piątek, 4 października 2013

Odrodzenie kreacjonizmu w Europie w 150 lat od pojawienia się teorii ewolucji


Przypadająca w tym roku 150 rocznica ukazania się dzieła “O pochodzeniu gatunków” oraz 200. rocznica urodzin Karola Darwina skłoniła wielu obrońców teorii ewolucji do organizowania na całym świecie imprez upamiętniających te wydarzenia. Czują oni jednak, że coraz trudniej jest bronić nienaruszalności dogmatu neodarwinowskiego, utrzymującego, że każda istota żywa, w tym również człowiek powstały w wyniku przypadkowych, nieplanowanych i bezrozumnych procesów biologicznych. Neodarwiniści jako zagorzali przeciwnicy Boga uważają, że tzw. prawo naturalne nie jest niezmiennym systemem wartości lecz wyrazem walki o byt. W zmieniającej się rzeczywistości może ono być modyfikowane w taki sposób, by odpowiadało najsilniejszym jednostkom.

Nie tak dawno temu na łamach “Dziennika” biolog, ateista i wielki obrońca  ewolucjonizmu Richard Dawkins ubolewał, że “dziedzictwo Darwina jest dziś bardziej kwestionowane niż kiedykolwiek.” Skarżył się, że kreacjonizm zagraża szkołom publicznym. W USA nauczyciele chcąc mówić o teorii ewolucji spotykają się ze sprzeciwem, a nawet płaczem uczniów. Połowa Amerykanów bowiem nie uznaje prawdziwości teorii ewolucji.

Podobnie ma się rzecz w Wielkiej Brytanii, gdzie zdarza się, że studenci biologii propagują materiały utwierdzające w przekonaniu, że teoria ewolucji jest fałszywa.

Opublikowane w lutym tego roku sondaże opinii publicznej rzeczywiście wskazują na to, że tylko co czwarty Brytyjczyk uważa, iż t. ewolucji Darwina jest prawdziwa. Tyle samo mieszkańców Wysp uważa ewolucję za dość prawdopodobną. Aż 22 proc. tłumaczy powstanie świata i człowieka kreacjonizmem lub tzw. inteligentnym projektem (ID).

Pod koniec stycznia tego roku francuski lewicowy “Le Nouvel Observateur” pisał: “Któż mógł przewidzieć jeszcze dziesięć lat temu, że w 200 lat po narodzinach Darwina i w 150 lat po ukazaniu się jego dzieła “O powstawaniu gatunków”, które zburzyło na zawsze dotychczasowe dogmaty o genezie życia i miejscu człowieka we Wszechświecie, wojna rozgorzeje nagle ze zdwojona siłą?”  I dalej: “Wielki paleontolog Stephen Jay Gould, który w 1999 roku w książeczce “I Bóg powiedział: niech nastanie Darwin!” szydził z raczkującego wówczas kreacjonizmu, przepowiadając niosącym te hasła na sztandarze religijno-politycznym ruchom sczeźnięcie na marginesie wszystkich oświeconych społeczeństw, przewracać się musi w grobie. Nie mógł podejrzewać jak szybko, za byle podmuchem lęku i demagogii, zgasnąć może świeca i jak żwawo, gdy gaśnie światło, rodzą się potwory.”

Autor artykułu Stefen Rieger zauważył, że Gould, który zmarł w 2002 r. nie dostrzegł dynamiki ruchów neoprotestanckich, które poniosły w świat swe ewangeliczne przesłanie “proliferując niemalże skuteczniej od islamu”. Nie mógł on nawet przypuszczać, że ta “amerykańska specyfika rozleje się niemal jak atrament po bibule po całym globie”. Pisze on: “Nawet Francja, bastion świeckości, drży w posadach. Kiedy przed paroma laty znany paleontolog Pascal Picq wystąpił z serią wykładów na temat teorii ewolucji, w wielu liceach natrafił na opór, w szczególności ze strony okutych chustami panienek, odrzucających a priori ideę pochodzenia od małpy”.

Zdaniem gazety “Le Nouvel Observateur” jak również dziennika “Le Monde” do upowszechnienia się kreacjonizmu w Europie przyczyniła się Turcja. W 2007 r. niejaki Harun Yahya (a tak naprawdę Adman Oktar) opublikował  imponujących rozmiarów “Atlas stworzenia“, w którym dowodził na przykładzie kolorowych fotografii skamielin, iż żaden z gatunków nie podległ ewolucji i wszystko istnieje od wiek wieków w stanie jakim Bóg je stworzył. Autor Atlasu założył Fundację na rzecz Badań Naukowych, która całkiem prężnie działa i ma wsparcie ze strony rządu.

W podobnym tonie wypowiedziały się gazety “Südeutche Zeitung” i “Spiegel,” które choć piszą, że kreacjonizm jest szczególnie rozpowszechniony wśród Amerykanów, to przyznają także, że i w Europie rośnie liczba sceptyków wobec “naukowych teorii dot. powstania gatunków, które Darwin opublikował 150 lat temu, a które “zostały nieraz udowodnione i rozbudowane.”

Gazeta “Südeutche Zeitung” potwierdziła, że naukowcy obawiają się, iż w najbliższym czasie kreacjonizm zyska większe znaczenie w Europie. Powołując się na pismo“Science” gazeta podała, że jedynie w Islandii, Danii, Szwecji i Francji 80 proc. społeczeństwa akceptuje teorię ewolucji. Niemcy z 70 proc. poparciem plasują się w średniej czołówce europejskiej przed wieloma krajami Europy Wschodniej. W Austrii jedynie 55 proc. społeczeństwa uważa, że teoria ewolucji jest prawdziwa lub raczej prawdziwa.

Spór o teorię ewolucji wprowadza sporo zamieszania. Biolodzy ewolucyjni – jak potwierdziły badania ankietowe w 95 proc. będący ateistami – badając zależności istniejące pomiędzy poszczególnymi organizmami i opierając się na podstawowych założeniach teorii ewolucji Karola Darwina doszli do wniosku, że organizm jednokomórkowy, jak i tak bardzo złożony jak człowiek powstały w wyniku przypadkowych, niekierowanych procesów biologicznych (dobór naturalny i mutacja). Organizmy rywalizują ze sobą. Przeżywają tylko te najsilniejsze przekazując dobre cechy nowym pokoleniom przez co powstają nowe gatunki a wymierają stare. Jest to tzw. neodarwinizm, czyli współczesna odmiana teorii ewolucji. Zwolennicy tej teorii, a może bardziej odpowiednie byłoby użycie słowa hipotezy, wykorzystują ją jako udokumentowany, niepodważalny i niekwestionowany fakt, który wyjaśnia nam z punktu widzenia naukowego jak powstało życie, do promowania ateizmu.

Nie uznają opinii rosnącej liczby biologów, chemików, fizyków, astronomów, paleontologów itp. (oficjalnie jest ich 700) dystansujących się od t. ewolucji, a twierdzących, że t. ewolucji jest błędną koncepcją nie pozwalającą wyjaśnić wielu kwestii związanych z powstawaniem życia. To właśnie ci naukowcy ukuli termin nowej teorii tzw. inteligentnego projektu (ID), która lepiej tłumaczy genezę życia.

Koncentrując się na badaniu pojedynczych systemów biologicznych np. oka, ucha itp. starają się odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu mogą one ewoluować przy udziale i bez udziału inteligencji. Ograniczona zdolność do ewoluowania w wyniku działania czynników naturalnych stanowi dowód na ID.

Twórcy teorii inteligentnego projektu są z pogardą traktowani przez ewolucjonistów uważających, że jest to “nowa forma kreacjonizmu, która kryje się pod płaszczykiem naukowości”. Zarzucają im także, że są sponsorowani przez bogatych kreacjonistów.

Faktem jest, że zarówno jedna jak i druga strona sięga po wszelkie dostępne środki marketingowe, by zyskać przychylność zwykłych zjadaczy chleba.

Trudno jednak odmówić sensowności dowodom przedstawianym przez twórców ID na to, że żaden złożony system biologiczny nie mógł powstać w wyniku przypadkowego doboru naturalnego.

Nawet komórka – podstawowa forma życia – jest bardzo skomplikowanym systemem, złożonym z ogromnej ilości molekularnych maszyn transportujących składniki pokarmowe i tlen. Te tzw. biologiczne maszyny są nieredukowalnie złożone, tzn. działają tylko wtedy kiedy sprawne są wszystkie części. Zatem nie mogły one powstawać w jakimś czasie na zasadzie przekazywania tylko pewnych cech, a odrzucania innych. Podobny argument dotyczy kodu DNA, który każdy organizm musiał posiadać od początku.

Wbrew temu co twierdzą ewolucjoniści wielu biologów mówi, że wciąż pozostaje sporo kwestii nierozwiązanych.

Pod koniec lat 70. grupa naukowców, którym przewodził Sccot Gilbert, starając się rozwinąć nową teorię opisującą mechanizmy ewolucji doszła do wniosku, że neodarwinizm nie jest w stanie adekwatnie wyjaśnić makroewolucji. Napisali oni: “Od początku lat 70. ubiegłego wieku wielu biologów zaczęło kwestionować jego [neodarwinizmu] adekwatność w wyjaśnianiu ewolucji. Genetyka może być adekwatna do wyjaśniania mikroewolucji, ale mikroewolucyjne zmiany w częstości genów nie wydają się być w stanie zamienić gada w ssaka lub rybę w płaza. Mikroewolucja bada adaptacje, które dotyczą przetrwania najlepiej przystosowanego, a niepowstania najlepiej przystosowanego. Jak zauważył Goodwin: “Powstawanie gatunków – problem Darwina - pozostaje nierozwiązany.”

Tak samo stwierdzili w 2003 r. Gerd Müller i Stuart Newman. Co więcej powiedzieli oni, że nie jest prawdopodobny scenariusz neodarwinistyczny, zakładający, że źródłem nowych biologicznych struktur pojawiających się w historii życia może być zmienność w genach. Podkreślili, że neodarwinizmowi brakuje “teorii generującej” takie nowe struktury.

Ewolucyjny genetyk Wallace Arthur  ośmielił się stwierdzić, że “obecna ewolucyjna teoria, bazująca na doborze naturalnym i adaptacjach w obecnych liniach rodowych jest co najmniej niekompletna”, skutkiem czego pojawia się “uczucie niezadowolenia [ dissatisfaction ], jakie wielu rozwojowych biologów odczuwa w związku z neodarwinizmem”.

Z kolei znany paleontolog James Valentine w swojej wydanej w 2004 r. książce oceniając wartość różnych teorii usiłujących wyjaśnić fenomen nagłego (w skali geologicznej) pojawienia się w kambrze nowych planów budowy ciała stwierdził, że żadna obecna hipoteza nie dostarcza satysfakcjonującego wyjaśnienia powstania kambryjskich typów i problem powstawania w historii życia nowych planów budowy ciała wciąż pozostaje nierozwiązany, lub używając jego słów “leżące u [jego] podstaw przyczyny pozostają nieokreślone”.

Nawet zatwardziałemu ewolucjoniście Kevinowi Padianowi, zanim został kierownikiem National Center for Science Education – sztandarowej amerykańskiej organizacji broniącej nauczania teorii ewolucji w publicznym szkolnictwie – wyrwała się uwaga, iż problem powstawania nowych struktur pozostaje nierozwiązany. “Jak zaczynają się większe ewolucyjne zmiany?” – pytał on w 1989 r. “Chciałbym zobaczyć nową ewolucyjną syntezę przybliżającą odpowiedź na pytanie, jak morfogeneza (procesy rozwojowe organizmu) tworzy nowe cechy i jak robi to tak dobrze, tak często i tak szybko”.

Kwestia genezy życia wcale nie jest rozstrzygnięta. Dlatego też upieranie się przy prawdziwości neodarwinowskiego mechanizmu ewolucji (wydoskonalonej t. ewolucji Darwina) i nie pozwalanie na jego kwestionowanie jest co najmniej dziwne, by nie powiedzieć głupie.

Równie ciekawe jest stanowisko Kościoła katolickiego w tej sprawie. O tyle ciekawe, że – z jednej strony pojawia się problem stosunku wiary do nauki – z drugiej zaś kwestie fundamentalne: czy jesteśmy dziełem przypadku, bezsensownym produktem ewolucji, czy tez chcianymi i zaplanowanymi przez Boga istotami?

Kościół uważnie obserwuje dyskusję na ten temat. Nie potępił dzieła Darwina, ale też nie powiedział, ze teoria ewolucji jest bezsprzecznie udowodniona i nie kłóci się z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Cytowany wielokrotnie przez ewolucjonistów papież Pius XII miał rzekomo poprzeć t. ewolucji. Dlatego przeczytajmy uważnie wybrane fragmenty encykliki Humani Generis.

Pius XII pisze tak:

“Ktokolwiek przypatrzy się uważnie ludziom żyjącym poza owczarnią Chrystusową, łatwo zda sobie sprawę z głównych rozdroży myśli, na które weszło niemało uczonych. Są mianowicie najpierw tacy, którzy system tzw. ewolucji, nawet w dziedzinie nauk przyrodniczych dotąd niezbicie nie udowodniony, nieroztropnie i bez zastrzeżeń stosują do wytłumaczenia początku wszechrzeczy, przyjmując śmiało monistyczne i panteistyczne wymysły o świecie całym, nieustannej ewolucji podległym. Tą właśnie hipotezą posługują się chętnie zwolennicy komunizmu, aby skuteczniej rozszerzać i naprzód wysuwać swój dialektyczny materializm, który wszelką ideę Boga z umysłów całkowicie wyplenia.”

I dalej papież przestrzegł przed upowszechnianiem się błędnych nauk, które najpierw głoszone skrycie i z pewnymi zastrzeżeniami przez jednych z czasem będą przedstawiane przez śmielszych “jawnie i bez umiaru, na szkodę duchową wielu, osobliwie młodszego duchowieństwa i nie bez uszczerbku kościelnej powagi.”

W innym fragmencie encykliki dot. t. ewolucji papież pisze:

“Z różnych stron dają się słyszeć natarczywe żądania, by religia katolicka brała te nauki w poważną rachubę. Żądanie to jest oczywiście godne pochwały, gdy chodzi jedynie o fakty rzeczywiście udowodnione. Gdzie jednak w grę wchodzą hipotezy, choćby były w pewnej mierze naukowo uzasadnione, jeśli jednak dotykają one nauki w Piśmie świętym albo w tradycji zawartej, wskazana jest wielka ostrożność. A gdyby takie przypuszczenia czy domniemania istotnie sprzeciwiały się, wprost czy ubocznie, nauce przez Boga objawionej, byłyby absolutnie nie do przyjęcia.”

Pius XII nie zakazał – co jest zrozumiałe – dyskusji na temat teorii ewolucjonizmu, podkreślając jednak, że powinna ona być “przedmiotem dociekań i dyskusji uczonych obydwu obozów, zgodnie z obecnym stanem nauk ludzkich i świętej teologicznej wiedzy. Te dyskusje jednak powinny być tak prowadzone, żeby racje obydwu stron, tak zwolenników jak przeciwników ewolucjonizmu roztrząsane były i oceniane poważnie, z miarą i umiarkowanie, a nadto, żeby obie strony gotowe były poddać się sądowi Kościoła, któremu Chrystus zlecił obowiązek, zarówno autentycznego wykładania Pisma, jak strzeżenia dogmatów wiary.”

Ojciec święty ubolewał że “są jednak tacy, co niestety tej swobody dyskusji nierozważnie i zbyt śmiało nadużywają, przemawiając takim tonem, jakby dotychczasowe odkrycia i oparte na nich rozumowania dawały już zupełną pewność, że ciało ludzkie w swym pierwszym początku wyszło z istniejącej uprzednio i żywej materii, i jakby źródła Bożego objawienia niczego nie zawierały, co w tej zwłaszcza kwestii jak największej domaga się ostrożności i umiarkowania.”

Wyraźnie widać, że Pius XII nie uznał jako takiej teorii ewolucji za zgodną z nauczaniem Kościoła. Podkreślił, że teoria ewolucji nie jest niezbicie udowodniona i wymaga takiego niezbitego udowodnienia, by mogła być uznana przez Kościół za prawdziwą. Przestrzegł też wszystkich tych w łonie Kościoła, którzy ulegają nowinkom przed głoszeniem najpierw skrycie, a później otwarcie błędnych doktryn. Zalecał daleko idącą ostrożność.

W tym duchu również wypowiada się obecny papież Benedykt XVI i jego najbliżsi współpracownicy, jak austriacki kard. Schönborn, który  w 2005 r. publikując artykuł w The New York Times’ie, a następnie w The First Things rozpętał burzę medialną.

Benedyktowi XVI ta kwestia jest szczególnie bliska. Uważnie obserwuje dyskusje dot. wszelkich wątpliwości związanych z ewolucją i powstawaniem świata oraz człowieka. Nie popiera dosłownej interpretacji Biblii, “która nie jest podręcznikiem nauk przyrodniczych, ani nie chce nim być. Pismo święte nie opowiada nam, w jaki sposób powstawały rośliny, jak ukształtowały się słońce i księżyc i gwiazdy, lecz ostatecznie chce nam powiedzieć tylko jedno: Bóg stworzył świat.”

W kazaniach na temat stworzenia, które wygłosił w Monachium w 1981 r., a które 4 lata później ukazały się drukiem wówczas jeszcze kard. Joseph Ratzinger powiedział: “wiara w stworzenie również dzisiaj nie jest nierealna lecz rozumna. Również w świetle wyników nauki jest “lepszą hipotezą,” wyjaśniającą więcej i lepiej niż wszystkie inne teorie.”

Zdaniem kardynała to właśnie najnowsze odkrycia pokazują, że nie jesteśmy dziełem przypadku. Mówi on: “odkrycia naukowe pokazały, że świat niejako niesie w sobie swój zegar – zegar, który pozwala nam na rozpoznanie początku i końca, drogi od źródła do zakończenia.” I dalej: “Im bardziej poznajemy świat, tym lepiej widzimy rozum, którego drogi możemy tylko śledzić z podziwem. Poprzez nie w całkiem nowy sposób widzimy tego Ducha Stworzyciela, Któremu zawdzięczamy również nasz rozum. Albert Einstein powiedział kiedyś, że w prawach przyrody “objawia się tak potężny rozum, że wobec niego wszelki sens ludzkiego myślenia i porządkowania wydaje się niczym. Poznajemy, że w olbrzymich przestrzeniach, w świecie gwiazd objawia się rozum, który utrzymuje kosmos w jedności. Coraz lepiej widzimy też to, co najmniejsze, komórkę, pierwotne struktury życia; również tutaj odkrywany rozumność, która budzi w nas podziw, tak, że za św. Bonawenturą musimy powiedzieć: Kto tego nie słyszy jest głuchy. Kto nie zaczyna tu wychwalać stworzyciela jest niemy.”

W dniu inauguracji pontyfikatu papież powiedział:

“Nie jesteśmy przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji. Każdy z nas jest owocem zamysłu Bożego. Każdy z nas jest chciany, każdy miłowany, każdy niezbędny”.

Na początku września 2006 r. w prywatnej rezydencji Castel Gandolfo papież spotkał się na mini konferencji z grupą swoich byłych studentów, by przedyskutować kwestie sporu kreacjonizmu z ewolucjonizmem. Podczas spotkania Benedykt XVI stwierdził, że: “teorii ewolucji nie można całkowicie udowodnić, ponieważ mutacji zachodzących przez setki tysięcy lat nie można powtórzyć w warunkach laboratoryjnych.”

Tydzień wcześniej zwolnił ojca George’a Coyne’a ze stanowiska dyrektora Obserwatorium Watykańskiego, który pełnił swoją funkcję przez 28 lat. Choć nie podano powodów zwolnienia uważa się, że ma to związek z jego kontrowersyjnymi wypowiedziami na temat Boga jak np. to, że “Bóg nie jest projektantem, a życie jest owocem miliardów prób.”

Z kolei w przedmowie do wydanej w 2007 r. książce Kreacja i Ewolucja Benedykt XVI napisał, że “teoria ewolucji autorstwa Karola Darwina nigdy nie została ostatecznie dowiedziona, a naukowcy błędnie i kurczowo się jej trzymają, wyciągając zbyt pochopne wnioski, przenoszone potem na płaszczyznę relacji wiara – wiedza.”

Benedykt XVI jest  przeciwny neodarwinowskiemu ujmowaniu rzeczywistości. Jest także zaniepokojony ogromną akceptacją pozytywizmu naukowego (spychającego wiarę do sfery emocjonalnej i pozbawiającej ją rozumności). Także zdaje sobie sprawę, że pośród duchownych jest grupa wspierająca neodarwinowską t. ewolucji.

Kiedy w 2005 r. bliski współpracownik i uczeń Benedykta XVI kard. Schönborn  napisał; na łamach “The New York Times’a“, że “ewolucja w znaczeniu wspólnego pochodzenia może być prawdą, jednak ewolucja w sensie neodarwinowskim, jako ślepy, niezaplanowany proces przypadkowego różnicowania i selekcji naturalnej z pewnością nią nie jest”, rozpętała się burza. Zaprotestowali naukowcy i niektórzy przedstawiciele Kościoła.

Włoski biblista ks. prof. Bernardo Boschi stwierdził natychmiast, że stworzenie i ewolucję gatunków można bez problemów pogodzić, a “ewolucja stanowić może część aktu stworzenia, a do nauki należy odkrywanie przebiegu tego procesu”.

Z kolei członek Papieskiej Akademii Nauk ks. prof. Michał Heller przywołał fragment przesłania Jana Pawła II z 1996 roku, w którym Papież mówił, iż “ewolucja jest czymś więcej niż tylko hipotezą.”

W maju ub. roku w wywiadzie dla Dziennika prof. Michał Heller stwierdził: “Z punktu widzenia współczesnej nauki nie da się podważyć teorii ewolucji. Nie chodzi tu tylko o ewolucję w biologii, bo ta jest tylko nitką wielkiego procesu kosmicznej ewolucji – tłumaczy profesor. - Święty Augustyn sformułował na przełomie IV i V wieku zasadę interpretacyjną Pisma Świętego, która mówi, że jeśli pojawia się sprzeczność między interpretacją Biblii, a dobrze ustaloną wiedzą, dziś powiedzielibyśmy nauką, to należy zmienić interpretację Pisma Świętego, by nie narażać chrześcijan na wyśmiewanie przez pogan – dodał ks. Heller.

Laureat Templetona skomentował też spór dotykający światów religii i nauki, czyli protesty studentów i naukowców przeciwko wizycie papieża na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza. “To było nieporozumienie na poziomie metodologii i filozofii nauki. Do niedawna niemalże obowiązującą interpretacją nauki było spojrzenie pozytywistyczne. Jego główną tezą było twierdzenie, że każda wartościowa ludzka wiedza musi być oparta na doświadczeniu rozumianym jako eksperyment (.). Obecnie obserwujemy odwrotne zjawisko – życzliwość naukowców w stosunku do metafizyki poszła za daleko i pojawiają się jakieś dewiacje w postaci powrotu do irracjonalizmu.”- stwierdził ks. Heller.

Dodajmy na marginesie, że kiedy arcybiskup Wiednia kard. Schönborn  na łamach The First Things wyjaśniał bardziej szczegółowo cel swoich wypowiedzi na temat ewolucjonizmu, napisał, że zrobił to przede wszystkim z myślą o przebudzeniu wielu naukowców ze snu pozytywistycznego, który sprawia, że nauka przestaje być nauką a staje się ideologią.

Prof. Heller wraz z arcybiskupem Życińskim podjęli się obrony t. ewolucji w Polsce. W ich wspólnej książce pt. “Dylematy ewolucji” można przeczytać m.in.: “Życie na naszej planecie zaistniało na mocy działania praw fizyki bez żadnej nadzwyczajnej ingerencji, a współudział elementów przypadkowych i koniecznych w tym procesie nie był bardziej nadzwyczajny niż na to zezwalają “zwyczajne” prawa fizyki.”

Gdzie więc miejsce na Boga? Odpowiedź znajdziemy w wywiadzie udzielonym przez prof. Hellera w lipcu 2005 r.“Tygodnikowi Powszechnemu.” Odpowiadając na pytanie Marka Zająca dot. tego jak zdefiniować wydarzenia przypadkowe ks. Heller powiedział: “To dość złożony problem, także filozoficzny. Dla celów naszej dyskusji wystarczy, jeśli za przypadkowe uznamy takie zdarzenia, do których opisu potrzebny jest rachunek prawdopodobieństwa. Nie tylko narodziny życia, ale również wiele szczegółów budowy naszego organizmu (np. kształt nosa) są wynikiem współdziałania praw przyrody i przypadku. Gdyby badacz twierdził coś innego, wykroczyłby poza granice naukowej metody. Jeżeli jednak na ten sam proces patrzy teolog, ze swojego punktu widzenia ma prawo powiedzieć, że to Bóg – stwarzając świat – określił strategię wkomponowywania przypadków w działanie praw przyrody. Oczywiście Stwórca mógł wykorzystać ewolucję do urzeczywistniania swoich celów. Teolog ma prawo powiedzieć, że Bóg działa w kosmicznym procesie ewolucji. Co dla nauk przyrodniczych jest ślepym przypadkiem, dla teologii może być celowym działaniem Boga.

(…) Bardzo lubię tradycyjną doktrynę (sięgającą św. Augustyna), która głosi, że Bóg istnieje w wieczności, tzn. w wiecznym teraz, poza czasem. Jeżeli tak, to w Jego oczach ewolucja nie układa się w łańcuch kolejnych zdarzeń, błądzących po nieokreślonej przestrzeni, lecz stanowi całość daną w jednym oglądzie, jeden obraz. To nie zmienia jednak faktu, że utrzymywanie, iż katolikowi nie wolno akceptować teorii ewolucji, bo ta tłumaczy powstawanie człowieka przypadkiem, jest nieuzasadnione. To są dwie różne perspektywy – perspektywy nauki i wiary.”

Ostatnio w marcu w celu upamiętnienia rocznicy narodzin Darwina i ukazania się jego dzieła w Rzymie na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim we współpracy z amerykańskim, cieszącym się ostatnio niechlubną sławą Uniwersytetem Notre Dame z Illinois odbyła się konferencja pt. “Ewolucja biologiczna: fakty i teorie” na którą zaproszeni zostali wyłącznie zwolennicy t. ewolucji. Konferencja sponsorowana była przez Fundację Templeton ostro zwalczającą ruch ID. Patronat nad konferencją objęła Papieska Rada Kultury.

Szef Rady arcybiskup Gianfranco Ravasi uważa, ze teoria ewolucji nie jest kwestionowana w Kościele i że idee ewolucji można wywodzić od św. Augustyna  oraz św. Tomasza. Dla organizatorów ID to zjawisko kulturowe a nie naukowe, czy teologiczne, o którym warto by rozmawiać.

Komentując to zdarzenie szef Discovery Institute powiedział, że była to “parada ateistów, agnostyków, teistycznych ewolucjonistów”, których łączy wspólny sąd, że ID nie jest nauką, ani teologią, w ogóle niczym, tylko “zwyczajnym reakcyjnym zjawiskiem socjologicznym.” Dyrektor konferencji ojciec Marc Lecler, profesor filozofii naturalnej na Papieskiej Akademii Gregoriańskiej w wypowiedzi dla agencji AP stwierdził, że ID nie jest teorią naukową, ani filozoficzną i dlatego trudno jest się porozumieć z jej przedstawicielami. Zaznaczył, że “dialog jest niemal niemożliwy.”

W literaturze przedmiotu dot. teorii ewolucji pojawiają się pojęcia tzw. mikroewolucji i makroewolucji. Pierwsza zakłada zmiany wewnątrzgatunkowe i raczej nie budzi zastrzeżeń naukowców. Jest ona często określana mianem szczególnej t. ewolucji. Istnieje także makroewolucja, która zakłada zmiany wychodzące poza gatunek. Jest to tzw. ogólna teoria ewolucji, która stanowi problem dla jednej, jak i drugiej strony sporu. Problem Darwina, czyli jak powstawały gatunki – jak zaznaczył ewolucjonista  Brian Goodwin – wciąż pozostaje nie rozwiązany.

Agnieszka Stelmach
http://www.krucjata.org.pl

czwartek, 3 października 2013

Czescy komuniści przeciw Kościołowi


Data publikacji: 2013-08-28 19:00
Data aktualizacji: 2013-08-28 17:17:00

Na bezpodstawność wysuwanego przez Komunistyczną Partię Czech i Moraw postulatu przeprowadzenia referendum w sprawie przebiegającego już procesu uregulowania kwestii majątkowych między Kościołami a państwem wskazuje na łamach najnowszego wydania praskiego "Katolickeho týdeníka" Jiří Prinz. W minionym tygodniu mówił o tym szef partii komunistycznej, Vojtěch Filip.

Według szefa komunistów decyzja o rozpisaniu referendum w sprawie uregulowania kwestii majątkowych będzie jednym z głównych żądań, które jego ugrupowanie wniesie pod adresem swych przyszłych partnerów po planowanych na 25 i 26 października przyspieszonych wyborach parlamentarnych.

Tymczasem katolicki publicysta wskazuje, że pomysły te sprzeczne są z elementarnymi zasadami praworządności. Cytuje stanowisko sekretarza generalnego Czeskiej Konferencji Biskupiej, ks. prał. Tomáša Holuba, który wskazuje, że słowa szefa komunistów są propozycjami fałszywymi, populistycznymi, które mają jedynie przysporzyć tej partii głosów w kampanii wyborczej. Dodaje, że przeprowadzenie referendum jest sprzeczne z elementarną zasadą, iż prawo nie działa wstecz, zaś nigdzie na świecie kwestie majątkowe nie są rozstrzygane w referendum.

Jeśli nasza ojczyzna będzie nadal państwem prawa, a nie nową dyktaturą komunistyczną, to plan położenia kresu naprawieniu szkód wyrządzonych Kościołom jest prawnie nierealny. Wierzę też, iż ludzie dzisiaj rozumieją, że komunizmu nie da się pogodzić ze światopoglądem człowieka, który wierzy w Boga, i że u nas do jakiegokolwiek powrotu dyktatury nie dojdzie – powiedział "Katolickemu týdeníkowi" ks. prał. Holub.

Źródło: KAI

pam

środa, 2 października 2013

Tawadros II wzywa do obiektywnej oceny wydarzeń w Egipcie

Data publikacji: 2013-08-20 07:00

Data aktualizacji: 2013-08-20 09:42:00

„Śledzimy rozwój nieszczęśliwych wydarzeń, jakich doświadcza Kościół Koptyjski na ziemi naszego kraju, Egiptu, i kontynuujemy poparcie dla policji egipskiej, sił wojskowych i innych organizacji narodu egipskiego, mających na celu walkę przeciw uzbrojonym agresywnym grupom, terroryzmowi u nas i za granicą, przeciw atakom na mniejszości etniczne i kościoły, terroryzowaniu obywateli Koptyjskich i muzułmanów, atakom na religię, moralność i człowieczeństwo” – napisał koptyjski duchowny w specjalnym komunikacie.




„Doceniając szczerą, przyjacielską postawę krajów Zachodnich, ubolewamy nad panującym u nich silnym sofizmem medialnym i zachęcamy je do obiektywnej oceny wydarzeń, bez prób tworzenia międzynarodowej lub politycznej ochrony dla tych krwawych, terrorystycznych grup i dla wszystkich tych, którzy do nich należą, bo nie przestają oni dewastować i niszczyć nasz kraj. Wzywamy wszystkie media i zangażowane międzynarodowe strony o przekazywanie prawdziwego obrazu tego co się dzieje, w pełnej przejrzystości, prawdzie i uczciwości” – stwierdził Tawadros II.

„Ubolewamy nad wszystkim zmarłymi, którzy ponieśli męczeńską śmierć i życzymy wyzdrowienia każdemu rannemu. Opowiadamy się całkowicie za solidną jednością narodową i odrzucamy formalnie każdą próbę wciągnięcia kraju w sekciarską awanturę. Ponadto uważamy, że każda obca ingerencja w wewnętrzne sprawy Egiptu jest nie do zaakceptowania” - dodał.

„Twierdzimy, że kiedy zło nadchodzi, pali, zabija i niszczy, to bliska ręka Boża chroni, wspiera i buduje. Wierzymy w pomoc Boską, dzięki której Egipt i jego naród przejdą przez te dni krytyczne naszej historii, ku lepszej przyszłości, naznaczonej sprawiedliwością, pokojem i demokracją, na które zasługują mieszkańcy delty Nilu. Niech żyje Egipt, wolny i dumny” – głosi komunikat opublikowany na blogu patriarchy Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego.


FLC
Źródło: http://www.pch24.pl/tawadros-ii-wzywa-do-obiektywnej-oceny-wydarzen-w-egipcie,17088,i.html

Kiedy ziołolecznictwo staje się magią – mierzalna fizycznie energia żadnej „wiedzy” nie posiada, czyli energie z wiedzą – to energie od złego ducha


Zioła należały i wciąż należą do nieodłącznej scenerii wszelkiego rodzaju czarownic. Tych udawanych, co jedynie naciągają ludzi na pieniądze, jak i niestety tych prawdziwych magów, współpracujących z szatanem.
Kultowe używanie ziół
Szanując tradycyjne zielarstwo, które jest po prostu mądrością poprzednich pokoleń, powinniśmy omijać i zwalczać magię która jest ciemnotą, grzechem i głupotą. Niestety, nasza kultura nie wyzbyła się pewnych przesądów, a niekiedy i prawdziwych rytuałów dotyczących ziół. O tym jakie makabryczne pomysły mogą przychodzić ludziom do głowy w związku z ziołami dobitnie mówi opowieść o opętaniu Emmy Schmidt, opisana w książce Davida St Clair, gdzie egzorcystą był kapucyn Theophilus Reisinger (1868 – 1941). Historia ta wydarzyła się naprawdę w USA w środowisku emigrantów z Niemiec, którzy mieli nawyki wzięte z europejskiej prowincji.

Mianowicie w obliczu domowego konfliktu, kochanka ojca pewnej młodej kobiety usiłowała już we wczesnej młodości zabić ją w sposób magiczny. Dla tego dawała jej zaczarowane zioła. Właśnie nie co innego jak zioła, stanowiły magiczny fetysz. Kobieta, podczas rytuału egzorcyzmu wypluwała te przeżute zioła, pomimo iż nie spożywała nic je przypominającego. Działo się to podczas dialogów jakie zakonnice towarzyszące rytuałowi, jak i egzorcysta prowadzili z demonem “My mamy Boga po naszej stronie” – wtrąciła Matka Przełożona. Mary odwróciła głowę w jej stronę, głos zasyczał. “Nie pieprz głupot. Wiem, kim jest ten WASZ Bóg i wiem, że robi o wiele mniej niż możesz się po NIM spodziewać. Poza tym, pytał cię ktoś o zdanie? – głos zaryczał ze złością. “Wyraziłam tylko moją opinię” – odparła zakonnica. “Nie interesują mnie  twoje opinie, to sprawa pomiędzy mną a tym starcem. Staruchy takie jak ty powinny być wywożone na pustynię.” – Mary otworzyła usta i wypluła w powietrze małą brązową kulkę, która wyglądała jak przeżuty tytoń”. Jest to oczywiście skrajny przypadek, niemniej pokazujący na czym polega użycie ziół w czarnej magii i ze nieraz potrzeba egzorcyzmu, aby pozbyć się skutku działania ziół użytych do czarnej magii.

Biała magia
Częstszą domeną stosowania ziół, niż czarna magia jest magia biała, czyli pozornie mająca pomóc człowiekowi. Zioła znajdują zastosowanie jako technika pomocnicza w wielu okultystycznych sztuk leczenia. Oczywiście nie mówimy tu o oficjalnych nurtach medycyny, lecz o szerokiej strefie medycyny naturalnej. W ramach niej możemy mówić oczywiście o wielu metodach i wielu środowiskach je stosujących. Na pewno wśród nich są metody po prostu odwołujące się do przyrody, te bezpiecznie można stosować. Z pewnością jednak wielokrotnie przez medycynę naturalną rozumie się tzw. znachorstwo oparte na folklorze, przesądach i niesprawdzonych podaniach. „Dobry” cel „Białej magii” nie usprawiedliwia naszych działań, dla tego też wypowiada się na ten temat Katechizm Kościoła Katolickiego „KKK 2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.” Zatem, jeżeli jakaś tradycyjna praktyka medyczna zawiera elementy magii, unikajmy jej.

Zioła w metodach spirytystycznych
Niejednokrotnie metafizyczne założenia pewnych rodzajów zielarstwa wynikają z wiary w spirytystyczną energię. Często do pracy z ziołami używa się okultystycznych akcesoriów jak wahadełko czy różdżka. Te akcesoria niekiedy mają być podstawowym wskaźnikiem które zioła są dla nas dobre, a które są złe. Tak jakby „wahadło samo miało wiedzieć” o tym co jest dla nas dobre. Pytanie podstawowe powinno brzmieć skąd, coś co porusza wahadło, ma mieć „wiedzę”. Czyżby jednak coś co porusza wahadło było inteligentnym duchem? Mierzalna fizycznie energia, np. ta w gniazdku elektrycznym żadnej „wiedzy” nie posiada. Nie można się z nią porozumiewać zadając pytania. Zatem albo ta „wiedza” faktycznie nie istnieje i różdżkarze są oszustami, albo, jak ostatnio coraz więcej osób się przekonuje, różdżkarstwo jest dziedziną spirytyzmu. Z tą jednak różnicą, że na zadane pytanie, nie porusza się stolik, czy talerzyk, jak na seansie spirytystycznym z XIX wieku, lecz porusza się wahadło.  Idea pozostaje jednak ta sama, zadajemy pytania niewidzialnym bytom, nawet nie zastanawiając się, co robimy, jaka jest natura tych bytów i jakie to poniesie ze sobą skutki.

Odmienne stany świadomości
Specyficzną dziedziną New Age, w której stosowane są zioła, są różne działania, które mają na celu uzyskanie „odmiennych stanów świadomości” Niektóre zioła posiadają psychodeliczne własności, które ułatwiają kontakt ze światem duchowym. Ułatwiają w sposób naturalistyczny, ponieważ powodują halucynacje, lub ułatwiają w sposób duchowy, ponieważ poświęcono je duchom, przez co zioła te stanowią narzędzie duchowego pomostu pomiędzy rzeczywistościami. Przyjęcie takich ziół wówczas można porównać do sakramentu. Mogą one zadziałać nie tylko psychologicznie, lecz także i duchowo. Wiele na ten temat pisał współczesny antropolog Carlos Castaneda, którego książki wychwalające narkotyki z Ameryki Południowej, zwłaszcza Peyotl, leżą u podstaw ideologii New Age.

Zielarz jako medium
Badacz okultyzmu Alfred Palla pisze, że słynny zielarz Edward Bach, nazywany metafizycznym zielarzem „wprowadzał się w trans za pośrednictwem medytacji, aby stawiać diagnozy i przepisywać leki zgodnie z instrukcjami swego duchowego przewodnika. Niektórzy hodowcy roślin, niczym dawni czarownicy, wzywają duchy, aby napełniły ich rośliny duchową mocą. Inni wierzą, że w roślinach rezyduje kosmiczna energia, którą można przekazać konsumentom. Aromaterapia – jeden z działów spirytystycznego zielarstwa – zakłada posługiwanie się energią, która rzekomo znajduje się w aromacie roślin; aby napełnić chorego ową psychotroniczną energią sok roślin miesza się z olejkiem i wciera w skórę, wlewa do kąpieli, wdycha lub spożywa.” (Alfred Palla “Poradnik walki duchowej” )

Szeptuchy
W Polsce, zwłaszcza  specyficzną strefę duchowo-medyczną stanową tzw. szeptuchy. Szeptun (szeptucha, wiedźma)– uzdrowiciel bądź też uzdrowicielka ludowa. Ich usługom ufają nie tylko osoby ze wsi, lecz niekiedy pod ich siedzibami można zaobserwować sznur naprawdę dobrych samochodów bogatych osób z miasta, które przyjeżdżają po „pomoc”. Czasem chodzi o uzdrowienie fizyczne, lecz nie zawsze, niekiedy wchodzi w grę podobno zamówienie związane z czarną magią, żeby zaszkodzić kochance męża lub złej sąsiadce. Niejednokrotnie właśnie w tym celu używa się ziół. Zamawiający „usługę” dostaje tajemniczy woreczek z proszkiem który ma rozsypać, wsypać komuś do jedzenia itd. Niestety mamy XXI wiek, a tego typu usługi kwitną.

Zielarstwo jest dobre
Warto z całą stanowczości podkreślić, że zielarstwo, to prawdziwe zielarstwo, jest dobre. Zioła są pożyteczne do wielu rzeczy. Zioła są lekarstwami, przyprawami, barwnikami. Pędy, kora, nasiona, kwiaty… .Towarzyszą ludzkości od zawsze. Ich rola była niegdyś większa, teraz także jest duża, choć niejednokrotnie nie zauważamy tego. Trudno nieraz dostrzec ich obecność, ponieważ obecne są w formie przetworzonej, np. jako składnik lekarstw i kosmetyków. Wielu zakonników zajmowało się i zajmuje ziołolecznictwem. Jest to bardzo dobra działalność, o ile jest profesjonalna i racjonalna. Niebezpieczeństwo zaczyna się wówczas, gdy mamy do czynienia z nieprofesjonalizmem i nieracjonalizmem.

Niebezpieczeństwo nieprofesjonalizm
Podstawowym niebezpieczeństwem nieprofesjonalnego zielarstwa jest bezmyślne stosowanie ziół. Panuje przekonanie, sprzeczne z faktami, że zioła nie mogą zaszkodzić. Tymczasem zioła zwierają różne, niejednokrotnie bardzo silnie działające na organizm substancje. Zauważmy, że wiele zestawów ziołowych nosi nazwy sugerujące jedynie ich przeznaczenie: „na reumatyzm”, „na serce”, „na wątrobę”, „na bóle żołądka”. Tymczasem, wystarczy chwilkę pomyśleć, że te organy mogą być w rozmaity sposób chore. Próba leczenia wszystkich schorzeń danego narządu jednym uniwersalnym środkiem może opóźnić diagnozę i właściwe leczenie. Ponadto niejednokrotnie mikstury sporządzane przez nieprofesjonalnych zielarzy zwykle nie posiadają ani daty produkcji, ani terminu ważności. Nie posiadają też informacji o działaniu ubocznym, ani dokładnego wyszczególnienia składników. Nic nie wiemy o higienie sposobu zbierania tych ziół i ich przechowywania. Istnieją też oszustwa. Nie mamy pewności czy są to czyste zioła, czy też dla większej ich skuteczności, bez powiadamiania nas o tym czymś je „wzmocniono” (np. czy do ziół które mają na celu działanie uspokajające, nie dodano chemicznego leku na uspokojenie) co niestety się zdarza.

Niebezpieczeństwo nieracjonalizmu
Działanie ziół jest dobre, jeżeli jest racjonalnie wytłumaczalne. O ziołach z reguły wiemy, jak działają, są to sprawy fizyki i chemii. Ludzie przez tysiące lat przekazywali sobie wiadomości na temat działania ziół, co odnajdywano metodą prób i błędów. Zauważano, że np. jedna roślina działa na cerę nawilżająco, druga wysuszająco. To jest racjonalnie wytłumaczalne działanie ziół.  Nie wykluczone również, że nie wiemy jeszcze wszystkiego. Zioła zawierają wiele substancji, może znaczenie wielu dopiero zostanie odkryte, dla tego dobrze jest prowadzić badania i eksperymenty na ziołach.  Jednak na tę podstawową, zrozumiałą siatkę przeznaczeń narzucany był, również przez tysiąclecia  inny system znaczeń. Już nie obejmowany rozumem system wiary. Tu już nie mamy do czynienia z doświadczeniem mierzalnym, ale wkraczamy w duchowość.

Przeżywamy obecnie fazę wprowadzania w życie prawa Unii Europejskiej normującej produkcję i sprzedaż preparatów ziołowych. Niektórzy nazywają to ograniczeniem wolności i hamowaniem tradycji, inni zaś się cieszą. Można stwierdzić, że chociaż nieraz możemy się nie zgadzać z ograniczeniami które obecnie nadają urzędnicy Unii Europejskiej, to tym razem kierunek ich działania ma wiele słuszności. Rzeczywiście istnieją obszary dystrybucji i stosowania ziół, które stanowią pewnego rodzaju „usługi” mogące pod wieloma względami zaszkodzić. Od zwykłego barku higieny, przez bezmyślność i ciemnotę, po orientalną, pseudonaukową i neopogańską magię.

Maria Patynowska


Źródło: Fronda.pl

wtorek, 1 października 2013

Św. Ojciec Pio – Obrońca Mszy Trydenckiej, antymodernista

Nie miał nic wspólnego z „posoborowym” duchem „odnowy” w Kościele. Do końca swoich dni odprawiał Mszę Trydencką (tzw. Mszę „przedsoborową”), o co prosił władze Kościelne. Ostro krytykował dostosowywanie życia zakonnego do tak zwanych wymogów współczesnego świata (aggiornamento). Wymagał surowej obyczajowości. W głębokiej duchowości świętego Ojca Pio (1887-1968) nie było krzty popularnego dzisiaj charyzmatyzmu na modłę Odnowy w Duchu Świętym, Taize czy też innych wspólnot zapożyczonych z protestantyzmu lub judaizmu.

Niektórzy mówią, że osoba padre Pio zamyka, aż do dzisiejszego dnia, czas wielkich świętych Kościoła katolickiego. Warto przypomnieć jego życie i miłość do Mszy świętej, którą uwolnił na nowo Benedykt XVI w Mottu Proprio “Summorum Pontificum”, które z kolei weszło w życie 14 września tego roku.

Padre Pio z książek

Skromny kapucyński zakonnik przeszedł do historii głównie dzięki nadprzyrodzonym znakom i cudom, które towarzyszyły jego życiu. Nic w tym dziwnego. Jednak nie każdy jest chętny lub gotowy, aby odkrywać u o. Pio istotę jego życia, którą było zupełne duchowe zjednoczenie z ukrzyżowanym Jezusem Chrystusem oraz głęboka świadomość małości człowieka i wielkości Stwórcy. „Bóg zerwał zasłonę (…) widzę siebie tak oszpeconego, że nawet moje odzienie odczuwa odrazę z powodu mego brudu” – pisał zakonnik. Lektura czterech tomów jego dzienników duchowych, dostarcza nam obraz świata wewnętrznego, który pełen był walki, wysiłków wiary, czarnych nocy ducha, dylematów… pisze to stygmatyk, wizjoner, człowiek, który miał dar bilokacji, a nawet wskrzeszania zmarłych!

Zwolennik Mszy Trydenckiej

W trakcie trwania obrad Soboru Watykańskiego II, w lutym 1965 roku, poinformowano o. Pio, że będzie odprawiać Mszę Świętą zgodnie z nowym rytem ad experimentum, w języku narodowym, z wytycznymi soborowej komisji liturgicznej mającymi na celu odpowiedzenie na potrzeby współczesnego człowieka. O. Pio nie zapłonął wizją „reformowania” Mszy, która wydała tylu świętych. Nie widział też być może potrzeby „dostrajania” do nowych czasów kanonizowanego przez św. Piusa V rytu mszalnego. Zanim jeszcze zobaczył tekst rytuału nowej Mszy (!!!), napisał do papieża Pawła VI prośbę o dyspensę od tego liturgicznego eksperymentu. Odpowiednią zgodę przywiózł mu osobiście Antoni kardynał Bacci. O. Pio pozwolił sobie wtedy na mocne słowa skierowane w stronę papieskiego wysłannika: „Na miłość boską, szybko zakończcie ten Sobór!”. Kardynał Bacci doskonale rozumiał słowa zakonnika oraz jego troskę o zachowanie starej Mszy. Ten właśnie purpurant wraz z Alfredo kardynałem Ottavianim (prefektem Świętego Oficjum) napisali szczegółową analizę proponowanej Mszy, która według nich przeciwstawiała się definicji Mszy ustanowionej przez sobór Trydencki oraz cechowała się ewidentnym sprotestantyzowaniem Najświętszej Ofiary. Również duża część ojców soborowych na czele z abp Marcelem Lefebvre myślała podobnie. Mało tego, nowy ryt został odrzucony w tajnym głosowaniu przez większość biskupów. Jednak potem wprowadzono go z kosmetycznymi zmianami nie pytając o zdanie nikogo. Może w tym kontekście warto wziąć pod uwagę zwierzenie o. Pio jednemu ze swoich współbraci: „W tych czasach ciemności, módlmy się. Czyńmy pokutę za naszego elekta”.

Warto dodać, że głównym architektem nowej Mszy był nie kto inny jak abp Annibale Bugnini, którego korespondencja z lożą masońską wyszła na jaw, a sam Bugnini został przez Pawła VI usunięty w cień. Okazało się, że abp Bugnini sam był wolnomularzem, i to bardzo gorliwym. W swoich listach Bugnini opisuje, jak zniszczył Mszę Świętą, wprowadzając nowy ryt. Sprawę tę opisał w Polsce m.in. ks. prof. Michał Poradowski.

O. Pio – katolicka liturgia

O. Pio traktował Mszę jako Najświętszą Ofiarę Pana Jezusa. Msza była dla niego realnym uczestnictwem w wydarzeniach z Góry Kalwarii. Dlatego padre Pio był skupiony, poważny, rozmodlony i przejęty cudem, który wydarza się podczas sprawowania Tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej. Brak wiary lub po prostu wiedzy o tym, czym jest Msza doprowadziła dzisiaj do sprotestantyzowania rytu Najświętszej Ofiary, do wprowadzenia gitar, dziecinnych piosenek, opowiadania humoresek z ambony itd. Twórcy Mszy „posoborowej” mówili, że dotychczasowy ryt jest sztywny i niezrozumiały. Zanim jednak te zarzuty pojawiły się na forum reformatorów liturgicznych, o. Pio wyjaśniał, że mszał potrzebny jest tylko kapłanowi, a dla wiernych najlepszą formą udziału w Świętej Ofierze jest zjednoczenie z Bolesną Matką u stóp Krzyża, we współczuciu i miłości. o. Pio bardzo dbał, aby wśród wiernych podczas Mszy był porządek i spokój. Jeżeli ktoś stał, nawet z uwagi na brak miejsca w ławkach, o. Pio stanowczo nakazywał uklęknięcie, aby godnie uczestniczył w Mszy Świętej. Czy możemy sobie wyobrazić, co zrobiłby, gdyby przyszło mu patrzeć jak dzisiaj po beztroskiej liturgii, w atmosferze brzdąkaniny młodzieżowych piosenek religijnych wierni przyjmują Komunie Święta na rękę!? Kolejny stygmat pojawiłby się na jego sercu.

Posoborowa „odnowa” zakonna

Na temat reakcji o. Pio na posoborowe zmiany w zakonie warto zacytować wyrazisty cytat z książki o zakonniku, która nota bene posiada imprimatur:

„W roku 1966 Ojciec Generał przybył do Rzymu jeszcze przed specjalna Kapitułą na temat Konstytucji, prosząc Ojca Pio o modlitwę i błogosławieństwo. Spotkał się on z Ocem Pio w klasztorze: «Ojcze, przybyłem polecić twoim modlitwom specjalna Kapitułę na temat nowych Konstytucji…» Ledwie usłyszał te słowa «specjalna Kapituła» i «nowe Konstytucje» z jego ust, Ojciec Pio uczynił gwałtowny gest i wykrzyknął «to nic innego jak destrukcyjny nonsens». «Ależ Ojcze, mimo wszystko trzeba wziąć pod uwagę młodsze pokolenie… młodzi ewoluują wraz z nowym stylem życia… są nowe potrzeby…». «Jedyne rzeczy, których brakuje, to rozum i serce, to wszystko, zrozumienie i miłość». Wówczas poszedł do swojej celi, obrócił się i wskazując palcem powiedział: «Nie wolno nam się wynaturzać! Na Sądzie Bożym św. Franciszek nie pozna swoich synów!»”.

Rok później zaczęto przystosowywać kapucynów do ducha czasów (aggiornamento). Zresztą podobny los spotkał w różnej mierze wszystkie bez wyjątku zakony katolickie. Kiedy doradcy Generała zakonu rozmawiali z nim o problemach Zgromadzenia, o. Pio wykrzyknął: „Po coście przybyli do Rzymu? Co knujecie? Czyż chcecie zmienić nawet Regułę św. Franciszka?” Generał odpowiedział: „Ojcze, proponujemy zmiany, ponieważ młodzi nie chcą słyszeć  o tonsurze, habitach i bosych stopach…”. „Wygnajcie ich! Wygnajcie ich! Cóż można o nich powiedzieć? Czy są to ci, którzy biorą za wzór św. Franciszka, przywdziewając habit i naśladując jego drogę życia, czy też to nie św. Franciszek daje im ten wielki dar?” Widać tu włoski temperament zakonnika, ale też jego trzeźwą obserwację zmian, które rujnowały i rujnują Kościół w imię soboru, nowoczesności… modernizmu.

O. Pio – duchowość katolicka

Duchowość o. Pio była duchowością katolicką. Jakby to powiedzieli współcześni „duchacze” (charyzmatycy) była pozbawiona radości, zamknięta w zaklęte formuły i formy oraz wyzuta z luzu. Święty kapucyn zemdlałby, gdyby zobaczył stada salezjańskich pielgrzymek peregrynujących do Częstochowy z piosenkami na ustach w rodzaju: „Pokochaj Jezusa – on czuje bluesa”. O. Pio nie lekceważył uczuć, ale wiedział, że te jednego dnia są, drugiego zaś ich nie ma. Nie sposób odszukać tego aspektu w tzw. nowej ewangelizacji, gdzie wszyscy stawiają na spontaniczność, uczucia religijne i ciekawe przeżycia wewnętrzne. To wszystko jednak, bez fundamentu wiary, jej znajomości, stoi na glinianych nogach.. O. Pio pisał, że „im bardziej ktoś kocha Boga, tym mniej to odczuwa”.

Padre Pio zaś posiekałby się za najmniejszy artykuł wiary. Sam dostrzegał zagrożenie płynące na początku XX wieku ze strony modernizmu w filozofii i teologii. Między innymi dlatego wielką estymą darzył św. Piusa X, papieża, który zmierzył się z nowinkarstwem w Kościele. Sam zakonnik czuł jak doktryna katolicka w jego duszy jest atakowana przez niekatolicki światopogląd: „Bluźnierstwa nieustająco przeszywają mój umysł, a nawet bardziej jeszcze fałszywe koncepcje, idee niedowierzania i niewiary. Czuję, że moja dusza jest przebita w każdym aspekcie mego życia – to mnie zabiaj… Moją wiarę podtrzymuje tylko ciągły wysiłek woli przeciwny każdemu rodzajowi ludzkiej perswazji. (…) jakże trudno jest wierzyć!”

Nieskromny ubiór kobiet

„Niech wystrzegają się wszelkiej próżności w ubiorze, ponieważ Pan pozwala duszom upadać z powodu takiej próżności. Kobiety, które szukają próżnej chwały w ubiorach, nie mogą nigdy przyodziać się sposobem życia Jezusa Chrystusa i tracą wszelką ozdobę duszy zaledwie ten bożek wejdzie do ich serc. Ich ubiór jak chce święty Paweł niech będzie odpowiednio i skromnie ozdobiony (…)” – pisał święty O. Pio.Nie tolerował nieskromnych strojów: sukni z głębokim dekoltem, krótkich, obcisłych spódnic. Swoim duchowym córkom zakazał nosić także ubrań z przejrzystych materiałów. Z biegiem lat jego surowość wzrastała. Z uporem odsyłał od konfesjonału niewiasty, które uznał za nieskromnie ubrane. Niekiedy zdarzało się, że z bardzo długiej kolejki penitentów wysłuchał zaledwie kilku spowiedzi. Jego współbracia z niepokojem obserwowali te „czystki” i zdecydowali o umieszczeniu na drzwiach kościoła dużego napisu: „Na wyraźne życzenie o. Pio niewiasty muszą przystępować do spowiedzi w spódnicach sięgających co najmniej 20 cm poniżej kolan. Zakazane jest pożyczanie dłuższych spódnic na czas spowiedzi.” Z kolei sam o. Pio kazał przed wejściem do kościoła zawiesić taka inskrypcję: „Zabrania się wstępu mężczyznom z obnażonymi ramionami i w krótkich spodniach. Zabrania się wstępu kobietom w spodniach, bez welonu na głowie, w krótkich strojach, z dużym dekoltem, bez pończoch lub w inny sposób nieskromnie ubranym.”

***

Ojciec Pio był antymodernistą, ponieważ był katolikiem. Po ogłoszeniu przez Benedykta XVI Motu Proprio “Summorum Pontificum”, które uwolniło Msze świętą w tradycyjnym rycie należy spodziewać się licznych błogosławieństw dla życia Kościoła. 14 września możliwość prawie nieskrępowanego uczestnictwa we Mszy trydenckiej stała się rzeczywistością. Dokument papieski wszedł w życie. Oby ta szansa została wykorzystana i posłużyła do głębszej refleksji nad stanem naszej Matki, Kościoła Świętego oraz aby ta Msza, która wydała tylu świętych, przerabiała nas, „zwykłych zjadaczy chleba”, w anioły.

Robert Wit Wyrostkiewicz
wyrostkiewicz@prawy.pl

Artykuł został opublikowany na łamach tygodnika “Najwyższy Czas!”

poniedziałek, 30 września 2013

Wywoływanie duchów czy świętych obcowanie? Pismo automatyczne to sprawka demona – jak u “Marii z Irlandii”

Gdy parę lat temu słuchałem spowiedzi w Padwie, w sanktuarium św. Leopolda Mandicia spotkałem mamę Andrei. Przyszła zapłakana, nie chciała się spowiadać, a jedynie porozmawiać. Przedstawiła się jako „pocieszona nieszczęśliwa matka”. Jej ukochany syn zginął w wypadku, co wprowadziło ją w bezmierną rozpacz. Ale przyszedł czas pocieszenia – syn zaczął do niej mówić z zaświatów.

Po prostu jej ręka porusza się samowolnie, zapisując jego słowa. Dostałem w prezencie tomik wydanych przez tę biedną kobietę zapisów „rozmów” z umarłym synem. Umówiliśmy się na kolejną rozmowę i następną… Zrozumiałem, że bolejąca kobieta weszła w jedną z pułapek spirytyzmu – uległa źle pojmowanej i podtrzymywanej nadziei. Nie jest ona nowa. Choć wszystko zaczęło się w atmosferze niemal cyrkowej.

fot. Głos Ojca Pio




Rozmowy z duchem Wiosną 1848 roku w domu państwa Fox położonym w Hydesville w stanie Nowy Jork zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Otóż dwie młodsze córeczki właścicieli zaczęły w dziwny sposób rozmawiać z – jak mówiły – duchem. One zadawały pytania, a duch odpowiadał uderzeniami. Ów niecodzienny gość miał być duszą zabitego wiele lat wcześniej kupca, zamieszkującego dom państwa Fox. Starsza siostra dziewczynek, Leah postanowiła zrobić na tym interes. Zaczęto organizować widowiska, w trakcie których duchy odpowiadały na różne pytania, grały na instrumentach itd. W lecie 1851 roku było już w Stanach Zjednoczonych sześć dzienników spirytystycznych. Tak narodził się współczesny spirytyzm.

 Jego rozwoju nie zahamowały nawet późniejsze wypowiedzi sióstr Fox, które przyznały się do oszustwa. Odpowiedzi rzekomego ducha wywoływały one same, umiejętnie uderzając w podłogę palcami stóp. W 1854 roku za oceanem działało już około 30000 medium, czyli osób, za pomocą których rzekomo dokonywał się kontakt z rzeczywistościami pozaziemskimi. Orędzie duchów było wypowiadane w transie przez medium bądź przekazywano je za pomocą znaków pozasłownych. Inną metodą używaną przez spirytystów był tzw. wirujący stolik. Wypisywano na nim litery, z których dzięki odpowiedniej wskazówce układano słowa przesłania. Używając różnych technik, klasyczny spirytyzm usiłował nawiązać kontakt ze zmarłymi, stąd też pochodzi jego inna nazwa – nekromancja (od greckiego nekros – zmarły). Współczesne odmiany spirytyzmu zajmują się ponadto kontaktem z innymi rzeczywistościami ponadnaturalnymi, nazywanymi często przewodnikami bądź mistrzami. Są oni przeróżni – od „Jezusa Chrystusa” poczynając, poprzez ufoludki, na zwierzętach kończąc.

Świadectwa o wywoływaniu duchów zmarłych znajdujemy już w starożytności. Także autor biblijny z pełnym realizmem opisuje taki seans przeprowadzony przez wróżkę na żądanie Saula (1Sm 27, 6-20). Spirytyści doradzali różnym władcom i politykom. Współczesną odmianą spirytyzmu (związaną z ruchem New Age) jest tzw. channeling. Nazwa ta pochodzi od angielskiego słowa „Chanel”, które oznacza kanał i może być przetłumaczona jako „kanałowanie”. Ta nowoczesna wersja spirytyzmu podkreśla konieczność otwarcia się na działanie sił ponadnaturalnych, by stać się kanałem dla ich przekazów. Adepci channelingu piszą pod rzekomym działaniem innych istot książki i podejmują różne życiowe decyzje. Posługują się często techniką pisma automatycznego, uważa się bowiem, że ręka medium jest rzekomo prowadzona przez ducha z zaświatów. Katolicki badacz parapsychologii, profesor Vittorio Marcozzi w książce „Zjawiska paranormalne a dary mistyczne” stwierdza, że fenomen pisma automatycznego jest spowodowany dynamizmem wyobrażeń i pragnień znajdujących się w podświadomości człowieka. Pismo automatyczne zatem to forma ekspresji podświadomości, która niejako tworzy drugą osobę, z którą świadomość człowieka może nawiązywać dialog i przekazywać go w formie zapisu.

Jak działa medium Mama Andrei pragnęła tak mocno, jak tylko matka potrafi, spotkać się ze zmarłym synem, więc jej przeniknięta smutkiem samotność stworzyła partnera do dialogu – zmarłego syna. Nie zdawała sobie przy tym sprawy z zagrożeń, jakie niesie dla niej taki kontakt z „synem”. Badania wykazują, że seanse spirytystyczne stanowią niebezpieczeństwo przede wszystkim dla zdrowia psychicznego oraz stanu duchowego osób, które służą jako medium. Literatura psychiatryczna zna przypadki mimowolnego wpadania w trans mediumiczny, bowiem spirytyzm jest „majstrowaniem” przy psychice ludzkiej, co nie może nie pozostawić w niej śladów.

Podczas seansów spirytystycznych w sposób nieuczciwy wykorzystuje się też często ludzką tęsknotę za bliskimi, którzy zmarli. Wmawia się pogrążonym w osamotnieniu ludziom, że zmarły przychodzi do nich jako duch na rozmowę i spotkanie. Ksiądz profesor Siwek uczestniczył w celach badawczych – za pozwoleniem władz kościelnych – w seansie spirytystycznym w Paryżu. Tak opisuje on swoje wrażenia: „Medium zajęła miejsce, utkwiła we mnie oczy, patrzy na mnie intensywnie, jakby chciała mnie poddać swojej sile sugestii. Ale ja także nie odrywam oczu od jej oczu. Po tej milczącej walce spojrzeń, która trwała parę minut medium oświadcza nagle: „Widzę za panem jakąś kobietę. To pańska matka!”. A ja, z jeszcze większym spokojem odpowiadam: „Moja matka jeszcze żyje!”. „A więc – medium poprawia się trochę zmieszane – to pańska babcia”. […] Medium dodaje niektóre rzeczy szczegółowe o mojej babci np. że ma włosy siwe itp. Na koniec mnie pyta: „Czego pragnie pan od swej babci?”. A ja: „Żeby mi powiedziała, jakie jest moje prawdziwe powołanie i stan”. Na te słowa medium dopowiada zakłopotane: „Inne medium może usatysfakcjonować pana. Ja nie. Mówię tylko to, co widzę”. Potem, aby złagodzić niefortunne wrażenie, które wywołał ten incydent na sali, ciągle obserwując mnie bacznie, oświadcza: „Proszę pana, za panem widzę pańskiego ojca. […] Niech pan mi powie, czego chce pan od swego ojca?”. A ja z olimpijskim spokojem: „Tego samego, o co prosiłem moją babcię”. I tu znowu powtórzyła się scena upokarzająca dla medium, która powtórzyła swoją deklarację. Od tego momentu nie zwróciła się więcej do mnie”.

Podane przez medium informacje dotyczące babci księdza można odnieść do każdej starszej kobiety. Natomiast jego ojciec faktycznie już nie żył. Gdyby więc kontakt z nim był prawdziwy, zmarły rodzic na pewno potrafiłby odpowiedzieć na postawione pytanie. Medium zaś podawało tylko ogólne informacje, obserwując reakcję poszczególnych ludzi. Gdy była ona pozytywna, kontynuowało swój wywód.

Kościół odrzuca spirytyzm Częstotliwość oszustw oraz zagrożenie dla zdrowia psychicznego były ważnymi motywami negatywnej oceny spirytyzmu ze strony Kościoła. Jednak najważniejszym argumentem jest towarzyszące spirytyzmowi przekonanie o możliwości przekroczenia dzięki własnym siłom i umiejętnościom czasu osobowego, a także jego granicy – śmierci. Tymczasem kto inny jest Panem życia i śmierci. Świadome praktykowanie spirytyzmu przez katolików uznał Kościół za wykroczenie moralne. Odrzucali spirytyzm papieże – pierwszym znanym pismem na ten temat jest dokument Aleksandra IV z 1528 roku. W roku 1917 Kongregacja Świętego Oficjum odpowiedziała negatywnie na pytanie, czy katolik może uczestniczyć w seansie spirytystycznym. Jej stanowisko podkreśla, że katolik nie powinien brać udziału w seansie ani jako jego czynny uczestnik, ani jako jego bierny obserwator. Sobór Watykański II przypomina o jedności zmarłych z całym Kościołem i o wymianie dóbr duchowych ze zmarłymi poprzez modlitwę i Mszę Świętą w ich intencji. Sobór odwołuje się do cytowanych wyżej zakazów w przypisie do n. 49 Konstytucji „Lumen gentium”, podkreślając ich ważność.

W swoim osądzie spirytyzmu Kościół powołuje się na starą tradycję biblijną, bowiem już w Księdze Kapłańskiej znajdujemy bardzo surowy osąd praktyki wywoływania duchów. Jahwe mówi do Mojżesza: „Także przeciw każdemu, kto się zwróci do wywołującego duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu” (Kpł 20, 6). Spirytyzm jest więc traktowany na równi z bałwochwalstwem – to brak czci dla Jahwe i zerwanie osobistego z Nim przymierza. Dlatego osoba oddająca się tej praktyce winna być wyłączona z Ludu Wybranego. Także król Saul, który dopuścił się tego grzechu, o czym wspominaliśmy powyżej, zostaje ostro skrytykowany przez autora Księgi Kronik (1Krn 10, 13n). Grzech ten stał się, jak podano w przekazie biblijnym, jedną z przyczyn upadku tego władcy.

Chrześcijańska jedność ze zmarłymi Objawienie się Boga w Jezusie Chrystusie podkreśliło Jego wyłączną rolę jako Pana czasu. Jezus Chrystus jest Panem z woli Boga Ojca i na Jego imię ma się zgiąć „każde kolano istot niebieskich i ziemskich” (Flp 2, 10). To Chrystus nadaje sens zarówno historii życia każdego człowieka, jak i dziejom ludzkości. To zawierzenie Jemu sprawia, że my chrześcijanie nie musimy z lękiem dociekać przyszłości. Naszą nadzieję co do tego, jak i przyszłego życia składamy w Chrystusie. W Nim odczytujemy zapowiedź zmartwychwstania oraz rozpoznajemy ciągłość życia ludzkiego („Życie Twoich wiernych zmienia się, ale się nie kończy”, Prefacja o zmarłych), a także widzimy możliwość przeżywania jedności ze zmarłymi. Centralne znaczenie ma zatem wiara w zmartwychwstanie. Jej odrzucenie powoduje przekreślenie nadziei, co sprawia, że śmierć człowieka jest postrzegana jako koniec, urwanie życia, totalne unicestwienie. Jednoznacznie stwierdza to święty Paweł: „Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim” (1 Tes 4, 13n).

Żyjąc tą nadzieją chrześcijanin, może zanieść pocieszenie tym, którzy cierpią po śmierci – zwłaszcza nagłej – swych bliskich. Posługa pocieszenia jest dzisiaj niezwykle potrzebna w Kościele, co podkreśla dokument „Kościół a życie pozagrobowe” wydany przez Konferencję Biskupów Emilii-Romanii (tekst polski w: P. J Śliwiński i inni, „Kościół a spirytyzm”, Wyd. M, Kraków 2001). Mówi on, że powinny ją realizować grupy przygotowanych wiernych poprzez towarzyszenie – świadectwo nadziei. Dobre wypełnienie tej posługi musi zatem spełniać kilka postulatów:

– „nie ograniczać się do samych odwiedzin osób w bólu, ale pozostawać z nimi dłuższy czas; takie towarzyszenie powinno być dyskretne, ale pełne odwagi czerpanej od Ducha Świętego…”;

– „przygotować i proponować spotkania w duchu wiary i modlitwy […], które by pomagały w przeżywaniu tajemnicy świętych obcowania w najgłębszym tego słowa znaczeniu i w ożywieniu wiary w zmartwychwstanie Chrystusa”;

– „włączać śmierć drogiej osoby w „strumień miłości” w taki sposób, żeby osoba zmarła niespodziewanie nadal mogła żyć w podejmowanych inicjatywach lub działaniach (charytatywnych, kulturalnych, społecznych, rekreacyjnych) noszących jej imię i uobecniających ją pośród nas mocą miłości”;

– „przywracać poczucie własnej wartości osobom ciężko doświadczonym przez zaproszenie ich do dzielenia się własnymi przeżyciami…” [tłum. W. Szymona OP].

Wskazania te bardzo pomogły mi w rozmowach z matką Andrei. Starałem się jej towarzyszyć, powoli kierując ją od zatapiania się w rzekomym dialogu z synem za pomocą pisma automatycznego ku prawdziwej nadziei. Niestety musiałem dość szybko opuścić Padwę. Pozostała tylko modlitwa w intencji bolejącej matki i jej zmarłego syna.

 Potrzeba współuczestniczenia w bólu człowieka po śmierci bliskiej mu osoby może być zadaniem, które będziemy musieli podjąć. Nie bójmy się tej posługi pocieszenia! Będzie ona okazją do dzielenia się wiarą w bliskość naszych zmarłych, przeżywaną jako bliskość w Chrystusie.

Piotr Jordan Śliwiński OFMCap „Głos Ojca Pio” (nr 42/2006)

Piotr Jordan Śliwiński OFMCap – jest doktorem filozofii i wykładowcą. Współpracuje z Dominikańskim Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Krakowie. Brał udział w Konsulcie Pastoralnej na temat New Age w Watykanie. Jest autorem i współautorem publikacji z zakresu filozofii, antropologii kultury i nowej religijności (m.in. „Kościół a spirytyzm”, „Kościół a reinkarnacja”).

********

A tymczasem u “Marii Miłosierdzia” z Irlandii mamy do czynienia z pismem automatycznym, o czym jest mowa w  “słynnym wywiadzie radiowym z tym medium przedstawiającym się jako ostatni i jedyny prawdziwy prorok”, która w jednym z przekazów domagała się czci dla własnej osoby i ustanowienia wspomnienia w dniu 9 listopada, w rocznicę pierwszego przekazu - czytaj “zapisu automatycznego”

Dnia 09.11.2010 obudziła się nagle cała drżąca, wcześnie, o godz. 3.00. Widziała, jak obraz Jezusa, który umieściła przy łóżku, nagle stał się żyjący. Spojrzał na nią, Jego twarz była żywa, jednak nie mogła nic usłyszeć. Pierwszą wiadomość od Jezusa napisała, gdy ponownie jej ręka poprowadzona została przez Ducha Świętego. Nie mogła zrozumieć tego, co się wydarzyło. Pierwsze orędzie Jezusa, które skierowane było do wszystkich ludzi, do wszystkich religii, przekazane jej zostało właśnie 09.11.10. (Orędzie nr 2).

“Gdy w dniu 8 listopada 2010 roku modliła się na Różańcu, nagle poruszyły się usta Maryi Dziewicy, wzięła więc papier, ale nic nie słyszała, natomiast jej ręka została poprowadzona przez Ducha Świętego, tak że Matka Boska mogła przekazać jej z miłością i czułością pierwszą wiadomość.”

 Napisane jest bowiem: „ręka została poprowadzona przez Ducha Świętego”. Wg nauczania katolickiego Duch Święty kieruje wybranymi osobami nie na zasadzie wchodzenia w ich ciało i przejmowania kontroli nad ręką (pismo automatyczne; element spirytyzmu; medium) lecz na zasadzie nasuwania danemu człowiekowi odpowiedniej myśli, słów, zdarzeń wyglądających na przypadkowe itd.
Przejmowanie kontroli nad ręką człowieka zakrawa na wstąpienie w ciało człowieka istoty niematerialnej – demona lub ducha potępionej osoby zmarłej. Tego typu forma spisywania przekazów jest daleka od uznania ich za prawdziwie od Ducha Świętego.

W tym miejscu przywołam przekazy spirytystyczne z udziałem Lucyny Łobos, zapoczątkowane jako efekt uboczny śmierci klinicznej w latach 90-tych XX wieku. Już od pierwszego seansu spirytystycznego w 2001 r. pani Lucyna użyczyła swego ciała nieznanemu duchowi. Przedstawił się on jako Duch Święty, ale dość szybko wyszło na jaw, że nie jest to Duch Święty lecz starożytny Marduk (bożek babiloński) nazywany także En-ki. Efektem jego działania były kłótnie, spory, zbieranie złota na cele powiązane z Projektem Cheops w Gizie, rozpad grupy badawczej na 2 odrębne zespoły oraz zapowiedź, że koniec świata w obecnej formie nastąpi w roku 2012, a po krótkim oczyszczeniu nastąpi nowy lepszy świat. Nic takiego jednak się nie stało, a strony internetowe pani Lucyny zniknęły z internetu…. – kliknij

A tymczasem ludzie głupieją, drukują papierek z “pieczęcią boga żywego” gdy jednocześnie twierdzą, że nawet bożek tego świata – pieniądz, jako papier staje się bezwartościowy. papier to tylko papier.

A tymczasem ks. John Bashobora mówi o pieczętowaniu (tłumaczka używa słowa “tatuowaniu”) Duchem Świętym. Kiedy? – gdy głosisz Słowo Boże! Gdy żyjesz Ewangelią!

A tymczasem, kto nie słuchał ”Apelu do mediów” ks.. Johna Bashobory, niech posłucha - tam jest to wszystko powiedziane i wyjaśnione na temat, kto nas pieczętuje. Pieczętuje nas Duch Święty a nie świstek papieru, którym wyznawcy Marii z Irlandii próbowali machać 15.08. na Jasnej Górze….

Normalny człowiek chyba już nie ma wątpliwości jakim medium jest osoba pisująca swoje “przekazy z zaświatów” jako Maria z Irlandii:
 ”ostatni i jedyny prawdziwy prorok naszych czasów wieszczący wieczną zgubę tym, którzy trwają wiecznie przy antypapieżu” – jest to medium od pisma automatycznego i jeśli taką wiedzę mamy, to każdy od tej pory sam odpowiada za to co z tą wiedzą zrobi…. i biada takiemu, jeśli posiadając taką wiedzę, ciągnie innych na wieczne zatracenie rzekomo w obronie wiary i świata przed Armagedonem

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/08/17/wywolywanie-duchow-czy-swietych-obcowanie-pismo-automatyczne-to-sprawka-demona-jak-u-marii-z-irlandii/