czwartek, 5 grudnia 2013

Gen. Tadeusz Rozwadowski

Fot. Tadeusz Rozwadowski – Wikipedia


Dnia 18 października 1928 roku o godzinie 2-giej po południu umiera w Warszawie w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej, jak donosiła “Polska Zbrojna”: “…na zakażenie krwi, wywołane owrzodzeniem miejscowym…“. Ciało zmarłego przewieziono do Lwowa, gdzie rano 22 października 1928 roku odbył się uroczysty pogrzeb Generała. Pochowany został na cmentarzu Orląt Lwowskich. Władze nie chciały większego rozgłosu związanego z pogrzebem, starano się ograniczyć do minimum. Przemowę nad grobem wygłosił między innymi dawny jego adiutant Aleksander Skrzyński, który ograniczył się tylko do wyliczenia zasług z I wojny światowej i nie wspominając ani słowa o bitwie warszawskiej czy obronie Lwowa.



Dokonania generała Tadeusza Rozwadowskiego stawiają go wśród najwybitniejszych ojców naszej wolności, niestety przeciętny Polak nie wie o nim nic, albo bardzo niewiele. Wymazywanie generała z historiografii zaczęło się w 1926 roku i trwało do lat 90. XX wieku. Na początku robiły to władze sanacyjne, później władze PRL. Również w III RP o Rozwadowskim pisze się niechętnie, bo jego osoba stoi na drodze w budowaniu legendy Piłsudskiego. Z tego też powodu, gdy sławiono zasługi mężów stanu, on jeden pozostał na uboczu, opuszczony i zapomniany. W Warszawie próżno szukać choćby ulicy noszącej jego imię. Ponadto utrwalany jest wizerunek gen. Rozwadowskiego jako endeka, co jest nieprawdą, bo jedyne co go z nią łączyło to osoba kuzyna Jana Emanuela Rozwadowskiego sekretarza Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Przeświadczenie takie wzięło się z faktu, że postać gen. Rozwadowskiego wielokrotnie była wykorzystywana w grach politycznych. Przed wojną przez endecję, a obecnie przez jej kontynuatorkę LPR. W rzeczywistości gen. Rozwadowski był apolityczny, wielokrotnie wypowiadał się, że nie czuje związku z żadną z polskich “marnych partyjek”. Niestety nie doczekał się sprawiedliwego osądu przez historię, nigdy nie został zrehabilitowany, a jego grób jeszcze w pierwszych latach XXI wieku był sprofanowany.

Bardzo trafną charakterystykę, która oddaje złożoną naturę generała nakreślił pisarz i adiutant gen. Sikorskiego Mieczysław Lisiewicz: “Rozwadowski był umysłem żywym i błyskotliwym przy dużej głębi ideowej. Człowiekiem gołębiego serca, chcąc zadowolić wszystkich często zrażał wielu. Jego żywotność i energia mogłyby być przysłowiowe, podobnie zresztą, jak jego niczym nieugaszony optymizm, nie opuszczający go aż do końca, mimo ciężkich przeżyć, jakie mu u schyłku życia los zesłał. Jednocześnie religijny i wolnomyślny (?) umiał te dwie cechy godzić instynktem (?) człowieka o wysokiej kulturze. Nigdy nie zapomniał o godności człowieka, choćby na najniższym stopniu społecznym. Gniew jego był groźny, lecz nigdy prostacki.

W radości, jak i w zabawie nie szukał wrzaskliwego hałasu. Był hojny aż do lekkomyślności i niezwykle łatwowierny wobec tych, których uważał za przyjaciół. Był doskonałym wodzem. Posłuch wyrabiał sobie u ludzi bez trudu, nie gwałtem, lecz umiejętnością przewidywania. Popularność zyskiwał osobistym czarem i umiejętnością podejścia do każdego. Ów optymizm cechujący najgłębiej jego istotę umiał narzucać innym.

Nawet w najgorszych momentach, ci którzy z nim rozmawiali, wychodzili pod wrażeniem, ze wszystko dzieje się doskonale i właściwie po myśli Rozwadowskiego. Było to skutkiem również i tego, że polot jego myśli a zwłaszcza niesłychanie żywa wyobraźnia operacyjna, często kazały koncepcjom w błyskawicznym rozwoju wybiegać poza rzeczywistość, która nie mogła za nimi nadążyć. Mówił i pisał piękną polszczyzną, której nie popsuły ani długie lata służby w wojsku austriackim, ani wiele lat pobytu za granicą. Pozostał gorącym patriotą polskim. Wysoko cenił swój honor żołnierski, nigdy go nie splamił. Cokolwiek robił, czynił z myślą o Polsce…“.



http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=743&Itemid=56

Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/10/18/gen-tadeusz-rozwadowski/

środa, 4 grudnia 2013

Niesiołowski wstydzi się prawdy o sobie?

W wypowiedzi dla Onetu poseł Stefan Niesiołowski mówi: Jeśli znajdę się na liście hańby autorstwa pana Dzierżawskiego i pani Kai Godek, to będzie to dla mnie zaszczyt. Bycie szkalowanym przez takich ludzi to zaszczyt.

Komentarz posła Niesiołowskiego dotyczy akcji informacyjnej dotyczącej wrześniowego głosowania nad obywatelskim projektem ustawy poprawiającej ochronę poczętych dzieci, u których stwierdzono prenatalnie chorobę lub wadę genetyczną. Już niedługo na stronie www.eugenicy.pl będzie można obejrzeć i pobrać do szerokiej dystrybucji materiały informujące o tym, który z posłów głosował za utrzymaniem możliwości zabijania chorych dzieci.

Wbrew temu, co twierdzi poseł Niesiołowski, ani Mariusz Dzierżawski ani ja nie jesteśmy autorami żadnej listy. Spis posłów głosujących za odrzuceniem w pierwszym czytaniu nowelizacji ustawy aborcyjnej jest dostępny na stronie internetowej Sejmu - tak jak spis dotyczący każdego innego głosowania. Jest to lista posłów, którzy sami, własnymi rękami w ten sposób zagłosowali. Obecność na tej liście mogą zawdzięczać wyłącznie sobie.



Budzi zdziwienie użycie przez posła Niesiołowskiego słowa "szkalowanie". My tylko ujawniamy prawdę o tym, kto jak głosował. Jeżeli pan poseł uważa, że ujawnianie prawdy o jego działaniach to szkalowanie, to widocznie sam zdaje sobie sprawę z tego, że swojego zachowania powinien się wstydzić.

Sam się do tego wstydu przyznał swoim komentarzem.

 Źródło: http://stopaborcji.pl/index.php/709-niesiolowski-wstydzi-sie-prawdy-o-sobie

wtorek, 3 grudnia 2013

W Dzień Papieski spalili kapliczkę Matki Boskiej w Miedzeszynie

W nocy z niedzieli na poniedziałek, przedstawiciele antyklerykalnej lewicy, naćpani kampanią nienawiści do kościoła, spalili kapliczkę Matki Boskiej w Miedzeszynie.


Miedzeszyn to jedno z warszawskich osiedli leżących na południowo-wschodnich przedmieściach Warszawy. Kapliczka mieściła się naprzeciw dworca kolejowego linii Warszawa-Otwock-Dębili-Lublin, przy ulicy Patriotów będącej jedną z głównych arterii stolicy. Kilkanaście metrów od kapliczki są dwa niezwykle popularne sklepy.




Katolicy na przedmieściach Warszawy stają się coraz częściej ofiarami lewicowych aktów terroru kryminalnego. Ostatnio doszczętnie zniszczono ogrodzenie nowej części cmentarza w Aleksandrowie. Kościół w Falenicy jest nieustannie okradany. Złodzieje okradają wiernych, kradną od miedzianych parapetów okiennych, poprzez krzewy, po wycieraczki.


Prócz kradzieży parafia w Falenicy boryka się z aktami wandalizmu, spalono przenośną toaletę przeznaczoną dla wiernych, czy pocięto instalację elektryczną. Ogromnym błędem kolejnych proboszczów jest nie nagłaśnianie aktów terroru kryminalnego wobec katolików.


Do spalenia kapliczki w Miedzeszynie doszło w niedzielę 13 października, w Dniu Papieskim. Data ataku podpalenia była więc symboliczna. Celem dnia papieskiego było upowszechnianie wiedzy o papieżu i jego nauczaniu. Od śmierci Jana Pawła II mija już 9 lat, i wzrasta nowe pokolenie, które nie miało okazji poznać papieża. Hasłem tegorocznego dnia było „Jan Paweł II – papież dialogu”. Tegoroczny dzień przypominać miał o tym, że Jan Paweł II był otwarty na świat i ludzi niewierzących. Skandaliczne wydarzenie z Miedzeszyna dobitnie świadczy, że ta otwartość kościoła spotyka się z laicką agresją.


Odpowiedź na agresje lewicy musi być tylko jedna. Katolicy na bazie wspólnot parafialnych muszą się samozorganizować. Stworzyć organizacje polityczną, która będzie reprezentować katolików w organach władzy, na szczeblu samorządowym, i państwowym. Wymuszać działania instytucji państwa mające na celu walkę z terrorem kryminalnym. Dziś katolicy nie mają swoich reprezentantów. Są słabi swoją bezczynnością, i swoją słabością rozzuchwali kryminalistów z lewicy.


tekst i fot. Jan Bodakowski

Źródło: http://www.prawy.pl/z-kraju/3999-w-dzien-papieski-spalili-kapliczke-matki-boskiej-w-miedzeszynie

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czynić dobrze


'Dawano ci mniej niż 1 proc. szans na przeżycie, ale urodziłeś się. Powiedziano, że przeżyjesz godziny, ale żyłeś dni. Dni stały się tygodniami, tygodnie przemieniły się w miesiące. Teraz, 135 dni później, siedzę tutaj i piszę do ciebie, tak wdzięczna za wszystko, co byliśmy w stanie dzielić z tobą. Jestem wdzięczna za dni, tygodnie, miesiące, każdy jeden z nich!'



Powyższe słowa pełne miłości to słowa matki, której synek Corbin urodził się z trisomią 13. Większość dzieci z tego rodzaju trisomią umiera w pierwszym półroczu życia, a dużej części z nich nie jest dane w ogóle się narodzić, gdyż trisomia 13 jest tzw. wadą letalną, a więc stanowi przesłankę do aborcji.

Niestety, w wielu osobach pokutuje myślenie, że jeśli dziecko urodzi się z bardzo poważną chorobą i prawdopodobnie umrze wkrótce po porodzie, to lepiej „rozwiązać problem" wcześniej, aby ani mama ani dziecko się nie męczyli.

Historia Corbina pokazuje jednak, że przyjęcie chorego dziecka może diametralnie zmienić nie tylko życie najbliższej rodziny, ale i życie setek tysięcy osób. Mama Corbina założyła na facebooku stronę „Prayers for Corbin", na której codziennie dodawała zdjęcie chłopca z karteczką wychwalającą Boga za jego życie, pokazując, jak wielkim darem jest dla niej życie syna. Chłopiec żył 135 dni, a każdy z nich był dla jego rodziców wielkim darem i wspaniałą lekcją miłości.

Strona Corbina pobiła rekordy popularności, zdobywając ponad pół miliona fanów, którzy piszą świadectwa o tym, jak ten mały chłopiec ich zainspirował, pobudził do czynienia dobra, jak wiele przykład jego życia ich nauczył. Ci ludzie, zainspirowani Corbinem, angażują się w pomoc chorym dzieciom, zakładają fundacje, po prostu starają się czynić wokół siebie jak najwięcej dobra. Matki piszą, że dzięki historii Corbina i jego rodziców zaczęły doceniać to, że ich dzieci są zdrowe, bardziej cieszyć się każdym dniem i doceniać to, co mają.

Pomyślmy jak wiele dobra nie wydarzyłoby się na świecie, gdyby mama Corbina również chciała „ułatwić" sobie życie i nie rodzić chorego dziecka. Podobnie może być w Polsce. Z każdym rokiem tracimy ponad 600 dzieci podejrzanych o chorobę. Nie wiemy ile dobra wniosłyby do życia swoich rodziców, ale i życia zupełnie obcych ludzi. Niestety, tego już się nie dowiemy.



Źródła:

http://gosc.pl/doc/1709445.Kolejny-dowod-jak-pieknym-darem-jest-zycie

https://www.facebook.com/prayersforcorbinmchenry



Za: http://stopaborcji.pl/index.php/705-czynic-dobrze