środa, 21 sierpnia 2013

Rozmowa z bp. Wiesławem Meringiem


O programowej walce ateistów z Kościołem, o KUL i wykładach z gender na lubelskim uniwersytecie, oraz o postępującej laicyzacji na katolickich uczelniach mówi w rozmowie z PCh24.pl J.E. ks. bp Wiesław Mering, ordynariusz diecezji włocławskiej.

Ekscelencjo, w niedawnym swoim wystąpieniu zwrócił Ksiądz Biskup uwagę opinii publicznej na temat ideologii gender. Czy chrześcijanie powinni postrzegać tę ideologię jako zagrożenie? Jeśli tak, to dlaczego?

- Bardzo cieszę się ze stosowania takiego nazewnictwa. Gender bowiem nie uważam za filozofię, tylko za ideologię. Podstawową różnicę widzę w tym, że filozofia z natury szuka prawdy, a ideologia jest przekonana, że już ją znalazła i teraz próbuje wszelkimi sposobami narzucić ją ludziom. Tak więc należy mówić o ideologii gender niezależnie od tego, że bazuje ona na niektórych myślach, prądach i kierunkach filozoficznych, o których jeszcze powiem.

Gender jest śmiertelnie poważną próbą walki z chrześcijaństwem. Do tej pory najstarszą formą antychrześcijaństwa był ateizm, twierdzący, że nie ma Boga. Gender natomiast nie tylko przyjmuje ateizm, lecz również kwestionuje samą koncepcję człowieka, który staje się czymś trudno uchwytnym, „niedokończonym”, jakimś rodzajem meduzy, przybierającej naturę i właściwości odmienne w różnych sytuacjach kulturowych.

Człowiek staje się wytworem swoich zmysłowych namiętności; nie jest już „mężczyzną i kobietą”, lecz sprawia wrażenie czegoś niedokończonego, niezrealizowanego, a o swojej naturze decyduje sam. Gender zatem unicestwia Boga, człowieka, jego naturę, rodzinę, małżeństwo! Zresztą uderzenie w Boga – zawsze jest również ciosem w człowieka!

Nic dziwnego, że takie poglądy muszą budzić najgłębszy niepokój chrześcijan, znajdujących w Biblii, tradycji i nauce społecznej Kościoła wskazówki, pozwalające uchwycić istotę człowieka, jego powołanie, Boży plan względem ludzi – rodzinę dla Syna Bożego wybrał sam Bóg! – czy wreszcie przypomnienie, iż człowiek nie ma hołdować instynktom, lecz kierować nimi, panować nad nimi w oparciu o pomoc Bożą.

Czy dostrzega Ksiądz Biskup jakieś podobieństwa między gender a innymi lewicowymi ideologiami, które w II połowie XX wieku opanowały uniwersytety zachodniego świata?

- Walka z Bogiem zaczęła się wcześniej niż w XX wieku. Największe „zasługi” przynosi bez wątpienia filozofia oświecenia. Voltaire pragnął pozbawienia papieża władzy doczesnej, a na uczelniach chciał wprowadzić nauczanie świeckie i heretyckie; duchowieństwo powinno zostać zniszczone, a terror powinien ogarnąć ziemię i trwać na niej tak długo, dopóki choć jeden chrześcijanin trwać będzie przy swojej wierze. To prawdziwe poglądy filozofa – wzoru tolerancji; jeżeli jeszcze dodać do tego silne akcenty antysemickie, to „światłość” Voltaire’a jaśnieje o wiele słabiej!

Podobnie słynny encyklopedysta Denis Diderot, który wprawdzie niczego oryginalnego w filozofii nie stworzył, ale stał się symbolem oświeceniowej myśli poprzez głoszony deizm, antropocentryzm i krytykę religii. Wskazał tym samym prostą drogę do sekularyzacji europejskiej kultury.

Najbardziej zajadłym przeciwnikiem religii był jednak Ludwig Feuerbach, który w miejsce teologii chciał wprowadzić antropologię, czyli na miejsce Boga postawić człowieka. Boga uważał za wytwór ludzkiego intelektu, twierdząc, że to ludzkie pragnienia, dążenie do szczęścia, przybiera Jego postać. Trudno tu omawiać szczegółowiej poglądy Feuerbacha, ale zostały one przejęte przez lewicę heglowską i rozpropagowane przez marksizm, który dobrze znamy. Owocem z kolei indoktrynacji marksistowskiej stał się scjentyzm, a także rewolta 1968 roku w świecie zachodnim. Wskutek negacji tradycji, kultury zachodniego świata, oczywiście religii, autorytetów, itp., zrodziła się, po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, właśnie ideologia gender.

Dlaczego ideologie tego typu tak łatwo znajdują sobie miejsce w polskich środowiskach uniwersyteckich? Przecież doświadczenie komunizmu powinno uodpornić je na nowe „mody intelektualne” importowane z zagranicy.

Nie sądzę, by ideologia gender była szczególnie potrzebna i poszukiwana na polskich uczelniach. Jeżeli władze uczelni wprowadzają ją w swoich programach, to kierują się przede wszystkim poprawnością polityczną i pragnieniem bycia na bieżąco z prądami współczesnej kultury, czy – może – bezmyślnym naśladowaniem uniwersytetów amerykańskich czy zachodnioeuropejskich.

Przyjrzałem się nazwiskom ludzi wykładających w jedenastu różnych ośrodkach w Polsce ideologię gender: bardzo trudno znaleźć tam jakieś znane nazwisko, poważnego pracownika nauki, człowieka z autorytetem; najwięcej pojawia się skrajnych feministek, zacietrzewionych w swoim przywiązaniu do głoszonych poglądów i odsądzających od czci i wiary tych, którzy myślą inaczej. Niby głoszą wolność i tolerancję, ale nie mają zamiaru dawać jej myślącym inaczej.

Wiele lat temu ksiądz profesor Styczeń, przyjaciel Jana Pawła II, ostrzegał przed mitem antydogmatyzmu, czyli uznawaniem prowizoryczności twierdzeń nauki. To prowizoryczność jednak stanowi… dogmat tzw. społeczeństwa „otwartego”. Kosztem zatem prawdy promuje się konsens społeczny; widoczne to jest także w myśleniu filozoficznym i w teologii.

Katolicki Uniwersytet Lubelski jest uczelnią bliską sercom wszystkich katolików w Polsce. Ksiądz Biskup, jako jej absolwent, z pewnością w szczególny sposób interesuje się wszystkim, co dotyczy KUL. Czy to właśnie było powodem napisania przez Księdza Biskupa publicznego listu do rektora KUL z pytaniem o wykłady gender, które mają być prowadzone na tej uczelni?

- Moja wypowiedź, dotycząca wykładów gender na KUL-u, wynikła najpierw z pewnego zaniepokojenia sytuacją: nagle pojawiają się zapowiedzi tej problematyki w wykładach, bez żadnych dopowiedzeń, określeń, co ma być ich przedmiotem, celem, czemu mają służyć. Wydawało mi się nieprawdopodobne, by uniwersytet katolicki tej rangi co KUL, mógł po prostu udostępniać swoje sale wykładowe podobnie smętnej ideologii. Prosiłem zatem Księdza Rektora o wyjaśnienie sytuacji.

Niestety odpowiedzi mnie nie satysfakcjonują. Zamiast pokrętnych tłumaczeń, trzeba było napisać, że chodzi o krytyczne odniesienie się do modnego dzisiaj kierunku, że celem wykładów jest ukazanie wewnętrznej sprzeczności gender, ich charakteru antychrześcijańskiego, itp. Taka deklaracja uspokoiłaby zarówno świeckich, jak i duchownych, i przyczyniła się do wyciszenia niepokoju. W odpowiedziach jednak zwracano raczej uwagę na to, jak ważny dla współczesności jest gender i jak korzystne będzie zaznajomienie z tymi poglądami studentów.

Nie podzielam entuzjazmu władz KUL-u: niekoniecznie trzeba poznawać i doświadczać wszystkich brudów dzisiejszej kultury, żeby naprawdę ją ubogacić tym, co dobre, mądre i piękne. Taki jest pogląd również wielu pracowników KUL – zwłaszcza Wydziałów: Teologicznego i Filozoficznego, których roli dla Kościoła w Polsce nie da się przecenić!

Ośrodek Brama Grodzka-TeatrNN – czyli instytucja, która współpracuje z KUL przy tworzeniu kierunku studiów z fakultatywnymi wykładami z gender – jest środowiskiem bliskim skrajnie lewicowej „Krytyce Politycznej”, co udowodnili m.in. dziennikarze naszego portalu. Jednak wydaje się, że przedstawiciele KUL, odpowiadając Księdzu Biskupowi, zbagatelizowali tę kwestię. Czy ma ona istotne znaczenie dla wyrobienia sobie stanowiska na temat profilu tych studiów?

- Akurat na pytanie o to, czy Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN jest najbardziej odpowiedni do współpracy z KUL w sprawie gender, nie doczekałem się odpowiedzi ze strony Księdza Rektora. Jestem wdzięczny środowiskom prawicowym za natychmiastową reakcję w tej sprawie. W moim liście wskazywałem, że to dziennikarze nagłośnili sprawę!

Sugerowałem też, że Kościół ma specjalistów wysokiej klasy, przygotowanych do ewentualnego, krytycznego omawiania gender (myślę zwłaszcza o środowisku krakowskim z księdzem profesorem Dariuszem Oko czy warszawskim z panią profesor Marią Ryś). Jak długo uniwersytet katolicki, podejmując tak kontrowersyjną problematykę, będzie korzystał ze skrajnie lewicowego ośrodka „Bramy Grodzkiej…”, tak długo nie będę miał wątpliwości, że sytuacja rozwija się w niedobrym kierunku. Trudno się spodziewać krytyki gender ze strony ludzi, którzy ją na co dzień popierają i promują! To jest przecież zupełna naiwność!

W liście do KUL wspomniał Ksiądz Biskup o tym, że planuje podjąć temat gender na szerszym forum Konferencji Episkopatu Polski. Czy planuje Ksiądz Biskup jakieś kroki w tej sprawie?

- Problem ten podjąłem na Konferencji Episkopatu, ale nie jestem upoważniony do przedstawienia tych spraw na zewnątrz. Ciągle liczę na uzdrowienie sytuacji przez odpowiednie decyzje władz uczelni, a także przez stymulującą rolę Wielkiego Kanclerza KUL-u.

A czy planuję jakieś dalsze kroki w tej sprawie? Naturalnie, ale jeszcze nie pora o tym mówić.

Czy Kościół w Polsce jest intelektualnie przygotowany, by stawić czoło ideologii gender?

- Tu akurat nie mam najmniejszych wątpliwości i to zarówno jeżeli chodzi o świeckich przedstawicieli Kościoła, jak i o duchownych.

Mamy znakomite ośrodki studiów nad teologią małżeństwa i rodziny (Warszawa, Kraków, Lublin); mamy autorów, którzy nie boją się nazywać rzeczy po imieniu (wspomniani już: ksiądz profesor Dariusz Oko, pani profesor Maria Ryś); znakomite środowiska publicystyczno-popularyzatorskie, skupiające się wokół tygodników katolickich („Gość Niedzielny”, „Przewodnik”, „Niedziela”, „Idziemy”); jest „Nasz Dziennik”, Radio „Maryja”, TV Trwam; są aktywne centra chrześcijan świeckich, zainteresowanych przekazywaniem integralnej nauki Kościoła dotyczącej małżeństwa i rodziny; są ośrodki myśli Jana Pawła II (Kraków, Warszawa), której przecież w żaden sposób nie da się pogodzić z gender; są wreszcie środowiska mniej związane z Kościołem instytucjonalnym, ale wyraźnie wierne chrześcijańskiej wizji małżeństwa i rodziny (np. „Sieci”, „Do Rzeczy”, „WPiS”, „Polonia Christiana”, itp.).

Za każdą pracę, publikację i troskę w tej dziedzinie, za jasne prezentowanie zdrowego rozsądku – jestem wymienionym środowiskom ogromnie wdzięczny. Już wielokrotnie doświadczaliśmy w Polsce, jak bardzo wiele znaczy głos opinii społecznej; ruchy i stowarzyszenia kościelne mają wiele do potwierdzenia także w tej sprawie.

Liczni publicyści katoliccy, czy konserwatywni, zauważają, że na KUL działy się niedawno inne niepokojące rzeczy. Na przykład wystąpienie prof. Zygmunta Baumana jako głównej „gwiazdy” Kongresu Kultury Chrześcijańskiej czy przypadek prof. Zofii Kolbuszewskiej, która broniła skandalicznej wypowiedzi szefowej Teatru Ósmego Dnia na temat Ojca Świętego. Tymczasem od lat obserwujemy w wielu krajach Europy czy w USA proces laicyzacji uczelni katolickich. Uczelnie powołane do tego, by kształcić katolików, dobrowolnie rezygnują ze związków z Kościołem i katolicyzmem. Czy Ksiądz Biskup nie obawia się, że za kilka lat w Polsce nie będzie już miejsc intelektualnego kształtowania elit katolickich?

- Niektóre z sygnalizowanych tu problemów poruszył niedawno w swojej rozmowie z Rektorem KUL ksiądz redaktor Tomasz Jaklewicz na łamach „Gościa Niedzielnego”. Warto tekst Jego wywiadu z Księdzem Rektorem KUL przeczytać!

Natomiast, coraz więcej ujawnianych wiadomości na temat profesora Zygmunta Baumana, wypadek Pani Dziekan, broniącej obrzydliwej wypowiedzi dyrektorki Teatru Ósmego Dnia z Poznania na temat Ojca Świętego, nie tylko budzi niepokój, ale zdecydowany sprzeciw. Te wypadki to „małpowanie” najgorszych wzorów amerykańskich: jeden z uniwersytetów katolickich w USA nadał przecież doktorat honoris causa prezydentowi Obamie, znanemu z popierania aborcji i przeznaczania na nią olbrzymich środków.

Ja pamiętam zupełnie inny KUL: Uniwersytet wtedy był mały, ale prężny, zwarty i nieustannie wierny moralnej i społecznej nauce Kościoła. Nie mógł w pełni cieszyć się wolnością, bo tej nie było dla żadnej uczelni w Polsce. Nie szukał jednak nowinek, mód lansowanych przez określone środowiska, tylko zajęty był dzisiejszym odczytywaniem wielkiego spadku, jaki chrześcijaństwo wniosło w życie kontynentu, świata i naszego kraju.

Pytanie o wierność Ewangelii i Nauce Społecznej Kościoła powinna być pierwszym kryterium, dla którego podejmuje się badania nad takim czy innym problemem. Uniwersytety Katolickie zaistniały głównie dla podejmowania intelektualnej refleksji w tych dziedzinach, które wyrzucono ze szkół państwowych (teologia, filozofia). Dziś KUL liczy wielu studentów, ale ilość nie przełożyła się na jakość studiów: pospieszne kształcenie najczęściej rodzi bylejakość, a KUL zamienia się w lokalną, lubelską szkołę, którą poza nazwą coraz mniej łączy ze swoim poprzednikiem i nazwiskami takich Mistrzów jak: Mieczysław Albert Krąpiec, Stefan Swieżawski, Marian Kurdziałek, Karol Wojtyła, Wincenty Granat, Józef Kudasiewicz, Stanisław Łach czy Irena Sławińska, Czesław Zgorzelski, Marian Maciejewski, Janina Niemirska-Pliszczyńska i inni.

I jeszcze jedna uwaga: z niepokojem mówiąc o KUL – nie myślę o Wydziałach Teologicznym czy Filozoficznym, które kontynuują znakomite tradycje.

Powtórzę: Uniwersytet Katolicki ma wiernie przekazywać naukę Kościoła; tym musi przekonywać o swojej konfesyjności, a nie przypinaniem kolejnych odznaczeń do sutann. W przeciwnym razie, nie daj Bóg, niepokój wyrażony w pytaniu może stać się ciałem.

Oczywiście, nie reprezentuję tu poglądów niczyich – poza moimi własnymi, co wypada mi jasno zaznaczyć.

Jak można przeciwdziałać laicyzacji katolickich uczelni?

- Przeciwdziałanie laicyzacji katolickich uczelni to przede wszystkim kwestia właściwego doboru kadr, ludzi, którzy nie tyle zajęci będą osiągnięciem kolejnych stopni naukowych, ile trwaniem i propagowaniem prawdy o Ewangelii. Nie wdając się w żadne szczegóły, wydaje mi się, że jest to kluczowe dla zrozumienia błędnej decyzji o wprowadzeniu modnej dziś ideologii w problematykę studiów, na dodatek w oparciu o niewłaściwe środowisko.

Rozmawiali: Piotr Doerre, Krzysztof Gędłek
http://www.pch24.pl/.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz