poniedziałek, 10 marca 2014

Multi-kulti i Feliks Koneczny

Ideologia multikulturalizmu bierze górę nad rozumem, wytaczając przeciwko spuściźnie zachodniego chrześcijaństwa działa relatywizmu kulturowego, który każe dbać o "równe" traktowanie wszystkich kultur i zabrania je wartościować. W starciu z pseudofilozofią multi-kulti przywoływane są zeszłowieczne idee Feliksa Konecznego - historyka i twórcy historiozofii na gruncie polskim. Dzisiaj, gdy polityczna poprawność stawia kulturę afrykańskich plemion czy azjatyckich koczowników na jednym poziomie z dorobkiem średniowiecznej Europy, powraca głoszony przez niego pogląd o wyższości cywilizacji łacińskiej nad innymi.

"Kto ocali u nas cywilizację łacińską? Jedną tylko znam siłę, do tego zdatną i powołaną: Kościół. Tu, w Europie, jest to jego cywilizacja, jego córa, bronić mu przeto wypadnie swej własności. Ale powodzenie zależy od tego, czy miłośnicy tej cywilizacji zrozumieją, że nie obronią jej, jeśli nie staną razem w szeregach Kościoła. W tej walce trzeba być koniecznie katolikiem, inaczej walka będzie próżną" - pisał Koneczny w 1937 r. w niewielkiej broszurze "Napór Orientu na Zachód". Wyrażone tak kategorycznie przekonanie nie wypływało z jego wiary, choć w istocie był katolikiem, lecz z głębokiej i szczegółowej analizy dziejów.

Geniusz rodzaju ludzkiego

Praca Konecznego nad stworzeniem wielkiej syntezy historii budziła przed wojną nieufność większej części akademickich uczonych, którzy uważali historiozofię za rozważania "nienaukowe" - w odróżnieniu od szczegółowych badań źródłowych. Krytyka rządów sanacyjnych i zbliżenie do obozu narodowego nie ułatwiały mu kariery akademickiej w II Rzeczypospolitej. W PRL skazano jego dzieło na niebyt z powodu bezkompromisowego antybolszewizmu autora.

Myśl Konecznego, chociaż napiętnowana jako "klerykalna" oraz "antysemicka", obroniła się sama i po 1989 r. zaczęła zajmować - dzięki analizom m.in. krakowskich uczonych Jana Skoczyńskiego i Piotra Bilińskiego - należne jej miejsce w polskim obiegu naukowym. W polskim - należy podkreślić, bo fundamentalna analiza Konecznego "O wielości cywilizacji" z 1935 r. ukazała się po raz pierwszy drukiem w Wielkiej Brytanii na początku lat 60. w angielskim tłumaczeniu z przedmową słynnego teoretyka cywilizacji Arnolda Toynbee. "Koneczny podjął rozważania nad pytaniami postawionymi przez naukę o cywilizacjach i doszedł do ściśle sprecyzowanych i cennych wniosków" - napisał. I dodał: "Polska ma wiele do przekazania współczesnemu Zachodowi".

Jego dorobek nadzwyczajnie cenił i upowszechniał zmarły w 1970 r. niemiecki uczony Anton Hilckman, założyciel i szef instytutu badań porównawczych nad cywilizacjami w Moguncji. "Koneczny to jeden z wielkich geniuszów rodu ludzkiego, jeden z tych, którzy wspólnemu dorobkowi duchowemu Europy zapewnili trwałe zdobycze - twierdził. - Nie waham się uznać Konecznego, którego imię jest mało znane, za najwybitniejszego przedstawiciela historiozofii".

Cena wolności

Urodzony równo 150 lat temu, 1listopada 1862 r. w Krakowie, uczył się w gimnazjum św. Anny (dzisiejsze liceum im. Nowodworskiego), osiągając początkowo znakomite rezultaty. Z czasem jednak szkolny rygor okazał się nie do zniesienia dla niezależnego z natury młodego człowieka, co skończyło się brakiem promocji przyszłego profesora uniwersyteckiego do klasy piątej. Przeniósł się zatem do innego gimnazjum, zdał maturę i skończył studia na Wydziale Filozoficznym UJ obroną doktoratu w 1888 roku. Przez jedenaście lat walczył o byt materialny i możliwość prowadzenia niezależnych badań - rok spędził na stypendium w archiwach watykańskich, później pracował w archiwum oraz bibliotece Akademii Umiejętności. Wiele w tym czasie publikował: wydał m.in. trzy monografie dotyczące spraw pruskich i pracę "Jagiełło i Witold podczas unii krewskiej", nagrodzoną przez Towarzystwo Historyczno-Literackie w Paryżu, a także pierwsze w języku polskim "Dzieje Śląska". Mimo znaczącego dorobku naukowego nie udało mu się wówczas zdobyć posady na uczelni - swoje niepowodzenie przypisywał stosunkom panującym na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Przyjazną dłoń wyciągnął do niego dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej Karol Estreicher, dając mu etat, a tym samym zapewniając względną stabilizację życiową na kolejnych dwadzieścia lat. Estreicher szanował ludzi twardego charakteru: "Cenił indywidualność cudzą i wolał ludzi mających swe własne zdanie niż bezbarwnie ugrzecznionych - tak oceniał go Koneczny. - Nie bał się ruchu feministycznego ani powszechnego głosowania".

W odrodzonej Rzeczypospolitej doczekał się wreszcie posady na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie wykładał, uzyskawszy habilitację, do przejścia na emeryturę w 1929 roku. "Był profesorem uniwersyteckim, który izolował się od swojego akademickiego otoczenia, by móc pisać dzieło życia - naukę o cywilizacji - opisuje ten okres życia Konecznego jego biograf Piotr Biliński. - Siłę dawało mu poczucie tworzenia wielkich i nowych systemów. Jego tryb życia był harmonijnie uregulowany, całe dnie spędzał przy "zawalonym" książkami i rękopisami biurku, w gabinecie przypominającym bibliotekę. Stałym elementem tej codzienności była jeszcze zawsze obecna przy nim żona Marcela".

Powróciwszy do Krakowa, zamieszkał w swojej willi na Salwatorze i nadal intensywnie pisał. Kiedy zdawać się mogło, że wreszcie jego sprawy życiowe potoczą się spokojnym nurtem, spadł na niego cios. Cztery lata przed wojną zmarła jego żona -nieodłączny towarzysz życia. Pod niemiecką okupacją stracił w odstępie miesiąca prawie całą rodzinę: w Powstaniu Warszawskim zginął starszy syn z żoną, a w październiku 1944 r. zgładzono w Brandenburgu nad Hawelą młodszego syna, aresztowanego w 1943 r. za działalność w Polskim Państwie Podziemnym. Feliks Koneczny pozostał sam z córką oraz dwoma osieroconymi wnukami.

Kiedy po wojnie kraj znalazł się pod panowaniem Sowietów, cały wysiłek włożył w zdobywanie środków na wychowanie sierot po synu. Swój pogląd na marksizm wyłożył dobitnie przed wojną: "Jakimżeż cudem może Europejczyk uznać tak potworną głupotę i głupią potworność za dobro? Przecież to się sprzeciwia wszelkim składnikom cywilizacji łacińskiej, chrześcijańsko-klasycznej!".

Pisywał do katolickich pism "Niedziela" i "Tygodnik Warszawski". Ostatnie lata jego życia naznaczyła ciężka choroba. Cierpiąc, wprowadzał ostatnie poprawki i uzupełnienia do swoich prac. W 1949 r. odszedł na zawsze, odprowadzony na miejsce spoczynku przez wiernego przyjaciela, księdza infułata Ferdynanda Machaya. Na pogrzebie nie pojawił się nikt z Biblioteki Jagiellońskiej ani z Uniwersytetu.

Cywilizacje lepsze i gorsze

Jeszcze w okresie krakowskim, kiedy po ukończeniu studiów chciał prowadzić badania nad cywilizacją, spotkał się z oporem środowiska uczonych. "Za mojej młodości ostrzegano mnie przed historiozofią jako przed zarazą, która może wyjałowić mózg frazesami i zmarnować zmysł historyczny w badaczu przeszłości - wspominał Koneczny w 1921 roku. - Zwracano też uwagę, że historiozofią nie trudnią się nigdy historycy, lecz rozmaici ochotnicy, historii nie znający. (...) Dla historyka stanowiło to coś, co znajduje się poniżej jego godności naukowej. (...) Uczony historyk ma się ograniczyć do przyczynowego związku faktów".

Tymczasem Koneczny chciał poświęcić się właśnie tej "zarazie" - historiozofii, nazywanej też filozofią historii. Historiozof dokonuje refleksji nad sensem historii i usiłuje z tysiąca zdarzeń oraz zależności między nimi odczytać jej najbardziej ogólne prawa. Polski uczony sformułował po wielu latach badań teorię, według której w dziejach ludzkości pojawiły się dwadzieścia dwie cywilizacje mające na te dzieje wpływ - pomijając wielość innych, które przeminęły zbyt szybko, by odegrać jakąkolwiek rolę. Spośród tych najważniejszych miało przetrwać siedem - i one właśnie stały się przedmiotem szczegółowej analizy Konecznego.

Dwie z nich: bramińską i żydowską, sklasyfikował jako "sakralne", co oznacza, że życie zbiorowe zorganizowane jest w ich obrębie przez nakaz religijny.

Ani dwie wspomniane, ani pięć pozostałych: bizantyńska, chińska, turańska, łacińska i arabska, nie ograniczają swojego zasięgu do konkretnego i ograniczonego terytorium geograficznego. Koneczny wyodrębnia cechy charakterystyczne każdej z nich, po czym wskazuje ich obecność na całym świecie.

I tak despotyczny system rządów oraz nadrzędność władzy państwa wobec Kościoła, wykształcone historycznie przez "bizantynizm", znajdują swój wyraz w protestantyzmie niemieckim. "Reformacja wnosiła wprawdzie wszędzie coś z bizantynizmu, upoważniając władzę świecką do ingerencji w stosunki religijne, lecz tylko w Niemczech trafiła na grunt przysposobiony, gdyż na istniejącą już kulturę bizantyńsko-niemiecką" - pisał. Ta ostatnia wytworzyć się miała w czasie walk papiestwa z cesarstwem, jej późniejszym przejawem było istnienie zakonu krzyżackiego, a wreszcie państwa pruskiego.

Interesujące dla badaczy Rosji jest zdefiniowanie przez Konecznego cywilizacji turańskiej - cywilizacji "wielkiego stepu" cechującej się "ustrojem obozowym". "W turańskiej nie ma wcale organizacji społecznej, tylko wojskowa; całe ludy - to pułki, w wiecznym pogotowiu wojennym, w oczekiwaniu wypraw i łupów, a kiedy to zawiedzie, popadające w bezład na całe wieki. W takich warunkach rozkwita kult wodza, któremu wszyscy poddani podlegają bezpośrednio - wywodził. - Gdzie wojowanie stanowi więź społeczną, nie da się osiągnąć wyższego szczebla kultury duchowej; wszelkie opryszkostwo stawało się żywiołem takich społeczeństw i państw, a nawet ich ideałem". Ekspansja cywilizacji turańskiej na obszar wschodniej Słowiańszczyzny, gdzie "w zupełnej zgodzie z bizantyńskim chrześcijaństwem wytworzyła (...) dwie kultury turańsko-słowiańskie: moskiewską i kozacką", zaowocowała "najstarszym w Europie etatyzmem i początkami państwa totalnego".

Łaciński spadek

Najwyższą, wedle przyjętych przez Konecznego kryteriów, takich jak stosunek władzy do jednostki, religii i prawa oraz człowieka do Boga i bliźnich, jest cywilizacja łacińska. Dowodził, że jest ona jedyną prawowitą spadkobierczynią Rzymu - bizantyńska nawiązuje do dziedzictwa rzymskiego jedynie pozornie. Łacińska jest nierozerwalnie związana z instytucją Kościoła, który był "politycznym wychowawcą społeczeństw podwójnie: obdarzał ludy sądownictwem publicznym i zarazem zwiększał bezpieczeństwo życia i mienia. Oddając obie te dziedziny w ręce zwierzchności świeckiej, wytwarzał tym samym, a następnie rozszerzał i wzmacniał władzę państwową". Koneczny uważał więc, że cywilizacja łacińska jest religijna, lecz nie sakralna. "Wyjaśniał, że w przeciwieństwie do etyk sakralnych, opartych na szczegółowych przepisach Talmudu czy Koranu, etyka katolicka, która ma swoje źródło w Ewangelii, podaje tylko ogólne zasady, pozostawiając ich stosowanie człowiekowi i jego odpowiedzialności. "Dla nas religijność jest tłem życia, a wypełnić to tło musimy sobie sami"" - tak ujmuje myśl Konecznego Sonia Bukowska, autorka monografii "Filozofia polska wobec problemu cywilizacji. Teoria Feliksa Konecznego". Dlatego właśnie "najpomyślniejszych warunków dla rozwoju moralności może dostarczyć katolicyzm" - twierdził myśliciel.

W czasach, gdy działalność misjonarska Kościoła postrzegana jest jako agresja wobec innej kultury, słowa Konecznego brzmią jak herezja.

Wśród zasadniczych postulatów katolickiego życia zbiorowego znajduje się "kwestia monogamii dożywotniej". "Wiadomo powszechnie - twierdził Koneczny - że wyłoniło się z tego poszanowanie kobiety, przyznanie jej praw, w końcu równouprawnienie moralne i majątkowe. Monogamia czyni z kobiety czynnik twórczy w życiu zbiorowym".

Czym zatem jest, zdaniem Konecznego, Polska? Polem nieustannej walki czterech cywilizacji: łacińskiej, żydowskiej, turańskiej i bizantyńskiej. "Należy przyjąć za Mickiewiczem i Krasińskim, że misja dziejowa Polski polega na tym, by wprowadzić chrześcijańskiego ducha do polityki" - tym zdaniem zakończył pracę z 1938 r. "Kościół jako polityczny wychowawca narodów".

Zator cywilizacyjny

Wiele się dziś mówi o kulturze europejskiej i zagrożeniu jej wartości. Tymczasem Koneczny twierdził, że cywilizacja europejska jako taka nie istnieje: "W Europie wytworzył się istny zator cywilizacyjny dzięki panowaniu mieszanek cywilizacyjnych" - pisał. Walka między cywilizacjami trwa i nigdy się nie kończy. "Im wyższa cywilizacja, tym większe stawia wymagania swym uczestnikom, a dla obrony swej cywilizacji trzeba nieraz ponieść ofiary. Tylko silne charaktery utrzymują się na odpowiednim poziomie. Jeżeli gotowości do poświęceń będzie zbyt mało w cywilizacji wyższej, zwycięstwo niższej tym bardziej będzie ułatwione" - konstatował w dziełku "O ład w historii". Starcie to trwa bardzo długo i polega na powolnym przenikaniu elementów tej silniej napierającej do osłabionej. "Jest to wprowadzanie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia" - przedstawiał obrazowo. Synteza jest zatem niemożliwa: "Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby, a cóż dopiero na kilka sposobów" - twierdził.

Obecnie wmawia się nam, że można, a nawet należy... Tymczasem myśliciel z Krakowa mówił: "Rozpowszechniony jest pogląd o wielkich rzekomo wartościach tzw. krzyżowania się cywilizacji. W takim razie na czele rodzaju ludzkiego kroczyłaby Rosja, gdyż w tym państwie krzyżuje się siedem cywilizacji: turańska, bizantyńska, łacińska, arabska, żydowska, bramińska i chińska". Dziś pobrzmiewa w tych słowach nuta gorzkiej ironii.

Jak Koneczny oceniłby obecną kondycję Europy? Jak zdiagnozowałby powszechne przyzwolenie na aborcję, eutanazję oraz inne praktyki eugeniczne? Na agresywny i ostentacyjny homoseksualizm? Na histerię rozpętaną w imię praw do adopcji dzieci przez tak zwane związki partnerskie? On - "łaciński" obrońca rodziny i godności kobiety?

W chwili, gdy stoimy słabi wobec lewicowości triumfującej w każdej dziedzinie życia oraz na całym obszarze, na którym toczy się walka o cywilizację łacińską, większą jeszcze niż przed laty wagę mają jego słowa z 1930 r.: "Żadne bolszewizmy do cywilizacji łacińskiej stanowczo przystępu nie mają i mieć nie mogą. Byłoby to niewykonalne, ale wtedy tylko, gdyby Europa naprawdę była tą cywilizacją należycie opancerzona. Ale ona jest podziurawiona jak rzeszoto! Nie z walki bynajmniej, lecz z niedbałości naszej! (...) Wielka rewolucja francuska odrzuciła to i owo z naszej starej, wypróbowanej zbroi cywilizacyjnej, obnażyła nieco nasz korpus, a potem przez wiek XIX obnażało się coraz więcej i coraz jaśniej występowała tendencja, by zbroję łacińską zawiesić na kołku, a w XX stuleciu coraz głośniejsze są wołania, że hańbi się, kto ją przyodziewa! Do lamusa wyganiana, rdzewieje i dziurawi się coraz gorzej".

Być może Feliks Koneczny uznałby dzisiaj, że cywilizacja łacińska, której jesteśmy spadkobiercami, chociaż ciężko zraniona i odarta ze zbroi, musi zebrać siły do ostatniej walki o przetrwanie.


Anna Zechenter Oddział IPN w Krakowie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz