wtorek, 26 listopada 2013

Kanon lektur (i okolice)



Redakcja portalu PCh24.pl wystąpiła z inicjatywą opracowania kanonu lektur, które znać wypada. Trzeba przyklasnąć temu pomysłowi. Warto posiadać w domowym zaciszu taki zestaw tytułów, wówczas naszym dzieciom niestraszny będzie nawet najgłupszy minister edukacji.


Podobno na statystycznego Polaka przypada w ciągu roku ledwie połowa przeczytanej książki. Nie wiem, czy jest to oszacowanie precyzyjne, ale każdy się zgodzi – z czytelnictwem jest u nas fatalnie. Problem nie leży tylko w pieniądzach, w zubożeniu społeczeństwa. Chyba każdy z nas potrafi wskazać znajomych, o których wie, że lokują całkiem pokaźne kwoty w szeroko rozumianej rozrywce, wszakże książki (bądź wartościowa prasa) na liście ich wydatków zajmują smętną ostatnią pozycję, a jeszcze częściej całkowicie brakuje dla nich miejsca. Cóż, czytelnictwo, a zwłaszcza czytelnictwo porządnej literatury było zawsze nieco elitarne. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, niechaj porówna sobie, jaki jest nakład „Polonii Christiana”, a jaki kolorowych szmatławców, prasy plotkarskiej, porad wróżbitów i tym podobnego śmiecia.

Poprawiacze

Nawet „mejnstrim” zauważył, że źle się dzieje, i zareagował na to z typową dla siebie finezją. Pani Kazimiera Szczuka i jej podobne „gwiazdy” jęły szantażować brzydszą połowę ludzkości kwestią: „Nie  czytałeś? Nie idę z tobą do łóżka!” Nie mam pojęcia, czy znalazł się w końcu jakiś desperat skłonny „iść do łóżka” z Kazimierą Szczuką i pozostałymi celebrytkami, w każdym razie przełom w sprawie czytelnictwa nie nastąpił.

Z kolei reżimowa przybudówka mafii podręcznikowej (wymuszająca na rodzicach coroczny haracz pod pretekstem „zmian podstawy programowej”, zwana dumnie Ministerstwem Edukacji postanowiła rozwiązać problem metodą równania w dół. Dowiedziałem się właśnie, że licealistów obarczono obowiązkiem przeczytania w ciągu trzech lat aż... 13 (trzynastu!) lektur. Chciałbym więc poinformować panią ministerkę Szumilas, że moja 9-letnia córka Ania tylko podczas minionych wakacji zdołała pochłonąć osiem książek, wśród nich parę dość pokaźnych tomiszczów, jak „Dzieci kapitana Granta” oraz „20 000 mil podmorskiej żeglugi”. Może by więc ministerialni mędrcy zaprzestali kreowania licealistów na osoby upośledzone umysłowo?
***
Niestety, nie czuję się kompetentny, aby doradzać w sprawie kanonu lektur, a przy tym wiem, że konieczność selekcji zawsze pozostawia ogromny niedosyt. Dlatego proszę potraktować mą pisaninę jako kilka luźnych uwag i propozycji, sporządzonych ze świadomością, że lista autorów oraz tytułów jest daleka od wyczerpania.

1. Sienkiewicz (i inni)

Jak przedstawia się lista najwybitniejszych polskich pisarzy i poetów - każdy mniej więcej wie. Wszelako wywołałem tu Mistrza Henryka z dwóch powodów.

Po pierwsze – chyba żaden polski pisarz nie miał tak potężnego wpływu na rzeczywistość. Żaden nie zawładnął tak duszami swych czytelników. Tyś nas uczynił Polakami! – wołali do niego z wdzięcznością. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie powstały Trylogia i Krzyżacy, to zastęp XX-wiecznych polskich bohaterów wojennych mógłby okazać się znacznie szczuplejszy.

Po wtóre – żaden nasz twórca nie spotkał się z tak zaciekłymi atakami. Napaści przychodziły nie tylko ze strony literatów zawistnych o sławę (co jeszcze najłatwiej zrozumieć) oraz nadętych krytyków okazujących wyniosłe lekceważenie dla „literatury dla lekarzy i robotników”.

Nie, Sienkiewicza kopano przede wszystkim za „niesłuszne” poglądy. Piętnowano jego wstecznictwo, nacjonalizm, militaryzm, germanofobię, brak zrozumienia dla rebelii Chmielnickiego, klerykalizm, fanatyzm religijny i tysiące innych rzekomych przywar.
Faktycznie patriotyzm i religijność Pana Henryka były takie... nieuczesane, chropawe, zadziorne. Miały w sobie dzikość bachmata cwałującego nocą przez step; gwałtowność husarskiej szarży łamiącej szyki wroga; zimny spokój modlitwy różańcowej odmawianej wśród wrzasku zabijanych heretyków. Krótko mówiąc poglądy Sienkiewicza niosły ze sobą to wszystko, co przerażało i wciąż przeraża tak zwane Siły Postępu. Sienkiewicz zbudował przepiękny narodowy mit i (ku zgrozie postępaków) miliony uznały go za własny. A jeśli ktoś chce zniszczyć naród (czy też przemodelować go pod upatrzony wzór), to zaczyna zawsze od niszczenia jego mitów. Ot, cała tajemnica antysienkiewiczowskiego szału decydentów różnych epok.

2. Romantyczność

Wpływ romantyzmu na naszą historię był przeogromny. Daleko wykraczał poza ramy literatury i sztuki. Można oceniać to rozmaicie – romantycy budzili ducha narodowego, nawoływali do niepogodzenia się z niewolą, a z drugiej strony ich hasło: „Mierz siły na zamiary!”, postulujące nieliczenie się z realiami, przeniesione na grunt polityki i strategii wojskowej dało efekty straszliwe.

Temat to fascynujący i jeszcze długo będzie wzbudzał namiętne dyskusje. Tyle że dzisiejszej młodzieży władza odebrała szansę podyskutowania o tych problemach (oraz wyciągnięcia z nich wniosków na przyszłość). Młody człowiek nie zachwyci się pięknem „Litwy, ojczyzny mojej”, nie będzie roztrząsał dylematów moralnych Konrada Wallenroda. Zadbali o to funkcjonariusze resortu Krystyny Szumilas. Znów cała nadzieja w rodzicach...

3. Podróż na Wschód

Zofia Kossak zadebiutowała Pożogą, która przenosi nas na ogarnięty rewolucyjnym pożarem Wołyń. Ja jednak z obszernej spuścizny pisarki chciałbym zaproponować podróż o wiele dalszą - zbrojną pielgrzymkę w towarzystwie bohaterów jej Krzyżowców .
Owo dzieło, poza walorami literackimi, to ważny głos w dyskusji o roli chrześcijaństwa w historii. Można je potraktować jako uzupełnienie Quo vadis Sienkiewicza, gdy mowa o dawaniu świadectwa wiary w różnych epokach, na różny sposób - czy to w pokornym akcie ofiary na rzymskiej arenie, czy z mieczem w ręku na pustyniach Lewantu.

4. Zapiski oficera Armii Czerwonej
Już pierwsze zdanie tej książki powala na kolana: „Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra...”

Sergiusz Piasecki napisał wiele innych dzieł, często o wiele bardziej cenionych. Ja wszakże wybrałem Zapiski..., bo użyto w nich śmiechu jako broni. Zjadliwa satyra odgrywa tu rolę oręża pokonanych. Śmiech, przeważnie szyderczy, a często też gorzki stanowi ostatnią linię obrony przed pogrążeniem się w otchłani rozpaczy. To dobra lektura na dzisiejsze czasy.

5. Rosyjska literatura łagrowa

Przyznawać się dziś do obcowania z wytworami kultury rosyjskiej niekiedy bywa nieco ryzykowne. Sam niedawno oberwałem na pewnym forum dyskusyjnym, gdy nieopatrznie zdradziłem się ze znajomością dzieł Bierdiajewa i Sołżenicyna (co pewien roztrzęsiony dyskutant uznał za dowód mego zaprzaństwa). Ano, miałem to szczęście, że w szkole trafiałem zawsze na porządnych rusycystów, którzy mimo „trudnych czasów” nie mieszali nauki języka z ideologią (innymi słowy podsuwali nam Puszkina, Lermontowa i Dostojewskiego, a nie krzepiące opowiastki o tym, jak Wołodia Iljicz radziecką wieś elektryfikował).

Gdy mowa o Gułagu, to natychmiast wyświetla nam się przed oczami nazwisko Aleksandra Sołżenicyna. Oczywiście jak najsłuszniej, ja jednak czuję się w obowiązku zarekomendować tutaj Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa. Znajdziemy w nich okrucieństwo, strach, cierpienie, zmęczenie i wszechogarniający smutek. Szałamow nie epatuje przesadnym naturalizmem, unika moralizatorstwa, ale zadaje trudne pytania o istotę człowieczeństwa. Rozdziera włókna duszy i wbija w serce bolesne zadry. Zdaje się, że dzisiaj ma wszelkie szanse znów zostać pisarzem „niesłusznym” – przecież w Opowiadaniach kołymskich zaświadczył, że prawie wszyscy kryminalni urkowie będący postrachem łagrów byli pederastami…

Mam również ogromny sentyment do Wiernego Rusłana Gieorgija Władimowa (czytałem go bowiem w młodym wieku, wydanego jeszcze „drobnym druczkiem” – to jest w samizdacie). Mamy tutaj obraz łagru, czy szerzej – zniewolenia, oglądany z nietypowej perspektywy, bo ślepiami psa wartowniczego. Jest przejmujący tragizm, otchłań beznadziei, iskry dobra nieubłaganie pochłaniane przez mrok. Jest wspaniała scena buntu psów obozowych, kąsających zajadle wąż strażacki używany do polewania więźniów na 40-stopniowym mrozie – z oczywistą konstatacją, że niekiedy zwierzę potrafi być bardziej ludzkie od człowieka. Tak potrafią pisać chyba tylko Rosjanie.

6. Ocet i łzy

Pani Monika Milewska w obszernym eseju historycznym Ocet i łzy. Terror Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako doświadczenie traumatyczne dokonała drobiazgowej analizy zjawiska rewolucyjnej przemocy. Stworzyła wielkie dzieło, piękne w formie i straszne w treści, a dzisiaj niezwykle potrzebne. Dzieło o którym powinno się mówić jak najwięcej, podsuwać je maturzystom i studentom. U Milewskiej ofiary Terroru nie są anonimowymi liczbami – mają twarze i imiona; ich krew obryzguje nas, ich krzyk dźwięczy nam w uszach.
Dopóki nadsekwańska rzeź, zwana Wielką Rewolucją Francuską będzie wychwalana czy choćby usprawiedliwiana okolicznościami, dotąd jej ofiary nie zaznają ukojenia; dotąd ciszę cmentarzy rozdzierał będzie radosny rechot tłuszczy, a na grobach zamordowanych wciąż będzie trwała upiorna karmaniola.

7. J.R.R. Tolkien

Pojawienie się Tolkiena na listach lektur szkolnych to jedno z nielicznych pozytywnych wydarzeń w kręgu oświaty. Część starszego pokolenia wciąż nieufnie zerka na tę nowinkę, doszukując się w opowieściach o hobbitach pokrewieństwa z niecną potterowszczyzną.
Bez obaw! Pisarstwo Tolkiena (katolickiego tradycjonalisty, jednego z nielicznych brytyjskich intelektualistów, którzy mieli odwagę poprzeć Wielką Krucjatę Iberyjską generała Franco, a potem wyrażać się ze współczuciem o Polsce wydanej na łup „tego starego mordercy” Stalina) to zupełnie inna bajka.

Kto na serio pokochał „Trylogię” Sienkiewicza, tego z pewnością zauroczy również świat Władcy Pierścieni; przy czym w obu dziełach odkryje on z radosnym zdziwieniem niemal bliźniaczą apoteozę rycerskości, męstwa, przyjaźni i poświęcenia. A kiedy jeszcze sięgnie po Silmarilion, wówczas do reszty zachwyci go piękno i głębia (również teologiczna) tej prozy, i w pełni zrozumie opinię S. Lawheada: Jakie to dziwne... Ani razu, w żadnym akapicie „Władcy Pierścieni” nie wspomniano o Jezusie Chrystusie. A przecież z każdej niemal strony utworu spogląda na nas Jego twarz.

8. Coś dla młodych

Właściwie od tego powinienem zacząć, zgodnie z ludową mądrością: „Czym skorupka za młodu nasiąknie...” Często lekceważymy problem literatury dziecięcej i młodzieżowej, a przecież to szalenie ważne, jakimi treściami nasiąkną nasze dzieci.

Młody człowiek, jeśli już posiądzie szlachetną sztukę czytania, na ogół ucieka przed „poważnymi” tematami, szuka raczej akcji i przygody. Tych niby dostarczają w obfitości również dzieła klasyków, ale... Ale przecież nie podsuniemy przed oczy 8- czy 10-latkowi sceny zarzynania pana Nowowiejskiego, ani palowania Azji Tuhajbejowicza!

Moje pociechy spróbowałem zaintrygować cyklem powieściowym Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego. Dalibóg, udało się. Wiem, że obecnie wiele bibliotek i innych ośrodków kultury w ramach popularyzacji czytelnictwa organizuje ferie i wakacje z Tomkiem Wilmowskim, często osiągając budujące rezultaty. Miło mieć świadomość, że w dobie potteromanii, komputerów, robotów, laserowych strzelanek i całego tego technologicznego  szaleństwa, wielu młodych ludzi wciąż fascynują opowieści o tradycyjnej włóczędze po wertepach, o przedzieraniu się przez dżungle, o polowaniach na lwy i tygrysy (którym obowiązkowo strzela się „między ślepia”)...

Szklarski ma przy tym tę przewagę nad innymi autorami powieści przygodowych, że subtelnie acz konsekwentnie uczy polskiego patriotyzmu. U niego prawie wszyscy ważniejsi bohaterowie są Polakami (wzorem dla pana Alfreda, co usłyszałem z jego własnych ust, był sienkiewiczowski Staś Tarkowski). Kiedy podróżnicy przemierzają dżunglę, na czele wyprawy niesiona jest biało-czerwona flaga – sztandar państwa oficjalnie wówczas nieistniejącego. Stale też napotykamy na informacje o polskich śladach na dalekich lądach. A na Syberii z ust rosyjskiego ex-katorżnika popłynie pieśń:
Boże, czto Polszu, rodimuju naszu
 Cholił, lelejał stol dołgije gody...

9. Ojcowie i synowie

Parę lat temu zasłużone triumfy święciła Droga Cormaca McCarthy’ego - historia mężczyzny, który przemierza świat zniszczony apokaliptyczną katastrofą, cały czas walcząc, zdobywając się na nadludzki wysiłek tylko w jednym celu – aby ocalić życie i przyszłość swego syna. Przywołuję tu Drogę, bo to jeden z najwspanialszych we współczesnej literaturze hymnów pochwalnych na cześć ojcostwa.

W dzisiejszym świecie ojcostwo to cnota mocno deficytowa. Ojcowie znajdują się pod ciągłym ostrzałem. A podobno właśnie dzięki Drodze wielu ojców inaczej spojrzało na swych synów, a i niejeden syn dostrzegł wreszcie coś więcej w swoim rodzicielu. Zaprawdę tli się jeszcze płomyk nadziei dla naszej cywilizacji, skoro powstają takie książki.

Wszystko w naszych rękach!

Rozpisałem się zbytnio, a zamiast satysfakcji odczuwam teraz potężne wyrzuty sumienia (bo gdzie Prus? gdzie Reymont? Mackiewicze? Ossendowski? Wańkowicz? Herbert? I legion innych znakomitości?).

Może więc już tylko drobna uwaga na koniec. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli w domu nie ma nawyków czytelniczych, jeśli dziecko nie widzi, od najmłodszych lat, książki w dłoniach mamy i taty - to szanse, że szkoła zamieni dzieciaka w pożeracza lektur przedstawiają się marnie. Sprawy nie załatwi żadne ministerstwo, nawet obsadzone przez właściwych ludzi, ani też nauczyciele, choćby najbłyskotliwsi. Tak naprawdę wszystko spoczywa w rękach rodziców.


Andrzej Solak


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz