wtorek, 23 grudnia 2014

PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki

Manneken pis


Z profesor ANNĄ RAŹNY, kierownikiem Katedry Rosyjskiej Kultury Nowożytnej w Instytucie Rosji i Europy Wschodniej na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Jan Bodakowski.



J.Bodakowski: Prawo i Sprawiedliwość jest partią reprezentującą elektorat katolicki, czy partią cynicznie pasożytującą na elektoracie katolickim? Jak bardzo różnią się realne działania od deklaracji partii Jarosława Kaczyńskiego?

RAŹNY: PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki, manifestując swoją obecność na uroczystościach kościelnych, odwołując się do religijnych symboli czy wreszcie występując w katolickich mediach. Jego przedstawiciele wypowiadają się często jako jedyni politycy w katolickich dziennikach i tygodnikach, co sprawia, że nabierają one charakteru biuletynów tej partii.

Jednakże w sprawach fundamentalnych dla katolicyzmu i jego wyznawców PiS nie uczyniło niczego, co potwierdzałoby działanie na ich rzecz. Epokowe pod tym względem znaczenie ma postawa tej partii wobec ochrony dzieci nienarodzonych na gruncie ustawodawstwa polskiego i unijnego, zgoda na ateistyczny i zarazem antychrześcijański traktat lizboński, milczenie na forum krajowym i unijnym w sprawie zagłady chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w krajach islamu, brak oficjalnego stanowiska w sprawie gender, sprzeczne z etyką chrześcijańską poparcie dla Euromajdanu, współtworzonego z nacjonalistycznym partiami – Swobodą i Prawym Sektorem – które nie odcięły się od nazizmu ukraińskiego Bandery-OUN-UPA i nie potępiły dokonanego przez te siły ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Na ile zaślepienie wyborców PiS jest wynikiem technik manipulacyjnych PiS, a na ile przejawem demoralizacji katolików, którzy zadowalają się tylko frazesami?

Wyborcy PiS, podobnie jak reszta Polaków, są poddawani różnym odmianom manipulacji. Tymi wyborcami manipulują jednak nade wszystko ludzie PiS – politycy i ich środowiska. Jest to przeważnie szara manipulacja, która miesza autentyczne fakty z ich jednostronną interpretacją, prawdę z mistyfikacją (smoleńską), ideały prawicy z ideałami lewicy.

W szarej manipulacji PiS selekcjonuje się ważne dla Polski informacje z punktu widzenia interesów tej partii i jej protektorów. Selekcja obejmuje nie tylko bieżącą politykę Polski, ale również politykę historyczną. Jest to przede wszystkim polityka przemilczania tego wszystkiego w przeszłości Polski XX wieku, co było i jest niezgodne z doktryną Giedroycia. W pisowskiej narracji historycznej i odpowiadającej jej polityce historycznej mamy więc jedną zbrodnię ludobójstwa, która powinna zostać osądzona – Katyń.

Ludobójstwo dokonane na Polakach przez nazistów ukraińskich w czasie II wojny światowej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie wymaga ani potępienia, ani nawet wyjaśnienia. PiS nie jest zdolne do współpracy z polskimi środowiskami narodowymi, ale podejmuje ją w ramach Euromajdanu z radykalnymi nacjonalistami ukraińskimi – spadkobiercami duchowymi i politycznymi Bandery.

Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego doszła do pełni władzy w 2005 roku, koalicję z LPR – podobnie jak z Samoobroną – potraktowała jako przejściowy przymus dziejowy, z którego uwolniła się (m.in. dzięki prowokacjom służb), wnioskując w 2007 roku – skutecznie – o rozwiązanie parlamentu i przedterminowe wybory. Wykluczenie otwarcia na polskie partie narodowo-konserwatywne przy jednoczesnej współpracy z ukraińskimi partiami nacjonalistycznymi to już nie jest nawet moralność selektywna, ale brak moralności. Te ukraińskie partie, nade wszystko Swoboda i Prawy Sektor, otrzymały od PiS – w tym przypadku także od PO i SLD – jasny przekaz, że ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie tylko nie zostanie potępione i rozliczone, ale kontynuatorzy jego ideologii będą traktowani w Polsce jako partnerzy polityczni nawet wówczas, gdy będą głosić hasła poszerzenia Ukrainy o polskie powiaty.

Dostali sygnał, że w razie zagrożenia Polska może ich przyjąć, bo już teraz bojówkarze-terroryści postbanderowscy są leczeni w naszych szpitalach. Niestety, katolicki elektorat PiS jest ślepy i nie widzi jego fałszywej, selektywnej moralności, sprzecznej z etyką chrześcijańską. Taka postawa wyborców jest efektem gigantycznej manipulacji PiS, dokonywanej poprzez wykorzystanie symboli religijnych i katolickich mediów oraz instrumentalizację wartości chrześcijańskich.

Jest także wynikiem tych zmian posoborowych, które doprowadziły w Kościele do spłycenia religijności katolików i ukierunkowały ich na tzw. atrakcyjność życia religijnego oraz fałszywie pojęty dialog z innymi religiami – taki, w którym katolik traci swą tożsamość religijną.

Jan Bodakowski
http://neon24-wiadomosci.neon24.pl

Za: http://marucha.wordpress.com/2014/11/20/pis-udaje-ze-reprezentuje-elektorat-katolicki/#more-46781

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Prezydent Przemyśla wydaje 12 mln zł. na kultywowanie pamięci o UPA


Prezydent Przemyśla wydaje 12 mln zł. na kultywowanie pamięci o UPA
W projekcie budżetu miasta Przemyśl pt. “Lokalny Program Rewitalizacji Miasta na lata 2010-2015” znajdziemy zapis, gdzie postanowiono przeznaczyć 900 tys. zł na ochronę, konserwację Ukraińskiego Cmentarza Wojskowego w Przemyślu.



Na wymienionym wyżej cmentarzu spoczywają żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy jeszcze w 1946 roku atakowali i mordowali polską ludność zamieszkującą w miejscowości Bircza, pod Przemyślem. W budżecie natomiast nie znaleziono środków finansowych na polskie cmentarze, które nie są remontowane od wielu lat, mimo że potrzebują natychmiastowej renowacji.

W dalsze części dokumentu zatwierdzonego przez prezydenta Przemyśla – Roberta Chomy możemy przeczytać o planowej renowacji zabytkowego budynku przy ul. T. Kościuszki 5, który został oddany Związkowi Ukraińców w Polsce. Na remont nieruchomości przeznaczono 3 mln zł. Ponadto kolejne prawie 8 mln zł trafi na remont siedziby greckokatolickiego arcybiskupa.

źródło: jedniodniowka.pl /fot: commons.wikimedia.org

pod_artykulem


Za: http://wmeritum.pl/prezydent-przemysla-wydaje-12-mln-zl-kultywowanie-pamieci-upa/

piątek, 19 grudnia 2014

Odtwórca ról kazirodcy i sodomity zagrał... św. Franciszka z Asyżu

Piotr Sumara/FORUM

„To są sutenerzy! Prostytutki!” – takie słowa wykrzykiwał legendarny twórca krakowskiego teatru Cricot 2, Tadeusz Kantor. Odnosił je oczywiście do swoich kolegów po fachu, reżyserów i aktorów, którzy – pozbawieni etyki – traktowali swój zawód podobnie jak traktuje się tak zwany „najstarszy zawód świata”. Jeżeli takie słowa padały kilkadziesiąt lat temu, to co należałoby powiedzieć o dzisiejszym świecie teatru i kina? Na przykład o świeżo wylansowanej „gwieździe” Mateuszu Kościukiewiczu, który po zakończeniu swych filmowych romansów z... własną siostrą i katolickim kapłanem zabrał się za rolę świętego Biedaczyny z Asyżu we włoskiej produkcji? Obawiam się, że adekwatne do tego słowa nie powinny przechodzić dżentelmenowi przez usta...


W grudniu zostanie wyemitowany serial o św. Franciszku z Asyżu zrealizowany dla włoskiej telewizji publicznej Rai 1. Realizacji podjęła się sławna włoska reżyserka 81-letnia Liliana Cavani. Oprócz Mateusza Kościukiewicza (w roli samego Świętego) wystąpił także Rutger Hauer. Przypomnijmy, iż Liliana Cavani znana jest między innymi z takich produkcji jak „Nocny portier”. Jest to pełen obrzydliwych scen film o perwersyjnym romansie SS-mana z więźniarką obozu koncentracyjnego. Innym dziełem tej wychowanej w komunizującej rodzinie artystki jest „Galileusz” – film, który nawet włoska telewizja uznała za zbyt antyklerykalny i odmówiła jego emisji).

Ta sama „nestorka” włoskiego kina na zamówienie telewizji realizuje filmy o świętych Kościoła katolickiego, a nawet o samym Panu Jezusie („Jezus, mój brat”). O Biedaczynie z Asyżu nakręciła już dwa filmy – pierwszy w roku 1966, drugi w 1989, w którym w rolę założyciela franciszkanów wcielił się słynny hollywoodzki łobuz Mickey Rourke. Film miał na celu pokazanie Franciszka z bardziej... „ludzkiej” strony. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Oczywiście, że święci są ludźmi i dobre produkcje religijne ukazują obie strony ich życia – zarówno cierpienia i nędze ich ludzkiej natury, jak i wspaniałomyślne umiłowanie Boga owocujące cudami, przykładem cnót i dziełami miłosierdzia. Tak więc pod tym względem Cavani Ameryki nie odkryła. Trudno powiedzieć, by „Francesco” z roku 1989 był filmem złym, jednak mógłby być znacznie głębszy i nieść więcej pozytywnej treści, gdyby uwzględniał również wątek hagiograficzny.

Sam Rourke, z okazji promocji nowej książki o Lilianie Cavani, udzielił wywiadu, w którym wspomina pracę nad „Franciszkiem”. Aktor usiadł przed kamerą w image'u, jaki znamy z filmów „Expandables”, czy „13”, z poranioną twarzą i w stanie mogącym wskazywać na odbycie solidnej imprezy dnia poprzedniego. Swój wywiad kończy swoistym przesłaniem do Liliany: – Yeah Liliana, nakręćmy razem jeszcze jeden film (…) Zróbmy film o przemocy i seksie, który ktoś będzie chciał oglądać, bo wiesz – nikt nie będzie chciał oglądać filmów religijnych o facecie gadającym do, no wiesz... – tu aktor, siorbiąc, napił się kawy i chyba zgubił wątek, bo zaczął ni stąd ni zowąd znowu chwalić panią Cavani, że jest najlepszą reżyserką, z jaką pracował. Trzeba przyznać, że to dość dziwne środowisko, jak na kręcenie filmów o Bogu i Jego uczniach...

Myślę, że można jednak zaryzykować stwierdzenie, że twórczość religijna Cavani stanowi jakiś wyraz jej osobistych poszukiwań Boga. Niewątpliwie też dobiera aktorów, którzy nie są w tych poszukiwaniach dalej, niż ona sama. Pytanie, jak daleko można się w tym posunąć? I co takiego zafascynowało reżyserkę w filmie „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej, że zdecydowała się zaprosić do współpracy młodego Kościukiewicza? Film ten, wśród plugawych scen homoseksualnego seksu niesie z sobą – nie pogłębione żadną refleksją, czy dystansem, jakiego winniśmy wymagać od prawdziwej sztuki – banalne przesłanie, że w Kościele są sodomici, a chłopcy, z którymi się zadają także zostają księżmi. Natomiast w filmie „Bez wstydu” Kościukiewicz wciela się w rolę mężczyzny uwikłanego w kazirodczy romans z własną siostrą, czemu oczywiście również towarzyszą sceny erotyczne.

Ciekawe dokąd doprowadzą te najnowsze włosko-polskie poszukiwania Liliany Cavani...




Filip Obara

czwartek, 18 grudnia 2014

O zdjęciu, które zmieniło historię – posłużyło do manipulacji. Ofiara okazała się sprawcą


Przykładem tego, jak potężne może być pozbawienie fotografii kontekstu, jest słynna fotografia Eddiego Adamsa z 1968 roku. Co widać na zdjęciu? Szef proamerykańskiej, południowowietnamskiej policji, Nguyen Ngoc Loan, składa się do strzału prosto w głowę nieuzbrojonego cywila, który mruży oczy, oczekując na uderzenie pocisku. Kadr ten zrobił w USA furorę, zdobywając nagrody Pulitzera i World Press Photo i stając się ikoną dla antywojennych demonstrantów domagających się zaprzestania interwencji. A jaka była prawda?



Ofiara egzekucji to Nguyen Van Lem, jeden z oficerów Wietkongu i dowódca jego plutonów egzekucyjnych. Oddział Lema brał udział w akcji w ramach Ofensywy Tet, podczas której komunistyczne wojsko i partyzantka zaatakowały sprzyjające Amerykanom miasta. Podczas ataków odbyły się czystki, których ofiarą padło 6000 współpracujących z wojskiem USA cywilów. Jak można przeczytać na blogu Zapiski z Granitowego Miasta:

Na wieść o ofensywie wszyscy policjanci w Sajgonie zostali postawieni na nogi. Odwołano urlopy i wezwano do komend wszystkich funkcjonariuszy. Wietkong dzięki swoim szpiegom znał adresy większości z nich. Nie zastawszy ich w domach (policjanci byli przecież na służbie) komuniści wymordowali ich rodziny – żony, córki, synów, rodziców. Słowem – każdego, kogo zastali pod danym adresem. Dowódcą jednego z tych plutonów egzekucyjnych był oficer Wietkongu Nguyen Van Lem. Został schwytany w Sajgonie obok rowu wypełnionego ciałami zamordowanych członków rodzin policjantów. Szef południowowietnamskiej policji Nguyen Ngoc Loan wśród zamordowanych zauważył żony i dzieci swoich dwóch najbliższych przyjaciół. Kiedy doprowadzono do niego schwytanego zbrodniarza po prostu wyciągnął rewolwer i strzelił mu w głowę.

Nie złamał tym ani ówczesnego prawa, ani nie pogwałcił Konwencji Genewskiej, która chroni umundurowanych żołnierzy zaangażowanych w walkę z innymi żołnierzami. Schwytany oficer Wietkongu przebrany był za cywila i mordował Bogu ducha winnych ludzi, którzy nie mieli broni w rękach.

Adams po bardzo niedługim czasie zorientował się, jak wykorzystuje się jego fotografię, że zniszczył Loanowi oraz jego rodzinie życie. Pozostało mu jednak wyłącznie wyrażanie żalu, że w ogóle wykonał to zdjęcie – czynił to wielokrotnie, m.in. na łamach magazynu “Time”.

Loan nigdy nie miał zresztą do Adamsa pretensji – jak sam mówił, obaj wykonywali po prostu swoją pracę. Nie zmienia to faktu, że do tej pory mało osób zna prawdziwą historię kryjącą się za tym wstrząsającym kadrem.


Źródło: http://niezlomni.com/?p=1537

środa, 17 grudnia 2014

Czasy Wojen Krzyżowych

Rycerstwo średniowieczne



F. J. HOLZWARTH

Treść: Początki rycerstwa; poświęcenie na rycerza; rycerska cześć niewiasty; turnieje; uzbrojenie rycerza; początek herbów.

Jak głęboko przeniknął Chrystianizm we wszystkie sfery i stosunki życia, okazuje się to także na rycerstwie ówczesnym, w którym duch wojowniczy poddał się przepisom Kościoła a religia udzielała orężowi uświęcenia do wyższych i szlachetniejszych celów.


Pierwsze ślady rycerstwa średniowiecznego dają się dostrzegać już u dawnych Germanów w czci, jaką okazywali oni kobietom, w zwyczaju rozstrzygania sporów przez pojedynki; syn królewski dopiero wtedy mógł zająć miejsce przy stole ojcowskim, jeżeli jakim dowodem waleczności zasłużył sobie na zaszczyt, że mu ktoś z obcych królów miecz do boku przypasał. Nadto widoczne są zarody rycerstwa jako zamkniętego w sobie stanu w konnych oddziałach u pogańskich Germanów, które z upływem czasu utworzyły społeczność, odrębną od innych części wojska. W państwach karolińskich konnica, w której służyli lennicy i zamożniejsi ludzie stanu wolnego, stanowiła jądro sił zbrojnych; za cesarzów saksońskich i frankońskich, kiedy się już ostatecznie wykształcił systemat feudalny, obowiązek wojskowej służby konnej ciążył na pewnej części beneficjów, przy czym coraz bardziej wchodziło w obyczaj, że beneficja owe potomkom tych rodów były nadawane, które już przedtem służbę rycerską odbywały. Tym sposobem powstał osobny stan szlachecko-rycerski, który korzystał z pewnych praw i przywilejów i do którego wstęp połączony był z pewnymi ceremoniami.

 Wskutek Wojen Krzyżowych (a) rycerstwo średniowieczne doszło do ostatecznego swego rozwoju i najpiękniejszego rozkwitu. Wprawdzie już przedtem służba wojskowa była niezbędnym warunkiem życia rycerskiego, wprawdzie męstwo, łagodność i sprawiedliwość były ozdobą rycerza a najpierwszym jego obowiązkiem obrona uciśnionych, mianowicie kobiet i duchowieństwa, przeciwko potężnym ciemięzcom, lecz dopiero odtąd walkę w sprawie Boga i Kościoła poczytywano za najwyższy cel, do jakiego winien był dążyć rycerz, za najwyższe uświęcenie rycerstwa i uszlachetnienie odwagi ziemskiej.

 Do społeczności rycerskiej mógł wstąpić tylko ten, kto pochodził z rodu szlachetnego, to jest takiego, który oddawał się konnej służbie wojskowej i pielęgnował cnoty wojenne; niekiedy wszakże i mieszczan wynoszono na rycerzy. Przygotowanie do zawodu rycerskiego rozpoczynało się już od siódmego roku życia; chłopiec wtedy przechodził z pieczy matczynej pod dozór ojca i zaprawiał się w znoszeniu mozołów życia wojskowego. Potem oddawano go jako pazia na dwór jakiego rycerza słynnego z waleczności lub z przodków dostojnych; tu szlachetny młodzieniaszek spełniał pomniejsze usługi panu swemu i jego małżonce, towarzyszył im w podróży, podczas odwiedzin i przechadzek, w chwilach wolnych biegł do lasu, aby się oswoić z polowaniem, a ćwiczeniami fizycznymi zaprawiał się do zawodu rycerskiego. Po dojściu do 14 lat życia prowadzono chłopca z zapaloną świecą woskową w ręku do ołtarza, gdzie kapłan najpierw błogosławił przeznaczony dla niego miecz i pas a potem mu je wręczał; przy czym rodzice chrzestni w imieniu młodzieńca przyrzekali miłość i wierność względem jego pana i nakładali mu ostrogi srebrne.

 Odtąd chłopiec zwał się giermkiem (junker, damicellus, damoiseau, écuyer, varlet), służył swemu panu przy stole, przy ubieraniu się i rozbieraniu, miał dozór nad jego bronią, przy wsiadaniu na koń trzymał mu strzemię, w podróży prowadził rumaka pańskiego. Przed bitwą niósł swemu rycerzowi dzidę i miecz i pomagał mu przy wkładaniu zbroi; podczas bitwy był ciągle przy jego boku. Niekiedy uczestniczył w walce i świetnym czynem wojennym mógł zdobyć sobie godność rycerską, która zwykle bywała udzielana dopiero w 21-ym roku życia.

 Do tej uroczystej ceremonii, spełnianej wobec książąt, rycerzy, duchowieństwa i dam dostojnych, giermek przygotowywał się postem, modlitwą i pokutą; całą noc ostatnią, od zmierzchu wieczornego do świtu, spędzał w kościele na pobożnych rozmyślaniach; rano kąpał się, co oznaczało, że czystym od plam i zmazy pragnie wstąpić do stanu swoich ojców, poczym przyjmował komunię. Następnie wkładał białą szatę na znak czystości serca, potem czerwoną, która świadczyła o jego chęci przelania krwi za wiarę, i ciemne obuwie, przypominające ciemne ziemi łono, w którym kiedyś miał on spocząć. Kiedy nadeszła godzina samej uroczystości, młodzieniec, w towarzystwie giermków i rycerzy, udawał się do kościoła, gdzie oczekiwało go wspaniałe zebranie. Podawszy miecz swój do pobłogosławienia kapłanowi i na powrót go odebrawszy, klękał on przed tym, który go miał pasować na rycerza i składał uroczystą przysięgę, że będzie walecznym i wiernym, że bronić będzie ubogich przeciwko przemocy bogatych, słabym pomagać przeciwko samowoli silnych; nadto przyrzekał nie zabijać nieprzyjaciół proszących o zlitowanie, łagodzić los jeńców, unikać zdrady i niesprawiedliwości, zachowywać posty, codziennie znajdować się na mszy, wiarę chrześcijańską wobec wszystkich wyznawać i jej bronić, towarzyszy miłować, szanować i im pomagać. Po złożeniu przysięgi wręczano rycerzowi złote lub złocone ostrogi, nakładano na niego zbroję, naramienniki, rękawice i przypasywano mu miecz do boku. Tak przyodziany klękał on jeszcze raz przed tym, który go wynosił do dostojeństwa rycerskiego, poczym ten ostatni wstawał z miejsca i płazem gołego miecza trzykrotnie uderzał go po ramieniu i szyi, wymawiając wyrazy: “W imię Boga, świętego Michała i świętego Jerzego pasuję cię na rycerza!”. Następnie podawał mu rękę i składał na jego ustach pocałunek braterski. Otrzymawszy hełm, tarczę i dzidę, młody rycerz w całkowitym uzbrojeniu dosiadał rumaka i harcował na nim przed zamkiem, wywijając dzidą, aby przez to obwieścić ludowi swoje wyniesienie do stanu rycerskiego.

 Rycerz zwał się “panem” albo “miłościwym panem” (preu, probus homo, sire, monseigneur) i mógł przy stole królewskim zasiąść, co wzbronione było nawet braciom i synom króla, dopóki nie zostali rycerzami. Do przywilejów stanu rycerskiego należało prawo pasowania na rycerzy, dowodzenia na wojnie, utrzymywania własnego oddziału zbrojnego. Każde wojsko miało swój okrzyk bojowy, z którym uderzało na nieprzyjaciela. Głównym patronem rycerstwa był święty Jerzy; do niego modlili się rycerze przed bitwą.

 Chrystianizm uszlachetnił stosunek między mężczyzną i kobietą; rycerz chrześcijański więc nie tylko bronił kobiety lecz okazywał jej cześć szczególną jako orędowniczce szczęścia domowego i cnót rodzinnych. Do dwóch wyżej wymienionych pierwiastków rycerstwa średniowiecznego, to jest do męstwa i bogobojności, przyłączył się trzeci – cześć niewiasty, który, ponieważ jego głównym ogniskiem były dwory rycerzy francuskich, otrzymał francuską nazwę – courtoisie. Rozkazem było dla rycerza życzenie “damy jego serca”; pochwała, jaką od niej odbierał, była najwyższą dla niego nagrodą. Jeżeli czynami męstwa i poświęcenia zdobył sobie rycerz miłość oblubienicy i prawo nazwania jej swoją przyszłą małżonką, to odtąd nosił jej wizerunek na szyi lub jaką inną oznakę jej względów, szarfę wyhaftowaną jej rękoma, obrączkę itd. i otrzymywał od niej hasło, które go w chwili niebezpieczeństwa do pogardy śmierci krzepiło. Ta wszakże strona rycerstwa średniowiecznego często wyradzała się w niedorzeczne brednie.

 Jednym z charakterystycznych objawów ducha rycerskiego było braterstwo orężne, które w rozmaity sposób zawierano, przez wspólne przyjmowanie komunii, mieszanie krwi lub wymianę broni. Bracia orężni nosili jednakowe szaty, używali jednego hasła, wspólnie przedsiębrali wyprawy i razem szli na wojnę. Związki te poczytywano za tak święte, że nieraz przed nimi ustępować musiała miłość rycerza do jego damy.

 Jeżeli rycerz złamał swoje śluby rycerskie albo splamił honor osobisty, poczytywany za najpiękniejszą ozdobę stanu szlachetnego, to pozbawiano go dostojeństwa rycerskiego; wtedy publicznie odbierano mu oręż i całe uzbrojenie, łamano je i rzucano niegodnemu rycerzowi pod nogi. Za cięższe przewinienie, za obrazę majestatu monarszego, kat druzgotał herb winowajcy a heroldowie obwieszczali jego nazwisko jako zdrajcy i niegodziwca. Z takim wyrzutkiem żaden rycerz nie mógł utrzymywać stosunków; gdziekolwiek się on ukazał, patrzano na niego z pogardą, dopóki jakim czynem świetnym nie zmazał plamy, ciążącej na jego imieniu.

 Do podtrzymania ducha rycerskiego bardzo się przykładały turnieje (od staroniemieckiego wyrazu turnen, obracać się, francus. tournois od prowansalskiego tournoyer), które powstały z igrzysk wojskowych, urządzanych za Henryka I celem wyrobienia dobrej jazdy ze szlachty niemieckiej przeciwko Węgrom. Głównie rozwinęły się turnieje we Francji, lecz i w Niemczech już za cesarzów z dynastii frankońskiej istniały cztery wielkie towarzystwa turniejowe: reńskie, bawarskie, szwabskie, frankońskie, które dzieliły się na pomniejsze grupy. Na czele czterech głównych towarzystw turniejowych stali książęta jako królowie turniejowi. Turnieje odbywały się z powodu wielkich uroczystości kościelnych, a mianowicie Zesłania Ducha Świętego, z powodu koronacji lub zaślubin jakiego księcia, przy nadawaniu lenności, zawieraniu traktatów itd. Na turnieje przybywali książęta i rycerze z bliższych i dalszych okolic, w towarzystwie orszaków zbrojnych. Kto chciał wystąpić do zapasów wojennych, ten musiał się wylegitymować przed sędzią turniejowym, że pochodzi ze starodawnej rodziny rycerskiej i że swojego powołania rycerskiego nie splamił żadnym wykroczeniem przeciwko Kościołowi, żadnym wiarołomstwem względem cesarza i swego lennodawcy. Drobiazgowe przepisy, których pogwałcenie pociągało za sobą pewne kary, określały sposób odbywania igrzysk. Nad utrzymaniem porządku głównie czuwali “królowie turniejowi”; zbyt gwałtownie walczących oddzielano od siebie; osobni stróże utrzymywali porządek między przypatrującym się ludem. Wieczorem przed właściwymi turniejami giermkowie urządzali między sobą igrzyska, na których zwycięzcy niekiedy zdobywali sobie godność rycerską. Nazajutrz a pospolicie trzeciego dnia uroczystości rycerze wspólnie słuchali mszy św., poczym udawali się we wspaniałych zbrojach, każdy ze swoim giermkiem, pośród dźwięku trąb, na plac turniejowy i stawali poza szrankami, wewnątrz których na rusztowaniu, pokrytym kobiercami, przystrojonym w tarcze i chorągwie, zasiadali sędziowie igrzyskowi, widzowie dostojni i damy. Następnie herold wywoływał zapaśników parami, i ci przy odgłosie muzyki wojennej wjeżdżali w szranki. Turniej zwykle zaczynał się od tego, że przeciwnicy gwałtownie uderzywszy na siebie, starali się dzidami wzajem wysadzić z siodła; przy tym, jeżeli obaj zapaśnicy mocno trzymali się na koniu, nieraz dzidy pękały, lub też jeden z rycerzy na wznak spadał na ziemię. Potem rozpoczynała się walka na miecze, podczas której rzadko zadawano sobie rany, gdyż walczący od stóp do głowy okryci byli żelazem i mieczów używano tępych.

 Po skończeniu igrzysk rycerze, uznani za zwycięzców przez sędziów turniejowych, pośród uroczystych okrzyków heroldów, przy odgłosie trąb i radosnego wołania ludu zebranego odbierali nagrody, którymi były łańcuchy złote, pasy do mieczów i inne ozdoby rycerskie. Wywalczoną nagrodę rycerz składał u stóp swojej damy, która mu za to pocałunkiem odpłacała. Podczas uczty, która następowała po turnieju, zwycięzcy bez broni lecz odświętnie przystrojeni zajmowali miejsca zaszczytne.

 Jakkolwiek przedsiębrano wszystkie środki ostrożności dla zapobieżenia nieszczęśliwym wypadkom, nie zawsze jednak turnieje pomyślny miały przebieg. I tak 1186 roku Godfryd, książę bretański, syn Henryka II, króla angielskiego, znalazł śmierć na turnieju w Paryżu; takiż sam los spotkał 1269 r. Jana, margrabiego brandenburskiego, a roku 1559 król francuski Henryk II odniósł ranę śmiertelną z rąk hrabiego Montgommery. Niekiedy korzystano z igrzysk dla zaspokojenia nienawiści osobistej. I tak pewnego razu na turnieju w Neuss w Lotaryngii dolnej poległo 42 rycerzy wraz z giermkami a turniej w Darmsztadzie 1403 zamienił się na tak zawziętą bójkę między rycerstwem heskim i frankońskim, że niepodobna było przeciwników od siebie oderwać.

 Najbardziej się upowszechniły turnieje we Francji, gdzie też najczęściej spotykamy prywatne igrzyska, urządzane przez książąt i rycerstwo. Podczas prywatnych turniejów, książę lub rycerz, który je urządzał, podejmował obecnych swoim kosztem; podczas zaś publicznych igrzysk, każdy ze swoją świtą musiał myśleć o sobie. We Francji też najczęściej spotykamy rozmaite dziwactwa rycerstwa średniowiecznego; i tak na przykład, pozwalali się tu niekiedy rycerze wprowadzać na arenę damom swoim na złotych łańcuszkach na znak niewoli miłosnej; rycerz francuski, Bertrand de Raibaux, kazał zaorać pole pod turniej dwunastu parami wołów i na nim posiać trzy tysiące monet srebrnych; inny rycerz nazwiskiem Wilhelm Gros de Martello fetował gości zebranych na turniej potrawami ugotowanymi na ogniu świec woskowych i pochodni.

 Uzbrojenie rycerza na wojnie i podczas uroczystych wystąpień składało się z pancerza, nagolenic, ryngrafu to jest blachy pod szyję, z rękawic z łuski metalowej, hełmu, tarczy, miecza, piki i noża. W czasie uroczystości na zbroję nakładano płaszcz jedwabny lub aksamitny, niekiedy ozdobiony wyszywaniami lub obłożony futrem. Na hełmach w dawniejszych czasach umieszczano rogi, skrzydła lub wyobrażenia różnych potworów, później upiększano hełmy piórami i włosieniem. Królowie nosili hełmy złocone, książęta i hrabiowie – posrebrzane, rycerze dawnych rodów – stalowe polerowane a inni żelazne. Rękawica oznaczała wyzwanie; żaden rycerz nie rozpoczynał walki, nie posławszy poprzednio rękawicy przeciwnikowi.

 Szczególną pieczą otaczał rycerz rumaka swego, wiernego towarzysza pośród wspaniałych uroczystości i w zamęcie bojowym. Do turniejów okrywano konie jedwabnymi oponami, na których wyszyte były herby właścicieli; na wojnie okrywano je z przodu blachą a z boków zasłonami z palonej skóry lub łuski pancerzowej. Godzenie w konia poczytywano za rzecz nieprzystojną dla rycerza.

 Tarcza z początku była czworokątna, potem w kształcie serca, niekiedy okrągła, i miała na sobie wypisane hasło rycerza, niekiedy umieszczano na niej wizerunek zdobytego łupu lub jakiś inny znak waleczności jej posiadacza. Stąd powstały herby. Początek herbów sięga jedenastego wieku; w powszechne użycie weszły one dopiero od czasów Wojen Krzyżowych, kiedy przy nagromadzeniu rycerstwa z rozmaitych krajów okazała się potrzeba jakiegoś znaku zewnętrznego dla odróżnienia wojowników między sobą. Ponieważ herby przechowywały się dziedzicznie w rodzinach, ponieważ rodziny rycerskie łączyły się ze sobą przez małżeństwa i w boczne linie rozrastały, stąd więc coraz bardziej komplikowały się owe znaki symboliczne i coraz kunsztowniejszą postać przybierały. Wyjaśnieniem tej nowej mowy hieroglificznej zajmowała się nauka heraldyki, gorliwie pielęgnowana w familiach rycerskich.

 Dzieje rycerstwa można podzielić na trzy epoki. Pierwsza obejmuje czasy powstania i pierwszego formowania się właściwego stanu rycerskiego, kiedy waleczność była głównym rysem rycerstwa, kiedy wyższe cele i podnioślejsze obyczaje nie uszlachetniały jeszcze rzemiosła wojennego; na drugą epokę przypadają czasy najwyższego rozkwitu, kiedy pod wpływem Wojen Krzyżowych pobożność na pierwszy plan wystąpiła a cześć okazywana kobietom i pielęgnowanie poezji całemu życiu rycerskiemu wyższy polot nadały; w trzeciej na koniec epoce, po Wojnach Krzyżowych nastają czasy rozbójniczego rycerstwa, w którym honor i obowiązki rycerskie ustępują miejsca żądzy łupów i grabieży a prawo pięściowe (Faustrecht) do coraz większego dochodzi znaczenia.

HISTORIA POWSZECHNA PRZEZ F. J. HOLZWARTHA. PRZEKŁAD POLSKI LICZNYMI UZUPEŁNIENIAMI ROZSZERZONY. TOM IV. WIEKI ŚREDNIE. CZĘŚĆ DRUGA. PRZEWAGA NIEMIEC W EUROPIE W X WIEKU. CESARZE Z DOMU FRANKOŃSKIEGO I PAPIESTWO. CZASY WOJEN KRZYŻOWYCH. Nakładem Przeglądu Katolickiego. Warszawa 1882, ss. 165-171.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Przypisy:

(a) Zob. Pierwsza Wojna Krzyżowa. Królestwo Jerozolimskie. (Przyp. red. Ultra montes).

wtorek, 16 grudnia 2014

Nowe urządzenie Amazon wykorzystuje system rozpoznawania głosu do śledzenia użytkowników w domach.


W tym tygodniu Amazon zaprezentował nowego cyfrowego asystenta o nazwie "Echo". Urządzenie korzysta z chmury i jest zawsze włączone.





Urządzenie Amazon, sterowane za pomocą głosu użytkownika może poszczycić się zdolnością odpowiedzi na pytania, zapewnianiem aktualizacji pogodowych i odtwarzaniem muzyki. "Amazon Echo jest zaprojektowany wokół twojego głosu. Jest zawsze włączony, po prostu poproś o informacje, muzykę, wiadomości, pogodę, i więcej," podaje Amazon. "Echo rozpoczyna pracę gry usłyszy twoje słowo wzbudzenia, "Alexa".
[...] Echo, które jest na stałe podłączone do chmury może się uczyć i dostosowywać, powoli zbierając dane co do specyfiki cech użytkownika. "Mózgiem Echo jest chmura, działająca na systemie Amazon Web Services, dlatego nieustannie się uczy i dodaje więcej funkcji. Im więcej używasz Echo, tym bardziej, dostosowuje się on do wzorców mowy, słownictwa, i osobistych preferencji."

Podczas gdy Echo jest zawsze aktywne, Amazon zapewnia swoich klientów, że będzie słuchać tylko wtedy, gdy użytkownik o to poprosi.

Biorąc pod uwagę historię Amazon sprzedaży urządzeń naruszających prywatność, takich jak "Fire Phone" to bezpieczeństwo wszelkich zebranych danych osobowych stoi pod dużym znakiem zapytania, zwłaszcza w świetle ostatnich wiadomości wokół bezpieczeństwa chmury. Niestety, parcie w kierunku systemów w chmurze i "inteligentnych" technologii od dawna ignoruje skutki społeczne i bezpieczeństwa.

Podczas przemówienia w 2012, były dyrektor CIA David Petraeus wyraził głośno swoją aprobatę dla rosnącego wdrożenia takich technologii ze względu na zdolność przekazywania agencjom wywiadowczym nielimitowanego dostępu do danych osobowych.


"Transformacyjny" jest zbyt nadużywanym słowem, ale wierzę, że właściwie stosuje się do tych technologii," powiedział Petraeus, "zwłaszcza ich wpływu na działania wywiadowcze”.

"Przedmioty zainteresowania będą umieszczone, identyfikowane, monitorowane i sterowane zdalnie przez technologie, takie jak identyfikacja radiowa RFID, sieci czujników, małe rozlokowane serwery i urządzenia wytwarzające energię - wszystko podłączone do wykorzystujących sieć Internetową nowej generacji, licznych, tanich, o dużej mocy obliczeniowej komputerów," powiedział Petraeus.

Wcześniej w tym miesiącu, Samsung ogłosił wprowadzenie na rynek nowej linii telewizorów Smart, które nagrywają osobiste rozmowy użytkownika i przekazują je osobom trzecim.





"Należy pamiętać, że wypowiadane słowa lub inne poufne informacje, będą danymi gromadzonymi i przekazywanymi do osób trzecich poprzez korzystanie z rozpoznawania mowy.", mówi polityka prywatności tych urządzeń.

Nawet najbardziej przyziemny sprzęt gospodarstwa domowego, w tym zmywarki, kuchenki, lodówkiżarówki, są teraz wyposażone w WiFi i możliwość rozpoznawania głosu, dzięki czemu hakerzy, rządy i korporacje mają praktycznie nieograniczony dostęp do każdego szczegółu życia obywateli.

Biorąc pod uwagę ścisły związek Amazon zarówno z NSA jak i CIA, firmie będzie bardzo ciężko przekonać rzeczników swobód obywatelskich co do troskliwej natury Echo, czy to zaprogramowanej czy wyuczonej.


Link do oryginalnego artykułu: LINK

Źródło: http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/nowe_urzadzenie_amazon,p1572958425

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Lewicowy socjolog skarży się Niemcom na faszyzujących Polaków. Chwali Komorowskiego

Rafał Pankowski w studio TVP INFO

Profesor Rafał Pankowski, socjolog z warszawskiego Collegium Civitas, udzielił wywiadu niemieckiemu pismu „Der Spiegel”. Na stronie internetowej dziennika ukazał się tekst tłumaczący Niemcom, że polskie patriotyczne manifestacje są… haniebne.


"Polska świętuje swoją niepodległość, lecz to święto dzieli społeczeństwo" - pisze "Spiegel" publikując wywiad z socjologiem Rafałem Pankowskim. Naukowiec, będący jednocześnie redaktorem lewicowego pisma „Nigdy Więcej” wyjaśnia niemieckiemu czytelnikowi, że polscy narodowcy „instrumentalizują pamięć”. Na pytanie, dlaczego dziesiątki tysięcy Polaków wychodzi na ulicę i osobno świętuje ten dzień, Rafał Pankowski wyjaśnia, że jest to „smutny proces ubiegłych lat, w trakcie którego radykalno-nacjonalistyczny ruch zawładnął tym świętem”.

Spiegel, słowami polskiego socjologa, poinformował Niemców, że organizacje stojące za Marszem Niepodległości „nawiązują do radykalnych, antysemickich i faszystowskich organizacji czasów międzywojennych. Nie można pominąć tego, że ich członkowie określają się dziś mianem narodowych konserwatystów, co jest absolutnym eufemizmem”.

Jakby tego było mało, niemieccy czytelnicy dowiedzieli się, że Marsz Niepodległości, w którym uczestniczyło blisko 100 tys. Polaków, „nie ma nic wspólnego ze świętem, to jest hańba”.  Pankowski – jak przystało na bezstronnego obserwatora ze świata nauki – wyraził również ubolewanie, że tak mało osób bierze udział w prezydenckim marszu „Razem dla Niepodległej”.

Według socjologa, główne hasła organizatorów marszu - 'Bóg, Honor, Ojczyzna' - czy 'Polska dla Polaków' są „rasistowskie, bo mają one wykluczyć mniejszości, uznawane za wrogów narodu”. Pankowski przyznał też, że uważa Romana Dmowskiego za twórcę polskiego antysemityzmu.


Źródło: „Rzeczpospolita”

kra

piątek, 12 grudnia 2014

Komunista pochowany bez asysty wojskowej. Garnizon odmówił honorów

fot. Krystian Maj/FORUM

Odmowa pochowania z honorami komunistycznego prokuratora wojskowego na Powązkach to efekt zmian, których pomysłodawcą był MON – informuje „Nasz Dziennik”.


Chodzi o sprawę pochówku komunistycznego pułkownika i prokuratora, Józefa Jeża. Dowództwo Garnizonu Warszawa odmówiło mu asysty po zasięgnięciu opinii Instytutu Pamięci Narodowej – podaje „Nasz Dziennik”. Możliwość zasięgnięcia takiej opinii dała zmiana zasad udzielania takiej asysty, wprowadzona przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

To pierwszy taki przypadek po zmianach prawnych wprowadzonych przez MON. Wcześniej szef resortu obrony, Tomasz Siemoniak, zdymisjonował komendanta Garnizonu Koszalin za przyznanie asysty podczas pogrzebu komunisty Wacława Krzyżanowskiego, współodpowiedzialnego za zabicie Danuty Siedzikówny „Inki".

Według katalogu sędziów i prokuratorów stanu wojennego Janusz Jeż jako sędzia Sądu Najwyższego Izby Wojskowej zajmował się między innymi sprawą karną przeciwko Andrzejowi Gwieździe, Karolowi Modzelewskiemu, Janowi Rulewskiemu i Marianowi Jurczykowi, oskarżonym o próbę obalenia ustroju PRL i przynależność do Solidarności.


Źródło: „Nasz Dziennik”, interia.pl
ged

czwartek, 11 grudnia 2014

Działacz mniejszości ukraińskiej - II Rzeczpospolita przyczyniła się do wołyńskiego ludobójstwa



W rozmowie z Gazetą Wyborczą Bogdan Huk - przemyski dziennikarz pisma mniejszości ukraińskiej w Polsce "Nasze Słowo" twierdzi, że "bez II Rzeczpospolitej nikt by Polaków na Wołyniu nie rżnął".



Gazeta Wyborcza opublikowała dziś obszerny artykuł "Zła flaga" na kanwie skandalicznego postępku ukraińskich studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, którzy fotografowali się z flagą OUN-UPA. Jednym z rozmówców autora artykułu był działacz mniejszości ukraińśkiej i współpracownik jej pisma "Nasze Słowo" Bogdan Huk. "Odżywa tamta II Rzeczpospolita, bez której nikt by Polaków na Wołyniu nie rżnął" - brzmią pierwsze cytowane przez GW słowa Huka.

Następnie Huk sugeruje, że wbrew wydanemu oświadczeniu ukraińscy studenci dobrze zdawali sobie sprawę, że flaga jest symbolem OUN-UPA. Jednak na pytanie dziennikarza "Nie powinni mówić prawdy?", Huk odpowiada "Absolutnie nie powinni mówić prawdy. Po takim ataku? Co mają jeszcze robić Ukraińcy, żeby przypodobać się Polakom? Jaką mieć ideologię, literaturę i bohaterów? Jak się o to zapyta Polaków, to się okaże, że Ukraina jest niemożliwa, że każde ukraińskie dążenie państwotwórcze jest potępiane, bo Polacy widzą w tym faszyzm. Jak się szuka wroga, to się go znajdzie. Ulica Kocyłowskiego? Odprawił jakąś mszę, co w tym złego?". Przypomnimy, że grecko-katolicki kapłan Jozofat Kocyłowski 10 lipca 1944 r. oficjalnie witał w mieście Wehrmacht a także odprawiał Mszę Świętą dla ochotników do ukraińskiej 14 Dywizji SS Galizien.

Nota bene słowa Huka pozostają w sprzeczności z oświadczeniem Związku Ukraińców w Polsce, który uznał zachowanie studentów za prowokację. Krytycyzm wobec ich działań Huk skwitował stwierdzeniem, iż "polska prawica zaczyna mówić językiem Rosji".

Pismo "Nasze Słowo" jest dotowane przez instycje państwowe RP.

Za: http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz%2Fdzialacz-mniejszosci-ukrainskiej-ii-rzeczpospolita-przyczynila-sie-do-wolynskiego-ludobojstwa#

środa, 10 grudnia 2014

Psy na służbie ewolucji? Złudzenie wojujących darwinistów!

Dodaj napis

Wolf-Ekkehard Lönnig, genetyk z Instytutu Maxa Plancka, w swojej najnowszej książce podważa jedno z zasadniczych przekonań wojujących ewolucjonistów. Pies domowy nie stanowi żywego dowodu potwierdzającego zachodzenie makroewolucji!


Praca pt. „Unser Haushund: Eine Spitzmaus im Wolfspelz?” Wolfa-Ekkeharda Lönniga podejmuje kwestię zróżnicowania ras psa domowego analizując problem pod wieloma różnymi aspektami. Lönnig prowadzi analizę porównawczą długości życia wilków i psów należących do różnych ras, ich budowy, wagi, zdolności do rozmnażania się; rozważa kwestie dziedziczności genowej i pozagenowej a następnie prezentuje wniosek. Zróżnicowanie psów domowych nie stanowi – jak od dawna chcieliby tego radykalni darwiniści – argumentu potwierdzającego zachodzenie makroewolucji.

„Na podstawie badań wielu ekspertów w tym zakresie Lönnig dowodzi, że niezwykłe zróżnicowanie naszego psa domowego w istocie wynika z redukcji i utraty funkcji wypełnianych przez geny wilków” – tłumaczy doktor Werner Gieffers. To nie makroewolucja, to redukcja. Praca niemieckiego badacza zbiera pochwalne recenzje, ich autorzy wskazują na jej wyczerpujący charakter i bogactwo przedstawianego materiału. Co więcej, jedno spośród przypuszczeń postawionych przez niemieckiego badacza (dotyczące trawienia skrobi przez wilki) zostało już potwierdzone przez inne badania. Zróżnicowanie psa domowego wynika najzwyczajniej z bogactwa genetycznego uposażenia pierwszych udomowionych wilków. Degenerację podobną do tej, która przyniosła tak szerokie zróżnicowanie psów, przeprowadzić można w stosunkowo krótkim czasie – potwierdza to eksperyment przeprowadzony przez Lönniga.

„Trzeba przyznać, że sama objętość przedstawionej dokumentacji czyni tę pracę nieco trudniejszą w lekturze, niż oczekiwałoby to wielu fanów psów. Lönnig zakłada także, że czytelnik dysponuje pewnym przygotowaniem naukowym. Z drugiej strony, po zakończeniu lektury bezstronny czytelnik nie może się nie zgodzić: chodzi o spektakularny przykład degeneratywnej mikroewolucji, nie ma ona nic wspólnego z makroewolucją, nie rzuca też żadnego światła na powstanie stałych i nieredukowalnie złożonych struktur i funkcji” – czytamy na łamach serwisu evolutionnews.org.

To smutna wiadomość dla darwinistów, w tym m.in. dla Richarda Dawkinsa. Rzeczywistość po raz kolejny nie sprostała oczekiwaniom „naukowych” ateistów.


Źródło: evolutionnews.org

mat

wtorek, 9 grudnia 2014

Teoria ewolucji to bajka dla dorosłych



Teoria ewolucji to fałsz. To właściwie bajka dla dorosłych oparta na starożytnej, pogańskiej, religijnej filozofii, w którą wierzy dużo ludzi na całym świecie. Większość ludzi myśli, że jak naukowcy tak twierdzą, to tak musi być.



1. Jeśli ewolucja jest prawdziwa, powinniśmy odkryć wiele milionów skamieniałości przejściowych, które pokazują rozwój jednego gatunku w inny gatunek. Zamiast tego mamy zero.

2.Kiedy Darwin ujawnił swoją teorię, przyznał, iż w tym czasie nie były odkryte żadne formy przejściowe, ale wierzył, że duża liczba takich form na pewno istniała i w końcu będzie odkryta.

[...] jeśli moja teoria jest prawdziwa, niezliczone odmiany pośrednie, łączące ze sobą gatunki z pewnością istnieją.Wobec tego, dlaczego nie znajdziemy ich osadzonych w skorupie ziemskiej?

3. Nawet jedni z największych ewolucjonistów na świecie przyznają kompletny brak przejściowych skamieniałości. Np. doktor Colin Patterson, były starszy paleontolog z brytyjskiego muzeum historii naturalnej napisał:

W pełni zgadzam się z twoim komentarzem nt. braku bezpośrednich ilustracji ewolucyjnych form przejściowych w mojej książce. Jeśli znałbym jakieś skamieliny lub formy życia, na pewno bym je przelał na papier… Ale nie ma takich skamielin, które jednocześnie byłby mocnym argumentem.

4. Stephen Jay Gould, profesor geologii i paleontologii na Harvardzie napisał:

Brak kopalnych dowodów etapów pośrednich między gatunkami sprawia, że nie możemy, nawet w naszej wyobraźni, skonstruować funkcjonalnych form pośrednich. Jest to trwały i dokuczliwy problem dla stopniowych dowodów ewolucji.

5. Ewolucjonista Stephen M. Stanley z Johns Hopkins University również skomentował brak kopalnych form przejściowych:

W rzeczywistości, zapis kopalny nie dokumentuje przekonująco pojedynczej formy przejściowej łączącej dwa gatunki…

6. Jeśli „ewolucja” trwałaby teraz, oglądalibyśmy miliony stworzeń z częściowo rozwijającymi się częściami ciała i organami. Zamiast tego mamy zero.

7. Jeśli teoria ewolucji byłaby prawdziwa, to nie powinniśmy widzieć mocno uformowanego, kompleksowego życia w skamielinach. Zamiast tego, to jest to dokładnie, co widzimy.

8. Paleontolog Mark Czarnecki, ewolucjonista, skomentował fakt, iż kompleksowe życie pojawia się nagle w skamielinach…

Głównym problemem w poparciu tej teorii są skamieliny, odciski zaginionych gatunków zachowanych w formacjach geologicznych. Nigdy nie pojawiły się odciski wariantów pośrednich Darwina – zamiast tego gatunki pojawiają się i znikają nagle. Te anomalia potwierdzają kreacjonistyczny argument – każdy gatunek został stworzony przez Boga.

9. Nagłe pojawienie się kompleksowego życia podczas badania skamielin jest niezaprzeczalne. Nawet Richard Dawkins był zmuszony to przyznać…

To tak jakby [skamieniałości] zostały tam osadzone, bez żadnej historii ewolucyjnej. Nie trzeba mówić, że to nagłe pojawienie się gatunków zachwyciło kreacjonistów. Obie szkoły (Punctuationists i Gradualists) gardzą tzw. kreacjonistami naukowymi, ale zgadzają się co do faktu, że największe braki w skamielinach są prawdziwe, a także są prawdziwymi niedoskonałościami w zapisie kopalnym. Jedynym alternatywnym wyjaśnieniem nagłego pojawienia się tak wielu kompleksowych typów zwierząt w erze kambryjskiej jest boska kreacja i obie grupy odrzucają tę opcję.

10. Nikt nigdy nie zaobserwował, że makroewolucja miała miejsce w laboratorium lub w środowisku. Innymi słowy, nikt nigdy nie zauważył, jak jedna istota przemienia się w inną. Cała teoria ewolucji jest oparta na ślepej wierze.

11. Ewolucjonista Jeffrey Schwartz, profesor antropologii na uniwersytecie w Pittsburghu otwarcie przyznaje, że „formowanie się nowych gatunków, przez jakikolwiek mechanizm, nigdy nie było obserwowane”.

12. Nawet ewolucjonista Stephen J. Gould przyznał, że skamieliny pokazują, że gatunki się nie zmieniają. Oto co powiedział podczas jednego wykładu…

Każdy paleontolog wie, że większość gatunków się nie zmienia. To uciążliwe… Może stają się trochę większe, ale pozostają tymi samymi gatunkami, a to nie z powodu niedoskonałości czy przerw, ale z zastoju. A jednak ten niezwykły zastój był ogólnie ignorowany jako brak danych. Jeśli się nie zmieniają, to nie mówmy o ewolucji.

13. Każdy, kto wierzy, że teoria ewolucji ma „naukowe pochodzenie”, to robi z siebie głupka. Jest to właściwie głęboko pogańska filozofia religijna, która może być datowana na tysiące lat wstecz.

14. Wszystko co możemy wykopać ma podobno ponad 250 tysięcy lat nie powinno zawierać w sobie żadnego radioaktywnego węgla. Zamiast tego, znajdujemy go we wszystkim, co wykopiemy – nawet w kościach dinozaura. To jasny dowód, że „miliony lat” ewolucji to kłębek bzdur…

Od dawna wiadomo, iż węgiel radioaktywny (który powinien zanikać w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat w większości) utrzymuje się niezawodnie w próbkach (jak węgiel, ropa naftowa, gaz), które mają mieć „miliony lat”. [...] Naukowcy z grupy RATE podsumowali istotne fakty. Najważniejsze jest to, że praktycznie wszystkie próbki biologiczne, nieważne jak „stare”, pokazują wymierny poziom C-14. To skutecznie ogranicza wiek wszystkich skamielin pochowanych do 250 tysięcy lat (w większości).

15. Szanse nawet pojedynczej komórki do „samoprodukowania się” przypadkiem są tak małe, że to nie jest temat warty rozmowy. Oto fragment z książki „Zakazany sekret” J.Graya…

Nawet najprostsza komórka wymaga nie mniej jak 100 tysięcy par zasad DNA i minimum 10 tysięcy aminokwasów, by utworzyć znaczący łańcuch białkowy. Nie wspominając o innych rzeczach, które mógłby być konieczne dla pierwszej komórki.

Każda pojedyncza para zasad w łańcuchu DNA musi mieć tą samą orientację molekularną. Jak również wszystkie aminokwasy muszą mieć przeciwną orientację. I każdy musi być bez błędów.

A teraz, jak uzyskać losowo te poprawne orientacje? Znasz szanse? 1 na 2 110 000 lub 1 033 113!

Inaczej, jeśli masz bilion, bilion, bilion kombinacji, co sekundę przez 15 miliardów lat, szanse, że osiągniesz wszystkie poprawne orientacje będą jedna na bilion, bilion, bilion… i te biliony będą trwać 2755 razy.

To by było jak wygranie ponad 4700 państwowych loterii z rzędu, tylko z jednym kuponem. Innymi słowy – niemożliwe.

16. Jak życie nauczyło się reprodukować? Na to pytanie ewolucjoniści nie znają odpowiedzi.

17. W 2007 roku rybacy złowili rzadkie stworzenie jak Coelacanth. Ewolucjoniści powiedzieli, że ta „żyjąca skamielina” wymarła 70 milionów lat temu. Okazało się, że pomylili się tylko o 70 milionów lat.

18. Według ewolucjonistów, starożytna Greenling Damselfly ostatni raz ukazała się w skamielinach około 300 milionów lat temu. Ale to stworzenie wciąż dziś żyje. Więc czemu nie wyewoluowało przez ten ogromny okres czasu?

19. Darwiniści twierdzą, że ludzki mózg rozwinął się bez pomocy żadnego projektanta. To jest tak śmieszne, że aż niesamowite, iż ludzie w to wierzą. Prawda jest taka, iż mózg jest niezwykle złożony. Poniżej fragment dokumentu PBS opisujący go:

Mózg zawiera ponad 100 miliardów komórek a każda z nich ponad 50 tysięcy połączeń nerwowych do innych komórek.

20. Pewien ewolucjonista pesymistycznie stwierdził brak dowodów na ewolucję ludzkości…

Nawet z danymi sekwencjami DNA, nie mamy bezpośredniego dostępu do procesów ewolucji, więc rekonstrukcję zaginionej przeszłości można osiągnąć tylko poprzez twórczą wyobraźnię.

21. Prawdopodobnie najbardziej słynna skamielina w historii teorii ewolucji – Piltdown Man – okazała się być wielkim oszustwem.

22. Jeśli neutron nie byłby o około 1,001 raza cięższy od protonu, wszystkie protony uległyby rozpadowi w neutrony, a wszystkie neutrony uległyby rozpadowi w protony, i życie byłoby niemożliwe. Jak to wyjaśnić?

a

23. Jeśli grawitacja byłaby silniejsza lub słabsza nawet biorąc bardzo mały margines, to podtrzymujące życia gwiazdy jak słońce, nie istniałyby. To również mogłoby uczynić życie niemożliwym. Jak to wyjaśnić?

24. Małpy i ludzie są bardzo różni genetycznie. DarwinConspiracy.com wyjaśnia, że „ludzki chromosom Y ma dwa razy więcej genów niż chromosom Y szympansa, a struktury chromosomów nie są w ogóle podobne”.

25. Jak wyjaśnić kreację nowych informacji, które są wymagane, by jedno zwierzę przekształciło się w drugie? Żaden proces ewolucyjny, który kiedykolwiek był ukazany nie był zdolny do wytworzenia nowych informacji. Jeden naukowiec napisał:

By zmienić bakterię w człowieka trzeba zmienić zawartość genetycznej informacji. Od ponad pół miliona „liter” DNA najprostszego, samo-powielającego się organizmu, do trzech miliardów „liter” w pojedynczej komórce człowieka.

26. Ewolucjoniści chcą, żebyśmy wierzyli, iż są ładne, schludne warstwy skamieniałości bliżej powierzchni ziemi (te nowsze) oraz położone głębiej (te starsze).

„Wiekowe” położenie warstw nie istnieje w naturze. Warstwy są ułożone w rzeczywistości w odwrotnej kolejności, do góry nogami, z przeplotem (młodsi i starsi na przemian) oraz brakujące (naukowcy oczekują, że tam będą). Skamieniałości „nie na miejscu” są regułą, nie wyjątkiem.

27. Ewolucjoniści wierzą, że u przodków ptaków obserwowało się rozwój kości pneumatycznych, by w końcu wzbić się w powietrze. To absolutnie nie ma sensu.

28. Jeśli dinozaury mają dziesiątki milionów lat, to czemu naukowcy odkryli kości dinozaura z tkankami miękkimi w nich? Z NBC report:

Przez ponad wiek, badanie dinozaurów zostało ograniczone do skamieniałych kości. Teraz naukowcy znaleźli tkankę miękką, mającą 70 milionów lat. Włączając w to, co mogłoby pełnić funkcję naczyń krwionośnych i komórek Tyrannosaurusa Rexa.

29. W procesie krzepnięcia krwi, więcej niż 20 złożonych kroków musi być podjęte, by proces zakończył się sukcesem. Jak ten proces mógł ewoluować?

30. DNA jest bardzo skomplikowane. Twierdzenie, że takie coś mogło powstać przypadkiem jest absurdem.

DNA to kod, to język.Wszystkie kody są stworzone przez świadome umysły. Nie ma takiego znanego naturalnego procesu w nauce, który tworzy kodowaną informację. DNA zostało stworzone przez umysł. Jeśli możesz dostarczyć empiryczny przykład kodu lub języka, który występuje naturalnie, to obalasz mój dowód.

31. Ewolucjoniści nie mogą wyjaśnić, dlaczego nasza planeta jest tak dobrze przystosowana, by wspierać życie.

32. Muszle żywych ślimaków zostały datowane węglem radioaktywnym i okazało się, że mają 27 tysięcy lat.

33. Ewolucjoniści mówią, że tylko dlatego, iż zostaliśmy zaprojektowani nie oznacza to, że tak naprawdę było. Mówią też o „iluzji projektowania”. To możemy powiedzieć, że to iluzja projektowania iPhona Apple lub Boeinga 747. A, oczywiście, ludzkie ciało jest o wiele bardziej złożone niż iPhone.

http://thetruthwins.com/archives/44-reasons-why-evolution-is-just-a-fairy-tale-for-adults

Opracował: Girion

Źródło: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/teoria-ewolucji-bajka-doroslych-2014-11

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Co tak naprawdę Hitler myślała o Polakach....

"Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie... Polacy, według mojej opinii i na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Gubernii, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem(...)  Polacy powinni być asymilowani do społeczności niemieckiej jako element wartościowy rasowo(...)"

Wycinek z "Głosu Wielkopolski"


W jednym z numerów "Głosu Wielkopolski" z  1947 roku, pojawił się  nietypowy artykuł, jak sam autor zaznacza oparty na informacji od agencji United Press. Pod koniec wojny Amerykanie mieli znaleźć w jednym z frankfurckich bunkrów tajny memoriał Hitlera, skierowany do  Heinricha Himmlera z 4 marca 1944 roku. Hitler wspominał tam o Polakach w sposób nietypowy, wręcz niewyobrażalny. A pisał mianowicie tak: 

„Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie... Polacy według mojej opinii, oraz na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Gubernii, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyjąc ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany. 


Na podstawie ostatnich badań, powadzonych przez Reichsrassenamt uczeni niemieccy doszli do przekonania, że Polacy powinni być asymilowani do społeczności niemieckiej jako element wartościowy rasowo. Uczeni nasi doszli do wniosku, że połączenie niemieckiej systematyczności z polotem Polaków dałoby doskonałe wyniki" - pisał kat Polaków.

Prócz wycinka z powojennej prasy, nie znajdziemy innych źródeł potwierdzających by Hitler coś takiego w ogóle napisał. Patrząc na okres wydania tej wiadomości (1947 rok, czyli w już dwa lata po wojnie) można się domyśleć, że być może dziennikarze chcieli pokazać jak to dzielny, dumny i waleczny naród dał się za skórę niemieckiemu agresorowi i sam Hitler miał bardziej ludzkie oblicze, doceniając polski ruch oporu. Z drugiej jednak strony, może Führer tak samo myślał jak jego poprzednicy: Fryderyk II i Otto von Bismarck, u których  obsesyjna nienawiść do Polaków  mieszała  się z mniej lub bardziej ukrytym podziwem.

Ciężko uwierzyć w informację, że Hitler okazałby się nagle zawziętym miłośnikiem Polaków, jako narodowi równemu niemieckiemu. Zwłaszcza po wszystkich opiniach wyniesionych z prywatnych rozmów czy też z jego głównego dzieła Mein Kampf. Jak i samych czynów; już w kilka miesięcy po napisaniu owego memoriału Hitler wydał rozkaz zrównywania Warszawy z ziemią. Pomimo tego, możemy potraktować tę notkę jako swojego rodzaju ciekawostkę. A Wy co o tym sądzicie?


Źródło:

Wycinek z Głosu Wielkopolski- " Co myślał naprawdę Hitler o Polakach z roku 1947

środa, 3 grudnia 2014

Słynny projektant chce poślubić swojego kota

Karl Lagerfeld ze swoim kotem - źródło: public domain

Upadek naszej cywilizacji przejawia się czasami w dziwacznych formach. Rodzina jest czymś złym, dzieci to balast, chyba, że jest się homoseksualistą, to wtedy należą ci się dzieci zabrane innym rodzinom i gdy już wydawało się, że nie może być dziwniej okazuje się, że może. Światowej sławy projektant Karl Lagerfeld oświadczył właśnie, że chce poślubić swojego kota.



Postęp socjalistycznej Francji przyspiesza i ledwo, co przepchnięto ustawę zezwalającą na adopcje dzieci przez pary homoseksualne a już o swoje prawa upominają się zwolennicy zwierząt. Kot 79-letniego niemieckiego projektanta mody Karla Lagerfelda już teraz nazywa się Shupett Lagerfeld. Zwierzę żyje skąpane w luksusie i ma trzy osobiste pokojówki. Żywi się jedzeniem tylko z drogich potraw.  Na "osobistym" koncie Twittera Shupett ma 30 tysięcy osób śledzących jego poczynania.

Projektant mody ubolewa nad faktem, że między ludźmi a zwierzętami nie ma małżeństw, ale nie wyklucza, że przygotuje dla swojego ulubionego kota jakąś suknię ślubną. Zanim jednak zwolennicy miłości ze zwierzętami uzyskają możliwość zawierania związków małżeńskich ze swoimi pupilami, co niewątpliwie nastąpi w najbliższej przyszłości, doczekamy się zapewne legalizacji pedofilii, bo przecież jak tolerancja to na całego.

We wspomnianej Francji politycy pracują już nad ustawą, której efekt spowoduje usunięcie z przestrzeni publicznej sformułowań matka i ojciec i zastąpienie ich neutralnym "rodzice". Upadek cywilizacji zachodniej odbywa się na naszych oczach i jak w każdym totalitaryzmie panuje milcząca zgoda społeczna przerywana tylko manifestacjami pokazywanymi w lewicowych mediach, jako objawy faszyzmu.

Co zabawniejsze od faszystów protestujących przeciwko upadkowi naszych wartości wyzywają przeważnie komuniści. Komintern jak widać ma się dobrze tylko po wyzwoleniu robotników znaleziono innych, których trzeba wyzwolić. Nie ma się, co łudzić, po kobietach, homoseksualistach przyjdzie czas na nowy elektorat zastępczy i dojdzie do tego, że dziwactwa takie jak to zaprezentowane przez zgnuśniałego starego projektanta większość będzie uważać za coś normalnego.


Za: http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/slynny-projektant-chce-poslubic-swojego-kota

wtorek, 2 grudnia 2014

Laureat Nagrody Nobla o istnieniu nieśmiertelnej duszy

fot. Wikimedia Commons

Jeden z największych w świecie autorytetów w zakresie badań ludzkiego mózgu, laureat Nagrody Nobla John Eccles w oparciu o wyniki naukowych dociekań stwierdził, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę



Profesor John Carew Eccles, australijski neurofizjolog (1903 – 1997,  laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1963)) , opierając się na wynikach swoich wieloletnich naukowych obserwacji i analiz, stwierdza, że materia nie jest w stanie wytwarzać zjawisk psychicznych i nie ma przechodzenia energii fizycznej w psychiczną. Tym samym tylko duchowa rzeczywistość może wytwarzać zjawiska psychiczne. Australijski noblista uświadamia nam, że z naukowego punktu widzenia trzeba jednoznacznie odrzucić twierdzenie materialistów, że ludzka świadomość jest produktem materii. Dla J. Ecclesa stało się oczywiste, że umysł człowieka, jego osobowe ja, istnieje jako duchowy wymiar człowieczeństwa i jest nieśmiertelną duszą. Ten wybitny naukowiec podkreśla, że współczesna nauka przekazuje nam orędzie pokory w obliczu cudu życia i wspaniałości ludzkiej osoby. Prawdziwymi cechami człowieczeństwa są nie tylko inteligencja i mózg, ale przede wszystkim kreatywność i zdolność wyobraźni. Eccles pisze o dwóch pewnikach, a są nimi: niepowtarzalność osoby ludzkiej w jej cielesności i w duchowym istnieniu nieśmiertelnej duszy.

Bazując na wynikach swoich badań, profesor Eccles zdecydowanie odrzuca materialistyczną teorię umysłu, według której mózg jest rozumiany jako superskomplikowany komputer, w którym kora mózgowa generuje wszystkie myśli i uczucia. Określa tę teorię jako „zubożałą i pustą”, ponieważ posługuje się ona niejasnymi ogólnikami, a przede wszystkim nie jest zdolna uzasadnić cudu i tajemnicy istnienia niepowtarzalności ludzkiego ja wraz z jego duchowymi wartościami: kreatywnością i zdolnością wyobraźni (How the Self Controls Its Brain, ss. 33, 176). „Skoro materialistyczna koncepcja – pisze Eccles – nie jest w stanie wyjaśnić i uzasadnić doświadczenia naszej niepowtarzalności, jestem zmuszony przyjąć nadprzyrodzone stworzenie niepowtarzalnego, duchowego, osobowego »ja«, czyli duszy. Wyjaśniając w terminach teologicznych: każda Dusza jest nowym Bożym stworzeniem wszczepionym w ludzki zarodek” (Evolution of the Brain, Creation of the Self, s. 237).

Profesor J. Eccles stworzył nową, genialną teorię funkcjonowania ludzkiego umysłu, znaną jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism).

Jej autor wyjaśnia: „Stwierdzam, że tajemnica człowieka jest niewiarygodnie pomniejszona przez naukowy redukcjonizm z jego roszczeniem »obiecującego materializmu«, który miałby wytłumaczyć istnienie całego duchowego świata w kategoriach wzorców aktywności neuronów. Tego rodzaju wiara powinna być traktowana jako przesąd. Musimy uznać, że jesteśmy istotami duchowymi z duszami istniejącymi w duchowym świecie i równocześnie istotami materialnymi z ciałami istniejącymi w materialnym świecie” (Evolution of the Brain…, s. 241). Twierdzenie materialistów, że myślenie jest wynikiem materialnych procesów, Eccles odrzuca jako przesąd, który nie ma nic wspólnego z ustaleniami nauki: „Im bardziej naukowe badania odkrywają prawdę o pracy ludzkiego mózgu, tym jaśniej możemy rozróżnić jego funkcjonowanie i myślenie – i w tym kontekście widać, jak wspaniałe jest zjawisko myślenia. Przekonanie, że myślenie jest efektem materialnych procesów, jest po prostu przesądem utrzymywanym przez dogmatycznych materialistów. Ma ono cechy mesjańskiego proroctwa z obietnicą przyszłości uwolnionej od wszelkich problemów – coś w rodzaju nirwany dla naszych pechowych następców. Materialistyczni krytycy argumentują, że nieprzekraczalne trudności sprawia hipoteza, iż niematerialne umysłowe wydarzenia mogą oddziaływać na materialną strukturę neutronów. Takie oddziaływanie jest rzekomo niezgodne z zachowaniem praw fizyki, a w szczególności z pierwszym prawem termodynamiki. Ta obiekcja z pewnością mogła być podtrzymywana przez dziewiętnastowiecznych fizyków, neurologów i filozofów, ideologicznie związanych z dziewiętnastowieczną fizyką, która nie jest świadoma rewolucji dokonanej przez fizykę kwantową w dwudziestym wieku” (A unitary hypothesis of mind-brain interaction in the cerebral cortex(1990); art. opublikowany w Proceedings of the Royal Society B 240, ss. 433-451).

Wieloletnie naukowe badania ludzkiego mózgu doprowadziły Johna Ecclesa do stwierdzenia, że wszyscy mamy osobowe ja – czyli niematerialny umysł, który działa poprzez materialny mózg. Tak więc oprócz świata fizycznego w człowieku istnieje umysłowy – czyli duchowy – świat i obie te rzeczywistości wzajemnie oddziałują na siebie (por. How the Self Controls Its Brain, s. 38). Profesor Eccles podkreśla zdumiewający fakt, że samoświadomość osobowego ja u każdego człowieka trwa niezmiennie przez całe jego życie, „a ten fakt musimy uznać za cud” (tamże, s. 139).

Tak J. Eccles pisze o nieśmiertelności ludzkiej duszy, czyli o istnieniu osobowego ja po śmierci ciała każdego człowieka: „Wierzę, że moje istnienie jest fundamentalną tajemnicą, która przekracza każdą biologiczną ocenę rozwoju mojego ciała (również mózgu) z jego genetycznym dziedzictwem i ewolucyjnym pochodzeniem. Byłoby nierozsądnym wierzyć, że ten wspaniały dar świadomego istnienia nie ma dalszej przyszłości oraz możliwości egzystencji w innej niewyobrażalnej rzeczywistości” (Facing Reality: Philosophical Adventures by a Brain Scientist, Heidelberg Science Library 1970, s. 83). W innym miejscu australijski badacz wyjaśnia: „Możemy patrzeć na śmierć ciała i mózgu jako na rozpad naszego dualistycznego istnienia. Mamy nadzieję, że uwolniona dusza znajdzie nową przyszłość o głębszym znaczeniu i bardziej zachwycających doświadczeniach w jakiejś odnowionej ucieleśnionej egzystencji zgodnie z tradycyjnym chrześcijańskim nauczaniem” (Evolution of the Brain…, s. 242); „Nasze zaistnienie jest tak samo tajemnicze jak nasza śmierć. Czyż nie możemy mieć nadziei dlatego, że nasza ignorancja o naszym pochodzeniu jest taka sama jak o naszym przeznaczeniu? Czy nasze życie nie może być przeżywane jako wyzwanie i wspaniała przygoda, której ostateczne znaczenie jest jeszcze do odkrycia?” (Facing Reality: Philosophical Adventures by a Brain Scientist (1970), s. 95).

Niech to świadectwo o istnieniu nieśmiertelnej ludzkiej duszy jednego z największych na świecie znawców ludzkiego mózgu, laureata Nagrody Nobla prof. Johna Ecclesa, zmobilizuje nas do większej troski o swoją duszę, czyli o własne życie duchowe – o czystość serca, wolność od wszelkiego zła, o życie wieczne. Ma się to dokonywać przez pogłębianie osobistej relacji z Chrystusem w codziennej modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii. Pamiętajmy stale o słowach Pana Jezusa: „Cóż bowiem za ko­rzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16, 26)

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Źródło: www.milujciesie.pl

Za: http://www.fronda.pl/a/laureat-nagrody-nobla-o-istnieniu-niesmiertelnej-duszy,43111.html

poniedziałek, 1 grudnia 2014

George Soros: Europo przeciwstaw się Putinowi!

George Soros
źródło: Wikipedia

Emocjonalny i bardzo obszerny list znanego inwestora i filantropa opublikował „New York Review of Books".

W swojej analizie Soros dochodzi do wniosku, że putinowska Rosja zagraża podstawom, na których zbudowano Unię Europejską. Jego zdaniem aby się temu przeciwstawić Unia powinna pomóc stanąć na nogi Ukrainie, nawet jeśli będzie to wymagało poświęceń finansowych.



Zdaniem Sorosa autorytarny, agresywny reżim Putina zbudowany jest na wartościach całkowicie sprzecznych z tymi, które legły u podstaw tworzenia Wspólnot Europejskich. „Rosja stanowi zagrożenie dla istoty Europy. Ani przywódcy, ani obywatele Europy nie zdają sobie sprawy z tego jak wielkie jest to wyzwanie i jak należy na nie odpowiedzieć" - pisze Soros. Jego zdaniem Rosja oferuje alternatywę całkowicie sprzeczną z ideami Europy. Rozwiązania rosyjskie opierają się na odwołaniu do siły i przemocy. Wewnątrz kraju oznacza to tłamszenie swobód, na zewnątrz zaś objawia się jako agresja.

„W Unii Europejskiej powszechne jest niezadowolenie, którego źródłem jest kryzys" - tłumaczy miliarder. Kłopoty Europejczyków podkopują ich wiarę we współdziałanie podobnie myślących demokracji. Kryzys trwał zbyt długo, próby jego pokonania okazały się błędne,a w końcu sprawił, że wspólnota państw zaczęła się burzyć.

Wykorzystał to Putin, który zaczął rozwijać współpracę z państwami, które występują przeciwko Unii. Wprawdzie sam Soros nie wymienia państw, które jego zdaniem ulegają wpływom Moskwy, ale komentujący jego list „Guardian" jako przykład przytacza Węgry.

Zdaniem Sorosa największym zagrożeniem jest dziś perspektywa załamania się Ukrainy. „Oznaczałoby to ogromną przegraną zarówno Unii jak i NATO. Zwycięska Rosja mogłaby stać się siłą zagrażającą Unii Europejskiej, a szczególnie zagroziłaby krajom bałtyckim" - przestrzega Soros.

Kolejny punkt w grze o Ukrainę nastąpi jego zdaniem po niedzielnych wyborach. Wtedy Putin może zacząć wywierać naciski na Kijów, by na czele przyszłego rządu postawiono jakiegoś prorosyjskiego, albo przynajmniej uległego Rosji polityka. Jeśli Ukraina odmówi, wówczas Rosjanie mogą kontynuować agresję zajmując dalsze obszary wschodniej Ukrainy, aż po kontrolowane przez prorosyjskie siły Naddniestrze.

Aby tego uniknąć Europa powinna pomóc finansowo Ukrainie przeznaczając na jej ratowanie co najmniej 20 mld dolarów. Poza tym powinna pomóc Ukraińcom w przeprowadzeniu reform i w przebudowie systemu energetycznego. „Ratując Ukrainę Europa może uratować sama siebie" - konkluduje Soros.


Źródło: http://www.rp.pl/artykul/13,1151698-George-Soros--Europo-przeciwstaw-sie-Putinowi-.html

piątek, 28 listopada 2014

Rosja i Chiny uderzają w dolara. Nadchodzi "zimna wojna w biznesie"

Fot. Wikipedia

Mimo, że koncepcja „de-dolaryzacji” znana i dyskutowana jest w Pekinie i w Moskwie od lat, na chwilę obecną wykorzystanie własnych walut w handlu wzajemnym znajduje się na poziomie 7%, natomiast 75% płatności między Chinami a Rosją dokonywane jest w dolarze amerykańskim. Zachodnie sankcje spowodowały jednak, że Kreml zmuszony został do przyspieszenia realizacji tzw. „pivotu azjatyckiego”, nawet na mniej korzystnych niż pierwotnie zakładano warunkach.



Nie jest to oczywiście pozbawione logiki z powodu rosnącego znaczenia ChRL na arenie międzynarodowej. A to dopiero początek. Uwolnienie juana, spowodowane ryzykiem manipulacji wartością dolara przez Waszyngton, było dla Chin, jako największego posiadacza rezerw walutowych świata (niemal 4 bln USD), szczególnie niebezpieczne. Od 2009 roku rozpoczęto liberalizację przepisów ograniczających transakcje w RMB. W 2010 r. chiński handel zagraniczny realizowany we własnej walucie wynosił tylko 3%, rok temu przekroczył 13%, a w przyszłym roku osiągnąć ma co najmniej 30%. W tym samym czasie kurs rubla z powodu zachodnich sankcji nieustannie spada: tylko we wrześniu br. wartość amerykańskiego dolara wobec rubla wzrosła o 6,6%, a od początku tego roku o 24,5%. Tak źle nie było od 1995 roku – 16 października padł rekord, tj. 41,16 RUB za 1 USD.

Powyższemu zjawisku towarzyszą chińsko-rosyjskie porozumienia handlowe – współpraca w obszarach infrastruktury (kolej szybkiej prędkości, autostrady, mosty), przemysłu wysokich technologii (systemy nawigacji satelitarnej) oraz wojskowej. Oprócz rosnącej sprzedaży do Chin rosyjskiego uzbrojenia, mówi się, że Kreml zgodzi się w przyszłym roku sprzedać Chinom myśliwce Su-35, system rakietowy S-400, a nawet najnowszą łódź podwodną Amur 1650. Rosja i Chiny w ciągu najbliższych 5 lat chcą także zwiększyć wzajemną wymianę studencką do 100 tys. osób. Ma to zastąpić anulowane programy z USA. Obecnie ok. 25 tys. studentów z Chin studiuje w Rosji, a 15 tys. na rosyjskich w Chinach. Co więcej, gazeta „Kommiersant” donosi, że niedługo sfinalizowane zostanie rosyjsko-chińskie porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego. Na jego podstawie oba państwa będą dokonywać nie tylko zaawansowanej wymiany informacji, ale również prowadzić wspólne operacje. Do tego dodać można tworzony Bank Rozwoju BRICS z początkowym kapitałem 50 mld USD, a docelowo 100 mld USD. 41% finansowania pochodzić ma oczywiście z Chin.

Jak pisze Greg Shtraks dla magazynu „The Diplomat”:



„Dzisiaj łatwo jest zapomnieć jak chłodne były relacje pomiędzy Rosją a Chinami w 2004 roku”.

Ma tu na myśli nie tylko kontekst polityczny (Putin nie był zainteresowany budową rurociągów do Chin), ale także zaproszenie do Moskwy Dalai Lamy. Wtedy żywe były jeszcze obawy rosyjskich elit o chińską kolonizację Syberii. Z biegiem czasu obawy te nie tylko się nie potwierdziły, ale zostały usunięte w cień przez kryzys finansowy z 2008 roku. Zdaniem Shtraksa można być dzisiaj pewnym, że Dalai Lama do Rosji na pewno już nie przyjedzie.

Wskutek kryzysu właśnie, w 2009 r. FR została zmuszona do sprzedaży ropy ChRL. Kontrakt opiewający na kwotę 25 mld USD zakładał dostarczanie przez Rosnieft 300 tys. baryłek ropy dziennie. W 2013 r. liczba ta została dwukrotnie zwiększona w zamian za pożyczkę w wysokości 30 mld USD.

Chiny dążą do podważenia obecnego ładu międzynarodowego, jakkolwiek na podstawie obecnych danych na razie można mówić tylko o aktywnościach skierowanych na sferę monetarną owego ładu. Ambicją ChRL jest uczynienie z juana waluty rezerwowej świata. Umowa z Wielką Brytanią, w której Londyn ma być europejskim centrum obrotu RMB zawarta została w 2012 roku. Od ubiegłego roku Pekin nie kontroluje już kursu juana. Jego znaczenie podniesione zostało też bez wątpienia zawartym na 30 lat kontraktem z Rosją o wartości 400 mld USD, który rozliczany będzie w walutach narodowych obu państw, a nie w dolarze. Jeszcze w tym roku Pekin chce, aby transakcje w juanie stanowiły 20% całego handlu z ChRL.

Często podnoszone jest, że scenariusz zacieśniania współpracy chińsko-rosyjskiej jest niemożliwy, z racji uzależnień handlowych Rosji od struktur zachodnich. Unia Europejska jest głównym partnerem handlowym Rosji, ale wraz z USA, także i Chin. Pekin ma coraz większe instrumenty nacisku na Europę i Amerykę. Natomiast jeśli chodzi o FR, to UE pozostaje najważniejszym partnerem handlowym Kremla (410 mld USD w 2013 roku), jednak ChRL jako pojedyncze państwo, mają największy udział w handlu z Rosją. W pierwszej połowie br. całkowity handel FR z UE wyniósł 263,3 mld USD, a z Chinami - 59,1 mld USD (przed Holandią – 52,1 mld USD, Niemcami – 46,7 mld USD i Kazachstanem i Białorusią łącznie – 35,3 mld USD). Spojrzenie na rosyjsko-chińską wymianę handlową w ujęciu historycznym jest równie imponujące: z 20,3 mld USD w 2005 r., do 59,3 mld USD w 2010 r. i 89,2 mld USD w 2013 r.

Tylko w zeszłym roku chińskie inwestycje w Rosji wzrosły o 15%. Jeszcze 6 lat temu rosyjsko-chiński handel opiewał na kwotę 40 mld USD. W 2014 r. planowane jest osiągnięcie wymiany handlowej o wartości 100 mld USD (do października jest niemal 90 mld USD), a w ciągu następnych 6 lat aż 200 mld USD rocznie. Obok tego chiński bank EXIM ustanowił linię kredytową w wysokości 2 mld USD dla rosyjskiego banku VTB, a także podpisał porozumienia z innymi rosyjskimi bankami państwowymi: Vnesheconombankiem (VEB) i Rosyjskim Bankiem Rolnym. Kredyt o łącznej wartości 4,5 mld USD, w tym też dla rosyjskich firm, ma być wykorzystany na finansowanie m.in. importu z Chin. Hongkong, a przede wszystkim Singapur staną się zapewne w krótkim czasie głównymi kierunkami ekspansji rosyjskiego kapitału – jako najlepsza alternatywa dla tych kontrolowanych przez Zachód.

Chociaż eksperci i komentatorzy są wciąż podzieleni w ocenach współpracy na linii Moskwa-Pekin, trudno jest twierdzić, że jest skazana z góry na porażkę czy na dłuższą metę jest nierealna z racji wzajemnych różnic. Potencjalne punkty zapalne, to: kwestia chińskiej kolonizacji Syberii oraz zacieśnianie współpracy Rosji z Indiami czy Wietnamem (zwłaszcza w dziedzinie produkcji czy sprzedaży broni), z którymi Chiny mają spory graniczne. Są to elementy łatwe do wyciszenia, zwłaszcza przy tak ambitnych celach strategicznych, jakie stawiają sobie Moskwa i Pekin. Ian Bremmer, prezydent Eurasia Group, nazywa działania obu państw wobec świata „zimną wojną w biznesie”. Nie widać jednak, aby była to realizacja nastawiona przeciwko sobie, a do takiego etapu jeszcze jest bardzo daleko, jeśli w ogóle on nastąpi.

Warto również wspomnieć, że poza wrogim stosunkiem do USA, wspólnymi interesami w sektorze energetycznym czy wojną walutową, mającą podważyć najpierw ekonomiczny, a następnie polityczny układ sił na świecie, ChRL i FR łączą także poglądy polityczne. Ostatnie protesty w Hong-Kongu zostały podobnie zinterpretowane w Pekinie, jak wydarzenia pomarańczowej rewolucji czy Euromajdanu na Ukrainie w Moskwie.

Odnotować też można, iż od początku rosyjskiej rywalizacji z Zachodem na Ukrainie, poparcie dla Rosji w Chinach wzrosło z 47% w lipcu do 66% w październiku. Natomiast poparcie dla Władimira Putina po aneksji Krymu osiągnęło zdaniem niektórych chińskich mediów nawet 92%. Rosyjskie poparcie dla Chin z kolei od lat oscylowało na poziomie 50-60%, jednak ostatni kontrakt gazowy zwiększył je do poziomu 77%, a obecnie 51% Rosjan uznaje ChRL za najbliższego przyjaciela FR.

Trzeba też pamiętać, że prezydent ChRL Xi Jinping z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Rosji. Był też jednym z niewielu polityków, którzy udali się na Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Putina i Xi wiele łączy – od, jak sami mówią, charakteru, przez działania w polityce wewnętrznej (zwiększanie kontroli nad mediami, walkę z dysydentami politycznymi, prowadzenie kampanii przeciwko ideologicznym wpływom Zachodu), dążenia do „odnowy narodowej” w swoich państwach, aż po politykę zagraniczną (w tym nie wahanie się przed użyciem siły do obrony własnych interesów).

Obecnie na relacje chińsko-rosyjskie można spojrzeć przede wszystkim jak na „małżeństwo z rozsądku”, gdzie pozycja Pekinu wobec Moskwy została zdecydowanie zwiększona przez problemy wynikające z zachodnich sankcji wobec Kremla. Zbliżająca się zima pewnie jeszcze bardziej uzależnią Rosję od potężnego partnera. Jednocześnie wciąż jeszcze wielu analityków jest opinii, że ten „związek” jest „szeroki na kilometr, ale głęboki na centymetr”.

Jak wygląda „russian dream” Putina, jako alternatywa propagandowa dla tego amerykańskiego, wie już coraz więcej osób, lecz mimo to pozostaje on atrakcyjny dla wielu milionów ludzi na świecie. Podobnie zresztą jak „chinese dream”. Na naszych oczach stają się one ze sobą komplementarne na coraz większej liczbie płaszczyzn.

Gordon Chang, autor „Nadchodzącego upadku Chin” („The Coming Collapse of China”) uważa, że sojusz chińsko-rosyjski jest głównym wyzwaniem dla polityki Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie Chiny i Rosja:



„W głęboko niepokojący sposób zmieniają świat, wstrząsając fundamentem ładu, który zapewniał do tej pory brak większego konfliktu i pozwalał podążać drogę bezprecedensowego dobrobytu. (...) Gdyby były rzeczywiście w stanie sformować trwałe partnerstwo, oznaczałoby to koniec epoki poziomnowojennej. Co byłoby dalej, na dobre czy złe, będzie przełomowe”.


Źródło: http://www.defence24.pl/analiza_rosja-i-chiny-uderzaja-w-dolara-nadchodzi-zimna-wojna-w-biznesie

czwartek, 27 listopada 2014

Szatan boi się Benedykta XVI

fot.wikimedia.commons/GNUlicence

„Nienawidzę go, mam go dość: każde jego słowo, każdy jego gest i każde jego błogosławieństwo stanowią egzorcyzm”. Nie ma co mówić, Szatan nie może się z tym pogodzić: Papież krzyżuje mu plany, dręczy go i demaskuje, nieustannie upominając ludzkość, aby była ostrożna ze względu na jego działania i pokusy. A on, Zły, upadły anioł, potępiony na wieczność, wódz duchów piekielnych czuje się zapędzony w kozi róg, łamany i chłostany przez Josepha Ratzingera.




Jako że współpracuję z pewnym egzorcystą, jestem bezpośrednim świadkiem dotkliwego cierpienia, które trawi Diabła na sam dźwięk imienia Benedykt XVI; krzyczy, wije się, płacze z bólu. Kilka dni temu na przykład, kiedy pewna kobieta była poddana modlitwie o uwolnienie w małym kościółku w prowincji Salerno, Szatan po raz kolejny poniósł klęskę. Tak jak czytaliście na początku tego artykułu – jest załamany, nie znosi Papieża i jego nieustającej katechezy wygłaszanej przeciwko Piekłu i zamieszkującym je duchom. Ale nie tylko to – Zło uważa każde jego słowo, każdy jego gest, każde jego błogosławieństwo za egzorcyzm.

Z punktu widzenia ściśle teologicznego można powiedzieć, że Szatan nienawidzi Ojca Świętego dlatego, że Papież posiada władzę Namiestnika Chrystusa na Ziemi oraz powszechnego Pasterza Kościoła. Jest to logiczne, ale w przypadku Benedykta XVI niewystarczające, bowiem, najpierw jako profesor, potem jako arcybiskup, a w końcu jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Joseph Ratzinger nieustannie podkreślał realne istnienie Zła i Piekła, tak aby ludzie byli świadomi, że poprzez grzech ryzykują skazanie na wieczny ogień.

Kardynał Ratzinger niezliczoną ilość razy wzywał także do tego, aby odrzucić wszelkie formy okultyzmu. Praktykowanie magii obraża Boga, a także otwiera wrota duszy i świata na tego, który będąc ojcem kłamstwa wmawia ludziom, że stanowi lekarstwo na wszelkie zło, tymczasem to on sam jest Złem w czystej postaci.

Niekiedy wystarcza zwykłe czytanie kart tarota (nie mówiąc już o praktykach takich jak seanse spirytystyczne, czarne msze, przekleństwa, czary, czarnoksięstwo, konsekracja na rzecz Diabła), aby Szatan mógł posiąść duszę i ciało człowieka. W takim przypadku, jeśli człowiek prawdziwie chce się wyzwolić od nieproszonego gościa, konieczna jest pomoc egzorcysty.

Egzorcyści w ostatnich czasach sporo się nasłuchali. Zło nieustannie narzeka. Benedykt XVI stał się jednym z jego najgorszych koszmarów. I choć Zły jest kłamcą, tym razem możemy mu wierzyć – wszelkie działania Papieża skupiają się na walce z Szatanem. Jak mówił nam kilka tygodni temu bp Andrea Gemma, Diabeł, od dnia wyboru Josepha Ratzingera na papieża, zaczął drżeć. Było to kilka dni po przybyciu Benedykta XVI do Bazyliki św. Piotra, kiedy podczas jednego z egzorcyzmów (oby było więcej takich biskupów jak bp Andrea Gemma, którzy sprawują tę posługę!) Przeklęty powiedział: „Nowy Papież jest jeszcze potężniejszy niż poprzedni i wiele przez niego wycierpimy”. Wydaje się, że tak właśnie jest.

Ostatni ze swoich gestów wymierzonych przeciwko Lucyferowi Benedykt XVI wykonał zaledwie kilka dni temu, w poprzednią niedzielę wypowiadając następujące słowa: „Przeżywać Wielki Post znaczy stawić czoła i zwalczać przyczynę wszelkiego zła czyli samego Szatana, niosąc krzyż Chrystusa”. Esencja wojny duchowej wypowiedzianej Diabłu przez Kościół Ratzingera zawiera się jednak w słowach skierowanych w zeszłym roku przez samego Benedykta XVI do wiernych w pewnej parafii rzymskiej: „Dopóki grzeszymy nie wykazując żadnego żalu, jedyną perspektywą jest wieczne potępienie, Piekło. Przywiązanie do grzechu może bowiem doprowadzić do upadku naszej egzystencji. Jest to tragiczny los człowieka, który żyje w grzechu i nie zwraca się ku Bogu. Tylko Boże przebaczenie daje nam siłę do tego, aby oprzeć się złu i więcej nie grzeszyć. Jezus przyszedł na ziemię, aby nam powiedzieć, że pragnie, abyśmy wszyscy znaleźli się w Raju i że Piekło, o którym mało się mówi w naszych czasach, istnieje i jest wieczne dla tych, którzy zamykają serce na Jego miłość”. Nie ma na to rady: wobec siły Benedykta XVI, Szatan jest pokonany w przedbiegach. A znając jego pychę, łatwo sobie wyobrazić, że płacze gorzkimi łzami.

Gianluca Barile

Źródło: http://www.papanews.it/
Za: http://www.pch24.pl/szatan-boi-sie-benedykta-xvi,1058,i.html