czwartek, 9 października 2014

Sługa Maryi w oddziale Wyklętych

Rozmowa z Joanną Wieliczką-Szarkową

2014-09-12 pch24

Wszelka działalność patriotyczna ks. Władysława Gurgacza, jego antykomunizm wynikały z wiary w Boga. Piętnując komunistyczny reżim przypominał, że jest on nie do pogodzenia z Bożym porządkiem – mówi PCh24.pl Joanna Wieliczka-Szarkowa, historyk, autorka książki pt. „Żołnierze Wyklęci”.




W NIEDZIELĘ, 14 WRZEŚNIA ODBĘDZIE SIĘ UROCZYSTE ODSŁONIĘCIE POMNIKA KS. GURGACZA W KRAKOWSKIM PARKU JORDANA. ZOBACZ WIĘCEJ!



Ksiądz Władysław Gurgacz wychował się w katolickim domu. Jaki wpływ miała jego duchowość na działalność patriotyczną i antykomunistyczną?

- Ksiądz Gurgacz napisał kiedyś do swojej matki, że dla niego „pieśń lasu była pierwszą i najtrwalszą w skutkach nauką religii”. Jego pobożność była naturalna, a duchowość bardzo głęboka. Wyróżniała go żarliwość w modlitwie i całkowite oddanie się w opiekę Maryi (stąd zresztą potem jego pseudonim „Sem” od SM – Servus Mariae, Sługa Maryi). Jego pomysłem była też pierwotna nazwa oddziału, w którym działał – Pierwszego Podhalańskiego Oddziału Partyzantów pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Różańca Świętego, zmieniona później na „Żandarmerię”.

Ksiądz Gurgacz nie tylko głosił porywające kazania czy rekolekcje, nie tylko był obleganym spowiednikiem, ale także utalentowanym pisarzem i malarzem, a może nade wszystko mistykiem. Dla niego „świat Bożych prawd i świat działania łaski – w ogóle przeżyć wewnętrznych – był bardziej rzeczywisty niż ten zewnętrzny”. Wszelka jego działalność patriotyczna, czyli automatycznie również antykomunistyczna, wynikała z wiary w Boga. Nie wahał się publicznie, ostro piętnować narzuconego Polsce reżimu, bo rozumiał jego istotę, to iż komunizm jest złem, niesie człowiekowi zniewolenie i nie da się go pogodzić z Bożym porządkiem.

 Był bardzo zdolny, interesował się między innymi filozofią.

- Władysław Gurgacz wcześnie odkrył swoje powołanie i od 17. roku życia był związany z Towarzystwem Jezusowym. To jezuici przygotowywali go najpierw do matury, a potem w ich kolegiach uzupełniał wykształcenie humanistyczne, aby studiować filozofię, która go bardzo zajmowała, i w końcu teologię. Gruntowne studia pod kierunkiem ojców-profesorów dały mu intelektualną i duchową siłę do przeciwstawienia się zbrodniczej ideologii. Dzielił się nią ze swymi żołnierzami, prowadząc dla partyzantów wykłady z filozofii.

 Dlaczego ks. Gurgacz zdecydował się zostać kapelanem Wyklętych w oddziale Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej pod dowództwem Stanisława Pióro „Emira” na Podhalu?

- Na początku 1948 roku „Emir” przyszedł do ks. Gurgacza z prośbą o spowiedź. Mówiąc księdzu o działalności PPAN, pytał o ocenę moralną różnych czynów, między innymi o kwestię odebrania sobie życia w razie niebezpieczeństwa, kiedy wolno i czy wolno zabić bliźniego, i o sens działalności podziemnej. Poprosił też jezuitę o duchową opiekę nad partyzanckim oddziałem leśnym, który chciał utworzyć z zagrożonych aresztowaniem członków swojej organizacji. Ks. Gurgacz przyłączył się do „chłopców z lasu” – jak napisał pierwszy jego biograf ks. Stanisław Szymański – po gruntownej rozwadze z miłości dla Boga i z miłości tych ludzi, dla których nie było miejsca w Ojczyźnie. Chciał być z nimi, gdy cierpieli i chciał ratować ich dusze.

 Jaką rolę pełnił ks. Gurgacz w oddziale? Powiedział podobno kiedyś, że nie może opuścić żołnierzy, bo wówczas mogliby zejść na złą drogę.

- Jeden z żołnierzy oddziału Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, Tadeusz Ryba „Jeleń”, który ostatni raz widział się z nim na tydzień przed aresztowaniem, powiedział, że ks. Gurgacz był z nimi w najtrudniejszych chwilach i nigdy ich nie opuścił. Dodawał im wiary, otuchy. Nawoływał do nieprzelewania bez potrzeby polskiej krwi. Nigdy nie przygotowywał, ani nie uczestniczył w żadnej akcji zbrojnej, ale zawsze wspierał ich moralnie tłumacząc sens oporu wobec komunistów. Kapelan prowadził dla partyzantów wykłady z historii i filozofii, a w każdą niedzielę i święta przy okazji Mszy św. głosił kazania na tematy wyłącznie ewangeliczne.

 W jakich okolicznościach ks. Gurgacz dostał się w ręce UB?

 - Aresztowania członków PPAN zaczęły się latem 1948 roku, dzięki działalności konfidenta ps. „Wicher”, czyli Janiny Mendel, nazywanej przez partyzantów „kapitan Miłą”. Ci, którzy ocaleli schronili się na Hali Łabowskiej. Po roku, wobec zagrożenia likwidacją, partyzanci, podzieleni na grupy, zdecydowali o przedostaniu się na Zachód. Ks. Gurgacz przydzielony do oddziałku Stefana Balickiego „Byliny” wyjechał do Krakowa, gdzie zaplanowano akcję rekwizycyjną w państwowym banku w Krakowie. Zakończyła się ona jednak ujęciem partyzantów na gorącym uczynku. Zatrzymany został także ks. Gurgacz, choć w samej akcji nie brał udziału, ale kiedy dowiedział się, że innych aresztowano, nie skorzystał z możliwości ucieczki. Miało to miejsce wieczorem 2 lipca 1949 roku w mieszkaniu przy ul. Krótkiej 3 w Krakowie.

 Czy śledztwo, jakiemu został poddany, było bardzo brutalne?

 - Kapelana poddano krótkiemu, ale brutalnemu śledztwu. Już na pierwszym przesłuchaniu został pobity. Stosowano też wobec niego tzw. konwejer, czyli przesłuchanie trwające bez przerwy przez kilkanaście lub więcej godzin. Żadna z tych metod nie złamała kapłana, który odważnie bronił sensu działalności partyzantów.

 Ksiądz Gurgacz zachował niezłomną postawę także podczas samego procesu, gdy twardo zarzucał komunistom zbrodnie.

- Komuniści urządzili członkom PPAN pokazowy proces, w sierpniu 1949 roku przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Relacjonowany obszernie przez prasę i radio był seansem nienawiści wobec niepodległościowego podziemia i Kościoła uosabianego przez „zdemoralizowanego i wykolejonego księdza-bandytę”.

Postawa ks. Gurgacza w czasie rozprawy była wyrazem jego niezłomności i najgłębszej wiary. Zdecydowanie bronił współoskarżonych i samej idei organizacji. Wiemy o tym z relacji świadków, bo protokół został sfałszowany. Nie zapisano w nim nawet ostatnich słów ks. Gurgacza: „Ci młodzi ludzie, których tutaj sądzicie, to nie bandyci, jak ich oszczerczo nazywacie, ale obrońcy Ojczyzny! Nie żałuję tego, co czyniłem. Moje czyny były zgodne z tym, o czym myślą miliony Polaków, tych Polaków, o których obecnym losie zadecydowały bagnety NKWD”.

Gdy usłyszał, że razem ze Stefanem Balickim „Byliną” i Stanisławem Szajną „Orłem” został skazany na karę śmierci, stwierdził: „Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć?.... Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”.

 W jaki sposób go zamordowano?

- Ksiądz Gurgacz oraz jego towarzysze „Bylina” i „Orzeł” zostali zamordowani 14 września 1949 roku na dziedzińcu więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie, w rogu między murem a więzienną piekarnią. Według naocznego świadka, wszyscy zginęli od „strzału katyńskiego”, w tył głowy, przy czym ksiądz Gurgacz został dobity drugim strzałem, gdyż pierwszy nie był śmiertelny. Wyrok wykonał Władysław Szymaniak wymieniony w protokole jako „dowódca plutonu egzekucyjnego”.

 Ksiądz męczennik został pochowany na Cmentarzu Rakowickim, razem ze swoimi „chłopcami z lasu”, w grobie, który miał być zapomniany, ale tak się nie stało dzięki przyjaciołom i współwięźniom kapelana. Dziś stoi na nim brzozowy krzyż i napis: „Attritus pro Deo et Patria” – „Starty dla Boga i Ojczyzny”.

 Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

Źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=13726&Itemid=46

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz