynów w Afryce, czy u Hindusów, nie czyszczących sobie zębów pastami z fluorem, nie zaburzały handlarzom odpadami spokoju.





Wypada przypomnieć, że dobowe zapotrzebowanie organizmu na fluor zaspokaja wypicie dwu szklanek herbaty lub jednej kawy. Tak więc o niedoborze fluoru mówić w żadnym przypadku nie można. Wręcz przeciwnie, w medycynie zarówno dziecięcej jak i dorosłych, mamy cały czas problem z nadmiarem fluoru. Wypada podkreślić, że ten nadmiar fluoru uwidacznia się m.in. w takich chorobach jak: cukrzyca u młodocianych, zaburzenia ilorazu inteligencji, łamliwość kości, czy wzrost umieralności na raka w regionach, gdzie występuje nadmiar fluoru. Takie otrzymaliśmy wyniki z badania ludności, także dzieci, w rejonie skażenia fluorem Trójmiasta przez Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych.

W piśmiennictwie naukowym można znaleźć prace potwierdzające związek skażenia fluorem z takimi chorobami jak:
- obniżenie ilorazu inteligencji większe aniżeli przez ołów,
- demencja u osób starszych,
- choroby mięśni,
- nadpobudliwość lub senność,
- choroby tarczycy / obniżenie czynności tarczycy,
- rak kości / osteosarkoma,
- wzrost wchłaniania ołowiu,
- artretyzm,
- poważne problemy z oczami w tym ślepota,
- zaburzenia syntezy kolagenu,
- unieszkodliwienie ok. 300 enzymów / konkurencja dla magnezu /profM.Gumińska/,
- hamowanie powstawania przeciwciał/zaburzenia odporności.

W Polsce zaprzęgnięto do procesu sprzedaży medycynę, tj. głównie Zdrowie Publiczne, stomatologów i pediatrów. Wprowadzono, jak zwykle w trosce o zdrowie populacji, a szczególnie dzieci, nachalną, kłamliwą reklamę, że mycie zębów pastami zawierającymi fluor jest dbaniem o zdrowie dzieci. W szkołach stosowano i stosuje się nadal, a to podawanie tabletek z fluorem, a to fluorkowanie zębów, a to różne inne formy nacisków.

Niewyedukowane społeczeństwo w dobrej wierze łykało te nowości. Jak wiadomo, dostęp do prac naukowych jest limitowany przez rozmaitego rodzaju wydawnictwa, które drukują tylko te prace, które nie przeszkadzają działowi marketingu. Znane wydawnictwo Elsevier w Polsce pod nazwą Urban & Partner, wydawca większości czasopism medycznych, doszło nawet do takiego stopnia zakłamania, że wydało 6 numerów czasopisma z nieistniejącymi pracami. 

W ten prosty sposób nie tylko usuwa się bardzo szkodliwy odpad, ale jednocześnie zarabia olbrzymie kwoty.
    
Były jeszcze bardziej idiotyczne pomysły, jak np. dodawanie fluoru do wody. W Polsce wprowadzono to w roku 1967 we Wrocławiu. Oczywiście, mieście uniwersyteckim. Być może dlatego ostatni ranking szkół wyższych uplasował Politechnikę Wrocławską na 19 tysięcznym którymś miejscu na 21000 ocenianych szkół wyższych.

A tymczasem w ostatnich latach pojawiła się cała masa prac naukowych podających jeszcze więcej szkodliwych efektów działania kwasu hydrofluorosilikowego, czy też silikofluorku sodu, nagminnie stosowanych w pastach do zębów. Praktycznie inne pasty zniknęły ze sprzedaży. Jak mi powiedział jeden z hurtowników, nie miał wyjścia. Duży koncern zagroził mu, że jak będzie miał pasty bez fluoru to oni zrezygnują z umieszczania w jego hurtowni czegokolwiek. Dla jednej pasty nie mógł poświęcić firmy.

A tymczasem badania przedstawione w czasopiśmie Fluor Action Network 2013, wykazały, że podanie go już w stężeniu 0.38 ppm [tj. ok. 20 mikromoli na litr]  powodowało istotne statystycznie zmniejszenie ruchliwości plemników, wraz z innymi zmianami, które bez wątpienia wpływają na fizjologiczne funkcje nasienia, czyli na zapłodnienie. FDA natomiast podała już w 1994 roku, że jeżeli stężenie fluoru w wodzie pitnej było wyższe aniżeli 3ppm to współczynnik dzietności był istotnie niższy! Dla porównania w Polsce dopuszczalne jest stężenie 1.5 i uważane za bezpieczne.

Ale w podręcznikach medycznych po cichu zmieniono zawartość ejakulatu. Dawniej, tj. jeszcze w latach 70-tych uważano, że w jednym ejakulacie powinno być ok. 300 - 350 milionów plemników. A w przypadku  poniżej 50 milionów plemników w ejakulacie, uznawano chłopa za bezpłodnego. Obecnie przyjmuje się, że normalnie zawartość plemników wynosi ok. 50 milionów, a bezpłodność występuję dopiero poniżej 10 milionów.

Rynekzdrowia.pl w wydaniu z 2 sierpnia 2012 roku podaje: „Coraz więcej kobiet w Polsce nie zostaje matkami”. I co ciekawsze, ani słowa o możliwościach tzw. jatrogennych uszkadzania płodności. Generalnie temat powodowania bezpłodności przez lekarzy, głównie pediatrów, nie istnieje. Dlaczego? Musisz sobie sam na to pytanie odpowiedzieć Szanowny Czytelniku.

Podpowiem. Raport tzw. Klubu Rzymskiego bodajże w 1971 roku podał, że w Kraju nad Wisłą powinno być nie więcej jak 15 300 000 ludzi. I powinni oni stanowić zaplecze pracowników fizycznych dla reszty kontynentu. „Polskę” reprezentował w tym Klubie niejaki prof. Kołakowski, biegający jeszcze w latach 40-tych ubiegłego wieku z TT-ką za „bandami”. Stąd mamy też takie naciski na zapłodnienia in vitro. Jest interes do zrobienia dla wybranych.

Jak zwykle najciekawsze na końcu.
Pojawiły się prace, np. w American Dental Association 2013, mówiące, że pasty zawierające naturalny ekstrakt z kakao, tj. teobrominę, o wiele lepiej zapobiegają próchnicy aniżeli jakikolwiek inny preparat. Autorzy dokonali prostej analizy. Porównali pasty zawierająca aż 5000 ppm fluorku z pastami bez fluorku, ale za to zawierającymi ekstrakt z kakao. Okazało się, że w przypadku uszkodzenia szkliwa, ekstrakt z kakao działał o wiele lepiej i skuteczniej, aniżeli  tak nachalnie wpychany ludziom fluor. Przypomnę, że zanotowano zgony po zażyciu pasty z fluorem przez dzieci. Na przykład badania prof. Ganowiaka i Nabrzyskiego z AMG wykazały, że dziecko potrafi połknąć nawet 5 gramów pasty. Przypuszczam, że po spożyciu kakao zgony są niemożliwe.

I to by było na tyle. Aha, nasz umiłowany przywódca [S.Michalkiewicz], powołał pełnomocnika do spraw fluoryzacji dzieci. 


PS. W ostatnim okresie Elsevier „zatuszował” w zmowie z CDC fakt wzrostu o 4250% poronień u kobiet szczepionych szczepionką przeciwko grypie H1N1. Nie podawał także, że szczepionka przeciwko grypie zawiera rtęć. Elsevier kontroluje ponad 2450 czasopism na świecie. Ponad 1000 naukowych z zakresu medycyny. W lutym 2012 roku wydawca ogłosił, że wycofuje swoje poparcie dla aktu prawnego, obligującego do publikacji darmowej wszelkich prac finansowanych ze źródeł publicznych. Innymi słowy trwa walka o monopolizację wiedzy. Jest to niezbędne w systemie patentowym, narzuconym społeczeństwu.
Taki system ubezwłasnowolnia każdego naukowca i uniemożliwia konkurencję. Bogaty koncern wykupuje istotne wynalazki i zamraża je tak długo, jak produkcja starego jest opłacalna. Uniemożliwia to jakikolwiek rozwój społeczeństw i uzależnia od starszych i mądrzejszych. Służy temu także system grantów, reklamowany szeroko przez rozmaitej maści urzędników i system publikacji FI. Tak więc jeszcze długo będą ludzie truci fluorem, ponieważ produkcja aluminium i materiału do elektrowni atomowych będzie trwałą. Liczy się tylko MONOPOL.

PS.2 Bardzo ciekawym jest fakt, pominięcia całkowitym milczeniem preparowania prac, rzekomo naukowych, o braku związku pomiędzy szczepieniami a autyzmem. A tymczasem amerykańska prokuratura oficjalnie postawiła zarzut niejakiemu dr Thorsenowi, tzw. naukowcowi do wynajęcia, który na zamówienie skorumpowanych urzędników CDC produkował lawinowo tzw. raporty o braku związku szczepień z autyzmem. Dr Thorsen jest twórcą szeroko nagłaśnianego w Polsce raportu duńskiego o rzekomym braku takiego związku. Facet zainkasował za ten „raport” ponad milion dolarów. Czyli umiał się sprzedać, a polscy lekarze sprzedają się za wycieczkę statkiem do Holandii na zjazd kardiologów.


Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl


poniedziałek, 3 lutego 2014

Polska rozpoczyna przemysłową produkcję grafenu



Grafen, złożona z jednej warstwy atomów, sześciokątna struktura węgla, może w wielu zastosowaniach zastąpić krzem i pozwolić na budowę procesorów taktowanych częstotliwością nawet 100 GHz. Potencjalnych miejsc, w których można by wykorzystać jego niezwykłe właściwości, jest wiele. Problem polega na tym, że choć można było go wyprodukować w laboratorium, nikt do tej pory nie produkował go w odpowiedniej jakości na skalę przemysłową. I tutaj na scenę wkracza Nano Carbon sp. z o.o.

Spółka Nano Carbon została powołana do życia w 2011, kiedy to postanowiono, że jej celem będzie komercjalizacja produkcji grafenu, ale przede wszystkim opracowanie nowych produktów opartych na jego bazie. Pieniądze na badania i opracowanie technologii wyłożyły KGHM, które za pośrednictwem swojego funduszu inwestycyjnego objęło 49 procent udziałów w spółce, oraz Agencja Rozwoju Przemysłu, a w prace rozwojowe włączyli się specjaliści z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME), w którym, również w 2011 roku, opatentowano technologię pozwalającą na przemysłową produkcję taniego grafenu.

Minęło kilka lat i dziś Nano Carbon, oficjalnie, w obecności premiera, ogłosiło, że produkcja polskiego grafenu na skalę przemysłową, ruszyła.

„Potrafiliśmy spiąć potęgę wynalazku, energię finansistów i pomoc państwa. To jest historyczny moment,” powiedział dziś premier Donald Tusk podczas uroczystości z okazji rozpoczęcia produkcji. „(…) Ten maleńki kawałek tego, czego do końca nie rozumiemy – a przynajmniej o sobie to mogę powiedzieć – może zmienić świat w wielu wymiarach, a naszą wielką satysfakcją jest to, że w magicznym przedsięwzięciu uczestniczą jako liderzy polscy naukowcy i, jesteśmy o tym przekonani, że niebawem także polscy przemysłowcy.”

Na czym polega polska metoda na przemysłowe otrzymywanie grafenu?

„Wykorzystuje te same urządzenia i procesy, które teraz powszechnie stosuje przemysł elektroniczny. Osadzamy atomy węgla w atomowej grubości warstewce na podłożu z węglika krzemu. Tak samo, warstwa po warstwie, tworzy się dziś krzem na mikroprocesory,” tłumaczy dr Włodzimierz Strupiński z ITME. „Z grafenem na węgliku krzemu do tej pory nikomu się to nie udawało.”

Choć istnieje kilka metod wytwarzania tego materiału, polska technologia pozwala na otrzymanie względnie dużych powierzchni wysokiej jakości grafenu. Czyli takiego, który nadaje się do zastosowania do budowy elektroniki. Aktualnie centymetr kwadratowy płatków grafenowych kosztuje 300 dolarów, a klientami spółki będą raczej zagraniczne instytucje badawcze, ale Nano Carbon nie zamierza ograniczyć się tylko do sprzedaży półproduktów:

„Idąc własną drogą nie musimy bezpośrednio  konkurować z takimi gigantami, jak Samsung czy IBM, które pracują nad wyświetlaczami dotykowymi lub mikroprocesorami grafenowymi. Koncentrujemy się na technologiach i aplikacjach, w których Nano Carbon i ITME mają realną szansę osiągnąć przewagę konkurencyjną,” wyjaśnia prezes ARP Wojciech Dąbrowski.

Kolejne grafenowe projekty spółki są na razie owiane tajemnicą, ale biorąc pod uwagę, że Polska, jako pierwszy kraj na świecie rozpoczęła już przemysłową produkcję grafenu tej klasy, mamy szansę na to, by po raz pierwszy w historii stać się liderem rewolucji technologicznej.

Zdjęcie: Wikipedia