piątek, 17 maja 2013

Masońskie drzwi „anielskie”

[Co miesiąc zaczynamy Marsz Pokutny o Polskę z kościoła Matki Bożej Łaskawej (jezuitów). W oczy kłują ciągle jeszcze obecne te bluźniercze „drzwi”. 17 kwietnia 2013.  Mirosław Dakowski]

 
Drzwi wykonał Igor Mitoraj

Maria K. Kominek OPs
14 marca 2010   http://www.krajski.com.pl/index.htm

Będąc niedawno na Warszawskiej Starówce, przechodziłam obok kościoła Matki Bożej Łaskawej i po raz pierwszy przyjrzałam się nowym drzwiom. Ogarnęło mnie przerażenie. Drzwi do kościoła wymieniono i zamiast dawnych drewnianych zamontowano nowe. A te nowe otrzymały nazwę „drwi anielskich”.


Oczywiście powinnam dużo wcześniej się zainteresować tymi drzwiami. Jednak jakoś ten fakt mi umknął, a to z powodu pewnej naiwności lub może niedowierzania. O tych drzwiach bowiem zasadniczo wiedziałam, widziałam w Internecie ich projekt, ale wydawało mi się niemożliwe, że ojcowie jezuici zgodzą się na takie zeszpecenie swojej świątyni. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ten projekt na jakimś zdjęciu w kontekście planowanych obchodów 400 lecia istnienia kościoła oo. jezuitów, byłam przekonana, że chodzi o makietę, która ma odegrać bliżej nieznaną mi rolę w kolejnym przedstawieniu na Starówce (ostatnio jest wiele tego typu przestawień i inscenizacji). I o sprawie zapomniałam. Zresztą w tym okresie byłam zajęta innymi tematami.

Drzwi zwane „anielskimi” zamontowano i nawet poświęcono, nb. 12 września 2009 roku, czyli w tym samym dniu, kiedy poświęcono Beskidzka Golgotę. Ciekawy zbieg okoliczności. 12 września to dzień poświęcony Matce Bożej, święto Najświętszego Imienia Maryi. Okazuje się, że w tym dniu Matka Boża została podwójnie obrażona. 

Nim przyjrzymy się „drzwiom anielskim” przypomnijmy sobie czym są drzwi do kościoła. 
Historia sztuki kościelnej zna niejedne drzwi, których znaczenie jest ogromne i które były i są pewnego rodzaju tzw. biblii pauperum. Warto więc poświęcić kilka linijek drzwiom, jako takim.

Sama budowla kościelna jest symbolem. Jest ona od początku chrześcijaństwa pojmowana na sposób alegoryczny. I tak Chrystus rozumiany jest jako kamień węgielny lub drzwi, gdyż On sam powiedział o sobie, że jest Bramą. Apostołowie porównani są do fundamentu, wierni są kamieniami budowy. W ten sposób cały budynek staje się wyrazem wiary. Nie trudno się o tym przekonać porównując dawne i nowe bryły kościołów. Dawne nakierowane były na wprowadzenie wiernych w Tajemnicę, dzisiaj – inspirowane są „namiotem spotkania”. Nie wchodząc w to zagadnienie, przypomnijmy, że według teologów najważniejsza funkcję po ołtarzu i tabernakulum spełniają drzwi. Stoją one bowiem na granicy dwóch obszarów: świata i Domu Bożego. 
W związku z tym drzwi mają kilka funkcji: Pierwsza to funkcja typowo użyteczna. Ta jednak natychmiast sugeruje funkcję symboliczną – mianowicie drzwi oddzielają świat, nie dopuszczają jego wniknięcia do środka, do przestrzeni sakralnej. O tym czy drzwi spełniają tę funkcję czy nie, możemy się przekonać wchodząc do kolejnego kościoła. Jeśli po wejściu poczujemy się odgrodzeni od hałasu i zgiełku, jeśli poczujemy, że jesteśmy w innym „świecie” niż ten na zewnątrz, to drzwi spełniają dobrze swoją funkcję użytkową.


Drzwi jednak należy rozumieć również jako „znak”. Znak drzwi można rozpatrywać w różnych aspektach: filozoficznym, biblijnym (starotestamentalnym i nowo-testamentalnym), wreszcie obrzędowo- liturgicznym. Spójrzmy na ten „znak” w jego aspekcie biblijnym.

Znamy pojęcia bramy niebios, bramy raju, bramy piekielne, bramy miasta, bramy świątyni. W każde z tych pojęć Nowy Testament wkłada ściśle określoną treść. Wiąże się ona z symboliką eschatologiczną bramy i drzwi jako wejścia do wiecznego szczęścia. Przypomnijmy słowa samego Chrystusa Pana, które są podwaliną do rozumienia symboliki drzwi jako znaku: 
Gdy postawiono Chrystusowi pytanie, czy tylko nieliczni będą zbawieni, odpowiedział: Starajcie się wejść przez ciasną bramę, bo mówię wam, że wielu będzie chciało wejść, ale nie zdołają (Lk 13, 24). Drzwi mogą być zamknięte lub otwarte i biada temu, dla kogo będą zamknięte: Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. (por. Łk 13, 25). Wreszcie przypowieść o pannach mądrych i głupich poucza: Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. (por. Mt 25, 10-11). Komu zostały otworzone drzwi wiary (Dz 14, 27), ten może kroczyć drogą do zbawienia. Głoszenie radosnej nowiny jest bramą słowa (Kol 4, 3). I najważniejsze słowa, które wyjaśniają, że wejściem do kościoła jest sam Chrystus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. (J10,7).

W ten sposób drzwi kościelne nabierają znaczenia symbolu eschatologicznego. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - mówi Chrystus (J 10,9). Drzwi zatem stają się symbolem samego Chrystusa Pana.
Takie przekonanie wyrażają autorzy chrześcijańscy od samego początku. Zacytujmy jedno z najdawniejszych dzieł - Pasterz Hermasa:
Nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego o ile nie przyjmie imienia Syna Jego… Drzwi zatem są Synem Bożym, on jest jedynym dojściem do Pana. 
A św. Augustyn mówi: 
Dwie są zatem bramy, brama raju i brama kościoła. Przez bramę kościoła wkraczamy do bramy raju.
Nie będziemy dalej zatrzymywać się nad teologią drzwi. Starczy przypomnieć piękno wielu drzwi romańskich lub średniowiecznych, wraz z ich przekazem religijnym. Starczy przypomnieć słynne drzwi do katedry w Płocku.

 

obraz Matki Bożej

 

Powróćmy do kościoła oo. jezuitów na Starym Mieście w Warszawie. Kościół ten poświęcony jest Matce Bożej Łaskawej, Patronce Stolicy. Tam znajduje się obraz Matki Bożej, trzymającej w dłoniach połamane strzały gniewu Bożego. Jest to kopia obrazu słynącego łaskami z Faenzy. Przywieziony został do Warszawy przez arcybiskupa Jana de Torres w 1651 roku, jako dar papieża Innocentego X dla króla Jana Kazimierza. Od tego czasy chroni Warszawę i jej mieszkańców. Otaczany niezmienną czcią wiernych został uroczyście ukoronowany 7 października 1973 roku (w święto Matki Bożej Różańcowej) przez Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego. Do modlitwy przed tym obrazem mają prowadzić nowe drzwi.

 

Oczywiście nie spodziewamy się po współczesnych twórcach dzieł, mogących dorównać sztuce średniowiecznej. Mamy jednak prawo wymagać by każdy z nich szanował wymogi sztuki chrześcijańskiej i by nie ubliżał swym dziełem Bogu. 
Z tego, co napisaliśmy powyżej, wynika, że rola drzwi jest ogromna. Jeśli drzwi są symbolem samego Chrystusa Pana, nie mogą być symbolem pogańskim. One muszą wprowadzać w świat wiary, w świat zbawienia. Jednak nowe drzwi do kościoła oo. jezuitów są symbolem pogaństwa i niestety - jednocześnie ubliżają Matce Bożej. Drzwi ten wykonał Igor Mitoraj, rzeźbiarz obecnie bardzo popularny, który nie jest katolikiem, ani nie należy do innej denominacji chrześcijańskiej, ale za to jest w modzie. Do tego kim on jest – powrócimy. 

Każdy może sobie obejrzeć (chociażby w Internecie) ogromna ilość rzeźb, wykonanych przez Mitoraja. Wszystkie są w tym samym stylu, ogromne części twarzy, części tułowia, same nogi, okaleczone postacie, wszystkie jednak wzorowane na antycznej rzeźbie. Oczywiście można zrozumieć zachwyt artysty sztuką antyczną, nie można jednak zrozumieć nieskończonego kopiowania wzoru i okaleczania twarzy czy innych części ciała na ten czy inny sposób, co ma nadawać różnorodność jego sztuce.


Rzeźby Mitoraja obecne są w wielu miastach – w Rzymie, Paryżu, Londynie, Krakowie, a obecnie i w Warszawie. I jeśli taka czy inna rzeźba położona gdzieś w Rzymie może tam sobie leżeć póki moda na nią minie, sprawa zupełnie inaczej wygląda w Warszawie. W Rzymie jest tyle pięknych rzeźb, fontann, gmachów, kościołów, że taki Mitoraj za bardzo nie zaszkodzi. Warszawa jednak jest ograbiona i zubożona przez wojny, więc naprawdę należy się jej tylko piękno! A niestety – dorobiła się już dwóch rzeźb Mitoraja i niesławnych drzwi. Ale sprawa jest gorsza. Okazuje się, że Mitoraj robił drzwi nie tylko do warszawskiego kościoła, ale również i do pewnego kościoła w Rzymie. Widać nie tylko u nas moda bierze górę nad teologią. Kościół, do którego Mitoraj robił drzwi w Rzymie to S. Maria degli Angeli e dei Martiri zaprojektowany na polecenie Piusa IV przez Michała Anioła w murach starożytnych Term Dioklecjana.

 

Wejście tam wyglądało tak:

 

Obecnie zaś ma drzwi, wykonane przez Mitoraja:

 

Goły mężczyzna   

 

Drzwi Mitoraja

 

Goły mężczyzna na lewym skrzydle ma być według jednych Zmartwychwstałym Chrystusem, według innych – Ukrzyżowanym. A na prawym skrzydle ma być scena Zwiastowania. Ponieważ zasadniczo w swoim zamyśle i wykonaniu te drzwi nie wiele różnią się od warszawskich, zajmiemy się tylko warszawskimi.


Oto jak one wyglądają:

 

Scena przedstawiona na drzwiach interpretowana jest jako „Zwiastowanie Pańskie”.

Postać na górze ma być Matką Bożą! Jest to jawne urąganie Matce Bożej. Kobieta owinięta w przeźroczysty peplos, o wyraźnie uwypuklonych kształtach, bez rąk i bez nóg, okaleczona na wzór okaleczonych przez czas antycznych rzeźb. Nie będziemy pytać Mitoraja o jego intencje – są nadto jasne. Możemy zapytać tylko oo. jezuitów co mamy odpowiedzieć dziecku (którego mamy chronić przed niewłaściwymi obrazami) kiedy zapyta co robi ta pani na kościele. Ja bym nie miała odwagi dziecku powiedzieć, że to Matka Boska, bo kto gorszy maluczkich…

 

co robi ta pani na kościele

 

Przyjrzyjmy się teraz dokładniej postaci domniemanej Matki Bożej:

postaci domniemanej

 

Oto porównanie z najbardziej znaną antyczna rzeźbą – Wenus z Milo. Ta ma nogi, a ręce straciła, gdy statek, którym ja przewożono roztrzaskał się o przybrzeżne skały.


Podobieństwo jest wyraźne. Tyle co postać Mitoraja nie ma ani rąk, ani nóg, więc gdyby to miała być Matka Boża, nie mogłaby ani podeptać głowę szatana, ani kruszyć strzały gniewu Bożego. Wchodzimy więc do świątyni nad drzwiami której góruje jakaś pogańska boginka, wzorowana na Wenus z Milo.

Na dwóch otwieranych skrzydłach drzwi znajdują się okaleczone postacie „aniołów”. Nie maja one nic wspólnego z ikonografią chrześcijańską. Jeden anioł jest „bezmózgowcem”, drugi nie ma oczu, za to ma dziurę w piersiach, z której wygląda ktoś bliżej nieokreślony.


Jeden jest „bezmózgowcem”, drugi nie ma oczu



W trakcie uroczystości otwarcia drzwi rektor sanktuarium Matki Bożej Łaskawej ojciec Adam Szulc podkreślał, że drzwi są wspaniałym dziełem sztuki. U góry, tłumaczył, widnieje rzeźba Matki Bożej, a na dole, w dwóch skrzydłach - aniołowie. Ojciec Adam Szulc zauważył, że aniołowie są nieco poturbowani. I dodał: To nam mówi o tym, że niełatwo jest ludziom żyć w jedności z Bogiem


Ciekawa interpretacja angelologii! Szkoda, że nie wyjaśnił dlaczego jeden anioł jest bez mózgu, a drugi – bez oczu. I nie powiedział kto jest „w sercu” anioła bez oczu. I czy to z całą pewnością są aniołowie. Prawdopodobnie o anielskiej naturze postaci maja świadczyć skrzydła, ale czy koniecznie? Znane są inne skrzydlate postacie, chociażby greckie bożki jak Hermes lub Nike.


Nike z Samotraki


Nike z Samotraki prawdopodobnie jest też jednym z wzorców Mitoraja. Być może jest wzorcem również dla „aniołów warszawskich”. Z cala pewnością jest jednak dla innych jego postaciach, jak chociażby dla posągu zwanego „uskrzydlone nogi” (gambe alate). Posag nieprzyzwoity, niestety przez pewien czas był wystawiony na Rynku Krakowskim obok Sukiennic (wraz z innymi dziełami Mitoraja), gdzie budził obrzydzenie i skutecznie służył deprawacji dzieci. Proszę zauważyć jak prezentował się na tle choinki i zastanowić się w jakim celu umieszcza się takie rzeźby na widok publiczny, tam gdzie przechodzą dzieci i niedojrzała młodzież!

„uskrzydlone nogi”

 Otóż wracając do drzwi warszawskich – są one urąganiem wszystkiemu, co dla katolika jest drogie – Matce Bożej, Chrystusowi Panu i Jego aniołom.

Kim jest ten tak modny twórca, któremu powierzono wykonanie drzwi kościelnych, rzeczy świętej, sakralnej? Kim jest człowiek, który mówi, że raj to mit a on osobiście nie znosi resztek po nas, celebracji, ceremonii, lamentów. I podkreśla: Chciałbym się zatopić w którejś z moich rzeźb i po prostu się rozpłynąć. Czy to jest człowiek godny zlecenia pracy nad drzwiami kościoła?


Otóż oprócz tego, że jest modnym rzeźbiarzem Mitoraj to człowiek mający w pogardzie wiarę Kościoła. Świadczą o tym przytoczone powyżej cytaty z jego wywiadów, ale nie tylko. Można się o tym przekonać patrząc na jego „dzieła”. Zdaję sobie sprawę z tego, że po tym stwierdzeniu natychmiast narażam się na zarzuty typu: nie zna się na nowoczesnej sztuce, nie rozumie artysty, zasklepiona i dewocyjna, zakompleksiona, zaściankowa. Ale chcę przekonać czytelników, że nie jestem przeczulona i że mamy do czynienia z zamierzonym działaniem, ze świadomym urąganiem Chrystusowi i Jego Matce. 

Dwa lata temu, w listopadzie 2007 pismo Wprost opublikowało zdjęcie Mitoraja w jego własnym domu. Artysta siedzi na zaprojektowanym i wykonanym przez siebie „fotelu”. Proszę przyjrzeć się zdjęciu. Jest ogólnie dostępne w Internecie, dlatego pozwalam sobie go skopiować:

 

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć co przedstawia ten fotel. Można tylko zwrócić uwagę na to, że postać kozła nie ma ułamanych lub brakujących kończyn. W różnicy od innych jego niekompletnych przedstawień, tu jest wszystko – głowa, kończyny, kopyta, rogi. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości kim jest Mitoraj – to przypominam inny, powszechnie znany obrazek: Bafomet Eliphasa Leviego, XIX-wiecznego okultystę, który utrzymywał, że Bafomet jest symbolem Istoty Najwyższej, której oddają cześć wszyscy okultyści, także masoneria Skrzydeł swemu Bafometowi Mitoraj nie zaprojektował, ale za to kozioł w geście opiekuńczym obejmuje „fotel” swego adepta.

 

 

Mitoraj i jego fotel

 

Kim jest Mitoraj – okultystą, satanistą czy nie obeznanym z symboliką pyszałkiem? To ostatnie jest mało prawdopodobne. 
I komuś takiemu zlecono wykonanie drzwi do świątyni Pańskiej! 
Dlaczego? Moda? Bezmyślność? Chęć bycia nowoczesnym? 
Dlaczego nie sprawdzono kim jest ten twórca. Czy można pozwalać ludziom spoza kościoła, ba – wrogim kościołowi, na tworzenie sztuki kościelnej?
Czy ojcowie jezuici zastanowili się chociażby nad wychowawczym charakterem tego dzieła? Nad tym jak przejść obok tych drzwi z dzieckiem i co mu powiedzieć? Wydaje się, ze nikt o tym nie pomyślał. Czy nikt nie widział, że postać udająca Matkę Bożą jest obraźliwa? 

Historia ta ma pewien niespodziewany epilog. Podobno Mitoraj chce zaprezentować Warszawie (lub jak niektóre źródła podają – znalazł sponsora, który pokryje wszystkie koszta) pomnik Jana Pawła II wchodzącego do krzyża wyrytego w nagim męskim korpusie. Podobno sprawa rozbiła się o spór miejsca na postawienie pomnika. Mitoraj chciał postawić swój pomnik na pl. Piłsudzkiego, tam gdzie stał ołtarz papieski i gdzie była trumna Prymasa Tysiąclecia. Bogu dziękować, że ktoś w Ratuszu wykazał się myśleniem i nie wydał zgody na postawienie tego „pomnika”. Chociaż, jak podaje prasa, hierarchii kościelnej pomysł się spodobał. Oby nie doszło do kolejnego świętokradztwa, projekt pomnika jest nie tylko brzydki, jest bezwstydny. Pozostawiając wszystkie inne kwestie na bok, trudno by było wyjaśniać dziecku dlaczego Jan Paweł II składa hołd jakiemuś gołemu mężczyźnie, przeciętemu krzyżem.


Jak na razie Warszawa nie jest zagrożona kolejnym dziełem Mitoraja. Drzwi „anielskie” można zawsze zmienić na inne, godne kościoła, gdzie trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu! Godne miejsca, czyli Warszawskiej Starówki! A ci, którzy zachwycają się tymi drzwiami niech zobaczą zdjęcie Mitoraja na fotelu jego własnej roboty i własnego pomysłu. 

Maria K. Kominek OPs
14 marca 2010 

Art. 124 Konstytucji o Liturgii Świętej (S.C.) przypomina z naciskiem, by nie dopuszczać do wnętrz kościelnych dzieł bezwartościowych, przeciętnych i nieoryginalnych, oraz takich, które by swoją formą lub treścią obrażały zdrowy zmysł religijny: 
S.C. 124. Niech w popieraniu i otaczaniu opieką prawdziwej sztuki kościelnej ordynariusze mają na uwadze raczej szlachetne piękno, aniżeli wyłącznie okazałość. Odnosi się to również do szat liturgicznych i zdobnictwa. Biskupi niech czuwają, aby stanowczo nie dopuszczać do kościołów i innych miejsc świętych takich dzieł sztuki, które nie licują z wiarą, obyczajami i chrześcijańską pobożnością oraz obrażają uczucia religijne czy to z powodu nieodpowiedniej formy, czy też niskiego poziomu artystycznego, przeciętności lub naśladownictwa.

Z Norm postępowania w sprawach sztuki kościelnej, wydane przez Konferencję Episkopatu Polski, 25. I. 1973. 
41. Żyjemy w cywilizacji obrazu i nie powinien Kościół pozbawiać się tak potężnego środka oddziaływania jakimi są sztuki plastyczne, stąd duszpasterze powinni pamiętać, że sztuki plastyczne wypowiadają głębokie treści nauki kościelnej.


czwartek, 16 maja 2013

Viva Cristo Rey! – Jacek Bartyzel


Geneza, historia i skutki meksykańskiej cristiady (1)

Powstanie katolików meksykańskich przeciwko jakobińsko-masońskiej tyranii w latach 1926-1929, zwane cristiadą albo guerra cristera, było skutkiem prześladowań zmierzających nie tylko do pełnej laicyzacji Meksyku, ale ostatecznie wręcz do fizycznej eliminacji Kościoła katolickiego w tym kraju.

Kadr z filmu “Cristiada”. Fot. FT Films

Usiłowania te sięgają jeszcze XIX wieku, kiedy to meksykańscy liberałowie, w szeregu wojen domowych z konserwatystami, ostatecznie zwycięskich dla tych pierwszych, rozpoczęli proces odgórnej dekatolicyzacji Meksyku, którego kulminacją było ustawodawstwo (Konstytucja z 1857 roku oraz tzw. Prawa Reformy) za prezydentury Benita Juareza Garcíi (1806-1872) i jego następcy – Sebastiana Lerdo de Tejady (1823-1889). Po dłuższym okresie względnego uspokojenia i milczącej tolerancji dla katolików podczas faktycznej dyktatury „wiecznego prezydenta” gen. Porfiria Diaza Mori (1830-1915) w latach 1877-1910, prześladowania zostały wznowione po wybuchu w 1910 roku tzw. Rewolucji Meksykańskiej, której instytucjonalizacją była konstytucja uchwalona przez rewolucyjny Kongres w Querétaro 5 lutego 1917 roku.



Konstytucja nakazywała (w art. 3) nauczanie laickie w szkołach wszelkiego typu oraz zakazywała zakładania i kierowania szkołami podstawowymi jakimkolwiek zakonom religijnym lub kapłanom jakiejkolwiek religii. W art. 5 zakazywano składania ślubów zakonnych (jako uwłaczających wolności jednostki!), a w konsekwencji wprowadzono zapis, iż prawo nie pozwala na tworzenie zakonów monastycznych. Art. 24 deklarował wprawdzie wolność wyznawania (profesar) wierzeń i uprawiania praktyk religijnych, ale zakazywał wszelkich aktów kultu poza świątyniami, a i te poddawał czujności (vigilancia) władz. Art. 27 pozbawiał Kościół wszelkiej własności nieruchomej, łącznie ze świątyniami, seminariami, pałacami biskupów, kolegiami, klasztorami i jakimikolwiek innymi budynkami oprócz pomieszczeń instytucji dobroczynnych: stawały się one własnością państwa i mogły być jedynie udostępniane – pod nadzorem urzędników – na potrzeby „ministrów kultu” i wiernych.

Najbardziej i najszerzej restrykcyjny był art. 130, proklamujący zasadę bezwzględnej wyższości państwa nad Kościołem. W konsekwencji, pozbawiono osobowości prawnej wszelkie „ugrupowania religijne nazywane kościołami [podkr. moje – J.B.]” (La ley no reconoce personalidad alguna a las agrupaciones religiosas denominadas iglesias), traktując „ministrów kultu” jako indywidualne osoby wykonujące swój zawód, i w tym zakresie poddane bezpośrednio prawom, które ich dotyczą. Legislaturom stanowym przyznano kompetencję reglamentacji liczby duchownych, uprawnionych do wykonywania zawodu według „potrzeb lokalnych”. Zabroniono sprawowania kultu na obszarze państwa meksykańskiego osobom niebędącym Meksykanami z urodzenia. Wszystkim kapłanom zabroniono zbiorowego uczestnictwa w jakichkolwiek zgromadzeniach, tak publicznych jak prywatnych, uprawiania propagandy religijnej, a nawet krytykowania „praw fundamentalnych kraju”, jego władz, a w szczególności rządu. Pozbawiono ich również biernego i czynnego prawa wyborczego, a także prawa testamentowego spadkobrania. Ten sam artykuł nakazywał, aby w każdej świątyni była osoba świecka odpowiedzialna przed władzami cywilnymi za wykonywanie praw dotyczących dyscypliny religijnej i przedmiotów kultu.

Wydawnictwom periodycznym o charakterze konfesyjnym zakazano komentowania krajowych wydarzeń politycznych oraz informowania o aktach władz państwowych, w szczególności tych, które dotyczą bezpośrednio funkcjonowania instytucji publicznych. Zakazano też tworzenia ugrupowań politycznych oraz stowarzyszeń, których sama nazwa lub jakakolwiek pośrednia wskazówka (título… o indicación cualquiera) mogłaby odnosić się do jakiegokolwiek wyznania religijnego. Z formalno-prawnego punktu widzenia Kościół katolicki przestawał zatem, w świetle konstytucji, istnieć, a księża nie mogli być odtąd traktowani jako członkowie kleru czy Kościoła jako korporacji duchowo-materialnej, lecz jedynie jako osoby prywatne,  świadczące określone „usługi” wyznawcom danej religii.

Represji legislacyjnej towarzyszyła aktywność terrorystyczna inspirowanych przez władze bojówek masońskich, Antyklerykalnej Federacji Meksykańskiej (FAM) oraz Regionalnej Konfederacji Robotników Meksykańskich (CROM), na której czele stał fanatyczny Luis N. Morones Negrete (1890-1964). Szczyt tej aktywności przypadł na rok 1921, kiedy to nastąpiła seria zamachów bombowych, kolejno na: pałac arcybiskupa Meksyku (6 lutego), katedrę w Morelii (13 maja), rezydencję arcybiskupa Guadalajary (4 czerwca) i wreszcie na największą świętość katolików meksykańskich – sanktuarium w Bazylice Virgen de Guadalupe (14 listopada). 1 V 1922 roku socjalistyczni związkowcy zaatakowali siedzibę ACJM, bronioną przez katolików z okrzykiem ¡Viva Cristo Rey!, zabijając sześciu obrońców.

Specyfiką okresu w historii Meksyku następującego po uchwaleniu konstytucji z 1917 roku było jednak to, że każdy z kolejnych przywódców dochodził wprawdzie do władzy pod radykalnie antykatolickimi hasłami, ale już w trakcie sprawowania urzędu wycofywał się z różnych powodów z „dociskania śruby” do ostateczności, co jednak powodowało, że był obalany – a w wypadku gen. Venustiana Carranza Garzy (1859-1920) nawet mordowany – przez ekstremistów. Dwaj z trzech przywódców spisku przeciwko Carranzy i zarazem dwaj kolejni prezydenci w latach 1920-1924 – gen. Adolfo de la Huerta Marcor (1881-1955) oraz gen. Álvaro Obregón Salido (1880-1928) – nie zdecydowali się przeto na „ostateczne rozwiązanie” kwestii katolickiej, pomimo iż to zapowiadali; sytuacja jednak zmieniła się, gdy kolejnym prezydentem Meksyku został 1 XII 1924 roku trzeci ze spiskowców – gen. Plutarco Elías Calles (1877-1945). Nazywał się on właściwie: Plutarco Elías Campuzano, lecz używał tylko drugiego nazwiska Calles, które przyjął po wuju, który go wychowywał; rodzina Eliasów wywodziła się zaś z Żydów sefardyjskich, przybyłych do Meksyku z Hiszpanii pod koniec XVIII wieku. Calles był założycielem i przywódcą socjalistycznej Meksykańskiej Partii Pracujących (PLM), jakobinem i gorliwym masonem 33 stopnia wtajemniczenia, który sam określał się jako „osobisty wróg Boga” i el anticristo. Jak wspominał rozmawiający z nim francuski dyplomata Ernest Legarde, „Calles zdecydował, żeby zniszczyć Kościół i pozbyć się go z kraju raz na zawsze. W pewnym momencie, w trakcie rozmowy, prezydent porzucił swój zwykły realizm i opanowanie, i przedstawił swoją wizję walki z Kościołem jako misję apokaliptyczną i mistyczną”.

Calles rozpoczął ścisłe egzekwowanie antykatolickich zapisów konstytucji z 1917 roku, poczynając od zamykania szkół katolickich i ekspulsji wszystkich księży zagranicznych. Kościół i katolicy świeccy próbowali zrazu unikać konfrontacji, stosując metodę pokojowego dochodzenia swoich praw, poprzez petycje. W odpowiedzi na prześladowania, 9 III 1925 roku, z błogosławieństwem Episkopatu, na bazie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Meksykańskiej (ACJM), Kół Modlitwy i Studiów, Kobiecej Krucjaty Wolności, Związku Pań Katolickich, Krajowego Związku Ojców Rodzin, Zakonu Kawalerów Kolumba oraz lokalnej partii Zjednoczenie Ludowe (Unión Popular; UP) w stanie Jalisco, utworzona została Krajowa Liga Obrony Wolności Religijnej (LNDLR). W jej deklaracji programowej z 14 III 1925 roku oznajmiono:

Nadszedł już dla nas czas, aby zjednoczyć meksykańskich katolików w celu obrony Religii i Ojczyzny.

Konstytucja z Querétaro, którą nam narzuciła grupa uzbrojonych ludzi, ustanawia prześladowanie religijne w postaci permanentnej, jako instytucję państwową.

Katolikom nie przyznaje się praw, które przysługują obywatelom.

Nie mamy prawdziwej wolności nauczania.

Nie możemy wydawać periodyków komentujących krajowe wydarzenia polityczne, ani zrzeszać się w partie polityczne pod własną nazwą i cechami; nie możemy wypełniać naszych obowiązków religijnych z szeroką i pełną wolnością.

Konstytucja umieszcza naszych kapłanów w sytuacji tak restrykcyjnej i upokarzającej, że czyni ich niezdolnymi do swobodnego wypełniania ich posługi.

Ligę określono jako „legalne stowarzyszenie o charakterze obywatelskim”, które ma za cel odzyskanie wolności religijnej i innych wynikających z niej wolności społecznych i ekonomicznych, ujętych w cztery punkty: 1) pełna wolność nauczania; 2) prawo powszechne dla katolików; 3) prawo powszechne dla Kościoła; 4) prawo powszechne dla robotników katolickich. Na czele pierwszego komitetu LNDLR stanęli: jako jej przewodniczący – pisarz i polityk (były gubernator stanu Zacatecas) Rafael Ceniceros y Villarreal (1855-1933), intelektualista Miguel Palomar y Vizcarra (1880-1968) i przewodniczący Związku Rycerzy Kolumba Luis G. Bustos Muñoz jako wiceprzewodniczący oraz pisarz Andrés Barquín y Ruiz, René Capistrán Garza i José González Pacheco. Po aresztowaniu Cenicerosa, Capistrana i Bustosa w lipcu 1926 roku, drugi komitet kierowniczy stanowili: Palomar, Carlos F. de Landero i Luis B. Beltrán y Mendoza; trzeci (już w podziemiu) ponownie Ceniceros, Palomar i Bustos. Pomimo pokojowych zamiarów i taktyki, LNDLR została przez rząd uznana za nielegalną i rychło doczekała się też pierwszego męczennika (el primer mártir) w osobie 66-letniego kupca, José Garcíi Farfana, zastrzelonego 26 VI 1925 roku w Puebli.



Viva Cristo Rey! (2)

Powstanie katolików meksykańskich  przeciwko jakobińsko-masońskiej tyranii w latach 1926-1929, zwane cristiadą albo guerra cristera, było skutkiem prześladowań zmierzających nie tylko do pełnej laicyzacji Meksyku, ale ostatecznie wręcz do  fizycznej eliminacji Kościoła katolickiego w tym kraju. Dziś dalszy ciąg dziejów Cristiady.


Kadr z filmu “Cristiada”. Fot. FT Films

Papież Pius XI w liście apostolskim Paterna sane do biskupów meksykańskich z 2 II 1926 roku zalecał katolikom modlitwę, rozważne postępowanie i zaniechanie działalności politycznej (na tajnym konsystorzu w grudniu 1925 roku papież miał oświadczyć, że już tylko boska interwencja może przynieść ratunek meksykańskim katolikom). Arcybiskup – prymas Meksyku José Mora y del Río (1854-1928) był odważniejszy, oświadczając w imieniu Episkopatu, że Kościół i katolicy nie uznają i będą zwalczać artykuły 3, 5, 27 i 130 Konstytucji, ponieważ ich przyjęcie byłoby „zdradą naszej wiary i naszej religii. 21 kwietnia 1926 roku biskupi wydali wspólny list pasterski (za aprobatą papieża), w którym wyrazili swoje non possumus, co do ewentualności zdrady „sprawy Boga i Ojczyzny”: „Duch i litera nowej konstytucji, zachowanie się rządu, solidarność z nim wykazywana przez loże masońskie, oficjalne poparcie udzielane mu przez protestantów i schizmatyków, wszystko to pokazuje, że ostatecznym celem przyjętym przez rząd jest całkowite unicestwienie katolicyzmu (…). Kościół może istnieć bez datków wiernych, bez własności, bez zakonników, nawet świątyń, ale w żadnym wypadku nie może przetrwać bez wolności, bez niezawisłości (…) Moment, aby powiedzieć non possumus, właśnie nadszedł. Byłoby z naszej strony zbrodnią dalsze tolerowanie takiej sytuacji”.

Odpowiedzią Callesa było wezwanie stanów do natychmiastowego wdrożenia przepisów wykonawczych do art. 130, rozpoczęcie wykonywania art. 3 w postaci Tymczasowych Przepisów dla Szkół Prywatnych Dystryktu i Terytoriów Federalnych, oznaczających zamknięcie w ciągu 60 dni prywatnych szkół podstawowych, jeśli nie poddadzą się przepisom prawa (laickiego). Nie kto inny, jak sam Calles, podał (w przemówieniu przed Kongresem 1 września 1926) statystyki represji związane z wdrażaniem tych dekretów: zamknięcie 42 świątyń i 7 klasztorów, wydalenie 185 księży obcokrajowców, zamknięcie 7 ośrodków „propagujących religię”, które posiadały kaplice, gdzie sprawowano kult bez zezwolenia. Dwaj biskupi – ordynariusz Tacámbaro, Leopoldo Lara y Torres (1874-1939) oraz Huejutli – José de Jesús Manríquez y Zárate (1884-1951), zostali oskarżeni o podżeganie do buntu i postawieni przed sądem; tego drugiego już w maju wygnano z kraju. Wydalony został także delegat apostolski.

21 czerwca 1926 roku ogłoszony został drakoński dekret, zatytułowany Prawo Reformujące Kodeks Karny (Ley Reformando el Código Penal). Dekret zawierał 33 artykuły, w tym następujące: „We wszystkich szkołach publicznych i prywatnych nauczanie religijne jest zakazane” (art. 3); „Wszelkie zakłady zakonów religijnych są zniesione” (art. 6); „Wszelka krytyka praw i władz przez duchownych, nawet na zebraniach prywatnych jest zakazana pod surowymi karami” (art. 10) Karą grzywny zagrożone zostało też publiczne używanie jakichkolwiek oznak religijnych (krucyfiksów, obrazów, rzeźb, a nawet medalików) oraz językowych odniesień do Boga, łącznie z najbardziej powszechnym w języku hiszpańskim pożegnaniem: Adios; „Nauki ukończone w seminariach nie mają żadnego znaczenia wobec Państwa” (art. 12); „Wszystkie czynności religijne odbywać się mogą tylko we wnętrzu kościołów, które będą pod nadzorem Państwa” (art. 17); „Na zewnątrz kościołów zabrania się nosić stroju duchownego” (art. 18); „Wszystkie kościoły, budynki zakonne, tak przytułki, jak klasztory, ogłasza się za własność Państwa” (art. 21). Na księży nałożono obowiązek zarejestrowania się przed władzami cywilnymi, aby mogli wykonywać swój „zawód” (art. 19); ci, którzy tego by nie uczynili, byli zagrożeni aresztem (faktycznie zarejestrowało się jedynie piętnastu księży; stanowczy zakaz rejestracji przekazał biskupom meksykańskim watykański sekretarz stanu, Pietro kard. Gasparri, w telegramie wysłanym 24 lipca 1926 roku). Przepisy te miały wejść w życie od 31 lipca 1926 roku. Jak się wyraził sekretarz rządu, gen. Sixto Adalberto Tejeda Olivares (1883-1960): „Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić”.

Reakcja Episkopatu nastąpiła już 11 lipca. Biskupi postanowili (za zgodą papieża) zawiesić kult publiczny w całym kraju od 1 sierpnia do odwołania. Kościoły miały być otwarte dla wiernych na prywatne modlitwy i powierzone opiece świeckich. Kapłani mieli odprawiać jedynie msze prywatne, a sakramentów udzielać tylko w razie wyraźnej konieczności. 14 lipca Episkopat zaakceptował również plan bojkotu ekonomicznego rządu, który opracował działacz LNDLR oraz założyciel Unión Popular i redaktor wychodzącego w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy tygodnika Gladium [„Miecz”] – Anacleto González Flores (1888-1927). Bojkot miał objąć cztery sektory: rozrywkę, szkolnictwo, handel i transport. Oznaczało to rezygnację katolików z uczęszczania do kin, teatrów, kawiarń i restauracji, wypowiedzenie przez nauczycieli pracy w szkołach publicznych, zaniechanie kupowania gazet oraz papierosów z państwowych fabryk, wycofywanie oszczędności z upaństwowionych banków, zaniechanie korzystania ze środków transportu publicznego, ograniczenie do minimum używania energii elektrycznej. W reakcji na to, 25 lipca 1926 roku przywódcy Ligi zostali aresztowani; mimo to bojkot rozpoczął się zgodnie z planem 31 lipca. Początkowo akcja przybrała masowe rozmiary, grożące nawet bankructwem sektora publicznego (przykładowo przewozy kolei spadły o 75 procent, a z banków państwowych wycofano około 7 mln pesos), jednak w październiku załamała się, głównie z winy zamożniejszych katolików.

Episkopat meksykański podjął jeszcze jedną próbę porozumienia się z rządem, wystosowując 16 sierpnia 1926 roku list do prezydenta z propozycją zawarcia ugody. W jego następstwie, 21 sierpnia, z Callesem spotkali się dwaj hierarchowie: metropolita Morelii, abp Leopoldo Ruiz y Flores (1865-1941) i ordynariusz Tabasco, bp Pascual Díaz y Barreto (1875-1936). Spotkanie jednak nie tylko, że nie przyniosło pozytywnego skutku, lecz Calles bez osłonek dał biskupom do zrozumienia, że jego celem jest sprowokowanie katolików do buntu zbrojnego po to, aby móc go zgnieść. W odpowiedzi na prośbę o przynajmniej odłożenie wykonania dekretu reformującego kodeks karny, powiedział: „Pokażę panom, iż kwestia nie istnieje, gdyż jedyny [problem], który moglibyście stworzyć, to rozpocząć bunt przeciwko rządowi, a wówczas rząd będzie doskonale przygotowany, żeby was zwyciężyć. Powiedziałem już, iż macie panowie tylko dwie drogi: podporządkować się prawu, a jeśli nie jest ono zgodne z waszymi zasadami, to rozpocząć walkę zbrojną i próbować obalić rząd, aby ustanowić nowy, który podyktuje prawa zgodne z panów sposobem myślenia; w drugim jednak przypadku, powtarzam, jesteśmy doskonale przygotowani, aby zwyciężyć”.

Abp Mora y del Río i bp Díaz złożyli wprawdzie w imieniu Episkopatu projekt reformy art. 3, 5, 24, 27 i 130 Konstytucji do Kongresu, ale było oczywiste, że w Izbie, w której zasiadali wyłącznie rewolucjoniści i wrogowie religii, w większości należący do pro-Callesowskiego Sojuszu Partii Socjalistycznych, miało to jedynie sens demonstracji. Zresztą, petycja została odrzucona z powodów formalnych, albowiem Komisja ds. Petycji ogłosiła, że biskupi, którzy ogłosili, że nie podporządkują się prawu, w myśl art. 37 Konstytucji utracili status obywateli, tym samym zaś zdolność prawną do zgłaszania petycji. Żadnego skutku nie odniosło również uzyskanie przez LNDLR dwóch milionów podpisów meksykańskich obywateli pod petycją o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy Konstytucji. Środki pokojowe zostały więc wyczerpane i pozostał tylko opór czynny przeciwko tyranii – co zaakceptowała również hierarchia, a także (pośrednio) sam papież Pius XI w encyklice o prześladowaniu katolików w Meksyku Iniquis afflictisque z 18 listopada 1926 roku, gdzie napisał m.in.: „Cóż więc pozostało świętym Duszpasterzom, jeśli – jak to postanowili – zarówno w swoim, jak w imieniu ludu działać w kierunku obalenia niegodziwych praw?”. Powstanie wsparli zwłaszcza: metropolita Guadalajary, abp Francisco Orozco y Jiménez (1864-1936) oraz biskupi: Lara y Torres, Manríquez y Zárate i abp José María González y Valencia (z Durango), acz generalnie akceptacja walki zbrojnej nie była pośród hierarchów ani jednomyślna, ani stała. Posługę duszpasterską świadczyło powstańcom około 100 kapłanów, 28 księży było współorganizatorami powstania, a pięciu walczyło z bronią w ręku.

Począwszy od 3 sierpnia 1926 roku zaczęło dochodzić do pierwszych incydentów zbrojnych, na ogół w obronie świątyń atakowanych przez żołnierzy i policjantów. Łącznie, w całym kraju wybuchło 14 lokalnych powstań, a do końca roku – 50, obejmując 17 stanów, a przede wszystkim cały środkowy zachód (Bajío) Meksyku; najpierw stany: Jalisco, Michoacán, Guerrero, Guanajuato, Durango, Zacatecas, Nayarit i Aguascalientes, a od 1927 roku również Meksyk, Morelos, San Luis Potosí, Puebla, Oaxaca i Colima. W sumie wyróżnić można sześć faz powstania:

inkubacji – od lipca do grudnia 1926;
wybuchu – od stycznia 1927;
umocnienia pozycji – od lipca 1927 (wraz z objęciem dowodzenia przez gen. Gorostietę) do lipca 1928;
przedłużenia konfliktu – od sierpnia 1928 do lutego 1929;
apogeum – od marca do czerwca 1929;
wygaszenia – w lipcu 1929, z powodu zawarcia ugody hierarchii kościelnej z rządem.
14 sierpnia 1926, w miejscowości Chalchihuites w stanie Zacatecas, żołnierze armii rządowej (federales) dokonali egzekucji działaczy (ACJM). Pośród rozstrzelanych był ich kapelan – ks. Luis Bátiz Sáinz (1870-1926). Przed śmiercią ks. Bátiz wzniósł okrzyk, który wkrótce stanie się zawołaniem bojowym powstańców, z którym także umierali na ustach rozstrzeliwani: ¡Viva Cristo Rey! Został on beatyfikowany (wraz z innymi męczennikami) przez Jana Pawła II 22 listopada 1992 i kanonizowany 21 maja 2000 roku. Jednym z kolejnych księży – męczenników był o. Miguel Agustín Pro Juárez SJ (1891-1927), oskarżony fałszywie o współudział w (nieudanym) zamachu na gen. Obregona i rozstrzelany w pokazowej egzekucji na osobisty rozkaz Callesa. O. Pro z kolei został beatyfikowany przez Jana Pawła II 25 IX 1988 roku, a proces kanonizacyjny jest w toku. Ogółem w okresie cristiady zostało zamordowanych przez federales 90 księży i zakonników – najwięcej, bo aż 59, w archidiecezji Guadalajara.

Miano el primer cristero zyskał sobie natomiast burmistrz miasteczka Pénjamo (w stanie Guanajuato) – Luis Navarro Origel (1897-1928), który opanował je zbrojnie 29 września 1926 roku. Walcząc następnie już pod pseudonimem Fermín Guitiérrez, poległ on 9 sierpnia 1928 roku w okolicach Tuxpan.



Viva Cristo Rey! (3)

Powstanie katolików  meksykańskich  przeciwko jakobińsko-masońskiej tyranii w latach 1926-1929,  zwane cristiadą albo guerra cristera, było skutkiem  prześladowań zmierzających nie tylko do pełnej laicyzacji Meksyku, ale  ostatecznie wręcz do  fizycznej eliminacji Kościoła katolickiego w tym  kraju. Dziś dokończenie dziejów Cristiady.


Kadr z filmu “Cristiada”. Fot. FT Films

Mimo braku wykształcenia wojskowego, cristeros zaczęli odnosić sukcesy w walce z federales. Pierwsze większe zwycięstwo odnieśli 23 II 1927 roku w bitwie pod San Francisco del Rincón w stanie Guanajuato, drugie – 15 III 1927 pod San Julián w stanie Jalisco. Spośród wielu samorodnych talentów guerilli wyróżnili się zwłaszcza: pochodzący z Cotija de la Paz w Michoacán aptekarz, działacz ACJM Jesús Degollado Guízar (?-1959), mianowany w 1927 roku przez LNDLR generałem dywizji i Szefem Operacji w Regionie Zachodnim; chłop – analfabeta Victoriano Ramírez López (?-1929), zwany El Catorce, czyli „Czternastka”: przydomek ów zawdzięczał temu, że po brawurowej ucieczce z więzienia w San Miguel de Alto udało mu się zlikwidować samodzielnie 14-osobowy oddział pościgowy, a także dwaj księża, którzy też zostali generałami cristero – Aristeo Pedroza (?-1929) i José Reyes Vega (?-1929), zwany „Pancho Villą w sutannie”. Dowódca federales, gen. Joaquín Amaro Domínguez (1889-1952), zaczął w odpowiedzi na sukcesy partyzantów stosować wobec ludności cywilnej brutalną taktykę, nazwaną „rekoncentracją”: mieszkańcom otaczanej miejscowości dawano krótki termin na wyprowadzenie się w inny rejon, a jeśli to nie nastąpiło, rozstrzeliwano bez sądu wszystkich napotkanych ludzi, palono gospodarstwa i profanowano kościoły. Po ustąpieniu Capistrana, który wyjechał do USA szukać wsparcia finansowego u katolików północnoamerykańskich, LNDLR mianowała szefem Gonzaleza Floresa, jednak ten został schwytany 1 IV 1927 roku i po okrutnym śledztwie (był m.in. biczowany, mimo to przed śmiercią przebaczył swoim oprawcom) zamordowany pchnięciem bagnetu; jako męczennik za wiarę, 20 XI 2005 roku został beatyfikowany wraz z 12 innymi przez papieża Benedykta XVI. Wówczas LNDLR… wynajęła wodza naczelnego (generalísimo) w osobie wyjątkowo uzdolnionego byłego generała artylerii armii federalnej, Enrique’a Gorostiety y Velarde (1890-1929), zresztą masona i ateistę, oferując mu żołd dwukrotnie wyższy od tego, który otrzymywał od rządu. Gorostieta, który po pewnym czasie podobno nawrócił się, zbudowany pobożnością swoich podwładnych (w liście do swojego przyjaciela pisał: „Czy z takimi ludźmi możliwa jest porażka? Nie, ta sprawa jest święta, i jest niemożliwe, żeby z takimi obrońcami przegrała”), przekształcił luźne oddziały gerylasów w zdyscyplinowaną armię.

Na wyzwolonych terenach cristeros zaprowadzili własną administrację oraz otworzyli ponad 200 szkół katolickich. 1 I 1928 roku ogłoszona została konstytucja dla planowanego państwa katolickiego (La Constitución de los Cristeros). W jej pierwszym artykule naród meksykański „uznaje i składa hołd Bogu Wszechmogącemu i Najwyższemu Stwórcy Wszechświata”. Konstytucja zapowiadała, że najwyższą władzę w Meksyku sprawować będzie Chrystus Król. Miało to konsekwencje dla prawa cywilnego, takie m.in. jak niemożność rozwiązania małżeństwa (a jedynie ogłoszenia czasowej separacji). Konstytucja cristeros określała też, że przyszły Meksyk będzie państwem zdecentralizowanym i odbiurokratyzowanym, z szerokimi uprawnieniami samorządu terytorialnego, także w kwestiach podatkowych (władzę municypalną konstytucja traktowała jako „czwartą”). Zredagowany przez Miguela Palomara, a podpisany i ogłoszony w październiku 1928 roku przez gen. Gorostietę Plan z los Altos, ustanawiał najwyższą władzą cywilną LNDLR, natomiast dla armii „Wyzwolicieli” (Libertadores) przyjmował nazwę Gwardii Narodowej. Deklarując walkę przeciwko „barbarzyńskiemu rozkładowi bolszewickiemu”, powstańcy zapowiadali przeprowadzenie reformy rolnej za rzeczywistym odszkodowaniem dla właścicieli i z poszanowanie praw ziemian (hacendados) z jednej strony, a prawdziwym tytułem do ziemi dla chłopów, z drugiej strony. Zapowiadano również przyznanie prawa wyborczego kobietom.

Do 1929 roku cristeros, których liczebność wzrosła do 50 000 (nadto około 25 000 kobiet – kurierek, łączniczek i sanitariuszek – tworzących Brigadas de Santa Juana de Arco, których komendantką była Celia Gómez), opanowali znaczną część kraju – od stanu Durango na północy do Chiapas na południu i od Atlantyku do Pacyfiku – lecz ani jednego większego miasta, ponieważ brakowało im broni ciężkiej, której nie mieli od kogo kupić. Co gorsza, w następstwie akcji rządowego prowokatora Mario Valdesa, który przeniknął do sił powstańczych, został niesłusznie oskarżony o zdradę i rozstrzelany Ramírez El Catorce. Inicjatywa wojskowa wciąż jednak należała do cristeros, którzy 21 IV 1929 roku odnieśli świetne zwycięstwo pod Tepatitlán w regionie Los Altos (stan Jalisco), choć w bitwie tej zginął ich dowódca, ks. Reyes Vega. Z kolei w czerwcu (prawdopodobnie 2 VI) 1929 roku zginął w zasadzce wódz naczelny cristeros, gen. Gorostieta. Ogółem wojna pochłonęła, według różnych szacunków, od 90 000 do 250 000 ofiar, przy czym straty rządowe przewyższały nieco straty powstańców. O ostatecznej klęsce cristeros zadecydowało kilka czynników.

Po pierwsze, otwarte wystąpienie po stronie rządowej, dyplomatycznie i militarnie, Stanów Zjednoczonych, zabiegających (skutecznie) o uchylenie niekorzystnego dla kompanii amerykańskich artykułu 27. konstytucji, nacjonalizującego pola naftowe, a przy tym niechętnego katolickim powstańcom ze względów światopoglądowych. Od marca 1928 roku rząd USA dostarczał rządowi meksykańskiemu bomby i samoloty do zwalczania cristeros.

Po drugie – paradoksalnie – wysokie szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w listopadzie 1929 roku, kandydata Narodowego Frontu Odnowicielskiego (FNR) oraz Partii Antyreelekcjonistycznej i Demokratyczno-Narodowej (PADN), konserwatywnego polityka i intelektualisty, José Vasconcelosa Calderona (1882-1959), który zawarł pakt z cristeros, zawarowując jednak jego wejście w życie dopiero po elekcji. Już wówczas powszechne było przekonanie – podzielane przez większość historyków – że Vasconcelos mimo przeszkód stawianych mu w kampanii (nawet skrytobójczych mordów na jego zwolennikach) faktycznie wygrał te wybory, lecz zostały one sfałszowane na korzyść kandydata Partii Rewolucji Meksykańskiej; w każdym razie oficjalne wyniki skandalicznie zaniżały jego rezultat (Ortiz Rubio – 93,55%, Vasconcelos – 5,32%). Dowodem naiwności (lub oportunizmu) biskupów jest to, że w wyborach poparli oni oficjalnie nie Vasconcelosa, lecz kandydata reżimowego, Pascuala Ortiza Rubio. Poparcie to narzucił Episkopatowi abp Díaz, nie kryjąc, że należy uznać wyniki wyborów, nawet jeśli dojdzie w nich do oszustwa.

Prawdopodobieństwo sukcesu Vasconcelosa zmusiło Callesa do podjęcia ubiegającej rywala decyzji o zawieszeniu broni i podjęciu negocjacji z Episkopatem, ale z pominięciem powstańców. Trzeba tu zaznaczyć, że Calles, któremu konstytucja zabraniała reelekcji bezpośrednio po upływie pierwszej kadencji (w 1928 roku), pozostawał nadal faktycznym dyktatorem Meksyku jako Najwyższy Przywódca (Jefe Máximo) Rewolucji oraz lider – założonej oficjalnie 4 III 1928 roku na konwencji w Querétaro – Partii Narodowo-Rewolucyjnej (PNR), sprawującej aż do 2000 roku rządy faktycznie monopartyjne, z tym, że od 1938 roku pod nazwą Partii Rewolucji Meksykańskiej (PRM), a od 1946 – Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej (PRI). Ten system „nadprezydentury” Callesa, w którym kolejni prezydenci aż do 1936 roku byli marionetkami w ręku Jefe Máximo, nazwano Maximato.

Trzecim powodem była ugodowa postawa papieża Piusa XI, który wprawdzie po raz kolejny potępił antyreligijne prześladowania w alokucji konsystorialnej Misericordia Domini (20 XII 1926), lecz polecił biskupom meksykańskim przyjąć ogólnikowe propozycje Callesa. 21 VI 1929 roku, w wyniku negocjacji pomiędzy p.o. prezydenta, Emiliem Portesem Gilem (1890-1978) a biskupami: Leopoldem Ruizem (przebywającym na wygnaniu w Waszyngtonie, jako delegat apostolski) i Pascualem Diazem, oraz papieskim agentem, amerykańskim księdzem Johnem J. Burke’m, przy mediacji ambasadora USA Dwighta W. Morrowa, zawarto porozumienie, zwane arreglos, czyli układami. Biskupi zobowiązali się odwołać „strajk” religijny i uznać konstytucję z 1917 roku, natomiast rząd zadeklarował, iż nie jest intencją ani Konstytucji, ani innych praw, ani rządu Republiki „zniszczyć tożsamość Kościoła katolickiego, ani żadnego innego, ani też wtrącać się w jakikolwiek sposób do ich funkcji duchowych” (destruir la identidad de la Iglesia católica, ni de ninguna otra, ni intervenir en manera alguna en sus funciones espirituales) oraz obiecał, że ustanowione prawa będzie stosował „bez tendencji sekciarskiej” (sin tendencia sectarista) i uprzedzenia (prejuicio). „Odnośnie do pewnych artykułów prawa, które zostały źle zrozumiane” (En referencia con ciertos artículos de la ley, que han sido mal compren­didos), zawieszono obowiązek rejestracji księży, dopuszczono nauczanie religii w kościołach, obywatele uzyskali prawo petycji w sprawie reformy konstytucji, Kościołowi obiecano zwrócić część kościołów. Jak informował prezydent E. Portes Gil w przemówieniu przed Kongresem 1 IX 1929 roku, przekazano kapłanom 858 kościołów i kaplic; w tym samym czasie jednak Calles dał specjalne przywileje protestantom, wydając im zezwolenia na otwarcie zborów oraz na kształcenie „misjonarzy” przez protestanckich pastorów z USA na okres sześciu lat. Powstańcy – którym prezydent udzielił „ustnej gwarancji” amnestii – mieli natomiast złożyć broń, i to pod groźbą ekskomuniki.

Cristeros czuli się zdradzeni z powodu ugody zawartej za ich plecami (przeciwko rozpoczętym negocjacjom zdążył jeszcze zaprotestować gen. Gorostieta, a ks. Pedroza prosił w liście do arcybiskupa Ruiza, by pasterze nie wydawali swych owiec katowi), jednak posłuszni biskupom, z nielicznymi wyjątkami, jak Trinidad Mora z Durango, który walczył aż do grudnia 1929 roku, zaniechali walki i wrócili do domów. Ich obawy nie były bezpodstawne: niemal natychmiast po ogłoszeniu amnestii rozpoczęły się represje; jedną z pierwszych ofiar był ks. Aristeo Pedroza, rozstrzelany dwa tygodnie po zawieszeniu broni. Ogółem zamordowano około 500 dowódców i ponad 5000 szeregowych cristeros. Jak się wyraził przeciwny porozumieniu bp Leopoldo Lara y Torres, katolicy znaleźli się pod „płytą grobową narzuconą przez jankeski imperializm”, a ustalony modus vivendi okazał się być dla powstańców modus moriendi. Podobnie niezłomny bp José Manríquez y Zárate oświadczył, że „życie chrześcijańskie jest z natury rzeczy bojowaniem”, toteż  wszyscy chrześcijanie muszą „bronić skarbu wiary” (defender el tesoro de la fe), wszyscy są żołnierzami (soldados) i muszą walczyć z wrogiem będącym diabłem (el demonio), do oporu zobowiązują bowiem słowa Chrystusa o przyniesieniu przezeń nie pokoju, lecz miecza oraz, aby obawiać się nie utraty życia, ale tego, który może porwać duszę i ciało do piekła.

Arreglos zostały zawarte również poza plecami polityków i intelektualistów katolickich, tworzących LDNLR i stanowiących polityczne kierownictwo powstania. Przewodniczący LDNLR – Rafael Ceniceros ubolewał nad zaprzepaszczeniem tej zdobyczy cristiady, iż katolicyzm „cierpliwy, uległy, anemiczny i tchórzliwy [wcześniejszych generacji]” (paciente, resignado, anémico y cobarde [de generaciones anteriores]) „został zastąpiony przez katolicyzm skuteczny, żywotny, płomienny, wojowniczy i zaczepny” (se ha trocado en un catolicismo operante, vivo, ardente, batallador y agresivo), który budził strach jego wrogów, pozostając zawsze wiernym papieżowi i Chrystusowi Królowi. Miguel Palomar przywoływał sławne zdanie bpa Wilhelma Emmanuela Kettelera: „najkrwawsze prześladowania przyniosły Kościołowi mniej szkody niż dworski serwilizm biskupów”. Ta opozycja LNDLR doprowadziła do cofnięcia jej uznania przez hierarchię: najpierw (6 XI 1929) Liga została zmuszona do usunięcia ze swojej nazwy przymiotnika Religiosa, stając się odtąd Krajową Ligą Obrony Wolności (LNDL), co sprawiło, że w krótkim czasie utraciła większość swoich członków, a w konsekwencji uległa rozkładowi po upadku „drugiej cristiady” z lat 30., ostatecznie znikając z życia w 1941 roku.

Kto zaś był prawdziwym beneficjentem owych arreglos, zostało powiedziane wyraźnie przez prezydenta Portesa Gila na bankiecie masońskim 27 VII 1929 roku:„Drodzy Bracia, kler uznał teraz całkowicie państwo i otwarcie zadeklarował podporządkowanie się prawom. (…) Walka się nie zaczyna, walka jest wieczna. Walka rozpoczęła się przed XX wiekami. (…) Oświadczam przed masonerią, iż dopóki pozostanę w rządzie, stać będę bezwzględnie na straży prawa. W Meksyku państwo i masoneria stały się w ostatnich latach tą samą sprawą (el Estado y la Masonería en los últimos años han sido una misma cosa); dwoma podmiotami, które maszerują wspólnie (dos entidades que marchan aparejadas), ponieważ ludzie, którzy w ostatnich latach stanęli u władzy, zawsze potrafili solidaryzować się z rewolucyjnymi zasadami masonerii”.

Jakkolwiek oceniać polityczno-społeczne, zwłaszcza krótkoterminowe, skutki owych kontrowersyjnych arreglos, istnieje jeszcze ponadczasowy, duchowy rezultat cristiady, jakim jest wzbogacenie martyrologium Kościoła meksykańskiego, tym samym zaś Powszechnego Ecclesia Militans. Za ostatnich dwóch pontyfikatów Kościół szczodrze docenił ofiarę męczenników, oddając im najwyższy możliwy wyraz hołdu, jakim jest wyniesienie na ołtarze. Papież Jan Paweł II kanonizował i beatyfikował łącznie (kolejno w latach 1988, 1992, 1995, 1997, 2000 i 2002) 53 męczenników meksykańskich z tego okresu. Kolejnych męczenników (3 księży i 10 świeckich) kanonizował 20 XI 2005 roku papież Benedykt XVI. Najmłodszym z nich był 14-letni José Sánchez del Río, który, mimo bestialskich tortur (obdarto mu skórę ze stóp i kazano chodzić po rozsypanej soli, a następnie przejść przez całe miasto), nie wyparł się wiary. Właściwą pointą wydają się tu więc słowa Jeana Meyera: „Stare, znane powiedzenie Tertuliana z pierwszych wieków Kościoła, mówiące, że krew męczenników jest zasiewem chrześcijan, nie jest stwierdzeniem mistycznym, tylko socjologicznym. W przypadku Meksyku rzeczywiście możemy tego doświadczyć”.

Jacek Bartyzel

Źródła:

Polonia Christiana – pch24.pl (część I)
Polonia Christiana – pch24.pl (część II)
Polonia Christiana – pch24.pl (część III)

Źródło:http://www.bibula.com/?p=67803

środa, 15 maja 2013

Grafen – coś niezwykłego


Ten odkryty niedawno materiał ma zadziwiające właściwości – jest znacznie cieńszy od kartki papieru (tak cienki, że mówi się, że nie ma grubości), ale mimo swojej cienkości jest kilkaset razy wytrzymalszy niż stal.



Zdumiewające są także jego właściwości elektryczne (minimalny opór elektryczny) i termiczne (bardzo dobrze przewodzi ciepło), które pozwalają tworzyć elektronikę znacznie szybszą niż elektronika oparta na krzemie. A najbardziej “zdumiewające” jest to, że najlepszy grafen na świecie potrafią wytwarzać polscy naukowcy z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych w Warszawie…

Model struktury grafenu, foto: AlexanderAlUS/wikipedia

W audycji: O cudownym grafenie i o tym, czy potrafimy zbudować w Polsce Dolinę Grafenową, czy potrafimy wykorzystać osiągnięcie naukowe dla gospodarki. Słowem: czy jest szansa na polski sukces nie tylko naukowy, ale i technologiczny?

O tym dyskutowali prof. Jacek Baranowski – Wydział Fizyki UW i badacze z ITME; dr Włodzimierz Strupiński – twórca najlepszej na świecie metody wytwarzania grafenu, dr Zygmunt Łuczyński i inż. Rafał Koziński.

Polskie Radio – Jedynka

Źródło: http://www.bibula.com/?p=56456

wtorek, 14 maja 2013

Francja: Zatrzymano 70 osób demonstrujących w obronie tradycyjnej rodziny


Około 70 aktywistów protestujących przeciwko ustawie legalizującej “małżeństwa” jednopłciowe we Francji zostało zatrzymanych wczoraj wczesnym rankiem. Usiłowali oni rozstawić w nocy z niedzieli na poniedziałek miasteczko namiotowe przed siedzibą Zgromadzenia Narodowego, w którym chcieli kontynuować protesty.

Ustawa zezwalająca na “małżeństwa” homoseksualistów przeszła tydzień wcześniej w Senacie, drugie czytanie w Izbie Niższej parlamentu Francji, które było przewidziane na maj, zostało przyspieszone, nowa data głosowania ma przypaść na 23 kwietnia. To własnie owo przyspieszenie głosowania było powodem, dla którego protestujący zdecydowali się na rozbicie dziesięciu namiotów.



Protesty przybierają na sile w całej Francji, przeciwnicy ustawy organizują się w ruchu “Manifa dla wszystkich” i ich działania stają się coraz bardziej widoczne. Przybierają również coraz gwałtowniejszy charakter, kilka dni wcześniej w czasie manifestacji w Dzielnicy Łacińskiej Paryża policja używała gazu łzawiącego, by rozpędzić demonstrujących.

Nazwa ruchu jest zmienioną formą hasła “Małżeństwo dla wszystkich”, pod którym organizują się zwolennicy nowelizacji. Według dziennika Le Monde, głównym animatorem protestów jest Virginie Merle występująca pod pseudonimem Frigide Barjot (nawiązującym do ikony rewolucji seksualnej we Francji – Brigitte Bardot). Nawołuje ona do kontynuowania protestów “aż do ogłoszenia aktu prawnego”. Wśród protestujących przeważają ludzie głęboko wierzący, dochodzi tam do ciekawego sojuszu katolików i muzułmanów w obronie wspólnych wartości.

Mimo protestów wszystko wskazuje na to, że ustawa zostanie przyjęta – jest ona flagowym projektem socjalistów, którzy dysponują bezwzględną większością w Zgromadzeniu Narodowym. Na przykładzie wydarzeń we Francji widać wyraźnie taktykę środowisk LGBT w walce o swoje przywileje: mimo, iż już od 1999 roku homoseksualiści posiadają prawo do rejestrowania swoich związków partnerskich, dające im w wielu dziedzinach prawa identyczne z normalnymi małżeństwami, wciąż walczą o nowe przywileje – w tym adopcję dzieci, którą zapewni im nowa ustawa.

Na podstawie: PAP

Zobacz również:
Francja: Mężczyzna aresztowany na ulicy za bluzę z prorodzinną grafiką!

http://www.autonom.pl

Źródło:http://marucha.wordpress.com/2013/04/17/francja-zatrzymano-70-osob-demonstrujacych-w-obronie-tradycyjnej-rodziny/

poniedziałek, 13 maja 2013

Fizyka w genderuścisku


Czy fizyka dyskryminuje kobiety? Zdaniem genderowych wizjonerek tak. Kiedy dochodzą do nas brednie urągające bohaterskim harcerzom z „Kamieni na szaniec”, warto zobaczyć co czeka na końcu tunelu z napisem „gender”, w który wjeżdża polska nauka.

Nim obłęd feministycznego i tęczowego paradygmatu doszczętnie przeobrazi naukę w konwulsyjne podrygi neoszamanów wiedzy tajemnej, warto raz jeszcze uzmysłowić sobie z jak wielkim zagrożeniem mamy do czynienia.



Alan Sokal, w wydanej po francusku w 1997 roku wspólnie z Jeanem Bricmontem książce „Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów”, pokazuje co dzieje się gdy zasypia rozum, a budzi się ideologia.

Poczesne miejsce w pracy Sokala zajmują dokonania Luce Irigaray, która stojąc na gruncie krytyki feministycznej zaatakowała… fizykę. Konkretnie „fizykę ciała stałego”, która, jej zdaniem, zdominowała laboratoria i umysły naukowców z powodu swych męskich konotacji. Nie chodzi jej bynajmniej o płeć naukowców, ale o „sztywność identyfikowaną z męskością”. Fizyka cieczy, według Luce Irigaray, jest natomiast postponowana ze względu na jej powiązania z kobiecością.

Abstrahując od mętności wywodu, która jak się zdaje jest cechą dystynktywną każdego postmodernistycznego badacza, można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia z upiornym żartem. Byłoby to całkiem możliwe, znając wcześniejsze dokonania Sokala na gruncie obnażania hipokryzji i nadęcia naukowców oraz ich akolitów, jednak nie tym razem. Jak mawia Waldemar Pawlak – „można się z tego śmiać, ale, proszę państwa, to się dzieje naprawdę”.

Feministce podpadł także Albert Einstein, który będąc mężczyzną nie oparł się pokusie patriarchalnego sposobu uprawiania nauki. Jego równanie E = mc2 określiła jako „seksistowskie”, ponieważ „przyznaje uprzywilejowany status prędkości światła kosztem innych prędkości, które są nam konieczne do życia”. Nie ma najmniejszego znaczenia dla autorki tych oskarżeń, że wstawianie innych prędkości da fałszywe wyniki.

Sama książka Sokala nie jest ani nowa, ani odkrywcza. Warto jednak, tym bardziej teraz, gdy ofensywa genderowa na polskich uniwersytetach wkracza w kolejny etap, pamiętać o zgubnych skutkach chodzenia na skróty oraz nieliczenia się z prawdą. Trzeba bić na alarm, gdy jak trujące grzyby po kwaśnym deszczu wyrastają na polskich uczelniach kolejne katedry i pracownie oddające się dekonstruowaniu świata w oparciu o gender. Już wkrótce ten marksizm w spódnicy może przejść od etapu namawiania i łagodnego strofowania opornych, do stosowania terroru wobec niepodzielających jego założeń. A wtedy karnawał naprawdę się skończy.

Łukasz Karpiel
http://www.pch24.pl/