wtorek, 1 kwietnia 2014

Był inny scenariusz

fot.Grzegorz Jakubowski / FORUM

Postulaty polskie i katolickie - w tym postulaty określenia odpowiedzialności za zdradę i inne niegodziwości z czasów PRL, oraz postulaty nadania polityce Państwa Polskiego katolickiego i polskiego charakteru - były traktowane przez przedstawicieli układu okrągłostołowego jako bezpośrednie zagrożenie ich dążeń – podkreśla Jan Łopuszański, prawnik i publicysta.


Gdzie Pana zastała wiadomość o rozpoczęciu rozmów przy okrągłym stole i jak Pan zareagował na tę koncepcję „dogadania się” z władzą?
W moim środowisku wiedziano, że będzie coś takiego jak okrągły stół, zanim do niego doszło. W miarę na bieżąco obserwowaliśmy to, co stopniowo narastało. Natomiast dogadywanie się z komunistami z natury rzeczy musiało wikłać jego uczestników i zamykać perspektywy realizacji polityki istotnie polskiej. Stąd na przykład Wiesław Chrzanowski, który otrzymał propozycję uczestnictwa w pracach okrągłego stołu, po prostu odmówił.
Czy istniał katolicki program społeczno-polityczny wyjścia z komunizmu? Jeśli tak, to co się z nim stało? Dlaczego nie odniósł sukcesu?
Ciąg zdarzeń, który doprowadził  do okrągłego stołu miał przede wszystkim kontekst międzynarodowy. Głębokie zmiany ZSRR i jego oddziaływania, oraz przygotowania do przekształcenia Wspólnot Europejskich w sfederowane super-państwo kontynentalne. Rozmowy pomiędzy USA i ZSRR, a potem pomiędzy ZSRR i RFN i przygotowania do złączenia obu państw niemieckich. Potem dopiero, w realizacji uzgodnień międzynarodowych, rozmowy pomiędzy przedstawicielami władz PRL a tymi, których ustępujący komuniści sami sobie wyznaczyli za partnerów do rozmów. Najpierw uzgodnienia w Magdalence, potem okrągły stół. Był Lech Wałęsa, legalnie wybrany w 1981 roku przewodniczący Solidarności, więzień z Arłamowa, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, więc stanął na czele opozycji przy okrągłym stole. Kościół poparł ten model działania, wysuwając swoich obserwatorów i uczestników rozmów, co było kluczowym sygnałem dla narodu. Dla ogromnej większości Polaków istotnym było uwolnienie Polski od kurateli Moskwy i odsunięcie komuny od rządów, więc naród poparł to działanie.
Co było zaskakujące dla uczestników okrągłego stołu, to skala negacji systemu komunistycznego przez naród, ujawniona w częściowo wolnych wyborach w dniu 4 czerwca 1989 roku. Bardzo się tego bali. Z tego lęku wziął się postulat Adama Michnika: „wasz prezydent, nasz premier”. Stąd były też bezpośrednie kontakty przedstawicieli strony solidarnościowej z przedstawicielami Moskwy. I uprzejmości typu „gruba linia”, ogłoszona przez premiera Tadeusza Mazowieckiego, której sens polegał na wspólnej ochronie pozycji obu stron rozmów i na stabilizacji układu okrągłostołowego. Osobną jest kwestią czy to było istotnie „wyjście z komunizmu” czy raczej jego przepoczwarzenie?

Postulaty polskie i katolickie - w tym postulaty określenia odpowiedzialności za zdradę i inne niegodziwości z czasów PRL, oraz postulaty nadania polityce Państwa Polskiego katolickiego i polskiego charakteru - były traktowane przez przedstawicieli układu okrągłostołowego jako bezpośrednie zagrożenie ich dążeń. W tych okolicznościach nie było warunków do realizacji katolickiego programu wyjścia z komunizmu. Ambicją moją w 1989 roku było zatem wbić się do Sejmu i wykorzystać tę pozycję do tworzenia alternatywy politycznej wobec układu okrągłostołowego. Będąc posłem, po to właśnie inicjowałem powstanie stronnictwa tyleż narodowego co katolickiego, po to chodziłem za Wiesławem Chrzanowskim i za innymi osobami. Oczywiście nie byłem jedyny, który takie działania podejmował. Udało się jesienią 1989 roku powołać ZChN, a wiosną 1991 roku wprowadzić je do Sejmu. W ciągu I kadencji (1991-1993) wiele okoliczności złożyło się na to, że ZChN nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań. Przede wszystkim stoczyło się na pozycję jeszcze jednej partii establishmentowej, straciło zaufanie wielu swoich wyborców i wypadło z Sejmu w kolejnych wyborach. Były też inne próby, na przykład odtworzenie Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, ale przyniosły jeszcze mniejsze owoce niż ZChN. Scena polityczna w Polsce została zamurowana przez układ okrągłostołowy i jego sukcesorów. To dziełem ludzi tego układu jest uzależnienie polityki Państwa Polskiego od polityki niemieckiej i akcesja do Unii Europejskiej, a także wspieranie przekształcania Unii w super-państwo, któremu Polska została poddana. Dziełem ludzi tego układu jest wyprzedaż majątku polskiego w obce ręce. Dziełem ludzi tego układu jest systematyczna i coraz bardziej bezczelna walka z naszym katolickim dziedzictwem kulturowym.

Co wpłynęło na stosunkowo pokojowy i ciepły klimat, jaki można dostrzec obserwując rozmowy okrągłego stołu?
Swoi lubili swoich.

Jaki klimat i nastawienie wobec „stołu” panował w środowisku, w którym się Pan obracał?
Skoro złodziej oddawał narodowi 30% Sejmu, to należało brać co złodziej oddawał i żądać reszty. Powiedziałem o tym głośno z trybuny sejmowej, gdy już zostałem posłem. Bardzo tym rozbawiłem przedstawicieli środowisk okrągłostołowych.

Czy dostrzegał Pan inne możliwe scenariusze niż ten zaproponowany przez konstruktywną opozycję i obóz władzy?
Tak. Być zdecydowanie mniej „konstruktywnym”. Dopuścić w czasie parlamentu okrągłostołowego do kontynuacji rządów PZPR. Rozejść się z tymi, którzy parasol Solidarności nadużywali do dogadywania się z komuną – niech się topią razem. Przetrwać trudny czas i budować fundamenty przyszłej, niepodległej polityki polskiej, publicznie pokazując zdradę i manipulacje. Wspólnie z narodem wygrywać przyszłe wybory, które będą musiały nadejść.

Tyle tylko, że ci, którzy w takich kwestiach mogli wtedy podejmować decyzje, na przykład Wałęsa, wcale takiego scenariusza nie chcieli. Oni chcieli być „konstruktywni”. Dodam, że inni o wiele bardziej od Wałęsy. Tacy jak ja byliśmy za słabi, by stawiać wtedy podobne propozycje. Za to, stawiając kilka typowo polskich postulatów, podejmowałem próby indukowania konfliktów w środowisku okrągłostołowym. I rzuciłem pomysł na stronnictwo narodowe i katolickie, które politykę polską podejmie w przyszłości.

Kto więcej według Pana zyskał na porozumieniu: władza czy opozycja?
Polska straciła. Tamta władza nic by nie zachowała bez pomocy tamtej opozycji, a tamta opozycja nie stałaby się opozycją, gdyby jej w tej roli nie uznała tamta władza. I zobaczmy znamienny paradoks. Oto z czasem zmienili się aktorzy a wypracowane mechanizmy trwają. O czym, przykładowo, mieliby mówić dziś politycy z PO, gdyby im zabrakło przeciwników z PiS? I oczywiście vice versa. Czym zajmowałyby się media mainstreamowe, gdyby ni stąd ni zowąd podjęły decyzję, że koniec ze szczuciem jednych grup na drugie? Co wtedy przesłaniałoby narodowi rzeczywiste dylematy polityczne? A co, gdyby wtedy większość narodu zdołała się połapać w naturze manipulacji, którym Polska jest poddawana? Zatem zaciekła walka marionetek trwa, a istotni kreatorzy sceny politycznej, krajowi i międzynarodowi, pozostają w cieniu.

Ile w Polsce AD 2014 jest „republiki okrągłostołowej”?
A ile jej nie ma?

Co skłoniło Pana do zaangażowania się w politykę? W jaki sposób katolik może się odnaleźć w politycznym świecie niezbyt – mówiąc oględnie – mu przychylnym?
Pragnienie prawdziwie wolnej Polski, realizującej swoje własne dziejowe powołania. Dziś dodaję – Polski, która Panu Bogu będzie się podobać, a wtedy i dla Polaków okaże się pożyteczna. Wciąż jej pragnę. Wiem, że w tym pragnieniu nie jestem osamotniony.



Rozmawiał Łukasz Karpiel


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz