czwartek, 17 października 2013

KATOLICKA DOKTRYNA SPOŁECZNA

W maju roku ubiegłego minęło lat sześćdziesiąt odogłoszenia encykliki „Rerum Novarum”, w której je­den z wielkich w dziejach Kościoła papieży, Leon XIII wyłożył zasady katolickiej nauki społecznej i równo­cześnie dał zarys chrześcijańskiego ustroju społeczne­go. Od tego czasu datuje się niezmiernie żywy rozwójkatolickiego ruchu społecznego, który, acz ze zmien­nym natężeniem, trwa do dzisiaj, skupiając wokół sie-bie poważne, niejednokrotnie nawet przeważająbe masyzwolenników. Ów silny wzrost wpływów katolickich, który niewątpliwie jest przejawem głębszego procesuhistorycznego odradzania się katolicyzmu, byłby nie do pomyślenia, a w każdym razie byłby o wiele słab­szy, gdyby katoliccy działacze nie posiadali jasnej, azarazem dostosowanej do potrzeb współczesnego życiagospodarczego, doktryny w dziedzinie spraw społecz­nych i gospodarczych.




I. Władza Kościoła w sprawach społecznychi gospodarczych

Nie jest zadaniem Kościoła Katolickiego budowaniejakiegokolwiek określonego ustroju gospodarczego, spo­łecznego czy politycznego, ponieważ Kościół ze swejistoty ma przeznaczenie pozadoczesne: utrzymywaniai szerzenia prawdziwej wiary w Boga i wskazywania człowiekowi drogi do zbawienia.

Kościół istniał i istnie­je w rozmaitych ustrojach politycznych i gospodarczo-społecznych. Pełnił swoje powołanie zarówno pod pa­nowaniem cesarzy rzymskich, jak i w czasie rządówksiążąt feudalnych, za monarchii absolutnej, jak ipodczas rządów republikańskiej  demokracji.  Kościół nie jest związany z żadną konkretną formą rządów,ani z żadną strukturą społeczno-gospodarczą, gdyż teformy życia społeczności są ludzkie i przemijające, podczas gdy Kościół jest pochodzenia Boskiego i matrwać tak długo, jak idługo będzie żył rodzaj ludzki.

Przy tym wszystkim atoli Kościół nie może pozo­stawać obojętny wobec zagadnień życia zbiorowego wtych wypadkach, gdy w grę wchodzą momenty moral­ne. Przeciwnie, jak to wyjaśnia encyklika ,,Quadra-gesimo Anna”, „Kościół w żaden sposób nie możezrezygnować z obowiązku, który nań Bóg nałożył, aktóry mu każe występować, wprawdzie nie w spra­wach techniki życia społeczno-gospodarczego, bo dotego nie ma ani środków odpowiednich, ani powoła­nia, ale w tych wszystkich sprawach, które mają zwią­zek z moralnością. Powierzenie Kościołowi przez Bogaprawdy i obowiązku głoszenia prawa moralnego pod­daje sądowi Kościoła tak ustrój społeczny jak i gospodarczy. Albowiem, chociaż życie gospodarcze i mo­ralność rządzą się Własnymi prawami, jest błędemtwierdzić, że porządek gospodarczy i moralny tak sąod siebie oddzielone, iż pierwszy nie zależy od dru­giego. T.zw. prawa gospodarcze, wynikające z naturyrzeczy materialnych i z właściwości ciała i duchaludzkiego, uczą nas tylko o celach, których działal­ność ludzka w życiu gospodarczym nie zdoła osiągnąć,i o celach,-które osiągnąć zdoła, a także o środkachdo nich prowadzących. Z tej też natury rzeczy mate­rialnych, jak i z indywidualnej natury człowieka, ro­zum dowiaduje się o celu, który Bóg zakreślił życiugospodarczemu. Inne jest prawo moralne. Ma onomoc rozkazywania nam, byśmy w każdym czynie naszym zmierzali do naszego celu najwyższego i osta­tecznego, a w każdej z dziedzin życia szukali tychcelów które im natura, a raczej Stwórca natury, Bóg,wyznaczył, i byśmy Mu je po ustaleniu wzajemnegoich do siebie stosunku podporządkowali”.

Tymi motywami kierowany Papież Leon XIII za­brał pod koniec ubiegłego wieku głos autorytatywnie wencyklice ,,Rerum Novarum”, aby wyrazić stanowisko Kościoła Katolickiego wobec panującego wówczas ka­pitalizmu liberalnego i zwalczających go rewolucyj­nych prądów socjalistycznych. Nie podobna dzisiajzrozumieć w pełni doniosłości ówczesnego wystąpieniaStolicy Apostolskiej, jeśli się choć w krótkości nie za­rysuje tła historycznego, i położenia warstw, robotni­czych w pierwszej połowie XIX wieku. W tym okresienarody Europy Zachodniej naprzód Anglia, Francja,a po wojnie francusko-pruskiej także Niemcy, szybkosię bogaciły na drodze uprzemysłowienia i rozwojuhandlu zamorskiego, zdobywały rozległe obszary ko­lonialne w Azji i w Afryce, zagospodarowywały rękami milionowych rzesz emigrantów dziewicze bogactwa na­turalne w krajach Nowego Świata. Przemysłowcy, ban­kierzy i kupcy angielscy, francuscy, holenderscy i nie­mieccy siecią swoich interesów opletli cały niemalświat pozaeuropejski, ciągnąc ogromne zyski z koloniii z krajów gospodarczo nieuprzemysłowionych. Europabyła wówczas prawdziwą panią świata, przodowałapod względem bogactwa, organizacji państwowej, po­wszechnej cywilizacji materialnej, kultury, nauki isztuk. Wszelako te ogromne zdobycze materialne bo­gaciły tylko nieliczną mniejszość wśród społeczeństwzachodnio-europejskich; większość zysków zagarnialidla siebie finansiści, kupcy i przemysłowcy oraz pracująca na ich usługi warstwa średnia: lekarze, adwo­kaci, inżynierowie, wyższa biurokracja i świat nauki.Natomiast warstwy pracujące fizycznie, bezpośredniozatrudnione w wytwórczości towarów przemysłowychi płodów rolniczych, t.zn. robotnicy i drobni włościanie .-nie uczestniczyli w korzyściach materialnych, jakieszeroką falą napływały do Europy Zachodniej.

Poziom życia klasy robotniczej utrzymywał się w pierwszej połowie XIX wieku w pobliżu minimum egzystencji. Robotnicy za wyczerpującą siły pracę 12 godzin dziennie otrzymywali płacę, wystarczającą za­ledwie ua opłacenie nędznego mieszkania w nędznychdomkach budowanych przez fabrykantów, niezbędnegopożywienia i lichego ubrania. O potrzebach t.zw. kul­turalnych  (książce,  wykształceniu), o opiece zdrowotnej i wsparciu na wypadek choroby czy bezrobo­cia, które nierzadko wyrzucało rodzinę robotnika nabruk, o ubezpieczeniu na starość, bądź od wypadku —mowy wówczas nie było. Pozbawieni opieki publicz­nej, niezorganizowani (robotnicze związki zawodowe uważane były przez większą częśó ub. stulecia za nie­legalne w wielu państwach europejskich), bez jakiego­kolwiek oparcia majątkowego, robotnicy stali się ofia­rą niepohamowanego wyzysku ze strony uprzywilejo­wanej faktycznie warstwy przedsiębiorców kapitali­stycznych. Byli oni tymi wydziedziczonymi, którzyżyją na marginesie narodowej społeczności. Próby po­prawienia doli proletariatu robotniczego, podejmowaneprzez światlejszych przemysłowców, pisarzy czy poli­tyków, były zaraz okrzykiwane przez liberalnych eko­nomistów jako utopia, sprzeciwiająca się nieubłaga­nym rzekomo prawom ekonomicznym.

Nieuniknionym rezultatem tych stosunków była pogłębiająca się stale przepaść między bogatymi i bie­dnymi, która podzieliła narody europejskie na dwawrogie obozy, na dwie klasy, kapitalistów i proletariu­szy, pozostające w ciągłej, zaciekłej walce. Egoizmwarstw posiadających, niewrażliwych na niedolę ro­botników, wytworzył nastrój buntu tych klas przeciwkojaskrawej niesprawiedliwości społecznej; buntu, któryznalazł swój wyraz polityczny w prądach rewolucyjnego soejalizmu. W swym proteście przeciw eksploa­tacji, socjalizm nie wahał się głosić haseł zupełnego obalenia panującego porządku społecznego zasadzają­cego się na własności prywatnej, zniszczenia, czyli poprostu wymordowania burżuazji, t.j. warstwy właści­cieli, i wyzwolenia proletariatu przez zaprowadzenie nowego ładu, w którym własność fabryk, banków i zie­mi przejdzie na państwo, albo inne ciała publiczne. Zawrzała tedy walka społeczna, która wypełniła znacz­ną część historii zeszłego stulecia i pierwszą połowęnaszego wieku.

Odradzający się w tym czasie ruch umysłowy i spo­łeczny wśród katolików nie mógł pozostać bierny wobec niebezpieczeństw, zagrażających katastrofą całych społeczeństw„ jak również z drugiej strony nie mógłtolerować bezmiaru krzywdy wyrządzanej masom ro-botniczym. Rezultatem poważnych studiów nadkwestią społeczną, podjętych w gronie katolikówświeckich i duchownych, była encyklika ,,Rerum Novarum”, ogłoszona przez papieża Leona XIII 15 maja 1891 roku. Na samym wstępie zdaje ona sprawę zprzemian społecznych i gospodarczych, na tle którychzrodziła się kwestia robotnicza.

„Raz zbudzona żądza nowości, która już od dawnawstrząsa społeczeństwami, musiała w końcu chęćzmian przenieść z dziedziny polityki na sąsiednie pole gospodarstwa społecznego. A nowe postępy w przemy­śle i nowe metody produkcji, zmiana stosunku międzyprzedsiębiorcami a pracownikami najemnymi, napływbogactwa do rąk niewielu przy równoczesnym zuboże­niu mas, wzrost zaufania samych pracowników wewłasne siły i łączność między nimi, nade wszystko zaśpopsucie się obyczajów sprawiły, że wałka społeczna»zawrzała”.



II. PRAWO WŁASNOŚCI
Po tej analizie przyczyn walki społecznej następujewykład poglądów Kościoła Katolickiego na fundamen­talną zasadę każdego ustroju społecznego, mianowiciena zasadę prawa własności. Skrajni doktrynerzy socja­lizmu i komunizmu w przekonaniu, że własność pry­watna jest źródłem niesprawiedliwości społecznej i nę­dzy mas pracujących, domagali się całkowitego znie­sienia prywatnej własności. „Laproprietec’est unvol!” pisał w połowie XIX wiekuProudhon, jeden z ojców socjalizmu francuskiego. In­ni, nieco umiarkowańsi socjaliści żądali ustanowieniawspólnej własności warsztatów, fabryk i bierni, t.j.t.zw. dóbr produkcyjnych, a pozostawienie własności indywiduaiuej tylko co do dóbr służących codziennemuspożyciu, t.zn. pożywienia, odzieży i ewentualnie mieszkania. Obecnie socjaliści skłonni są uznac wwiększym zakresie własność indywidualną,  mianowicie godzą się na prywatną własność średnich i drob­nych warsztatów produkcyjnych, a nawet i dużychzakładów w przemyśle zaopatrującym ludność w do­bra spożywcze, natomiast obstają przy upaństwowie­niu kredytu, kopalń, źródeł energii przemysłowej iprzemysłu ciężkiego, stanowiącego o rozwoju gospodar­czego kraju.

W przeciwieństwie do tych programów kolektywi­stycznych encyklika opowiada się za własnością indy­widualną, lecz ograniczoną względami na dobro po­wszechne. Nie koniec na tym, Papież Leon XIII nie zadowolił się programem utrzymania już istniejącejwłasności prywatnej, lecz poszedł znacznie dalej, rzu­cając hasło wielkiej reformy katolickiej, zasadzającejsię na rozpowszechnieniu własności osobistej, na t.zw.uwłaszczeniu mas. Naukę o uwłaszczeniu mas należyuważać za punkt centralny katolickiej doktryny spo­łecznej i za jej najbardziej oryginalny wkład do roz­woju europejskiej myśli społecznej.

Oto jak encyklika , „Rerum Novarum” ujmuje za­gadnienie własności:

„Socjaliści — należy rozumieć: skrajni, rewolucyj­ni socjaliści — wznieciwszy zazdrość ubogich wobecbogatych mniemają, że dla uniknięcia przepaści mię­dzy nimi znieść trzeba prywatną własność, a zastąpićją wspólnym wszystkim posiadaniem dóbr material­nych, i to w ten sposób, żeby nimi zarządzali bądźnaczelnicy gmin, bądź kierownicy państw. Przez tęprzemianę posiadania prywatnego na wspólne zape­wniającą, jak sądzą (socjaliści), równy podział rzeczy i korzyści, spodziewają się socjaliści uleczyć obecnezło. To jednak nie rozwiąże trudności, a samej klasie, robotników przyniesie w rezultacie szkodę”. Encyklikąwyjaśnia dlaczego wspólna własność jest niepożądana.

Po pierwsze: wyrządza ona szkodę samym robotni­kom, ponieważ „wewnętrzną pobudką, której się po­dejmują wszyscy zajęci produkcją przynoszącą zaro­bek, i celem, ku któremu bezpośrednio zmierza pra­cownik, jest zdobycie dobra materialnego i posiadaniego wyłącznie jako swego własnego…  Zmiana posiadania z prywatnego na wspólne, do której dążą socja­liści, pogorszyłaby warunki życia wszystkich praco­wników najemnych, ponieważ odebrałaby im swobodęużywania ich zarobku na cele dowolne, a tym samym także nadzieję i możność pomnożenia majątku rodzin­nego i polepszenia losu”.

Po wtóre: własność wspólna jest sprzeczna z pra­wem naturalnym, gdyż człowiek jest istotą obdarzoną rozumem i wolną wolą, czyli zdolnością do wybieraniasobie samemu drogi i środków, służących jego życio­wemu przeznaczeniu: „Rozumem swoim ogarnia czło­wiek — powiada encyklika — niezliczoną ilość rzeczy,z teraźniejszością łączy przyszłość, jest panem swych czynności i w ten sposób żyjąc, poddany prawu wiecz­nemu i władzy troszczącego się o wszystko Boga, samdla siebie, dzięki rozumowi, jest rządcą i opatrznością.Ma też możność wybierać sobie to, co uważa za szcze­gólnie odpowiednie do zaspokojenia potrzeb nie tylkow teraźniejszości, ale i na przyszłość. Z tego wynika,że winien mieć władzę nie tylko nad owocami ziemi,lecz i nad samą ziemią, która ma mu dostarczyć dóbrdoczesnych w przyszłości. Potrzeby ludzkie wracająstale, i dziś zaspokojone, jutro nowe stawiają żądania.Aby więc zapewnić człowiekowi stałą możność zaspo­kajania potrzeb, musiała natura dać człowiekowi dobramaterialne do stałego i trwałego użycia. Tej zaś trwałości żadna rzecz nie potrafi zapewnić, jak tylko ziemiaze swoją hojnością. I nie ma podstaw do wysuwaniaopatrzności państwowej na usprawiedliwienie własno­ści wspólnej; człowiek bowiem starszy jest niż państwo, a prawo do życia i do troski o swoje ciało otrzy­mał jeszcze, zanim jakiekolwiek państwo powstało”.

Leon XIII zbija dalej błędne twierdzenie socjali­stów, wyprowadzających zasadę wspólnego posiadaniaziemi z tego, „że Bóg dał ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu do używania i do wykorzystywania. Jeślibowiem — wyjaśnia encyklika — mówi się, że Bógdał ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu, to nie należytego rozumieć w ten sposób, jakoby Bóg chciał, by wszyscy ludzie razem bez różnicy byli jej właścicielami, ale znaczy to, że nikomu nie wyznaczył części doposiadania, określenie zaś własności poszczególnychjednostek zostawił przemyślności ludzi i urządzeniomnarodów. Ponadto, ziemia choć podzielona pomiędzyprywatne osoby nie przestaje służyć wspólnemu użyt­kowi wszystkich; nie ma bowiem takiego człowieka,który by nie żył z płodów roli. Kto nie posiada wła­sności żadnej, brak ten wyrównuje pracą, tak, że słusz­nie można powiedzieć, iż powszechnym sposobem zdo­bywania środków do życia i utrzymania jest praca,czy to na własnej ziemi, czy w rzemiośle, które dajezapłatę, pochodzącą ostatecznie z owoców ziemi i na­dającą się do wymiany na owoce ziemi. I to dowodzirównież, że prywatny sposób posiadania odpowiadanaturze. Tych bowiem dóbr, których potrzeba do utrzy­mania, a szczególnie do udoskonalenia życia, ziemia dostarcza wprawdzie w obfitości, nie mogłaby jednakdostarczyć bez uprawy i bez staranności ludzkiej. Przy­gotowując sobie dobra materialne przy pomocy prze­myślności rozumu i sił cielesnych, przyswaja sobieczłowiek tę część przyrody, którą sam uprawił, naktórej jak gdyby kształt swej osobowości wyciśniętyzostawił; skutkiem tego jest najzupełniej słuszne, bytę część przyrody człowiek posiadał jako własną i bynikomu nie wolno było naruszać jego prawa do niej”.Wreszcie, Leon XIII przestrzega przed zgubnyminastępstwami, jakie wynikłyby nieuchronnie przezwprowadzenie wspólnej własności. „Oprócz nie­sprawiedliwości sprowadziłby ten system jeszcze bezwątpienia zamieszanie i przewrót całego ustroju, zaczym przyszłaby twarda i okrutna niewola obywateli.Otwarłaby się brama zawiściom wzajemnym, swaronai niezgodom; po odjęciu bodźca do pracy jednostko­wym talentom i zapobiegliwościom wyschłyby sameźródła bogactw; równość zaś, o której marzą socjaliści,nie byłaby czym innym, jak zrównaniem wszystkichw niedoli. Niech więc pozostanie jako prawda zasadnicza, że nietykalność własności prywatnej stanowipierwszy fundament, na którym należy oprzeć dobro­byt ludu”. — Ponura historia systemu bolszewickiego w Rosji Sowieckiej z jej krwawymi rzeziami milionówludzi, z masowym terrorem wszechwładnej policji politycznej, z niewolniczą pracą w łagrach, zsyłkami,czystkami, głodem, bezbrzeżną nędzą i poniewierką człowieka, z tyrańskim wyzyskiem mas ludowych przezbiurokrację partyjną, stanowi najlepszy komentarz dotych ostrzeżeń papieskich.

W ten sposób Kościół Katolicki określił jak gdybynegatywnie swój stosunek do sprawy własności, stwier­dzając, iż nie powinna być wspólną, lecz prywatną. Pozytywny zaś wykład o doktrynie własności prywatnejznajdziemy w encyklice Piusa XI ,,QuadragesimoAnno”, wydanej dla uczczenia czterdziestej rocznicypoprzedniej encykliki społecznej „Serum Novarum”.Jakaż jest ta doktryna? Najlepiej wykłada ją tekstsamej  encykliki.

„Ani Leon XIII, ani teologowie nigdy nie zaprze­czali podwójnego charakteru własności,t.j. indywi­dualnego, który służy dobru jednostek, i społecznego,który dobro publiczne ma na względzie. Prawo wła­sności otrzymali ludzie od natury t.j. samego Stwórcy,w tym celu, by z jednej strony każdy człowiek mógłzaspokoić potrzeby osobiste i rodzinne i by z drugiej strony dobra materialne, które twórca przeznaczył naużytek wszystkich ludzi, rzeczywiście temu celowi słu­żyły. Osiągnięcie tych celów jest możliwe tylko podwarunkiem utrzymania trwałego i określonego ustroju.Z tego względu trzeba się strzec dwóch skrajności:t.zw. „indywidualizmu”, do którego się zbliża ten,kto zaprzecza społecznemu lub publicznemu charakte­rowi prawa własności, albo go osłabia, i „kolektywizmu”, do którego siłą rzeczy zmierza ten, kto od­rzuca lub osłabia indywidualny i prywatny charakter własności. A więc własność prywatna, tak jak jąwidzi Kościół Katolicki, nie jest nieograniczona, leczprzeciwnie obciążana obowiązkami, narzuconymi przezkonieczność życia społecznego. Jakie to zaś są obo­wiązki, mówi dalej encyklika.

,,Na straży poszanowania rozdziału dóbr material­nych i na straży prawa, które właścicielowi wzbrania naruszania cudzej własności przez przekroczenie gra­nic własnego posiadania, stoi sprawiedliwość zwanazamienną; na straży zaś uczciwego używania mieniastoi już nie ten rodzaj sprawiedliwości, ale szereg in­nych cnót, których wykonania nie można dochodzićna drodze prawnej.

,,Do władzy państwowej należy szczegółowe okre­ślanie obowiązków, jakie obciążają własność, ilekroćtego wymaga konieczność, a prawo naturalne nie po­daje wyraźnych w tym względzie przepisów. W razieprawdziwej konieczności dobra publicznego może pań­stwo w ścisłym oparciu o prawo naturalne i Boskieokreślić, co w zakresie używania dóbr materialnychwłaścicielom wolno, a czego nie wolno. Państwo niemoże działać samowolnie. Zawsze bowiem musi nie­tykalnym, pozostać naturalne prawo do posiadaniawłasności prywatnej i do przekazywania jej drogąspadku, a państwo nie może prawa tego niszczyć,wszak człowiek starszy jest niźli państwo, a rodzinajest i logicznie i faktycznie wcześniejsza, niż państwo.Dlatego jest nadużyciem, jeśli państwo wyczerpujeprywatne mienie obywateli przez nadmierne podatkii daniny”.

Jednakże obowiązki właścicieli nie kończą się na spełnieniu powinności wobec państwa, to znaczy nauiszczeniu podatków i innych danin publicznych. Czło­wiek bogaty,t.j. ten, który ma dochody większe niżpotrzeby utrzymania na stopie przyzwoitości i sto­sownie do zajmowanego stanowiska, jest według Oj­ców Kościoła obowiązany do praktykowania jałmużny,dobroczynności i wspaniałomyślności. Temu ostatnie­mu wskazaniu nadaje Pius XI nowoczesną treść za­lecając „użycie tych znaczniejszych dochodów na two­rzenie nowych możliwości pracy, pod warunkiem, żebędzie ona służyła produkcji dóbr prawdziwie użytecz­nych” dla zapewnienia utrzymania masom bezrobot­nych. W tej wskazówce zawarty jest niejako w zalążku dopiero od niedawna przyjęty postulat „pełnego” za­trudnienia” na drodze polityki inwestycyjnej.



III. STOSUNKI MIĘDZY KAPITAŁEM I PRACĄ
Jakkolwiek ideałem katolickim jest pełne zespoleniepracy i kapitału w jednej osobie, tak jak to ma miejscew zdrowym gospodarstwie rolnym, albo małym przed­siębiorstwie handlowym i przemysłowym, w którymwłaściciel wraz ze swoją rodziną jest jednocześnie pra­cownikiem, to jednak doktryna katolicka bierze w ra­chubę niemożność zrealizowania tego ideału w nowo­czesnym przemyśle ciężkim i średnim, w transporcie,komunikacji i w bankowości. Autorzy encyklik w pełni rozumieją konieczność istnienia licznej warstwy pra­cowników najemnych i warstwy przemysłowców. Cho­dzi więc im o uregulowanie wzajemnych praw i obo­wiązków tak, żeby wymogom sprawiedliwości stało się zadość, a równocześnie z obopólnym pożytkiem. Stądwynikła potrzeba jasnego określenia wzajemnego sto­sunku pracy do kapitału. Czyni to Pius XI w encyklice,, Quadragesimo Anno”.

„Przystosowywanie skarbów przyrody do użytku lu­dzi wiano się odbywać według prawa natury w ramachścisłego porządku, który się opiera na zasadzie pry­watnej własności. Z tego wynika, że jeśli ktoś pracujenie nad swoją własnością, wówczas praca jednego musisię złączyć z kapitałem drugiego; inaczej jedno bezdrugiego niczego nie dokona. Dlatego z gruntu fał­szywe byłaby przypisywać czy to kapitałowi, czy teżpracy to, co dzięki ich współdziałaniu powstało, i nie­sprawiedliwością, gdyby któryś z tych czynników, za­przeczywszy skuteczności drugiego, przywłaszczał całyowoc produkcji”. Z drugiej wszakże strony nie każdypodział dóbr i bogactw jest sprawiediwy; t.zn. niekażdy pozwala osiągnąć cel zamierzony przez Boga,którym jest pożytek wszystkich. Dlatego, głosi dalejPius XI, „taki powinien być udział jednostek i klasspołecznych w bogactwach, które dzięki postępowi spo­łecznemu stale wzrastają, by w całej pełni była prze­strzegana zasada dobra powszechnego. Tej zasadziesprawiedliwości społecznej sprzeciwia się wykluczaniejednej klasy przez drugą od udziału w korzyściach.

Każdemu zatem przypaść winien należny mu udział wbogactwie, a celem do którego dążyć należy jest uzgod­nienie podziału dóbr z zasadami sprawiedliwości spo­łecznej, bo straszliwa przepaść między garścią boga­tych a masą biednych świadczy o jego bardzo poważ­nych brakach”.



IV. UWŁASZCZENIE MAS
Po napiętnowaniu krzywd i niesprawiedliwości ustro­ju kapitalistycznego, który pomimo ogromnych rozmia­rów produkcji pozbawia masy pracowników własności,kreśli Pius XI program usunięcia proletaryzmu poprzez uwłaszczenie mas.

,,Z całą stanowczością i usilnością należy w tym kie­runku zdążać, by przynajmniej w przyszłości dokony­wał się sprawiedliwy podział dóbr wytwarzanych tak,by tylko w słusznej mierze gromadziły się w rękachludzi bogatych, a natomiast by dość szerokim stru­mieniem rozchodziły się wśród pracowników. Oczywi­ście nie dlatego, by spowodować osłabienie pracowitości, ale żeby pracownicy pomnożyli swe mienie przezoszczędność, żeby nim gospodarując rozsądnie ułatwilisobie i zabezpieczyli zaspokojenie potrzeb rodzinnych,a wreszcie, żeby wyzwoliwszy się z niepewności życiaproletariackiego, którego zmienność miota nimi nawszystkie strony, nie tylko mogli się oprzeć bieżącym trudnościom, ale i posiąść pewność, że umierając zo­stawią swoich bliskich z odpowiednim zaopatrzeniem”.

Ten najważniejszy ustęp kończy Papież ostrzeże­niem: „Niech się nikt nie łudzi; tylko za cenę wejściana drogę stanowczego i bezzwłocznego wprowadzeniatych zasad w życie, będzie można przed żywiołami przewrotu uratować ustrój publiczny, pokój i bezpie­czeństwo społeczeństwa”.



V. SPRAWIEDLIWA PŁACA
Stawiając na miejscu naczelnym katolickiej reformy społecznej uwłaszczenie mas pracowników najemnych, encyklika wskazuje także drogę, do tego celu prowa­dzącą. Jest nią płaca dostatecznie wysoka, aby umożli­wiła pracowitemu robotnikowi odłożenie pewnych osz­czędności w połączeniu z (udziałem robotnika w zyskach przedsiębiorstwa. Lecz jaka płaca jest sprawiedliwa?Tę kwestię rozstrzyga Pius XI w ten sposób:

a)Płaca wystarczająca na utrzymanie rodziny:

„Robotnik ma naprzód uzyskać prawo do takiej pła­cy, która by zapewniała utrzymanie jemu i jego rodzinie. Zapewne, także i inni członkowie rodziny winniw miarę sił przyczyniać się do wspólnego wszystkimutrzymania, jak się to widzi w rodzinach rolników,wielu rzemieślników i drobniejszych kupców; jest jed­nakże niegodziwośeią nadużywać słabości dziecka, lubkobiety. Dla matki dom rodzinny i jego życie stanowićwinny najważniejsze pole działania i troski. A jeststraszliwym nadużyciem, które za wszelką cenę należyzwalczać, jeśli matki z powodu szczupłości zarobkówojca muszą poza domem szukać pracy zarobkowej zzaniedbaniem właściwych swych prac i obowiązków,przede wszystkim wychowania dzieci. Dlatego zewszystkich sił należy dążyć do tego, by ojcowie rodzin taką otrzymali płacę, która by odpowiednio zaspokoiła przeciętne potrzeby życia rodzinnego. A jeśli taka płaca nie jest jeszcze teraz wszędzie możliwa, sprawiedliwośćspołeczna wymaga bezzwłocznego przystąpienia do re­form, które by każdemu dorosłemu pracownikowi za­pewniły płacę odpowiadającą powyższemu warun­kowi”

b)Płaca, która nie naraża przedsiębiorstwa na ruinę:

„Przy określaniu wysokości płacy trzeba uwzględ­niać także stan przedsiębiorstwa i prawa jego właści­ciela. Niesłuszne byłoby żądanie tak nadmiernych płac, żeby ich przedsiębiorstwo nie mogło dać bez popadnięcia w ruinę, i co za tym idzie — bez szkody dlasamych robotników. Nie zachodzi jednak słuszna przy­czyna zmniejszania płacy robotniczej, gdy przedsię-, biorstwo daje mniejsze zyski z powodu lenistwa, braku inicjatywy lub swego technicznego i gospodarczego zacofania., Jeśli jednak przedsiębiorstwo nie ma tyle do chodów, ile trzeba na wypłacanie słusznej płacy, a todlatego, że się ugina pod naciskiem niesprawiedliwychciężarów, lub dlatego, że swoje wyroby musi sprzeda-w ać poniżej sprawiedliwej ceny, wówczas sprawcy tychtrudności winni są zbrodni o pomstę do nieba wołają­cej, pozbawiają bowiem robotników sprawiedliwej pla-cy. Jeżeli trudności nie dadzą się opanować, wtedynależy rozstrzygnąć kwestię, czy pracę w przedsię­biorstwie można dalej prowadzić, czy też w inny spo­sób należy zabezpieczyć robotnikom środki do życia”.

Jest to nader istotne zastrzeżenie oznaczające, że wokresach osłabienia produkcji nie należy lekkomyślniezamykać przedsiębiorstwa i wyrzucać robotników na bruk, lecz tylko w ostateczności przystąpić do zamknię-cia przedsiębiorstwa, zapewniwszy wpierw robotnikomśrodki utrzymania w czasie bezrobocia.

c) Płaca do pogodzenia z powszechnym zatrudnieniem:Wysokość plac powinna być taka, by zapewniała wszystkim zdolnym i chętnym do pracy możność pra­cowania. „Wysokość płacy wywiera w tej sprawieduży wpływ, dobroczynny, jeśli trzyma się słusznychgranic, szkodliwy, jeśli wychodzi poza nie bądź w górę, bądź w dół. Wiadomo powszechnie, że tak zbyt niskie,jak i zbyt wysokie zarobki stają się przyczyną bezro­bocia.

„Sprawiedliwość społeczna żąda takiego uregulowania płac, by jak najwięcej ludzi mogło znaleźć sposob­ność do pracy i przez nią zdobyć środki do życia naodpowiedniej stopie”. Jak należy rozumieć postulatodpowiedniej stopy życiowej, mówi Papież w zakoń­czeniu części traktującej o płacach. „Dopiero wtedygospodarstwo społeczne będzie dobrze zorganizowane i cel swój osiągnie, kiedy wszystkim poszczególnym jed­nostkom udostępni te wszystkie dobra, których, dostar­czenie umożliwiają skarby i pomoc przyrody, technika przemysłowa i prawdziwie społeczna organizacja życiagospodarczego. Tak zaś należy te dobra wymierzać, byczłowiekowi wystarczyły nie tylko na zaspokojenie konieczności życiowych i potrzeb pewnej godności, aletakże, by’ mu pozwoliły wznieść się na wyższy stopieńdobrobytu i kultury, który nie będzie przeszkadzałcnocie, ale ją owszem ułatwi”. Ta koncepcja płacy stoi w jaskrawym przeciwieństwie do liberalnej teorii, któ­ra powiada, że cena pracy czyli płaca, podobnie jak cena każdego innego towaru, równa się jej użyteczno­ści,, i kształtuje się w zależności od każdorazowego po­pytu i podaży na rynku. Doktryna katolicka głosi, żejest błędem i ciężkim wykroczeniem przeciwko spra­wiedliwości uważać pracę za odmienny gatunek towaru,i dlatego żąda, by przy ustalaniu godziwej płacy kontentowano się nie tylko minimum egzystencji, lecz że­by płaca mogła pozwolić robotnikowi na utrzymanierodziny, zrobienie skromnych oszczędności i pewienstopień dobrobytu.



VI. USTRÓJ STANOWO-ZAWODOWY
W encyklice , ,Quadragesimo Anito” znajdujemy, obok sprostowania błędnych poglądów, które podwpływem socjalizmu, zakradły się -tui ówdzie do nie­których środowisk katolickich (np. we Francji), oraz przypomnienia niezmiennego stanowiska Kościoła wsprawie własności, nade wszystko zarys chrześcijań­skiego ustroju społecznego. Pozostanie bez wątpienia trwałą zasługą Piusa XI — drugiego obok Leona XIIIwielkiego przewodnika współczesnego chrześcijań­stwa, — że w tych czasach przełomowych wskazałszukającym wizję lepszego porządku społecznego, zdol­nego przezwyciężyć straszliwe antagonizmy klasowe,grożące lada chwila eksplozją.

Ów nowy ustrój społeczny, zwany także korporacyj­nym, a przez polskich pisarzy katolickich „stanowo-zawodowym”, pomimo skarykaturowania go przez tota-listyczne dyktatury nie przestaje być modelem przyszło­ści. Zasada podstawowa ustroju stanowo-zawodowegodałaby się ująć następująco: osoby należące do tego sa-„ mego zawodu, i to zarówno pracodawcy jak i pracow- .nicy, powinny połączyć się w odnośne stowarzyszenia, które zkolei poprzez swoich przedstawicieli wchodząw skład korporacji. „Stan zawodowy” powstaje zatem
nie na podłożu majątkowym, lecz zawodowym, tworzygo więc społeczna funkcja. Zadaniem korporacji zaśjest kierowanie związkami zawodowymi, załatwianie sporów między pracodawcami i pracownikami oraz wy­tyczanie ogólnej polityki gospodarczej danego zawodu,,jak ustalanie cen na wytwory, ujednolicanie metod pro­dukcji, zakup surowca i półfabrykatów, określanie roz­
miarów produkcji itp. W ten sposób będzie osiągnięty pokój społeczny i ostatecznie przezwyciężona „walkaklas”.

Ale oddajmy głos encyklice:

„Najważniejszym celem “dążeń tak państwa, jak ikażdego dobrego obywatela. powinno być przezwyciężanie „walki klas” i ugruntowanie zgodnego współ­działania „stanów zawodowych”. W obecnych warun-kach popyt i podaż pracy ludzkiej na t.zw. rynku pracydzieli ludzi na dwie klasy, na dwa fronty-bojowe, sporyzaś między nimi zmieniają rynek pracy na plac boju,na którym te armie toczą ze sobą ostrą walkę. Stądwarunkiem koniecznym prawdziwego uleczenia jest usunięcie tego przeciwieństwa i utworzenie należyciezorganizowanych członków społecznego organizmu,mianowicie „stanów zawodowych”, do których by lu­dzie, należeli nie na mocy swej pozycji na rynku pracy, ale zależnie od funkcji społecznej, z którą są związani przez pracę. Jako bowiem sąsiedzka łączność skłaniamieszkańców poszczególnych miejscowości do wiązaniasię w gminy,, tak też wykonywanie tego samego zawodu, tak gospodarczego, jak innego, skłania ludzi dotworzenia pewnych stowarzyszeń, lub korporaeyj. Za­równo jedno, jak drugie, wynika z natury. Dlategowielu uważa te autonomiczne korporacje za naturalne,chociaż nie istotne, części składowe ustroju społecz­nego.

„Ustrój — jak brzmi mistrzowskie powiedzenie św.Tomasza — jest jednością powstałą z dobrego złożeniawielości”. Prawdziwy zatem i naturalny ustrój spo­łeczny  wymaga  wielości  członów  społecznego  organizmu, które by w jedność spajała jakaś więź mocna.Tą więzią, spajającą dla każdego „stanu zawodowego”jest wytwarzanie pewnego rodzaju dóbr materialnych,lub świadczenie pewnych usług, które do wspólnego działania wiąże z sobą pracodawców i pracobiorcówtego samego zawodu; dla wszystkich zaś „stanów za­rodowych” jest nią dobro publiczne, do któregowszystkie „stany zawodowe” przyczyniać się winnyprzez uzgadnianie swoich wysiłków.

„Na czele swych zadań korporacje powinny stawiaćsprawy wspólne całemu „stanowi zawodowemu”, aspośród nich znów troskę o to, by każdy zawód corazlepiej współdziałał na rzecz wspólnego dobra całegospołeczeństwa. Natomiast sprawy, przy których szcze­gólne interesy pracodawców lub pracowników szczegól­nej wymagają troski lub ochrony, mogą być oddzielnieprzez obydwie strony rozpatrywane, lub rozstrzyganestosownie do okoliczności sporu”.

Należy zaznaczyć, że. w odróżnieniu od doktrynyfaszystowskiej, która, zgodnie z swoją podstawową —a według katolików błędną — koncepcją o wszechwła­dzy państwa w życiu zbiorowości, nadaje korporacjomcharakter organizacyj przymusowych, myśl katolickapodkreśla z naciskiem dobrowolność zrzeszeń „stanowo zawodowych”. W tym punkcie myśl ta idzie za tradycją Kościoła, która zawsze przywiązywała wię­kszą wagę do dokonań ludzkich, będących owocemswobodnego wyboru i z głębokiego przekonania wypły­wających, niż do form przymusowych, opartych wgruncie rzeczy na przemocy. Dlatego to Pius XI wspo­minając o faszystowskiej organizacji korporacyjnej, dałwyraz obawom, by ingerencja państwa nie poszła zadaleko i by korporacje nie zostały wprzągnięte w służbęspecjalnych celów politycznych, zamiast prowadzić dozapanowania i utwierdzenia lepszego ustroju politycznego. Wiemy, że dalszy bieg wydarzeń w zupełnościpotwierdził słuszność tych obaw. We Włoszech korpo-

racje zawdzięczały swe istnienie głównie poparciu pań­stwa i partii faszystowskiej. Wraz z upadkiem fasżyzmu rozpadły się również korporacje, których miejsce zajęła potężna centrala związków zawodowych, dyry­gowana przez komunistów.

Encyklika stoi niedwuznacznie na stanowisku dobro­wolności zrzeszeń stanowo-zawodowych. Wyraża tę ideę i uzasadnia ją szerzej poniższy ustęp:

„Jak zatem mieszkańcy jednej gminy tworzą sobie dla różnych celów różne stowarzyszenia, w którychudział członkowski, lub nie branie udzialu zostawionesą zupełnie swobodzie każdego, podobnie i należący dotego samego zawodu mają prawo łączenia się międzysobą w wolne stowarzyszenia dla celów związanych zwykonywanym zawodem”. Jest prawem obywatelinie tylko wolność zakładania tych prywatnych stowa­rzyszeń, ale i ,,wolność wyboru statutów i regulami­nów, które im się wydadzą najodpowiedniejszymi dlacelów stowarzyszenia”.



VII. ROLA PAŃSTWA W ŻYCIU SPOŁECZNO-GOSPODARCZYM
Już to cośmy nawiasowo nadmienili w związku z dobrowolnością zrzeszeń korporacyjnych, wskazuje, żemyśl katolicka zachowuje w stosunku do zagadnieniaroli państwa w życiu gospodarczym ostrożny i uzasadniony umiar. Doktryna katolicka zakreśla działaniupaństwa wyraźne granice, ale w obrębie ich chce, żebypaństwo działało stanowczo, rozważnie i z pełnymautorytetem. Z grubsza pogląd katolicki na rolę pań­stwa da się sprowadzić do następujących zasad:

1) Anijednostka, ani rodzina nie ma być pochłaniana przezpaństwo; stąd jest rzeczą słuszną, by jednostka i ro­dzina miały swobodę działania, jak długo swoboda- ta nie zagraża dobru powszechnemu, lub nie wyrządza krzywdy bliźniemu.

2) Co jednostka sama może zdzia­łać, tego nie wolno jej wydzierać na rzecz państwa.

3) Państwo ma unikać bezpośredniego działania w ży­ciu społecznym i gospodarczym, by tym skuteczniejmogło wykonywać swe główne zadania: kierownictwa,kontroli i wymiaru sprawiedliwości i opieki społecznej.

4)-Troska -o dobro powszechne jest nie tylko najwyższym prawem dla władzy państwowej, ale również jejźródłem i celem.

Widzimy więc. że nauka Kościoła stanowczo sprze­ciwia się zarówno skrajnym hasłom komunistów orazwszelkich innych odcieni ideologii totalistycznej, którepodnoszą państwo do godności wszechwładnego molo­cha pochłaniającego niepozbywalne i przez naturę daneczłowiekowi prawa do wolności sumienia i działania, jak i z drugiej strony wynaturzeniom indywidualistycznego liberalizmu, wyznaczającego państwu rolę stróżanocnego, który tylko ma strzec bezpieczeństwa i ma­jątku klasy posiadającej. Gdy wiek XIX hołdowałdoktrynie nieskrępowanej wolności indywidualnej, na­sze stulecie stoi pod znakiem przewagi zbiorowości, kolektywu ucieleśnionego w organizacji państwowej.Katolicyzm tymczasem niezmiennie naucza, że obakierunki są równie błędne i szkodliwe, gdyż prowadząalbo do anarchii, albo do straszliwej niewoli człowieka.T tu znowuż wypada zauważyć, że czasy obecne do­starczają tej tezie najlepszego, bo oczywistego ko­mentarza-.

Sprawa roli państwa w życiu społecznym jest takważna, że nie można ograniczyć się do tych pobież­nych .uwag na marginesie, lecz zacytować trzeba od­powiedni ustęp encykliki ,,Quadragesimo Anno”:

„Mówiąc o reformie urządzeń, myślimy przede, wszystkim o państwie. Nie dlatego, by od niego nale­żało oczekiwać rozwiązania wszystkich trudności. Aledlatego, że błąd indywidualizmu zdusił i prawie znisz­czył owo bujne niegdyś i szeroko przy pomocy różnychstowarzyszeń rozbudowane życie społeczne, że w koń­cu prawie same tylko jednostki zostały i państwo,zresztą z niemałą dla samego państwa szkodą. Życiespołeczne bowiem straciło swój wyraz, wszystkie zaśobowiązki dawniejszych, zniszczonych już stowarzy­szeń przeszły na państcwo, przygniatając je nieskoń­czoną ilością zadań i ciężarów.

,.Jest prawdą, a historia dobitnie o, tym uczy, że dziś z powodu zmiany warunków tylko potężne organizacje mogą sprostać pewnym zadaniom,które daw­niej spełniały małe organizacje. Mimo to jednak nie­naruszalnym i niezmiennym pozostaje owo najwyższeprawo filozofii społecznej: co jednostka z własnej ini-cjatywy i własnymi siłami może zdziałać, tego jej niewolno wydzierać na rzecz społeczeństwa; podobnie nie­sprawiedliwością, szkodą społeczną i zakłóceniem ustro­ju jest zabieranie mniejszym i niższym społecznościomtych zadań, które mogą spełnić, przekazywanie ich -społecznościom większym i wyższym. Każda akcja spo­łeczna ze swej natury ma charakter pomocniczy; winna pomagać członom organizmu społecznego, a nie nisz­czyć je lub wchłaniać.

„Z tego względu władza państwowa powinna niż­szym społecznościom zostawić do wypełnienia mniejważne zadania i obowiązki, które by ją zresztą zbyt rozpraszały. To zaś pozwoli jej na swobodniejsze, bar­dziej stanowcze i skuteczniejsze wykonywanie tychobowiązków, które wyłącznie do niej należą i któretylko ona może wykonać, jak kierownictwo, kontrola,nacisk; karanie nadużyć, zależnie od tego; czego wdanej chwili żąda potrzeba. Sprawujący władzę winnibyć przekonani, że im doskonalej na podstawie tejzasady „pomocniczości” przeprowadzony będzie stop­niowy ustrój między poszczególnymi

społecznościami,tym większy będzie autorytet społeczny i energia spo­łeczna, tym też szczęśliwszym i pomyślniejszym bę­dzie stan spraw państwa”.

Idealny ustrój społeczny, do jakiego dąży katolickafilozofia społeczna, to organiczna zbiorowość złożonaz harmonijnie ze sobą związanych mniejszych samo­rządnych społeczności różnego rodzaju: terytorialnych,zawodowych i kulturalnych, pod najwyższą władząpaństwa szanującego prawa naturalne obywateli. Jakdaleki jest ten ustrój od komunistycznego monolitu izakuwającego naród w żelazne okowy państwa policyj­nego, i jednocześnie od rozproszkowanego na drobinyi skłóconego wewnętrznie społeczeństwa kapitalistycz­nego, nie ma potrzeby szerzej tłumaczyć.



VIII. ODRODZENIE MORALNE
Postawę katolicką, jeśli się tak wolno wyrazić: ka­tolicki pogląd na świat w odniesieniu do człowieka,charakteryzuje jedna generalna cecha: to mianowicie,że filozofia, ta nie wiąże wszystkich swych nadziei napoprawę losu człowieka, a więc i społeczności ludzkiejz jakąkolwiek receptą “techniczną”, t.zn. dotykającązewnętrznej powierzchni życia. Katolicyzm jest scep­tyczny wobec prób uszczęśliwiania człowieka za pomo­cą takich pseudo-naukowych cudów, jak postęp tech­niczny, zwiększenie produkcji, oświata powszechna, psychoanaliza, gwałtowne reformy organizacji-państwo­wej, czy ekonomicznej itp. itp. To nie oznacza, bykatolicyzm rozmyślnie lekceważył rolę tych czynni­ków, lecz znaczy, iż myśl katolicka przywiązuje donich wagę tylko jako do środków pomocniczych, że takpowiemy, instrumentalnych. Kościół wie dobrze, iż korzenie współczesnego zła tkwią znacznie głębiej, bow istocie człowieka, w jego duszy, że są wynikiemmoralnego zepsucia człowieka. Dopóki człowiek sam nie zostanie moralnie naprawiony, dopóki nie osiągniez powrotem zwichniętej równowagi duchowej, dopótywszelkie najwybitniejsze programy reform pozostanąmartwą literą i zamiast oczekiwanego polepszenia przy­niosą jeszcze gorszy rozstrój i nieszczęścia.

O doniosłości odnowienia życia chrześcijańskiegomówi przepięknie Pius XI w zakończeniu encykliki ,,Quadragesim& Anno”:

„Pilniejsze i głębsze zbadanie sprawy doprowadzanas do wniosku, że, przed tym upragnionym odnowie­niem ustroju społecznego dokonaó się musi odrodzenie ducha chrześcijańskiego, z którym zerwało wielu ludzidziałających na polu gospodarczym. Bez tego da­remne będą wszystkie wysiłki, a gmach ustroju będziewznoszony na piasku lotnym, nie na skale.

,,Na to opłakane zepsucie duchowe, którego dalsze trwanie uczyni bezskuteczną wszelką dążność do odno­wienia ustroju społecznego, jeden jest tylko właściwieskuteczny środek zaradczy: wyraźny i szczery powrótludzkości do nauki Ewangelii, mianowicie do przyka­zań Tego, który ma słowa żywota. Co prawda, wszyscyznawcy życia gospodarczego gorąco zalecają racjonali­zację życia gospodarczego i spodziewają się, że na tejdrodze przywrócą mu zdrowy i sprawiedliwy ustrójTen jednak ustrój, którego i my gorąco pragniemy i popieramy, będzie kruchy i niedoskonały, jeśli wszystkie dziedziny twórczości ludzkiej nie będą zharmonizowanew zgodną jedność na podobieństwo przedziwnej har­monii Boskiego planu świata i jeśli nie będą zmierzałyku jego realizacji . . .



,,Jeszcze ważniejszą rolę do odegrania ma miłość,,.która jest zawiązką doskonałości”. Jak bardzo myląsię nieopatrzni reformatorowie, którzy wołają tylko o przywrócenie sprawiedliwości i to zamiennej, a dumnieodrzucają współdziałanie miłości! Zapewne, miłość nie może zastąpić sprawiedliwości w wypadku pogwałceniajej ścisłych wymagań. Atoli nawet wówczas, gdyby człowiek wszystko otrzymał, co mu się po sprawiedli­wości należy, zostałoby jeszcze bardzo szerokie poledo działania dla miłości, sprawiedliwość bowiem, nawet najwierniej przestrzegana, sama przez się może wpraw­dzie usunąć przyczyny walk społecznych, nigdy jednaknie zdoła złączyć serc i umysłów. Tylko wewnętrzna łączność, jednocząca członków społeczeństwa, stanowi najpewniejszą podstawę wszystkich, choćby pozornienajdoskonalszych urządzeń, mających na celu zabez­pieczenie pokoju i współpracy ludzi, a bogate doświad­czenie uczy, że gdy tej łączności braknie, zawodzą na­wet najmędrsze przepisy”.







 KSCLUND1999


Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/09/14/ignacy-czlowiekowski-katolicka-doktryna-spoleczna/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz