czwartek, 24 października 2013

Przeproście Sarmatów, oświeceniowe nieuki!


Dzięki najnowszym odkryciom nauki Sarmata tryumfuje zza grobu. Barokowy Polak okazuje się w swej pijanej finezji zdecydowanie bliższy prawdy niż kilkadziesiąt pokoleń przemądrzałych bękartów Oświecenia. Pokrewieństwo Polaków i Sarmatów, kimkolwiek by oni nie byli, jest pewne, jeśli tylko mieszkali tam, gdzie się sądzi, że mieszkali lub mówili językiem, którym się sądzi, że mówili - pisze dr Marek Bańczyk*.


Wszystkie epoki są ważne, ale niektóre epoki są równiejsze od innych. Pamiętacie to ze szkoły?  Jak ładowano wam do głowy, że średniowiecze było takie ciemne, biedne, nadaremne? Barok nadmierny, rozlazły i nadęty? Za to renesans, czy oświecenie to dopiero wniosły światło, tolerancję i pootwierały umysły? Tak to od wczesnych lat nawożono nam mózgi. Popularność stereotypu mohera czy kibola zakiełkowała i rozkwitła na tak właśnie przygotowanych połaciach płatów czołowych inteligenta polskiego. Ecce homunculus: ciemny głupi fanatyczny i bitny, proto-Polak reprezentujący najgorszą zapalczywość i zapalczywą najgorszość. Po przeciwnej stronie, przechadza się po salonie Polak-niePolak, pod rękę z Kartezjuszem i Wolterem wyniośle stąpa. Ironiczne puszcza oko. Pobłażliwie łaja, paluszkiem grozi i za głowę się chwyta. Na taką wizję nas skazali, taką przebodli nas Ojczyzną.

Temu barokowemu Polakowi kompletnie już odbiło. Odurzony megalomanią z domieszką ksenofobii, protomesjanizmu i zwykłego absurdu wymyślił sobie pochodzenie "sarmackie". Dla pań od polskiego z zacięciem Kazimiery Szczuki i peerelowskich historyków z brodami w kolorze musztardy i wytartych swetrach to była dopiero beka nad beki. Dowód na ostateczną aberrację tępola polskiego. Pijany, szablą wywija i szuka nadprzyrodzonego rodowodu wśród jakichś plemion z centralnej Azji. Na pewno pomylił nazwy. Jacy "Sarmaci", o co c’mon? Przez kilkanaście dobrych dekad serwowano nam oficjalną szyderę z polskich barokowych tradycji.

Od zawsze irytowała mnie potajemnie proklamowana wyższość ‘oświeconych’ formacji dziejowych, szczególnie - nachalne ośmieszanie szczególnie wątku sarmackiego. Nawet wtedy – w podstawówce czy w liceum – nie potrafiłem zrozumieć dlaczego wszyscy poddają się takiemu pochopnemu brechaniu bez mocnych dowodów. Wiele jest zaskakujacych rodowodów narodowych, np. kto by pomyślał, że Burgundowie przyleźli ze Skandynawii? A jednak. Zresztą, nawet jeśli teoria sarmacka była mylna, to co? Wiele było mylnych teorii, z których brechania nie uczono w szkole, na które tak otwarcie nie szczuto. Życzyłem brechaczom jak najgorzej. Jakże proroczo i jakże słusznie.
                      
Nie mogę poskromić w sobie swoistej satysfakcji (no dobra - wcale nie chcę jej poskramiać:), gdy prawdziwa nauka niepokalana oświeceniowa tendencyjnością, z wszystkich nadgorliwych wysmiewaczy sarmatyzmu robi właśnie debili. Powtórzmy: DE-BI-LI.

Kim byli Sarmaci, nie wiemy do końca. Wiemy, że był to lud spokrewniony blisko ze Scytami, a właściwie – że Scytowie i Sarmaci mieli wspólnych indoirańskich przodków. W sferze sakralnej, polszczyzna ma pewne, nie wyjasnione dotad związki z językiem staroperskim i już to powinno było zwrócić uwagę naukowców. Gdzie tam.  Beka z sarmacji była tak atrakcyjna, że któż chciałby psuć tę radosną jednomyślność. Aż sama się zepsuła. Na amen.
Wydane w ostatnich latach najwazniejsze prace z zakresu genealogii DNA z chromosomu Y  (Klosow 2009, Różanski 2009, Underhill 2009, Pamjav 2012) nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości, że istnieje bliskie genealogiczne pokrewieństwo pomiędzy ludami zamieszkujacymi Azję zachodnią i centralną a nawet – Indie oraz – mieszkańcami Europy Wchodniej. To pokrewieństwo nie jest wytłumaczalne li tylko przynależnością do indoeuropejskiej rodziny językowej (np. w bardzo niewielkim stopniu dotyczy Niemców zwłaszcza na zachód od Łaby, ludów romańskich, nie dotyczy również południowych Słowian). Podstawą tego pokrewieństwa jest haplogrupa R1A i jej najważniejsze podgrupy: M458, L260, M417 i Z93.
Sarmatów nie można już zbadać, bo wymarli. Ale zarówno to, gdzie żyli, jak i to jakim językiem mówili wskazuje bezpsprzecznie na ich przynależność do centralnoazjatyckiej gałęzi R1A (podgrupy Z93 i M417)
Można natomiast zbadać Polskę, póki my żyjemy. I zbadano. I co? i okazało się, że Polska jest zdecydowanym epicentrum R1A w Europie (ok, 56%, potwierdzone w różnych badaniach, główne podgrupy M458 i L260). Nawet pozostałe kraje słowiańskie notują wyniki istotnie niższe (ok.30%). Pochodzenie całej tej linii genealogicznej jest przedmiotem debaty (Indie lub stepy Środkowej Azji), ale samo pokrewieństwo przez nią znaczone – jest pewne. Nikt poważny go nie podważa. Tym samym jest pewne, że wg stanu wiedzy AD 2013, z obecnych ludów europejskich to właśnie Polacy najblizsi są starożytnym Sarmatom (a także Scytom, ludom centralnej Azji oraz Ariom, których migracja na subkontytnent Indyjski również została potwierdzona).
I tak oto współczesna nauka pokazała zadufanym w sobie brechaczom środkowy palec. A dworkowy  barokowy Polak okazuje się w swej pijanej finezji zdecydowanie bliższy prawdy niż kilkadziesiąt pokoleń przemądrzałych bękartów Oświecenia. Pokrewieństwo Polaków i Sarmatów, kimkolwiek by oni nie byli, jest pewne, jeśli tylko mieszkali tam, gdzie się sądzi, że mieszkali lub mówili językiem, którym się sądzi, że mówili. Teoria sarmacka nie była przyciężka, jak wydawało się rozmaitym miernotom. Była ona po prostu uskrzydlona myślą zbyt hardą, buńczuczną a przy tym – zbyt lotną, by mogły ja objąć bez przerażenia te ptasie móźdżki i duchy skarlałe od Oświecenia aż po dziś dzień. Teraz nie mają wyjścia.

Sarmata tryumfuje zza grobu.
Przeproście go grzecznie, nieuki.
Ale już!
Marek Bańczyk

*Ekonomista, zajmuje sie badaniem sieci miast,  współpracownik sieci Globalization and World Cities, jedyny polski współautor Global Urban Analysis 2010. A Survey Of Cities In Globalization (Earthscan, London – Washington 2011), ekspert d/s gospodarki kreatywnej ONZ (pre-UNCTAD XII, Genewa 2008; UNCTAD XIII, Doha, 2012).

Ilustracja: Portret trumienny Stanisława Woyszy (1677), autor nieznany. Jeden z typowych przykładów sztuki polskiego baroku, a przy okazji typowy wizerunek szlachcia polskiego tamtego okresu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz