czwartek, 19 grudnia 2013

Duch przychodzi do hospicjum. Kontakty z "przewodnikami"

Jedną z najbardziej zasłużonych osób dla rozwoju hospicjów na świecie jest amerykańska lekarka szwajcarskiego pochodzenia dr Elisabeth Kubler-Ross (1926-2004). Wspierała powstawanie ośrodków, w których zaczęto pomagać osobom śmiertelnie chorym w godnym przechodzeniu na tamten świat. To bez wątpienia piękna karta w jej życiorysie. Niepokój budzą jednak jej związki z okultyzmem i spirytyzmem. 

Po ukończeniu studiów medycznych w Zurychu, Elisabeth Kübler-Ross wyjechała do USA, by robić tam specjalizację. W nowojorskich szpitalach zainteresowała się podejściem do śmierci, jakie mają chorzy w stanie terminalnym. Efektem jej obserwacji stała się, opublikowana w 1969 roku, głośna książka "Rozmowy o śmierci i umieraniu". 

Kontakty z "duchami-przewodnikami" 


Lekarka często chwaliła się swoją wiedzą na temat życia pośmiertnego. Jak sama przyznawała, informacje o zaświatach czerpała na podstawie kontaktów z duchami umarłych. Pierwsze takie przeżycie spotkało ją w 1967 roku w Chicago. Siedząc w swym uniwersyteckim gabinecie, zastanawiała się nad porzuceniem pracy z umierającymi. Była zmęczona i zrezygnowana, gdyż nie widziała efektów swego wysiłku. 

Nagle w pokoju, mimo zamkniętych drzwi, pojawiła się nieznana kobieta. Przedstawiła się jako pacjentka zmarła dziesięć miesięcy wcześniej. Zjawa zaczęła namawiać lekarkę, by nie porzucała swej pracy. Przed zniknięciem napisała na kartce kilka słów. Kübler-Ross odszukała dokumentację medyczną zmarłej i porównała charakter jej pisma z listem pozostawionym przez zjawę. Był identyczny. 

Tak zaczęła się przygoda amerykańskiej doktor z "duchami-przewodnikami". Jak sama opowiadała, od tamtej pory wiele razy wchodziła z nimi w kontakt. Jedna z owych istot, która zmaterializowała się przed nią w Kalifornii, utrzymywała, że Kübler-Ross dwa tysiące lat temu miała na imię Izabela i była współpracownicą Jezusa. 

Co ciekawe, wrażeń z owych doznań lekarka nie zatrzymywała tylko dla siebie, lecz chętnie dzieliła się nimi z szerszym audytorium. Na konferencji medycznej w San Francisco w 1976 roku obecnych było 2300 lekarzy i pielęgniarek. Kübler-Ross opowiedziała im, jak poprzedniej nocy przeżyła "głębokie doświadczenie mistyczne": Ostatniej nocy odwiedził mnie Salem - mój duch przewodnik, i dwaj jego towarzysze - Anka i Willie. Byli z nami do trzeciej godziny nad ranem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wspólnie śpiewaliśmy... Był to najważniejszy moment mojego życia. 

W 1978 roku podczas spotkania w Ashland w stanie Oregon podzieliła się swoimi doznaniami z 2200 osobami na sali. Namawiała je, by przywoływali duchy zmarłych, które na pewno przyjdą im z pomocą. 

Misja otrzymana z zaświatów 

Co sądzić o tego typu doświadczeniach? Literatura demonologiczna i egzorcystyczna nie pozostawia wątpliwości, że "duchy-przewodnicy" są w rzeczywistości upadłymi duchami, czyli demonami. Pojawiają się one w określonym celu, jakim jest zwodzenie ludzi i wskazywanie fałszywej drogi, uniemożliwiającej zbawienie. 

W tym kontekście warto więc przeanalizować, jaką wizję życia pozagrobowego roztaczają przed nami "duchy-przewodnicy". Kübler-Ross traktowała bowiem informacje od nich jak niewzruszoną oczywistość. Miała być to wiedza pewna, gdyż pochodząca bezpośrednio z zaświatów. 

Strona 2 z 2
Owa wizja została poddana gruntownej analizie przez amerykańskiego teologa prawosławnego o. Serafina Rose'a (1934-1982). Wyróżnił on pięć podstawowych, składających się na nią elementów. Pierwszy - nie trzeba się bać śmierci, drugi - nie będzie żadnego sądu ani piekła, trzeci - śmierć nie jest wydarzeniem wyjątkowym i ostatecznym, lecz raczej bezbolesnym przejściem do "wyższego stanu świadomości", czwarty - celem duszy nie jest zbawienie wieczne, ale nieograniczony proces "wzrostu" w "miłości", "rozumieniu" i "samorealizacji", piąty - doświadczenia "wyjścia z ciała" są najlepszym przygotowaniem do życia po śmierci. 

Ojciec Rose zauważył, że każdy z owych pięciu punktów jest częścią XIX-wiecznego nauczania spirytystycznego, odsłanianego w tamtym czasie przez same "duchy" za pośrednictwem mediów. Jak mówił jeden z największych mediów XX wieku, Arthur Ford, celem misji współczesnych spirytystów jest usunięcie raz na zawsze z ziemskich umysłów strachu przed przejściem przez śmierć. Ten sam cel stawiała sobie również Elisabeth Kübler-Ross. Pisała zresztą wprost, jakie zadanie otrzymała od "duchów-przewodników": Czas, byś powiedziała światu, że śmierć nie istnieje. 







W swej autobiografii lekarka opisywała, że kiedyś zapytała jednego z owych duchów, dlaczego to właśnie ona została wybrana do tej misji. Wtedy otrzymała odpowiedź, że stało się to dlatego, iż jest osobą ze świata medycyny i nauki, a nie religii i teologii, ponieważ przedstawiciele tych dwóch ostatnich dziedzin nie spełnili pokładanych w nich nadziei, mimo że w ciągu ostatnich dwu tysięcy lat mieli dostatecznie dużo okazji, aby się wykazać. 

Chrześcijańska alternatywa 

W podejściu do śmierci propagowanym przez Kübler-Ross brakuje elementów, na które zawsze zwracała uwagę tradycja chrześcijańska - postawy głębokiej czci i bojaźni Bożej, skruchy i żalu za popełnione grzechy, pokory i niepewności co do własnego zbawienia oraz całkowitego zawierzenia miłosierdziu Jezusa. 

Jak zauważa demonolog ks. Aleksander Posacki, teorie Elisabeth Kübler-Ross na temat życia pozagrobowego są popularne w wielu środowiskach New Age jako element tzw. positive way (pozytywnej drogi), w której wszelkie przejawy sumienia (związanego z teologią sądu Bożego) konsekwentnie likwiduje się jako "negatywne" czy "toksyczne". Tak więc tezy o zaświatach głoszone przez amerykańską lekarkę są nie do pogodzenia z przekazem chrześcijańskim. 

Biblijny nakaz dotyczący rozeznawania duchów pozostaje szczególnie aktualny wobec propozycji obiecujących wgląd w życie po śmierci. W tej sytuacji należy być wyjątkowo wyczulonym na wszelkie oferty o charakterze spirytystycznym i okultystycznym. Istnieje bowiem wówczas realne ryzyko zwiedzenia. 

Warto natomiast naśladować inny rys postawy Elisabeth Kübler-Ross - jej zainteresowanie ludźmi umierającymi i wspieranie ruchu hospicyjnego. Warto więcej uwagi poświęcić osobom zbliżającym się do kresu życia i pomóc im w przechodzeniu na tamten świat. Żeby przed śmiercią zdążyły pojednać się z otoczeniem i z Bogiem. 


Grzegorz Górny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz