piątek, 2 sierpnia 2013

Agresywna edukacja seksualna wchodzi głównym wejściem do szkół

Agresywna edukacja seksualna już nawet nie wślizguje się do szkół tylnymi drzwiami, ale wchodzi głównym wejściem, często przy braku świadomości rodziców – mówi psycholog prof. Maria Ryś.



Z prof. Marią Ryś z UKSW rozmawia Monika Florek-Mostowska

Najnowszy raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nt. standardów edukacji seksualnej w Europie zaleca taką edukację już od czwartego roku życia dziecka, i to w zakresie daleko przekraczającym zainteresowania maluchów. Nie przeraża to Pani Profesor?

Przeraża, i to coraz bardziej. Jeszcze do niedawna większość osób przeciwstawiających się tego typu edukacji seksualnej uważała, że mówienie przedszkolakom o antykoncepcji i związkach jednopłciowych oraz uczenie w klasach I-III sposobów masturbacji jest czymś tak absurdalnym, że zdrowy rozsądek Polaków do tego nie dopuści. Okazuje się jednak, że byli w błędzie. Permisywna edukacja seksualna już nawet nie wślizguje się do szkół tylnymi drzwiami, ale wchodzi głównym wejściem, często przy braku świadomości rodziców.




Skąd płynie największe zagrożenie?

Dostrzegam cztery główne kanały dystrybucji treści seksualnych oraz seksualizacji społeczeństwa. Po pierwsze: prawodawstwo, które chce m.in. zalegalizować związki jednopłciowe, wprowadzić zmianę definicji rodziny i pozwolić osobom tej samej płci na wychowywanie potomstwa. Po drugie: psychologia; nawet niektórzy profesorowie z tej dziedziny zaangażowali się w promowanie ideologii gender. Na uniwersytetach powstały gender studies. Głosi się tam, że rodzina jest już przeżytkiem, że nie ma znaczenia, czy dziecko jest wychowywane przez gejów, czy lesbijki, bo jest w takich strukturach równie szczęśliwe i równie dobrze się rozwija, jak dziecko wychowywane kiedyś w tradycyjnej rodzinie; przemilcza się badania, które wskazują na tendencje samobójcze osób wzrastających w tego typu środowiskach, na zaburzenia w poczuciu tożsamości, depresje, wykorzystywanie seksualne, molestowanie. Trzeci kanał promocji gender – to kultura i sztuka.



Nawet w czasach najbardziej radykalnego komunizmu ideologia nie była tak bezwzględnie wplatana w wątki filmów i seriali, jak obecnie wplata się ideologię gender. Czwarty kanał to medycyna i działania osób związanych ze służbą zdrowia: promowanie prawa do aborcji, antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, chirurgicznej i hormonalnej zmiany płci. Przecież gdyby zdroworozsądkowo przyjrzeć się problemowi in vitro, widać gołym okiem, że o wiele tańsza, zdrowsza, skuteczniejsza jest naprotechnologia. Niestety, nie jest ona wspierana, a wręcz jest przemilczana, podczas gdy in vitro traktuje się – wbrew oczywistym faktom medycznym dotyczącym niskiej skuteczności medycznej – jako… najskuteczniejszą pomoc w posiadaniu potomstwa. Antykoncepcję promuje się jako coś, co rzekomo służy dobru małżonków, a zupełnie przemilcza się jej negatywne skutki zdrowotne, ze śmiercią kobiety włącznie! Nie mówi się o niszczeniu więzi małżeńskiej, o tym, że wiele z tych środków ma charakter wczesnoporonny. Podczas gdy naturalne planowanie rodziny – zdrowe, ekologiczne, naukowo uzasadnione, służące umacnianiu więzi małżeńskiej – jest ośmieszane!



Może jednak szkoły, przynajmniej podstawowe, potrafią oprzeć się tym trendom?

Dla edukatorów seksualnych, zaangażowanych we wdrażanie zaleceń z raportu WHO, szkolnictwo jest szczególnym terenem oddziaływań. Ideolodzy gender, mając świadomość, że pokolenie starsze i średnie uzna ich ideologię za szkodliwą, obrali sobie za cel dzieci. Działalność tzw. edukatorów seksualnych polega na promowaniu masturbacji, np. podczas odrabiania lekcji, jako prawa i dobra fizycznego, psychicznego i… duchowego; na przekazywaniu informacji, że prawem człowieka jest posiadanie tylu partnerów seksualnych i takiej płci, ilu człowiek sobie zamarzy; na informowaniu dzieci, że każdy – także dziecko – ma prawo do aborcji; wreszcie na informowaniu dzieci, że rodzice nie mają prawa sprzeciwiać się udziałowi w tego typu zajęciach edukacji seksualnej, bo uczniowi prawo to gwarantuje Unia Europejska.



O promowanych przez nich książkach dorośli mówią, że są obsceniczne, wulgarne! A co dopiero mogą odczuwać niewinne dzieci, które w czasie zajęć z tzw. edukacji seksualnej otrzymują tego typu pomoce naukowe? Te książki uderzają w wartości religijne, bo Matka Boża jest przedstawiana jako ktoś, kto molestuje seksualnie małego Jezusa, a sam Jezus jest przedstawiany na krzyżu nago jako kobieta, z kobiecymi narządami, w dodatku wulgarnie określonymi!



Nie mogliśmy wcześniej zapobiec inwazji gender?

Zapobiegaliśmy. Na początku lat 90., kiedy miała miejsce pierwsza próba wejścia ideologii gender do Polski, ówczesny minister edukacji Mirosław Handke wyraził zgodę, by przy Ministerstwie Edukacji działał zespół, który postawił sobie za cel obronę dzieci przed demoralizacją ze strony ideologii gender, poprzez troskę o przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”. Praca w tym zespole nie była łatwa, zwłaszcza że niektórzy uważali, iż ideologia gender jest tak absurdalna, że nie tylko nie zostanie przyjęta w Polsce, ale że w tym zagrożeniu polskie rodziny z całą pewnością obronią się same. Ja także początkowo w to wierzyłam, że to rodziny wezmą na siebie odpowiedzialność za wychowanie seksualne swoich własnych dzieci. Jeździłam wtedy po wielu szkołach, zachęcałam rodziców do przejęcia odpowiedzialności w tym zakresie za własne dziecko, a przynajmniej do większego zainteresowania się tym, co jest i co będzie proponowane w szkołach.



Czasem udało mi się otworzyć oczy, ale jedynie pojedynczym rodzicom. Dzisiaj trzeba przyznać, że dzięki wysiłkom i staraniom tego zespołu, kierowanego przez Teresę Król, ochroniliśmy nasze dzieci przed wielką falą demoralizacji. Pozytywne programy, integralnie ujmujące seksualność człowieka sprawiły, że wielu rodziców – ciesząc się, iż powstały programy mówiące o miłości, które bardzo delikatnie wprowadzały wiedzę o seksualności – zaufało szkole. Tymczasem osoby zaangażowane w promowanie ideologii gender w Polsce wykorzystały to i w wielu szkołach ostatnio zaczęto wprowadzać programy niezgodne z hierarchią wartości rodziców.


W pomocach naukowych tzw. edukacji seksualnej
Matka Boża jest przedstawiana jako ktoś,
kto molestuje seksualnie małego Jezusa,
a sam Jezus jest przedstawiany na krzyżu
nago jako kobieta



W jakiej sytuacji obecnie jesteśmy?

Jako ludzie wierzący musimy wierzyć, w to, co powiedział Jezus: bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Ale walka z ideologią gender pociągnie za sobą ogromne koszty. Jednym z najtrudniejszych uwarunkowań jest to, że Unia Europejska przyjęła lansowane przez tę ideologię zalecenia, postulując przyjęcie gender we wszystkich krajach zjednoczonej Europy. W Polsce także powstało ministerstwo ds. równości, które – w wielkiej tajemnicy przed ogółem społeczeństwa – przygotowuje programy niby przeciwdziałające dyskryminacji, a tak naprawdę otwierające szeroko wrota do wdrażania ideologii gender. W ramach Krajowego programu działań na rzecz równego traktowania na lata 2013-2015, pod wydawałoby się pozytywnymi hasłami budowania bezpieczeństwa społecznego, przeciwdziałania dyskryminacji – kryje się ideologia, która prowadzi do zniszczenia zarówno jednostki, jak i rodziny, a w efekcie do unicestwienia społeczeństwa.



Program był, jak się okazuje, rzekomo szeroko społecznie konsultowany. Tylko kto słyszał o tych szeroko zakrojonych społecznych konsultacjach, które w dodatku już się zakończyły? W ramach tego programu, który jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych, podano przedmioty szkolne, poprzez które realizatorzy programu mają oddziaływać. Należą do nich teraz już nie tylko wychowanie do życia w rodzinie, ale też wiedza o społeczeństwie, historia, biologia, a nawet język polski i religia! Tematyka ta ma być uwzględniona w „Standardach kształcenia i doskonalenia nauczycieli” oraz w ofercie ośrodków doskonalenia nauczycieli na różnych poziomach. Szczególne zaniepokojenie budzi zobowiązywanie nauczycieli do zapraszania do szkół edukatorów seksualnych oraz pomysł tworzenia stanowisk tzw. pełnomocników, śledzących wdrażanie programów genderowskich w szkołach. Myślę jednak, że ujawnienie pomysłu wdrażania Krajowego programu zadziała na nasze społeczeństwo jak zimny prysznic. Trzeba zdecydowanie podkreślić, że treści postulowane w ramach tego programu stoją w sprzeczności z Konstytucją RP, a prawodawstwo Unii, choć wyznacza kierunki działań, to jednak uwzględnia prawodawstwo danego kraju. Mamy więc skuteczne możliwości obrony.


Jaki cel chce Pani Profesor osiągnąć organizując 8 czerwca na UKSW konferencję, „Ludzka seksualność. Piękno czy zagrożenie?”.

Zagrożenie ze strony gender jest bardzo poważne. Tą konferencją chcemy nie tylko otworzyć oczy rodzicom, nauczycielom i wychowawcom oraz przedyskutować skuteczne sposoby powiedzenia zdecydowanego „nie” seksualizacji dzieci i młodzieży. Chcemy także wspólnie zastanowić się, jakie są możliwości pozytywnego oddziaływania na dzieci i młodzież w kształtowaniu ich prawidłowych postaw wobec seksualności człowieka. Jesteśmy to winni i bł. Janowi Pawłowi II, który tak pięknie głosił teologię ciała i wielokrotnie wzywał, szczególnie młodych, do pójścia drogą prawdziwej, czystej miłości, i Prymasowi Tysiąclecia, który przekonywał młodych: „Wy z pokolenia orłów jesteście!”. To przekonanie musi być powszechne!




Prof. Maria Ryś, psycholog, kierownik Podyplomowego Studium Relacji Interpersonalnych i Profilaktyki Uzależnień Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW.

Źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=9791&Itemid=80

czwartek, 1 sierpnia 2013

Objawienia na Siekierkach (1943) a Powstanie Warszawskie

Nadesłał p. Kapsel


Fragment książki ks. dra Józef Marii Bartnika SJ i Ewy J. Storożyńskiej “Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą, czyli prawdziwa historia Bitwy Warszawskiej!
[za: Samorządna Polska, nr. 8/2010 md]
Matka Boża Łaskawa, obrana w 1652 roku Patronką Warszawy i Strażniczką Polski [pełen tytuł warszawskiej Madonny, przyp. red.] w 1943 roku ukazała się w Warszawie, na osadzie Siekierki, by uprzedzić swój lud o grożącym nieszczęściu. Maryja przybywa, aby miasto, któremu od 291 lat patronuje, nie podzieliło losu dopalającego się w tym czasie żydowskiego get­ta. Mistyczka Bronisława Kuczewska (1907-1989) tak wspomina swoje pierwsze spotkania z Matką Bożą na Siekierkach: 28 kwietnia 1943 roku Matka Boża objawiła mi się w domu rodzinnym w Nowym Dobrem i powiedziała: Dziecino, nie będziesz już do Mnie przychodzić do Przygód i do Budzieszyna. Wybieram sobie inne miejsce, w Warszawie, na Siekierkach. Będziesz miała tylko 3 kilometry od tramwaju, z ulicy Czerniakowskiej, i tam masz przychodzić. Ujrzałam wiśnię i dziewczynkę. Jak się później okazało, była nią 13-letnia Władysława Fronczakówna [obecnie Papis przyp.aut.], której Matka Najświętsza objawi się 3 maja 1943 roku.
Bogurodzica, niebiańsko piękna, ukazała się wśród zieleni, na drzewie wiśni obsypanym kwiatami. Jej słowa były poważne i brzmiały złowieszczo: Módlcie się, bo idzie na was WIELKA KARA, CIĘŻKI KRZYŻ. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo lud się nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi rato­wać przed zagładą. Bóg żąda nawrócenia!
Bronisława relacjonuje dalej: 4 maja 1943 roku przyjechał do mnie mąż i powie­dział, że w Warszawie na Siekierkach było objawienie [Bogurodzicy] 3 maja. Ja mu na to odpowiedziałam, że wiem o tym, bo Matka Boża powiedziała mi o tym 5 dni wcześniej. 5 maja 1943 roku urodziłam syna Janusza. 28 maja 1943 roku pojechałam z mężem i małym dzieckiem [23-dniowym niemowlęciem] na Siekierki, gdzie 3 maja objawiła się Matka Boża, i miałam z Nią tam po raz pierwszy objawienie. Odtąd chodziłam na Siekierki i tam otrzymywałam od Matki Bożej polecenia do wyko­nania przez 38 lat, aż do 1981 roku. Kilka razy w mie­siącu nawiedzałam to miejsce, a szczególnie każdego 3 i 28 dnia miesiąca oraz w uroczystości Matki Bożej.
3 czerwca 1943 roku poszłam z synkiem na ręku na Siekierki. Ujrzałam Matkę Najświętszą, która powiedziała mi, że pragnie, aby na tym miejscu wybudować klasztor. Powiedziała też, że to będzie jakby druga Częstochowa dla War­szawy, że ludność nie będzie musiała tak daleko jeździć, względnie chodzić. Będą mogli przychodzić na Siekierki.
W lipcu 1943 roku w Orzywole, gdzie pojechałam na rozkaz Matki Najświętszej, po modlitwie, miałam widzenie Pana Jezusa, który trzymał rózgę nad War­szawą. Wiedziałam, że Warszawę czeka wielka kara.
W okresie międzywojnia sytuacja moralna społe­czeństwa polskiego była, oględnie mówiąc, nienajlepsza. Dlatego Jezus Chrystus prosił wizjonerów św. siostrę Faustynę, Sługi Boże: Rozalię Celakównę, Leonię Nastał, Kunegundę (Kundusię) Siwiec o modlitwy wynagradzające za grzechy rozwiązłości: Strasznie ranią moje Serce Najświętsze grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji!
Nasz Pan szczególnie prosił o modlitwy za warszawian: stolica odrodzonej Polski, nie chciała pamiętać o Dekalogu. Wystarczy zajrzeć do pamiętników i wspomnień z tego okresu. Luminarze życia społecznego i kulturalnego prowadzili ostentacyjnie, nader rozwiązłe życie, zarażając tym stylem życia otoczenie, a szczególnie podatną na wpływy młodzież.
Masoni zdawali sobie sprawę z tego, że aby osiągnąć powszechne rozluźnienie obyczajów potrzebna jest demoralizacja. Starali się, aby romanse i rozwody sławnych ludzi były nagłaśniane w bulwarowej prasie tak, by te niemoralne zachowania przestały bulwersować, by spowszedniały i powoli stały się obowiązującą normą. Postarali się także, by swobodę obyczajów lansowali pisarze i dziennikarze, sami żyjący według tego wzorca, tak długo, aż stanie się ona normą i nastąpi wyparcie z powszechnej świadomości zarówno pojęcia grzechu, jak i jego skutków [w książce autorzy zamieścili m. in. cytaty z autobiografii Ireny Krzywickiej, o znamiennym tytule: Wyznania Gorszycielki, gdzie bez żenady opowiada o sobie (pisarce, matce dwóch synów), mężu (znanym warszawskim adwokacie Jerzym Krzywickim) i... wieloletnim kochanku, żonatym pisarzu i krytyku teatralnym Tadeuszu Boyu-Żeleńskim]. świadectwa rozwiązłości znajdziemy nie tylko we wspomnieniach Krzywickiej. Z długiej listy książek lansujących “nowy moralny ład” wybija się książka Tadeusza Wittlina Pieśniarka Warszawy. Biografia. Hanna Ordonówna i jej świat (Wydawnictwo POLONIA, Warszawa 1990). Jej autor na 300 stronach (małym drukiem!) relacjonuje życie gwiazdy, tzn. omawia trwające do ostatnich miesięcy życia romanse zamężnej artystki, podając bardzo szczegółowo źródła każdej informacji (por. także: Magdalena Samozwaniec, Maria i Magdalena. Z pamiętnika niemłodej już mężatki, W.A.B. 2009; Sławomir Koper, Życie prywatne elit drugiej Rzeczypospolitej, Bellona Warszawa 2009
Dzięki aktywnym propagatorkom wolności seksualnej masoni stopniowo osiągnęli cel, jakim było doprowadzenie do tego, że większa część społeczeństwa polskiego odrzuci chrześcijańskie zasady moralne, tj. prawa Dekalogu. Masoni przyjęli roztropną taktykę: “wyciszenia religii katolickiej nie rozumowaniem, ale psuciem obyczajów”.
W roku 1936, po osiemnastu latach niepodległości, masoni mogli się wykazać znacznymi osiągnięciami w demoralizacji społeczeństwa. [Tu opuszczam fragmenty książki Sławomira Kopera Życie prywatne elit Drugiej Rzeczy­pospolitej (Bellona Rytm, Warszawa, 2009, md]
Katolicki pisarz Gilbert Keith Chesterton w roku 1923 napisał: Rozwód to coś, co dzisiejsze gazety nie tylko reklamują, ale wręcz zalecają, zupełnie jakby to była przyjemność sama w sobie.
Ks. kard. August Hlond konkluduje: Fala wszelkiego rodzaju nowinkarstwa zabagnia dziedzinę obyczajów. Podkopuje nie tylko moralność chrześcijańską, ale godzi wprost w etykę naturalną, szerzy nieobyczajność wśród młodzieży i dorosłych. Celem tej propagandy jest zachwianie idei katolickiej, aby zastąpić naukę chrześcijańską “masońskim naturalizmem”. Koła liberalne i masońskie przypuściły atak na małżeństwa chrześcijańskie, sprowadzając je tylko do rangi kontraktu cywilnego, pozbawiając je wszelkiej nadprzyrodzoności.
Zapoczątkowany przed II wojną światową proces upadku moralności doprowadził do tego, że w pierw­szej dekadzie XXI wieku, już nikt nie ośmieli się przypomnieć “nowożeńcom z odzysku”, zawierającym kontrakt małżeński (w urzędzie Stanu Cywilnego), że w świetle prawa kanonicznego popełniają cudzołóstwo (gdy któreś z nich jest nadal związane sakramentem małżeństwa). Czyli zaczynają, świadomie i dobrowolnie, tzw. nowe życie w grzechu ciężkim, co prowadzi prostą drogą do piekła!
Wygodny eufemizm, używany w kościele – “związek niesakramentalny” – zgrabnie ukrywa złowieszczą perspektywę. Autor wielokrotnie rozmawiał w konfesjonale z kobietami, które dla swoich dzieci, związanych sakramentem małżeństwa, a rozwiedzionych w świetle prawa cywilnego, modlą się o… założenie nowej, szczęśliwej rodziny! Sądzą one, że jest to intencja słuszna! Te “pobożne” matki realizują plan masonów, którzy chcą zniszczyć chrześcijaństwo… rękami samych katolików!
Trwająca od dziesięcioleci promocja wszelkiej wolności seksualnej i zanik społecznego ostracyzmu w stosunku do tzw. “związków partnerskich” doprowadził, zdaniem księdza profesora Jerzego Bajdy, do: Zniszczenia moralnych, religijnych, społecznych i ekonomicznych podstaw rodziny i fałszowania jej struktury personalistycznej. Profesor przestrzega: Jeżeli proces niszczenia rodziny będzie się dalej toczył tak, jak tego chcą promotorzy rewolucji obyczajowej – a właściwie promotorzy rozwiązłości, [...] wkrótce może zupełnie zniknąć ta formuła antropologiczna, której na imię naród, a społeczeństwo nie będzie się niczym różniło od stada zwierząt, chyba tylko strojem. Choć i pod tym względem różnica systematycznie maleje.
Czyny, których nikt nie ośmieliłby się publicznie nazwać grzechem, a więc nierząd, cudzołóstwo, lesbijstwo i homoseksualizm – nadal wywołują, określone w Piśmie świętym, konsekwencje. [...]
Bóg Ojciec, chcąc ocalić Warszawę przed zasłużoną karą pozwala, by Matka Łaskawa ostrzegła swój lud, by żądała nawrócenia, całkowitego odwrócenia się od grzesznego życia i wynagrodzenia za dotychczas popełnione grzechy: rozwiązłości, cudzołóstwa i te najstraszniejsze – grzechy dzieciobójstwa. Trzeba bo­wiem wiedzieć, że w okresie międzywojennym prze­ciętna liczba umyślnych poronień wynosiła rocznie, według oficjalnych statystyk: przeciętnie od 100 do 130 tysięcy.
Kiedy Maryja przybędzie na Siekierki, orędzia będzie otrzymywać nie tylko trzynastoletnia Władysława Fronczakówna, ale przede wszystkim Jej ulubienica, trzydziestosześcioletnia Bronisława Kuczewska: Od 9 kwietnia przestałam chodzić do Budzieszyna, natomiast od 28 maja 1943 roku zaczęłam chodzić na Siekierki, gdzie otrzymywałam polecenia od Matki Bożej do wykonania, przez okres 38 lat, do 21 sierpnia 1981 roku [tj. od święta Maryi Królowej Polski do wigilii święta Matki Bożej Królowej].
Maryja, Matka Łaskawa Patronka Warszawy, za pośrednictwem Broni Kuczewskiej i Fronczakówny będzie apelować do ludu stolicy, aby przez przemianę życia, respektowanie praw Dekalogu i pokutę odwrócił wiszące nad miastem nieszczęście.
Prosi warszawian o modlitwę powszechną, czyli taką jak w 1920 roku, kiedy to lud stolicy żarliwie błagał Boga i Patronkę Warszawy o ocalenie przed bolszewikami [rozdziały 15 i 16 cytowanej książki przyp. red.] i wymodlił cud Jej publicznego ukazania się, które w konsekwencji zmieniło zdawałoby się już przesądzony wynik wojny i ocaliło Polskę!
Po 23 latach, w roku 1943 – czwartym roku okupacji niemieckiej, sytuacja jest diametralnie różna: to nie lud błaga Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski o ustanie okropieństw wojny, lecz Ona Sama schodzi z nieba i osobiście wzywa do modlitwy o pokój, błagając Swój lud o nawrócenie i pokutę!!! Najłaskawsza z Matek chce odwrócić od miasta zapowiedzianą karę! Podejmuje się tej niewdzięcznej misji, by nie doszło do tragedii: Jeśli się nie nawrócicie, to wszyscy zginiecie!
Pomimo ośmieszania i deprecjonowania objawień wiadomości o nich rozchodzą się po mieście. Dzieje się tak dzięki niestrudzonej Broni Kuczewskiej, która dociera z nimi do warszawskich księży, oraz życzliwym mieszkankom Siekierek, które rozwożąc mleko i warzywa “na gospody”, opowiadają w mieście o objawieniach.
Mimo wielu wysiłków przestrogi Maryi nie dotrą do ogółu warszawian. Główną przyczyną jest brak zainteresowania objawieniami ze strony kleru.
Wydawało się oczywiste, że księża Zmartwychwstańcy z parafii św. Bonifacego na Czerniakowie, pełniący posługę w osadzie, dopomogą w upowszechnieniu orędzi i że słowa Bogurodzicy, uprzedzające o mającej nadejść na miasto karze, będą głoszone ze wszystkich ambon stolicy. Niestety, Zmartwychwstańcy nie tylko nie traktowali objawień poważnie, ale negowali wszystko, co miało z nimi związek, m.in. odmówili poświęcenia malutkiej kapliczki, umiejscowionej przy drzewie, na którym ukazała się Matka Boża. Bronisława Kuczewska napisze: Po postawieniu kapliczki Pan Jezus dał mi polecenie, abym poszła do księdza do parafii św. Kazimierza na ul. Chełmską. Kiedy przyszłam i powiedziałam, że Pan Jezus życzy sobie, aby poświęcić kapliczkę, ksiądz wysłał mnie do parafii św. Jakuba [na Ochocie, przyp. aut.]. Było tam 5 księży. Wypyty­wali mnie o objawienia na Siekierkach. Opowiadałam im o nich przez około 4 godziny. Potem wysłali mnie z powrotem do parafii św. Kazimierza [Dolny Mokotów, przyp. aut.]. Ksiądz jednak nadal nie chciał wyrazić zgody na poświęcenie kapliczki. Powiedział, że nie ma pozwolenia, bo trzeba iść z procesją i on nie może tego wykonać. Wróciłam więc do domu [przy ul. Jasnej, przyp. aut.], a że byłam zmęczona, położyłam się. I wtem słyszę głos Pana Jezusa: Idź Dziecino do księdza po raz trzeci, i powiedz, żeby poszedł z kościelnym, bez ludzi i bez procesji, i poświęcił kapliczkę. Powiesz, że taka jest Wola Moja i Matki Mojej, ażeby kapliczka była poświęcona, bo jest bardzo znieważana.
Kiedy poszłam po raz trzeci do księdza, chciał mi drzwi zamknąć przed nosem, ale ja przytrzymałam je nogą i powtórzyłam to, co mi Pan Jezus powiedział. Ksiądz jednak nie wykonał tego polecenia. Dopiero jedna z wiernych przyprowadziła, po kryjomu, księdza jezuitę, ojca Antoniego Kozłow­skiego, który był wielkim czcicielem Matki Bożej i wiedział o moich objawieniach, i on poświęcił kapliczkę.
Wokół siostry Bronisławy, profeski III Zakonu św. Franciszka, spontanicznie gromadzili się ludzie i wkrótce zawiązała się wspólnota, której Sama Bogurodzica nadała nazwę Grono Matki Bożej i Miłosierdzia Bożego. Jej członkowie, osoby świeckie, pomagały mistyczce w wykonywaniu poleceń z Nieba. Grono podejmowało także cotygodniowe modlitwy o nawrócenie Warszawy i upowszechniało orędzia Maryi i Pana Jezusa w swoich środowiskach.
Misja ostrzeżenia Warszawy przed mającym wy­buchnąć za 16 miesięcy powstaniem wymagała od Kuczewskiej heroizmu i zaparcia: W sierpniu 1943 roku [rok przed wybuchem powstania] na modlitwie u pani Teofili Ciecierskiej, przy ul. Płockiej 25, miałam objawienie Matki Najświętszej. Maryja ukazała mi okropny widok Warszawy w czasie Powstania. Widziałam masowe aresztowania, rozstrzeliwania, palące się domy. Zobaczyłam też dom, w którym modliliśmy się. Matka Boża powiedziała mi, że ten dom będzie podlany benzyną i podpalony od dołu przez Niemców. W widzeniu widziałam, jak matki wyskakiwały z dziećmi z płonącego domu. Zaraz powiedziałam o tym widzeniu obecnym, ale nie chcieli mi uwierzyć. Huknęli na mnie, że opowiadam głupstwa, bo Niemcy będą liczyć się z nami. [W innym miejscu Bronisława mówi o tym wydarzeniu w ten sposób: Powiedzieli, żebym nie plotła głupstw i zajęła się robotą, a nie plotkami, że Niemcy będą się z nami liczyć].
Trzy dni przed Powstaniem Matka Boża dała mi polecenie, abym zabrała dzieci i wyjechała z Warszawy w rodzinne strony, do Dobrego. Kiedy po Powstaniu wróciłam do Warszawy, dom, który miałam ukazany przez Matkę Bożą przy ul. Płockiej 25 – był spalony. W domu tym i w sąsiednich zabito 300 ludzi. Ludzie mówili, że matki wyrzucały swoje dzieci przez okna, a za nimi same wyskakiwały. Dzisiaj widnieje w tym miejscu tablica pamiątkowa mówiąca, że zginęło tu ok. 300 osób.
Proroctwa nie lekceważcie – pisze św. Paweł w Liście do Tesaloniczan (1 Tes 5,20). Proroctwo o całkowitym zniszczeniu Warszawy zostało lekceważone. Przestroga, jaką w imieniu Boga Najwyższego, Bogurodzica przeka­zała warszawianom: Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Żąda nawrócenia! – do nich nie dotrze…
Powstanie Warszawskie wybuchnie po szesnastu miesiącach od pierwszych objawień i ostrzeżeń Maryi. W sierpniu 1944 roku młodych warszawian rozpiera chęć walki ze znienawidzonym wrogiem, ruszą więc naprzeciw potędze militarnej Niemców z gorącymi sercami, z butelkami napełnionymi benzyną, ale… bez błogosławieństwa Bogurodzicy.
Dowództwo nie czuło potrzeby oficjalnego zawierzenia akcji zbrojnej Patronce miasta. Owszem, indywidualnie zawierzano się Maryi Łaskawej, modlono się na różańcu, przyjmowano sakramenty, uczestniczono w polowych Mszach świętych (co w swojej książce wspomina s. Maria Okońska), lecz oficjalnego – jak za Marszałka Piłsudskiego – zawierzenia akcji zbrojnej Bogu Najwyższemu nie było! Po 47 latach w dniu święta Najświętszego Imienia Maryi, 12.09.1991r., w Sastin, Narodowym Sanktuarium Słowacji, w orędziu skierowanym do ks. Stefano Gobbi’ego Maryja dobitnie wyjaśni kwestię oficjalnego zawierzenia na przykładzie odsieczy wiedeńskiej: Turcy zostali pokonani, gdy oblegali Wiedeń i grozili zniszczeniem całego chrześcijańskiego świata. Przewyższali żołnierzy świętej Ligi liczbą, siłą, uzbrojeniem i czuli, że do nich należy zwycięstwo, ale: wezwano Mnie publicznie, i publicznie proszono o pomoc, Moje Imię zostało wypisane na proporcach i było wzywane przez wszystkich żołnierzy. To za Moim wstawiennictwem miał miejsce cud zwycięstwa, który uratował świat chrześcijański.
Matka Łaskawa w ciągu 16 miesięcy wielokrotnie uprzedzała, że jedynym sposobem na pokój i zakończenie wojny jest nawrócenie, modlitwa i pokuta, nie zaś pięści i butelki z benzyną.
Młodzi warszawianie jednakże bezgranicznie ufali w moc pięści i nie widzieli powodu, by w swoje plany wtajemniczać Boga. Stolica w obliczu godziny W zachowała się tak, jak zachowują się przemądrzałe dzieci, które chcą wszystko robić same, bez pomocy Mamy i Taty!
Nie chciano pamiętać, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające siły czy strategia nawet najgenialniejszych dowódców, lecz wola Boga Najwyższego, który zawsze i wszędzie Sam o wszystkim decyduje!
Nie chciano pamiętać, że to jedynie od Niego zależy, czy ludzkie plany zaowocują sukcesem, czy zakończą się porażką.
Miał tą świadomość lud Warszawy w sierpniu 1920 roku, kiedy leżał krzyżem przed Patronką Stolicy i Strażniczką Polski, błagając o ocalenie stolicy, ocalenie Polski.
W 1920 roku warszawianie mieli świadomość, że współpracując z Najwyższym, będą w stanie pokonać pięciokrotnie liczniejszych i zdeterminowanych bolszewików. Wiedzieli, że gdy współpracują z Bogiem, siła i moc są po ich stronie. Bo: Jeśli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam?
1 sierpnia 1944 roku, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, Hitler wspólnie z Himmlerem wydał rozkaz, który przesądzi o losie “zbuntowanej” Warszawy: Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią. W ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.
Po drugiej stronie Wisły stały wojska radzieckie, Sowieci jednak nie kiwnęli palcem, by konającej Warszawie przybyć z odsieczą. Stalin zdawał sobie sprawę, że skupione w Warszawie młode pokolenie polskiej inteligencji zagraża jego koncepcji utworzenia w Polsce rządu totalitarnego. Dlatego nie przeszkadzał w zbrodni, która dokonywała się niemieckimi rękami w zbuntowanym mieście.
Sowieci, zgrupowani na drugim brzegu Wisły, z zimną krwią przyglądali się agonii Warszawy, miasta, którego nie udało się im zdobyć i złupić w 1920 roku:
[....]
1 sierpnia 1944 roku o godzinie “W” nastąpiło zderzenie młodzieńczego zapału, młodzieńczych wizji, z realnymi możliwościami, ergo brutalną rzeczywistością. Akcja zbrojna, podjęta bez wsparcia się na Bogu i Maryi, po dwóch miesiącach zakończyła się totalną, niewyobrażalną klęską, jakiej w historii Polski i narodu jeszcze nie było. Daremny był trud żołnierzy, daremna ofiara z życia i krwi osób cywilnych.
Czas gorzki, zły, zwątpienia czas podchodzi nam pod gardło,
Czy wszyscy zapomnieli nas, czekając, by miasto padło?…
Na barykadach wciąż czekamy, licząc ostatnie chwile,
Tak się powoli dopalają warszawskie Termopile…
Tylko na Woli w dniach 3-5 sierpnia bestialsko za­mordowano pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Ogółem zginało pół miliona ludzi (wg szacunku historyka Norberta Boratyna). Z pewnością nie taki los w zamyśle Bożym miał spotkać lud Warszawy, gdyby usłuchał ostrzeżeń swej Łaskawej Matki, swej Patronki!
Nurtuje pytanie: co w ciągu dwudziestu czterech lat, które upłynęły od bitwy warszawskiej, mogło tak bardzo odmienić serca i umysły mieszkańców stolicy, że bez oficjalnego zawierzenia Bożej Opatrzności podjęli się walki z przeważającym wrogiem? Skąd pomysł, by własnymi, wątłymi siłami, bez Bożego błogosławieństwa próbować oswobodzić stolicę? Nie od dziś wiadomo, że: jeśli Pan miasta nie strzeże, daremnie czuwają straże (Ps 127,1).
Chrystus Pan uprzedzał: beze Mnie nic dobrego uczynić nie możecie (J 15,5). Skąd więc ta krótkowzroczność w Polsce, która w owym czasie uważała się za kraj katolicki? Gdyby orędzia Bogurodzicy zostały przyjęte, gdyby podjęto powszechne modlitwy przebłagalne w intencji pokoju (jak w 1920 roku), gdyby lud Warszawy zreflektował się i podjął przemianę życia, to losy Powstania z pewnością potoczyłyby się inaczej! Tak ocalała Niniwa, której mieszkańcy posłuchali proroka Jonasza i nawrócili się, żałując za dawne grzechy. Niniwici mieli czterdzieści dni na zmianę postępowania, a warszawianie… prawie półtora roku! Tak ocalał Rzym dwa miesiące wcześniej (5. VI.44). Dzięki modlitwie uratowało się zaminowane przez Niemców miasto, miliony ludzi ocaliły życie, o czym piszemy dalej.
Dowódcom AK nie brakowało bojowej odwagi, ale zabrakło im wiary, by los powstania oficjalnie, przez ręce Maryi, powierzyć Bogu Najwyższemu. Ze słów Matki Bożej, które padły na Siekierkach, wybraliśmy te z listopada 1943 roku, są one bowiem kluczem do zrozumienia przyczyny klęski Powstania Warszaw­skiego: Jak wy jesteście ze Mną, to i Ja jestem z wami i nic się wam nie stanie!
Dowódcy Armii Krajowej nie poszli w bój z Jej błogosławieństwem, okryci płaszczem Jej opieki. Nie prosili Patronki Warszawy, by skruszyła strzały Bożego gniewu godzące w miasto, nie prosili, by odrzucała, jak ongiś w Wólce Radzymińskiej, wrogie pociski, które teraz bezkarnie burzyły dom po domu. Nie byli z Maryją, więc nie mogli doświadczyć skutków Jej solennej obietnicy: i nic się wam nie stanie! Dlatego nie może nikogo dziwić, że w sierpniu 1944 roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nie powtórzył się Cud nad Wisłą z 1920 roku, nie pokonano i nie przepędzono okupanta ze stolicy!
Nie może nikogo dziwić, że wszystko dookoła leżało w gruzach. Wszystko było zburzone i wszystko się paliło. Między jednym a drugim schronem przekopy były zniszczone. Nie było możliwości życia. Bomby padały i burzyły ulicę po ulicy, dom po domu.
Po sześćdziesięciu trzech dniach powstanie poniosło druzgoczącą klęskę, a Warszawa została totalnie zrujnowana, wręcz starta z powierzchni ziemi. Stało się tak, jak zaplanował Hitler: Warszawa [została] zrównana z ziemią, [by] w ten sposób [stworzyć] zastraszający przykład dla całej Europy. Warschau caput! ! !
Pół miliona niewinnych ludzi straciło życie. Słusznie zauważa ks. Kazimierz Góral: Gdy zlekceważy się przestrogi Maryi, przychodzi tylko czekać na zapowiadaną otchłań rozpaczy!
Ponawiamy pytanie, czy tak się musiało stać? Odpowiadamy: na pewno nie! Wystarczy przyjrzeć się analogicznej sytuacji, jaka w tym samym czasie miała miejsce w okupowanym Rzymie: Rzym, maj 1944 roku. Front szybko zbliżał się do Wiecznego Miasta. Walki toczyły się zaledwie o 12 kilometrów od centrum, w pobliżu miejscowości Castel di Leva. Papież Pius XII zatroskany o bezpieczeństwo cudownego, starożytnego obrazu Madonny Bożej Miłości, nakazał przeniesienie go do rzymskiej bazyliki św. Ignacego.
W końcu maja, gdy działania wojenne objęły przedmieścia, Papież polecił, by przed obrazem Madonny dei Divino Amore została podjęta nowenna o ocalenie miasta. Sam w imieniu mieszkańców Rzymu złożył Maryi ślubowanie. Przyrzekł, że jeśli Madonna ocali miasto, to na ruinach zamku Castel di Leva zostanie zbudowana dla cudownego obrazu nowa świątynia i zostaną erygowane organizacje religijne i charytatywne Jej imienia.
4 czerwca 1944 roku czołgi generała Alexandra ruszyły do ataku. Niemcy byli przygotowani do zdetonowania założonych ładunków i wysadzenia w powietrze miasta. Chcieli pozostawić po sobie pamiątkę: spaloną ziemię i rumowisko gruzów (takie samo, jakie w 3 miesiące później pozostawili w Warszawie i jakie chcieli pozostawić po sobie na Jasnej Górze, w styczniu 1945 roku).
Lud Rzymu, odmiennie niż lud Warszawy, nie sposobił się do akcji zbrojnej. Jego mieszkańcy trwali na modlitwie dzień i noc na placu przed bazyliką świętego Ignacego. Zawierzali Matce Bożej Miłości los Wiecznego Miasta, a władze magistratu oficjalnie potwierdziły gotowość wypełnienia ślubów, jakie w ich imieniu złożył Madonnie Ojciec święty.
I oto tego samego dnia, w nocy z 4 na 5 czerwca, Niemcy nagle, z niewiadomych przyczyn, opuścili Rzym, nie detonując założonych ładunków. Nikt nie mógł pojąć, jak to się właściwie stało i dlaczego? Wszystkich: cywilów, wojskowych i polityków zadziwił ten cudowny obrót sprawy! Winston Churchill dał wyraz zdumieniu, pisząc: “Rzym zdobyto w sposób całkowicie nieoczekiwany!”
12 czerwca 1944 r. “L’ Osservatore Romano” poinformował swoich czytelników: 11 czerwca dziesiątki tysięcy ludzi zebrały się przed Bazyliką Sant Ignazio, a wielu z nich przyszło tutaj boso. Przybyły rodziny, instytucje i szkoły. W procesji bez końca podchodzono, by ucałować obraz Madonny Bożej Miłości, by podziękować i oddać Jej cześć. Wśród rzeszy pątników znajdował się także Papież Pius XIL który przemówi! do Maryi w imieniu zgromadzonych, wyrażając Jej wdzięczność za cud bezkrwawego oswobodzenia Rzymu! Następnego dnia nieprzebrane tłumy odprowadziły procesyjnie cudowny obraz Madonny dei Divino Amore do jej siedziby w Castel di Leva.
Rzymianie nie chcieli rozstać się ze swoją dobrodziejką! W ścianach rzymskich kamienic wykuwano nisze, gdzie wśród kwiatów i płonących lampek kró­lował obraz ich umiłowanej Matki! Magistrat Rzymu wkrótce wywiązał się ze złożonych obietnic: Czym się odpłacimy Maryi, za wszystko co nam wyświadczyła? Wypełnimy nasze śluby dla Niej, przed ludem Rzymu!
Porównajmy skuteczność sposobów zastosowanych dla wyzwolenia dwóch europejskich stolic latem 1944 roku:
Lud Wiecznego Miasta sposobił się do wyzwolenia stolicy, nie chwytając za broń i nie wzniecając powstania. Pod przewodnictwem swego biskupa, ojca świętego Piusa XII, złożył Bogurodzicy ślubowania i … trwał na ufnej modlitwie przed Jej obliczem;
Papież, Głowa Kościoła katolickiego i jednocześnie biskup Rzymu, mimo realnie istniejącego śmiertelnego niebezpieczeństwa (zaminowane miasto miało być lada chwila wysadzone w powietrze!) nie opuścił miasta, by ratować życie, lecz jak Dobry Pasterz pozostał ze swoimi owcami. I był promotorem ocalenia miasta, które dokonało się w sposób duchowy, bez użycia broni i przelewu krwi. Bo jak siłą armii jest wódz, tak siłą wierzącego ludu są jego pasterze;
Prymas Polski, kard. Hlond opuścił Polskę i swoją owczarnię już we wrześniu 1939 roku;
W Warszawie słowa ostrzeżeń Matki Bożej, nawołujące do pokuty i modlitwy, zostały praktycznie zignorowane, trafiając jedynie do znikomej części warszawian;
Mater Gratiarum odwrotnie niż Madonna dei Divino Amore nie została oficjalnie zaproszona do współpracy! Pozbawione Jej matczynej opieki Powstanie upadło, hitlerowcy stolicę Polski spalili i wymordowali pół miliona jej mieszkańców.
Rzymianie postawili na MARYJĘ i… uratowali miasto;
Warszawianie postawili na SIEBIE i… ponieśli totalną klęskę;
Nie chciano pamiętać, że: lepiej uciekać się do Pana, niźli pokładać ufność w człowieku (Ps 118);
Zapomniano, że : bez Boga ani do proga!
(…)
Teraz, po prawie siedemdziesięciu latach od tamtych Objawień, gdy rozpusta , zboczenia i mordowanie dzieci są usankcjonowane, – gdy ludzie już do nich “przywykli”, – gdy zaraza “demokratycznych głosowań” nad Prawdą i zwycięstw niejawnych nacisków dotknęła nawet tych, którzy posiadają prawdziwą Sukcesję Apostolską – biskupów, i pozwalają sobie oni na “głosowania” i na głoszenie (np. ustami bpa Budzika) ewidentnych fałszów teologicznych i błędów logicznych, gdy ci “postępowcy” pozwolili wychować w seminariach nowe pokolenia jeszcze bardziej rozluźnionych, tolerancyjnych i “godnością człowieka” zainteresowanych kapłanów.
- o ileż trudniej nam wykrzesać w sobie Nadzieję
- o ileż słabsi jesteśmy niż kobieciny roznoszące wtedy “na gospody” warzywa w mieście.
A jednak – Pośredniczka Wszystkich Łask zwycięży… “W KOŃCU”

Źródło:
marucha.wordpress.com

Zbrodniarze z Wołynia nie doczekają się oskarżeń

Ukraińscy zbrodniarze, którzy mordowali tylko za to, że jest się Polakiem,  nie mogą zostać skazani, chociaż świadkowie wskazują sprawców.

Śledztwa w sprawie mordów na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej ciągną się już kilkanaście lat, wciąż jednak nikt nie został nawet oskarżony. Prokuratorzy z IPN twierdzą, że przywódcy nie żyją, a pozostałych trudno zidentyfikować, brak jest też umów z  Ukrainą , które zezwoliły by na ściganie sprawców zbrodni.

Niektóre śledztwa zostały już umorzone inne są jeszcze badane, przesłuchiwani są świadkowie, a śledczy przeszukują archiwa.

Jednak IPN wciąż podkreśla, że zbrodnie popełnione na Polakach nie ulegają przedawnieniu.

Ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu dokonane zostało przez UON-UPA przy częstym wsparciu ukraińskich mieszkańców głównie latem 1943 i w pierwszej połowie 1944 w Małopolsce wschodniej. Według różnych szacunków zginęło nawet do 100 tys. Polaków  wielu zostało okaleczonych i ranionych, nie oszczędzane były dzieci i kobiety. Ludność polska ginęła od kul, siekier, noży, wideł i innych narzędzi, często zdarzało się, że Ukraińcy nabijali małe dzieci na sztachety, mężczyzn krzyżowano, a kobietom zaszywano w brzuchach żywe koty, wśród zbrodniarzy prowadzone były konkursy, kto w bardziej wymyślny sposób zabije lub będzie torturował Polaków.

Jednym z przywódców ukraińskich był Petro Olijnyk ps. Enej, dziś pod tą samą nazwą występuje ukraiński zespół, który twierdzi, że nazwa  wzięła się całkiem od czego innego, czy to przypadek czy umyślne działanie które ma wyśmiać Polaków, oceńcie już sami.

Krzysztof Sylwanowicz

środa, 31 lipca 2013

Ostra krytyka Putina

Prezydent Rosji Władimir Putin wezwał kraje Europy, by nie wtrącały się do rosyjskich przepisów regulujących działalność organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy oraz dotyczących rozpowszechniania informacji na temat homoseksualistów.

Putin mówił o tym podczas wizyty w Finlandii.

Pytany przez dziennikarzy o przepisy dotyczące organizacji pozarządowych oświadczył, że dotyczą one „tylko tych organizacji, które zajmują się działalnością polityczną i otrzymują dofinansowanie z zagranicy”.


– Rosja chce chronić działalność polityczną w kraju od ingerencji z zewnątrz lub przynajmniej wiedzieć, co się w tej sferze dzieje – dodał.

Natomiast w przyjętej dwa tygodnie temu przez Dumę ustawie o zakazie „propagowania nietradycyjnych relacji seksualnych wśród nieletnich” – jak mówił – chodzi „o oddzielenie dzieci od odnośnej informacji”.

– Niektóre kraje są zdania, że dzieci od takiej informacji nie powinno się oddzielać (…) – nie będziemy się wtrącać – powiedział, dodając: – Prosimy, by nie wtrącać się w nasze regulacje.




wtorek, 30 lipca 2013

Ks. M.Piotrowski TChr – Strategia działania demonów. Przypadek opętania 9-letniego chłopca…



     Wszystko zaczęło się, gdy pewnego dnia, najmłodszy 9-letni syn powyrzucał z domu wszystkie religijne obrazy. Następnie, ku przerażeniu rodziców, wszedł na czubek drzewa i zaczął nieludzko wyć i pienić się, tak że całe osiedle zostało postawione na nogi. Kiedy zszedł na dół, z siłą prawdziwego giganta zdemolował zaparkowane samochody.

Po pewnym czasie scenariusz jego zachowań powtórzył się. Chłopiec był na codzień zamknięty w sobie i miał głęboką awersję do modlitwy, sakramentów, kościoła, wody święconej, obrazów, krzyży i rzeczy świętych. Początkowo myślano, że jest to choroba psychiczna. Po wielomiesięcznej obserwacji i badaniach w klinice psychiatrycznej lekarze stwierdzili jednak, że wszystko jest w normie i nie ma żadnych symptomów choroby. Napady szału i przypływ nadludzkiej siły fizycznej wciąż się powtarzają, a awersja do rzeczy świętych coraz bardziej pogłębia. Leki uspokajające nie pomagają. Zdesperowani rodzice zwrócili się więc w Polsce o pomoc do egzorcysty. Tuż przed egzorcyzmem chłopak zdemolował całe mieszkanie.



Egzorcyzmujący ksiądz powiedział, że jest to trudny przypadek opętania i potrzebna jest cała seria egzorcyzmów. Rzeczywiście, pierwszy egzorcyzm pomógł, ale tylko na kilka tygodni. Chłopiec jest obecnie w klinice, a lekarze bezradnie rozkładają ręce. Rodzice zaczęli szukać przyczyn opętania swego syna. Skojarzyli, że w domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy od czasu jak babcia chłopca, przyniosła w prezencie “talizman szczęścia”, który kupiła od pewnego maga i uzdrowiciela, po kilku uzdrowieńczych sesjach. Przyniosła ten talizman i powiedziała: wierzcie, a on przyniesie wam szczęście. Dopiero teraz zrozumieli, że przyjmując i wierząc w moc talizmanu, złamali pierwsze przykazanie, a więc popełnili śmiertelny grzech. W ten sposób otwarli swoją rodzinę na działanie złego ducha. Obecnie całą nadzieję położyli w Bogu i wierzą, że tylko mocą Chrystusa obecnego i działającego w Kościele, ich syn zostanie wyzwolony z mocy złego. Dziecko ma być poddane serii egzorcyzmów.

     Jeżeli człowiek zapomina, że poza Bogiem nie ma żadnego prawdziwego dobra i zaczyna żyć, jakby Boga nie było, wtedy wystawia się na działanie demonicznych mocy. Bardzo szybko ulega sugestiom złego ducha, który w niezwykle atrakcyjny sposób ukazuje zło pod pozorami dobra. Satanistyczne zło charakteryzuje się tym, że najpierw wzbudza w ludziach poczucie pretensji, żalu i buntu przeciwko Bogu, a później zniechęca do modlitwy i sakramentów, równocześnie nakłaniając do zachowań sprzecznych z prawem Bożym, a więc do nieograniczonej konsumpcji, pornografii, pozamałżeńskich lub przedmałżeńskich stosunków seksualnych, antykoncepcji, aborcji, prostytucji, narkotyków, przemocy itp. W pogoni za szczęściem, ludzie prowadzeni przez siły zła, lgną do różnego rodzaju magów, wróżbitów, uzdrowicieli. Konsekwencje łamania pierwszego przykazania są bardzo tragiczne, czego przykładem jest wyżej opisany przypadek opętania.

 Pierwszym następstwem odejścia od Boga i poddania się działaniu złego ducha jest smutek, poczucie pustki i samotności, trwoga i strach przed przyszłością, zamknięcie w sobie i niemożność kochania, a także najróżniejsze choroby psychiczne, nerwowe i somatyczne. Tracąc wiarę, ludzie staczają się, jak po równi pochyłej, aż w końcu dochodzą do stanu, w którym traktują Pana Boga jako największego wroga i zaczynają Go nienawidzić. W niektórych przypadkach może dojść nawet do opętania. Pan Bóg dopuszcza do tego, aby zdemaskować obecność złych duchów i wezwać ludzi do nawrócenia.

Demon, czyli Szatan, jest upadłym aniołem, który przez grzech absolutnej pychy stał się jakby kosmicznym “kłamcą” i “ojcem kłamstwa” (J 8,44):  sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to własne tragiczne “kłamstwo o Dobru”, jakim jest Bóg, usiłuje narzucić ludziom (Jan Paweł II, 13.08.1986). Tak więc Szatan i inne złe duchy całą swoją istotą nienawidzą Boga i pragną swą nienawiść udzielić ludziom, aby ich wprowadzić na drogę prowadzącą do piekła – stanu absolutnego egoizmu.

Trzeba pamiętać, że cały ogrom zła, które obecne jest w świecie, nie jest jedynie konsekwencją grzechu pierworodnego, lecz także skutkiem nękających i ukrytych działań szatana, który zastawia pułapkę na równowagę moralną człowieka. Szatan działa w ukryciu jako podstępny zwodziciel, wślizgujący się do naszego postępowania po to, by wprowadzić doń różne dewiacje, zarówno szkodliwe jak i pozornie zbieżne z naszymi instynktownymi aspiracjami (Jan Paweł II, 24.05.1987).

Ojciec Święty stwierdza, że nie trzeba się lękać nazywać po imieniu pierwszego sprawcę zła: Złego. Taktyka, jaką stosował i stosuje, polega na tym, aby się nie ujawniać – aby zło, wszczepione przez niego na początku, rosło z samego człowieka, z samych ustrojów i układów… aby człowiek czuł się niejako «wyzwolony» od grzechu, a równocześnie, aby był w nim coraz bardziej pogrążony (31. 03. 1985). Jan Paweł II podkreśla, że działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. «Szczytowym» przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk 4, 3-13). W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka; wtedy mówimy o «opętaniu» (por. Mk 5, 2-9). Wstrząsające słowa św. Jana Apostoła: «cały świat leży w mocy złego» (l J, 5, 19), wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, która potęguje się, w miarę jak człowiek i społeczeństwa odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej zakonspirować, co z pewnością odpowiada jego «interesom». Najskuteczniej może działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczał jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie (Jan Paweł II, 13.08.1986).

Szatan, jako upadły Anioł, wykorzystuje całą swoją wielką inteligencję, aby doprowadzić człowieka na szczyty nienawiści, absolutnej pychy, rozpaczy i ostatecznego zwątpienia. Z bezgraniczną pogardą i nienawiścią traktuje ludzi, którzy przez swą uległość i głupotę, są pod jego wpływem. Według relacji egzorcystów i ludzi świętych, w świecie złych duchów istnieje rozległa hierarchia. Każdy z nich ma swoją indywidualność i specjalizuje się w jakiejś jednej namiętności, jest jakby szefem departamentu jakiejś dziedziny zła, z całym zastępem podporządkowanych mu złych duchów “mniejszego kalibru”, “specjalistów” od konkretnych pokus.

Pierwsza myśl o popełnieniu grzechu śmiertelnego pochodzi zawsze od szatana, inne złe duchy tę myśl podtrzymują i podsuwają konkretne sposoby realizacji. Rozpalają w człowieku żądzę zaspokajania wszelkiej pożądliwości, ambicji i pychy. Złe duchy szczególnie upatrują sobie za cel swojego działania ludzi uzdolnionych, piastujących eksponowane funkcje, a więc takich, którzy mają duży wpływ na innych. Z wielką umiejętnością i znajomością psychologii i dziedzicznych obciążeń, próbują zdobyć takich ludzi i nimi kierować. Na początku, kiedy uda im się ich zniewolić, pomagają, usuwają wszelkie przeszkody na drodze ich kariery. Tym się tłumaczy fakt, że w pewnym okresie ziemskiego życia, niektórym ludziom, oddanym w służbie zła, bardzo dobrze się powodzi i zdarza się, że osiągają wielkie sukcesy w biznesie lub polityce. Wielu z nich nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, komu służą, przez kogo i dokąd są prowadzeni. Są jednak i tacy, którzy świadomie i z wolnego wyboru oddają się pod panowanie złych duchów, aby im pomagać. Zły duch opiekuje się uległym mu człowiekiem tylko do chwili wykonania przez nich tego zła, które zaplanował szatan. Później stają się najnędzniejszymi sługami królestwa szatana, traktowani z nienawiścią i pogardą za swą uległość i głupotę.

Jeżeli człowiek odprawi spowiedź lub wzbudzi w sobie żal za grzechy, chociażby w ostatniej chwili swego życia, wtedy zostanie wyrwany z szatańskiej niewoli mocą Chrystusowej miłości, która jest potężniejsza od wszelkich sił zła. Jeżeli natomiast świadomie opowie się przeciwko Bogu, wtedy konsekwencją takiego wyboru będzie wieczne potępienie, czyli nieustanna rozpacz i nienawiść do siebie i wszystkich.

Egzorcyści podają klasyfikację grzechów, poprzez które dokonuje się zniewolenie człowieka przez siły zła, aż do opętania włącznie.
Do pierwszej kategorii należą różnego rodzaju zboczenia seksualne takie, jak: zachowania homoseksualne, pedofilia, pornografia itp.
Do drugiej kategorii należą różnego rodzaju nałogowe uzależnienia od narkotyków, alkoholu i innych środków mających podobny, zniewalający skutek.
Trzecią kategorią grzechów jest korzystanie z usług wróżbiarzy, magów, astrologów, uzdrowicieli, praktykowanie okultyzmu i magii, wywoływanie duchów, wróżbiarstwo i tym podobne praktyki.
Czwartą kategorią grzechów, które prowadzą do zniewolenia przez złe duchy, jest uczestniczenie w różnego rodzaju sektach z udziałem praktyk inicjacyjnych, a także przynależność do masonerii, satanistów lub Świadków Jehowy.

Tylko Jezus żyjący i działający w Kościele może uwolnić człowieka z szatańskiej niewoli grzechu i śmierci. Dlatego Kościół, w którym nieustannie obecny jest Jezus w Eucharystii, jest jedynym na świecie miejscem, w którym najwięksi grzesznicy znajdują skuteczne schronienie i obronę przed mocami zła. Chrystusowy Kościół jest jakby szpitalem całej ludzkości, w którym Jezus w sakramentach pokuty i Eucharystii nieustannie uzdrawia ludzi, uwalnia ich z niewoli sił zła i z wszystkich grzechów, i daje wolność i miłość, a więc czyni świętymi. Jeżeli z wiarą będziemy wyznawać nasze grzechy i przyjmować Jezusa w Eucharystii, to wtedy złe moce nic nie będą mogły nam uczynić. Wtedy szydzić mogę z wszystkich diabłów, nie ja będę się ich bała, ale oni mnie – pisze św. Teresa od Jezusa (Życie św. Teresy, rozdz. 25).
Za: adonai.pl

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/06/24/ks-m-piotrowski-tchr-strategia-dzialania-demonow-przypadek-opetania-9-letniego-chlopca/

poniedziałek, 29 lipca 2013

Założyciel Klubu Rzymskiego zaproponował "Globalną Matrycę" sfabrykowanego, globalnego konsensusu.


Niedawno odkryte dokumenty (Linki do plików RAR: LINK1, LINK2, LINK3 , LINK4) z prywatnej kolekcji byłego dyplomaty i członka Grupy Bilderberg, George'a C. McGhee wykazały (między innymi), że Klub Rzymski w 1970 r. chciał stworzyć "podejście globalnej matrycy" lub podejście "G-Matrix", jako środka dla pokierowania ludzkością w kierunku środowiskowo-eugenicznego sposobu myślenia w skali globalnej.

Klub Rzymski jest wpływowym think tankiem (grupą ekspercką), opowiadającym się między innymi za globalną redukcją populacji i globalnym zarządzaniem środowiskiem.

Autorem odkrytego rękopisu z 1970 roku był włoski industrialista Aurelio Peccei, który założył Klub Rzymski w 1968 roku. Peccei napisał, że każda akceptacja wniosków Klubu "opiera się głównie na podejściu globalnej matrycy". Ponadto pisze, że te wnioski Klubu mogą być tylko powszechnie zaakceptowane "poprzez (...) iteracyjny, globalny i merytoryczny proces". Poprzez taki kompleksowy proces, pisze Peccei, ludzkość może "stopniowo osiągnąć konsensus oparty o wartość bazową i uniknąć perspektywy krytycznej sytuacji w przyszłości."




"Program ekspozycji działania programu Klubu Rzymskiego w znacznym stopniu zależy od podejścia globalnego (lub G) podejścia matrycy. Wydaje się zatem pożądane, aby rozpocząć dyskusję na temat programu prac przez wyjaśnienie struktury i użyteczność takiej matrycy."

Odkryty dokument z prywatnej kolekcji McGhee stwierdza wprost, że klub starał się stworzyć konsensus we wszystkich warstwach społecznych, w odniesieniu do wniosków z raportów Klubu opublikowanych w roku 1970.

"Należy podkreślić (...), że takie porozumienie ma na celu zapewnienie" warunków początkowych "dla ewolucyjnego działa projektu Klubu Rzymskiego", Aurelio napisał w 1970 roku.

"Powinno to być traktowane jako przykładowe wartości bazowe, których uniwersalność, trafność i wiarygodność zależy od wyroków uczestników technik delfickich (DELPHI). Niemniej jednak, będzie to stanowić próbę merytorycznego i profesjonalnie koordynowanego wskazania "trudnego położenia ludzkości". Im więcej grup zaangażuje się w podobne intelektualne wysiłki tym bardziej znaczący będzie globalny dialog w odniesieniu do Problematyki."

Ta "Problematyka" jest opisana jako "stale powiększające się różnice kulturowe, ekonomiczne i technologiczne między narodami, lub przerażające mnożenie się ludności na ograniczonej swą wielkością planecie lub ponadnarodowe zjawiska buntu młodzieży, lub możliwość przekroczenia progu, poza którym w przyszłości będzie możliwe manipulowanie ludzkim materiałem genetycznym."

Wzmianka o metodzie DELPHI w kontekście informacji tworzenia globalnego konsensusu na bazie globalnej matrycy jest dość ciekawa. Według Wikipedii, metoda jest powszechnie wykorzystywana do prognozowania w biznesie i prognozowania w innych dziedzinach "obejmujących takie tematy jak odkrycia naukowe, kontrola populacji, automatyka, postęp w dziedzinie kosmicznej, zapobieganiu działaniom wojennym i systemach uzbrojenia."

Jak pisałem we wcześniejszych artykułach, inteligentne systemy i modele Klubu Rzymskiego były wykorzystywane przez Chińczyków przy tworzeniu brutalnej polityki jednego dziecka. W 1978 roku grupa chińskich naukowców odwiedziła kilka konferencji naukowych w Europie, i przejęła idee dystrybuowane przez Klub Rzymski. Na czele tej chińskiej delegacji był człowiek uznawany za twórcę polityki jednego dziecka w Chinach. Polityki, która stała się przyczyną wielu ciężkich doświadczeń życiowych Chińczyków w ostatnich dziesięcioleciach. Robert Zubrin, starszy członek The Center for Security Policy (Centrum Polityki Bezpieczeństwa), opublikował artykuł redakcyjny w Washington Times, potwierdzając, że badania Greenhalgh (polityki jednego dziecka) są prawidłowe. Zubrin napisał:

"W czerwcu 1978 roku, Song Jian, główny zarządzający, odpowiedzialny za rozwój systemów kontroli dla chińskiego programu sterowanych rakiet, wyjechał do Helsinek na międzynarodową konferencję teorii systemów sterowania i projektowania. Podczas wizyty w Finlandii, pozyskał kopie “The Limits to Growth: Blueprint for Survival” publikacji Klubu Rzymskiego, będącej głównym źródłem propagandy maltuzjańskiej - i poznał wielu Europejczyków, którzy promowali w sprawozdaniu, metody użycia modeli komputerowych "Analizy systemów" do przewidywania i projektowania przyszłości ludzkości."

Aby zilustrować, że koncept "Globalnej Matrycy" został rozwinięty, w 1991 roku klub Rzymski opublikował książkę pt "The First Global Revolution: A Report to the Club of Rome". W tej publikacji czytamy, iż wymyślono wspólny mianownik, wokół którego można jednoczyć świat, tworząc w ten sposób wspólny cel:
"W poszukiwaniu wspólnego wroga, przeciwko któremu możemy się zjednoczyć, wpadliśmy na pomysł taki, iż zanieczyszczenie, groźba globalnego ocieplenia, brak wody, głód itp., spełnią nasze oczekiwania. Wzajemne oddziaływanie tych zjawisk jako całość oraz poszczególne ich elementy stanowią zagrożenie, z którym muszą się skonfrontować wszyscy na całym świecie. Wskazując te niebezpieczeństwa jako wroga, możemy wpaść w pułapkę, przed którą już ostrzegaliśmy czytelników, a mianowicie pomylenia objawów z przyczynami. Wszystkie te niebezpieczeństwa są powodowane przez ingerencję ludzkości w naturalne procesy, i tylko dzięki zmianie postaw i zachowań społeczeństw, negatywne zmiany mogą być przezwyciężone. Idąc dalej tym tokiem myślowym, prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość.” CZYTAJ DALEJ>>>

Pojęcie "Globalnej Matrycy" sfabrykowanego konsensusu, jaki został opisany i opracowany przez założyciela Klubu Rzymskiego, pokazuje jak "oszustwo naukowe" wdrażane jest na niespotykaną skalę przez co jeszcze kilka lat temu niewielu miało odwagę kwestionować jego prawdziwość.


Link do oryginalnego artykułu: LINK


(przypis prisonplanet.pl
"Problematyka" opracowana przez Klub Rzymski opisana w tym artykule odnosi się do budowy globalnego rządu. Jak dziś widzimy budowa globalnej struktury opiera się na sztucznie wytworzonym konsensusie wokół błędnej teorii "limitów wzrostu", a ostatnio "globalnego ocieplenia" przedłożonego przez Klub w roku 1991. I choć obie te teorie są wyssanymi z palca koncepcjami popartymi globalną akcją promocyjną i propagandową (co potwierdzają członkowie klubu) do dziś mają bardzo silny wpływ na politykę, nie mówiąc o ekonomii. Globalny konsensus pozwolił bowiem na globalne opodatkowanie CO2 co jest i będzie, poprzez rozszerzanie podatków na osoby prywatne, podstawą regulowania każdego aspektu życia na ziemi. To z kolei pozwoli na realizację podejścia środowiskowo-eugenicznego jako środek i cel budowy utopijnej wizji przyszłości pod rządem światowym.