poniedziałek, 3 marca 2014

Hetman Żółkiewski



"W r. 1620 ruszyło na Polskę 80 000 Turków i Tatarów. Hetman Żółkiewski starał się wstrzymać ich w pochodzie, więc wyszedł naprzeciw nich i przeprawił się przez rzekę Dniestr. A zdołał zebrać naprędce ledwie 8000 żołnierzy, dziesiątą część tego, co miał nieprzyjaciel. Stanął jednak obozem pod Cecorą, żeby im zagrodzić drogę, w nadziei, że król zajmie się tymczasem zebraniem większego wojska. Gdyby Żółkiewski otrzymał na pomoc żołnierza z Inflant! Ale na próżno czekał na posiłki. Wojsko jego zaczęło szemrać, a gdy stracono wszelką nadzieję pomocy, trzeba było rozpocząć odwrót. Hetman utworzył wielki tabor, czyli ruchomą warownię z wozów i cofał się z wolna ku Dniestrowi, opędzając się na wszystkie strony podjazdom tureckim i tatarskim. Już blisko byli granicy, gdy niecierpliwość i niekarność wojska popsuła hetmanowi szyki i Turcy tabor rozbili. Dniestr był opodal i niektóre hufce pędziły samopas ku rzece, ażeby jak najprędzej znaleźć się na polskim brzegu.

Stary hetman nie stracił na chwilę poczucia, co winien honorowi; wolał zginąć, niż uciekać. Dobywszy pałasza, sam ruszył ku przednim szeregom, żeby je na nowo uszykować. O zwycięstwie nie było co myśleć; znalazło się jednak dosyć rycerstwa, które porwane przykładem sędziwego wodza, otoczyło go. Działo się tu coś podobnego, jak z królem Władysławem III pod Warną. Garstka najdzielniejszych rzedła coraz bardziej wobec straszliwej przewagi nieprzyjaciela. Wkrótce było ich żywych tylko kilkudziesięciu, niebawem tylko kilkunastu, a w końcu zaledwie kilku, a wśród nich dwaj synowie hetmańscy.

Tych kilku ostatnich bohaterów poczęło błagać hetmana, ażeby ocalił swe życie, żeby dosiadł konia i uciekał ku granicy. Oni zaś tymczasem mieli na chwilkę zająć jeszcze Turków swymi szablami, a zanimby polegli, hetman mógłby może być bezpieczny. Odrzucił jednakże te rady Żółkiewski. Gdy mu podano konia, przebił go szablą, a do grona swych towarzyszów zwrócił się tymi słowami: "Miło mi przy was umrzeć. Niech Bóg nade mną wyrok kończy". Wtem został raniony i z trudem tylko mógł kroczyć. Nowe błagania i zaklęcia, żeby jeszcze próbował ucieczki, ale on odrzuca je znowu. Wtenczas obaj synowie stoją przy nim z dobytymi pałaszami, a on oparty na ich ramionach idzie dalej na szeregi tureckie, szukając zaszczytnej śmierci. Nie potrzebował długo na nią czekać. Miał ramię odrąbane i rozciętą głowę. Jeden syn poległ wraz z ojcem, drugi dostał się do niewoli." (na zdj. obraz "Śmierć hetmana Żółkiewskiego" Walerego Eljasza Radzikowskiego)

"Święci w dziejach narodu polskiego"

Źródło: Facebook / Polecam poczytać Feliksa Konecznego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz