piątek, 8 lutego 2013

Alarm w UE odnośnie szczepień. Novartis złapany na gorącym uczynku.

W Belgii upubliczniono niedawno drogą przecieku tajne dokumenty z Belgijskiej Agencji Medycznej dotyczące bezpieczeństwa dwóch popularnych szczepionek, Prevnar (Pneumo-13) oraz Infanrix hexa.  Dokumenty te pokazują, że w ciągu 2 lat po szczepionce Prevnar  zmarło  22 niemowląt, a po Infanrix hexa zmarło 36 niemowląt.  Dotąd informacje te były ukrywane przed rodzicami i społeczeństwem, co stanowi złamanie belgijskiego prawa.  Najprawdopodobniej prawdziwe liczby zgonów po tych szczepieniach są znacznie większe, ponieważ zgłaszanych jest zaledwie kilka % wszystkich przypadków powikłań poszczepiennych (http://www.ageofautism.com/2012/12/prevenar-13-pneumococcal-vaccine-damned-in-belgian-media-reports.html). Europejska Agencja Leków potwierdziła też bezpośredni związek czasowy podania  szczepionki  Infanrix-hexa z powikłaniami neurologicznymi, takimi jak konwulsje, hipotonia czy zapalenie mózgu.


Dokumenty te ujawniły też nieskuteczność oraz dużą liczbę poważnych powikłań po  tych szczepieniach,  które wielokrotnie przekraczają liczby powikłań (i zgonów) w UE po naturalnych chorobach przeciw którym szczepi się dzieci.  Wyszły na jaw oszustwa, celowe „błędy” oraz manipulacje danymi, które towarzyszyły badaniom na tymi szczepionkami oraz procesowi ich zatwierdzania (co jest zresztą normą).  Warto pamiętać, że badania te były przeprowadzane także w Polsce. Firmowe dane użyte do zatwierdzania tych szczepionek ukrywały liczby zgonów i powikłań poszczepiennych, oraz fałszowały dowody skuteczności tych szczepień.

W USA w bazie VAERS zarejestrowano 1394 zgony po szczepieniach przeciw pneumokokom, z czego ponad połowę (752 zgony) u niemowląt poniżej 6 miesiąca życia  (to tylko ok. 5% wszystkich takich przypadków).

Po szczepieniach przeciw pneumokokom w VAERS zarejestrowano też prawie 62 000 powikłań.

Belgijska obywatelska grupa „Initiative Citoyenne”  bije na alarm, nawołuje do  złamania kodu milczenia wokół zagrożeń dla życia i zdrowia dzieci ze strony szczepień oraz do walki  ze skorumpowanym systemem okaleczania i zabijania szczepionkami niemowląt, których ofiary w skali światowej liczone są w milionach.

Amerykańscy badacze poddali analizie zgłoszenia powikłań poszczepiennych do VAERS i wykazali, że liczby poważnych powikłań oraz hospitalizacji  dzieci są wprost proporcjonalne do liczby podanych na raz szczepionek (pamiętajmy, że szczepionka heksawaletna zawiera 6 różnych szczepionek w jednym zastrzyku, a szczepionka DTP – 3 w jednym) oraz odwrotnie proporcjonalne do wieku szczepionego dziecka (im młodsze niemowlę, tym częstsze poważne powikłania i zgony), (http://het.sagepub.com/content/31/10/1012.long).   Rodzice nie powinni  wierzyć firmowej propagandzie, że szczepionka 6-walentna jest mniej groźna od 6 osobnych szczepionek zawierających te same składniki.  Jest ona tak samo groźna. Jeśli chce się szczepić dzieci, to na pewno bezpieczniej jest rozdzielać szczepienia w czasie i ograniczać się do minimum.  Obowiązkiem każdego rodzica powinno być gruntowne zapoznanie się z możliwymi   powikłaniami poszczepiennymi, a obowiązkiem szczepiącego lekarza dostarczenie rodzicom pełnych informacji na ten temat oraz uzyskanie ich pisemnej zgody na szczepienie dziecka. W krajach zachodnich lekarze płacą kary za nieinformowanie pacjentów o zagrożeniach ze strony szczepień.  W Polsce, zgodnie z polskim prawem, powinno być tak samo, a wiadomo, że nie jest.

Inna ciekawa informacja ukazała się ostatnio w „Science” (z 14 grudnia).  Instytut  Statystyki i Oceny Zdrowia  przy Uniwersytecie Medycznym Waszyngtonu (sponsorowany w dużej części przez Fundację  Billa i Melindy Gates)  upublicznił swoje analizy, z których wynika, że noworodkowe zapalenie mózgu (encephalitis)  jest jednym z 10 najpoważniejszych problemów zdrowotnych w USA i na świecie, prowadzącym do trwałego kalectwa.   Zapalenie mózgu jest dość częstym powikłaniem po szczepieniach Hep B (Wzw B) podawanych noworodkom oraz po innych szczepieniach, podawanych nieco starszym niemowlętom.  Autyzm jest chroniczną postacią takiego zapalenia mózgu.  Tak więc sponsorowana przez Billa Gatesa placówka naukowa pośrednio wykazała, że agresywnie promowane przez niego szczepienia nierzadko prowadzą do trwałego kalectwa dzieci.

Prof. dr hab. M.D. Majewska


Novartis wycofuje 160,000 szczepionek na grypę. Wykryto skupiska niebezpiecznych protein.

Na podst: 160,000 Flu Shots Recalled: Particles Seen Floating in Vials
Producent szczepionek Novartis niedawno został zmuszony do wycofania 160,000 szczepionek Aggripal na grypę w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Powodem były cząsteczki pływające w fiolkach, które później zidentyfikowano jako kondensacje protein. Podczas badań okazało się, że te skupiska protein są toksyczne i mogą powodować choroby takie jak Alzheimera, Parkinsona czy Piona. W tych 160 tysiącach dawek protiny były widoczne gołym okiem, jako pływająca materia.
Tego typu toksyczne zastrzyki określa się jako „gorące porcje” gdyż zawierają skoncentrowane komponenty wirusów mogące wywołać szok immunologiczny.

Wyjaśniało by to olbrzymią liczbę chorych dzieci, które się rodzą w USA, które były kiedyś synonimem wolności, a obecnie jest krajem niewolniczym.
Obok rosnącej liczby autystycznych dzieci i młodych ludzi z chorobami psychicznymi stale wymagającymi leczenia farmakologicznego, rośnie ilość ludzi w podeszłym wieku, którzy tracą poczucie rzeczywistości z uwagi na urazy mózgu takie jak choroba Alzheimera.
Czy przypadkiem jest to, że zarówno dzieci, jak i osoby starsze są częściej narażone na szczepienia niż pozostałe grupy wiekowe?
Coroczne szczepienia na grypę aplikowane przez sadystycznych zwolenników wkłuwania igły, mają największą dozwoloną zawartość rtęci w stosunku do innych szczepionek.
Ile z tych „gorących strzałów” pozostaje niezanotowanych i w ogóle się o nich nie mówi?
Ponieważ wytwórcy szczepionek twierdzą, że kondensacje protein występują często w produkcji, można wnioskować, że jest to część standardowej operacji, której celem jest raczej ich wytworzenie niż jest to wada produkcyjna.




czwartek, 7 lutego 2013

Occupy Wall Street organizacją terrorystyczną?


We wrześniu 2011 w Nowym Jorku wybuchły protesty, które szybko stały się znane pod nazwą Occupy Wall Street. Oczywiście na skutek protestów nic się nie zmieniło a o samych wydarzeniach pamiętają już chyba tylko obrońcy praw obywatelskich i archiwiści FBI. FBI? Tak, okazuje się, że protestujący byli traktowani przez FBI jako potencjalne zagrożenie terrorystyczne.



Pomimo tego, że protesty odbywały się pokojowo, z ujawnionych niedawno dokumentów wynika, że lokalne oddziały FBI rutynowo uznawały protestujących za potencjalną komórkę terrorystyczną i rozpoczęły kampanię nadzoru operacyjnego wymierzoną w przywódców ruchu. Organizacje broniące praw obywatelskich, takie jak Partnership for Civil Justice Fund, które uzyskało dokumenty, twierdzą, że działanie FBI nie wynikało z potrzeb operacyjnych i jest to dowód na serwilizm służb w stosunku do wielkich korporacji.

„[Dokumenty] pokazują, że FBI i Department of Homeland Security traktują protesty przeciwko korporacjom i amerykańskim bankom jako potencjalne działania przestępcze i terrorystyczne,” mówi Mara Verheyden-Hilliard z PCJF.

W tym samym czasie Domestic Security Alliance Council, organizacja, która ma stanowić forum współpracy pomiędzy FBI, Department of Homeland Security i sektorem prywatnym, doradzała klientom korporacyjnym na temat zarządzania kryzysowego i w jaki sposób mają radzić sobie z protestującymi. Tymczasem banki rewanżowały się dobrowolną współpracą z FBI, nie tylko w Nowym Jorku, ale także na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

„Wierzymy, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej, wgląd w nadzór, monitoring i zbieranie informacji o pokojowych organizatorów protestów ruchu Occupy, który odbywał się na terenie całego kraju (…). Dokumenty pokazują także, że agencje federalne funkcjonują de facto jako wywiad Wall Street i wielkich korporacji,” stwierdziła Mara Verheyden-Hilliard.

Mocne słowa. Tymczasem FBI broni się twierdząc, ze jest zobowiązane do zbadania wszystkich poważnych gróźb użycia przemocy i nigdy nie działa jedynie z powodów politycznych.

Źródłem obrazu jest serwis Shutterstock

Za: http://giznet.pl/occupy-wall-street-organizacja-terrorystyczna/wallstreet_shutterstock_90675328/

środa, 6 lutego 2013

NIEZWYKŁY POLSKI BOHATER – ROTMISTRZ WITOLD PILECKI



„Pilecki to niezwykły bohater, który powinien być wzorem do naśladowania dla Polaków, idolem dla młodzieży” – z Andrzejem Górskim, nauczycielem w Opolu, zaangażowanym w upamiętnienie Rotmistrza Pileckiego rozmawia Tomasz Kwiatek. 
Pilecki stał się „modny”. Kibice Śląska Wrocław ostatnio 3 maja przypomnieli pięknie jego postać na meczu. Dlaczego to była wyjątkowa osoba, bo umówmy się Polska historia ma ich dużo, ale czemu ta jest taka wyjątkowa?
To prawda, że dzieje naszej Ojczyzny pełne są przykładów postaw całkowitego poświęcenia jej sprawom. Rotmistrza Pileckiego wyróżnia jednak szczególna odwaga, niezłomność i postawa moralna, które ukształtowały cały jego życiorys. Bezprzykładna decyzja Pileckiego o tym, by ochotniczo dostać się do „piekła XX wieku” – niemieckiego nazistowskiego obozu KL Auschwitz, czytelnie wskazuje, iż mamy do czynienia z jednostką niezwykłego formatu. Pilecki to niezwykły bohater, który powinien być wzorem do naśladowania dla Polaków, idolem dla młodzieży.
Jak to możliwe, że taki człowiek pojawił się w Polskiej historii. Przypadek, czy coś zadziało?
Niewątpliwie wychowanie patriotyczne wyniesione z okresu dzieciństwa oraz okoliczności historyczne w jakich kształtował się charakter Pileckiego musiały mocno wpłynąć na jego dorosłe życie. Rotmistrz urodził się w 1901 r., jeszcze podczas trwania zaborów. Od wczesnych lat angażował się w życie konspiracyjne – należał do tajnego polskiego harcerstwa, był członkiem „Strzelca”. Kiedy zaś doszło do walk, które w 1918 r. przyniosły Polsce niepodległość on również brał w nich czynny udział. Najpierw bił się z krasnoarmiejcami jako członek Samoobrony Wileńskiej, później jako ułan uczestniczył w „buncie Żeligowskiego”. Walczył także w końcowej fazie Bitwy Warszawskiej 1920 r.

Czy polski ruch oporu rzeczywiście niewiele wiedział o tym, co Niemcy robią w obozie zagłady Auschwitz?

Informacje jakie otrzymywało polskie podziemie na temat funkcjonowania obozu w 1940 r. były mało precyzyjne i zdecydowanie niewystarczające. W obliczu coraz bardziej dotkliwego dla polskiego społeczeństwa funkcjonowania KL Auschwitz pojawiła się konieczność ustalenia możliwości uwolnienia umieszczonych tam więźniów, utworzenia konspiracyjnej organizacji wojskowej wewnątrz obozu i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach popełnianych przez Niemców.
Kto był inspiratorem akcji wejścia Pileckiego do Auschwitz?
Mjr Jan Włodarkiewicz, który był szefem Pileckiego w ramach Tajnej Armii Polskiej – wspólnie stworzonej przez nich jeszcze w 1939 r. organizacji podziemnej. Włodarkiewicz przedstawił gen. Stefanowi Roweckiemu „Grotowi” kandydaturę Pileckiego jako jedyną osobę zdolną wykonać tak trudne zadanie.
Pilecki był więźniem nr 4859 w KL Auschwitz. Jak wyglądała jego droga do obozu koncentracyjnego?
19 września 1940 r. rotmistrz celowo dołączył do jednej z łapanek organizowanych przez Niemców na Żoliborzu. Przebywał wówczas w mieszkaniu swojej szwagierki Eleonory Ostrowskiej. Odprowadzany przez niemieckiego żołnierza szepnął do niej słynne dziś słowa: „Zamelduj gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem”. Wraz z innymi aresztowanymi w łapance, Pilecki trafił do koszar SS-Reiterregiment przy ul. Łazienkowskiej. Stamtąd, po dwóch nocach spędzonych na gołej ziemi, przewieziono go, wraz z pozostałymi na dworzec kolejowy, gdzie stały już przygotowane dla nich wagony towarowe. W nocy z 21 na 22 września 1940 r. Pilecki przybył do KL Auschwitz w ramach drugiego transportu warszawskiego. To co zastał w obozie opisał później następującymi słowami: -„Po przyjeździe do obozu w Oświęcimiu znalazłem się – tak jak zresztą wszyscy nowo przybywający do Oświęcimia – w warunkach, które uderzyły we wszystkie moje dotychczasowe pojęcia. W ciągu paru dni czułem się oszołomiony i jakby przerzucony na inną planetę. Wpędzenie nas w nocy kolbami esesmanów za druty – na teren oświetlony reflektorami – przebiegamy przez niesamowicie roześmianych «capów», porządkujących szeregi nasze drągami, wśród dzikich chichotów i żartów, dobijających chorych i słabych lub tego, kto miał nieostrożność powiedzieć, że był sędzią lub księdzem – zrobiło na mnie wrażenie, że zamknięto nas w zakładzie dla obłąkanych”.

Na czym polegała jego działalność konspiracyjną w obozie?
Od razu rozpoczął pracę nad budową tajnej siatki pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej. Oprócz ogólnego założenia obejmującego szereg działań na rzecz ratowania życia więźniów, jej główne zadania były następujące: podtrzymywanie na duchu więźniów, przekazywanie im wiadomości z zewnątrz, potajemne zdobywanie żywności i odzieży, przekazywanie informacji poza obozowe druty oraz przygotowanie własnych oddziałów do opanowania obozu podczas ewentualnego zaatakowania go z zewnątrz przez oddziały partyzanckie i desant. Cele te realizowano na różne sposoby m.in. członków organizacji przesuwano do komand roboczych, w których praca była lekka, wykradano żywność z kuchni podczas odbierania posiłków dla chorych esesmanów… Organizacji Pileckiego udawało się też likwidować zbrodniarzy – wyjątkowo brutalnych kapo czy blokowych stanowiących dla więźniów szczególne niebezpieczeństwo. Dzięki kontroli obozowej skrzynki donosów udawało się ustalać tożsamość szpicli, na których niejednokrotnie wykonywano wyroki. Bardzo ważnym ogniwem siatki Pileckiego był szpital więźniarski. Dr Dering, który współpracował z rotmistrzem, kierował izbą przyjęć czyli ambulatorium, w związku z czym miał duży wpływ na przyjmowanie chorych więźniów do szpitala obozowego. Przedłużano wiec pobyt w szpitalu chorym więźniom poprzez niszczenie starych kart chorobowych i zakładanie nowych. Wielu uratowano przed wywózką do innych obozów poprzez sztuczne wywoływanie objawów chorobowych za pomocą wstrzykiwania specjalnie do tego celu przygotowanych preparatów białkowych. O dokonaniach rotmistrza w KL Auschwitz można by mówić bardzo długo. Te o których powiedziałem, to zaledwie wycinek niezwykle trudnej i niebezpiecznej pracy konspiracyjnej jaką prowadził Pilecki podczas 947 dni spędzonych w KL Auschwitz.
Podobno Pilecki potrafił współpracować ponad podziałami politycznymi tworząc swoją organizację w obozie?
Jednym z zadań Pileckiego było scalenie istniejących w obozie organizacji konspiracyjnych. W grudniu 1941 r. rotmistrz doprowadził do powstania komitetu politycznego, w skład którego weszli przywódcy kilku organizacji politycznych i grup wojskowych działających tajnie w obozie. Komitet był organem mającym dać wsparcie moralne dla ewentualnej akcji zbrojnej w obozie. Odzwierciedlał jedność działania wobec wroga. W jego skład weszli między innymi: prof. Roman Rybarski ze Stronnictwa Narodowego, Stanisław Dubois – działacz przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Jan Mosdorf reprezentujący Obóz Narodowo-Radykalny. O utworzonym w obozie komitecie Pilecki wspominał: „Dopiero w Oświęcimiu w naszej pracy doczekałem się momentu, o którym mogło się kiedyś na wolności marzyć beznadziejnie. Oto dopiero w obliczu stosu trupów odrzucili nasi działacze polityczni wstrętne dla mnie zawsze marnowanie energii na partyjne zżeranie się wzajemne. W komórce politycznej naszej Organizacji (…) wszyscy bardzo przykładnie i zgodnie pracowali”. To kolejny fenomen rotmistrza, który zawsze staram się podkreślać na lekcjach.
Jakie były losy sporządzonych przez Pileckiego meldunków i raportów z obozu?
Pierwszą wiadomość z KL Auschwitz rotmistrz wysłał do Warszawy w październiku 1940 r. Kilka tygodni później meldunek ten dotarł do Komendanta Głównego ZWZ gen. „Grota”. Na jego rozkaz drogą kurierską trafił następnie do rządu polskiego w Wielkiej Brytanii, który wykorzystał go do działań informacyjno-propagandowych. Wkrótce więc dzięki meldunkowi Pileckiego świat mógł dowiedzieć się o bezprecedensowej machinie śmierci jaką stworzyli Niemcy. Po opuszczeniu obozu, jeszcze podczas trwania wojny, rotmistrz sporządził dwa raporty ze swojego pobytu w KL Auschwitz. Najobszerniejszy powstał w 1945 r. we Włoszech i jest przechowywany w Archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Nie został on do końca rozszyfrowany, ponieważ zamiast nazwisk Pilecki podawał w nim wyłącznie liczby. Klucza do szyfru do dziś nie odnaleziono. Wszystkie stworzone przez Pileckiego raporty są unikalnym źródłem wiedzy na temat życia w obozie oraz działalności konspiracyjnej polskich więźniów KL Auschwitz.
W jaki sposób Pilecki opuścił obóz zagłady?

Uciekł z niego w sensacyjnym wręcz stylu. W marcu i kwietniu 1943 r. organizacja Pileckiego znajdowała się w coraz trudniejszej sytuacji. Rotmistrz mógł spodziewać się, iż obozowe gestapo wkrótce wpadnie na jego trop – postanowił więc opuścić Auschwitz. Razem z Pileckim w akcji w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. udział wzięli: Edward Ciesielski i Jan Redzej – pomysłodawca ucieczki przez przyobozową piekarnię. Niemalże na oczach esesmanów wyważyli drzwi wcześniej odkręcając od nich zabezpieczającą sztabę. Uciekinierzy przecięli również kabel telefoniczny. Kiedy uciekali Pilecki naliczył, że padło za nimi 9 strzałów.
Wiemy, że Rotmistrz był także więźniem stalagu 344 Lamsdorf, czyli Łambinowic pod Opolem, jak do tego doszło?
Po ucieczce z KL Auschwitz Pilecki kontynuował pracę konspiracyjną. Między innymi uczestniczył w budowaniu struktur organizacji „NIE”. Z powodu pełnienia weń odpowiedzialnej funkcji zabroniono mu brania udziału w walkach jakie wybuchły 1 sierpnia 1944 r. w Warszawie. Pilecki nie przyjął tego do wiadomości i bił się w Powstaniu Warszawskim w ramach Zgrupowania „Chrobry II”. Po upadku powstańczego zrywu, jako jeniec, został umieszczony w Lamsdorf. Przebywał tam zaledwie dziesięć dni, po czym przerzucono go razem z innymi oficerami Zgrupowania „Chrobry II” do Oflagu VII A Murnau. Tam doczekał się wyzwolenia z rąk amerykańskich żołnierzy.
Jak wyglądała jego działalność do pamiętnego 8 maja 1947 r.?
Dla Pileckiego i innych oficerów polskich przebywających na Zachodzie zaistniała na ziemiach polskich sytuacja uważana była za sowiecką okupację. Rotmistrz przeżywał wówczas wewnętrzną walkę, gdyż zgodnie ze złożoną w „NIE” przysięgą, jego obowiązkiem było pozostać w Kraju i tam kontynuować działalność niepodległościową. Pilecki nie zdawał sobie jednak sprawy, że w wyniku aresztowania przez Sowietów przywódców „NIE” – gen. Emila Fieldorfa i gen. Leopolda Okulickiego, organizacja ta utraciła przywódców i uległa samoczynnemu rozwiązaniu. Wciąż myśląc o powrocie do Polski w lipcu 1945 r. Rotmistrz wszedł w szeregi II Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech. Wówczas plany polityczne gen. Andersa, liczącego na rychły wybuch wojny z ZSRR, zakładały utworzenie w Kraju własnego ośrodka oddziaływania na społeczeństwo. We wrześniu 1945 r. Rotmistrz odbył dwie rozmowy z generałem, który powiedział mu, że: „obecność pana w Kraju jest potrzebna”. Sieć wywiadowcza jaką Pilecki decydował się stworzyć miała zajmować się zbieraniem wszechstronnych informacji o zaistniałej w Polsce sytuacji polityczno-gospodarczej. W grudniu 1945 r. Rotmistrz wrócił do Warszawy posługując się zmienionym nazwiskiem: Roman Jezierski. W stolicy rozpoczął tworzenie tajnej siatki w oparciu o byłych więźniów KL Auschwitz oraz kolegów z TAP i AK. Organizacja ta angażowała niewielu członków, a jej działalność polegała jedynie na zbieraniu informacji o przebiegu komunizowania społeczeństwa polskiego i poszukiwaniu form przeciwstawiania się temu. Będąc przeciwnikiem budowanego w Polsce systemu, Pilecki nie podejmował żadnych kroków zmierzających do walki zbrojnej, a informacji przekazywanych na Zachód nigdy nie uważał za szpiegowskie – twierdził, że nie działał na rzecz obcego mocarstwa, lecz utrzymywał łączność z polskim ośrodkiem niepodległościowym. W czerwcu 1946 r. przybyła do Kraju emisariuszka II Korpusu – kpt. Jadwiga Mierzejewska, która przywiozła Pileckiemu rozkaz opuszczenia Polski. Rotmistrz odmówił twierdząc, że nie może znaleźć na swoje miejsce zastępcy. W kwietniu 1947 r. otrzymał zgodę na pozostanie w Polsce. W tym czasie był w zasadzie stale narażony na niebezpieczeństwo aresztowania przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – mimo to nie wyjechał. Jego słowa brzmiały: „Ja zostanę, wszyscy nie mogą stąd wyjechać, ktoś musi tu trwać bez względu na konsekwencje”. 8 maja 1947 r. został aresztowany.
Umieszczono go w więzieniu na Mokotowie i rozpoczęto śledztwo, którego ukoronowaniem był pokazowy proces… O co go oskarżono?
O pełnienie funkcji „płatnego rezydenta wywiadu Andersa na Polskę”. O przebiegu procesu, który rozpoczął się 3 marca 1948 r., szeroko donosiły media. Na temat obozowej przeszłości Pileckiego milczano – groźny „szpieg” nie mógł przecież okazać się bohaterskim twórcą konspiracji w KL Auschwitz. Do dowodów rzeczowych w jego sprawie nie dołączono kopii dwóch skonfiskowanych raportów Rotmistrza o jego działalności w niemieckim obozie zagłady. Zdecydował o tym dyrektor departamentu śledczego MBP płk. Józef Różański, który nadzorował śledztwo i faktycznie ferował wyroki. 15 marca 1948 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił wyrok: kara śmierci wraz z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze wraz z przepadkiem całego mienia.
Po wysłuchaniu wyroku śmierci Pilecki miał powiedzieć do swojej szwagierki następujące słowa: „Ja już żyć nie mogę, mnie wykończono, bo Oświęcim to była igraszka”…

Ta wypowiedź Witolda Pileckiego mrozi krew w żyłach. Daje wstrząsające wyobrażenie o okrucieństwie jakie było dziełem komunistycznego aparatu terroru stworzonego w powojennej Polsce. Okoliczności w jakich Rotmistrz był więziony i przesłuchiwany nie są do końca znane. Wiadomo jednak, że wielogodzinne „badanie” więźniów połączone ze znęcaniem się, biciem i torturami były częstą praktyką stosowaną w mokotowskim więzieniu, a oficerowie śledczy: Eugeniusz Chimczak i Stefan Alaborski zaangażowani w sprawę Pileckiego słynęli z bestialstwa wobec przesłuchiwanych osób. Córka Rotmistrza Zofia wspominała relację księdza Antoniego Czajkowskiego – mówił on, że kiedy widział Pileckiego na swoim procesie, ten nie był w stanie podnosić głowy, miał połamane obojczyki, a ręce zwisały mu bezwładnie wokół ciała. Żona Rotmistrza Maria Pilecka pamiętała, iż kiedy żegnała się z mężem po zakończeniu procesu, miał on zerwane u palców rąk paznokcie.
Czy dziś wiemy coś więcej o okolicznościach jego śmierci?
Witold Pilecki został zamordowany prawdopodobnie poprzez strzał w tył głowy 25 maja 1948 r. o godz. 21.30 w więzieniu mokotowskim. Najprawdopodobniej strzelał starszy sierżant Piotr Śmietański. Przed egzekucją odczytano Rotmistrzowi sentencję wyroku wraz z oświadczeniem, iż prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bolesław Bierut z prawa łaski nie skorzystał. Trzeba bowiem zaznaczyć, że obrońca Pileckiego w procesie, on sam oraz jego żona Maria wystosowali do Bieruta pisma prosząc w nich o ułaskawienie. Miejsce pochówku Rotmistrza do dziś pozostaje zagadką. Prawdopodobnie jego prochy spoczywają w pobliżu kościoła św. Katarzyny na Służewie bądź w obrębie kwatery Ł, tzw. „Łączki” pod płotem Cmentarza Powązkowskiego. Były to miejsca w których bezimiennie chowano więźniów politycznych straconych na Mokotowie.
Wiem, że promujesz postać Witolda Pileckiego od kilku lat. Jak to się przejawia?
Przede wszystkim skupiam się na prowadzeniu wykładów i prelekcji dla młodzieży szkół średnich oraz studentów podczas, których staram się im w ciekawy sposób przybliżyć życiorys, osiągnięcia oraz wartości jakie przyświecały „Niezłomnemu XX wieku”. Ponadto w miarę możliwości angażuje się i wspieram różnorakie inicjatywy upamiętniające Witolda Pileckiego na Opolszczyźnie. Jedną z nich była pomoc w przygotowaniach do nadania Chorągwi Harcerzy Ziemi Opolskiej ZHR imienia rtm. Witolda Pileckiego. Prowadziłem wówczas dla harcerzy i ich środowiska szereg wykładów o tym niezwykłym człowieku.
Największy ślad to „Mechaniczniak” w Opolu, któremu patronuje Witold Pilecki. Jak do tego doszło?

Opolskie Koło Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, którego jestem członkiem, od dłuższego czasu zastanawiało się nad formą skutecznego przywrócenia świadomości mieszkańców Opola postaci Pileckiego. Kombatanci szybko doszli do wniosku, że nadanie szkole imienia Rotmistrza mogłoby być właściwą drogą do realizacji tego celu.
Rzeczą jasną jest, iż patron danej placówki oświatowej winien wiązać zarówno kadrę pedagogiczną jak i uczącą się weń młodzież z reprezentowanymi przez niego wartościami. Zespół Szkół Mechanicznych był ostatnią placówką pozostającą w Opolu bez patrona. Dlatego też 27 stycznia 2009 r. opolscy AKowcy zwrócili się oficjalną drogą do dyrektora ZSM – pana Bogusława Januszko z prośbą o rozważenie możliwości nadania szkole imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Wkrótce wniosek przedstawiono Radzie Pedagogicznej, Radzie Rodziców i Samorządowi Uczniowskiemu. Rozpoczęła się seria spotkań z uczniami, rodzicami i nauczycielami szkoły podczas, których wspólnie z panią Danutą Schetyną i innymi członkami opolskiego oddziału ŚZŻAK starałem się zapoznać społeczność „Mechaniczniaka” z sylwetką Pileckiego. Sprawa szybko nabrała rozpędu w efekcie czego szkoła zaakceptowała kandydaturę Rotmistrza i zaczęła przygotowywać się do przyjęcia jego imienia. Potem Radni Opola przyjęli uchwałę o nadaniu imienia i ostatecznie 25 maja 2010 r. Publiczne Technikum Nr 4 w ZSM w Opolu uroczyście otrzymało imię Rotmistrza Witolda Pileckiego. W holu głównym szkoły odsłonięto popiersie Rotmistrza wykonane przez artystę rzeźbiarza Roberta Suchańskiego.
Dziś, kiedy patriotyzm oraz postawy społecznej solidarności zdają się stawać coraz mniej popularne, przywracanie pamięci o takich ludziach jak Rotmistrz nabiera wyjątkowego znaczenia. Jak bardzo to co zrobił, całe jego życie jest ważne dla nas Polaków?
Trudno mi to oceniać. Myślę, że nad dokonaniami Pileckiego każdy powinien zastanowić się indywidualnie. Dla mnie są one świadectwem nadzwyczajnego poświęcenia dla Kraju i pozwalają mi uświadomić sobie jak wielką wartością jest wolność, skoro człowiek w jej imię gotów jest ponosić tak wielkie jak Rotmistrz ofiary.
Bardzo Ci dziękuję.
Wywiad pierwotnie opublikowano na portalu ngopole.pl

Źródło: Media:RP

wtorek, 5 lutego 2013

Jak wygląda Bóg Ojciec? Jedyne objawienie Boga Ojca uznane przez Kościół za autentyczne. Bóg nie jest energią – to herezje. Bóg jest Osobą


Wpis dedykujemy wszystkim, którzy pod wpływem złych stron w internecie narażają się na błędne – wręcz heretyckie – pojmowanie Boga w Trójcy Świętej Jedynego, TrójOsobowego. Przypominamy jedną z głównych prawd wiary: Są trzy OSOBY BOSKIE: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty!
Nie możemy milczeć, gdy na stronach internetowych wmawia się katolikom, że Bóg jest energią a nie Osobą, i że wyobrażanie sobie Boga Ojca – naszego Niebieskiego Tatusia – jako człowieka to kpiny z wiary katolickiej i magia. NON POSSUMUS!!!

BÓG OJCIEC MÓWI DO SWOICH DZIECI

Jedyne objawienie dokonane osobiście przez Boga Ojca i uznane przez Kościół za autentyczne po 10 latach najbardziej rygorystycznych badań

Tak wygląda Bóg Ojciec wg siostry Eugenii Ravasio


Bóg jest moim Ojcem
Oto wołanie, które dzisiaj staje się coraz częstsze na świecie: czy ludzie rozpoznają w Bogu Ojca? Poczuwamy się do obowiązku opublikować to Orędzie uznane przez Kościół, które Bóg Ojciec dał światu za pośrednictwem stworzenia, które tak bardzo umiłowało, za pośrednictwem siostry Eugenii Elisabetty Ravasio. Uważamy również za stosowne opublikować świadectwo przekazane przez Aleksandra Caillot, biskupa Grenoble, jako rezultat prac Komisji ekspertów powołanych z różnych stron Francji do przeprowadzenia procesu diecezjalnego zapoczątkowanego przez niego w 1935 roku. Trwał on 10 lat. W Komisji brali udział między innymi: Wikariusz biskupa Grenoble Mons. Guerry – teolog; bracia Alberto i Augusto Valencin – jezuici, należący do największych autorytetów w dziedzinie filozofii i teologii, oraz eksperci w ocenianiu podobnych przypadków; dwaj doktorzy medycyny, w tym – psychiatra.
Powierzamy Najświętszej Dziewicy Maryi rozpowszechnienie tego Orędzia i wraz z Nią błagamy Ducha Świętego, aby pomógł ludziom zrozumieć i poznać głębokie uczucie czułości, które Ojciec żywi dla każdego człowieka. http://www.voxdomini.com.pl

Objawienie – zeszyt I

“Już ci powiedziałem i jeszcze raz mówię: Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkładam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka!” - http://www.voxdomini.com.pl/ojciec/o_02.htm

Objawienie – zeszyt II

Zeszyt drugi zaczyna się od daty 12 sierpnia 1932 roku.“Właśnie otworzyłem źródło wody żywej, które nigdy nie wyschnie, począwszy od dziś aż do końca czasów. Przychodzę do was, stworzenia Moje, aby otworzyć przed wami Ojcowskie serce płonące miłością do was, Moje dzieci. Chcę, byście były świadkami Mojej bezgranicznej i miłosiernej Miłości. Nie wystarcza Mi ukazywanie wam Mojej Miłości, chcę jeszcze otworzyć przed wami Moje Serce, z którego wytryśnie orzeźwiające źródło. Przy nim wszyscy ludzie ugaszą pragnienie. Zakosztują wówczas radości, których dotąd nie znali z powodu ogromnego lęku przede Mną, ich czułym Ojcem. Od kiedy obiecałem ludziom Zbawiciela, kazałem wytrysnąć temu źródłu. Sprawiłem, że przepływa ono przez Serce Mojego Syna, aby dotrzeć do was….. http://www.voxdomini.com.pl/ojciec/o_03.htm

Kilka słów na temat wyglądu Boga Ojca:
Jezus mówi: Kto mnie widzi, widzi i Ojca (Por. J 14, 9)

Nie wierzcie, że jestem owym strasznym starcem, którego ludzie przedstawiają na swoich obrazach i w swoich książkach! Nie, nie, nie jestem ani ‘młodszy’ ani ‘starszy’ od Mojego Syna i Mego Ducha Świętego! Dlatego też chciałbym, aby wszyscy – od dziecka do starca – wzywali Mnie poufałym imieniem Ojca i Przyjaciela. Jestem bowiem zawsze z wami, czynię się podobnym do was, żeby was upodobnić do  Mnie.
Chciałbym zamieszkać na stałe w każdej rodzinie jak w swoim królestwie, aby każdy mógł powiedzieć z całą pewnością: “Mamy Ojca, który jest nieskończenie dobry, ogromnie bogaty i niezwykle miłosierny. Myśli o nas i jest blisko nas, patrzy na nas, sam nas wspiera i da nam wszystko, czego nam brak, jeżeli Go poprosimy. Wszystkie Jego bogactwa są nasze: będziemy mieć wszystko, czego potrzebujemy.” Jestem tu właśnie dlatego, byście Mnie prosili o to, czego potrzebujecie: “Proście, a otrzymacie”. W Mojej Ojcowskiej dobroci dam wam wszystko, aby każdy mógł uważać Mnie za prawdziwego Ojca, żyjącego – jak jest naprawdę – wśród swoich.
[...] Pragnę także, aby każda rodzina posiadała na widocznym dla wszystkich miejscu obraz, który później dam poznać Mojej córeczce. Chcę, aby w ten sposób każda rodzina oddała się pod Moją szczególną opiekę, by móc Mnie łatwiej obdarzać czcią. Tam codziennie rodzina pozwoli Mi uczestniczyć w swoich potrzebach, pracach, troskach, cierpieniach, pragnieniach, a także w radościach, bowiem Ojciec musi wiedzieć o wszystkim, co dotyczy Jego dzieci. Ja o tym wiem oczywiście, ponieważ jestem tam, ale tak bardzo lubię prostotę. Umiem się do was dostosować. Czynię się małym z małymi, dorosłym z dorosłymi, wobec starców – czynię się do nich podobnym, aby wszyscy zrozumieli to, co pragnę im powiedzieć dla ich uświęcenia i Mojej chwały.

Bóg jest Osobowy, nie jest żadną energią jak wmawia demon i co powtarzają heretycy
BÓG JEST W TRZECH OSOBACH – BÓG OJCIEC, SYN BOŻY i DUCH ŚWIĘTY

Źródło: http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/12/16/objawienie-boga-ojca-uznane-przez-kosciol-za-autentyczne/


poniedziałek, 4 lutego 2013

Jędrzej Giertych: DRUGA SPRAWA DELIKATNA: RENESANS PIŁSUDCZYZNY


W czasie rokowań pokojowych wersalskich w 1919 roku, amerykańskie i brytyjskie, żydow­skie grupy nacisku starały się popchnąć amery­kańskiego prezydenta Wilsona i rząd brytyjski w kierunku nieprzyjaznym Polsce.





















W okresie międzywojennym Żydzi stanowili w Polsce opozycję nieprzyjazną Polsce i narodo­wi polskiemu.

Dzisiaj Żydzi, jako zorganizowana, odrębna siła narodowa w Polsce nie istnieją. Ale nadal trzeba się liczyć z ich rolą, jako czynnika Polsce nieprzyjaznego i w świecie, i także i w Polsce.
Po pierwsze Żydzi są z niezrozumiałych po­wodów niechętnie usposobieni do Polski i pro­wadzą w świecie wielką, antypolską propagan­dę. Między innymi w sposób oszczerczy i naj­zupełniej bezpodstawny oskarżają oni naród polski o współwinę w wymordowaniu Żydów przez Hitlera i zupełnie ignorują fakt, że w Pol­sce pomaganie Żydom było przez Hitlera kara­ne śmiercią winowajcy wraz z całą jego rodziną i że pomimo tego wielu Polaków pomagało Ży­dom, powodując się miłością chrześcijańską i zostało za to wraz z rodzinami wymordowa­nych.
Po wtóre, pozostała w Polsce, jako pozosta­łość po dawnej społeczności żydowskiej, a obok garści Żydów wierzących i także obok Żydów rzeczywiście spolszczonych (często ochrzczonych), liczna klasa ludzi żydowskiego pochodze­nia, zewnętrznie i językowo także spolszczo­nych, ale obcych Polsce duchem, nienawidzących polskich tradycji, polskiej kultury i wyznawanej przez większość Polaków religii, ateistów i ko­smopolitów. Wyrazem ich wpływu jest KOR, są także niektóre ośrodki liberalno-masońskie. Klasa ta jest w życiu Polski zjawiskiem wysoce szkodliwym i destrukcyjnym. A jest ona całkiem liczna.
Rzecz ciekawa, że do klasy tej należą też i niektórzy Polacy, pożenieni z Żydówkami. Je­den z moich znajomych, w jednym z krajów zachodniej Europy, usłyszał z ust takiego Pola­ka oświadczenie treści mniej więcej następują­cej: „Uważam się za członka społeczności ży­dowskiej, żona moja jest Żydówką. I dzieci mo­je należą w sposób bezsporny do społeczności żydowskiej. Ja jestem Polakiem czystej krwi, ale przez żonę i dzieci związany jestem ze społe­cznością żydowską, do której już teraz nieodwo­łalnie należę”. Jest to zapewne wypadek wyjąt­kowy. Ale pewnie takich wyjątkowych wypad­ków jest więcej. A poza tym — pewnie są wy­padki pośrednie, gdy Polak ożeniony z żydówką nie uważa się za członka społeczności żydows­kiej, ale jednak jest z tą społecznością rozlicz­nymi węzłami związany.
Z drugiej strony sprawiedliwość każe wyznać, że istnieje wiele osób pochodzenia żydowskie­go, niektóre z nich nawet będące rasowo Żyda­mi czystej krwi, które zrosły się z polskością całkowicie, przejęły się polskim patriotyzmem i polską kulturą i które zasługują na to, by je uważać za całkowitych, prawdziwych Polaków. Jeśli się ich od polskości odtrąca — czyni się im krzywdę.
+
Na zakończenie powiem jeszcze jedno. Żydzi są w całym świecie potężną, szeroko wpływami swoimi rozgałęzioną, zbiorową siłą, która re­prezentuje dążenie do obalenia przeważającej ro­li chrześcijaństwa w świecie.
Naród polski pod pewnymi względami przypomina tę siłę żydows­ką — będąc jej przeciwieństwem. Dlatego jest tak bardzo w świecie zwalczany i szkalowany; także i dlatego został w końcu XVIII wieku poddamy rozbiorom(*) przy aplauzie całego ówcze­snego „filozoficznego” obozu w świecie — i dla­tego tak łatwo został zdradzony w Jałcie: dlate­go, że wrogowie chrześcijaństwa w całym świecie widzą w nim czołowy bastion chrześcijańs­twa i gorąco pragną jego unicestwienia.
Obiór polskiego Papieża zarówno wzmocnił tę rolę i znaczenie polskiego narodu w duchowym i po części także i politycznym zmaganiu w świecie, jak tę rolę w szczególniejszy sposób unaocznił. Na inny sposób, jesteśmy w świecie narodem podobnie ważnym, jak Żydzi. Walczymy o wiel­kie idee — a mianowicie o zwycięstwo Kościoła i wiary. Tak jak Żydzi walczą o unicestwienie tego Kościoła i tej wiary.
Prowadząc naszą walkę o narodowe istnienie, musimy zdawać sobie z tego sprawę, że musimy bronić się nie tylko przeciwko wrogom zagra­żającym nam geograficznie i politycznie, ale przeciwko całemu, wielkiemu obozowi w skali światowej, nieprzyjaznemu nam ideowo. Obo­zowi temu przewodzą Żydzi, zarówno ci, co stanową światowy obóz kapitalistyczny, jak i ci, co głoszą antychrześcijańskie, przeważnie lewi­cowe teorie wywrotowe.
DRUGA SPRAWA DELIKATNA: RENESANS PIŁSUDCZYZNY
Godnym uwagi faktem dzisiejszego życia pol­skiego jest renesans piłsudczyzny. Jest to fakt wysoce dla Polski szkodliwy — i trzeba mu się przeciwstawić.
Wielu Polaków — także i tych, co prawdę o Piłsudskim znają — nie może tej potrzeby zrozu­mieć. Powiadają oni, że spór o rolę Piłsudskie­go jest sprawą przebrzmiałą i że nie należy tra­cić energii na objaśnianie ogółowi Polaków isto­ty tego sporu. Ale muszą oni lepiej tę sprawę przemyśleć. Sprawa roli Piłsudskiego jest wciąż aktualna, gdyż Piłsudski stanowi po dziś dzień sztandar dla poczynań wiodących Polskę do katastrofy. Wrogowie Polski posługują się Piłsudskim po to, by szerzyć w Polsce propagandę działań dla Polski szkodliwych, a służących celom antypolskim.
Odrodzenie się w Polsce „legendy Piłsudskiego” ma, to prawda, jedną przyczynę samorzutną: jak wiadomo, Piłsudski reprezentował w narodzie polskim orientację antyrosyjską, a Rosja swoim postępowaniem wobec Polski zasłużyła sobie na zniecierpliwienie i nienawiść szerokich kół polskiego społeczeństwa. Ludzie nie znający nowożytnej historii wyobrażają sobie Piłsudskiego jako człowieka, który prowadził większej miary politykę polską, zwróconą frontem przeciwko Rosji i chcą go w tym naśladować. Najlepiej tę samorzutną postawę co prymitywniejszych przedstawicieli młodego polskiego pokolenia ilustrują słowa pewnego młodego Polaka w rozmowie z jednym z moich przyjaciół, „Jestem za Piłsudskim, bo on bił Ruchów”. Ale główną przyczyną wyrośnięcia w Polsce w ostatnich czasach przekonania o wielkości i rzekomej zasłudze Piłsudskiego jest propaganda. A propaganda ta ma źródła antypolskie.
Wielką propagandę przeprowadzono w Polsce w okresie dyktatury Piłsudskiego i piłsudczyków w latach 1926-1939; prowadzono ją przy pomocy fałszowania prawdy historycznej przez  szkoły, przez sposób urabiania poglądów żołnierzy i oficerów, oraz przez konfiskaty wydawnictw głoszących prawdę. Dalszy ciąg tej propagandy uprawiany był później w dużych odłamach szeregów AK oraz w ośrodkach emigracyjnych, uzależnionych od obcych środowisk i obcych rządów. Propaganda ta miała źródło w inspiracji obozu proniemieckiego i także w inspiracji angielskiej. To ta propaganda sprawiła, że Polska prowadzała przed rokiem 1939 politykę stawiającą sobie za cel obalenie systemu wersalskiego, co się wyraziło przede wszystkim w przyłożeniu ręki do zagłady Czechosłowacji i w zadaniu tej Czechosłowacji ciosu śmiertelnego, czego dalszym rezultatem stało się osamotnienie Polski oraz kampania wrześniowa i nowy rozbiór.

Ale rzeczą ciekawą jest to, że propaganda na rzecz Piłsudskiego jest w istocie w dużym stopniu tolerowana, a nawet popierana także i przez rządy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W ciągu 38 lat istnienia tej Rzeczypospolitej Piłsudski traktowany jest wprawdzie, jako przeciwnik dążeń, którym ta Rzeczpospolita służy, ale jako przeciwnik, którego wielkość jest uznawana. Dmowski był w ciągu tych 38 lat zabijany milczeniem; nie wolno było o nim mówić nic, lub prawie nic.

Natomiast Piłsudski to był wódz Polski antykomunistycznej i antyrosyjskiej, o którym mówiło się, jako o niebezpiecznym wrogu. I wskutek tego szerokie zastępy tych, któ­rzy przeciwstawiali się rządom komunistycznym oraz których nauczono nienawidzić Ro­sji, wychowywane były w przekonaniu, że Pił­sudski jest tym Polakiem, który wyraża ich wła­sne uczucia i dążenia. Co więcej, w pewnym za­kresie tolerowano także i niektóre poczynania propagandowe pozytywne obozu stronników Piłsudskiego. Głoszono o Piłsudskim różne in­formacje — niektóre prawdziwe, a niektóre wys­sane z palca — które stwarzały jednostronny i fałszywy dodatni obraz jego postaci.


Celem tych wszystkich kampanii jest dążenie do umieszczeń a Polski w sposób nieodwo­łalny w politycznym obozie antyrosyjskim, do popchnięcia Polski — jeśli to możliwe — do zbrojnego konfliktu z Rosją i do przeciwsta­wienia się wszelkim próbom zorganizowania się niezależnej opinii publicznej polskiej, świado­mej rzeczywistych, grożących Polsce niebezpie­czeństw. Dla tych poczynań, ze swej istoty wro­gich Polsce i mających źródło w ośrodkach po­litycznych i propagandowych antypolskich, oso­ba Piłsudskiego jest znakomitym hasłem i sztan­darem. Dobrze zamaskowana i kryjąca się za pozorami dążeń patriotycznych propaganda an­typolska posługuje się Piłsudskim do rozszerze­nia w Polsce błędnych wyobrażeń o tym, co Pola­cy powinni teraz robić, a przede wszystkim dla uzasadnienia poglądu, że Polska koniecznie po­winna wdać się w nową, samobójczą wojnę z Rosją poprzedzoną nowym powstaniem, równie klęskowym, jak powstania 1830, 1863 i warszaw­skie 1944 r., ale równie bohaterskim. Piłsudski jest tu traktowany, jako wzór i przykład, którego trzeba wychwalać i za którym trzeba iść. Pił­sudski jest więc propagowany i podnoszony ja­ko prorok polityki, która ma poprowadzić Pol­skę ku nowym katastrofom i ku unicestwieniu, a za to w interesie Niemiec i potęg anglosas­kich. Przeciwstawianie się więc propagandzie na rzecz „legendy Piłsudskiego” nie jest tylko akademicką walką o historyczną prawdę, ale jest koniecznym postulatem politycznym, mia­nowicie postulatem zwalczenia niebezpiecznego elementu destrukcyjnej, niszczącej Polskę pro­pagandy, wiodącej ku szkodliwym politycznym działaniom.
Prawdę o Piłsudskim trzeba koniecznie znać.

Istotną rolą historyczną Piłsudskiego było zadanie dopomożenia Niemcom do zwycięstwa w ich dążeniu do zapanowania nad Europą, a może nad światem. Już w XIX wieku Niemcy sformułowali sobie pogląd, że nie mogą dopuś­cić do tego, by mieli toczyć wojnę na dwa fronty, przeciwko Francji i Rosji równocześnie. Aby do takiej ewentualności nie dopuścić, tacy poli­tycy jak Bismarck i marszałek Waldersee uważa­li, że Niemcy muszą wywołać w Królestwie Kongresowym polskie powstanie, zwrócone przeci­wko Rosji. Powstanie to sprawi, że Rosja, zaję­ta tłumieniem tego powstania pozostanie na pewien czas bezczynna w wojnie przeciwko Nie­mcom, a może nawet, na tle solidarności z Niem­cami w sprawie polskiej zmieni front i przej­dzie na stronę niemiecką. Dzięki temu Niemcy będą mogli całą swoją siłą zwrócić się przeciw­ko Francji i tę Francję w krótkim czasie po­bić. Wojna byłaby się dzięki temu zakończyła w ciągu kilku miesięcy pełnym niemieckim zwycięstwem.

Piłsudski, przy niemieckim poparciu, organi­zował w dniach 6-16 sierpnia 1914 roku próbę wywołania w Kielecczyźnie polskiego powsta­nia, co mu się jednak nie udało, gdyż naród polski stał w tej wojnie niezachwianie w obozie antyniemieckim.

Gdyby zdołał był takie powsta­nie na spodziewaną przez Niemców skalę wy­wołać, byłby Niemcom zapewnił pełne zwycię­stwo. Być może osiągnąłby wtedy swój cel zbu­dowania pod niemiecką opieką małego polskie­go państewka, wykrojonego z części Królestwa Kongresowego. Jest jednak równie możliwe, że Niemcy pozbyliby się go, jako narzędzia już im niepotrzebnego i że żadnej, nawet najmniejszej Polski zbudować by mu nie pozwolili, a przy­wróciliby sojusz antypolski „trzech czarnych orłów”, którego podstawą byłoby się stało od­danie się carskiej Rosji pod faktyczny niemiecki protektorat.

Plany te zostały przekreślone przez postawę narodu polskiego, który nie dał się użyć za na­rzędzie niemieckiej strategii. Oświadczeniem po­sła Jarońskiego z dnia 8 sierpnia 1914 roku w parlamencie rosyjskim naród polski — cały, a nie tylko żyjący w zaborze rosyjskim — oświad­czył, że Polska w zaczynającej się wojnie stoi po stronie antyniemieckiej. Ziemia kielecka, w któ­rej Piłsudski usiłował wywołać powstanie, przeciwstawiła się temu powstaniu z całą stano­wczością. („I szliśmy tak osamotnieni” — gło­siła później legionowa, obsypująca naród polski wyzwiskami piosenka). W drugiej bitwie grun­waldzkiej, w sierpniu 1914 roku, wojska rosyjs­kie, złożone z polskich rezerwistów bijących się z Niemcami o Polskę a nie o Rosję, zostały po­bite. (Rosjanie — z powieściopisarzem Sołżenicynem na czele — uważają tę bitwę za z rosyj­skiego punktu widzenia bezsensowną i szkodli­wą.) Ale aby to zwycięstwo osiągnąć, Niemcy wycofali dwa korpusy i jedną samodzielną dy­wizję z frontu francuskiego, co spowodowało, że zabrakło im tych formacji w bitwie nad Marną i bitwa ta, w dniach 7-10 września, zos­tała przez Francję wygrana. To rozstrzygnęło o tym, że w końcu Niemcy musieli pierwszą wojnę światową (przegrać.
Po raz drugi Niemcy usiłowali użyć Piłsudskie­go na przełomie lat 1916 i 1917. Widząc, że idą ku klęsce, postanowili przymusowo zmobi­lizować milion polskich rekrutów w okupowa­nej przez siebie części zaboru rosyjskiego, stworzyć z nich armię rzekomo polską, powie­rzyć tej armii strzeżenie części wschodniego frontu i dzięki temu móc przerzucić milion żoł­nierzy niemieckich na front zachodni i wojnę na froncie zachodnim jednak wygrać. Aby taki program wykonać, potrzebowali współdziałania jakiejś grupy Polaków. W tym celu ogłosili (ak­tem cesarzy niemieckiego i austriackiego z 5 listopada 1916 roku) utworzenie polskiego pań­stewka z części Królestwa Kongresowego, które to państewko miało im dać tytuł formalny do przeprowadzenia poboru na obszarze przez nich okupowanym. Piłsudski był jednym z tych, którzy okazali poparcie temu niemieckiemu pro­gramowi i gotowi byli dopomóc do stworzenia polskiej armii po niemieckiej stronie w wojnie. Od 14 stycznia do 2 lipca 1917 roku, a więc przez blisko pół roku, zasiadał on w mianowa­nej przez Niemców Tymczasowej Radzie Sta­nu i był w tej Radzie kierownikiem Komisji Wojskowej. Współdziałał on z niemieckim generał-gubernatorem Besełerem, wyznaczonym na wodza naczelnego tej przyszłej „polskiej” ar­mii, choć spierał się z nim na temat szeregu szczegółów wykonawczych. Okazało się to jed­nak Niemcom w końcu niepotrzebne. Wybuch rewolucji w Rosji sprawił, że Niemcy porzucili projekt .skierowania dużej „polskiej”1 armii prze­ciwko Rosji i przestawili się na zawarcie z Ro­sją pokoju. Piłsudski stał się dla nich niewygod­ny, aresztowali go więc i internowali w twierdzy w Magdeburgu.
Po raz trzeci Piłsudski odegrał rolę niemiec­kiego narzędzia w chwili zakończenia pierwszej wojny światowej. Niemcy już w marcu 1918 ro­ku zawarli pokój z Rosją. Pod koniec lata te­goż roku doszli jednak do wniosku, że wojny na zachodzie nie wygrają i że też i na zacho­dzę muszą zawrzeć pokój, i to taki, który sta­nowić będzie wobec państw zachodnich kapi­tulację. 3 października 1918 roku utworzony został w Niemczech rząd pod premierostwem księcia Maksymiliana Badeńskiego, którego za­daniem było zawarcie pokoju z państwami za­chodnimi. Poglądem tego rządu było, że pokój ten nie ma dotyczyć wschodniej Europy: tam już nie ma wojny, bo pokój został już 3 marca zawarty w Brześciu Litewskim. Niemcy gotowe są wycofać swoją okupację z zajętych obszarów Francji, wycofać ją z Belgii, oddać Francji za­braną jej w roku 1871 Alzację i Lotaryngię, od­dać zachodnim aliantom swoje kolonie zamor­skie, oddać Wielkiej Brytanii swoją flotę wojen­ną, ale odmawiają aliantom zachodnim prawa wtrącania się do spraw polskich i innych w za­sięgu frontu wschodniego.
Niemcy uważali jednak, że muszą przeorga­nizować ustanowiony przez siebie w erze poko­ju brzeskiego porządek w Królestwie Kongreso­wym, nie pasuje on bowiem do nowej sytuacji. Pomyślana jako twór monarchiczny, mianowa­na przez cesarzy, niemieckiego i austriackiego, trójosobowa Rada Regencyjna w Warszawie po­winna być zastąpiona zorganizowanym przez Niemców rządem lewicowym. Użyli do tego Piłsudskiego. Na polecenie rządu niemieckiego, wciąż jeszcze w okresie rządów cesarskich, nie­miecki dyplomata Harry Kessler odwiedził Pił­sudskiego w twierdzy magdeburskiej, zwolnił go z internowania i przywiózł do Berlina i tam zawarł z nim pakt ustny, oparty na złożonym przez Piłsudskiego słowie honoru, którego mo­cą Piłsudski zobowiązał się, że jeśli obejmie w Warszawie władzę, to nie będzie żądał „ani ca­la” zaboru pruskiego (przyjmie coś z zaboru pruskiego tylko, jeśli alianci zachodni mu to na­rzucą „jako prezent”) oraz że Polska pod jego władzą będzie krajem „neutralnym”, to znaczy że przekreślone zostaną osiągnięcie Dmowskie­go, że Polska uznana została za państwo należą­ce do antyniemieckiej koalicji. (Niedopowiedzia­ną konsekwencją tego zobowiązania było, że Polska nie będzie uczestniczyć w konferencji pokojowej). Po zawarciu w d. 9 listopada 1918 roku w Berlinie tego paktu, Niemcy — wciąż jeszcze rząd cesarski — wysłali Piłsudskiego wieczorem tegoż dnia w towarzystwie niemiec­kiego oficera łącznikowego, pociągiem specjal­nym do Warszawy, gdzie przybył on 10 listo­pada. W następnych dniach mianowana przez Niemców Rada Regencyjna przekazała mu swą władzę i rozwiązała się. Piłsudski przyjął tytuł Naczelnika Państwa i ogłosił, że obejmuje wła­dzę o charakterze dyktatorskim. Objął także władzę nad wojskiem, jako wódz naczelny. Było to zarówno stworzeniem konkurencji dla fakty­cznego rządu emigracyjnego, którym był Ko­mitet Narodowy Polski w Paryżu, jak i dla dowó­dztwa armii polskiej po stronie koalicji (armia ta tzw. armia Hallera, liczyła 90.000 żołnierza we Francji oraz duże formacje w Rosji — Haller był mianowany polskim wodzem naczelnym już 4 października — podczas gdy tzw. Polska Siła Zbrojna, utworzona przez Niemców w Warsza­wie, a wywodząca się z dawniejszych Legionów Piłsudskiego, a obecnie oddana najpierw Radzie Regencyjnej, a potem Piłsudskiemu, liczyła 9000 żołnierza) jak wreszcie dla istniejących już ośro­dków polskiej niepodległości w Krakowie, wol­nym już od 30 października, w Przemyślu, Cie­szynie, Lublinie i Kielcach, wolnych od 31 paź­dziernika, oraz w walczącym od 1 listopada o swą wolność Lwowie.
Cała operacja była tak zręcznie przeprowa­dzona, że robiła wrażenie polskiej rewolucji, zwróconej przeciwko mianowanej przez Niem­ców Radzie Regencyjnej — a tymczasem była w istocie operacją zmanipulowaną przez Niemców i w ich interesie.
Tak więc Niemcy osadzili Piłsudskiego u wła­dzy w Warszawie — za cenę uzyskania od nie­go zrzeczenia się zaboru pruskiego. Ośrodek rządowy Piłsudskiego następnie utrzymywał aż do 15 grudnia 1918 roku stosunki dyplomatycz­ne z Niemcami, podkreślając tym, że Polska do koalicji antyniemieckiej nie należy. Trzeba było potem prawie nadludzkich wysiłków ze strony Dmowskiego, by to odrobić i miejsce Polski w obozie koalicyjnym, a tym samym prawo Polski do uczestniczenia w konferencji pokojowej, oraz w traktacie wersalskim utrzymać.
Piłsudski sprzeciwiał się idei Polski zjedno­czonej z trzech zaborów i pracował nad tym, by Polska była maleńkim państewkiem, wykro­jonym tylko z zaboru rosyjskiego. Najdobitniej przyznał to przedstawiciel Piłsudskiego w Lon­dynie w latach wojennych, a potem polski mi­nister spraw zagranicznych z jego ramienia po przewrocie majowym, August Zaleski, w rozmo­wie w roku 1932 z włoskim ambasadorem w Warszawie Vinutelli-Rey’em: „W czasie wojny, obaj, marszałek Piłsudski i on, należeli do grupy która zadowoliłaby się o wiele mniejszą Polską, utworzoną wyłącznie kosztem Rosji”. (Archi­wum brytyjskiego Foreign Office, raport bry­tyjskiego ambasadora Erskine, Nr 371, 16313 N. 5590. Przedrukowane przez T. Piszczkowskiego w książce „Anglia a Polska 1914-1939”, na astr. 350).
Piłsudski zwalczał następnie powstanie poz­nańskie lat 1918/1919, sprzeciwiał się odsie­czy Lwowa, przeciwstawiał się przyłączeniu do Polski nie tylko zaboru pruskiego, ale także Lwowa i Galicji Wschodniej, oraz Ziem Wscho­dnich wraz (wbrew szeroko rozpowszechnionym, błędnym wyobrażeniom odmiennym) z Wilnem, nie dopuścił do przyłączenia do Polski Dyneburga wraz z południowym pasem polskich Inflant, oraz powiatu Iłłuksztańskiego, a także sku­tecznie przeszkodził odzyskaniu przez Polskę (od Węgier) polskiego Spiszu.
Polska została odbudowana nie przez Piłsuds­kiego, lecz wbrew polityce Piłsudskiego. Zosta­ła odbudowana polityką Dmowskiego, który zorganizował naród polski w latach przedwo­jennych do udziału w wojnie przeciwko Niem­com, a potem przyczynił się do tego, że Niem­cy zostały pobite, przyczynił się w wybitnym stopniu do tego, że Rosja aż do 1917 roku ucze­stniczyła w wojnie i utrzymywała wschodni front, a przede wszystkim, który sformułował ideę, że trzeba dążyć do zbudowania prawdzi­wie niepodległej Polski zjednoczonej, obejmują­cej trzy zabory, a nie tylko do pozornie niepodległego Królestwa Kongresowego, będącego sa­telitą niemieckim i który o taką Polskę stoczył zwycięsko wielką walkę dyplomatyczną i poko­nując opór przede wszystkim polityki brytyjs­kiej, doprowadzi do ustanowienia „systemu wersalskiego”, zastępującego dotychczasowy porządek terytorialny europejski, ustanowiony przez wojnę siedmioletnią, przez rozbiory Pols­ki i przez kongres wiedeński.
Polityka Piłsudskiego i jego politycznego na­stępcy Becka, zmierzająca do obalenia syste­mu wersalskiego, (który to cel osiągnęła, umoż­liwiając Hitlerowi rozbiór Czechosłowacji), zni­szczyła, i przynajmniej na pewien czas, dzieło Dmowskiego, doprowadzając Polskę do ponow­nego rozbioru.
Piłsudski był w istocie rewolucjonistą rosyjs­kim. Nienawidził on polskiego narodu, nazywał go „narodem idiotów” i mówił o sobie, że nie jest Polakiem, lecz Litwinem, a w pewnej roz­mowie (ze Stefanem Badenim) powiedział, że Polska „jest hańbą Europy i trzydziestomilionową plamą na ludzkości”. W rozmowie z ro­syjskim politykiem Sawinkowem w czerwcu 1920 roku powiedział, że „on myśli, że Rosja stanie się (…) federacją (. . .) i że do tego związku narodów swobodnie się przyłączą Fin­landia i Polska”. A więc jego celem na dalszą metę nie była niepodległość Polski, choćby jak najmniejszej, lecz było przekształcenie Rosji w federację, której jednym z członków byłby tak­że niewielki twór polityczny polski, utworzo­ny początkowo przy pomocy niemieckiej i pod niemiecką opieką.
Henryk Sienkiewicz tak oto określił organi­zację bojową Piłsudskiego „Zaszczepiliście Pol­sce chorobę i nic więcej. (. . .) Wy jesteście tylko krzykiem nienawiści. (. ..) Choćbyście chcieli uczynić coś polskiego, to nie zdołacie, albowiem w was samych nie ma nic polskiego. Szkoła, którąście przeszli, nie odjęła wam, bo nie mogła odjąć, języka ale urobiła wasze umy­sły i dusze w ten sposób, że jesteście nie Polaka­mi, lecz Rosjanami, nienawidzącymi Rosji. (. . .) Wy jesteście złym kwiatem obcego ducha. (…) Nosicie w sobie zatratę i Polskę łączycie z za­tratą. W waszej partii są niechybnie ludzie po­święcenia i dobrej wiary, ale ślepi, którzy w swej ślepocie służą, komu innemu, niż myślą”. (Sien­kiewicz, powieść „Wiry”, tom I, tr. 184-187).
Nie jest także prawdą, że Piłsudski odegrał jakąś większą rolę wojskową. Legiony założo­ne w 1914 roku przez władze wojskowe austria­ckie po likwidacji prób powstańczych Piłsuds­kiego w Kielecczyźnie (Piłsudski został w tych Legionach najpierw dowódcą pułku, a potem dowódcą jednej z brygad), liczyły w kulminacyj­nym momencie swego rozwoju liczebnego 22.000 żołnierza, podczas gdy wojska polskie utworzone z inicjatywy Dmowskiego po stronie alianckiej liczyły: armia Hallera we Francji 90.000 żołnierza (w czym 20 000 samych tylko ochotników z Polonii amerykańskiej), oraz for­macje wojskowe w Rosji z górą 40.000 żołnie­rza. Armia powstańcza poznańska liczyła 93.686 żołnierzy, nie licząc terytorialnej rezerwy Stra­ży Ludowych w sile 130.000 żołnierzy. Liczne formacje w Krakowskiem, we Lwowie, w połu­dniowym Królestwie — wiele tysięcy.

Nie jest prawdą, że Piłsudski dowodził armią polską w bitwie warszawskiej w sierpniu 1926 roku. Bitwą tą dowodził i bitwę tę wygrał faktyczny wódz naczelny, formalnie szef szta­bu, generał Rozwadowski(**)

Piłsudski nie wierzył w możność osiągnięcia zwycięstwa i dlatego w dniu 12 sierpnia 1920 roku złożył na ręce premiera Witosa na piśmie dymisję ze stanowiska wodza naczelnego. Wyjechał następnie do żony pod Kraków. Bitwa, przygotowana i dowo­dzona przez generała Rozwadowskiego toczyła się w dniach 14-16 sierpnia i była bitwą zwy­cięską. Sowiecki wódz, Tuchaczewski (później­szy marszałek) wydał w dniu 17 sierpnia rozkaz generalnego odwrotu.
Piłsudski powróciwszy spod Krakowa udał się do Puław i objął dowództwo grupy uderze­niowej, przygotowanej przez generała Rozwado­wskiego nad rzeką Wieprz. Grupa ta, wedle pla­nów gen. Rozwadowskiego, miała w czasie to­czącej się bitwy warszawskiej uderzyć na flankę frontu sowieckiego. Byłoby to spowodowało całkowite unicestwienie tego frontu. Piłsudski opóźnił wymarsz tej grupy. Wyruszył w pochód dopiero 16 sierpnia, gdy bitwa warszawska by­ła już ukończona. Grupa ta maszerowała przez dwa dni w próżni i dopiero w nocy 17 na 18 sierpnia nawiązała kontakt z nieprzyjacielem. Odegrała mimo to dużą rolę strategiczną, odci­nając odwrót dużej części cofających się wojsk nieprzyjacielskich. Byłaby jednak odegrała o wiele większą rolę, biorąc — w myśl rozkazów generała Rozwadowskiego — udział w samej bitwie warszawskiej. Przegrana przez Tuchaczewskiego bitwa byłaby się wtedy stała zupełnym zniszczeniem jego armii.


Piłsudski nie wierzył w możliwość zwycięs­twa w bitwie warszawskiej i dlatego złożył do­wództwo, by nie ponosić odpowiedzialności za klęskę. Stanął na czele trzech armii 9 dywizji; nad Wieprzem i koło Puław, bo chciał by one wzięły udziału w bitwie. Chciał on po klęsce Rozwadowskiego pod Warszawą wycofać je ko­leją dęblińską do Częstochowy i potem, jako dowódca niesplamiony poniesioną pod Warsza­wą klęską włączyć się tymi dywizjami w nowy front antybolszewicki, zorganizowany po spo­dziewanej (polskiej klęsce przez Niemcy i An­glię.
Ale Rozwadowski bitwę warszawską wygrał. Dane było potem Piłsudskiemu uczestniczyć w pościgu za nieprzyjacielem i w zamykaniu mu drogi odwrotu, a wreszcie — wkrótce potem — w bitwie nadniemeńskiej.
Prawdę o Piłsudskim i jego roli w historii trzeba znać.
(*) podkreślenie redakcji
(**) http://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Rozwadowski
Share

Źródło: http://gazetawarszawska.com