środa, 2 października 2013

Kiedy ziołolecznictwo staje się magią – mierzalna fizycznie energia żadnej „wiedzy” nie posiada, czyli energie z wiedzą – to energie od złego ducha


Zioła należały i wciąż należą do nieodłącznej scenerii wszelkiego rodzaju czarownic. Tych udawanych, co jedynie naciągają ludzi na pieniądze, jak i niestety tych prawdziwych magów, współpracujących z szatanem.
Kultowe używanie ziół
Szanując tradycyjne zielarstwo, które jest po prostu mądrością poprzednich pokoleń, powinniśmy omijać i zwalczać magię która jest ciemnotą, grzechem i głupotą. Niestety, nasza kultura nie wyzbyła się pewnych przesądów, a niekiedy i prawdziwych rytuałów dotyczących ziół. O tym jakie makabryczne pomysły mogą przychodzić ludziom do głowy w związku z ziołami dobitnie mówi opowieść o opętaniu Emmy Schmidt, opisana w książce Davida St Clair, gdzie egzorcystą był kapucyn Theophilus Reisinger (1868 – 1941). Historia ta wydarzyła się naprawdę w USA w środowisku emigrantów z Niemiec, którzy mieli nawyki wzięte z europejskiej prowincji.

Mianowicie w obliczu domowego konfliktu, kochanka ojca pewnej młodej kobiety usiłowała już we wczesnej młodości zabić ją w sposób magiczny. Dla tego dawała jej zaczarowane zioła. Właśnie nie co innego jak zioła, stanowiły magiczny fetysz. Kobieta, podczas rytuału egzorcyzmu wypluwała te przeżute zioła, pomimo iż nie spożywała nic je przypominającego. Działo się to podczas dialogów jakie zakonnice towarzyszące rytuałowi, jak i egzorcysta prowadzili z demonem “My mamy Boga po naszej stronie” – wtrąciła Matka Przełożona. Mary odwróciła głowę w jej stronę, głos zasyczał. “Nie pieprz głupot. Wiem, kim jest ten WASZ Bóg i wiem, że robi o wiele mniej niż możesz się po NIM spodziewać. Poza tym, pytał cię ktoś o zdanie? – głos zaryczał ze złością. “Wyraziłam tylko moją opinię” – odparła zakonnica. “Nie interesują mnie  twoje opinie, to sprawa pomiędzy mną a tym starcem. Staruchy takie jak ty powinny być wywożone na pustynię.” – Mary otworzyła usta i wypluła w powietrze małą brązową kulkę, która wyglądała jak przeżuty tytoń”. Jest to oczywiście skrajny przypadek, niemniej pokazujący na czym polega użycie ziół w czarnej magii i ze nieraz potrzeba egzorcyzmu, aby pozbyć się skutku działania ziół użytych do czarnej magii.

Biała magia
Częstszą domeną stosowania ziół, niż czarna magia jest magia biała, czyli pozornie mająca pomóc człowiekowi. Zioła znajdują zastosowanie jako technika pomocnicza w wielu okultystycznych sztuk leczenia. Oczywiście nie mówimy tu o oficjalnych nurtach medycyny, lecz o szerokiej strefie medycyny naturalnej. W ramach niej możemy mówić oczywiście o wielu metodach i wielu środowiskach je stosujących. Na pewno wśród nich są metody po prostu odwołujące się do przyrody, te bezpiecznie można stosować. Z pewnością jednak wielokrotnie przez medycynę naturalną rozumie się tzw. znachorstwo oparte na folklorze, przesądach i niesprawdzonych podaniach. „Dobry” cel „Białej magii” nie usprawiedliwia naszych działań, dla tego też wypowiada się na ten temat Katechizm Kościoła Katolickiego „KKK 2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.” Zatem, jeżeli jakaś tradycyjna praktyka medyczna zawiera elementy magii, unikajmy jej.

Zioła w metodach spirytystycznych
Niejednokrotnie metafizyczne założenia pewnych rodzajów zielarstwa wynikają z wiary w spirytystyczną energię. Często do pracy z ziołami używa się okultystycznych akcesoriów jak wahadełko czy różdżka. Te akcesoria niekiedy mają być podstawowym wskaźnikiem które zioła są dla nas dobre, a które są złe. Tak jakby „wahadło samo miało wiedzieć” o tym co jest dla nas dobre. Pytanie podstawowe powinno brzmieć skąd, coś co porusza wahadło, ma mieć „wiedzę”. Czyżby jednak coś co porusza wahadło było inteligentnym duchem? Mierzalna fizycznie energia, np. ta w gniazdku elektrycznym żadnej „wiedzy” nie posiada. Nie można się z nią porozumiewać zadając pytania. Zatem albo ta „wiedza” faktycznie nie istnieje i różdżkarze są oszustami, albo, jak ostatnio coraz więcej osób się przekonuje, różdżkarstwo jest dziedziną spirytyzmu. Z tą jednak różnicą, że na zadane pytanie, nie porusza się stolik, czy talerzyk, jak na seansie spirytystycznym z XIX wieku, lecz porusza się wahadło.  Idea pozostaje jednak ta sama, zadajemy pytania niewidzialnym bytom, nawet nie zastanawiając się, co robimy, jaka jest natura tych bytów i jakie to poniesie ze sobą skutki.

Odmienne stany świadomości
Specyficzną dziedziną New Age, w której stosowane są zioła, są różne działania, które mają na celu uzyskanie „odmiennych stanów świadomości” Niektóre zioła posiadają psychodeliczne własności, które ułatwiają kontakt ze światem duchowym. Ułatwiają w sposób naturalistyczny, ponieważ powodują halucynacje, lub ułatwiają w sposób duchowy, ponieważ poświęcono je duchom, przez co zioła te stanowią narzędzie duchowego pomostu pomiędzy rzeczywistościami. Przyjęcie takich ziół wówczas można porównać do sakramentu. Mogą one zadziałać nie tylko psychologicznie, lecz także i duchowo. Wiele na ten temat pisał współczesny antropolog Carlos Castaneda, którego książki wychwalające narkotyki z Ameryki Południowej, zwłaszcza Peyotl, leżą u podstaw ideologii New Age.

Zielarz jako medium
Badacz okultyzmu Alfred Palla pisze, że słynny zielarz Edward Bach, nazywany metafizycznym zielarzem „wprowadzał się w trans za pośrednictwem medytacji, aby stawiać diagnozy i przepisywać leki zgodnie z instrukcjami swego duchowego przewodnika. Niektórzy hodowcy roślin, niczym dawni czarownicy, wzywają duchy, aby napełniły ich rośliny duchową mocą. Inni wierzą, że w roślinach rezyduje kosmiczna energia, którą można przekazać konsumentom. Aromaterapia – jeden z działów spirytystycznego zielarstwa – zakłada posługiwanie się energią, która rzekomo znajduje się w aromacie roślin; aby napełnić chorego ową psychotroniczną energią sok roślin miesza się z olejkiem i wciera w skórę, wlewa do kąpieli, wdycha lub spożywa.” (Alfred Palla “Poradnik walki duchowej” )

Szeptuchy
W Polsce, zwłaszcza  specyficzną strefę duchowo-medyczną stanową tzw. szeptuchy. Szeptun (szeptucha, wiedźma)– uzdrowiciel bądź też uzdrowicielka ludowa. Ich usługom ufają nie tylko osoby ze wsi, lecz niekiedy pod ich siedzibami można zaobserwować sznur naprawdę dobrych samochodów bogatych osób z miasta, które przyjeżdżają po „pomoc”. Czasem chodzi o uzdrowienie fizyczne, lecz nie zawsze, niekiedy wchodzi w grę podobno zamówienie związane z czarną magią, żeby zaszkodzić kochance męża lub złej sąsiadce. Niejednokrotnie właśnie w tym celu używa się ziół. Zamawiający „usługę” dostaje tajemniczy woreczek z proszkiem który ma rozsypać, wsypać komuś do jedzenia itd. Niestety mamy XXI wiek, a tego typu usługi kwitną.

Zielarstwo jest dobre
Warto z całą stanowczości podkreślić, że zielarstwo, to prawdziwe zielarstwo, jest dobre. Zioła są pożyteczne do wielu rzeczy. Zioła są lekarstwami, przyprawami, barwnikami. Pędy, kora, nasiona, kwiaty… .Towarzyszą ludzkości od zawsze. Ich rola była niegdyś większa, teraz także jest duża, choć niejednokrotnie nie zauważamy tego. Trudno nieraz dostrzec ich obecność, ponieważ obecne są w formie przetworzonej, np. jako składnik lekarstw i kosmetyków. Wielu zakonników zajmowało się i zajmuje ziołolecznictwem. Jest to bardzo dobra działalność, o ile jest profesjonalna i racjonalna. Niebezpieczeństwo zaczyna się wówczas, gdy mamy do czynienia z nieprofesjonalizmem i nieracjonalizmem.

Niebezpieczeństwo nieprofesjonalizm
Podstawowym niebezpieczeństwem nieprofesjonalnego zielarstwa jest bezmyślne stosowanie ziół. Panuje przekonanie, sprzeczne z faktami, że zioła nie mogą zaszkodzić. Tymczasem zioła zwierają różne, niejednokrotnie bardzo silnie działające na organizm substancje. Zauważmy, że wiele zestawów ziołowych nosi nazwy sugerujące jedynie ich przeznaczenie: „na reumatyzm”, „na serce”, „na wątrobę”, „na bóle żołądka”. Tymczasem, wystarczy chwilkę pomyśleć, że te organy mogą być w rozmaity sposób chore. Próba leczenia wszystkich schorzeń danego narządu jednym uniwersalnym środkiem może opóźnić diagnozę i właściwe leczenie. Ponadto niejednokrotnie mikstury sporządzane przez nieprofesjonalnych zielarzy zwykle nie posiadają ani daty produkcji, ani terminu ważności. Nie posiadają też informacji o działaniu ubocznym, ani dokładnego wyszczególnienia składników. Nic nie wiemy o higienie sposobu zbierania tych ziół i ich przechowywania. Istnieją też oszustwa. Nie mamy pewności czy są to czyste zioła, czy też dla większej ich skuteczności, bez powiadamiania nas o tym czymś je „wzmocniono” (np. czy do ziół które mają na celu działanie uspokajające, nie dodano chemicznego leku na uspokojenie) co niestety się zdarza.

Niebezpieczeństwo nieracjonalizmu
Działanie ziół jest dobre, jeżeli jest racjonalnie wytłumaczalne. O ziołach z reguły wiemy, jak działają, są to sprawy fizyki i chemii. Ludzie przez tysiące lat przekazywali sobie wiadomości na temat działania ziół, co odnajdywano metodą prób i błędów. Zauważano, że np. jedna roślina działa na cerę nawilżająco, druga wysuszająco. To jest racjonalnie wytłumaczalne działanie ziół.  Nie wykluczone również, że nie wiemy jeszcze wszystkiego. Zioła zawierają wiele substancji, może znaczenie wielu dopiero zostanie odkryte, dla tego dobrze jest prowadzić badania i eksperymenty na ziołach.  Jednak na tę podstawową, zrozumiałą siatkę przeznaczeń narzucany był, również przez tysiąclecia  inny system znaczeń. Już nie obejmowany rozumem system wiary. Tu już nie mamy do czynienia z doświadczeniem mierzalnym, ale wkraczamy w duchowość.

Przeżywamy obecnie fazę wprowadzania w życie prawa Unii Europejskiej normującej produkcję i sprzedaż preparatów ziołowych. Niektórzy nazywają to ograniczeniem wolności i hamowaniem tradycji, inni zaś się cieszą. Można stwierdzić, że chociaż nieraz możemy się nie zgadzać z ograniczeniami które obecnie nadają urzędnicy Unii Europejskiej, to tym razem kierunek ich działania ma wiele słuszności. Rzeczywiście istnieją obszary dystrybucji i stosowania ziół, które stanowią pewnego rodzaju „usługi” mogące pod wieloma względami zaszkodzić. Od zwykłego barku higieny, przez bezmyślność i ciemnotę, po orientalną, pseudonaukową i neopogańską magię.

Maria Patynowska


Źródło: Fronda.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz