piątek, 1 lutego 2013

Badania naukowe źrenic Matki Bożej z Guadalupe


Technika cyfrowa przyczyniła się do ujawnienia nowych szczegółów obrazu Matki Bożej z Guadalupe, stwierdził naukowiec, który zastosował tę metodę studiując w IBM Scietific Center w Meksyku źrenice Matki Bożej na wizerunku odzwierciedlonym na tilmie Juana Diego.

Dr José Aste Tonsmann, inżynier posiadający doktorat z Uniwersytetu Cornell, za pomocą techniki cyfrowej rozpoznał grupę trzynastu osób odbitych w źrenicach Maryi, które odpowiadają opisowi osób obecnych w momencie, gdy w 1531 roku Juan Diego rozpostarł tilmę przed biskupem Juanem Zumarragą.



Pokazał on wysokiej jakości zdjęcia cyfrowe rogówki prawego i lewego oka obrazu Madonny z Guadalupe, na których zaznaczył kolorem zarysy postaci ludzkich. Tonsmann powiedział, że ich obecność wskazuje na to, iż Matka Boża, zanim odzwierciedliła swój wizerunek na tilmie, ukazała się przed ludźmi zgromadzonymi w gabinecie biskupa, więc ich obraz odbił się w jej źrenicach. Kiedy odzwierciedliła swój wizerunek na tilmie, odbicie postaci na rogówce pozostało.

Jest to fascynująca teoria, poparta dokumentacją fotograficzną. Tonsmann wskazał, że te same postacie ludzkie są odbite w prawym i w lewym oku, pod kątem odpowiadającym pochyleniu głowy Matki Bożej widocznym na obrazie.

Trzynaście postaci ludzkich otacza Juana Diego w momencie, kiedy rozkłada płaszcz przed biskupem, aby pokazać mu kwiaty, które jako znak kim jest, Nasza Pani poleciła przekazać biskupowi.

Tonsmann podaje, że na zdjęciu widoczni są:

1. Juan Diego rozkładający tilmę

2. Ks. biskup Zumarraga przyglądający się obrazowi

3. Służący biskupa, Aztek siedzący ze skrzyżowanymi nogami

4. Hiszpan, jeden z pracowników biskupa

5. Hiszpan, tłumacz biskupa Zumarragi

6. Czarnoskóra dziewczyna – historyczne źródła donoszą, że biskup miał służącą z Afryki

7. Grupa siedmiu osób – rodzina indiańska, matka niosąca dziecko na plecach, ojciec, dwoje małych dzieci, dziadek i babcia.

Tonsmann powiedział, że dla niego najważniejsze przesłanie wynika z faktu, że w centralnym punkcie znajduje się indiańska rodzina. Rodzina jest podstawą cywilizacji i fundamentem kultury życia i miłości.

Badania naukowe dostarczają nam faktów, które interpretujemy w świetle wiary. Każdy, kto wysłuchał wykładu Tonsmanna, jest całkowicie przekonany o cudownym pochodzeniu wizerunku Matki Bożej z Guadalupe.

Źródło: http://www.kofc.org/un/pl/conv/2009/newsroom/olog_eyes.html

czwartek, 31 stycznia 2013

Uratowały ją nożyczki


Para nożyczek dosłownie ocaliła życie malutkiej, urodzonej skrajnie przedwcześnie Maddaleny. Dziewczynka jest jednym z najmniejszych noworodków, które w historii brytyjskiej medycyny uratowali położnicy i pediatrzy neonatolodzy.

W Wielkiej Brytanii obowiązuje zasada, zgodnie z którą ratuje się wcześniaki urodzone powyżej 22. tygodnia ciąży i ważące powyżej 1 funta, czyli 16. uncji (ok. 454 g). dzieci młodsze i mniejsze pozostawia się, aby umarły. Otrzymują jedynie tzw. opiekę konieczną.



Dylematy związane z ratowaniem wcześniaków są związane z dużą niedojrzałością noworodków urodzonych przedwcześnie oraz z liczbą chorób i powikłań, które wpływają na całe życie dziecka.

Lekarze odbierający poród położyli 23-tygodniową Maddalenę na wadze – dziewczynka ważyła dokładnie 1 funt. Podjęto decyzję o ratowaniu dziecka i rozpoczęto intensywną terapię noworodka.

Kiedy dziewczynka została ułożona w inkubatorze, podłączona do tlenu i zaopatrzona lekami okazało się, że podczas ważenia na wadze zawieruszyły się nożyczki. Nikt ich nie zauważył pod szpitalną chustą. Dodały dziecku ciężaru, który dokładnie brakował do 1 funta. W rzeczywistości Maddalena ważyła zaledwie 0,84 funta, czyli 13 uncji. Zaskoczeni lekarze nie zmieniali już swojej decyzji. Dziewczynka przeżyła.

Po kilku miesiącach dziecko zostało wypisane ze szpitala. Pomimo skrajnego wcześniactwa jest zupełnie zdrowe. A lekarze z Royal Sussex Hospital pokazują innym „cudowne” nożyczki.

[Tłumaczenie i opracowanie własne HLI-Polska na podstawie serwisu informacyjnego LifeNews.com (S.Ertelt) – 18.12.2012 r.]

Za: Human Life International – Polska — Polski serwis pro-life (19/12/2012)
http://www.bibula.com/

środa, 30 stycznia 2013

Wicemarszałek sejmu będzie dawać nagrody za walkę o świeckość państwa


“Kryształowy świecznik” – tak będzie się nazywała nagroda za zasługi w budowie świeckiego państwa, ustanowiona przez wicemarszałek sejmu, Wandę Nowicką.

W kapitule nagrody zasiadać będą same “zacne osobistości”: Robert Biedroń, Jan Hartman z UJ, Magdalena Środa, prezes Diakonii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego Biruta Przewłocka-Pachnik, Barbara Keff oraz prof. Stanisław Obirek [brakuje jeszcze takich autorytetów, jak np. kpt. Piotrowski - admin]



Niemniej ciekawe osoby i stowarzyszenia są do nagrody nominowane: Lesław Maciejewski – walczył o usunięcie krzyża z sali obrad Rady Miasta Świnoujście; Koalicja “Postęp i Świeckość” – za walkę na rzecz świeckiego państwa; Janusz Ostoja-Zagórski za skuteczną akcję zdjęcia krzyża z sali Senatu Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy oraz Piotr Szwajcer i Tomasz Chabinka.

Nowicka, uzasadniając ustanowienie nagrody, powiedziała, że zostaną wreszcie zauważone osoby, które nie godzą się na klerykalizację życia politycznego w Polsce, a wszystkim wierzącym w to, że Polska powinna być krajem neutralnym światopoglądowo, przywróci to godność.

Przypomnijmy, że syn Wandy Nowickiej, Michał, zasłynął szydzeniem na swojej stronie internetowej z polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, pisząc o nich “darmozjadzi”.

http://www.autonom.pl


Owsiki
Wanda Nowicka – osoba o fizjonomii żaby i mentalności glisty ludzkiej, ustanawia własną nagrodę. Skoro wolno Nowickiej – opłacanej przez aborcyjne lobby kanalii – to wolno i gajowemu.

Zatem gajowy przyznaje Wandzie Nowickiej wyróżnienie “Wielkiego Owsika ze wstęgą” w postaci wykonanej z plastyku kupy z wyłażącymi zeń robaczkami Enterobius vermicularis.

A właściwie to dobrze, że powstała i taka nagroda, i taka kapituła. Łatwo będzie wyławiać ludzkie szumowiny.
Admin.

http://marucha.wordpress.com/2012/12/20/wicemarszalek-sejmu-bedzie-dawac-nagrody-za-walke-o-swieckosc-panstwa/

wtorek, 29 stycznia 2013

Beatlesi, rock’n'roll i kontrola umysłu


Ben Gunn (illuminatinews.com), tłumaczenie radtrap (fragmenty)

Jestem jedną z tych osób które wychowały się na The Beatles, Rolling Stonesach, Bobie Dylanie, Neilu Youngu, Black Sabbath, Alice Cooper, Led Zeppelin itd. Uważałem że to jest świetna muzyka i byłem nią zafascynowany.

Sam jestem muzykiem i kompozytorem czerpiącym inspiracje od powyższych zespołów. W tamtych czasach, jako nastolatek i później jako dwudziestoparolatek, nie wiedziałem zbyt dużo o tym co dzieję się na naszej planecie, choć czułem że coś jest nie tak. Często wydawało mi się że odpowiedzi na moje pytania znajdują się w muzyce…

Wiem przez co teraz przechodzi wielu z was i wiem że możecie się rozgniewać po tym co wam pokaże. Wierzcie mi, ja musiałem przez to przejść zupełnie sam a na dodatek też byłem muzykiem rockowym. Historia którą wam opowiem wydaje się być jednak bardzo logiczna (niestety) a co za tym idzie splendor muzyki rockowej trochę po niej przygasa.


Poniższy fragment pochodzi ze wspaniałej książki dr. Johna Colemana “Komitet 300″, w której znajduje się mnóstwo informacji na temat Illuminati. Zdecydowanie polecam ją wszystkim. Wiele z tego co sam autor “przewidywał” w latach 80-tych dzieje się już w naszych czasach i to dokładnie w taki sposób w jaki to opisywał. Sama książka pochodzi ze wczesnych lat 90-tych.



*  *  *

Beatlesi i Konspiracja Wodnika

Doskonałym przykładem zastosowania społecznego kondycjonowania ludzi i wymuszenia na nich przyjęcia zmian, nawet wtedy gdy nie są one mile widziane przez ogromną część populacji – jak zresztą zauważył Instytut Badań w Standford – były narodziny Beatlesów. Beatlesi zostali sprowadzeni do USA w ramach eksperymentu społecznego którego celem było wypranie mózgu sporej grupie zupełnie nieświadomych tego ludzi.

Gdy Instytut Tavistock sprowadził the Beatles do Ameryki, nikt nie wyobrażał sobie jak wielką kulturalną katastrofą się to skończy. Beatlesi byli ważną częścią KONSPIRACJI WODNIKA, prawdziwego żyjącego organizmu który wypełzł z “THE CHANGING IMAGES OF MAN,” (Zmieniając Obraz Człowieka)  URH (489)-2150-Policy Research Report No. 4/4/74 (Raport naukowy). Raport przygotowany przez [instytut badań naukowych] SRI Center (…)

Fenomen Beatlesów nie był spontanicznym buntem młodych ludzi wymierzonym w skostniały ład społeczny. Był starannie zaplanowanym spiskiem bliżej niezidentyfikowanego ciała konspiracyjnego, destruktywnym i dzielącym atakiem wymierzonym w dużą populację ludzi, wymuszającym na nich zmiany wbrew ich woli. Instytut Tavistock (1) stworzył zestaw nowych terminów które przyszły do Ameryki wraz z Beatlesami. Słowa takie jak “rock” – określenie dźwięku/stylu muzycznego, “nastolatek”, “cool”, “odkryć muzykę” oraz “muzyka pop” są częścią leksykonu ukrytych słów-kluczy oznaczających przede wszystkim akceptację narkotyków. Przybyły one wraz z Beatlesami którzy gdziekolwiek się pojawili byli “odkrywani” przez “nastolatków”. Termin “nastolatek” (teenager) był wcześniej nieznany i pojawił się tuż przed erą Beatlesów, przy małej pomocy Instytutu Tavistock.

Tak jak w przypadku wojen gangów, spisek ten nie udał by się bez współpracy ze strony mediów, zwłaszcza tych elektronicznych oraz – w tym wypadku – Eda Sullivana, który swojej roli uczył się wprost od konspiratorów. Nikt nie zwróciłby uwagi na załogę z Liverpoolu oraz ich dwunastotonową, atonalną muzykę gdyby nie ich przesadna reklama w mediach. Muzyka atonalna składająca się z ciężkich i powtarzalnych brzmień została zaczerpnięta z muzyki kultów Dionizosa i Baala przez Theo Adorno i uwspółcześniona przez tego bliskiego przyjaciela królowej Anglii, a co za tym idzie – Komitetu 300.

Tavistock i podległy mu Instytut Stanford stworzyły słowa-klucze które weszły do obiegu będąc jednocześnie utożsamianymi z muzyką rockową i jej fanami. Za pośrednictwem tych słów oraz inżynierii społecznej udało się przekonać młodych ludzi że Beatlesi są ich ulubioną grupą muzyczną.  Wszystkie te terminy stworzone wraz z muzyką rockową zostały zaprojektowane właśnie z myślą o kontroli nowego celu – młodych ludzi w Ameryce.

The Beatles wykonali kawał dobrej roboty, a raczej wykonały ją Tavistock i Stanford, gdyż Beatlesi byli jedynie marionetkami które zrobiły to wszystko “z małą pomocą swoich przyjaciół” (…) Zapanowała moda na Beatlesów (…) dlatego w krótkim czasie powstały dzięki nim nowe trendy (trendy mody w ubraniu, fryzurach, używanym języku) co z kolei złościło starsze pokolenia. Wszystko to było zaplanowane. Było to częścią procesu “fragmentaryzacji – niedostosowania” opracowanego przez Willisa Harmona i jego zespół społecznych i genetycznych inżynierów.


Media w naszym społeczeństwie grają kluczową rolę w praniu mózgu dużych grup populacji. Wojny gangów w Los Angeles skończyły się w 1966 gdy tylko media przestały je nagłaśniać. To samo będzie z obecną falą wojen gangów w LA. Gangi uliczne osłabną gdy media przestaną nagłaśniać ich problem, aby ostatecznie zniknąć całkowicie.  Tak jak w roku 1966… temat zostanie wyczerpany. Uliczne gangi mają swoją rolę w tworzeniu poczucia zagrożenia i wszczynaniu niepokojów. Dokładnie w ten sam sposób wykorzystuje się muzykę rockową. Gdy zostanie pozbawiona atencji mediów, ostatecznie przejdzie do historii.

Po Beatlesach, zebranych razem przez Instytut Tavistock, przyszły kolejne brytyjskie grupy rockowe, których teksty i “muzykę” tak jak w przypadku Beatlesów pisał Theo Adorno. Nienawidzę używać tych słów w kontekście Beatlemanii – przypomina mi to sposób w jaki używa się słowa “ukochany” w odniesieniu do ohydnych związków homoseksualnych. Nazywanie “rocka” muzyką jest obrazą, taką samą jak język stosowany w tekstach rockowych.

Instytuty Tavistock i Stanford przeszły później do kolejnej fazy programu koordynowanego przez Komitet 300. Podgrzały atmosferę pod społeczne zmiany w Ameryce. Tak szybko jak na scenie pojawili się Beatles, tak samo szybko pojawiła się “generacja bitników” mająca podzielić społeczeństwo. Media zwróciły uwagę na “beat generation.” Pojawiły się, jakby znikąd, kolejne słowa-klucze z Tavistock: “bitnicy”, “hipisi”, “dzieci kwiaty”. Wszystko to na stałe weszło do amerykańskiego słownictwa. W modzie było “wycofać się”, nosić obdarte dżinsy i długie, niedomyte włosy. Bitnicy odcięli się od mainstreamowej Ameryki…

Nowo stworzona subkultura oraz ich styl życia porwały za sobą miliony młodych Amerykanów. Młodzież przeszła radykalną zmianę, rewolucję której istnienia nie byli nawet świadomi, podczas gdy starsze pokolenie stało bezradnie nie będąc nawet w stanie zlokalizować źródła tego kryzysu i przeciwstawić się tym samym jego efektom, czyli wszelkim rodzajom narkotyków – marihuanie oraz kwasowi, “LSD”, który dostarczył im szwajcarski kartel farmaceutyczny SANDOZ tuż po tym jak jeden z ich chemików, Albert Hoffman, stworzył syntetyczną ergotaminę, potężną substancję odurzającą. Projekt finansowany był przez Komitet 300 za pośrednictwem jednego z ich banków, S. C. Warburg, sam zaś narkotyk został rozpowszechniony w Ameryce dzięki Aldousowi Huxleyowi.


Nowy cudowny lek był rozprowadzany w niewielkich “próbnych” paczkach, rozdawany za darmo w kampusach uniwersyteckich w całych Stanach Zjednoczonych oraz podczas koncertów rockowych, które stały się głównym motorem napędowym dla popularyzacji narkotyków. Pytaniem otwartym pozostaje co w tym czasie robiła DEA (Drug Enforcement Agency). Istnieją pewne poszlaki wskazujące na to że DEA wiedziała co się święci lecz miała odgórny zakaz działania w tej sprawie.

Wraz z coraz większą liczbą nowych brytyjskich zespołów rockowych koncertujących w USA, koncerty rockowe stały się ważnym punktem w kalendarzu amerykańskich nastolatków. Wraz z koncertami sukcesywnie wzrastało zużycie narkotyków. Głośne i nieharmoniczne dźwięki wpływały na umysły słuchaczy ułatwiając innym przekonanie ich do spróbowania narkotyków, zwłaszcza że “wszyscy to robią”. Presja ze strony rówieśników jest potężnym narzędziem. “Nowa kultura” zyskała mnóstwo uwagi ze strony hien dziennikarskich i mediów, co samych konspiratorów nie kosztowało złamanego grosza.

Pośród wielu przywódców ruchów obywatelskich i kościołów narastał gniew wobec tego nowego “kultu”, lecz ludzie ci marnowali swoją energię walcząc z REZULTATAMI tego co się działo, zamiast przeznaczyć ją na ŹRÓDŁO problemu. Krytycy nowej religii jaką był rock popełnili te same błędy które cechowały okres prohibicji – krytykowano służby, nauczycieli, rodziców… wszystkich tylko nie spiskowców.

Allen Ginsberg

Z powodu gniewu jaki odczuwam wobec plagi narkotykowej nie zamierzam przepraszać za język którego teraz używam, a od którego w normalnych okolicznościach stronię. Jedną z największych narkotykowych mend jakie kiedykolwiek chodziły po ulicach Ameryki był Alan Ginsberg. Ginsberg upowszechnił użycie LSD za pomocą darmowej reklamy, mimo że w normalnych okolicznościach, gdyby używał w tym celu telewizji, musiałby wydać na to miliony dolarów. Ta darmowa reklama narkotyków, przede wszystkim LSD, osiągnęła swoje apogeum w późnych latach 60-tych dzięki współpracy ze strony zawsze chętnych mediów. (…) Efekt był katastrofalny: ludzie stali się ofiarami bezustannych wstrząsów społecznych.


Byliśmy nadmiernie stymulowani (…) i przytłoczeni przez postęp który przyniósł nam Tavistock, a gdy doszliśmy już do tego punktu, nasze umysły pogrążyły się w apatii – było tego zbyt wiele byśmy mogli sobie z tym poradzić (…). Ginsberg uważał się za poetę lecz żaden człowiek który kiedykolwiek aspirował do bycia jednym z nich nie napisał nigdy takich gniotów jak on. Zadanie wyznaczone Ginsbergowi nie miało zbyt wiele wspólnego z poezją – jego głównym celem było przepchnięcie nowej subkultury i wymuszenie jej akceptacji wśród innych.

W tym celu Ginsberg korzystał z usług Normana Mailera, pisarza który spędził pewną część swojego życia w zakładach dla obłąkanych. Mailer był ulubieńcem lewicowego Hollywood i bez większych problemów uzyskał spore ilości czasu antenowego dla Ginsberga. Oczywiście Mailer potrzebował pretekstu – nawet on nie mógł powiedzieć wprost w jakim celu sadza Ginsberga przed kamerami telewizyjnymi. Tak powstał ich telewizyjny cyrk: Mailer w “poważnej” dyskusji z Ginsbergiem na temat poezji i literatury.

Tak narodziła się metoda darmowej reklamy telewizyjnej, wykorzystywana później przez grupy rockowe i promotorów podążających śladem Ginsberga. Pracownicy mediów elektronicznych zawsze z radością udostępniali darmowy czas antenowy dla wszelkiej maści brudnych kreatur oraz ich jeszcze paskudniejszych produktów i idei. Zaczęto promować śmieci, a bez pomocy prasy drukowanej i mediów elektronicznych handel narkotykami nigdy nie rozwinąłby się tak gwałtownie jak w latach 60-tych i 70-tych, i prawdopodobnie ograniczyłby się tylko do małych komun.

Ginsberg mógł wychwalać w telewizji publicznej zalety LSD i marihuany, wszystko pod przykrywką “nowych idei” i “kontrkultury” rodzącej się w sztuce i świecie muzyki. Aby nie dać się prześcignąć mediom elektronicznym, wielbiciele Ginsberga wysmażali patetyczne artykuły o “tym kolorowym człowieku” we wszystkich największych amerykańskich gazetach i magazynach. Nigdy nie było zakrojonej na taką skalę darmowej kampanii reklamowej w historii żadnej gazety, radia i telewizji, zaś promotorów konspiracji wodnika, NATO i Klubu Rzymskiego, nie kosztowało to nawet złamanego grosza. To była absolutnie darmowa reklama LSD, zamaskowana pod płaszczykiem sztuki i kultury.

Jeden z najbliższych przyjaciół Ginsberga, Kenny Love, opublikował pięciostronicowy raport na łamach New York Timesa. Wszystko zgodnie z metodologią używaną przez instytuty Tavistock i Stanford: jeśli ma być promowane coś czego opinia publiczna o niedostatecznie wypranych mózgach nie jest jeszcze w stanie w pełni zaakceptować, to wynajmij kogoś do pisania artykułów zajmujących się wszystkimi aspektami danego problemu. Inną metodą jest emitowanie telewizyjnych programów na żywo, gdzie grupa ekspertów będzie promować dany produkt lub ideę pod pretekstem “dyskusji” na jego temat. Padają argumenty i kontrargumenty, eksperci wyrażają swoje poparcie lub sprzeciw. Gdy jest po wszystkim, przedmiot dyskusji jest dostatecznie wypromowany wśród opinii publicznej. We wczesnych latach 70-tych była to nowa metoda, dziś zaś jest standardową praktyką wszystkich programów telewizyjnych.

New York Times wydrukował pięć stron wychwalających LSD i Ginsberga. Gdyby Ginsberg miał zapłacić za przestrzeń reklamową podobnych rozmiarów musiałby wyłożyć przynajmniej 50 tysięcy dolarów. Ginsberg nie musiał się jednak martwić takimi rzeczami – dzięki swojemu przyjacielowi Kennemu Love zyskał tą reklamę za darmo. Dzięki gazetom pokroju New York Timesa czy the Washington Post, wszystkim znajdującym się pod kontrolą Komitetu 300, tego rodzaju darmowa promocja dostępna jest dla każdej idei – zwłaszcza tym promującym dekadencki styl życia, narkotyki, hedonizm – jeśli tylko zamiesza w głowach amerykańskim obywatelom. (…)

Co gorsza – lub jeszcze lepiej, w zależności od punktu widzenia -  United Press (UP) doceniła darmową reklamę Ginsberga i LSD i przesłała ją setkom gazet i magazynów w całym kraju pod przykrywką ciekawego “newsa”. Nawet tak poważne tytuły jak “Harpers Bazaar” czy “TIME” przedstawiły pana Ginsberga jako szacowną osobowość. Gdyby tak duża, krajowa kampania reklamowa Ginsberga i promotorów LSD była robiona przez agencję reklamową, w latach 70-tych kosztowałaby przynajmniej milion dolarów. Dzisiejsze ceny oscylowałyby w granicach 15-16 milionów dolarów. Nie ma w tym nic dziwnego że nazywam media “szakalami” (…)

Bez pomocy ze strony mediów hipisowski, bitnikowski rock i kult narkotyków nigdy nie zyskałyby uznania, pozostałby jedynie lokalną osobliwością. The Beatles, wraz ze swymi brzdąkającymi gitarami, śmieszną ekspresją twarzy, językiem ćpunów i dziwnymi ubraniami nie zyskaliby takiej sławy. (…)

Ludzie schowani głęboko w think tankach i instytutach badawczych, których imiona i twarze znane są tylko nielicznym, zadbali o to by prasa wypełniła swoje zadanie. Media milczące na temat prawdziwych źródeł odpowiedzialnych za wstrząsy społeczne, pełniły kluczową rolę w ukrywaniu prawdziwej przyczyny tego kryzysu. Co za tym idzie nasze społeczeństwo przeszło psychologiczną traumę. “Doprowadzone do szaleństwa” – termin wzięty z instrukcji Tavistock. Założony w roku 1921, Instytut Tavistock już w 1966 był gotowy do rozpoczęcia nieodwracalnej rewolucji kulturalnej w Ameryce – rewolucji która wciąż trwa. Konspiracja Wodnika jest jej częścią.

Nasz zmiękczony naród był gotowy na przyjęcie narkotyków (…) To również było ważną częścią konspiracji Wodnika. Rozpowszechnienie narkotyków było przedmiotem badań Science Policy Research Unit (SPRU), ośrodka badawczego leżącego na terenie współpracującego z Tavistockiem uniwersytetu w Sussex. Znany był jako centrum “future shocks” (przyszłych wstrząsów)- jest to termin określający odłam psychologii mający za zadanie manipulowanie dużymi grupami ludzi i wywołanie wśród nich wstrząsów społecznych (future shocks). Była pierwszą tego typu instytucją założoną przez Tavistock.

“Przyszłe wstrząsy” to określenie następujących po sobie serii wydarzeń, które dzieją się tak szybko że ludzki mózg nie jest w stanie przyswoić sobie wszystkich informacji na ich temat. Jak mówiłem wcześniej, nauka udowadnia że istnieje pewien limit zmian z którymi ludzki umysł może sobie poradzić. Po serii wstrząsów duża grupa ludzi odkrywa że nie chce już podejmować żadnych decyzji. Ludzie popadają w apatię, którą często poprzedzają przejawy chorej przemocy tak charakterystycznej dla ulicznych gangów z Los Angeles, seryjnych morderców, gwałcicieli i porywaczy dzieci.


Taka grupa staje się łatwa do kontrolowania i będzie wykonywać rozkazy bez żadnego ale. “Przyszłe wstrząsy” mówi SPRU “są definicją fizycznego i psychicznego cierpienia wynikającego z nadmiaru bodźców jakim poddawany był mechanizm podejmowania decyzji w umyśle ludzkim”. To przykład żargonu instytutu Tavistock zaczerpnięty wprost z ich podręcznika – o którego posiadaniu przeze mnie Tavistock nie wie.

Tak jak przeciążony obwód elektryczny powoduje wyskoczenie korków w twoim mieszkaniu, tak i ludzki umysł potrafi się “wyłączyć”, co jest zjawiskiem wciąż mało zrozumianym przez medycynę, choć John Rawlings Reese przeprowadzał eksperymenty na tym polu już w latach 20-tych. Jak można było zauważyć, taka grupa jest gotowa do “wyłączenia się” i zażywania narkotyków co jest drogą ucieczki od podejmowania decyzji. W taki oto sposób stały się one popularne w Ameryce w czasach “bitników”. Zaczęło się od Beatlesów i małych dawek LSD na próbę, a skończyło na fali narkotyków zalewających Amerykę.

Biznes narkotykowy jest w całości kontrolowany przez Komitet 300. Handel narkotykami zaczął się wraz z Brytyjską Kompanią Wschodnioindyjską. Na tych rozwiązaniach wzorowała się również Holenderska Kompania Wschodnioindyjska. Obie byłe kontrolowane przez “Radę 300″.  Listę członków i akcjonariuszy Brytyjskiej Kompanii czyta się niczym Debretts Peerage (książkę opisującą brytyjskie rody szlacheckie). Kompania Wschodnioindyjska założyła Misję Śródlądową w Chinach, której zadaniem było uzależnienie od opium chińskich chłopów, czy też kulisów jak ich nazywała Kompania. To stworzyło rynek zbytu dla Kompanii.

W podobny sposób Komitet 300 użył Beatlesów do spopularyzowania narkotyków wśród amerykańskiej młodzieży. Ed Sullivan został wysłany do Anglii aby zapoznać się z pierwszą grupą rockową stworzoną przez Instytut Tavistock. Następnie wrócił do USA aby przedstawić mediom elektronicznym strategię promocji i sprzedaży grupy. Bez współpracy ze strony mediów i Eda Sullivana, Beatlesi oraz ich muzyka zniknęłaby zanim na dobre by się rozkręciła. Zamiast tego życie w Stanach Zjednoczonych zmieniło się i już nigdy nie było takie samo.

Teraz w pełni rozumiemy jak ważna była kampania Beatlesów na rzecz popularyzacji zażywania narkotyków. Ukryto przed opinią publiczną fakt że muzykę i teksty Beatlesów pisał dla nich Theo Adorno. Zadaniem Beatlesów było dać się “odkryć” nastolatkom, dlatego atakowano ich zewsząd tą muzyką tak długo aż w końcu stwierdzili że podobają im się te dźwięki i “kupują to” – niestety wraz z całą otoczką która tej muzyce towarzyszyła. Grupa z Liverpoolu spełniła swoje zadanie i przy “małej pomocy ze strony przyjaciół”, nielegalne substancje które nazywamy narkotykami stworzyły zupełnie nową klasę społeczną młodych Amerykanów – wszystko zgodnie z planem Instytutu Tavistock.

(1) Instytut w Wielkiej Brytanii zajmujący się badaniami nad kontrolą umysłu, kierowany przez należących do Illuminati wysoko wykwalifikowanych psychiatrów. To tutaj szkolono i przygotowywano do swoich misji ludzi takich Ajatollah Chomeini, Radovan Karadzić czy Milosević.

(…)

Źródło: http://radtrap.wordpress.com/2012/10/16/beatlesi-rocknroll-i-kontrola-umyslu/





poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jack Parsons i słynni fani Aleistera Crowleya



Mr. Smith (illuminati-news.com), tłumaczenie Radtrap

Co może łączyć UFO, incydent w Roswell, szaraki, Roberta Heinleina, L.Rona Hubbarda, Ozziego Osbourna, Jimmiego Page, The Beatles, ukryte wiadomości w muzyce, paliwo rakietowe i potężną eksplozje?

Wspólny mianownik? “Co to może być” myślicie?
The Beatles, Ozzy Osbourne, gitarzysta Led Zeppelin Jimmy Page – wszyscy są częścią przemysłu muzycznego. W ich przypadku pojawia się też kwestia umieszczania wiadomości w piosenkach puszczanych wstecz. Muzycy (czczący Szatana) używają ukrytych przekazów do wpływania na młodych ludzi i zmuszania ich do zabicia swych rodziców, odgryzania główek zwierzętom oraz do zrobienia wielu innych równie szalonych i okrutnych rzeczy. No dobra, żartowałem. Mimo to są oskarżani o tego typu rzeczy od bardzo dawna. Ozzy Osbourne (frontman Black Sabbath który w pewnym momencie rozpoczął karierę solową, a po wytrzeźwieniu wrócił do Sabbatów) nagrał piosenkę pod tytułem “Mr. Crowley,” będącą hołdem dla słynnego Aleistera Crowleya. Jimmy Page jest właścicielem starej posiadłości Crowleya oraz dużej kolekcji pamiątek po tym człowieku. Wygląda na to że osoba Crowleya jest pewnego rodzaju fetyszem dla Jimmiego.The Beatles umieszczali na płytach wiadomości słyszalne po puszczeniu od tyłu, umieścili także zdjęcie Crowleya na okładce jednego ze swoich albumów. Ktoś powie – nic wielkiego. Wielu muzyków, zwłaszcza rockmanów i metalowców przemyca Crowleya do swojej twórczości, aby powiązać ją w jakimś stopniu z tą ikoną zła. Ale to przecież tylko rozrywka.

Z osobą Crowleya kojarzony jest też jeden z jego uczniów – chemik samouk imieniem John Whiteside Parsons (a.k.a. “Jack”). Werner von Braun nazwał Parsona “prawdziwym” ojcem amerykańskiej techniki rakietowej. Parsons był jednym z pierwszych naukowców pracujących przy projekcie stworzenia technologii rakietowej, a dokładniej rzecz mówiąc przy tworzeniu chemicznej formuły paliwa stałego do rakiet. Miał również duży wkład w opracowanie systemu rakietowych silników wspomagających, pozwalających samolotom na start z krótkiego pasa startowego. Grupa z którą pracował w California Institute of Technology przekształciła się z czasem w Jet Propulsion Laboratory (JPL). Zastanawiające jest więc dlaczego, pomimo tych wszystkich osiągnięć, historia życia Parsonsa jest tak nieznana.
Wszyscy wiedzą że Parsons był uczniem Aleistera Crowleya. Crowley był angielskim poetą, magiem, satanistą i członkiem (a następnie przywódcą) Ordo Templi Orientis (O.T.O.)- “Zakonu Wschodniej Świątyni”, będącej na początku organizacją masonów wysokiego stopnia wtajemniczenia. Crowley jest twórcą książek będących inspiracją dla wielu późniejszych sekt i zespołów rockowych, uważał się też za “najbardziej nikczemnego człowieka na świecie”. Członkostwo w O.T.O. Crowley traktował jako środek do rozpowszechniania jego wierzeń oraz książek. Dużą część pracy na rzecz promocji swojej filozofii duchowej Thelemy (greckie słowo oznaczające “wolę” lub “intencję”) wykonał właśnie za pośrednictwem O.T.O. Zarówno założenia Thelemy jak i samo życie Crowleya są dość złożone, jednak wpływ tego człowieka był i wciąż jest bardzo duży, zwłaszcza w przypadku Parsonsa. Crowley zmarł w roku 1947.

Choć nie był muzykiem i prawdopodobnie nie puszczał sobie muzyki od tyłu, Parsons był blisko powiązany z dwoma słynnymi pisarzami – L. Ronem Hubbardem (Dianetics, Scjentologia, Battlefield Earth) i Robertem Heinleinem. Hubbard i Heinlein byli przyjaciółmi Parsonsa podzielającymi jego zainteresowanie okultyzmem i magią, oraz tak samo jak on inspirującymi się Crowleyem i Thelemą. Parsons i jego wspólnicy chcieli stworzyć inkarnację bogini Babalon. Według Parsonsa stworzenie takiej istoty przyczyniłoby się do rozpoczęcia Aeonu Horusa [Nowej Ery, następcy Aeonu Ozyrysa, ery reprezentowanej wg Crowleya przez chrześcijaństwo - przyp. tłum]. Niektórzy twierdzą że praca ta przyczyniła się do pojawienia się szarych kosmitów w Roswell, w stanie Nowy Meksyk. Dowodem na współprace Heinleina ma być jego książka “Obcy w Obcym Kraju”, prezentująca sprytnie przemycony koncept Thelemy.

Dowody zaprezentowane przez Kościół Scjentologii sugerują że Hubbard został wysłany przez rząd w celu rozbicia grupy “praktykantów czarnej magii” do której należał Parsons. W innym oświadczeniu wystosowanym przez scjentologów czytamy że Hubbard rozbił całą grupę ponieważ był przeciwny działaniom Parsonsa i nigdy w nich nie uczestniczył. Wygląda na to że Kościół Scjentologiczny próbował oczyścić Hubbarda z wszelkich zarzutów współpracy z Parsonsem i podejrzeń o uprawianie czarnej magii z resztą grupy.

W roku 1950 FBI prowadziło śledztwo w sprawie posiadania przez Parsonsa tajnych dokumentów zabranych z czasów jego pracy w Guggenheim Aeronautical Laboratory na California Institute of Technology w Pasadenie (GALCIT). Może to być wyjaśnienie dlaczego mamy o nim tak niewiele informacji ze źródeł “oficjalnych” typu strony internetowe NASA i JPL. Jak na człowieka który przyczynił się znacznie do rozwoju techniki rakietowej (a co za tym idzie programu kosmicznego i obrony narodowej), posiadającego swój pomnik w placówce JPL a nawet krater na ciemnej stronie Księżyca nazwany na jego cześć, wydaje się dziwnym że oficjalna historia tak po prostu o nim zapomniała. Jego zainteresowania i działalność w O.T.O. są tym co trzyma go jeszcze w pamięci wielu ludzi, choć ten miecz obosieczny sprowadził też na niego “przypadkową” śmierć. (Parsons zmarł w wyniku “przypadkowej” eksplozji niebezpiecznych chemikaliów [w tym związków rtęci] w jego domowym laboratorium w roku 1952).

Jego postać prowadzi nas też do wątku UFO. Niektórzy badacze UFO wierzą że pierwsze incydenty spotkań z szarymi kosmitami oraz obserwacje latających spodków, zwłaszcza incydent w Roswell, związane są ze stworzeniem istoty opisywanej przez Crowleya, a później również i przez Parsonsa. Szkic istoty enochiańskiej wykonany przez Crowleya wygląda jak typowy szarak – klasyczne wyobrażenie istoty pozaziemskiej. W tym okresie Parsons miał kontakt na pustyni w Nowym Meksyku z istotą podającą się za przybysza z Wenus. Co ciekawe zdarzyło się to w roku 1946, czyli na rok przed słynną katastrofą w Roswell.

Istnieją też inne ciekawe związki Parsonsa z tą grupą i wydarzeniami z tamtego okresu. Jack Parsons miał ogromny wkład w osiągnięcia naukowe typu paliwo stałe czy system wspomagania silnikami rakietowymi, lecz jego inne życiowe zainteresowania skutecznie usunęły go oraz jego prace w cień historii. Jego śmierć, przypadkowa czy nie, wzbudza podejrzenia u wszystkich tych zdających sobie sprawę z jego powiązań oraz wiedzy, która mogła dla wielu ludzi czynić go niewygodnym człowiekiem którego trzeba się pozbyć. Życiorys Parsonsa jest “ziemią obiecaną” dla teorii spiskowych, włącznie ze wszystkimi zbiegami okoliczności i prominentnymi znajomościami jakie posiadał w tamtym czasie.

Im dalej w las tym więcej pytań się pojawia. Co wiedział Parsons o UFO i istotach pozaziemskich? Czy jego śmierć była rezultatem zbyt dużej wiedzy na ich temat?
________\_________________________________________________________________________

Na temat okultystycznych zainteresowań Parsonsa napisano przynajmniej dwie książki: ‘Sex and Rockets: The Occult World of Jack Parsons’ Johna Cartera i Roberta Antona Wilsona oraz ‘Strange Angel: The Otherworldly Life of Rocket Scientist John Whiteside Parsons.

 Recenzja tej ostatniej dostarcza nam niezwykłych informacji na temat jego tajemniczego życia i śmierci:

Zafascynowały go prace brytyjskiego okultysty Aleistera Crowleya, dlatego wstąpił do Loży Agape, ulokowanej w Los Angeles odnogi Ordo Templi Orientis. Amerykańscy agenci Crowleya widzieli w charyzmatycznym i popularnym naukowcu potencjalnego zbawcę całego ich ruchu: Parsons wydawał prawie całą swoją pensję na utrzymanie swoich braci z loży… po wojnie jego okultystyczna działalność przyciągnęła do niego młodego L.Rona Hubbarda. Ten kiepski pisarz, jeszcze zanim stworzył dianetykę, uciekł z Florydy razem z dziewczyną Jacka i prawie całą jego kasą… oficjalna wersja scjentologów – niepoparta żadnymi dowodami – jest taka że Hubbard został wysłany przez wywiad marynarki w celu rozbicia okultystycznej, wyuzdanej sekty Parsonsa. Pod koniec lat 40-tych Parsonsowi odebrano poświadczenie bezpieczeństwa [umożliwiające dostęp do tajnych dokumentów] i prawie postawiono go przed sądem za wykradzenie tajnych akt swojego ówczesnego pracodawcy, Hughes Aircraft, i przekazanie ich nowo-powstałemu rządowi Izraela z którym negocjował kontrakt na stanowisko specjalisty rakietowego… niektórzy uważają że eksplozja która zabiła go w roku 1952 w jego domowym laboratorium była bardzo podejrzana.

Źródło: http://radtrap.wordpress.com/2012/10/24/jack-parsons-i-slynni-fani-aleistera-crowleya/#more-10370