piątek, 15 listopada 2013

Narodowcy we Wrocławiu nie przejdą w marszu. „Tęczowi” muszą mieć spokój



W najbliższą sobotę ulicami Wrocławia przejdzie marsz środowisk homoseksualnych. Grupa narodowców chciała zorganizować swoją manifestację i pokazać brak zgody na promocję homoseksualizmu w przestrzeni publicznej. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz odmówił jednak zgody na manifestację Narodowego Odrodzenia Polski.


- Policja jednoznacznie stwierdziła, że istnieje realna groźba zakłócenia porządku oraz że organizacja dwóch manifestacji, których cele są przeciwne, może stwarzać zagrożenie zdrowia i życia dla ich uczestników - mówi Julia Wach z Centrum Zarządzania Kryzysowego wrocławskiego magistratu. „Tęczowi” zapowiedzieli obecność blisko 1000 osób na swojej homoparadzie.

Jest to pierwszy od wielu lat brak zgody na publiczne zgromadzenia dla narodowców. Zapraszający na Uniwersytet funkcjonariusza KBW majora-profesora Zygmunta Baumana prezydent Dutkiewicz z coraz większym zapałem staje więc w awangardzie rewolucyjnego czynu.


Źródło: tuwroclaw.com

luk

czwartek, 14 listopada 2013

Poddany eutanazji przez... pomyłkę. Rodzina zapowiada walkę o ukaranie zbrodniarzy



„Pani ojciec zmarł dzisiaj rano. Skorzystał ze wspomaganego samobójstwa. Był bardzo chory i chciał szybko odejść” – takie słowa usłyszała córka Pietro D’Amico od lekarza z jednej ze szwajcarskich klinik.


Przeprowadzona sekcja zwłok nie wykazała jednak tak poważnych powikłań chorobowych o jakich mówiło zaświadczenie lekarskie przedstawione przez klinikę, które zajmuje się eutanazją.

Pietro D’Amico, włoski sędzia chciał się poddać eutanazji w innej klinice niż tej w której ostatecznie został zabity. Tam nie przyjęto go jednak, bo zgodnie zasadami, zabijała ona tylko 40 proc. zgłaszających się do niej klientów.

D’Amico bez trudności znalazł miejsce w konkurencyjnej klinice. Wstrzyknięto mu tam pentobarbital sodu i silny środek usypiający, które spowodowały śmierć. Rodzina prawnika walczy teraz o to, by jego zabójcy ponieśli zasłużoną karę.

- Mój ojciec miał depresję, ale nie był nieuleczalnie chory. Trzeba było mu pomóc żyć, a nie umrzeć – powiedziała córka zabitego.

W praktyce pomoc w samobójstwie stała się w Szwajcarii dochodowym przemysłem, mimo że oficjalnie działa on pod nazwą stowarzyszeń. Właściciele klinik na zbrodniczym procederze zdobywają pokaźne majątki.


FLC

środa, 13 listopada 2013

Głodówka o godne przyjmowanie Komunii w Kanadzie

Data aktualizacji: 2013-10-03 09:02:00


W parafii pw. Św. Maksymiliana Kolbe w kanadyjskim Mississauga wierni prowadzą głodówkę w intencji przyjmowania Najświętszego Sakramentu w pozycji klęczącej oraz przywrócenia balasek. Proboszcz, ks. Janusz Błażejak OMI kontruje – miałoby to być wbrew… postanowieniom II Soboru Watykańskiego!


 - Sobór Watykański II, jak wspominałem zwołany przez papieża Jana XXIII, w którym bardzo czynnie uczestniczył błogosławiony Jan Paweł II, dokonał wiele zmian w Kościele – stwierdził proboszcz polonijnej parafii w trakcie niedzielnego kazania. – Między innymi zmienił język odprawiania Mszy świętej na korzyść, z łaciny na języki polski, angielski, a więc ojczyste, również w tamtym czasie zostało zmienione to, ze ołtarz został odsunięty do ludzi, aby ludzie mogli w pełni uczestniczyć również w liturgii. A więc do tego momentu (ksiądz – przyp. red.) oprawiał tyłem do ludzi po łacinie. Od tego momentu wszyscy mają prawo uczestniczyć. W tym samym momencie deklaracja (sic!) o liturgii, o zmianie liturgii zniosła balaski w Kościele – kontynuował duchowny.

 – Balaski to taki płotek w kościele, który był we wszystkich kościołach do soboru watykańskiego II. Po soborze watykańskim, według tych zarządzeń zostały one usunięte. W nowych kościołach się nie buduje balasek – pouczał o. Błażejak OMI. – W naszym kościele od początku nie było balasek i teraz protestowanie, domaganie się przez jedną osobę, aby powstały balaski, jest absurdalne. Bo takiej decyzji, takiego autorytetu ani proboszcz, ani ani żaden ksiądz nie ma. Taki autorytet może jedynie kardynał Collins wydać (arcybiskup Toronto – przyp. red.) i z tego, co się orientujemy, jedna jedyna parafia (…) otrzymała pozwolenie, bo ona ma prawo do odmawiania Mszy św. łacińskiej (!). (…) Protestowanie i domaganie się balasek to totalny absurd i lekceważenie sobie zasad soboru i Ojca świętego, a przede wszystkim wyrażanie niesamowitego, niepotrzebnego jakiegoś ciśnienia na nas, na księży. Bo my nie mamy takiego autorytetu by coś tutaj zmieniać. Tyle chciałem wam na ten temat powiedzieć – zakończył duchowny. Nagranie wideo tej homilii zostało opublikowane w Internecie.

Powodem takiego ataku była petycja grupki wiernych o przywrócenie przyjmowania Komunii świętej w pozycji klęczącej oraz balasek w prezbiterium parafialnej świątyni. Zdecydowana negatywna reakcja doprowadziła wiernych do decyzji o głodówce w intencji godnego traktowania Najświętszego Sakramentu. Petycje w tej sprawie słać można na adres parafii pw. Św. Maksymiliana – kolbe @kolbe.ca oraz na adres mailowy kardynała Thomasa Collinsa (arcybiskupa Toronto) - archbishop@archtoronto.org.

Wyjaśnijmy: zasadnicza część zmian została przeprowadzona już po zakończeniu II Soboru Watykańskiego i to wbrew intencjom ojców soborowych. Sobór nie tyle „zmienił” język liturgii, co dopuścił do szerszego użytku języki narodowe, zachowując przy tym „używanie języka łacińskiego” (KL, 36). Co więcej, konstytucja (nie deklaracja!) o Liturgii Świętej nakazuje, aby „aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać stałe teksty mszalne, dla nich przeznaczone, także w języku łacińskim” (KL 54).

Konstytucja soborowa nie mówi nic o wstawianiu nowych ołtarzy ani obowiązku celebracji versus populum. Oczywiście, nie nakazuje usunięcia z kościołów balasek. Kwestie ołtarza poruszała za to instrukcja „Inter Oecumenici” Consilium mającego wykonywać wskazania Konstytucji o Liturgii, wydana 26 września 1964. W dokumencie tym jednie zaleca się „wystawienie ołtarza wielkiego w takim oddaleniu od ściany, aby go łatwo można obejść i aby celebra mogła się odbywać twarzą do ludu”. W roku 1966 przewodniczący soborowej komisji liturgicznej podkreślał, że nie ma konieczności wprowadzania ołtarza „ludowego”, instrukcja wprowadza jedynie możliwość sprawowania liturgii versus populum. Celebracja „twarzą do ludu” nie jest jednak „niezbędne dla osiągnięcia żywego i aktywnego udziału w liturgii” (List "L'heureux développement", N. 6, 25. 01. 1966, za: Annibale Bugnini, „The Reform of the Liturgy 1948-1975”).

Jak w roku 1993 podkreślała w oficjalnie wydawanych dokumentach Kongregacja ds. Kultu Bożego, ustawienie ołtarza tak, by można było celebrować święte misteria w stronę ludu jest „pożądane” przez obowiązujące przepisy, taka forma celebracji nie jest jednak nakazana, ani nie jest „wartością absolutną” („Notitiae”, Nr. 29 / 1993 r., s. 249). Jak czytamy w tym dokumencie, bardziej wierne duchowi liturgii jest celebrowanie przy „starym”, orientowanym ołtarzu niż utrzymywanie dwóch ołtarzy w prezbiterium.

„Participatio actuosa”, aktywne uczestnictwo wiernych w liturgii w tekstach samej konstytucji nie jest w najmniejszym stopniu związane ze sprawowaniem liturgii versus populum. Czynne uczestnictwo w liturgii umożliwiają celebracje według ksiąg obowiązujących przed liturgiczną reformą.

Co więcej, żaden szafarz Najświętszego Sakramentu nie może go odmówić wiernemu dlatego tylko, że ten chce przyjąć Chrystusa w postawie klęczącej. Dobitnie podkreśla to Instrukcja Redemptionis Sacramentum ogłoszona przez Kongregację ds. Kultu Bożego w roku 2004.

Jak pokazuje przykład parafii św. Maksymiliana Kolbe w Mississauga, nadużycia stały się nowym „prawem” wynikającym z fałszywego zupełnie obrazu ostatniego soboru i jego dokumentów. Obraz liturgii pozbawionej autentyczności uwiarygadniany jest autorytetem biskupów Rzymu i ojców soborowych, sprzeciw wobec liturgicznych manipulacji staje się lekceważeniem „zasad soboru” i wywieraniem „niepotrzebnego jakiegoś ciśnienia”. Trudno o bardziej dobitną ilustrację kryzysu - w tym także kapłaństwa - w Kościele okresu posoborowego.


mat

wtorek, 12 listopada 2013

“Cud Benedykta XVI” – Benedykt XVI modli się, kładąc rękę na ramieniu Petara chorego na chłonniaka non-Hodgkin (IV stadium)… uzdrowiony Petar szykuje się do kapłaństwa

dnia: 24/09/2013
Znalezione za natchnieniem Anioła Stróża ze strony  kliknij :)

Jest piękny poranek maja, kiedy Peter Srsich znajduje się ze swoją matką Laura pośród tłumu zalegającego Plac Św. Piotra, aby uczestniczyć w Angelus z Papieżem Benedyktem XVI. Peter jest osiemnastolatkiem, u którego rok wcześniej zdiagnozowano bardzo trudnego do zwalczenia raka, mianowicie chłonniaka non-Hodgkin w czwartym stadium, a teraz jest pod opieką szpitala Children Hospital w Colorado.
Po wielu cyklach chemioterapii chłopak załamał się psychicznie, dlatego przyszła mu z pomocą międzynarodowa Fundacja “Zrealizuj marzenie”, która zaoferowała mu możliwość zrealizowania pragnienia, którego w żadnym wypadku nie mógłby spełnić.
Rodzina Srsich jest katolicka i Petar wyraża szybko pragnienie udania się do Rzymu, aby spotkać Papieża. Wyraził to i oto teraz w gorącym wiosennym słońcu czeka, aby opowiedzieć Benedyktowi XVI o swojej chorobie i młodzieńczych marzeniach.


Benedykt XVI modli się kładąc rękę na ramieniu Petera Srischa

Papież zatrzymuje się blisko niego, pyta go i słucha z pilną i pełną uczucia uwagą. Petar jest ogromnie zdumiony jego pokorą i uśmiechniętą słodyczą, kiedy poufale podarował mu zieloną branzoletkę z napisem „Módl się za Petar”, którą zrobili jego przyjaciele, aby darował każdemu, kto zechce się modlić za niego do Jezusa.
Benedykt XVI wobec takiej wiary i ufnej nadziei błogosławi go a potem, nieoczekiwanie, kładzie mu na ramieniu rękę, właśnie tam, gdzie kiedyś zagnieździł się rak w kształcie kulistym około dziecięciu centymetrów średnicy. Nadzwyczajne w tym jest to, że Petar nie powiedział mu, że z tego miejsca wszystko się zaczęło.
Petar, pełen radości z tego spotkania, nagle zaczął doznawać dobrego samopoczucia, które od tego dnia wzmaga się z dnia na dzień, aż do momentu, gdy lekarze z Children Hospital uznają go za zupełnie zdrowego.
Otóż ten uzdrowiony przez Benedykta XVI ma teraz dziewiętnaście lat,
 uczęszcza drugi rok do Regis University w Denver, w Colorado, i postanowił, że po otrzymaniu dyplomu rozpocznie drogę do kapłaństwa.


Tłumaczenie: Maria Wolan (autorka książki: “Pozornie niewinne i bezpieczne Rzecz o terapiach, medytacjach, wróżbach, zabawach z duchami” – kliknij

poniedziałek, 11 listopada 2013

Warto być mężczyzną!


„Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze” śpiewał kiedyś zespół Gang Marcela. Wtedy jeszcze mało kto pytał – kto to jest prawdziwy mężczyzna? Obecnie to pytanie, a właściwie odpowiedź na nie stało się kwestią rudymentarną wobec szalejącego kryzysu męskości i konsekwentnie prowadzonej akcji na rzecz płciowej urawniłowki. Pytanie to postawił sobie także Kajetan Rajski w swojej najnowszej książce „Prawdziwy mężczyzna… Czyli kto?”.


Dlaczego jest to tak istotne pytanie, nie trzeba przekonywać nikogo, kto choć przez chwilę z uwagą przyjrzy się promowanemu współcześnie wzorcowi męskości. Trudno w ogóle mówić o wzorcu, mamy do czynienia ze swego rodzaju „antywzorcem” stanowiącym zaprzeczenie tego wszystkiego, co w ciągu setek, a może i tysięcy lat konstytuowało bycie „prawdziwym mężczyzną”.

Tym bardziej pozycja autorstwa Kajetana Rajskiego może być cennym przyczynkiem do dyskusji nad tą istotną kwestią. Szczególną uwagę budzi konstrukcja książki. Autor przedstawia role, w których współczesny mężczyzna winien się odnaleźć. Można tu w sposób zupełnie uzasadniony posłużyć się socjologiczną definicją roli, widzącą w niej system stałych zachowań, zgodnych z systemem oczekiwań i wzorów społecznych. Pełnienie ich jest ważnym czynnikiem regulującym zachowanie jednostki i kształtującym jej postawy. Tyle socjologia. Transponując  tak rozumianą rolę mężczyzny na praktykę życia społecznego Rajski przedstawia paletę wyzwań, swoistych zadań do zrealizowania w trakcie ziemskiej pielgrzymki.

Perspektywa, którą przyjmuje autor, jest na wskroś chrześcijańska. Punktem wyjścia, jak i ostatecznym punktem odniesienia dla rozważań Rajskiego jest relacja mężczyzny z Bogiem. Jak słusznie zauważa autor, początkiem kryzysu dotykającego współczesny świat jest zerwanie więzi stworzenia ze Stwórcą. Nie jest to oczywiście myśl nowa, jednak warta wielokrotnego podkreślenia, bowiem nawet autorom zaznaczającym swój katolicyzm zdarza się ulegać uwodzącemu urokowi psychologii i zapominać o optyce chrześcijańskiej.

Sam Rajski o niej pamięta, czemu daje dowód częstym przywoływaniem dokumentów Magisterium i wykorzystywaniem, w celu ilustracji swoich tez, przykładami zaczerpniętymi z żywotów świętych tudzież ludzi, dla których „tak znaczyło tak, a nie - nie”.

Mężczyzna mocny w swej wierze czerpie z niej siłę i odwagę do stawanie w szranki z otaczającą go rzeczywistością. Dla Rajskiego właśnie „odwaga” stanowi jedną z cech stanowiących o jakości męskości. To nie lansowana w mediach czułostkowość i miękkość w obyciu, ale właśnie odwaga, podobna do tej, która charakteryzowała średniowieczne rycerstwo.

Na drugą część książki składają się przeprowadzone przez autora wywiady, których treść stanowi doskonałe uzupełnienie miejscami nieco teoretycznych wywodów autora. Wiadomo bowiem, że verba docent, exempla trahunt.  Rozmówcami Kajetan Rajskiego są m.in. historyk sztuki i poeta w jednej osobie Jacek Kowalski, dr Maciej Korkuć z IPN oraz dr Marek Czachorowski – etyk i filozof. Interlokutorzy autora opowiadają o mogących stanowić wzorce dla współczesnych mężczyzn postaciach, dzielą się także swoimi doświadczeniami.

Czas na przysłowiową łyżkę dziegciu. Pewnie nie raz autor wysłuchiwał ataków na swoją osobę, motywowanych jego młodym wiekiem. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka maturzysta piszący o „byciu prawdziwym mężczyzną” może wzbudzić pewną wątpliwość, zwłaszcza, że zdarza się mu pisać w sposób poradnikowy, językiem nieco mentorskim. Jednakże podpieranie się celnie dobranymi przykładami wielkich mężczyzn łagodzi to wrażenie.

Można też zgłosić wątpliwości co do fragmentu zatytułowanego „Mężczyzna-heteroseksualistą”, który moim zdaniem ma zbyt negatywną wymowę (skoncentrowaną na przeciwstawianiu się homopropagandzie) i w ten sposób nieco odbiega od pozostałych.

Byłoby interesujące, gdyby autor zechciał podzielić się swoimi osobistymi doświadczeniami w kwestii zachowania i kształtowania „prawdziwej męskości” w świecie mu najbliższym, tzn. szkoły czy grup rówieśniczych. Może jest to pomysł na następną publikację?

Na koniec trzeba postawić pytanie czy warto sięgnąć po książkę „Prawdziwy mężczyzna… Czyli kto?”. Odpowiedź jest zdecydowanie twierdząca, także dlatego, by przypomnieć sobie uniwersalne prawdy, które są spychane na margines. W dobie genderowej ofensywy, będącej w zamierzeniu jej promotorów próbą ostatecznej dekonstrukcji ludzkiej płciowości – prowadzącej do anihilacji człowieczeństwa jako takiego – ta pozycja jest cennym wzmocnieniem mechanizmu odpornościowego, poddawanego próbom niemal każdego dnia.

Łukasz Karpiel

Zapraszamy na Fanpage książki na Facebooku: https://www.facebook.com/PrawdziwyMezczyznaCzyliKto 



Kajetan Rajski, „Prawdziwy mężczyzna… Czyli kto?”. Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2013. Książka pod patronatem portalu PCh24.pl oraz dwumiesięcznika "Polonia Christiana".