piątek, 21 czerwca 2013

Przyszłość nadzoru nad rodzinami.



Ponieważ żyjemy w zglobalizowanym świecie formującym się w globalny rząd wiele z rozwiązań wprowadzanych na zachodzie będzie do nas migrować jako forma unifikacji/standaryzacji społeczeństwa. Jedną z globalnie koordynowanych polityk jest polityka rodziny, która obecnie w Polsce jest drastycznie modyfikowana po wprowadzeniu szwedzkich rozwiązań porywania dzieci w imię ich ochrony, co jest przedstawiane są jako “pomoc rodzinie”.



Model szwedzki:

Te komunistyczne reformy przejmowania kontroli nad dziećmi i wchodzenie państwa jako pośrednika w relacje pomiędzy członkami rodziny są już daleko bardziej zaawansowane na zachodzie. Wydaje się, iż obecnym epicentrum badań nad nowymi rozwiązaniami jest Szkocja. Wiele rodzin musi się godzić na instalowanie kamer prowadzących stały dozór w swoich mieszkaniach aby zatrzymać swoje dzieci. Nie jest to jednak finalne rozwiązanie, projekt dozoru dla wybranych, ma być rozszerzony na wszystkich.

Jak czytamy w serwisie change.org głosowano ostatnio nad nową ustawą mającą kompletnie zmienić obraz rodziny gdzie m.in. do każdego dziecka będzie przypisany urzędnik sprawdzający czy rodzina w należyty sposób wychowuje swoje dziecko. Zakłada się również budowę pernamentnej bazy danych/kartotekę zawierającą wszystkie dane na temat dziecka od jego urodzenia.

“Szkocka ustawa “Dzieci i Młodych”, która niedawno została wprowadzona do szkockiego parlamentu ma na celu stworzenie uniwersalnego systemu nadzoru w odniesieniu do każdego dziecka i powiązanych dorosłych w Szkocji."

Ustawa znana jako GIRFEC (Getting It Right For Every Child), jest już w użyciu i w niektórych przypadkach jest nadużywana przez specjalistów w ramach usług powszechnych i inne agencje, które rutynowo zbierają, przechowują, oceniają i udostępniają poufne dane osobowe każdego dziecka i każdego powiązanego z nim dorosłego bez wyraźnej i świadomej zgody i braku wprowadzenia ram ustawowych.

Przedstawiana jako środek ochrony praw dziecka, nie będąca jednak niczym takim, ustawa GIRFEC stworzyła serię wskaźników "dobrostanu" znanych jako SHANARRI, które reprezentują uniwersalną receptę na akceptowane przez państwo dzieciństwo.

Wskaźniki te w istocie przesunęły próg interwencji w życie rodziny bazując na "ochronie" życia dziecka z "ryzyka znacznych szkód" na "ryzyko nie spełnienia podyktowanych przez państwo rezultatów "dobrostanu"".

Każdy rodzic w Szkocji jest obecnie rutynowo oceniany co do jego/jej "zdolności rodzicielskich świadczenia dobrostanu", w oparciu o kryteria określone przez rząd, które zgodnie z własnymi "Krajowymi Ramami Ryzyka we wspieraniu oceny dzieci i młodzieży" umieszcza każde dziecko poniżej piątego roku życia i większość dzieci starszych i młodzież, w kategorii "zagrożonych”(a więc podatnych na "wczesną interwencję").

Ustawa dalej dąży do przypisania "wskazanej osoby” do każdego dziecka w Szkocji (którego zadanie, co jest ściśle określone, nie może być podejmowane przez rodziców dziecka lub młodego człowieka). Jest to całkowicie bezpodstawnym wtargnięciem do życia rodziny. Fakt, że każde dziecko będzie przedmiotem tego wtargnięcia przez obcego bez możliwości rezygnacji, niezależnie od swej woli (lub woli rodziców w przypadku małego dziecka), czyni to nieproporcjonalnym środkiem, jako że większość dzieci nie potrzebuje interwencji państwa, obowiązkowego lub nie, w życie rodziny.

[...] GIRFEC, jak to było praktykowane do dnia (w przypadku braku ustawowych ram i tym samym bez legalnej podstawy), już zniszczył relacje między wieloma rodzicami i profesjonalistami i nieuchronnie będzie najbardziej narażał dzieci na większe szkody, jeśli rodzice będą starali się unikać kontaktu ze świadczącymi usługi urzędnikami, którzy są postrzegani jako wyłącznie państwowi szpiedzy.

Ustawa “Dzieci i Młodych”, to ustawodawczy koń trojański, który ma na celu podważenie roli rodziców, zniesienie prawa do prywatności rodziny i poufności, w tym tajemnicy lekarskiej, gdyż wszystkie dane mają być udostępniane oraz wprowadzane do krajowego rejestru tożsamości, sprytnie ukrytego pod płaszczykiem "Ochrony dziecka"."

To co się dzieje w Szkocji jest planowane dla całego świata w ramach standaryzacji rodzinnego wychowania. Wielu komunistów twierdziło, że rodzina jest chorobą, którą trzeba leczyć, rodzina skaża młodych swoimi tradycyjnymi przekonaniami i aby dziecko było “normalne” musi być od jak najwcześniejszych lat odpowiednio prowadzone przez państwo. Bertrand Russel nawet pisał "Wierzę, że nawet najlepsi rodzice, byłoby dobrze, aby wysłali swoje dzieci od drugiego roku życia do odpowiedniej szkoły, przynajmniej na część dnia."

Proces wykorzeniania indywidualizmu i tradycyjnych przekonań będzie prowadził do dalszej standaryzacji społeczeństw, które na odpowiednie komendy/hasła będą działały w ten sam sposób bez względu na miejsce na ziemi.


|  Twoje dzieci należą do kolektywu.   |  Polski rząd z ONZ będzie promował pedofilię.   |  Mundurki z mikroczipem poinformują rodziców, kiedy ich dzieci są na wagarach.   |  ONZ tresuje dzieci by akceptowały aborcję.  |  Więzienny trening: Dzieci w Austin, USA mają być śledzone za pomocą GPS.   |  W Maryland dzieci zmuszone są skanować dłoń aby dostać szkolny obiad.   |  G-Cloud: czyli obywatel na talerzu urzędnika.   |  Etycy argumentują, że zabijanie nowo narodzonych dzieci powinno być dozwolone.  |  Brytyjscy etycy chcą by kobiety rezygnowały z macierzyństwa, używając sztucznych łon.  | Alan Watt. Nowy wspaniały świat i wielka globalna transformacja. #4  |  Kanibalizm na menu dla deputowanych.   |  PepsiCo wykorzystuje komórki poddanych aborcji dzieci do ulepszania produktów.   |  Australijska ustawa umożliwia sterylizację dziecka bez zgody rodziców.   |

Źródło: http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/przyszlosc_nadzoru_nad,p238765970

czwartek, 20 czerwca 2013

Joanna Najfeld: Stop aborcji eugenicznej

sigma  KLUB DYLETANTÓW 17.06.2013

W polskich szpitalach abortowane są dzieci, u których podejrzewa się chorobę lub wadę. Lekarze wywołują poród, żeby dziecko umarło. Jeśli przeżyje, to już po porodzie jest zostawiane bez pomocy na śmierć. To zgodne z obecnym prawem aborcyjnym.

dzieci




W polskich szpitalach abortowane są dzieci, u których podejrzewa się chorobę lub wadę.

Zabijane są późno w ciąży. Lekarze wywołują poród, żeby dziecko umarło.

Jeśli przeżyje, to już po porodzie jest zostawiane bez pomocy na śmierć.

To zgodne z obecnym prawem aborcyjnym.

“Kompromis aborcyjny” pochłania każdego roku setki nowych ofiar,

zdecydowana większość z nich to dzieci podejrzewane o chorobę.

Liczba aborcji eugenicznych rośnie dramatycznie z roku na rok. [zobacz tabelę !]



Chcemy zakończyć ten horror. Chcemy przywrócić chorym dzieciom prawną ochronę życia równą z tą, którą cieszą się w Polsce zdrowe dzieci.

Zbieramy podpisy pod obywatelskim projektem ustawy, która zakaże aborcji eugenicznej. Potrzeba 100 tysięcy, żeby projektem zajął się Sejm. Dwa lata temu pod projektem całkowicie zakazującym aborcji podpisało się 600 tysięcy Polaków.

Zapraszam Państwa do poparcia tegorocznego projektu swoim podpisem. Proszę, aby spróbowali Państwo zebrać podpisy w rodzinie, wśród przyjaciół. Każdy podpis się liczy! Mamy czas tylko do 23. czerwca!

Podpisujemy się na kartach, które można pobrać ze strony akcji RatujDzieci.pl. Tam są wszystkie potrzebne informacje, włącznie z kontaktami do koordynatorów regionalnych akcji w całej Polsce. Kartę podpisową wydrukowała też dobra prasa, m.in. obecny jeszcze w kioskach Gość Niedzielny z 16. czerwca.

Zapraszam też do wysłuchania audycji radiowych tej kampanii z udziałem świadków tematu oraz znanych osób (m.in Radosława Pazury, Przemysława Babiarza, Dominiki Figurskiej i Wojciecha Cejrowskiego). Audycje można bezpłatnie pobierać i odtwarzać publicznie.

Tym, którzy wolą poczytać, proponuję teksty: Zatrzymać Eugenikę w Naszym Dzienniku oraz Dzieci do aborcji w Gościu Niedzielnym.

Możliwość wzięcia udziału w tej akcji zawdzięczamy Komitetowi Inicjatywy Ustawodawczej Stop Aborcji, którego pełnomocnikiem jest Kaja Godek, mama chłopca z Zespołem Downa, a w którego skład wchodzą również dr Wanda Półtawska oraz członkowie Fundacji Pro, która organizuje również pikiety pod szpitalami, w których mordowane są przed urodzeniem dzieci podejrzewane o chorobę.

Główna strona akcji to: RatujDzieci.pl. O przebiegu akcji można też dowiadywać się na bieżąco ze strony StopAborcji.pl.

W imieniu swoim i organizatorów proszę też o modlitwę za powodzenie tej akcji i dziękuję Wszystkim Ludziom dobrej woli, którzy ją wspierają.

Joanna Najfeld

Źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=9673&Itemid=53

Non enim dedit nobis Deus spiritum timoris sed virtutis et dilectionis et sobrietatis.

„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,
ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”
 (2 Tm 1, 7)


   Diabeł mami. Omamia. Może mamić pokusą religii światowego braterstwa powszechnego ludzkości. Może mamić, dopadając całe narody i wprowadzając je w stan uśpienia. Naród w stanie uśpienia. Ludzie Kościoła w stanie uśpienia. Demoniczna narkoza. Jak by się to miało przejawiać? Ano, na przykład w tym, że kiedy wpływowe środowiska dokonują rozbioru wiary katolickiej i rozwałki wielowiekowych katolickich zwyczajów, człowiek uśpiony będzie przeświadczony, że wszystko jest dobrze i że należy być posłusznym. Człowiek uśpiony nie protestuje. Będzie potulny i posłuszny, nawet gdy sprawa Boża wymagałaby zastosowania uprawnionego oporu katolickiego – za wzorem Świętych. Kwestia poważna.



   Jest też poważny problem ludzi z dziwną misją. Ci ludzie z dziwną misją pohukują na katolików, którzy mają używalność rozumu, aby wygaszać ich rozum. Nie myśl! Bądź posłuszny! Znamy skądś takie tony? Pod płaszczykiem sprawnie dobranych cytatów chce się wygaszać w uczciwych katolikach ich zdolności posługiwania się rozumem. A rozum przecież jako dar Boży umożliwia nam poznanie prawdy i klarowne odróżnienie prawdy od fałszu, dobra od zła. Cywilizacja łacińska ceni rozum. Ostrożność i przezorność wobec pohukiwań różnych, które prowadzą do wygaszania rozumności, będzie doskonałym przejawem intelektualnej dojrzałości. By jaśniej powiedzieć: naszej katolickiej dojrzałości. Katolik ma myśleć! Wygaszanie rozumu to nie jest cecha naszej cywilizacji. Wygaszanie rozumu to nie jest cecha naszej kultury. To są wpływy inne. Obce nam. Nie zawsze chodzi o wyształcenie akademickie. Zawsze chodzi o odniesienie do prawdy. To jest podstawa rozumności – używania rozumu jako daru Bożego.

   Gdyby św. Katarzyna i inne dzielne święte kobiety wygasiły rozum, to nie dostrzegłyby zła, które dzieje się w Kościele, nie osądziłyby spraw ludzkich, nie rozróżniłyby jasno dobra i zła, nie doszłyby do przekonania i do decyzji, że trzeba adekwatnie reagować, że trzeba pisać do hierarchów, do papieża. Trzeba, by ratować Kościół – Oblubienicę Chrystusa! Rozumne działanie. Katolickie. Mądre, rozumne, święte, odważne kobiety. Dzielne!

   Boża miłość nie zamazuje rozumu. Dlatego mistycy byli ludźmi rozumnymi, realistami, to znaczy widzącymi głęboko i klarownie rzeczywistość taką, jaka jest. Prawdziwie.

   Czy nie mamy dzisiaj w Polsce do czynienia ze zjawiskiem powszechnego religijnego uśpienia, otępienia? Wina mass mediów? Wina okultystycznych mocy zatruwających Polskę? Wina zrównania prawdziwej religii z innymi wierzeniami i kultami? Wina równouprawnienia prawdy i fałszu? Wina aktywnych wpływowych środowisk? Wina braku modlitwy? Wina braku zgiętych przed Bogiem kolan?

   Czy nie mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z grupą pohukujących, którzy chcą wygaszać nasze zdolności rozumu, zdolności poznawania prawdy, zdolności klarownego odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła?

   Wyobraźmy sobie, że są święta Bożego Narodzenia. Gdyby ktoś urządzał wieczerzę wigilijną na łysym stole bez obrusa, byłby problem i dziwionoby się, dlaczego takie prostactwo… Ubóstwo?

   Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w kościele. Wyrzucono obrusy z balasek, przy których wierni przyjmują Komunię Świętą. Nikt się nie dziwi. Nikt nie protestuje. Przy łysym drewnie, przy łysym marmurze przyjmować Komunię Świętą – czy tak się godzi? Czy to jest lepsze?

   Co jest więc dla nas ważniejsze: wieczerza wigilijna czy Msza Święta? Wystrój domu czy wystrój domu Bożego?

   Łatwo jest niszczyć i eliminować. Co się da w zamian? Lepsze?

   A Komunia Święta to nie jest zwyczajowy opłatek. Komunia Święta to Pan Bóg! „Idzie, idzie Bóg prawdziwy”. „Upadnij na kolana, ludu czcią przejęty. Uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty!”. Mądre, stare, katolickie pieśni Eucharystyczne! Teksty prawdziwe. Teocentryczne!

   Pan Jezus wstąpił do nieba i zasiada po prawicy Ojca. A równocześnie Pan Jezus wypełnia obietnicę: Et ecce ego vobiscum sum omnibus diebus usque ad consummationem saeculi – „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). To jest tajemnica.

   Obietnica Pana Jezusa wypełnia się w Najświętszym Sakramencie.

   Największym skarbem jest Najświętszy Sakrament!

   Jest problem posoborowej nonszalancji, trywializacji i prostackiego odniesienia do Najświętszego Sakramentu. Przejawy?

   Między innymi: szaleńczo-rewolucyjne bezpardonowe wyrugowanie najdoskonalszego aktu kultu czyli Mszy Trydenckiej, niekatolickie utrudnianie i bezprawne problematyzowanie kwestii rozpowszechniania na powrót Mszy Trydenckiej, zatrata istotnego dla liturgii katolickiego ukierunkowania ad Orientem (ku Wschodowi), eliminacja języka łacińskiego (wbrew wyraźnym zaleceniom Kościoła zawartym m.in. w dokumentach Soboru Watykańskiego II), bałagan na miejscu odprawiania Mszy Świętej (nieprzykładanie wagi do obecności relikwii, błędna liczba świec, błędny układ świec, wyrzucenie Krzyża sprzed oczu celebransa, zagracanie różnymi przedmiotami), bezceremonialne odwracanie się tyłem do tabernaculum, detronizacja Boga czyli wyrzucanie tabernaculum z centralnego miejsca do ukrytych miejsc, stawianie przed tabernaculum tronu dla celebransa, nieprzyklękanie przed Najświętszym Sakramentem, podeptanie królewskiego zwyczaju przyjmowania Komunii Świętej w postawie klęczącej, nieużywanie pateny przy rozdawaniu Komunii Świętej, profanacyjna praktyka Komunii na rękę (co z partykułami?), Komunia świętokradzka (w grzechu, bez spowiedzi), lekceważenie dokładnej puryfikacji palców i naczyń liturgicznych, akceptowanie i tolerowanie przyjmowania Komunii Świętej przez ludzi o pomylonych poglądach, wyrzucanie balasek, a tam gdzie pozostały – nieprzykrywanie ich czystym białym obrusem, nagminne i natrętne wprowadzanie nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej (wbrew przepisom Kościoła mówiącym o wyjątkowych i naglących sytuacjach), bieganie po prezbiterium kobiet z „posługami” różnymi, pogaduszki w kościołach, nieodpowiedni i nieprzyzwoity strój (kobiety, mężczyźni, dzieci), nieodpowiednie postawy (np. zakładanie nogi na nogę, antyliturgiczne przykucania zamiast przyklęknięcia, siedzenie kiedy otwarte jest tabernaculum), brak troski o należyte wychowanie dzieci do pobożnego uczestnictwa we Mszy Świętej i do odpowiedniego zachowania się w kościele, nonszalancja gestów liturgicznych, udostępnianie kościołów na wydarzenia sprzeczne z katolickim kultem (obrzędy innowiercze, inne imprezy), dopuszczanie innowierców do czynnego udziału w katolickiej liturgii, pomijanie fundamentalnego teocentrycznego ukierunkowania całej akcji liturgicznej, grzech antropocentryzmu w liturgii, instrumentalizowanie liturgii poprzez traktowanie jej jako miłej okazji do okazania baterstwa i do wytwarzania miłych klimatów, mnożenie niepotrzebnych komentarzy i konferansjerki odwodzącej od modlitwy, wprowadzanie atmosfery pikniku i zabawy, szkaradna architektura kościołów, kaplic i ich wnętrz, deformacja obrzędów liturgicznych i różne na tym polu „kreatywności” i „subiektywizmy”, pogarda dla tradycyjnego repertuaru pieśniarskiego (chorał gregoriański, tradycyjny śpiew ludowy), nieuszanowanie kościoła jako miejsca modlitwy, pośpiech lub nadmierna rozwlekłość akcji liturgicznej (np. z powodu nadmiaru komentarzy), błędne, sprzeczne z istotą liturgii układy przestrzenne (zamknięty krąg, układ amfiteatralny).

   Kardynał Joseph Ratzinger w swoim dziele Duch liturgii pisał klarownie, odważnie i prawdziwie – bez ogródek: „Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać «danemu z góry schematowi». Zwrócenie się kapłana do ludu czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej”.

   Do powyższego można jeszcze dodać stosowane dość powszechnie różne metody i sposoby dyskryminowania kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych świeckich, którzy pozostają wierni temu, czym liturgia katolicka w swojej istocie jest. W pewnym wyższym seminarium duchownym w Polsce kleryk, który chciał przyjmować Komunię Świętą w postawie klęczącej, musiał wszczynać specjalne procedury, aby mu pozwolono. Jacy kapłani wyjdą z takiego seminarium?

   Dużo tego, prawda? Ileż się tego zebrało. Śpimy? Reagujemy? A przecież to tylko niektóre przejawy… Zgoda, nie wszędzie i nie wszyscy mają takie antyzasługi w destrukcji Kościoła i niszczeniu katolickiej wiary, której elementarnym wyrazem jest katolicka liturgia. Nie wszędzie i nie wszyscy. Oczywiście.

   Czy można rozumnie reagować? Czy nie czas się wybudzić? Należy – za przykładem Świętych!

   Jakie poważne gremia kościelne zajmują się tą problematyką? Od podjęcia tej problematyki zależy powaga i dostojeństwo urzędu. Nie chodzi o dyskusje i wypowiedzi na potrzeby przestrzeni medialnej. Chodzi o wierność objawionej Prawdzie i o najwyższy szacunek dla rzeczywistości najświętszej: dla Najświętszego Sakramentu. Wtedy mamy do czynienia z powagą Kościoła i z powagą urzędu w Kościele.

   W swoim wystąpieniu na XI Zwyczajnym Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów w Watykanie, w październiku 2005 roku, Abp Jan Paweł Lenga, Ordynariusz Karagandy (Kazachstan) mówił:

   „Prośmy Ducha Świętego, aby rozpalił w naszych sercach «gorliwość o dom Pański» i o jego największy skarb, którym nie jest jakiś przedmiot czy teoria, lecz Ciało i Krew naszego Boga i Zbawiciela. Być może moglibyśmy uczyć się tego od św. Ojca Pio z Pietrelciny, świętego czciciela Eucharystii żyjącego w naszych czasach. Oto jego słowa: «O Ojcze święty, ile profanacji, ile świętokradztw musi znosić Twoje łaskawe serce! Któż więc, Boże, stanie w obronie tego łagodnego Baranka, który nigdy nie otworzył ust swoich w swojej sprawie, lecz zawsze tylko w naszej?» (Epist. II, s. 344)”.

   Oto wypowiedzi pasterzy poważnych.

   Jest takie – rozpowszechnione w ostatnich kilkudziesięciu latach –kryterium, które prezentuje się dzisiaj w wielu środowiskach jako jedyne: miłość bliźniego. Za przykładem rzeszy Świętych wbijmy sobie po katolicku i trzeźwo do głowy: pierwszym kryterium katolickości jest odniesienie do największego Daru, jaki zostawił nam Jezus Chrystus, odniesienie do rzeczywistości najświętszej: Najświętszego Sakramentu. Wiara, miłość, pokora, najwyższy szacunek, delikatność, adoracja, cześć i uniżenie przed Panem Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie. Nazwa jest przecież wielce zobowiązująca i prawdziwa(!): Najświętszy Sakrament – Sanctissimum Sacramentum!

   Katoliccy starsi Księża pamiętają klasyczne mądre adagium, pomieszczone w niejednej katolickiej zakrystii:



Sicut tu Me tractabis in Missae sacrificio,

ita te tractabo in ultimo iudicio.



„Jak ty Mnie traktujesz podczas Mszy Świętej,

tak Ja ciebie potraktuję na Sądzie Ostatecznym”.



   Nie tylko kapłanom dobrze zrobi w czasach pomieszania powszechnego częste przypominanie tej myśli i umieszczenie jej – dużymi literami – w zasięgu wzroku.

   Prawda dobrze robi na rozum. Łaska dobrze robi na serce.

   Mowa tu o sprawach najświętszych i fundamentalnych.

Źródło:: http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2013/05/12/adagium-kaplanskie/

środa, 19 czerwca 2013

Ks. Waldemar Wesołowski: Nasze dzieci a zabawki – konferencja z ks. Sławomirem Kostrzewą na temat: „Odebrać dzieciom niewinność”.

W bazylice maryjnej w Bolesławcu 24 kwietnia odbyło się spotkanie z ks. Sławomirem Kostrzewą na temat: „Odebrać dzieciom niewinność”. Poruszył on ważny temat manipulowania dziećmi przez zabawki, gry i kreskówki. Wskazał na groźne treści przez nie przekazywane i niebezpieczeństwa, jakie z tego wynikają

O powadze problemu i zainteresowaniu tematem świadczyła liczba uczestników (blisko 200 osób). Byli to głównie rodzice, nauczyciele, pedagodzy i dziadkowie. Wykład rozpoczął się o godz. 19 i trwał ponad trzy godziny. Połączony był z prezentacją multimedialną (dostępną w Internecie), dzięki której ks. Kostrzewa z większą siłą przekonania, mówił o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą zabawki, gadżety oraz filmy przeznaczone dla dzieci i nastolatków. Oczywiście, chodzi o takie zabawki, które pobudzają złą stronę wyobraźni, wywołują lęk, strach i agresję. Kryje się za nimi pewna ideologia, określony styl życia, który jest propagowany wśród najmłodszych, najbardziej podatnych na wpływy emocjonalne, czyli dzieci. Wiele z tych treści jest złych czy zachęcających do złych postaw i zachowań, jak np. dwulicowość, umiejętność ukrywania prawdy, czyli kłamania, rozmazywania granicy pomiędzy dobrem i złem, relatywizacja wartości, które dotychczas uznawane były jako obowiązujące – jak przyjaźń, sprawiedliwość, dobro, lojalność. Wiele z tych treści skierowanych jest również przeciw rodzinie (rozumianej w sposób tradycyjny i biblijny), przeciw szacunkowi wobec rodziców, starszych czy nauczycieli lub kolegów i koleżanek. Nie można też nie zauważyć, że dla propagatorów tych treści słowa: Bóg, wiara, chrześcijaństwo też stają się narzędziem ataku i kpin. Stąd możemy też mówić o zagrożeniach wiary.


Ks. Artur Kotrys z bazyliki maryjnej w Bolesławcu, współorganizator spotkania, powiedział: – W Roku Wiary staramy się zapraszać ludzi, którzy przez świadectwo życia pokazują nam siłę wiary, ale też mówimy o zagrożeniach wiary, aby uświadomić ludziom, na jakie niebezpieczeństwa narażony jest człowiek, zwłaszcza młody i skąd te niebezpieczeństwa się biorą. Spotkanie z ks. Kostrzewą wpisuje się właśnie w cykl takich spotkań. Warto zaznaczyć, że inicjatorami tego spotkania byli młodzi rodzice, którzy w trosce o dobre wychowanie swoich dzieci nie pozostają ślepi i obojętni na to, co proponowane jest najmłodszym. Andrzej i Daria Sadczukowie twierdzą, że nie chodzi o walkę z zabawkami – taką czy inną maskotką, chodzi o wiedzę i informację na ich temat, której często pozbawieni są rodzice kupujący to, co dziecku podoba się. Pan Andrzej mówi: – Są zabawki dobre, piękne, które warto dziecku kupić i które pomagają w zabawie, rozwoju dziecka, ale są też zabawki złe. I nie chodzi tutaj o samą rzecz, ale o przesłanie i treść, jaką niesie.

Według organizatorów spotkania największy problem stanowią te rzeczy, które relatywizują pojęcie dobra i zła. Pan Andrzej podkreśla, że dzisiaj często nie ma już wyraźnej granicy między dobrem i złem, większe zło walczy z mniejszym złem, nie jest wcale tak oczywiste, że w ostatecznej rozgrywce dobro zwycięży, jak to było dawniej, w starych bajkach. Świat wartości, hierarchia wartości jest zachwiana i to jest niebezpieczne. Wiele współczesnych zabawek i filmów nawiązuje do treści demonicznych albo bierze swoje źródło w kultach pogańskich, albo wręcz satanistycznych. To niesie wielkie zagrożenie, o czym na konkretnych przykładach mówił w swojej prelekcji ks. Kostrzewa. Fascynacja zabawkami, konkurowanie dzieci polegające za kolekcjonowaniu takich czy innych rzeczy, prowadzi też do przejmowania określonego sposobu myślenia, widzenia świata, określonych zachowań, mody, które związane są z daną rzeczą. Daria Sadczuk mówi, że w przypadku jej dzieci (trzech córek) udaje się unikać takich problemów przez zdecydowaną postawę rodziców, która poparta jest wiedzą na temat zabawek. – Trzeba się po prostu interesować tym, co kupuje się dziecku, co dana zabawka sobą prezentuje. Nie może być tak, że dziecko chce i otrzymuje. Trzeba umieć powiedzieć „nie”, ale trzeba też wiedzieć „dlaczego nie”? Nam udaje się tłumaczyć córkom, dlaczego nie mają tego, co inne dzieci. Nie zawsze bywa to łatwe, ale czas, jaki poświęcamy dzieciom, wspólne zabawy i gry, rekompensują chęć posiadania.

Wielkim problemem naszych czasów jest brak czasu, zwłaszcza dla dzieci. Dlatego zabawki, gry, filmy czy bajki mają być rekompensatą za ten czas. Czy jednak to dobra forma wychowania i nadrabiania zaległości i zaniedbań? Okazuje się, że nie. Tę tezę przedstawił również na spotkaniu ks. Kostrzewa. Spotkanie trwało długo, był czas na dyskusję i stawianie pytań, dzięki czemu słuchacze mogli przekonać się, jakie niebezpieczne treści pojawiają się w książkach, grach czy upiornych, bądź niewinnie z pozoru wyglądających zabawkach. Ta lekcja przez wielu została przyswojona, a organizatorzy mają nadzieję, że zachęci ona rodziców i wychowawców do większej uwagi i odpowiedzialności za rozwój swoich dzieci oraz wzbudzi zainteresowanie i chęć zdobywania wiedzy. Człowiek bowiem, uczy się przez całe życie.

Prezentacje ks. Sławomira Kostrzewy można znaleźć na stronach: www.wobroniewiaryitradycji.wordpress.com oraz portal www.wboleslawcu.pl.
Za: Tygodnik Katolicki Niedziela

Dziękujemy Bogu, że dzięki naszym publikacjom ruszyła na Polskę akcja spotkań z ks. Sławomirem i coraz więcej ludzi zostaje uświadomionych na temat współczesnych zagrożeń duchowych naszych dzieci i młodzieży.
Chwała Panu!
Przypomnijmy wpis z ks. S. Kostrzewą - kliknij



Nie bądź obojętny!

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/05/09/ks-waldemar-wesolowski-nasze-dzieci-a-zabawki-konferencja-z-ks-slawomirem-kostrzewa-na-temat-odebrac-dzieciom-niewinnosc/

wtorek, 18 czerwca 2013

Ks. Marek Bałwas – O szatanie dla niedowiarków. Co Zły mówi o nas ludziach (podczas egzorcyzmów)

Kiedy czytamy Żywoty świętych, również dowiadujemy się, że byli święci, których prześladował szatan, kusząc ich do grzechu, do odstępstwa od Boga.
Pan Jezus uczy wiele razy, że jest szatan, jako zły duch, anioł, który kiedyś widząc swoją chwałę i wspaniałość w niebie, uniesiony pychą powiedział do części aniołów i Boga, że nie będzie służył Bogu. “Nad niebiosa się wywyższę i stanę się równym Bogu”.
W swoim zaślepieniu zapomniał, że przecież jest, choć wspaniałym, ale stworzeniem bożym, że Bóg nad nim ma władzę. I za swój bunt został razem z aniołami, którzy poszli za nim, strącony z nieba w otchłań piekła, które w tym momencie zostało przez Boga stworzone, jako miejsce kary dla niego i aniołów zbuntowanych.
Sam Pan Jezus uczy: “Widziałem szatana, jako błyskawice, z nieba spadającego” (Łk 10, 18). “Nie bójcie się tego, który ciało zabija, ale raczej bójcie się tego, który ciało i duszę zatracić może w ogień wieczny”.





Kiedy opisuje Sąd Ostateczny, to do potępionych powie: “Idźcie, przeklęci w ogień wieczny, zgotowany diabłu i aniołom jego”.
Wiernych, zgromadzonych przy Nim przestrzega przed szatanem:
“Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie”. Więc Pan Jezus uczy i przestrzega. Uczy, że jest zły duch – szatan, który ukarany za swoją pychę i strącony do piekła, nie mogąc wywrzeć swojej nienawiści na Bogu, bo wie, że Jemu nic uczynić nie może, swoją nienawiść wywiera na obrazie Bożym, podobieństwie Boga – człowieku, bo wie, w swoim doskonałym rozumie, że człowiek przeznaczony jest tam, skąd on został wyrzucony.
Zazdrość utraconego nieba, nienawiść do Boga, jest motorem jego działania, aby wszystkich ludzi potępić, aby od nieba odwieść. Dlatego kusi człowieka, dlatego namawia do grzechu, dlatego za wszelką cenę chce zgubić człowieka w piekle i nieba przez to pozbawić. Pan Jezus mówiąc o istnieniu szatana nazywa go: szatanem – złym duchem – czartem – odwiecznym ojcem kłamstwa.
I rzeczywiście! Odwieczny ojciec kłamstwa doprowadził do tego, że współczesny człowiek przestał wierzyć, że szatan istnieje. Kłamiąc, przekonał człowieka, wmówił w niego, że go nie ma. Z czasem zrodziło się przekonanie, że mówienie o istnieniu szatana, to opowiadanie, bajki. Szatana przedstawiano jako szkaradnego kozła, z jęzorem na wierzchu, z widłami w łapach, łańcuchem na szyi i długim ogonem, który raczej budził śmiech i drwiny i dobrze służył jako postrach dla niegrzecznych dzieci. Kiedy przedstawiano go w szopkach, przy śmierci Heroda, zawsze budził nie strach i lęk przed sobą, ale śmiech.
“Postać szatana została tak bardzo ośmieszona, że niejednokrotnie chrześcijanie sądzą, iż nie należy o nim mówić, aby nie narazić się na żarty. A jednak szatan jest rzeczywistością, której realność stwierdził sam Chrystus”.
Pan Jezus nauczając, przecież nie kłamał, nie straszył ludzi, ale przestrzegał przed nim. Mówił, że jest, realny, rozumny, zręczny, uparty w działaniu przeciw Bogu i człowiekowi. Czytając Ewangelię o opętaniu człowieka przez szatana za czasów Chrystusa – nie jeden człowiek stawia pytanie: dlaczego takie wypadki zdarzały się wtedy, kiedy Jezus żył na ziemi, a nie ma ich teraz. Dlaczego teraz szatan nie bierze ludzi w swoje działanie tak, jak przedtem? A może tylko wtedy był szatan, a teraz przeniósł się ze świata do swojego królestwa – piekła?
Oto opis przeżycia piekła w naszych czasach, w XX wieku. “Ujrzałem piekło. Oto zwłoki przegrzewane ogniem jęły się poruszać, trząść, wyginać, wykonywać jakieś gesty, pełne niewysłowionej grozy. Ogarniało mnie przerażenie graniczące z obłędem. Chwyciłem się za głowę. Chryste Panie! Matko Boska, ratuj! Wydawało mi się, że jestem na dnie piekła. Przede mną gorejący tłum potępieńców. Kłębowisko potwornych, spazmatycznie drgających ciał. Nie mogłem sobie narazie wyobrazić, że patrzę na naturalne zjawisko.
Ciepło rozgrzewa zamarznięte zwłoki i wywołuje ruch poszczególnych członków. W tej chwili widziałem tylko ten przeraźliwy ruch. Widziałem wznoszące się pośród płomieni ręce, prostujące nogi, otwierające się usta, drgające torsy. Jakiś zgarbiony ludzki ze zwłok ożył. Targnięty siłą ognia usiadł i przez chwilę spoglądał na nas szklistym, niewidzącym wzrokiem. Jego szczęki poruszały się, jakby chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie wystrzelił duży słup ognia, trup zatrzepotał martwymi rękoma i zapadł się w głąb płonącego stosu. Rozgrzane ciała puchły, nabrzmiewały i zaczęły się staczać z paleniska. Kazano je spychać z powrotem żerdziami w ogień. Czyniłem to pełen przerażenia i bólu. Moi koledzy popędzani kijami kapów, biegali naokoło stosu, podobni do szatanów, dręczonych potępione dusze”.
(St. Tworkowski, Pan Jezus ze Świętojańskiej Katedry – nowele, opowiadania.
Na prawach rękopisu, Warszawa 1950, str. 89-90).

Oto piekło XX wieku
Dzisiaj, w XX wieku nie ma ludzi opętanych przez szatana. Szatan – to bajka!
To opowieści dla małych dzieci, to dobre dla ludzi starszych, wierzących w Boga i bojących się kary wiecznej. Kto by się odważył w XX wieku mówić o szatanie? To przecież takie śmieszne.
Ludzie – nie ośmieszajcie się! To bzdura!
Dzisiaj szatana nie ma!
- Ci, którzy wywołali to piekło – to ludzie, przecież nie opętani przez szatana!?
Ci, którzy palili żywcem młodych Polaków i młode Polki, rzucając ich w piec krematoryjny i śmiejąc się, jak ciała ich drgają w konwulsjach konania – to przecież ludzie nie opętani przez szatana!?
- Ci, co w komorach gazowych truli miliony ludzi niewinnych: mężczyzn i kobiety, starców i dzieci, potem jeszcze przez okienka w drzwiach komór gazowych zaglądali, jak oni konają, nawet robili zdjęcia i nakręcali filmy, śmiejąc się z ich wykrzywionych twarzy i powykręcanych ciał – to nie ludzie opętani przez szatana!?
- Ci, którzy wydarli młodej matce Polce małe dziecko z pieluszek i trzymając za nóżki, roztrzaskali jego główkę o kant trotuaru, a matkę padającą na ciało swojego dziecka na trotuarze zastrzelili, śmiejąc się, że zabawa się udała – to nie byli opętani przez szatana!?
Ci, którzy strzelali do bezbronnych ludzi prosto w głowę, ci, którzy robili doświadczenia na żywych ludziach jak na królikach doświadczalnych, którzy powoli męczyli, topili w wodzie i gnojówce, wieszali, zamykali w komorach głodowych, bili na śmierć, masakrowali bezbronnych – to nie byli ludzie opętani przez szatana!?
Kiedy pijany gazda, na oczach swoich dzieci znęca się nad żoną, bije ją, kopie, ciągnie za włosy po podłodze a kiedy ona woła ratunku, wbija jej w gardło sękaty kij tak mocno, że krew tryska jej z ust i niewiasta umiera – czy to nie jest człowiek opętany przez szatana!?
- Kiedy nieobecny od trzech dni mąż, wraca w Wielkanoc do domu pijany i kiedy biją dzwony we wszystkich kościołach na Rezurekcję, a on siekierą zabija swoją matkę, żonę i własne dziecko, a sam wiesza się w łazience – czy nie jest to człowiek opętany przez szatana!?
- Matka, która w gliniance topi swoje dziecko, które przeczuwając, co ona robi woła: mamusiu, nie zabijaj mnie! – nie ma serca dla niego i rzuca w wodę z kamieniem u szyi – czy to nie jest człowiek opętany przez szatana!?
- A ta, która zabiwszy własne dziecko, wysyła je w paczce do Szczecina pod fałszywym adresem, dając mylny adres nadawcy – ona, matka, czy nie jest opętana przez szatana!?
- A Kuba rozpruwacz w Krakowie, który zabija niewinne niewiasty i na sądzie zeznaje, że zabiłby wszystkie – to nie był człowiek opętany przez szatana!?
- A te nagminnie popełniane teraz zbiorowe gwałty na dziewczętach i kobietach, połączone z zabójstwem ofiary – to nie opętanie przez szatana!?
- A szerząca się narkomania u młodzieży, rozpusta, alkoholizm zataczający coraz szersze kręgi – to nie opętanie przez szatana!?
- Potrafimy rozczulać się nad Łajką w kosmosie i głośno krzyczymy na cały świat o tej zbrodni na łamach gazet, a dalej piszemy w tych samych gazetach, że w kulturalny i bezbolesny sposób potrafimy zabić 15 milionów dzieci nienarodzonych w jednym tylko roku i w jednym tylko państwie (Ch.R.L.) – to nie opętanie przez szatana!?
- Kiedy mdlejemy na widok zbitego przypadkowo psa na ulicy, bo jesteśmy uczuleni na cierpienie i współczujemy nieszczęśliwemu zwierzęciu, albo zobaczymy jak małe dziecko, męczy ptaszka, to je karcimy, zobaczymy złamane drzewko, to się oburzamy na brak wychowania, bo nam tego żal – a sami potrafimy z rozmysłem zmuszać do zabicia albo zabić swoje dziecko jeszcze nienarodzone, bo jest niewygodne nam w życiu lub niechciane – to nie opętanie przez szatana!?
- Dlaczego tak wielu ludzi woła, że ma piekło w domu? Dlaczego tak wielu ludzi płacze i narzeka, nawet sobie życie odbiera, bo dłużej nie może znieść domowego piekła? Przecież nie ma dzisiaj ludzi opętanych przez szatana!

Mówić dzisiaj o szatanie, o opętaniu, to rzecz śmieszna i niemodne! Ale o jakże wielu można powiedzieć słowo, które Jezus wypowiedział do zarozumiałych faryzeuszy: “Wy macie diabła za ojca i chcecie postępować według tego, czego wasz ojciec pożąda” (J 8,44).
Nie zapominajmy o nauce Pana Jezusa, że szatan jest, realnie istnieje, działa, kusi, bierze w posiadanie ludzkie serca i dusze.
Jako duch, choć potępiony, posiada rozum i dobrze przemyśliwa w jaki sposób kusić człowieka rozumnego w XX wieku. W swej pokusie wykorzystuje wszystko, nawet to, co człowiek wynalazł dla własnego dobra. Używa wszelkich metod, wszelkich środków, wszelkich chwytów, aby tylko człowieka omamić, skusić, posiąść i zatracić.
Choćby druk. Wielkie osiągnięcie rozumu ludzkiego: Wynalazek druku pomógł człowiekowi utrwalić na długie wieki myśl ludzką. Za pomocą druku możemy czytać piękne książki o Bogu, czytać piękne powieści, poznać wiedzę. Ale i druk jest na usługach szatana. Skusił ludzi, aby pisali bezbożnicze książki, książki bluźniercze przeciw Bogu i Kościołowi Świętemu. I zapytać można: ilu ludzi straciło wiarę przez czytanie takich książek?
Ilu powstało bluźnierców przeciw Bogu? Ilu zostało ateistami, bo przekonali się w sposób “naukowy”, czytając je, że Boga nie ma?
Wspaniałą rzeczą jest wynalazek fotografii. Możemy na niej utrwalić obraz naszych najbliższych, kochanych ludzi, z którymi nie możemy się zawsze widzieć, bo mieszkamy daleko, albo odeszli od nas do Boga, możemy na niej utrwalić wspaniałe wydarzenia lub krajobrazy. Ale i fotografia stała się narzędziem w rękach szatana. Dzisiaj krzyczy się i pisze w gazetach, że Zachód staje się przez pornografię moralnie zepsuty, że niektórzy dorabiają się na niej wielkich fortun, że to zgnilizna moralna, rozpusta publicznie uprawiana przez zdjęcia. A u nas co się robi? Czy to, co drukuje się po gazetach – to sztuka? To piękno? To arcydzieła? Stwierdzić trzeba – to brukowa pornografia!
I zapytajmy znowu: ilu ludzi pod wpływem pornografii, pod wpływem takich zdjęć, popadło w konflikt z własnym sumieniem? Ilu ludzi przez takie zdjęcia, oglądając je, popełnia najszkaradniejsze grzechy?
Ilu ludzi, podniecając się takimi zdjęciami, rozbudza w sobie najniższe instynkty i moralnie się wykoleja?
A telewizja, a kino? Jakie filmy wyświetla dzisiaj kino i telewizja? Na jakie filmy młodzież najchętniej chodzi do kina? Niech będzie piękny film, nawet kolorowy, ale naukowy – tam braknie chętnych do jego oglądania. A niech tylko pokaże się film pornograficzny, to trudno doczekać się w kolejce przy okienku do kasy. Potrafi szatan, ojciec kłamstwa, wmówić w nas, że to sztuka, że to piękno, aby nas oddalić od Boga i zniszczyć.
Kusi nas szatan i to nieustannie przez zepsutego człowieka, Są ludzie różni: dobrzy i źli. Są ludzie nam obojętni, ale są i przyjaciele. Mamy wielu przyjaciół, przyjaciół dobrych i złych. I szatan kusi przez przyjaciela.
Namawia do złego. I tu niebezpieczeństwo i skuteczność pokusy szatańskiej, bo tak głupio przyjacielowi odmówić. Wielu ludzi nawet wbrew własnemu sumieniu godzi się na grzech, aby nie narazić się przyjacielowi, aby przed nim nie okazać, że jeszcze liczą się z własnym sumieniem. I powtarzam, ta pokusa jest bardzo niebezpieczna. I śmieje się szatan, że omamił człowieka, że tak wielu ma popleczników, pomocników na ziemi, tak wiele ma narzędzi, przez które kusi człowieka, przez które człowiek sam popada w jego sidła.
Ktoś powiedział, że gdybyśmy raz w życiu zobaczyli szatana takiego, jakim jest w swojej istocie, w jego brzydocie, w jego nienawiści do Boga i tego, co jest Boże na ziemi – to nigdy w życiu nie popełnilibyśmy najmniejszego grzechu i nigdy w życiu nie uleglibyśmy pokusie. I to jest prawdą, i o tym wie szatan. I dlatego się ukrywa.
Dlatego kusząc człowieka, namawiając go do grzechu, zawsze grzech przedstawia jako nasze osobiste dobro, które możemy posiadać zaraz, bez najmniejszego wysiłku. Przedstawia nam grzech w najwspanialszych barwach przyjemności zmysłowych, czy przyjemności posiadania. Przemawia do nas przez pokusę bardzo sugestywnie i czeka na naszą decyzję woli. Namawia, szepce w duszy, abyśmy się zgodzili.
Gdyby grzech, na który namawia szatan, wymagał od nas wiele wysiłku, powodował fizyczne zmęczenie, cierpienie, gdyby wymaga wielkiej ofiary i umartwienia, zaparcia się siebie, pozbawienia przyjemności i zadowolenia z siebie, to niewielu byłoby takich, którzy na grzech godzili by się, ulegali pokusie szatańskiej. I tu wychodzi jego kłamstwo.
Pan Jezus przestrzega nas, abyśmy czuwali i modlili się, aby nie popaść w pokuszenie…
Czuwanie, spostrzeganie w czas pokusy szatańskiej, uczulenie na nią, natychmiastowe oddalenie jej od siebie, nie narażanie się niepotrzebne na nią, uciekanie się do Boga w modlitwie o pomoc i ratunek – to środki walki z szatanem.
Trzeba nam wołać w czasie pokusy do Boga, jak wołali Apostołowie w czasie burzy na morzu: “Panie, ratuj, bo zginiemy !”
“Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu! Panie, pospiesz ku ratunkowi memu”.
Kiedy Św. Paweł modlił się do Boga, aby oddalił od niego pokusy cielesne – w odpowiedzi usłyszał głos Boży: że w czasie pokusy dostaje wystarczającą łaskę od Boga, aby pokusy zwalczył. Dlatego po tym uczy i tłumaczy wiernym, że Bóg nie pozwoli swoich wiernych szatanowi kusić ponad ich siły.
Uczy Św. Paweł, że Bóg wraz z pokusą daje wystarczającą łaskę, aby pokusy przezwyciężyć. Trzeba tylko chcieć skorzystać z łaski Bożej, z Bożej pomocy.
Był czas, że Św. Piotr zaparł się Jezusa. Ale po powstaniu z grzechu przestrzega swoich braci: “Bracia, bądźcie mężni we wierze i czuwajcie, bo szatan, jako lew ryczący krąży koło nas, szukając kogo by pożreć” (1 P 5,9).
A Św. Jakub Apostoł pisze w swoim liście do wiernych, że: “Błogosławiony jest człowiek, który przetrzyma pokusę, bo kiedy zostanie doświadczony, otrzyma wieniec chwały”.
Sam Pan Jezus przeszedł pokuszenie, aby dać nam naukę, jak my mamy postępować z pokusami, abyśmy nie zatracili dusz naszych w ogniu piekielnym.
Abyśmy mogli otrzymać wieniec chwały, abyśmy mogli być błogosławionymi, szczęśliwymi tu na ziemi i kiedyś z Bogiem w wieczności, trzeba nam: “Czuwać i modlić się, aby nie popaść w pokuszenie”.
Amen.
Dodatek (poza książką)
Ktoś kiedyś powiedział, że gdybyśmy raz w życiu zobaczyli szatana takiego, jakim jest w swojej istocie, w jego brzydocie, w jego nienawiści do Boga i tego, co Boże na ziemi – to nigdy w życiu nie popełnilibyśmy najmniejszego grzechu i nigdy w życiu nie uleglibyśmy pokusie. I to jest prawdą. I o tym wie szatan. I dlatego się ukrywa.
Opis diabła sporządzony przez sławnego jezuitę, Domenico Mondrone, który miał bezpośrednie doświadczenie ze złym duchem podczas rytualnego wykonywania egzorcyzmów:
(Słowa złego):
“Nigdy nie zdołasz zrozumieć, jak bardzo nienawidzę was, ludzi. Jak bardzo jesteście wstrętni. Chlubicie się najwyższą godnością wśród zwierząt, a jesteście z nich najohydniejsi. Wasze istnienie budzi we mnie wstręt. Uważam was za coś gorszego od waszych świń. Sądzicie, że jesteście inteligentni, a okazujecie się bardzo głupi. Wystarczyłoby zobaczyć, co wam podsuwam przez wielu “naukowców”, którzy są na mojej służbie i co daję wam w formie napuszonych, uczonych bredni. Pomyśl o tym, czym poję i karmię przez moją prasę!  Wy mielibyście być Jego najszlachetniejszym stworzeniem?
Wystarczy parę świństw, aby was kupić. Zaraz poddajecie się pokusom mych posłańców.  Przywiązujecie wielką wagę do waszej wolności, a pozwalacie się schwytać w moją niewolę. Och, jakie kpiny mogę sobie z was stroić w imię tej waszej wolności.
Okazujecie wstręt wobec tego, co jest brudne, a tymczasem jesteście zupełnie ulegli waszym namiętnościom, tarzacie się w waszych obrzydliwościach, jak świnie w błocie… Dla kobiety, czy dla garści złota jesteście gotowi pozarzynać się, co jest cudowne.
Wiele zyskał Ten – tam, że przelał krew, aby was odkupić. Odkupić was od czego, od grzechu?
Przecież nurzacie się w nim tak, że omal nie utoniecie! A co dopiero mówić, gdy wywołam wśród was ducha zazdrości, oszczerstw, nienawiści, rywalizacji, zemsty”.
Innym razem szatan tak wyznaje:
“Maryja jest tą, która wprowadza ogromne zamieszanie w moich planach. Jest niszczycielką mojego królestwa. Nie pozwala odnieść mi zwycięstwa i już przygotowuje mi klęskę. Ciągle plącze mi się pod nogami, wciąż przeszkadzając mi, przecinając mi drogę, podpuszczając swoich fanatyków do odbierania mi dusz. Tam, gdzie sięgają moje głośne podboje, Ona w ciszy rozprzestrzeniającej się mnoży swoje zwycięstwa”.
W cztery oczy ze złym duchem O. Mondrone, Echo 82/20 i 84/22 1991 r.

*************
Od Adminki:
To właśnie te teksty 21 lat temu nawróciły mnie z letniej katoliczki na gorącą, pełną wiary w Boga. Przeczytałam je w książce “Szatan istnieje naprawdę”, którą dostałam w prezencie od mojej rodzonej siostry. (Było to w maju 1992 roku)
Drogi Czytelniku pobierz tę książkę w pdf-ie wraz z innymi 19-ma książkami zgromadzonymi w 1 kompendium.
Miłej i pożytecznej lektury - kompendium wiedzy- kliknij i pobierz

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/05/09/ks-marek-balwas-o-szatanie-dla-niedowiarkow-co-zly-mowi-o-nas-ludziach/

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Strażnik Ładu, arbiter, „vicarius Christi” — ustrój monarchiczny w myśli politycznej średniowiecza

W wiekach średnich refleksja nad pozycją, rolą czy zadaniami władcy była przesycona wątkami religijnymi. Najwcześniejsze chrześcijańskie odniesienia do problematyki państwa pojawiły się w Nowym Testamencie. Były one następnie rozwijane czy to przez św. Pawła, czy też przez Ojców Kościoła, jak Ireneusz i Teofil.

Ze względu na pamięć o prześladowaniach wyznawców chrześcijaństwa przez przedstawicieli władzy państwowej w pismach pisarzy chrześcijańskich zyskała popularność pesymistyczna wizja państwa. Negatywne spojrzenie na państwo przetrwało nawet w czasach, gdy cesarstwo rzymskie stało się oficjalnie chrześcijańskie. Wielu autorów przedstawiało państwo w mniejszym lub większym stopniu jako zło konieczne, które tolerowane było przez Boga, choć jego korzenie tkwiły w grzechu człowieka. Laktancjusz w swym dziele napisanym na początku IV wieku postrzegał potęgę władcy jako konsekwencję upadku człowieka i jego oddalenia od Boga. Podobnie żyjący w V w. Teodor z Cyru uważał, że prawa są niezbędne ze względu na grzech człowieka, a dla ochrony niewinnych i ukarania złoczyńców konieczni są prawodawcy i sędziowie1.

Pesymizm św. Augustyna i wynikający z niego sąd o potrzebie państwowego okrucieństwa dobrze korespondowały z surowym systemem represji właściwym wczesnemu średniowieczu. Falę anarchii i niesprawiedliwości, która przetaczała się przez Europę, usiłowano powstrzymywać drakońskimi środkami karnymi. Idee Augustyna okazywały się przydatne zarówno w uzasadnianiu tych metod, jak i przypisaniu monarsze roli sędziego karzącego występek, grzeszne odruchy natury ludzkiej.



Upadek zachodniego cesarstwa rzymskiego spowodowany napływem ludów barbarzyńskich to również zetknięcie się różnych kultur prawnych, a tym samym rywalizacja przeciwstawnych koncepcji dotyczących źródeł władzy i prawa w państwie. W cesarstwie rzymskim rosnący autokratyzm cesarzy został już na początku III wieku podparty doktryną prawną głoszącą, jak pisał Ulpian, iż wola princepsa stanowi prawo.

Klimat panujący w schyłkowym okresie imperium, kiedy to cesarz Konstantyn był nazywany „namiestnikiem Chrystusa na ziemi” (zatwierdzał patriarchów i na soborach rozstrzygał kwestie teologiczne), nie sprzyjał próbom ożywienia pierwotnej idei zwierzchnictwa ludu charakterystycznej dla okresu republiki i wczesnego cesarstwa. Wędrówki ludów przywiodły natomiast na ziemie rzymskie plemiona o odmiennej tradycji, według której zakres swobody władcy był limitowany przez wolę wspólnoty, od której jego władza pochodziła.

Zgodnie z relacją Tacyta zawartą w dziele Germania, które powstało pod koniec I w., ludy germańskie obierały królów według ich szlachetnego urodzenia. Jednak potęga tych władców nie była nieograniczona i arbitralna. Decyzja o niektórych sprawach pozostawała w gestii plemienia, które respektowało powagę i urząd monarchy przemawiającego na zgromadzeniu, ale nie uznawało jego prawa do bezpośredniego wydawania rozkazów. Zdanie wodza bowiem, gdyby okazało się niepopularne, mogło zostać „zagłuszone”2.

Doszło zatem do konfrontacji dwóch konkurencyjnych koncepcji, którą bliską tradycji rzymskiej można nazwać „zstępującą”, a „wstępującą” teorię władzy odpowiadającej praktyce wspólnot germańskich. Doktryna „zstępująca” zakładała, że władza pierwotnie należała do władcy, który nie zawdzięczał jej żadnemu człowiekowi, a jego poddani nie mieli możliwości wywierania wpływu na warunki sprawowania władzy i byli zobowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa. Zgodnie z teorią „wstępującą” natomiast władza pochodzić miała od ludu, który przekazał ją monarsze. Władca nie sprawował rządów absolutnych, lecz w zgodzie ze źródłem swych uprawnień, zobowiązany będąc przestrzegać praw przodków3.

Jak się jednak okazało, doszło do ewolucji polegającej na przejęciu przez Franków, Burgundczyków, Wizygotów i in. plemiona germańskie wzorców rzymskich. Biorąc pod uwagę wzrost znaczenia pozycji wodza i przewagę kultury rzymskiej nad wierzeniami niepiśmiennych barbarzyńców, należy to uznać za naturalną ścieżkę rozwoju. Za prawdopodobne należy uznać przenikanie modelu sprawowania władzy, który wytworzył się w cesarstwie bizantyjskim, gdzie cesarza uważano za naśladowcę (mimetes) Chrystusa. W złagodzonej formie wiele składników bizantyjskiego ceremoniału przeniknęło na Zachód, jak szerokie trony, wzory szat i insygniów, „obrazy bliźniacze”, na których Chrystus i monarcha byli fizycznie podobni (miało to dowodzić tego, że „król jest obrazem Boga”)4.

W VI w. papież Grzegorz Wielki przedstawił koncepcję władzy odpowiadającej oficjalnej doktrynie bizantyjskiej o boskim pochodzeniu monarchy. Grzegorz głosił boską legitymację władcy, widząc w nim namiestnika Boga na ziemi5. Doktryna papieża odpowiadała przeświadczeniu o grzesznej i słabej naturze człowieka wymagającej silnej władzy dla okiełznania jej negatywnych skłonności. Podobnie niemal współczesny Grzegorzowi Wielkiemu biskup Sewilli, św. Izydor, uważał, że panujący zesłany jest na ziemię jako namiestnik Boga, aby swą władzą zapobiegał występkom i grzesznym działaniom ludzi, był bowiem przekonany, że karami i represjami można pohamować złe namiętności i nawyki6. Dla władców atrakcyjne okazało się być wzbogacenie swego panowania o treści sakralne. Było to tym bardziej naturalne, jeśli uwzględni się np. stary zwyczaj Burgundów usuwania królów w przypadku niepowodzeń wojennych lub słabych plonów7.

Chrześcijańską formułę monarchy „z łaski Bożej” (rex Dei gratia) najwcześniej zidentyfikować można z osobą króla Longobardów Agilulfa (VI/VII w.), permanentnie zaś była już ona odnoszona do wizygockich królów oraz frankijskich Karolingów. „Teokratyczna”, chrześcijańska wersja „zstępującej” doktryny władzy zdominowała sposób myślenia pisarzy wczesnochrześcijańskich, czego typowym przykładem były słowa Seduliusza Szkota, żyjącego na dworze biskupa Liège, zawarte w pracy O władcach chrześcijańskich z ok. 850 r.: „Pobożny władca gorliwie dążył do posłuszeństwa wobec woli i świętych przykazań Najwyższego Pana wszystkich rzeczy, przez którego boską wolę i powołanie bez wątpienia został wyniesiony na szczyty władzy. (…) Prawy władca przyznaje, że został wyznaczony przez Boga. (…) Czymże są władcy ludów chrześcijańskich, jeśli nie wykonawcami woli Wszechmogącego?”8.

Ryt namaszczenia obdarzał króla, podobnie jak biskupa, niezmywalną sakrą. Sakra wykluczała traktowanie króla jako osoby świeckiej. Pojęcie i status „króla — kapłana” były przy tym zróżnicowane w różnym czasie i miejscu: bodaj najdalej były one posunięte w Hiszpanii wizygockiej, gdzie władca (pojęty na wzór cesarza bizantyjskiego jako „apostoł”, co w 585 r. zatwierdził III synod w Toledo) dysponował nawet prawem ekskomuniki9. Funkcja kapłańska monarchy szczególnie została wyeksponowana także w królestwie Francji, której władca jako jedyny (oprócz cesarza rzymskiego) z monarchów katolickich posiadał prawo odprawiania nieszporów w Boże Narodzenie oraz udzielania kapłańskiego błogosławieństwa. Innym przejawem wyróżnienia władcy było przypisywanie mu zdolności uleczania poprzez dotknięcie ze skrofułów10. Po zakończeniu ceremonii koronacji pomazaniec dotykając chorego, wypowiadał słowa: „król cię dotyka, a Bóg uzdrawia”, co wskazywało na pośrednią rolę monarchy, którego źródłem duchowej mocy był wyłącznie Bóg11.

Sakralność władcy była jednak świętością instytucji, a nie osoby, ponieważ „wiedziano zawsze, że dostojnik jest zwykłym człowiekiem. (…) Ale przecież nie czczono człowieka, lecz urząd, czyli upostaciowaną moc”12. W instytucji króla nastąpiło pogodzenie przeciwieństw: był on zarazem „pomazańcem Bożym” i konkretnym człowiekiem z naturalnymi ułomnościami. Tak zarysowany model władzy opierał się na ontologicznej, a nawet prawnej, ambiwalencji tożsamości władcy. Zgodnie ze średniowieczną terminologią król stanowi persona mixta, osobę przemieszaną ze względu na swoje naturalne pochodzenie i święte namaszczenie jednocześnie istnieje w ciele wspólnotowym i w ciele naturalnym13. Innymi słowy, postrzegano go jako osobę o dwóch ciałach: widzialnym (ziemskim) i niedostrzegalnym ludzkim okiem (duchowym). Pozwoliło to przedstawiać monarchę jako osobę pośredniczącą pomiędzy „ziemią” a „Niebem”, zdolną sprawowania władzy nad siłami przyrody i obdarzoną zdolnościami magicznymi.

Kościół uprawomocnił instytucję „świętej monarchii”, odrzucając tendencje zmierzające ku deifikacji monarchy, a nawet wzmocnił jeszcze ten jej charakter — jak ujął to Jacek Bartyzel — stawiając jednocześnie przed każdym królem chrześcijańskim Króla w Koronie Cierniowej jako niedościgniony — lecz konieczny do naśladowania — wzór panowania14. Pewność, iż król to ziemski namiestnik Boga (vicarius Dei)15 wzmacniał autorytet Pisma Świętego. Wiązało się to jednak z istotnymi ograniczeniami, gdyż nadprzyrodzona legitymizacja władzy królewskiej pociągała za sobą obowiązek podporządkowania celu władzy prawu Bożemu16. Jak oznajmiał żyjący w VII w. król Reccared, wszechmocny Bóg udzielił mu władzy królewskiej dla dobra jego ludu (pro utilitatibus populorum), król Ervig natomiast głosił, że otrzymał ją po to, by zbawić kraj i uratować jego lud17. Już bezpośrednim odniesieniem sytuacji monarchy do męki Chrystusa było postrzeganie choroby umysłowej Karola VI Walezjusza jako wyrazu ekspiacji za grzechy Francuzów.

W miarę krzepnięcia systemu feudalnego po raz kolejny doszło do zmian akcentów w średniowiecznej teorii władzy. Odwoływano się już do założenia, że choć król nie jest odpowiedzialny przed podanymi, to odpowiedzialny jest za nich, a zatem powinien sprawować władzę w ich interesie. Żyjący w XII w. Jan z Salisbury w swym dziele Policraticus pisał, że „władca jest w rzeczywistości sługą dobra publicznego i niewolnikiem sprawiedliwości i w tym reprezentuje społeczność, że sprawiedliwie i bezstronnie karze złe uczynki i krzywdy wszystkich ludzi oraz tłumi wszelkie zbrodnie”18.

Podobnie według poglądu Dantego Alighieri — wyrażonego w dziele pt. Monarchia19 — istnienie monarchii, która u niego była monarchią powszechną, identyczną ze „społecznością uniwersalną”, było warunkiem koniecznym spełnienia drugiego obok zbawienia wiecznego (do którego prowadzi Kościół) celu uniwersalnego rodzaju ludzkiego, jakim jest szczęśliwość doczesna. Warunkiem aktualizacji wszystkich możliwości ludzkich była zatem według Dantego zjednoczenie i zespolenie ludzkich wysiłków. Z tego powodu człowiekowi potrzebny był „podwójny drogowskaz, stosownie do dwojakiego celu, jaki posiada. Jest nim mianowicie Najwyższy Kapłan, który prowadzi rodzaj ludzki do życia wiecznego, przy pomocy prawd objawionych, i Cesarz, który według nauk filozoficznych kieruje rodzaj ludzki do szczęśliwości ziemskiej”20.

W idei cesarstwa Dante widział szansę ustrojową dla ludzkości. Najwyższy i jedyny sędzia i autorytet — stojący ponad zwaśnionymi stronami, niezależny od nikogo, jest więc najlepszym gwarantem w dążeniu do celu uczynienia ludzkiego życia spokojnym i unormowanym. Optymalnym ustrojem nad światem jest ten, w którym sprawiedliwość jest uznawana za największą wartość. Najlepszym zaś wykonawcą sprawiedliwości jest jeden silny cesarz, gdyż on posiada niezbędną do jej realizacji wolę i siłę — obie cechy w stopniu najwyższym. Dzięki temu, że władza jest atrybutem cesarza, zapewnione są dwa niezbędne warunki, by społeczność mogła realizować swoje naturalne cele21.

Jeden z najwybitniejszych myślicieli politycznych doby średniowiecza, św. Tomasz z Akwinu, w swej pracyDe regno ofiarowanej królowi Cypru idąc śladami Arystotelesa, uzasadniał fakt naturalności istnienia wspólnoty ludzkiej, co było równoznaczne z tezą o konieczności jej istnienia. Społeczność zaś stanowiła całość, jedność. Jeśli tak, to musiał istnieć czynnik, który zapewniał jej spójność. Akwinata musiał rozstrzygnąć problem pogodzenia indywidualnej natury każdego człowieka z faktem przynależności do wspólnoty. Rozwiązanie zagadnienia Doktor Anielski odnalazł w stwierdzeniu, że warunkiem istnienia takiej wspólnoty była obecność czynnika, który godził owe różnorodne indywidua z koniecznością ich współistnienia w ramach jednego organizmu społecznego. Rola taka miała przypaść królowi.

Uzasadnienie tejże tezy miały stanowić dwie analogie: biologiczna (organiczna) i kosmologiczna. Każde ciało składa się z różnorodnych elementów i jednocześnie zawiera pewną nadrzędną moc, która dba o dobro każdego z elementów. Podobnie we wszechświecie istnieje wiele ciał, a wszystkie one podporządkowane są ciałom niebieskim. Prawidłowym spostrzeżeniem było zatem to, że hierarchia była wszechobecna w świecie nieożywionym i w porządku antropologicznym.

Tomasz posługiwał się barwną metaforą wspólnoty politycznej jako okrętu: „żaden przecież okręt, rzucany w różne strony porywami zmiennych wiatrów, nie dotarłby do wyznaczonego kresu żeglugi, gdyby nie kierowała nim przemyślność sternika”22.

W dalszych częściach traktatu Akwinata uzasadniał, czemu miałyby być podporządkowane działania monarchy, a mianowicie: „do pojęcia króla należy to, by był owym jednym, który stoi na czele i jest pasterzem wspólnego dobra zbiorowości, a nie poszukiwaczem własnej korzyści. (…) Jasne więc już staje się, że królem jest ten, kto króluje nad społecznością wspólnoty politycznej lub prowincji, dążąc do dobra wspólnego”23.

Wizja monarchy jako czynnika spajającego, jednoczącego wspólnotę, której przewodzi, u Tomasza nierozerwalnie łączyła się z wymiarem eschatologicznym. Porządek naturalny był bowiem podporządkowany porządkowi prowadzącemu do Boga. Podwójna natura człowieka (ciało, dusza) odzwierciedlała się jako dwojakie podporządkowanie: zarówno Bogu — czyli w praktyce i Kościołowi — jak i społeczeństwu, to znaczy władzy państwowej. Na władzy państwowej ciążył obowiązek zapewnienia ludziom warunków niezbędnych do osiągnięcia celu głównego człowieka24. Nie było to możliwe w stanie niepokojów i zamętu. Kryterium doboru odpowiedniego ustroju było zatem to, w jakim stopniu władza „przyczyniałaby się do zachowania jedności jako pokoju”25. Warunek ten spełnia monarchia, gdyż „to zaiste nazywamy korzystniejszym, co lepiej prowadzi do celu. Okazuje się, że rzecz będąca sama w sobie jednością o wiele lepiej jednoczy niż jakaś mnogość”26.

W historii ludzkich dziejów nieustannie poszukiwano sposobu na rozstrzygnięcie, neutralizację konfliktów politycznych. Jednym ze sposobów, jakie zaproponowano, był ustrój polityczny. Ukształtowanie relacji pomiędzy przeciwstawnymi czynnikami politycznymi przybierało różne formy. Jedną z nich była monarchia, której istotę Platon opisywał jako „umiejętność panowania nad ludźmi w ogóle”. Podobnie Arystoteles „królestwem” nazywał „tę postać jedynowładztwa czyli monarchii, która ma na oku dobro ogólne”.

Pod tym względem wieki średnie nie odbiegały w sposobie postrzegania od epoki klasycznej. Również dostrzegano w monarsze tę osobę, której poczynania były ukierunkowane na realizację dobra wspólnego. Wydaje się nawet, że monarchie średniowieczne były najbliższe urzeczywistnieniu ideału rządu mieszanego (regimen mixtum), o którym pisał m.in. Cyceron. W ustroju tym rolę władzy opisywano jako strzeżenie ładu Bożego na ziemi i czynienie sprawiedliwości pojmowanej jako zachowywanie zadawnionych uprawnień i tradycyjnego prawa zwyczajowego. Jej kompetencje były jednak limitowane przez uprawnienia i przywileje rycerstwa, które zasługami i szlachetnością zdobyła swą pozycję. Ustrój ten znacznie się różnił od monarchii absolutnej, dla której charakterystyczne było wydatne osłabienie „ciał pośredniczących” pomiędzy suwerenem a ludem, w tym arystokracji i reprezentantów stanów, gmin, oraz tendencja do centralizacji i ograniczania kompetencji samorządu korporacyjnego i prowincjonalnego. Ustrój ten był jednak owocem i błędem czasów późniejszych, stopniowo sekularyzujących się czasów nowożytnych27.

Niniejszy szkic jest pisemną wersją referatu o tym samym tytule, który został wygłoszony podczas Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Uniwersalne i regionalne metody rozwiązywania sporów społeczno-politycznych i międzypaństwowych” w dniach 17-18 maja 2012 r. w Zieleńcu.

1 J.M. Kelly, Historia zachodniej teorii prawa, Kraków 2006, s. 113.

2 Tacyt, Germania, 1.7,11; [w:] idem, Dzieła, Warszawa 2004, s. 602-604.

3 J.M. Kelly, op. cit., s. 114.

4 J. Baszkiewicz, Myśl polityczna wieków średnich, Warszawa 1970, s. 76.

5 G.L. Seidler, Myśl polityczna średniowiecza, Kraków 1961, s. 151.

6 Izydor z Sewilli definiując władzę królewską, pisał, że: „Królowie wywodzą swe miano od królowania (reges a legando vocati) (…), a ten, kto nie czyni tego w sposób prawy (qui non corrigit, «ten, kto sprowadza rzeczy na właściwą drogę» – przyp. tłum.), nie króluje. Zatem miano króla przysługuje tym, którzy postępują słusznie, traci je natomiast ten, kto czyni źle. Dlatego starożytni mieli przysłowie: Będziesz królem, jeśli postępujesz słusznie i w żadnym innym wypadku”; cyt. za: J. M. Kelly, op. cit., s. 117.

7 J. Baszkiewicz, op. cit., s. 80.

8 Seduliusz Szkot, De rectoribus christianis, S. Hellman (ed.), (w:) Quellen und Untersuchungen zur lateinischen Philologie des Mittelalters, München 1906, s. 19 passim; [cyt. za:] J.M. Kelly, op. cit., s. 116.

9 J. Bartyzel, Król, [w:] Encyklopedia białych plam, (red.) H. Kiereś, t. X, Radom 2003, s. 231-232.

10 M. Bloch, Królowie Cudotwórcy. Studium na temat nadprzyrodzonego charakteru przypisywanego władzy królewskiej zwłaszcza we Francji i w Anglii, Warszawa 2008, s. 60 passim; por. J. Pysiak, Wyprawa Karola Wielkiego na Wschód i cudowne uzdrowienie skrofułów przez króla Franków, [w:] Christianitas Romana, (red.) K. Skwierczyński, Warszawa 2009, s. 215 passim.

11 J. Bartyzel, op. cit., s. 231.

12 E. Kantorowicz, Dwa ciała króla: studium ze średniowiecznej teologii politycznej, Warszawa 2007, s. 161.

13 P. Grad, Szekspir i sekularyzacja. Narodziny tożsamości świeckiej w „Ryszardzie II”, „Pressje”, teka XXVI/XVII, 2011, s. 143. Za analogię może posłużyć intrygujący i sporadycznie stosowany w starożytnym Egipcie zwyczaj grzebania dwóch posągów martwego urzędnika: jednego z peruką na głowie i przepaską na biodrach jako piastującego godność królewskiego urzędnika oraz drugiego łysego i w długiej szacie człowieka, którym był zmarły; E. Kantorowicz, op. cit., s. 392.

14 J. Bartyzel, op. cit., s. 232.

15 Joanna d’Arc miała zwrócić się do przyszłego króla Karola VII słowami: „Miłościwy Delfinie, zwą mnie Joanną Dziewicą i przekazuję ci w imię Króla Niebios moimi ustami, że zostaniesz konsekrowany i koronowany w mieście Reims i będziesz namiestnikiem Króla Niebios jako król Francji”; cyt. za: J-P. Roux,Król: mity i symbole, Warszawa 1998, s. 230.

16 Limitowanie władzy monarchy przez prawo Boże było tendencją odchodzenia od wzorców z późnorzymskich, kiedy to powołując się na zdanie z Kodeksu Justyniana: quod principit placuit, legis habet vigorem, starano się zakreślić szeroki zakres uprawnień władcy. Argumentów przeciw zbyt daleko idącym prerogatywom króla dostarczały nie tylko wyniki rozważań teologicznych, ale także rozwiązania wypracowane przez jurystów rzymskich. Doskonale ilustruje to anegdota, której bohaterem był cesarz Fryderyk Barbarossa i dwóch wybitnych prawników, Martinus i Bulgarus. Cesarz zapytał ich, czy zgodnie z obowiązującym prawem mógłby odebrać coś swojemu poddanemu i przekazać innemu, tylko z tego powodu, że jest władcą i że prawo stanowi, że „to, co podoba się Księciu, jest prawem dla jego poddanych”. Bulgarus odparł, że takie postępowanie byłoby zgodne z prawem. Martinus natomiast zaoponował i powiedział, że prawo jest najwyższą sprawiedliwością i każdy powinien uczciwie przestrzegać przepisów prawa. Ponadto cesarz korzystając ze swej władzy, musi wiedzieć, komu i dlaczego udziela swych łask. Odpowiedź Martinusa byłaby zatem parafrazą cytatu z Kodeksu Justyniana, że monarcha powinien podporządkować się prawu, bo jego władza na prawie się opiera (Digna vox maiestate regnatis legibus alligatum se principem profiteri: adeo de auctoritate iuris nostra pendet auctoritas. Et re vera maius imperio est submittere legibus principatum); K. Pannington, Władca i Prawo (1200-1600). Suwerenność monarchy a prawa poddanych w zachodnioeuropejskiej tradycji prawa, Warszawa 2012, s. 36-37.

17 J.M. Kelly, op. cit., s. 118.

18 Jan z Salisbury, Policraticus, 4.2, Lublin 2008, s. 61. Dalej sekretarz św. Tomasza Becketa pisał: „Wszyscy, którzy żyją w społeczeństwie politycznym powinni żyć i postępować zgodnie z prawem. Wszyscy zatem są zobowiązani do ograniczeń wynikających z konieczności przestrzegania praw, chyba że komuś wydaje się, że udzielono mu pozwolenia na nieprawość. Mimo to książę jest uważany za absolutnie wiążące prawo dla samego siebie, nie dlatego, że ma zezwolenie na bycie niesprawiedliwym, ale jedynie dlatego, że powinien być kimś, kto nie boi się kar prawnych, kimś, kto kocha sprawiedliwość, wysoko ceni prawość, osiąga użyteczność republiki i we wszystkich kwestiach przedkłada interes innych nad swoją prywatną wolę”; ibidem, s. 63.

19 Traktat Monarchia został napisany przez Dantego w czasie wyprawy Henryka VII do Włoch, czyli na początku XIV w. Dziełem tym Dante włączył się w ówczesną walkę polityczną pomiędzy Ludwikiem Bawarskim a papieżem Janem XXII, stając wyraźnie po stronie idei cesarskich, co przyniosło niezadowolenie strony kościelnej. Papieski legat w północnych Włoszech kazał katu spalić książkę Dantego jako zawierającą tezy będące atakiem na instytucję papiestwa. W 1554 r. Monarchia została wpisana na indeks ksiąg zakazanych, z którego zostało wycofane w 1881 r., za pontyfikatu Leona XIII; J. Grzybowski, Miecz i Pastorał. Filozoficzny uniwersalizm sporu o charakter władzy. Tomasz z Akwinu i Dante Alighieri, Kęty 2006, s. 171.

20 Dante Alighieri, Monarchia, 3.10, Kęty 2002, s. 98

21 J. Grzybowski, op. cit., s. 176.

22 Św. Tomasz z Akwinu, O królowaniu – królowi Cypru, przeł. M. Matyszkowicz, „Państwo. Zeszyty Naukowe Koła Nauk Politycznych UJ”, Kraków 2004, s. 7.

23 Ibidem, s. 17.

24 M. Sadowski, Godność człowieka i dobro wspólne w papieskim nauczaniu społecznym (1878-2005), Wrocław 2010, s. 88.

25 Św. Tomasz z Akwinu, O królowaniu – królowi Cypru, 3.2, przeł. M. Matyszkowicz, Kraków 2006, s. 47.

26 Ibidem.

27 Niezwykle interesujące zagadnienia sekularyzacji myśli politycznej w czasach nowożytnych w naszej opinii należy wiązać z trzema nazwiskami: N. Machiavellim, J. Bodinem i T. Hobbesem. Choć proces ten zapoczątkowany został już w samym średniowieczu, to pisarstwo tych trzech postaci miało największy wpływ na jego sfinalizowanie. N. Machiavelli odrzucił rozumienie polityki jako moralności życia publicznego, a ujmował ją jako sztukę, w której władca jako jedyny podmiot ustanawia kryteria dobra i zła, skuteczności i nieskuteczności. J. Bodin przeciwstawił się twierdzeniu, że suwerenność stanowi sumę uprawnień Korony i stanów, a przyjął, że jest to „absolutna i trwała władza państwa”, której najistotniejszym przejawem jest prawodawstwo, dla którego jedyną podstawą mocy obowiązującej jest wola suwerena. Tym samym normy prawne nie są wywodzone z zastanej rzeczywistości, ale same są empirycznym ładem. J. Bodin odrzucił dotychczasowy schemat ustroju feudalnego z „ciałami pośredniczącymi”. Głosił, że model regimen mixtumnigdy nie był urzeczywistniony w dziejach, a jedynym właściwym ustrojem jest monarchistyczno-centralistyczny, gdzie wszyscy są poddanymi oraz gdzie władzę ogranicza jedynie system norm ponadnaturalnych, choć ich złamanie nie upoważnia poddanych do wypowiedzenia posłuszeństwa monarsze. T. Hobbes poprzez teorię umowy społecznej nadał prawu i państwu charakter wyłącznie utylitarny. System polityczny traci w ten sposób oparcie w normach lex aeterna, a jedynymi elementami spajającymi związek społeczny są przymus i sankcja.

Łukasz Szymański
http://www.legitymizm.org