piątek, 20 grudnia 2013

Niemieccy rodzice uciekają przed indoktrynacją dzieci



15 listopada w Niemczech doszło do kolejnego aresztowania rodziców nauczających swoje dzieci w domu. Dlaczego państwu zależy tak bardzo na przymusowej seksualizacji dzieci? – pyta Gabriele Eckermann, adwokat i przewodnicząca niemieckiego związku „Lekcje w domu”.


„Jakim prawem państwo wprowadza obowiązek uczestniczenia w lekcjach z edukacji seksualnej wbrew woli wielu rodziców, a nawet uczniów (…) I jakim prawem karze rodziców, którzy ośmielą się zaprotestować przeciwko seksualizacji swoich dzieci?” – pyta Gabriele Eckermann w rozmowie z „katholisches.info”. Przeforsowanie edukacji seksualnej wskazuje, że państwu wcale nie chodzi o dobro dziecka, ale o reedukację, zmianę hierarchii wartości całego społeczeństwa, o pozbawienie młodego pokolenia poczucia intymności, czystości.

Początków tej „swoistej dyktatury seksu”, jak twierdzi Eckermann, należy szukać już pod koniec lat 60-tych. Wprowadzenie obligatoryjnych zajęć z „edukacji” seksualnej to tylko jedno z narzędzi, które służy do kontynuacji idei zapoczątkowanej przez rewolucję seksualną.

Już w 1969 roku zwolennikami wprowadzenia obowiązkowej „edukacji” seksualnej w Niemczech byli socjaliści i liberalna FDP. W tym samym roku, jak chcieli tego ideolodzy obyczajowej rewolty, „seks przestał być tematem tabu, a korzystanie z uciech cielesnych miało stać się źródłem szczęścia”. Jakakolwiek krytyka tych prądów kulturowych napotykała na wrogość – podkreślają to Christa Meves i Thomas Schirrmacher, autorzy książki „Wyprzedana godność?” („Ausverkaufte Würde?“).

Próba pozbawienia młodego pokolenia wszelkiego poczucia intymności i czystości płciowej przynosi swoje skutki. Jak twierdzi Eckermann, dobitnie pokazują to niemieckie pomysły liberalizacji prawa dot. pedofilii w latach 80-tych. Takie zmiany prawne promowali politycy Zielonych, ale również Niemieccy Młodzi Demokraci (Deutsche Jungdemokraten) – młodzieżówka FDP. W latach 80-tych pod hasłem „przeciwko dyskryminacji seksualnych autsajderów” wielu polityków Zielonych popierało legalizację kontaktów seksualnych z dziećmi.

W następstwie „rewolucji seksualnej” z lat 60-tych wprowadzonych zostało w Niemczech także wiele zmian prawnych. Liberalizacja prawa aborcyjnego (1967), częściowe (1969) a następnie całkowite (1994) zniesienie karalności homoseksualizmu, legalizacja pornografii (1973), promocja ideologii gender (od 1994 r.) a wraz z nią „prawa do aborcji”, seksualizacja dzieci i młodzieży, instytucjonalizacja związków homoseksualnych (2001) – to, jak podkreśla Eckermann, najważniejsze ze skutków, które dziś obserwujemy.

Do roku 1974 zgodnie z niemiecką konstytucją „opieka nad dziećmi i ich wychowanie były naturalnym prawem rodziców i na nich przede wszystkim spoczywającym obowiązkiem”. Po 1974 roku wprowadzono zmiany w konstytucji, uzupełniając  ten zapis stwierdzeniem, iż „nad działaniami rodziców czuwa wspólnota państwowa”. – Społeczeństwo stało się tym samym niejako instytucją wychowawczą, która pozbawia rodziców naturalnego prawa do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (..) Czego przykładem są kary nakładane na rodziców za uczenie swoich dzieci w domu – tłumaczy Gabriele Eckermann.

Rewolucja seksualna wykształciła sobie odpowiednie zaplecze instytucjonalne. Federalna Centrala Uświadamiana Zdrowotnego (Bundeszentrale für gesundheitliche Aufklärung – BzgA) jest dziś zasadniczym dostawcą materiałów szkolnych w zakresie edukacji seksualnej. BzgA wydaje w milionowych nakładach bezpłatne broszury przeznaczone dla niemieckich dzieci i młodzieży, współpracując oczywiście z aborcyjną organizacją „Pro Familia”. Tą samą, która w latach 80-tych promowała legalizację kontaktów seksualnych z dziećmi.

Jedną z najbardziej znanych broszur wydanych w roku 2009 jest „ABC małego ciała“ („Das kleine Körper ABC“). To kieszonkowe wydanie książki do edukacji seksualnej ma stanowić  „seksualny leksykon dla dziewczynek i chłopców”. „Treść broszury przekracza wszelkie granice przyzwoitości” – zauważają redaktorzy serwisu katholisches.info.

To powody dla których wielu niemieckich rodziców szuka alternatywnych rozwiązań – tłumaczy Eckermann. Chcą najzwyczajniej zadbać o rozwój i edukację dziecka zgodną z wyznawanymi zasadami moralnymi i religijnymi. Nie jest to proste, bowiem niemieckie państwa nakłada obowiązek szkolny, tym samym nauczanie dzieci w domu do dziś pozostaje czynem karalnym. Wszelkie próby podejmowane przez rodziców w celu zwolnienia ich dzieci z obowiązkowych zajęć z „edukacji” seksualnej kończą się fiaskiem. Odrzucane są nawet te pozwy, które uzasadniane są wiarą i przekonaniami moralnymi. Jak widać, poszanowanie praw sumienia obywateli nie jest dla niemieckiego państwa ważne.

Z badań prowadzonych przez socjologa Thomasa Spieglera wynika, że jeszcze w roku 2003 około 500 niemieckich dzieci było uczonych przez swoich rodziców. Obecnie liczba ta sięga od 600 do 1000 osób objętych obowiązkiem szkolnym. Jak zauważa Eckermann, „niedopuszczalnym jest, aby rodzice, którzy nie posyłają dzieci na lekcje edukacji seksualnej – wedle własnego przekonania – byli karani grzywną, a co gorsza, pozbawiani praw do opieki nad dzieckiem, a już w najgorszym przypadku, wolności”. Przed dwoma miesiącami władze w Hesji za podjęcie edukacji domowej pozbawiły już rodziców praw do opieki nad własnymi dziećmi.


Źródło: katholisches.info
klaud

2 komentarze:

  1. O przyszłości Europy czytajcie na http://www.urbietorbi.gbzl.pl/polski.pl.html

    OdpowiedzUsuń
  2. przerażające.. i u nas chyba też nie jest dobrze, skoro już biskupi wprost alarmują:
    http://papiez.wiara.pl/doc/1820927.Biskupi-ostro-o-gender

    OdpowiedzUsuń