czwartek, 28 marca 2013

Przepowiednie ojca Klimuszko

Jasnowidz o. Klimuszko należał do ludzi, których serce było otwarte dla każdego -skromny zakonnik - ojciec Andrzej Klimuszko. Różnie go nazywano: jasnowidz, ziołolecznik, znachor, ojciec Andrzej. Kim był? Nie był znachorem, szarlatanem ani cudotwórcą. Był franciszkańskim zakonnikiem, który swe niezwykłe uzdolnienia wykorzystywał do niesienia pomocy tym, którzy jej potrzebowali, który przepowiadał przyszłość m.in. dla Polski.
Andrzej Klimuszko urodził się 23 sierpnia 1905 r. na Białostocczyźnie. Rodzice - Wincenty i Zofia - zajmowali się rolnictwem. Warunki materialne były ciężkie, gdyż była to rodzina wielodzietna. Szkołę podstawową oraz gimnazjum, które prowadzili księża salezjanie, ukończył Andrzej w Różanymstoku. Idąc za głosem powołania Andrzej wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych we Lwowie. W 1925 r. rozpoczął nowicjat pod kierunkiem o. Kornelego Czupryka (późniejszego przełożonego o. Maksymiliana) w pięknie położonej, malowniczej miejscowości - Kalwarii Pacławskiej. Przez okres jednego roku nie tylko wtajemniczał się w przepisy zakonne i urabiał duchowo, ale mógł zaobserwować tysiące pielgrzymów, którzy przybywali na kalwaryjski odpust ze swoimi problemami, kłopotami, aby przed cudownym obrazem Kalwaryjskiej Pani pozostawić to wszystko i powrócić do domu duchowo wzmocnionymi.
          W nowicjacie otrzymał Andrzej habit zakonny oraz nowe imię zakonne - Czesław. Po ukończeniu nowicjatu 8 września 1926 r. br. Czesław złożył pierwsze śluby zakonne. Zaraz też udał się do Lwowa, aby tam ukończyć gimnazjum. Nauka nie szła mu zbyt dobrze. Większe zdolności wykazywał w kierunkach humanistycznych, natomiast w dziedzinach ścisłych, a zwłaszcza w matematyce, pod względem uzdolnienia był ostatni. Gimnazjum X we Lwowie, jak sam stwierdził później o. Czesław, nie zanotowało w swojej historii bardziej tępego ucznia pod względem matematycznym niż Czesław. Profesorowie tylko ze współczucia stawiali mu zwyczajowo stopień dostateczny z minusem. Czesław bardzo przeżywał ten brak zdolności. [...]

Studia teologiczne odbył o. Czesław w zakonnym seminarium w Krakowie pod troskliwym i czujnym okiem o. magistra Samuela Rozenbajgera, późniejszego współpracownika św. Maksymiliana w Niepokalanowie japońskim. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bpa Stanisława Rozponda 6 maja 1934 r. w Krakowie. Po święceniach przełożeni zakonni skierowali go do Gniezna, a potem do Wilna i Łagiewnik. Tuż przed wojną został przeniesiony do Warszawy. Gdy wybuchła wojna, ze względu na własne bezpieczeństwo wyruszył z Warszawy do klasztoru franciszkańskiego w Kaliszu. W czasie tej podróży miało miejsce ciekawe wydarzenie. Na dworcu kolejowym w Łodzi ustawiło się kilku żandarmów i tłukło kolbami karabinów Polaków wysiadających z pociągu i podążających do wyjścia. Nie oszczędzano nikogo, ani starszych, ani kobiet, ani nawet dzieci. Widząc to o. Czesław zatrzymał się dłużej w pociągu z nadzieją, że żandarmi zaraz odejdą i będzie mógł spokojnie podążyć na nocleg do OO. Bonifratrów. Spóźnił się przez to i na ulicy nie spotkał już przyjezdnych ludzi. Dołączył jednak do szeregu ludzi udających się na nocleg do OO. Bonifratrów. Przed furtą klasztorną miało miejsce wydarzenie podobne jak na dworcu. Pijany żandarm sprawdzał dokumenty wchodzących ludzi, bijąc ich przy tym po twarzy. O. Czesław nie miał przy sobie żadnego dokumentu. Zdawał więc sobie sprawę z tego, co wkrótce mogło się wydarzyć. Starał się zmobilizować wszystkie swe wewnętrzne siły. Tymczasem był coraz bliżej żandarma. Gdy przyszła jego kolej, nastąpił dziwny wypadek: żandarm zachwiał się nagle, odwrócił w stronę ściany i zaczął wymiotować. Zalękniony zakonnik wykorzystał ten moment. Bardzo szybko opuścił szereg i boczną furtką dostał się do klasztoru, gdzie spędził spokojnie noc. Był to [drugi] wypadek, kiedy o. Czesław dzięki wewnętrznemu nakazowi nakłonił drugiego człowieka do wykonania czynności zgodnie ze swoją wolą.
-->         
W kilka miesięcy po przybyciu do Kalisza został aresztowany przez gestapo. Szybko jednak zwolniono go pod warunkiem, że będzie do ich dyspozycji i że nie opuści miasta. W odpowiedzi na to o. Czesław wykupił bilet kolejowy i wsiadł do najbliższego pociągu, który jechał do Warszawy. Między Wartegau a Generalną Gubernią granica została zamknięta, zaś o. Andrzej nie posiadał przy sobie żadnych dokumentów. W Łodzi pasażerów wysadzili z pociągu żandarmi i zaprowadzili do poczekalni, gdzie wszystkich Polaków poddano szczegółowej rewizji. Do przedziału, gdzie siedział o. Czesław, nikt nie zaglądał. Po dwóch godzinach pociąg ruszył dalej. Wtedy dopiero zobaczył dwóch żandarmów, zdążających do przedziału, w którym siedział. W tak niebezpiecznej chwili wytężył wszystkie wewnętrzne siły, by ich w ten sposób obezwładnić. I cóż się stało? Jeden z nich szybko skierował się w stronę ubikacji, drugi zaś wszedł do przedziału, gdzie siedział o. Czesław. Zachowywał się jednak jakoś dziwnie, mówił niezrozumiałe rzeczy, mimo iż nie był pijany. Po chwili wyszedł z przedziału, a o. Czesław mógł bez żadnych przeszkód przekroczyć granicę. Był to trzeci wypadek, w którym o. Czesław wykorzystał swe możliwości, ale i zarazem ostatni. Z tego rodzaju sił już nigdy w życiu nie skorzystał, być może dlatego, że nie znajdował się więcej w tak tragicznej sytuacji.

Dla o. Czesława rozpoczęła się teraz droga pełna trudów, cierpień i załamań w poszukiwaniu prawdziwej rzeczywistości. Zaraz po wojnie objął placówkę w Prabutach na Mazurach. Była to ciężka i odpowiedzialna praca, wymagająca wiele czasu i energii. Zadaniem o. Czesława było zorganizowanie życia oraz roztoczenie opieki nad ludźmi, którzy przybyli zza Buga w celu osiedlenia się na nowym terenie. O. Czesław nie miał więc czasu na zastanawianie się nad właściwościami, których Bóg mu udzielił. Z pewnością by o nich zapomniał, gdyby nie sytuacja powojenna, kiedy to wiele rodzin było rozbitych. Nie było prawie w Polsce rodziny, z której wojna nie wyrwałaby kogoś. Los tułaczy pozostawał nieznany najbliższym. Pytanie, czy on jeszcze żyje, a jeśli żyje - to gdzie, padało wszędzie. Czerwony Krzyż nie mógł sobie z tym poradzić. Część zatem tego trudnego zadania spadła na o. Czesława. Zaczęło się od kilku listów. Z każdym dniem jednak ich ilość wzrastała do tego stopnia, że sam zakonnik nie mógł już sobie poradzić z udzielaniem listownych odpowiedzi. Odmówił zatem przyjmowania listów w sprawach odszukiwania znajomych. Odpowiedzią na to były przyjazdy zrozpaczonych ludzi do Prabut. Wkrótce miejscowość ta stała się miejscem nieustannych pielgrzymek zbolałych ludzi, którzy chcieli dowiedzieć się o losie swoich najbliższych.

-->
O. Czesław przyjmował każdego. Codziennie zadawał sobie jednak pytanie, czy to, co robi, jest fikcją czy też rzeczywistością, czy czasami nie okłamuje ludzi, pokładających w nim nadzieję. Okazało się, że była to rzeczywistość. Tym, co czynił, zainteresowała się prasa i naukowcy; zapraszano go więc na spotkania naukowe, sympozja, zjazdy i posiedzenia dotyczące zjawisk parapsychicznych. Dla o. Czesława była to męcząca droga życiowa. Kiedyś napisał: Aby dobrze zrozumieć przeżycia jasnowidza, musi się znać jego specyficzny charakter. Jasnowidz, jak każdy człowiek, może mieć mnóstwo wad, szkaradnych nawyków i życiowych załamań, ale musi posiadać mocną, niezachwianą, stałą i wielką miłość do ludzi oraz gotowość przyjścia im z pomocą w ich cierpieniach i potrzebach zawsze bezinteresownie, z serdecznym współczuciem. Cierpi on w tej samej skali, co cierpiący jego towarzysz ludzkiej niedoli... Jeśli jestem świadom, że w wieloletniej swej pracy o specjalnym charakterze bodajże jedną iskierkę radości wniosłem w skołatane serca ludzkie, to chyba nie żyję daremnie.
Od 1948 do 1952 r. z powodu trudności o. Czesław przebywał pod zmienionym nazwiskiem w pięknym franciszkańskim klasztorku u podnóża Tatr w Lubomierzu. W 1952 r. przełożeni wysłali go do Kwietnik w diecezji wrocławskiej, aby tam duszpasterzował wśród ludności jako proboszcz. Tam już "ujawnił się", mimo tego miał liczne i czasami bardzo ciężkie kłopoty z ówczesnym administratorem diecezji - ks. Lagoszem. O. Czesław przeżywał wówczas pewien kryzys, który jednak z pomocą Bożą zakończył się pomyślnie. W 1956 r. przebywał w Wyszogrodzie, a następnie do 1961 r. pracował w Nieszawie. We wrześniu 1961 r. przełożeni zakonni skierowali o. Czesława do pracy w klasztorze w Elblągu, położonym na wzgórzu wśród drzew i zieleni. Dla o. Czesława był to okres intensywnej pracy.


-->
Oto kilka przykładów z okresu intensywnej działalności o. Klimuszki. W 1964 r. na jednym ze spotkań z lekarzami, profesorami medycyny o. Czesław przepowiedział katastrofalną powódź w północnych Włoszech. W kilka lat później przepowiednia ta dosłownie się sprawdziła: Rzeka Pad wylała, a o. Czesław będąc wówczas we Włoszech, mógł osobiście oglądać skutki tej katastrofy.
W 1947 r. będąc w Olsztynie o. Czesław przepowiedział zgon kard. Hlonda, Prymasa Polski. Podał nawet przyczynę śmierci. Przepowiedział także zgon bp. Łukomskiego.
"Widzę niespodziewaną śmierć kardynała Hlonda 24 października. Przyczyną jego śmierci będą płuca, chyba grypę zaziębi. Zaraz po nim umrze nagle drugi dostojnik duchowny, nieco niższy w hierarchii kościelnej".

Po czterech miesiącach przepowiednia spełniła się szczegółowo. Przepowiednia sprawdziła się. Kard. Hlond zmarł w październiku 1947 r. na zapalenie płuc, natomiast bp Łukomski, wracając z pogrzebu kardynała, zginął w katastrofie w wypadku samochodowym.
     
O. Czesław nie tylko przewidywał przyszłość, ale także czytał ze zdjęć. Z fotografii mógł rozpoznać charakter człowieka, jego losy życiowe, aktualny stan zdrowia lub predyspozycje psychiczne. W małym miasteczku o. Czesław został zaproszony przez zaprzyjaźnionego nauczyciela do znajomych. Podczas rozmowy nauczyciel poprosił dwunastoletniego syna znajomych o pokazanie swojej fotografii. Nauczyciel podając fotografię chłopca o. Czesławowi powiedział żartobliwie do rodziców: No, teraz wiele rzeczy dowiecie się o waszym synku, czym on będzie i jak się sprawuje. Rodzice słysząc to dziwnie zareagowali, zostali przygaszeni, stracili chęć do dalszej rozmowy. Patrząc na zdjęcie o. Czesław powiedział parę zdawkowych słów i wkrótce pożegnał gospodarzy. Wracając powiedział do nauczyciela: Ależ ten chłopak to przyszły bandyta. - Niestety tak - odpowiedział nauczyciel. - Już kilku chłopców w szkole podźgał nożem. Na porządku dziennym są brutalne bójki z kolegami.
          
Mieszkając w Kwietnikach, dowiedział się od mieszkańców, iż w obrębie jego domu znajduje się dużo zakopanych rzeczy. Pewnego dnia zauważył w pustej stodole na klepisku zapadniętą ziemię w formie leja i w tym miejscu odkopał radio. Równocześnie ukazały mu się w stodole trzy inne miejsca, gdzie były zakopane różne rzeczy. O. Czesław był więc jasnowidzem. Sam o sobie tak powiedział:
"Jasnowidz. Ilekroć słyszę ten wyraz pod moim adresem, zawsze odczuwam pewne nieprzyjemne zażenowanie. Albowiem pod tym mianem kryje się wielkie ryzyko, udręka i odpowiedzialność. Nie lubię tej nazwy, lecz muszę się nią posługiwać, gdyż nie znam zastępczej. "
 Faktycznie na o. Czesławie spoczywała wielka odpowiedzialność. Po poradę zwracali się do niego nie tylko prości ludzie, ale i profesorowie, a także służby kryminalne. Każdy oczekiwał na rozwianie swoich wątpliwości, niepewności.
Uważał, że za darem jasnowidzenia kryje się "wielkie ryzyko, udręka i odpowiedzialność". Powiedział:

"Najbardziej wstrząsającym przeżyciem jasnowidza jest widzenie dramatycznych scen rozgrywającego się wydarzenia, wobec którego musi pozostać biernym widzem, bez możliwości wpływu. Podobny wstrząs rodzi w duszy jasnowidza świadomość odpowiedzialności za wynik powierzonej mu sprawy do rozstrzygnięcia".          
W czerwcu 1975 r. przedstawicielstwo pewnego czasopisma w Warszawie zwróciło się z prośbą do o. Czesława, aby wyjaśnił sprawę legendarnego partyzanta - majora Hubala. Konkretnie proszono o podanie miejsca, gdzie znajduje się jego grób. Patrząc na jego fotografię, zobaczył całą topografię terenu, gdzie odbyła się walka i śmierć bohaterskiego majora Dobrzańskiego o pseudonimie Hubal. [...]

-->
Oprócz przewidywania i czytania ze zdjęć o. Czesław leczył także ludzi ziołami. Już od dziecka zajmował się ziołami i pozostawił po sobie 150 recept ziołowych na różne dolegliwości. Bardzo wielu ludzi skorzystało z jego porad, gdyż były one w ówczesnym czasie bardzo rewelacyjne i pozbawione rutyny. Dzięki swoim zdolnościom parapsychicznym o. Andrzej ratował nie tylko swoje życie, ale i życie drugich. Nie był jednak przez wszystkich doceniany. W Polsce niektórzy dziennikarze dążyli do ośmieszenia osoby o. Czesława. Nazywano go złośliwie "szarlatanem". W 1948 r. przyjechał do niego pewien pan prosić o informację o swoim synku, o którym nie miał wiadomości od rozpoczęcia wojny. O. Klimuszko popatrzył na zdjęcie i powiedział zainteresowanemu, iż widzi go jadącego na motocyklu z Łunińca do Puńska. W drodze zakrywa go jakaś gęsta chmura, z której już się nie wynurza. o. Czesław stwierdził zatem, że chłopiec nie żyje. Po tych słowach człowiek ów zerwał się nerwowo z krzesła i zaczął przepraszać o. Czesława za to, że przyjechał tutaj zdemaskować go jako oszusta, że zrobił zakład z kolegami, iż uda mu się ośmieszyć o. Czesława. Sprawa syna była rzeczą drugorzędną, a zakonnik doskonale wszystko wyjaśnił. Podobnych ludzi było wielu. Byli jednak i tacy, którzy sporo zawdzięczali o. Klimuszce. Do takich ludzi zaliczymy Polaków mieszkających w Monte Carlo, którzy po wizycie o. Czesława w tym mieście w 1975 r. tak napisali:
         
 [...] Ogromnie cieszyła nas atmosfera zainteresowania wokół osoby Czesława Klimuszki. Specjalnością znanego jasnowidza jest, jak wiadomo, odnajdywanie zaginionych przedmiotów, ludzi, obiektów. Robi to właściwie bezbłędnie. Mogli się o tym przekonać w Monte Carlo wszyscy ci, którzy zetknęli się z nim osobiście. Przybywali do niego naukowcy pochodzący z różnych krajów, z najdalszych nawet zakątków świata. Przynosili fotografie osób, których jasnowidz ten nie znał i nigdy nie widział. Klimuszko opowiadał zaś o ich perypetiach życiowych, konfliktach rodzinnych i nękających chorobach, zadziwiając trafnością spostrzeżeń, dokładnością szczegółów. Tu już o jakimś zgadywaniu czy dopływie informacji innymi kanałami niż pozazmysłowe mowy być nie mogło. Wiedzieli o tym najlepiej przeprowadzający doświadczenia. Źle się więc stało, że niektórzy nasi dziennikarze doprowadzili w Polsce do ośmieszenia osoby wybitnego jasnowidza. Człowieka, który większość swego życia poświęcił bezinteresownej pomocy ludziom nieszczęśliwym, znikąd nie oczekującym już ratunku. Niedobrze się stało, że również naukowcy nie pofatygowali się do tej pory, aby zanalizować fenomen Klimuszki. Może i oni bali się ośmieszenia"
Zapewne. Natomiast takich obaw nie mieli kierownicy zagranicznych placówek badawczych. Od tygodni do prywatnego mieszkania Czesława Andrzeja Klimuszki napływa bogata korespondencja ze wszystkich niemal kontynentów świata. Mnożą się zaproszenia do wzięcia udziału w psychotronicznych eksperymentach. Świat naukowy poruszony jest wyjątkowymi zdolnościami skromnego, bardzo zapracowanego, siedemdziesięcioletniego już prawie Czesława Andrzeja Klimuszki.
Niektórzy przewidywania o. Czesława przyjmowali jako żart. W 1978 r. zakonnicy dowiedzieli się z Dziennika, że papieżem został wybrany Albino Luciani, który przybrał imię Jan Paweł I. Wśród ogólnej radości tylko o. Czesław pozostał smutny. Dlaczego oni go wybrali? - pytał zdziwiony - przecież on za miesiąc umrze. Zakonnicy przyjęli to oświadczenie jako żart. Niestety po miesiącu pontyfikatu umiera Jan Paweł I. Po jego śmierci zapytano o. Czesława, kto teraz zostanie papieżem. - Teraz papieżem zostanie kardynał Wojtyła - odpowiedział rozradowany jasnowidz. "Jeśli Włoch nie wyjdzie, to wyjdzie Wojtyła". Poczytano to jako miły żart, który rzeczywiście się spełnił. Inny franciszkanin, ojciec Cezar zapamiętał, co ojciec Klimuszko powiedział o rozpoczynającym się pontyfikacie Jana Pawła II:

"Będzie jednym z największych papieży. Od niego będzie się liczyć nowa epoka Kościoła i Polski. Imię Polski rozsławi po wszystkich krajach świata. Dla Kościoła jego panowanie będzie bardzo pomyślne".
 
Ojciec Klimuszko rzadko publicznie przekazywał swoje wizje. Jednakże w gronie przyjaciół i znajomych czasami o nich mówił. Także w spotkaniach z dziennikarzami, między innymi z Wandą Konarzewską, jasnowidz oznajmiał:

"Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie (...) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym".

W jednej ze swoich książek zatytułowanej "Moje widzenie świata" ojciec Czesław Klimuszko pisał wprost:

"Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości".
"Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów. Przed Polską widzę jasność i wstępowanie do góry. Będzie bardzo dobrze". Dodatkowo według Ojca Klimuszki z Polski miały pochodzić osoby, które będą zmieniać świat. Sugerował, abyśmy byli optymistami i wcale nie myśleli o końcu świata.         
Czasami słynny polski jasnowidz ujawniał swoje wizje na temat przyszłości świata. Pisarz Tadeusz Konwicki twierdził, że ojciec Klimuszko bezbłędnie przepowiedział upadek komunizmu w 50 lat po zakończeniu II wojny światowej. Podobnie jak inni wizjonerzy, on także widział zagrożenia moralne i ekologiczne dla ludzkości i świata. Przyznał, że miał wizję potencjalnej wojny nuklearnej oraz wojen religijnych. Mówił tak:

"Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy. Część buta włoskiego znajdzie się pod wodą. Wulkan albo trzęsienie ziemi ? Widziałem sceny jak po wielkim kataklizmie. To było straszne".
"Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój".

"Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, obudzą bestie. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale. Widziałem transatlantyki wznoszone jak łupinki... Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop ! Zadławi się w Giblartarze ! Wychlupnie do środka Hiszpanii ! Wleje się na Saharę, zatopi włoski but, aż po rzekę Pad. Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, z całą cudowną architekturą [...]"

"Nasz naród powinien z tego wyjść nienajgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża [...]"

Ludzie bardzo tłumnie gromadzili się u o. Czesława, szukając pomocy. Sam zakonnik stał się przedmiotem zainteresowania świata nauki, a szczególnie medycyny i psychologii. Brał zatem udział w różnych kongresach naukowych i spotkaniach, nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Jednak w ciągu ostatnich lat stan zdrowia o. Czesława, z powodu uciążliwej pracy, stopniowo ulegał pogorszeniu. Z wielkim trudem pokonał gruźlicę płuc, która bardzo osłabiła jego organizm. Można było zauważyć ogólne zmęczenie i wyczerpanie.
          
Na początku sierpnia 1980 r. o. Czesław przebywał w Lubomierzu. O. Anzelm Kubit stwierdził, że wyglądał on wówczas dość dobrze. Miał trochę sfałdowaną twarz, ale wyglądał na zdrowego, był pogodny, oczy miał żywe i bardzo ciekawie patrzył na świat. - Parę lat tylko - wspominał o. Anzelm - uczyłem go dogmatyki w Krakowie... później wyczuwałem, że wzrastał w kulturze. Wydelikatniał w obcowaniu z drugimi, znał wiele zagadnień z dziedzin jeszcze nie zbadanych dokładnie, wyczuwał w sobie nieszczęścia, szczególnie w czasie wojny, leczył nieraz osoby, które już opuścili lekarze. O współbraciach, którzy z pewnym lekceważeniem patrzyli na jego dziwną działalność, nic ujemnego nie mówił [...]. Gdy był parę razy w Krakowie, odwiedził mię w celi, zeznawał, że w jego akcji nie ma nic cudownego, ale chyba można wnioskować, że ludzie i rzeczy, których używają, emanują jakiś fluid, który przy swoim natężeniu psychicznym odczuwają, czy mogą zauważyć ludzie specjalnie wrażliwi [...]. Całą działalnością swoją zostawił po sobie wrażenie niezwykłego, niepospolitego człowieka. Zmierzała ona [...] do tego, aby ludziom przynieść radość, uwolnić ich od nieszczęść lub pocieszyć przynajmniej. Nie znałem go dokładnie, w szczegóły nie wchodzę, ale chwycił mnie mile ten jego postęp ku dobremu, wzrost duchowy, który nie tak często widoczny jest w życiu zakonnika, jego rozwój miłości bliźniego, aktywność, by coś dobrego więcej zrobić, a przy tym urabianie siebie samego [...].
          
Dnia 22 sierpnia 1980 r. przewieziono o. Czesława do szpitala. Tam wyspowiadał się, przyjął komunię św. i z pogodą ducha oczekiwał na spotkanie z Panem. Tuż przed swoją śmiercią powiedział swojemu przyjacielowi: "Kraj ten oczekuje lata świetności. Jest to obecnie szczęśliwe miejsce. Gdybym miał się drugi raz narodzić, chciałbym przyjść na świat tylko w Polsce. Niech Polacy z całego świata wracają nad Wisłę. Tu się im nic nie stanie". W poniedziałek 25 sierpnia w godzinach rannych jego współpracownik - o. Lucjusz Chodukiewicz - udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych i odpustu na godzinę śmierci. Tego samego dnia po południu, po życiu wypełnionym służbą bliźniemu, Pan zabrał swojego sługę Czesława. Wierny syn św. Franciszka, "Samarytanin w habicie", odszedł po wieczną nagrodę do Tego, od Którego otrzymał życie i te wszystkie niezwykłe dary, którymi umiał się dzielić z bliźnimi przez ponad siedemdziesiąt lat.  Uroczystości pogrzebowe odbyły się 28 sierpnia w Elblągu. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Jan Obłąk wraz z pięćdziesięcioma kapłanami. Trumnę oblegali ludzie, którzy pragnęli uścisnąć i ucałować ręce zmarłego. Mimo zastoju komunikacji, na dość odległym cmentarzu zgromadziło się ok. 8 tys. ludzi. W ten sposób pragnęli oni podziękować o. Czesławowi za wielką miłość, jaką im okazywał.
          
O. Czesław powiedział kiedyś bardzo znamienne słowa, które określały jego działalność i to, jak siebie oceniał: Sława dla głupców jest odurzającym narkotykiem... mnie rozgłos przyniósł najpierw zaskoczenie, potem rozczarowanie, wreszcie udrękę ciężaru odpowiedzialności wobec ludzi


Źródło: http://www.iluminaci.pl/proroctwa/przepowiednie-ojca-klimuszko

środa, 27 marca 2013

Dowód na kłamstwa Protestantów w kwestii Watykanu jako Apokaliptycznej Bestii i Nierządnicy.


Od wielu już lat istnieje i działa w Polsce tzw. "Kościół Adwentystów Dnia Siódmego". Ugrupowanie to prowadzi "korespondencyjne kursy biblijne" w zakresie podstawowych nauk adwentystów, z Księgi Daniela i z Księgi Apokalipsy św. Jana. Uczestnicy tych rzekomo biblijnych kursów zapoznają się jednakże nie z nauką Biblii, ale z adwentystyczną interpretacją tej Świętej Księgi. Korespondencyjne kursy prowadzone przez adwentystów mają także za zadanie sianie nienawiści do Kościoła Katolickiego i do papieża. Kościół i papiestwo są oskarżane i pomawiane przez adwentystów o wszelkie możliwe zbrodnie i przewinienia jakie ktokolwiek, kiedykolwiek i gdziekolwiek uczynił na świecie. Adwentyści wyraźnie sugerują w poszczególnych lekcjach kursów, że papież i Kościół znajdują się na usługach szatana. Także wszystkie bezsprzeczne dobre i szlachetne posunięcia Kościoła są przez nich rozumiane jako chęć ukrycia prawdziwych intencji przez Kościół, aby zwieść ludzi i tym łatwiej poddać ich wpływom diabła. Nienawiść wszystkiego co związane jest z Kościołem Chrystusowym wyziera niemal z każdej lekcji, zwłaszcza z kursów Daniela i z Księgi Apokalipsy.
Uwłaszczając Kościołowi i papieżom, adwentyści stosują wiele nieuczciwych metod: posługują się pomówieniami, manipulują faktami, nie cofają się nawet przed jawnymi kłamstwami. Wszystkie sposoby są dla nich dobre, aby tylko uderzyć w Kościół. Przykładem ilustrującym te praktyki jest lekcja 19 w kursie z Apokalipsy św. Jana. W lekcji tej pt.: "Znak bestii" analizowana i identyfikowana jest postać apokaliptycznej bestii, opisanej w Ap 13, 1-8.18. Adwentyści w "Dodatku 1" do tej lekcji podają osiem cech tożsamości bestii dowodząc, że jest nią... papiestwo (!).
Na wstępie zanim zacznę polemizować z tą tezą adwentystów chciałbym zaznaczyć, że to co zrobię, nie wypływa z chęci zemsty czy nienawiści. Nie wynika to również z nauczania Kościoła Katolickiego. Chcę pokazać, do czego doprowadza sekciarskie traktowanie Słowa Bożego.
Będę zatem przytaczał argumenty adwentystów ze wspomnianego "Dodatku" do lekcji 19 kursu z Księgi Apokalipsy, następnie z nimi polemizował, a końcu przytoczę własną interpretację podawanych cech charakterystycznych bestii.

Stawiam zatem następującą tezę: bestią opisaną w Ap 13, 1-8.18 jest Kościół Adwentystów Dnia Siódmego i jego wyznawcy. Przystępuję więc do przedstawienia argumentów adwentystów i moich; podają oni osiem cech tożsamości bestii. Oto one:
Bestia otrzymała od smoka siłę swoją, tron i wielką moc (Ap 13, 2). Smok (Ap 12, 3.4.9) przede wszystkim symbolizuje szatana, ale także symbolizuje pogański Rzym. Gdy szatan pragnął zniszczyć Jezusa, Herod, władca, który otrzymał władzę z rąk Rzymu, zabił dzieci w Betlejem - (Mt 2, 16-18). Historia stwierdza jasno, że papiestwo otrzymało swoją moc, autorytet i stolicę od starego, pogańskiego Rzymu. Zwróć uwagę na charakterystyczną wypowiedź historyka. "Rzymski kościół... zajął miejsce światowego cesarstwa rzymskiego i obecnie jest jego kontynuacją. Papież jest... następcą cezara" (Adolf Harnack, What is Christianity; New York, Putnam, 1901 p.p. 269.270). Jest rzeczą oczywistą, że papiestwo odpowiada tej symbolice".
Moje kontrargumenty: Adwentyści powołując się na autorytet historyka sprzed prawie stu lat dowodzą, że papiestwo otrzymało swą władzę od cesarstwa rzymskiego i że papież jest niczym innym , jak tylko następcą tych cesarzy. Jest to nieprawda. Ustalmy jednak pojęcia: papiestwo jest to świecka i duchowa władza papieży jako władców państwa kościelnego. Przed powstaniem państwa kościelnego papieże nie posiadali władzy świeckiej i spełniali tylko funkcje religijne (duchowne) w Kościele. Papiestwo jako władza świecka papieży powstała dopiero w 756 roku, gdy powstało państwo kościelne. Natomiast cesarstwo rzymskie zakończyło swe istnienie w 476 roku - wówczas został złożony z tronu ostatni cesarz Romulus Augustulus. Jakże więc nieistniejące od 280 lat cesarstwo rzymskie mogło przekazać swą władzę papiestwu? Jest to niemożliwe. Z historii wiadomo natomiast, że państwo kościelne powstało z inicjatywy króla Franków Pepina. Wtedy też powstała władza świecka papieży - powstała instytucja papiestwa. Można się o tym przekonać czytając pierwszy lepszy podręcznik historii. Adwentyści kłamią więc twierdząc, że to cesarstwo rzymskie przekazało władzę papieżom.
Natomiast władza religijna papieży wywodzi się wprost z nadania Pana Jezusa. Papieże są następcami św. Piotra, do którego Jezus powiedział: "Ty jesteś Piotr [czyli skała] i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16, 18). To Piotrowi Nasz Pan powiedział: "Paś baranki moje" (J 21, 15). Tak więc to Pan Jezus nadał Piotrowi i jego następcom władzę religijną. Cesarze rzymscy nie dali papieżom władzy ale jak wiadomo, ich prześladowali. Pierwszych trzydziestu dwóch papieży zginęło śmiercią męczeńską z rąk żołnierzy cesarskich. Cesarstwo dalekie więc było od przekazania papieżom jakiejkolwiek władzy. Zresztą wtedy, gdy powstała władza świecka papieży, cesarstwa dawno już nie było, a władzę religijną nadał sam Jezus.
Przechodzę teraz do uargumentowania mojej tezy, że bestią jest Kościół Adwentystów Dnia Siódmego - jego wyznawcy ( zaznaczam, że zniżam się do poziomu sekty). Wedłu tekstu Apokalipsy bestia otrzymała swą władzę od smoka. Smok jest symbolem szatana i mocy zła - sprzeciwiających się Bogu i Jego Słowu. Tym apokaliptycznym smokiem był ruch Williama Millera, z którego wyłonił się Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. Ruch Millera istniał w USA w pierwszej połowie XIX wieku. Ruch ten bluźnił przeciw Słowu Bożemu twierdząc, że wie kiedy przyjdzie powtórnie na ziemię Jezus. Miller ustalił datę powroty Pana Jezusa na 1844 rok. Uczynił to wbrew słowom Chrystusa, który powiedział: "Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec" (Mt 24, 36). Miller był zatem fałszywym prorokiem, jawnie sprzeciwiającym się Słowu Bożemu - Bogu. Zwiódł on wielu ludzi. Jezus tak scharakteryzował fałszywych proroków: "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po owocach" (Mt 7, 15-16). Ruch Millera sprzeciwił się Słowu Bożemu, a tak czyni tylko szatan. Ruch Millera posiadał wielką moc i rozwijał się z olbrzymim zamachem, o czym pisze adwentystyczny publicysta Zachariasz Łyko: "(Miller) odwiedził ok. tysiąca miejscowości i wygłosił ponad cztery tysiące kazań na temat drugiego adwentu. Działalności jego towarzyszyło ożywienie religijne. W Filadelfii przemawiał do dziesiątków tysięcy słuchaczy, w Waszyngtonie słuchali go członkowie amerykańskiego kongresu. (...)
Wydawano kilka periodyków poświęconych głoszonym naukom. Posługiwano się wykresami i tablicami. Urządzano zjazdy i konferencje, jak również zebrania namiotowe. Ruch rozprzestrzeniał się terytorialnie, a jego echa słyszane były w Anglii i na kontynencie europejskim. Zapał i gorliwość zwolenników Millera potęgowały się w miarę upływu czasu". (Z. Łyko: Kościół Adwentystów Dnia Siódmego. Warszawa 1988, s.29).
Sami więc adwentyści przyznają, że ruch Millera odznaczał się poważną siłą i mocą, co odpowiada danym biblijnym dotyczącym smoka. To właśnie z ruchu Millera wyłonił się Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, któremu ruch przekazał swą władzę i moc. Pisze o tym adwentysta Z. Łyko: "(Adwentyści) powstali w roku 1844 po załamaniu się milleryzmu, jako kontynuacja odnowionej i wzbogaconej myśli eschatologicznej. W tym więc momencie rozpoczyna się historia Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego - głównego reprezentanta idei drugiego adwentu we współczesnym chrześcijaństwie". (Z. Łyko: Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, s.36). Zatem posługując się książką samych adwentystów można ustalić pierwszą cechę tożsamości bestii.
Przechodzę do drugiej cechy:
Bestia stała się światową, wpływową mocą (Ap 13, 3.7). Nikt nie może zaprzeczyć, że papiestwo w wiekach średnich było prawdziwie światową potęgą i tak wypełnia charakterystykę podaną w proroctwie".
Odpowiadam: Formalnie świecka władza papieży - czyli instytucja papiestwa istniała od 756 roku. Praktycznie przestała istnieć w chwili likwidacji państwa kościelnego w 1870 roku. I ograniczenia władzy świeckie papieży do dzielnicy Rzymu - Watykanu. W tym okresie 756-1870 papiestwo nie odgrywało roli światowego mocarstwa. Ni było tak również w średniowieczu. Wówczas wpływy papiestwa były owszem - znaczne ale tylko w Europie Zachodniej. Całe ogromne kontynenty: Europa Wschodnia, Afryka, Azja, Australia i obie Ameryki nic nie słyszały w średniowieczu o papiestwie i o jego rzekomej potędze światowej. Zatem ten argument adwentystów jest całkowicie chybiony.
Jest natomiast siła, która stała się światową i wpływową mocą. Z. Łyko pisze: "W istocie swej Kościół Adwentystów jest nie tyle instytucją, choć przywiązuje dużą wagę do porządku eklezjalnego, ile ruchem i to ruchem żywotnym i prężnym. Już obecnie (1987) zasięg terytorialny Kościoła nadaje mu znamię uniwersalne, ogólnoświatowe. Powtórzmy raz jeszcze: jeśli przyjąć, że w roku 1987 na świecie istniało - jak wskazują statystyki ONZ - 225 krajów, to Kościół Adwentystów DS. wykonywał swą działalność w formie zorganizowanej w 184 krajach obejmujących 4.734.737.000 ludności świata". (Z. Łyko: Kościół Adwentystów DS., s.210).
Tak zatem znów sami adwentyści pomagają nam poprawnie zinterpretować drugą cechę charakterystyczną bestii: jej światowe wpływy i zasięgi.
Przechodzę do analizy punktu trzeciego:
Bestia rządziła przez 42 miesiące (Ap 13, 5). Pamiętajmy, że w proroctwie jeden proroczy dzień równa się jeden rok - Ez 4, 6. Czas władzy papieskiej jest wielokrotnie wspomniany w proroctwie jako 1260 dni, 42 miesiące lub 3 i pół roku, wszystkie równają temu samemu okresowi - 1260 proroczych dni, czyli 1260 lat. Siła papiestwa w chrześcijaństwie dorosła do potęgi w 538 roku, na podstawie listu (dekretu) Justyniana, rzymskiego władcy, który uznał biskupa Rzymu za głowę wszystkich kościołów. Ten list stał się częścią kodeksu Justyniana, fundamentalnego prawa imperium. Potęga papiestwa trwała aż do jego upadku w 1798 roku, kiedy to Berthier, generał Napoleona uwięził papieża, który zmarł w więzieniu. Zauważ, że od 538 roku do 1798 minęło dokładnie 1260 lat jak przepowiedziało proroctwo. Znowu papiestwo wypełnia identyfikacyjny szczegół".
Odpowiedź: Po pierwsze zasada "Dzień równa się rok" nie jest żadną zasadą biblijnej rachunkowości. Tekst z Ez 4, 6 odnosi się tylko i wyłącznie do przedstawianej tam konkretnej sytuacji historycznej. Biblia ani słowem nie wskazuje, aby powyższe wydarzenie można by uogólniać i przenosić na inne wydarzenia i teksty biblijne. Św. Paweł przestrzega: (...) Nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane" (1Kor 4, 6). Adwentyści rozszerzając jeden przypadek na inne i tworząc z niego regułę występują przeciw przytoczonym słowom św. Pawła. Ni zważają także, że Biblia mówi: "Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień". Dlaczego adwentyści i przypadek Ez 4, 6 rozszerzają i tworzą zeń regułę, a nie robią reguły z tekstu 2P 3, 8? Czyż manipulacja świętym tekstem nie jest aż nadto widoczna dla każdego krytycznego umysłu? Cała zasada "Dzień równa się rok" i oparte na niej wyliczenie 1260 lat dominacji papiestwa jest zwykłą, podłą manipulacją.
Po drugie: także podane przez adwentystów daty początku i końca dominacji papiestwa nie mają nic wspólnego rzeczywistością i są kolejną manipulacją faktami historycznymi. Jak już powiedziałem władza świecka papieży zaczyna się w 756 roku, w chwili powstania państwa kościelnego. Adwentyści przesuwają tę datę na 538 rok - datę dekretu Justyniana. Zajrzyj drogi Czytelniku do pierwszej lepszej książki historycznej lub do historii Kościoła i poszukaj tam czegoś na temat tego dekretu. Zapewniam Cię, że nic nie znajdziesz! Wydarzenie, które u adwentystów urasta do rangi najważniejszej cenzury historycznej, w rzeczywistości było tak mało istotne, że pomija się go w popularnych opracowaniach, a także w solidnych podręcznikach. Dekret ten nie jest czymś nadzwyczajnym. Niejednokrotnie w historii różni władcy zapewniali papieży, że uznają ich za zwierzchników całego Kościoła. Taka też jest treść wzmiankowanego dekretu Justyniana. Rzecz zupełnie tuzinkowa. Adwentyści przypisując temu dekretowi przełomowe znaczenie zwyczajnie manipulują faktami historycznymi. Jest to tym bardziej naganne, ponieważ adwentyści aby udowodnić, że papiestwo narzuciło święcenie niedzieli zamiast soboty, twierdzą, że supremacja papiestwa datuje się od początku II wieku. Oto co pisze adwentysta Samuelle Bacchiochi: "Kościół Rzymu, jak się wydaje, osiągnął prymat już w drugim wieku po Chrystusie. Biskup rzymski stał się faktycznie jedynym kościelnym autorytetem, powszechnie uważanym i zdolnym wpływać na większą część chrześcijaństwa" (S. Bacchiochi: Od soboty do niedzieli. Warszawa 1985, s.230).
Adwentyści wykazują zdumiewającą dialektykę myślenia: w celu uzasadnienia tezy, że papiestwo jest apokaliptyczną bestią, twierdzą że supremacja papieża datuje się od 538 roku, natomiast aby uzasadnić tezę, że papiestwo zamieniło święcenie soboty na święcenie niedzieli, twierdzą że supremacja papiestwa datuje się od początku drugiego wieku. Różnica między tymi obiema datami wynosi jakby nie liczą pięć wieków. Manipulacja i oszustwo jest widoczne gołym okiem.
Po trzecie: Kolejna manipulacja dotyczy roku 1798. Rzeczywiście w tym roku generał Berthier uwięził papieża Piusa VI, który zmarł w 1799 roku, w więzieniu. Ale nie upadło wówczas papiestwo! Władza świecka papieży istniała do 1870 roku, a formalnie istnieje i do dziś, ograniczona do Watykanu. Wydarzenia z 1789 roku nie było jakimś przełomem w historii papiestwa. Niejednokrotnie zdarzały się podobne wstrząsy i nikt przy zdrowych zmysłach nie robił z tego jakiejś sensacji. Papież Liberiusz (352-366) został wygnany z Rzymu przez cesarza Konstancjusza. Papież Jan I (523-526) został przez króla Ostrogotów wtrącony do więzienia, gdzie zmarł. Papieża Sylweriusza (536-537) wygnano do Syrii. Papieża Marcina I (649-655) porwano i uprowadzono do Konstantynopola, więziono, a następnie wygnano do Chersonu, gdzie zmarł z wycieńczenia. Leon V (903) zmarł w więzieniu. Jan X został uduszony w więzieniu. Papieża Jana XI zabito w 935 roku. Jana XIV (983-984) zamorzono w więzieniu. Grzegorza V wypędzono z Rzymu w 997 roku. Papieża Grzegorza VII zmuszono do ucieczki. W więzieniu skończył Paschalis II (1099-1118). Gelazy II dwukrotnie uciekał z Rzymu i umarł na wygnaniu w Cluny. Innocenty II (1130-1143) był więziony. Aleksander IV (1254-1261) zmarł na wygnaniu w Viterbo. Pius VII (1800-1823) był więziony przez Napoleona. Pius IX (1846-1878) został zmuszony do ucieczki z Rzymu. Papież Jan Paweł II został w 1981 roku ciężko ranny od strzałów zamachowca.
Są to tylko niektóre wstrząsy jakie przeszło papiestwo w ciągu wielu wieków. Na tym tle uwięzienia Piusa VI w 1789 roku nie przedstawia się jako rzecz bez precedensu. Także na tle ówczesnej epoki obfitującej w gwałtowne wydarzenia podczas wojen Napoleona.
Biblijna liczba 42 miesięcy oznacza 1260 dni, a to znaczy i pół roku. Jest to połowa cyfry siedem. Złamana siódemka oznacza ciężkie czasy. Okres od powstania Kościoła Adwentystów DS. jest dla prawdziwego Kościoła takim właśnie ciężkim okresem, ponieważ ze strony różnych sekt doznaje on wiele cierpienia. Adwentyści przodują w opluwaniu Kościoła Katolickiego, stąd trzecia cecha tożsamości bestii wypełnia się na nich. Okaże się to tym jaśniej po zbadaniu kolejnego punktu:
Bestia będzie winna bluźnierstwa (Ap 13, 5.6). Pismo Święte definiuje bluźnierstwo jako roszczenie sobie prawa uważania się za Boga (Jan 10, 33) oraz przypisywania sobie posiadania mocy do przebaczania grzechów (Łuk 5, 21). Jeszcze raz papiestwo wypełnia szczegół rozpoznawczy. Papiestwo rości sobie prawo do przebaczania grzechów (...). Papiestwo rości sobie prawo do przyjmowania czci należnej Bogu (...)".
W odpowiedzi przypomnijmy co to jest papiestwo: jest to władza świecka i religijna kolejnych papieży. Zwykło się w nauce kłaść nacisk na świecką stronę tej władzy. Zatem zarzut, że to papiestwo rości sobie prawo do przebaczania grzechów jest chybiony. W Kościele grzechy odpuszcza Chrystus za pośrednictwem kapłanów - nie musi to być papież. Papież może odpuszczać lub zatrzymać grzechy na takich samych zasadach jak inni kapłani. Wynika to ze słów Jezusa: "Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 23). To uprawnienie Pana Jezusa ma charakter ściśle charakter religijny. Papiestwo zaś przede wszystkim instytucja o charakterze świeckim. Zatem papiestwo ze samej swej natury nie rości sobie żadnych pretensji do odpuszczania grzechów. Może to robić natomiast każdy papież (bo jest kapłanem), ale wynika to nie z świeckiego charakteru jego władzy, lecz z nadania Jezusa.
Zupełnym natomiast nieporozumieniem jest sugestia jakoby papiestwo rościło sobie prawo do przyjmowania czci równej Bogu. Jest to wierutna bzdura. Przytoczone przez adwentystów w tym kontekście wypowiedzi mające potwierdzić ich tezę można uznać jedynie za szkodliwą nadgorliwość.
Zarzut bluźnierstwa nie dotyczy więc Kościoła Katolickiego czy też papiestwa. Dotyczy on natomiast Kościoła Adwentystów DS. Kościół ten wyznaje wiele zgubnych herezji: świętowanie w sobotę zamiast w niedzielę; uznawanie czci części potraw za nieczyste, mimo, że Biblia mówi, że wszystko jest czyste (Rz 14, 14), uznawanie jawne fałszywych "proroctw" E.G. White, odrzucenie kilku kanonicznych Ksiąg biblijnych, mimo, że Pismo Święte ostrzega przed takim czynem (Ap 22, 19) itp. Wszystkie nauki są jawnym bluźnierstwem wobec Boga. Zniekształcają i fałszują one bowiem czystą naukę Ewangelii. Poza tym adwentyści rzucając pomówienia na Kościół Katolicki występują przeciwko samemu Jezusowi, na którym ten Kościół jest zbudowany (por. Mt 16, 18).
Przechodzę do punktu piątego:
Bestia otrzymała śmiertelną ranę, która została uleczona (Ap 13, 3). Wtedy cały świat szedł za nią. Papiestwo zostało zranione, co było śmiertelnym ciosem, kiedy w 1798 roku Berthier, generał Napoleona uwięził papieża, który po dwóch latach zmarł. (...) Połowa Europy myślała, że to zdarzenie przyniosło koniec papiestwu. Jednak Bóg przepowiedział, że rana zostanie uleczona, że wpływ papiestwa będzie rósł aż do czasu, gdy świat pójdzie za nim. Nawet nowicjusz pozna dzisiaj, że papiestwo pod wieloma względami jest najbardziej wpływową siłą na ziemi. Papieski wpływ i moc wzrasta z każdą podróżą papieża Jana Pawła II. Miliony ludzi z całego świata patrzą w kierunku współczesnego papiestwa, jako na jedyną nadzieję dla światowego zjednoczenia, miłości pokoju, dokładnie tak, jak przepowiedział Bóg. Tak więc papiestwo wypełnia kolejny punkt identyfikacji".
O tym, iż aresztowanie papieża Piusa VI nie było żadnym znaczącym wydarzeniem już pisałem. To nie uwięzienie papieża było śmiertelną raną, która została uleczona. Opis biblijny nie może dotyczyć papiestwa, bo nie o nim mówi Apokalipsa, ale o adwentystach. Otóż herezja adwentystów właśnie w okresie największego rozwoju zaczęła przeżywać poważny kryzys. Tak pisze o tym adwentystyczny publicysta Z. Łyko: "W okresie imponującego wzrostu Kościoła nie obeszło się bez kryzysów wewnętrznych, które przedstawiały dla młodej wspólnoty religijnej poważne niebezpieczeństwo mogące sprowadzić ją na bezdroża dogmatyzmu i kościelnictwa. W miarę postępów dzieła wśród wyznawców poczęło narastać fałszywe uczucie zadowolenia konfesyjnej dumy. Na miejsce ufnej wiary w zasługi Chrystusa pojawiły się doktrynerstwo i legalizm. Zasada usprawiedliwienia z łaski przez Wiarę w Chrystusa zawsze była wyznawana w Kościele Adwentystycznym, jednakże w miarę upływu czasu poczęto zwracać na nią coraz mniejszą uwagę, wysuwając na czoło sprawę prawa. Był to stan rzeczy wysoce szkodliwy" (Z. Łyko: Kościół Adwentystów DS., s.48-49).
Ów kryzys jaki dotknął adwentystów był właśnie ową śmiertelną raną. Ale rana ta została uleczona. I rzeczywiście, czytamy dalej w książce Z. Łyko: "Jednakże dzięki natchnionym ostrzeżeniom, pochodzącym zwłaszcza z poselstw E.G.White, kryzys został we właściwym czasie rozpoznany i przezwyciężony. W roku 1888 odbyła się Sesja Generalna Konferencji w Minneapolis, na której fundamentalna nauka o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę w Chrystusa została na nowo ugruntowana i wyeksponowana. Wyzwolone wówczas siły duchowe uchroniły Kościół przed martwotą i zapewniły mu dalszy postęp" (Z. Łyko: Kościół Adwentystów DS., s.49). Znowu zatem okazuje się, że to adwentyści wypełniają przepowiedzianą cechę charakterystyczną bestii.
Przechodzę do analizy kolejnego punktu:
Bestia ma tajemniczą liczbę człowieka (Ap 13, 18). Ap 13, 17-18 zaleca obliczenie liczby imienia bestii, gdyż jest to liczba człowieka. Tym człowiekiem jest papież. Jakie jest jego imię? Jednym z oficjalnych jego tytułów jest: Zastępca Syna Bożego, co w języku łacińskim brzmi: Vicarius Filii Dei. Często czasopisma, gdy jest mowa o papieżu jako "zastępcy Jezusa", cytują ten tytuł. Rzymska wartość tego imienia równa się 666. Popatrzmy czy tak jest naprawdę:

V I C A R I U S F I L I I D E I
5 1 100 - - 1 5 - 1 50 1 1 500 - 1 = 666
Jest to więc kolejna, szósta cecha papiestwa, która odpowiada temu opisowi".
Twierdzenia adwentystów są zupełnie fałszywe. Papież nie nosi oficjalnie tytułu "Zastępca Syna Bożego" (Vicarius Filii Dei), ale tytuł Zastępcy Chrystusa (Vicarius Christii). Nazwa Vicarius Filii Dei została wymyślona przez przeciwników papieża. Tytuł ten nie znajduje się na żadnym oficjalnym dokumencie papieskim. Papieże nie używają takiej formuły. Wymyślili ją sobie odstępcy, aby móc rzucić na papieża potwarz, co robią adwentyści.
Tę cechę charakterystyczną bestii - podobnie jak wszystkie inne cechy bestii - wypełnia Kościół Adwentystów DS. Określenie "wyznanie adwentysty" brzmi w języku łacińskim: cultus adwventistae. Rzymska wartość liter tej nazwy równa się 666. Popatrzmy czy tak jest naprawdę:

C U L T U S A D V E N T I S T A E
100 5 50 - 5 - 500 5 - - - 1 - - - - = 666
Jest to więc kolejna, szósta cecha adwentystów, która odpowiada opisowi bestii.
Przechodzę do punktu siódmego:
Bestia będzie potęgą religijną - jest związana ze sprawami (Ap 13, 5.8). Ta potęga nie jest świeckim rządem, ale jest związana z duchowymi sprawami. Słowo "pokłon" (cześć) jest użyte cztery razy w Ap 13. Rozdział ten mówi o fałszywym kulcie (czci). Znowu papiestwo wypełnia ten szczegół tożsamości".
Prawdą jest, że papiestwo posiada władzę świecko - religijną. Ale kłamstwem adwentystów jest twierdzenie, że papiestwo żąda dla siebie kultu, i że ten kult jest fałszywy. Każdy katolik wie przecież, że w Kościele Katolickim czci się Boga w Trójcy Świętej Jedynego, a nie papieża! Papież jest tylko najwyższym zwierzchnikiem Kościoła na ziemi. Sam papież przecież uczestniczy w kulcie Bożym i nikt z katolików nie oddaje czci boskiej papieżowi. Wiedzą o tym wszyscy ludzie, którzy chcą wiedzieć. Zarzut adwentystów jest tak absurdalny, że może on wynikać tylko z ich złej woli. Bo przecież autorzy tego kursu "biblijnego", który omawiam, żyją w Polsce i mają dostęp do katolickich książek. Jeśli więc twierdzą, że papieżowi oddaje się w Kościele jakąś fałszywą cześć, to po prostu kłamią w złej woli. Jest to rzecz tak oczywista, że nie wymaga dłuższej polemiki.
Adwentyści zarzucając Kościołowi Katolickiemu fałszywą cześć, próbują w ten sposób odciągnąć uwagę od swej organizacji religijnej. To bowiem w Kościele Adwentystów DS. mówi siódma cecha tożsamości bestii.
Adwentyści tworzą Kościół, który jest bez wątpienia organizacją religijną. Poza tym adwentyści żywią fałszywą cześć dla ich "prorokini" Ellen G.White, o których fałszywych proroctwach można się dowiedzieć czytając jej książki. W ten sposób Kościół Adwentystów DS. wypełnia siódmą cechę charakterystyczną dla bestii.
Omówię teraz ostatnią cechę:
Bestia będzie zwalczać i prześladować świętych (Ap 13, 7). Dobrze znaną sprawą jest, że papiestwo prześladowało i niszczyło sumiennych i wiernych chrześcijan. Miało to miejsce w czasie ciemnego średniowiecza, szczególnie, w latach kontrolowanych przez tę moc. Wielu historyków mówi, że podczas okresu wielkiego prześladowania więcej niż 50 milionów ludzi zginęło za swoją wiarę. Kościół uważał, że w ten sposób czyni Bogu przysługę w tłumieniu "herezji", ale pozostaje faktem, że to kościół prześladował i niszczył. Wielu współczesnych katolików potępia te prześladowania. Jednak papiestwo wypełniło i ten punkt. W wielu kwestiach mogą występować dodatkowe pytania, jednak tutaj bez jakiejkolwiek wątpliwości stwierdzamy, że bestią z Ap 13, 1-8.18 jest papiestwo. I ta moc posiada swój znak.
Odpowiedź: Adwentyści najwyraźniej plączą się w zeznaniach. W powyższym tekście raz twierdzą, że to papiestwo prześladowało, a drugi raz piszą, że to Kościół prześladował. Proszę się zdecydować kto? Wzmiankowana przeze mnie rozbieżność w poglądach adwentystów na to, kto prześladował, dowodzi, że adwentyści po prostu fałszują historię w sposób bardzo nieumiejętny. Bo ani papiestwo nikogo nie prześladowało, ani Kościół tego nie robił. Osądzaniem heretyków zajmowała się natomiast inkwizycja, a to nie jest to samo co papiestwo czy Kościół. Jakbyśmy dziś nie oceniali instytucji inkwizycji to faktem pozostaje, że nie zajmowała się ona "sumiennymi i wiernymi chrześcijanami" lecz heretykami, odstępcami od wiary. Odstępcy nie można nazwać świętym, gdyż odstępując od Kościoła, zaprzecza on niektórym prawdom wiary w tym Kościele głoszonym. Argumentacja adwentystów jest więc podwójnie nietrafna. A sufitu jest natomiast wzięta liczba 50 milionów ludzi, którzy rzekomo zginęli jako heretycy. Żaden odpowiedzialny historyk tego nie napisze, gdyż nie ma ku temu wystarczających źródeł. A te które są pozwalają stwierdzić, że kara śmierci była ostateczną karą orzekaną przez inkwizycję. Najczęściej stosowano bowiem inne łagodniejsze kary. Wielu zresztą wyroków nawet na niepoprawnych heretyków nie wykonano.
Zatem to nie o papiestwo chodzi, gdy mówimy o ósmym charakterystycznym znaku bestii. Tą cechę wypełnia natomiast w zupełności Kościół Adwentystów DS. W swych pismach i kursach "biblijnych" adwentyści w niewybredny sposób występują przeciw prawowiernym katolikom, zwalczając Kościół Katolicki. Treść omawianego "Dodatku 1" do 19 lekcji kursu z Księgi Apokalipsy jest tego najlepszym dowodem. Oskarżenia rzucane przez adwentystów są kłamliwe, oszczercze i obrażające wiarę katolików. Adwentyści nie stronią też od nękania katolików lub osób, które zdecydowały się zerwać z ich sektą. W ten sposób wypełniają ostatnią cechę tożsamości bestii.
Jeżeli zniżymy się do poziomu sekty, to zawsze można przypisać komuś to, co się chce. W ten sposób można każdemu przypiąć łatkę. Nigdy tego nie róbmy. Sąd należy do Boga.
Pan Jezus powiedział:
"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą" (Mt 7, 1-2).
Módlmy się za takich ludzi, którzy prowadzeni są przez złego ducha, ducha podziału, aby wyzwolili się od mocy ciemności.

Źródło: http://nwonews.pl/dyskusja,2921,0

poniedziałek, 25 marca 2013

HAARP Broń ostateczna I - Bestia na pustkowiu

-->
Gdzie jest HAARP?

Mount St Elias, drugi co do wysokości szczyt w Stanach Zjednoczo­nych, jest ważnym punktem granicznym pomiędzy stanem Alaska a Ka­nadą. Wierzchołek góry, leżącej niespełna 80 kilometrów w głąb kraju od zatoki Alaska, sięga prawie 5 500 metrów. Na południe i wschód od niej widać ośnieżo­ne przybrzeżne szczyty i zalesione wyspy alaskiej enklawy. W kierunku północ­nym od Mount St Elias przez ponad 1000 kilometrów ciągnie się tak prosta, jak to tylko możliwe na mapie, linia do słynnego North Slope na Alasce i leżącego dalej Morza Beauforta. Na zachód od niej rozciągają się pustkowia Alaski; na wschód - terytoria Jukonu w Kanadzie.
Mount St Elias i mierząca ponad 3 350 metrów Mount Miller, oraz otaczający obie góry rozległy lodowiec Bagleya tworzą południowy kraniec Narodowego Rezerwatu Przyrody Wrangell-St Elias Mount Sanford, leżąca ponad 150 kilome­trów na północ, również stanowi ogromny rezerwat. Pod względem powierzchni jest to największy park narodowy w Stanach Zjednoczonych, sześciokrotnie więk­szy niż Yellowstone. Zyskał miano "górskiego królestwa Ameryki Północnej", ponieważ spotykają się tam cztery łańcuchy górskie, z dziewięcioma z 16 najwyż­szych szczytów Stanów Zjednoczonych. Ta wysokogórska kraina przez cały rok jest pokryta śniegiem, czego rezultatem są rozległe pola lodowe i największy w kra­ju zespół lodowców. Jeden z nich, Malaspina, jest większy niż cały stan Rhode Island.

1 grudnia 1978 roku ogłoszono utworzenie Parku Narodowego Wrangell-St Elias, a później, 2 grudnia 1980 roku, ustanowiono tam narodowy rezerwat przy­rody. Od 24 października 1979 roku obszar ten znajduje się na liście światowego dziedzictwa ?World Heritage Site" i jest pod ochroną Narodów Zjednoczonych. Wraz z południowymi sąsiadami, Narodowym Rezerwatem Glacier Bay na Ala­sce oraz Rejonowym Rezerwatem Alsek-Tatshenshini w Kolumbii Brytyjskiej, obejmuje 10 000 000 hektarów pustkowi, które stanowią największy na świecie obszar chroniony prawem międzynarodowym.
Teren Narodowego Rezerwatu Wrangell-St Elias ciągnie się przez ponad 150 kilometrów od rzeki Copper na zachód, do granicy kanadyjskiej i na wschód, do Narodowego Rezerwatu Klaune w Kanadzie. Począwszy od południowego krań­ca, obmywanego lodowatymi falami północnego Pacyfiku, obszar parku ciągnie się na północ i na zachód przez 250 kilometrów w głąb kraju. Praktycznie cały wschodni brzeg dorzecza rzeki Copper należy do rezerwatu.
Dorzecze, znane również jako nizina rzeki Copper, jest częścią pacyficznego systemu górskiego. Jest to dolina, otoczona ze wszystkich stron strzelistymi, po­krytymi lodem szczytami, takimi jak sięgający 4940 metrów Mount Sanford. Ni­zina jest podzielona przez rzekę Copper i jej dopływy, które mają strome brzegi wznoszące się na 150 metrów ponad lodowatymi wodami.
Dominującą formą roślinności jest biały i czarny świerk, choć można natrafić tam także na wierzby, olchy lub topole. Jak twierdzi jeden z przewodników po rezerwacie:
Choć roślinność może wydawać się uboga, zwłaszcza w interiorze, w parku żyje bardzo różnorodna zwierzyna. Górskie owce i kozy patrolują niedostępne szczyty. Stada karibu skubią porosty i inne niskie rośliny (...). Łoś amerykański pasie się na trzęsawiskach i bagnach przybrzeżnych nizin oraz w nieco gęściej -szych zaroślach, które przyciągają też niedźwiedzie brunatne i grizzly. Czarne niedźwiedzie wałęsąjąsiępo całym rezerwacie. Rzeki, strumienie i jeziora stano­wią tarliska dla łososi i innych ryb. Dorzecze rzeki Copper i przedgórze Malaspi-na to ważne szlaki przelotu wędrownych ptaków, są też głównymi rejonami gniaz­dowania łabędzi amerykańskich.
Pogoda jest taka sama, jak w pozostałej części interioru Alaski. Lata są chmurne i chłodne, ale w lipcu (najcieplejszym miesiącu) przejaśnia się i gorące dni nie należą do rzadkości. Sierpień i wrzesień zazwyczaj są miesiącami chłodnymi i wil­gotnymi, lecz na szczęście z niewielką ilością moskitów. Jesienią pogoda bywa rozkosznie piękna, jednak ta pora roku nie trwa długo. Zimy są wyjątkowo mroź­ne. Przy temperaturach spadających do 50 stopni poniżej zera i pokrywie śniegu mierzącej średnio 60 centymetrów, tylko najbardziej zahartowani ludzie wycho­dzą z domów. Wiosną niebo znów staje się jasne. Coraz dłuższe dni i wyższe temperatury dramatycznie szybko kończą panowanie zimy w tej krainie.
Wschodnią i północną granicą Narodowego Rezerwatu Wrangell-St Elias jest rzeka Copper. Alaska droga stanowa nr 1 znana zarówno jako Glenn Highway, jak i Tok Cut-Off Highway, ciągnie się wzdłuż rzeki Copper, po przeciwnym jej brze­gu niż park. Dalej autostrada przecina region Gakona, łagodnie opadającą ku po­łudniowemu zachodowi równinę z wieloma małymi jeziorami i strumieniami. W regionie znajdują się rzeki Gulkona, Gakona, Sanford, Copper oraz Tulsona Creek. Jest to słabo zaludniona kraina z kilkoma małymi miastami, takimi jak Gakona i Chistochina, oraz skromną metropolią Glennallen. "Copper River 300"
- doroczny wyścig psów zaprzęgowych - odbywa się na szlaku BLM (Buraeu of Land Management), który przecina region Gakona na północny zachód od Naro­dowego Rezerwatu Wrangell-St Elias. Przebiega też przez ziemie należące do najbardziej kontrowersyjnego mieszkańca tego obszaru: Programu HAARP.

Kontrowersje
Niczym gniazdo gigantycznych anten telewizyjnych, cztery tuziny 22-metro­wych stalowych wież połyskiwały w słonecznym świetle, wyróżniając się na tle przepięknego krajobrazu Mount Sanford i doliny rzeki Copper. Ludzie chodzili wśród nich, gapiąc się na krzyżujące się odciągi i metalową sieć nad głowami.
Nadajnik, zbudowany przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych i Mary­narkę Wojenną w celu wysyłania fal radiowych do jonosfery w ramach projektu HAARP, udostępniono dla publiczności po raz pierwszy. Podczas wizyty około 70 osób z całego stanu naukowcy przedstawiali nadajnik jako obiekt klasy świa­towej - narzędzie, które w przyszłości pozwoli im dowiedzieć się czegoś więcej o magnetycznych i fizycznych właściwościach zewnętrznej powłoki ziemskiej at­mosfery, czyli jonosfery.
Inni nie byli tego tacy pewni...
Tak rozpoczynał się artykuł Douga O'Harry z 4 kwietnia 1996 roku, zatytuło­wany The Buzz Over HAARP (Zamieszanie wokół HAARP), napisany dla nie­dzielnego dodatku gazety "Anchorage Daily News".
HAARP jest, lub raczej będzie po ukończeniu, największym i najpotężniej­szym na świecie obiektem tego typu, należącym do Departamentu Obrony - choć kwestia, jakiego właściwie typu jest to obiekt, wciąż stanowi temat zażartej dys­kusji. Rząd twierdzi, że jest to stacja naukowa, zaprojektowana, żeby zwiększyć wiedzę o górnych warstwach atmosfery. Krytycy projektu, tak jak to opisał repor­ter Doug 0'Harra, nie są tego tacy pewni. Część z nich uważa, że jest to prototyp nowego systemu broni ?gwiezdnych wojen". Niektórzy sądzą, że obiekt będzie wykorzystywany do kontrolowania pogody. Inni, że posłużą się nim zwolennicy Nowego Porządku Świata, by zapanować nad ludzkością poprzez projekcję holo-graficznych obrazów na niebie i jednoczesne przesyłanie poleceń wprost do na­szych głów, co skłoni nas do zaakceptowania nowego, zaprojektowanego przez nich ?boga". Jeszcze inni są zdania, że jest to część planetarnego systemu obrony, mającego ochronić nas przed najeźdźcami z kosmosu. Są też tacy, którzy mają jeszcze bardziej niesamowite teorie dotyczące HAARP!
Dyskusja na temat HAARP przybiera różne formy: od grożenia palcem i kręce­nia głową przez zaniepokojonych sąsiadów, przesiadujących w kawiarni przy dro­dze w Glennallen, aż po gwałtowne, a niekiedy nawet przerażające audycje radiowe nadawane na żywo w Ameryce oraz liczne telewizyjne programy dokumentalne, emitowane w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Japonii.
Kontrowersje towarzyszą HAARP niemal od chwili rozpoczęcia projektu. Wiele tekstów o jego tajemnicach opublikowano w prasie. Pojawiały się one w cza­sopismach o bardzo różnym poziomie, od "Glennallen's Copper River County Journal", poprzez ?Popular Science Magazine", aż po prestiżowe międzynarodo­we wydawnictwo ?Jane's Defense Weekly". Jednak mimo nagłaśniania sprawy, większość Amerykanów nigdy nie słyszało o HAARP. "Mother Jones Magazine" nazwał HAARP jednąz ?najbardziej cenzurowanych wiadomości prasowych 1994 roku".
Niektórzy członkowie ciała ustawodawczego stanu Alaska oświadczyli, że nigdy nie spotkali się z tyloma obawami dotyczącymi jednej sprawy w gronie swoich wyborców. W odpowiedzi na niepokoje elektoratu kilku członków legi-slatury stanowej przeprowadziło przesłuchania dotyczące HAARP i stwierdziło, że będą starali się o zgodę sił powietrznych na dokładną, publiczną inspekcję tego projektu. Inspekcję, do której jeszcze nie udało się doprowadzić.
Publiczna debata na temat HAARP rozgorzała także w wielu rejonach świata odległych od alaskiej dziczy, w której zlokalizowany jest projekt. Na przykład przez kilka ostatnich lat ważna dyskusja na ten temat toczyła się w Internecie. Obecnie istnieje kilkadziesiąt stron internetowych i grup dyskusyjnych poświęco­nych kontrowersyjnej tematyce HAARP.
Przeciwnicy HAARP znaleźli zwolenników na obu krańcach politycznej sce­ny. Konserwatywni i liberalni politycy połączyli siły w walce z tym domniema­nym zagrożeniem. Liberałów, a zwłaszcza obrońców środowiska, zaniepokoiło lekkomyślne ignorowanie przez administrację potencjalnego zagrożenia, jakie HAARP stanowi dla żywych istot, a szczególnie dla wędrownych zwierząt. Jedna z takich grup, Trustees for Alaska, zażądała, by Siły Powietrzne przeprowadziły nowe badania wpływu projektu na środowisko naturalne (Environmental Impact Study - EIS). Konserwatywnych polityków niepokoi fakt, że rząd podejmuje pró­by utajnienia czegoś, choć do końca nie wiadomo czego.
-->
Co to jest HAARP?
HAARP będzie najpotężniejszym na świecie krótkofalowym nadajnikiem ra­diowym - tyle że nie będzie nadawał dla ludzkich uszu. Sygnał będzie przesyłany w górne warstwy atmosfery, gdzie spowoduje podgrzewanie fragmentu nieba, zu­pełnie tak jak kuchenka mikrofalowa podgrzewa mrożonki. Ten typ nadajnika jest nazywany ?podgrzewaczem jonosferycznym". Obecnie na świecie wykorzy­stuje się kilka podgrzewaczy jonosferycznych. Jednak HAARP będzie wielokrot­nie potężniejszy niż wszystkie one łącznie.
HAARP jest zarządzany przez Phillips Laboratory Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, którego wydział geofizyczny znajduje się w bazie sił powietrz­nych Hanscom, w stanie Massachusetts, oraz dwie instytucje Marynarki Wojen­nej z Dystryktu Kolumbia: Instytut Badawczy Marynarki Wojennej (Office of Naval Research- ONR) i Laboratorium Badawcze Marynarki Wojennej (Naval Research Laboratory - NRL). Chociaż HAARP jest finansowany przez Departament Obro­ny (Department of Defense - DOD), badania naukowe są koordynowane, i w znacz­nej mierze prowadzone przez instytucje naukowe. W eksperymentach HAARP udział biorą także firmy prywatne.
Jak można przeczytać w oficjalnych dokumentach, to wspólne przedsięwzię­cie jest prowadzone, by dowiedzieć się, w jaki sposób pogoda kosmiczna wpływa na komunikację, nawigację oraz system sieci energetycznych. Mianem pogody kosmicznej określa się zjawiska powodowane przez napływ cząsteczek ze Słońca i przestrzeni kosmicznej do górnych warstw atmosfery ziemskiej. Może ona wpły­wać na to, jak jonosfera przenosi fale radiowe, i zakłócać światową komunikację radiową. Oddziałuje również na satelity, powodując uszkodzenia systemów po­kładowych lub osłabiając łączność z nimi. Kosmiczne "burze" mogą prowadzić do przeładowania linii przesyłowych energii elektrycznej na Ziemi, powodując rozległe przerwy w dostawach energii.
Po ukończeniu konstrukcji HAARP będzie kompleksem 180 anten nadaw­czych wielkiej częstotliwości (HF), nazwanym instrumentem badań jonosferycz-nych (Ionospheric Research Instrument - IRI), i mnóstwa innych narzędzi nauko­wych. Obecnie wciąż znajduje się w budowie, wznoszony nieopodal Tok Cut-Off Highway (droga nr 1). Brama wjazdowa na teren projektu znajduje się przy słupie milowym 11.3 od skrzyżowania drogi nr 1 z Richardson Highway (droga nr 4), około 420 kilometrów na północnywschód od Anchorage i mniej więcej tyle samo na południowy wschód od Fairbanks.
Stanowisko HAARP, zajmujące powierzchnię około 24 hektarów, na której dawniej rósł dziewiczy las, jest własnością Departamentu Obrony (DOD). Po­czątkowo DOD zamierzał umieścić tam instalację radarową z tzw. radarem po-nadhoryzontalnym rozproszenia wstecznego (Over-The-Horizon Backscatter -OTH-B). W 1991 roku udostępnił ten teren dla projektu HAARP, długo po tym, jak w latach 80. przerwano projekt OTH-B wskutek federalnych cięć budżeto­wych. Stary obiekt przekazano wraz z pustą elektrownią i drogą żwirową.
Najbardziej rzucającym się w oczy elementem konstrukcji jest zestaw anten, nazywany IRI. Z 24 hektarów przeznaczonych dla HAARP prawie dziewięć zaj­mowały mokradła, które w większości wypełniono czarnym żwirem, tworząc po­ziome pole dla IRI. W momencie ukończenia projektu, przewidywanym na 2002 rok, ostateczny zestaw IRI (tzw. FIRI) będzie zajmował żwirowy plac o powierzchni około 13 hektarów i obejmie 180 wież antenowych, ustawionych w 15 kolum­nach i 12 rzędach. Obecnie istnieje już prototyp IRI (DP IRI), który składa się z 48 wież o wysokości 22 metrów i znajduje się na żwirowym placu o wymiarach 300 na 400 metrów.
Wieże DP IRI są rozmieszczone w odległości 24 metrów od siebie na prosto­kątnej siatce składającej się z ośmiu kolumn i sześciu rzędów. Na szczycie każdej wieży znajdują się dwie dipolowe anteny. Jeden z dipoli jest dostrojony do działa­nia w zakresie od 2,8 do 7 MHz, natomiast drugi w zakresie od 7 do 10 MHz. Dwa dipole są zamocowane poziomo, jak wielkie "X" na szczycie każdej wieży. W da­nym momencie może działać tylko jedna antena z każdej pary, w zależności od pożądanej częstotliwości wyjścio­wej. Oprócz tych anten, wieże pod­trzymują złożoną strukturę wzajem­nie połączonych przewodów i belek. W odległości pięciu metrów nad zie­mią, pomiędzy wieżami rozciąga się metalowy ekran. Tworzy on stały re­flektor dla anten. W czasie transmi­sji przechwytuje skierowaną w dół energię radioelektryczną (RF) i od­bija jaku górze. W ten sposób sygnał wzmacnia się, jednocześnie ochrania się ludzi i zwierzęta na ziemi przed silnym polem RF, które generuje się podczas działania nadajników.
a ziemi, pod zespołem anten, znajduje się 30 schronów z nadajnikami. Każ­dy skrywa 12 nadajników zasilanych generatorami Diesla. Można je ustawiać tak, żeby działały albo niskopasmowe, albo wysokopasmowe dipole. Każdy nadajnik może wytworzyć energię radioelektryczną o wartości 10 000 watów. Łącznie 360 nadajników może przesłać do anten 3 600 000 watów mocy wyjściowej. HAARP ma unikalną właściwość - potwierdzoną patentem zdolność skupiania transmisji w jednym punkcie, wysoko na niebie. Wzmacnia to sygnał wyjściowy tysiąckrot­nie, co daje HAARP moc efektywną ponad 3 600 000 000 watów. Dzięki temu urządzenie jest ponad 72 000 razy silniejsze niż największa komercyjna rozgło­śnia radiowa w Stanach Zjednoczonych!
Zgodnie z wersją wojska, zestaw anten HAARP ma służyć stymulowaniu, na niewielką skalę, zjawisk podobnych do tych, jakie zachodzą w naturze, kiedy ener­gia słoneczna wchodzi w reakcję z górnymi warstwami ziemskiej atmosfery. Po­zwoliłoby to naukowcom i inżynierom lepiej zrozumieć, w jaki sposób zachodzą tego rodzaju zjawiska i jakie wywołują skutki. Oficjalne dokumenty podkreślają, że zamierzeniem rządu jest uczynienie HAARP "głównym arktycznym ośrod­kiem badań górnych warstw atmosfery i zjawisk solarno-ziemskich". Dokumenty rządowe dotyczące HAARP często są sprzeczne i wydaje się, że celowo wprowa­dzają czytelnika w błąd. Naukowcy przyglądający się projektowi i powiązanym z nim technologiom podejrzewają, że amerykańskie społeczeństwo wie na temat HAARP znacznie mniej niż Kongres, który zatwierdza rachunki.
Konspiracja
Możliwe że nazwa i lokalizacja to jedyne, co wiadomo na pewno o projekcie HAARP. Skradziony list, klasyczne opowiadanie Edgara Allana Poego mówi, jak ukrywano pewną rzecz, pozostawiając ją na widoku. Program wysokoczęstotliwościowych aktywnych badań zorzy polarnej okazałby się kolejnym przykładem zamaskowania przez pozorne ujawnienie. Ten projekt nauko­wy, mimo że jest realizowany w alaskiej dziczy, z pewnością nie jest ukrywany. Teren pod urządzenia i część ich dokumen­tacji są raz na jakiś czas udostęp­niane publiczności. HAARP ma nawet własną stroną w Internecie (http://w3.nrl.navy.mil/pro-jects/haarp).
Być może HAARP jest, jak twierdzą jego zwolennicy, kolejnym zaawanso­wanym technologicznie narzędziem badawczym do ujawniania sekretów wszech­świata - w tym przypadku odkrywania tajemnic górnych warstw atmosfery. Jed­nak naukowcy dokładniej przypatrujący się temu projektowi natrafili na setki wskazówek świadczących, że istnieje jakieś ukryte dno, jakiś zagadkowy, nie­ujawniony cel, kryjący się za akademicką fasadą. Książka ta zawiera przegląd możliwych tajnych zastosowań tej technologii oraz grup spiskowców, które mo­głyby nią zawładnąć.
Trudno sobie wyobrazić, że projekt zarządzany wspólnie przez Siły Powietrz­ne i Marynarkę Wojenną jest przedsięwzięciem cywilnym, zwłaszcza, że uosabia zdumiewającą różnorodność potencjalnych systemów broni. Mimo to lokalni i fe­deralni uczestnicy tego projektu na każdym kroku robią, co mogą, żeby przedsta­wić go jako jeszcze jedno cywilne przedsięwzięcie naukowe.
Jak w przypadku innych cywilnych programów, pozwolili na publiczną kry­tykę i inspekcję. Przed ostatecznym zatwierdzeniem projektu HAARP poddano procedurze publicznych oględzin i badaniom wpływu na środowisko naturalne. Jednak czytając raport z ostatecznych badań wpływu na środowisko (Finał Envi-ronmental Impact Study - FEIS), stajemy twarzą w twarz albo z bezczelnym kłam­stwem, albo ze zdumiewającą głupotą.
FEIS stwierdza, że projekt nie będzie miał żadnego negatywnego wpływu na środowisko naturalne na powierzchni, ponieważ cała energia emitowana przez HAARP będzie skierowana w górę, ku atmosferze. Twórcy raportu zignorowali fakt, że nawet ich własna dokumentacja wspomina, iż część tej energii zostanie odbita z powrotem na Ziemię. Twierdzą nawet, że oddziaływanie na jeden rejon nieba nie będzie miało wpływu na pozostałe. Jest to jaskrawym kłamstwem.
Zlekceważyli też całą górę medycznych i naukowych dowodów na zagroże­nie zdrowia ludzkiego związane z oddziaływaniem promieniowania elektroma­gnetycznego i radiowego, twierdząc, iż nie jest to fakt ?powszechnie akceptowa­ny przez zdecydowaną większość naukowej społeczności". Może nie było to powszechnie akceptowane w 1991 roku, kiedy Siły Powietrzne rozpoczynały ba­dania, jednak wiele się od tamtego czasu zmieniło.
W rzeczywistości rząd nawet sam siebie nie jest w stanie oszukać w tej kwestii: Departament Handlu Stanów Zjednoczonych (U.S. Department of Commerce),
Narodowy Zarząd do Spraw Telekomunikacji i Informacji (National Telecom-munications and Information Administration), Międzywydziałowa Rada Dorad­cza do Spraw Łączności Radiowej (Interdepartment Radio Advisory Cornmit-tee) doszły do wniosku, że HAARP stanowi zagrożenie dla komunikacji radiowej. Jest to zagrożenie, które może mieć duże znaczenie dla ludności niezurbanizo-wanej Alaski, gdzie niezawodna łączność radiowa jest niekiedy sprawą życia i śmierci.
Poznawanie HAARP przypomina obieranie cebuli albo otwieranie rosyjskiej matrioszki, w której znajdują się kolejne, coraz mniejsze lalki. Napotykamy wiele warstw świadomego wprowadzania w błąd; jedno ukryte dno, pod którym kryje się następne. HAARP może spełniać wiele funkcji, tylko nieliczne z nich są oma­wiane w literaturze lub w gładkich kłamstwach promotorów projektu.
Broszura informacyjna zatytułowana Purpose and Objectives ofthe HAARP Program (Cele i zadania HAARP) została zamieszczona na stronie internetowej projektu. Oto co ona oznajmia:
HAARP to naukowe przedsięwzięcie mające na celu badanie właściwości i zachowania jonosfery, ze szczególnym uwzględnieniem zamiaru zrozumienia jej działania i wykorzystania jej do usprawnienia systemów łączności i obserwa­cji zarówno w zastosowaniach cywilnych, jak i obronnych.
Program HAARP ma doprowadzić do skonstruowania obiektu badańjono-sferycznych światowej klasy, składającego się z:
  • Instrumentu badań jonosferycznych (IRI) i nadajnika wysokiej mocy, działa­jącego w zakresie wielkich częstotliwości. IRI będzie wykorzystywany do krót­kotrwałego wzbudzania określonego obszaru jonosfery w celu badań naukowych.
  • Urządzeń diagnostycznych, które będą wykorzystywane do obserwacji fi­zycznych procesów zachodzących we wzbudzonym obszarze.
Obserwacja procesów wynikających z kontrolowanego użycia IRI pozwoli naukowcom lepiej zrozumieć zjawiska stale zachodzące w naturze pod wpływem promieniowania słonecznego.
Sprzęt diagnostyczny zamontowany w obiekcie HAARP będzie służył do­datkowo wielu innym naukowym celom, włącznie z badaniami nad zjawiskiem globalnego wzrostu temperatury oraz dziury ozonowej.
Rdzeń projektu HAARP stanowi IRI. Będzie to największy dotychczas zbu­dowany radionadajnik wysokiej częstotliwości. Zaprojektowano go tak, żeby kon­centrować kilka gigawatów mocy transmisyjnej w jeden potężny strumień o nie­wyobrażalnej sile. Dokonuje się tego przez sekwencyjne uruchamianie planarnego (rozmieszczonego w płaszczyźnie poziomej) układu dipolowych anten nadają­cych w paśmie fal krótkich.
Największa różnica pomiędzy HAARP a kilkunastoma innymi podgrzewa­czami jonosferycznymi na całym świecie polega na tym, że HAARP jest fazowa­nym układem antenowym. Fazowane lub sekwencyjne uruchamianie nadajników zestawu antenowego pozwala uzyskać funkcję skupiania energii, która zdecydo­wanie odróżnia HAARP od innych podobnych obiektów. Zdolność ta sprawia, że jest on "nielegalny", gdyby został wykorzystany jako radar ponadhoryzontalny (a do tego właśnie był początkowo przeznaczony).
Radar z układem fazowanym to bardzo nowoczesne urządzenie, które jest w stanie śledzić równocześnie setki obiektów. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Związek Radziecki opracowały radary z układem fazowanym jako sposób na wykrycie wrogiego ataku nuklearnego. Wykorzystywanie tego typu radaru zo­stało jednak ograniczone przez układ w sprawie pocisków antybalistycznych (ABM Treaty Anti-Balistic Missile) z 1972 roku, który zastrzega, iż radary te mogą być konstruowane tylko na peryferiach terytorium danego kraju i muszą być skierowane na zewnątrz, tak żeby jedyną ich funkcją było ostrzeganie przed atakiem wroga. W ten sposób radar z układem fazowanym nie mógłby zostać użyty jako część systemu obronnego do identyfikacji i zestrzeliwania atakują­cych pocisków.
Testowano też, dziś już zarzucony, projekt radaru rozproszenia wstecznego, który nie naruszał postanowień układu ABM - jedyny problem w tym, że nie sprawdził się praktycznie. Gdyby HAARP wykorzystano jako system radarowy, naruszałby układ ABM ze względu na zdolność sterowania promieniem energii, która pozwalałaby zastosować go do celów obronnych. W pierwszych publika­cjach na temat HAARP otwarcie dyskutowano takie zastosowanie urządzenia, podczas gdy nowsze materiały osobliwie przemilczają tę kwestię.



-->
Rysunek Eastlunda ilustrujący ruch naładowanej cząsteczki w polu geomagnetycznym Ziemi, zaczerpnięty z jego patentu na globalną "tarczę" ochronną
Istnieją trzy zasadnicze etapy procesu rozwoju każdego systemu broni. Pierw­szy z nich składa się z dwóch elementów; początkowo jest to czysta nauka, funda­mentalne założenia, które prowadzą do bardziej dogłębnego rozumienia praw natury. Następnie ktoś wpada na genialny pomysł; rozwija wizję "co by było gdy­by", opierając się na próbach przystosowania czysto naukowych odkryć do po­trzeb wojska.
Drugi etap tego procesu nosi nazwę "dowodzenia słuszności koncepcji". Na­ukowcy, czy to w uniwersytetach, pracujący na kontraktach i stypendiach fundo­wanych przez wojsko albo jego kontrahentów, czy też w laboratoriach wojska lub jego kontrahentów opracowują odpowiedni sprzęt w celu przetestowania wizji "co by było gdyby". Celem tego etapu jest wykazanie, że koncepcję można dopra­cować, przekształcając ją w coś, co kiedyś może się okazać przydatne wojsku. Na tym etapie eksperymentalny sprzęt rzadko przypomina prawdziwą broń.
Często dopiero na trzecim i ostatnim etapie prototypu idea przybiera kształt w pełni sprawnego modelu. Po demonstracji prototypu projekt zazwyczaj opuszcza laboratorium i pojawia się na arenie politycznej, jego zwolennicy zaś walczą o po­kaźne finanse potrzebne do wyprodukowania i utrzymania nowego rodzaju broni.
Departament Obrony daje nam do zrozumienia, że HAARP to etap pierwszy, czysto naukowy projekt. Wielu jego krytyków uważa, iż w rzeczywistości jest to etap drugi, "dowodzenia słuszności koncepcji" tego modelu broni. Ponieważ układ anten IRI zaprojektowano tak, by móc go stopniowo rozbudowywać - część teraz, resztą później - krytycy sądzą, że HAARP zostanie przekształcony w pełnowy-miarową, działającą broń, jeśli faza "dowodzenia słuszności koncepcji" zakończy się sukcesem.
Niektórzy ludzie wierzą, że istnieje jakaś wielka konspiracja, grupa niesły­chanie potężnych osób, które chcą rządzić światem. Większość z nas odrzuca ist­nienie takiego tajnego stowarzyszenia, uznając je za wytwór chorej wyobraźni. Mimo to nie da się zaprzeczyć, że przez ponad sto lat wykształcał się pewien ruch wśród elity światowych intelektualistów, przemysłowców i zwolenników idei "glo­balnej wioski", mający na celu zakończenie wojny i rozwiązanie problemów spo­łecznych (takich jak przeludnienie, nierówny bilans handlowy i degradacja środo­wiska naturalnego) poprzez utworzenie jednego, światowego rządu. Czy ten globalistyczny ruch jest jakimś diabolicznym spiskiem garstki złych ludzi, czy też szerokim konsensusem przyzwoitej większości, prawdę mówiąc ma to niewielkie znaczenie. Jest to równie realne jak AIDS i potencjalnie tak samo zabójcze, a przy­najmniej zagrażające naszej indywidualnej wolności. Przekonamy się, że gdyby istniał jakiś spisek, HAARP okazałby się wręcz nieoceniony w realizacji planów konspiratorów.
Idea Ligi Narodów, która pojawiła się po pierwszej wojnie światowej, stano­wiła tylko jeden z przejawów tego ruchu. Organizacja Narodów Zjednoczonych powstała jako rozwinięcie tej koncepcji. ONZ stworzono, żeby położyć kres woj­nie - likwidując państwa. Kryje się za tym pewna logika -jeśli nie będzie państw, nie będą między nimi wybuchały wojny. Podkreślono to wyraźnie w "Światowej Konstytucji" Narodów Zjednoczonych: "Epoka państw musi się zakończyć. Rzą­dy narodowe postanowiły przekazać swoją odrębną suwerenność jednemu rządo­wi, któremu oddają zwierzchnictwo nad swoimi siłami zbrojnymi".
Nowy Porządek Świata (New Word Order - NWO) to tylko jedna z nazw nadanych tej inicjatywie utworzenia prawdziwego rządu światowego. Wielu jego zwolenników wyznaje ideologię zwaną technokracją, która oznacza rządy eks­pertów, naukowców czy techników. Nie jest to demokracja, z jaką identyfikują się Amerykanie. Jednym z najsłynniejszych orędowników Nowego Porządku Świata jest Zbigniew Brzeziński. Był on doradcą Jimmy'ego Cartera i innych prezyden­tów w sprawach bezpieczeństwa narodowego. Własną wersję technokracji okre­ślił on mianem "technetroniki". W swojej książce Between Two Ages (Na przeło­mie dwóch epok) Brzeziński napisał: "Epoka technetroniki pociąga za sobą stopniowe wyłanianie się bardziej kontrolowanego społeczeństwa. Takie społe­czeństwo byłoby zdominowane przez elitę, niepowstrzymywanąprzez tradycyjne wartości".
Taka "technetroniczna" unia narodów nawoływałaby do desuwerenizacji wszystkich istniejących państw. To "nowe uporządkowanie" zredukowałoby Stany Zjednoczone do zwykłego regionalnego rządu - Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement - NAFTA) postrzegany jest jako krok w kierunku wprowadze­nia Nowego Porządku Świata. W 1993 roku "Los Angeles Times Syndicate" za­mieścił następujące słowa byłego sekretarza stanu Henry'ego Kissingera: "NAF­TA reprezentuje najbardziej twórczy krok w kierunku wprowadzenia Nowego Porządku Świata". Wspólny Rynek w Europie i Unia Europejska są postrzegane podobnie - jako pomosty wiodące do ostatecznego utworzenia Stanów Zjedno­czonych Europy, które z kolei byłyby tylko jednym z regionów ogólnoświatowe­go państwa Narodów Zjednoczonych (lub globalnej plantacji, jak nazywają je niektórzy krytycy).
Konspiratorzy spod znaku NWO to tylko jedna z przypuszczalnych, ukrytych grup "władców marionetek", ciągnących za sznurki projektu HAARP. Do grup takich należą także zwolennicy programu Inicjatywy Obrony Strategicznej z wy­ższych szczebli dowództwa militarno-przemysłowo-naukowego kompleksu oraz zdradzieckie frakcje społeczności wywiadowczej. Problem ze zgadywaniem na temat jakiejś kwestii polega na tym, iż istnieje zaledwie kilka właściwych odpo­wiedzi i nieskończone morze błędnych. Oficjalne materiały dotyczące HAARP są wyraźnie sprzeczne i nie kryją prób wprowadzenia opinii publicznej w błąd odno­śnie do rzeczywistego celu projektu, dlatego spekulacje na temat tego, co się na­prawdę dzieje, rodzą się same. Z pewnością istnieje coś, o czym się nam nie mówi. HAARP niemal na pewno stanowi część jakiejś konspiracji. W tym momencie nie wiemy, czy ten spisek jest czymś tak banalnym, jak zmowa garstki ludzi ni­skiego szczebla w militarno-przemysłowo-naukowej społeczności, próbujących wyciągnąć od Ameryki kilka dolarów na bezużyteczny, wielki projekt naukowy. Czy też, popadając w drugą skrajność, HAARP jest częścią większego spisku, mającego na celu zniszczenie Ameryki i opanowanie świata. A może to jeszcze coś innego, o czym nie mamy pojęcia?
Kto?
Departament Obrony posiada prawa własności ziemi, na której mieści się HAARP. Philips Laboratory Sił Powietrznych z Massachusetts i Instytut Badaw­czy Marynarki Wojennej (ONR) z Waszyngtonu odpowiadają za nadzór technicz­ny i administrowanie tym, rzekomo cywilnym, projektem. Wszystkie trzy agencje upierają się, że HAARP nie stanowi żadnego zagrożenia, że to tylko kolejny przy­kład wielkiej nauki, całkowicie jawny i uczciwy. Z bólem informują, iż literatura dotycząca HAARP jest odtajniona i dostępna do tego stopnia, że można ją ścią­gnąć z Internetu. W projekt zaangażowało się także kilka uniwersytetów, prywat­nych ośrodków badawczych i korporacji z różnych krajów. Należą do nich: Uni-versity of Alaska, University of Massachusetts, University of California z Los Angeles (UCLA), Massachusetts Institute of Technology (MIT), Stanford Uni-versity, Clemson University, University of Tulsa, University of Maryland, Cornell University, SRI International oraz Geospace, Inc.
Dzięki temu wydaje się, że HAARP nie jest przedsięwzięciem trzymanym w tajemnicy i nie należy do skrytego świata badań nad bronią. Jednak jeden z klu­czowych dokumentów Departamentu Obrony stwierdza:
Sercem projektu będzie opracowanie unikalnej funkcji podgrzewania jonos-fery, pozwalającej na przeprowadzenie pionierskich eksperymentów, wymaganych, żeby adekwatnie oszacować możliwość wykorzystywania technologii modyfiko­wania jonosfery dla celów Departamentu Obrony.
Od kiedy to Departament Obrony ma jakieś niemilitarne cele?
Kolejną wskazówką, że HAARP nie jest cywilnym przedsięwzięciem, może być fakt, iż obecnym posiadaczem najważniejszego kontraktu na budowę HAARP jest firma Raytheon E-Systems, jeden z największych na świecie kontrahentów wojskowych.
Kluczową rolę w historii HAARP odgrywa senator Ted Stevens z Alaski. Był on gorącym poplecznikiem projektu zarówno w Waszyngtonie, jak i w swoim rodzinnym stanie. Wydaje się, że postrzega to przedsięwzięcie jako kolejny wspa­niały przykład wykorzystania funduszy państwowych na cele społeczne. Twier­dził, że projekt przyniesie nowe miejsca pracy i zyski dla tego regionu, jak rów­nież międzynarodowy prestiż dla University of Alaska. Jednak stworzono zaledwie kilka miejsc pracy i, jak dotąd, bardzo niewiele z ponad 58 000 000 dolarów wydanych na projekt trafiło na Alaskę. Czy jest to przykład politycznego wyko­rzystywania funduszy państwowych na cele społeczne (co wiele osób uznaje za wystarczający powód, żeby sprzeciwić się projektowi), czy też jest to tylko kolej­na przykrywka?
Następną osobliwą wskazówką, mówiącą coś na temat rzeczywistego celu HAARP, jest fakt, iż członkiem komitetu naukowego pracującego nad całą kon­cepcją, był jeden z najważniejszych rosyjskich naukowców Roald Zinurowicz Sagdiejew. Prace tego komitetu, podobnie jak sam HAARP, były finansowane przez Phillips Laboratory oraz Instytut Badawczy Marynarki Wojennej. Komitet został powołany przez East/West Space Science Center z University of Maryland, którego dyrektorem jest Sagdiejew.
Doktor Sagdiejew przez 15 lat pracował jako dyrektor radzieckiego Instytutu Badań Przestrzeni Kosmicznej (porównywalnego do amerykańskiego NASA). Na tym stanowisku kierował wieloma międzynarodowymi projektami wysokiej ran­gi, włączając w to wspólny radziecko-amerykański program Apollo-Sojuz oraz międzynarodowe misje zbadania komety Halleya, a następnie Fobosa, księżyca Marsa. Te dwa ostatnie projekty zostały zaplanowane i wdrożone przez Sagdieje-wa przy współpracy ponad 12 państw.
Przed otrzymaniem stanowiska w radzieckim Instytucie Badań Przestrzeni Kosmicznej w 1973 roku Sagdiejew zrobił imponującą karierę jako fizyk plaz­mowy. Został jednym z najmłodszych naukowców uhonorowanych przyjęciem do grona członków Akademii Nauk Związku Radzieckiego. Obecnie jest dyrek­torem honorowym rosyjskiego Instytutu Nauk Kosmicznych, natomiast w Stanach

W 1961 roku wysokościowy test nuklearny nad Wyspą Johnstona na Pacyfiku wywołał świetlne widowisko na Hawajach i usmażył wszystkie amerykańskie satelity szpiegowskie

-->
(ilustracja z raportu agencji Associated Press z 1961 roku)
-->
Zjednoczonych jest wybitnym profesorem fizyki na University of Mary land, jed­nej z uczelni biorących udział w projekcie HAARP. Ponadto Sagdiejew jest zagranicznym członkiem Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych oraz zasłużonym współpracownikiem Centrum Studiów Byłego Związku Ra­dzieckiego.
Człowiek ten może stanowić przykład na to, że konspiracja ?zjednoczonego świata" zakorzeniła się głęboko zarówno na terenie Rosji, jak i na Zachodzie. Jednym z celów ludzi dążących do wprowadzenia Nowego Porządku Świata jest konwergencja, połączenie Stanów Zjednoczonych i byłego Związku Radzieckie­go w jeden globalny organizm. Sagdiejew przez całą swoją karierę wyraźnie po­pierał taką politykę. Przez pierwszych pięć lat pierestrojki służył jako doradca Michaiła Gorbaczowa podczas spotkań na szczycie w Genewie, Waszyngtonie i Moskwie.
Tak na marginesie, "obywatel świata" Gorbaczow kieruje obecnie kilkoma organizacjami, takimi jak Fundacja Gorbaczowa i Zielony Krzyż, mieszczącymi się w Presidio, zamkniętej amerykańskiej bazie wojskowej w San Francisco, w Ka­lifornii. Jego głównym zadaniem jest stworzenie programu etycznego uzasadnie­nia dla ekologicznych dekretów Nowego Porządku Świata. Zadanie to przydzie­lono mu decyzją letniego szczytu w Rio de Janeiro w 1992 roku.
W 1995 roku Sagdiejew wraz z Jewgenijem P. Wielikowem otrzymał Na­grodę Leo Szilarda, przyznawaną w dziedzinie fizyki wykorzystanej dla dobra publicznego: ?Za szczególny wkład w radziecką głasnost, która była głównym czynnikiem powstrzymującym nuklearny wyścig zbrojeń pomiędzy Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi". Nagrodę tę przyznaje corocznie Ame­rykańskie Stowarzyszenie Fizyków ?...dla uhonorowania wybitnych dokonań fizyków przy próbach wykorzystania fizyki dla dobra społeczności w takich dzie­dzinach, jak ochrona środowiska, kontrola zbrojeń i polityka naukowa". Leo Szi-lard (1898-1945) był pierwszym fizykiem amerykańskim, który w latach 30. wpadł na pomysł zbudowania bomby atomowej. Za jego namową Albert Einstein (1879 - 1955) w 1940 roku napisał list do prezydenta Franklina D. Roosevelta, przeko­nując go do budowy broni nuklearnej. Doprowadziło to do utworzenia Projektu Manhattan, który zrealizował tę ideę.
Wielikow i Sagdiejew otrzymali Nagrodę Leo Szilarda za zorganizowanie Komitetu Radzieckich Naukowców dla Pokoju, sprzeciwiającego się układowi dotyczącemu broni nuklearnej z marca 1983 roku. Komitet ten trzy lata wcześniej opublikował opartą na zasadach fizyki krytykę amerykańskiej Inicjatywy Obrony Strategicznej (SDI). Osoba profesora Sagdiejewa stanowi bardzo interesujące po­wiązanie pomiędzy HAARP, SDI, fizyką plazmową (HAARP ma rzekomo służyć badaniom fizyki plazmy górnych warstw atmosfery), ochroną środowiska i kon­trolą zbrojeń. Tematy te pojawiać się będą stale w naszych rozważaniach prowa­dzących do zrozumienia, czym jest HAARP.
Dlaczego były wysoki urzędnik radziecki, naukowiec i ekspert SDI przyczy­nili się do utworzenia HAARP? Niektórzy uważają, że HAARP to technologia SDI dostosowana do nowych warunków. Prezydent Reagan obiecał, że udostępni technologię "gwiezdnych wojen" Rosjanom. Część osób uznała, że zachował się jak szaleniec, mówiąc coś takiego, inni natomiast przyjęli te słowa z entuzjaz­mem. Rosjanie byli przekonani, że SDI daje Stanom Zjednoczonym przewagę pierwszego uderzenia i sprzeciwiali się jej. Czy opracowujemy jakąś technologię SDI? Czy honorujemy zobowiązanie Reagana? Czy obecność naukowca Sagdie­jewa w tym komitecie dowodzi tego, iż HAARP to realizacja "gwiezdnych wo­jen", i że naprawdę udostępniliśmy ten projekt Rosjanom?
-->
Dlaczego?
Co by było, gdyby wasz radar działał wysoko nad horyzontem, lokalizując wrogie samoloty i pociski odległe o setki, a nawet tysiące kilometrów? Co by było, gdyby po dostrzeżeniu zbliżających się pocisków można było unieść górną warstwę atmosfery? To niespodziewana przeszkoda w przestrzeni wskutek umiesz­czenia ?powietrza" tam, gdzie nie powinno się ono znajdować. Najprawdopodob­niej zmieniłoby to tor lotu pocisków lub nawet zniszczyło je. O takiej właśnie zdolności wspominają oryginalne patenty urządzeń podobnych do HAARP. A gdy­by można było zajrzeć głęboko pod powierzchnię ziemi i wykryć wszystkie zako­pane sekrety wrogów? To właśnie ze względu na tę funkcję Senat Stanów Zjedno­czonych sfinansował HAARP.
A gdyby, w ramach manipulowania górną częścią atmosfery, można było skie­rować prądy strumieniowe w dowolnym kierunku? Gdyby można było za do­tknięciem przycisku wywołać lokalne burze, zamieniając drogi na pola bitew w błotniste trzęsawiska, by powstrzymać wrogie oddziały i ich zaopatrzenie?
Departament Obrony potrzebował takiej technologii od czasów wojny wietnam­skiej. Podczas tego konfliktu próbowano sztucznie wytwarzać chmury nad głów­ną drogą zaopatrzeniową wroga, Szlakiem Ho Szi Mina. A gdyby można było przywołać szalejące nad całymi kontynentami burze, które wichrem i gradem rów­nałyby z ziemią uprawy wrogiego państwa lub sprowadzałyby na nie powodzie? Czyż w ten sposób nie wywołałoby klęski głodu? To także znajduje się w orygi­nalnych planach urządzeń takich jak HAARP.
A gdyby możliwe było kierowanie strumieni energii na zbliżające się oddzia­ły wrogich wojsk i poddawanie mózgów ludzi działaniu mikrofal, zupełnie tak samo jak mrożonek w kuchenkach? Czyż nie byłaby to doskonała broń - wrogo­wie zginęliby lub byliby niezdolni do walki wskutek zaburzeń umysłowych, jed­nak poza tym nic nie uległoby zniszczeniu, sprzęt byłby zdatny do użytku, miasta i obiekty przemysłowe pozostałyby nienaruszone przez wojnę? To także od dzie­sięcioleci było marzeniem projektantów broni i stało się impulsem do opracowa­nia broni neutronowej (przetestowanej po raz pierwszy w 1962 roku w Stanach Zjednoczonych). Bomba neutronowa emituje zabójcze promieniowanie wysokiej aktywności przy stosunkowo niewielkiej sile eksplozji, powodując minimalne zniszczenia majątku i maksymalne straty wśród ludzi.
Czy możliwa byłaby kontrola populacji, gdyby dokonać projekcji hologra-ficznych obrazów na niebie, takich jak wizerunek boga, którego ludzie czczą, lub demonów, których najbardziej się boją? Siły Powietrzne uważają, że tak, więc aktywnie dążą do wprowadzenia holograficznych projektorów jako broni. Co można zrobić z ludźmi, gdyby przekazywać słowa lub myśli bezpośrednio do ich mózgów? Czy nie skłoniłoby to ich do nieświadomego wykonywania poleceń lub nie doprowadziłoby do obłędu? Psychologowie zatrudnieni przez radzieckie KGB pracowali nad radiowym zdalnym sterowaniem ludźmi od lat 30. XX wieku. CIA prowadziła podobne programy badawcze od lat 50.
Naukowcy twierdzą, że HAARP (lub podobne urządzenie) może spełniać wszystkie powyższe funkcje, jeśli będzie odpowiednio duże i świadomie zapro­gramuje się je do tych zadań. Choć może to brzmieć jak obłęd lub fantastyka naukowa, już kilkadziesiąt lat temu szanowani naukowcy twierdzili, iż osiągnię­cie takich celów jest tylko kwestią czasu i pieniędzy. Czy HAARP jest kolejnym krokiem ewolucyjnym w rozwoju broni?
Kto chciałby posiadać taką broń? A któż by nie chciał! Wiele państw, organiza­cji, agencji i wszelkiego rodzaju despotów oddałby wszystko, żeby posiąść HAARP. Jeśli naprawdę ma takie możliwości, a są na to dowody, jak długo pozostanie on wcywilnych rękach? Nawet jeśli dziś jest czysto naukowym przedsięwzięciem, trudno sobie wyobrazić, by długo pozostał pod cywilną kontrolą, gdy tylko zostanie do­wiedziona jego moc. Wiele świadectw sugeruje, że HAARP od samego początku jest pod kontrolą jakiejś naukowo-wojskowej konspiracji. Nie tyle nawet sugeru­je, wręcz dowodzi - dowodzi istnienia spisku, który wspomaga realizację tajem­niczych celów jakiejś nieznanej frakcji pozostającej na utrzymaniu podatników. Dochodzenie, kim mogą być owi konspiratorzy, będzie częścią tej książki, tak samo jak odkrywanie tego, czym jest HAARP.
Podczas gdy zwolennicy HAARP podkreślają, że program jest odtajniony, jego ?cywilny" status może być kolejną fasadą- obmyśloną, żeby obejść porozu­mienia, które Stany Zjednoczone zawarły zarówno z ONZ, jak i z byłym Związ­kiem Radzieckim. HAARP może stanowić naruszenie układu ABM, jeśli będzie wykorzystywany przez wojsko. Ponadto HAARP ma prawdopodobnie wyjątko­wą zdolność zmieniania pogody, czy to nad polem walki, czy nad całym konty­nentem. Stany Zjednoczone są sygnatariuszem zaproponowanego przez ONZ ukła­du zakazującego modyfikacji środowiska naturalnego (kontrolowania pogody) jako narzędzia wojny. Wojsko nie może angażować się w badania tego typu, ale cywile nie mają takich ograniczeń.
Racjonalne i odpowiedzialne domysły na temat prawdy kryjącej się za HAARP dla osób niewtajemniczonych mogą brzmieć jak szaleństwo. Żyjemy w epoce, w któ­rej fantastyka naukowa staje się rzeczywistością szybciej, niż futuryści są w stanie przedstawić swoje wizje w druku. Na przykład kontrolowanie pogody może wyda­wać się szaloną ideą, jednak badacze na całym świecie opracowują technologie jej modyfikowania od ponad 50 lat. Mniej więcej w tym samym okresie byliśmy świad­kami prawdziwej rewolucji technicznej - od braci Wright do Neila Armstronga na Księżycu. Nie będąc w sprzeczności ze znanymi i akceptowanymi naukowymi zasa­dami, można śmiało powiedzieć, że literatura dotycząca HAARP pokazuje, iż niektó­re eksperymenty w ramach tego projektu mogą mieć ogromny wpływ na pogodę. A jeśli istnieje jakaś konspiracja w celu ofensywnego wykorzystania tej technologii? W tej książce zwrócę uwagę na pewne najbardziej wiarygodne, choć niekiedy nie­prawdopodobne spekulacje na temat HAARP i jego zamierzonych zastosowań.
Niektóre osoby zajmujące się rzeczywistym przeznaczeniem projektu doszły do intrygujących i nieco gorączkowych wniosków odnośnie do tego, kto jest odpo­wiedzialny za HAARP, i do czego będzie on służył. Choć wątpię, żeby zamieszane w to były anioły, diabły czy istoty pozaziemskie, przytoczę tu również niektóre tego typu spekulacje, choćby dlatego, że istnieje minimalne prawdopodobieństwo, iż są prawdziwe.
Czy ma miejsce jakiś wielki spisek, którego HAARP jest częścią? Pisarze zapełnili biblioteki, usiłując odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje konspiracja grupy potężnych ludzi rządzących światem. Prezentowano wiele teorii spisku, niekiedy bardzo przekonujących, choć czasem najwyraźniej będących wytwora­mi chorych umysłów. Ci z was, którzy są dobrze zaznajomieni z historią i śledzą bieżące wydarzenia oraz kształtujące je siły, znają wstrząsającą prawdę, że w rze­czywistości istnieje wielki i wpływowy ruch, pragnący utworzyć jeden światowy rząd. Nowy Porządek Świata to jedna z nazw tej inicjatywy wprowadzenia świa­towej hegemonii. Idea "hegemonii" oznacza rządy jednego narodu lub innej naj­wyższej władzy centralnej nad wieloma narodami, tak jak Watykan wiele stuleci temu lub Imperium Rzymskie w czasach Chrystusa. Celem "gradualistów", któ­rzy popierają Nowy Porządek Świata, jest uczynienie z ONZ albo jakiejś innej, jeszcze nie utworzonej organizacji, nowego Rzymu.
-->
Pragnieniem utworzenia zjednoczonego światowego rządu przeniknięty jest cały, tak zwany, wschodni establishment liberalny. Mógłbym przytoczyć tysiące fragmentów książek i czasopism na poparcie tego twierdzenia. Mam nadzieję, że jeden reprezentatywny cytat wystarczy... Strobe Talbott był zastępcą sekretarza stanu (drugi rangą urzędnik Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych) przez okres rządzenia czterech ostatnich administracji. W 1992 roku stwierdził:
W ciągu następnych 100 lat państwowość, jaką znamy, zdezaktualizuje się; wszystkie państwa uznają jedną, światową władzę... Zasadniczo wszystkie pań­stwa stanowią pewne formy umowy społecznej. Niezależnie od tego, jak trwałe, a nawet święte mogą się w danym momencie wydawać, w rzeczywistości są one tworem sztucznym i chwilowym.
Jak się okaże, HAARP stanowi urzeczywistnienie wielu rozwiązań technolo­gicznych, jakie zwolennicy NWO mogliby wykorzystać do zapanowania nad świa­tem. Są nich wśród takie, jak sterowanie mikrofalami lub falami radiowymi skraj­nie niskiej częstotliwości w celu oddziaływania na ludzi. Transmisje tego typu mogłyby wywoływać dezorientację, choroby czy zaburzenia nastroju; być może umożliwiłyby nawet wydawanie ludziom słownych rozkazów. Jest rzeczą po­wszechnie wiadomą, że CIA i KGB (oraz ich następcy) pracowali nad takimi technologiami już od dawna. Nie sposób nie odczuwać przerażenia na myśl o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ci, którzy pragną kontrolować i podporządko­wywać sobie ludzi, wreszcie dostali w swoje ręce sprawny model takiego urzą­dzenia.
Jednym z osobliwych faktów łączących HAARP z najbardziej skrajną prawi­cą polityczną jest powiązanie projektu z MJ-12. Niektórzy, jak choćby Bili Coo-per, autor książki BeholdA Pale Horse (Wstrzymać białego konia, Light Techno­logy Pub., 1991) i wydawca czasopisma "Veritas", oraz John Lear, były pilot CIA, rozpowszechniają opowieści o obecności wśród nas obcych istot z kosmosu. Utrzy­mują oni, że po katastrofie latającego spodka w okolicy Roswell, w Nowym Mek­syku, w 1947 roku, rząd powołał ściśle tajną komisję, "Majic 12" lub "Majestic 12", żeby ukryć prawdę. Podobno grupa MJ-12 w końcu przejęła kontrole nad rządem (po zawarciu układów z obcymi), stając się spiskiem wewnątrz spisku, i z głębokiego ukrycia kierując działaniami konspiratorów spod znaku NWO. Je­śli to prawda, w co wątpię, istnieje wiele zastosowań technologii HAARP, które mogłyby zostać użyte zarówno przez MJ-12 i nadzorców z kosmosu, jak i prze­ciwko nim. Niektórzy, dający wiarę tym opowieściom, sugerowali, iż HAARP mógł być zamierzony jako planetarna tarcza obronna przeciwko inwazji obcych!
Szalona nauka czy "gwiezdne wojny"?
Oprócz pytania, kto pociąga za sznurki projektu HAARP, zasadnicze znacze­nie mają jeszcze dwie kwestie. Skupiają się wokół nich setki innych. Oto pierw­sza grupa istotnych pytań: jeśli jest to zwykły program badań naukowych, czy oznacza to, że nauka wyrwała się spod kontroli? Jakie niebezpieczeństwa wiążą się z igraniem z potężnymi siłami natury? Życie na naszej planecie jest możliwe tylko dzięki temu, że jonosfera osłania nas przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, tak samo jak warstwa ozonowa ochrania nas przed promieniami ultrafioletowymi. Czy manipulowanie górnymi warstwami atmosfery zmieni lub być może nawet zniszczy życie na Ziemi? Wiele gatunków zwierząt wędrownych, takich jak łosoś czy karibu, w nie do końca poznany sposób wykorzystuje ziem­skie pole magnetyczne do orientowania się w trakcie swoich migracji. Co się z nimi stanie, gdy wprowadzi się zmiany w obrębie magnetosfery, które są prze­widziane w eksperymentach HAARP? Jak się przekonamy, HAARP ma zdolność drastycznego zmieniania wzorców pogodowych nad całymi kontynentami poprzez manipulowanie prądami strumieniowymi. Czy chcemy, żeby naukowcy przy tym majstrowali?
Druga grupa istotnych pytań dotyczy przede wszystkim kwestii: czy jest to broń? Jeśli tak, przeciwko komu będzie użyta? Czy nie narusza ona międzynaro­dowych porozumień? Czy technologia "gwiezdnych wojen" dostosowywana do nowych warunków zdestabilizuje, obecnie przyjacielskie, relacje pomiędzy Sta­nami Zjednoczonymi i byłym Związkiem Radzieckim? Stany Zjednoczone są sy­gnatariuszem konwencji Narodów Zjednoczonych zakazującej manipulacji śro­dowiskiem naturalnym dla celów militarnych lub wrogich. Czy zamierzamy złamać ten układ?
Dwie podstawowe funkcje HAARP (podziemna tomografia oraz komuniko­wanie się z łodziami podwodnymi) są oparte na wytwarzaniu fal radiowych skraj­nie niskiej częstotliwości (ELF) w jonosferze. Fale ELF, przekazywane za pośred­nictwem górnych warstw atmosfery, obejmą zasięgiem większą część północnej półkuli Ziemi.
Już dziś istnieje mnóstwo naukowych dowodów dotyczących zagrożeń zdro­wia w wyniku ekspozycji na fale ELF. Czy HAARP będzie używany do celowego zalewania pomocnej półkuli szkodliwym lub nawet zabójczym promieniowaniem? Jeszcze groźniejsze wydaje się to, że fale skrajnie niskiej częstotliwości dają HAARP bardzo realną możliwość manipulacji umysłami. Czy tajne plany dla HAARP obejmują jego wykorzystanie jako broni kontrolującej umysły, przeciw­ko ludności cywilnej, być może nawet przeciwko obywatelom Stanów Zjedno­czonych?
W tej książce przyjrzymy się tym dwóm najistotniejszym kwestiom i spróbu­jemy odpowiedzieć na wszystkie te pytania. Ponadto poruszymy trzecią sprawę: jeśli nie jest to narzędzie naukowe ani broń, to czym innym może być?
Dla niektórych naukowców HAARP stanowi ekscytujący krok w kierunku technologii XXI wieku. Dla większości z nas to przerażający wgląd w sekretne plany potencjalnych władców ludzkości. Na pustkowiach Alaski czai się bestia -mam nadzieję, że dam czytelnikom motywację, by pomogli ją unicestwić.


Aparat Tesli do transmisji energii elektrycznej


Źródło:http://www.iluminaci.pl/haarp/haarp-bron-ostateczna-bestia-na-pustkowiu