środa, 16 lipca 2014

Maski opadają


Nie cichnie burza wokół deklaracji wiary katolickich lekarzy i studentów medycyny. Przyznanie się przez nich do katolickiej i opartej na prawie naturalnym etyki rozwścieczyło elity III RP. To spór nie tylko o aborcję, lecz także o prawo do kierowania się własnym sumieniem. Podobnie jak wszyscy totalitaryści, premier Donald Tusk i lewicowe autorytety głoszą, że prawo państwowe to najwyższa norma. Wracamy więc oficjalnie do czasów PRL-u, gdy państwo usiłowało gwałcić ludzkie sumienia w obronie których stawał Kościół.


„Deklaracja wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej” podpisana przez kilka tysięcy przedstawicieli świata medycyny wywołała niemałą burzę w mediach. Dokument mówi m.in. , że „moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę”. Fakt, że przedstawiciele jednej z najbardziej szanowanych w Polsce profesji przyznali się do katolickiego światopoglądu i podkreślili, iż nie zamierzają łamać prawa naturalnego wywołał lawinę oburzenia. Jest to jednak raczej krzyk rozpaczy. Wśród  sygnatariuszy jest bowiem około pięćdziesięciu znanych profesorów nauk medycznych. Trudno Deklarację ośmieszyć czy zignorować.

I właśnie w tym świetle należy rozpatrywać nagonkę na prof. Bogdana Chazana. Powołując się na tzw. klauzulę sumienia zawartą w ustawie o wykonywaniu zawodu lekarza odmówił on zabicia dziecka, które według opinii medyków nie miało szansy na przeżycie. Zgodnie klauzulą miał do tego prawo, jednak powinien „wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innym zakładzie opieki zdrowotnej oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej”.

Prof. Chazan jednak nie poinformował kobiety o tym, u którego medyka miałaby ona możliwość zabicia nienarodzonego dziecka. Po pierwsze dlatego, że jak twierdzi – nie zna takich medyków. Nic w tym dziwnego – kulturalny człowiek nie zadaje się z mordercami. Po drugie, jak argumentował w rozmowie z TVN 24, wskazanie zabójcy jest w zasadzie tak samo złe moralnie, co dokonanie zabójstwa osobiście. Tzw. klauzula sumienia jest więc prawem wadliwym, gdyż wbrew pozorom zmusza do uczestnictwa w zabójstwie lub przynajmniej (wersja dla zwolenników tzw. aborcji) do uczestniczenia w czymś, co za zabójstwo się uważa.

Jeśli jednak ustawa nakazująca udział w procedurze aborcyjnej jest zgodna z Konstytucją, to oznacza to tylko tyle, że prawo polskie jest w tym miejscu sprzeczne zarówno z obowiązującą w państwach cywilizowanych zdrowo rozumianą wolnością sumienia, jak i z prawem naturalnym i Bożym. Skoro lewicowcy na podstawie swoich arbitralnych i subiektywnych sądów (bo przecież nie np. wiedzy naukowej, zgodnie z którą dziecko od poczęcia należy do gatunku homo sapiens i ma np. odrębne DNA) uważają, że aborcja nie stanowi zabójstwa człowieka, to jako zadeklarowani demoliberałowie powinni przynajmniej uznać, że ktoś ma prawo do odrębnego poglądu i kierowania się nim. Jednak wypowiedzi atakujących prof. Chazana intelektualistów i polityków sprawiają, że ich liberalne maski opadają. Okazuje się, że są oni zwolennikami totalitaryzmu i nie jest to bynajmniej chwyt retoryczny.

Lewiatan żąda naszych sumień

Szczególnie niepokojące jest, że tego typu poglądy głosi również osoba piastująca najważniejsze de facto stanowisko w państwie – a więc premier Donald Tusk. Jak powiedział „liberalny” polityk: „jeśli przepisy prawa nakazują lekarzowi świadczenie takiej pomocy, to niezależnie od tego, co mówi mu sumienie - musi wykonywać prawo. Bo pacjent musi wiedzieć, musi być pewny, że jak idzie do lekarza, szczególnie w publicznej służbie zdrowia, to ten lekarz będzie wykonywał działania zgodnie z prawem i zgodnie ze swoimi obowiązkami, a nie kierując się wyłącznie własnym światopoglądem".

W jeszcze ostrzejszych słowach grzmiał były zwolennik „judeochrześcijaństwa”, nawrócony ostatnio na wojujący ateizm – Jan Hartman. Zdaniem polityka „Twojego Ruchu”  lekarz, któremu sumienie nie pozwala na dokonanie aborcji musi zastosować się do prawa nakazującego powiadomienie o tym, kto może to uczynić. Co więcej, zdaniem Hartmana, powinien to zrobić w sposób „gorliwy”, (choć prawo o „gorliwości” nic nie wspomina – to już nadgorliwość „etyka”). Wypowiedź Hartmana warto przeanalizować, gdyż szczególnie dobitnie ujawnia ona totalitarne zapędy polskich „liberałów”. Jego zdaniem lekarz, który odmawia dokonania aborcji powinien uważać tę odmowę za swoją niedoskonałość, za nieumiejętność, za „deficyt”. Wówczas Hartman go łaskawie zaakceptuje, ponieważ taki lekarz potwierdzi, że „rozumie różnicę między osobistym przekonaniem moralnym a publiczną moralnością, czyli etyką i prawem”. Według Hartmana, prawo jest więc utożsamione z prawdziwą moralnością i nie znosi sprzeciwu w żadnym przypadku. Lekarz katolik ma nie tylko uznać się za kogoś gorszego, niż jego koledzy progresywiści, ale także „ukorzyć się przed tym co jest moralnością publiczną, a nie tylko jego osobistym przekonaniem”. Tego, zdaniem ”wybitnego” filozofa wymaga etyka. Prawo pozytywne jest w tej totalitarnej wizji bezdyskusyjne, nadrzędne i najważniejsze. Jak pisze Hartman, „lekarze pełnią zawód zaufania publicznego, posłuszeństwo prawu, bezwzględna praworządność jest czymś fundamentalnym”. Co więcej: „bardzo często demoralizuje się Polaków, wmawiając im, że norma moralności jest wewnętrzna, epatuje się ich fałszywą doktryną sumienia, mówiącą, że człowiek ma postępować według wewnętrznych przekonań” (sic!). Hartman w nieco bardziej dobitny sposób mówi to co powiedział też Tusk – prawo państwowe nie dopuszcza żadnych wyjątków.

Taki pogląd oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że gdyby akurat prawo państwowe stanowił Hitler, to obywatele powinni gorliwie i w imię etyki donosić na Żydów i ich zabijać. Albo gdyby akurat rządzili bolszewicy to powinni wydawać władzy kułaków i opozycjonistów, aby ci szli na zatracenie w łagrach. Jeśli władza z jakichś powodów zacznie się domagać udziału w zabójstwie nie tylko od lekarzy, ale od wszystkich obywateli i ofiarami będą mieli stać się także narodzeni, to czy Hartman w imię prawa będzie zabijał? Czy będzie zmuszać innych, by to robili i potępiać jako bezwstydników i demoralizatorów tych, którzy się temu będą sprzeciwiać? W myśl etyki Hartmana, osoby ratujące Żydów podczas drugiej wojny czy opozycjoniści z czasów sowieckich byli bezwstydnikami i deprawatorami, którzy wierzyli, że „człowiek ma prawo działać według swoich przekonań”.

Spór wokół deklaracji wiary i prof. Chazana dotyczy nie tylko aborcji i sumienia grupy lekarzy. Jest to ofensywa państwa przeciwko prawu człowieka do kierowania się własnym sumieniem. Polskie władze i lewicowi intelektualiści żądają władzy nad sumieniami obywateli. Podobnie jak Thomas Hobbes czy Jean Jacques Rousseau uważają, że prawo do sprzeciwu sumienia i wiara, że państwo nie jest najwyższą władze jest niebezpieczna dla porządku publicznego. Czy podobnie jak fan Rousseau – Robespierre, Hitler, Stalin i Mussolini będą wcielać te poglądy w życie?

Z drugiej strony mamy Kościół, który wskazuje wprawdzie, że wolność sumienia nie jest czymś nieograniczonym, jednak od wieków zabrania przymuszania do wiary katolickiej. Także dziś Kościół (w osobie zarówno katolickich lekarzy, jak i popierających ich członków Episkopatu) staje ponownie w obronie ludzkiej godności i sumienia.

I tak oto na naszych oczach z twarzy przedstawicieli elity władzy spadają liberalne maski i ukazuje się ich prawdziwe oblicze. Powtarza się historia z czasów PRL-u, terroru jakobińskiego i początków chrześcijaństwa. Dziś, podobnie jak 2000 lat temu, Kościół instytucjonalny i jego wierni świeccy mówią non possumus żarłoczności Cezara.


Marcin Jendrzejczak


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz