wtorek, 18 lutego 2014

Chcesz przywilejów? Zrób z siebie ofiarę!


Proces emancypacji niektórych grup społecznych, jak np. homoseksualistów, lesbijek, transseksualistów czy obecnie zwolenników poliamorii jest starannie zaplanowany i pieczołowicie wdrażany. Można go opisać za pomocą pięciu charakterystycznych elementów, z których na pierwszy plan wysuwa się „robienie z siebie ofiary”, czyli wiktymizacja.


Joseph Weiler – Żyd, obrońca Krzyża w Parlamencie Europejskim, w książce pt. Chrześcijańska Europa napisał: „wielokrotnie musiałem wysłuchiwać przyjaciół, niepraktykujących katolików, którzy w nieskończoność powtarzali «ja ci zaraz powiem prawdę o Kościele»; albo «o chrześcijaństwie wiem wszystko». Wszystko jednak, co wiedzieli, to jedynie okruchy z dzieciństwa (…) w istocie często wiedzieli niewiele albo zgoła nic o ostatnich dwudziestu pięciu latach życia Kościoła. (…) Niektórzy z nich zabierali się do czytania ostatniej książki Derridy albo Fukuyamy, albo Eco (lub przynajmniej jej recenzji…); ale nawet przez myśl im nie przeszło, by przeczytać ostatnią encyklikę papieża”.

Właśnie tacy i im podobni ludzie dzierżą dzisiaj władzę – nie tylko tę polityczną. Obecnie są to właściciele mediów, wielkich koncernów przemysłowych, przewodniczący ponadnarodowych organizacji. Zaciekle walczą z Kościołem choć mienią się katolikami, są prekursorami zmian obyczajowych w społeczeństwie i dbają o to, by „mniejszości” miały nie tyle „równe szanse”, co były traktowane preferencyjnie.

Proces emancypacji niektórych grup społecznych, jak np. homoseksualistów, lesbijek, transseksualistów czy obecnie zwolenników poliamorii (utrzymywania kontaktów seksualnych z więcej niż jedną osobą w tym samym czasie, za zgodą i wiedzą wszystkich tworzących dany związek osób), jest to proces starannie zaplanowany i pieczołowicie wdrażany. Można go opisać za pomocą pięciu charakterystycznych elementów: 1) „robienie z siebie ofiary”, czyli proces wiktymizacji; 2) walka o „godne życie”; 3) kampania o neutralność; 4) upolitycznienie problemów etycznych; 5) zmiana prawa.

Wszyscy przeciwko wszystkim

W panującej obecnie dialektyce politycznej poprawności kobiety żyją pod nieustanną opresją mężczyzn, biedni pod opresją bogatych, czarni po opresją białych, niewidomi pod opresją widzących, homoseksualiści pod opresją heteroseksualistów. Listę tę można ciągnąć w nieskończoność. Zawsze można znaleźć jakąś grupę będącą w opozycji do innej. Zawsze można znaleźć wroga, z którym (w imię demokratycznej zasady równości, rzecz jasna!) należy walczyć. Tak więc mamy ciągłe tworzenie się grup rzekomo dyskryminowanych; ciągłe dążenie do takiego samego traktowania jak grupa określona jako dyskryminująca; ciągłe żądania bezwzględnej równości wszystkich grup na wszelkich możliwych płaszczyznach. Każdy rodzaj zróżnicowania społecznego przedstawiany jest konsekwentnie jako nieuzasadniony, niesprawiedliwy, dyskryminujący. Co więcej, kwestie wcześniej należące do niesformalizowanej sfery obyczaju (szacunek, tolerancja, obraza itp.) próbuje się uregulować za pomocą prawa. To stare marzenie Antonio Gramsciego, który twierdził, że aby rewolucja przyniosła oczekiwany efekt, należy opanować także te dziedziny, które istnieją spontanicznie. Tylko wtedy możliwe będzie przeprowadzenie rewolucji i ustanowienie nowego ładu.

I ty możesz być ofiarą

Chwytliwym sposobem jest więc odwołanie się do szeroko pojmowanej wrażliwości na krzywdę i nierówne traktowanie. Obecnie niemal każdy może poczuć się ofiarą niesprawiedliwości, potencjalnie (poza katolikami) każdy może być dyskryminowany, a przynajmniej obrażony przez innych. Wiktymizacja – proces „robienia z siebie ofiary”, stała się jedną z najskuteczniejszych strategii pozyskiwania uwagi i zyskiwania znaczenia w publicznym dyskursie. Wytwarza się w ten sposób obszerny potencjał „grup ofiar”, a każda walczy o prymat bycia uznaną za najbardziej pokrzywdzoną.

Weźmy przykład homoseksualistów. Opinia publiczna zarzucana jest przykładami przemocy wobec nich, choć w porównaniu z ogólną liczbą przestępstw są to przypadki marginalne. Umiejętne „rozdmuchanie” pojedynczych ekscesów tworzy wrażenie ogromnej skali pogwałcenia prawa. „Dystrybucją współczucia” – jak to nazywa Paweł Lisicki – zajmują się wielkie media, które przedstawiają agresorów jako ofiary, a tych, którzy się im opierają, jako napastników. „Od tej pory na całą rzeczywistość patrzy się tylko z perspektywy homoseksualistów, lesbijek i innych mniejszości”.

Inny przykład. Znajdujemy w gazecie artykuł – historię młodego człowieka, którego życie przerodziło się w koszmar w momencie ujawnienia przezeń orientacji homoseksualnej. Zazwyczaj dużo miejsca poświęcone jest analizie wnętrza bohatera, jego psychiki i zmian, które w nim następują pod wpływem niesprawiedliwego traktowania ze strony „opresyjnego społeczeństwa”. Najlepiej gdy narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, w formie monologów lub strumieni świadomości. Czytelnik otrzymuje w ten sposób rzekomo pełny wgląd w psychikę bohatera, we wszystkie jego procesy myślowe. Staje się świadkiem tego, jak ewoluuje jego wewnętrzna postawa. Zaczyna współodczuwać cierpienia, które on przeżywa. Stopniowo nabiera sympatii do bohatera, który niesprawiedliwie potraktowany, przeżywa ogromne męki. Niezasłużone cierpienie, wielka krzywda, nietolerancyjne otoczenie, to najczęstsze hasła przewijające się w tego typu publikacjach. Obecnie technika ta coraz częściej bywa stosowana w pokazywaniu przypadków pedofilii i kazirodztwa, przy czym owym „skrzywdzonym” jest osoba dopuszczająca się takich zachowań, a nie jej „ofiara”. Dla twórców takich kampanii, prominentnych polityków i zwolenników homoseksualizmu oczywistym stało się twierdzenie, że całą winę za taki stan ponosi „opresyjne społeczeństwo”.

Są jednak i tacy działacze homoseksualni, którzy mają odwagę przyznać się głośno, że jest to proces sterowany odgórnie. Jacek Adler, redaktor naczelny jednego z portali skupiających homoseksualistów podkreśla, że istnieje niewielka grupa, którą on nazywa „gejami zawodowymi”. „Chcą błyszczeć w mediach – mówi Adler – są hałaśliwi, nachalni, często nawet demagogicznie chamscy. Żyją z tego, że – jak głoszą – walczą o prawa gejów. Dostają na ten cel pieniądze z różnych źródeł, więc zależy im nawet na polaryzacji i powiększaniu nieporozumień pomiędzy nami a resztą społeczeństwa.”

Na koniec, krótkie przypomnienie klasyka neomarksizmu – Herberta Marcusego zawarte w Człowieku jednowymiarowym: „mniejszościom pozostanie tylko jedna broń – «siła rozpaczy», kierująca w stronę poszukiwania sposobów na skuteczne zwalczanie istniejącego porządku. (…) ich siła kryje się za każdą polityczną demonstracją na rzecz ofiar prawa i porządku”.


Monika Kacprzak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz