piątek, 25 kwietnia 2014

Patrioci bez Boga przegrają


Patriotyzm polskiej młodzieży ogranicza się często do haseł, symboli i emocji, brakuje mu jednak duchowego korzenia. Jeśli młodzież na demonstracjach krzyczy Bóg, Honor i Ojczyzna, ale nie wejdzie do Kościoła, to znaczy że czegoś brakuje. Polski patriotyzm nierozerwalnie związany jest z katolicyzmem, kto tego nie rozumie, nie rozumie istoty polskości – mówi dla PCh24.pl Andrzej Kołakowski, „bard wolnej Polski”.


Leszek Czajkowski, Jacek Kowalski i Pan to swoista trójca polskiej muzyki patriotycznej wykonywanej w formie poezji śpiewanej przełomu XX i XXI wieku. Czy ten rodzaj i tematyka muzyki cieszy się zainteresowaniem słuchaczy?
Jest w Polsce spora grupa osób, dla której istotna jest nie tylko forma, ale i treść przekazu. Forma wykonywanej przez nas twórczości nie jest z całą pewnością adresowana do mas, nie nadaje się do wykonywania na stadionach, ma raczej charakter kameralny. Na koncertach gromadzi się od stu do kilkuset osób. Czy to mało czy dużo? I tak, i nie. Mnie osobiście w większym stopniu zależy na jakości niż ilości. Mam nadzieję, że te niewielkie, w stosunku do ogółu społeczeństwa, grupy, staną się zarzewiem kontrrewolucji – w wymiarze duchowym, kulturowym i politycznym.

W latach 80-tych był Pan działaczem opozycji antykomunistycznej. Na czym polegała Pana działalność w podziemnych strukturach? Do jakiej organizacji Pan należał?
Lata 80-te poniekąd wymuszały zaangażowanie po którejś ze stron. Podział był dość czytelny, więc niewielu było młodych popierających otwarcie czerwonych. Moja przygoda z opozycją zaczęła się w szkole trochę przypadkowo. Za zbojkotowanie pochodu pierwszomajowego i jak to określono „demonstracyjne złożenie kwiatów” zostałem zawieszony w czynnościach ucznia. Momentem zwrotnym był jednak protest głodowy w Krakowie Bieżanowie w 1985 roku. Byłem wówczas studentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Tam poznałem Annę Walentynowicz, która z kolei poznała mnie z moją aktualną żoną. Ania była również studentką KUL-u, miała za sobą pobyt w więzieniu i była działaczką Liberalno-Demokratycznej Partii „Niepodległość”. Siłą rzeczy stałem się również członkiem tej partii. Liberalizm miał jednak dla nas wówczas inne znaczenie niż dziś. Była to polityczna alternatywa dla komunizmu. W naszej lubelskiej grupie dryfowaliśmy jednak coraz bardziej na prawo. Wkrótce rozstaliśmy się z LDP „N” i w efekcie powstała Konserwatywna Grupa Polityczna „Antyk” o zdecydowanie katolickim charakterze. Nazwa nawiązywała do komórki Armii Krajowej zwalczającej komunistów. Formy działań nie odbiegały od przeciętnej – druk i kolportaż nielegalnych publikacji, akcje ulotkowe. Pod koniec lat 80-tych przystąpiliśmy do działań otwartych – manifestacje, pikiety dotyczące bieżących spraw (komunistycznych referendów, składowisk odpadów radioaktywnych). Ot, zwykła codzienność pod komunizmem. Józef Mackiewicz napisał kiedyś, że immanentną cechą komunizmu jest nuda. Ta działalność pozwalała odetchnąć świeższym powietrzem, poczuć się godniej.

Czy już wtedy tworzył Pan utwory muzyczne? Czy były one wykonywane?
W zasadzie nie. Grałem wówczas pieśni Włodzimierza Wysockiego, Jacka Kaczmarskiego, Jana Krzysztofa Kelusa. Miałem też taką spółkę autorską z Tadeuszem Moraczewskim. On dostarczał teksty, ja robiłem do nich muzykę. Były to jednak pieśni raczej o charakterze egzystencjalnym, nie politycznym. Uważałem wówczas, że są ludzie, którzy lepiej ode mnie piszą poezję zaangażowaną i ich pieśni śpiewałem, również na ulicy.

W 1989 r. nadeszła rzekoma wolność i odtąd tworzenie utworów muzycznych mogło odbywać się już jawnie. Czy szybko Pan skorzystał z tej możliwości?
Z moim pisaniem jest tak, że coś musi się zebrać w duszy. Nie zależy to od tego czy jest, jak to Pan ujął, wolność , czy jej nie ma. Niewątpliwie jednak nowa rzeczywistość przyczyniła się do tego, że zacząłem pisać. To co działo się wokół, było tak obrzydliwie fałszywe, było tak wielkim zawodem, że tęsknota za tym co piękne, wieczne, nieprzemijające, zmusiła mnie do sięgnięcia po pióro. Zacząłem pisać bardzo intensywnie. Czasem pisałem nawet dwie piosenki dziennie. Szybko też okazało się, jak to jest z tą wolnością. Na festiwal poezji śpiewanej w Olsztynie przygotowałem „Tryptyk rewolucyjny”. To tekst, w którym wykazałem obłudę głównych haseł rewolucji we Francji. Przeszedłem eliminacje, ale na festiwalu zakazano mi śpiewanie tego utworu, gdyż się „zbyt namolnie kojarzy”. Odpuściłem, wydawało mi się, że mogę zaśpiewać równie dobre piosenki. Żałuję tego do dziś.

Prezentuje Pan utwory o charakterze religijno-patriotycznym. Niektóre utwory poświęcone są antykomunistycznemu podziemiu zbrojnemu po II wojnie światowej. W jaki sposób Żołnierze Wyklęci wpisują się w Pańską twórczość?
Adam Mickiewicz napisał kiedyś: walka o wolność gdy się raz zaczyna/ z ojca krwią spada dziedzictwem na syna/. Polacy, jak żaden inny naród, doświadczyli prawdziwości tych słów. Wszystkie nurty mojej twórczość są ze sobą wewnętrznie związane. W moim przekonaniu żołnierze podziemia niepodległościowego wybierając śmierć stawali się uczestnikami Chrystusowej ofiary. Wzięli swój krzyż i naśladowali Mistrza, podążali po krwawych śladach jego stóp na Golgotę – polską Golgotę. Z pieśniami poświęconymi antykomunistycznemu przesłaniu jestem chyba najbardziej kojarzony. Chciałbym jednak, aby moi słuchacze zrozumieli duchowy charakter walki z komunizmem. To nie była przecież wyłącznie walka o polityczny kształt Polski, to była obrona ostatniego bastionu cywilizacji łacińskiej w Europie.

Kto przychodzi na Pana koncerty?
Różnie – od dzieci do starców. Na ogół przekrój wiekowy jest bardzo duży. Wczoraj na przykład byli kilkunastoletni harcerze, licealiści, pokolenie solidarności, kombatanci. Jednym słowem Polacy, w których jeszcze polskie serca biją.

Które z Pańskich utworów są najchętniej słuchane?
To raczej pytanie do publiczności. Najpopularniejszymi są chyba Epitafium dla mjr. „Ognia”, Ballada smoleńska, Sąd nad Panem Bogiem, poza tym trudno mi się wypowiedzieć.

Jak by Pan ocenił patriotyzm wśród dzisiejszej młodzieży?
Jest płytki. Ogranicza się często do haseł, symboli i emocji, brakuje mu jednak duchowego korzenia. Jeśli młodzież na demonstracjach krzyczy Bóg, Honor i Ojczyzna, ale nie wejdzie do Kościoła, to znaczy że czegoś brakuje. Polski patriotyzm nierozerwalnie związany jest z katolicyzmem, kto tego nie rozumie, nie rozumie istoty polskości. Wydaje mi się, że przegrywamy, bo nie umiemy zawierzyć naszej walki Panu Bogu. W moim odczuciu młodzi mają z tym jakiś problem, wydaje im się, że modlitwa wyklucza działanie. Jeśli przyjrzeliby się bliżej swoim bohaterom dostrzegliby, jakie znaczenia miała w ich życiu wiara. Jeśli słyszę, że Roman Dmowski zbawcą Polski, to czuję się nieswojo. Cenię tego polityka, ale Zbawcą jest i może być wyłącznie Chrystus. Inna sprawa, że druga część młodzieży zamyka się w Kościele, uznając, że angażowanie Boga w nasze ziemskie sprawy to świętokradztwo. To druga skrajność. Młodzi muszą sobie uświadomić swoje obowiązki wobec Ojczyzny, zawierzyć je Bogu i walczyć o Polskę jak ich poprzednicy – „Aż do ofiary życia”. Wtedy zwyciężymy!


Dziękuję za rozmowę!
Rozmawiał Kajetan Rajski










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz