czwartek, 20 czerwca 2013

Non enim dedit nobis Deus spiritum timoris sed virtutis et dilectionis et sobrietatis.

„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,
ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”
 (2 Tm 1, 7)


   Diabeł mami. Omamia. Może mamić pokusą religii światowego braterstwa powszechnego ludzkości. Może mamić, dopadając całe narody i wprowadzając je w stan uśpienia. Naród w stanie uśpienia. Ludzie Kościoła w stanie uśpienia. Demoniczna narkoza. Jak by się to miało przejawiać? Ano, na przykład w tym, że kiedy wpływowe środowiska dokonują rozbioru wiary katolickiej i rozwałki wielowiekowych katolickich zwyczajów, człowiek uśpiony będzie przeświadczony, że wszystko jest dobrze i że należy być posłusznym. Człowiek uśpiony nie protestuje. Będzie potulny i posłuszny, nawet gdy sprawa Boża wymagałaby zastosowania uprawnionego oporu katolickiego – za wzorem Świętych. Kwestia poważna.



   Jest też poważny problem ludzi z dziwną misją. Ci ludzie z dziwną misją pohukują na katolików, którzy mają używalność rozumu, aby wygaszać ich rozum. Nie myśl! Bądź posłuszny! Znamy skądś takie tony? Pod płaszczykiem sprawnie dobranych cytatów chce się wygaszać w uczciwych katolikach ich zdolności posługiwania się rozumem. A rozum przecież jako dar Boży umożliwia nam poznanie prawdy i klarowne odróżnienie prawdy od fałszu, dobra od zła. Cywilizacja łacińska ceni rozum. Ostrożność i przezorność wobec pohukiwań różnych, które prowadzą do wygaszania rozumności, będzie doskonałym przejawem intelektualnej dojrzałości. By jaśniej powiedzieć: naszej katolickiej dojrzałości. Katolik ma myśleć! Wygaszanie rozumu to nie jest cecha naszej cywilizacji. Wygaszanie rozumu to nie jest cecha naszej kultury. To są wpływy inne. Obce nam. Nie zawsze chodzi o wyształcenie akademickie. Zawsze chodzi o odniesienie do prawdy. To jest podstawa rozumności – używania rozumu jako daru Bożego.

   Gdyby św. Katarzyna i inne dzielne święte kobiety wygasiły rozum, to nie dostrzegłyby zła, które dzieje się w Kościele, nie osądziłyby spraw ludzkich, nie rozróżniłyby jasno dobra i zła, nie doszłyby do przekonania i do decyzji, że trzeba adekwatnie reagować, że trzeba pisać do hierarchów, do papieża. Trzeba, by ratować Kościół – Oblubienicę Chrystusa! Rozumne działanie. Katolickie. Mądre, rozumne, święte, odważne kobiety. Dzielne!

   Boża miłość nie zamazuje rozumu. Dlatego mistycy byli ludźmi rozumnymi, realistami, to znaczy widzącymi głęboko i klarownie rzeczywistość taką, jaka jest. Prawdziwie.

   Czy nie mamy dzisiaj w Polsce do czynienia ze zjawiskiem powszechnego religijnego uśpienia, otępienia? Wina mass mediów? Wina okultystycznych mocy zatruwających Polskę? Wina zrównania prawdziwej religii z innymi wierzeniami i kultami? Wina równouprawnienia prawdy i fałszu? Wina aktywnych wpływowych środowisk? Wina braku modlitwy? Wina braku zgiętych przed Bogiem kolan?

   Czy nie mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z grupą pohukujących, którzy chcą wygaszać nasze zdolności rozumu, zdolności poznawania prawdy, zdolności klarownego odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła?

   Wyobraźmy sobie, że są święta Bożego Narodzenia. Gdyby ktoś urządzał wieczerzę wigilijną na łysym stole bez obrusa, byłby problem i dziwionoby się, dlaczego takie prostactwo… Ubóstwo?

   Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w kościele. Wyrzucono obrusy z balasek, przy których wierni przyjmują Komunię Świętą. Nikt się nie dziwi. Nikt nie protestuje. Przy łysym drewnie, przy łysym marmurze przyjmować Komunię Świętą – czy tak się godzi? Czy to jest lepsze?

   Co jest więc dla nas ważniejsze: wieczerza wigilijna czy Msza Święta? Wystrój domu czy wystrój domu Bożego?

   Łatwo jest niszczyć i eliminować. Co się da w zamian? Lepsze?

   A Komunia Święta to nie jest zwyczajowy opłatek. Komunia Święta to Pan Bóg! „Idzie, idzie Bóg prawdziwy”. „Upadnij na kolana, ludu czcią przejęty. Uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty!”. Mądre, stare, katolickie pieśni Eucharystyczne! Teksty prawdziwe. Teocentryczne!

   Pan Jezus wstąpił do nieba i zasiada po prawicy Ojca. A równocześnie Pan Jezus wypełnia obietnicę: Et ecce ego vobiscum sum omnibus diebus usque ad consummationem saeculi – „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). To jest tajemnica.

   Obietnica Pana Jezusa wypełnia się w Najświętszym Sakramencie.

   Największym skarbem jest Najświętszy Sakrament!

   Jest problem posoborowej nonszalancji, trywializacji i prostackiego odniesienia do Najświętszego Sakramentu. Przejawy?

   Między innymi: szaleńczo-rewolucyjne bezpardonowe wyrugowanie najdoskonalszego aktu kultu czyli Mszy Trydenckiej, niekatolickie utrudnianie i bezprawne problematyzowanie kwestii rozpowszechniania na powrót Mszy Trydenckiej, zatrata istotnego dla liturgii katolickiego ukierunkowania ad Orientem (ku Wschodowi), eliminacja języka łacińskiego (wbrew wyraźnym zaleceniom Kościoła zawartym m.in. w dokumentach Soboru Watykańskiego II), bałagan na miejscu odprawiania Mszy Świętej (nieprzykładanie wagi do obecności relikwii, błędna liczba świec, błędny układ świec, wyrzucenie Krzyża sprzed oczu celebransa, zagracanie różnymi przedmiotami), bezceremonialne odwracanie się tyłem do tabernaculum, detronizacja Boga czyli wyrzucanie tabernaculum z centralnego miejsca do ukrytych miejsc, stawianie przed tabernaculum tronu dla celebransa, nieprzyklękanie przed Najświętszym Sakramentem, podeptanie królewskiego zwyczaju przyjmowania Komunii Świętej w postawie klęczącej, nieużywanie pateny przy rozdawaniu Komunii Świętej, profanacyjna praktyka Komunii na rękę (co z partykułami?), Komunia świętokradzka (w grzechu, bez spowiedzi), lekceważenie dokładnej puryfikacji palców i naczyń liturgicznych, akceptowanie i tolerowanie przyjmowania Komunii Świętej przez ludzi o pomylonych poglądach, wyrzucanie balasek, a tam gdzie pozostały – nieprzykrywanie ich czystym białym obrusem, nagminne i natrętne wprowadzanie nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej (wbrew przepisom Kościoła mówiącym o wyjątkowych i naglących sytuacjach), bieganie po prezbiterium kobiet z „posługami” różnymi, pogaduszki w kościołach, nieodpowiedni i nieprzyzwoity strój (kobiety, mężczyźni, dzieci), nieodpowiednie postawy (np. zakładanie nogi na nogę, antyliturgiczne przykucania zamiast przyklęknięcia, siedzenie kiedy otwarte jest tabernaculum), brak troski o należyte wychowanie dzieci do pobożnego uczestnictwa we Mszy Świętej i do odpowiedniego zachowania się w kościele, nonszalancja gestów liturgicznych, udostępnianie kościołów na wydarzenia sprzeczne z katolickim kultem (obrzędy innowiercze, inne imprezy), dopuszczanie innowierców do czynnego udziału w katolickiej liturgii, pomijanie fundamentalnego teocentrycznego ukierunkowania całej akcji liturgicznej, grzech antropocentryzmu w liturgii, instrumentalizowanie liturgii poprzez traktowanie jej jako miłej okazji do okazania baterstwa i do wytwarzania miłych klimatów, mnożenie niepotrzebnych komentarzy i konferansjerki odwodzącej od modlitwy, wprowadzanie atmosfery pikniku i zabawy, szkaradna architektura kościołów, kaplic i ich wnętrz, deformacja obrzędów liturgicznych i różne na tym polu „kreatywności” i „subiektywizmy”, pogarda dla tradycyjnego repertuaru pieśniarskiego (chorał gregoriański, tradycyjny śpiew ludowy), nieuszanowanie kościoła jako miejsca modlitwy, pośpiech lub nadmierna rozwlekłość akcji liturgicznej (np. z powodu nadmiaru komentarzy), błędne, sprzeczne z istotą liturgii układy przestrzenne (zamknięty krąg, układ amfiteatralny).

   Kardynał Joseph Ratzinger w swoim dziele Duch liturgii pisał klarownie, odważnie i prawdziwie – bez ogródek: „Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać «danemu z góry schematowi». Zwrócenie się kapłana do ludu czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej”.

   Do powyższego można jeszcze dodać stosowane dość powszechnie różne metody i sposoby dyskryminowania kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych świeckich, którzy pozostają wierni temu, czym liturgia katolicka w swojej istocie jest. W pewnym wyższym seminarium duchownym w Polsce kleryk, który chciał przyjmować Komunię Świętą w postawie klęczącej, musiał wszczynać specjalne procedury, aby mu pozwolono. Jacy kapłani wyjdą z takiego seminarium?

   Dużo tego, prawda? Ileż się tego zebrało. Śpimy? Reagujemy? A przecież to tylko niektóre przejawy… Zgoda, nie wszędzie i nie wszyscy mają takie antyzasługi w destrukcji Kościoła i niszczeniu katolickiej wiary, której elementarnym wyrazem jest katolicka liturgia. Nie wszędzie i nie wszyscy. Oczywiście.

   Czy można rozumnie reagować? Czy nie czas się wybudzić? Należy – za przykładem Świętych!

   Jakie poważne gremia kościelne zajmują się tą problematyką? Od podjęcia tej problematyki zależy powaga i dostojeństwo urzędu. Nie chodzi o dyskusje i wypowiedzi na potrzeby przestrzeni medialnej. Chodzi o wierność objawionej Prawdzie i o najwyższy szacunek dla rzeczywistości najświętszej: dla Najświętszego Sakramentu. Wtedy mamy do czynienia z powagą Kościoła i z powagą urzędu w Kościele.

   W swoim wystąpieniu na XI Zwyczajnym Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów w Watykanie, w październiku 2005 roku, Abp Jan Paweł Lenga, Ordynariusz Karagandy (Kazachstan) mówił:

   „Prośmy Ducha Świętego, aby rozpalił w naszych sercach «gorliwość o dom Pański» i o jego największy skarb, którym nie jest jakiś przedmiot czy teoria, lecz Ciało i Krew naszego Boga i Zbawiciela. Być może moglibyśmy uczyć się tego od św. Ojca Pio z Pietrelciny, świętego czciciela Eucharystii żyjącego w naszych czasach. Oto jego słowa: «O Ojcze święty, ile profanacji, ile świętokradztw musi znosić Twoje łaskawe serce! Któż więc, Boże, stanie w obronie tego łagodnego Baranka, który nigdy nie otworzył ust swoich w swojej sprawie, lecz zawsze tylko w naszej?» (Epist. II, s. 344)”.

   Oto wypowiedzi pasterzy poważnych.

   Jest takie – rozpowszechnione w ostatnich kilkudziesięciu latach –kryterium, które prezentuje się dzisiaj w wielu środowiskach jako jedyne: miłość bliźniego. Za przykładem rzeszy Świętych wbijmy sobie po katolicku i trzeźwo do głowy: pierwszym kryterium katolickości jest odniesienie do największego Daru, jaki zostawił nam Jezus Chrystus, odniesienie do rzeczywistości najświętszej: Najświętszego Sakramentu. Wiara, miłość, pokora, najwyższy szacunek, delikatność, adoracja, cześć i uniżenie przed Panem Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie. Nazwa jest przecież wielce zobowiązująca i prawdziwa(!): Najświętszy Sakrament – Sanctissimum Sacramentum!

   Katoliccy starsi Księża pamiętają klasyczne mądre adagium, pomieszczone w niejednej katolickiej zakrystii:



Sicut tu Me tractabis in Missae sacrificio,

ita te tractabo in ultimo iudicio.



„Jak ty Mnie traktujesz podczas Mszy Świętej,

tak Ja ciebie potraktuję na Sądzie Ostatecznym”.



   Nie tylko kapłanom dobrze zrobi w czasach pomieszania powszechnego częste przypominanie tej myśli i umieszczenie jej – dużymi literami – w zasięgu wzroku.

   Prawda dobrze robi na rozum. Łaska dobrze robi na serce.

   Mowa tu o sprawach najświętszych i fundamentalnych.

Źródło:: http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2013/05/12/adagium-kaplanskie/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz