piątek, 26 kwietnia 2013

Urzędnicy będą się uczyć z “antydyskryminacyjnego” podręcznika


Polscy urzędnicy dostaną nowy podręcznik, z którego będą się uczyć jak przeciwdziałać dyskryminacji. Wstępna decyzja o przyznaniu grantu na jego powstanie już zapadła, budżet przewidziany na ten cel ma wynosić około 14 tysięcy euro.

Podręcznik ma prezentować przejawy dyskryminacji spotykające w polskich realiach wszystkich i wszystko, co polit-poprawne władze uznają za dotknięte takim zjawiskiem, a więc przejawy dyskryminacji ze względu na wiek, płeć, orientację seksualną, pochodzenie etniczne, narodowe lub wyznanie, poruszone zostaną również kwestie osób niepełnosprawnych, różnic w zarobkach w zależności od płci, czy dyskryminacji przy rekrutacji do pracy lub w awansach na wyższe stanowiska dla kobiet. Wszystko to na tle innych państw europejskich zapewne po to, by uświadomić naszym urzędnikom, ile jeszcze mają do nadrobienia. Książka będzie również prezentować recepty na rozwiązanie tych “problemów”.



Powody powstania tak niezbędnego podręcznika przedstawiła pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Jej zdaniem istnieją raporty traktujące o dyskryminacji grup tak niesłusznie dotkniętych tym zjawiskiem, jak dewianci seksualni czy cyganie, lub specjalistyczne opracowania dla prawników, natomiast brak na polskim rynku książki przeznaczonej dla nauczycieli lub urzędników, która w sposób całościowy opisuje to zagadnienie. To własnie urzędnicy mają być głównymi odbiorcami treści owego podręcznika, gdyż “jeśli urzędnik nie jest uwrażliwiony na temat dyskryminacji, może nieświadomie użyć dyskryminującego języka lub nie zauważyć dyskryminujących zapisów w jakimś zarządzeniu lub formularzu”.

“Jeżeli mówimy o edukacji równościowej, promowaniu tolerancji, to pierwszym odbiorcą takiej aktywności powinna być administracja publiczna, ponieważ w jakiś sposób reprezentuje i wyraża państwo. Chcielibyśmy, aby pojawił się podręcznik, który będzie pomagał administracji, a może też nauczycielom, w ich codziennej pracy, chodzi głównie o kwestie komunikacji, języka komunikacji, ale i zasad równego traktowania” – oświadczyła rzecznik.

Kozłowska-Rajewicz przytoczyła również ciekawe przykłady języka dyskryminacji używanego nieświadomie przez urzędników, chodzi mianowicie o wypowiedź wiceprezydenta Gdańska, Andrzeja Bojanowskiego, który śmiał powiedzieć o kibicach w Gdańsku, że potrafią się bawić jak “normalni, biali ludzie” i wcześniejszą o kilka miesięcy wypowiedź innego zastępcy gdańskiego prezydenta, który “zdyskryminował” Irlandczyków mówiąc, że Irlandia “to nie jest drużyna jego marzeń” po losowaniu drużyn grających w Gdańsku na Euro 2012.

Według pełnomocnika rządu ds. równego traktowania najwidoczniej polscy urzędnicy tak doskonale radzą sobie z powierzonymi im zadaniami, że nie potrzebują już szkoleń, dzięki którym skróciłyby się kolejki w ich urzędach lub załatwienie jakiejkolwiek drobnostki trwało kilkanaście minut, a nie kilka dni, muszą więc “uwrażliwić się na temat dyskryminacji” i “wyedukować się równościowo”, by doścignąć postępową Europę.

Na podstawie: IAR
http://www.autonom.pl

Źródło:http://marucha.wordpress.com/2013/04/18/urzednicy-beda-sie-uczyc-z-antydyskryminacyjnego-podrecznika/

Będziemy inwigilowani przez liczniki energii? Posłowie nie mają nic przeciwko…


Będziemy inwigilowani przez liczniki energii? Posłowie nie mają nic przeciwko…

Inteligentne liczniki energii mogą wiele powiedzieć o stylu życia domowników. Nowe Prawo energetyczne może je upowszechnić, nie zabezpieczając jednak naszej prywatności. Rząd zrezygnował z tego pomysłu, ale w Sejmie po cichutku idea wróciła.



Dziennik Internautów raczej rzadko podejmuje temat prawa energetycznego, ale również w tym obszarze czeka nas technologiczna rewolucja, która może wpłynąć m.in. na naszą prywatność.



Chodzi o inteligentne liczniki energii, które są czymś więcej niż tylko licznikami rejestrującymi zużycie prądu. Urządzenia te komunikują się z systemami operatora, umożliwiając przekazywanie bardzo wielu danych o poborze energii elektrycznej, nawet kilka razy na godzinę.

Takie liczniki mogą zachęcić do oszczędzania energii i sprawią, że będziemy płacić za energię naprawdę zużytą. Ułatwiają one stosowanie różnych taryf. Mogą także wykrywać braki w dostawie prądu i automatycznie o nich informować, mogą nawet współpracować z innymi inteligentnymi urządzeniami.

Oczywiście liczniki te wygenerują wiele danych…

Inteligentne liczniki = ryzyko inwigilacji

Tutaj dochodzimy do wady inteligentnych liczników – umożliwiają one inwigilację. Naukowcy wykazywali już, że na podstawie tych danych można ocenić, ile osób przebywa w mieszkaniu/domu i jakie specjalistyczne urządzenia są używane, a nawet jaki serial ogląda dana osoba.

Inteligentne liczniki energii są fantastyczne, mogą ułatwić nam życie, ale staną się zagrożeniem dla prywatności, jeśli będą obowiązkowe i prawo nie zapewni stosowania ich wyłącznie w celach związanych z dostawą energii.

Liczniki po cichu przechodzą przez Sejm

Obowiązek wprowadzenia inteligentnych liczników proponował już rząd, ale wycofał się z pomysłu, prawdopodobnie w wyniku krytycznych opinii. Teraz pomysł wrócił, o czym poinformowali nas przedstawiciele Fundacji Panoptykon, zajmującej się problemami społeczeństwa nadzorowanego.

Projekt nowelizacji prawa energetycznego zakłada, że inteligentne urządzenia mają zostać zainstalowane u 80% odbiorców do końca 2020 r. Pomysł został dorzucony do ustawy w sejmowej podkomisji, rzecz jasna z pominięciem etapu konsultacji.

- Sejmowa podkomisja, dorzucając do projektu poselskiego inteligentne liczniki, nie tylko nie przeprowadziła analizy, czy są one konieczne. Nie zagwarantowała również, żeby zbierane dane podlegały należytej ochronie: decyzję o tym, jak często liczniki będą przekazywać dane, pozostawiono Operatorowi Informacji Pomiarowych, a zestaw przekazywanych danych będzie taki sam niezależnie od celu, do jakiego będą wykorzystane. Minister do celów statystycznych i sprzedawca (…) otrzymają dokładnie ten sam pakiet informacji. Co więcej, projekt w wersji przygotowanej przez podkomisję nie reguluje czasu, przez który dane mają być przechowywane, ani nie nakłada obowiązku niszczenia zbędnych danych – informuje Panoptykon.

Żeby licznik był licznikiem…

Zwracając uwagę na ten problem, trzeba uwzględnić dwie rzeczy.

Po pierwsze, nie można mówić, że posłowie naruszyli prawo, robiąc “wrzutkę” do ustawy na tym etapie. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ale jednak nie było do końca uczciwe wobec obywateli, którzy najczęściej nie mogą śledzić prac podkomisji.

Po drugie, nie chodzi o to, że inteligentne liczniki energii jako takie są złe. To jest kawał dobrej i pożytecznej technologii. Jeśli jednak nie ustalimy zawczasu zasad korzystania z tej technologii, stworzymy pokusę do inwigilacji. Ustanowimy nowy stan rzeczy, w którym za prąd będziemy płacić nie tylko pieniędzmi, ale i prywatnością.

Innymi słowy liczniki energii powinny służyć tylko do pomiaru energii, a prawo powinno gwarantować, że tak pozostanie.

Marcin Maj
http://di.com.pl

Drogie lemingi, niech alarmiści nie przesadzają i nie straszą!
Zarówno ja, jak i wy, nie macie NIC do ukrycia przed władzą, która dba o nasze dobro i możemy jej pozwolić nie tylko zainstalować w naszych domach urządzenia szpiegujące, ale i zaglądać nam w portfele, do sypialni, kontrolować co oglądamy, czego słuchamy, sprawdzać co jemy i  czym sramy oraz wiele innych rzeczy, które władza chce o nas wiedzieć dla dobra ogólnego.
Admin

Źródło:http://marucha.wordpress.com/2013/03/27/bedziemy-inwigilowani-przez-liczniki-energii-poslowie-nie-maja-nic-przeciwko/

czwartek, 25 kwietnia 2013

Główny egzorcysta Watykanu ostrzega nowego papieża przed szybką śmiercią


Główny egzorcysta Watykanu ostrzega nowego papieża przed szybką śmiercią

Nie wiem, co o tym sądzić. Ks. Amorth to b. poważny kapłan. – admin.

Gabriele Amorth (zdjęcie po lewej), 88-letni watykański egzorcysta Kościoła katolickiego, który dokonał ponad 70.000 egzorcyzmów, ostrzegł nowego papieża Franciszka (na zdjęciu po prawej), że jemu, jak papieżowi Janowi Pawłowi I w 1978 roku, grozi szybki zgon. “Masoni posiadają swoje oddziały na całym świecie, nawet w Watykanie” – powiedział Amorth w wywiadzie dla włoskiej gazety Il Giornale.)



“Nie chcę, żeby tak samo się skończyło, jak z (Albino) Luciani (JP I)”,  kontynuuje Amorth.

Źródło: kath.net



“Diabeł tkwi w Watykanie”

Gabriele Amorth, w ostatnich kilku latach regularnie występuje w mediach z powodu jego poważnych oskarżeń przeciwko katolickim przywódcom Kościoła. W 2010 roku dosłownie powiedział, że “diabeł tkwi w Watykanie” i że wiele skandali [tyczących] nadużyć seksualnych i pedofilii jest w pełni potwierdzonych dowodami. Główny egzorcysta mówił otwarcie o “szatańskiej infiltracji” w Watykanie wśród kardynałów i biskupów, którzy nie wierzą w Jezusa i którzy mają związki z demonami.

“Świat jest kontrolowany przez zaledwie 8 osób”

Obecny premier Włoch, protegowany przez Goldman Sachs Mario Monti, według Amortha jest masonem. Tak samo prezydent Giorgio Napolitano. W rzeczywistości wszyscy politycy na świecie są pod kontrolą masonerii i planetę kontroluje zaledwie 6-8 osób, które wszystkie pieniądze mają w swoich rękach.

http://dzieckonmp.wordpress.com

Źródło:http://marucha.wordpress.com/2013/03/26/glowny-egzorcysta-watykanu-ostrzega-nowego-papieza-przed-szybka-smiercia/

środa, 24 kwietnia 2013

Państwa BRICS porozumiały się w sprawie utworzenia Banku Rozwoju

Pięć państw BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) porozumiały się w sprawie utworzenia Banku Rozwoju. Minister finansów RPA, Pravin Gordhan, poinformował dziś o tymw Durbanie, gdzie w środę odbędzie się szczyt BRICS. Kapitał startowy Banku BRICS ma wynosić nie mniej niż 50 mld dolarów, jednak nie wiadomo jeszcze jak rozłożą się akcje pomiędzy uczestnikami.

W celu wzięcia udziału w szczycie BRICS do Durbanu przybył prezydent Rosji Władimir Putin. Oprócz kwestii ekonomicznych liderzy BRICS zamierzają omówić także aktualne problemy międzynarodowe – donosi korespondent „Głosu Rosji”.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Upadek rodzinnych gospodarstw rolnych

Kontrola żywności w świecie oraz grożba upadku rodzinnych gospodarstw chłopskich w Polsce po podpisaniu przez Polskę umowy stowarzyszeniowej i wstąpieniu do UE na przykładzie likwidacji farm rodzinnych w USA

Chociaż nie samym chlebem człowiek żyje, to jednak jedną z niewielu najważniejszych w świecie rzeczy była, jest i pozostanie żywność. Nie dokonuję tu żadnego odkrycia, gdyż od początku świata, głód był nieodłącznym towarzyszem ludzkiej doli, a żywność była powodem wojen. I mimo, że w dzisiejszych czasach ludzie nie drżą na dźwięk słowa Przednówek, to i tak każdego wieczora, mniej więcej 1/3 ludzkości kładzie się spać głodna.

Perfidną wyjątkowością dzisiejszego dnia jest to, że żywność stała się bronią. Autorem tej szatańskiej doktryny jest nie kto inny, ale sam Henry Kissinger, który w grudniu 1974 roku w czasie, gdy piastował stanowisko doradcy Prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego USA, opracował wraz ze swymi bliskimi współpracownikami tajny dokument i opatrzył swoim podpisem. Dokument ten znany pod nazwą National Security Study Memorandum 200 (NSSM 200) liczy 200 stron i opatrzony jest tytułem: Implications of Worldwide Population Growth for U.S. Security and Overseas Interest. Wykłada w nim rzeźnicką, maltuzjańską, teorię użycia żywności jako broni, szczególnie przeciw krajom o większym przyroście naturalnym. Henry Kissinger wymienia tam 13 państw…

Musimy sobie o tym przypomnieć i mieć to stale na uwadze obserwując postępujące i wdrażane procesy kanibalizacji polskiej ekonomii, w których to na pierwszy ogień poszedł… kompleks przemysłowo-agrarny.

Przepychanki wokół fabryki traktorów Ursusa są dalszym ciągiem tego samego brudnego i – mówiąc po imieniu – kryminalnego procederu łupieży polskiej gospodarki przez światową oligarchię, którą zapoczątkowano rozwaleniem polskiej spółdzielczości chłopskiej z całym systemem banków oraz Gminnych Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej na czele i to natychmiast, zaraz na samym starcie tzw. transformacji ustrojowej.

Takie właśnie, a nie inne podejście do tzw. transformacji ustrojowej świadczy o wcześniejszych, starannych przygotowaniach, o doskonałym przygotowaniu likwidatorów polskiego rolnictwa, o ich znakomitej znajomości polskich realiów, znajomości politycznej aktywności oraz historii polskiej samorządności chłopskiej i to zarówno jej gospodarczych, jak i finansowych form.

Świadczy o tym fakt nie pozostawienia nawet najmniejszej furtki czasowej na dokonanie manewru przez polskie chłopstwo – oczywiście w obawie, że spodziewane przeorganizowanie się finansowe chłopstwa zablokuje realizację planów globalizacji, czyli odnarodowienia i przejęcia polskiego sektora żywnościowego przez międzynarodowe korporacje.

Miejscowa oligarchia in specie, pozostająca na usługach jej światowych pryncypałów liczy, że zadając w ten sposób śmiertelną ranę całemu polskiemu rolnictwu, spowoduje nieuchronną agonię polskiego gospodarstwa rodzinnego. W dalszej perspektywie zupełny zanik polskiej wsi z całą jej otoczką ekonomiczno-socjalno-kulturowo-religijną, postrzeganą przez nich – jako ostoja tego, co my Polacy nazywamy polskością, a co tzw. ,,Europejczycy” potocznie nazywają polskim oszołomstwem.

Procesy niszczenia polskiego rolnictwa wdrażane obecnie przez kolejne ekipy rządzące (bez różnicy na ich przynależność partyjną, czy afiliację ideologiczną), realizują stale ten sam narzucony Polakom z zewnątrz, plan likwidacji rodzinnych gospodarstw chłopskich.

Nie jest to w sumie nic nowego, gdyż w zasadzie od prawie półwiecza rolnicy polscy byli poddani permanentnej dyskryminacji, stałemu naciskowi, wyzyskowi fiskalnemu i bezlitosnej eksploatacji. Raz przybierało to ostre, raz bardziej łagodne formy w zależności od tego, jak komunistom potrzebna była żywność, którą sprzedawano łatając dziury powstałe w wyniku ich eksperymentów w upaństwowionej gospodarce planowej.

Ów terror antychłopski, wprowadzony przez bolszewikow, wszędzie tam gdzie sięgały zagony Czerwonej Armii, załamał wszystkich europejskich chłopów – Czechów, Węgrów, Niemców etc. Nie złamał tylko i jedynie Polskiej Wsi i Polskiego Chłopa. Wtedy jednak wiadomo było kto wróg, a kto przyjaciel!

Dzisiaj rolnicy stanęli przed “nowym”, ale o wiele groźniejszym wrogiem, oligarchicznymi, międzynarodowymi monopolami agrobusinessu, mutującymi po dołączeniu do nich czerwonej nomenklatury. Najgorsze jest to, że Chłop Polski staje się bezradny i co najważniejsze – zupełnie nieświadomy tego, co szykuje mu ta przepoczwarzająca się w oligarchie, rodzima, czerwono- liberalna, pazerna, złodziejska zaraza.

Partia chłopska w zasadzie nigdy nie zdołała się odbudować. Partie, puławskie i natolińskie zawłaszczyły i nazwę i elektorat. Nawet ta namiastka w postaci PSL została wymanewrowana, ośmieszona, wyprowadzona w pole. Zawiązanie koalicji z partią, zapiekłą, ziejącą antychłopską nienawiścią, której przyczyny budzą u postronnych obserwatorów zdziwienie. Wielu próbuje identyfikować owe zjawisko – bliżej niezidentyfikowanej – niechęci do chłopów przypisując je, jako cechę charakterystyczną warstwie tzw. inteligencji.

Jest to moim skromnym zdaniem twierdzenie całkowicie fałszywe, gdyż okazuje sie, że owa nienawiść- fobia antychłopska ma swoje uzasadnienie i źródło. Przyglądając się bowiem dokładniej owej antychłopskiej fobii zauważymy, że jest ona cecha wyróżniającą i charakterystyczną tylko i wyłącznie dla ściśle określonych, wąskich grup tzw. inteligencji. Nazywając rzecz po imieniu jest ona charakterystyczna li tylko dla kosmopolitycznych kręgów politycznych – identyfikująca ich etniczne pochodzenie z rasy – narodu, różniącego się od wszystkich innych miedzy innymi właśnie tym, że jako jedyna na całym świecie prawie przez dwa tysiąclecia nie posiadała warstwy chłopskiej w ogóle.

Plany te wdrażane przez owe kręgi polityczne w Polsce dziś, nie są za tym niczym wyjątkowym. Są one bowiem częścią tego samego cynicznego eksperymentu podjętego zaraz po zamachu stanu i przewrocie bolszewickim w Rosji. Takie same eksperymenty prowadzone są w wielu miejscach na świecie z różnym natężeniem i w rożnych odmianach. Skutki są wszędzie mniej więcej jednakowe, cel absolutnie ten sam. Tym celem jest:

Likwidacja chłopstwa – wolnego niezależnego producenta żywności, właściciela ziemi, środków produkcji i narzędzi. Chłopstwa dysponującego rezerwą żywności i dzięki temu niezmiernie odpornemu na manipulacje i działania spekulacyjne. Chłopstwa, które stanowi sól ziemi, każdej ziemi. Chłopstwa, które było, jest i pozostanie bazą każdego bez wyjątku narodowego państwa.

Prześledźmy proces likwidacji farm rodzinnych i rodzinnego rolnictwa w Stanach Zjednoczonych Ameryki i porównajmy metody do tych, jakie obserwujemy w chwili obecnej w Polsce.

Po drugiej wojnie światowej, przy gwałtownym rozwoju technicznym, nieodłącznie związanym z prawidłowym przyrostem naturalnym, nastąpił niezwykły postęp w rolnictwie. Oczywiście tam, gdzie poświecono mu właściwą uwagę i przyznano odpowiednia rangę czyli w USA, Kanadzie, Argentynie, Brazylii oraz w Australii.

Nie wolno nam przy tym zapomnieć, że wiele lat wcześniej świat postępu pod wodza Wielkiego Sternika, eksperymentował w rolnictwie najbardziej agresywnie. Nie piszę tego złośliwie – po prostu nie mogę – bo w obliczu ogromnej daniny krwi, jaką pochłonął ów eksperyment i przeogromnej tragedii chrześcijańskiego narodu rosyjskiego, rosyjskiego chłopstwa – uważam, że przymusowa kolektywizacja pozostaje absolutnie największą, nie ukaraną dotąd zbrodnią przeciwko Człowiekowi…. Zbrodnią celowo przemilczaną. Pamiętajmy o tym, ponieważ wiele doświadczeń z okresu przymusowej kolektywizacji, jak i zawłaszczania gotowego produktu w formie obowiązkowych dostaw przydało się jak znalazł i wykorzystano je w późniejszym okresie na Zachodzie po zaledwie drobnych modyfikacjach.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki okres powojenny – w którym dla pełnorolnych gospodarstw rodzinnych zaoferowano odpowiednie umaszynowienie i nowoczesne metody agronomiczne – zaowocował pełną samowystarczalnością pod względem zaopatrzenia w żywność i zdolnością utrzymywania wystarczających rezerw żywności.

W Ameryce i Kanadzie gospodarstwa takie – zazwyczaj kilkudziesięciohektarowe – były podstawą i bazą, na której zbudowano potęgę Ameryki Północnej mimo, że glebowo daleko amerykańskiej ziemi do czarnoziemów Ukrainy, Stawropola, czy też Dalekiego Wschodu.

Nie wolno nam zapominać, że struktura gospodarstw rodzinnych – pełnorolnych, ale nie za dużych – gwarantuje samowystarczalność państw i potrafiła stawić opór nawet komunizmowi. Tak, jak to miało miejsce w Polsce.

Świadoma, dobrze wykształcona klasa chłopska (farmerska) posiadająca zarówno środki produkcji, jak i gotowy produkt stanowi ogromną silę polityczną. Jako sól ziemi jest absolutnie patriotyczna i obywatelsko odpowiedzialna. Obserwując na co dzień cud życia, pozostaje tradycyjnie konserwatywna i pielęgnuje wartości religijne.

Klasa taka jest niewygodna dla manipulatorów politycznych, gdyż jako znaczna siła polityczna pozostaje dla nich niesterowalna. Świadoma swej pozycji przy prawidłowej reprezentacji twardo stoi na ziemi i nie jest podatna na żadne spekulacyjne działania.

Ową nowoczesną warstwę społeczną, technokratycznego producenta żywności, czyli świadome, wysoko wykształcone chłopstwo, wyłaniające się jako nowy czynnik na scenie polityczno-gospodarczej, słusznie oceniono jako śmiertelne zagrożenie dla próżniaczego sektora oligarchiczno-finansowego i po prostu postanowiono go zniszczyć.

Wykorzystując całą swoją wiedzę polityczną i ogromne środki – uderzono w farmera. Bazując na doświadczeniach ze Sowieckiego Sojuza (ZSRR) wiedziano doskonale, że chłop broni ziemi, że forsowna kolektywizacja i komasacja w gospodarstwa wielkoobszarowe przynosi ogromne straty. Straty zarówno społeczne, jak i polityczne, a przede wszystkim krwawe ofiary i całkowite załamanie produkcji. Owego okresu przejściowego głodu, aktów kanibalizmu i zapędzenia terrorem do pracy chłopów w roli bandosów postanowiono w Ameryce uniknąć za wszelka cenę. Nie mam cienia wątpliwości, że fakt powszechnego posiadania broni przez Amerykanów odgrywał w tym niepoślednią rolę.

Zrealizowano to więc inaczej. W momencie, kiedy farmerzy amerykańscy mieli się najlepiej, przedstawiono im miraże ogromnego postępu i wzrostu cen w najbliższym czasie. Miraż następnego Wielkiego Skoku, który farmerzy przyjęli jako pewnik, bezgranicznie wierząc w uczciwość finansowych instytucji, agencji doradczych oraz rządowych agencji i instytucji politycznych. Banki zaproponowały farmerom duże kredyty na bardzo dogodnych warunkach, już nie tylko na maszyny – czasami zupełnie niepotrzebne – ale na wszystko, z luksusem włącznie. Pożyczki te dla domów bankierskich nie stanowiły żadnego ryzyka. Kreowane przez bankierów kredyty z powietrza, miały pełne pokrycie, gdyż udzielane były pod zastaw hipoteczny na ziemię – posiadającą wysoką wartość i nieobciążoną niczym, pozostającą wyłączną własnością zdecydowanej większości farmerów-kredytobiorców.

Po kilku latach stało się jasnym, że była to niesamowita i perfekcyjna pułapka. Ceny żywności “zaczęły spadać” w miarę, jak dostęp do rynku uzyskiwały inne kraje, zwłaszcza Trzeciego Świata o niskich agrotechnikach i technologiach, a przede wszystkim o taniej robociźnie (oczywiście wg zasady free trade, płacąc tanią żywnością odejmowaną od ust własnych dzieci za produkty wysoko przetworzone).

Mass media i Hollywood w tym samym czasie robiły wszystko, aby zmienić przyzwyczajenia kulinarne Amerykanów. Wyperswadowano ludziom normalny, pachnący, dobry chleb, zastąpiono go watą (toaster), piekarnie rodzinne zastąpiły fabryki chleba z taśmociągami. Głoszono, jak niezdrowa jest wieprzowina, a zwłaszcza smalec i słonina, która jeszcze do 60 lat była podstawą w każdej kuchni. Tu zlikwidowano za jednym zamachem i rodzinne wędliniarnie, i produkty tref(n)e. Tłumaczono, jak niezdrowe jest masło i mleko, aż zastąpiono je sokiem z pomarańczy i masłem orzechowym, etc., etc.

W efekcie owego gwałtownego przewrotu wzorców kulturowych, nastąpiło gwałtowne zachwianie się ustalonego wzorca struktury spożycia i rynku cenowego. Farmerzy, dla których z dnia na dzień zmniejszał się znacznie dochód stracili tzw. zdolność kredytową.

Zapamiętajcie to pojęcie: “zdolność kredytowa”. Jest to podstawowa broń do wykańczania społeczeństw. Farmerzy, którzy stracili zdolność kredytową nie mogli obsiać pola, bo nikt nie dał im kredytu na ziarno i na paliwo. System ten zadusił amerykańskich farmerów. Po niezdolności kredytowej, następowała niewypłacalność, po niewypłacalności, zajęcie majątku za długi hipoteczne, czytaj – zajęcie ziemi wraz z budynkami. Pozbawieni środków produkcji ludzie zasilili proletariat miast. Z niezależnych chłopów stali się robotnikami żyjącymi od wypłaty do wypłaty.

Oto grzeczny, układny urzędnik bankowy z wypchaną aktówką i wysmarowanymi brylantynką włoskami, przymilnie oferujący farmerowi dogodne kredyty już po kilku latach… wyrzuca go – jako zbankrutowanego dziada – z jego własnej ojcowizny. Butny, opryskliwy w kapeluszu na głowie i papierosem w ustach pokazując palcem rodzinie farmera – co może, a co nie, wziąć ze sobą udając się w nieznane.

Wierzę, że o tej tragedii amerykańskiego chłopa ktoś, kiedyś, nakręci wielki film. Film na miarę “Przeminęło z Wiatrem” – ale dziś nikt, absolutnie nikt nawet nie chce o tym wspominać, nie chce wiedzieć, nie chce widzieć bólu, łez cierpienia, przedwczesnych śmierci, masowych samobójstw farmerów, popadania w obłęd i w choroby psychiczne, upodlenia następnej wielkiej, a przy tym zupełnie bezkarnej i przemilczanej zbrodni przeciwko Człowiekowi, która dokonuje się na oczach społeczeństwa, na naszych oczach!

Zbrodni dokonywanej w sterylnych warunkach, przez papierowych zbrodniarzy, za pomocą ordynarnych przewałów lichwiarskich… wspomaganych przez prawników, ekonomistów, polityków kupionych za parę brudnych srebrników dolarowych.

Użyty tutaj system – oczywiście w udoskonalonej formie i wyposażony w nowoczesną technikę komputerową i regulacje prawne – to stary znajomy system wyzysku chłopa, jaki panował w przed i rozbiorowej Polsce, gdzie wszyscy chłopi siedzieli w kieszeni Żyda. Który był pośrednikiem sprzedającym wszystko, co wyprodukował chłop, płacąc mu wyznaczoną przez siebie cenę i dostarczając chłopu wszystkiego czego ten potrzebował za cenę taką, jaka Żydowi odpowiadała. Otóż śmiem twierdzić, że w Ameryce zastosowano ten sam system z tą tylko drobną różnicą, że Żyda karczmarza zastąpiono systemem bankowym – też żydowskim zresztą! “Żydem zinstytucjonalizowanym”, stosującym w nowych warunkach ten sam stary, oszukańczy proceder z uprawiania którego, tak dobrze żyli setki lat w Polsce ich pradziadowie.

W ten sposób rozprawiono się z 90 procentami farmerów. Mała grupa, która ze względów religijnych, jak Amishe, czy wręcz z przekory nie uległa pokusie i nie dała się zadłużyć, została poddana następnej próbie. Przeciwko nim zastosowano metodę: “Nic się nie opłaca”. Pamiętajcie o tym dobrze – bo w tej chwili odbywa się to samo w Polsce.

Oligarchia przed przejęciem ziemi przejęła całkowicie przetwórstwo. Teraz, aby zniszczyć resztę farmerów, obniżyli ceny produktów. I tu wpadli w pierwszą pułapkę kolektywizacji, ponieważ farmerzy dawali sobie radę z niskimi cenami, natomiast ich nowe wielkoobszarowe gospodarstwa nie wytrzymując konkurencji z gospodarkami rodzinnymi zaczęły “robić bokami”.

Wybrnięto z sytuacji w wyjątkowo perfidny sposób. Otóż drogą nacisków oligarchowie- obszarnicy dostali dopłaty do ziemi czy to uprawianej czy nie, czyli dotacje z budżetu UE, czytaj – z kieszeni polskiego podatnika. Kwota uzyskana z UE na oligarchiczne gospodarstwo rolne o ilości np: 100 ha i większych są wzmocnieniem tych obszarników, kosztem małych gospodarstw rodzinnych np: o areale 5 ha. Dopłaty dla rodzinnych gospodarstw są nie odczuwalne, za to dla obszarników każda dopłata może kończyć się np: kupnem mieszkania komfortowego w wmieście. Taką metodą buduje się ogromne przedsiębiorstwa rolne, niszcząc farmy rodzinne i całą strefę usługowo-produkcyjną, również rodzinną.

Nie usłyszycie o tym w mediach – bez wyjątków wrogich chłopstwu – chyba, że czasem późną nocą. Pomoc dla walczącego, amerykańskiego chłopstwa idzie od oddolnego ruchu obywatelskiego. Pomagają im artyści, chociaż za ową pomoc spotyka ich straszliwa zemsta oligarchii. Za przykład niech posłuży tu piosenkarz country Willy Nelson.

Aby uniknąć całkowitego zniszczenia i nie pozwolić sobie na odebranie ziemi, farmerzy uciekli od produkcji, pozakładali spółdzielnie, podjęli produkcję zastępczą. Powstały farmy, na których rosną maliny, jeżyny, czarna jagoda. Zostało trochę farmerów w warzywnictwie, sadownictwie i zielarstwie, ale musimy pamiętać, że trudno się obejść bez warzyw, owoców, używek lecz jeszcze trudniej bez chleba czy ziemniaków. Jako dość późną formę obrony, farmerzy pozakładali swoje niezależne kasy zapomogowo-pożyczkowe, niezależne banki chłopskie (Savings and Loans, w większości zniszczone za kadencji Busha w taki sam sposób, jak później w Polsce banki GS-y. Jako relikt przeszłości.

W 1960 roku było bardzo wiele państw absolutnie samowystarczalnych pod względem żywności. Dziś pozostały tylko Kanada, USA, Argentyna, Nowa Zelandia i Australia. Reszta jest zależna od eksportu żywności. Jako ciekawostkę podam, że Etiopia zawsze była samowystarczalna i nawet eksportowała wiele żywności do czasu likwidacji cesarstwa i wywołania wojny. Ale to już przeszłość, na dzień dzisiejszy zostało siedem wielkich firm będących w rękach siedmiu wielkich oligarchicznych rodzin powiązanych z Grand Metropolitan z główną siedzibą w Londynie.

Najważniejszą rolę w łańcuchu żywnościowym odgrywają podstawowe produkty, takie jak zboża, ziemniaki i oleiste. Na ich bazie rozwija się hodowlę bydła, trzody i drobiu. Jest to prawidło i dotyczy szerokiej strefy klimatycznej tzw. pasa pszenno-ziemniaczanego, dalej na południe kukurydzy, ryżu i jeszcze dalej – uprawy roślin tropikalnych. Ponieważ największą rolę odgrywają zboża, skupmy się na nich tak, jak skupili się światowi oligarchowie. Nauczcie się tych nazw na pamięć:

- Cargill Inc,
- Archer Daniels Midland (ADM/Topfer),
- Continental,
- Luis Dreyfus,
- Bunge,
- Con Agra,
- Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilever i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością. To odrębny temat.

Nestles to… dawne firmy tytoniowe, które powoli skupiły cały przemysł tytoniowy i w pewnym momencie zaciekle zaczęły zwalczać… palenie tytoniu (sic!), wydając krocie na reklamę o jego szkodliwości. I w ten sam perfidny sposób – prosty acz niezawodny – nie kupując tytoniu od plantatorów, rozłożyli, zadłużyli i przejęli ziemię na Południu. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, czy wie, jak można przekwalifikować plantatorów na coś innego, kiedy od siedmiu pokoleń na ich farmie uprawiano tylko tytoń?

W dniu dzisiejszym cena ziarna osiągnęła rekordową wysokość i pnie się w górę. Zapasy zboża utrzymywane stale w wysokości – 500 mln ton, spadły w roku 2004 do 30- 60 mln ton, dokładnych danych nie ma, nie bez powodu zresztą.

General Mills: największe młyny Ameryki zapowiadają podwyżki gotowych wyrobów tzn. podwyżki cen chleba, kasz, płatków śniadaniowych etc., i co najważniejsze – pasz treściwych dla bydła. Narody ustawiają się w grzecznej kolejce po zboże: Maroko, Egipt, Turcja, Pakistan, etc. (wymieniam tylko tych co płacą z góry gotówką.)

W Rosji zbiór wszystkich zbóż wynosi zaledwie 80 mln ton. Zazwyczaj 90 -100 mln ton zawsze dokupowali bo było mało. Spadła u nich produkcja traktorów, kombajnów, maszyn rolniczych i nawozów sztucznych.

To samo mamy w Meksyku samowystarczalnym od 1930, ze świetnym klimatem i możliwością dwóch zbiorów. Dziś po “cudzie” Międzynarodowego Funduszu Walutowego zaledwie 30% wystarczalności.

Con Agra już jest w Polsce, ulokowali się w Toruniu i Bydgoszczy, tam pootwierali jakieś wytwórnie płatków śniadaniowych, powoli, po cichutku, bez rozgłosu przejmują młyny i przetwórnie.

Tzw. Agencja Nieruchomości Rolnych, to jedna wielka granda i frymarczenie polską ziemią, jak na ironię ziemią, która przeżyła długie eksperymenty komunizmu. Czy właśnie ta ziemia nie powinna trafić do polskich rolników? Młodych rolniczych polskich rodzin, zdolnych i wykształconych, które będą świadome jej wartości. Państwo powinno DAĆ  ZIEMIĘ tym ludziom, na kredyt – specjalnie stworzony – nie więcej niż 1% rocznie – na 50 lat.

Nie wolno lekceważyć ziemi danej nam w dzierżawę przez Najwyższego. Tą ziemię powinnyśmy pielęgnować i troszczyć się o nią rękami rolników, niczym życiodajnym skarbem, aby jej nie utracić bezpowrotnie, tym razem na rzecz żarłocznych korporacji biznesowych-globalistycznych. W przeszłości nasza ziemię utraciliśmy w wyniku innych działań na 150 lat i było to straszne, więc nie powinniśmy już powtarzać takich samych, kardynalnych błędów!

Ziemia eksploatowana przez korporacje globalistyczne, to na dłuższą metę śmierć ekologiczna społeczeństw – przedwczesna śmierć człowieka. Ziemia jest organizmem żywym i nie może być eksploatowana bezmyślnie wg krwiożerczej zasady kapitalistycznej: więcej, szybciej, taniej. Gospodarstwa wielkohektarowe, powyżej 100 ha, to ekologiczna “bomba zegarowa” z opóźnionym zapłonem, nad którą nikt nie będzie panował, ponieważ dla właścicieli korporacyjnych tylko zyski będą głównym aspektem ich aktywności.

Dla tych szaleńców, kolejnym działaniem obliczonym na duże zyski, jest produkcja roślina żywności modyfikowanej genetycznie, której skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć. A wystarczy spojrzenie w “bok” , aby sobie uświadomić do czego już doprowadziła wielkoprzemysłowa produkcja krów w Anglii (BSE- choroba wściekłych krów), kurczaków w Hongkongu (ptasia grypa), a za chwilę innych zwierząt (co jest tylko kwestią czasu), które będą przenosić choroby na człowieka, pozostającego przecież w ścisłym łańcuchu zależności od świata przyrody.

A wszystko, jak na ironię, odbywa się wg fachowej wiedzy naukowej, odpowiednich norm, higieny, bezpieczeństwa, itp. Obecnie dzieją się w tym zakresie straszne rzeczy i chciałoby się krzyczeć do ludzi: macie oczy patrzcie co się dzieje, macie uszy słuchajcie co mówią na ten temat ludzie mądrzy, macie mózgi jeszcze nie do końca “wyprane” słuchajcie swojej INTUICJI ponieważ korporacje globalistyczne nie są zainteresowane leczeniem przyczyn, lecz leczeniem co najwyżej skutków, gdyż na tym także zarabiają pieniądze.

Takie działanie mieści się we friedmanowskim modelu ekonomicznym, który wyznacza dobrobyt materialny dla oligarchów i nędzę ogromnej większości ludzi na świecie. Dla oligarchów ZIEMIA to skarb, ziemia to najpewniejsza lokata kapitału. Popatrzcie co robi oligarchia? Przecież wszystko, co robi to ucieczka od papierowego pieniądza i inwestowanie w ziemię.

Opisuję tragedię amerykańskiego chłopstwa ku przestrodze i oprzytomnieniu oraz zaalarmowaniu Polskiego Narodu w tym ich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego aby ci ich skutecznie bronili i stali po właściwej stronie, czyli po tej która żywi i broni. Bo Ci, którzy do tego czasu przez całe tysiąclecie żywili i bronili nas wszystkich, sami znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tym razem my wszyscy musimy ich bronić, jeżeli nie chcemy, aby nasze dzieci, na naszej polskiej ziemi ustawiały się w kolejce po kromkę chleba wydzielaną im przez Europejskich Panów. I nad tym pomyślcie – proszę…

Wrzodak Zygmunt
Poseł IV i V kadencji Sejmu

PS. Dziękuję Romanowi Kaflowi z Dallas za pomoc w tym opracowaniu

Źródło:http://wrzodakz.nowyekran.pl/post/87819,upadek-rodzinnych-gospodarstw-rolnych

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Grzegorz Motyka o „ludobójczej czystce” na Wołyniu



Jeszcze w latach 90. XX wieku Grzegorz Motyka usprawiedliwiał UPA za to, co stało się na Wołyniu w 1943 roku. Teraz mówi co innego – a jego książka „Od rzezi wołyńskiej do Akcji „Wisła” została uznana na Ukrainie Zachodniej za kłamliwą i antyukraińską. Poniżej fragmenty wywiadu G. Motyki dla dodatku „Gazety Wyborczej” „Ale Historia” (25 marca 2013):

W lutym 1943 r. na Wołyniu Ukraińcy zaczęli mordować Polaków. Polacy nazywają te straszne wydarzenia „rzezią wołyńską”. To dobra nazwa?



- Precyzyjniejsze jest określenie „ludobójcza czystka etniczna”, przy czym odnosi się ono nie tylko do tego, co wydarzyło się na Wołyniu, ale też później, w Galicji Wschodniej i na ziemiach dzisiejszej Polski. Rozpoczęła się ona 9 lutego 1943 r. i trwała do maja 1945. Jej ofiarą padło około 100 tys. Polaków, została zaplanowana i przeprowadzona na zimno przez jeden z dwóch odłamów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Towarzyszyła jej sprawna akcja propagandowa: napady sotni na polskie wioski były przedstawiane w meldunkach jako kara za współpracę z Niemcami i Sowietami. Przygotowywano „białe księgi” o „polskich zbrodniach” po francusku, angielsku i niemiecku. Wszystko robiono w konspiracji, aż dziw bierze, że organizacja partyzancka była w stanie przygotować to w tak nowoczesny sposób.

Dlaczego OUN-owcy zabijali Polaków?

- W XIX w. doszło do polskiego i ukraińskiego przebudzenia narodowego, a Polacy i Ukraińcy rościli pretensje do tych samych ziem. Do najostrzejszego sporu doszło w Galicji Wschodniej, gdzie w latach 1918-19 miała miejsce wojna polsko-ukraińska zakończona zwycięstwem Polaków. Jednak społeczność zachodnioukraińska nigdy się z tą przegraną nie pogodziła i nie zrezygnowała z walki o niepodległość.

W latach 30. XX w. wśród zachodnich Ukraińców zaczęli dominować ludzie młodzi, którzy w tej wojnie nie zdążyli wziąć udziału. Byli zarażeni skrajnie nacjonalistyczną ideologią płynącą z zachodniej Europy i zafascynowani poglądami Dmytro Doncowa, człowieka, który stworzył ukraińską wersję integralnego nacjonalizmu. Grupa wyznawców tej ideologii była gotowa na wszelkie poświęcenia w imię uzyskania niepodległości, także na popełnianie zbrodni. Jeden z członków OUN Mychajło Kołodziński jeszcze przed wybuchem II wojny napisał, że Polaków trzeba „do ostatniej nogi” wyrzucić z Ukrainy, może nawet za Wisłę. A także np., że Ukraina musi przejąć Kazachstan, bo może być on tylko ukraiński albo rosyjski, więc lepiej niech będzie ukraiński. Kazachów trzeba oczywiście traktować lepiej, niż to robią Sowieci, ale – nie oszukujmy się – skończą jak Indianie…

Kazachstan jest parę tysięcy kilometrów od Ukrainy!

- To pokazuje, jak skrajne poglądy mieli działacze OUN. Przynajmniej część z nich już przed 1939 r. planowała usunięcie wszystkich Polaków z ziem, które uznawali za ukraińskie. Byli też zdecydowanie przeciwni jakiejkolwiek próbie porozumienia z Polską, dlatego ofiarą zamachów OUN padali tacy ludzie jak Tadeusz Hołówko, którzy próbowali wypracować jakąś formułę pojednania.

Czy można ocenić, Jakie poparcie mieli ukraińscy nacjonaliści?

- OUN i UPA nie przetrwałyby na Ukrainie Zachodniej aż do początku lat 50., gdyby były odrzucane przez miejscową społeczność. Ale z tego nie wynika, że można postawić znak równości pomiędzy poparciem dla UPA a antypolską czystką. Stosunku społeczności zachodnioukraińskiej do „antypolskiej akcji” nikt dotąd nie zbadał. Z niektórych dokumentów widać, że pierwsze napady wywoływały zdziwienie i konsternację. Opisywani w polskich relacjach prości chłopi z siekierami wspierający UPA byli mobilizowani pod przymusem.

Znany jest wypadek Ukraińca, który uratował grupę Polaków, ukrywając ich w stodole. I na oczach tych Polaków został pod karabinem przez upowców odprowadzony do sąsiedniej wsi, gdzie, jak im później opowiadał, musiał siekierą zabijać polskich mieszkańców, bo inaczej sam straciłby życie.

Wśród Ukraińców było duże poparcie dla walki o niepodległość, ale na ile akceptowali takie metody, trudno powiedzieć. Nawet wśród banderowców był pewien opór przeciwko eksterminacji. Niektórzy pisali, że należy wycofać się z tej polityki, bo to nie jest dobre rozwiązanie. Tak czy inaczej, kiedy po pierwszych napadach okazało się, że część Polaków nie ucieka, tylko tworzy bazy samoobrony, w maju 1943 r. dowództwo UPA podjęło decyzję o wymordowaniu całej polskiej społeczności na Wołyniu. 11 lipca UPA przeprowadziła jednoczesne, koncentryczne uderzenie na 99 polskich wiosek To była rzeź.

Niemcy i Sowieci przyglądali się jej?

- W1943 r. UPA walczy ze wszystkimi, także z Niemcami, którzy próbowali zdławić partyzantkę, ale nie mieli na to ani czasu, ani sił. Organizowane przez nich brutalne pacyfikacje ukraińskich wsi – czasem wykonywane rękami polskich policjantów – tylko zaogniały sytuację. Niemcy nie byli w stanie, choć prawo międzynarodowe ich do tego zobowiązywało, chronić polskiej ludności. Zgodzili się natomiast na powstanie baz polskiej samoobrony, zezwalając im na posiadanie pewnej liczby broni. Ale gdy na początku 1944 r. zbliżył się front, zdarzało się, że Niemcy zawierali lokalne porozumienia z UPA, a niekiedy, np. w Podkamieniu, wręcz zachęcali do napadów na ludność polską.

Jeśli chodzi o partyzantkę sowiecką, to warto zwrócić uwagę, że na północ od Wołynia, na Nowogródczyźnie, toczyła ona wojnę z Armią Krajową. Jednak na Wołyniu współpracowała z polskim podziemiem przeciwko UPA – np. baza w Przebrażu ocalała w czasie jednego z napadów dlatego, że Sowieci przyszli jej z pomocą – ale jednocześnie rozpracowywała AK Zdarzało się, że Sowieci rozstrzeliwali polskich oficerów i przejmowali oddziały.

Wszyscy mordują wszystkich?

- To bardzo wygodna sytuacja dla sprawców – mogą ukryć realizowaną na zimno gigantyczną czystkę etniczną. W jednym z dokumentów działacz OUN, opowiadając się za wstrzymaniem mordów na cywilach, napisał: Jest jeszcze czas, by zejść z tej drogi. To, co się działo do tej pory – zwalić na Niemców, bolszewicką partyzantkę, wojnę itp.

Skąd się brało takie okrucieństwo?

- Opisy mówiące o wielogodzinnym znęcaniu się nad ludźmi dotyczą raczej jednostkowych wypadków. Jednak bardzo wielu zbrodni dokonywano za pomocą siekier i wideł, wzbudzając powszechną grozę. Policjanci ukraińscy, którzy zdezerterowali ze służby niemieckiej, często w czasie antypolskich czystek wykorzystywali doświadczenie wyniesione z zagłady Żydów. W niektórych wioskach – gdzie ludność najpierw gromadzono w jednym miejscu, a potem dziesiątkami wyprowadzano do stodoły i zabijano młotem lub łomem – aby nie dopuścić do wybuchu paniki, rozdawano dzieciom cukierki, a rannej Polce zrobiono nawet opatrunek:

Polacy zorganizowali odwet?

Tak wielki terror musiał wywołać gwałtowne reakcje. Powstawały grupy mścicieli szukających zemsty za śmierć bliskich. Miały też miejsce akcje odwetowe organizowane przez podziemie. Największe rozmiary te działania – rzeczywiście zawstydzające – przybrały na terenach obecnej Polski. W1944 r. polska partyzantka na Lubelszczyźnie zniszczyła kilkadziesiąt wsi, dokonując w niektórych z nich – np. w Sahryniu – masakr cywilów. Polscy historycy spierają się o to, jak ocenić akcje odwetowe – niektórzy próbują problem ten zmarginalizować i sprowadzić do śmierci przypadkowych osób. Inni, w tym także ja, zwracają uwagę, że przynajmniej w części wypadków odwet dalece przekraczał granice obrony koniecznej. Można wręcz mówić o popełnieniu w niektórych wsiach zbrodni wojennych.

Historycy zgadzają się w jednym: nie można postawić znaku równości pomiędzy „antypolską akcją”, która miała odgórny, zorganizowany charakter, a polskim odwetem wynikającym z inicjatywy lokalnych komendantów. Nie można na jednym poziomie stawiać zorganizowanej ludobójczej akcji niszczenia grupy etnicznej i wynikającego z poszukiwania ślepej zemsty, choć oczywiście zbrodniczego, uderzenia w cywilów.

Sprawcy zostali ukarani?

- Ci najważniejsi, którzy wydawali rozkazy, zginęli w walce z Sowietami w latach 1945-1951

Czy rzeź wołyńska mogła być sprowokowana przez służby sowieckie? Są takie teorie.

- Nic na to nie wskazuje. Oczywiście bez Niemców i Sowietów do zbrodni by nie doszło, bo oni stworzyli do niej warunki i dali przykład. Sowieci nie mieli jednak interesu w wywołaniu takiej rzezi. Być może sowiecka prowokacja przyczyniła się do dezercji ukraińskiej policji, ale to co najwyżej przyspieszyło działania banderowców. Na III konferencji OUN-B (frakcja związana ze Stepa-nem Banderą) w lutym 1943 r. i tak zapadła decyzja o rozpoczęciu walki z Niemcami, a to oznaczało przystąpienie do antypolskich czystek, bo taki plan przyjęto już pod koniec 1942 r. Kędyś istniała teoria, że masakry zapoczątkowali Sowieci, którzy w przebraniu upowców wymordowali polską wioskę. Ale już pierwszą wioskę Paroślę wymordowali banderowcy i wszędzie, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, należeli oni do OUN-B.

Ukraińscy historycy też uważają, że to było ludobójstwo?

- Z małymi wyjątkami nie zajmują się poważnie tą problematyką. Najpopularniejsza na Ukrainie wersja mówi, że doszło wówczas do społecznego buntu, który przerodził się w wojnę polsko-ukraińską, w trakcie której obie strony popełniły podobne zbrodnie.

Towarzyszy temu często nieufność wobec dorobku polskiej historiografii połączona z irracjonalną wiarą, że dalsze badania, szczególnie w moskiewskich archiwach, zdejmą z banderowców odium winy. Ale to tylko złudzenie.

http://sol.myslpolska.pl

Źródło:
http://marucha.wordpress.com/2013/03/27/grzegorz-motyka-o-ludobojczej-czystce-na-wolyniu/#more-31530

Geje mogą zmienic stosunki polsko-rosyjskie

Poniżej zamieściłem tłumaczenie ciekawego artykułu z angielskojęzycznego wydania rosyjskiej „Prawdy” nadesłany przez  Stanisłaea Sasa z Nowego Jorku, który również dokonał tłumaczenia.
Rosja jak na razie nie akceptuje homoseksualizmu, ani żadnych zboczeń seksualnych jako normy (specjalnie nie napisałem „żadnych innych”, bowiem za nazwanie homoseksualizmu zboczeniem można w niektórych krajach jest przestępstwem). Parady gejów są zakazane na kolejne 100 lat.
Niestety, ten artykuł, jak i większość, także w prasie rosyjskiej, nie analizuje skąd nagle wziął się problem sporego odsetka homoseksualistów, głównie wśród mężczyzn. A przecież od tego trzeba by zacząć.
Okazujesię, że w krajach tzw „zachodu” mężczyni stopniowo tracą swoją „męskość” w wyniku spożywania sztucznego hormonu żeńskiego – estrogenu, który jest zawarty we wszelkich plastikowych opakowaniach!

I tak np. woda w butelkach plastikowych z plastiku PET (polyethylene terephthalate) zawiera znaczne ilości bisfenolu A (BPA) – zanieczyszczenia chemicznie zbliżonego do estrogenu. Potwierdziły to wyniki badać Uniwersytetu Johanna Wolfganga Goethe z Frankfurtu (http://www.sciencenews.org/view/generic/id/41628/description/Bottled_water_may_contain_hormones_Plastics).
Szczególnie groźne są zanieczyszczone bisfelnolem-A butelki dla dzieci. Ludzie kompletnie sobie nie zdają sprawy jakie szkody może poczynić dziecku zwykłe używanie plastikowych butelek. Zanieczyszczenie jest tak groźne, że w Kalifornii już w 2006 roku rozpatrywano zakaz używania materiałów do produkcji butelek, które zawierają ten niebezpieczny składnik (http://www.laleva.org/eng/2006/01/female_hormone_precursor_found_in_plastic_baby_bottles.html).
Nie wiem czy zakaz ostatecznie wszedł w życie, ale jeśli się zna realia, to producenci butelek na pewno zrobili wszystko by ukryć problem przed opinią społeczną.
Jak się okazuje, także inne opakowania zawierają bisfenol-A, niektórzy posuwają się do twierdzenia, że wszystkie opakowania plastikowe aż „ciekną” sztucznym estrogenem (http://www.npr.org/2011/03/02/134196209/study-most-plastics-leach-hormone-like-chemicals).
Bardzo ryzykowne jest np. podgrzewania dań w opakowaniu ze specjalnego papieru nasyconego plastikiem, jak to się dzieje w restauracjach „fast food”.



Jaki to może mieć wpływ na męską część populacji?  Taki, jaki można zaobserwować – niektórzy mężczyźni, którzy są mniej uwarunkowani genetycznie na wytwarzanie testosteronu czują się kobietami! I co najgorsze, wydaje im się, że jest to normalne, a przecież unikając plastikowych opakowań znów mogli by być pełnosprawnymi samcami. Problem by znikł, na co dowodem jest to, że zanim pojawiły się opakowania plastikowe, procent męskich homoseksualistów w społeczeństwie był nikły.

Oczywiście, nie można zakładać, że każdy gej jest gejem, tylko dlatego, że objada się daniami z restauracji fast food. Oczywiście są jeszcze uwarunkowania społeczne, psychiczne, genetyczne, ale o tych mówi się dość głośno, natomiast jakoś mało kto kwapi się z publikacjami dotyczącymi sztucznego estrogenu w opakowaniach plastikowych. Dlaczego tak jest? Sądzę, że bisfenol-A w opakowaniach plastikowych nie znalazł się przypadkowo. Jest to jedna z tajnych broni globalistów, których celem jest drastyczne zmniejszenie populacji ludzkiej na Ziemi. I bardzo im zależy na tym, by społeczeństwo uznało homoseksualizm za normę.

===============================================


Geje mogą zmienic stosunki polsko-rosyjskie

Były prezydent Polski Lech Wałęsa wywołał burzę negatywnych uwag w mediach europejskich, bo powiedział, że homoseksualiści „mają siedzieć w ostatniej ławce w parlamencie, a nawet dalej, bo – za ścianą” Polska sprzeciwia się legalizacji jednopłciowych kohabitacji, która jest ostatnio promowana w Europie. Może to być powód, aby zmienic stosunki polsko-rosyjskie.

Polska jest jednym z ostatnich bastionów prawdziwych religijnych sił na Zachodzie, które nie zgadzają się z „cywilizacyjnym” trendem, ktory daje gejom ten sam status co większości. Polski parlament – Sejm – odrzucił trzy projekty pod koniec stycznia n/t cywilnych praw homoseksualistów. Projekty te dawaly mozliwosc zawierania tak zwanych „umów o partnerstwie”, choć bez szans na adopcję dzieci.

Wśród inicjatorów tych przepisow była partia rządząca Platforma Obywatelska pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska. Głosowania pokazały, że partia została podzielona w tej sprawie. Czwarta czesc (50 z 207) członków głosowało przeciw dalszemu rozpatrzeniu. Kilku członków gabinetu nie zgadza się z polityką premiera. Tak więc, minister sprawiedliwości Jarosław Gowin powiedział podczas debaty, że inicjatywa wchodzi w konflikt z artykułem 18 Konstytucji RP, który mowi, że „małżeństwo jest związkiem między mężczyzną i kobietą.” Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski wcześniej stwierdził, że ludzie, którzy publicznie wystepuja jako homoseksualisci, nie moga pracować jako nauczyciele.

W tym sensie, demarche Wałęsy, jako legendarnego lidera Solidarności i antykomunisty, zadalo potężny cios ofensywie homoseksualnych osób nie tylko w Polsce, ale także w Europie. „Lech Wałęsa to nie jest byly działacz Komsomołu Kwaśniewski, który wystepuje pod sztandarem burżuazyjnej demokracji, wolności, tolerancji i szeroko rozumianej pederastii, jaka tylko może być” powiedzial Vladimir Skaczko, redaktor naczelny Kiev Telegraph, o laureacie Pokojowej Nagrody Nobla.

W piątek w TVN24 Wałęsa powiedział, ze homoseksualisci próbowali zdominować życie publiczne. „Szanujemy większość i demokrację. Większość zbudowała demokrację i demokracja należy do niej. A teraz mamy mniejszość ktora chce przewodzić większości”, powiedział Wałęsa. „Nie chcę tej mniejszości, z która się nie zgadzam, ale jestem tolerancyjny, chociaz w czasie ich parady na ulicach, odwracam głowy moich dzieci i wnuków”, powiedział Wałęsa.

Zaraz po tym oświadczeniu, Wałęsa przestał być „jednym z tych dobrych” dla „tolerancyjnego” Zachodu i nagle stał się „agentem KGB o pseudonimie Bolek”.

Był oskarżany o to, ze ma osobiste problemy natury materialnej, i nie wspiera zdobyczy demokracji. „Mimo doświadczeń prezydencji i lat współpracy z liberalna inteligencja, która była filarem polskiej transformacji – to jest wciąż ten sam elektryk ze stoczni. Jest konserwatywny w swoich poglądach, z Maryja Dziewica w klapie i jest wrażliwy na każdy przejaw „świętokradztwa” (w szczególności, był przeciwny koncertom Madonny w Warszawie), ” napisał niezależny portal Salon24.pl.

Strona ta ubolewa, że Wałęsa nie mógł ukryć publicznej niechęci do homoseksualistów, więc jego zasługi „nie moga być skutecznie wykorzystywane przez państwo polskie.” Co było do przyjęcia 20 lat temu, obecnie jest niedopuszczalne, ” Trudno nie zgodzic się z ta strona, że upadek społeczeństw zachodnich osiągnał szczyt w bezprecedensowo krótkim czasie.

Europejskie i liberalne gazety rozprawiaja się z Wałęsą. Der Spiegel napisał na przykład, że Lech Wałęsa był nietaktownym człowiekiem. Austriacka strona Heute.at napisała, że Wałęsa pozwolil sobie na „szokujący atak na gejów”. Francuska gazeta Le Parisien napisała, że był szczęśliwy, że mogl odpowiedzieć na prowokacyjne pytanie i „pokazał, że nie podziela postępowych poglądów.”

W sytuacji kiedy Francja i inne kraje europejskie w sposób zdecydowany robia krok w kierunku „humanizmu” tej samej płci, nie należalo się spodziewać, że jego zwolennicy w Polsce wyhamuja agresywną obronę ich stanowisk. Dlatego Ruch Palikota partia parlamentarna nominowala Anne Grodzka – pierwszego w historii Polski transseksualnego czlonka parlamentu, na stanowisko zastępcy marszałka Seimu. Lider partii Janusz Palikot powiedział, że jej kandydatura symbolizuje „filozofię równości i przeciwdziałania dyskryminacji.”

Ogólnie rzecz biorąc, w Polsce szanse legalizacji związków tej samej płci obnizaja sie, a ten wektor rozwoju jest nie do przyjęcia dla kraju. Polski podręcznik dla pielęgniarek i położnych określa homoseksualizm jako „patologie”. Według ostatnich sondaży 60 procent Polaków sprzeciwia sie małżeństwom homoseksualnym. Kilku biskupów Kościoła katolickiego podziękował członkom polskiego parlamentu za odrzucenie ustawy o „partnerstwie”. W tym kontekście stanowisko polskiego społeczeństwa pokrywa się z Rosją, a to jest dobry powód, aby wyciągnąć stosunki polsko-rosyjskie z zastoju.

Lyuba Lulko Pravda.Ru

    http://english.pravda.ru/world/europe/05-03-2013/123977-russia_poland_gays-0/#

na język polski tlumaczyl Stan Sas, otrymane e-mailem

Źródło:http://www.monitor-polski.pl/geje-moga-zmienic-stosunki-polsko-rosyjskie/