piątek, 28 listopada 2014

Rosja i Chiny uderzają w dolara. Nadchodzi "zimna wojna w biznesie"

Fot. Wikipedia

Mimo, że koncepcja „de-dolaryzacji” znana i dyskutowana jest w Pekinie i w Moskwie od lat, na chwilę obecną wykorzystanie własnych walut w handlu wzajemnym znajduje się na poziomie 7%, natomiast 75% płatności między Chinami a Rosją dokonywane jest w dolarze amerykańskim. Zachodnie sankcje spowodowały jednak, że Kreml zmuszony został do przyspieszenia realizacji tzw. „pivotu azjatyckiego”, nawet na mniej korzystnych niż pierwotnie zakładano warunkach.



Nie jest to oczywiście pozbawione logiki z powodu rosnącego znaczenia ChRL na arenie międzynarodowej. A to dopiero początek. Uwolnienie juana, spowodowane ryzykiem manipulacji wartością dolara przez Waszyngton, było dla Chin, jako największego posiadacza rezerw walutowych świata (niemal 4 bln USD), szczególnie niebezpieczne. Od 2009 roku rozpoczęto liberalizację przepisów ograniczających transakcje w RMB. W 2010 r. chiński handel zagraniczny realizowany we własnej walucie wynosił tylko 3%, rok temu przekroczył 13%, a w przyszłym roku osiągnąć ma co najmniej 30%. W tym samym czasie kurs rubla z powodu zachodnich sankcji nieustannie spada: tylko we wrześniu br. wartość amerykańskiego dolara wobec rubla wzrosła o 6,6%, a od początku tego roku o 24,5%. Tak źle nie było od 1995 roku – 16 października padł rekord, tj. 41,16 RUB za 1 USD.

Powyższemu zjawisku towarzyszą chińsko-rosyjskie porozumienia handlowe – współpraca w obszarach infrastruktury (kolej szybkiej prędkości, autostrady, mosty), przemysłu wysokich technologii (systemy nawigacji satelitarnej) oraz wojskowej. Oprócz rosnącej sprzedaży do Chin rosyjskiego uzbrojenia, mówi się, że Kreml zgodzi się w przyszłym roku sprzedać Chinom myśliwce Su-35, system rakietowy S-400, a nawet najnowszą łódź podwodną Amur 1650. Rosja i Chiny w ciągu najbliższych 5 lat chcą także zwiększyć wzajemną wymianę studencką do 100 tys. osób. Ma to zastąpić anulowane programy z USA. Obecnie ok. 25 tys. studentów z Chin studiuje w Rosji, a 15 tys. na rosyjskich w Chinach. Co więcej, gazeta „Kommiersant” donosi, że niedługo sfinalizowane zostanie rosyjsko-chińskie porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego. Na jego podstawie oba państwa będą dokonywać nie tylko zaawansowanej wymiany informacji, ale również prowadzić wspólne operacje. Do tego dodać można tworzony Bank Rozwoju BRICS z początkowym kapitałem 50 mld USD, a docelowo 100 mld USD. 41% finansowania pochodzić ma oczywiście z Chin.

Jak pisze Greg Shtraks dla magazynu „The Diplomat”:



„Dzisiaj łatwo jest zapomnieć jak chłodne były relacje pomiędzy Rosją a Chinami w 2004 roku”.

Ma tu na myśli nie tylko kontekst polityczny (Putin nie był zainteresowany budową rurociągów do Chin), ale także zaproszenie do Moskwy Dalai Lamy. Wtedy żywe były jeszcze obawy rosyjskich elit o chińską kolonizację Syberii. Z biegiem czasu obawy te nie tylko się nie potwierdziły, ale zostały usunięte w cień przez kryzys finansowy z 2008 roku. Zdaniem Shtraksa można być dzisiaj pewnym, że Dalai Lama do Rosji na pewno już nie przyjedzie.

Wskutek kryzysu właśnie, w 2009 r. FR została zmuszona do sprzedaży ropy ChRL. Kontrakt opiewający na kwotę 25 mld USD zakładał dostarczanie przez Rosnieft 300 tys. baryłek ropy dziennie. W 2013 r. liczba ta została dwukrotnie zwiększona w zamian za pożyczkę w wysokości 30 mld USD.

Chiny dążą do podważenia obecnego ładu międzynarodowego, jakkolwiek na podstawie obecnych danych na razie można mówić tylko o aktywnościach skierowanych na sferę monetarną owego ładu. Ambicją ChRL jest uczynienie z juana waluty rezerwowej świata. Umowa z Wielką Brytanią, w której Londyn ma być europejskim centrum obrotu RMB zawarta została w 2012 roku. Od ubiegłego roku Pekin nie kontroluje już kursu juana. Jego znaczenie podniesione zostało też bez wątpienia zawartym na 30 lat kontraktem z Rosją o wartości 400 mld USD, który rozliczany będzie w walutach narodowych obu państw, a nie w dolarze. Jeszcze w tym roku Pekin chce, aby transakcje w juanie stanowiły 20% całego handlu z ChRL.

Często podnoszone jest, że scenariusz zacieśniania współpracy chińsko-rosyjskiej jest niemożliwy, z racji uzależnień handlowych Rosji od struktur zachodnich. Unia Europejska jest głównym partnerem handlowym Rosji, ale wraz z USA, także i Chin. Pekin ma coraz większe instrumenty nacisku na Europę i Amerykę. Natomiast jeśli chodzi o FR, to UE pozostaje najważniejszym partnerem handlowym Kremla (410 mld USD w 2013 roku), jednak ChRL jako pojedyncze państwo, mają największy udział w handlu z Rosją. W pierwszej połowie br. całkowity handel FR z UE wyniósł 263,3 mld USD, a z Chinami - 59,1 mld USD (przed Holandią – 52,1 mld USD, Niemcami – 46,7 mld USD i Kazachstanem i Białorusią łącznie – 35,3 mld USD). Spojrzenie na rosyjsko-chińską wymianę handlową w ujęciu historycznym jest równie imponujące: z 20,3 mld USD w 2005 r., do 59,3 mld USD w 2010 r. i 89,2 mld USD w 2013 r.

Tylko w zeszłym roku chińskie inwestycje w Rosji wzrosły o 15%. Jeszcze 6 lat temu rosyjsko-chiński handel opiewał na kwotę 40 mld USD. W 2014 r. planowane jest osiągnięcie wymiany handlowej o wartości 100 mld USD (do października jest niemal 90 mld USD), a w ciągu następnych 6 lat aż 200 mld USD rocznie. Obok tego chiński bank EXIM ustanowił linię kredytową w wysokości 2 mld USD dla rosyjskiego banku VTB, a także podpisał porozumienia z innymi rosyjskimi bankami państwowymi: Vnesheconombankiem (VEB) i Rosyjskim Bankiem Rolnym. Kredyt o łącznej wartości 4,5 mld USD, w tym też dla rosyjskich firm, ma być wykorzystany na finansowanie m.in. importu z Chin. Hongkong, a przede wszystkim Singapur staną się zapewne w krótkim czasie głównymi kierunkami ekspansji rosyjskiego kapitału – jako najlepsza alternatywa dla tych kontrolowanych przez Zachód.

Chociaż eksperci i komentatorzy są wciąż podzieleni w ocenach współpracy na linii Moskwa-Pekin, trudno jest twierdzić, że jest skazana z góry na porażkę czy na dłuższą metę jest nierealna z racji wzajemnych różnic. Potencjalne punkty zapalne, to: kwestia chińskiej kolonizacji Syberii oraz zacieśnianie współpracy Rosji z Indiami czy Wietnamem (zwłaszcza w dziedzinie produkcji czy sprzedaży broni), z którymi Chiny mają spory graniczne. Są to elementy łatwe do wyciszenia, zwłaszcza przy tak ambitnych celach strategicznych, jakie stawiają sobie Moskwa i Pekin. Ian Bremmer, prezydent Eurasia Group, nazywa działania obu państw wobec świata „zimną wojną w biznesie”. Nie widać jednak, aby była to realizacja nastawiona przeciwko sobie, a do takiego etapu jeszcze jest bardzo daleko, jeśli w ogóle on nastąpi.

Warto również wspomnieć, że poza wrogim stosunkiem do USA, wspólnymi interesami w sektorze energetycznym czy wojną walutową, mającą podważyć najpierw ekonomiczny, a następnie polityczny układ sił na świecie, ChRL i FR łączą także poglądy polityczne. Ostatnie protesty w Hong-Kongu zostały podobnie zinterpretowane w Pekinie, jak wydarzenia pomarańczowej rewolucji czy Euromajdanu na Ukrainie w Moskwie.

Odnotować też można, iż od początku rosyjskiej rywalizacji z Zachodem na Ukrainie, poparcie dla Rosji w Chinach wzrosło z 47% w lipcu do 66% w październiku. Natomiast poparcie dla Władimira Putina po aneksji Krymu osiągnęło zdaniem niektórych chińskich mediów nawet 92%. Rosyjskie poparcie dla Chin z kolei od lat oscylowało na poziomie 50-60%, jednak ostatni kontrakt gazowy zwiększył je do poziomu 77%, a obecnie 51% Rosjan uznaje ChRL za najbliższego przyjaciela FR.

Trzeba też pamiętać, że prezydent ChRL Xi Jinping z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Rosji. Był też jednym z niewielu polityków, którzy udali się na Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Putina i Xi wiele łączy – od, jak sami mówią, charakteru, przez działania w polityce wewnętrznej (zwiększanie kontroli nad mediami, walkę z dysydentami politycznymi, prowadzenie kampanii przeciwko ideologicznym wpływom Zachodu), dążenia do „odnowy narodowej” w swoich państwach, aż po politykę zagraniczną (w tym nie wahanie się przed użyciem siły do obrony własnych interesów).

Obecnie na relacje chińsko-rosyjskie można spojrzeć przede wszystkim jak na „małżeństwo z rozsądku”, gdzie pozycja Pekinu wobec Moskwy została zdecydowanie zwiększona przez problemy wynikające z zachodnich sankcji wobec Kremla. Zbliżająca się zima pewnie jeszcze bardziej uzależnią Rosję od potężnego partnera. Jednocześnie wciąż jeszcze wielu analityków jest opinii, że ten „związek” jest „szeroki na kilometr, ale głęboki na centymetr”.

Jak wygląda „russian dream” Putina, jako alternatywa propagandowa dla tego amerykańskiego, wie już coraz więcej osób, lecz mimo to pozostaje on atrakcyjny dla wielu milionów ludzi na świecie. Podobnie zresztą jak „chinese dream”. Na naszych oczach stają się one ze sobą komplementarne na coraz większej liczbie płaszczyzn.

Gordon Chang, autor „Nadchodzącego upadku Chin” („The Coming Collapse of China”) uważa, że sojusz chińsko-rosyjski jest głównym wyzwaniem dla polityki Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie Chiny i Rosja:



„W głęboko niepokojący sposób zmieniają świat, wstrząsając fundamentem ładu, który zapewniał do tej pory brak większego konfliktu i pozwalał podążać drogę bezprecedensowego dobrobytu. (...) Gdyby były rzeczywiście w stanie sformować trwałe partnerstwo, oznaczałoby to koniec epoki poziomnowojennej. Co byłoby dalej, na dobre czy złe, będzie przełomowe”.


Źródło: http://www.defence24.pl/analiza_rosja-i-chiny-uderzaja-w-dolara-nadchodzi-zimna-wojna-w-biznesie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz