czwartek, 19 września 2013

Chemtrails – jak jesteśmy truci z powietrza

Jeśli wspomnisz komukolwiek w Polsce, że nad naszym krajem (i nie tylko) rozpylane są na masową skalę środki chemiczne jako element geoinżynierii, to zdecydowana większość pomyśli, że jesteś chory psychicznie albo, że naczytałeś się za dużo książek science fiction. Trudno rozmawiać na temat, który nie został przedstawiony szerokiej publiczności w mediach. Jednak, mimo niemalże pełnej ignorancji problemu przez media a tym samym społeczeństwo, literatura na ten temat jest dość pokaźna jak również pojawia się coraz więcej publikacji na ten temat.

Zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Europie od dobrych kilkunastu lat mieszkańcy wielu regionów obserwują na niebie tajemnicze smugi, które czasami pozostawiają samoloty odrzutowe. Najbardziej niepokojącym faktem jest, że żaden rząd na świecie nie przyznaje się do ich tworzenia i nabiera wody w usta. Czy zatem nie padamy jako ludzkość ofiarą jakiegoś chorego eksperymentu, który może zagrażać naszemu zdrowiu i życiu? Większość ludzi nie zawraca sobie głowy białymi smugami na niebie pozostawianymi przez samoloty. Jak pokazują badania i analizy są to chemiczne opryski nieba, niebezpieczne dla naszego zdrowia i życia.





Zdjęcia z całego świata pokazują te nowe smugi kondensacyjne, które w odróżnieniu od zwykłych „contrails” nazwane zostały w j. angielskim „chemtrails”. Samo słowo „chemtrail” to zlepek słów „chemical trail”, czyli „chemiczny ślad”. Badacze twierdzą, że rok 1999 miał być przełomowym okresem, kiedy chemiczny aerozol zaczął się pojawiać na niebie w dużych ilościach. Ale niektórzy badacze mówią, że eksperymenty na pewnych obszarach były przeprowadzane już w latach 60-tych. Wielu dociekliwych obywateli pobierało nawet próbki substancji rozpylanej z samolotów, oraz analizowało ich skład. Badania mikroskopowe i spektralne wskazują na to, że jest to mieszanina głównie metali ciężkich (aluminium, bar) i substancji biologicznych.
W Kanadzie na terenach spryskiwanych ludzie zaczęli zgłaszać ataki astmy – zarówno u dorosłych jak i u dzieci. zaczęto odnotowywać ciężkie zachorowania na drogi oddechowe, zapalenie płuc, alergie, schorzenia skórne, choroby serca, bóle stawów, nagłe skrajne zmęczenia, zawroty głowy, silne bóle głowy, krótkotrwałą pamięć, brak koncentracji, krwawienia z nosa, bóle gardła, drżenia powiek. Pomimo, że oficjalne raporty utrzymują, że opryski nie mają nic wspólnego z zachorowaniami to jednak analizy próbek włosów chorych pacjentów w Kanadzie wskazują na znacznie wyższy poziom aluminium niż zwykle.

Choroba Morgellonów

Jest kilka rzeczy, które odróżniają zwykłe smugi (pozostawiane za samolotami odrzutowymi) od tych nowych, chemicznych („chemtrails”). Te smugi szkodliwe zawisają na niebie i „ciągną” się po niebie od jednego horyzontu po drugi horyzont, tworząc formacje podobne do chmur cirrusów, ale najczęściej tworzą się niżej niż zwykłe cirrusy. Poza tym zauważono, że padające na nie światło słoneczne załamuje się podobnie jak w plamie ropy – następuje zjawisko refrakcji światła, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. Chemtrails układają się (są rozpylane) w zauważalne wzory, najczęściej krzyżują się pod różnymi kątami, tworząc szachownice, zachodzą na siebie, przecinają się itp. Często tworzą np. znak „X”. Przypomina to bardzo często starannie zaorane pole, od horyzontu do horyzontu. Po kilku godzinach smugi te zaczynają opadać, ich kształty rozrzedzają się. Co najważniejsze w tym wszystkim, opad pozostały po nich wywołuje u mieszkańców pobliskich terenów przeróżne schorzenia (o których mowa powyżej).



Obserwatorzy i świadkowie twierdzą, że spryskiwanie jest dokonywane najczęściej z samolotów wojskowych. Co ciekawe, w bardzo wielu przypadkach do tego celu używane są samoloty NATO. Samoloty te włączają i wyłączają rozpylanie w określonym momencie i zmieniają kierunek lotu. Co jest najbardziej niepokojące, to fakt, że smugi chemiczne – w odróżnieniu do tradycyjnych, kondensacyjnych – pojawiają się najczęściej nad zagęszczonymi populacjami miast i metropolii w godzinach szczytu, kiedy ludzie wracają do domu z pracy, lub pod przykryciem nocy. Czemu więc ma to wszystko służyć?


Należy mieć na uwadze, że ten temat należy do tych, które są przechwytywane i przeinaczane. Sianie dezinfromacji to zawsze najlepszy sposób na przykrycie całej sprawy lub zniechęcenie do niej społeczeństwa. Niektórzy zresztą zawsze wybiorą tę rzekomo „pozytywną” wersję wyjaśniającą to zjawisko tj. że „rząd robi to dla naszego dobra”. To taka bajka dla naiwnych – nic co jest robione potajemnie i bez naszej wiedzy nie może być czymś dobrym. Niektórzy chcą nas przekonać, że spryskiwanie ma związek z ochroną przed promieniowaniem przedzierającym się przez „dziury ozonowe”, zapobieganiem „globalnemu ociepleniu”, itd. Jeszcze inne źródła podejrzewają, że są to działania w celu modyfikacji pogody. Podaje się przykłady doniesień z lat 80-tych na temat prób rozpylania jodku sodu w celu sztucznego tworzenia chmur. To jednak nie wydaje się zbyt wiarygodnym wytłumaczeniem ze względu na zasięg zjawiska, okoliczności i wyboru miejsc, gdzie „chemtrails” występują.




Podobnego rodzaju smugi zaobserwowano na zdjęciach satelitarnych Zatoki Perskiej w trakcie Operacji Pustynna Burza – czy chodziło o ochronę przed domniemanym atakiem biologicznej broni Saddama Husajna, czy taką bronią potraktowano Irakijczyków? W USA już od czasów II Wojny Światowej istnieje długa tradycja testowania nowych broni na własnych obywatelach, bez ich wiedzy. Np. w 1950 roku amerykański stawiacz min rozpylił nad zatoką w pobliżu San Francisco chmury bardzo rzadkich bakterii z rodziny „serratia”, w rezultacie czego 11 osób hospitalizowano, a 1 zmarła. Ofiary tego eksperymentu zaskarżyły rząd, w rezultacie czego wyszło na jaw, że w latach 1950 – 1969 dokonano około 300 podobnych testów „na wolnym powietrzu”. Badacze rozpylali zarazki nawet w takich miejscach, jak nowojorskie metro. W 1972 roku rząd USA oficjalnie zaprzestał podobnych badań, jednak nieoficjalnie prace trwają nadal, tym razem stosuje się również zdobycze inżynierii genetycznej. I tak w 1986 roku filadelfijski Instytut Wistar przy pomocy genetycznie zmodyfikowanego wirusa wścieklizny zaatakował argentyńskie bydło. Podobny eksperyment Uniwersytet w Oregonie przeprowadził w Nowej Zelandii. Tam wojsko ponoć tylko szukało szczepionki przeciwko śmiertelnym wirusom.

Wyrażanie wątpliwości co do przedstawianych argumentów, ośmieszanie wypowiedzi świadków, albo przyznanie wprawdzie istnienia „chemtrails”, ale bagatelizowanie ich znaczenia, wskazywanie na manewry wojskowe o nieznanym znaczeniu lub odmawianie jakiejkolwiek dalszej odpowiedzi z powołaniem na „bezpieczeństwo narodowe” – oto taktyka rządzących, nie świadcząca dobrze o ich intencjach. „Chemtrails are real”, powiedział w czerwcu 2003 Dennis Kucinich, demokratyczny kandydat na prezydenta USA na publicznym wystąpieniu w sprawie „chemtrails” w kalifornijskim Santa Cruz. Kucinich żądał wstrzymania wszystkich projektów wojskowych w atmosferze, do których zaliczane się również sztuczne chmury. Po rozpylaniu widać na niebie liczne krzyżujące się smugi kondensacyjne, które po paru godzinach rozmazują się w białe zawiesiny i ich ślady widoczne są nawet po kilkunastu godzinach, natomiast niebo traci swój niebieski kolor. Rozpylanie przeciwdziała zasadniczo opadom atmosferycznym i prowadzi do suchej, chłodnej pogody pod mglistym niebem lub suchych burz z licznymi wyładowaniami atmosferycznymi. Do tego pojawiają się po czasie liczne problemy ze zdrowiem tych, którzy byli narażeni na działanie chemikaliów.


Ludzie z całego świata zaniepokojeni tym zjawiskiem donoszą o tym i przysyłają setki zdjęć do organizacji zajmujących się ich badaniem. Można znaleźć tysiące fotografii w internecie dokumentujących chemiczne rozpylanie. Jednym z największych takich archiwów zdjęć jest Chemtrail Central. Jednakże kolejnym niepokojącym faktem jest to, że ani słowa o „chemtrails” nie znajdziemy w oficjalnych mediach. Jeśli nawet cień informacji przedostanie się do opinii publicznej to jest on podawany w taki sposób, by zdyskredytować i ośmieszyć podejrzliwe jednostki i sprawić, by ludzie zbagatelizowali zjawisko, uznając je za nieistotne. To daje naprawdę wiele do myślenia…



Reasumując, możemy z całą pewnością powiedzieć, że dzieje się coś niedobrego i to na skalę masową. Nie mamy wiedzy o tym, czym są dokładnie owe chmury i jakie jest ich działanie, ale znając bezwzględne metody i sposoby działań iluminatów (możesz poczytać o nich w zakładce „Nowy Porządek Świata”) trzeba zakładać jedynie negatywne lub bardzo negatywne wyjaśnienia. Jeśli w skrytej tajemnicy zamienia się ludzi w króliki doświadczalne, po czym udaje się „głupa”, że o niczym nikt nie wie, to możemy spodziewać się najgorszego.

Dla tych, którzy nadal mają jakiekolwiek opory co do możliwości istnienia i występowania takich programów nad polskim terytorium prezentuję mapę opracowaną przez ETC Group a opublikowaną ostatnio w brytyjskiej gazecie Guardian. Jest to mapa oficjalnych programów geoinżynieryjnych jako projektów badawczych i eksperymentów manipulacji systemem klimatycznym. Świadomość istnienia takich programów jest o tyle istotna, iż powodują one zaburzenie naturalnych procesów pogodowych. Jeśli np Czechy przeprowadzą akcję wyzwalania opadów nad swoim terytorium to np. w Polsce może być susza, lub inne anomalie pogodowe.




„Czym spryskiwany jest świat?”:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz