piątek, 14 listopada 2014

Nowy, zimny człowiek. Ludzi obok traktuje jako chodzącą konkurencję na rynku pracy albo jak wyrobników do posługi

fot. freeimages.com

Nowy, zimny człowiek, wyprodukowany w szybkim tempie przez ostatnie 25 lat w Polsce przez ględzące o równości i walce z przemocą lewactwo zadziwia ludzi poprzedniej formacji swoimi zwyczajami i potrzebami.

Cały przemysł medialny pracuje nad starannie dobraną informacją i zręczną reklamą na to, żeby go pozbawić uczuć, tworów psychicznych złożonych, niejednoznacznych, trwałych i skomplikowanych, za to rozwinąć w nim emocje, twory psychiczne proste, oczywiste i nietrwałe, najlepiej elementarne, jak seks, głód, ciepło i ciekawość. I zaspokoić je, a przynajmniej obiecać, że jest coś, co je choćby przemysłowo, taśmowo, zaspokoi. Podstawowa emocja obok maniakalnego, choć wirtualnego opętania seksem i radością z podglądania śmierci, ze zwycięstw sportowych i bycia lepszym, to nadzieja, że przyjdzie zaspokojenie.

Ten człowiek jest smutny i zimny. Smutny, bo nikt go nie kocha, ani on nikogo nie kocha, bo zimny i nie umie. To znaczy ktoś go kochał, a może i nadal kocha, ale ten ktoś mu zobojętniał już od bardzo dawna, bo był bezradny, krzyczał, wychowywał i wtrącał się. On sam nie jest doskonale jak z reklamy piękny, nie ma pieniędzy, sukcesy są rzadkie i raczej cudze, więc ludzi obok traktuje jako chodzącą konkurencję na rynku pracy albo jak wyrobników do posługi.

To są ci ludzie, którzy nie zabezpieczą przejścia obok szosy z pędzącymi samochodami, bo co ich obchodzi los cudzych dzieci. Nie owiną niesionej choinki, bo co ich obchodzi, że gałązka trafi kogoś w oko. To ci, co patrzą spokojnie na stojących, nawet w kościele, siwych staruszków i nie podniosą się sami ani nie każą swoim dwunastoletnim dzieciom ustąpić im miejsca. To pielęgniarki, których bywa już i po 8 na oddziale, ale nadal zajadają ciastka w pakamerze, gdy chorzy wołają o pomoc. To lekarze w izbie przyjęć, przestrzegający procedur tak ściśle, że ich pacjent umrze, zanim go przyjmą. Minister, który kłamie od rana do wieczora, że wszystko jest w porządku. Facet, który spokojnie potrącił mnie samochodem w wyjeździe na ulicę, wyjaśniając, że tu nie ma pasów więc nie jest winny. Dziewuchy, które siedzą w tramwaju na miejscu sanitarnym, obojętnie przyglądając się osobom o kulach i laskach.

Media nie interesują się tym. Media nie chcą wychowywać, wypowiadać się, opowiadać się po czyjejś stronie, chyba że chodzi o PiS, to oczywiście są przeciw. Media nade wszystko interesują się modą i emocjami, produkowaniem konsumentów pozbawionych uczuć. Utrzymaniem ich emocji na odpowiednio gorącym poziomie, przy którym traci się kontrolę nad postępowaniem, a najważniejsze, nad sakiewką.

Nikogo już nie interesuje, że brak panowania nad emocjami to brak sublimacji, czyli koniec kultury. Etos rycerski produkowały wojny, wojen nie ma (na razie), ale rycerzy już teraz ze świecą szukać. Nadmiar żarcia kieruje uwagę na pochłanianie i odchudzanie się. Na siebie, siebie, siebie. Ludzie bez wyrazu twarzy, bo wychowani przez zimne bezradne matki, eksperymentatorki lat 70. i 80.

Na to wszystko jest remedium. Reklamy coraz częściej mówią o wolności i wyzwoleniu, im głębiej posuwa się współczesny totalitaryzm. Ale także mówią o miłości, której tak brakuje, a o której jakoś się tym zimnym smutnym ludziom obiło o uszy.

Kochamy cię, siadaj przy komputerze. Kocha się szybko i krótko, ale czasem długo i powoli. My wiemy, czego potrzebujesz. My ci to damy. On ci to da. On cię kocha, będzie cię zawsze kochał. Bank BBB i optymalne konto. Ono cię będzie kochało na wieki.

Felieton ukazał się na stronach sdp.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz