piątek, 7 czerwca 2013

Plany MEN: masturbacja dla niemowląt


WHO do spółki z MEN, MZ i Fundacją sieci klinik aborcyjnych Planned Parenthood zorganizowała w poniedziałek 22 kwietnia 2013 roku konferencję, na której podano przepis na skuteczną deprawację dzieci. Pod zgrabnym hasłem "Standardy edukacji seksualnej w Europie." przedstawiono zestaw wskazówek gwarantujących demoralizację człowieka już od momentu urodzenia.



Przesada? Ależ skąd! W materiałach konferencyjnych znajduje się kilkunasto-stronnicowa tabela opisująca uzyskanie pożądanych zachowań u dzieci w różnych grupach wiekowych. Pierwsza z nich, to wiek... 0-4 lat. Jest również specjalny rozdział zatytułowany: "Dlaczego edukację seksualną należy rozpoczynać przed czwartym rokiem życia?"

Tak więc noworodkom, niemowlętom i dzieciom do 4 roku życia należy wpajać "masturbację we wczesnym dzieciństwie", nie mówić o mamie i tacie, ale o tym, że są "różne rodzaje związków" jak również przygotowywać dzieci do dokonywania aborcji gdy będą starsze, poprzez wyrabianie postawy "Moje ciało należy do mnie". Zachęca się je również do "zabawy w lekarza" oraz mówi się im, że mają płeć nie tylko "biologiczną" ale również "społeczno-kulturową".

Potem jest już tylko gorzej. 4-6 latki definitywnie nie mogą już mieć poczucia wstydu, bo dla nich "uczucia seksualne (...) powinny być to uczucia pozytywne", 6-9 latki mają już sobie radzić "z obrazem seksu w mediach", 9-12 latki mogą określać swoją "orientację płciową" . 12-15 latek ma realizować swoją seksualność nawet jeśli miałoby to oznaczać konflikt "ze sprzecznymi osobistymi (wewnętrznymi) normami i wartościami (...)", a powyżej 15 roku życia należy wymóc na dziecku zmianę "możliwych negatywnych odczuć, odrazy i nienawiści wobec homoseksualizmu". Rozdział "Psychoseksualny rozwój dzieci" dodaje ponadto, że w wieku 16-18 lat mają miejsce stosunki seksualne (...) i w końcu seks oralny i czasami analny".

Taki przepis na życie chce zaserwować naszym dzieciom MEN. Przytoczony przez nich opis praktyk stosowanych wobec dzieci zakłada, że każde dziecko jest od urodzenia opętane seksem. Chcą więc wmówić społeczeństwu, że dzieci mają potrzebę realizowania się seksualnie. Mamy wówczas gotową podkładkę dla legalizacji pedofilii.

Aleksandra Musiał

czwartek, 6 czerwca 2013

Seks w przedszkolu już we wrześniu

Chce tego Palikot i Tusk. Zapowiada się kolejna rewolucja w polskim szkolnictwie, a w zasadzie w nauczaniu przedszkolnym. Zanosi się na to, że już od września dzieci w wieku do 6 lat będą zmuszane do edukacji seksualnej. Lada dzień projektem ustawy zajmie się sejmowa Komisja Edukacji.

Projekt ustawy autorstwa Ruchu Palikota w Sejmie jest już od połowy lutego. Autorzy proponują aby raz w tygodniu dzieci w wieku do sześciu lat uczęszczały na przedmiot o nazwie „wiedza o seksualności człowieka”.

Ustawa ma być odpowiedzią na rzekome oczekiwania rodziców, bowiem z badań prowadzonych przez TNS ma wynikać, jakoby ok. 88 proc. pytanych chciało edukacji seksualnej. Poza tym autorzy ustawy powołują się na międzynarodowe zobowiązania Polski, w tym zalecenia WHO.

„Przeniesienie regulacji związanych z edukacją seksualną z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (art. 1 ust. 1 ustawy o edukacji seksualnej) do ustawy o systemie oświaty nie jest li tylko zabiegiem techniczno-legislacyjnym. Przeciwnie. Stanowi wyraźny akcent, by problematykę edukacji seksualnej uwolnić od kwestii polityczno-ideologicznych i oprzeć na rzetelnej, możliwie obiektywnej wiedzy naukowej – tak by wprowadzany przedmiot był postrzegany nie inaczej, jak pozostałe przedmioty szkolne np. matematyka czy biologia” – piszą posłowie w uzasadnieniu.

Pod projektem podpisuje się Wanda Nowicka, która ma być sprawozdawcą.

Warto przypomnieć, że niedawno w siedzibie Polskiej Akademii Nauk w Warszawie pod patronatem MEN oraz resortu zdrowia odbyła się konferencja, podczas której przedstawiono rekomendacje Światowej Organizacji zdrowia dotyczące edukacji seksualnej w Europie.

Na spotkaniu pojawiły się zalecenia, aby dzieciom w wieku 4-6 lat przekazywać treści o – „uczuciach seksualnych jako części ludzkich uczuć” oraz „stosownym języku seksualnym”, a także nakazano, by w ramach tematów obowiązkowych informować dzieci w wieku do 4 lat o „różnych rodzajach związków”, czy „prawie do badania tożsamości płciowych”.

Jednym z gości (występujący na konferencji w roli eksperta) był Lew Starowicz, stały gość porannych programów śniadaniowych w telewizji, seksuolog, znany z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi.

Już słychać głosy oburzenia, bowiem program takiej swoistej ideologizacji seksualnej ma zostać na poważnie wprowadzony w polskich szkołach. Na razie nie znamy jeszcze szczegółów na temat tego, jak ministerstwo zamierza procedować ustawę, która – o ile zostanie szybko przyjęta – zacznie obowiązywać już 31 sierpnia tego roku. Wiadomo jednak, że nad założeniami resort Krystyny Szumilas pracuje już od trzech lat.

Pewne jest, że podobny program przyniósł już katastrofalne skutki w wielu państwach Europy. Podobne rozwiązania przyjęto Wielkiej Brytanii czy Szwecji i okazało się, że w ostatnich kilkunastu latach drastycznie wzrosła ilość niechcianych ciąż a co za tym idzie – aborcji wśród nastolatek. Powiększyła się także zapadalność na choroby weneryczne wśród nastolatków.

Jeszcze kilkanaście lat temu bardzo wiele niezadowolonych było z wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej. Tyle, że wtedy nie wyznaczono żadnych etycznych norm, które miałby być przekazywane dzieciom ze starszych klas podstawówek i gimnazjów. Odezwali się także niektórzy producenci środków antykoncepcyjnych, którzy mieli sponsorować broszury, a niekiedy nawet całe zajęcia prowadzone z uczniami – z oczywistym przesłaniem.

Na szczęście problem został rozwiązany, i w  wielu szkołach zaczęła obowiązywać – nie edukacja seksualna, a „przygotowanie do życia w rodzinie”.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy specjalistę z tej dziedziny, ks. dr. Marka Dziewieckiego, autor wielu publikacji na temat wychowania. Jego zdaniem tak zwana edukacja seksualna nie zakłada w sobie żadnych celów wychowawczych, ani kształtowania odpowiedzialnych postaw. Jej celem jest wciąganie dzieci we wczesnym wieku w zainteresowanie się popędem seksualnym oraz wmówienie dzieciom, że w tej sferze nie powinny obowiązywać żadne zasady moralne.

„Edukatorzy” chcą, by młodzi ludzie uwierzyli w to, że seksualność jest po to, aby się nią dobrze bawić, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji – przypomina ks. Dziewiecki.

Michał Polak

Źródło: www.rodzinakatolicka.pl

środa, 5 czerwca 2013

Dopuszczenie bioenergoterapeuty Clive’a Harrisa do kościołów było wielkim błędem i lekkomyślnością – Harris inicjował w okultyzm miliony Polaków, “uzdrawiał” za pomocą demonów


Egzorcyści katoliccy są obecnie całkowicie pewni tego, że dopuszczenie Harrisa do kościołów było wielkim błędem i lekkomyślnością, gdyż – według nich – korzystanie z zabiegów bioenergoterapeutów jest praktykowaniem okultyzmu, co prowadzi do duchowych zniewoleń.
O. Boshobora, gdy zaczął przyjeżdżać do Polski, był zdziwiony, że w naszym kraju tak wielu katolików praktykuje okultyzm: korzysta z wróżek, tarota oraz bioenergoterapeutów, co jest prostą drogą do duchowych zniewoleń. Dziś egzorcyści nie mają już wątpliwości, jak wielkim błędem i lekkomyślnością było dopuszczenie w latach 70. i 80. do kościołów bioenergoterapeuty Clive’a Harrisa. W spotkaniach z nim, które mogły być duchową inicjacją zniewoleń, uczestniczyło 9 mln Polaków - kliknij

 Robert Tekieli: Był czas, kiedy bioenergoterapeutów zapraszano do salek przy kościołach. Sporo ludzi brało udział w tych seansach, gdyż sądzili, że jest to tylko leczenie przy pomocy przekazywanej energii, która jest dobra, gdyż jest darem Boga… Niestety nic z tych rzeczy nie zachodzi. Bioenergoterapia jest formą mediumizmu, czyli otwarcia się na rzeczywistość duchową (…) Według mojego szacunku Harris inicjował w okultyzm 3 miliony Polaków, którzy przychodzili ufnie do kościołów. Jak Kościół rozeznał to i dlaczego wyrzucił Harrisa z kościołów? Jego tłumaczka Maria Pieńkowska – obecnie działająca we Wspólnocie Emmanuel – zaobserwowała, że po każdej jego wizycie w ich wspólnocie, która posługiwała przy jego działaniach, zaczynały się rozłamy, jakieś problemy. Zło działało ewidentnie. Za trzecim razem skojarzyli to z jego osobą. Maria po prostu podeszła do niego i spytała, jakimi siłami uzdrawia. On odpowiedział, że przy pomocy duchów, przyznał, że są to demony



Byłam podającą u Harrisa – (fragment)

Jednak Pani odejście z grupy osób pomagających Harrisowi nie było przypadkowe. Jak to się stało?
Zastanawiało mnie bardzo to, o czym już wspominałam, że w obecności Harrisa osoby z grupy pomagającej mu zaczynały się dziwnie zachowywać. Może ja tych konfliktów tak bardzo nie odczuwałam, ale byty osoby, które to bardzo przeżywały. Odczuwało się jakieś zagęszczenie atmosfery czy wręcz agresji w powietrzu. W normalnej sytuacji praca w zespole dla dobrej sprawy jednoczy ludzi, tu jednak występowało coś przeciwnego.

Czy dziś umie to Pani już wyjaśnić?
Często pytałam Harrisa o różne rzeczy wprost. Któregoś razu powiedział mi, że pracuje z duchami. Pytałam się, jak to duchami? Tłumaczył mi więc, że istnieje świat duchów. Są to duchy człowiekowi przyjazne, które pomagają ludziom, i właśnie one jemu pomagają. Dziwnie to zabrzmiało, ale nie wgłębiałam się w to. Otoczenie klasztoru, księży, które często towarzyszyło w jego pracy, powodowało, że nawet na chwilę nie przyszło mi do głowy kwestionować nadzwyczajnych zdolności Harrisa. Teraz wiem, że nie jest to wcale takie oczywiste. Ale wtedy wszyscy myśleliśmy, że to dar od Boga i że skoro Pan Bóg daje, to trzeba mu dziękować i korzystać. Nikt sobie wtedy nie zadawał jakichś specjalnie głębokich pytań. Chociaż trzeba przypomnieć, że niektórzy, np. dominikanie, zadawali sobie różne pytania. Jednak ludzie byli wtedy zachwyceni Harrisem i trudno byłoby wówczas coś podważać.
Pamiętam, że pytałam też Harrisa, czy swoją siłę może wykorzystywać w złych celach? Odpowiedział, że może. Jego zdaniem, swoją energią mógł uzdrawiać, ale i niszczyć. Zastrzega się jednak, że nigdy nie wykorzystuje jej w celach destrukcyjnych.

Pytałam też, czy może wpływać na psychikę i sferę duchową człowieka. Odpowiadał, że tak. Przychodziły czasem do niego osoby z depresją. Nie pamiętam jednak wypadku uzdrowienia z chorób psychicznych. Pewnego razu Clive powiedział mi, że może mieć także wpływ na sferę duchową. Jeśli wierzysz w Jezusa, to pod wpływem mojej siły możesz Go zobaczyć – mówił. Pomyślałam w pierwszym odruchu, że to wspaniale, i zapytałam, co mam zrobić? Harris odpowiedział, że nic specjalnego. Mam siedzieć, tak jak siedzę, siedzieliśmy oboje na podłodze, paliła się jeszcze świeca i dwie lampy w rogach pokoju. Clive palił papierosy. Nie lubię dymu papierosowego, zapalone świece miały go neutralizować. Harris podniósł ręce nad moją głowę.

W chwili, gdy stal za mną, zaczęłam się nieoczekiwanie modlić. Moja modlitwa płynęła naprawdę z głębi serca. Harris w tym czasie ciągle stał nade mną. Jego zabiegi wydłużały się. Po kilku minutach powiedział, że nic z tego nie będzie. Zdumiałam się. “Dlaczego” – zapytałam. “Bo czuję mur, nie mogę się przebić” – odpowiedziałl Harris. Nagle uświadomiłam sobie, że tym murem jest moja modlitwa. Po kilku miesiącach, za kolejnej bytności Harrisa w Polsce, dowiedziałam się, że moja pomoc jest niemożliwa, że mu przeszkadzałam
Całość: kliknij

ROBERT TEKIELI “Bioenergoterapia” – kliknij
Zaczęło się od Harrisa
Bioenergoterapię w Polsce spopularyzował w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Anglik Clive Harris. W jego zbiorowych seansach, najczęściej organizowanych w kościołach, wzięło udział (według niektórych szacunków) nawet kilka milionów osób. W ślad za Harrisem poszli liczni rodzimi uzdrowiciele. W 1985 r., wobec gwałtownego rozwoju ruchu bioenergoterapeutycznego, Ministerstwo Zdrowia wydało oficjalny zakaz prowadzenia praktyk bioenergoterapeutycznych na terenie placówek służby zdrowia. W Polsce rozpoznawanie, leczenie i zapobieganie chorobom przez osoby nie posiadające dyplomu lekarskiego jest ścigane prawnie.
Klientami bioenergoterapeutów są najczęściej chorzy, którym medycyna akademicka nie potrafi pomóc.

Związki z okultyzmem
Bioenergoterapeuci używają niejasnych i niezweryfikowanych naukowo terminów bardzo często pochodzących z obszaru wiedzy tajemnej (okultyzmu lub uproszczonych wersji religii Wschodu), takich jak „ciało astralne”, „ciało eteryczne” czy inne ciała subtelne, „myślokształty”, „wibracje”, „fluidy”, „ektoplazma” (jedno z typowych zjawisk seansów spirytystycznych), „sobowtór eteryczny”, „aura” itd. By wytłumaczyć znaczenie tych terminów używany jest język pseudonaukowy; mówi się np. o systemie energetycznym, nieharmonijnych stanach emocji czy potencjale energii. Wielu bioenergoterapeutów posługuje się wahadełkiem, uprawiając jasnowidzenie. Często w swych praktykach stosują ziołolecznictwo, metodę skuteczną i bezpieczną, jednak jej obecność często ma jedynie zasłaniać stosowane równolegle niebezpieczne duchowo praktyki.

Zaczęło się od Harrisa
Bioenergoterapię w Polsce spopularyzował w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Anglik Clive Harris. W jego zbiorowych seansach, najczęściej organizowanych w kościołach, wzięło udział (według niektórych szacunków) nawet kilka milionów osób. W ślad za Harrisem poszli liczni rodzimi uzdrowiciele. W 1985 r., wobec gwałtownego rozwoju ruchu bioenergoterapeutycznego, Ministerstwo Zdrowia wydało oficjalny zakaz prowadzenia praktyk bioenergoterapeutycznych na terenie placówek służby zdrowia. W Polsce rozpoznawanie, leczenie i zapobieganie chorobom przez osoby nie posiadające dyplomu lekarskiego jest ścigane prawnie.
Klientami bioenergoterapeutów są najczęściej chorzy, którym medycyna akademicka nie potrafi pomóc.

Związki z okultyzmem
Bioenergoterapeuci używają niejasnych i niezweryfikowanych naukowo terminów bardzo często pochodzących z obszaru wiedzy tajemnej (okultyzmu lub uproszczonych wersji religii Wschodu), takich jak „ciało astralne”, „ciało eteryczne” czy inne ciała subtelne, „myślokształty”, „wibracje”, „fluidy”, „ektoplazma” (jedno z typowych zjawisk seansów spirytystycznych), „sobowtór eteryczny”, „aura” itd. By wytłumaczyć znaczenie tych terminów używany jest język pseudonaukowy; mówi się np. o systemie energetycznym, nieharmonijnych stanach emocji czy potencjale energii. Wielu bioenergoterapeutów posługuje się wahadełkiem, uprawiając jasnowidzenie. Często w swych praktykach stosują ziołolecznictwo, metodę skuteczną i bezpieczną, jednak jej obecność często ma jedynie zasłaniać stosowane równolegle niebezpieczne duchowo praktyki.

Dziś modlitwa uwolnienia - również on-line
http://dobremedia.org/izydor.htm


Przepraszajmy i wynagradzamy za dzisiejszą noc Walpurgii – noc demonów - kliknij

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/04/30/dopuszczenie-bioenergoterapeuty-clivea-harrisa-do-kosciolow-bylo-wielkim-bledem-i-lekkomyslnoscia-harris-inicjowal-w-okultyzm-miliony-polakow-uzdrawial-za-pomoca-demonow/

wtorek, 4 czerwca 2013

Znak Egzorcysty, nowa książka o. G. Amortha o nadejściu “godziny szatana” – m.in. przypadek opętanego emerytowanego urzędnika watykańskiego Angelo

Nigdy nie przestaję zadawać sobie pytania: co się  stało z naszą katolicką Europą?  Jestem stary, ale nie na tyle, by nie pamiętać, czym  była tamta wiara, przeżywana autentycznie, kiedy  w każdą niedzielę kościoły były pełne i kiedy się klęczało;  kiedy z naszych krajów (Włoch, Francji, Austrii,  Hiszpanii, Portugalii, Irlandii…) wyjeżdżali misjonarze  na cały świat, ponieważ seminaria i domy zakonne pełne  były powołań; kiedy rodziny były zjednoczone, a mamy były mamami, to znaczy wychowywały dzieci, i tak dalej kiedy rodziny były zjednoczone, a mamy były mamami, to znaczy wychowywały dzieci, i tak dalej. Jakże to współczesne społeczeństwo jest umęczone i wyniszczone!
Nastąpił upadek wiary i właśnie dlatego Kościół katolicki ogłosił rok poświęcony wierze, trwający od 11 października 2012 roku do 24 listopada 2013 roku. Postanowiłem się nie wycofywać i po napisaniu wielu książek pragnę podarować również tę, aby każdy, kto ma wiarę, umocnił ją, a kto jej nie ma, aby ją odnalazł.

Ojciec Amorth, w książce, która ma swoją światową premierę w kwietniu 2013, skupia się na niepublikowanych dotąd opisach przypadków opętania. Autor przekonany o nadejściu “godziny szatana “, opowiada o walkach z piekielnymi legionami, mówi o rytuałach i modlitwach, którymi wzywa Boga na pomoc w walce z demonami.



Na blogu współautora książki, dziennikarza Palo Rodari, został opublikowany fragment tej książki. link Przedstawiamy tu streszczenie początku historii opisywanego tam przypadku opętanego emerytowanego urzędnika watykańskiego, o imieniu Angelo.

Pożegnanie
Jego życie zmieniło się w maju  w 1981. Angelo był przez długi czas zatrudniony u kardynała Agostino Casaroli, sekretarza stanu w Watykanie, lecz nadchodził czas jego emerytury. W ostatni dzień jego pracy kardynał osobiście go pozdrowił. Podziękował mu szczerze za jego pracę i dyskrecję. Wspominali tego dnia także Świętego Ojca Pio, którego obydwaj znali osobiście, oraz korespondencję jaką wymieniał przyszły papież Karol Wojtyła z Ojcem Pio w sprawie chorującej Wandy Półtawskiej. Po tej wzruszającej rozmowie Angelo przebiegł bez odwracania się za siebie przez dziedziniec, potem złożył wizytę w kościele św., Anny, gdzie spędził tylko pięć minut. Następnie wyszedł z kościoła, lecz wówczas jakby już nie był sam.
„Coś się stało w tym kościele? Lecz co się stało? Niektórych rzeczy nie da się wytłumaczyć.  Niektóre rzeczy po prostu się dzieją”
Jego twarz była posępna, jakby jakieś nagłe złe wieści przysłoniły ten słoneczny dzień, na który dawno oczekiwał.

Wiadomość
Angelo wrócił do domu, kiedy już pociemniało. Aby uczcić przejście na zasłużoną emeryturę, Dora, jego żona, przygotowała porządny obiad. Ale Angelo nie zjadł nic. Poszedł prosto do łóżka. Jednak nie zasnął. Przeleżał całą noc pod kołdrą, z wlepionymi w sufit szeroko otwartymi oczami. Zastanawiał się czym była owa ciemność, która kilka godzin wcześniej przemówiła do niego w małym kościele św. Anny i nadal rozbrzmiewała w jego głowie komunikując:
“Nie wiesz?  Teraz jesteś mój.”

Ojciec Candido Amantini
Ten egzorcysta diecezji Rzymskiej, mistrz księdza Gabriele Amortha, znał Angelo lat. Teraz w związku z tą niepokojącą przemianą odwiedzał Angela parę razy. Przejście na emeryturę, samo w sobie jest stresujące, zatem chciał być z nim w tych ciężkich chwilach. Niemniej ten jakby przestał mu ufać i był jakiś nie swój. Pewnego ranka Ojciec Candido przyszedł do jego domu  bez uprzedzenia i zastał w nim straszliwy  bałagan. Angelo miał w tym czasie coraz częstsze ataki wściekłości, rozbijał meble i przedmioty. Z jego ust wydobywało się nieczytelne zawodzenie. Jego twarz była blada, zarośnięta a ubrania brudne. Ojciec Candido, dotychczas jakby nie zauważający tego co ma miejsce, nagle podniósł głos.
“Tu jesteś!  Teraz mogę cię poznać.  Kim jesteś? ‘

Rozeznanie
Angelo otwiera oczy. Tym razem nie jest to wzrok szacunku, miły i łagodny. Teraz, ci, którzy przebywają w nim, nie mogą symulować. Zaczął się śmiać, najpierw cicho, potem mocniej. Śmieje się w twarz ojcu Candido, podczas gdy kapłan trzymał krzyż i miał na sobie długą fioletową stułę. Jego ramiona przygotowane były są na odbicie ewentualnych ciosów. Angelo śmiał się …  i nagle zwymiotował ogromne ilości zielonej mazi. Zwymiotował na Ojca Candido, który nie zdołał przed tym uskoczyć. Ojciec Candido był odtąd przekonany:
„Angelo jest opętany ….”

Rok Wiary
Jest to bardzo aktualna książka, nawiązująca w swojej treści do Roku Wiary. Opisy przypadków opatrzone są wnikliwymi komentarzami Ojca Amortha, napisane jest to w taki sposób, iż łatwo możemy odnieść opisywane sprawy do swojego życia. Ojciec Amorth skupia się na tematach, które są nam najdroższe, ostrzegając przed  zeświecczeniem świata w którym czyha na nas pokusa zwracania się ku rzeczom materialnym.  Autor nie zapomina też o młodych egzorcystach, którzy wkrótce zostaną wezwani borykania się coraz wyraźniejszymi katastrofalnymi skutkami działania demonów.
Maria Patynowska
Gabriele Amorth, Paolo Rodari, IL SEGNO DELL’ESORCISTA, wyd. Piemme 2013.

Od Wydawnictwa Księży Sercanów:
Dyrektor Wydawnictwa pisze:
Jestem na świeżo po lekturze tej książki (książka jest na etapie przygotowywania do druku). Czyta się ją jednym tchem… Wspaniała książka na Rok Wiary. Napisana po to, “aby kto ma wiarę, umocnił ją, a kto jej nie ma, aby ją odnalazł”. Na pierwszym planie Ojciec Amorth mówi o tym jak żyć, aby się zbawić. Na drugim – relacjonuje swoją batalię z duchami piekielnymi w dwóch różnych przypadkach. Wątki przeplatają się wzajemnie i trzymają w napięciu do końca. Polecam!
Fragment książki: kliknij

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/05/01/znak-egzorcysty-nowa-ksiazka-o-g-amortha-o-nadejsciu-godziny-szatana/

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Przedszkole zrobi ci dziecko na tęczowo


Przebieranie się chłopców za dziewczynki, zwalczanie stereotypów z bajek o Czerwonym Kapturku i Kopciuszku, nakłanianie chłopców do zabawy lalkami – to elementy programu „Równościowe przedszkole” wspartego przez rząd Tuska ze środków UE oraz krajowego budżetu.

W szkołach postęp idzie o krok dalej. Trwa ofensywa środowisk homoseksualnych, które domagają się, aby w podręcznikach szkolnych pojawiły się  „różne wzorce rodziny”.

Mamy prowadzą lokomotywę

„Trzy lub cztery osoby opuszczają z nauczycielką pomieszczenie. Zanim powrócą, mają podjąć decyzję, czy wracają jako chłopcy czy dziewczęta” – proponują autorki scenariusza zajęć dla przedszkolanek w ramach projektu „Równościowe przedszkole”. Nauczycielki powinny przygotować dla dzieci „rzeczy do przebrania się – peruki z długimi włosami, sukienki, spódniczki, czapkę bejsbolówkę”. Niezbędne są też „płachta papieru, taśma mocująca, kredki”. Pozostałe dzieci mają odgadnąć płeć przebranych kolegów na podstawie ich zachowania i ruchów.

Cel zajęć? Zdobycie przez dzieci wiedzy, że „gender (płeć kulturowa – przyp. red.) zmienia się w zależności od czasu i kultury” – piszą autorki projektu. Zajęcia tego typu są realizowane już w 86 przedszkolach. Autorki programu przestrzegają przedszkolanki, że wiele dziecinnych wierszyków utrwala stereotypowe pojęcia o roli kobiety i mężczyzny.  W zamian zalecają im wierszyk „Różne mamy”:


Mietek mamę ma kucharza,
Mama lotnik? – też się zdarza.
Bywa także taka mama,
Co prowadzi pociąg sama.

Jak czytamy, także w wielu znanych bajkach roi się od stereotypów, bo „Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, Jaś i Małgosia wspierają stereotypowe wyobrażenia – dziewczynki są w nich zazwyczaj bierne, strachliwe, i piękne”.

Autorki projektu zalecają, by bajki „twórczo zmieniać”. Jak? „Odwróć płeć głównych bohaterów. W razie potrzeby, zmień ich imiona i inne dane (np. jeśli będzie to bajka o Kopciuszku, to główna bohaterka będzie chłopcem i będzie się nazywać Kopciuszek, ale jego imię odmieniaj zgodnie z rodzajem męskim)” – zalecają przedszkolankom.

Feministki: osłabić władzę rodziców

Autorki projektu „Równościowe przedszkole” to Joanna Piotrowska – szefowa fundacji Feminoteka oraz Anna Dzierzgowska i Ewa Rutkowska – autorki publikacji tej fundacji. – Chcemy uczyć dzieci szacunku dla wyborów innych. Projekt przyjmowany jest bardzo pozytywnie – mówi „GP” Piotrowska. Dodaje, że to dopiero początek i upowszechnienie tego modelu wychowania przedszkolnego to kwestia przyszłości.

Jako ekspertów do opracowania programu wybrała feministki Fundacja Edukacji Przedszkolnej z Wrocławia, która jest założycielem 86 tzw. Małych Przedszkoli. Jej prezes Tadeusz Szmigielski nie potwierdza optymizmu szefowej Feminoteki. – Ze strony wychowawców i rodziców pojawia się śmiech i opór – opowiada „GP”. – Problemem jest mentalność. Nauczycielki same wychowywały się w innym modelu, więc trudno im się dziwić – dodaje.

Jak mówi, we wszystkich przedszkolach jego fundacji nauczycielki zostały przeszkolone zgodnie z projektem „Równościowego przedszkola”. Zorganizowane zostały tam również warsztaty dla rodziców na ten temat.

Projekt sfinansowany został w ramach Narodowej Strategii Spójności, na której fundusze składają się w większości środki z UE, ale część pochodzi z polskiego budżetu. O ich przyznaniu decyduje rząd. Jak mówi Szmigiel, na program, którego część stanowi „Równościowe wychowanie”, jego fundacja dostała ok. 1 mln 400 tys. zł.

Autorki projektu przewidziały, że rodzice mogą sprzeciwiać się ich projektowi. Radzą więc przedszkolankom: „szczególnie ważne jest więc, by pamiętać, że rodzice nie są do końca tymi, którzy powinni ostatecznie decydować o tym, czy w przedszkolach powinno się pracować na rzecz równouprawnienia, ponieważ często nie posiadają oni fachowej wiedzy na ten temat i sami również kierują się stereotypami”.

Przekreślanie tradycji wieków

Gdy chodzi o wychowanie szkolne, postęp ma iść o krok dalej. Pod koniec marca „Rzeczpospolita” opisała ofensywę mniejszości seksualnych, które domagają się, aby w podręcznikach szkolnych pojawiły się  „różne wzorce rodziny”.

– Zależy nam, by w książkach dla uczniów znalazły się treści odzwierciedlające to, co faktycznie dzieje się w społeczeństwie, czyli nie tylko obraz rodziny jako mamy, taty i dzieci, ale także inne rodzaje rodzin – tłumaczyła „Rz” Mirosława Makuchowska, wiceprezes Kampanii Przeciw Homofobii.

Gazeta poinformowała również, że działania środowisk homoseksualnych zaczęły przynosić efekty – Ośrodek Rozwoju Edukacji, jednostka podległa MEN, wydał zalecenia dotyczące szkoleń dla recenzentów podręczników. Podkreślona jest tam rola „uwrażliwienia na kwestie związane z równym traktowaniem, w tym ze względu na orientację seksualną”.

Zmiany wzbudzają protesty nauczycieli. – To fatalny pomysł. Ubolewam, że ludzie odpowiadający za linię programową kształcenia młodzieży mają takie poglądy. Nadziei upatruje jednak w tym, że większość nauczycieli i tak będzie starać się przekazywać tradycyjne wartości, chociaż zapewne znajdą się i tacy, którzy ulegną odgórnej presji  – mówi „GP” Krzysztof Fisher, nauczyciel historii z renomowanego II  LO im. Stefana Batorego w Warszawie.

Protestuje też opozycja. – To sprawia wrażenie skoordynowanej akcji. Z podręczników szkolnych, z programów nauczania wycofuje się te treści, które służą rodzinie jako takiej i tradycyjnym polskim, katolickim wartościom, pielęgnowanym od wieków. Jednocześnie coraz więcej miejsca zajmują te teorie, które kwestionują rodzinę jako standardowy model wychowania –  mówi poseł PiS Sławomir Kłosowski z sejmowej komisji edukacji. Zapowiada, że w związku z tym PiS będzie wnioskował o nadzwyczajne posiedzenie komisji.

Homoseksualiści: ukarać recenzentów podręcznika

Poseł PiS mówi także, że od dłuższego czasu pojawiają się sygnały, że w sposób nieformalny odsuwa się od recenzowania podręczników recenzentów o poglądach konserwatywnych.

Dla rzeczoznawców oceniających podręczniki organizowane są specjalne szkolenia. Jak mówi nam dr hab. Urszula Dudziak z KUL, symptomatyczne jest, że zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku tematem szkoleń były sprawy związane z gender. – Dano nam do zrozumienia, że w pierwszej kolejności będzie się dawać do opiniowania podręczniki tym, którzy na tych szkoleniach byli. Jednocześnie kiedy chcieliśmy zapisać się na te szkolenia, okazało się, że nie ma miejsc – tłumaczy. Dodaje, że zwróciła się do MEN. Ministerstwo odpisało, że udział w szkoleniach nie będzie miał wpływu na otrzymywanie podręczników.

Jak tłumaczy, żeby podręcznik się ukazał, musi uzyskać trzy pozytywne recenzje: jedną językową i dwie merytoryczne. – W 2009 r. opiniowałam podręcznik „Wędrując ku dorosłości”. Już po ukazaniu się tej książki rozpętała się burza.  Pracownia Różnorodności, czyli jedno z homoseksualnych stowarzyszeń, ostro skrytykowało podręcznik – opowiada recenzentka. Wspomniane stowarzyszenie życzyło sobie… wyciągnięcia konsekwencji wobec recenzentów pozytywnie opiniujących podręcznik. Jego przedstawiciele zwrócili się do pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. – Pani pełnomocnik skłoniła MEN do spowodowania ponownej analizy podręczników – opowiada Dudziak.

Magdalena Michalska, Piotr Lisiewicz

Źródło: http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/503752,przedszkole-zrobi-ci-dziecko-na-teczowo